Scarlett - 2017-08-13, 20:51 Ruda miała problemy z bardzo wieloma rzeczami i przez to w kontaktach międzyludzkich napotykała niemal same trudności, zapewne dlatego nie otaczała się zbyt licznym gronem znajomych, bo o przyjaciołach raczej nie ma co mówić. Wzruszyła ramionami na jego drobną złośliwość, w gruncie rzeczy takie słowne zaczepki w ogóle jej nie ruszały, bo przez swój sposób bycia przywykła do takiego odzywania się, nawet jeśli na co dzień szło to z jej strony a nie odwrotnie, do niej.
- Po zdjęciach wnioskuję, że jakbym się o niego potknęła, to prędzej zaraz byś go gdzieś tutaj znalazł leżącego z bardzo pełnym brzuchem. Jak można zgubić takiego wielkiego potwora? - Skrzyżowała ręce na piersi wodząc wzrokiem od Axa do nieba i z powrotem. Zaraz jej ucieknie zachód i nie będzie nic magicznego w wyprawie do lasu, tylko sam nieszlachetny strach. Na tę myśl zrobiło jej się jakoś przykro ni stąd, ni zowąd, zapragnęła już być dalej od miasta, widzieć te skąpane w ostatnich blaskach dnia drzewa i napawać się samotnością w takich okolicznościach.
- Akurat idę w stronę lasu, mam nadzieję, że tam mnie ten Twój pies nie dopadnie. - Zagryzła dolną wargę ze zniecierpliwienia, mając tylko nadzieję, że chłopak nie zacznie zaraz prowadzić dochodzenia, co to ona ma zamiar robić w miejscu, do którego się wybiera.Alexis - 2017-08-14, 17:35 Kiedy ją poznał nie sprawiała wrażenia osoby zamkniętej na świat czy na ludzi, dlatego teraz miał problem się z tym pogodzić gdyż on jest z natury towarzyską duszą. Nawiazywanie nowych znajomości przychodzi mu stosunkowo łatwo, jest strasznie luzackim typem osobowości mało czym się przejmuje i mało do czego przywiązuje uwagę dlatego nie dba przesadnie o to jak wypada w czyichś oczach. Jednak ciężko gadać z kimś kogo niby się zna a jednak nie zna. :D
- On nie żywi sie byle czym.- palnął prosto z mostu nie pomyślawszy nawet jak chamsko mogła to odebrać. Na szczęście felerną wtopę szybko starał się wyprostować.
- To bardzo wybredny pies muszę gotować mu obiadki.- uśmiechnął sie zawadiacko, tu oczywiście przegiął bo minął się z prawdą, ale trochę faktu w tym jest. - I wcale go nie zgubiłem go po prostu ciągnie do suk... - wyjaśnił mimowolnie marszcząc brwi na samą myśl o tym, że Acz może coś zmajstrować. Niejeden już numer mu wywinął. Kolejny numerek w drodze...
- W lesie raczej nie ma interesujących go zapachów. - wywnioskował na głos dzieląc się z nią przy okazji przemyśleniem.
- Idziesz sama do lasu tak późną porą? - oczywiście że podchwycił ten temat bo to niezwykle intrygujące i absurdalne. Zamierza się wieszać czy zbierać grzybki? A może kłusuje? :D Spojrzał przenikliwym, chytrym spojrzeniem na Rudą oczekując jakichś konkretów.Letizia - 2018-02-26, 22:20 Dzisiejszy wieczór nie należał do szczególnie nieprzyjemnych w kwestiach pogodowych, dlatego korzystając z tego faktu, dziewczyna postanowiła wreszcie spełnić swoje noworoczne postanowienie i po raz pierwszy od bardzo dawna wybrać się na jogging. Zawsze bardzo dbała o swoją kondycję fizyczną, a każdą wolną chwilę spędzała bardzo aktywnie, wybierając wszelkiego rodzaju opcje ruchu. Niestety odkąd wyprowadziła się od rodziców i rozpoczęła studnia wraz z dorywczą pracą, nagle straciła cały swój wolny czas. A przynajmniej takie odnosiła wrażenie, bowiem każdy dzień tygodnia wypełniony miała istotnymi sprawami. Od poniedziałku do piątku studia i praca, a w weekendy czas na douczanie się i praca. Z trudem udało jej się wyłuskać tę jedną godzinę w tygodniu, aby zrobić coś dla siebie, ale już teraz czuła sporą ulgę. W końcu nie czuła się jak więzień, pomimo że ta chwila w całym tygodniu była w stanie się zagubić. Parkowymi alejkami poruszała się energicznie, ale nie uskuteczniała morderczego tempa, mając na uwadze to, że dawno nie ćwiczyła i nie miała już tej samej kondycji. Poza tym biegała dla zdrowia i przyjemności, a nie po to żeby zmęczyć się na samym wstępie i nie czuć z tego żadnej satysfakcji. Poruszała się w rytm muzyki, wydobywającej się z słuchawek. Pomagało to dziewczynie w dostosowaniu idealnego tempa i w jakiś sposób również odprężało. Odprężało dopóki obie słuchawki nie wypadły z jej uszu przy mocnym zetknięciu z ziemią. Jasnowłosa potknęła się o nierówność na chodniku, nie mając szans na utrzymanie równowagi. Chcąc się ratować, wyciągnęła przed siebie ręce, lecz tym samym jeszcze pogorszyła swoją sytuację. Upadła tak niefortunnie, że większy ciężar spoczął na lewej ręce, która ujechała na płytach chodnikowych. Przez to nie dość, że dość mocno obdarła sobie skórę na dłoni, najwidoczniej poważnie uszkodziła sobie nadgarstek, bowiem ból był niemiłosierny, a czucia praktycznie brak. Z ust dziewczyny wyrwało się ciche jęknięcie, a następnie przez zaciśnięte zęby warknęła coś niezrozumiale. Nieco obolała podniosła się do siadu i spojrzała na uszkodzoną rękę. Mina, jaka ukazała się wówczas na twarzy Letizii świadczyła wyłącznie o przerażeniu. Nadgarstek spuchnął niemal w momencie, a w następnych minutach zaczął sinieć, natomiast ból i brak możliwości poruszenia nim nie ustawały. Dziewczyna siedziała tak, próbując nieco się uspokoić, bo chociaż teoretycznie dałaby radę jakoś dojść do szpitala, to sytuacja ta wstrząsnęła nią na tyle, by ledwo panowała nad drżeniem nóg. Tych samych nóg, które również były obdarte na kolanach.David Harrison - 2018-02-26, 23:09 Zgorzkniały dwudziestosześcioletni nieudacznik. Czy naprawdę taki był? Na pewno przywykł do sprawiania takich pozorów i w wielu momentach ułatwiało mu to życie, bywały jednak i sytuacje, w których przybrana poza działała znacznie na jego niekorzyść. Szukając nawet drobnej odmiany w swoim względnie uregulowanym przez znalezioną pracę życiu poszedł za noworocznym ciosem i jak chyba połowa mieszkańców kuli ziemskiej zapisał się na siłownię, z której o dziwo nie zrezygnował po pierwszym tygodniu. Ba, wybierał się na nią od czterech do sześciu razy w tygodniu, szczególnie podobały mu się wieczorne zajęcia z wykorzystaniem worków treningowych bo podczas ich trwania najlepiej szło mu wyrzucanie z siebie złości, stale kumulującej się w jego głowie. Mimo dość później pory wracał do domu na piechotę, dość lubił się z zimowym powietrzem i nawet wolał obecną porę roku, bo na ulicach spotkać można było znacznie mniejsze ilości ludzi. Delektując się więc pustką w umyśle jak i w parku szedł dziarskim, ale nie pospiesznym krokiem, specjalnie wybrał drogę naokoło, tak aby paradoksalnie jak najpóźniej wrócić do pustego mieszkania.
Jak normalny człowiek nieznacznie rozglądał się po otoczeniu oświetlonym regularnie rozmieszczonymi latarniami. Minął już kilka pojedynczych osób, nieliczne pary zakochanych w różnym wieku no i oczywiście trochę większe ilości biegaczy. No dobra, ci ostatni mijali jego, nie on ich. Aż w końcu zrządzeniem kapryśnego losu wyprzedziła go osoba, która za czas nie tak długi, będąc oczywiście jeszcze w zasięgu jego wzroku, paskudnie się wywaliła. Niemiec aż syknął pod nosem, bo odgłos, jaki dobiegł do jego uszu nie pozostawiał złudzeń - będzie bolało. I chociaż nie należał do elitarnego klubu najbardziej empatycznych osób we wszechświecie, aż mu się zrobiło żal tej smukłej sylwetki, albo raczej jej właścicielki, właśnie przeżywającej przykre skutki zetknięcia z twardym chodnikiem. Skoro był w pobliżu, i tak zmierzał w tamtą stronę a nieszczęśniczka, to na pewno rozpoznał, nie podnosiła się podejrzanie długo, wydłużył chód aby szybciej znaleźć się przy już siedzącej dziewczynie.
- W porządku? - Zapytał drętwo, przystając i pochylając się nieznacznie nad Letizią. Odruchowo wyciągnął w jej stronę silną rękę, będąc gotowym aby pomóc jej wstać, choć pewnie jeśli nie uczyniła tego do tej pory, to i z jego wsparciem w tej postaci niekoniecznie musiało się udać. - Jesteś cała? - Powiódł wytężonym wzrokiem po niepozornej sylwetce Włoszki a jego skupienie padło finalnie na to, na co i ona tak się z przerażeniem gapiła. Nawet w takim jak to oświetleniu był w stanie dostrzec, że jej nadgarstek nie wygląda najciekawiej, niemniej jednak nie będąc bardzo wylewnym, odczekał z jakimikolwiek słowami do momentu, w którym nie otrzymał odpowiedzi.Letizia - 2018-02-28, 20:34 Zapatrzona na swoją nieciekawie wyglądającą rękę, nie zwracała szczególnej uwagi na otoczenie, toteż nie zarejestrowała zbliżającego się Davida. Dopiero jego głos wytrącił dziewczynę z zamyślenia i spowodował, że jej ciało drgnęło lekko. Natychmiast odwróciła się w stronę chłopaka, ale odpowiedź na jego pytanie padła z ust blondynki po znacznie dłuższym czasie, a to z powodu małego rozkojarzenia.
- Tak – odpowiedziała bez zastanowienia. Spostrzegłszy wyciągniętą w jej kierunku rękę Harrisona, nie zawahała się jej chwycić, dzięki czemu z pomocą chłopaka wstała na równe nogi. Westchnęła cicho i tą samą ręką, którą posłużyła się chwilę wcześniej, odgarnęła długie, lekko falowane włosy, opadające na jej twarz.
- Pomijając te otarte kolana i dłonie, chyba mój nadgarstek nie jest w najlepszym stanie – odparła, przyglądając się z niemrawą miną swojej ręce. To naprawdę nie wyglądało dobrze i z każdą chwilą prezentowało się coraz gorzej. Zupełnie jakby kwestią czasu było, aż dłoń odpadnie sama… W dodatku z każdą kolejną chwilą pierwszy szok stopniowo opadał, więc do gry powoli zaczynał wkraczać ból.
- Chyba powinien zobaczyć to lekarz – stwierdziła oczywistą oczywistość, chociaż w przypadku Letizii to duże zaskoczenie. Często bowiem bagatelizowała sprawy zdrowotne, reagując w tych kwestiach tylko wtedy, kiedy było już naprawdę źle. Krzywiąc się, spojrzała na twarz chłopaka i właściwie dopiero teraz lepiej mu się przyjrzała. Jednocześnie mimika dziewczyny zmieniła się: brwi delikatnie zbiegły się ku sobie, usta zacisnęły subtelnie, a oczy odrobinę przymrużyły, jakby usiłowała coś dostrzec. Twarz Dawida wydawała jej się dziwnie znajoma i po chwili oględzin niemal dałaby sobie rękę uciąć, że zna chłopaka, lecz nie chcąc wyjść na idiotkę nie dopytywała. Odwróciła nawet wzrok, spuszczając go na słuchawki, leżące na ziemi i podniosła je.
- Tak w ogóle to – wymruczała, upychając słuchawki do kieszeni lekkiej kurtki. – Letizia – przedstawiła się, uznając to za istotne, jeżeli już nawiązało się z kimś jakiś dialog. Zaraz wyciągnęła też zdrową rękę, aby podać ją chłopakowi.David Harrison - 2018-03-28, 20:27 - Chyba masz rację. - Przytaknął jej a jego kwaśna mina (która powstała oczywiście na widok nieciekawie wyglądającej ręki) z początku nie bardzo chciała zniknąć. Z resztą brunet nie poczuwał się jakoś szczególnie do tego, aby jego postawa mogła się stać źródłem otuchy i nadziei, że przecież wszystko będzie dobrze. Opuchlizna nie brała się znikąd i on bardzo dobrze o tym wiedział, bo na swoim koncie miał niejedną bójkę i wizytę w szpitalu. Na szczęście Letizii szpital był dość niedaleko, więc przejście tam nie powinno zająć dużo czasu. Nie podejrzewał, by była zmotoryzowana, bo zwykle biegacze mieli na tyle honoru, by do parku przybiegać a nie przyjeżdżać autem, z resztą dziewczyna wydała mu się młodziutka i nie sądził, by mogła być już w wieku, w którym zwykle każdy posiada prawo jazdy. A skoro już jego myśli zaczepiły o pojazdy... Cały czas nosił się z zakupem czegoś własnego, bo powoli uprzykrzały mu się poranne podróże komunikacją miejską do pracy. Nie należał do rannych ptaszków i im mniej miał do czynienia z istotami żywymi przed godziną dziewiątą, tym lepiej było dla wszystkich. Jego lenistwo jednak jak do tej pory wygrywało nawet z tym faktem, bo nie miał zamiaru wydawać pieniędzy na jakiś szmelc, a wiadomo przecież, że poszukiwania porządnego auta potrafią trwać. Mógł oczywiście iść do salonu i kupić nówkę sztukę, ale zapasy hajsiku ze spadku uszczupliły się znacznie po zakupie mieszkania i dobrze wiedział, że nawet jeśli bardzo nie podobała mu się ta myśl, to W KOŃCU dobrze byłoby się zabrać za bardziej ludzkie urządzenie tych czterech ścian, co naturalnie także wymagało funduszy... Z tych jakże trywialnych rozważań wyrwały Davida kolejne słowa Włoszki, ściągając go z powrotem do "tu i teraz". Ponownie skupił na niej wzrok i słowo daję, nawet chciał się uśmiechnąć, ale jej imię w połączeniu z aktualną wizją sprawiły, że znów musiał zacząć intensywniej myśleć.
- David. - Odparł dość machinalnie, podczas gdy jego umysł pracował na najwyższych obrotach. I jemu twarz dziewczyny wydała się znajoma i w jego mniemaniu lepiej było spróbować ustalić już teraz, czy mieli okazję się poznać, niż wyjść na głupka później i w gorszym stylu, jeśli miałoby się okazać, że to prawda. Odwzajemnił więc uścisk jej dłoni i dopiero teraz odnosząc sukces w przywołaniu na swoją (ostatnimi czasy) zwykle poważną facjatę słabego uśmiechu, odezwał się ponownie. - Czy my się przypadkiem nie znamy? - Wypalił bez ogródek, cały czas intensywnie przyglądając się jej rysom. Mimo wszystko ludzki mózg rozpoznawał to, co już znajome, nawet jeśli miałoby minąć sporo czasu od okoliczności, w których miał okazję coś sobie przysposobić. No chyba, że po prostu dziewczyna była bardzo podobna do jakiejś znanej twarzy a on nie mógł tego skojarzyć.Letizia - 2018-03-29, 17:55 - Na pewno mam rację - odparła bardziej niż dotychczas zdecydowanym tonem, jednocześnie siląc się na subtelny uśmiech. Blondynka nie była osobą, która za wszelką cenę potrzebowała czyjejś uwagi i zapewnień o tym, że wszystko będzie dobrze. Sama podchodziła do świata i wszelkich problemów raczej w sposób pozytywny, niczym nadto się nie przejmując i nie popadając w skrajności. Daleko jej było do stereotypowego obrazu kobiety, przedstawiającego niezrównoważoną panikarę. Była twarda. Przynajmniej w takich sytuacjach... Fakt faktem - widok tej opuchniętej ręki odrobinę ją przerażał, ale nie widziała w tym powodu do rozpaczy. Tym bardziej, że szpital naprawdę był blisko i podróż tam można było odbyć pieszo. Zresztą nawet gdyby znajdował się dalej, można było podjąć próbę wędrówki. W końcu ucierpiała ręka dziewczyny, a nie nogi, które choć dość mocno poobdzierane, nadal były w pełni sprawne. Cóż... Pojazdem na pewno byłoby szybciej, ale sytuacja miała się... Jak się miała. Letizia nie była zbyt bardzo zapalonym sportowcem, lubiła wysiłek fizyczny, ale nie forsowała się, wykonując ćwiczenia tylko wtedy, kiedy naprawdę miała na to ochotę. Niemniej jednak jeśli już się za to brała to całkiem ambitnie, więc do parku, po którym biegała, nie dojeżdżała samochodem. Właściwie nie robiłaby tego nawet, gdyby nie podchodziła do treningów tak ambitnie, a to z jednego, bardzo prostego powodu - nie posiadała auta. Nie miała odpowiednich funduszy, ale nie czuła też takiej potrzeby. Zimnymi miesiącami podróżowała komunikacją miejską, rzadziej pieszo. Znów gdy przychodziło ocieplenie sprawnie poruszała się po mieście na swoim motocyklu, który już od około tygodnia przebywa u mechanika.
Gdy usłyszała imię chłopaka, była już stuprocentowo pewna z kim ma do czynienia, a przez to zrobiło jej się trochę niezręcznie. Z tego też powodu postanowiła nie poruszać tego tematu i tylko odchrząknęła cicho, po czym wymusiła na sobie delikatny uśmiech.
- Miło poznać - rzuciła tonem, który odbiegał od jej standardowego, a był on nasączony nutą sztuczności. Widziała po Davidzie, że bardzo prężnie myśli i domyślała się, o czym może tak rozmyślać, ale w dalszym ciągu szła w zaparte, błagając w myślach, aby nie doszedł do żadnego wniosku. Tak się jednak nie stało. Kiedy padło pytanie, jasnowłosa spięła się momentalnie, acz nie dając tego po sobie poznać, przyjęła lekko zdziwioną i jakby zakłopotaną minę. Wszystko pod publikę. Udając, że dopiero teraz bliżej mu się przygląda, przekręciła lekko głowę, ale czując że jest to idiotyczne, westchnęła cicho. Skinęła głową w potwierdzeniu podejrzeń bruneta. Czuła lekkie zażenowanie, bowiem do ich poznania doszło dawno temu, a ich relacja była krótka i szczeniacka... Przynajmniej z jej strony. Czasami wracała do tego wspomnienia, ale wówczas szybko się za to ganiła i nie mogła uwierzyć w swoje ówczesne zachowanie. Ich rozstanie też nie było najlepsze. Właściwie było takie... Nijakie.
- Możemy nie rozmawiać o tym, co się działo kiedyś? - wypaliła po chwili, spoglądając na Davida wręcz błagalnie.Aurelie - 2018-05-27, 20:17 Korzystając z nie najgorszej pogody, postanowiła spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu, wybierając akurat park. Uważała, że spędzanie w taki sposób niedzieli był najlepszy, mogła odpocząć i chociaż częściowo przygotować się na nadchodzący poniedziałek, który był zmorą większości ludzi.
Szła spokojnie przed siebie, skupiając się w dużej mierze na muzyce słuchanej przez słuchawki, podłączone do jej telefonu, ukrytego w czeluściach kieszeni Aurelii. Nie miała jednak zamiaru jednak słuchać jej cały czas, po prostu w taki sposób umilała sobie drogę, która prowadziła ją na jedną z pustych ławek.
Brunetka sprawnie wyłączyła muzykę, wcześniej chwytając za smartphone'a i schowała cały sprzęt, chcąc dla odmiany ukoić uszy śpiewem ptaków i innymi charakterystycznymi dla parku dźwiękami. Westchnęła cicho i zaraz znowu zaczęła grzebać po skórzanej kurtce, w poszukiwaniu nowej, jeszcze nieotwartej paczki papierosów, którą kupiła w drodze tutaj. Odpakowała paczuszkę, zbędną już folię wyrzucając do stojącego obok śmietnika, robiąc to samo z znajdującym się w środku papierkiem. Wyjęła jednego i podpaliła swoją różową zapalniczką, którą trzymała od dłuższego czasu, po prostu, gdy kończył się gaz, to napełniała ją zwyczajnie w domu. Zapewne nie chciała się z nią rozstawać ze względu na urzekający ją kolor, który można było porównać do soczystej maliny, dodatkowo była pokryta brokatem. Takie rzeczy wyjątkowo jej się podobały, a obawa, że już takiej nigdzie nie znajdzie, sprawiała, że jeszcze jej nie zastąpiła żadną nową.
Zaciągnęła się porządnie, zaraz odczuwając przyjemny przypływ nikotyny, który wiązał się z każdym pierwszym buchem po dłuższym czasie niepalenia. Oparła się wygodnie o ławkę i zaczęła rozmyślać o wszystkim i o niczym, wyglądając na lekko nieobecną.Vash - 2018-11-04, 18:21 Brakowało mi kasy, więc kiedy tylko dotarło do mnie zlecenie, postanowiłem się go podjąć. Roznoszenie ulotek? Spoko. Wszakże byłem dość kontaktowym gościem, a i chwila biegania po mieście mi nie zaszkodzi. Udałem się z chęcią do restauracji, która szukała kogoś do roznoszenia kolorowych karteluszek. Po krótkiej rozmowie, która polegała głównie na podaniu danych osobowych i motywacji podjęcia się zlecenia, dowiedziałem się, że mogę zacząć od ręki. Dla mnie bomba! I tak nie miałem planów na to popołudnie. Zmotywowany perspektywą dodatkowych pieniędzy chwyciłem ulotki. Wyszedłem z lokalu, obmyślając plan. Postanowiłem zacząć od zaczepiania przechodniów obok restauracji.
- Dzień dobry! Głód doskwiera?- mówiłem, ilekroć ktoś znalazł się na tyle blisko, żeby wcisnąć mu w rękę ulotkę.
Większość osób odpowiadała mi niemiłym burknięciem, inni grzecznie dziękowali albo twierdzili, że może później. Kilka ulotek zostało przyjętych bez komentarza, a tylko dwie czy trzy poskutkowały wejściem klientów prosto do restauracji i tym sposobem rozdałem połowę sterty ulotek w około czterdzieści minut. Wkrótce stanie stało się nieco nużące, więc postanowiłem poprowadzić bardziej aktywną promocję tego miejsca, które zachwalałem, mimo że nigdy w nim nie jadłem. Przecież nikt mi nie kazał stać przy wejściu, nie? Skierowałem się chodnikiem w prawo w stronę przejścia dla pieszych. Po drodze chcąc nie chcąc w rękach przechodniów wylądowały dwie kolejne ulotki. Przeszedłem przez ulicę na zielonym świetle, po czym dojrzałem szeroką alejkę z ławkami po obu jej stronach. W mojej głowie coś zaświtało. Zaraz, zaraz... Czy to nie jest właśnie takie miejsce, gdzie odpoczywają ludzie hipotetycznie głodni? Pewny siebie ruszyłem przez alejkę. Obleciałem wszystkie ławki z jednej strony. Widząc, że reakcje ludzi niewiele różnią się od tych przy restauracji (jednak stąd odrobinę więcej ludu zdecydowało się na posiłek), stwierdziłem, że musiałbym chyba tańczyć na środku, żeby zainteresować tłum. To przemyślenie nieco podcięło mi skrzydła. Pocieszał mnie jedynie fakt, że zostało już niewiele ulotek. Zdobyłem się na uśmiech i poszedłem zapraszać do restauracji ludzi z drugiego rzędu ławek. Kiedy została mi już tylko jedna, doszedłem do dziewczyny, która siedziała i rozkoszowała się papierosem. Cóż... To już ostatni potencjalny klient?
- Witaj, panienko! Może głodna?- Nie miałem zielonego pojęcia, czy wpasowałem się w jej stan. - Mam tu ulotkę najlepszej restauracji w mieście! Ostatnia, więc proszę korzystać.
Po tych słowach wręczyłem jej kolorową, śliską kartkę z danymi restauracji. Posłałem w jej stronę uśmiech. Czekałem na jej reakcję. Chciałbym zapamiętać ostatniego klienta.Aurelie - 2018-11-04, 20:43 Siedząc tak na ławce, papieros powoli się kończył, a wraz z nim głębokie przemyślenia. Nawet nie spodziewała się, że skończą się tak szybko, bo z zamyślenia wyrwał ją rozdawający ulotki chłopak. Nie miała w zwyczaju zbywać takich ludzi, a dodatkowo siedziała na ławce, więc każdy, kto był w takiej sytuacji, nie mógł sobie zwyczajnie odejść, przynajmniej dla niej mogłoby to wyglądać dosyć dziwnie.
- Oh, dzień dobry - Odpowiedziała z lekkim opóźnieniem, automatycznie szeroko uśmiechając się i zaraz sięgając po oferowaną przez niego ulotkę. - Szczerze to nie, ale może w przyszłości tam wpadnę, dzięki .- Vash zdecydowanie był w jej typie, więc w myślach dokończyła Może nawet z Tobą.. Nie mając zbytnio gdzie wsadzić kartki, Rosjanka po szybkim obejrzeniu jej zawartości złożyła ją w dogodny, mały kwadrat, który mieścił się w kieszeni jej bluzy.
- Widzę, że praca skończona, pewnie bardzo się z tego cieszysz. - Doskonale się domyślała, że rozdawanie ulotek ludziom, którzy dodatkowo często byli w pośpiechu to na pewno niewymarzona praca dla tak młodego chłopaka, ale zapewne potrzebował pieniędzy i to na szybko. Chciała jeszcze jakoś pociągnąć ich rozmowę, ale nie należała do zbyt otwartych ludzi, złaszcza, jeśli chodzi o tych obcych. Po prostu miała nadzieje, że po prostu się nie pożegna i odejdzie.Vash - 2018-11-08, 21:57 Poszerzyłem uśmiech, kiedy twarz dziewczyny również się rozpromieniła. Rozczulił mnie jej komentarz. Odebrałem to tak, jakby tylko z grzeczności wspomniała, że może wpadnie - ot, tak niezobowiązująco. Nie dziwiło mnie to. Przecież sam podobnie reaguję na podrzucane ulotki. Utrzymywałem z kontakt wzrokowy z nieznajomą, kiedy sprężyście zająłem miejsce na ławce. Nie usiadłem zbyt blisko dziewczyny, aby nie naruszać jej przestrzeni osobistej, a bardziej na skraju, więc między nami pozostała całkiem spora przerwa.
- Cieszyć to się cieszę - powiedziałem spokojnym tonem. - Jak się jest marnym studentem i chce się sprawić sobie konia, to trzeba się starać o pieniądze.
Niby tylko roznoszenie ulotek, ale trochę zmęczyło mnie. Westchnąłem i przeczesałem swoje blond włosy palcami. Intuicyjnie spojrzałem na dziewczynę. Dobra, o ile moje walnięcie się na ławkę zajmowaną przez nieznajomą było może zbyt bezpośrednie, o tyle niezapytanie o imię to już szczególne wykroczenie. Postanowiłem nadrobić stratę, poprawić się.
- Jak masz na imię?- zapytałem prosto z mostu.
Przez cały czas obserwowałem reakcje dziewczyny. Nie chciałem jej do siebie zrazić na start. W końcu to pierwsza potencjalna znajoma tutaj. Wcale nie jest tak, że gdyby nie pociągnęła dalej prostej konwersacji, prawdopodobnie oddaliłbym się, ale skoro pieniądze miałem odebrać wieczorem przed zamknięciem restauracji, nie szkodziło mi posiedzieć odrobinę w towarzystwie owej miłej damy.Aurelie - 2018-11-15, 22:32 Ten kontakt wzrokowy nieco ją onieśmielił, ale trwała w nim do czasu jak nieznajomy postanowił zająć miejsce obok. Oczywiście przygasiła jeszcze nie do końca spalonego papierosa, po prostu biorąc pod uwagę, że Szwajcar mógł nie palić, a co za tym idzie nie przepadać za specyficznym zapachem palonego tytoniu. Od razu po tym zwróciła się w jego stronę i sięgnęła do kieszeni po gumę, którą sprawnym ruchem przeniosła do buzi.
Usłyszawszy o koniu, jeszcze bardziej zainteresowała się jego osobą, powoli domyślając się, że na pewno zawitał już w okolicznej stajni.
-Oo, czyli w Orchardzie już zapewne byłeś?- Zapytała, chcąc po prostu potwierdzić swoją wcześniej postawioną hipotezę . Chociaż liczyła się z tym, że mogła się pomylić, a on stacjonował w jakiejś innej stadninie.
Nie miała nic przeciwko temu, że się do niej dosiadł, inaczej byłoby, gdyby był zaczepnym pijakiem, których swoją drogą było tu dosyć sporo. Poza tym po takiej pracy miał prawo do odpoczynku, nie?
- Aurelie, a Ty?- Uśmiechnęła się i wyciągnęła doń dłoń, oczekując aż chłopak wyciągnie również swoją. Starała się wypaść jak najlepiej, chociaż po niej mowie ciała można było rozpoznać, że troszeczkę się stresuje.Vash - 2018-11-18, 21:26 Wodziłem wzrokiem za przygaszanym papierosem. Nigdy nie paliłem, nie palę i palić nie zamierzam. Powód? Pieniądze. Kiedy tylko pomyślę o ogromie banknotów, które palący ludzie wydają na swój nałóg, odechciewa mi się nawet próbować. Mimo tego dym tytoniowy nie przeszkadzał mi, a akcje kobiety zostały przeze mnie odebrane w sposób neutralny. Dopiero wzmianka o stajni sprawiła, że ożywiłem się. Czyżby coś nas łączyło - jeździectwo, konie? Chociaż w stajni byłem tylko raz czy dwa, to byłem niemalże pewien, że to tam planuję realizować się jako jeździec. Podobała mi się jej infrastruktura oraz różnorodność koni do kupna i dzierżawy.
- Tak.- Kiwnąłem głową. - Wygląda na to, że ty również jeździsz konno. Inaczej nie pytałabyś o stadninę, prawda? Jeździsz w Orchardzie, tak?
Uniosłem brew, próbując ją rozgryźć. Słysząc jej imię, uśmiechnąłem się.
- Francuzka? - wytoczyłem moje pierwsze skojarzenie.
Zauważyłem, że w tym miasteczku można spotkać przedstawicieli różnych narodowości. Był to swego rodzaju strzał w ciemno.
- Mam na imię Vash - odparłem.
Kiedy Aurelie wysunęła rękę w moją stronę, z wyczuciem uścisnąłem jej dłoń. Przyjrzałem się jej mowie ciała. Czyżby ten uścisk był tylko z grzeczności? Niemożliwe, żebym był aż tak zniechęcający!
- Co ty taka spięta? Mam sobie stąd iść? - parsknąłem żartobliwym tonem, aby kobieta przypadkiem nie uznała tego za mój rzeczywisty zamiar.Aurelie - 2018-11-19, 15:25 Tutejsza stadnina rzeczywiście mogła robić spore wrażenie na nowych przybylców, już sama ilość koni dostępnych do jazdy robiła wrażenie, nie wspominając wielkości ośrodka i jego zaopatrzeniu.
- Jeżdżę, no może trafniejszym stwierdzeniem byłoby, że jeździłam.- Podrapała się o szyi i poprawiła włosy, które żyjąc własnym życiem, delikatnie zsunęły się na jej twarz.
-Miałam sporą przerwę od tego wszystkiego, ale będąc ostatnio w stajni, wpadła mi w oko pewna młoda klacz.- Oparła, jednak na język cisnęły jej się kolejne słowa.
-Z chęcią wdrążyłabym się ponownie w jeździectwo i podobnie jak ty rozważałam już nawet kupo jakiegoś wierzchowca. - Skończywszy swoją wypowiedź, wysłuchała jego pytania, unosząc chwilo brwi.
-Rosjanka. Wiesz, rodzice mieli dziwną zachciankę. To chyba prawie jak DŻESIKA albo BRAJAN w Polsce - Zaśmiała się krótko. Oczywiście o takim czymś wiedziała, bo i w tamtym kraju miała rodzinę, z którą miała dość dobry kontakt. Nie zdziwiłaby się, więc gdyby chłopak w ogólnie nie zrozumiał tego nawiązania, bo zdecydowanie nie wyglądał na kogoś ze wschodu.
-Miło mi Cię poznać, Vash.- Rozmowa szła im nad wyraz dobrze, co w pewnym stopniu nawet dziwiło introwertyczkę, jaką była Aurelie. Wzrokiem powodziła po ziemi w momencie, kiedy na luźno skomentował jej zachowanie, zaraz jednak powracając do kontaktu wzrokowego, wiedząc, że chłopak wyczuł jej spięcie. Które jednak wraz z czasem znikało, a dziewczyna czuła się w jego obecności zdecydowanie bardziej komfortowo, niż przedtem.
-Wracając do koni, to nie chciałbyś wybrać się kiedyś w teren? Mogłabym Ci przy okazji pokazać jakieś fajne miejsca w okolicznych lasach, o ile się nie zgubimy oczywiście.- Powiedziała pełna entuzjazmu, jak dla niej to mogliby już nawet teraz uciec do stajni, w końcu taka wyprawa to idealna okazja do lepszego poznania się. Aczkolwiek wiedziała, że tak się nie stanie, mało kto po męczącej pracy, bez wcześniejszego odwiedzenia domu zgodziłby się na takie coś.Vash - 2018-11-21, 12:00 Machnąłem ręką.
- Jeździsz, jeździłaś... To nie ma różnicy. Do ciekawych zajęć i tak prędzej czy później się wraca. Jeździectwo jest jednym z nich - stwierdziłem.
Chociaż sam miałem kilka krótszych przerw od jazdy konnej podczas moich drobnych podróży spowodowanych brakiem stajni w pobliżu, koniec końców znów chętnie dosiadam wierzchowców. Z tego powodu można uznać, że stwierdzenie ma swoje źródło w moich doświadczeniach. Kiedy dziewczyna poprawiała fryzurę, skupiłem się na studiowaniu jej rys twarzy. Po starannie wykonanym makijażu poznałem, że raczej nie klepie biedy, a jest przynajmniej obywatelką klasy średniej. Bynajmniej nie dostrzegałem w niej tej samej manii oszczędzania, która siedziała we mnie przez tyle lat. Dobrze, że dba o siebie i się nie ogranicza. Takie wrażenie odniosłem przez te kilka chwil, kiedy patrzyłem na nią, podczas gdy ona odgarniała kosmyki włosów.
- Rozumiem- skomentowałem informację o ewentualnym kupnie konia z lekko opóźnionym zapłonem.
Śmiech dziewczyny wywołał we mnie zdziwienie. Zamiast jej zawtórować, rzuciłem przepraszającym tonem:
- Wybacz, ale Polskę kojarzę tylko z Krakowem i pierogami.
Rzeczpospolita była mi niemalże obca, chociaż zahaczyłem o nią raz czy dwa na wakacjach jako nietypowe miejsce dla turysty. W Rosji zwiedziłem Petersburg, ale nie zamierzałem rozwodzić się na ten temat. Po prostu póki rodzice dzielili się ze swoim dzieckiem (mną!) frankami, jeździłem z nimi. Jak mieszkam sam, to odkładam każdy pieniądz, nie myśląc o wojażach.
- Mnie również miło, Aurelie - odpowiedziałem zwyczajowo.
Pomysł z terenem spodobał mi się. Odruchowo zerknąłem na zegarek, aby skontrolować upływ czasu.
- Jest popołudnie - mruknąłem pod nosem. - Nie widzę przeciwwskazań, żeby wyjechać w teren za godzinę. Muszę jedynie zajść do mieszkania po sprzęt. Pasuje ci taki układ, żeby spotkać się w Orchardzie za jakiś czas?
Nie byłem zmęczony, a nawet jeśli - jazda konna stanowi dla mnie znakomity odpoczynek od zgiełku miasta. Ustaliłem z dziewczyną dokładną godzinę spotkania, jeśli zgodziła się na taki obrót spraw i pożegnałem się słowami:
- Do zobaczenia w stajni!
Po drodze wstąpiłem po moją zapłatę, a później migiem skierowałem się do swojego wynajmowanego mieszkania na poddaszu. Szybko przebrałem buty, zaopatrzyłem się w stosowny ekwipunek i moim gruchotem skierowałem się w stronę stadniny Orchard na ponowne spotkanie z Aurelie.