Jethro - 2014-11-02, 14:44 Miał skurczybyk odejście No to i popruli niebawem biorąc pierwszy zakręt, trzymając się dosyć blisko wewnętrznej strony toru. Potem zaliczyli drugi zakręt i wyprostowali, bo zakręt się skończył. Heheszki. Jakby mu tam Haczu zaczął wysiadać choć ciut, to go już nie piłował, co najwyżej przed samą metą. (science bitch! ) A na mecie sobie tam fociszcze trzasnęli, takie prawie selfie, tylko, że nie selfie i od boku, ze słupa Wytracili na spokojnie prędkość, żeby nie zryć powierzchni toru. Pewnie obiekt nie był przygotowany pod przyjęcie ryjących glebę westernowców. Choć w sumie może i przydałoby się takie 'zarycie' - gleba by się użyźniła. Hacz dżdżownica Hachiro - 2014-11-02, 15:05 Wziął zręcznie zakręty, nieco wytrącając prędkość przy nich, żeby się nie wyrżnąć razem ze swoim paniskiem. Zwolnił nieco na środku trasy, jednak minimalnie, a na prostej przed metą zaczął przyspieszać ostro, nawet bardziej niż na początku. Przepruł dzielącą go odległość, a po przekroczeniu mety zaczął zwalniać, a potem się zatrzymał i łapał oddech po ciężkim wyścigu samego ze sobą :c Noo, raczej gwałtowne zatrzymania nie byłyby wskazane dla tego delikatnego toru, pracownicy by tutaj tej parki już nie wpuścili. Jethro - 2014-11-02, 16:40 Jak już wytracili prędkość niemal do zera, to się stępem posuwali spowrotem w stronę wejścia i startu. W trakcie izabelowaty został prze Jethra porządnie wymiziany (gaaaaay!) A bramki zbliżały się donich, a oni do bramek. Haczu został naprowadzony do bramki, znów pakujac się z Gibbsem do środka. Bramka się zamkła, poczekali chwilę.... i dzyndzel znów zadzyndzał
wen off ;cHachiro - 2014-11-02, 17:01 Dał sobie chwilę na złapanie oddechu w stępie, wyciągając głowę, jednak zbliżał się nieuchronnie do bramek. Przeżuł wędzidło i nadstawił uszu, po czym wszedł już grzecznie i stał jak na porządnego konia przystało. Podniósł nieco głowę i przestąpił z nogi na nogę, kiedy to start się przedłużał. Po chwili usłyszał dzwonek i dźwięk otwieranych drzwiczek, na co Hacz oczywiście popruł przed siebie. Jego czas reakcji był bardzo malutki, bardzo zbliżony do minimalnego, jaki może mieć koń. Ruszył z kopyta, przejeżdżając pierwszy zakręt, a przy drugim zwolnił i na pierwszej, długiej prostej po prostu sobie cwałował wolniej, niż poprzednio. Oddychał przy tym ciężko, a jego sierść już była ciemniejszej barwy. Na ostatniej prostej dostał kopa w dupsko jakby i ponownie przyspieszył do maksa, wyciągając się jak prawdziwy rejs-hors Po linii mety ponowie został zwolniony, a sam wyciągnął głowę i łapał oddech po wysiłku.Jethro - 2014-11-02, 23:54 Gdy bramk otworzyła się, mężczyzna pogonił konisko do szybkiego galopu. Pierwszy łuk przedreptali gładko, jednak po wyprostowaniu się trasy cuś Haczu zamulił z deka. Choć jego towarzysz nie był tak smukły i długonogi jak przeciętny wyścigowiec, to zapierniczał jak mała motorynka. Na ostatniej prostej mężczyzna jeszcze łydeczką do cwału quartera pogonił, wspomagając się nieco końcami długich wodzy, którymi to majtnął w powietrzu raz z prawej, a raz z lewej. Sprężyli tyłeczek i na finishu zasuwali całkiem całkiem (całka, całka, całka ) Znów wytracili prędkość i teraz kwestią było porządnie występować mokrego izabelowatego, bo wyglądał jakby wylazł z basenu. Kiziu miziu, kiziu miziu.
Mężczyzna zatrzmymał konisko, po czym zeskoczył na ziemię i z bajeranckiej sakwy w siodle wyciągnął cienką derkę. Oj, bajery Zaraz zarzucił materiał na Hacza, wziął w łapkę jedną część wodzy i cmoknął. Wyciągnął marchełkę, podsuwając ją zaraz izbelowatemu pod paszczurka, a następnie kiziając Hacza po szyi, a na końcu klepiąc. Pójdą już chyba.Hachiro - 2014-11-03, 00:05 No stara się konisko, wszystko dla swojego pana :c Stępując przez dłuższą chwilę sobie sapał, a potem oddech mu się uspokoił i już spokojnie stępował. I pewno tak robili do chwili, kiedy go nie zatrzymał. Stanął grzecznie i czekał, aż sobie glebnie na ziemię, a potem okryje go dereczką. Ooo, pomyślał o wszystkim i jeszcze Haczowi cieplutko <3 I jeszcze o prowiant zadbał. Wciągnął marchewkę, chrupiąc na cały tor, po czym ruszył za czterdziestolatkiem, ocierając się o jego ramię chrapami.Jethro - 2014-11-03, 00:12 Połazili jeszcze trochę za bramkami. No i w sumie, to się chyba zwinęli, nie?
z/tHachiro - 2014-11-03, 13:00 Wylazł za nim C:
z.tMatthew - 2014-12-29, 21:05 Przyjechał tutaj na Nemesis, prowadząc ją żwawym stępem, aby nie ostygła po drodze. Na torze już poprosił ją o wolny kłus i zakręcił po szerokiej wolcie na obydwie strony. Zaraz potem zasygnalizował półparadą zmianę tempa i zaprosił klacz do galopu. Od razu przy zmianie chodu zwrócił uwagę na tempo - aby Nemesis nie wyrywała i biegła roboczym, acz zaangażowanym galopem. Matt trzymał ją dalej na wolcie. Zrobili tak jedno koło na lewo, potem lotna i drugie galopem na prawo. Chyba, że lotnej nie umiemy - bo nie pamiętam - więc jak coś to przez kłus zmiana kierunku.
Potem przejście do stępa i skierowanie się na linię startową. Luźna wodza, z dwie minutki odsapki i zatrzymanie na linii. Tam kudłaty podebrał wodze na kontakt, poczekał, aż kobyłka się wyluzuje. Potem półparadą skupił jej uwagę na sobie, skłonił pomocami do wycofania ciężaru ciała troszkę na tyły i w obranym przez siebie momencie zasygnalizował wystartowanie. Uprzednio mocno podgrzał entuzjazm kobyłki, miziając ją łydką i sprawdzając, kiedy będzie maksymalnie gotowa do ruszenia. Najlepiej, jakby zaczęli prosto od galopu. Gdyby jednak ze dwa kroki innego chodu się po drodze zaplątały, to nie był to problem.
Matt wyprostował karą i ustabilizował jej tempo - na pośrednie, acz bardziej wolne niż szybkie. Po prostu miało być zaangażowane, z całym zadem czterema potężnymi nogami w 200% użycia! Nie spychał klaczy do barierki, tylko jechał kilkanaście metrów od niej. Nie pozwalał jej zwolnić ani przyśpieszyć. Chciał stałym tempem pokonać tor. Chodziło mu dzisiaj o stabilność.Nemesis - 2014-12-30, 21:41 Przyczłapała pod Mefjem <3 żwawo człapiąc i rozglądając się wokół. Miejsce było nowe, przynajmniej dla niej, bowiem jeszcze nie wszystkie kąty Orchardu zostały przez włochatą (przypuszczam, że fryza wygląda jak grizzly ) Poczłapała co nieco kłusem po woltach, podobnie później w galopie. Ładnie się zaangażowała i nawet ogarnęła lotną :D
Po jakimś czasie miała chwilkę luzu, co zawsze ubóstwiała. No, prawie zawsze, gdyż trzeba odliczyć te dni w których Smolista śmiga niczym pocisk samonaprowadzający. Zatrzymała się i stała chwilę. Czilałt, czilałt, czilałt. A potem kara skumulowała siły do wyrzutu takowego pocisku, jakim była. A po sygnale... nagraj wiadomość Spięła tyłeczek i wyciągając swe cielsko, wypruła do przodu niemal z taką parą, jaką fabryka dała. Nie bardzo nawet chcąc zwolnić, do czego jeszcze bardzo zniechęcał ją kasztanek, prujący przed siebie jakby coś go goniło. Może spotkał kogoś pokroju Waltera tam z tyłu? Aż się z wrażenia Nema z rytmu na chwilę wybiła, jednak ogarnęła równie szybko jak przestała ogarniać.
Btw. To czy mi się zdaje, czy może koniska w ACII to nie szurają galopem tylko na jedną stronę? Czy mi się wydaje Matthew - 2014-12-30, 22:36 Właśnie, zimowe fryzy muszą być boskie! <3 Ojaja, chciałabym poprzytulać! *<*
Matt od razu poczuł, jak karuska wypruła mocno do przodu. Ciężko było wszak nie odczuć tej prędkości, zwłaszcza w tym westowym siodle... Kudłaty więc mocno osiadł an grzbiecie kobyły, nawet zgarniając ją na siebie wodzą. Nie ma tak! Jak ne przyhamowała po dobroci, to hardziej! >:
O ile już klacz zwolniła do pożądanego przez człowieka tempa, roboczego, to odpuścił. Gdyby jednak znowu zaczynała się nakręcać to ponownie zwalniał. Czekał, aż się ustabilizuje w tym tempie. Odpuścił już na razie pilnowanie zaangażowania zadu - mogła jechać jak prosiak. Byleby było powoli i pod kontrolą!
Zaś jak już im się udało skontrolować ten bieg, to Matthew jeszcze z początku nie kombinował. Chciał, aby klacz się wyciszyła i skoncentrowała. To zdania też wymagało kontroli, wbrew temu, co by się mogło wydawać. Nie wystarczy ot tak biec na oślep. :c
Więc jak wypadli na najbliższą prostą, to kudłaty wpierw chciał sprawdzić jeszcze reakcje na pomoce. W tym celu dosiadem i lekko wodzą spychał Nemesis na poszczególne tory - bardziej do bramki, dalej od niej. Kombinował, czasem lekko dodawał i skracał fryzyjkę. W końcu o kilku takich wariacjach faktycznie skupił ją na zaangażowaniu zadu i obraniu średniego, lekko wyciągniętego tempa. Ale nie pędzącego, tylko powolnego z ambitnie kroczącymi nogami. Po szlachecku, o! I pilnował swojej księżniczki, aby nie kombinowała.
//W II to nie wiem, ale w Braderhudzie na pewno tak było. Pamiętam, bo sprawdzałam to miliony razy.
Nemesis - 2015-01-01, 18:52 Nie wiem, nie macałam, ale jakbym macała, to sprawozdanie będziesz mieć :D Z małymi oporami, ale po chwili ogarnęła swoje tempo, dostosowując się do Mefjowatego. Ogarnęła też swoje zadziszcze, przynajmniej częściowo, ale zaraz ogarniając się całkowicie. Toteż z zadziszczem zaangażowanym już niemal w pełni, pruła , wpisując się w łuk toru i w końcu wybiegła na prostą.
Skupiła się maksymalnie nad powierzonym jej zadaniem, będąc gotowa na przyjęcie i przetworzenie kolejnych pomocy. Będąc już na prostej dostała pierwszy zestawik. Zaczęła więc ustępować od łydki i wodzy. Gdy Mefja dodał jej nieco wodzy, to fryza przyspieszyła nieznacznie, ale tak trochę mniej nieznacznie niż nieznacznie
No, a na koniec już ogarnęła się ładniuteńko, wyciągając kopytka i ogarniając ładnie zadeczek. Choć trzeba przyznać, że ciągnęło ją przed siebie.Matthew - 2015-01-01, 22:03 Ok, mniej nieznacznie niż nieznacznie to chyba dobrze... Jeśli się nie mylę?
Skoro się ogarnęła, to została pochwalona. Matt zgrabnie ujął wodze w jedną dłoń, nie zmieniając ich nacisku i wpływu na pysk kobyły. Wolną dłonią pogłaskał ją po szyi. Potem sprawnie znów rozdzielił wodze, bo tak jednak ma się chyba większa kontrolę nad swoimi dłońmi.
Wiedział, że wymagania, jakie stawia kobyle nie są podstawowe. Miała niezmiennie przeć w tym samym tempie, utrzymując zaangażowania zadu i rozciągnięcie kończyn. Czuł, że jest chętna do rozpędu (oj, a tak zmylała na rozgrzewce! <3), ale nie mógł jej na to pozwolił. Co jakiś czas więc pulsacyjnym działaniem wodzy zgarniał ją lekko do tyłu, upominając. Trzymaj tempo, ale nie dodawaj. Jest dobrze, zostań tak.
Sam też musiał się mocno starać - w końcu w te westowe siodła chyba nie służą pokonywaniu dłuższych odcinków takim rygorystycznym tempem. Biodra, uda i łydki kudłatego mocno więc też pracowały, aby utrzymać go stabilnie w siodle.
Obserwował uważnie zachowanie klaczy i to, jak szybko się męczy. Uważał szczególnie na zakrętach, kiedy to zwalniał Nemesis lekko, aby przywykła do zwracania większej uwagi na łukach. Na ostatniej prostej też nie dał się ponieść emocjom - w końcu się nie ścigali, więc do końca pilnował kobyły, aby szła równym, możliwie niezmiennym tempem, no i pod kontrolą.
Jak przekroczyli linię mety, to zaczął ją systematycznie zwalniać - skrócił najpierw wykrok karej, ściągnął ją lekko na siebie, aby powoli hamowała. Kilkanaście metrów też przebiegli zwykłym, roboczym tempem - bardzo wolnym. Potem kłus pośredni, w którym to Matt zakręcił woltę na obydwie strony. Pilnował wtedy poprawnego wygięcia kobyły, bo na takim etapie treningu powinna już wpisywać się w łuk okręgu bardzo przyzwoicie.
Potem wstrzymał ją do stępa. Wpierw jednak jeszcze mobilizował ją do trzymania żwawego, aktywnego chodu i pozostania na treningowym, dobrym kontakcie. Chciał, aby powoli odpuszczała i zastanowiła się nad tym, co tutaj w ogóle osiągnęli. Dopiero po jakichś dwóch minutach takiego stępa pozwolił jej obrać takie tempo jakie chciała - oznajmił to, odpuszczając jej całkowicie wodzę i zaprzestając podtrzymywania chodu łydkami. Mogła sobie zwolnić, wyciągnąć szyję. Matt natomiast obserwował ciągle, jak się ona porusza i czy mocno się zmęczyła.Nemesis - 2015-01-01, 23:49 Musiała dreptać jak drepta, to może jeszcze ją wygłaskają. Głaszcz, głaszcz :D Tymczasem Nem postara się częściej ogarniać.
Na całe szczęście jej samoprzyspieszanie było nieco upiłowane przez Mefjowatego, więc kara miała co jakiś czas informację, że hola, ze za szybko. Taki tempomacik utrzymywał jej prędkość na jednym poziomie.
Na rozgrzewce wcale nie zmylała - była taka mulasta, a przecież teraz będzie mieć humorki, bo może! Czyżby Mefja miał dziś poznać kowbojski chód? XD Na łuku weszła w stan podwyższonego ogaru i przygotowania. Fryza dalej starając się jak mogła, dreptała całkiem znośnie, choć przy końcu jakby przestała na siłę ciągnąć do przodu. Nie była już tak napalona na prędkość. Przekroczyl metę i Nema przyfolgowała, nie wyciągając już tak kopytek, a przechodząc do całkiem zluzowanego galopu. Potem zwolniła galop do tego genialnie przymulonego lope'a, po czym przeistoczyła chód w całkiem miękki kłus - nie za szybki, nie za wolny. Taki w sam raz. Wygięła ciało w zgrabny łuk, zaczynając kreślić woltę. Najpierw w jedną, a potem w drugą. Nawet nie wypadła żadną częścią ciała, trzymała się ładnie wyznaczonego toru, krążąc równym chodem. Następnie zwolniła do żwawego stępa, ciapiąc wędzidło w ryjcu. przeczłapała tak bliżej nieokreśloną połać czasu (przynajmniej na końskie standardy) i nareszcie nadszedł czas na czilałt. Kara zwolniła sobie do nieco ślamazarnej odmiany stępa, wyciągając i nieco obniżając ryjek. Choć trzeba przyznać, że źle nie było. Ot, smolista człapała sobie na luzie.Matthew - 2015-01-02, 00:57 Ach, czyli w sumie Matt powinien olewać wszelkie jej humorki, bo w każdej chwili może spodziewać się czegoś innego? Kurka, hardo będzie! Ale dadzą radę.
Karusia była taka kochana, że w tym ostatnim stępie Matt pochylił się, przytulił do jej szyi i wyklepał ją porządny po niej. Wychwalił głosem i wygłaskał, niech ma. <3 Parę minut pozwolił jej się tak totalnie na luzie powłóczyć, no a potem kilkoma półparadami pobudził znów kobyłkę do działania. podebrał wodze na tyle na ile trzeba, głaszcząc ją jeszcze po zadzie. Jeszce dadzą troszkę radę! To będzie porządny trening, a co im tam!
Zakręcił na łagodnego wężyka, na którym już pilnował aby Nemesis szla żwawym, aktywnym stępem. Coby się znów podstawiła, to jej zaktywizował ładnie dosiadem zad i pobawił się wodzami, głaszcząc wędzidłem jej wargi i jęzor. Po tym wężyku poprosił o wolniutki kłus - jog, jak dobrze pamiętam? - którym to przejechał z kobyłką parędziesiąt metrów. Skierował ją w stronę przeciwną niż ta, w którą biegli poprzednio. W międzyczasie upewnił się jeszcze od jakiegoś pracownika przybytku, czy nikt tam nie biega pod drugiej stronie, coby się nie zderzyli - bo przecież warto też pogalopować na drugą stronę, aby koń się równomiernie poćwiczył. Człowiek dał mim pozwolenie do ruszenia, bo akurat inne ćwiczące pary pokończyły treningi swoje i zmyły się z toru. Także obiecał wstrzymać potencjalnych nowych przybyszy przed ruszeniem na tor, zanim Matt z karą nie wróci. Kudłaty podziękował serdecznie i pojechał już żwawym kłusem wzdłuż toru. Pierwszy zakręt też tym chodem pokonał. Pod koniec tegoż cmoknął znacząco na Nemesis, posła półparadę i wypchnął do galopu. Poprosił teraz, od początku, o tempo żwawe tak jak podczas poprzedniej przebieżki. Aktywnie działający zad, wyciągające się dobrze nogi i tempo pośrednie, acz bardziej szybkie niż wolne. W takim chodzie trzymał karę przez pierwszą prostą, na zakręcie zwolnił ją do pośredniego bardziej wolnego niż szybkiego, a po zakręcie jeszcze troszkę przyhamował. Wciął czuwał nad aktywną pracą zadu i wszystkich nóg, coby się kobyła sama niosła i pracowała dobrze mięśniami. Jednak już bez wielkiego pośpiechu. Działał Matt aktywnie wodzami, chcąc, aby klacz nieprzerwanie myślała nad tym co robi i co wykonywać należy. Też w międzyczasie trochę jej pozmieniał tor, spychając bardziej na barierki albo oddalając od nich.