To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Louise - 2016-09-28, 17:37

- No wiesz! Wolę być już nazywana wielorybkiem! - nic nie złapał bo Luśka Józkowa wysportowana jest, Józek dba o jej kondychę. If you know ... :lol2:
- Nic mi nie mów o tej mafii.- w końcu sama Lou należy do mafii, to oni na pewno go nie ścigają, prędzej to jebane wojsko. Bycia komandosem się zachciało i weź tu miej faceta nooo. :lol2:
- Chcesz być pierwszym grubaskiem na celowniku?- zażartowała, tak naprawdę cała ta ich paczka będzie wiecznie piękna, młoda i zgrabna, nawet ze zmarszczkami. Złego diabli nie biorą w końcu. :lol2:
- Pamiętaj słodziutki, że to ja mam mocniejszy łeb od Ciebie. - akurat tego, że się upije w jego towarzystwie to się nie bała. Gorzej jak oboje się napierdolą i Józefo będzie ich zbierał z podłogi potem. :lol2:
W końcu się odkleiła od niego bo tak za długo się przytulać to nie wypada, może gdzieś tam z lornetką w krzakach siedzi Dżoseph i podsłuCHUJE. :lol2:

Robert - 2016-09-28, 17:51

- Pamiętam, ale spokojnie, też się upijesz! xD - Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą do autka.

zt

Hayley - 2016-10-24, 22:13

Powinna była poczuć ulgę mając możliwość odetchnięcia świeżym powietrzem, ale organizm wciąż nie pochwalał całkowitego rozluźnienia. Chociaż starała się nie myśleć o groźbach kierowanych pod jej adresem na urodzinach, cały czas miała je z tyłu głowy i w chwilach takich ja ta zwyczajnie traciła rezon. Co jakiś czas oglądała się do tyłu, dopiero mniej więcej w połowie spaceru odpuszczając. Tłumaczyła sobie jak dziecku, że panikuje i wszystko to nie ma sensu, bo przecież groźba nie miała pokrycia w rzeczywistości. Co więcej, zabezpieczyła się na ewentualność napadu w gaz pieprzowy, którego opakowanie trzymała właśnie zamknięte w dłoni, no i miała przy sobie Rubensa. A przynajmniej tak jej się wydawało dopóki nie uzmysłowiła sobie, że straciła go z oczu. Kilkakroć zawołała jego imię, ale nie zyskując żadnej reakcji, żwawym krokiem zawróciła. Cały czas wołała jego imię, od czasu do czasu pytając ludzi czy nie mieli okazji go zobaczyć.
Anonymous - 2016-10-25, 21:07

Rosłem coraz szybciej, ale niestety rozumu mi nie przebywało. Wciąż byłem mało roztropny i pełen entuzjazmu, co nie zawsze było dobrze odbierane. Dzisiaj moja ciekawość świata doprowadziła do tego, że nieopatrznie oddaliłem się od Hayley, zupełnie tego nie zauważając. Nie słyszałem - albo nie chciałem słyszeć? - jej wołania, zbyt pochłonięty pogonią za tropem. Czy ja czuję wiewiórkę? Uniosłem ogon jeszcze wyżej i lekko zjeżyłem sierść na karku, po czym dopadłem jakiegoś drzewa i oparłem się o jego pień przednimi łapami.
Oliver Pelerieux - 2016-10-26, 00:33

Byłem w drodze do domu, kiedy moje spojrzenie zupełnie przypadkowo napotkało na idącego samotnie młodego bullteriera. Być może nie zainteresowałbym się bardziej jego losem gdyby nie to, że gdy odruchowo rozejrzałem się za jego człowiekiem, to nie dostrzegłem żywej duszy. Przyzwyczaiłem się, że w Anglii psy swobodnie biegają po parku, ale ich właściciele zwykli byli nieopodal i sprawowali pieczę nad swoimi podopiecznymi. Tymczasem podrostek wyglądał jakby był tu zupełnie sam, w czym utwierdziłem się przez parę minut, w ciągu których szedłem w stronę psa. Wreszcie znalazłem się na tyle blisko, by wejść z nim w interakcję. Nie wiedziałem co mną kierowało, ale tknął mnie jakiś impuls, który nakazał mi zorientować się o co chodzi. Może się zgubił albo komuś uciekł?
Cmoknąłem do psa i jeżeli tylko zwrócił na mnie uwagę, zatrzymałem się i pozwoliłem mu podejść do siebie, dając mu szansę na oswojenie się z moją obecnością. Dopiero po chwili ostrożnie przykucnąłem i kiedy zyskałem pewność, że pies co najwyżej zaliże mnie na śmierć, podrapałem go po piersi by po chwili sięgnąć dłoni obroży, do której być może była przyczepiona adresówka. Jednak ledwo zdążyłem odczytać z niej imię, gdy usłyszałem, że ktoś woła je w oddali. - Dlaczego się nie słuchasz? - Zapytałem i postanowiłem udać się z psem w stronę, z której dobiegało nas wołanie. Nie miałem jednak niczego, co mógłbym przyczepić do obroży, więc postanowiłem sprawić, by pies zainteresował się moją osobą i poszedł ze mną luzem. Wziąłem jakiś patyk i zachęciwszy psa do zabawy, żywym krokiem ruszyłem w stronę Hayley, ze skaczącym mi pod nogami Rubensem.

Hayley - 2016-10-26, 20:01

W pewnej chwili poczuła strach, przyspieszając kroku. Miała wrażenie, że zgubiła Rubensa na dobre, przez co zacisnął jej się nieprzyjemnie żołądek jakby właśnie uzmysłowiła sobie, że sytuacja jest nieciekawa. W gruncie rzeczy sama się nakręciła i gdyby nie zbawcze działanie zdrowego rozsądku, zapewne usiadłaby na jednej z ławek i pozwoliła emocjom przejąć kontrolę. Na szczęście wciąż potrafiła przetłumaczyć sobie, że teren parku nie jest tak duży, by nie dała rady sama go obejść, a Rubens nie przypominał już maleńkiego szczeniaczka, którego ktoś chciałby ukraść na prezent dla dziecka. Owszem, wciąż był bardzo młody i miał wiele wspólnego ze szczenięciem, ale zdecydowanie bliżej mu było wzrostowo do dużego psa, niżeli małej puchatej kulki. Jak się okazało takie podejście, wkrótce przyniosło pożądany efekt, chociaż nie spodziewała się spotkać przy swoim psie obcego mężczyzny. Niezrażona okolicznościami podeszła żywo, łapiąc się na tym że policzki różowieją od żywego marszu, a oddech nie jest tak lekki jak zwykle.
- A więc to ty go znalazłeś – uśmiechnęła się na powitanie szeroko, z trudem biorąc na ręce Rubensa. Właściwie ciężko powiedzieć po co to zrobiła, ale chyba po prostu wciąż zapominała, że przez te kilka miesięcy zdążył już trochę urosnąć. Nic dziwnego, że stęknęła przy tym głośno, zaraz wzdychając cicho.
- Dobra, żartowałam. Idziesz sam ;c – Odezwała się w stronę Świnki, zapinając smycz i przykucnęła na chwilę lekko pacając go w nos. Dla psa było to trochę nieprzyjemne, ale z całą pewnością nie bolesne.
- Nie rób tak więcej – mruknęła karcąco, za chwilę wstając i podając rękę Olivierowi.
- Jestem Hayley i chyba powinnam podziękować, że chociaż na chwilę zatrzymałeś go w miejscu. Słyszy kiedy się go woła tylko, kiedy sam tego chce

Anonymous - 2016-10-26, 22:11

Słysząc cmoknięcie, obejrzałem się za siebie z wywieszonym na bok językiem. Flegmatycznie zsunąłem się na cztery łapy i podszedłem do Olivera, nie widząc powodu dla którego miałbym nie powitać go z takim entuzjazmem, z jakim witałem wszystkich innych ludzi. Pozwoliłem mu się pogłaskać i już chciałem go wyminąć, gdy zobaczyłem patyk. Ojej! Bawimy się! Szczeknąłem potężnie, po czym odbijając się jak piłeczka skakałem wokół bruneta, nieświadomie zbliżając się do Hayley. Dopiero gdy się odezwała, zorientowałem się o jej obecności i spojrzałem na nią wielce zdziwiony. O, jesteś?
Podszedłem do dziewczyny kołysząc ogonem, po czym dałem się wziąć na ręce, nie rozumiejąc dlaczego byłem na nich tak krótko. Pacnięty w nos lekko skuliłem uszka, ale zaraz znowu byłem uśmiechnięty od ucha do ucha, prezentując pełen garnitur zębów.

Oliver Pelerieux - 2016-10-26, 23:38

Nęciłem psa dopóki nie zauważył swojej właścicielki i nie stracił mną zainteresowania. W milczeniu obserwowałem powitanie tej dwójki, ale nie mogłem się powstrzymać przed lekkim uniesieniem brwi i kącików ust na widok Hayley-siłaczki. Nie posądziłbym ją o to, że mogła być w stanie podnieść takiego prosiaczka, ale widocznie pozory mylą.
Podałem rękę dziewczynie i lekko ją uścisnąłem, po czym z powrotem wsunąłem obie dłoni do kieszeni kurtki.
- Oliver - przedstawiłem się, w porównaniu do Hayley będąc bardzo oszczędnym w słowach. - Nie ma za co. Dobrze, że byłaś niedaleko, bo miałbym problem co z nim zrobić - odezwałem się, przenosząc wzrok na roześmianego psa. Ten widok mimowolnie wywoływał we mnie pozytywne uczucia, dlatego znowu lekko się uśmiechnąłem. - Często tak daje nogę? - Zapytałem, wyjątkowo nie mając oporów przed rozmową z obcą osobą. Może dlatego, że miała psa. Taki już podobno ich urok, że są niczym otwarta furtka do nowych znajomości. Chociaż sam nie miałem czworonoga, nawet w planach, to czułem sympatię do ich właścicieli.

Hayley - 2016-10-27, 19:23

- Nie, chociaż chyba trafniejsze będzie stwierdzenie, że rzadko ma okazję. Staram się zawsze mieć go w zasięgu wzroku, a raczej nie ucieka celowo. Zwykle kiedy złapie jakiś trop albo coś przyciągnie jego uwagę w inny sposób. Jak twój patyk – tu wskazała dłonią trzymaną przez Olivera gałązkę i uśmiechnęła się w geście aprobaty. Miał dobry pomysł żeby utrzymać zwierzę przy sobie.
- Nie przestraszyłeś się? – poprawiła smycz, by bulterier przypadkiem nie wyrwał się w ramach kolejnej pogoni za wiewiórką.
- Tak w ogóle... dzisiaj wieczorem jest impreza halloweenowa u mojej koleżanki. Gdybyś nie miał żadnych planów, może dałbyś się zaprosić? – uśmiechnęła się, czując jak różowieją jej policzki. Można powiedzieć, że niejako zapraszała go na randkę, ale z całą pewnością nie było w tym nic zdrożnego. Mieli przecież założyć sobie dynię na głowę, a Hayley po protu chciała go bliżej poznać. Nie widziała lepszej okazji.

Oliver Pelerieux - 2016-10-27, 23:15

Prawie zapomniałbym o trzymanym w ręku patyku, więc gdy Hayley o nim wspomniała, spojrzałem na swoją dłoń lekko zdekoncentrowany. - Nie potrzeba mu wiele - stwierdziłem, puszczając patyk na ziemię, tak by upadł w zasięgu smyczy. Podejrzewałem, że pies spróbuje go złapać, a nie chciałem by wyrwał Hayley rękę ze stawu, gdy rzuci się do przodu w niekontrolowany sposób.
- Jego? Nie, widać że to jeszcze dzieciak - odpowiedziałem, spoglądając na nieco przyduże uszy bullteriera.
Kolejne słowa Hayley nieco mnie zmieszały. W pierwszym odruchu miałem ochotę się wykręcić, zamknąć w sobie i udać, że mam inne plany na wieczór. Był to odruch, który wypracował się u mnie przez ostatnie miesiące. Bałem się, że zwyczajnie nie udźwignę ciężaru, jakim było spotkanie towarzyskie takiego kalibru. Przetłumaczyłem sobie jednak, że nie mogę tak dłużej postępować. Powinienem dać sobie szansę. Najwyżej wyjdę w trakcie i już nigdy nie wyjdę z domu.
- Czemu nie - odparłem po dłuższej chwili ciszy, starając się zabrzmieć naturalnie.
Na szczęście później poszło już z górki i dogadałem z Hayley szczegóły wyjścia, wymieniłem się z nią numerami telefonów i oboje poszliśmy w swoje strony, musząc przecież jeszcze choć odrobinę przygotować się do wyjścia. /zt

Harlow - 2016-11-28, 20:32

Ostatnie dni nie dawały jasnowłosej spokoju, myśli nasączone wątpliwościami obijały się nieprzytomnie o wnętrze czaszki powodując ból, poczucie beznadziejności i strach. Naprawdę się bała, ale sama nie mogła zbyt wiele zdziałać, jeżeli jej relacja z Alainem miała wciąż istnieć, każde z nich powinno spróbować o nią zawalczyć. Ona nie była w stanie już dłużej walczyć, brakowało jej sił do życia, do pieprzonej egzystencji, która dzień po dniu wykręcała jej trzewia na drugą stronę.
Trochę odbiła się od dna, zaczęła jeść ale nadal wyglądała równie marnie, równie blado i przezroczyście jak parę tygodni temu. Posiniaczone nadgarstki, przedramiona a nawet nogi były skrzętnie ukrywane przez Harlow, która za wszelką cenę strzegła swojej tajemnicy. Gdyby nie ćpanie juz dawno skończyłaby na oddziale psychiatrycznym, a tak jakoś jeszcze się trzymała.
Wyrwała się z domu niepostrzeżenie, gdy Harvey spał, stwarzając pozory swojej obecności pozostawiła zapalone światło w pokoju, grającą muzykę oraz zamknięte drzwi, do których klucz miała przy sobie. Obracając go nerwowo w kieszeni szła parkiem, który oplatał mrok z każdej możliwej strony. Nie liczyła się z konsekwencjami jakie niósł ze sobą zbyt lekki ubiór, realne zagrożenie ze strony współpracowników Alaina także nie zniechęciło jasnowłosej do spaceru.
Chłód nieprzyjemnie przedzierał się przez cienką kurtkę, docierając aż do kości dziewczyny, które robiły się co raz bardziej sztywne. Doskwierające zimno skutecznie odwracało uwagę od jego osoby, starała się o tym nie myśleć, spychać to na drugi plan ale wciąż wracała.
Nie dawało jej spokoju poczucie odosobnienia, utraty tego, co było wcześniej, tęskniła choć nie pozwalała na to aby to uczucie doszło do głosu. Wspomnieniami wracała do Paryża, zaraz besztając samą siebie w myślach, słone łzy sączyły się ze szmaragdowych oczu, zastygając na policzkach Szwedki. Strącała je nasiąkniętym rękawem, przybierając kamienną maskę co parę minut na nowo. Sięgając po fajki do kieszeni odpaliła jedną z nich trzęsącą się ręką, upuściwszy papieros zaklęła pod nosem z trudem uginając zziębnięte nogi. Podparła się ręką o zimny chodnik nie będąc w stanie podnieść się do góry.
- Kurwa.- warknęła czując ogarniającą nagle bezsilność, nie mogła tak tu siedzieć pochylona nad chodnikowymi płytkami, a z drugiej strony nie dała rady dźwignąć się do góry. Spędziła tak kolejne dziesięć minut ostatecznie podnosząc się chwiejnie, niemal od razu dopadła do ławki zajmując na niej miejsce. Nie odpuściła, otrzepała fajkę i odpaliła ją wkładając do spierzchniętych ust zaciągnęła się nikotyną, która na krótką chwilę przyniosła ulgę.

Anonymous - 2016-11-28, 21:03

Wizja spędzenia kolejnego wieczora w przytłaczających czterech ścianach nie była czymś napawającym radością. Mężczyzna już dawno nie czuł takiego przygnębienia i samotności, które nasilały się z każdym kolejnym dniem. Co prawda nie był zbyt towarzyskim osobnikiem i zazwyczaj preferował tę samotność, jednak zbyt długie przebywanie w pojedynkę i brak odezwania się do kogokolwiek poważnie zaczynały wpływać na jego złe samopoczucie. Oczywiście czasem zdarzało mu się zamienić kilka słów chociażby z sąsiadami czy starymi znajomymi, których niejednokrotnie spotykał na mieście. To jednak nie umywało się do porządnej rozmowy, której mężczyzna potrzebował w tym momencie bardziej niż czegokolwiek innego. To smutne gdy jest się osamotnionym do tego stopnia, szczególnie że zbliża się ten okres kiedy nadchodzi czas pojednania z bliskimi. Otóż święta... Święta od zawsze były dla Jaidena bolesnym czasem i zapowiadało się na to, że nic w tej kwestii się nie zmieni; no a przynajmniej nie na lepsze. Zadowalającą alternatywą dla samotnego spędzania czasu był wieczorny spacer... Równie samotny, za to o stokroć ciekawszy niżeli grzanie miejsca w wysiedzianym fotelu. Wysiedzianym. Powinien się w końcu zabrać za ten planowany od początku przeprowadzki remont. Dom wymagał gruntownego odświeżenia z czego mężczyzna zdawał sobie sprawę, niestety brak mu było odpowiedniej motywacji. Idąc spokojnym krokiem myślał o tej i o wielu innych sprawach, które pozostały niedokończone lub nawet nierozpoczęte. To wcale nie podnosiło go na duchu, ale pozwalało chociaż na chwilę zapomnieć o bardziej dręczących sumienie sprawach. Zimny podmuch powietrza, wdzierający się pod kurtkę, skutecznie otrzeźwił Jaidena. Wówczas mruknął pod nosem coś niezrozumiałego i westchnął cicho, poprawiając swoje wierzchnie ubranie. Chwilę potem sięgnął do kieszeni, z której wyjął paczkę papierosów a z kolei z niej wyselekcjonował tego jednego. Umieściwszy kiepa pomiędzy wargami, sięgnął do kieszeni kolejny raz irytując się przy tym. Nie natrafiwszy na zapalniczkę wyjął papierosa z ust i z niesmakiem przejechał dłonią po włosach. Chęć poczucia w swoich płucach wirującego dymu była tak silna, że nie zawahał się podejść do nieznajomej, czego zwykle nie robił, stroniąc od kontaktu z obcymi.
- Byłabyś skłonna pożyczyć mi swojej zapalniczki? - zagadnął, po papierosie w ustach dziewczyny wnioskując, że zapalniczkę posiada.

Harlow - 2016-11-28, 21:18

Nikotyna była marnym substytutem tego co trzymała na dnie szafy w swoim pokoju, nie przynosiła takiej ulgi, nie była w stanie tak mocno oderwać od rzeczywistości jak narkotyki. Tylko one przynosiły ulgę dziewczynie, choć pozorną bo wyniszczały ją od środka, to wciąż były lekiem na wszystko.
Z zamyślenia i nerwowego przygryzania wargi w przerwach pomiędzy dostawami szarego dymu do płuc wyrwał ją męski głos. Spięła się cała najpierw zauważając buty przechodnia, a dopiero później podnosząc bladą twarz owianą kapturem na lico mężczyzny.
Tatuaże niemal do razu rzuciły jej się w oczy przywodząc na myśl tylko jedną osobę, zadrżała czując uścisk z klatce piersiowej, od jakiegoś czasu w sytuacjach stresowych serce łomotało jakby bardziej, tłukło się niespokojnie w klatce piersiowej. Towarzyszyło mu uczucie rozlewającego się gorąca po całej klatce piersiowej, ale jak do tej pory nie wzbudzało to podejrzeń Harlow, traktowała to jako skutek uboczny ćpania. I istotnie był to skutek, ale prowadzący do czegoś o wiele gorszego, nad czym teraz dziewczyna nawet nie chciała się zastanawiać.
Zgaszony szmaragd tak charakterystycznych oczu Szwedki umknął już dawno, tracąc swoją niepowtarzalną barwę. Nic i nikt nie było w stanie sprawić aby jej tęczówki znów wypełniły się intensywnym ciemnozielonym odcieniem. Patrząc na twarz Jaidena milczała przez dłuższą chwilę, sięgając jednak dygoczącą dłonią do kieszeni z której wyjęła zapalniczkę.
- Proszę.- mruknęła zachrypniętym głosem, wyglądała na wycieńczoną i tak też się czuła. Miała wrażenie, że stopy jej zaraz odmarzną, blade policzki zarumieniły się ostatkami sił, opinając wystające kości na twarzy dziewczyny.

Anonymous - 2016-12-03, 20:37

W pierwszej chwili wzrok mężczyzny przykuła drżąca dłoń dziewczyny, w której szczelnie zamknięta była zapalniczka. Nie trudno się było domyślić gdzie to zjawisko znajdowało swoje podłoże, jednak Jaidena bardziej zastanawiał fakt, dlaczego jasnowłosa przebywa na zewnątrz skoro chód doskwiera jej do tego stopnia. Niemniej nie był to jego interes toteż zrezygnował z pytania, zaraz biorąc przedmiot, o który prosił chwilę temu. Ponownie umieścił filtr papierosa pomiędzy spierzchniętymi wargami i odpaliwszy go niemal od razu wciągnął do płuc gęsty dym. Dokładnie tego mu było potrzeba. Papierosy zdecydowanie nie były właściwą formą odskoczni i wyciszenia lecz w przypadku tej persony działały najskuteczniej. Pewnie każdy identycznie myśli o swoim uzależnieniu zanim zdecyduje się z nim zerwać ale Jaiden był stuprocentowo pewien, że nigdy w życiu nie poradziłby sobie bez tego nałogu. Prędzej popadłby w jakieś totalne załamanie nerwowe.
- Dzięki - mruknął oddając dziewczynie jej własność. Właśnie w tej chwili powinien udać się w swoją stronę i zupełnie zapomnieć o nieznajomej, jednak coś skłaniało go do tego aby został chociaż chwilę dłużej. Może była to potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, a może było to coś zupełnie innego. Tak czy inaczej mężczyzna stał tak jeszcze kilka sekund, dopóki nie zajął miejsca na ławce. Nie pozwolił na zbyt mały dystans, bowiem wówczas sam czułby się źle. Nie przepadał za kontaktem fizycznym i stronił od tego jak bardzo tylko mógł. Zajął więc miejsce na drugim końcu ławki, co powinno być komfortowe dla obojga. Zaraz potem wypuścił z ust szarą chmurę i spojrzał ukradkiem na Harlow. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała na zadowoloną z życia osobę i chociaż nie jemu było dane oceniać poziom czyjegoś szczęścia, to zdawało mu się, że w przypadku dziewczyny wskaźnik ten jest usytuowany bardzo nisko... Milczał przez dłuższą chwilę, wcale nie czując przy tym dyskomfortu. Wbrew pozorom to cisza była najlepszą formą zacieśnienia więzi, a przynajmniej zdaniem Jaidena.
- Coś cię gryzie - odezwał się nagle. Jego ton był spokojny a jednocześnie brzmiał tak, jakby stwierdzał najoczywistszą oczywistość. Wypuściwszy ostatni obłok, rzucił kiepa pod własne nogi i przydepnął go. Zaraz po tej czynności odwrócił się i spojrzał na białowłosą bez najmniejszego skrępowania, otwarcie.

Harlow - 2016-12-03, 21:04

Po oddaniu zapalniczki straciła zupełnie zainteresowanie mężczyzną, miała nadzieję, że pójdzie sobie dalej i da jej spokój, nawet kosztem utraty przedmiotu, który pożyczyła mu na chwilę. Obojętność oplatała ją zewsząd całkowicie wyjaławiając Harlow z wszelkich emocji, uczucia tłamsiła tam w środku, ukrywając je tak szczelnie jak nigdy dotąd. To przez nie cierpiała i właśnie im zawdzięczała stan w jakim obecnie się znajdowała. Usilnie walczyła z tym, co raz gorzej radząc sobie z nieszczelnie zamkniętą puszką Pandory. Bała się momentu w którym pęknie i wyrzuci to wszystko z siebie, milczenie i samotność z jednej strony dokuczały jej równie mocno co przez te pół roku, a z drugiej pozwalały zachować trzeźwość umysłu. W odosobnieniu nie musiała martwić się o chwile słabości, nagłe ataki paniki czy płaczu, który zwykle rozbrzmiewał nocą w samotności.
Odbierając przedmiot skinęła krótko głową na znak, że dotarły do niej podziękowania, podciągając kolana pod brodę, męczyła filtra papierosa pomiędzy spierzchniętymi wargami wypalając go niemal do samego końca. Niedopałek rzuciła w kupkę śniegu, mocniej naciągając kaptur na głowę, stalowo białe kosmyki wyglądały spod czarnego ubioru Szwedki, pozwalając ją rozpoznać niemal na każdym kroku. Czasem zastanawiała się nad tym czy znów nie zmienić koloru, tak aby pozostać zupełnie anonimową. Wycofywała się z życia co raz bardziej i co raz częściej myślała o opuszczeniu Anglii, Paryż wydawał się być jedynym dobrym miejscem, ale z drugiej strony wiązały się z nim zbyt bolesne wspomnienia.
Spojrzała na sylwetkę tuż obok na ławce, dystans dawał marne poczucie komfortu w zaistniałej sytuacji. Nie odezwała się jednak słowem, nadal milcząc i dygocząc z zimna. Ostatnie na co miała ochotę to czyjeś towarzystwo, a tym bardziej nieznajomej osoby.
- Nawet jeśli, to nie Twój interes.- warknęła chcąc spławić mężczyznę, naprawdę nie potrzebowała rozmowy, ani tym bardziej czyjegoś zainteresowania. Odsuwając się od ludzi, przyjaciół i znajomych mogła popadać w ciszy w co raz głębszą depresję. Wyłączać się z życia na całe dni i tygodnie, powoli to odosobnienie przestawało jej przeszkadzać, uciekając od kontaktów z ludźmi mogła wyzbyć się uczuć, które tak mocno ja raniły.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group