Anonymous - 2016-08-21, 10:46 Nie udzielała jej się atmosfera zawodów. Przyjemny gwar, ludzie na trybunach, sponsorzy, trenerzy i właściciele koni podchodzili od czasu do czasu, klepali po plecach, dawali dobre rady czy pozdrowienia, a później zasiadali na miejscach w oczekiwaniu na gonitwę. W tym czasie ktoś szykował już Hero, na którym w swoim czasie wyjechała na tor. Dopiero w momencie pojawienia się tutaj, poczuła jak stopniowo zaczyna wzrastać w jej krwi adrenalina. Dosiadany przez Octavię ogier, zapewne zaczął szaleć, co przyjęła raczej ze spokojem. Swoją stałą, nieprzychylną i dość niepochlebną metodą, karciła go niemal zawsze kiedy robił coś złego, choć setki ludzi na trybunach powstrzymywały ją przed wyżywaniem się na zwierzęciu. Na ogół nie miała z tym większych problemów, wszakże cechował ją kompletny brak szacunku względem wszystkiego, ale hej... była skuteczna. Na tyle ile mogła oczywiście, bo niestety, ale to nie od jej zachowania zależało wejście ogiera do bramek startowych. Oczywiście i teraz nie obeszło się bez szarpaniny i wielu różnych prób, ale ostatecznie Hero znalazł się na miejscu. Przygotowana do startu, skupiła się już tylko na nim. Odetchnęła głęboko i wbiła spojrzenie przed siebie, a kiedy usłyszała dźwięk poprzedzający otwarcie bramek, wzmożyła czujność. Zaraz ścisnęła konia piętami, dając mu sygnał do startu. Zwierzę wystrzeliło jak imponująca maszyna, ale mimo tego wyjście nie było szczególnie dobre. Nie miała jednak czasu go rozważać, wszak energię poświęciła dogonieniu reszty koni. Nie mogli zanadto odstawać, choć nie pozwoliła też, by ogier wyprzedził resztę. Nie zapomniawszy o technice Gniadego, Octavia nakazała mu zrównać się z jednym z ostatnich koni w stawce i utrzymywała tempo.Shenanigans - 2016-08-21, 11:05 Był to dla niej dzień jak co dzień, nie stresowała się swoim już drugim starem, ani nie przeżywając tego wydarzenia jak niektóre konie. Po prostu zachowywała się normalnie, spokojnie i bez nerwów przyjmując na swój grzbiet nieznajomego, z którym wkrótce dotarła do bramek startowych. Już w środku zaczęła nieco się niecierpliwić, czego oznaką było przebieranie nogami, ale nie zakłóciło to jej skupienia, bo ciągle była w gotowości, aby po sygnale wyskoczyć na przód. Kiedy już nadszedł czas, Shen mocno, siłowo odbiła się od ziemi, starając się o jak najlepszy start. Na razie trzymała się obok innych, chociaż już od razu wolałaby wszystkich wyprzedzić. Dopiero, gdy została przez jasnowłosego wysłana do przodu, klacz wyraźnie poszerzyła swoje ramy, mocniej uderzając kopytami o ziemię, w którą się zapadały. Po znacznym przyspieszeniu zaczęła mijać pozostałych rywali, dążąc do zajęcia miejsca na początku stawki, co było zgodne z jej techniką.Hero Of War - 2016-08-21, 16:17 Od samego początku nie ułatwiał zadania dosiadającej go amazonce, nerwowy jak zwykle, miotał się i rzucał nie potrafiąc nawet na krótki moment ustać w miejscu. Próbował stawać dęba i wywieźć Octavię z toru. Nie był zadowolony z metod jakie stosowała stąd też pokazywał swoje niezadowolenie w taki, a nie inny sposób.
Furczał głośno napierając silnie na wędzidło i jeśli tylko zbliżał się do jakiegoś konia wydawał z siebie głośny kwik niezadowolenia.
Z pomocą Octavii przyszło dwóch mężczyzn, którzy wprowadzili Hero do boksu startowego, w którym zostając zamknięty znów zaczął się miotać i zupełnie olał wyjście z bramki, zostając na ostatniej pozycji. Mogąc nareszcie spuścić z siebie nadmiar energii, parł dynamicznie przed siebie, ale nie próbował doganiać pozostałych koni. Jego technika opierała się na atakowaniu dopiero na ostatniej prostej, stąd też ostrożnie rozkładał siły czekając właśnie na ten moment.
Niechętnie zrównał się z innym koniem, niemal od razu kładąc po sobie uszy i czując na sobie rosnącą presję, która sprawiała, że za wszelką cenę chciał wyprzedzić swojego rywala.Mistrz Gry - 2016-08-21, 18:39 Konie szybko ustawiły się w stawce. Na przodzie zdecydowanie plasował się Vesiputous, ale dystans między nim, a pozostałymi końmi nie był dramatyczny. Pozostałe trzy konie biegły niemalże w szeregu, jako że ich kluczem do sukcesu było zamykanie stawki w początkowej fazie wyścigu. Na ten moment końcowy wynik był nie do przewidzenia, bo wszystko mogło się jeszcze zmienić w najmniej oczekiwany sposób.
Kolejka bez zmian.Aiden Craven - 2016-08-21, 18:56 Przed wejściem w zakręt nie musiał szczególnie przytrzymywać konia, bowiem jego tempo nie było aż tak mocne - dotrzymywał kroku pozostałym dwóm wierzchowcom, odstając doprawdy nieznacznie. Po pokonaniu pierwszego zakrętu i wyjściu na przeciwległą prostą spróbował zbliżyć się do wewnętrznej krawędzi toru, ale nie dążył do zajęcia skrajnego "pasa". Naturalnie pierw upewnił się, że może sobie na to pozwolić, a osiągnąwszy swój cel trzymał się obranej pozycji, wciąż nie jadąc szybciej niż reszta. Najwyraźniej końcówka miała być bardziej emocjonująca niż zwykle, gdy cała trójka w jednym momencie postanowi dać czadu... Póki co Aiden obserwował trasę spomiędzy uszu konia, cały czas pewnie trzymając palce na wodzy i stabilnie "siedząc" w półsiadzie.Brian - 2016-08-21, 19:03 Były to jego drugie wyścigi w Orchardzie. Postanowił po raz drugi wystartować z Jackpatches, bo zawsze lepiej startować z koniem, którego się chociaż trochę zna, poza tym mieli wynik z poprzedniej gonitwy do poprawienia, na co Brian po cichu liczył. W stajni przywitał się z dwulatką, poczęstował smakiem i zaprowadził na myjkę, gdzie ją sumiennie wyczyścił i osiodłał, sprowadzając ją na ziemię, jeśli zachciało jej się kombinować. Następnie chcąc ją przygotować przed startem poprowadził małą rozgrzewkę w każdym chodzie. Zanim skierował się w stronę bramek dokonał ostatnich poprawek sprzętu. Jego typowy dla dżokeja strój też był kompletny, poprawił gogle i siedząc pewnie na grzbiecie angielki zaprowadził ją do bramek. Obyło się bez żadnych incydentów podczas wprowadzania do bramek, a gdy zostali w nich zamknięci brunet mentalnie przygotowywał siebie, jak i Jackpatches do startu. Jak zwykle zawodom towarzyszył dreszczyk emocji, ale poza tym Brytyjczyk był skupiony. Siadł w półsiadzie mocno trzymając wodze i oczekując na otwarcie bramek. Te z charakterystycznym dźwiękiem otwarły się, Donney wypchnął Jack do galopu. Wszystkie konie wypadły z bramek mniej więcej w tym samym czasie więc konie szły niej więcej równo i stanowiły zwartą stawkę. Brian skupił się póki co na tym, by trzymać się grupy, nie odstawać i nie dać się zablokować, by w odpowiednim momencie wystrzelić do przodu, chociaż można powiedzieć, że było to dalekie wychodzenie w przyszłość. Nie chciał od razu forsować klaczy, bo mogłoby jej nie wystarczyć sił, wiedział, że mocną stroną folblutki jest finisz. Na razie więc utrzymywał jej w tempie, które w tym momencie pozwalało jej trzymanie się w grupie i jednocześnie zostawiało zapas na koniec gonitwy.Jackpatches - 2016-08-21, 20:26 Kasztanka niewiele robiła od przyjazdu do stajni, zaliczyła jeden wyścig i w sumie nic poza tym. Dobijała ją samotność, ale co mogła z tym zrobić? O tak to zdecydowanie, musieli poprawić wynik z poprzedniej gonitwy. To że się znali, ułatwi im z pewnością sprawę. Na widok Briana się nieco ożywiła, by spokojnie się dać zaprowadzić na myjkę, a tam wyczyścić i osiodłać. Klacz była podekscytowana, ale zachowywała się należycie. Przed samym startem się nieco rozgrzali, poruszając się w każdym chodzie, ale nie męcząc się zbytnio. W końcu nadszedł ten czas ! Klacz została zaprowadzona do bramek, gdzie bezproblemowo do nich weszła. Zamknięta w środku, uniosła wyżej łeb i rzuciła okiem na przeciwników, prychając krótko i przebierając nogą w podłożu. Gotowa do działania, czekała tylko na sygnał. W końcu usłyszała charakterystyczny dzwonek, a bramki się zaraz otwarły. Kasztanka z impetem odbiła się od ziemi, wyskakując zaraz z bramek startowych. Wyszła prawie równo z innymi, a rywale tylko podsycali w niej chęć walki. Mocno wbijała kopyta w piach, by się mocno i pewnie odbijać od podłoża. Niechętnie parła naprzód galopem wśród stawki, szczególnie widząc, że jedna z klaczy od razu brnęła naprzód. Niechętnie stosowała się do pomocy Briana, który musiał ją ewidentnie mocniej trzymać, bo mogłoby się to źle skończyć.Crescendo - 2016-08-21, 20:29 Ze złością przemielił wędzidło, tyko raz czy dwa zarzucając czerepem w stronę konia, który zrównał się z jego ciałem. Nie akceptując przy sobie niczyjej obecności, zszedł nieco bardziej do środka, w pierwszej chwili chcąc przyspieszyć. Powstrzymał go jednak zakręt, toteż kiedy tylko wszedł w łuk, zachowawczo pozostał we względnie spokojnym tempie. Bezustannie się złościł. Każdy ruch dżokeja, choć nie pozostawał bez odzewu, złościł go coraz bardziej. Z nerwów oblał się potem na całej szyi i piersi czym mylnie mógł sprawiać wrażenie zmęczonego. W gruncie rzeczy nie tylko biegł teraz tempem pozwalającym utrzymać się na pozycji, ale także zachować siły na ostatnią prostą.Crescendo - 2016-08-21, 20:38 W przeciwieństwie do Hero, Crescendo nie sprawiał dziś większych problemów z prowadzeniem. Nie wynikało to jednak z dobrego charakteru czy braku nerwów, a najzwyklejszym w świecie braku chęci do walki. Był dziwnym połączeniem ambicji i ich braku, który dominował przez niemal całość treningów aż do ostatniej prostej. Dopiero wtedy w ogierze budziły się nieznane dotąd pokłady siły do walki. Teraz mimo wszystkich sygnałów złości jakie dawał, nie zachowywał się tak jakby chciał wygrać, przez co też prowadzenie było stosunkowo łatwe. Gdyby oczywiście odliczyć nerwy jakie przemawiały przez ciało Siwego. Bezustannie wszak buchał agresją, kuląc uszy, rzucając od czasu do czasu łbem i agresywnie dudniąc kopytami o podłoże. Na szczęście potrafił też od czasu do czasu, na chwilę się skupić, toteż nie stwarzał niebezpieczeństwa wchodząc w zakręt.Anonymous - 2016-08-21, 20:46 Jeśli była potrzeba, szarpała się z ogierem. Mocnymi, stanowczymi ruchami przytrzymywała wodze i odpuszczała, by Ginady nie znieczulił się na działanie wędzidła, a dosiad skierowała nico bardziej do tyłu. Naturalnie cały czas stała w strzemionach, jednak obciążając mocno zad miała większą gwarancję opanowania ogiera. Nie pozwoliwszy mu na wyrwanie się do przodu, czuła jak palce zaczynają jej odmawiać posłuszeństwa. Ból rozszedł się po niemal całych dłoniach, ale wyglądała jakby nie zwróciła uwagi na takie szczegóły. Całą energię poświęciła teraz na przytrzymanie Wara przed zakrętem. Nie chciała, by pod wpływem zbyt dużego tępa stracił równowagę, dlatego całą siłę włożyła w mocną dźwignię. Na szczęście skuteczną, dlatego po wyjechaniu na prostą kontynuowała, cały czas idąc równo z drugą parą.Nathalie Wheller - 2016-08-21, 21:31 Piach wyrzucany przez ich przeciwnika z przodu z pewnością sprawiał, że kary obecnie Soul stawał sie powoli skarogniady, a może nawet i kasztanowaty, bo to w sumie zależy od typu nawierzchni. Jej okulary były dość zakurzone, także przetarła je po szybkości ręką, aby następnie znów chwycić wodze swojego wierzchowca. Początek wyścigu jak zwykle nie był emocjonujący szczególnie wtedy jeżeli w jednym wyścigu biegły aż trzy deadlasty. Spojrzała po swoich przeciwnikach, którzy biegli w jednej linii z Eaterem, jednakże nie przejmowała się tym za bardzo, póki co bardziej skupiając się na siwku przed nimi. Miała trochę dosyć tego piachu stąd skierowała lekko wyścigowca na inny tor może i wypychając specjalnie jednego z potencjalnych przeciwników. Wodze trzymała blisko szyi konia, lecz kary mógł poczuć, że dostaje trochę luzu. Nie zależało jej na morderczym pościgu za obecnym liderem, a jedynie nieco zmniejszenie dystansu, tak więc kiedy udało się jej już zrealizować swój cel znów dała komendę rękami do jednostajnego tempa i powoli szykowała się do wejścia w zakręt.Hero Of War - 2016-08-21, 22:07 Na zakręcie wytracił większość szaleńczego tempa, dając się przytrzymać Octavii, która mało delikatnie piłowała jego pysk. Nie lubił tego, ale nie mogąc w tej chwili sprzeciwić się dosiadającej go amazonce, dalej parł przed siebie niezwykle odważnie ale pod kontrolą. Biegnący obok siwy ogier, napędzał Hero jeszcze bardziej, prowokując do rywalizacji. Zgodnie ze swoją techniką, nie próbował wyprzedzać teraz Crescendo, czekał na odpowiedni moment i sygnał od dziewczyny. Zawsze atakował na ostatniej prostej, chociaż próbował często zdominować dżokeja już na początku, cała sztuka polegała na tym aby przytrzymywać go do tego kluczowego momentu, gdzie czując pozwolenie na atak przypuszczał go z całą swoją mocą.
Oddychał równo i mogłoby się zdawać, że wcale nie jest zmęczony tym dość intensywnym tempem galopu podczas, którego usiłował narzucać co raz dynamiczniejsze tempo. Nie wyprzedzał jednak swojego przeciwnika, wciąż wyczekiwał ...Soul Eater - 2016-08-21, 22:40 Mimo wyrzucanego w jego kierunku piachu starał się nadal brać dość głębokie wdechy, żeby odpowiednio dotlenić swoje cielsko. Choć drobinki drażniły jego nozdrza i oczy karus nie poddawał się, i dalej uparcie biegł do przodu. Po jego bokach znalazły się też inne konie, kierujące się tą samą taktyką co on. Nie zwracał na to większej uwagi, może jedynie tulący uszy War był przez niego momentami obserwowany kątem oka. W razie czego nie chciał w końcu wyłapać od niego zębami. W końcu jednak piach wygrał tą ich małą niewyrównaną walkę, bo ogier płynnie zmienił swój tor biegu, żeby już nim nie obrywać po pysku. Jednocześnie trochę przy tym przyspieszył. Teraz był ładnie przyozdobiony brudem, a ludzie tak się namęczyli, żeby w trakcie wyścigu błyszczał. Przemielając wędzidło wrócił do równego tempa, nie ścigając się niepotrzebnie. Na to przyjdzie jeszcze czas z czego doskonale zdawał sobie sprawę. Tylko trochę zmniejszył dzielący go dystans od lidera, żeby za daleko mu nie uciekł.Teraz miał ważniejsze sprawy na głowie jak wejście w zakręt i nie zabicie się przy okazji. Prawdziwa walka zacznie się na ostatniej prostej, gdy wszyscy będą maksymalnie się rozpędzać do mety. Galopując na przód wyciągał dość mocno swoje nogi do przodu, robiąc przy tym obszerne susy, pochłaniając tym samym jak najwięcej metrów toru. Wbijał przy tym mocno kopyta w piach, gwarantując sobie dobre podparcie.Aiden Craven - 2016-08-21, 23:36 Kontrolnie zerknął w bok na siłującego się z Octavią ogiera, samemu wyjątkowo nie musząc toczyć podobnego boju ze swoim koniem. Co prawda musiał uważać na jego nagłe wymachy łba, ze względu na to, że był pochylony tuż nad jego szyją, ale wciąż było to lepsze niż próba utrzymania rozpędzonej pół tony w rękach... Czuł, że ogierowi brakuje woli walki, ale dopóki nie zwalniał, Aiden nie zamierzał w to ingerować. Po wyjściu na przedostatnią prostą cały czas trzymał dotychczasową pozycję, nastawiając się już psychicznie na kolejny zakręt, który poprzedzał ostatnią prostą. Wchodząc w niego cały czas trzymał się bliżej wewnętrznej krawędzi toru, na której pozostał także po wyjściu na prostą. Równocześnie z tym momentem ponaglił konia do szybszego galopu, wysyłając go 'z łokcia' i poganiając batem, który wreszcie poszedł w ruch. Walcząc o wygraną miał dać z siebie wszystko.
/Chyba kostką nam wylosuję ostateczny wynik, nie? xDJonah Wrens - 2016-08-21, 23:46 Nie musiałem się oglądać, żeby wiedzieć, iż niechcący znaleźliśmy się na przodzie. Mimo, iż nasze tempo nie było zabójcze wiedziałem że muszę zareagować. Chciałem oszczędzać siwego, a nie go niepotrzebnie piłować, stąd podjąłem decyzję o delikatnym zwolnieniu ogiera. Kontrolując jego przyśpieszony oddech, poprawiłem palce na wodzach nie dając mu już, aż takiej swobody. Najwyraźniej dzisiaj Vesi był zbyt do przodu, żebym mógł mu pozwolić na większą swobodę. Dlatego miałem może mniej zadowolonego folbluta z jeszcze mniejszą odległością od Soula, jednakże chowałem go na tą ostatnią prostą. Stąd takie, a nie inne posunięcie z mojej strony. Czy to było słuszne? To się okaże.