To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Motel "POD TĘPĄ DZIDĄ"

Anthony Wayford - 2017-03-04, 12:28

Wracając jeszcze na chwilę do drogi; odpowiedział dziewczynie twierdzącym skinieniem głowy. W innych okolicznościach zapewne pozwoliłby sobie zażartować, ale wyjątkowo nie był w nastroju do żartów. Prowadząc auto, kątem oka spoglądał na Rosie, ale nawet jej widoczny zachwyt nie poprawiał mu nastroju.
- Jesteś za młoda na dziecko. Tylko zniszczysz sobie życie - odpowiedział, nie zmieniając tonu głosu. Nie zezłościł się, chociaż Rosie dalej obstawała przy swoim. Dawał jej jeszcze czas. Przez chwilę przeszło mu nawet przez myśl, że mógłby spróbować nakłonić ją do oddania dziecka po porodzie. Gdyby nie wiek Rosie, Tony z pewnością by nie naciskał aż tak. Próbowałby wpłynąć na zdanie dziewczyny, ale szybko by się poddał, wychodząc z założenia, że jakoś to będzie - nawet jeżeli miałaby go później ścigać o alimenty. Miał jednak do stracenia o wiele więcej niż określoną sumę pieniędzy co miesiąc. I właśnie dlatego zdusił wspomnianą myśl już w zarodku. Dla wszystkich byłoby najlepiej, gdyby dziecko nigdy nie pojawiło się na świecie. Tony zyskałby pewność, a Rosie miałaby szansę zachować swoje życie w niemal niezmienionym stanie.
- Poza tym co zamierzasz powiedzieć rodzicom?

Rosie - 2017-03-04, 16:52

- Wiem – szepnęłam cicho, kiedy wraz z tymi brutalnymi w swojej prostocie słowami, zacisnął mi się żołądek. Znów poczułam pieczenie oczu, jednak tym razem nie pozwoliłam łzom pokazać się na policzkach. Kilkakroć zamrugałam, wygięłam lekko usta w podkówkę, ale na tym koniec. To wszystko mnie wręcz paraliżowało i chociaż próbowałam zachowywać się jak dorosły człowiek, zwyczajnie nie potrafiłam. Miałam zaledwie piętnaście lat i właściwie jedyną szansę na podjęcie decyzji co dalej. Niestety to nie było tak, że decydując się na aborcję wszystko wróciłoby do normalności, bo zawsze będę pamiętać o dziecku, które teraz rozwija się w moim brzuchu. Nawet gdyby ktoś je usunął, nie wymaże mi pamięci i jestem pewna, że ciężar tego czynu wryłby się w moją psychikę głęboko.
- Nie wiem, boję się tego – jeszcze mocniej ściszyłam głos, na chwilę przymykając oczy. Nie wiedziałam co powinnam zrobić, ale z całą pewnością nie chciałam powiedzieć całej prawdy.
- ...wolę żeby myśleli, że nigdy później cię nie spotkałam – dodałam w końcu, spoglądając na jego reakcję. Pewnie chciał to usłyszeć, choć chyba nie było mi to na rękę, bo w końcu istniało prawdopodobieństwo, że to jedyny argument, dla którego jeszcze ze mną rozmawiał.

Anthony Wayford - 2017-03-04, 17:28

Rzeczywiście chciał to usłyszeć, ale wyznanie Rosie wcale go nie uspokoiło. Nie miał stu procentowej pewności, że dziewczyna tak rozegra sytuację. Nawet jeśli teraz była tego zdania, to podczas konfrontacji z rodzicami mogła je zmienić pod wpływem emocji. Nie wytrzymać presji. Dlatego musiał dłużej nad tym popracować. Zmobilizować ją.
- Nie mogą o mnie wiedzieć. Ani oni, ani nikt inny. Nie pójdę przez Ciebie siedzieć - podkreślił powagę sytuacji. Nie czuł się jej winny nawet w najmniejszym stopniu, nie mógł mieć przecież pojęcia ile miała lat naprawdę. Trudno żeby legitymował każdą laskę przed pójściem z nią do łóżka, choć życie pokazało mu już po raz drugi, że powinien się nad tym zastanowić kolejnym razem.
Inaczej nie byłoby problemu. Może nie byłby najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ale groziłaby mu jedynie niechęć bliskich Rosie, gdyby prawda wyszła na jaw.

Rosie - 2017-03-04, 17:57

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Opuściłam wzrok, na chwilę oplatając się ramionami. Każde kolejne słowo Tonego wierciło mi dziurę w głowie, dopiero teraz obrazując w jakim on sam był położeniu. Nie wiedziałam co robić. Wszystko zaczynało przytłaczać mnie jeszcze mocniej, ostatecznie kumulując się tak dosadnie w klatce piersiowej, że dosłownie zaczęło mnie coś, tam w środku, boleć.
- Nie powiem, tylko... – zawahałam się na ułamek sekundy. Wiedziałam, że stałam się dla niego kulą u nogi, ale nawet jeśli, wciąż był jedyną osobą, która znała prawdę.
- Po prostu bądź gdzieś blisko. Jesteś jedynym człowiekiem, z którym mogę szczerze o tym porozmawiać – wiedziałam, że będę tego potrzebować prędzej czy później, ale tak naprawdę w moim otoczeniu nie było nikogo, kto mógłby poznać każdy szczegół tamtego zdarzenia. A przecież bardziej niż kiedykolwiek potrzebowałam wsparcia, choć stojący naprzeciwko mężczyzna nie wyglądał na kogoś, kto chciałby takowego mi udzielić.

Anthony Wayford - 2017-03-04, 18:17

- Wróciłem do Eastbourne po paru miesiącach. Nie mam nic. Nawet nie mam gdzie się na dłużej zatrzymać. Może powiesz mi, jak mam to zrobić? - Zapytał z rozdrażnieniem, na które Rosie niczym sobie nie zasłużyła. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, westchnął, odwracając od niej wzrok. Bezgłośnie przyznał się do błędu, ponownie się wyciszając.
To jednak nie rozwiązywało jego problemu. Co prawda spokojnie byłoby go stać na wynajem jakiegoś mieszkania, bo na sprzedaży konia przed wyjazdem sporo zaoszczędził, ale wcale mu się to nie uśmiechało. Nie chciał zostawać w Anglii z tylko takiego powodu.
Miejsce pobytu nie było zresztą jego jedynym problem. Wyrywając się z Anglii, zostawił w niej Aaren bez słowa wyjaśnienia i był przekonany, że pozostanie tu prędzej czy później doprowadzi do spotkania. Nie bał się tej rozmowy, ale nie wyobrażał sobie ukrywania powiązania z Rosie. Nie był na to gotowy. Gdyby prawda wyszła na jaw, dla Tonego oznaczałoby to definitywny koniec, a nie ukrywajmy, że obecny stan rzeczy z Aaren był dla niego bardzo wygodny.

Rosie - 2017-03-04, 18:31

Milczałam, dosłownie gotując się w środku. Emocje mnie niszczyły i mogłabym przysiąc, że wręcz czułam ich destrukcyjną siłę. Nie miałam zresztą żadnych argumentów, by odpowiedzieć cokolwiek, bo jeśli już, najprędzej palnęłabym głupotę świadczącą jedynie o moim braku odpowiedzialności czy doświadczenia. Wciąż polegałam tylko na rodzicach, nie miałam nic swojego, a tym bardziej nie wiedziałam jak to wgląda z perspektywy już dorosłego człowieka. Nie znałam się na rachunkach, umowach, ani prowadzeniu domu. Tak naprawdę nie miałam nic, co mogłoby mi pomóc podczas tej rozmowy. Ratowało mnie jedynie milczenie, z którego skorzystałam. Nie miałam chyba odwagi powiedzieć niczego, choć obawa że za chwilę zostanę wyproszona irracjonalnie narastała coraz mocniej. Wydawało mi się, że nie proszę o zbyt wiele, ale w gruncie rzeczy teraz zwątpiłam już we wszystko co do tej pory myślałam. Poczułam potrzebę wtulenia się w czyjeś ramiona, bezpieczeństwa i poczucia stabilizacji, która jeszcze wyraźniej osunęła się spod moich nóg. Balansowałam na linie, doszczętnie zagubiona i zdruzgotana.
- Może...chociaż dasz mi swój numer? – Szepnęłam tak cicho, że prawie nie słyszałam samej siebie. Zaproponowane wyjście nie mogło równać się rozmowie w cztery oczy, ale przynajmniej mogłabym się łudzić, że faktycznie mi pomoże jeśli zajdzie taka potrzeba.

Anthony Wayford - 2017-03-04, 19:07

Nie dziwił go brak odpowiedzi. Trudno by ją miała, skoro nic nie wiedziała o dorosłym życiu...
Nie od razu zgodził się na jej propozycję. W zasadzie nic nie stało na przeszkodzie, problem w tym, że często zmieniał numery. Obecnego nie miał nawet nikt z bliskich... - Nie wiem przez ile będę pod nim osiągalny, ale dobra - odezwał się wreszcie i poczekał chwilę, aż Rosie wyciągnie komórkę, by bezpośrednio zapisać w niej numer. Podyktował jej go, po czym pozwolił na to, by cisza między nimi ponownie zapadła. Nie zamierzał wyrzucać stąd Rosie, na pewno nie teraz, gdy nie poznał jeszcze odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania.
- Kiedy chcesz powiedzieć rodzicom? - Domyślał się, że w tej chwili może okazać się najbardziej potrzebny. Istniało bowiem całkiem realne ryzyko, że wcale się nie ucieszą na wieść o przyszłym wnuczku.

Rosie - 2017-03-04, 19:29

Nieco apatycznie wyciągnęłam telefon, pospiesznie zapisując w nim cyfry. Upewniłam się jeszcze, że podana kolejność jest prawidłowa, w końcu zapisując kontakt imieniem. Nie wiedziałam co dalej, bo chociaż teoretycznie wszystko było w porządku, nie umiałam poradzić sobie z ogromem bodźców jakie do mnie docierały. Nie tylko z tej psychicznej strony, ale również fizycznej. Cisza panująca w pokoju mnie dusiła, była ciężka i trudna do zniesienia, ale dobrnęliśmy do momentu, w którym ja sama kompletnie nie wiedziałam co dalej. Czułam, że to nie wszystko co chciałam przekazać, że powinniśmy znaleźć jakieś rozwiązanie, którego na dobrą sprawę nie było wcale, ale wiedziałam też, że on twardo będzie obstawiał przy swoim, ja przy swoim. Innego wyjścia nie było.
- Nie wiem. Powinnam w tym tygodniu. Brzuch coraz bardziej widać – nie wiem jak długo bym zwlekała gdyby nie to. Teraz powoli zaczynałam to rozważać, wymyślać swoje kwestie i starać się przewidywać reakcje, ale to tylko potęgowało mój strach. I właśnie w tym miał rację. Będę go potrzebowała, tego byłam pewna, choć uparcie wmawiałam sobie, że będzie dobrze.
- I chyba się domyślają...

Anthony Wayford - 2017-03-04, 20:31

- Zrób to jak najszybciej - to nie była uprzejma prośba, raczej konkretne polecenie, co by nie powiedzieć, że rozkaz. Nie odpowiadało mu pomaganie dziewczynie, ale wszystko wskazywało na to, że musiał zrobić chociaż minimum, żeby nikomu nie puściła pary. Nawet nie celowo, tylko z bezsilności. A żeby jej pomóc musiał być na miejscu. Mógł sobie pozwolić na to, by zostać w Anglii jeszcze na parę dni, dopóki sytuacja się nie wyjaśni. Wówczas gdyby Rosie została wyrzucona z domu, mógłby jej pomóc to ogarnąć, co nie miałoby miejsca gdyby był w mieście oddalonym o tysiące kilometrów. We własnym interesie musiała działać szybko, chociaż było to trudne.
W gruncie rzeczy wciąż miał nadzieję, że Rosie zmieni zdanie i po prostu przystanie na jego ofertę. Albo że rodzice ją do tego zmuszą. O tym jednak też musiał się dowiedzieć jak najszybciej, bo póki co miał związane ręce i bardzo go to dręczyło.
- Najlepiej jeszcze dziś albo jutro. - Uściślił swoje oczekiwania, dając dziewczynie do zrozumienia, że nad nim także wisi presja czasu. Nie mógł czekać tygodniami aż ta zbierze się na odwagę.

Rosie - 2017-03-04, 20:55

Na mojej twarzy pojawiło się jeszcze większe przerażenie. W jednej chwili poczułam jak zaczynają pocić mi się dłonie, a twarz o ile było to możliwe pobladła jeszcze bardziej. Wiedziałam, że powinnam go posłuchać, ale tym razem nie miałam żadnego logicznego argumentu przeciw. Ba! Wiedziałam, że miał rację i to stresowało mnie jeszcze bardziej. Tym razem odwróciłam głowę, spuszczając spojrzenie. Wiedziałam, że pokazuję mu swój strach, ale nie obchodziło mnie to ani trochę. Miałam wrażenie, że wszystko co złe już mnie dzisiaj spotkało, ale myliłam się. Konfrontacja z rodzicami była w końcu tym, co odwlekałam przez prawie trzy miesiące.
- Strasznie się boję – szepnęłam w końcu wręcz zielona na twarzy. Długo zbierałam się żeby powiedzieć cokolwiek, ale właściwie tylko to wpadło mi do głowy. Nie wiedziałam w końcu czego mam się spodziewać, ale zanim zaczęłam obarczać tym Tonego w moich oczach wezbrały łzy.
- Nie będziesz tu długo, prawda?

Anthony Wayford - 2017-03-04, 21:21

Nic nie mógł poradzić na jej strach, dlatego nie odezwał się choćby słowem. Nic więcej nie przychodziło mu na ten moment do głowy. Nie zostało mu nic innego niż czekać na rozwój wydarzeń i w międzyczasie zająć się swoimi sprawami, niezwiązanymi w żaden sposób z Rosie.
- Nie wiem jeszcze. Mieszkam w Eastbourne od paru lat, ale parę miesięcy temu wszystko zostawiłem i wyjechałem do Holandii. Jak być może się domyślasz, wcale nie jest tak prosto wrócić po takim czasie - powiedział jej trochę więcej, niż mogłaby tego oczekiwać, ale motywy wyjazdu, jak i powrotu zachował dla siebie. W rezultacie uzyskana informacja niewiele dawała nastolatce. - Będę jeszcze wracać do centrum. Podwieźć Cię gdzieś? - Zapytał, przy okazji delikatnie sugerując, że chyba nadszedł najwyższy czas by się pożegnać.

Rosie - 2017-03-04, 21:37

-Pewnie tak –nie miałam nastroju na wypytywanie go dlaczego wyjechał i co nim kierowało. Przez cały ten czas po prostu zamykałam się w sobie, próbując jakoś poukładać wszystko przed najtrudniejszą rozmową w moim życiu i nie ukrywam, szło mi marnie.
- Gdybyś chciał wyjechać... powiedz mi o tym, dobrze? – wyszeptałam krótko, wstając z miejsca. Dopiero teraz poczułam jak drżą mi nogi, przez co przytaknęłam na propozycję, podając adres swojego domu. Później przełączyłam się już całkiem na autopilota. Nie wiem jak i kiedy ubrałam buty, nie pamiętam momentu, w którym obije wyszliśmy z motelu, a także samej drogi powrotnej. W milczeniu przypatrywałam się mijanemu miastu, zbyt zmęczona na rozmowę dopóki nie dotarliśmy pod mój adres. Znów poczułam strach.
- Dziękuję – mruknęłam krótko, choć doskonale wiedziałam, że jego motywy nie miały nic wspólnego z poczuciem obowiązku. Szybko zebrałam swoje rzeczy, by w końcu opuścić samochód.
/zt

Anthony Wayford - 2017-03-04, 21:49

Skinął tylko głową i poczekał, aż Rosie zbierze się do wyjścia. Później opuścił w jej towarzystwie motel i zabrał ją autem pod wskazany adres. Dla bezpieczeństwa zatrzymał się na sąsiedniej ulicy, nie chcąc by ktokolwiek zauważył ich razem. - Pamiętaj - buzia na kłódkę. Masz mój numer i dzwoń kiedy chcesz, jak już z nimi porozmawiasz - przypomniał jej, zanim jeszcze opuściła auto. Kiedy już szła chodnikiem, Tony odjechał z miejsca, tym razem ruszając z piskiem opon. Dotąd prowadził spokojnie, jakby nie chcąc przestraszyć nastolatki, ale teraz gdy był sam, musiał odreagować całą tę sytuację. /zt
Rosie - 2017-03-12, 20:24

Po raz pierwszy w życiu byłam tak zagubiona, zapłakana i spłukana jednocześnie. Plątałam się po ulicach Eastbourne, usiłując znaleźć nocleg i przysięgam, że przez chwilę zupełnie zwątpiłam w cały wszechświat dookoła. Solidne fundamenty, jakie budowałam do niedawna, posypały się jak domek z kart, całkowicie przekreślając pojęcie rodziny i przyjaciół. Chyba nawet nie miałam już własnego domu, co przerażało mnie tak dogłębnie, że całkowicie głupiałam od nadmiaru rozpaczy. W kieszeniach nadaremnie szukałam choćby kilku funtów na ciepły obiad, ale było jeszcze za wcześnie na zwrócenie się do Tonego. Sama nie wiem dlaczego tak mocno, wręcz heroicznie wzbraniałam się od jego pomocy, ale chyba po prostu czułam jego niechęć. Nie umiałam wyobrazić sobie siebie żebrzącej o dach nad głową, ale z każdą upływającą minutą zawężały się wyjścia awaryjne. Poza tym znów zrobiło mi się słabo od wysiłku, zmarzłam i totalnie zapomniałam o dumie. Nie miałam przy sobie nawet telefonu, dlatego w końcu ruszyłam pod motel do którego niedawno zabrał mnie Tony. Nie wiedziałam czy wciąż tam będzie, ale skończyły mi się już pomysły. Niepewnie podeszłam do drzwi, drżącą dłonią kilkakrotnie stukając w gładkie drewno. Odpowiedziała mi cisza, choć w jego nieobecność nie mogłam uwierzyć jeszcze długie kilka minut. Osłupiała stałam w miejscu, pozornie patrząc przed siebie. Niby widziałam każdy szczegół dzielącej mnie od ciepła bariery, ale jednej chwili wszystko zaczęło mi się zamazywać. Nowa salwa łez wezbrała w oczach, a ja bezsilnie usiadłam pod ścianą, mocno podkurczając pod siebie nogi. Okryłam się szczelniej cienką kurtką tak wyraźnie trzęsąc się od zimna, że chyba zrozumiałam co czują ludzie chorzy na Alzheimera kiedy ich kończyny niekontrolowanie drżą. Z tą różnicą, że moja pamięć miała się doskonale. Każde jedno słowo dźwięczało mi w uszach, nasilając bezsilne łkanie, a ja pogubiłam się jak dziecko. Zacisnęłam dłonie w pięści, walcząc z wrażeniem uścisku w klatce piersiowej i głupimi myślami jakie podsuwał mi zrozpaczony umysł. Chciałam się zabić. Po raz pierwszy w życiu tak mocno wszystko się zawaliło, że zaczynałam obojętnieć na głos rozsądku dźwięczący w mojej głowie raz za razem. Na szczęście byłam zbyt słaba na taki krok. Bałam się bólu i chyba nawet wyobrażenia własnego pogrzebu. Co jeśli nikt by mnie nie odwiedzał? Histerycznie złapałam głęboki haust powietrza, zaraz znów zanosząc się szlochem. Czemu akurat teraz wszyscy musieli pokazać mi środkowy palec?
Anthony Wayford - 2017-03-15, 12:03

Pukanie do drzwi pokoju oderwało Tonego od krzątania się po nim. Wszystko wskazywało na to, że lada moment miał go opuścić wraz ze wszystkimi rzeczami. Gdy otworzył drzwi, nawet miał już na sobie skórzaną kurtkę, wyraźnie będąc gotowym do wyjścia.
Nie spodziewał się ujrzeć siedzącej pod ścianą, zapłakanej Rosie, której widok wzbudził w nim mieszane uczucia. Choć graniczące raczej między zażenowaniem, a zirytowaniem.
- Co tu robisz? - Zapytał, wychodząc na korytarz, po którym krótko spojrzał i po chwili wyciągnął rękę do nastolatki, by pozbierać ją z ziemi. - Miałaś dzwonić - przypomniał jej, w tej samej chwili podnosząc z ziemi, o ile oczywiście podała mu wcześniej rękę. Gdyby tak było, wszedł z nią z powrotem do pokoju, do którego zamknął drzwi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group