Mistrz Gry - 2016-08-18, 14:54 Temat postu: Gonitwa dwulatków
UCZESTNICY:
1) James Stocke & Princessof The Nile
2) Aiden Craven & Shenanigans
3) Brian Donney & Jackpatches
4) Alexander Sahajev & Daiquiri
5) Delphine Loevitone & Scho Can Do
WYJŚCIE Z BRAMKI:
Atmosfera na torze była dzisiaj wyjątkowo spokojna. Naturalnie pośród uczestników gonitwy dało się odczuć ogromne podekscytowanie, ale zarazem wszyscy byli mocno skoncentrowani. W efekcie wejście do bramek w przypadku każdego konia przebiegło wręcz bezproblemowo, a gdy rozbrzmiał charakterystyczny dzwonek i bramki otworzyły się, wszystkie konie wyskoczyły z nich niemal równocześnie. Najlepszy start mieli Princessof The Nile i Daiquiri, a tuż za nimi pognały konie o imionach Scho Can Do, Shenanigans oraz Jackpatches, idąc na początku bardzo zwartą grupą.
Kolejka prezentuje się następująco - James & Princessof, Alexander & Daiquiri, Delphine & Scho, Aiden & Shenanigans, Brian & Jackpatches, MG. Każda osoba (nie para) ma 24 h na odpis.
Mistrz Gry - 2016-08-18, 15:01 Temat postu: Gonitwa trzylatków
UCZESTNICY:
1) Aiden Craven & Crescendo
2) Octavia Winslet & Hero of War
3) Nathalie Wheller & Soul Eater
4) Jonah Wrens & Ne Vaaleanpunainen Vesiputous
WYJŚCIE Z BRAMKI:
Atmosfera na gonitwie trzylatków zawsze była nieco gorętsza niż u młodszych koni, przede wszystkim ze względu na pewne osobistości - wielu ludziom już bardzo dobrze były znane startujące tutaj konie, ich charaktery oraz możliwości. Nikogo więc nie dziwiło, że Crescendo i Hero robili problem z wejściem do bramki, robiąc przy tym sporo zamieszenia. Ostatecznie jednak wszystkie konie udało się umieścić w bramkach startowych, a po ich otworzeniu szybko wyszło, kto wykazał się najlepszym refleksem. Jako pierwszy wyskoczył Crescendo, zapewne ku zaskoczeniu publiczności, tuż za nim Soul Eater wraz z Vesiputousem, a na samym końcu Hero of War. Ze względu na technikę koni szybko powstały między nimi przerwy, ale jednak dobry lub zły start nie były bez znaczenia...
Kolejka prezentuje się następująco - Aiden & Crescendo, Nathalie & Soul, Jonah & Vesi, Octavia & Hero, MG. Każda osoba (nie para) ma 24 h na odpis.
Aiden Craven - 2016-08-18, 15:16 Wszyscy szybko zorientowali się, że Aiden jako tako radzi sobie z Crescendo i pewnie dlatego został mu przypisany niemalże na stałe. Chociaż "radzi sobie" to może trochę za dużo powiedziane - był raczej wystarczająco odważny, czy może raczej zbyt głupi, żeby się nie zgodzić na taki układ. W efekcie przyszło mu startować na siwku po raz kolejny. Oczywiście i tego razu nie obyło się bez efektownego wejścia w eskorcie przynajmniej trzech pomocników, którzy próbowali zapanować nad ogierem i wprowadzić go do bramki, podczas gdy Aiden walczył o swoje życie z jego grzbietu. Wcześniej zdążył się zastanowić nad techniką dzisiejszej gonitwy, analizując swoich przeciwników i własne możliwości, więc teraz był tylko skupiony na zapanowaniu nad koniem i zrobieniu wszystkiego zgodnie ze swoimi planami.
Ostatecznie wszystkim udało się wejść do bramki, co chłopak przyjął z ulgą. Założył gogle i mocniej zacisnął palce na wodzach, które trzymał bardzo krótko wiedząc, że będzie musiał włożyć sporo siły w utrzymanie Crescendo na tyle stawki, bo ten zapewne zechce od razu wyjść naprzód. Po zwolnieniu się bramek od razu wysłał go do przodu, tego razu odnosząc sukces nad resztą - wyskoczyli do przodu jako pierwsi, co zaowocowało bardzo dobrym startem. To jednak nie zmieniło planów chłopaka dotyczących utrzymania się na końcu stawki, czy raczej zrównania się ze swoim największym przeciwnikiem - czyli Soul Eaterem. Na ten moment miał nad nim niewielką przewagę, ale wiedział, że był to dobry koń dosiadany przez doświadczonego dżokeja, więc niejako spróbował narzucić im wymagające tempo, które jednak nie zdyskwalifikowałoby go w przedbiegach. Innymi słowy nie odpuszczał, ale też nie próbował wyjść wyraźnie na prowadzenie.Crescendo - 2016-08-18, 18:03 Jak zwykle stres i napięta atmosfera zawodów udzieliły się Crescendo. Niemal całą drogę do bramek startowych się rzucał, rżał jak wściekły, caplował, wyrywał się, kopał, skakał, wierzgał. Ot, szukał pretekstu. Nie pozwolił narzucić sobie na głowę płachty, szarpał czerepem za każdym razem, kiedy ktoś pociągnął mocniej za wodze, tym sposobem stwarzając realne niebezpieczeństwo. Wspiąwszy się na zadnie nogi, w którymś momencie o mało nie wylądowali na plecach i tylko cudem wyratował się od co najmniej poważnego w skutkach wypadku. Ostatecznie udało się go wprowadzić. Wokół panował chaos. Ogier rżał zajadle tak nabuzowany adrenaliną, że kiedy tylko bramki otworzyły się... wyskoczył przed siebie jak strzała. Z mocno położonymi uszami parł do przodu krok za krokiem, dopiero po pierwszych kilku foule pozwalając Aidenowi wyregulować tempo. Zwolnił więc wyraźnie, z położonymi uszami przyjmując zbliżającą się resztę koni. Na szczęście dżokej nie miał problemu z prowadzeniem, a koń odpowiadał na wysyłane „prośby”.
/przepraszam, że mało tekstu i być może jakość słaba, ale padam po pracy ;cNathalie Wheller - 2016-08-18, 21:11 Dla Nathalie nie miało zbyt dużego znaczenia na jakim koniu startuje. Jej doświadczenie pozwalało jej na dosiadanie wielu koni, mniej lub bardziej problematycznych, co nie zmienia faktu że postanowiła nieco wcześniej zapoznać się z ogierem którego miała dosiąść. Cóż, nie mogła powiedzieć, że go nie znała. Doskonale znała jego możliwości, po tym jak nos w nos gonił jej Blue na ostatnim wyścigu, a jeśli o niej mowa, to przecież był również ojcem źrebaka jej klaczy. Zobaczymy, czy młody wszedł w ojca, ale to dopiero jak rozpocznie treningi, a do tego jeszcze kawał czasu i troszkę. Od rana więc przesiedziała co nieco koło boksu konia, kazała go wyprowadzić, lekko przegalopować i obserwowała uważnie to jak się rusza i zachowuje na torze, poza nim i w obecności różnych ludzi. A teraz cóż, minęło kilka godzin.
Lekko wskoczyła na rękę podaną przez luzaka i przeskoczyła nogą nad siodłem Soula usadawiając się wygodnie. Póki co cały ciężar jej ciała spoczywał na grzebiecie ogiera, natomiast ona sama zajęła się ostatnimi poprawkami takimi jak gogle czy jej ulubione brązowe rękawiczki które chyba powoli zaczynały się dziurawić. Mniejsza. Bądź co bądź wyszli z padoku i zmierzali w stronę bramek startowych, a Nathalie miała nadzieję, że jednakowoż Soul będzie spokojny. Był już raczej doświadczonym wyścigowym koniem i nie biega od wczoraj, tak więc raczej przyzwyczajony był do tego co może się dziać na torze. Choć z drugiej strony nigdy nic nie wiadomo, a nie takie wypadki już były. Powoli gładziła jego grzywę, przy okazji miziając go lekko po szyi. Kiedy dotarli to bramek była zadowolona że ogier dał się wprowadzić bez problemu. Włożyła nogi w strzemiona i chwyciła za wodze przy okazji z kępą sierści ściskając mocno w dłoni. Gogle już dawno były na jej oczach, a ona sama przyjęła pozycję pół-siadu z przeciążeniem ciężąru naprzód. Uwielbiała tę ciszę oczekiwania na bombę, w ogóle się nie stresowała, już nie taka młoda jest, by sie stresować.
Bramki otworzyły się i wyścig rozpoczął się. Nathalie szybko, mimo że miał jedno z lepszych wyjść, wstrzymała Soula tak aby biegł na końcu stawki. Szybko zauważyła, że para obok nich, którą w sumie już znała, czyli Aiden i Crescendo, próbowali narzucić im tempo, ale nie nie, nie z nimi takie numery. Australijka nie przyjęła zaproszenia i nie ruszyła za nimi w morderczym wyścigu o to, kto będzie najlepszy na końcu, tylko pozwoliła aby Eater nabrał własnego tempa i znalazł swój rytm. Psychicznie na pewno wyszedł dobrze, bo skoro wyjście było takie dobre, to i koń zmotywowany. A nad dogonieniem stawki zastanowią się później, w końcu na tym polegała jego taktyka.James Stocke - 2016-08-18, 21:53 Kolejny dzień zawodów wyścigowych - czas start. Ostatnie ich zawody na kolana nie powaliły, ale James nie specjalnie się tym faktem przejął. Jak to mówią: nie od razu Rzym zbudowali. Małymi krokami, ale do celu i tak właśnie postępował chłopak. Klacz była grzeczna wobec niego, więc nie miał z nią większych problemów Po przygotowaniu jej w stajni, skierował się w okolice toru, by tam ją solidnie rozgrzać do zawodów.
Tym razem udało im się wejść do bramek bez problemu, nie ukrywał tego James, że przyjął to z ulgą. Nie chciał się z nią szarpać, bo to tylko czas na tym tracą. Kiedy klacz mentalnie się szykowała do biegu, on poprawił swoją pozycję w siodle. Wiedział, że musi trzymać ją w stawce, by dopiero na końcu zgodnie z obranym zamysłem i umiejętnościami klaczy, wypchnąć ją do biegu o czołowe miejsce. I nagle bum ! Bramki się otwarły, a on od razu wypchnął ją do przodu. Tak się złożyło, że wraz z kasztanowatym ogierem, wyskoczyli jako pierwsi z bramek. Prowadził klacz galopem naprzód, zwalniając ją nawet nieco, by się trzymała bliżej stawki. Chciał zaoszczędzić, jak najwięcej sił na końcówkę. Poprzedni start był owocny dla Shen, Daq i Zetki, ale tego ostatniego nie było w stawce. Trzymając ją równym tempem, patrzył na tor przed siebie i utrzymywał półsiad typowy dla dżokeja. Kontrolował resztę koni, ale skupiał się głównie na gniadej i pewnym jej prowadzeniu naprzód. Mimo poprzedniego nie udanego startu, chciał teraz wypaść dobrze. Dlatego też rozsądniej, podchodził do tego wyścigu, planując wszystko od A do Z.Princessof the Nile - 2016-08-18, 22:24 Od samego rana, po spożyciu kalorycznego, energetyzującego śniadania Princess była spragniona ruchu. Zwykle wyczekiwałaby stajennego, jednak nieco bardziej nerwowa atmosfera w stajni wskazywała na to, że nie jest to dzień jak co dzień. Nie zdziwiła się, widząc Jamesa u drzwiczek swego boksu, ale przywitała mężczyznę entuzjastycznie, jak zwykle. Podczas przygotowań do startu jak i rozgrzewki nie sprawiała mu najmniejszych trudności, widać było, że rwała się do biegu.
Mimo wszystko atmosfera zawodów była spokojna. W gonitwie dwulatków startowało pięć par. Klacz za pierwszym podejściem weszła do bramki, chociaż bez kilku nerwowych parsknięć się nie obyło. Już po zamknięciu bramki jednak gniada się uspokoiła. Łypnęła na boki a następnie spojrzała na tor, gotowa w każdej chwili wprawić swoje mięśnie w ruch. Podczas pierwszych zawodów wyścigowych miała duży problem z wyjściem z bramki, co zaważyło na całym wyścigu. Tym razem reakcja była prawie natychmiastowa, wypchnięcie było jedynie formalnością. Angielka ruszyła galopem , jednak z dużą rezerwą, zgodnie ze swoją taktyką. Wyszła z bramek w tym samym czasie co Daiquiri. Spojrzała na ogiera, po czym znowu przeniosła spojrzenie na tor, pilnując jednak tego, by utrzymać dobrą pozycje i trzymać się równo z ogierem, chociaż w pewnym momencie James lekko ją zwolnił. W sytuacji, w której wiele koni wyrwałoby do przodu ona starała trzymać się stawki na dobrej pozycji. Także nie była zadowolona z wyniku wcześniejszej gonitwy.Soul Eater - 2016-08-19, 12:36 Ogier mimo swojego doświadczenia w gonitwach ekscytował się każdym swoim startem. Tym razem nie było inaczej. Kiedy stał jeszcze w boksie chodził dookoła, co jakiś czas głośno parskając. Nie wiedział kogo ma spodziewać się tym razem, nie miał jednego stałego dżokeja, ale ani trochę mu to nie przeszkadzało. Dogadywał się z każdym, raz lepiej raz gorzej, ale zawsze coś. Doczekał się w końcu, aż ktoś do niego przyszedł. Kojarzył tą dziewczynę, z widzenia nie była mu ani trochę obca. Naparł piersią na drzwi boksu, parskając głośno na korytarz. Z ogierów które startowały w gonitwach był jednym ze spokojniejszych i najmniej problematycznych, co przy jego rasie było dość rzadko spotykane. Dał się wyprowadzić na korytarz, prezentując wszystkim swoją osobę i prężąc przy tym wszystkie swoje mięśnie. Na torze zachowywał się jak zwykle, nie za nerwowo. Nikogo nie próbował zabić czy rozdeptać. Przegalopowany przez luzaka wstępnie rozgrzał swoje mięśnie do startu, nie zwracając zbytniej uwagi na resztę otoczenia.
Przygryzł lekko wędzidło, gdy dżokejka usadowiła się w końcu na jego grzbiecie. Atmosfera panująca na torze dawała mu się we znaki, jednak on zachowując zimną krew ze stoickim spokojem wszedł do bramki startowej. Ta mała przestrzeń ani trochę mu nie odpowiadała, ale wiedział, że za moment będzie miał przed sobą już tylko szeroki tor. Zadzwonił sygnał i kary od razu ruszył do przodu. Nie pchał się jednak na przód stawki jak za poprzednim razem. Zgodnie ze swoją techniką został z tyłu, wyrównując swoje tempo do takiego które bardziej mu teraz odpowiadało. Choć w głębi ducha wolałby prowadzić to wiedział, że z tym będzie musiał poczekać na koniec.Alexander Sahajev - 2016-08-19, 17:04 Alexander jak to miał w zwyczaju przed każdymi zawodami pucował swój strój dżokejski do ostatnich chwil przed tym jak miał go założyć. Tak więc, jego kasak lśnił czysty, wyprasowany i w ogóle miód i orzeszki a buty, rękawice i gogle były wypucowane jakby dopiero co wyszły ze sklepu (a biegał w nich dobre 10 lat!). Ubrał się więc w całości nie czekając na późniejsze chwile a jedynie gogle zarzucił na początek na kask i zmierzył w kierunku padoku gdzie przygotowywany był jego koń. Lekkim podskokiem wskoczył na siodło i od razu umocował nogi w strzemionach przybierając pewny dosiad i czekając aż kasztan zostanie załadowany do bramki.
Młody tym razem bezproblemowo wszedł do środka, a mężczyzna nabrał pewniejszego dosiadu, a w zasadzie półdosiadu, przytrzymując lekko wodze kasztana i zakładając gogle wygodnie na oczy. Charakterystyczny gongi już wyskoczyli z bramek, gdzie jego koń postanowił że okaże się w tym najlepszy na spółkę z gniadą klacza którą kojarzył z poprzednich wyścigów. Ściągnął wodze Daiego na boki próbując zbliżyć go do wewnętrznej i trzymać blisko stawki, jednakże z drugiej strony jednocześnie nie dojść się zajść od boków z racji jego wielkości.Daiquiri - 2016-08-19, 21:29 Przyjął jeźdźca na swój grzbiet i pewnie ruszył do bramki, wchodząc do niej wyjątkowo odważnie, niemal bez zawahania. Wewnątrz stał nieruchomo, wzrok mając utkwiony w jednym punkcie. Wyraźnie czekał w skupieniu na odpowiedni moment, już teraz czując w sobie ducha walki - zdawał się pamięć ostatnie zwycięstwo i mieć chrapkę na jego powtórzenie. Oczywiście chodziło o to, aby wreszcie biec i co najważniejsze - dobiec pierwszemu.
Wyskoczył z bramki niczym pocisk, bijąc inne konie na głowę - może poza gniadą klaczą, która wyszła równo z nim. Naturalnie przez pierwsze sekundy był skoncentrowany wyłącznie na tym, żeby iść równo, dynamicznie przed siebie, ale po ich upływie usłuchał się jeźdźca i w miarę możliwości zszedł do wewnętrznej krawędzi. Nie wychylał się zanadto przed inne konie, ale już teraz z nimi walczył, jakoby zdając sobie sprawę ze swojej krótszej foule.Jonah Wrens - 2016-08-20, 00:21 Ponowne spotkanie z ogierem na torze traktowałem bardziej jako dobrą zabawę, niżeli ostrą rywalizację. z Vesim bawiliśmy się prędkością i to było najpiękniejsze w tym koniu. Jego chęć do wyścigów i uwielbienie długich galopad. To było właśnie, to. Jedynym nieszczęściem w naszej parze było to, że odbiegałem mocno od schematów dżokei, jednakże folblut był mocnym i niemałym koniem co punktowało, chociaż rzeczywiście prościej byłoby mu wozić kogoś zdecydowanie mniejszego. Tak czy inaczej, po rozgrzewce z siwym poklepałem jego szyję i uśmiechnąłem się sam do siebie. Znowu mieliśmy okazję się ścigać i to po takiej przerwie, to było coś niepowtarzalnego.
Zachowywałem spokój, nawet gdy w niektórych momentach atmosfera robiła się gęsta, a konie demonstrowały swoje emocje. Jednak po wejściu do bramek startowych wszystko ucichło. Nieustannie gładziłem ręką szyję ogiera, drugą ręką chwytając wodzę oraz pęczek jego grzywy. Cały czas do niego mówiłem, uspokajając go i siebie. Do zbliżającego się startu, ucichłem cofnąłem rękę, mocniej zaciskając palce na wodzy. Vesi już wiedział co się zbliża, gdyż poczułem jak ciężar jego ciała przenosi się na tył. Był gotowy, więc nic nie mogło już nas zaskoczyć. Odetchnąłem głośniej i zaraz po tym zwolniły się bramki. Przesunąłem ręce do przodu dociskając łydki do jego boków co było bardziej stabilne dla mnie i może mobilizujące dla konia niżeli zaczynające. Ogier sam wiedział, że musi wystartować, a ja po prostu mu tego nie utrudniłem. Początek pozwoliłem mu pokonać w swoim własnym stylu, mając jedynie pod kontrolą to, aby nie puścił się do przodu przedwcześnie. Jednakże, jako że musiałem myśleć o nim i finiszu, a nie obecnej chwili po kilkuset metrach nieco go zwolniłem i zostawiłem w dobrym, aktywnym ale równym tempie. Nie pchałem się do objęcia prowadzenia już teraz, to nie było potrzebne siwemu. Był mocny psychicznie, więc zostanie z tyłu nie mogło mu zaszkodzić, a dzięki takiej technice jazdy mieliśmy gwarancję udanego finiszu. Zatem galopowaliśmy przed siebie, skupiając się na własnym tempie, a nie tym narzucanym przez konia na czele stawki. Musiałem mieć na uwadze resztę, ale to było bardziej z tyłu głowy, ważniejsze było prowadzenie siwego w spokojnym jeszcze tempie. Nie chciałem w końcu zmarnować jego szansy przez jakieś głupie udowadnianie prędkości folbluta na samym początku wyścigu.Vesiputous - 2016-08-20, 13:44 Vesiputous już parę razy uczestniczył w zawodach zarówno z Taylor jak i z Jonahem. Znał więc procedury, znał swojego dżokeja, znał uczucia towarzyszące takiemu wydarzeniu. To nie znaczy, że był zupełnie spokojny. co to, to nie. Był podekscytowany, ale to przecież zupełnie normalne. Lubił swojego partnera, Jonaha, a ten spokojnie był w stanie sobie z nim poradzić.
Jonah był tu pewnie największym wśród dżokei, ale z drugiej też strony Vesi był najstarszy koniem w stawce. To znaczyło, że już całkowicie urósł, jego ciało było dorosłe, ale wciąż zupełnie młode. Był silnym, młodym, ambitnym ogierem. I miał też większe doświadczenie z racji tego, że był troszkę starszy.
Zachowywał się więc jak zwykle - podniecał się tym i owym, ale był skupiony na swoim człowieku. Po udanej rozgrzewce został zaprowadzony do bramek. Wchodząc do nich złapał spojrzenie innego konia, co go mocno podjudziło. Wszedł do bramki praktycznie nienagannie, jednak w środku kręcił się przez pierwsze kilka chwil. Jak już wszystkie konie były zapakowane i zamknięte, ogier wyciszył się. Jo się nie denerwował, więc ogier także był w stanie zachować spokój. Był gotowy i zdeterminowany.
Vesi wsłuchał się w ciszę, która momentalnie zalała jego umysł. powoli wycofał ciężar na tyły, gotując się w środku. Odgłosy otoczenia został dla niego wytłumione; słyszał tylko, jak krew buzuje mu w żyłach. Oczekiwał na te charakterystyczne dźwięki poprzedzające otwarcie bramek, na zmianę oddechu swojego dżokeja, na jakiekolwiek sygnały...
I wystrzelił z bramki całkiem nieźle, aczkolwiek nie był pierwszy. Start zawsze miał przyzwoity, ale jeśli nie dawał mu prowadzenia, było to całkowicie okej. Ogier miał swoje własne tempo i niezłą kondycję. Przebiegł więc pierwsze kilkaset metrów dobrym, rozpoczynającym tempem a potem za sprawą Jonaha pewne przyhamował. Po drodze spojrzał na Soul Eatera, który to równo z nim wyskoczył z bramki. Kary ogier także nie pędził przed siebie jak szalony. Zdecydowanie doda na końcówce, co?
Vesi też miał takie plany, ale nie zamierzał specjalnie wycofywać się aż na koniec stawki. Pozostawał w swoim tempie, dobrze mu znanym i przez niego lubianym. Parł przed siebie, oddychając głęboko i skupiając się na wykonywanym zadaniu. Umysł miał czysty, jedno ucho skierowane na Jonaha, błyszczące, żywe oczy. Był w świetnej formie fizycznej, jak i psychicznej.Delfinek - 2016-08-20, 14:37 Kolejny wyścig z Scho, tym razem jednak nie jako koń do współpracy, lecz jej własny wierzchowiec. Po dokładnym wyszczotkowaniu ogiera i rozmasowaniu mięśni osiodłała go zabierając na rozgrzewkę. Postanowiła, że tym razem sama wszystkim się zajmie dlatego po kilkunastu minutach stępowania w ręku wskoczyła, tutaj co prawda z pomocą mężczyzny ale cicho, nikt nie widział :p! Początkowo znów postępowała a chwilę później podkłusowała niedaleko bramek. Czekając na wpakowanie ogiera do boksu nasunęła gogle na nos oraz poprawiła rękawiczki, bat i kask by wszystko było w jak najlepszym porządku. Finalnie po wylądowaniu w nazywanej przez nią puszce przyjęła dosiad stając w strzemionach, biorąc tyłek do góry i ściągając wodzę aby panować nad ogierem.
Dźwięk startu a wszystkie torpedy wystrzeliły. Scho był ani pierwszy, ani ostatni i bardzo jej to odpowiadało. Po poprzednim wyścigu nauczyła się, że trzeba trzymać go na początku w stabilnym tempie nie jako czołowego. Lepiej biegł gdy musiał doganiać niżeli prowadzić, więc jednym z pierwszych ruchów było ostre ściągnięcie wodzy wraz z przyjęciem jeszcze lżejszego dosiadu. Nachyliła się nad szyją ogiera obserwując wszystko między jego uszami a tyłek nieznacznie uniosła do góry tak by przy żadnym kroku nie dotykać siodła. Wszelkie próby wyprzedzenia starała się korygować mocnym kontaktem. Nie poganiała go również, miał biec tak jak biegnie albo skończy jako wałach ujeżdżeniowy :p.Scho Can Do - 2016-08-20, 15:10 Chyba powinien się czuć zaszczycony z faktu, że posiadał właścicielkę <3 Nie przyswoił jeszcze tego faktu, bo wciąż uważał kobieta za tą, która przychodzi i tylko z nim trenuje. Może z czasem się to zmieni, tego dnia też tak było. Czuł rosnące podniecenie w stajni, więc się nieco ekscytował przesadnie tym dniem. Poddał się wszystkim zabiegom, które kobieta mu zgotowała na samym początku. By zaraz po osiodłaniu, udać się z kobietą na rozgrzewkę. Długo stępował, gotując swoje mięśnie do wysiłku, który niedługo nadejdzie. Nie no w ogóle nikt nie widział faceta, nie widzialny chłopina był. Dalej nieco rozgrzewki w stępie, potem w kłusie i moment na który czekali, wejście do bramek startowych. Trochę się poszarpał z facetem, który próbował go tam wsadzić, jednak ostatecznie szybko wylądował w boksie. Podniósł wysoko łeb, wydając z siebie parsknięcia i kuląc uszy na widok przeciwników. Startowali w tym składzie co poprzednio, więc już się znali i nie lubili - przynajmniej na torze. Przebierał zniecierpliwiony nogami w podłożu, gotując się do biegu i walki. Słysząc dzwonek do startu, przysiadł bardziej na zadzie i zaraz zrobił wielkiego susa, kiedy tylko bramki się otwarły. Wyskoczył z bramek ni to pierwszy ni to ostatni, co go nawet cieszyło. Ostatnio prowadzenie w wyścigu na 3/4 długości trasy, skończyło się miejscem poza podium. Gniadosz był tego samego zdania co kobieta, więc dostosował tempo do jej polecenia. Jadąc gdzieś za pierwszymi końmi, a trzymając się swojej stawki: Shenanigans i Jackpatches, które wyskoczyły z boksów na równi z nim. Galopował mocno i pewnie przed siebie, wyciągając przy tym dość mocno nogi, a sekundy później wbijał je w podłoże. Dzięki temu mocno odbijał się od ziemi, zachowywał równowagę i nie biegł na końcu, co dla jego psychiki miało duże znaczenie. Chrapy mocno się rozwierały, by łapać jak najwięcej powietrza do płuc, wydając przy tym krótkie prychnięcia. Starał się bo inaczej kobieta, spełni swoje groźby, a on po swoim trupie zostanie wałachem ujeżdżeniowym I jej.Aiden Craven - 2016-08-20, 15:27 Nie miał przedtem do czynienia z klaczą, ale przy poprzednim wyścigu dokonał stosownych obserwacji. Chociaż w nim nie startował, z uwagą oglądał sparing, bez trudu zauważając, że Shenanigans zdecydowanie przodowała, o centymetry przegrywając z wygranym kasztanem.
Pozytywnie nastawiony do dzisiejszego starcia dosiadł grzbietu gniadoszki i zajął z nią swoje miejsce w bramkach startowych, po czym przygotował się do startu. Wyczekując tej chwili w niskim półsiadzie, mocno trzymał wodze, będąc jednak gotowym podążyć ręką za pyskiem Shen, by jej nie wstrzymać przy dynamicznym starcie. Wreszcie bramki się otworzyły, a wszystkie konie wyskoczyły z nich niemal jednocześnie. Aiden jednak tylko przez parę pierwszych sekund prowadził swoją klacz pośród innych koni, bowiem miał zupełnie inny cel niż reszta. Po upływie wspomnianego czasu zdecydowanie posłał Shenanigans do przodu, stając wyżej w strzemionach, pochylając się i aktywnie podążając ręką za coraz dynamiczniejszymi ruchami pyska rozpędzającego się konia. Na ten moment pozwolił jej zdecydowanie wyjść na prowadzenie.