Więc do szpitala, wraz ze swoim ukochanym Żulkiem wstąpił Joe. Przed wejściem był szeroko uśmiechnięty. Właśnie skończył opowiadać dziewczynie o tym, jak go rodzice stworzyli. No i mama nie wie kim jest tatuś. Tak się bawili, że aż nie pamiętają jak które z nich wygląda! Kiedy przeszli przez szpitalny próg, chłopak zrobił spanikowaną minę, biorąc Zosię bezapelacyjnie na ręce. Kiedy już znaleźli się przy jakiejś recepcjonistce, chłopak wydał z siebie przerażony, spanikowany głos. Jezu ! Moja dziewczyna ! Nie wiem co się z nią dzieje ! Błagam, pomóżcie jej ! Podniósł jej chorą rękę do góry, wpatrując się z przerażeniem w pielęgniarkę. RĘKA JEJ SPUCHŁA ! PRZED CHWILĄ BYŁA NORMALNA ! Położył ją na blacie od recepcji, wpatrując się w nią nachalnie. Kochanie, spokojnie ! Pomogą Ci ! Będzie dobrze! Nie bój się, jestem przy tobie !
Płeć: samica Wiek: stara dupa Właściciel: poszukiwany Podopieczny: pies obronny ->Jo
Wysłany: 2013-09-08, 20:00
Zosiek słuchał wszystkiego uważnie z rosnącą irytacją. Tak, irytacją. Chłopak kolorowo także w życiu nie miał. Jego stosunek jednak nie był ni w ząb zgorzkniały. Zdawał się po prostu żyć z tym dalej po swojemu, bo w końcu przeszłości nie zmieni. Z tego co wywnioskował Zosiek jego matka była równie pokręcona kobitką. Żulika wychowali opiekunowie, czy może nie wychowali bo mieli ją w bardzo głębokim poważaniu.
Gdy zaczął swą scenkę Zosiek postanowił robić za człowieka ułomnego. Co wychodziło jej w obecnym stanie zawodowo. Nawet pojawiły się łzy, gdy tamten po wymachiwał jej ręką. Posłała recepcjonistką spojrzenie smutnego misia, z drgającą wargą. Pokiwała lekko główką potakująco, powstrzymując przy tym odruch wymiotny. Pobladła.
Jeśli to ma załatwić jej szybszą wizytę u lekarza to nie ma nic przeciwko. nie wytrzymała by w tym sterylnym powietrzu kilku godzin. Mówiąc wprost, jechało chemią i domestosem i..i starymi ludźmi.
Panie z początku podejrzliwe posłały spojrzenie spode łba chłopakowi. Co rusz spotykając się z takim zachowaniem. Spostrzegłszy jednak zielony kolor żulika, spanikowały i upchnęły ją na początku listy, byleby nie zasyfiła im lady stercząc tutaj dłużej.
Dziewczyna wymamrotała coś niewyraźnie przez zamknięte usta, nie chcąc kusić losu. Szczerze mówiąc była ciekawa ich reakcji na jej nagły mhmmm "wybuch".
Ruszyli we wskazanym kierunku. Żulik niemalże całym ciężarem wisząc na ramieniu swego wiernego kolegi.
Pacjenci nie byli zachwyceni widokiem żulika, który bez przeszkód jako następny wpełzł do gabinetu lekarskiego.
Jo czuł się w życiu ogólnie kolorowo. Mama go kochała, on też ją kochał i tak sobie dorósł.
Kiedy tylko pielęgniarki jakoś zareagowały, Jo rzucił zatroskaną minę swojej kobiecie. Kochanie, będzie dobrze, na pewno Cię wyleczą ! Przytulił ją mocno, ponownie lokując drobne ciało na rękach. Kiedy już podeszli pod gabinet, wszedł do środka, kładąc ukochaną na jakimś krześle. Błagam, pomoże jej Pan ! Lekarz spojrzał na niego z kwaśną miną, wypraszając ją z gabinetu. Chłopak przytulił jeszcze dziewczynę na odchodne. Będzie dobrze moja najpiękniejsza ślicznotko ! Niemalże wypchnięty z pomieszczenia, znalazł się nagle na korytarzu. Wędrował po nim wyraźnie zaniepokojony. A JAK DLA JEGO PANI TEN GRUBY PAJAC ZROBI KRZYWDĘ ?!
Płeć: samica Wiek: stara dupa Właściciel: poszukiwany Podopieczny: pies obronny ->Jo
Wysłany: 2013-09-08, 20:33
Zośka z pocałowaniem ręki przyjęła zaproszenie na krzesło. Dłuższe stanie skutkowało by u niej zasłabnięciem.
Lekarz po krótkim wywiadzie i przestudiowaniu dłoni pacjentki nie miał cienia wątpliwości co do diagnozy. Złamanie, bez przemieszczenia kości śródręcza oraz potworny kac.
Przepisawszy paracetamol, wysłał do gabinetu obok za założenie opatrunku gipsowego.
Żulik tym wszystkim nie był zachwycony, ale jak mus to mus. Po drodze zgarnęła panikującego psa, czując się przy tym jak jakaś domina. Zdrową ręką podtrzymując pulsujący łeb skierowała się do kolejnego pokoju, w którym czekał na nią młody pielęgniarz. Zosiek nie był jednak w formie, więc głupie gadki pozostawił samym sobie. Koncentrując się raczej na uspokajaniu żołądka, podczas gdy jej dłoń zamieniała się w biały gipsowy walec, czy też jak kto woli kończynę muminka.
- Azor siad.
Rzekła do pląsającego za jej plecami Jo.
Jo w tej chwili niemalże spanikowany, spojrzał na swoją Zosię. Już chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył. dziewczyna zgarnęła go do jakiegoś innego pokoiku. Przywitał się z młodym lekarzem, przedstawiając mu się z uśmiechem. I już byli kolegami! Rzucił mu jednak mordercze spojrzenie, kiedy ten zaczął rzucać różnorakimi tekstami do Zosi. Po momencie się uspokoił, bo w końcu po co ma się denerwować. Jo był tylko dla Żulka, ale Żulek był dla każdego, kogo by sobie tylko zażyczyła. Uśmiechnął się szeroko, wyduszając z siebie głośny śmiech. Matko, ślicznotko, co on Ci robi ! Złapał ją za zdrową łapkę, coby sobie nie pomyślała że ją zostawił. BO PRZECIEŻ TU STAŁ ! Te emocje mnie niszczą! Przybrał smutną minę, po chwili uśmiechając się szeroko. Z tym gipsem Ci do cudownej twarzyczki ! Wykrzyczał, kiedy koleżka skończył swoją robotę.
Płeć: samica Wiek: stara dupa Właściciel: poszukiwany Podopieczny: pies obronny ->Jo
Wysłany: 2013-09-08, 21:22
Zosiek mało ogarniał teraźniejszość, tak więc Jo nie ogarniał w ogóle. Którą to już godzinę ten koleś jest nakręcony? W żuliku rodziła się zazdrość.
Z miną cierpiętnika siedziała na krześle, ściskając pulsacyjne dłoń swego zjaranego koleżki.
Czuła się jak jakaś wypchana marionetka, którą ktoś nieudolnie manewruje. W której na zmianę przechodziły emocjonalne burze jak i pustki na zewnątrz jak i wewnątrz. Zaczynało już ją to męczyć. Skąd ta konkluzja ? Z autopsji. szkoda tylko, że wywnioskowało to po kilkunastu latach takiegoż bytu.
Pochmurniała, ból fizyczny wpędzając ja w przekonanie o tym jako to jest beznadziejna. Dziecko za chwile depresji dostanie.
Zamknęła oczy stabilizując to co się dało, oddech. Z tej zadumy wyrwał ją głos lekarza. Podziękowała mu słabo nadrabiając to lekkim uśmiechem. Jeden problem z głowy.
-Masz racje biel pasuje do trupio bladej szarości.
Jego gusta ewidentnie muszą być spaczone.
Wyszli z gabinetu, jak i po chwili z budynku. W którym samo przebywanie sprawiało, że Zośka chorowała.
-W drogę
...w cholerę.
zt.
Ojjj, przestań mnie już zawstydzać ! Przytulił ją mocno, kiedy lekarz ją wypuścił. Zauważył jej minkę, co też go wyprowadziło z pantałyku. Ale przecież nie będzie jakiś smutniutki. To uczucie mu w ogóle nie pasowało. W swoim życiu nienawidził tylko tego. Trochę bolały go już rączki, ale z racji iż jego Zosiek czuł się źle, nie chciał jej narażać na żaden ból. Złapał swoją kobietę na swoje łapska. Jejku, nie smuć się tak! Zatrzepotał rzęsami. Kochanie, daj mi lanie ! Z jego gardła wypłynął zmieniony, niski głosik. Chciał być kobiecy ! Wyszedł ze szpitala, przytulając mocno swoją kobietkę. Ale jesteś kochaniutka !
Płeć: mężczyzna Wiek: 30 Pieniądze: £1540 Punkty doświadczenia: 8
Wysłany: 2013-10-01, 20:56
Karetka wjechała na sygnale pod szpital. Od razu wyjechali z noszami i przewieźli chłopaka na ostry dyżur. A tak płukanie żołądka, lewatywa i detoks. No i oczywiście policja. No bo poszło o narkotyki. Shun stał pod salą w której teraz leżał spokojnie Rafael podłączony do aparatury i zdawała relację z tego co się wydarzyło policjantowi
- Nic więcej nie wiem. Nie nie kryje go! Nie było mnie tu ponad dwa lata. Skąd mam wiedzieć skąd brał narkotyki. Wiedziałem tylko że ćpał kiedyś... miał rzucić
Dokończył ciszej po pierwszym uniesieniu. Przejechał dłońmi po włosach i ukrył w nich twarz. Czekali aż Raf się obudzi
Płeć: mężczyzna Wiek: 26 Właściciel: Tu kiedyś coś było teraz nima. Podopieczny: Poszukiwany. Pieniądze: £1550
Wysłany: 2013-10-01, 21:02
Sygnał, jakieś szmery, czy to było już upragnione piekło? Nie on miał zakichane szczęście że go przywieźli. Nieźle nad nim się męczyli, cóż chłopak ładnie się załatwił ale to by wyjaśniało to jego fazę. Przez te dwa lata nie dość że ładnie się załatwił, to i tak miał już przesrane. Więc poco się dalej męczyć hmm? No nic teraz leżał, ci lekarze to by i trupa zmęczyli. A zaraz nie robią tak? Mniejsza, teraz niby leżał podłączony w hugo wie do czego, pikało świeciło grunt że działa co nie? Więc nawet oddychał, nie wiarygodne to coś oddycha. To żyje taaaaak, kolejny twór doktora zwanego życiem. Kilka godził ładnych leżał aż coś wymamrotał pod nosem.
-G...gdzie jestem......
Ledwo wysapane ale zawsze cóś.
Płeć: mężczyzna Wiek: 30 Pieniądze: £1540 Punkty doświadczenia: 8
Wysłany: 2013-10-02, 20:55
- Spokojnie... W szpitalu
Siedział przy nim od paru godzin. Siedział i myślał o ty co zrobił chłopak. To było zamierzona samobójstwo czy też przypadek? Sam nie wiedział do końca. Był za to pewny czego innego. Że chłopak przegiął. Dobra mógł się załamać, brać coraz więcej ale to nie powód żeby od razu popełniać samobójstwo. Przecież on żył. Nie umarł... Koniec z tym. On musi się za chłopaka zabrać w końcu. Czyli przede wszystkim odwyk
- Dlaczego...
Zapytał się nie podnosząc głowy. Po części nie mógł sobie tego wybaczyć, bo wiedział że jednak on też ma udział w tym jaki jest chłopak teraz
Można założyć, że po względnym ogarnięciu i wyspaniu się, Eizō wyszedł z motelu i skierował swe kroki ku szpitalowi. Po co? Jakimś trafem usłyszał, że do szpitala trafił kolejny który przedawkował, Japończyk. Nie sądził, aby w tym mieście było dużo ludzi tej nacji, a co mu zaszkodzi sprawdzić, a jeszcze mniej było tych, którzy prosto rzecz ujmując ćpali.
Jeśli jego "plan", a raczej po prostu kierowanie się logiką powiedzie się, to jego znajomy... przyjaciel? przedawkował. Po prostu spytał w recepcji o takie i takie nazwisko, więc odpowiedź mogła być albo "Takiego pacjenta aktualnie nie przyjmujemy" albo "Pacjent leży w sali numer ten i ten". Proste, a jakie praktyczne, nieprawdaż? Przechodząc bardziej do rzeczy, kiedy podszedł do drzwi sali o wskazanym numerze, przed drzwiami powitała go policja. Niezbyt zdziwiły go pytania typu "Kim dla niego jesteś? Czy wiesz, skąd brał narkotyki?". Na wszystkie pytania odpowiadał prawdą, nie chciał mieć na samym początku problemów z policją. W końcu został wpuszczony do sali, za co ukłonił się pod kątem 45 stopni i wszedł do sali. Przy łóżku kolegi ujrzał innego mężczyznę. Co to za kłucie w klatce piersiowej, czyżby to właśnie była zazdrość?
- Ohayō gozaimasu, mam na imię Eizō i jestem kolegą pacjenta.
Przedstawił się krótko i uprzejmie, po tych słowach kłaniając się lekko. Po wyprostowaniu nie ruszył się z miejsca obok drzwi, obserwując wybudzającego się mężczyznę. Nie za bardzo wiedział, po co w sumie tu przyszedł, ale skoro już był, to posiedzi może z pięć minut.
_________________
moshi moshi, Eizō desu~
watashi wa 20-nen. Watashi wa nihonjindesu!
[przyjaciele] Gość-kun wo gyuu-gyuushitai na zenryoku de abareru no wo
Osaekonde gyuutteshitai na
Ude orareru no mo ari dayo otte ii yo, Gość-kun ♥♥ Mirka♥ [miłość]Arifureta koigokoro ni ima wana wo shikakete. ♥♥♥ (●♡∀♡) [wrogowie]Kiete kudasai. (┳◇┳)
kawaiinekode
Płeć: mężczyzna Wiek: 26 Właściciel: Tu kiedyś coś było teraz nima. Podopieczny: Poszukiwany. Pieniądze: £1550
Wysłany: 2013-10-02, 22:29
Leżał miał mętlik w głowie i to dosłownie, czyli niezły mikser mu się zrobił.Nawet chyba nie kojarzył gdzie był i z kim. Coś usłyszał, za raz szpital? On nie mógł tam być, przecież nie teraz.
-Co....szpital?
Gdyby mógł wstał by, ale jakie było jego zdumienie kogo tu zobaczył. Shun? Nie to było mało zadziwiające, ale drugi gość. On nie miał kontaktu z ojczyzną już kilka lat, a teraz widzi kogoś. Ale chyba go znał, cóż nie codziennie się słyszy ojczysty w innym kraju co nie?
-Ohayo
Wysapał, chciał uciec ale nie da chyba rady.
Po wyrazie twarzy Raffaela poznał, że niezbyt go poznaje. Cóż, nie było to zbyt miłe jednak mógł się chociaż trochę pocieszyć myślą, że to mogło być skutkiem narkotyków, których resztki zapewne nadal działały na mózg mężczyzny choć trochę.
- Byłem Twoim... przyjacielem przez dobrych parę lat.
Przypomniał cierpliwie, nie był jakoś zniesmaczony czy zdezorientowany przez zaistniałą sytuację. Rozejrzał się w poszukiwaniu fretki chłopaka. Nie dostrzegając jej tylko westchnął. Biedna, zapewne teraz szuka pana i jest zdezorientowana.
- Jest Ci coś potrzebne?
W zasadzie nie wiadomo, czy zwracał się do mężczyzny siedzącego przy łóżku czy leżącego. Podniósł rękę, aby poprawić spadające na czoło włosy, poza tym jednak nie ruszył się z miejsca pod ścianą, drugą rękę trzymając schowaną w kieszeni.
_________________
moshi moshi, Eizō desu~
watashi wa 20-nen. Watashi wa nihonjindesu!
[przyjaciele] Gość-kun wo gyuu-gyuushitai na zenryoku de abareru no wo
Osaekonde gyuutteshitai na
Ude orareru no mo ari dayo otte ii yo, Gość-kun ♥♥ Mirka♥ [miłość]Arifureta koigokoro ni ima wana wo shikakete. ♥♥♥ (●♡∀♡) [wrogowie]Kiete kudasai. (┳◇┳)
kawaiinekode
Płeć: mężczyzna Wiek: 26 Właściciel: Tu kiedyś coś było teraz nima. Podopieczny: Poszukiwany. Pieniądze: £1550
Wysłany: 2013-10-02, 23:42
Pierwsze wrażenie zawsze jest takie że się nie wie gdzie jest, i oczywiście nie poznaje się ludzi. Jak na razie myślał jak tu zwiać, po chwili jednak impuls dotarł do jego mózgownicy.
-Eizo-chan....kope lat.
Cóż poznał go, bo tego młodziaka zawsze by poznał najlepszy przyjaciel z ojczyzny. Nie jeden jego wybryk zniósł, i nie jedno wysłuchał o złamanym sercu. Tak był dla niego jak młodszy brat, a może kimś bliższym? Jakoś o tym nie myślał, bo nie musiał. Jednak zdziwił się jak go teraz widział.
-Co cie....tu sprowadza?
Chwila oddechu był osłabiony, lecz nie sadził że zamknął go w szpitalu. Dawno nie rozmawiali, choć okoliczności nie są miłe.
-Kiedy przyjechałeś? I czemu nic nie mówiłeś.
Uśmiechnął się do niego, cóż takiego uśmiechu nawet Shun nie widział. Coś potrzeba? No tak znów dragi coś dobrego na ząb i może jego fretkę.
-Szklanka wody, ale to ja powinienem ją mieć dla ciebie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum