To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Anonymous - 2016-12-09, 15:52

Nadya napisał/a:
[...]


Żarcie to trochę mało jak na jednego kota, bo na je się tylko raz. Chyba że Nad planuje przytulić kotkę na dłużej, to wtedy inna bajka. Wtedy niestety serio żarciem świata nie zwojuje, ale jak to mówią: pożyjemy zobaczymy. Niestety nie była psem, nie wiedziała co to znaczy podążać za właścicielem/opiekunem. Koty w końcu prawie zawsze chodziły swoimi ścieżkami, więc no. Mruczała jak typowy kot, kiedy była głaskana i wyginała grzbiet do tego. Minimalnie się spięła wzięta na ręce i wczepiła się w kobietę, a raczej w jej ciuchu. Nie zrobiła jej jednak przy tym krzywdy, może małe straty materialne. Wtulona w kobieta została wyniesiona z parku, gdzie? To czas pokaże.

z.t

Anonymous - 2016-12-20, 18:03

- Z całą pewnością - odparł beznamiętnym tonem, zupełnie nie przejmując się bojowym podejściem dziewczyny. Z doświadczenia wiedział, że osoby które w podobnych sytuacjach denerwowały się najbardziej mają najwięcej do powiedzenia, więc po chwili uśmiechnął się nikle sam do siebie, jednocześnie przyznając sobie rację. Nie był osobą wyśmiewną i z dużym dystansem podchodził do wielu spraw, lecz zachowanie prezentowane przez jasnowłosą zwyczajnie poruszało nim w jakiś dziwny sposób, co niepewnie mógłby podpiąć pod rozbawienie. Wprawdzie Harlow miała rację, nie powinien interesować się nieswoimi sprawami, ale tak na dobrą sprawę nawet o nic nie zapytał. Po prostu stwierdził oczywisty fakt, który równie dobrze mógł stwierdzić ktokolwiek.
- Myślę jednak, że wyrzucenie z siebie wszystkich złych emocji pomoże. I uprzedzając twój kolejny atak... Zwierzenie się obcej osobie czasem jest lepsze niż spowiedź przed najlepszym przyjacielem - wspomniał tylko, nawet nie myśląc o tym by nakłonić dziewczynę do mówienia. Przecież nie miała takiego obowiązku i w odpowiedzi równie dobrze mogła odejść, czego Jaiden właściwie mógłby się spodziewać i nie zaskoczyłoby go to szczególnie. Wypuściwszy z ust kłąb dymu, westchnął bezgłośnie i kątem oka kolejny raz spojrzał w stronę Harlow.
- To nie jest próba nakłonienia - zauważył jeszcze zanim białowłosa zdążyła jakkolwiek zareagować na wypadek, gdyby dokładnie w ten sposób chciała odebrać jego wcześniejszą wypowiedź. Potem znów zajął się swoim papierosem i wrócił spojrzeniem w mrok, rozciągający się, zdawać by się mogło, na wyciągnięcie ręki.

Harlow - 2016-12-20, 23:02

Słysząc pierwsze słowa, które padły z ust nieznajomego odetchnęła z ulgą licząc na to, że zaraz sobie pójdzie i zostawi ją tu w spokoju. Spojrzenie blado zielonych oczu miała utkwione w chodnikowych płytach, drżąc z zimna pozwalała na to aby kostniały jej kości, dłonie wyraźnie pobielały na popękana na nich skóra wyglądała jeszcze gorzej niż przed wyjściem z mieszkania. Wbrew jego przeświadczeniom, jasnowłosa naprawdę nie potrzebowała teraz rozmowy, pragnęła być sama i pogrążać się żalu i smutku, te uczucia były tak bardzo na porządku dziennym w jej życiu, że tylko w ich obecności czuła się swobodnie.
Swoim zachowaniem faktycznie mogła wzbudzać obawy, rzadko ktokolwiek był tak bardzo wynaturzony w swojej samotności i zamknięty na świat oraz wszystko inne. Siedząc tuż obok zdawała się nie istnieć, trwała w swoim własnym świecie całkowicie odcinając się od tego tutaj.
- Odwal się i idź pomagać bezdomnym jak już chcesz zgrywać miłosiernego samarytanina.- warknęła nawet nie biorąc od uwagę jego słów i wyjaśnień. Nie chciała o tym rozmawiać nawet z własnym bratem, któremu przecież ufała równie mocno co brunetowi, a jednak odcinała się też od niego. Jedynie dając mu znać, że żyje zamknięta w swoim pokoju i nie potrzebuje niczego poza spokojem i samotnością.
Siedząc na ławce próbowała złagodzić swoje cierpienie, pozbyć się dolegliwości fizycznych, które po zażywaniu takiej ilości narkotyków powoli stawały się nie do zniesienia w domu. Pulsujące skronie, ból głowy oraz zawroty głowy towarzyszyły jej co raz częściej. Siedząc na zimnie w kilkustopniowym mrozie odczuwała ulgę, choć nieznaczną bo wciąż zastępowała jeden ból drugim to jednak na tyle korzystną, aby chciała z tego skorzystać.
- Nie masz co robić? Daj sobie siana i zostaw mnie w spokoju. Nikt Cię tu nie zapraszał do rozmowy.- poirytowana jego zachowaniem czuła jak podbija jej tętno, jak ból w głowie znów zaczyna się nasilać, a zawroty głowy ponownie się pojawiają. Po chwili czując coś ciepłego pod nosem, nieświadomie wytarła spod niego krew, a nie pierwszy objaw przeziębienia tak jak przypuszczała. Zrobiło jej się słabo, choć serce nieudolnie tłukło się w drobnej klatce piersiowej. Nie poruszyła się jednak ani o krok, wciąż twardo siedząc w tym samym miejscu i próbując wyregulować swój oddech, liczyła na to, ze to pomoże chociaż w jakiś sposób.

Lorien Wayford - 2016-12-26, 23:48

Święta, święta i po świętach ...
Lorien jak co roku zmuszona była polecieć do Cleveland, do rodzinnego domu i miasta pełnego wieżowców, masy przetaczających się przez ulice ludzi i żółtych taksówek. Spędzając dwa dni w rodzinnym gronie i jak co roku jedząc indyka, rozmawiając z tymi samymi ciotkami i wujkami, zwyczajnie działała na autopilocie marząc tylko o tym aby wrócić do Anglii. Spokój i klimat w Eastbourne znacznie bardziej jej odpowiadały.
Po kilku długich godzinach spędzonych w samolocie, zawiozła jedynie walizki do domu i niemal od razu z niego wyszła. I choć pragnęła spokoju i ciszy to samotność nadal w jakiś sposób jej doskwierała. Wychodząc z domu ubrana bardziej elegancko niż zwykle, otuliła się szalikiem powoli snując się przez park. Długie pukle blond włosów opadały na czarny płaszcz, w dłoni trzymając fajkę upajała się nikotyną. Cisza i brak wiecznych narzekań matki były prawdziwym odpoczynkiem.
Wypuszczając głośno powietrze przez usta wzrokiem namierzyła jedną z wolnych ławek, ale nie zdecydowała się na to aby usiąść na niej. W podróży wystarczająco długo się nasiedziała, a rozprostowując zastane kości odczuwała swojego rodzaju ulgę.

Gerard Wayford - 2016-12-27, 01:02

Święta nigdy nie były tak kłopotliwe jak w tym roku. Radosne rozmowy przy stole były ostatnim czego mógł pragnąć Gerard. Samo pojawienie się na wspólnej wieczerzy wymagało od niego mnóstwo samozaparcia - nie mógł przecież przyjść pijany. Szczerze bał się trzeźwości, ale poza lekkim, niemalże kontrolowanym trzęsieniem się rąk nie działo się nic szczególnego. Może dlatego, że po kolacji, "legalnie" mógł napić się z gośćmi i stłumić objawy odstawienia.
Niemniej odetchnął gdy tylko cały ten okres mógł uznać za zamknięty. Wrócił do swojej szarej rzeczywistości, w której miał tkwić aż do kolejnych świąt czy nie daj boże spotkania z innej, nieprzewidzianej okazji. Tymczasem wyszedł na wieczorny spacer po mieście. Ciężko było mu zasypiać i chociaż był jeszcze wczesny wieczór, to zaczerpnięcie świeżego powietrza powinno mu pomóc w kolejnych godzinach. Przemierzając okoliczny park natknął się w pewnym momencie na Lorien, którą prawdopodobnie by zignorował i poszedłby dalej, gdyby w ostatniej chwili coś go nie tknęło sprawiając, że rozpoznał w niej znajomą blondynkę.
- Cześć, Lorien - odezwał się, przyciągając tym samym uwagę kobiety, która wydawała się być pochłonięta swoimi myślami.

Lorien Wayford - 2016-12-27, 01:17

Dając się całkowicie pochłonąć luźno płynących myślom, nie dostrzegła nadciągającej męskiej sylwetki. To nie tak, że obawiała się kogokolwiek w parku nocą, w ten ostatni dzień świąt. Eastborune samo w sobie było spokojnie, a w święta już szczególnie.
Słysząc znajomy, lekko zachrypnięty głos z wrażenia wypuściła fajkę spomiędzy palców, delikatnie zaskoczona całym obrotem sytuacji zdążyła jedynie wbić zieleń swoich oczu w oczy mężczyzny stojącego naprzeciw. - Gerard.- wypowiadając to imię nie powstrzymała się od lekkiego uśmiechu, akurat jego nie spodziewała się tu spotkać. Był chyba jedyną osobą, której towarzystwo była w stanie znieść dzisiejszego wieczoru.
Przyglądając mu się uważnie wyłapała nutę zmartwienia na jego twarzy, choć nie poruszała tego tematu. - Park i to nocą? Dlaczego?- zapytała ciekawa jego motywów, sama szukała tu spokoju i wytchnienia, może mężczyzna miał podobny powód?
- Nie wyglądasz najlepiej.- jak zwykle prosto z mostu i bez owijania z bawełnę, nigdy nie bawiła się w uprzejmości.

Gerard Wayford - 2016-12-27, 01:43

Zerknął za upadającym papierosem. Widok ten nie wiedzieć czemu rozbawił go, głównie ze względu na zaskoczoną minę Lorien. Uśmiechnął się więc krótko sam do siebie, podnosząc wzrok z tlącego się na ziemi papierosa na twarz blondynki. - A dlaczego nie? - Odpowiedział pytaniem na pytanie, nie mając żadnych wzniosłych motywów, którymi mógłby się kierować wybierając się na spacer po parku. - Dzięki. Też miło Cię widzieć - nie poczuł się urażony, nic z tych rzeczy. Chociaż już się nie uśmiechał, była to forma wyrafinowanego humoru, który Lorien zdawała się rozumieć. Mógł więc bez obaw udzielać jej odpowiedzi w tym guście i nie silić się na uśmiech, który by to wszystko ocieplał. - Odpoczęłaś przez święta? - Zagadnął, pamiętając jak ostatnim razem użalała się na swoją pracę.
Lorien Wayford - 2016-12-27, 01:53

Widząc rozbawioną minę mężczyzny aż zmarszczyła brwi. - I co się szczerzysz, przez Ciebie straciłam fajkę.- jęknęła tak jakby była to katastrofa na miarę trzęsienia ziemi lub jakiegoś huraganu. :lol2:
Nie drążyła dalej, wystarczającym było to co sam chciał jej powiedzieć. Nie musiała wiedzieć więcej ani wnikać bardziej, tak było wygodniej.
- Do usług.- mruknęła krótko, najwyraźniej dobrze czując się podczas takiej wymiany zdań, okraszonej oryginalnym poczuciem humoru, bez silenia się na uprzejmości. Chyba każde z nich z tego wyrosło, choć różniło ich ponad dwadzieścia lat.
- Taaa odpoczęłam ...- niemal burknęła na samo wspomnienie tych rodzinnych obiadów, których miała dość już po pierwszym spotkaniu. - Następne święta spędzam sama, nie dość, że spuchłam z przejedzenia to jeszcze ta ilość ludzi, nie potrafię tak po prostu siedzieć przy stole.- nie chciała znów narzekać ale nie mogła inaczej. Czuła, że jedynie Gerard jest w stanie jakkolwiek ją zrozumieć, Jo zwykle był zajęty układaniem sobie nowego życia, życzyła mu szczęścia całym sercem, choć czasem brakowało jej uszczypliwości bruneta.

Gerard Wayford - 2016-12-27, 21:14

- Poczęstować Cię? - Parsknął, rozbawiony jej teatralnym dramatyzowaniem. Na ogół nie dzielił się tak chętnie papierosami, ale teraz był jej to niejako winien. Nawet jeżeli miała jeszcze swoje. - Biedactwo - skomentował ironicznie, ale mimo to Lorien mogła się doszukać w jego tonie głosu nuty zrozumienia. - Mnie też nie było lekko, jeżeli ma Cię to pocieszyć - wyznał, sięgając do kieszeni kurtki po paczkę fajek, jako że minęła już "dłuższa chwila" od ostatniego papierosa. - O tyle dobrze, że do rodziny mam blisko i etap małych smarkaczy dawno za sobą... - Kontynuował, ni to do Lorien, ni to do siebie. Podejrzewał, że blondynka zaznała wszystkich uroków dużej rodziny, skoro tak miała dość krótkiego pobytu w rodzinnym domu. Duża rodzina oznaczała zwykle przynajmniej jednego gówniaka, a w życiu prawie każdego człowieka nadchodzi taki okres, kiedy dzieci zwyczajnie przestają być fajne.
Lorien Wayford - 2016-12-27, 21:26

- W końcu przez Ciebie straciłam fajkę.- mruknęła choć wcale nie miała tu tego za złe, chciała się tylko podroczyć i jednocześnie zachować nutę uszczypliwości. - Czuję się tak pokrzywdzona przez los.- jęknęła i zaraz pociągnęła nosem aby dodać jeszcze więcej dramatyzmu temu przedstawieniu. - Przytuliłbyś biedną utrapioną kobietę, a nie tylko pocieszasz.- oczywiście niczego takiego nie oczekiwała, dalej nie wychodziła ze swojej roli.
- Nie przepadam za dziećmi, a jak się pewnie domyślasz było ich tam pełno.- odpowiedziała, najwyraźniej mając etap sarkazmu za sobą. - Rodzinę masz na miejscu, prawda?- zapytała chcąc się upewnić czy to, co wywnioskowała z jego słów było słusznym podejrzeniem.
- Muszę się napić.- po dłuższej chwili obustronnego milczenia i upajania się nikotyna, zakomunikowała swoje plany na najbliższy czas. - Masz ochotę dołączyć?

Gerard Wayford - 2016-12-28, 01:32

- Prawie Ci uwierzyłem - skomentował, nie łapiąc się na jej smutną minkę i rzekomą potrzebę przytulenia. Na wzmiankę o dzieciach uśmiechnął się cierpko. I chociaż co roku spędzał święta z dziećmi, to były już dorosłe, przez co przynajmniej od ośmiu lat wigilia przebiegała znacznie spokojniej, co nie oznacza że bez humorów... Na te przecież nigdy nie jest się za starym.
- Wszyscy mieszkają w Eastbourne. Przynajmniej często się widujemy - nie mógł teraz na to narzekać, w końcu sam, dobrowolnie przeprowadził się do tego miasta. Rozstanie z Danielle nie było przecież równoznaczne z koniecznością zamieszkania tutaj, równie dobrze mógł wybrać drugi koniec Anglii i tam dopiero zacząć od nowa...
- Zawsze - odparł, uwalniając zgromadzony w płucach dym. Obrzucił Lorien zaciekawionym spojrzeniem, zastanawiając się które miejsce miała na myśli.

Lorien Wayford - 2016-12-28, 01:40

- Prawie.- powtórzyła po nim, zauważając to, że jednak mógł się na to nabrać chociaż wykazał się inteligencją w tej kwestii i myślał głową, a nie główką. :lol2:
- Z jednej strony to dobrze mieć tak blisko rodzinę, ale z drugiej strony. Ja bym ze swoją nie wytrzymała, chyba jestem typem samotnika.- mruknęła przyznając się po części do tego, że przez większość życia byłą sama i jakoś szczególnie jej to nie przeszkadzało.
-Idziemy do mnie.- zakomunikowała strzepując popiół z fajki, jednocześnie intensywnie zielone oczy i roziskrzone spojrzenie zatrzymała na twarzy Gerarda.
-Ja byłam już u Ciebie, pora odbić piłeczkę.- nieodgadniony uśmiech wkradł się na jej twarz .

Gerard Wayford - 2016-12-29, 00:22

Spojrzał na nią ze zrozumieniem, nie kontynuując jednak tematu. Wydawało mu się, że wszystko zależało od tego, kto wchodził w skład rodziny; nad nim już nie stali rodzice, to on był niejako najważniejszą osobą w rodzinie, toteż spotkania były dla niego znacznie bardziej komfortowe. Domyślał się, że w przypadku Lorien starsi próbowali otoczyć ją opieką, natomiast dzieciaki zapewne próbowały się jej podlizać, bądź wręcz przeciwnie, wyprowadzić z równowagi. On to wszystko miał już za sobą, całe szczęście.
Wzruszył ramionami w reakcji na jej propozycję. - Jak dla mnie OK - co prawda za nic nie mógł pojąć jej logiki, która nakazała jej przy pierwszym spotkaniu zachować niemal całkowitą anonimowość, a teraz zdradzić mu swój adres zamieszkania, no ale... Kobiety. Bez nich życie byłoby zdecydowanie mniej ciekawe.
Udał się z blondynką do jej domu. /zt

Thomas Hayden - 2017-01-07, 18:38

Nocne spacery raczej nie należały do ulubionych zajęć chłopaka, dlatego pojawienie się go w parku o tej porze mogło być sporym zaskoczeniem dla osób, którego go znają. Prawda jest jednak taka, że młody Hayden nie zjawił się tutaj aby tuż przed snem przewietrzyć odrobinę swój umysł, a dlatego że droga przez park była najkrótszą z możliwych, prowadzących prosto na jego osiedle. Tak czy inaczej w stanie upojenia alkoholowego nawet najkrótsza droga zdawała się dłużyć niemiłosiernie i brunet wyraźnie to po sobie odczuł, kiedy w końcu dowlekł się do jednej z ławek, na której usiadł. Wówczas westchnął ciężko i przejechał dłonią po zmarnowanej twarzy oraz rozkopanych włosach, czując jak pożera go zmęczenie mimo iż nie przeszedł nawet całego kilometra. Gdyby nie zapomniał zabrać z domu telefonu i chociaż odrobiny pieniędzy już dawno siedziałby w taksówce, nie męcząc się tak z dotarciem do swoich skromnych czterech ścian. Uświadomiwszy to sobie przeklął się w myślach. Zaczął też żałować, że nie skorzystał z podwózki, którą oferował jeden z niepijących dziś znajomych. Oczywiście jak zawsze musiał być mądrzejszy i koniecznie musiał postawić na swoim, teraz brnąc w niewygodzie po sam pas. A przecież powszechnie wiadomo, że Thomas nie jest osobą, która lubi się przemęczać i nader wszystko ceni sobie wygodę. Mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem, sięgnął za ucho po papierosa, którego umieścił pomiędzy pozbawionymi czucia wargami i wyjął z kieszeni zapalniczkę, która za nic nie chciała odpalić.
Nicole - 2017-01-07, 19:45

Owinięta szalikiem, zatulona w kurtkę na ile tylko to możliwe, pędziła wąską ścieżką w stronę osiedla. A przynajmniej tak miało to wyglądać. W rzeczywistości szalik jedynie raz owijał szyję, kurtki nie było, a Nicole niemal ślizgała się na butach. Próbując nie zaliczyć spotkania z podłożem, wcisnęła mocniej ręce w kieszenie polara. Gdyby miała jakiś wybór, najpewniej gniłaby teraz przed telewizorem i zapadając się w fotelu, przeżywała to co dzieje się z ulubionym bohaterem serialu. Ale nie. Musiało wybić te cholerne korki. Jako kobieta nigdy nie przejmowała się takimi sprawami, to też żadnych zapasów w domu nie miała. Lokalny sklepik zamknięty, w spożywczym nie było. Nie pozostało nic innego jak wybrać się do nieco oddalonego całodobowego. Tam wszystko można było znaleźć, jednak przeszkodą był park... Początkowo nie szło źle. Wiedziona myślą szybkiego załatwienia sprawy dotarła do celu. Pozostawało tylko wrócić. Mogłoby się wydawać, że nic trudnego - a jednak.
Widząc siedzącą na ławce personę przystanęła, próbując dostrzec coś więcej. Stała tak jak głupia, przez sporą chwilę. Dopiero kiedy mróz zaczął dawać o sobie znaki, odetchnęła głęboko decydując się na przejście bez słowa.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group