NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Explosion Club
Autor Wiadomość
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-13, 14:05   

Choć to obecność mężczyzny sprawiła, że nie wyobrażał sobie pozostać biernym, to póki co lekceważył go i nie miał zamiaru zwracać ku niemu swojej atencji tak długo, jak długo ten nie wchodził mu w drogę. Uwaga i przy tym cała złość Ashtona kierowała się wobec tego na Allie, wobec której miał teraz ogromne wyrzuty. Uważał, że jej zachowanie było strasznie żałosne i lekkomyślne.
- Nie bądź śmieszna. - Zbagatelizował jej zarzut ostrym tonem, jakby to, że znalazł się w tym miejscu, co ona, rzeczywiście mogło stanowić zwyczajny zbieg okoliczności. Nie miał zamiaru wchodzić głębiej w ten temat, bo miał prawo znajdować się w tym miejscu tak samo, jak każdy inny.
- Nadal nie wiemy, dlaczego masz gorszy dzień. - Rzucił ironicznie, w ten sposób zabiegając podświadomie o większą interakcję z dziewczyną, bo jak na to, że chciał z nią wcześniej porozmawiać, czuł ogromny niedosyt. Właściwie zbyła go kilkoma nieprzyjemnymi słowami, nie dając mu nawet cienia szansy. - Ja mam taką teorię, że się spiłaś, i dopiero będzie z tobą kiepsko. - Kontynuował, nakręcając się przez chwilę, co dało się poznać po szybszym i głośniejszym sposobie mówienia, ale też po intensywnie świdrujących ją, ciemnych oczach i cierpkim uśmieszku, który niepokojąco drgał na jego twarzy. Dopiero odezwanie się Marka skłoniło chłopaka do przekierowania na niego spojrzenia. Automatycznie poczuł konieczność jakiegokolwiek odbicia piłeczki, a wiadomo, że najlepszą formą obrony jest atak. Musiał więc znaleźć jakiś punkt zaczepienia.
- Znasz tego gościa? - Zadając to pytanie z drwiną w głosie, podejrzliwie łypnął na mężczyznę, bo szczerze mówiąc miał poważne wątpliwości co do jego zamiarów. Nie zniósłby myśli, że jakiś przypadkowo poznany w klubie typ mógłby wykorzystać jego Allie. Już samo to, że mógł to planować, napawało bruneta obrzydzeniem i wystarczało, by poziom adrenaliny podnosił się w jego krwi. Razem z rosnącą na dziewczynę złością, że umyślnie wystawiała się na coś takiego. Ale jak na targające nim emocje cały czas pozostawał naprawdę spokojny, choć prawda była taka, że znajdował się już na granicy wybuchu i brakowało mu tylko jakiegoś bodźca, który mógłby wyzwolić gwałtowne przejście do czynu. Kiedy kończyły mu się argumenty lub przestawał radzić sobie z opanowaniem w emocjach, agresja przejmowała nad nim kontrolę, dążąc do wyładowania, które miało przynieść ulgę w kotle zbyt trudnych uczuć.
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-04-13, 20:27   

Uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie, unosząc na chwilę ramiona w uroczym, zakłopotanym geście.
- Aż tak to widać? - odpowiedziała lekko bełkotliwie, choć w gruncie rzeczy właśnie teraz była taka, jak na co dzień. Nieco wycofana, odrobinę zagubiona, ale przy tym uparta co, przynajmniej do czasu, potęgował krążący w żyłach alkohol. To własnie ta cecha pozwoliła jej zakończyć studia medyczne, porzucić wszystko co znała i wyjechać w świat w poszukiwaniu szczęścia, ale jak się okazało nie na długo. Krucha równowaga psychiczna chwiała się niebezpiecznie przy każdym słowie Ashtona, na co Allie zmarszczyła brwi, od razu przyjmując wrogą postawę. Gorąco uderzyło w nią tak gwałtownie, że niemal natychmiast na twarz wyszły dwa dziwne rumieńce, odcinające się wyraźnie na tle bielutkiej jak kartka papieru cery. Ewidentnie stresowała ją obecność Bruneta, tym bardziej, że jego złość nie wskazywała na jakiekolwiek zrozumienie. Kompletnie pijana zapomniała o odgrywaniu swojej roli, niemal automatycznie wycofując się z dalszej dyskusji na tyle, że nawet pytanie Mark'a nie pomogło jej się opanować. Pokiwała przecząco głową, mimo wszystko przysuwając się trochę bliżej nowego kolegi jakby całkiem podświadomie wystraszyła się presji, którą znów zaczął wywierać na niej Ashton.
- Nie rozmawiałam z tobą - Mruknęła już znacznie ciszej, niekoniecznie potrafiąc wyciągnąć jakikolwiek sensowny argument pośród chaotycznej mieszanki upojonych myśli. Dotychczasowy upór ustąpił miejsca utartym przez lata nawykom, z których najgorszym było poczucie otaczającej jej beznadziei i braku wpływu na własne życie.
- Ze mną już było kiepsko... - Zaczęła płaczliwie, coraz bardziej zdominowana brakiem kontroli nad sytuacją, którą ewidentnie zaczął przejmować Crawford. Otępiona alkoholem nawet nie zauważyła, kiedy pozwoliła swoim emocjom na radykalną zmianę postawy. Upór całkowicie minął, choć wciąż coś wyraźnie blokowało się przed wyznaniem mu prawdy.
- Nie - odpowiedziała bardzo cicho, wyraźnie przestając panować nad sobą, choć już wcześniej nie miała odwagi podnieść głowy.
 
     
Postać Uniwersalna


Wysłany: 2020-04-13, 21:22   

- Widać- mruknął cicho z rozbawieniem, ale zupełnie nie miał za złe tego Brunetce. Zawsze musi być ten pierwszy raz, niezależnie od okazji czy okoliczności. A przynajmniej taką zasadę wyznawał Brunet, często zwyczajnie bawiąc się życiem jak na młodego mężczyznę przystało.
Nie przeszkadzało mu szczególnie to, że jego rozmówczyni zaczynała coraz dotkliwej odczuwać skutki wypitego alkoholu. W zasadzie było mu to na rękę, w odróżnieniu od obecności Ashtona, który odkąd tylko się pojawił, zaczął wprowadzać nerwową atmosferę.
Widział to po Allie i jej zachowaniu, które mówiło w głównej mierze samo za siebie. Nie trudno było wywnioskować, że pomiędzy tą dwójką istniał jakiś konflikt, którego do tej pory nie rozwiązali. Coraz mniej zaczynało mu się to podobać i prawdę powiedziawszy nie chciał w tym uczestniczyć. Przyglądał się temu wszystkiemu z lekkim niesmakiem i jedyne co jeszcze go trzymało tutaj na miejscu, to fakt, że nieznajomy mężczyzna zaczął się coraz bardziej nakręcać.
Planował zostać jeszcze przez chwilę, ale gdy upewnił się co do tego, że dziewczyna zna Crawforda, to doszedł do wniosku, że jednak nic tu po nim.
- Wiesz, miło było cię poznać, ale będę już leciał. - Odezwał się za jej plecami i lekko cofając dłoń podrapał się lekko po karku.
- Do zobaczenia, Allie- mruknął i dość szybko wyminął tę dwójkę, nie chcąc być świadkiem opery mydlanej. Nie tak zaplanował sobie ten wieczór, ale dopóki godzina wciąż była młoda to miał jeszcze szansę coś upolować w klubie.
/zt
 
     
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-13, 22:55   

Na co dzień potrafił się zachować i robić dobre wrażenie. Dbał o swój wizerunek nie tylko fizyczny, ale też ten społeczny, dlatego mnóstwo osób uważało go za przykładnego syna dwójki szanowanych rodziców, który co prawda trochę rozrabiał jako dojrzewający nastolatek, ale przecież wszyscy przechodzą tą fazę. Dobra opinia ułatwiała wiele spraw, ponieważ za jej przyczyną ludzie często sami sobie tłumaczyli jakieś drobne "usterki" w jego zachowaniu, usprawiedliwiając je sobie jakoś, bo w końcu Ashton to świetny chłopak, zawsze kulturalny, państwo Crawford tak dobrze go wychowali i są z niego dumni. A jemu taka sytuacja dawała jakieś poczucie satysfakcji, którą chyba zaczął mylić ze szczęściem. Ale jego szczęście ulotniło się po niejakim skandalu, który został spowodowany zerwaniem przez Allie zaręczyn i jej nagłym zniknięciem. Taki obrót wydarzeń nie tylko nie był mu na rękę, ale też zapoczątkował proces jakichś zmian w chłopaku. Albo to tylko pozory, przykrywające jedynie pogłębienie jego emocjonalnych problemów.
- Nie rozmawiałaś, a powinnaś była. - Teraz już wyraźnie podniósł głos, nie umiejąc się ani powstrzymać, ani opanować. Nie dbał o to, że niektórzy przechodnie zerkali w ich kierunku, zastanawiając się nad przyczynami tej małej sceny, która odgrywała się przed klubem. Na moment wziął się w garść kiedy dziewczyna wycofała się ze swojej postawy, bo przez krótką chwilę zapomniał o tym wszystkim, a wzrok zaślepiła mu wizja skruszonej brunetki, która prosi go o wybaczenie i możliwość powrotu. Myśl ta jednak, ulotna i nierealna, prysnęła tak szybko, jak się pojawiła. Na ziemię sprowadził Ashtona głos mężczyzny, w którego towarzystwie Alice wyszła na zewnątrz. Ponowna świadomość jego obecności przywróciła całą furię, jaka dopadła go tylko na widok opuszczającej klub, pijanej byłej narzeczonej wraz z tym przypadkowym facetem. Fakt, że Mark postanowił się w porę wycofać, oszczędziła im obu kłopotów, bo jego towarzystwo u boku Cheney tylko sprawiało, że chciał mu przywalić, a to z kolei mogłoby doprowadzić do poważniejszej bójki.
- Bardzo dobrze, bierz tą swoją kurtkę i odwal się! - Krzyknął za wymijającym ich mężczyzną, już w następnej chwili jednym ruchem zrywając jego ramoneskę podstępnie zarzuconą na ramiona Allie. Skórzanym materiałem cisnął w stronę Anglika, już w następnym odruchu zwracając się frontem do brunetki.
- Co ty sobie myślisz? - Wycedzone przez zęby słowa nie brzmiały zachęcająco i nie wróżyły nic dobrego. Ton i mina Crawforda świadczyły już jedynie o tym, że ma cholernie dosyć jej zachowania i nie będzie tolerować sprzeciwu. Pochwycił dziewczynę za nadgarstek i zaczął ciągnąć za sobą, bo sam ruszył nieugięcie w stronę samochodu. - Ile ty masz lat, że odpierdalasz takie gówno?! - Oglądając się na nią przez ramię rzucił jej wzburzone, przepełnione pogardą spojrzenie, a to, że zaczął przeklinać, spisywało każdy ewentualny opór na straty. Już się nie cackał i musiało być tak, jak chciał, a chciał ją przede wszystkim stąd zabrać. W pierwszym odruchu nie zwrócił też uwagi na to, że brunetka miała na sobie buty na obcasie praktycznie uniemożliwiające jej chodzenie w jego szybkim tempie. Dopiero po kilku sekundach zwolnił, dając jej w tym wszystkim szansę na zasygnalizowanie problemów z poruszaniem się.
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-04-14, 23:37   

- Nie krzycz - Próbowała zmusić się do ostrzejszego, pełnego dumy tonu, który w obecnych okolicznościach nie zabrzmiał ani trochę tak, jakby tego chciała. Jej własny głos zrobił się słaby i cichy, pełen dziwnej niepewności skrywanej tak głęboko, że niemal sama uwierzyła w swoją postawę. Zmusiła się do spojrzenia mu w oczy z zadartym wysoko podbródkiem i zagryzając lekko dolną wargę, zacisnęła pięści na materiale pożyczonej kurtki.
- Przestań zachowywać się tak, jakbyś miał do tego prawo - Dźwięk wypowiadanych sylab był niespójny, raz cichł by za chwilę nieco przybrać na sile jakby w międzyczasie przypomniała sobie, że nie tak chciała wyglądać w jego oczach. Odruchowo wyprostowała się odrobinę, walcząc z poczuciem stresu i niepewności, które wzrosło dodatkowo kiedy podszedł bliżej i chwycił narzucony na jej ramiona materiał. W pierwszym odruchu zachłysnęła się powietrzem, kiedy serce podeszło do gardła i zacisnęła oczy, czując jak kurtka wyślizguje się spomiędzy długich, smukłych palców. Zimno natychmiast otoczyło jej sylwetkę, wprawiając w drżenie wszystkie partie mięśni, a Allie bezradnie odwróciła głowę w stronę znikającego w drzwiach mężczyzny. Zupełnie nagle poczucie zagrożenia wzrosło jeszcze bardziej, zwłaszcza kiedy uwaga Bruneta skupiła się tylko na jej twarzy wręcz nie pozostawiając Alice prawa do wyboru. Konfrontacja była nieunikniona, dlatego praktycznie natychmiast zrobiło jej się naprawdę niedobrze, co przerwał niedelikatnym chwytem za nadgarstek. Uścisk był tak silny, że po całym przedramieniu rozeszło się nieprzyjemne mrowienie, spotęgowane nagłym szarpnięciem. Nie będąc w stanie skomentować jego słów, jęknęła cicho kiedy wręcz biegnąc za nim, po raz kolejny potknęła się na wysokich szpilkach. Nadążenie za jego dużymi krokami w stanie tak silnego upojenia było praktycznie niemożliwe tym bardziej, że nawet gdyby była trzeźwa, nie potrafiłaby iść tak szybko w tych butach. Właśnie dlatego szarpnęła ręką, czując jak łzy napływają do oczu zaraz po kolejnych słowach Ashtona.
- Chcę wrócić taksówką - jęknęła zdobywając się na odwagę w momencie, w którym na horyzoncie pojawił się znajomy model samochodu.
 
     
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-15, 00:23   

- Przestań zachowywać się tak, jakbym nie miał do tego prawa. - Odbił jej słowa z rozgoryczeniem, nie spodziewając się jednak, że w tym stanie od razu zrozumie, o co mu chodzi. Że w ogóle zrozumie, bo przecież zachowywała się tak, jakby był jej zupełnie obcy, jakby wcale nie znali się od dzieciństwa i jakby z tego tytułu nie mógł jej uważać za osobę sobie bliską, a co za tym idzie, martwić się i interweniować, kiedy było trzeba.
Choć aktualny poziom adrenaliny w jego krwi mógłby z łatwością zakłócić wiele bodźców, wyostrzona na Allie uwaga nie pozwoliła zignorować tego szarpnięcia się, z resztą to, że chwilę wcześniej się potknęła, także poczuł. Przystanął więc dość gwałtownie, nie rezygnując jednak z nieustającego chwytu na jej ręce. Nie kryjąc się z tym, ostrym wzrokiem powiódł po całej jej sylwetce, a pogardliwy wyraz twarzy bez problemu zdradzał to, co myślał. Nie miał większych wątpliwości, że celowo ubrała się tak prowokująco, w jego opinii jak może ekskluzywna, ale prostytutka, choć opinia ta była mocno skrzywiona przez jego aktualnie bardzo negatywne emocje, które kazały mu w obecnej sytuacji myśleć o dziewczynie nie najlepiej.
- Nie ma mowy. Możesz zdjąć buty, albo zaniosę cię do samochodu, ale zapomnij, że tak cię puszczę. - Surowy, cały czas podniesiony ton mógł sugerować, że lepiej nie dyskutować i przystać na jedną z jego propozycji, bo nie zapowiadało się, żeby żartował. I w zależności od tego, co wybrała, albo pozwolił jej pozbyć się z nóg szpilek i tych kilkadziesiąt metrów do jego auta przeszli jak ludzie, albo, nie bacząc na jej protesty, bo opcji zaniesienia na pewno nie wybrałaby dobrowolnie, schylił się i tak ją złapał, żeby przerzucić sobie jej drobne ciało przez ramię. Mogła wtedy wymachiwać rękami i nogami, ale przez tą krótką drogę nie zdążyłaby mu w żaden zaszkodzić, a on nawet nie dbał o to, że im bardziej próbowała mu przeciwdziałać, tym bardziej podciągała jej się w takiej przewieszonej pozycji sukienka z pupy, której przecież nie zakrywał, bo nie miał zamiaru w takich okolicznościach dotykać ją w takie miejsce.
Niezależnie od sposobu, w jaki dotarli do jego zaparkowanego pick-upa, Crawford złapał za oba ramiona stojącą już przed nim Allie, po zaledwie lekkim pchnięciu dociskając ją do drzwi samochodu tuż za nią. W takim położeniu nie mogła uciec przed jego niezdrowo roziskrzonym spojrzeniem, choć nie mógł jej zmusić, aby na niego patrzyła.
- Co to ma w ogóle, do cholery, być? Chcesz się na mnie za coś odegrać? Coś udowodnić? Bo jak tak, to słucham, oświeć mnie, Allie! - Prawda była taka, że niewiedza co do jej odczuć i motywów pozbawiała go możliwości takiego dopasowania się do sytuacji, które umożliwiałoby mu zachowanie prowadzące do wyznaczonego sobie celu. Położenie dominowało strategię, a nie znając w pełni tego pierwszego, nie mógł dopasować drugiego. I to go tak drażniło.
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-04-16, 11:35   

Mocno wyczuwalne rozgoryczenie mężczyzny skłoniło ją do refleksji, którą na trzeźwo desperacko odrzucała ilekroć myślami uciekała w kierunku uczuć Ashtona. One wszystko komplikowały, zwłaszcza teraz, kiedy Alice wreszcie zaczęła układać sobie życie od nowa bez jarzma przeszłości na karku. Czuła się tak, jakby próbował jej znowu założyć kajdany i chyba właśnie dlatego tak silnie walczyła z każdym słowem, które chciał jej przekazać. Puszczała je koło uszu i wyrzucała z głowy, by przypadkiem nie uzmysłowić sobie jak egoistycznie ucieka od najdrobniejszych prób kontaktu.
- Bo nie masz. Jakby mi się wtedy udało to też nic byś nie wiedział... - wyrzuciła, nie będąc nawet w połowie świadomą jak trudny temat poruszyła w tej chwili. Pierwsze łzy popłynęły po porcelanowych, nienaturalnie zaróżowionych policzkach, ale otarła je niedbale wierzchem dłoni i pociągnęła nosem. Miała wrażenie, że za chwilę rozklei się całkowicie, zwłaszcza w momencie w którym dał jej niezbyt satysfakcjonujący wybór.
- Ty chyba żartujesz - zaczęła, szybko uzmysławiając sobie, że z dwojga złego wolałaby zdjąć z nóg szpilki. Powoli wysunęła z nich stopy, chwytając w ręce oba buty i zmuszona do ponownego marszu, skrzywiła się lekko. Cały czas pociągając nosem, zmusiła się do przełknięcia łez, które popłynęły już całkiem kiedy złapał ją za ramiona. Wrażenie osaczenia, które towarzyszyło jej do tej pory, teraz osiągnęło apogeum, całkowicie wychodząc poza kontrolę Allie.
- A nie wpadłeś może na to, że ja nie chcę tak żyć? Wolałam się zabić niż robić wszystko pod dyktando, a ty znowu próbujesz postawić na swoim...- Tym razem to ona krzyknęła całkowicie pozwalając emocjom przejąć nad sobą kontrolę. Czuła się rozgoryczona i rozdarta, ale jeśli tylko Ashton próbował zmniejszyć dystans ewidentnie odrzuciła go po raz kolejny jakby bała się, że przez niego wszystko wróci do poprzedniego stanu rzeczy.
 
     
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-16, 12:43   

Z początku udał, że jej słowa do niego nie dotarły, bo ich znaczenie wbrew pozorom było dla niego naprawdę trudne. Wydawało się czasem, że jest dupkiem bez jakichkolwiek uczuć, ale informacja, że pobyt Alice w szpitalu wiązał się z popełnieniem próby samobójczej porządnie nim wtedy wstrząsnęła. Co prawda jego odczucia i przemyślenia różniły się od odczuć i przemyśleń kogoś bardziej normalnego na jego miejscu, ale przecież nie miał tego świadomości, ani przez to wpływu na taki stan rzeczy. Niemniej nie podjął tego tematu dopóki nie miał innego wyjścia już po tym, jak wykrzyczała mu w twarz bolesne słowa. Przez chwilę próbował walczyć z ich znaczeniem, bo dość jawnie obarczyła go w tej sytuacji praktycznie całą winą i odpowiedzialnością za swój czyn. Ale przecież nigdy nie podzieliła się z nim swoim nieszczęściem - w każdym razie tak to zapamiętał. Fakt, że bagatelizował jej "gorszy nastrój" nie wynikał ze złych intencji czy braku zainteresowania, tylko w ten specyficzny sposób chciał jej "pomóc", nieświadomy prawdziwego problemu i tego, że depresja to stan choroby klinicznej, a nie wytwór wyobraźni, za jaki ją uznawał. W swoich oczach Ashton nie miał sobie wiele do zarzucenia.
- Zastanów się, co ty w ogóle mówisz, Al. Wolałaś się zabić niż robić coś pod dyktando? Ludzie naprawdę mają poważniejsze problemy. - Nie mógł znieść tego natłoku myśli i poczucia winy, choć jego zdaniem cała ta sytuacja była przesadzona i wynikała z egoizmu dziewczyny. Nie zmieniało to jednak tego, że w jakiś sposób musiał dać jakikolwiek upust tym wszystkim emocjom, dlatego kończąc swój wyrzut oderwał od jej ramienia prawą rękę i z impetem przyłożył ją na płasko do samochodu, kawałek dalej obok jej głowy. Przestał już patrzeć w jej oczy i odwrócił twarz do boku, nieznacznie się odsuwając. Oddychał ciężko a mięśnie mimiczne co chwilę mu drgały, co wyglądało trochę tak, jakby miał się zaraz rozpłakać, do czego oczywiście nie doszło, bo był przede wszystkim zły i rozgoryczony urażeniem, jakiego doznał z jej strony. Z resztą on nigdy nie płakał, nie umiał odczuwać aż tak przejmującego smutku.
- Wsiadaj do samochodu, bo zaraz się przeziębisz. - Mruknął już ciszej, nie patrząc na nią, a jego głos może w jakimś minimalnym stopniu załamał się na początku. Widać było, że to wszystko nie jest mu obojętne i boli go, że nie umie sobie z tym poradzić jak trzeba. Chciał się zachować jak mężczyzna, chciał być odpowiedzialny i zapewnić jej bezpieczeństwo. A tymczasem okazało się, że to on sam do tej pory najbardziej jej zagrażał, chociaż nigdy nie zrobił nic, aby umyślnie ją skrzywdzić czy choćby unieszczęśliwić. A ona zachowywała się tak, jakby celowo działał jej na złość, na przekór, jakby z premedytacją robił wszystko, aby było jej źle. Prawą dłoń zsunął powoli niżej po powierzchni drzwi od samochodu, w końcu odnajdując palcami klamkę, ale przez chwilę wstrzymał się z pociągnięciem za nią.
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-04-16, 14:19   

Zabolało. Przez chwilę dosłownie zapomniała o krążącym w żyłach alkoholu i spojrzała mu w oczy tak głęboko, że chyba nawet on mógł zauważyć jak bardzo po raz kolejny zranił ją swoją obojętnością.
- Właśnie o tym mówię - Szepnęła z zaciśniętym gardłem, prawie nie słysząc wypowiadanych słów. Tym razem całkowicie się rozpłakała, uciekając spojrzeniem na bok i dosłownie wbijając wzrok w martwy punkt na chodniku. Trzęsła się z zimna i emocji, mając wrażenie że zwymiotuje nie przez ilość wypitych drinków, a ten okropny stan rozgoryczenia, niezrozumienia i braku poczucia własnej wartości. Tyle lat wmawiała sobie, że ludzie mają gorsze problemy, że teraz kiedy zostało to wypowiedziane, bardzo szybko wróciła do przeszłości. Czuła, że nie jest w stanie sprostać stawianym przed nią wymaganiom, tak długo zapętlając się w labiryncie cudzych oczekiwań, że po wyjeździe z domu pokochała wolność. Chciała mieć możliwość decydowania o sobie samej, bez konieczności zabiegania o opinię i chyba nie miało to nic wspólnego z egoizmem. Nie chciała żyć na pokaz.
Czując trochę więcej luzu, odruchowo starała się uciec od uścisku, ale niemal niedostrzegalne szarpnięcie szybko przerwała uderzająca w samochód dłoń mężczyzny. W pierwszej chwili pomyślała, że chciał ją uderzyć dlatego skuliła się zaciskając oczy jak zastraszone dziecko. To jeszcze pogłębiło płacz, z którym ewidentnie przestała sobie radzić.
- Odsuń się - mruknęła kiedy nacisnął na klamkę, przez chwilę wyraźnie przeżywając wszystko co usłyszał. To nie tak, że miała żal wyłącznie do niego, choć teraz narażał się na to szczególnie próbując sprowadzić ją do domu.
 
     
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-16, 15:30   

W całej tej historii największy problem stanowiło to, że nie był zdolny do wyobrażenia sobie pojmowania świata innego niż własne. Stąd też brak zrozumienia dla takiej jej postawy i w jego oczach trochę może niechęci do wzięcia się w garść. Niejednokrotnie kiedy sam miał gorszy czas i brak sił na to wszystko, po względnym opanowaniu emocji umiał sobie powiedzieć, że nie powinien się nad sobą rozczulać, bo są ludzie, którzy ledwo co wiążą koniec z końcem, i tak jakoś żyjąc i dając radę własnym problemom. Takie myśli, choć nie rozwiązywały jego trudnych sytuacji, pozwalały znaleźć siłę i determinację, żeby się z nimi mierzyć.
Przeczekiwał w milczeniu jej wybuch płaczu, bo i nie wiedział, jak miałby przyczynić się do szybszego jego zakończenia. Najwyraźniej nie był najlepszym pocieszycielem, w innym razie po wypowiedzianych przez niego słowach Allie nie zareagowałaby w ten sposób. Mógł więc jedynie pokornie poddać się cierpieniu słuchania, jak przeżywa swoje emocje, jak urywanie oddycha i pociąga nosem podczas gdy łzy ciekły jej po policzkach. Zabrakło mu odwagi, by ją w tym obserwować, dlatego tylko przelotnie zerknął, ostatecznie wzrok kierując gdzieś do boku.
- Niby o czym "właśnie mówisz"? - Zapytał szczerze przejęty i na nowo ożywiony kiedy trochę się uspokoiła. Mimo usilnych prób nie potrafił się domyślić, przeciwko czemu dziewczyna skierowała swój wyrzut, po którym pozwoliła smutkowi czy jeszcze innym emocjom przerodzić się w płacz. Za wyjątkiem tych razów, gdy przytłoczona depresją próbowała mu w niezbyt udany sposób powiedzieć o swoim stanie, właściwie nie prowadzili żadnych rozmów podejmujących trudne tematy. Nic więc dziwnego, że ciężko im było się dogadać teraz, kiedy negatywne odczucia sięgnęły zenitu.
- Wsiadaj. Po prostu zawiozę cię do domu. - Zabrzmiał na zrezygnowanego, ale nie oznaczało to, że miał zamiar odpuścić, gdyby znów postanowiła mu się sprzeciwić. Już wcześniej jasno pokazał, że nie ma zamiaru przystawać na jej zachcianki w tym względzie. Mówiąc to rzeczywiście się odsunął, jak mu powiedziała, ale tylko na tyle, by móc otworzyć drzwi od strony pasażera, bo przy tych właśnie stali. W końcu też na nią spojrzał, a jego oczy wyrażały teraz tylko smutną bezsilność.
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-04-16, 19:05   

- Nieważne - mruknęła pomiędzy kolejnymi spazmami, uciekając wzrokiem gdzieś w okolice zniszczonej płyty chodnika i świdrując ją tak intensywnie jakby chciała poszerzyć dziurę. Dzisiaj zastanawiała się czy mogłaby mu to wszystko powiedzieć, ale zadawane pytania tylko utwierdzały ją w przekonaniu, że nie powinna. Nadal niczego nie rozumiał i chyba nie był nawet zdolny do tak szerokiego spojrzenia na sytuację.
Po cichu wsunęła się na przednie siedzenie dużego pick-upa, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie miała już siły kontynuować dyskusji tak wyraźnie odczuwając skutki płaczu, że zaczęła ją boleć głowa w bardzo nieprzyjemny, pulsacyjny sposób. To dało jej motywacje do uspokojenia się, nawet jeśli pierwsze kilka minut nie była w stanie powstrzymać cisnących się do oczu łez. Ten stan nasilił się kiedy obok usiadł Ashton i odpalił samochód, ale chociaż wciąż nie chciała jego towarzystwa, czuła się teraz dość bezpiecznie. Zrobiło jej się trochę cieplej, ale mimo tego trzęsła się nieprzyjemnie, wzrokiem lustrując czerń nocy przed sobą. Powoli zaczynała się wyciszać, przymykając oczy i oddychając głęboko, ale to był tylko początek. Wiedziała, że po raz kolejny wywoła burzę, kiedy podzieli się z nim kolejnymi rewelacjami...
- Nie chcę twoich kwiatków. Nie kupuj ich - mruknęła w końcu, nie panując nad własnym tokiem myślowym.
 
     
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-16, 20:04   

W pewnym sensie krzywdziła go, nie mówiąc mu nic, bo żyjąc w takiej niewiedzy nigdy nie miał nawet szansy się zmienić, albo chociaż dostrzec w sobie problem. Małżeństwo jego rodziców było zgodne i sprawiało bardzo dobre wrażenie, mimo, że państwo Crawford dawno przestali darzyć się głębszym uczuciem. Od przyjścia Ashtona na świat łączyła ich głównie relacja oparta na uprzejmości, miłych ale wyuczonych gestach i kulturalnych rozmowach przy posiłkach albo na różnego rodzaju wydarzeniach. Byli jak dobrzy znajomi bez zażyłości, a ich synowi, który przy tym dorastał, zdawało się, że to właśnie definicja udanego związku i wieloletniego szczęścia.
Nauczył się już, że kobiece "nieważne" wypowiedziane takim tonem nie robi nic innego, tylko krzyczy, że właśnie, cholera, ważne. Zwykle jednak ciężko się o tym rozmawiało, bo takie wymijanie tematu świadczyło o jego trudności dla kobiety, a przy braku bliższych informacji facet mógł tylko po omacku krążyć wokół problemu, nawet się do niego nie zbliżając. Nastawienie Allie nie świadczyło o tym, żeby była skora mu powiedzieć teraz o co jej chodziło, a on ucieszył się tylko, że bez dalszych scen wsiadła do samochodu. Szybko więc przeszedł na swoją stronę i zajął miejsce kierowcy by zaraz odpalić silnik i włączyć się do ruchu. Nie chciał się sam odzywać, korzystając z jej milczenia na pozbieranie myśli. Targało nim teraz wiele sprzecznych emocji i potrzebował czasu, aby móc sobie to wszystko uporządkować i odreagować przynajmniej głębokim oddechem. Przynajmniej jazda samochodem zwykle go uspakajała. Ruch o tej porze był niewielki, ale chłopak nie spuszczał oczu z drogi, z resztą nawet w luźniejszych sytuacjach rzadko to robił, starając się być odpowiedzialnym kierowcą. Mimo emocjonalnego rozedrgania prowadził płynnie, gładko zmieniając biegi, zatrzymując się i ruszając. Dopiero jej ciche mruknięcie skłoniło go do krótkiego zerknięcia w stronę pasażera.
- A czego chcesz? - Zapytał nie od razu, kontrolując swój głos na tyle, by nie brzmiał nieprzyjemnie. Był gotowy na każdą odpowiedź, tylko nie taką, by raz na zawsze zostawił ją w spokoju.
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-04-16, 22:30   

Cisza pomiędzy nimi, pomogła Alice wrócić do przynajmniej względnej równowagi psychicznej. Z każdą kolejną minutą uspokajała się coraz bardziej, choć nadal płaczliwie pociągała nosem, a obraz rozmazywał się przed oczami błyszcząc światłem ulicznych latarni. Zmęczenie zaczynało przejmować kontrolę nad ciałem, ale nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby zasnąć w jego towarzystwie zwłaszcza po słowach, które tu dzisiaj padły.
- Żebyś zostawił mnie w spokoju. Tak jest lepiej - Sprecyzowała słabym głosem, wcale nie mówiąc tego żeby go zranić. Kiedy go nie było czuła się lepiej, miała grunt pod nogami i stąpała po nim coraz pewniej każdego dnia, kiedy musiała ułożyć swoje życie na nowo. Uczyła się samodzielności, coraz rzadziej prosząc mamę o pożyczki. Zatroskana kobieta od czasu do czasu przesyłała jej drobne przelewy, ale właściwie Alice przestała czuć taką potrzebę od chwili, w której dostała pierwszą wypłatę. Właśnie wtedy zrozumiała też, że życie przeciętnego człowieka jest trudniejsze niż to, które do tej pory zdążyła poznać.
- W ogóle najlepiej będzie jeśli wrócisz do domu... - stwierdziła sucho, mając nadzieję, że naprawdę odpuści sobie dalsze próby naprawienia związku, który tak naprawdę nigdy nie istniał.
 
     
Ashton
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 25 lat
Wzrost: 193 cm
Pieniądze: £1250
Wysłany: 2020-04-27, 18:04   

Nawigacja prowadziła go nieuchronnie pod adres brunetki, ale gdyby przyjrzeć się temu, jak prowadził, łatwo można by dojść do wniosku, że ewidentnie mu się nie spieszyło. Fakt, że po ulicach poruszało się niewiele samochodów pozwalał na takie podejście bez nerwów i trąbienia ze strony innych kierowców, dlatego chłopak korzystał z takiej możliwości, bo jazda wbrew sugerowanej na mapie trasie już budziłaby większe wątpliwości. Słowa z jej ust nie stanowiły wielkiego zaskoczenia po ich obu dzisiejszych konfrontacjach, co jednak nie zmieniało stosunku Ashtona do byłej narzeczonej i jego zamiarów wobec niej. W dalszej perspektywie nie umiał sobie wyobrazić życia z kimkolwiek innym tak na poważnie.
- Lepiej? - Powtórzył po niej z wyraźnym, choć nie za dużym oburzeniem. Zacisnął mocniej palce na kierownicy i zmarszczył brwi, bijąc się z tym wszystkim, co cisnęło mu się na język. Kiedy odezwał się po upływie paru sekund, nietrudno było odgadnąć, że bardzo uważnie waży słowa, żeby nie powiedzieć czegoś nieprzyjemnego.
- Znamy się od dziecka, Allie. I od dziecka zawsze tyle nas łączyło. I nie rozumiem ciebie teraz... takiej. Dlaczego po prostu nie powiesz mi, co zrobiłem źle? Po tych wszystkich latach, po zaręczynach, nagle pewnego dnia stwierdziłaś, że coś jest nie tak? Czy po prostu tak długo udawałaś, a ja według ciebie nawet nie zasługuję na to, żeby poznać całą prawdę? Skreślasz mnie, nie dając mi drugiej szansy, bo nie jestem wystarczająco dobry? - Chociaż mówił ostrożnie, jego wypowiedzi generalnie nie zabrakło płynności, przez co ciężko byłoby mu kulturalnie przerwać w trakcie. Mógł wykorzystać fakt, że siedziała z nim w samochodzie z zablokowanymi drzwiami, bo kontynuować jazdę do momentu, kiedy zajadą pod jej prawdziwy dom, byłoby trudno tylko wtedy, gdyby zaczęła się rzucać i poważnie zagrażać bezpieczeństwu jazdy. Pomyślał o tym nawet przez chwilę, ale miał w sobie za dużo dumy i honoru, żeby posłużyć się taką metodą. Jeśli sprowadziłby ją wbrew jej woli, musiałby pilnować bez przerwy, żeby znów nie zniknęła. Już nawet on sam czuł, że tak być nie powinno. Dlatego coraz bardziej zbliżali się do jej aktualnego miejsca zamieszkania, a nieuchronność całej sytuacji sprawiała, że na nowo robiło mu się coraz bardziej gorąco.

[ zt ]
_________________

the.. truth.. cannot.. be ..anymore ..clear
and I'm not asking you to hold on
IT'S.. E V E R Y T H I N G ..THAT..YOU ..EVER ..FEARED
I know you're trying so hard to ..m o v e.. o n
it kind of feels like someone replaced the heart that once was
y o u r s

I'm trying hard to be someone ......................................

....................... but falling short of the person I want to be

so I'll pretend I'm letting go
while you're dancing in the past ... without colors
you'll be the one running away in
m y . n i g h t m a r e s

I'm letting go ..... you said you'd never ever look back
you'll be the one running away in my
n i g h t m a r e s

 
     
Alice Cheney
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 25
Wzrost: 172 cm
Pieniądze: £1150
Wysłany: 2020-05-03, 11:02   

Opuściła wzrok na trzymane w rękach buty, dłuższą chwilę bawiąc się paskiem od zapięcia. Pijacki tok rozumowania krążył w tej chwili pomiędzy chęcią wygadania się, a jego reakcją kiedy próbowała uświadomić mu jak bardzo zamknięto ją w złotej klatce. Nie zmienił się. Ciągle nie rozumiał czym był dla niej brak możliwości decydowania o samej sobie i chyba właśnie to kompletnie dyskwalifikowało go do jakiejkolwiek rozmowy.
- Tak, lepiej - wybełkotała krótko, szczerze starając się przerwać swój dziwny tok rozumowania. Wszystkie myśli huczały w głowie jak szalone i wcale nie czuła się dobrze ze świadomością, że nie jest w stanie utrzymać emocji na wodzy. Jej obawy potwierdziły się kiedy tylko zaczął mówić. Łzy zatoczyły koła na policzkach, ale tym razem nie uciekła wzrokiem.
- A miałeś wybór? - Mimo spokoju w głosie, poczuła jak wielką moc mają wypowiedziane słowa. Od zawsze rodzina jasno nakreślała swoje oczekiwania i w przypadku Allie nieszczególnie miała tu cokolwiek do powiedzenia.
- Ojciec chciał żebym podjęła pracę w jego firmie i całe życie miał do mnie wyrzuty, że poszłam na medycynę... - zaczęła równie ostrym tonem co sam Ashton, zupełnie nie pozwalając sobie przerwać.
- Wybrali mi narzeczonego, zawód i sposób na szczęście. Tylko, że ja wcale nie byłam szczęśliwa. Czemu tego nie rozumiesz? - Dopiero po chwili przerwała swój wywód, podskórnie czując, że i tak nie zostanie zrozumiany.
/zt
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 8