NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Policja
Autor Wiadomość
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 16:40   

Rzadziej niż zawsze patrzył bezpośrednio na Cravena, woląc ulokować wzrok gdzie indziej. Spojrzał mężczyźnie w twarz dopiero gdy usłyszał o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej. Problem w tym, że tym razem wyjątkowo mówił prawdę. Nie zezłościł się jednak. Zwyczajnie nie zdążył, bo kiedy usłyszał o Genevieve, emocje z powrotem opadły, czy może raczej uległy przewartościowaniu. Złość została wyparta przez obawę, bo trzeba przyznać, że Tony stąpał po kruchym lodzie...
- Alain nigdy nie był zbyt towarzyski. Powie to każdy z naszych wspólnych znajomych. Nawet gdy spotykaliśmy się przypadkiem w klubach, zawsze zostawał przy swoich koleżankach - odpowiedział, udając nieporuszonego wyznaniem Cravena. Przyjaźń Tonego i Alaina dalece odbiegała od powszechnie znanych standardów, ale jak inaczej można było nazwać lojalność, jaką się wspólnie darzyli?
 
     
Paul Craven
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 48 Lat
Wysłany: 2016-10-20, 17:10   

- Nie wygląda pan na szczególnie zaskoczonego – odezwał się krótko, chrząkając przy tym wymownie. Jeśli nie mógł zdobyć więcej informacji po dobroci, znów zaczynał się znęcać, faktycznie dążąc do pozbawienia Vignerona wszystkich pozytywnych relacji. Przyjaciel Tonego podpadł mu wręcz do tego stopnia, że gotów był zmiażdżyć go jak robaka, przyjmując taką samą strategię działania. Wiedział bowiem, że jeśli nie zdobędzie większej ilości dowodów świadczących na niekorzyść Alaina, ten prawdopodobnie dostanie wyrok w zawieszeniu, co absolutnie nie byłoby satysfakcjonujące. Jeśli jednak udowodniłby mu winę, która ciągnęła się przez kilka lat aż do teraz, prawdopodobnie Vigneron 6 najbliższych lat spędziłby w pasiastym ubranku.
-Czyżby moje przypuszczenia okazały się trafne? Bardzo na rękę była panu jej śmierć – kontynuował, próbując przy okazji ugrać coś więcej niżeli tylko poznanie bliżej sylwetki Alaina.
- Chodzi panu o Monroe Hodder i Harlow Daghelberg? – upewnił się, znów podnosząc wzrok.
 
     
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 17:27   

- Wiem, że popełniła samobójstwo. Zadzwoniono ze szpitala do Aaren Vaugier, która później o wszystkim mi powiedziała - wyjaśnił spokojnie powód, dla którego wieść o śmierci Genevieve i jej okolicznościach nieszczególnie go zdziwiła. Na kolejne słowa Cravena zareagował chwilą ciszy, w trakcie której zmierzył mężczyznę wzrokiem, jasno nie wyrażając chęci do bycia wciągniętym w jego gierki. - Nie mam z tym nic wspólnego - podkreślił, z ulgą przyjmując powrót do tematu Vignerona. - Być może. Jedna z nich to ta dziewczyna, która była wtedy w domu, gdy do niego wkroczyliście. Druga to blondynka o kręconych włosach. Nigdy nie poznałem ich bliżej - odpowiedział, rzeczywiście nie będąc w stanie powiedzieć nic więcej ponad to.
 
     
Paul Craven
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 48 Lat
Wysłany: 2016-10-20, 17:37   

Choć niechętnie, musiał przyznać, że Tony zmądrzał... albo faktycznie tym razem nie miał niczego na sumieniu. Ciężko było wzbudzić w nim strach, ale wiedział też że wystarczyło niektóre kwestie po prostu mu przypomnieć siłą. Nie mógł jednak pobić świadka, bo miał taki kaprys, a to niestety utrudniało znacznie więcej niżeli mogłoby się wydawać. Na tę chwilę zanotował wszystko, co tylko usłyszał i w poszukiwaniu pretekstu rozprostował się, wstał, a potem podszedł do okna, w które zapatrzył się długo.
- Jest jeszcze jedna kwestia... – Odezwał się w końcu, wyciągając z kieszeni groźbę skierowaną do Hayley. Były na niej odciski palców Wayforda i chociaż wiedział, że dziewczyny zrobiły wtedy otwartą imprezę, na którą wstęp miał każdy, niejako otwierało mu to drogę.
- Poznajesz? – rzucił karteczkę na stół, opakowaną foliowym, zamykanym woreczkiem. Gdyby tylko Tony zechciał zniszczyć dowód, Craven zabrałby zanim przedarłby się przez to banalne zabezpieczenie.
- Są na niej twoje odciski palców
 
     
Alain
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 (23 V 1993)
Wzrost: 190 cm
Podopieczny: Frey
Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-10-20, 17:42   

Prośba jasnowłosej sprawiła, że mężczyzna całkowicie zamilkł i aby powstrzymać się od kolejnych słów, zacisnął zęby oraz usta tak mocno jak to tylko było możliwe. Już wcześniej czuł się przegrany, jednak teraz to uczucie wzrosło do niebotycznych rozmiarów. W jednej chwili zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę nie może nic zrobić i choćby starał się z całych sił to wszystko i tak nie ruszy w pozytywnym kierunku. Te myśli przewijały się przez jego głowę, gdy smutno wpatrywał się w sylwetkę Monroe. To niedorzeczne, że jeszcze niedawno spędzał z dziewczyną tak przyjemną chwilę, a teraz błagał ją o przebaczenie w dodatku w tak żałosny sposób. Nie mieściło mu się w głowie, że ich relacja właśnie dobiegała końca i to z jego powodu. W głowie zaczął się obarczać, a nawet przeklinać samego siebie. W końcu nikt inny tutaj nie zawinił i ta świadomość głęboko wryła się w psychikę bruneta, wywołując naprawdę skrajne emocje. Wiedział jak wygląda i jak się zachowuje, miał pełną świadomość tego jak nisko upadł i że podniesienie się z tego dołka będzie cholernie trudne. Na ten moment nawet nie chciał myśleć o swojej przyszłości i o tym, że mógłby podjąć próbę wyjścia na prostą. To wszystko wyglądało na zbyt trudne nawet jak na Vignerona, który zwykle znajdował wyjście z sytuacji albo sprytnie przemykał obok, jakby coś w ogóle go nie dotyczyło. Niestety ta sprawa bardzo dosadnie go dotyczyła i musiał się z nią zetrzeć tak samo jak z wyznaniem, którym nie podzieliłby się gdyby nie znalazł się w ciężkich warunkach. Wcześniej nie czuł, że powinien udzielić blondynce takiej informacji, jednak jeśli już miała go znienawidzić, a on miał całkowicie polegnąć na tym nierównym polu bitwy to chciał aby miała świadomość jego uczuć. Gdy te słowa padły z jego ust wcale nie czuł się lepiej. Ba! Ciężkość stała się jeszcze bardziej uciążliwa oraz pojawiło się coś na podobieństwo zażenowania, które skłoniło mężczyznę do odwrócenia wzroku i usytuowaniu go w jakimś martwym punkcie. W końcu przyznał się do miłości nie tylko przed Monroe i strażnikami, którzy w tym momencie byli najmniej istotni, dał to do zrozumienia również sobie. Niestety posiadał również świadomość tego jak bardzo pokrętne jest to uczucie i jak bardzo z jego powodu przyjdzie mu cierpieć... Chyba po raz pierwszy w życiu. Wzdrygnął się lekko, gdy poczuł na ramieniu dotyk. Takie niekontrolowane odruchy stały się niemal jego częścią odkąd mózg każdy dotyk zaczął rejestrować jako coś negatywnego. Nic więc dziwnego, że spiął się mocniej gdy dziewczyna go dotknęła. Chwilę potem spojrzał na nią i dopiero potem odrobinę spuścił gardę. Zdając sobie sprawę z tego jak bardzo ta sytuacja jest abstrakcyjna pokręcił nieznacznie głową, na nowo wbijając spojrzenie w jakiś neutralny punkt. Osłupiał zupełnie, kiedy jasnowłosa najzwyczajniej w świecie kucnęła obok i uścisnęła go. Wówczas poczuł się jeszcze bardziej bezsilny. Czuł jak przecieka mu przez palce i wiedział, że to tylko ulotna chwila nim zaraz ich drogi całkowicie się rozejdą. Znał bowiem Monroe i wiedział, że jeśli przyczynił się do jej największej krzywdy to znienawidzi go naprawdę. Jedyne o czym nie miał pojęcia to to, że to tylko podstęp Cravena; cwana, psychologiczna gierka. Oszalałe myśli i wariujące serce zmusiły bruneta do gwałtownego, acz delikatnego odwzajemnienia uścisku. Milczał, pochłaniając tylko znajomy zapach, który chociaż częściowo był go w stanie uspokoić. Nie chciał być tutaj dłużej, nie chciał żeby tak to wszystko wyglądało i nie chciał jej teraz wypuścić, a jedyne czego teraz pragnął to spokoju i przeniesienia do bezpiecznego kąta w swoim czy Monroe mieszkaniu...

// Wybacz marność, ale jakoś mój mózg dzisiaj nie chce działać :lol2:
_________________

    BELIEVE .. IN .. NO .. ONE .. BUT .. YOURSELF

Alain Vigneron / 24 yo / France / KP

    ...... We don't sleep, .. we don't eat
    We .... speak .. in .. tongues
    We CAN'T DIE, WE'RE DEAD INSIDE
    No .. death .. can't touch the .. crooked young



We .. speak .. in tongues, blacker than the sun
No ...... death can't touch ...... the crooked young

    ..................phone / house / reserved

    .....................................................My life is a song with no one to dance to
    .....................................................The ... same ... old ... shit
    .....................................................Nothing ... and ... nobody knows
    .....................................................My HEART IS A DEAD horse
    ...........................................................There's .. no point ... in beating
 
 
     
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 17:56   

Dostrzegając zniechęcenie Cravena, poczuł się nieco swobodniej. Wiedział, że tym razem udało mu się wszystko rozegrać znacznie lepiej. Wcześniejsze potknięcia sporo go nauczyły. Było jednak za wcześnie na świętowanie. Zresztą prawdopodobnie już nigdy nie miał być beztroski... Miał za wiele do ukrycia, by pozwolić sobie na nieuwagę, nawet gdy wokół sprawy panowała względna cisza.
Słysząc o jeszcze jednym problemie, spojrzał w stronę funkcjonariusza z nikłym zainteresowaniem, zwyczajnie nie spodziewając się usłyszeć o niczym więcej. Nie musiał patrzeć na rzuconą mu przed nos kartkę dwa razy, by przypomnieć sobie jej treść i wszystkie okoliczności. Po jego twarzy było widać, że coś wiedział na ten temat i nawet niespecjalnie starał się to ukryć.
- Są, bo osoba, do której została skierowana, sama dała mi ją do rąk - przyznał, nie widząc powodu, dla którego miałby to zatajać, chociaż Craven najwyraźniej uważał, że Wayford miał z tym coś wspólnego. - Znam Hayley Wright. Byłem na tej imprezie, na której to dostała. Sam jej powiedziałem, żeby poszła z tym na policję - dodał, nie będąc świadomym tego, co właśnie powiedział. Nie przypuszczał jednak, że mogło to mieć jakiekolwiek znaczenie, że przyjaźnił się z Hayley... Wszakże nie miał pojęcia o jej "pokrewieństwie" z Cravenem.
 
     
Paul Craven
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 48 Lat
Wysłany: 2016-10-20, 19:54   

- Łżesz! – Wybuchnął nagle, z całą swoją siłą mierząc Wayfordowi cios w policzek. Prawdopodobnie zachwiało nim na krześle, dzięki czemu policjant miał czas doprowadzić się do chociaż względnego porządku. Zaczęły piec go palce, które po mocnym uderzeniu przejęły część bólu, ale roztarł je szybko i wyprostował się, przecierając dłonią usta.
- Hayley nigdy nie zdawałaby się z takim śmieciem – wysyczał, wyprowadzony z równowagi. Chociaż nie przyznał wprost, że zna ją dobrze, wiedział, że przejebał sprawę. Nic dziwnego, że w tym momencie ogarnęła go czysta złość potęgowana strachem. Nie wyobrażał sobie spotkania tej dwójki, a tym bardziej ewentualnej zemsty Tonego. Nie znał ich relacji, nie wiedział nawet skąd wziął się pomysł pokazania mu karteczki, ale jednego był pewien – nie mógł dopuścić do rozwoju tej znajomości. W jego mniemaniu u boku bruneta dziewczynie groziło niebezpieczeństwo, i nie oszukujmy się, miał podstawy by się martwić. Nie ufał gnojkowi.
- Pójdźmy na kompromis... – zaproponował w końcu, bardzo niezadowolony z tego co miał zamiar powiedzieć. – Ty dajesz Hayley spokój raz na zawsze, a ja... nie drążę twoich spraw
 
     
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 20:10   

Reakcja Cravena była tak gwałtowna i nieprzewidziana, że Tony nie zdążył zrobić uniku. Siła uderzenia sprawiła, że aż zwrócił głowę w bok, odruchowo dotykając dłonią piekącego policzka. Syknął przez zaciśnięte zęby i obejrzał się na mężczyznę, patrząc na niego nie tylko ze złością, ale również... zaskoczeniem? Nie rozumiał co kierowało Paulem w tamtej sekundzie. Nie widział podstaw do takiego zachowania.
Dopiero po chwili stało się jasne, że Craven znał Hayley. Tony wciąż jednak nie miał pojęcia, co łączyło tą dwójkę. Mimo stał się czujniejszy niż przedtem, głównie dlatego, że zauważył pewną zmianę w zachowaniu funkcjonariusza, która dała mu do myślenia.
- Nie? - Prychnął, rozbawiony tą absurdalną propozycją. - Przyjaźnię się z Hayley prawie dwa lata, jak sobie wyobrażasz, że nagle przestanę? Zresztą, co ci do tego? - Zapytał, tym razem gotów na wybuch ze strony mężczyzny. Celowo ubarwił swoją wypowiedź w wywołane szczegóły, chcąc sprawdzić reakcję Cravena. Nic dziwnego. Po raz pierwszy w życiu poczuł, że ma na niego haka, choć jeszcze nie do końca był pewien jak to działa.
 
     
Paul Craven
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 48 Lat
Wysłany: 2016-10-20, 20:32   

Nie przewidział takiego obrotu sprawy. Cały czas miał Hayley za rozsądną dziewczynę, zwyczajnie nie będąc przygotowanym na takie niespodzianki. Nic dziwnego, że pobladł nieznacznie, sam już nie wiedząc co ma robić. Cały plan działania poszedł się pieprzyć, a sprawa Alaina przestała mieć w tej chwili jakiekolwiek znaczenie. Musiał opracować jakiś przebieg sytuacji, otworzyć się na logiczne myślenie, ale emocje mąciły wszystko. Czuł przede wszystkim strach nie tylko o Hay, ale też Aidena. Całe poczucie kontroli odeszło w jednej chwili, a on jakby zapomniał o Bożym świecie. Nie mógł pojąć w jaki sposób ktoś taki jak jego chrześnica, mógłby przyjaźnić się z... nim.
- Yhym, a czy Hayley wie coś na temat twoich konfliktów z prawem? – To była chyba najprostsza droga do zakończenia tej bzdurnej relacji. Nie mógł łamać tajemnicy służbowej, ale jeśli miałby odpowiadać dyscyplinarnie ze świadomością, że zapewnił swojej rodzinie bezpieczeństwo, nie żałowałby ani chwili. Niestety nie tylko to go martwiło. Nie umiał pogodzić się z myślą, że w obliczu siły Tonego, Hayley nie miałaby szans gdyby zechciał zrobić z nią to samo co z tą rudą dziewczyną. Właśnie tego obawiał się najbardziej, ale przecież nie mógłby przyznać otwarcie, że odchodzi od zmysłów.
- Ostrzegam, że jeśli ją skrzywdzisz... – urwał, nabierając gwałtownie powietrza. Jeszcze nie wiedział co by mu zrobił, ale z całą pewnością byłby nieobliczalny.
 
     
Monroe
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 23
Ujeżdżenie: 16
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2016-10-20, 20:54   

Wyrozumiale pogładziła jego plecy na tę chwilę wcale nie zachowując się tak, jakby miała odejść na zawsze. Nie była wystarczająco silna, żeby tak po prostu wyjść i zapomnieć. Ba! Sama była rozhisteryzowana i chociaż w takich chwilach zwykle to Alain czuwał nad nią, tak tym razem nie było na to szans. Niemniej zatopiła się w silnych ramionach mężczyzny, które choć drżały nieznacznie od naporu emocji, wciąż dawały ciepło i poczucie bezpieczeństwa, tak kruche jak mydlana bańka. Zamknęła oczy, pozwalając sobie odpłynąć myślami w stronę domu. Przywołała wspomnienia z werandy, dość długo milcząc w tym samym, spokojnym uścisku. Przestała płakać i trząść się tak bardzo, błogo wyciszając umysł. Niestety chwila, w której powinna była otworzyć oczy nadciągała nieubłaganie. Kroczyła krok w krok za Monroe, ostatecznie zrównując się z nią i nakazując zrealizować pożądane działanie. Rozsunęła więc powieki, ukazując dwie różne tęczówki i powoli odsunęła się od niego. Ogarnęło ją zimno, a zaraz po nim strach, ale nawet pomimo zaciśniętego mocno gardła, odważyła się zabrać głos.
- Żegnaj Alain – to nie było zwykłe „cześć na do widzenia”. Tym razem kontekst był niezaprzeczalnym, pełnym bólu faktem. Odchodziła, być może faktycznie na zawsze. Wyprostowała plecy, wstając w końcu i nie mając już na tyle dużo odwagi, wyszła za drzwi. Dopiero tam znów pozwoliła łzom spłynąć po policzkach, pędząc w stronę wyjścia. Nie chciała być tu ani chwili dłużej, czując jedynie pustkę. W jej życiu coś się skończyło, co zdawać by się mogło, wypełniało całe wnętrze młodej kobiety. Na szczęście po drodze nikt jej nie zaczepiał, dlatego wyszła natychmiast.
/zt
_________________
oczy Monroe
 
     
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 20:57   

Uśmiechnął się krótko, chyba nie będąc w stanie wykazać się większą bezczelnością niż zrobił to teraz. Craven próbował go zaszantażować, ale Tony nie zamierzał mu na to pozwolić. - Wie. To dzięki niej nie wypaliłem nawet jednego, durnego skręta od miesięcy i nikomu nie dałem w ryj. - Oczywiście wiedział, że rozchodziło się o pobyt w areszcie, zamieszanie w gwałt i morderstwo, ale przecież nigdy nie przyznał się do tych zbrodni, więc tym bardziej nie zamierzał o nich teraz wspominać. Hayley wiedziała jednak więcej, niż teraz powiedział. Wiedziała nawet o rzeczach, o których nie wiedział Craven, jak na przykład zamieciony pod dywan atak nożem, karty czy domowy odwyk. - Nie chciej się ze mną licytować. Nie wiem, kim jest dla ciebie Hayley, ale się tego dowiem. Pewnie nikt poza twoimi koleżkami nie wie jaki jesteś naprawdę - dodał spokojnie, zanim jeszcze Craven zdążył mu wejść w słowo. Dobrze się przy tym bawił, chociaż szczerze mówiąc... Nie chciał by którakolwiek z tych gróźb się spełniła. Wdał się w dyskusję z Cravenem tylko dlatego, że został do tego sprowokowany. Nie mógł pokazać, że jest zupełnie bezbronny.
- Możesz myśleć o mnie co tylko chcesz, ale nigdy jej nie skrzywdzę. Lepiej zajmij się szukaniem tego chuja, który jej grozi - rzucił nieco ostrzej, nieco podminowany oskarżeniem mężczyzny. Hayley wylała już wystarczająco dużo łez przez Tonego, ale to zachował dla siebie, ze względu na niewygodny wydźwięk tych słów. Nie groziła jej jednak prawdziwa krzywda ze strony Tonego. Nigdy by na to nie pozwolił, ani sobie, ani nikomu innemu, więc sprawa tajemniczej groźby poruszyła nim w równym stopniu co Cravena.
 
     
Paul Craven
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 48 Lat
Wysłany: 2016-10-20, 21:27   

Wziął głęboki wdech, czując jak stopniowo ogarnia go coś na rodzaj paniki. Podane przez Tonego informacje postawiły Hayley w zupełnie nowym świetle i choć wciąż nie można było powiedzieć, że Paul zaczął mieć o niej nienajlepsze zdanie, w jakiś sposób się zawiódł. Przestał wierzyć, że nigdy umyślnie nie wpakowałaby się w żadne kłopoty i szczerze powiedziawszy miał jej za złe całą pomoc jakiej udzieliła człowiekowi naprzeciwko. To było do niej podobne, ale do cholery, czemu akurat jemu? Przecież zagrażał jej tak cholernie realnie.
- Nie o tym mówiłem – odezwał się zawistnie, starając się nie okazać bezsilności. Nigdy mu nie wierzył i nie miał zamiaru zmienić zdania, ale szczerze powiedziawszy od tej chwili nieco zmienił sposób patrzenia na Tonego. Zawsze bowiem widział w nim tylko skupisko paragrafów niezdolne do czucia niczego więcej, a tymczasem niejako docenił jego osobę.
- I co? Zniszczysz jej wiarę w ludzi? – uśmiechnął się w odpowiedzi równie nieprzyjemnie co sam Tony. Jeśli istotnie zależało mu na jego chrześnicy, nie posunąłby się do czegoś takiego, bo bądźmy szczerzy; Hayley nie miała pojęcia jak wygląda rzeczywistość dookoła. Była naiwna jak dziecko, ale może to właśnie ta naiwność czyniła z niej kogoś tak radosnego? Czasami wręcz Paul miał wrażenie, że dziewczyna nie była świadoma zagrożeń jakie stwarzały sytuacje, w których brała udział.
- Szukam. Myślisz, że co ja, kurwa, cały czas robię? – stracił cierpliwość, nieświadomie zmieniając ton rozmowy. Przesłuchanie przybrało dziwny obrót, w którym u samego kresu, miał wrażenie, że przeszedł ze świadkiem na dziwny, niemal równy poziom. To nie tak, że uwierzył w te wszystkie zapewnienia, po prostu... ciężko powiedzieć co się stało.
 
     
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 22:16   

Pominął wtrącenie Cravena, czując, że wyjątkowo może sobie na to pozwolić. To Hayley stała się głównym tematem i Tony dobrze wiedział, że to ona bardziej interesuje rozmówcę, niż dochodzenie do swoich racji w kwestii przestępczości Tonego. Przynajmniej na tę chwilę.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie - zauważył, darując sobie jednak uszczypliwości. To powinno dać Paulowi do myślenia. Hayley wiedziała, że Tonemu zdarzyło się parokrotnie zabłądzić, ale wciąż miała go za dobrego człowieka. Kogoś, przy kim mogła czuć się bezpiecznie i przed kim mogła się otworzyć. Co gdyby się okazało, że to wszystko było oparte na fundamentach z kłamstw i zbrodni?
- Tracisz na mnie czas, na mnie i na kolesi, którzy lubią przypudrować sobie nosek - rzucił wprost, uświadamiając Cravenowi pewną prawdę. Alain, jeżeli rzeczywiście był w coś takiego zamieszany, nikogo nie sypnie, choćby miał przejść tutaj piekło. Jeżeli nie zrobił tego Tony, to tym bardziej nie zrobi tego Alain. Milczenie było dla nich najwyraźniej ważniejsze niż wszystko inne i wcale nie bez powodu. Pomijając już ryzyko spędzenia paru lat za kratkami, kara za zdradzenie kontaktów w tym środowisku mogła być surowsza niż jakikolwiek wpierdol od policjanta.
Nie mógł mu otwarcie powiedzieć, żeby zostawił Alaina w spokoju, bo i tak niczego nie wskóra, ale dał mu szansę na wyłuskanie tej informacji z tego krótkiego zdania. Szczerze mówiąc zrobił to specjalnie, ale jakże subtelnie - próbował zwrócić uwagę Cravena na Hayley, co przychodziło mu naturalnie, bo sam autentycznie był przejęty jej sprawą. - Ona jest przerażona. Wszyscy mamy na nią oko, ale to może być za mało, jeżeli nie znajdziecie tej osoby - dodał po chwili z tęgą miną, niejako dając Cravenowi do zrozumienia, że wbrew wszystkiemu, zamierzał chronić dziewczynę w miarę swoich możliwości. Prawdopodobnie gdyby dorwał osobę odpowiedzialną za groźbę, spełniłby jej słowa na twarzy owego osobnika.
Szkoda, że nie miał pojęcia, że to cały czas chodziło o Alaina, którego to próbował teraz wyratować i dla którego uparcie milczał teraz i w przeszłości. Szczególnie w przeszłości, bo wtedy rzeczywiście mógł zaszkodzić i jemu, i jego znajomym.
 
     
Paul Craven
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 48 Lat
Wysłany: 2016-10-20, 22:48   

Zacisnął zęby, nie widząc sensu w odpowiedzi na komentarz Tonego. Za dobrze znał Hayley, by przypuszczać, że domyśliła się czegokolwiek. Zresztą dla kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z przestępczością, ten świat wydaje się odległy i nierealny. Obecny jedynie w filmach akcji, które nigdy nie miały szans na realizację w świecie realnym. Niestety Craven wiedział, że zdecydowana większość przestępców to ludzie, którzy stali się nimi nieświadomie czy przez przypadek. Bo przecież tak łatwo jest kogoś zabić, pogubić się, wpaść w nie to towarzystwo co trzeba. Wszystko to działo się za ścianami naszych domów, na ulicach w nikłym świetle żółtych latarni. Niemal na naszych oczach. A jednak wiedział, że Hayley nie miała szans tego wszystkiego dostrzec. Nie w takim wymiarze, a już na pewno nie w człowieku, któremu ufała.
- To moja praca – odezwał się twardo, nie zamierzając dać się zmanipulować. Wiedział, że powinien za wszelką cenę chronić rodzinę i naprawdę próbował, ale dopóki miał tylko tą jedną groźbę... miał związane ręce. Nie był wcale pewien winy Alaina, wbrew temu jak zachowywał się na sali przesłuchań. Istniała duża szansa, że nie tylko Alain wiedział o Hayley. Zacisnął zęby, słysząc kolejne słowa. Zabolało mocniej niżeli mógłby przypuszczać. Wiedział jak bardzo się bała, miała zresztą ku temu powód, a on jedyne tropy jakie mógł znaleźć to spekulacje i pomówienia. Na karteczce było zbyt dużo śladów, odcisków palców samej Hayley, Wayforda i ludzi których nie miał w systemie. Błądził, nie pozwalając umorzyć sprawy tylko dlatego, że chodziło o jego chrześnicę.
- Do widzenia, panie Wayford – westchnął w końcu zabierając teczkę i groźbę, by za chwilę opuścić salę przesłuchań. Nie zamierzał rozmawiać z nim na temat Hayley, łapiąc się na tym, że jakaś cząstka jego umysłu zaczynała Tonemu wierzyć. Nie mógł sobie na to pozwolić.
/zt
 
     
Anthony Wayford
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-20, 23:21   

- Do widzenia - odpowiedział i odprowadził wzrokiem Cravena do samych drzwi. Odczekał chwilę, po czym także wstał z miejsca i opuścił pomieszczenie, a następnie cały komisariat. Również nie wiedział co do końca myśleć o tym przesłuchaniu, ale jednego był pewien - na pewno nie ociepliło ono stosunku do funkcjonariusza. /zt
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 8