Nemesis - 2015-01-02, 04:42 W sumie to jeszcze chwilę i Mefja się będzie musiał przygotować na podwójną dawkę fryzoid. Jak on to wytrzyma? Ooooo, głaszcz, głaszcz, nie przestawaj <3
Przeczłapała slalomem o bliżej nieokreślonym porządku działania. Ogarnęła zaraz zadeczek, turlając się dalej w kierunkach obranych przez kudłatego. W końcu przyspieszyła, przechodząc o chód wyżej, do jogu i owym nieśpiesznym chodem, człapała sobie dalej, w stronę jakiegoś człowieka, z którym to Mefjowaty chwilkę porozmawiał. Następnie żwawym kłusem wpadli w pierwszy łuk, zaś gdy zadzęlic (ej editnę później :D)
edit.
... zaś gdy zaczęli wychodzić na prostą, Nema wypruła do galopu, żwawo pokonując kolejne metry, dziesiątki i setki metrów. Nóżki ładnie wyciągała, pracując porządnie zadem. Wczuła się Nie ciągnęła już do przodu jak wcześniej, ale jeszcze nie zwalniała na siłę. Trzymała ładnie tempo. Na zakręcie zwolniła, nawet nieco zbyt bardzo, jednak zaraz poprawiła tempo, zgodnie z wytycznymi Mefja. No chyba, że dał jej spokój. Zaczynała wysiadać, choć i tak dobrze się dziś trzymała. Może nawet za dobrze? Userka nie miała zbytniego porównania, czo i jak długo Nem zniesie No i zmiana toru, bzium, bzium, bzium xDMatthew - 2015-01-02, 15:49 Chyba zatrudni kogoś, kto będzie wypieszczał te karusy jego... Bo sam to potrzebowałby kilku rąk, aby spełnić wszystkie ich zachcianki.
Jak fryzyjka zbyt mocno zwolniła, to rzecz jasna kudłaty jej troszkę tempo podrasował. - Już niedaleko, mała, jeszcze trochę! - zagadał do niej i w biegu pogłaskał po szyi. Spróbował ocenić ile Nemesis jeszcze jest w stanie uciągnąć bez nadwyrężenia jej kondycji. Ale tą przecież miała bardzo dobrą, prawda? Tak więc Matt jeszcze trzymał ją do ostatniej prostej w tym galopie, zakręt też tak pokonując. Już zaś gdy zobaczył metę, zadecydował o przejściu do kłusa. Przyhamował kobyłkę do pośredniego tempa tegoż niższego chodu, trochę odpuszczając jej wodze, aby sobie aktywnie szyję wyciągnęła w rozluźnieniu. Do mety dotarli właśnie w takim tempie, kłusie pośrednim bardziej wolnym niż szybkim. Zaś już na linii kudłaty zwolnił kobyłkę do stępa, pochylił się i wygłaskał ją porządnie, odpuszczając całkowicie wodzę.
- Masz power, chica! <3 -
Postępował pięć minutek na grzbiecie karej, a potem zeskoczył na ziemię, poluzował deczko popręg klaczy i poodprowadzał ją jeszcze w ręce z piętnaście minut. Głaskał przy tym po szyi cały czas i drapał za uszkami, nie pozwalając jednak bestyjce się rozbestwić - już widzę, jak się ona zaczyna wycierać o niego z potu i śliny.
Zawinął się z nią w końcu, świergocząc doń jak zakochany.
zt.
Nemesis - 2015-01-02, 16:30 Musi poszukać kogoś z takimi kudełkami. Chociaż na razie powinny być w połowie bezpieczne - nie sądzę, że to małe konisko będzie mogło sobie tam tak dostać. Not yet.
Przyspieszyła znów, zmotywowana głosem i kizianiem Mefjowatego. Na ostatniej prostej zwolniła wreszcie do kłusa, obierając nieśpieszne tempo. Wyciągnęła mordkę, luzując się na maksa. Ciuch, ciuch, ciuch, huuuu, huuuuu! Docieramy do stacji, Pendolino nadciąga! Och, stęp <3
Kara nawet nie miała ochoty na zbytnie dokuczanie człowiekowi, więc skończyło się na niewinnym skubnięciu za włosy, czy nawet szalonych dwóch skubnięciach. Poza tym, kara mrużąc ślepia, podążała obok Mefja, całkowicie oddając się ręce faceta. Nawet w ogień by poszła, za kudłatym wszędzie <3
Podreptała z nim do stajni.
z/tTaylor - 2015-02-19, 18:18 Weszła wraz z Mleczną, rozglądając się uważnie po torze. Tutaj jeszcze nigdy nie była, przeważnie wraz z Jaszczurem trenowali na większych dystansach. Z resztą nieistotne. Odnalazła wzrokiem schodki gdzieś w pobliżu trybun i podprowadziła do nich Eternal. Miała nadzieję, że trzylatka jest już obeznana z takimi rzeczami i nie będzie musiała martwić się o wszystko od podstaw. Zakładając, że udało im się podejść do stołka, schodków czy Bóg wie czego, wsadziła lewą nogę w strzemię i delikatnie odbiła się, by lekkim i nieco spowolnionym ruchem usiąść na grzbiecie Ivory.
Pierwsze, co zrobiła po znalezieniu się na jej plecach to znaczne skrócenie wodzy. Nie miała pojęcia, jak Mleczna zareaguje na otoczenie, toteż wolała mieć 'pas bezpieczeństwa'. Wysłała jej delikatny sygnał do stępa i pilnując równego tempa podprowadziła ją do ogrodzenia, bramek startowych, kolorowych szyldów - na ogół przedstawiła jej tor. Miała nadzieję, że wyścigowy papier nie brał się z nikąd i że klacz to i owo wie o ściganiu się.Silent Whisper - 2015-02-19, 21:50 Prowadzona przez dziewczynę nie do końca wiedziała dokąd zmierzają. Dopiero kiedy poczuła pod kopytami piasek zadała sobie sprawę, a przynajmniej domyślała się, gdzie mogą być. Rozejrzała się po terenie, wizując w powietrzu uszami i prychając co jakiś czas zniecierpliwiona. Nie biegała już od dawna i rozpierała ją energia aby w końcu wyżyć się na torze, toteż nie można było dziwić się jej reakcji. Wprawdzie stała spokojnie kiedy dziewczyna przyprowadziła ją pod schodki, by wejść na jej grzbiet, jednak czuła, że nie może doczekać się początku treningu.
Czując sygnał, zaczęła podążać stępem w kierunku, gdzie wskazała jej dziewczyna. Czuła adrenalinę buzującą w jej żyłach, kiedy przemierzała powoli tor. Wodziła wzrokiem po tym miejscu, wydając co chwilę cichy pomruk ekscytacji.
//wiem, że post blee, ale po całym dniu nauki nie stać mnie na nic innego ;-;Taylor - 2015-02-20, 17:28 ]//nie przejmuj się, u mnie też na razie kijowo z postami
Była niezmiernie zadowolona z tego, że koń wie, po co jest na torze. Oczekiwała od niej spokoju, ale nie pozwalała, by adrenalina zupełnie przygasła. Doskonale wiedziała, że za sprawą lekkiej, ale nie nadmiernej ekscytacji będzie im się lepiej biegało. Dużo lepiej; niech Mleczna wie, gdzie jest jej miejsce, nie?
Po około pięciu minutach, z racji na to, że przed wyścigiem raczej nie miałyby za dużo czasu na rozprężenie, skróciła wodze, dopięła popręg o dwie lub trzy dziurki i wysłała Eternal sygnał do zakłusowania. Dopilnowała, by nie szła nader aktywnie, ale nie pozwalała na wleczenie się - prosiła o złoty środek, a przynajmniej coś w tym stylu. Po zrobieniu orientacyjnych pięciu tudzież sześciu okrążeń na odcinku ok. 100 metrów toru, zmieniła kierunek i powtórzyła to samo. Delikatnie rozluźniała szczęki siwej, zapraszając ją do póki co lżejszego ustawienia. Skoro była wkkwistką, to powinna wiedzieć, jak zaczyna się trening.
Po około dziesięciu minutach kłusa przeszła do stępa i zerknęła w kierunku bramek startowych. Wygląda na to, że były gotowe, ale wstrzymała się jeszcze chwilę z decyzją.Brian - 2015-02-21, 20:25 Brian oczywiście był świadomy, że Blue Moon to klacz wyścigowa, w dodatku w takim wieku, że mogłaby jeszcze spokojnie startować. Wiedział też również z jej tabliczki, że klacz ma problem z torem wyścigowym, a właściwie z bramkami startowymi, podobnie jak z drzwiczkami od boksu. Dodał dwa do dwóch i wydedukował, że kara klacz musiała mieć jakiś wypadek.
A więc gdzie Brian zabrał angielkę? Gdzieżby indziej jak na tor wyścigowy! Oczywiście mógłby ją zabrać na halę, na trening, lub po prostu na czystą rekreację, ale nie byłby sobą, gdyby nie zabrał jej na tor, czyli obiekt, z którym ma potencjalne problemy. Nie można przecież od nich uciekać, a rozwiązywać je, tak jak w przypadku trzylatki - gdyby ktoś włożył w to trochę wysiłku i zajął się nią, mogłaby jeszcze spokojnie startować, a szkoda wyścigowej kariery.
Chociaż motto: problemy trzeba rozwiązywać, a nie od nich uciekać obowiązywały Brytyjczyka bardziej na gruncie stajennym niż emocjonalnym. Ale wróćmy do Blue Moon. Przed wprowadzeniem jej na tor Brian postanowił zabrać ją na rozprężalnię, znajdującą się w pobliżu toru, przy czym starał się, by klacz pozostawała w nieświadomości, jakie jest ich miejsce docelowe. Rozprężalnia byłą tylko krótkim przystankiem. Wprowadził klacz na arenę w kształcie okręgu i obszedł ją z Moon w ręku.
Dopiero, gdy był całkiem pewien, że klacz oswoiła się z tym miejscem zatrzymał ją, poprawił popręg, uregulował strzemiona i korzystając ze schodkowy, znalazł się na jej grzbiecie. Poklepał karą po łopatce i dał jej łydkę do stępu, ewentualnie dodając wypchnięcie z bioder jeśli samo dodanie łydek nie podziałało. Nie znał angielki ani tego jak się zachowuje pod siodłem.Blue Moon - 2015-02-22, 15:27 Klacz do samego toru nie miała jakiegoś większego urazu tylko do drzwiczek startowych, poza tym od wypadku dawno nie biegała a była do tego nie jako stworzona. Kara nie wiedziała dokąd dokładnie zmierzają ale może przeczuwała jakoś? Kto wie, nieco skuliła uszy nie wiedziała co będzie dalej. Może chłopak? W końcu poznali się, jakieś podejście już do niej miał to może kiedyś wróci? Weszła z chłopakiem na rozprężalnie, przyjrzała się jej dokładnie obchodząc ją dookoła z Brianem. Pytanie na jakim siodle jechał? na zwykłym czy wyścigowym? Bo te drugie do zwykłego treningu średnio się nadawało, po wejściu na kary grzbiet klacz przestąpiła z nogi na nogę po czym ruszyła stepem przed siebie.Brian - 2015-02-22, 16:16 Wybrał siodło wyścigowe, bo chociaż nie planował może stricte wyścigowego treningu, tor wyścigowy był miejscem docelowym, a rozpreżalnia jedynie chwilowym przystankiem. Starał się jednak, by Blue Moon nie odczuwała dyskomfortu z powodu takiego a nie innego siodła.
Brian oklepał karą po łopatce z wyzuciem, gdy ruszyła stępem. Nie narzucał jej konkretnego tempa, otrzymała luz na wodzach, bo jakoś nie wyobrażał sobie, żeby miała mu wywinąć jakiś numer. Zrobili ze dwa krążenia w stępie, po których poprosił Blue Moon o zjechanie na środek areny do zrobienia koła, półwolty, serpentyny i wężyka. łuki miały na razie duże średnice i nie wymagały zbyt dużego wygięcia, niemniej mężczyzna pochwalił klacz za wykonanie figur. Zrobili kolejne dwa okrążenia w stępie: jedno w stępie wyciągniętym, drugie w stępie zebranym, po czym wykonali analogiczne figury, z ciaśniejszymi łukami. Angielka znowu otrzymała pochwałę i pomoce do zakłusowania.Silent Whisper - 2015-02-22, 17:57 Po klaczy było widać, iż jest w pełni gotowa i chętna do treningu. Miała nadzieję, że ten pierwszy nie będzie ich ostatnim. Bała się nieco, że jeśli dziś źle się zaprezentuje, dziewczyna nie będzie chciała już do niej przychodzić.
Szła tak, jak nakazywała jej amazonka. Nie szarpała, ani też nie próbowała na siłę przyspieszać kroku, ale także i nie ociągała się w stępie. Wygięła szyję w łuk, uszy stawiając sztywno na sztorc.
Kiedy dziewczyna dała jej znak, automatycznie zakłusowała, a ta mogła poczuć jej delikatne i pełne gracji ruchy. Wbrew pozorom wcale tak chaotycznie nie podbijała jeźdźca, a ten mógł się poczuć komfort nawet na siodle wyścigowym. W tym samym momencie co Tay spojrzała w kierunku bramek startowych,prychając cicho. Mimo to dalej czekała, aż to dziewczyna zadecyduje co teraz zrobią.Taylor - 2015-02-22, 19:58 Kątem oka łypnęła na parę, która pojawiła się nieopodal. Na szczęście wybrali rozprężalnię, toteż ona wraz z Ivory będą miały szansę do samotnego biegu. Nie chciała od razu się ścigać, póki co jedyne, co miała w planach, to sprawdzić zachowanie klaczy na torze. Klacz wydawała się gotowa do biegu, rozgrzewka, którą miały już za sobą, była, a przynajmniej jak wydawało się Tay, dostosowana do umiejętności Mlecznej. Poklepała trzylatkę po umięśnionej szyi i na luźniejszej wodzy skierowała w stronę bramek startowych.
Liczyła na to, że z takowymi nie będzie większego kłopotu - jeśli takowy nastąpił, spróbowała po dobroci, na spokojnie. Mogło to zająć nawet dłuższą chwilę, celem ciemnowłosej było jednak ostateczne wstąpienie do ciasnych boksów. Zakładając, że po krótszym czy dłuższym momencie udało im się wejść, po zamknięciu boksu skróciła wodze, weszła w odpowiednią pozycje i cierpliwie czekała. Warto wspomnieć, by poprosiła stajennego o zmierzenie ich czasu; wynik wydawał się dosyć istotny w wypadku koni wyścigowych. Wychwyciła charakterystyczne kliknięcie bramek i już w pierwszej sekundzie po ich otwarciu wysłała klaczy sygnał do zagalopowania. Pierwsze dziesięć foulee wykonała najmocniejszym tempem, jakie potrafiła 'wycisnąć' z klaczy, potem natomiast wróciła do regularnego kentra. Taktyką Tay był mocny start, spokój w dystansie i wycisk przy mecie, co w wypadku Jaszczura i wielu innych koni - sprawdzało się. Nie wiedziała, jak będzie w tym wypadku, ale na razie poprosiła Eternal o szybkie, ale nie mordercze tempo. Po dojechaniu do tabliczki głoszącej '100 m' delikatnie dotknęła łydką jej boków, przypominając o swojej obecności.Blue Moon - 2015-02-22, 21:26 Klacz dawno nie była pod siodłem ale nie można było na nią narzekać nawet dobrze się na niej jechało - chyba. Była przyzwyczajona do tego siodła więc nie miał kłopotów z nią ani z chodem choć czasem lekko stawiała nogę która ucierpiała w wypadku. Zrobili sobie dwa koła po czym do środka hali i koło, półwolta, serpentyna i wężyka. Oddychała z ulgą wręcz że pamiętał o nodze i nie kazał jej aż tak pracować ciałem, bała się tak na prawdę ją obciążyć dostatecznie. Zrobili jedno koło w stępie zebranym drugie w wyciągniętym choć nie była ujeżdżeniowcem nawet dobrze jej to wyszło, potem znowu figury ale klacz i tak nie robiła tego tak na 100% z powodu owej nogi ale tak na 95%. Potem przejście do kłusa, z lekkim poślizgiem na początku.Brian - 2015-02-22, 22:55 I 95 procent Brianowi w zupełności wystarczało. Zauważył, że Blue Moon jak najbardziej odciąża jedną nogę i już wcześniej wywnioskował, że zapewne jest to wynikiem kontuzji. Brian nie wiedział na ile obawa Blue przed nadwerężaniem nogi jest poważna, tzn czy naprawdę jest się czego bać, czy po prostu jest to pewnego rodzaju pozostałość po kontuzji, tak jak obawa przed drzwiczkami. Z ostrożnością też można przedobrzyć. Oczywiście Brytyjczyk też nie chciałby, żeby Moon coś się stało. ale jeżeli wyzdrowiała po kontuzji to i jej obawa przed nadwerężaniem nogi powinna zniknąć. Przynajmniej tak na chłopski rozum, chociaż konie są nie mniej skomplikowane od ludzi: nie zawsze, ale czasami.
Gdyby ktoś poświęcił klaczy trochę czasu może wyleczyłby ją ze strachu przed drzwiczkami jak i z nadmiernego oszczędzania nogi. Chociaż mężczyzna nie wykluczał możliwości, że nadal karą coś tam boli. Dwudziestosześciolatek nie zapomniał pochwalić angielki po każdym poprawnie wykonanym elemencie, takim jak figura czy wyciągnięcie, lub zebranie. Zrobili jeszcze jedno okrążenie, po czym Brian dał trzylatce pomoce do kłusa. Zostawiał jej póki co luźną wodzę, bo na razie zachowywała się pod siodłem bez zarzutu. Nie narzucał folblutce za szybkiego tempa, mogła iść takim tempem jak jej to pasowało. Tak jak wcześniej w stępie po kilku okrążeniach poprosił ją o zjechanie na środek i zrobienie koła, półwolty, wężyka i serpentyny, z łukami o większej średnicy. Kolejne dwa okrążenia jedno w kłusie wyciągniętym, drugie zebranym, powrót do swobodnego ruchu Blue Mon i pomoce do wykonania analogicznych figur z ciaśniejszymi łukami.Blue Moon - 2015-02-23, 20:41 No tak nie chciała jej zbyt przeciążać strach przed ewentualnym upadkiem z jeźdźcem na grzbiecie chyba ją przerażał. W końcu chcąc nie chcąc prędzej czy później nawet nie świadomie obciąży tą nogę, no tak nikt się nie nie zajął od przyjazdu tutaj więc czego można się było spodziewać? Lekki poślizg był ale chłopak zadawał się chyba nie zauważyć co było dobre - chyba. Klacz chcąc nie chcąc nie mogła nie dociążać owej nogi bo zaliczyli by glebe jak nic, także kilka pierwszych kroków było jeszcze mocno sztywnych potem szło już nawet gładko. Potem znowu zjechali do środka i zrobili koła, pół wolty, wężyka i serpentyny z łukami o nieco większej średnicy. Z kłusem zebranym i wyciągniętym było nieco problemów ale potem szło już z górki, klacz to i owo musiała sobie przypomnieć po prostu. Potem powtórka figur nieco ciaśniej wykonanych, na razie im szło chyba dobrze albo średnio dobrze.Brian - 2015-02-23, 21:14 Brian zauważył, że po kilku sztywnych krokach, Blue Moon poruszała się już bardziej naturalnie. Mimo to nie kładł wielkiego nacisku na dokładność wykonywania kół czy zebrania, lub wyciągania wykroku. Nie był to trening ujeżdzeniowy, a zwykła rozgrzewka i sprawdzenie jak Blue Moon zachowuje się pod siodłem.
Przejechali jeszcze jakieś dwa okrążenia w kłusie, po czym Brian poprosił karą o zwolnienie do stępa, w którym też wykonali jakieś dwa okrążenia, po czym mężczyzna zatrzymał klacz i zsunął się z jej grzbietu, uważając tym samym rozgrzewkę za zakończoną. Strzepnął z ubrania nieistniejący paproch i wyprowadził angielkę z rozprężalni, mając nadzieję, że spełniła swoje zadanie, to znaczy, że trzylatka rozprostowała kości i rozgrzała się. Skierowali się prosto na tor wyścigowy. Prowadził folblutkę bez pośpiechu, by mogła zapoznać się z torem i do niego przyzwyczaić, chociaż była koniem wyścigowym i zapewne nie jeden tor widziała.
Napotkawszy na swej drodze stajennego, poprosił go o otworzenie boksów startowych. Od początku jego celem nie był zwykły trening wyścigowy, ale próba przezwyciężenia strachu Moon przed drzwiczkami. Wiedział, że pewnie nie będzie to proste i nie uda się od razu, ale Brytyjczyk wyzwań się nie bał, no i był przekonany, że działa w dobrej intencji.