Blue Moon - 2015-02-24, 20:53 Potrzebowała kogoś z podejściem kogoś doświadczonego i jak z przysłowiowego nieba spadł jej Brian. Starała się jak mogła, no może nie było idealnie ale przynajmniej próbowała prawda? A to się liczy, nie jeździła pod siodłem jakieś 4-5 miesięcy więc to dużo jak na takiego konia. Przejechali jeszcze dwa koła w kłusie po czym przeszli do stępa i znowu wykonali dwa koła po czym zatrzymanie. Zdziwiła się że zszedł z niej ale ruszyła za nim posłusznie, sam tor nie wywoływał w niej strachu mogła się ścigać ale drzwi były czymś złym dla niej. Widziała otwierania się drzwi to też w pewnym momencie wbiła cztery nogi w ziemie i dupa nie ruszyła się dalej.Brian - 2015-02-24, 22:43 Szedł w stronę bramek startowych, nucąc coś pod nosem, prowadząc Blue Moon bez pośpiechu i korzystając z okazji, by rozejrzeć się po obiekcie. Wiedział, że nic się nie da od razu, a jednak prawie go zdziwiło lekkie szarpnięcie, gdy kara klacz zaparła się wszystkimi czterema nogami i odmówiła zrobienia jeszcze jednego kroku w stronę bramek.
Wcale się tym nie zraził, podszedł do angielki i pogłaskał ją, kreśląc dłońmi mniejsze i większe kółka od szyi po łopatkę, próbując trochę uspokoić i rozluźnić trzylatkę.
- Mówiłem ci, że drzwi cię nie ugryzą, bo nie mają zębów - powiedział spokojnym, kojącym głosem. Stanął przed klaczą tak, że zastawiał sobą skutecznie widok na bramki startowe. Nie miał zamiaru się poddać, nawet gdyby musiał lekko popchnąć Moon, a zazwyczaj tego unikał. Wolał nie robić nic na siłę i uciekać się do metod perswazji, by przekonać konia, że gdy Brian będzie na wierzchu, to dla obu będzie dobrze. Kontynuował głaskanie starając się, by klacz w ogóle zapomniała o istnieniu boksów. Poczęstował ją kostką cukru, a jeśli zauważył minimalne rozluźnienie, zrobił lekki krok naprzód (a raczej w tył), prowadząc za sobą klacz. Nadal był zwrócony twarzą do Blue Moon, co oznaczało, że szedł tyłem, jeśli w ogóle się poruszył.Silent Whisper - 2015-02-25, 02:28 Czekała tylko na sygnał, w którym dziewczyna da jej znak, że są gotowe do biegu. Bez chwili zawahania ruszyła w stronę bramek, Czuła adrenalinę, jednak ta bardziej ją popychała do działania niźli czuła z tego powodu strach. Prychnęła cicho, zerkając to na tor to na bramki. Grzecznie dała wprowadzić się do "boksu", a kiedy usłyszała, że zamykają się za jej zadem drzwiczki, wzrok wbiła tylko i wyłącznie w tor, czekając na ten moment.
Kiedy ciszę przeciął dzwonek, przeniosła ciężar ciałą na tylne kończyny, robiąc wieliego susa w momencie, kiedy przed nią otworzyły się drzwiczki bramki. Poczuła jak wiatr smaga jej pysk, a piasek rozbryzguje się pod jej kopytami z każdym kolejnym foule. Po chwili jej oddech zaczął się zmieniać aż spłycił się całkowicie, co można było usłyszeć. Czuła jednak, że dziewczyna nie pozwala jej na szarżę przez cały czas. Zwolniła więc nieco, wchodząc w swój własny rytm tak, by móc rozłożyć siły na całą długość toru. Owszem, chciała pokazać się z jak najlepszej strony, mimo to jeśli wyżyje się na początku, a podczas finiszu straci siły, nic to nie da.
Biegła miarowo, w swoim tempie, nie zmieniając go. Weszła i wypracowała sobie swój własny rytm, który Tay mogła w tym momencie poczuć.
Czując łydkę na swoim boku przeniosła jedno z uszu w stronę dziewczyny, jakby zwracając na nią swoją uwagę. Przyspieszyła delikatnie, jednak to jeszcze nie było w stu procentach to na co ją stać. Czy Taylor będzie chciała na finiszu docisnąć ją całkowicie?Taylor - 2015-02-25, 19:11 Doceniła zapał i szczere chęci konia, z którym miała do czynienia; zauważyła, że Eternal doskonale wiedziała, po co jest na torze i właśnie to jej się spodobało. Już przy bezproblemowym wchodzeniu do bramek Mleczna zapunktowała sobie u kobiety. Lepiej dla niej, będzie dzięki temu częściej ją odwiedzać. Raczej w tak dużej stajni ciężko o stałego jeźdźca dla jednego konia w wypadku, gdy nie jest on jego własnością.
Nie dokładała póki co do pieca, pozwoliła Ivory na znalezienie swojego rytmu i w tym ją utrzymała, chcąc sprawdzić konia w dystansie. Oprócz delikatnego przypominania o swoim bycie nie narzucała jej nic - mogła sama regulować swoje tempo; jedyne, do czego nie dopuściła to dziki pęd, który zapewne po pierwszym przytrzymaniu nie przychodził trzylatce do głowy. Nigdy nie była ani nie chciała być profesjonalnym dżokejem, ale kręciła ją prędkość i trzeba było przyznać - całkiem sporo o tej dziedzinie wiedziała. Stąd też doskonale wiedziała, jak powinna prowadzić konia na torze, ale tak jak już wcześniej pisałam - dawała jej szansę podziałać częściowo na 'własne kopytko'
Do tabliczki z napisem '500 m' nie ingerowała zbytnio w to, jak się przemieszczają, pilnowała jedynie wewnętrznego toru biegu i regularnego, ogarniętego tempa. Nastawienie ciemnowłosej zmieniło się, gdy znalazły się już za owym znakiem - szybkim, lecz wyczuwalnym ruchem poklepała klacz po szyi i poprosiła ją o nieco szybsze tempo. Nadal nie wymagała tego 'maksimum' ale wydłużenie foulee, choćby i niewiele, było konieczne ze strony klaczy. W owym przyspieszeniu oddała kilka centymetrów wodzy więcej, dając szansę na stopniowe wyciąganie się przez mleczną. Im bliżej im było do mety, tym szybsze narzucała tempo.Blue Moon - 2015-02-25, 21:09 Klacz słuchała jego nucenia ale za żadne skarby sułtana nie chciała zbliżyć się do drzwiczek. Klacz w momencie zaparcia spięła się niczym struna i obecnie nie zamierzała nawet drgnąć w tamtą stronę. Musiałby mieć z 180 cm żeby zasłaniać jej widok i to i tak nie wiem czy by coś dało, swoją drogą ciekawę jakby ją popchnął bo mimo lekkiej budowy do najlżejszych nie należała Poczęstowana cukrem zjadła ze smakiem, nieco się rozluźniła nawet i zrobiła ten krok ale pozostawała ostrożna i zdecydowana może nieco mniej niż wcześniej że nie wejdzie tam.Brian - 2015-02-26, 14:16 No dobrze, może nie był w stanie zasłonić jej widoku na bramki startowe całkowicie, ale liczył, że przesłonięcie jej widoku chociaż częściowo jakoś pomoże, Chociaż Blue Moon przemieściła się w stronę bramek tylko o krok jak to mówią: mały krok dla człowieka, wielki krok dla ludzkości. Mimo, że Blue pozostała spięta i zdecydowana nie zbliżać się do drzwiczek, Brian nie miał zamiaru ustąpić, nawet jeżeli mieli robić krok po kroczku.
Nie zmieniał metody: nucił coś pod nosem, głaskał klacz, wplatając w głaskanie elementy rozluźniającego masażu, starał się, by angielka całkiem zapomniała o boksach startowych i skupiła uwagę na nim, bądź na innym elemencie otoczenia, którego się nie bała i który jej nie stresował. A gdy wyczuwał choćby drobną oznakę rozluźnienia - robił krok w tył, w stronę bramek. Nie miał zamiaru się poddać, nie pokazywał po sobie żadnych oznak zniecierpliwienia czy frustracji, nawet jeśli trochę zniecierpliwiony był.
- Trzeba ci oddać, że jesteś uparta, ale ja też jestem uparty. - przemówił do trzylatki.Blue Moon - 2015-02-26, 18:22 No może jakoś jej pomogło ale ideału też nie było, zbyt idealnie nie będzie za pierwszym razem już chyba wolałaby się pościgać bez bramek ale co poradzić skoro była uzależniona od jeźdźca. Skoro szli po albo koło toru to już nie będzie mogła zapomnieć o bramkach, bo wiedziała że one się na nim znajdują. Klacz mimo że chciała nie była w stanie w 100% się rozluźnić, nawet dość kawałek udało im ujść ale ideału nie było bo nadal była lekko spięta i zestresowana. Nie była uparta jedynie zestresowana i wystraszona, jakby widział wypadek klaczy to sam by się wystraszył zresztą mógłby zobaczyć jest na internecie wystarczy wpisać w gogle imię klaczy i ostatni wyścig klaczy był nagrany gdyż to wielka gonitwa.Silent Whisper - 2015-02-26, 23:20 Biegła równym tempem, nie szarżując jednak nadto, siły chcąc rozłożyć równomiernie na całą długość trasy. Długo nie biegała, jednakże odczucie tego podczas treningu nie było jakieś bardzo duże, choć może ciut szybciej się męczyła. Mimo to dalej nie zamierzała dawać za wygraną, chcąc przecież poprawić swoją kondycję i osiągi, kiedy tylko miała szansę. A szansa przecież była ogromna, bowiem nie miała pewności, że po tym spotkaniu szybko ktoś będzie chciał ją zabrać na kolejny trening, bo skąd miała to wiedzieć?
Czując znak dziewczyny znów nastawiła na nią swych uszu. Wiedziała, że niedługo będą zbliżać się do końca dystansu, więc kiedy Taylor wyczuwalnie dała jej sygnał, ta zaczęła powoli, acz stanowczo mocnej odbijać się kopytami od podłoża chcąc wydłużyć foulee. Czuła narastający w klatce piersiowej ból, jednak zignorowała go, bo po części był od dla niej przyjemny. Znów mogła poczuć się jak podczas prawdziwej gonitwy, choć brak przeciwników nieco jej dokuczał.
Niemniej jednak nie podczas ostatniej prostej nie cackała się już. Chciała maksymalnie wydłużyć krok i pokazać w stu procentach na co ją stać. Przy okazji miała chwilę by zażyć rozrywki, gdyż nie mogła ukryć, że bieg tym właśnie dla niej był. Przyjemnością.Brian - 2015-02-27, 17:52 Pewnie by się wystraszył, gdyby miał taki wypadek.. chociaż niekoniecznie. Może byłby zachwycony sytuacją zagrażającą życiu, a Brian takie sytuacje lubił. Sporty ekstremalne, łamanie wszystkich ograniczeń prędkości na drodze, wszystko to służyło temu, żeby chociaż na chwilę adrenalina zaszumiała mu w głowie. Ktoś inny uznałby to za szaleństwo, ale jeśli chodzi o Brytyjczyka można powiedzieć, że miał zaburzenia zdrowego rozsądku.
Ale wróćmy na tor. Oczywiście mógłby po prostu się pościgać na jej grzbiecie, to też byłby trening wyścigowy. Mężczyzna wiedział, że Blue Moon stresują bramki startowe, ale właśnie dlatego nie chciał odpuścić: od stania w boksie, albo omijania ich, kara klacz nie wyleczy się z tego lęku, a on chciał żeby się wyleczyła, choćby w małym stopniu.
Nie ustawał w próbach rozluźnienia trzylatki, nadal skupiając jej uwagę na sobie, tak aby mniej uwagi poświęcała niebezpieczeństwu ze strony boksów startowych. Gdy widział minimalną poprawę robił krok w tył, w stronę bramek.
- Nie uważasz, że lepiej jest mieć to z głowy? Nie chciałabyś się znowu pościgać? - przemówił do angielki łagodnym, kojącym głosem, na który rzadko zdobywał się wobec ludzi, a nawet koni. Jego ulubioną metodą było prowokowanie koni, ale z Blue Moon ta metoda nie zadziałałaby.W końcu zaczęli się powoli zbliżać do tych przeklętych bramekTaylor - 2015-02-27, 21:08 Gdy znalazły się około sto metrów od mety (tak cygańską miarą, bo w pędzie ciemnowłosa zapomniała o tym, żeby zerknąć na tabliczkę ) poprosiła Mleczną o jej maksimum. Teraz pozwoliła jej na odpalenie swojego 'nitro', jak to czasem robiły konie wyścigowe. Wodze właściwie zostały wydłużone tak, żeby Eternal ani razu nie dostała podczas ruchu szyi kiełznem po buzi. Tego by absolutnie Tay nie chciała.
Subtelne łydki, czasem cmoknięcia, ale nie bat. Nie uciekała się do tego rozwiązania, bo widziała, że koń daje z siebie wszystko, chyba, że coś się zmieniało. Ale nie miała w nawyku brania bata i okładania nim konia, bo nie w tym rzecz. Co najwyżej delikatnie dotykała nim łopatki folblutki, oczywiście tylko w razie konieczności. Nie wiem, jak dokładnie zachowywała się klacz, więc zakładam, że jakośtam przekroczyły linię mety
Po przekroczeniu mety dała jej jeszcze sporo czasu na galop, z czasem powoli wycofując się z pozycji wyścigowej i wstrzymując. Robiła to stopniowo, pozwalając jej przy okazji na uspokajanie oddechu. Następnie przeszła do kłusa i kręciła się po torze wraz z Mleczną, czekając aż wyrówna się jej sposób oddychania.Blue Moon - 2015-02-28, 18:19 No dżokej który ją dosiadał wygląda jakby przez maszynkę do mielenia go przepuścili, ma liczne blizny na ciele i chyba nie może ręką dobrze ruszać. Zasiądziecie na tej klaczy na pewno dostarczyłoby mu sporej adrenaliny, klacz chciała się ścigać już teraz zaraz problem był taki że uparł się by przejść wpierw przez bramki. Z czasem jeden, drugi może trzeci trening i klacz przestanie się ich bać, pod warunkiem że ktoś do niej zajrzy i się nią zajmie. Nie rozumiała jego słów ale parsknęła ostatecznie obijając karym ogonem o swoje boki. Nawet już byli dość blisko pytanie co teraz, czy podejdą i zapoznają się z bliska czy spróbuje ją do nich wsadzić.
Zdjęcie jest czarno białe ale koń na nim generalnie jest gniady Brian - 2015-02-28, 21:42 Plan był tai, by przeprowadzić Blue Moon przez bramki, które były otwarte na przestrzał, tak, że było widać dalszą część toru. Postanowił, że lę Blue przed brakami trzeba zwalczać powoli, by nie wymagać od niej za dużo od razu, bo to i tak jest dla niej duże wyzwanie. Po kilku treningach może nastąpi poprawa. Zakładając, że będą kolejne treningi, chociaż jak Brian się na coś uprze to nie ma przebacz..
Zbliżyli się jeszcze trochę w ten sam sposób co poprzednio, aż w końcu Brian postanowił odsuną się i zamiast stać przed klaczą stać przy niej. Odsłonił jej tym co prawda widok na bramki, ale nie miał zamiaru odpuszczać.
- Spokojnie, Blue Moon. Zrobimy to powoli, żeby mieć to już za sobą. A potem się pościgamy. - przemówił do klaczy uspokajająco, głaszcząc ją i próbując rozluźnić jeszcze trochę, jednocześnie stanowczo trzymał wodze, w razie gdyby miała spanikować.Silent Whisper - 2015-03-01, 21:42 W zasadzie, po tym poście możesz ją wyprowadzić, bo do wtorku mnie nie będzie, a nie chcę Cię blokować dłużej ^^
Nim nie przekroczyła linii mety, nie zwolniła nawet odrobinę. Wiedziała, że w takich momentach nie wolno się poddawać, bo przeważnie to one są najważniejsze i decydują o rezultacie gonitwy. W momencie przekroczenia mety rozluźniła wszystkie mięśnie, które do tej pory były naprężone do granic możliwości. Poczuła jak ból zalewający jej ciało z powodu skurczu mięśli powoli znika w chwili, kiedy powoli zaczęła zwalniać. Długo jej to zajęło, jednak to chyba lepsze niż hamowanie na chama, i przeciążanie stawów. Dało się słyszeć jej przeraźliwie płytki oddech kiedy przeszła do kłusa, a po kilkuset metrach do stępa, wyciągając szyję do przodu by ją rozluźnić. Miała nadzieję, że dziewczyna da jej nieco dłuższe wodze.Blue Moon - 2015-03-02, 17:50 Otwartych bramek może nie bałaby się tak jak zamkniętych w końcu to w zamknięciu nie jako stało się "to". Klacz pewnie cieszyła by się nie zmiernie z dalszych odwiedzin chłopaka, ale co będzie? To się okaże w końcu nikogo do niczego nie da się zmusić. Kiedy zbliżyli się już dostatecznie chłopak stanął obok klaczy, plus był taki że trzymał dość solidnie uwiąż bo klacz w pierwszym odruchu mocno szarpnęła łbem przez co gdyby nie trzymał solidnie pewnie by ją teraz ganiał po torze co mogłoby być ciekawe Taylor - 2015-03-03, 16:27 Złapała za sprzączkę, dając jej tym samym całą ich długość. Ponieważ było to siodło wyścigowe, nie miała możliwości poluzowania popręgu, toteż oprócz oddania wodzy, dosiadu odciążającego i spokojnego, przyjemnego tempa nie mogła zrobić nic więcej.
Nie minęło mniej niż piętnaście minut, nim ciemnowłosa pozwoliła przejść Mlecznej do kłusa. Klacz była młoda i nie miała wyrobionej kondycji, toteż nie mogła pozwolić sobie na zbyt szybkie zejście z toru. Przykryła Eternal derką osuszającą i jeszcze dłuższy moment stępowały po torze, przyglądając się parze nieopodal. Koń, którego prowadził Brytyjczyk wyglądał na ciekawego, postanowiła więc, że kiedyś na niego zerknie. Choć przepracowywanie problemów nie było dla niej... Wolała ta robotę zostawiać komuś, kto ma więcej czasu; wystarczyły jej dwa konie plus kilka innych do jeżdżenia, zdecydowanie. Ale kto wie, może coś z gniadej wyrośnie?
Jednego była pewna - do Ivory z całą pewnością wróci. Trzylatka zapowiadała się dosyć obiecująco, wiedziała, czym jest tor i jak się biega, a przynajmniej tak łopatologicznie. Oczywiście bez porównania do Jaszczura czy innych elitarnych Orchardowskich wyścigowców (choć jej był najlepszy ), ale ważne było to, że znała podstawy i umiała z nich korzystać. Dopiero po półgodzinnym rozstępowaniu, z uwagi na płytki oddech klaczy, udały się do stajni.