To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Stajnia - Boksy

I So Bad - 2013-01-23, 23:19

Pod stajnię przyjechał luksusowy czarny koniowóz, po marce samochodu od razu było widać, że nie jest to byle jaki transport, tym autem przewoziło się najdroższe i najcenniejsze konie. Pojazd zaparkował tuż przed wejściem do stajni i zaraz z kabiny wyskoczyło dwóch mężczyzn w celu wyprowadzenia skrywanego tam cuda.
Po chwili masywne drzwi się otworzyły a kładka do schodzenia została wysunięta, jeden z panów wszedł do środka aby odwiązać nabuzowanego rumaka. Dopiero po chwili prowadząc karą klacz w ręku na srebrzystym uwiązie, wyłonił się z czeluści samochodu. Przed stajnią rozległo się głośne rżenie i stukot kopyt. Drugi z mężczyzn również podpiął uwiąż i obaj ruszyli do wnętrza stajni.
Krocząc stajennym korytarzem kara narobiła tyle rumoru ile tylko można było. Caplowała co chwilę i miotała się próbując cofać ku tyłowi. Panowie nie byli w stanie sobie z nią poradzić. Diablica parsknęła wściekle próbując jednemu z nich odgryźć rękę.

Robert - 2013-01-23, 23:29

Na Orchardzie nie mogło zabraknąć również Roberta. Zapakował cały sprzęt swój, jak i Orchida do samochodu, upychając go do bagażnika oraz na tylne siedzenia, aż w końcu przyszedł czas na samego rumaka. Ach, pierwsza w jego życiu podróż przyczepą. Miał nadzieję, że młody podopieczny dobrze ją zniesie, szczególnie, że niestety sam będzie musiał siedzieć tam przez jakąś godzinę. Przy pakowaniu obyło się bez żadnych cyrków, za co Robert dziękował Bogu w duchu. Jeszcze tylko zaprosił psa do środka i mogli uciekać.
Mężczyźnie jechało się bardzo dobrze. Był wręcz bardzo spokojny, na co wskazywał sposób w jaki prowadził. Jedynie zerkał co raz na mały ekranik, który monitorował wnętrze przyczepy, sprawdzając jak Orchid się sprawuje.
Po mniej więcej godzinie dojechali. Czarne bmw podjechało pod stajnię, sprawnie parkując na podjeździe wyłożonym drobnymi, szarymi kamyczkami. Robert wyłączył silnik i wypuścił Hektora, samemu wychodząc zaraz po nim z auta. Nałożył plecak ze szczotkami na siebie, przełożył dwie torby przez ramię, do tego jeszcze jedna pod pachę i czwarta w drugą dłoń. Mruczał przekleństwa pod nosem, nienawidząc dźwigać, no ale cóż poradzić. Zbliżał się do drzwi wejściowych stajni i już miał otwierać je nogą, bo niestety ręce miał zajęte, kiedy ujrzał Riley'a. Zmarszczył skórę na nosie i zabrał gwałtownie powietrze w płuca, prawie, że upuszczając torby. Na szczęście w porę je złapał, przyciskając do siebie.
- R.. Riley... Nie zauważyłem Cię. Jak widzę i Ty na miejscu. - Zaczął niepewnie, poprawiając trzymane pakunki. Zerknął przez ramię na wprowadzane konie, wyłapując przy tym dźwięk rżącej Bad.

Riley - 2013-01-23, 23:50

Nie mógł doczekać się spotkania z karą bestią. Tęsknił za nią. Nie liczył już na żadną inną radość, bo co niby mogło go tutaj dobrego spotkać. Cieszył się z samego faktu, że przynajmniej jedna dobrze znana mu osoba będzie towarzyszyć mu w kreowaniu kolejnych smutnych i dosyć szarych, dni. Z niezbyt głębokich rozmyślań, wyrwało go czarne bmw. Cóż, kierowca z większą delikatnością zaparkował samochodem niźli on sam. Miał jednak ku temu powody. Nie spodziewał się, tak jak sam Rober, że go spotka, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy. Jak widać, los lubił płatać figle. Nie wiedział tylko czy ma się cieszyć, czy wręcz odwrotnie. Zostawił go bez słowa wytłumaczenia. Mógł znaleźć sobie kogoś innego, układając sobie z nim nowe, lepsze życie. Zatopił się bardziej w chuście, nie pozwalając drgającym ze zdenerwowania ustom wyjść z poza ochronnego materiał. Nikt, doprawdy nikt nie mógł spostrzec, nawet ten słodki chłopak, że Rileyem wstrząsa istne przerażenie. Zaciągnął się silniej zimnym powietrzem, odwracając głowę ku zielonookiemu. Nic się nie zmienił. Tak bardzo chciał go przytulić... Dość... nie mógł. Nie mógł dalej niszczyć mu życia.
Widząc jednak jak ten ma problem z dostaniem się do sieni stajennej, oderwał plecy od belki, posuwistym krokiem, w swojej czarnej zbroi, podszedł do niego, uśmiechając się wyblakłymi przez łzy oczyma i spękanymi od zimna wargami. - Cieszę się, że Cię widzę... - odezwał się spokojnym, jak zawsze zachrypniętym głosem, otwierając mu szeroko drzwi. - Proszę. - rzucił po chwili, przyglądając się jego twarzy, gdyby miałoby to być ich ostatnie, bardzo krótkie widzenie.
Najpierw usłyszał, później dopiero zobaczył szarpiącego się czarnego demona na uwiązach. Głupcy, tak nie wolno było... Wyrzucił przez nos resztki zaległego w płucach powietrza i uśmiechnąwszy się smutno do Roberta, ruszył w kierunku Bad. - Panowie! Prosiłbym o troszeczkę delikatności, macie do czynienia z kobietą! - rzucił zbulwersowanym głosem, sugestywnie majtając rękami w powietrzu. Zbliżył się śmiało ku swojej klaczy, uważając jedynie, żeby nie dostać przypadkiem z zabłąkanego kopyta. - Ciiii... maleńka, spokojnie. - odezwał się do niej kojącym tonem, zaraz to przechwytując oba uwiązy, odsyłając parę krnąbrnych idiotów, sugestywnym spojrzeniem.

I So Bad - 2013-01-24, 00:07

Już miała się rzucić w dziki galop po stajennym korytarzu ale jej lśniące ślepia ujrzały tego jedynego rycerza. Zatrzymała się nagle jak wryta w ziemię, jej głośnie rżenie rozległo się echem po wnętrzu budynku.
Jej oczy ujrzały także znajomą twarz Robercika, och rodzinka z komplecie. Szastnęła ogonem z dezaprobatą spoglądając na idiotów po obu jej stronach, czekała tylko na to aż Riley ją oswobodzi.
Gdy to nastąpiło, oparła łeb na jego ramieniu, żaląc się potokiem parskania w jego ucho. Jednocześnie obserwowała Roberta wnikliwie, czy to aby na pewno on.
Po poskarżeniu się i wyżaleniu swemu panu z zaciekawieniem wyciągnęła nos z stronę Roberta, jednocześnie żując wędziło jakie wsadzili jej do pyska ci dwaj debile.
Skubnęła go w dupsko, co by nie podrywał jej męża na dwóch nogach.

Robert - 2013-01-24, 00:11

Riley na tyle dobrze panował nad emocjami, że nawet Robertowi nie udało się rozszyfrować co tak naprawdę targa mężczyzną. Hartnett starał się zachować również spokój na swym licu, choć trudno było ukryć smutek. Uśmiechnął się zatem do bursztynookiego i skinął mu głową w podzięce, mijając próg drzwi.
- Dziękuję. Ja również... - Odrzekł i gdy tylko Riley się oddalił do swej karej potwory, uśmiech na twarzy Roberta znikł niemalże od razu. Spuścił spojrzenie na ziemię i szybkim krokiem ruszył do siodlarni. Widok ukochanego mężczyzny sprawił, że zaczynał się rozsypywać. Tak bardzo cierpiał przez niego ostatnim czasy, jednak wybaczył mu. Chciał porozmawiać z Riley'em, jednak za każdym razem brakło mu odwagi. Nie mogąc się na niczym skupić, szybko wypakował rzeczy i wrócił do przyczepy. Odwiązał Orchida i wlazł do środka, spokojnie wyprowadzając go na zewnątrz. Poklepał go po szyi i dał cukierka za dobre sprawowanie. Przewiązał łańcuszek przez kantar i ruszył z nim w kierunku boksu, gdzie zdjął mu z nóg ochraniacze oraz derkę. Oczywiście znalazł też chwilę, żeby go pomiziać, bo sam Robert nabrał ochotę na pieszczochy. Uzupełnił jego tabliczkę z informacją i zaczął przenosić kolejne rzeczy. Cały osprzęt, a nawet specjalnie wymieszaną paszę z suplementami i witaminami.
Kiedy zaniósł kilka worków wypełnionych paszą, mijał akurat Bad żalącą się Ril'owi. Korzystając z okazji, że akurat wyciągnęła łeb w jego kierunku, dotknął jej miękkich chrapek opuszkami palców, głaskając czule. No ale już skubnięcia w tyłek się nie spodziewał, toteż podskoczył zaskoczony, rozcierając piekące miejsce na pośladku.
- Aj, no nie mogłaś sobie odpuścić. - Pogroził Bad palcem, spoglądając przy tym dość nieśmiało na Rila i szybko oddalił się, siadając w ramach odpoczynku przed boksem rudego, ciężko dysząc. Rozpiął kurtkę i poluźnił szalik, prostując przed siebie nogi. Otarł piąstkami zaróżowione policzki, zerkając smutnymi oczyma w stronę Riley'a oraz Bad. Spojrzał na wyświetlacz telefonu, aby sprawdzić godzinę i wypadałoby się zbierać do domu.

Riley - 2013-01-24, 00:22

Ril sam sobie nie potrafił wybaczyć. Miewał lepsze i gorsze dni, Jak każdy. Jednakże para zielonych oczu przelała czarę goryczy. Niby radosne spojrzenie Hartnett'a ,a tak naprawdę ciernie w tym miękkim wejrzeniu... Nie, to nie dawało Cunninghamowi spokoju.
Wysłuchał posłusznie swojej ukochanej, gładząc czule jej ganasze, odpinając niepotrzebny uwiąz. Drugi też mógłby odpiąć, wiedział, że karuska pójdzie za nim chodź by szedł na pewną śmierć. Tak było; dzisiaj miał skonfrontować się w końcu z Robertem, chociaż na samą myśl w jego gardle grzęzła wielka, kamienna klucha. Nie był pewien jak zareaguje na jego słowa mężczyzna, z góry zakładał najgorsze, nie chcąc jakoś znacząco się zawieść. Starał się opanować drżące dłonie. Bad była naprawdę inteligentna i wiedział, że jeżeli wyczuje w nim jakąś walkę, kołatanie myśli i emocji; zechce pomóc. Było to doprawdy słodkie, nie zawsze jednak pomocne.
Rzucił do mężczyzn spokojnym już tonem, niezwykle grzecznie, aby wnieśli rzeczy, cały sprzęt i drobiazgi do stajni. Sam skierował się z klaczą ku sieni, spokojnie przestępują próg. Wprowadził ją do boksu, w trymiga rozbierając z transportowego osprzętu. Wystawił go na korytarz, aby pucułowate twarze transporterów, mogli zabrać po drodze i te rzeczy. Jak się ludźmi wysługiwać to już na całego. Wrócił do swojej bestii, z niezwykłą lekkością sunąc po jej kości nosowej, czole i uszach. Nucił przy tym spokojnie, wynajdując z kieszeni płaszcza pół marchwi, którą przygotował na to spotkanie. Podał je Smolistości, zaraz zwracając się do niej miękkim tonem - Muszę coś załatwić, piękna. - uśmiechnął się, po czym wyszedł z jej boksu, zamykając drzwiczki. Odwiesił kantar na haczyk razem z uwiązem. Denerwował się jakby to był jego pierwszy dzień w nowej szkole. Poluzował rozedrganą dłonią szal na szyi, odpinając guziki płaszcza. No, Riley.... nie bądź ciota.
Przystąpił spokojnym krokiem do Roberta. Bez słowa przysiadł obok niego, rozchylając dla większej wygody oba płaty płaszcza. Zwrócił ku niemu zaniepokojone i zasmucone lico.
- Znajdziesz dla mnie chwilę czasu? Musiałbym Ci wiele wytłumaczyć. Nie liczę, że mi wybaczysz, wystarczy, że spróbujesz mnie zrozumieć... - odezwał się półszeptem, na koniec zagryzając kolczyk na języku. A jednak! Jeszcze się go stary dziadzie nie pozbyłeś! <3

I So Bad - 2013-01-24, 00:26

Kara weszła do boksu bez oporów od razu zaczynając go penetrować wzdłuż i w szerz. Riley zadbał o wszystko, aby od razu po przyjeździe miała jak najlepsze warunki. Parskając głośno Badziul rozdmuchiwał trociny na podłożu, jednocześnie zaraz uwalając się na nim, nie ma to jak tarzanie na dobry początek. Odprowadziła Rileya wzrokiem a sama zajęła się wpieprzaniem siana.
Robert - 2013-01-24, 00:35

Z jednej strony Robert pragnął jak najszybciej porozmawiać z Riley'em, a z drugiej chciał uniknąć tejże konwersacji. Sam nie wiedział jak zareaguje i jak przyjmie słowa Pana Cunningham'a. Jednak nie dla samego odpoczynku usiadł pod boksem Orchida. Coś silniejszego nakazywało mu wręcz tu oklapnąć i poczekać.
Ciekawe jednak, który z mężczyzn denerwował się teraz bardziej. Kiedy bursztynooki opuścił Badzinę i odwrócił się w jego kierunku, zmierzając powolnym krokiem, aż w końcu usiadł obok Roberta, ten zesztywniał cały, pragnąc wtopić się w drewnianą ścianę, o którą się opierał. Z lekkim ruchem powietrza poczuł zapach Riley'a, którym zaciągnął się mimowolnie, z lekka mrużąc oczy. Ach, uwielbiał go. Poprawił się na ławce, a słowa, którymi uraczył go mężczyzna, lekko jak po maśle wpłynęły mu do uszu, zalewając obydwa bębenki. Robert spojrzał w końcu na mężczyznę i zacisnął mocno wargi, chcąc w końcu coś powiedzieć.
- Dobrze, nigdzie się nie śpieszę, ani nie wybieram. Słucham Cię drogi Riley'u. - Złapał za krańce rękawów swojej bluzy i zaczął je teraz molestować, skubiąc jak opętany koniuszkami palców. Był strasznie zestresowany. Przełykał co chwilę ślinę i oblizywał różowe wargi, czekając na słowa swego ukochanego. Miał wielką ochotę się do niego przytulić. Jednak równie bardzo miał ochotę się rozpłakać i uciec, gdyż dawne krzywdy zaczęły się odnawiać. Tak długo czekał na tą rozmowę...

Jackson - 2013-01-24, 00:43

podjechał pod stajnie na grzbiecie Totilas'a. Zeskoczył z niego, lądując na resztki śniegu. Otworzył drzwi stajni i wszedł do środka, zamykając je za sobą. Podstawił konia na myjkę i tam rozsiodłał, chowając sprzęt do szafki. Wyczyścił konia z zaklejek, po czym przykrył derką polarową. Podał niewielką garstkę smakołyków, pod pysk karego i poklepał go jeszcze raz. Zostawił go chwilę samego, a sam ogarnął do końca swoje rzeczy, sprzątając je. Wrócił do konia, odpiął z uwiązów i ruszył z nim do boksu, gdzie pozostawił Czarnucha, żegnając się i pozostawiając kilka smaczków w żłobie. zt
Riley - 2013-01-24, 00:57

Odetchnął z ulgą kiedy mężczyzna zgodził się na rozmowę. Była to już połowa sukcesu, równie dobrze mógł napluć mu na twarz, kopnąć w jaja i odejść. Żyć z kimś innym, gdzie indziej i mieć to wszystko czego Ril nie zdążył mu zapewnić. Spojrzał na chwilę na Bad, na jej spokojne ruchy, miarowe unoszenie się boków. Tak bardzo chciał być teraz w jej skórze. Albo w kogokolwiek innego. Byle nie siedzieć tutaj kiedy serce tak agresywnie obijało się o żebra, a umysł starał się racjonalnie to wszystko ująć. Nie dało się. Nie dało się wysiedzieć spokojnie obok zielonookiego.
Przejechał przypadkowo zębami po sztandze, krzywiąc się zaraz słysząc nieprzyjemny zgrzyt metalu. Wyrwany z próby uspokojenia się, ogarnięcia tych wszystkich słów które chciał powiedzieć mężczyźnie, sklecając je w jedną, spójną całość... zwrócił się do niego, siedząc jednym pośladkiem na ławce, kładąc dłoń na jego dłoniach, widząc jak nerwowo podszczypuje materiał rękawka.
- Możemy się w takim razie przejść? Świerze powietrze chyba dobrze nam zrobi. - pozwolił sobie na wejrzenie prosto w powierzchnię tęczówek swojego partnera, z lekkim uśmiechem, który ujawnił dawno niewidziany dołeczek w lewym policzku.

Artemida - 2013-01-24, 01:05

Kolejna przeprowadzka...
Temi się kiedyś kolejnej choroby nabawi. Ocknęła się i w szybkim tempie, stanęła na kopyta. Zarżała tak o, że jednak tu jest. Zarzuciła łeb rozglądając się dokładnie po stajni. Ruszyła w kierunku żłobu i poidła. Na początku zapoznała się z nową obudową. Zjadła i wypiła. Nie będę więcej pisać o jej posiłku. Podlazła do drzwiczek i od razu sprawdziła ich trwałość, napierając na nie klatką piersiową i wystawiając łeb na zewnątrz. Uszyska od razu przylepiła do czaszki.

Anonymous - 2013-01-24, 01:07

Podszedł pod stajnię i zatrzymał się równo, na czterech nogach, a nie jak jakaś krowa. Wszedł spokojnie do stajni widząc w niej znajome osoby i zarżał do Badzi. Cieszył się, że tutaj była, bo ją bardzo lubił, Ale pogadać z nim nie pogada, bo patrząc na pola w profilu akurat dzisiaj to Toto nawet baaaardzo ją lubi. Stanął na myjce rozglądając się, bo chętnie by coś pogryzł. Nawet nie zauważył kiedy został już rozebrany. Smaczki zjadł ze smakiem, bo naprawdę dobre, a po chwili otulony derką zjawił się w boksie,a tam... znów jedzenie! Jakie wielkie końskie szczęście. Zjadł wszystko i już chciał poprosić o jeszcze, kiedy Jack znikł mu z oczu. No cóż... Otrzepał się i przespacerował jeszcze chwilę po boksie po to by później wyjrzeć na korytarz i poznawać nowe otoczenie.
Anonymous - 2013-01-24, 01:24

Przemierzając od groma kilometrów, po długiej trasie pod prestiżowe, stajenne progi podjechał równie ekskluzywny, sześciokonny koniowóz.
Wypakowany końmi po brzegi, zatrzymał się nieco dalej od stajni. Nie gasząc silników, z części mieszkalnej wysiadło troje młodych ludzi, na pozór zawodników.
Stojąc przy tyle ' ciężarówki ', jeden z nich powoli, za pomocą przycisku spuścił klapę. Wówczas jako pierwsza wyłoniła się, pod osłoną derki, kasztanowata klacz.
Kolejno mężczyzna wdrapał się na górę, chwytając za uwiąz, uprzednio go rozwiązując. Kolejna z osób odpięła wszelakie zabezpieczenia podczas jazdy, uwalniając tym samym konia.
Coco ruszając za brunetem, zbiegła z trapu, kontynuując bieg i na ziemi. Wznosząc dla własnego fanu przody ku górze, na wskutek poślizgu osiadła na zadzie.
Podnosząc ciało, stanęła równo na czterech kończynach, bez większych ceregieli idąc do stajni. Przemierzając spory kawałek, obserwowała bystrymi oczyma okolicę, dopóki to nie znalazła się w środku stajni.
Wydając z siebie głośne rżenie, szarpnęła pyskiem na boki, rozwierając i jednocześnie nadymając chrapy.
Następnie wprowadzili ją do boksu, zdjęli ochraniacze transportowe, pozostawili w derce, zamykając. Odnieśli wszelakie konieczne dokumenty łączące się wraz z zakupem konia i w te pędy odjechali.
Chanel dłuższą chwilę pokręciła się sążnie po boksie, zapoznając z otoczeniem. Zmęczona podróżą zasnęła.

Szerker - 2013-01-24, 09:43

Stosunkowo szybko sprowadzono dzisiejszego dnia z padoku. Stajenny, mężczyzna w podeszłym wieku widział, że gniadosz nie jest skory do zabaw. Po paru okrążeniach i zużyciu zbędnej energii oraz po próbach zjedzenia kępek trawy stanął po prostu w miejscu i przed ponad pół-godziny patrzył się na drzwi prowadzące do stajni. Po pewnym czasie z cichym westchnieniem stajenny zaprowadził go do boksu i rozpoczynając rozmowę na temat wieku. Przez całą drogę ogier miał postawione uszy w jego kierunku co świadczyło o tym, że słuchał. Może i nie rozumiał, ale słuchał. Co jakiś czas poparskując, szedł za mężczyzną energicznym tempem. Zjednał sobie również serce mężczyzny, parokrotnie doprowadzając go do śmiechu. Zamknięty w boksie wyjrzał przez drzwiczki boksu na zewnątrz, szukając jakiś znajomych twarzy.
Jackson - 2013-01-24, 10:11

Wszedł do stajni, przebrany w bryczesy, zresztą rzadko spotykało się go tu w innym stroju niż bryczesy i kurtka jeździecka. Podszedł do swojej szafki uzupełniając smakołyki, a następnie wstąpił do pokoju socjalnego nastawiając wodę na herbatę. Ruszył na korytarz, w oczekiwaniu na napój.
Zauważył znajomą mordkę Szerka, nie przeszedłby koło tego dziadka nadaremnie. Podszedł więc do brązowego pyska.
-Jak się masz koniuszku?- zapytał i poklepał ogiera po szyi, po czym podstawił pod pyszczek smakołyka. Dawno nie pracował z tym koniem. Może był to czas najwyższy ? Lubił go, więc dlaczego by nie? Tylko czy profesorek także tego chciał?
- Przejdziemy się, Szerku?- zapytał go, nie licząc jednak na odpowiedź. Zdjął kantar z haczyka i pokazał go zwierzęciu, czekając na jakiś okaz entuzjazmu, bądź nie. Cały czas gładził jego ganasz dłonią, wyczekując na jego ruch.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group