Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-06, 14:54
- Myślałam, że żartujesz – odezwała się siadając na białym krześle w poczekalni. Obok postawiła małej wielkości torbę podróżną, w której wczoraj ukryła wszystkie swoje skarby. Nie było tego wiele, bo chociaż zapobiegawczo zaopatrzyła się w nowe bikini i kilka zwiewnych sukienek, większość ubrań pamiętała czasy młodości Monroe. Wysyłając dzieci na tydzień do Cotswolds dzięki organizowanej przez szkołę wycieczce wypoczynkowej, musiała wszak liczyć się z kosztami, tak naprawdę nigdy nie przypuszczając, że Alain zechce zafundować im w tym czasie wycieczkę w tropiki. Z trudem udało jej się zdobyć jeszcze „parę” funtów na zakupy, choć nie żałowała żadnej wydanej monety. Właściwie po raz pierwszy w ogóle nie przypominała siebie, z pełną ekscytacją przyglądając się startującym za oknem samolotom.
- To podobno najbezpieczniejszy środek transportu – Odezwała się w końcu, próbując nie zdradzać obaw związanych z lataniem. Po raz pierwszy miała wyjechać za granicę.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-06, 15:19
- Naprawdę wyglądałem wtedy jakbym żartował? - spytał z podniesioną brwią, uważnie przyglądając się jasnowłosej. Przystanął obok niej, nie czując się jeszcze na tyle zmęczony staniem ażeby siadać. Zdawał sobie sprawę z tego, że czeka ich długi lot, więc wysiedzi się wystarczająco, na co zapewne będzie niemiłosiernie narzekać. Swoją również niespecjalnie dużych rozmiarów walizkę oparł o własną nogę i westchnąwszy cicho, mimowolnie rozejrzał się dookoła. Nie pakował żadnych niepotrzebnych rzeczy, uznając że podróż jedynie z bagażem podręcznym będzie wygodniejsza. Poza tym był również zdania, że jeżeli czegoś zabraknie będzie można dokupić to już na miejscu.
- Pod warunkiem, że przed ani podczas lotu nic nie odpadnie, albo że na skrzydłach nie osiądzie lód - uśmiechnął się, spoglądając na Monroe. Sam nie przepadał za lataniem, ale był do tego przyzwyczajony, bowiem to niepierwszy ani niedrugi raz, kiedy wsiądzie na pokład samolotu. Nie interesował się tematem lotnictwa, ale posiadając już swego rodzaju doświadczenie w lataniu był zaznajomiony z tematem i wiedział jakie przyczyny są zdolne doprowadzić do jakich skutków.
- To dziwne, że nawet niecały milimetr lodu na skrzydłach może doprowadzić do katastrofy... - dodał niby jako dygresję dla samego siebie, jednak kątem oka ponownie spojrzał na dziewczynę. Celowo próbował wzbudzić w niej większy niepokój, ale nie wynikało to z czystej jego złośliwości. Mężczyzna miał dziś wyjątkowo dobry dzień, a to wiązało się z takimi zachowaniami.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-06, 15:34
- Tak – przytaknęła krótko, przybierając na twarz rozbrajający uśmiech. Cofnęła plecy zawieszając łokcie na oparciu i z rozluźnieniem spojrzała na Alaina. Dwukolorowe oczy blondynki z zainteresowaniem śledziły mimikę przyjaciela, ostatecznie zmieniając nieco swój wygląd z roziskrzonych radością, na nieco przestraszone. W gruncie rzeczy nie była szczególnie podatna na tego rodzaju żarty, ale nie wiedziała z czym wiązało się latanie i doprawdy Alain wcale jej w tym nie pomagał. Pobladła więc nieznacznie, ale starając się utrzymać dobrą minę do złej gry, zaraz wzruszyła ramionami.
- Tak czy owak na pewno wrócimy na ziemię – Nijak nie dało się podciągnąć to pod pocieszającą perspektywę, ale miło byłoby wrócić w jednym kawałku. Poza tym gdyby pokazała mu teraz, że się boi jej duma ucierpiałaby zbyt mocno.
- Chyba powinniśmy już iść – odezwała się wstając, kiedy z głośników padła informacja, na którą czekali. Powoli podniosła się z krzesła i złapawszy walizkę ruszyła w stronę kolejki.
- Ej, ale tak poważnie... to bezpieczne, nie?
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-06, 19:25
- A to niby czemu? - spytał znów, uważnie przyglądając się blondynce i tym razem podpierając się pod boki. Zmiana zachowania dziewczyny nie uległa jego uwadze, co skomentował jedynie szerszym uśmiechem, przepełnionym rozbawieniem oraz niejaką satysfakcją.
- To na pewno, ale czy aby na pewno w jednym kawałku? - wzruszył lekko ramionami, sprawiając wrażenie zupełnie obojętnego na podjęty temat, jednak w rzeczywistości tylko powstrzymywał cisnący się na twarz, parszywy uśmieszek. Nie chciał za bardzo przestraszyć dziewczyny, ale drażnienie się z nią w taki niegroźny sposób sprawiało mu swego rodzaju frajdę, więc nie zamierzał z tego rezygnować póki nie przeciągnie struny. Skinął delikatnie głową, kiedy Monroe zasugerowała pójście. Przepuścił ją przodem, dając ten zaszczyt prowadzenia, sam zaś pochwycił swoją walizkę i ruszył tuż za jasnowłosą.
- Wziąć ci to? - spytał ni stąd ni zowąd, lecz był przy tym naturalnie szczery, co nie zdarzało mu się zbyt często. Jeżeli dziewczyna oddała mu swoją walizkę, wziął ją i spokojnym krokiem kierował się dalej do celu, a jeśli jasnowłosa nie skorzystała z oferty mężczyzna nie zamierzał jej do tego dłużej nakłaniać.
- A to się przekonamy - odparł z delikatnym uśmiechem, który wręcz sam się prosił o bolesne zdjęcie go z twarzy bruneta. - Nie wiadomo czy nasz lot nie będzie tym, który w statystykach okaże się katastrofą - dodał i ponownie spojrzał na Monroe, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-06, 20:29
- A nie za dużo chciałbyś wiedzieć? – zaśmiała się w odpowiedzi, zadziornie marszcząc nos. Lubiła się z nim drażnić, choć nie ukrywajmy, że w kwestiach bazujących na jej strachu niespecjalnie podobały jej się owe dyskusje. Niemniej jak zwykle uniosła dumnie głowę i prychnęła krótko.
- Nie ukrywam, że lubię swój jeden kawałek – odparła niby obojętnie, pozwalając mu chwycić swoją walizkę. Mimo dumy, wciąż w naturze miała szukanie wygody i najzwyczajniej w świecie nie oponowała kiedy podniósł jej bagaż.
- To nie jest śmieszne – spoważniała w końcu, kiedy niebezpiecznie bliska zajęcia miejsca w samolocie zaczynała czuć jak powoli coraz bardziej pragnie się wycofać. A co jeśli faktycznie coś miało się stać?
- Serio, Alain dość, bo nie wsiądę – przesunęła opuszkami palców po bilecie spoglądając na niego jednocześnie z obawą i niecierpliwością.
- Poza tym... nie śmiej się ze mnie – mimo srogiej miny, gdzieś bardzo nieśmiało mignęło rozbawienie.
/u mnie też ;f
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-06, 22:14
- Oczywiście, że nie. To podstawowe pytanie - odparł, sprawiając wrażenie poważniejszego niż przedtem. Tak czy inaczej był to tylko pozór, który stworzył na potrzeby wymuszenia odpowiedzi, co pewnie i tak nie podziałało.
- W to nie wątpię - przytaknął z rozbawieniem, zabierając walizkę dziewczyny.
- Ja się świetnie bawię - odparł zadowolony i uśmiechając się szeroko spojrzał na jasnowłosą, która faktycznie nie wyglądała na zbyt rozbawioną. Niemniej jednak nie zamierzał poprzestać na swoich głupich uwagach, te wypowiedziane dotychczas uznając dopiero za początek.
- Bez paniki, jeśli zginiemy to razem i to jest najważniejsze - wymruczał jak gdyby nigdy nic i objąwszy na moment ramię blondynki, potarł je krzepiąco, mimo że w jego słowach nie było nic, co mogłoby przyczynić się do podniesienia na duchu. Bo niby jak jego towarzystwo miałoby wpłynąć na rychły koniec jasnowłosej? Raczej nijak.
- Nawet bym nie śmiał - zapewnił dość poważnym tonem, jednak gdyby bardziej się w to zagłębić to w głosie mężczyzny można było wyczuć tę nutę rozbawienia, która dzisiejszego dnia nie opuszczała go ani na krok. W tym samym czasie wyjął z tylnej kieszeni spodni bilet i spojrzał nań przelotnie, zaraz zaczynając obracać go w dłoni i wachlować nim, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że wytworzony w ten sposób podmuch powierza rozwala fryzurę Monroe.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-06, 22:51
Nie podziałało, a i owszem, bo chociaż kolejne słowa skwitowała wymownym milczeniem a’la foch to pocieszenie Alaina wcale nie podziałało kojąco. Posłała mu wówczas wymowne spojrzenie, skrywające w sobie nutę szczerego rozbawienia, by w chwilę później odpowiedzieć pięknym za nadobne.
- Miałam nadzieję, że umrę w lepszym towarzystwie – Zaśmiała się cicho, daleka od paranoi. Strach odsuwała od siebie jak tylko mogła, zajmując umysł droczeniem się z Alainem i tylko na tym opierając aktualnie myśli. Nie była wprawdzie w stanie zatrzymać rosnącego w żołądku lęku, ale na kilka krótkich chwil zatrzymywała jego działanie.
- Jesteś okropny – zaśmiała się krótko, czując jak podmuch wiatru płynie prosto na jej twarz. Na szczęście włosy zawsze miała w lekkim nieładzie, toteż nie było co rozwalać ale ten krótki czyn nie mógł zostać bez odzewu. Monroe wszak w jednym, błyskawicznym ruchu złapała karteczkę w dłoniach przyjaciela i sprawnym ruchem wysunęła ją spomiędzy palców na tyle szybko, że zapewne ciężko było mu zorientować się jak właściwie to zrobiła. Rzadko miała okazję zaprezentować swój refleks, ale wyćwiczony przez jazdę konną, od czasu do czasu się przydawał.
- Sam się machnij – mruknęła oburzona, nakładając na siebie oba bilety. Ot, co.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-06, 23:50
- Ranisz Monroe - odparł z udanym przejęciem, nawet nie starając się o to, by jego gra aktorska była choć odrobinę przekonująca. Właśnie dlatego przyjmując strapioną minę oraz kładąc dłoń w miejscu serca, wyglądał bardziej komicznie niż miał w zamiarze.
- Z tym się zgodzę - przytaknął z zadowoleniem, chociaż tak naprawdę takie wyznanie z ust przyjaciółki nie powinno być powodem do szczególnej radości, nawet jeżeli było to wypowiedziane w żartobliwej formie. Nie spodziewając się takiego refleksu blondynki, nawet nie spostrzegł kiedy jego bilet znalazł się w jej dłoni. Ograbiony z własności, pokręcił lekko głową.
- Machaj się do odprawy - mruknął, odbierając od niej swój bilet, bez względu na to czy była z tego zadowolona, czy też nie. Oddał również jej bagaż, bowiem nie mógł podejść z dwoma. Podążył za nią i wówczas rozpoczął się cały proces. Wpierw pani na bramce ładnie poprosiła o bilet oraz dokument tożsamości i sprawdziwszy czy wszystko się zgadza, oznaczyła bagaż dziewczyny, który był jej bagażem podręcznym. Uprzednio kobieta zadała również podstawowe pytania, dotyczące przewożonych przedmiotów. Mężczyzna spojrzał na odchodzącą od stanowiska jasnowłosą, zaś sam zajął jej miejsce i ze znudzeniem powtarzał wszystkie te czynności, które wykonywała przed paroma chwilami Monroe. Powstrzymał się od uszczypliwego komentarza w związku z pytaniem o przewożenie niebezpiecznych materiałów, ostatecznie tylko temu zaprzeczając. Otrzymawszy swoją kartę pokładową, dołączył do dziewczyny.
- A co jak ktoś powiedział, że nie przewozi nic niebezpiecznego, a w samolocie okaże się, że jednak przewozi i chce wszystkich pozabijać? Albo wysadzić cały samolot? - zaczepił Monroe, sprawiając wrażenie całkiem poważnego. Ostatecznie jednak roześmiał się pod nosem i samemu nie dowierzając w ten stek bzdur, ruszył w kierunku kolejnej kolejki. Zająwszy miejsce westchnął cicho.
- Dobrze, że nie ma tylu ludzi - wymruczał ze skrytą ulgą, leniwie przesuwając się do przodu. Tym razem również przepuścił Monroe, pozwalając jej korzystać z tego przywileju bycia wszędzie pierwszą. Przy kolejnej odprawie państwo sprawdzili karty pokładowe oraz paszporty, ostatecznie przepuszczając blondynkę oraz Alaina dalej, do kontroli. Przeszedłszy ją prawidłowo, mogli już udać się do tzw. gate'u. Dostrzegłszy tam kilka wolnych miejsc, mężczyzna niemal od razu zajął jedno z nich.
- O której mamy odlot? - spytał, spoglądając pytająco na dziewczynę, jednak komunikat nie dał jej dokończyć. Znudzony, męski głos dobiegający z głośnika oznajmił właśnie, że pasażerowie tego samego lotu mają przygotować się do wejścia na pokład. Przewróciwszy oczami wstał i patrząc z pogardą na cisnących się w przody ludzi, pokręcił z politowaniem głową.
- Jak zwierzęta - mruknął z ironią, a przywdziawszy na twarz lekki uśmiech, posłał Monroe dyskretne spojrzenie. Otrzymawszy możliwość wyjścia na płytę, obejrzał się za jasnowłosą i podążył wraz z nią do samolotu. Przy wejściu naturalnie okazał stosowne dokumenty, chwilę później kierując się na wyznaczone miejsce.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-07, 00:44
Z cichym śmiechem skomentowała jego żarty, nawet nie zauważając jak szybko kolejka posuwała się do przodu. Nieco zagubiona nową sytuacją poddała się biegowi zdarzeń, całkiem mechanicznie podając kobiecie wszystkie dokumenty i jak na spowiedzi pokrótce opisała zawartość torby, z którą tu przyszła. Cały czas, zapobiegawczo trzymała się blisko Alaina z jakiejś przyczyny czując się znacznie bardziej komfortowo, dlatego też kiedy przepuszczono ją dalej, przystanęła na chwilę w oczekiwaniu i dopiero przy mężczyźnie ruszyła dalej. Stres związany z nową sytuacją skutecznie zatuszował dotychczasowy dobry humor, wymuszając na blondynce znacznie większe skupienie. Wiedziała bowiem, że powinna starać się panować nad sytuacją, ale nie znając jej, od czasu do czasu grunt osuwał się niebezpiecznie spod nóg. Właśnie dlatego szczególnie widocznym zawahaniem, była chwila w której przyjaciel skomentował system przeprowadzanej kontroli. Monroe wszak znów zbladła, a nie mając siły żartować dalej, wykrzywiła lekko twarz z przestrachem. O ile wcześniej na myśl o Dominikanie cieszyła się całą sobą, tak teraz wcale nie wiedziała czy chce lecieć. Wydawało jej się to tak nienaturalne i dziwne, że potężna, stworzona z metalu maszyna mogłaby poderwać się ponad chmury i bezpiecznie przetransportować ich na miejsce. Nie do końca wierzyła w słowa Alaina, ale usterek i błędów pilotów bała się ponad wszystko. Wiedziała, że gdyby coś poszło nie tak, nikt nie miał prawa przeżyć. Pobladła jeszcze bardziej.
- Nic nie mów przez chwilę – Mruknęła cicho, nie siląc się na ostry ton. Tym razem to była prośba, z której wypowiedzeniem uzmysłowiła sobie dopiero jak bardzo niepewnie się czuje. Nie chodziło jednak o to, żeby nie odzywał się w ogóle, a wyłącznie o litość. Mało brakowało, a zrobiłaby w tył zwrot.
- Dobrze – potwierdziła bez przekonania, tak jak poprzednio z ruchami godnymi robota oddając swój paszport i kartę, by w chwilę później ruszyć dalej. Wszystkie te czynności i wymogi bezpieczeństwa zaczynały psychicznie ją męczyć, za każdym razem wzmagając stres. Próbując się odnaleźć, usiadła obok Alaina z nadzieją, że to już koniec tych wszystkich formalności i przymknęła oczy.
- Powinien być za... – przerwał jej głos padający z głośników, całkowicie zagłuszając wszystkie myśli. Wstała pospiesznie, zabrała bagaż i ruszywszy dalej przystanęła na końcu kolejki nieskora do przepychanek.
- Który raz już lecisz? – aż chciałoby się powiedzieć „i żyjesz” ale ugryzła się w język. Zamiast tego próbowała zatuszować obawy rozmową, przerwaną jedynie wejściem na pokład. Zajęła miejsce obok Alaina, przy oknie i westchnęła głęboko. Kto by przypuszczał, że aż tak będzie się bała.
- Może z tą Dominikaną poczekamy aż wymyślą teleportację? – Zażartowała w końcu, nie licząc na to, że nie zauważył zmiany jej zachowania.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-07, 01:22
- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, chyba siódmy - odparł po uprzedniej chwili zastanowienia. Nigdy się nad tym nie zastanawiał i nigdy nie przywiązywał do tego uwagi, dlatego już po drugim locie stracił rachubę. Nim usiadł odłożył swój bagaż na półkę nad siedzeniami, uznając że tak będzie lepiej. Nie miał w nim nic przydatnego podczas lotu, a bez zbędnego balastu na kolanach byłoby mu znacznie wygodniej. Tym samym wyręczył stewardessę, która kręciła się w pobliżu pytając poszczególnych pasażerów czy posiadają jakieś dodatkowe pytania czy też potrzebują pomocy.
- Już za późno. Właśnie wsiadłaś do latającej puszki grozy i nie ma odwrotu - odparł żartobliwie, śmiejąc się pod nosem. Zmiany w zachowaniu dziewczyny zauważył bezproblemowo, ale tak jak go o to prosiła powstrzymał się od komentarzy i nie chcąc wpędzać jej w jeszcze większy stres darował sobie również mowy na temat tejże zmiany. Jednak teraz już siedziała w samolocie i skoro nawet próbowała żartować uznał, że i on może powrócić do swoich wcześniejszych, zupełnie niegroźnych uszczypliwości.
- Odłożyć ci walizkę? - spytał z większą powagą i jeśli dziewczyna odpowiedziała twierdząco to wziął jej bagaż, aby chwilę później odłożyć go obok swojego. Później usiadł i odetchnął głęboko, właściwie chcąc już być na miejscu. Przekręcił lekko głowę i nieco znudzonym wzrokiem zmierzył sylwetkę jasnowłosej, po chwili przywdziewając na swoją facjatę złośliwy uśmiech.
- Jak ktoś zacznie krzyczeć, że ma bombę to chowaj się pod fotel - zaśmiał się parszywie, co zagłuszył komunikat z głośników. Po całym pokładzie rozległo się powitanie kapitana oraz reszta informacji, które brunet uznał za całkowicie zbędne, a następnie stewardessy oraz stewardzi zaczęli szczegółowy obchód. Vigneron przez chwilę wodził wzrokiem na obsługą pasażerską, sprawdzającą czy na pokładzie wszystko jest w porządku, aż znudził się tym zajęciem i zaczął kombinatorkę przy swoim fotelu, który wydawał mu się nadzwyczaj niewygodny. Chwilę później dwie ze stewardess zaczęły standardowy instruktaż pasażerów, mówiący o tym o bezpieczeństwie oraz o tym, co robić w razie niebezpieczeństwa. W tym czasie mężczyzna przyglądał się temu, co działo się za oknem, w ogóle nie zainteresowany tym, co mają do powiedzenia panie w eleganckich trykotach. Gdy cała procedura dobiegła końca, niechętnie zapiął pas i spojrzał na Monroe.
- Przygotowana na ewentualną katastrofę? - spytał z rozbawieniem, gdy samolot przygotowywał się już do startu.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-07, 11:18
Posłała mu wymowne, ostrzegawcze spojrzenie nie mając głowy do wymyślania komentarzy na temat niebezpieczeństw związanych z lataniem. Zamiast tego starała się nie nakręcać niepotrzegnie, na wpół mechanicznie oddając Alainowi i swoją torbę. Wcześniej nie pomyślała o poszukaniu półeczki, na której mogłaby ulokować bagaż, choć oczywistym było, że takowa gdzieś musiała się znaleźć. Niemniej skupiała uwagę na wszystkim innym, począwszy od ruchu stewardess, przez widok za oknem na przyjacielu skończywszy. Jego dobry humor dało się wyczuć na pierwszy rzut oka, choć drobne uszczypliwości przyprawiały Monroe o skurcze żołądka. Zdawać się mogło jednak, że nie zwracała na to szczególnie dużej uwagi, bezustannie pilnując własnego umysłu. Utrzymanie myśli w ryzach było trudne, ale jak powszechnie wiadomo odwaga nie polegała na braku strachu, a właśnie umiejętności panowania nad nim. Tak więc Monroe była odważna, układając wszystkie słowa załogi pokładowej w jedną, logiczną całość i trzymając się ich kurczowo.
- Nawet jak masz dobry humor robisz się ciężki do zniesienia – mruknęła w końcu, półżartem półserio stwierdzając oczywisty fakt, który jednak na dłuższą metę mógł umykać z pamięci. Ot, kwestia przyzwyczajeń. Naturalnie ciężko było uznać to jako obrazę przy ich stażu znajomości, ale czy nie mogło okazać się zastanawiające? Monroe bowiem w jakiejś cząstce przygotowała się na taką „zabawę” Vignerona przed odlotem, choć nie miała szans na pozbycie się obaw.
- Poza tym nie powinineneś teraz mnie wspierać czy coś? – Zmarszczyła brwi żartobliwie i założywszy ręce na piersiach, ostentacyjnie pokazała swój manifest. W sumie, zawsze mogła odbić piłeczkę jak typowa kobieta zżędząc mu nad nosem o byle pierdołę i oczekując, że odniesie się do tego jakkolwiek. Takie rozwiązanie wiązało się jednak z mozliwością poirytowania go albo zostania skrajnie zignorowaną, co w jednym i drugim przypadku nie było pożądane. W końcu ich charaktery aż prosiły się o kolejny zgrzyt.
- Skup się, jak zapomnę co robić ty musisz wiedzieć – mruknęła szeptem, nie spuszczając wzroku z dwóch kobiet udzielających instrukcji tuż przed samym startem. Monroe wprawdzie nie była szczególnie zapominalską osobą, ale tak czy owak w emocjonujących sytuacjach potrafiła stracić głowę. Szczególnie gdy nie miała z nimi do czynienia nigdy wcześniej. Z uwagą wysłuchała wszystkiego, co było ważne, po czym lekko drżącymi dłońmi zapięła pas i oparła się o fotel. Dosłownie na jednym wdechu przyjęła start maszyny, wsuwając swoją dłoń w dłoń Alaina w poszukiwaniu otuchy.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-07, 13:32
- Mogę pogłaskać cię po głowie i zapewnić, że wszystko będzie w porządku, ale jak zaczniemy spadać to pewnie wypomnisz mi kłamstwo - odparł, przekręcając lekko głowę i posyłając dziewczynie jakże wymowne, przerysowane spojrzenie. Oczywiście była to kolejna forma uszczypliwości, których dzisiejszego dnia nie żałował, ale starał się dobierać je tak, ażeby nie rozpętać prawdziwej wojny. Na wypadek wybuchu złości dziewczyny on też nie szczędziłby emocji, a w rezultacie mogłoby się to skończyć źle dla ich wyjazdu, do czego nie chciał dopuścić.
- Nic skomplikowanego, spokojnie - wzruszył ramionami, w dalszym ciągu zajmując się nieistotnymi czynnościami, przez które nawet nie uraczył jasnowłosej spojrzeniem. Przy okazji każdego lotu obsługa pokładowa mówi dokładnie o tym samym, czasem tylko w nieco innej formie. Od ostatniej podróży mężczyzny w lotnictwie niewiele się zmieniło, a więc i ta procedura została identyczna. Dlatego właśnie uznał, że wie to już wszystko i nie potrzebne mu jest wysłuchiwanie nudnego przemówienia, mimo iż skróconego do niezbędnego minimum. Niemniej jednak nie przeszkadzał Monroe, spostrzegłszy że jest mocno zaaferowana tym, co dzieje się z przodu samolotu. Wszak nie chciał być złośliwy aż do tego stopnia. Od komentarzy powstrzymał się na o wiele dłuższy czas niż można by przypuszczać. Podczas startu siedział cicho i tylko kątem oka zerkał na blondynkę, trzymając delikatnie jej dłoń.
- Chyba nie jest tak źle, co? - spytał nagle, gdy samolot osiągnął już swój właściwy pułap.
//Wybacz, że tak mizernie ale złapał mnie straszny leń i nie wyciągnę z siebie już nic więcej
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2017-01-08, 11:30
- Oczywiście, że wypomnę. Jeśli akurat będę miała do tego głowę – pozwoliła sobie na pewną dwuznaczność w swojej wypowiedzi, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Zaraz później znów skupiła się na obsłudze, zgodnie z instrukcjami zapinając pasy i rozsiadając się wygodnie w fotelu. Wzięła głęboki wdech, na czas samego startu z całych sił tłumacząc sobie że za chwilę nastąpią turbulencje i są one zupełnie normalne. Ta metoda nie przyniosła większych efektów, ale poza tym, że nieznacznie pobladła, nie działo się nic nadzwyczajnego. Ot, ze spokojem, choć całkowitym brakiem ciekawości, przyjmowała zachowanie maszyny wzbijającej się do lotu. Na szczęście ów nieprzyjemne doznania nie trwały długo, a dwukolorowym oczom Monroe ukazały się chmury. Złapała głęboki wdech, natychmiast odrywając się od fotela i wbijając wzrok za okno. Sam lot przypominał trochę jazdę samochodem, choć widoki okazały się piękniejsze niż mogłaby przypuszczać.
- Widzisz to? Te chmury... w ogóle domy są takie malutkie – zachwyciła się jak dziecko, jeszcze dłuższą chwilę obserwując widoki z okna. Niestety, po zaledwie czterech godzinach znudził jej się ten widok, zastępując fascynację zmęczeniem i nudą. Na szczęście jej organizm poradził sobie i z tym, morząc ją w końcu, by znaczną część drogi mogła przespać. Trzy godziny po przebudzeniu byli na miejscu, w hotelowym pokoju z wygodnym łóżkiem i prysznicem.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2017-01-10, 19:08
Wszedłszy do pokoju zamknął za sobą drzwi i odstawił walizki pod najbliższą ścianą, by chwilę później odetchnąć głęboko i powolnym krokiem ruszyć wgłąb lokum. Uważnym wzrokiem przebiegał po kolejnych charakterystycznych elementach wystroju oraz umiejscowionych w różnych miejscach meblach. Było tu spore łóżko, dwie szafki nocne, nieduży stolik z krzesłami oraz szafa, do której mogli schować swoje rzeczy. Oprócz tego w roku pokoju stała również niewielka lodówka na napoje i sprytnie ukryty kosz. Był również telewizor, a pod nim półka z różnorakimi filmami, ale mężczyzna szczerze wątpił w ich jakość.
- Podoba się? - zagadnął do dziewczyny, jeszcze wściubiając nos do niezbyt dużej lecz schludnej i czystej łazienki. Pokój był większy niż mężczyzna przypuszczał, ale było to sporym plusem. Poza tym był urządzony dość neutralnie, w oczy nie rzucały się żadne wymyślne ozdoby ani kolory nie raziły w oczy. Było wystarczająco przytulnie i przestronnie, co brunetowi jak najbardziej odpowiadało. Odpowiadał mu również widok z okna, prezentujący czystą plażę.
- Mam nadzieję, że jutro z rana nie zobaczę tam piekących się na słońcu tyłków - rzucił żartobliwie, woląc aby obrazek został dokładnie taki sam jak teraz. Piąta nie była najpóźniejszą godziną, a na pewno nie tutaj, więc słońce nadal grzało dość mocno i zapewne gdyby ktokolwiek zamierzał z tego korzystać to robiłby to właśnie w tej chwili, tymczasem plaża była zupełnie pusta. Niemniej jednak skoro Vignerona trzymał się dobry humor to czemu miałby nie podzielić się z dziewczyną podobną kwestią?
- Nawet jest taras, nie będę musiał wychodzić poza hotel - uśmiechnął się, wyjmując z kieszeni paczkę fajek oraz zapalniczkę. Długo godzinna podróż wzmogła jego apetyt na nikotynę, dlatego musiał go zaspokoić.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum