Eviline - 2017-10-15, 23:58 Nie uwierzyła, że cokolwiek go zabolało, alei tak uśmiechnęła się z satysfakcją, bardziej po to, by zatuszować fakt, że to jej ręka odczuła to zderzenie zdecydowanie bardziej. Normalnie czuła się jak dziecko, któremu ktoś zdeptał lizaka na ulicy po pierwszym liźnięciu
- Byle nie kulturystą, ta kategoria mnie raczej odrzuca, ale jasne, przypakuję, w dalekiej przyszłości. - Obecnie nie miała nawet zamiaru pokazywać bicepsu, bo to byłby śmiech przez łzy, mimo ogromu pracy w warsztacie mięśnie wyglądały tak, jakby wcale ich nie było.
- Prócz jazdy konnej? Jestem sobie szefem, mechanikiem konkretnie rzecz biorąc... Nie wyobrażaj sobie cudownego warsztatu, mój mieści się po prostu na moim podwórku. - Uśmiechnęła się wesoło, lubiła swoją pracę, choć przez nią wyglądała codziennie zupełnie inaczej niż w tym momencie, ale nie była z tych, którym zależy na wyglądzie, innymi słowy nie bała się brudzenia sobie rąk.
- Jeśli wyglądam na ofiarę, to znak, że mój napastnik może się bardzo zdziwić. - Przeciągnęła słowo "bardzo" i puściła Lucasowi oczko w rozbawieniu. - Nie powinno mi też to pochlebiać, czyż nie? Tyle ukrywania się w domu, by wreszcie wyjść, trafić akurat na Ciebie i stać się ofiarą? Musiałabym mieć naprawdę pechowy dzień by trafić w takie combo. - Pokręciła lekko głową, śmiejąc się cicho, bo to akurat ją rozbawiło.Lucas - 2017-10-17, 00:02 - Nie popadajmy w skrajności. Po za tym przy twoim wzroście nadmierna ilość mięśni wyglądałaby komicznie - nie mógł sobie odpuścić tej drobnej uszczypliwości, uśmiechając się cwaniakowato. Nie mniej jednak, umięśnione, zadbane ciała były jak najbardziej seksowne, więc może siłownia była dobrym kierunkiem?
- O proszę, tu mnie zaskoczyłaś - pokiwał głową z niekrytym uznaniem - Ale przynajmniej już wiem, do kogo zaprowadzę samochód gdy mi się rozchoruje - dodał. Drobne usterki załatwiał w swoim zakresie, ale w przypadku tych bardziej zaawansowanych nie miał ani odpowiednich umiejętności, ani sprzętu. A o dobrego mechanika często było bardzo ciężko.
- Pechowy? Chyba szczęśliwy, w końcu to ja! - odparł nieskromnie, wskazując na swoją osobę. A oprócz drobnych żartów, Eviline mogła czuć się w jego towarzystwie bezpiecznie, bo w większości przypadków był kompletnie nieszkodliwym osobnikiem. No chyba, że ktoś zaszedł mu za skórę, wtedy sprawy odrooooobinę się komplikowały.
- Idę przed klub zapalić, idziesz ze mną? - zapytał, mając nadzieję na pozytywne rozpatrzenie jego prośby. Co prawda w klubie na pewno gdzieś znajdowała się palarnia, ale Luc zdecydowanie bardziej wolał dotleniać się na świeżym powietrzu. A i przechadzka dobrze im zrobi, bo siedzenie w miejscu zaczęło go powoli nudzić.Eviline - 2017-10-19, 00:15 - Popieram, to byłaby straszne, ale musiałabym być chora na umyśle, by się do tego doprowadzić. - Skrzywiła się, miała bujną wyobraźnię i potrafiła sobie to zobrazować, jednak nie był to jeden z widoków, które chciałaby kiedykolwiek zapamiętać. Wystarczą jej ćwiczenia w warsztacie, ewentualnie jazda konna, byle nie bieganie, chyba, że uciekanie przed kimś, kto ją pogoni.
- Na szczęście ten zawód wykonywany przez kobietę powoli przestaje być kontrowersyjny, chociaż niektórzy nadal myślą, że ja zasuwam w seksownie rozpiętym do pępka kombinezonie. W ogóle, kto tak robi? Zero praktyczności... - Pokręciła głową z lekkim, nieco rozgoryczonym uśmieszkiem, który mówił, że dla niej to historie z palca wyssane, albo jedynie do jakichś sesji, sama zasuwała w pełni zapiętym kombinezonie, gdy obrót był duży, lub po prostu w starych, poplamionych koszulach i nie lepiej wyglądających jeansach. - Jasne, chociaż najlepiej polecać, nie odwiedzać. - Rzuciła swoją dewizę, pewnie po raz kilkudziesiętny w tym miesiącu. Może i u niej było w miarę tanio, ale kto by w ogóle chciał mieć usterkę wymagającą mechanika i wydawania pieniędzy? Mało kto, co wiedziała sama po sobie, tylko jej motocykl był wymuskany, a na codzień jeździła podupadłym pickupem, którego nawet nie chciało jej się doprowadzić do porządku.
- Skromniś się znalazł. - Odparowała posyłając mężczyźnie łobuzerskie spojrzenie. Nie obawiała się go, było dużo więcej typów spod ciemnej gwizdy, których mogłaby się bać, ale wiedziała od początku, że Lucas do nich nie należy.
- Pewnie, przydałoby się trochę powietrza. - Wstała niemal natychmiast, miała dość hałasu, przynajmniej na chwilę. Testowo poklepała się po kieszeni spodni, by potwierdzić obecność paczki papierosów. - Pójdziesz przodem? Wiesz, taran, te sprawy. - Przewróciła oczami rozbawiona, po czym ruszyła w kierunku wyjścia, trzymając się zaraz za plecami mężczyzny, niemal depcząc mu po piętach, ale co poradzić, tak właśnie było najwygodniej i nie musiała się obijać o bawiących się ludzi.Lucas - 2017-10-23, 00:51 - Jasne - uśmiechnął się i już chwilę później zaczął przebijać się do wyjścia. Na szczęście w tej części lokalu sytuacja prezentowała się odrobinę lepiej, niżeli na parkiecie, więc dość sprawnie znaleźli się na zewnątrz.
Temperatura jak i powietrze znacząco różniły się od tych we wnętrzu budynku. Tutaj było po prostu zimno, więc Lucas ubrał swoją skórzaną kurtkę, nie zamierzając się przeziębić. No chyba, że Eviline nie miała nic, co mogłaby na siebie narzucić. Wtedy zaoferował jej swoją odzież, samemu postanawiając jakoś to przetrwać.
Następnie wydobył z kieszeni paczkę papierosów i wystawił ją w kierunku Blondynki. Nie pamiętał czy paliła, ale skoro sam zaproponował to wyjście, to wypadałoby również poczęstować swoją towarzyszkę. Nie zależnie od tego czy odmówiła, czy też wzięła sobie jednego z tkwiących w pudełeczku papierosów, sprawnie odpalił swojego i mocno zaciągnął się tytoniowym dymem.
- Szczerze powiedziawszy, nie mam już ochoty tam wracać - stwierdził, zapatrując się na jakiś punkt przed sobą. Bądź co bądź spędzili już tam trochę czasu, a na dłuższą metę trwanie w jednym miejscu zaczynało bruneta nudzić.Eviline - 2017-10-24, 21:48 Akurat Ev jako jeden z największych zmarzluchów świata, była zaopatrzona w jeden ze swoich grubych swetrów we wzór, a raczej wiele wzorów z komiksowymi bohaterami, który posiadał również duże kieszenie w które dała radę pomieścić swoje rzeczy, dzięki czemu obyła się bez czegoś tak dla niej niepraktycznego, a zwanego torebką. Już przed wyjściem zdążyła więc ubrać swój zbawczy strój, więc gdy dotarło do niej chłodne powietrze, tylko okryła się szczelniej i skrzyżowała ręce na piersi.
- Dzięki, znając życie swoją paczkę zdążyłam już zgubić... - Przygarnęła do siebie jednego papierosa, znalazła w kieszeni zapalniczkę i odpaliła, by zaraz się zaciągnąć i wypuścić nosem większość dymu. Chciała sprawdzić godzinę, jednak jak zwykle zapomniała, że nie wzięła z domu komórki, w dobie XXI wieku mogło to być jednym z dziwniejszych posunięć, jednak jej do funkcjonowania poza domem w wolnych chwilach wystarczał jedynie dobry odtwarzacz mp3 i portfel oczywiście.
- Uff... To dobrze, bo już mnie zaczynała nużyć ta otoczka, pajacowania w tym miejscu mam dość. - Odetchnęła niejako z ulgą i uśmiechnęła się szeroko, wystarczająco pobalowała w gronie nieznajomych, więc będzie miała dość wrażeń na następny miesiąc.
- Więc... - przygryzła wargę w zastanowieniu, co było jednym z gorszych nawyków. - Masz jakiś plan, czy dla ciebie to już dobranocka się skończyła, więc trzeba iść spać? - Zapytała z łobuzerskim uśmiechem jakby celowo drażniąc Lucasa, trzeba przyznać, że wyjątkowo ją takie zagrania bawiły.Lucas - 2017-10-25, 23:43 - Ale co? - zrobił zdezorientowaną minę - Jest już przecież późno. Jestem za stary, żeby całą noc tłuc się po mieście - oświadczył z kamienną twarzą. Niestety kącik jego ust zdradziecko drgnął ku górze, a Lucas nie wytrzymał i rozpromienił swoją twarz uśmiechem, dając Eviline do zrozumienia, że oczywiście tylko żartował. Na dobrą sprawę nie miał jeszcze ochoty zbierać się do pustego domu, który czasami trochę przytłaczał go swoją wielkością. No, bynajmniej nie miał ochoty zbierać się tam sam.
- Możemy pojechać do mnie i dokończyć alkoholizacje, w barku na pewno znajdzie się coś sensownego. No chyba, że masz lepszy pomysł - zaoferował, po czym po raz ostatni zaciągnął się papierosem, a peta rzucił na ziemię i zdusił podeszwą buta. Był otwarty na wszelkie propozycje, ale przeniesienie się do innego klubu średnio go interesowało. Niestety zważając na panującą porę roku i dość nieprzychylną pogodę na zewnątrz, nie mieli zbyt dużego pola do popisu. A skoro już trafiło im się takie spotkanie po latach, to nie mógł zbyt szybko wypuścić Eviline ze swoich łapek. Szczególnie, że w jej towarzystwie czuł się swobodnie, a ona nie należała do typowych ''laleczek'' obrażających się o byle gówno.Eviline - 2017-10-28, 11:56 - Może zaśpiewać ci kołysankę, hm? Ponoć za ich pomocą lepiej się śni, takiemu staruszkowi też powinno to pomóc. - Zmarszczyła jedną brew, przez co druga wyglądała na uniesioną, a na usta wpłynął jej łobuzerski uśmiech, który od razu pokazał, że się z nim drażniła. Wiedziała od początku, że to działało w obie strony, aczkolwiek w ogóle jej to nie przeszkadzało, raczej przekomarzanki były miłym urozmaiceniem.
- Jeśli zapraszasz, to przystaję na propozycję, ewentualne dalsze upajanie się nadal jest równie dobrym rozwiązaniem, jak kiedyś. - Mimowolnie się uśmiechnęła, przywołując na myśl wspomnienie, byli w nich trochę młodsi, ale teraz przecież nie mieli po lat siedemdziesiąt, więc różnicy nie była ogromna. Cóż, nie miała lepszego pomysłu, brawura to słowo, które jej nie określało, ale mimo to potrafiła (miejmy nadzieję) nie zanudzać i rozweselać towarzystwo. Cóż, pozostało się tylko przekonać, czy ta umiejętność jeszcze jej pozostała.Lucas - 2017-11-01, 23:21 Uśmiechnął się łagodnie w reakcji na aprobatę, po czym zaprosił Eviline w kierunku taksówek, które stały nieopodal i czekały na pijanych klientów. Otworzył przed Hiszpanką drzwi, po czym przebiegł na drugą stronę auta, gdzie zajął swoje miejsce. Następnie podyktował brodatemu kierowcy adres i wygodniej rozsiadł się w fotelu, posyłając swojej towarzyszce zadziorne spojrzenie.
z/tEviline - 2017-11-03, 20:08 Bez mrugnięcia okiem ruszyła obok Lucasa, jednocześnie opatulając się bardziej, by wiatr przypadkiem nie próbował jej zmieść. Doszli do taksówek, gdzie z ciekawością obserwowała cierpiarzy, którzy czekali aż imprezowicze powsiadają do ich aut. Uśmiechnęła się do mężczyzny, gdy ten otworzył jej drzwi i ostrożnie wsiadła na tylną kanapę, moszcząc się w miarę wygodnie. Siedziała cicho, czekając aż Lucas podyktuje adres i zmarszczyła brwi, bo nawet kojarzyła jego okolicę, tylko dla niej nie było tam żadnego domu, który by do niego pasował, kogoś tu czeka zaskoczenie. Na mimiczny gest odpowiedziała podobnym, jakby drażniąc się z chłopakiem. W końcu ruszyli z miejsca.
/zt.Seth - 2017-12-27, 20:18 Słyszał, że ten klub słynął z doskonałej muzyki, ale on przyszedł tutaj w jednym celu, który z muzyką nie miał nic wspólnego. Tym celem byłą tequila, którą można było dostać właściwie wszędzie, więc miejsce było tak dobre, jak wszystkie inne. Dodatkowo głośna muzyka zniechęcała potencjalnych rozmówców co było dodatkowym bonusem. Przemierzył lokal i skierował się do jednego z barów, szukając jak najprzytulniejszego i zacisznego miejsca w szaleństwie balangi, która miała tu miejsce. Rozsiadł się na barowym stołku i poprosił o tequilę. Na jednej się pewnie nie skończy. Każdy kto go znał (choć takich nie było wielu w Eastbourne) wiedział, że jeśli chciał się upić - a konkretnie coś zapić, jak zapijał smutek - pije tequilę, litrami. Jak jedziemy po bandzie, to jedziemy po bandzie - wydostał z kieszeni paczkę papierosów, którą trzymał na specjalne okazje - palił okazyjnie, czyli dla towarzystwa, lub w nerwach. Wyciągnął z niej papierosa i zapalniczkę, którą tego papierosa zapalił. Zaciągnął się i po chwili wydmuchał dym, udając, że wcale się nie krztusi.Valentino - 2017-12-27, 23:42 Valentino także potrzebował czasu dla siebie. Dziecko ok, kobieta ok, dom ok, praca ok ale brakowało mu odrobiny szaleństwa w życiu. Udał się do klubu głównie na popitkę i pogawędkę z barmanem, toteż przedzierając się przez tłumy trafił do zacisznej części baru. Tutaj na stołku siedział mężczyzna, widocznie przybity. Valentino należał do osób, które potrafiły takie osoby bardzo szybko zobaczyć. Cóż, podobno osoby, które przeżyły więcej widzą więcej. Może i tak jest?
- Kobieta czy biznes? - Podszedł, rzucając spokojnym, miłym głosem, przy okazji siadając obok i zamawiając whiskey z lodem. To dość oczywiste powody, dodatkowo możliwość rozpoczęcia rozmowy, może akurat się przyda?
Valentino nie zapijał - on walczył. Już za czasów nastolatka zamienił alkohol na worek bądź buty do biegania. Cóż, miał dużo smutków patrząc po jego ciele. Przeżył wiele, sam nie zdawał sobie sprawy jak wiele, dodatkowo jak wiele podobnych rzeczy do Setha. Kto jednak powiedział, że się nie dowie?Seth - 2017-12-30, 21:47 Powinien przewidzieć, że zawsze kiedy nikogo nie zaczepia, ma tylko ochotę się napić w spokoju, zawsze ktoś do niego zagaduje. A potem wyniknąć mogą z tego różne szalone rzeczy. Krztuszenie jakoś mu przeszło, opróżnił swoje szkło i poprosił o kolejną. A najlepiej niech barman mu zostawi całą butelkę, przyda się.
Tym razem nie tylko coś zapijał. Doszedł do momentu, do którego docierają wszyscy, o ile żyją dostatecznie długo: musiał przemyśleć to i owo w swoim życiu. Wydmuchując kolejny kłąb dymu papierosowego zerknął na mężczyznę, który do niego zagadał i usiadł obok.
-Biznes. - odpowiedział, nie uśmiechając się przy tym. Było to kiepskie kłamstwo, bo nie zależało mu na lepszym. Gdyby jego biznesem były konie to fakt miał problem, ale innej natury i w tej chwili nie był on w centrum jego przemyślań. Nie przedstawił się też, wracając do swojej gburowatości, chociaż sam dobrze wiedział, że nie jest tym samym gburowatym, zamkniętym w sobie facetem, którym był jeszcze niedawno.Valentino - 2018-01-07, 16:37 Słabe kłamstwo, lecz Valentino wolał je jednak złapać i udawać, że naprawdę o to chodzi. Nigdy nie chodzi o biznes, zawsze chodzi o uczucia. Zawsze chodzi o strach o inną osobę, utratę jej czy strach o utrzymanie.
- Cóż, z kobietą potrafiłbym pomóc, coachem nie jestem, terapeutą już tak. - Rzucił, starając się zarzuci mężczyźnie mylny stereotyp ''Jesteś psychologiem? Co mi o mnie powiesz? Rozszyfrowałeś mnie już?''. Wtedy ludzie o wiele szybciej się otwierają, kierowani myślą ''Przecież on już i tak to wyczytał''.
Odebrawszy swój trunek upił łyk i zakręcił szklanką w dłoni, starając się wydawać bardziej ludzkim.
- Ja zaś mam problem z kobietą. Nawet dwiema. Wolałbym już chyba problemy z hajsem niż walkę życia ze śmiercią. - Rozgadał się lekko, kątem oka spoglądając na reakcję mężczyzny. W istocie nie wiedział, że ich sytuacje są tak podobne. Zwykłym u psychoterapeutów było mówienie o swoich problemach, dzielenie się nimi. Jeszcze bardziej zwykłym, szczególnie u takich jak Valentino było rozwiązywanie problemów losowo spotkanych osób.Seth - 2018-01-07, 21:49 Raczej zdawał sobie sprawę z tego, że nieznajomy połapał się w jego kłamstwie, co mógł dość łatwo wywnioskować z jego kolejnych słów, które nie zrobiły na nim zamierzonych efektów. Myślał nad tym przez większość doby, zwłaszcza gdy nie był w stajni, gdzie jednak trzeba się na czymś innym skupić. Sam stwierdził, że może sobie sam ze sobą nie poradzić, nie miał jednak zamiaru "rzucać się" na pierwszego lepszego kolesia, któy twierdzi, że jest terapeutą, a mimo to odnotował to sobie, zwłaszcza, że kolejne słowa nieznajomego odcisnęły na nim większe wrażenie. Kolejny raz zaciągnął się papierosem, tym razem spokojniej i opróżnił swoje szkło, po czym zaraz zadbał o to, żeby miał co pić dalej, szukając ratunku w tequili.
Można powiedzieć, że kolejne słowa Włocha uderzyły go jak rozpędzony samochód. Przez chwilą mielił jego słowa w mózgu, po czym odważył się na niego spojrzeć intensywnym wzrokiem. Potem znowu skupił wzrok na swoim alkoholu. Mógł kontynuować szopkę w rodzaju "wiesz, że ja wiem, że ty wiesz, że kłamię, ale będę iść w zaparte".
- Pewnie tak. Człowiek już wolałby martwić się tym, z czego będzie żyć, niż tym co go targa za serce i nie daje spać. - odezwał się na razie niezobowiązująco. Jeżeli dobrze go zrozumiał rzeczywiście ich sytuacje mogły być podobne.Valentino - 2018-01-14, 15:40 Te słowa mężczyzny pozwoliły mu na uderzenie z podwójną siłą. Ah, to nie jest profesjonalne podejście, lecz po Amerykaninie jak po mało kim było widać, że ma problem. Odchrząknął więc cicho i upił łyk trunku spoglądając na Setha z delikatnym, miłym uśmiechem.
- Ty pewnie coś o tym wiesz... Valentino jestem. - Wyciągnął do towarzysza rękę, starając się zachowywać naturalnie, lecz empatia jaką obdarzał każdą osobę wokół doprowadziła go do przejęcia uczuć przygnębienia i smutku od Setha.
Zawiesił wzrok na podchodzących do baru atrakcyjnych kobietach, właściwie nie świdrując ich ciała co czysto informacyjnie. Zaraz po tym wrócił spojrzeniem na mężczyznę, jemu już bardziej się przyglądając, lecz nie wypalając dziury co robiły ich towarzyszki od drugiej strony, widocznie podpite. Cóż, może gdyby był pijany też by tak robił. Obecnie stracił kompletnie zainteresowanie alkoholem, coby zachować trzeźwość umysłu i dowiedzieć się cóż trapi jego towarzysza. Nie czytał przecież w myślach.