Płeć: kobieta Wiek: 28 lat Wzrost: 162 cm Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend... Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o] Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani Pieniądze: £1970 Punkty doświadczenia: 139 Skoki: 38 Ujeżdżenie: 79 Cross: 8 Obycie z koniem: 14
Wysłany: 2019-07-26, 13:01
RUTH ALLEN & FEMME FATALE - WKKW ENTRY
Kolejnym przejazdem dzisiaj był cross z Fifi, która swoją drogą dzień wcześniej zaprezentowała się całkiem przyzwoicie, zarówno podczas badań, jak i późniejszego czworoboku. Ruth po cichu liczyła, że ta passa się utrzyma i uda się jej także na crossie pokazać Karą.
Mimo to problemy pojawiły się już podczas rozgrzewki, kiedy pierwotnie klacz chciała zbyt prężnie przejść do wyższych chodów, później zaś była niechętna do skoków, zaś na koniec totalnie się pospinała. Problem zapewne leżał w długim okresie bez regularnych treningów, spowodowanym ciążą Ruth a także tym, że nikt prócz kobiet, Fifi nie mógł trenować. To wykluczało chociażby Frieda, który z powodzeniem zabierał na treningi Seductress czy Belvedere.
Kiedy nadszedł ich czas dodała klaczy kilka półparad, by wjechać w miejsce startowe, gdzie w odpowiednim momencie posłała klacz do galopu z pomocą łydek i dosiadu. Do jedynki nie mieli zbyt długiego dystansu, tym samym Ruth zdecydowała się na spokojne tempo. Kłoda nie powinna stanowić problemu nawet dla tak młodej klaczy, niedoświadczonej w crossie, ale mimo wszystko wpierw Ruth posłała jej kilka półparad i usiadła głębiej w siodło, by do skoku pchnąć ją wyraźnymi sygnałami z dosiadu i łydek. Podczas lądowania dość szybko zebrała wodze i przeszła w niski półsiad, dodając Fifi łydkę w celu przyśpieszenia. Na dwójkę postanowiła naprowadzić klacz bardziej rozpędzoną, nie widząc koniecznie potrzeby skupienia karej, czy też spowolnienia. Zaledwie na dwie foule przed przeszkodą przetrzymała klacz lekko, przysiadła mocniej w siodle i puściła ją go skoku delikatnymi sygnałami, chcąc tym samym wymusić na niej instyntowny skok. To się udało, Ruth pozostało wspomóc je w lądowaniu poprzez przesunięcie nóg w przód, przetrzymując się mocno kolanami. Jednocześnie też zebrała wodze, pozwalając klaczy na szybkie tempo do trójki. Przed trójką, na kilka fouli, musiała przetrzymać klacz i skłonić ją do aktywacji zadu, gdyż przeszkoda była nieznacznie szersza i wyższa od wcześniejszych. To także nie stanowiło problemu, gdyż po odpowiednim posłaniu Femme ruchem z miednicy i dodaniu łydki z przesunięciem ciała wzdłuż szyi, klacz wyciągnęła się, mając niezły zapas do przeszkody. Po drugiej zaś stronie czekał ich najdłuższy odcinek galopu, na którym Kara mogła rozwinąć skrzydła, galopując szybko. Zaledwie na kawałek przed czwórką, kobieta zdecydowała się na skrócenie wykroku klaczy, uniosła jej także przody, by w odpowiednim momencie posłać ją do skoku nad całkiem przystępną przeszkodą.
Pokonanie kolejnych dwóch przeszkód także nie było problematyczne, gdyż piątka i szóstka stanowiły nieodłączny element crossu, problem pojawił się zaś w drodze na siódemkę. A dokładniej pojawił się deszcz. Miała już takie perypetie podczas przejazdu z Seductress, teraz była na to o wiele lepiej przygotowana, prawie od razu lekko zwalniając klacz, przez same problemy z widocznością. Mimo to udało się podprowadzić klacz do skoku w miarę stabilnym galopie, wtedy ze strony Węgierki poszły bardzo czytelne pomoce, jak ruch miednicą, łydka tuż za popręgiem i przejście wzdłuż szyi klaczy do skoku. Podczas lądowania zebrała mocno wodze i odchyliła się do tyłu, przesuwając lekko nogi w przód i przysiadając głęboko w siodło. Ponownie daleki odstęp do następnej przeszkody a raczej kombinacji przeszkód. Nie było specjalnie ślisko, gorzej było zaś z widocznością, dlatego Ruth zdecydowała się ponownie na spokojniejszy galop, nawet jeśli miałaby przez to przekroczyć normę czasu.
Przed pierwszym członem przetrzymała Femme na zadzie, lekko wzmacniając kontakt, następnie tuż przed przeszkodą dodała klaczy łydkę, przechodząc wyższy półsiad i pokonując pierwszy człon przeszkody, po którym łagodnie zebrała wodze, przysiadając głęboko w siodło, by po kilku foulach posłać klacz na kolejną przeszkodę. Pokonała ją bez większego problemu, tym samym Ruth pozwoliła sobie popuścić klacz w szybszy galop na dziewiątkę. Zbyt szybki, jak na obecne warunki i silny deszcz. Tym samym mimo sygnałów Ruth, Femme zatrzymała się przed przeszkodą, wysadzając Ruth z siodła na szyję. Mimo to kobieta zaraz wróciła w siodło i wzmocniła kontakt z pyskiem, wycofując klacz, by wykonać koło w lewo, tym samym ponownie najeżdżając na przeszkodę z numerem dziewięć, teraz spokojniej. Zamknęła klacz w pomocach, dokładając lekko ostrogi i cmoknięcie, tym samym skłaniając klacz do skoku, po którym mogły kontynuować dalej przejazd.
Całe szczęście następna przeszkoda była standardową przeszkodą crossu, tudzież pokonanie jej nie stanowiło problemu. Po wylądowaniu czekał je spory fragment galopu. Całe szczęście deszcz powoli przestawał padać, tym samym lepsza widoczność pozwoliła na nadrobienie wcześniejszego najazdu na dziewiątkę. Przed 12-stką przysiadła mocniej na zadzie klaczy, obniżając go i unosząc przody, po czym dodała łydkę i pomogła Fifi w wybiciu się nad szeroką przeszkodę, która może nie była taka przerażająca, ale wzbudziła jednak drobne obawy u młodej klaczy, co Ruth zauważyła choćby po jej chwilowym spięciu i położeniu uszu.
Podczas lądowania przesunęła lekko do przodu nogi, ściągnęła wodze i spowolniła galop, gdyż następną przeszkodą była woda. Pozwoliła klaczy lekko zniżyć głowę, spojrzeć w lustro wody, ale prócz tego skłaniała ją do dalszego, prężnego ruchu w przód. Na wyjeździe z wody przeszła w wyższy półsiad, bardziej nachylając się nad szyją klaczy, by skłonić ją do przyśpieszenia w kierunku kolejnej przeszkody. Trzynastka nie stanowiła dla nich problemu, pokonana na czysto pozwoliła na skierowanie się sporym odcinkiem do trzech ostatnich przeszkód. Czternasta przeszkoda była całkiem przyzwoita, Ruth pozwoliła sobie na pokonanie jej bez wcześniejszego zwolnienia klaczy, przy okazji posyłając ją do przeszkody znów instynktowie, dając tylko lekki sygnał z łydki. Klaczy się to udało, co Ruth zwieńczyła krótkim poklepaniem po szyi, gdyż zaraz znów zebrała wodze, kierując się na piętnastkę. Ponownie lekki sygnał z łydki, wcześniejsze skrócenie fouli i pokonana przeszkoda. Pozostało w takim razie tylko pokonać tylko szeroką szesnastkę, przed którą pozwoliła klaczy się rozpędzić, poszerzając ramy galopu, następnie w odpowiednim miejscu pchnęła klacz z miednicy, dodała łydkę i po łagodnym wylądowaniu dodała w galopie, skłaniając do szybkiego pokonania fragmentu do mety. zt
_________________
.......................................... ....................................BUT THE STORY IS THIS
.............................She’ll destroy with her sweet kiss.
I kiss your eyes and thank God we're together
And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e
.......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
.............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994
Sweet talk with a hint of sin begging you to take me Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win. .............× maybe no one, maybe two ×
.............TO LOVE AND TO FUCK ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s
Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
Remember that you're like nobody else. Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×
Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen .......How can life be what you want it to be?
Płeć: mężczyzna Wiek: 32 lata Wzrost: 183 cm Zawód: policjant, jeżdziec w Orchardzie Partner: Caroline - it means to beat our own worries. survive among the storms Podopieczny: Hanky Panky, Volano Pieniądze: £1750 Punkty doświadczenia: 68 Skoki: 33 Ujeżdżenie: 18 Cross: 7 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2019-07-26, 15:37
DREW PASCAIL & HANKY PANKY - WKKW ENTRY
W ostatnim czasie udawało mi się znaleźć czas na starty z moimi końmi, więc nie było raczej nic dziwnego w tym, że udało mi się zapisać do WKKW w klasie entry razem z Hanky Panky. Dowiozłem ją na miejsce, gdzie rozgrywały się zawody i mieliśmy już za sobą ich pierwszy dzień, czyli próbę na czworoboku. Tego dnia czekała nas próba terenowa, wcześnie więc pojawiłem się w stajni, aby wszystko przygotować, następnie zachodząc pod boks klaczy, aby po przywitaniu zabrać ją na myjkę, tam wyczyścił i osiodłać. Zostawiłem ją na chwilę pod okiem stajennego, aby się przygotować, a po powrocie zabrałem na rozprężalnię, aby przygotować się przed startem. Rozgrzaliśmy się nieco w każdym chodzie, wykręciliśmy kilka figur i skoczyliśmy ustawione przeszkody, tak aby kaztanka była odpowiednio przygotowana, a jednak miała mnóśtwo energii na sam tor.
W końcu kiedy zbliżał się czas startu nabrałem wodze na kontakt, wracając z klaczą do wcześniej wypracowanego ustawienia, kierując się na start, gdzie przygotowywałem ją do ruszenia w każdej chwili galopem. Po sygnale rzeczywiście wypchnąłem ją do galopu, od razu starając się aby był energiczny i aktywny, kierując ją na pierwszą z przeszkód, która znajdowała się całkiem blisko. Podniosłem ją lekko do przeszkody, posyłąjąc półparadę czy dwie, zostając w pełnym siadzie zamknąłem ją w pomocach, doprowadzając do przeszkody i dodając jej łydkę w odpowiednim miejscu. Po wybiciu oddałem jej wodze, przeszłem do półsiadu i wyszedłem za jej ruchem, chwaląc ją krótko, bo pierwsze koty za płoty. Po odjeżdzie spod przeszkody zostałem w odciążającym półsiadzie, starając się też o to, aby Hanky Panky jeszcze dodała w tempie i wyciągnęła się w galopie, kierując się do drugiej przeszkody, do której przygotowałem ją podobnie, nieco wyrównując ją w tempie, aby również dwójkę pokonać na czysto i w niezłym stylu. Trójka znajdowała się w podobnej odległości. Wciąż pilnowałem jak najbardziej aktywnego i energicznego tempa, na razie nie mając z tym żądnego problemu. Dogadywałem się z Hanky, co nie było żadną nowością, a warunki atmosferyczne też nam sprzyjały. Tak więc pilnując tego tempa czasem posyłałem jej też półparady, dbając o odpowiednie skupienie, aby znowu lekko podnieść ją do trzeciej przeszkody, po czym wróciłem z półsiadu głębiej w siodło i zamknąłem ją w pomocach, doprowadzając pod przeszkodę i wspomagając w znalezieniu najlepszego miejsca do wybicia, dodająć jej łydkę, po czym oddałem jej odpowiednią ilość wodzy, wróciłem do półsiadu i zaczekałem na kasztankę, wychodząc poprawnie za jej ruchem. Odcinek trasy o czwartej przeszkody dopiero dawał nam pole do popisu, tak więc znowu zasugerowałem klaczy dodanie w tempie, jednak czuwałem, aby też z drugiej strony nie przesadzała, musieliśmy rozłożyć siły na cały tor. Znajdując się już bliżej przeszkody wziąłem Panky nieco bardziej na siebie, póżniej wyrównując ją nieco do przeszkody, którą chwilę póżniej udało nam się pokonać na czysto i bez żadnych trudności ruszyć dalej.
Do piątki z kolei nie było już tak daleko, więc po odjeżdzie spod czwórki, zostając w półsiadzie skupiłem się na powrocie do tempa sprzed przeszkody, już bez rozpędzania się do niej, zależało mi raczej na tym, abyśmy zmieścili się w określonej liczbie fouli do tej przeszkody. Po drodze wysyłałem jej półparady, w końcu podnosząc do przeszkody i kierując na jej środek, po czym wróciłem w siodło i zamknąłem ją w pomocach, odsyłąjąc do skoku w odpowiednim miejscu, oddając jej wodze przy szyi, przechodząc do półsiadu i zgrywając się w ruchu. Do szóstej przeszkody zachowałem podobną taktykę, zachowując dotychczasowe, przecież dość energiczne tempo do nie tak odległej przeszkody, posyłając jej półparady i prowadząc do szóstki. Dojeżdżając na środek przeszkody odesłałem ją do skoku stanowczą łydką. Hanky wybiła się energiczniej niż podejrzewałem i co prawda pokonaliśmy gładko tę przeszkodę, ale wkrótce po lądowaniu w konsekwencji tego dynamicznego wybicia i skoku zgubiłem na chwilę strzemiono i co prawda dość szybko i sprawnie udało mi się je złapać, niemniej skutecznie wybiło mnie to z rytmu, ustawienia i koncentracji, więc chwilowo nie miałem aż takiej kontroli nad tempem Hanky, która dodatkowo się rozpędziła do przeszkody bardziej, niż to było konieczne. W końcu się ogarnąłem, wysłałem jej półparady, wróciłem w siodło i starałem się zamknąć ją w pomocach i wyregulować jej tempo, widać jednak zrobiłem to dosyć niedokładnie, a siódma przeszkoda nagle zaczęła się znacznie zbliżać i zaistniała obawa, że pomimo swojego doświadczenia Hanky zamiast pokonać przeszkodę, to nas w nią wpędzi, bo miałem już po prostu bardzo mało czasu do przeszkody, udało mi się ją jednak w ostatniej chwili wyhamować, jednak na poprawkę przy pierwszym podejściu było już za późno, chcąc nie chcąc, niezadowolony z rozwoju wydarzeń skierowałem ją na woltę. Na niej posyłałem jej częściej półparady, zachowując nad nią większą kontrolę i od razu korygując tempo, jeśli było to konieczne. Po pewnym naprostowaniu do siódemki wróciłem w siodło i zamknąłem ją w solidnych pomocach. Tym razem tempo było odpowiednie, z resztą dla odmiany miałem je pod kontrolą, więc doprowadziłem Hanky w odpowiednie miejsce, dodając jej stanowczą łydkę do wybicia, po czym oddałem jej wodze na kontakcie, zaprezentowałem półsiad i wyszedłem za jej ruchem. W ten sposób po wolcie pokonaliśmy siódemkę, co jednak nie mogło wymazać poprzedniego błędu. Do ósmej przeszkody mieliśmy dłuższy odcinek, więc pozwoliłem klaczy nieco się rozpędzić w tempie, aby nadrobić straty czasowe spowodowane tą woltą, miałem jednak przynajmniej na razie większą kontrolę nad jej tempem. Pewnie i spokojnie podjechaliśmy pod przeszkodę, aby zaraz wybić się do kolejnego udanego skoku.
Kolejna, bardzo podobna przeszkoda znajdowała się niedaleko tak więc po odejściu spod przeszkody pozostałem chwilowo w półsiadzie i podniosłem ją po skoku, prosząc Hanky o powrót do tempa sprzed przeszkody, posłałem jej kilka półparad, aby w odpowiednim miejscu, prowadząc ją precyzyjnie na środek następnej przeszkody, wrócić w siodło i zamknąć ją w pomocach, doprowadzając do przeszkody i dodając łydkę do wybicia. W skoku oddałem jej stosowną ilość wodzy, wróciłem w półsiad i zgrałem się z jej ruchem. Do kolejnej przeszkody czekał nas niewiele dłuższy dystans, więc pozwoliłem lekko Hanky dodać w tempie, bo mieliśmy co nadrabiać, aby po doprowadzeniu ją pod przeszkodę, przypominającą bardziej stół, nieco wyrównać ją w tempie i wysłać w odpowiednim miejscu do odskoku. W ten sposób również na czysto i w niezłym stylu pokonaliśmy dziewiątkę. Gdy zostawiliśmy tę przeszkodę za sobą znowu zasugerowałem klaczy lekkie dodanie w tempie i wyciągnięcie się w galopie, aby pokonać odcinek dzielący nas od dziesiątki, korzystałem z każdej okazji, aby nieco nadrobić czas stracony na wolcie. Po drodze posyłałem jej półparady, starając się aby zachowała skupienie, a będąc już bliżej przeszkody wziąłem ją bardziej na siebie, prowadząc na jej środek. Następnie wróciłem w siodło, zamknąłem ją w pomocach, posłałem jeszcze półparadę i doprowadziłem pod przeszkodę, wspomagając w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając jej koniec końców łydkę, po wybiciu oddałem jej wodzy przy szyi, przeszedłem do półsiadu i zaczekałem na nią, wychodząc za jej ruchem.
Po odejściu spod przeszkody pozostałem w odciążającym półsiadzie, znowu motywując klacz do tego, aby nieco dodała w tempie i wyciągnęła wykrok, bo do kolejnej przeszkody czekał nas już dłuższy odcinek. o uzyskaniu satysfakcjonującego tempa pilnowałem, aby pozostało ono równe i stałe, posyłając jej wspomagające półparady. Na szczęście nasz najazd na jedenastkę był pewny i spokojny, co pozwoliło nam też w podobny sposób pokonać tę przeszkodę. Zostawiając za sobą tę przeszkodę najpierw zadbałem o powrót do poprzedniego tempa, które było przecież całkiem dobre, ale mieliśmy co nadrabiać i nasz czas nie był idealny. Pilnując stałego tempa w galopie częściej posyłałem Hanky półparady, dbając o jej skupienie, bo zbliżaliśmy się do zbiornika wodnego. Przed nimi minimalnie ją przyhamowałem w tempie, aby spokojnie przez niego przejechać, przy czym po drodze ponownie działałem półparadami. Po wyjściu ze zbiornika na suchy grunt znów lekko ją wypuściłem w tempie, przygotowując już jednak do nieodległej trzynastki, wróciłem w siodło i zamknąłem ją w pomocach, następnie wyrównując do przeszkody i pomagając w znalezieniu najlepszego miejsca do wybicia, dodając kasztance łydkę. Następnie podczas skoku oddałem jej wodze, zostając na kontakcie, zaprezentowałem odpowiedni półsiad i sylwetkę na jej grzbiecie i wyciągnąłem nadgarstki za jej ruchem. Czternastka znowu była nieco dalej, więc zostawiając za sobą ostatnią przeszkodę zasugerowałem rudej dodanie w tempie i wyciągnięcie galopu, następnie pilnowałem, aby zachowała to tempo, co raczej mi się udawało, wysyłałem jej też półparady. Znajdując się bliżej dość prostej i niskiej przeszkody przygotowałem ją do niej, nakierowując na czternastkę precyzyjnie, wspomagając następnie w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia i w ten sposób oddaliśmy kolejny udany skok. Do piętnastej, przedostatniej już przeszkody nie mieliśmy daleko. Zostając więc w półsiadzie po odjeździe spod czternastki wróciłem z Hanky do tempa sprzed przeszkody, na razie utrzymując je do piętnastej przeszkody. Było to w dalszym ciągu tempo aktywne i energiczne. Posyłałem jej półparady, chcąc aby zachowała skupienie ewentualnie pozwalając jej na nieznaczne dodanie w tempie, aby nieco nadrobić, o ile było to możliwe. Zbliżając się do przeszkody wróciłem w siodło i zamknąłem ją w pomocach, posyłając jej jeszcze półparadę, prowadząc ją pod przeszkodę, gdzie wskazałem jej odpowiednie miejsce do wybicia, dodając łydkę. Następnie oddałem jej wodzy przy szyi, wróciłem do półsiadu i zaczekałem na nią, aby zgrać się z Hanky w locie. Następnie znowu poprosiłem ją o lekkie dodanie w tempie, po drodze posyłając jej skupiające półparady, zmierzając na szesnastą, ostatnią przeszkodę. Prowadząc ją na jej środek wcześniej wziąłem ją bardziej na siebie, wyrównałem w tempie i odesłałem do skoku we właściwym miejscu. Na czysto i w niezłym stylu pokonaliśmy w ten sposób szesnastkę i dogalopowaliśmy energicznie do mety, niestety nie mieszcząc się w normie czasu. Zdecydowanie mogło nam pójść lepiej, ale teraz i tak nic nie mogłem na to poradzić. Stopniowo zwolniłem Hanky i pokierowałem ją na rozprężalnię, opuszczając tor, po drodze ją chwaląc.
zt
Płeć: kobieta Wiek: 27 Lat Wzrost: 175 cm Partner: Love is growing around us! On a calm, bright night, finally the world begins to live in harmony, magic feeling power - Drew Podopieczny: Nearly Perfect ll Ricochet Fire Pieniądze: £2595 Punkty doświadczenia: 106 Skoki: 44 Ujeżdżenie: 14 Cross: 22 Obycie z koniem: 26
Wysłany: 2019-07-26, 20:36
CAROLINE HATHAWAY & RICOCHET FIRE - WKKW ENTRY
Start w tych zawodach dla Caroline był oczywisty. Ricochet Fire bo to z nią miała startować była jeszcze niedoświadczona za bardzo, ale gdzie indziej miała je zdobywać jak nie na zawodach? Oczywiście treningi też wnosiły dużo, ale zdecydowanie więcej można było wynieść z zawodów. Dostarczyła siebie i klacz na dzień przed zawodami do miejsca docelowego odbywania się zawodów, by dzień później odbyć z nią próbę na czworoboku. Drugiego dnia przybyła dość wcześnie do stajni, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod achałki. Po krótkim przywitaniu się z klaczą, zabrała ją na myjkę i tam ją dokładnie wyczyściła oraz osiodłała. Sama się przygotowała odpowiednio do zawodów, by udać się z klaczą na rozprężalnie w okolice toru crossowego. Wyczuwała od samego początku że klacz była podenerwowana i spięta, co powodowało że kobieta w głębi serca miała obawy jak im to ostatecznie pójdzie. Mimo wszystko rozgrzała ją we wszystkich chodach, pracując na obie strony wykonując różne figury, przejścia oraz zatrzymania. Na koniec skoczyły kilka razy ustawione tutaj przeszkody, by zwolnić do stępa i w nim zaczekać na wezwanie na tor konkursowy.
W końcu nadszedł ten moment, więc pozbierała klacz do wcześniejszego ustawienia i na elastyczny kontakt z jej pyskiem, by skierować je na linię startu. Tam zatrzymała klacz na moment, wysyłając jej przy tym półparady i czekając na charakterystyczny dźwięk. W końcu on nastąpił, więc dołożyła łydki do jej boków i wypchnęła z krzyża do galopu. Podniosła się od razu przy tym do niskiego półsiadu, starając się prowadzić klacz naprzód w skupieniu i energicznym galopem. Jednak nie przesadzała z tempem, bo klaczy miała starczyć energia do końca trasy a sporo skoków i dystansu miały do pokonania. Do pierwszej przeszkody miały dość blisko, więc utrzymując stałe tempo galopu pod przeszkodę. Mogły się jej też dokładnie przyjrzeć w najeździe do niej, gdzie kobieta na kilka foule przed przeszkodą siadła w siodło i zamknęła ją w korytarzu z pomocy. Wysyłając jej półparady skupiające do miejsca wybicia w którym odesłała ją do skoku łydką i podparła ten ruch wypchnięciem z krzyża, by od razu bez spóźnienia podążyć za jej ruchem. Przeszła od razu do półsiadu i oddała jej stosowną ilość wodzy do skoku, by podczas lądowania odchylić się i wrócić w siodło. Zaraz podniosła się jednak do półsiadu, prowadząc klacz na lewo po lekkim łuku na dwójkę. Utrzymując równe tempo galopu skierowała Fire na drugą z przeszkód na torze, która jeszcze stosunkowo wyglądała dość przyjemnie. Na kilka foule przed przeszkodą siadła w siodło, zamykając klacz w pomocach i wraz z półparadami doprowadziła ją do przeszkody. Odesłała do skoku w owym miejscu i zgrała się z jej ruchem w locie, by po lądowaniu na lewo skierować się na przeszkodę numer trzy. Dystans był średni, bo około 120m do przejechania pod drewnianą przeszkodę w kształcie domku. W dystansie podniosła się do niskiego półsiadu, zachowując stałe tempo galopu do ów przeszkody. Po naprostowaniu się do niej wysłała kilka skupiających półparad klaczy, siadając zaraz w siodło i zamykając ją w korytarzu z pomocy. Pewnie doprowadziła Fire do miejsca wybicia, by przefrunąć na czysto nad przeszkodą. Do czwartej przeszkody miały zdecydowanie większy dystans, więc podniosła się do półsiadu po odejściu spod przeszkody i zachęciła klacz do dodania w tempie. Po zakręcie na prawo naprostowały się do ów przeszkody, gdzie kobieta siadła w siodło i wzięła Fire na siebie w celu skrócenia jej i podniesienia do przeszkody. Zamknęła ją w korytarzu z pomocy i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia, gdzie odesłała ją do skoku nad przeszkodę łydką i wypchnięciem z krzyża. Podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu i oddała jej rękę, by po lądowaniu spokojnie rozjechać dystans do przeszkody numer pięć stojącej nieopodal. Utrzymywała Caroline skupienie Fire i zaangażowane w pracę, doprowadzając ją dość sprawnie pod przeszkodę i pokonując ją wraz z klaczą dość gładko. Po lądowaniu za piątką do szóstej przeszkody również nie popędzała achałki, ponieważ ledwo jechały do niej mniej więcej 45m naprzód. W zamkniętych pomocach doprowadziła ją do przeszkody, którą również finalnie pokonały na czysto i w niezłym stylu. Jak na razie trasa szła im dobrze, a i do ich zgrania nie można było za wiele się przyczepić. Po lądowaniu spokojne rozjechanie dystansu do siódemki, która stała również dość blisko. Zamknęła ją w pomocach w dojeździe do przeszkody i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia, gdzie odesłała ją do skoku nad przeszkodę i zgrała się następnie z jej ruchem w locie. Do szeregu 8ab miały kawałek do przejechania w dystansie, więc Caroline podniosła się do półsiadu i zachęciła klacz do dodania w tempie w dystansie. Z początku nie spodziewała się większych schodów, ale nie można wszystkiego przewidzieć nie? Zauważyła że im bliżej ów szeregu, tym więcej ludzi stoi na trasie i to z małymi dziećmi. Po naprostowaniu się do przeszkód siadła w siodło i wzięła achałkę bardziej na siebie, zamykając ją w korytarzu z pomocy i wraz z półparadami doprowadziła ją do pierwszego członu. Wyszły bez problemu do skoku nad niego, ale Caroline kątem oka zauważyła że zaraz nie będzie tak wesoło. Za taśmy odgradzającej tłum od trasy, próbował wyskoczyć dzieciak na oko w wieku 6 lat. Wszystko trwało sekundy, a kosztowało wszystkich masę nerwów, stresu i dla tejże pary błąd na trasie. Klacz również zauważyła dziecko, które zostało w ostatnich sekundach złapane przez jak można było mniemać matkę i odciągnięte do tyłu zanim by wpadło na tor i pod kopyta klaczy. Fire jednak się spłoszyła i uciekła do boku, za co broń boże kobieta nie mogła jej winić. Udało się jej łydką zblokować tą ucieczkę, ale wytrącone z rytmu i skupienia, nie miały szans wykonać czystego skoku nad członem B przeszkody numer osiem. Caroline zdecydowała się wyjechać z tego szeregu, wykonać woltę na trasie i raz jeszcze najechać na przeszkody 8ab. Przygotowała klacz tak samo w najeździe do pierwszego członu, który pokonały bez problemu. Natomiast ona podczas lotu kątem oka zgromiła matkę i nie sfornego dzieciaka, by po lądowaniu spokojnie, pewnie doprowadzić tym razem bez przeszkód klacz do członu drugiego i jego pokonać też bez problemu. Przez dzieciaka mają teraz punkty karne, co powodowało delikatną chęć mordu kobiety na dziecku i jego matce. Jednak skupiła się dalej na przejeździe i doprowadzeniu klaczy do przeszkody numer dziewięć, która stała kilkanaście metrów dalej. Rozjechały nieco spokojnie dystans do ów przeszkody, gdzie kobieta po drodze siedząc w siodle podniosła klacz do dziewiątki i zamknęła zaraz w korytarzu z pomocy. Po doprowadzeniu achałki pod przeszkodę, odesłała ją zaraz do skoku wypchnięciem z krzyża i dołożeniem łydek do jej boków. Zgrała się zaraz z jej ruchem podczas skoku, by po lądowaniu skupić się na jak najlepszym rozjechaniu linii do dziesiątki. Wyjechały do niej po lekkim łuku, by za chwilę ją zobaczyć po przejechaniu kilkunastu metrów. Zamknęła klacz w korytarzu z pomocy, by wraz z półparadami doprowadzić ją do miejsca wybicia pod przeszkodę. Odesłała ją w nim do skoku łydką i wypchnięciem z krzyża, by podążając za jej ruchem przejść do półsiadu i oddać jej rękę. Po lądowaniu za przeszkodą podniosła się do półsiadu, ponieważ miały znowu większy dystans do przejechania do 11 przeszkody. Zachęciła przy tym achałkę do lekkiego dodania w tempie, prowadząc ją naprzód do przeszkody. Kiedy ta pojawiła się w zasięgu wzroku, kobieta siadła w siodło i wzięła Fire na siebie. Zamknęła ją w korytarzu z pomocy, by wraz z półparadami doprowadzić ją do miejsca wybicia pod przeszkodę. Tam odesłała ją do skoku nad nią i zgrała się następnie z jej ruchem w locie. Do dwunastki poprowadziła ją tempem sprzed skoku nad poprzednią przeszkodę, prowadząc ją pewnie przed siebie przez coś na kształt zbiornika wodnego lub większej kałuży. Podobnie w spokoju ducha dojechali do trzynastej przeszkody na ich trasie, którą również pokonały w niezłym stylu. Do czternastej przeszkody było znowu więcej dystansu do przejechania, więc kobieta przeszła do półsiadu i zachęciła klacz do dodania w tempie do przeszkody. Niedługo później na ich drodze pojawiła się ów przeszkoda, gdzie kobieta przed nią siadła w siodło dla większej kontroli nad klaczą. Jeśli zaistniała taka potrzeba, to podniosła ją też do przeszkody i skróciła w razie za mocnego tempa. Zamknęła ją w korytarzu z pomocy i doprowadziła do miejsca wybicia, gdzie odesłała klacz do skoku nad przeszkodę łydką i wypchnięciem z krzyża. Płynnie podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu i oddała jej rękę. Po lądowaniu nie rozpędzała jej za bardzo, bo przedostatnia przeszkoda ledwo 35m dalej leżała. Spokojnie rozjechała dystans do przeszkody przedostatniej, którą udało im się bezbłędnie pokonać. Po lądowaniu kilkanaście metrów dalej dojechały w podobny sposób do przeszkody numer szesnaście, gdzie kobieta jak zwykle zamknęła klacz w pomocach i z półparadami doprowadziła ją pod przeszkodę do miejsca wybicia. Odesłała w nim Fire do skoku, by się zgrać z nią podczas lotu i zaraz wylądować za przeszkodą po drugiej stronie. Podniosła się wraz z lądowaniem do półsiadu, zachęcając klacz do dodania w tempie do mety. Po jej przekroczeniu zwolniła klacz stopniowo przez kłus do stępa, by sprowadzić ją na rozprężalnie z chwaleniem jej należytym oczywiście. Mimo wolty była mega zadowolona z tego co razem dały radę zrobić.
z.t
_________________
Friends till the end Never break never bend.
personalia: Now we're standing together » Caroline Hathaway wiek: we're never alone Our dreams are alive, wherever we may go » 27 lat.
partner: Finding my feet the right melodies to key » Drew ♥
pms: Now we're standing together, we're never alone » 1.
przyjaciele: Friends understand make your smile, hold your hand » brak
wrogowie: The friendship like the like the music we love » brak.
moje:Mazda RX, Kia Ceed, fone, house, gallery osiągnięcia: The first friend that I l' d go to
When I reached out you'd always be there for me » link
Płeć: klacz Wiek: 5 lat Rasa: koń oldenburski Wzrost: 171 cm Właściciel: Ruth Cena: £1350 Doświadczenie w skokach: 42 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 40 Doświadczenie z lonżowania: 38 Kondycja: 38 Szybkość: 40
Wysłany: 2019-07-27, 18:40
RUTH ALLEN & FEMME FATALE - WKKW ENTRY
Femme nieszczególnie podobały się obecne zawody, zbyt dużo mężczyzn doprowadzało ją do szału, a gdzieś jeszcze pałętały się dzieci, których klacz najchętniej by się pozbyła. Trochę uspokajała się przy Ruth, jednak czuła, że jej właścicielka ostatnio również się trochę zmieniła, co czyniło klacz zdezorientowaną. Przy samej rozgrzewce nie szło jej za dobrze, zapewne przez wzgląd na to, że same zawody do których nie była wcześniej przygotowana sprawiały, że bardzo szybko się męczyła i była rozdrażniona nagłym zainteresowaniem wszystkich, co było znikome podczas ciąży jej właścicielki.
Nie protestowała jednak na starcie, próbując zachować się należycie i przejechać ten tor chociaż nienagannie, bo o wspaniałości mogła zapomnieć. Zebrała się w sobie i skupiła na działaniach jeźdźca, przechodząc w galop i rozpoczynając tym samym swój dzisiejszy przejazd. Normowała się do tempa, które nałożyła na nią Ruth, choć zapewne fakt, że klacz idzie topornie, a nawet ociężale nie uszedł uwadze jeźdźca. Kara dojechała do kłody, odbijając się sumiennie w podyktowanym miejscu i bezpiecznie przefrunęła nad przeszkodą, lądując dość twardo po drugiej stronie, jednak próbowała się zreflektować energicznym tempem do następnej przeszkody. Do dwójki podeszła jednak inaczej, nie będąc aż tak zamkniętą w pomocach, jak to odczuwała poprzednio. Dzięki temu niewiele myśląc odbiła się bardziej naturalnie, pokonując przeszkodę z zapasem, by przypadkiem nie przeczesać przeszkody i serwując Ruth nieco dłuższy lot niż to było konieczne. Po wylądowaniu odeszła od przeszkody z bardzo dobrym, szybkim tempem, lustrując i oceniając następne wyzwanie do którego była kierowana. Nie można powiedzieć, że ta przeszkoda przypadła jej do gustu, ale czuła pewność Ruth, a ona chyba nie poprowadziłaby jej do czegoś, czego mogłaby nie przeskoczyć bezpiecznie. Femme podeszła do tej przeszkody trochę jak do jeża, jednak będąc już przed nią odczuła wsparcie, to też nie wydziwiała, tylko oddała długi sus nad przeszkodą, osiągając jeszcze zadowalający zapas. Lądowanie mogło pozostawiać trochę do życzenia, ponieważ wyszło jej nieco krzywo, acz nie wpłynęło to na dalszy przebieg wydarzeń, ponieważ kara momentalnie narzuciła energiczne tempo, by móc pokonać najdłuższy wolny od przeszkód odcinek w jak najlepszym czasie. Miała też dzięki temu niejaką frajdę, ponieważ kochała galopować szeroko na dłuższych odcinkach i teraz jej to umożliwiono. Przed czwartą przeszkodą wróciła na ziemię i skróciła krok, zmieniając momentalnie ustawienie. Ta forma przeszkody jej nie straszyła, to też beż żadnych zahamowań podeszła do niej i oddała odważny skok z, o dziwo, miękkim lądowaniem po drugiej stronie. Dalej sytuacja toczyła się nie gorzej, ponieważ i piąta i szósta przeszkoda była klaczy znana i z chęcią oddała skok nad piątką, by następnie szybko przemieścić się do szóstej przeszkody, którą również przeskoczyła bez większego problemu, parskając z zadowoleniem po lądowaniu. Na krótkim odcinku do siódemki stało się coś, czego klacz szczerze nienawidziła, a mianowicie pojawił się deszcz i to nie taki mały, uroczy deszczyk, a jakieś nieszczęsne oberwanie chmury, które od razu wprawiło klacz w zły nastrój i przeniosło się negatywnie na jej pracę. Zwolniła, robiąc się ostrożniejsza, ale podeszła do siódemki dość aktywnym tempem, więc jeszcze nie było katastrofy. Oddała podyktowany skok nad przeszkodą, lądując z lekkim wycofaniem, nie będąc wciąż pewną, czy jest bezpiecznie. Odbudowała tempo i ruszyła kolejny raz w dłuższą trasę miedzy przeszkodami. Tutaj było już mniej drzew, więc deszcz był przeszkadzający, ale dało się tutaj pracować nad tempem, przynajmniej do czasu aż podłoże nie nasiąknie. Po pokonaniu wolnego odcinka zebrała się bardziej, strzygąc uszami i zaokrąglając się na sam widok nowego wyzwania. Dzięki Ruth mogła zadbać o poprawne ustawienie i oddać skok w skupieniu, lądując tuż za przeszkodą, by za kilka chwil podejść na kolejny człon, który oddała już w lekkim rozkojarzeniu, jednak udało jej się oddać poprawny skok i równo wylądować po drugiej stronie przeszkody. Klacz została popuszczona do dziewiątki, to też mało myśląc nabrała solidnego tempa, które mogło okazać się porażką w skoku, jednak stało się coś zupełnie innego. Femme dostając sygnały do skoku, zaparła się mocno przodami, robiąc ślizg i zatrzymując się z szarpnięciem tuż przed przeszkodą, mając już łeb po jej drugiej stronie. Cała ta sytuacja wysadziła Ruth z siodła i dziewczyna opadła na jej szyję, co spowodowało zaskoczenie u klaczy, która gwałtownie poderwała łeb do góry. Z nerwowymi parsknięciami wycofała się i ruszyła ponownie galopem, wykonując koło w lewo i ponownie najeżdżając na dziewiątkę, tym razem spokojniej, dzięki czemu oddała skok, choć humor klaczy już totalnie się zmienił i nachmurzona nie chciała już tak łatwo współpracować pod właścicielką. Po tym niepowodzeniu kara zreflektowała się efektownym skokiem nad dziesiątką, bardziej się angażując i oddając niemal podręcznikowy skok, który musiał być zauważony. Dojazd do jedenastki szedł topornie, a klacz, mimo zmiany pogody na lepszą, wcale nie szła dzięki temu jakoś lepiej. Starała się nadrobić obszernym galopem do przeszkody, jednak klaczy ani trochę nie podobało się to, co widziała, a to spowodowało, że Ruth musiała jej kolejny skok niemal wyrysować, by klacz oddała go jako-tako, bez większego zachwytu w jakości wykonania. Następna przeszkoda również wyszła im miernie, bo klacz już zaczynała odczuwać zmęczenie, co było ewidentnie widoczne przy jej zapienieniu, oraz przy fakcie, że karej ponownie ani trochę nie podobała się ta przeszkoda. Sam wyskok nad przeszkodę nie był już taki silny jak poprzednie i choć Femme nie uderzyła w przeszkodę, to jednak skok można było nazwać mianem mocno amatorskiego. Kolejnym wyzwaniem okazała się... Wielka kałuża, przynajmniej tak to widziała Fatale. Nie bała się wody, ba, najchętniej by się tam potarzała, jednak zrozumiała, że to nie czas na taką zabawę. Dzielnie i bez oporów wgalopowała do wody, rozpryskując ją dookoła. Sumiennie zaangażowała pracę nóg, idąc silnie przez wodę, by już wkrótce znaleźć się na drugim brzegu, gdzie zaczęła iść energicznie, nabierając tempa na przed kolejnym wyzwaniem, które jednak nie okazało się być takie straszne i nie stanowiło dla karej większego problemu, więc bez zawahania oddała susa nad przeszkodą, zapominając o niej bardzo szybko. Zaczęła robić tempo na dojeździe do jednej z ostatnich przeszkód i nie została zwolniona na dojeździe,c o sprawiło, że wzięła sprawy w swoje kopyta i wybiła się z wygodniejszego dla niej miejsca, miękko lądując po drugiej stronie i pewnie robiąc ostatni zapas na tym przejeździe. W odpowiedzi na pochwałę, tylko parsknęła, rozpryskując pianę, jednak nie zdekoncentrowało jej to ani trochę i tuż po skróceniu oddała kolejny poprawny skok nad przeszkodą. Do ostatniej dojechała już na wyczerpanych bateriach, więc tempo oklapło mimo pospieszania ze strony Ruth, która niewiele już z niej wykrzesała. Femme oddała długi sus nad przeszkodą, nie zahaczając jej ani trochę i od razu zerwała się na metę, gdzie po jej pokonaniu sama z siebie zwolniła stopniowo do kłusa, a następnie do stępa i opuściła szyję. Była zadowolona i cieszyła się jak nigdy z tego, że ma to już za sobą.
/zt.
_________________
Live fast, die young...... .........Bad girls do it well
Can you even see what you're fighting for?
....Bloodlust and a holy war » R u t h ♥
I don't like your little games, don't like your tilted stage
♣ l u d ź, l u d ź, l u d ź ♣
Making love with the devil hurts, Times are changing
♣ l u d ź, l u d ź ♥ ♣
Dreams fight with machines inside my head » x o x o ♥
Legends Never Die when the world is calling you
Can you hear them screaming out your name?
♣ r e s u l t s ♣
• II msc. w regionalnych zawodach skokowych kl. LL z Ruth
• V msc. w krajowych zawodach ujeżdżeniowych kl. L z Ruth
• V msc. w regionalnych zawodach ujeżdżeniowych kl. L z Ruth
Płeć: klacz Wiek: 4 lata Rasa: DRP - gr. D Wzrost: 145 cm Właściciel: Jessica Wrens Cena: £2262 Doświadczenie w skokach: 19 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 24 Doświadczenie z lonżowania: 18 Kondycja: 18 Szybkość: 13
Wysłany: 2019-07-27, 20:53
JESSICA WRENS & VEUVE CLICQUOT - WKKW ENTRY
Szósta przeszkoda również nie zrobiła na niej większego wrażenia. Między innymi może dlatego, że nie różniła się zbytnio od pozostałych. Veuve jeszcze z ciekawością wyszukiwała kolejnych wyzwań, które stawiała jej Jessie. Dzisiaj miała nad wyraz dobry dzień oraz bardzo chciała zaimponować swojej właścicielce. Niemniej odbiła się w odpowiednim miejscu, w którym podpowiadała kobieta. Następnie złożyła się nad przeszkodą tak jak trzeba, skoro jej gabaryty sprawiały, że musiała być szczera w tym co robi. Grawitacja podyktowała miejsce lądowania i dalej kontynuowały galop do następnej. Nie dość, że miały już połowę trasy za sobą to jeszcze czas im sprzyjał, a izabelka miała jeszcze pokłady energii, które można było spożytkować. Siódma przeszkoda przeskoczyła pokazując dobrą technikę skoku jak na konia o potencjale typowo ujeżdżeniowym. Do ósemki para widocznie dodała, zwiększając tempo. Był to jedyny fragment, gdzie mogły sobie na to pozwolić bez konsekwencji. W krótkim czasie udało im się pokonać cały ponad dwustu metrowy odcinek, po którym czekała na nie pierwsza i jedyna kombinacja przeszkód. Przed wspomnianą kombinacją, Veuve skróciła wykrok na prostej do ósemki. W podyktowanym miejscu silnie odbiła się z zadnich nóg, by chwilę później w paraboli lotu złożyć przednie pod mostek, a szyję wyciągnąć do przodu. Mając wiatr w grzywie, wylądowała na ziemi najpierw przednimi kończynami, dopiero potem zadnimi. Nikogo nie zdziwiło, że kucka odbiła się ze wskazanego miejsca płynnie i bez zbędnego wahania, nie musząc dorabiać dodatkowej foule czy skakać z daleka, a to znacznie ułatwiło im obu pokonanie drugiego członu tej kombinacji. Niedługo później już na lini wzroku pojawiła się dziewiątka przeszkoda, która znacznie różniła się od pozostałych, która mogła prowokować inne konie. Z naciskiem na inne konie, ponieważ Veuve zdawała się być niewzruszona. Niemniej odległość do tej przeszkody została widocznie rozjechana. By w ostatniej fazie przenieść ciężar ciała na zad, by skumulować potrzebną energię. W momencie odbicia uwolniła ów energię, wybijając się w powietrze. Izabelowate przednie nogi musnęły mostek, kiedy złożyła je pod siebie. Odpowiednio zapracowała grzbietem podczas wykonywania dłuższego skoku, by bezpiecznie pokonać ową zawalidrogę i zaczęła się zbierać do lądowania. Oczywiście i dziesiątą przeszkodę także udało im się pokonać bez zbędnych atrakcji. Dopiero przeszkoda jedenastka mogła być potencjalnym straszakiem numer jeden, jednak i w tym przypadku uwaga Veuve była niezachwiana. Przed przeszkodą standardowo zebrała energię w swoim izabelowatym zadzie, by następnie uwolnić ją w odpowiednim momencie, dyktowanym przez amazonkę. Całkiem ekonomicznym skokiem pokonała tą przeszkodę, czując już powoli niedobór energii. Pot na jej ciele był już mocno widoczny, wskazując na zmęczenie materiału. Niemniej jej serce wciąż miało siłę pociągnąć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Teraz na nią czekała wodę, a klacz praktycznie wbiegła do niej sama. Nikt jej o to prosić nie musiał, zaatakowała ją. Kiedy woda zaczęła opluskiwać jej ciało, przebiegł ją dreszcz. Zarzuciła wesoło głową do góry, by następnie powrócić do wypracowanego ustawienia, które było wygodne dla niej jak i dla Jessie. Teraz była walka nie tyle o czas, ale o chęci, które malały powoli z każdym krokiem naprzód. Niemniej trzynasta przeszkoda została pokonana bez zbędnych ceregieli, a czternasta spoglądała złowrogo w ich kierunku. Dogalopowały i w odpowiednim miejscu wybiła się silnie w powietrze i przeleciała nad konstrukcją. Przynajmniej na tyle, by bezpiecznie ją pokonać. Potem pozostało pokonanie skrzyń i dzida na metę. Z dzidą był nieco problemu, bo nie miała aż tyle energii, ale galopowała równym tempem. Ze skokami akurat nie było co się martwić. Tak więc pokonała tą trasę - z wielkim sercem. Można to było stwierdzić, kiedy minęły fotokomórki.
_________________
... VEUVECLICQUOT Shiny like a treasure from a sunken pirate wreck Scrub the deck and make it look..
facts » klacz; córka White Chocolate oraz Strawberry Wine;
DRP - gr. D (145cm); skradnie nie jedno serce!
owner » Aby czasu nie marnować i sił nie roztrwonić.
Mądrych ludzi trzeba słuchać i chronić. Jessica Wrens
friends » Hej, w ręce wasze, żagle natężcie!
Niechaj nam sprzyja zdobycz i szczęście!
Oh, and here theycome, come, come
To the brightest thing that glitters
Płeć: ogier Wiek: 4 lata Rasa: old & xx Właściciel: Anna Ross Cena: £2487 Doświadczenie w skokach: 33 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 31 Doświadczenie z lonżowania: 20 Kondycja: 29 Szybkość: 28
Wysłany: 2019-07-27, 21:48
ANNA ROSS & UNANNOUNCED PLEASURE - WKKW ENTRY
Ogier wydawał się spokojny będąc na starcie. W momencie sygnału dźwiękowego, para przeszła do galopu, uwalniając energię, która została skumulowana na starcie. Od razu zostało narzucone energiczne tempo. Przed pierwszą przeszkodą, ogier osiadł mocniej na zadzie, by przyjrzeć się przeszkodzie i skumulować energię w zadzie. By następnie w odpowiednim momencie wyskoczyć do góry, składając się jak pan Bóg nakazał. Chwilę później był już za przeszkodą i już kierował się do następnej. Początek przejazdu zdawał się być nad wyraz obiecujący, ponieważ druga przeszkoda została pokonana nie dość, że uważnie to i bez zbędnego zawahania, będąc pod pełną kontrolą zawodniczki. Kobieta prowadziła go pewnie, pobudzając jego uwagę półparadami. Zbliżyli się do przeszkody numer trzy, która znajdowała się na skraju lasu. Został do niej doprowadzony i należycie przygotowany. We wskazanym miejscu, wybił się z zadnich nóg i uniósł swe masywne ciało w powietrze. Złożył przednie kończyny pod mostek, a szyję wyciągnął przed siebie, dobrze pracując przy tym grzbietem. Nie musiał się tak starać, ponieważ niektóre z tych przeszkód zapewne mógłby po prostu przegalopować, ale dziewczyna wymagała od niego większego zaangażowania. W końcu wylądował i wjechał do niedawno co wspomnianego lasu. W tym czasie miał czas na rozejrzenie się po terenie, choć Anna postanowiła rozjechać ten dystans, by zyskać nieco na czasie. W końcu wyjechali z cienia, wyjeżdżając na polanę, gdzie czekała ich czwarta przeszkoda. Przed samą przeszkodą gniady się nieco zawahał, jego wzrok nie zdążył się jeszcze przystosować do zmiany natężenia oświetlenia po wyjeździe z zacienionego lasu. Więc odbił się mocniej od ziemi i nieco zawisł w powietrzu, by ostatecznie wylądować po drugiej stronie. Niedługo później, mniej więcej jakieś sześćdziesiąt metrów dalej stała kolejna zawalidroga, którą pokonał bezbłędnie. Nie dość, że jego wzrok już się przyzwyczaił do natężenia światła, to jeszcze zgrał się w pełni z ruchem ze swoją amazonką. Po lądowaniu pojechali kolejno około czterdziestu metrów po delikatnym łuku na lewo na przeszkodę opatrzoną numerem siedem. Zwiastowała ona połowę trasy, którą mieli za sobą. Na tą chwilę zdawałoby się, że przejazd ten okaże się nad wyraz obiecujący dla pary. Zwłaszcza, że nie napotkali żadnych kłopotów chociażby na tle psychicznym, co akurat w przypadku ogiera bywało różnie. Niemniej kobieta na dystansie nie rozpędzała go ponownie, starając się go rozjechać w równym tempie. Poskutkowało to najazdem okraszonym skupieniem i zaangażowaniem, które się objawiło w wybiciu, które zaprezentował przed samą przeszkodą. Nie musiał wkładać w ten skok zbyt wiele siły, więc pokonał konstrukcję ekonomicznym skokiem. Był w końcu inteligentnym koniem, a nie bez powodu mówi się, że koń inteligentny to taki, który szuka prostych rozwiązań. Do ósemki mieli ponownie spory dystans do przejechania, więc można było zauważyć widoczne dodanie w tempie przez ogiera. W międzyczasie szastnął ogonem, podrzucając na chwilę głową do góry. Przed samą przeszkodą, ogier ponownie widocznie osiadł na zadzie, kumulując w swych mięśniach energię. Nie za wiele, nie za mało. Tak w sam raz. W momencie wyraźnego podyktowania miejsca wybicia, rozpoczął całą procedurę poderwania swojego gniadego cielska. Wybił się z zadnich nóg, by wkroczyć na parabolę lotu, gdzie w pierwszej kolejności złożył się, by następnie przygotowywał się do lądowania. Grawitacja akurat tutaj była nieubłagana. Miała dosyć twarde warunki w tej kwestii. Po tym wymuszonym przez siły fizyki lądowaniu dojechali do identycznej przeszkody, która tworzyła jakoby szereg z następną. Ogier zaatakował ową przeszkodę, sam dyktując miejsce odbicia i wskoczył pomiędzy nie dziarsko. Jedynie co mogła w tym momencie Anna zrobić to nakierować go na następną. Unn i tutaj wybił się w miejscu, które sam wybrał, nie zwarzając na sygnały dziewczyny. Przeleciał nad drugim "członem" przez problemu, czując wiatr w ogonie. Dopiero po pokonaniu tych przeszkód, Anna odzyskała kontrolę nad Pleasure. Co jak co, ale musiał być jakiś wybryk z jego strony, prawda? Nie mógłby zostawić do końca pod jej kontrolą, wszak poprzedni szereg podjarał go na tyle, że jego serce praktycznie samo skakało na ich widok. Do jedenastej przeszkody ponownie mieli spory dystans do przegalopowania, więc i tutaj został poproszony o dodanie, na co przystał z miłą chęcią. W dodatku dzisiaj zdawałoby się, że ogier czuje ogromną moc nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. Czuł się dzisiaj niezniszczalny. DAWAĆ PUMY NA SUMO! Tylko problem taki, że żadnych pum tu nie ma! Dopiero kilka foule przed, widocznie zwolnili, by przygotować się. Dziewczyna wprowadziła oczywiście standardowe swoje procedury, a będąc już do nich przyzwyczajony dostosował się do nich. Ostatecznie odbił się zadnich kończyn i wybił w powietrze. W powietrzu złożył przednie nogi pod siebie, które musnęły lekko mostek. Nosem podążył do przodu, gdzie grzbiet pracował równie dobrze. Grawitacja jedynie spoglądała na ów proceder i chwilę później ściągnęła konisko na ziemię. W międzyczasie pojawiły się chmury, które ze swoich połaci zaczęły sączyć krople deszczu, które lekko muskały jego rozgrzaną już do czerwoności skórę. Nie przeszkadzało mu to zbytnio, dopóki nie zaczęło kapać na uszy. Położył więc swe uszyska po potylicy, kontynuując trasę. Ale przed nimi miało być jeszcze więcej wody, więc na chwilę zwątpił w swoje umiejętności i lekko przysiadł, ale długo nie potrwało to, aby wjechał do zbiornika z wodą. Co prawda stracili właśnie tutaj cenne sekundy, które mogły przesądzić o ich miejscu, a jak dotąd szło im znakomicie. Teraz czekały ich ostatnie trzy przeszkody. Pierwszą skoczył bez większych problemów, pokazując ekonomiczność. Następnie czekały ich dwie skrzynie - jedną brązową, drugą niebieską. Z racji warunków pogodowych, ogier lekko poślizgnął się przed pierwszą ze skrzyń, co musiał nadrobić wyższym skokiem, niemniej do drugiej skrzynki podjechali uważniej, minimalizując zagrożenie, jakie nadali sobie narzuconym tempem. Tutaj zaprezentował dosyć niechlujny skok, ponieważ nie miał już siły wkładać w to więcej energii. Na szczęście była to ostatnia przeszkoda, więc jedynie został mu dystans do fotokomórek. Będąc dużym koniem, jego wykrok był stosunkowo spory, więc dojechali do mety. A ogier tylko czekał, aż zostanie mu odpuszczone. W końcu się doczekał i stopniowo zaczęli zwalniać przez kłus do stępa. W salwie pochwał dla Unna został zaprowadzony na rozprężalnie, gdzie został należycie przygotowany do odpoczynku.
_________________
Na kolana śmieciu, chyba widzisz
...............że rozmawiasz z Bogiem Seksu
Mą godność zna każdy mój poddany » Unannounced Pleasure
Ohh, tak mi mów Skarbie. Tak mi szepcz do uszka. Tak wołaj na mnie nocą.
Unn, Ced, Przystojniak
Podły osobnik, pragnął zawładnąć królewską siłą.
Na krzyż z nim » Anna Ross
Koń jak koń? Jak śmiesz Śmieciu!
» Unexpected x Follow Me II «
» old x ang «
Płeć: mężczyzna Wiek: 28 lat Wzrost: 180 cm Podopieczny: Countess ll Unbridled Life Pieniądze: £1445 Punkty doświadczenia: 56 Skoki: 25 Ujeżdżenie: 13 Cross: 7 Obycie z koniem: 13
Wysłany: 2019-07-27, 22:55
ALEXANDER WINE & UNBRIDLED LIFE - WKKW ENTRY
Dla Alexa również był to oczywisty start w tych zawodach, gdzie zapisał się na nie oczywiście ze swoją "ukochaną" Unbridled Life. Zapisał ich na te zawody bez cienia zawahania, by na dzień przed rozpoczęciem zawodów dostarczyć siebie i ją na miejsce ich odbywania się. Klacz wciąż była młoda i nadal nabierała doświadczenie, które zdecydowanie przyda się jej w późniejszych klasach. Jak na razie głównym ich zajęciem było WKKW, ale od czasu do czasu startowali w samych zawodach ujeżdżeniowych czy skokowych dla zbierania doświadczenia właśnie. W pierwszym dniu odbyli próbę na czworoboku, by drugiego dnia spróbować sił na torze crossowym. Alex dość wcześnie pojawił się w stajni, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod boks siwki. Tam się z nią przywitał, by zabrać ją za chwilę na myjkę. Tam została dokładnie wyczyszczona oraz osiodłana, a kiedy i on był gotowy to ruszyli na rozprężalnie. Tam Alex przeprowadził ją przez wszystkie trzy chody, kręcąc z nią masę figur na obie strony. Wykonali masę przejść między chodami oraz zatrzymania, by skoczyć na koniec kilka razy ustawione tutaj na rozgrzewkę przeszkody. Ostatecznie zwolnili do stępa w którym oczekiwali wezwania na tor konkursowy.
Szybko się tego momentu doczekał, bo już kilka chwil później usłyszał jak ich wywołują przez głośniki. Pozbierał klacz na kontakt elastyczny z jego ręką, powracając z nią też do wcześniej wypracowanego ustawienia. Jak wszystko niemal było dopięte na ostatni guzik, skierował się z siwą klaczą na linię startu. Czuł że dziś może być ich dzień, bo klacz dość chętnie współpracowała i bez większych oporów - jak na nią. Tam się na moment zatrzymali, by usłyszeć za kilka sekund dzwonek rozpoczynający ich start. Od razu dołożył łydki do jej boków i wypchnął z krzyża do galopu, podnosząc się od razu do półsiadu. Narzucił jej energiczne, jednakże nie przesadzone tempo w którym swobodnie mogli dotrzeć na linię mety w normie czasu i z siłami do tego potrzebnymi. Trasa nie była długa ani przesadnie trudna, więc wierzył że sobie poradzą. Do pierwszej przeszkody nie było jakoś daleko, więc utrzymując te tempo jechał z klaczą na nią. Ujrzeli ją stosunkowo szybko po przejechaniu startu, więc klacz miała czas na przyjrzenie się jej. Wysłał jej kilka półparad do przeszkody, zamykając ją w korytarzu pomocy i prowadząc do miejsca wybicia pod nią. Tam odesłał klacz do skoku łydką dołożoną do jej boku oraz wypchnięciem z bioder, by podążając za jej ruchem przeszedł do półsiadu i oddał mu stosowną ilość wodzy do skoku. Po lądowaniu za przeszkodą zachęcił klacz do powrotu do tempa sprzed przeszkody, odjeżdżając od niej i wracając do półsiadu. Do drugiej przeszkody nie było wcale tak daleko, dlatego Alexander nie popędzał klaczy w dystansie tylko dbał o równe tempo. Pojechali do ów przeszkody po lekkim łuku na lewo, by po naprostowaniu się do niej - przyjrzeć się jej krótko. Siadł na kilka foule przed nią w siodło, zamknął ją w pomocach i wysłał kilka półparad w dojeździe do przeszkody, by w miejscu odbicia odesłać ją do skoku nad zieloną konstrukcję. Przefrunęli nad nią bezbłędnie, by po lądowaniu spokojnie skierować się na trzecią przeszkodę. W dystansie Alexander ponownie podniósł się do półsiadu, prowadząc ją równym tempem do przeszkody w kształcie domku jak dla niego. Po naprostowaniu się do niej dał klaczy sekundy na zapoznanie się z przeszkodą, by w tym czasie siąść w siodło i zamknąć ją w korytarzu z pomocy. Tak wraz z półparadami doprowadził ją do miejsca wybicia, gdzie odesłał ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder. Kolejno płynnie zgrał się z jej ruchem w locie, by wylądować tym razem na prawo. Podniósł się od razu do półsiadu, by zachęcić tym razem klacz w dodaniu w tempie do przeszkody numer cztery. Mieli do niej spory dystans do przejechania, więc zdecydował się na to. Po drodze do ów przeszkody przemierzyli dystans w lesie, więc przynajmniej na moment uciekli od słońca które dawało się dzisiaj we znaki. W końcu wyjeżdżając z lasu na prawo, dostrzegli przeszkodę którą mieli właśnie pokonywać. W dojeździe do niej Alex usiadł w siodło, by wziąć klacz na siebie i podnieść ją do przeszkody. W głównej jednak mierze chciał mieć tutaj nad nią lepszą kontrolę, a także wyrównać tempo czy minimalnie skrócić jej wykrok przez to. Wysłał jej kilka półparad w dojeździe do przeszkody wraz z zamknięciem ją w pomocach, by doprowadzić ją do miejsca wybicia i w nim odesłać Unbri do skoku nad czwórkę. Przefrunęli nad nią dość dobrze, by po lądowaniu za nią nie rozpędzać się dystansie do piątki. Przeszkoda stała lekko ponad 60m dalej, więc nie chciał ryzykować jakieś wpadki po drodze. Zdecydował się na spokojnie rozjechanie ów linii, nie zapominając o zamknięciu klaczy w pomocach i skupiających półparadach. Po lekkim łuku na lewo naprostowali się do ów przeszkody, by zaraz dojechać pod nią do miejsca wybicia i w nim wyjść do skoku nad przeszkodę. W locie płynnie zgrał się z ruchem siwej, nie zakłócając jej skoku nad przeszkodą. Po lądowaniu postawił na spokojne rozjechanie linii również do przeszkody numer sześć, która stała nieopodal i po lądowaniu za jej poprzedniczką od razu mogli się jej przyjrzeć. Dojazd do przeszkody był taki sam jak do wszystkich poprzednich, gdzie Alex mocno kontrolował skupienie i zaangażowanie klaczy w pracę. Nie zapominając o równym tempie, które również miało spore znaczenie. Po doprowadzeniu klaczy pod przeszkodę odesłał ją łydką i wypchnięciem z bioder do skoku, przechodząc za jej ruchem do półsiadu i oddając jej stosowną ilość wodzy do udanego skoku. Po lądowaniu za przeszkodą odjechał spod niej z klaczą, wracając do tempa sprzed przeszkody. Do siódemki również było blisko, więc postawił na sprawdzony sposób. Spokojnie jadąc na lewo rozjechał dystans między przeszkodami, doprowadzając klacz dość sprawnie pod przeszkodę i finalnie pokonując ją za moment na czysto. Do szeregu 8ab był spory kawałek znowu do przejechania, więc po lądowaniu za siódemką Alex powrócił do półsiadu i zachęcił Unbri do dodania w tempie w dystansie do ów przeszkód. Przejechali do szeregu około 220m, więc nie mało i można było nadrobić cenny czas. W końcu w oddali dostrzegli białe kłody w liczbie dwóch, które właśnie mieli skakać. W odpowiednim miejscu na kilka foule przed nimi, Alex siadł w siodło i wziął siwą na siebie w celu lepszej kontroli nad nią. Jednakże też chciał dopracować tempo do przeszkód, korygując je w razie potrzeby. Zamknął ją w pomocach w dojeździe do 8a, by wraz z półparadami doprowadzić ją do miejsca wybicia pod przeszkodę. W nim odesłał klacz do skoku nad przeszkodę łydką i wypchnięciem z bioder, zgrywając się z jej ruchem podczas lotu. Po lądowaniu za pierwszym członem spokojnie rozjechali dystans do drugiego, stosując tą samą technikę co przed momentem. Dzięki czemu pokonali cały szereg na spokojnie i w ładnym stylu, a chłopak krótko pochwalił klacz po skoku. Do dziewiątej przeszkody mieli raptem 56m, więc również nie było jakoś specjalnie daleko. Alex w dystansie na krótki moment podniósł się do półsiadu, ale nie rozpędzał siwej do przeszkody - zachował stałe, równe tempo które wcześniej wypracowali. Na kilka foule przed planowanym odskokiem wrócił w siodło, zamknął ją w pomocach i doprowadził do miejsca wybicia pod dziewiątkę wraz z półparadami. Tam odesłał ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, by płynnie podążyć za jej ruchem przechodząc do półsiadu i oddając jej wodzę do skoku. Po lądowaniu za przeszkodą powrócił ponownie do półsiadu, prowadząc ją w równym tempie do kolejnej dziesiątej przeszkody. Pojechali do niej po łuku na lewo dość delikatnym, również stosunkowo niedaleko, bo ledwie 70m więc to nie było jakoś daleko. Po naprostowaniu do przeszkody Alex pewnie swoją niezmienną techniką doprowadził klacz do niej i zaraz wraz z Unbri przefrunął nad nią bez problemów. Do kolejnej jedenastki, a w zasadzie 11, 12 i 13 mieli znowu kawałek dystansu do przejechania. Alex po powrocie do półsiadu zachęcił ponownie klacz do dodania w tempie do przeszkód, łapiąc chociaż kilka dodatkowych zapasowych sekund do czasu. Pojechali wpierw oczywiście na jedenastkę, jadąc do niej nieco krętą ścieżką na prawo. W końcu ów przeszkoda pojawiła się na horyzoncie po naprostowaniu się do niej, więc Alex siadł w siodło i wziął tutaj klacz na siebie. Regulując odpowiednio tempo do przeszkody, zamknął siwkę w pomocach i wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia. Tam odesłał ją do skoku łydką oraz wypchnięciem z bioder, zgrywając się kolejno z jej ruchem w locie. Po lądowaniu za przeszkodą zadbał o powrót do energicznego tempa sprzed przeszkody, by wraz z półparadami przeprowadzić siwkę na spokojnie przez mini zbiornik wodny na suchy brzeg. Dalej już tylko jechali krętą drogą kilkanaście metrów naprzód do trzynastej - miejmy nadzieję że nie pechowej przeszkody, którą również pokonali bezbłędnie. Po lądowaniu za nią powrócił do półsiadu i zachęcił klacz raz jeszcze do dodania w tempie, bo do kolejnych trzech przeszkód: 14,15 i 16 mieli znowu spory dystans do przejechania. Po przejechaniu jakiś 150m trafili na przeszkodę numer 14. Odpowiednio wcześniej Alex siadł w siodło i podniósł ją do przeszkody, wyrównując tempo galopu i zamykając ją w pomocach. Wraz z półparadami kolejno doprowadził ją do miejsca wybicia, gdzie odesłał klacz do skoku łydką i wypchnięciem z bioder. Podążając za jej ruchem przeszedł do półsiadu i oddał jej stosowną ilość wodzy do skoku, by po lądowaniu za nią spokojnie rozjechać dystans do 15. Skok nad nią okazał się tylko formalnością, a Alex po lądowaniu za nią zdecydował się na rozjechanie dystansu do 16 również spokojnie. Tempo było energiczne oczywiście, ale nie popędzał klaczy w dystansie do przeszkody ostatniej. Na kilka foule przed nią zamknął ją w pomocach, by wraz z półparadami doprowadzić ją do miejsca wybicia i w nim odesłać Unbri do skoku nad przeszkodą. W locie płynnie zgrał się z jej ruchem, by po lądowaniu za nią pogonić siwą raz jeszcze do celowników. Po ich przekroczeniu za linią mety stopniowo zwolnił klacz przez kłus do stępa, by sprowadzić ją na rozprężalnie. Nie zapomniał o masie pochwał po drodze, bo klacz się dzisiaj mega spisała.
z.t
_________________
Me miras, me sonries Luego ni hola dices.
[img]xxx[/img]
personalia: No entiendo si es un juego » Alexander Wine wiek: Ahora si voy tras de ti » 28 lat.
partnerka: Que tu seas Mi princesa » xxx.
pms: Yo se que en verdad Te gusto yo » 0.
przyjaciele: Rompamos el hielo Yo solo quiero, esta a tu lado » Delphine.
wrogowie: Esta a tu lado Darte un beso » brak.
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata {28.03} Wzrost: 164 cm Zawód: jeżdziec, tłumaczka Partner: tell me when you hear my heart stop, you'r the only one who knows, tell me when you'll hear my silence, there's a possibility I wouldn't know Ostatni trening: skokowy z Fleau de Baian Podopieczny: Carthago Z, First Night, Little Bit Of Spice, Victim of Virtue | Xavior Pieniądze: £734 Punkty doświadczenia: 109 Skoki: 56 Ujeżdżenie: 15 Cross: 14 Wyścigi: 2 Obycie z koniem: 23
Wysłany: 2019-07-27, 23:12
Tytuł: Hodowca
AMELIE HALLEY & UPLEASER VAN'T DE VOUR - WKKW ENTRY
Nie miałam możliwości startu na swoim najwierniejszym wierzchowcu, czyli Carthago, podczas WKKW wyższych klas, które miało miejsce kilka dni wcześniej, więc postanowiłam wziąć udział w klasie Entry, a z braku konia w stawce musiałam polegać na wierzchowcu z Orchardu. Padło na Upleasera, a czy był to dobry wybór, miało się okazać, niemniej traktowałam ten start nieco bardziej treningowo, bo nie wiedziałam, co z tego wyjdzie. Przyjechaliśmy na miejsce i pierwszego dnia zaliczyliśmy jakoś próbę na czworoboku. Następnego dnia pojawiłam się w stajni, aby wszystko przygotować przed próbą terenową, znosząc sprzęt i przybory na myjkę, ruszyłąm następnie pod boks Upleaser'a, aby się z nim przywitać, ściągając go też na myjkę, po drodze od razu dając młodemu do zrozumienia, że nie pozwolę sobie wchodzić na głowę. Przywiązałam go solidnie, wyczyściłąm i osiodłałam, sama się przygotowałam i ruszyliśmy na rozgrzewkę, która miała być pierwszym testem tego dnia i choćby częściowym prognostykiem tego, jak nam pójdzie. Zdaje się, że Upleasera nieco nosiło, co nie było takie dziwne, ale starałąm się mieć go pod kontrolą. Po odpowiedniej rozgrzewce skierowaliśmy się na start. Posyłałam mu półpardy, przygotowując jednocześnie do startu, nabierając wodze na kontakt i wchodząc na wcześniej wypracowane jako tako ustawienie.
Po sygnale wypchnęłam go do galopu i ruszyliśmy na trasę. Ogier od razu ruszył mocno i musiałam go haować, siedząc głębiej w siodle i posyłąjąc mu półparady. Nie było sensu rozgalopowywać go za bardzo, bo pierwsza przeszkoda byłą blisko. Na częście ogarnęłam go do tego stopnia, aby wziąć go bardziej na siebie, zamknąć go w pomocach i doprowadzić pod przeszkodę, pewnie odsyłając do skoku w odpowiednim miejscu, dodając łydkę. Mimo tego, że osiągnięcie kompromisu na samym początku naszej próby crossowej ewidentnie nie było łatwe, pokonaliśmy jedynkę na czysto, ruszając energicznie dalej. I w tym wypadku już pozwoliłam Upleaserowi się rozpędzić, jednak nie była to całkowita samowolka, bo musieliśmy rozłożyć siły na cały tor, a przy przesadnej prędkości łatwiej było o jakiś wypadek. Tego bym oczywiście nie chciała. Dlatego usiłowałam trzymać ogiera w ryzach, ewentualnie lekko go hamując i wysyłając półparady, po dotarciu pod dwójkę dodałam mu łydkę do odskoku w optymalnym miejscu, a po wybiciu oddałam mu wodze zostając na kontakcie, przeszłam w półsiad i wyszłam za jego ruchem. Trzecia przeszkoda również znajdowała się nieco dalej i tu powtórzył się ten sam scenariusz, chociaż może tym razem z większym sukcesem udawało mi się utrzymać Upka w ryzach, z niewielkimi korektami, prowadząc go na trójkę. Nieco wcześniej wzięłam go bardziej na siebie, prowadząc na środek "stołu", następnie wróciłam w siodło i zamknęłam go w pomocach, posłałam jeszcze półparadę i dodałam mu łydkę do wybicia w odpowiednim miejscu. Podczas skoku oddałam mu więcej wodzy, przeszłam w półsiad i zgrałam się z jego ruchem. Znów czekał nas dłuższy odcinek, wkrótce z resztą wjechaliśmy w las, zmierzając na czwórkę. Póki co naszym największym problemem był brak porozumienia co do znaczenia "dodania w tempie", bo Upleaser posuwał się zdecydowanie dalej w tym przyspieszeniu, niżbym tego chciała, tak więc znowu ten najazd w pewnej części polegał na korekcie tempa i próbach trzymania gniadego w ryzach. Pomagały nieco półparady. Tak czy inaczej cała i zdrowa dotarłam z nim w pobliże czwórki, gdzie w końcu wróciłam w siodło i zamknęłam go w pomocach, nie dając mu już takich możliwości do szalenia w tempie, wyrównując go do przeszkody i dodając łydkę w odpowiednim miejscu. Po wybiciu oddałam mu wodze na kontakcie, wróciłam do półsiadu i zdążyłam za jego ruchem. Piąta przeszkoda była już znacznie bliżej, dlatego zaraz po odejściu spod przeszkody zostałam w półsiadzie, jednak zyskując większą kontrolę nad tempem ogiera, nie dawałam mu możliwości, żeby się tak rozszalał w tempie, skupiając się natomiast na wyjechaniu określonej liczby foule, co nam się udało. Skok nad piątką także należał do tych udanych. Podobnie sytuacja miała miejsce po odjeździe spod piątki i ruszając na już szóstą przeszkodę, to znaczy od razu próbowałam przejąć kontrolę nad tempem Upleasera, nie dając mu możliwości, żeby się rozpędzał, posyłając mu półparady, prowadząc na środek przeszkody, a zbliżając się już do niej wróciłam w siodło i zamknęłam go w pomocach, następnie wspomagając w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając mu łydkę i odsyłając do skoku. W nim oddałam mu wodze, przeszłam do półsiadu i wyciągnęłam nadgarstki za jego ruchem. Do siódemki czekał nas jeszcze krótszy odcinek, tak więc i tym razem od razu po odejżdzie spod przeszkody usiłowałam mieć tempo Oldenburga pod kontrolą... I tym razem mi się to nie udało, proste niedopilnowanie. Początkowo wszystko było dobrze, tempo było energiczne i aktywne, ale nie stwarzało niebezpieczeństwa, posyłałam mu półparady, jednak będąc już bliżej siódemki, gdy Upleaser mógł ją sobie lepiej obejrzeć, chyba entuzjazm mu uderzył do głowy, bo nagle wyrwał się znowu do zdecydowanie za szybkiego tempa, co było pewnym zaskoczeniem i wybiło mnie z rytmu, co utrudniło mi ponowne zahamowanie mnie w tempie, a siódemka byłą coraz bliżej. W pewnym momencie po prostu już czułam, że to się nie skończy dobrze i chociaż usiłowałam przygotować Upleasera do pokonania przeszkody ze względu na tempo musiałam go skierować na woltę, która z kolei oznaczała punkty karne. N wolcie udało mi się zahamować go w tempie, zdecydowałam się już na spokojniejsze tempo, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo powtórki z rozrywki. Nasz czas też miał na tym ucierpieć, ale miałam nadzieję, że da się to jeszcze nadrobić. Po wolcie skierowałam go z powrotem na szóstkę, gdzie go naprostowałam i nieznacznie dałam możliwość do przyspieszenia, jednak byłam cały czas czujna. Udało nam się bez problemów i zgrzytów pokonać szóstkę na czysto, i tym razem po lądowaniu za nią od razu skoncentrowałam się na kontroli nad tempem i tym razem wyszło mi to o wiele lepiej. Wcześniej wzięłam go bardziej na siebie, kierując na środek siódemki, wróciłam w siodło, zamknęłam go w pomocach i odesłałam do wybicia z siłą z zadu w dobrym miejscu, wszystko w odpowiednim tempie. Ulżyło mi, gdy zostawiliśmy za sobą siódemkę. Postawiłam na rozsądne tempo do znajdującej się nieco dalej ósemki, bo mieliśmy co nadrabiać, ale nie chciałam też znowu prowokować takiego wystrzelenia do przodu w tempie wyścigowym niemalże. Po drodze wysyłałam mu półparady, wcześniej podnosząc do przeszkody, aby również ósemkę ostatecznie pokonać na czysto.
Do kolejnej, bardzo podobnej przeszkody nie było daleko, więc po odjeździe spod przeszkody zostałam w półsiadzie, podniosłam go po skoku i poprowadziłam do następnej przeszkody, zachowując tempo sprzed poprzedniej, trzymając Upleasera w ryzach, posyłając mu półparady. Już bliżej przeszkody wróciłam w siodło i zamknęłam go w pomocach, następnie dodając mu łydkę do wybicia w optymalnym miejscu, a po wybiciu oddałam mu wodze przy szyi, wróciłam do półsiadu i wyszłam za jego ruchem. Po lądowaniu pozwoliłam ogierowi nieco dodać w tempie, ale i to dodanie miałam pod kontrolą w razie czego, posyłałam mu półparady i w efekcie pokonaliśmy ten odcinek do dziewiątki dość spokojnie, na koniec pokonując ją na czysto i w ładnym stylu.
Po odjeździe spod przeszkody wróciłam do półsiadu, zachęcając jednak Upleasera do lekkiego dodania w tempie, bo miałam na uwadze, że mieliśmy co nadrabiać. Nie pozwalałam mu jednak na samowolkę, kontrolując i pilnując to tempo, po drodze posyłając mu półparady. Bliżej dziesiątki podniosłam go do niej, następnie wróciłam w siodło i zamknęłam go w pomocach. Posłałam mu jeszcze półparadę, wyrównałam w tempie do przeszkody i odesłałam go do dynamicznego wybicia, chwaląc go krótko, po oddaniu udanego skoku nad dziesiątką. Do jedenastki czekał nas dłuższy odcinek, co było idealną okazją, żeby co nieco nadrobić, tak więc znowu zasugerowałam ogierowi dodanie w tempie i wydłużenie kroku w galopie, i tym razem jednak mając go pod kontrolą, pewnie prowadząc go na jedenastkę, ewentualnie wyrównując w tempie, aby i tę przeszkodę pokonać na czysto. Po odjeździe spod jedenastki już tak go nie rozpędzałam, zostając w dotychczasowym tempie, posyłając mu częściej półparady i zachowując też nad gniadoszem lepszą kontrolę. Gdy zbliżyliśmy się do zbiornika wodnego jeszcze nieco go zwolniłam. Weszliśmy do wody (i to wejście stanowiło punkt 12 na trasie). Przechodząc przez zbiornik posyłałam mu półparady, lekko wypuszczając do przodu w tempie, gdy z niego wyszliśmy, kierując go prosto na środek trzynastki. Wróciłam w siodło, zamknęłam go w pomocach i wyrównałam do przeszkody, dodając mu łydkę i wysyłając do skoku, w którym oddałam mu stosowną ilość wodzy przy szyi, przeszłam do półsiadu i zgrałam się z nim w locie.
Czternastka znajdowała się po nieco dłuższym odcinku, który oczywiście wykorzystałam, aby pozwolić ogierowi nieco dodać w tempie, chcąc nadrobić ile się dało, stąd rzucałam od czasu do czasu okiem na zegarek. I tym razem jednak nie dawałam młodemu zbyt wiele możliwości, aby się rozszalał, posyłając mu także półparady. Bliżej czternastki wróciłam w siodło, zamknęłam go w pomocach, wyregulowałam tempo i odesłałam do i tym razem czystego i udanego skoku nad prostą, czternastą przeszkodą. Po odjeździe spod niej już go tak nie rozpędzałam, skupiając się na zachowaniu równego tempa i wyjechaniu wyliczonej liczby foule, co nam się udało i chwilę później przeskoczyliśmy na czysto i w niezłym stylu i tę przeszkodę. Znowu lekkie dodanie w tempie i minimalizacja strat, bo mogłam z pewną pewnością stwierdzić, że w normie czasu się nie zmieścimy, a galop na złamanie karku też nie był do końca dobrym wyjściem. Posyłałam mu półparady, aby zachował koncentrację, prowadząc go na ostatnią przeszkodę. Nieco wcześniej wzięłam go bardziej na siebie, kierując na środek szesnastki, po czym wróciłam w siodło , zamknęłam go w pomocach, wyrównałam w tempie i zasugerowałam optymalne miejsce do wybicia, przez dodanie łydki. Następnie po wybiciu oddałam mu nieco więcej wody, zostając na kontakcie, zaprezentowałam odpowiedni półsiad i i sylwetkę na jego grzbiecie i zaczekałam na niego, wychodząc za jego ruchem. Dogalopowaliśmy energicznie do mety, zwalniając dopiero za nią i meldując się na finiszu z wynikiem 27,6 punktów karnych, spowodowanych woltą i nie zmieszczeniem się w normie czasowej. Po zwolnieniu do stępa, udaliśmy się na rozprężalnię, po drodze nie zapomniałam o pochwałach dla Upleasera.
Płeć: klacz Wiek: 8 lat Rasa: Oldenburska Wzrost: 170 cm Ostatni trening: 21.02.2020 - join up z Sethem Właściciel: Seth Cena: £2000 Doświadczenie w skokach: 46 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 41 Doświadczenie z lonżowania: 64 Kondycja: 65 Szybkość: 64 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-07-28, 00:01
BRIAN DONNEY & ELUSIVE - WKKW ENTRY
Klacz mimo że miała właściciela, startowała tylko i wyłącznie pod innymi jeźdźcami w zawodach. Nie żeby narzekała, jednakże to z Sethem miała najlepsze relację i najpewniej czuła się z nim w swoim otoczeniu. Mimo tego że znała się już z Brianem, to nie należał do osób które zaskarbiłyby sobie jej sympatię - jeszcze. Za słabo go znała, a na zawody to taki doskok tylko i wyłącznie do życia codziennego bez niego w nim. Mimo to dała się dowieźć na miejsce zawodów na dzień przed ich zaczęciem, by pierwszego dnia odbyć próbę na czworoboku. Drugiego dnia czekała ich próba na torze crossowym, co oznaczało więcej stresu i nerwowości. Przywitała się z nim dość oschle, ale dała się zabrać na myjkę. Tam nawet dość sprawnie i szybko Brian ją wyczyścił oraz osiodłał, by i kiedy on był gotowy ruszyć za nim na rozprężalnie w okolicy toru na którym mieli startować. Tam dokładnie rozgrzali się przed startem swoim, zważając na zachowanie sił na pokonanie trasy oraz przeszkód. Jednak porządna rozgrzewka to podstawa, bo kontuzja nie byle mile widziana.
W końcu nadszedł ich moment startu, więc powróciła do wcześniej wypracowanego ustawienia i weszła na kontakt z ręką jeźdźca. Mógł być z niej na początku zadowolony, bo jak na razie słuchała się go bez zarzutu. Przybyli na linię startu, gdzie oczekiwali na sygnał do ruszenia. Nie trzeba być specjalnie jasnowidzem by wiedzieć, że w końcu go otrzymali. Wtedy gniada ruszyła galopem z zadu przed siebie, dostosowując się do wysyłanych przez chłopaka sygnałów. Pozostała przy galopie do pierwszej przeszkody w aktywnym, ale pośrednim tempie i w dystansie do ów przeszkody kiedy już się pojawiła w zasięgu wzroku, to bacznie acz krótko się jej przyjrzała. Idąc od zadu do miejsca wybicia pod przeszkodę, pozostała w pełni skupiona na jeźdźcu i gotowa do działania. W miejscu odskoku po sygnale od Briana wyszła do skoku, składając kończyny w locie pod siebie i pracując ciałem w locie nad przeszkodą. Gładko przefrunęła nad jedynką, by wylądować za nią i odejść szybko spod przeszkody. Do drugiej przeszkody zachęcona przez jeźdźca poszerzyła swoją foule i dodała w tempie, by dość sprawnie dojechać do zielonkawej przeszkody i przefrunąć nad nią bez większego problemu. Po lądowaniu za nią powróciła do tempa sprzed przeszkody, nawet jeszcze nieco dodając w nim w dystansie do trójki. Po naprostowaniu się do trzeciej przeszkody klacz się jej krótko przyjrzała, by podnieść się do niej i w skupieniu dojechać do miejsca wybicia. Tam wyszła płynnie do skoku nad stół, wykonując w locie nad nim nienaganny baskil. Po lądowaniu za przeszkodą Elusive szybko od niej odeszła, dodając ponownie lekko w tempie do czwartej przeszkody. Mieli do niej spory dystans do przejechania, więc można było nadrabiać tu czas. W końcu lepiej mieć w zapasie cenne sekundy, niż ich nie mieć. Klacz dała się dość pewnie dojechać do tejże przeszkody, by w miejscu wybicia wyjść do skoku i gładko przelecieć nad skakaną przeszkodą. Do piątej przeszkody mieli już mniejszy dystans, więc pojechali do niej równym i nieco bardziej opanowanym tempem. Przeszkody raczej nie byłby wstanie wziąć na siebie Jednakże ku jego ucieszę za pewne klacz się do niej podniosła, by wraz z facetem i jego pomocami dojechać do miejsca wybicia. Po wyjściu do skoku nad przeszkodę złożyła kończyny pod siebie w locie, pracując odpowiednio cielskiem podczas lotu i dzięki temu przelatując gładko nad przeszkodą. Jadąc na szóstkę pozostali w stałym tempie galopu, wyjeżdżając dystans na idealną liczbę fouli i dojeżdżając sprawnie do miejsca wybicia pod przeszkodę. Przefrunęła gniada nad nią bez problemu, by po lądowaniu za nią szybko odjechać spod przeszkody i ruszyć na siódemkę. W dystansie do ów przeszkody Elka podniosła się do niej, by w skupieniu i pełnym zaangażowaniu dojechać do miejsca wybicia pod przeszkodę. Tam wyszła do skoku nad nią, wykonując w locie nienaganny baskil. Po lądowaniu za przeszkodą dodała w tempie do szeregu 8ab, który obecnie stał na ich drodze do skakania. Szybko zauważyła jasne przeszkody w postaci dwóch kłód 8a i 8b, które nie wyglądały jakoś specjalnie trudno. Na tym odcinku trasy jednak było sporo gapiów, a to rozproszyło mało towarzyską klacz. Akurat tam gdzie stał szereg było ich dość dużo i zdecydowanie za blisko, a ona nie chciała tam być. Opierała się przed dojechaniem tam, jednakże Brianowi udało się ją podprowadzić pod człon A. W locie zapracowała pięknie swoim ciałem i poskładała się, by po lądowaniu za nim podobnie zachowała się w stosunku do członu B. Jednak tym razem bardziej postawiła na swoim, nie jako wymuszając na Brianie zrobienie wolty i najechanie na szereg raz jeszcze. Tym razem było nieco lepiej, a przynajmniej na tyle lepiej że pokonali oba członu na raz i bez wolt czy innych. Po odjechaniu spod felernej przeszkody, skierowali się dalej na dziewiątkę która wyglądała jak stół. W skupieniu i zaangażowaniu do którego klacz wróciła już teraz, dojechała do wcześniej wspomnianej przeszkody z podniesieniem się odpowiednio wcześniej do niej. Dojechała tak do miejsca wybicia, gdzie wyszła do skoku nad przeszkodę i wykonała w locie nad nią poprawny baskil. Do dziesiątej przeszkody po lądowaniu za dziewiątą ponownie dodała wraz z pomocami od jeźdźca w tempie, łapiąc kolejne cenne sekundy stracone przy konieczności wykonania wolty. Bez problemu dała się naprowadzić na przeszkodę, by po chwili dojechać do miejsca wybicia i finalnie pokonać przeszkodę bez trudu. Po lądowaniu za przeszkodą ponownie dodała w tempie, jadąc na kolejne trzy przeszkody ustawione blisko siebie. Spory kawałek w dystansie pokonali do jedenastej przeszkody, by naprostować się na jej środek i dojechać pod nią do miejsca wybicia. Tam wyszła idealnie do skoku nad przeszkodę, podciągając kończyny w locie pod siebie i pracując ciałem podczas lotu. Po lądowaniu za nią powróciła do wcześniejszego tempa, by pojechać dalej przed siebie na dwunastką przeszkodę którą był niewielki zbiornik z wodą. Nie miała obaw przed wjechaniem do wody i prze galopowaniem przez nią, by za chwilę znaleźć się znowu na suchym. Tam też od razu skupiła się na trzynastej przeszkodzie, która stała nieopodal. Pewnie Elusive podjechała pod nią, wychodząc w wyznaczonym do tego miejscu do skoku nad trzynastkę i pokonując ją dość gładko. W dystansie do kolejnej przeszkody - czternastej, klacz zgodnie z prośbą jeźdźca znowu poszerzyła swoją foule i dodała w tempie. Szybko dość i sprawnie dojechali w okolice ów przeszkody którą mieli skakać, gdzie klacz krótko się jej przyjrzała. Następnie spokojnie i pewnie w tempie dojechała do miejsca wybicia, gdzie wyszła po raz kolejny do skoku bez zawahania jak przez znaczną część wcześniejszej trasy. W locie nad przeszkodą wykonała nienaganny baskil, by wylądować zaraz po jej drugiej stronie i skierować się na piętnastkę. Pozostali w stałym rytmie w dystansie do tej przeszkody, ponieważ stała ona niedaleko. Rozjechali dystans między przeszkodami na odpowiednią ilość foule, by po chwili przefrunąć nad przeszkodą dość gładko. Po lądowaniu za nią i odjechaniu spod niej, klacz ponownie dodała w tempie w dystansie do ostatniej - szesnastej przeszkody. Na kilka foule przed przeszkodą podniosła się Elka do niej, wyrównała tempo galopu i w skupieniu wraz z Brianem dojechała do miejsca wybicia. W nim wyszła do skoku nad przeszkodę, prezentując w locie ostatni raz baskil i lądując za nią po chwili bezbłędnie. W mocnym tempie po lądowaniu dojechali do mety, by po jej przekroczeniu zwolnić stopniowo do stępa i zjechać na rozprężalnie.
z.t
_________________
Cause it's ya ya ya ya Blah Blah Blah Blah.
imię: State of trance, how you feelin? - Elusive właściciel: If you're ready for this let mee see those hands and - Seth Allen.
rodzice: Hickstead x Oktave
dokumenty: passport moje:gallery
potomstwo: All we ever do is go ya ya ya - brak
osiągnięcia: And we don't even care about what they say - link
Płeć: klacz Wiek: 9 lat Rasa: Hanowerska Wzrost: 175 cm Właściciel: Drew Cena: £2200 Doświadczenie w skokach: 44 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 45 Doświadczenie z lonżowania: 65 Kondycja: 65 Szybkość: 67 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-07-28, 01:00
DREW PASCAIL & HANKY PANKY - WKKW ENTRY
W ostatnim czasie głównie z Volano startował, a nie z nią. Nie no żeby mu wypominała nie, ale cieszyła się z każdej możliwości spędzenia z właścicielem czasu i z każdej formy ruchu. Dała się bez zgrzytów dostarczyć do miejsca odbywania się zawodów, by potem pierwszego dnia odbyć próbę na czworoboku. Dzisiaj czekała ich próba na torze crossowym, gdzie po przyjściu Drew pod jej boks ciepło się z nim przywitała - zresztą jak zwykle. Już nie jeden start mieli w końcu za sobą, a też już się trochę znali. Plus ruda miała fajny charakter, więc to wszystko do kupy czyniło z niej na prawdę dobre konia do życia codziennego, jak i na zawody. Dała się zaraz zabrać na myjkę, gdzie nie sprawiała mu żadnych trudności przy czyszczeniu jak i siodłaniu. Natomiast jak oboje byli gotowi, to ruszyli na rozprężalnie w okolice toru crossowego na rozgrzewkę. Przeszli przez wszystkie chody, wykręcając różne figury i na koniec skoczyli kilka razy ustawione tutaj na rozgrzewkę przeszkody. Kiedy byli odpowiednio rozgrzani, przeszli do stępa w którym oczekiwali wezwania na tor. Ona miała i tak mnóstwo energii, a dobra rozgrzewka to podstawa sukcesu. W końcu nie chcą kontuzji nie?
W końcu nadszedł czas ich startu, więc powróciła z właścicielem do wcześniej wypracowanego ustawienia oraz na kontakt z jego ręką. Mieliła na początku nieco intensywnie wędzidło, ale próbowała się przez to nieco pozbyć stresu. Skierowali się na start, gdzie wraz z usłyszeniem dzwonka i otrzymanymi pomocami od jeźdźca przeszła od razu do galopu. Pchała się mocno z zadu w przód, poruszając się energicznym tempem. Pierwsza z przeszkód leżała zaraz za startem, której Hanky się bacznie przyjrzała. Jednak należała ona jeszcze do tych, które nie sprawiały raczej większych problemów w pokonaniu ich. Nie rozumiała do końca po co, ale podniosła się do przeszkody skoro tego chciał Drew i w skupieniu dojechała do miejsca wybicia na środku przeszkody. Wykonała w locie skok z lekkim zapasem, składając przy tym odpowiednio swoje kończyny pod ciało na krótką chwilę. Ponieważ już sekundy później miękko wylądowała po drugiej stronie przeszkody. Szybko odeszła spod tejże przeszkody, starając się nieco dodać w tempie do dwójki z lekkim poszerzeniem swojej foule przy tym. Dwójka jakąś chwilę później pojawiła się na horyzoncie, a klacz mogła się jej krótko przyjrzeć. Hanky sprawnie skróciła się i podniosła do przeszkody, dojeżdżając zaraz do miejsca wybicia pod nią. Wyszła w nim do skoku nad przeszkodę oczywiście, wykonując okrągły skok nad nią z poprawnym baskilem w jej wykonaniu w locie. Po miękkim lądowaniu za przeszkodą klacz szybko skierowała się na trójkę, która również stała stosunkowo w równej odległości od pierwszych dwóch przeszkód. W dystansie klacz utrzymywała mocne tempo do przeszkody, by wkrótce się na nią naprostować i skrócić, poprzez podniesienie się do niej ponownie wraz z wyrównaniem tempa do miejsca odskoku. Wyszła w nim do lotu nad przeszkodę, przefruwając dość gładko nad tą przeszkodą i ponownie dość miękko zaraz lądując po drugiej jej stronie. Szybko odeszła też od trójki, powracając do mocnego tempa galopu w kierunku czwartej przeszkody. Klacz może była jeszcze stosunkowo młoda i mało doświadczona, ale dawała z siebie ile mogła i co mogła. Drew poznał ją raczej od strony właśnie że we wszystko co robi to wkłada całą siebie, dając z siebie 101% choć nie zawsze to idealnie przekłada się na wyniki. Kiedy przeszkoda numer cztery pojawiła się w zasięgu wzroku, ruda krótko się jej przyjrzała i od razu z pomocami od właściciela skróciła się, a także podniosła się do niej z większym osadzeniem się na zadzie. Pięknie tutaj z okrągłą foulą dojechała do miejsca wybicia pod przeszkodę, gdzie wyszła poprawnie do skoku na czwórkę i wykonała w locie nad nią baskil. Do piątej przeszkody znowu nie było aż tak daleko, więc dość sprawnie odjechali spod przeszkody numer cztery i wrócili do wcześniejszego tempa. W równym tempie rozjechali dystans między przeszkodami, by zmieścić się na określoną foule do przeszkody. Gdzie wyszła do skoku nad nią w określonym przez chłopaka miejscu, podciągając w locie kończyny pod siebie i pracując ciałem w locie nad piątką. Po lądowaniu za przeszkodą szybko od niej odeszła, kierując się na blisko postawioną szóstkę. Pewnie dojechała do przeszkody, wychodząc do niej z lekkim przytupem i poprawnie przelatując nad nią w górze. Jednak przy tym wyskoku wytrąciła chłopaka z równowagi i nieco się biedak posypał. Rzadko kiedy wykorzystywała błędy jeźdźca na swoją korzyść, ale do siódemki było dość blisko i klacz sama postanowiła na nią najechać i ją zaatakować bez czekania na Drew. Była nieco głucha na pomoce od swojego właściciela, starając się postawić na swoim za wszelką nieco cenę. Przeszkoda była tuż tuż więc mogli ryzykować skokiem, albo ratować się inną metodą. Chłopak zdecydowanie postawił na to drugie, odjeżdżając spod przeszkody na woltę. Na niej dopiero wraz z pomocami od właściciela powróciła do wcześniej wypracowanego tempa, ale także ponownie się na nim skupiła i zaczęła go słuchać. Raz jeszcze naprostowali się do przeszkody, by pewnie dojechać pod nią do miejsca wybicia i w nim unieść się do skoku nad przeszkodę. W locie nad siódemką wykonała nienaganny baskil, by po lądowaniu skierować się dłuższym odcinkiem do ósmej przeszkody. W dystansie zachęcona przez właściciela dodała w tempie do ów przeszkody, łapiąc cenne sekundy stracone wcześniej na wykonanie wolty. Klacz się przyjrzała krótko jasnej przeszkodzie, którą właśnie miała skakać. Jednak bez cienie zawahania dojechała do miejsca wybicia pod nią, by pokonać człon A na czysto. Po lądowaniu za nim wbiła wzrok w człon B, który wyglądał podobnie jak jego poprzednik. Dlatego klacz spokojnie przyjrzała się przeszkodzie, podniosła się w dystansie do niego i spokojnie rozjechała dystans między przeszkodami do miejsca wybicia pod przeszkodę. Tam oczywiście wyszła do skoku nad przeszkodę, wykonując na nią okrągły i ładny skok. Miękko wylądowała za przeszkodą po drugiej stronie, by szybko odejść spod przeszkody i skierować się po nieco dłuższym dystansie do przeszkody numer dziewięć. Klacz chętnie dodała za zgodą w tempie do ów przeszkody, a kiedy się naprostowała do czegoś na kształt stołu, to się krótko przyjrzała ów przeszkodzie. Sprawnie wraz z właścicielem dojechała do miejsca wybicia, wychodząc w nim do skoku nad przeszkodę i pokonując przeszkodę bez większego problemu. Po odjechaniu spod przeszkody, Hanky dodała ponownie w tempie poszerzając przy tym swoją foule. Dzięki temu dość szybko i sprawnie pokonali odcinek do dziesiątej przeszkody, której ruda nie omieszkała się bacznie przyjrzeć. Na kilka foule przed przeszkodą osadziła się bardziej na zadzie i podniosła do przeszkody, by dojechać na środek przeszkody do miejsca wybicia. Po wyjściu do skoku nad przeszkodę podciągnęła kończyny pod siebie, balansując ciałem w locie nad przeszkodą i lądując zaraz za nią miękko. Szybko odeszła spod przeszkody, wydłużając ponownie swój wykrok i dodając w tempie do kolejnej przeszkody. Zasadniczo do kolejnych trzech, które stały w bliskiej odległości od siebie. Spokojnie i pewnie dojechali do ów przeszkody, którą pokonali bez większych trudności. Po lądowaniu za nią wrócili do poprzedniego tempa, by w równym jego rytmie pojechać na przeszkodę numer dwanaście. Był to mini zbiornik wodny, przez którego klacz prze galopowała dość pewnie i bez pędzenia na łeb na szyję. Po wyjściu ze zbiornika na suchy ląd, skierowali się na przeszkodę numer trzynaście - która stała dość niedaleko. Dodała lekko w dystansie do niej, by spokojnie i uważnie dojechać po krótkim się przyjrzeniu przeszkodzie do niej do miejsca wybicia pod nią. Tam wyszła pewnie do skoku, wykonując baskil nad przeszkodą z miękkim lądowaniem tuż za nią. Odjechała dość szybko spod przeszkody, kierując się dalej na czternastkę. Zachęcona Hanky przez Drew ponownie poszerzyła swoją foule dodając tym samym w tempie, bo najazd do ów przeszkody był znowu nieco dłuższy. W końcu przeszkoda pokazała im się w pełnej krasie, a klacz bacznie się jej przyjrzała w najeździe do niej. Dojechała zaraz do miejsca wybicia, wychodząc gładko do skoku nad przeszkodę i wykonując na nią ładny, poprawny skok. Do piętnastej i zarazem przedostatniej już przeszkody, nie mieli wcale tak daleko. Po odjechaniu spod przeszkody wróciła do energicznego tempa, rozważnie rozjeżdżając dystans do tejże przeszkody. Wraz z właścicielem bez cienia problemu dość sprawnie dojechali do przeszkody, by wyjść pod nią do skoku i zgrać się ze sobą w locie nad nią. Po lądowaniu za nią do szesnastki ponownie poszerzyła swoją foule dodając tym samym w tempie, by pojechać na ostatnią przeszkodę na ich trasie. Na kilka foule przed odskokiem podniosła się do przeszkody, wyrównała tempo i przyjrzała się przeszkodzie. Kolejno zaraz dojeżdżając pod nią do miejsca wybicia i wychodząc w nim do skoku, a w locie od razu wykonała ostatni baskil i wylądowała dość miękko za przeszkodą. Energicznie do galopowała do mety, by po jej przekroczeniu zwolnić stopiowo do stępa i skierować się na rozprężalnie.
z.t
_________________
In my mind in my head This is where we all came from.
imię: This is what we're waiting for - Hanky Panky właściciel: The dreams we have the love we share - Drew Pascail.
rodzice: Plot Blue x Happy Appy
dokumenty: passport moje:gallery
[img]xxx[/img]
potomstwo: That is where We all from - brak
osiągnięcia: Because dreams are to meet them - link
Płeć: kobieta Wiek: 25 lat {18.01} Wzrost: 171 cm Zawód: architekt (nie pracuje), jeżdziec Partner: bottle of whisky will do the trick Ostatni trening: 04.2019 - skokowy - Jim Beam Rye Podopieczny: Jim Beam Rye, Prescription Boy Pieniądze: £2495 Punkty doświadczenia: 68 Skoki: 22 Ujeżdżenie: 29 Cross: 8 Obycie z koniem: 9
Wysłany: 2019-07-28, 12:21
NADYA BRAVO & GAMEBREAKER - WKKW ENTRY
Postanowiłam wziąć udział w zawodach WKKW Entry, które miały miejsce w jednej z angielskich stajni, z tej prostej przyczyny, że nie miałam możliwości startu z Jimem, chcąc wycofać go całkowicie ze startów w związku ze stopniową utratą wzroku w drugim oku. To oczywiście oznaczało, że na entry musiałam sobie poszukać jakiegoś konia i w końcu padło na Gamebreakera, jednak jakoś nie obawiałam się startu pod całkiem nieznanym sobie koniem, jakoś od początku z Gamebreakerem dogadywaliśmy się nieźle, jak na kompletnie nieznajomych sobie jeżdżca i konia. Bezpiecznie dotarliśmy do stajni, w której odbywały się zawody, pierwszego dnia miała miejsce próba ujeżdżeniowa.
Drugiego dnia pojawiłam się w stajni, aby wszystko przygotować przed próbą terenową. Przyniosłam na myjkę jego lśniący czystością sprzęt i przybory, meldując się następnie pod boksem Gamebreakera, aby po krótkim przywitaniu zabrać go na myjkę, tam oporządzić i osiodłać. Na chwilę zniknęłam w socjalnym, zostawiając go pod okiem stajennego, a gdy oboje byliśmy gotowi odwiązałam go i ruszyliśmy na rozprężalnię, aby tam się odpowiednio rozgrzać i przygotować do startu. Rozgrzaliśmy się w każdym chodzie, wykręcając od czasu do czasu jakieś figury, na koniec ćwicząc na ustawionych t przeszkodach. Później kręciliśmy się w stępie, co było chwilą odpoczynku, zanim przyjdzie czas na nasz start.
Gdy on się zbliżał nabrałam wodze na kontakt, wchodząc z ogierem na wypracowane wcześniej ustawienie i prowadząc go na linię startu, gdzie przygotowałam go do ruszenia galopem. Po sygnale wypchnęłam go do galopu, od razu starając się ustalić odpowiednie, aktywne i energiczne tempo do pobliskiej, pierwszej przeszkody. Na szczęście obyło się tutaj bez jakichkolwiek konfliktów, ogier dostosował się do narzuconego tempa i pewnie ruszyliśmy na pierwszą przeszkodę. Po drodze posłałam mu półparady, następnie biorąc go nieco bardziej na siebie, siedząc głębiej w siodle, zamknęłam go w pomocach i doprowadziłam po przeszkodę, odsyłając do skoku w odpowiednim miejscu. Po wybiciu oddałam mu stosowną ilość wodzy, przeszłam w półsiad i zgrałam się z nim w ruchu. Dopiero po pokonaniu jedynki mogliśmy rozwinąć nieco lepsze tempo. Po odejściu spod przeszkody zostałam w odciążającym półsiadzie, wypuszczając go do przodu w tempie. Przyspieszenie było całkiem przyjemne, jednak nadal czuwałam, gdyby Gamebreaker doznał nadmiaru fantazji, posyłając mu też półparady, bo zdawałam sobie sprawę, że całe to otoczenie, może być dla młodego konia nieco onieśmielające. Niemniej nasz najazd na dwójkę był pewny i spokojny, tak jak skok nad nią. Podobny dystans dzielił nas od trójki, tak więc i tym razem pozwoliłam mu na lekkie dodanie w tempie, wyznaczając sobie pewną granicę, jeśli chodzi o nasze tempo, zarówno górną, jak i dolną. Na razie było ono zadowalające i nie napotykaliśmy problemów, ale był to sam początek dzisiejszego przejazdu. Nie zapominałam o skupiających półparadach, prowadząc go na środek "stołopodobnej" trójki. W jej pobliżu podniosłam go lekko do tej przeszkody, wróciłam w siodło z półsiadu, zamknęłam go w pomocach i doprowadziłam do odpowiedniego miejsca, dodając jej dalej łydkę. Po wybiciu oddałam mu wodze przy szyi, przeszłam w półsiad i wyszłam za jego ruchem.
Znów czekał nas dłuższy odcinek trasy do czwórki, głównie przez las, tak więc i tym razem poprosiłam hanowera o dodanie w tempie, po drodze częściej posyłając mu półparady i ogólnie byłam czujna, co generalnie nigdy nie zaszkodzi, ale tym razem nie było tak potrzebne. Zaraz zameldowaliśmy się pod czwórką, by chwilę później przelecieć nad nią i pokonać ją na czysto i w ładnym stylu. Piąta przeszkoda była już nieco bliżej, więc po odejściu spod czwórki i powrocie do półsiadu skorygowałam nasze tempo, dostosowując je do odległości. Pozostało ono oczywiście aktywne i energiczne, nie zapomniałąm o skupiających półparadach, prowadzą Game'a na piątą przeszkodę. Wcześniej wzięłam go bardziej na siebie, potem wróciłam głębiej w siodło i zamknęłam go solidnie w pomocach, posyłając jeszcze półparadę, następnie wyrównałam go w tempie i odesłałam do skoku w odpowiednim miejscu przez dodanie łydki. Po wybiciu oddałam mu nieco więcej wodzy przy szyi, zaprezentowałam półsiad i zdążyłam za jego ruchem. Do szóstki zastosowaliśmy podobne tempo, i tym razem działałam półparady, chcąc aby ogier zachował skupienie. Tu też obyło się bez jakichś zgrzytów, doprowadziłam odesłałam do skoku, który i tym Gamebreakera pod przeszkodę i odesłałam go do skoku, który również okazał się udany. Znów po odjeździe spod przeszkody dostosowaliśmy tempo do bliższej siódemki, aczkolwiek wciąż było ono energiczne i aktywne. Siódma przeszkoda byłą dość podobna do poprzedniej. Czuwałam nad stałym tempem, posyłając ogierowi pomoce, następnie wcześniej podnosząc go do przeszkody i prowadząc na jej środek. Siadłam głębiej w siodle i zamknęłam go w pomocach, następnie wspomogłam w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając stanowczą łydkę w najlepszym miejscu, po wybiciu oddając mu wodze na kontakcie, wróciłam w półsiad i wyciągnęłam nadgarstki za jego ruchem. Tym razem zostawiając za sobą siódemkę pozwoliłam hanowerowi na większe przyspieszenie, bo kolejna znajdowała się po dłuższym odcinku trasy. Pilnowałam jednak, żeby młodemu nic do łba nie uderzyło i posyłałam mu półparady, prowadząc na środek przeszkody, a znajdując się bliżej niej wróciłam w siodło i zamknęłam go w pomocach, posyłając jeszcze jedną półparadę, a po doprowadzeniu go pod przeszkodę dodałam mu łydkę, odsyłając do skoku w odpowiednim miejscu. Następnie podczas lotu oddałam mu wodze, zostając na kontakcie, wróciłam do półsiadu i zaczekałam na niego, zgrywając się z nim w locie. Następna, identyczna przeszkoda była dość blisko tak więc powróciłam do półsiadu i podniosłam go po przeszkodzie, prowadząc na środek następnej, aby chwilę później i ją pokonać na czysto i w nienajgorszym stylu. Po odjeżdzie spod przeszkody pozwoliłam mu na lekkie dodanie w tempie, bo następna przeszkoda też była niedaleko, ale nie przeszkadzało nam to w lekkim podkręceniu tempa. Po drodze znów działałam z pomocą półparad, ciesząc się jednak z tego, że jak na razie nasz przejazd i nasza dzisiejsza współpraca, były pozbawione zgrzytów. Zbliżając się do przypominającej stół przeszkody wziąłem ją nieco bardziej na siebie, następnie siadłam z powrotem w siodło, kierując Gamebreakera na środek dziewiątki, gdzie wyrównałam go w tempie i wskazałam najlepsze miejsce do wybicia, dodając mu finalnie łydkę do odskoku, w którym oddałam mu nieco więcej wodzy, przeszłam do półsiadu i zdążyłam za jego ruchem.
Znowu po lądowaniu zostałam w półsiadzie i skorygowałam tempo, dając ogierowi kolejną możliwość do wyciągnięcia wykroku w galopie, do nieodległej dziesiątki, przed którą następnie go podniosłam. Chwilę później Gamebreaker energicznie wybił się z odpowiedniego miejsca i pokonaliśmy dziesiątkę na czysto. Następnie mieliśmy znowu okazję, aby się nieco rozpędzić, ale wciąż było to rozpędzenie pod moją kontrolą, któremu towarzyszyły skupiające półparady i ewentualne korekty w tempie. Zbliżając się do jedenastki lekko podniosłam do niej Gamebreaker'a, następnie zamknęłam go w pomocach, wyregulowałam tempo i wspomogłam w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając łydkę i chwilę później zostawiliśmy tę przeszkodę za sobą. Następnie już go tak nie rozpędzałam, zostając w dotychczasowym i tak mocnym tempie i pilnując go, posyłając mu częściej półparady, bo naszą następną "przeszkodą" był wjazd do wody. Przed samym wjazdem nieco go zwolniłam, aby spokojnie przejechać przez wodę, przy czym posyłałam mu też półparady. Na drugim brzegu zbiornika lekko dodaliśmy w tempie, w dystansie do trzynastej przeszkody, którą zaraz pewnie i spokojnie pokonaliśmy. Za tą przeszkodą znowu wypuściłam ogiera do przodu w tempie, bo kolejne przeszkody stały nieco dalej. Posyłałam mu też półparady, zachowując czujność i dokonując korekty w tempie, tylko jeśli zachodziła taka konieczność. Poprowadziłam gniadego na środek niewielkiej przeszkody, siadając z powrotem w siodle i zamykając go w pomocach, aby w odpowiednim miejscu dodać mu łydkę do skoku, po czym bez problemu pokonaliśmy czternastkę. Kolejna przeszkoda była już bliżej, tak więc dostosowaliśmy do niej tempo, nie rozpędzając się aż tak. Raczej skupiłam się na wyjechaniu określonej liczby foule do piętnastki i to się nam udało, następnie odesłałam Gamebreakera do i tym razem skoku na czysto. Czekała nas ostatnia przeszkoda i jak na chwilę obecną nasz bilans był bardzo dobry: trzymaliśmy się normy czasu, nie mając na koncie punktów karnych, ale nawet przy tej ostatniej przeszkodzie wszystko się mogło zmienić i dlatego się przyłożyłam do tego, by tak się nie stało. Minimalnie dodaliśmy w tempie, jednak rzut oka na zegarek mnie uspokoił. Pilnowałam tego stałego, aktywnego i energicznego tempa, posyłając młodemu półparady, po czym wzięłam go nieco na siebie, prowadząc na środek ostatniej przeszkody, aby wrócić w siodło i zamknąć go w pomocach. Następnie wyrównałam go do przeszkody i zasugerowałam najlepsze miejsce do wybicia, dodając łydkę. Po wybiciu oddałam mu wodze na kontakcie, wróciłam do półsiadu i zdążyłam za jego ruchem. Pochwaliłam go od razu po lądowaniu, bo już nic złego się (chyba) zdarzyć nie mogło, jedynie dogalopowaliśmy energicznie do mety, finalnie mieszcząc się w normie czasu i bez punktów karnych. Po minięciu mety stopniowo go zwolniłam, zabierając następnie na rozprężalnię, zadowolona z naszego dzisiejszego wyniku.
zt
Płeć: klacz Wiek: 8 lat {10.05.2010} Rasa: Koń achał - tekiński Wzrost: 163 cm Właściciel: Caroline Hathaway Cena: £2100 Doświadczenie w skokach: 49 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 47 Doświadczenie z lonżowania: 45 Kondycja: 46 Szybkość: 44 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-07-28, 18:38
CAROLINE HATHAWAY & RICOCHET FIRE - WKKW ENTRY
Fakt faktem, że pod opieką Caroline Ricochet na nowo w pewnym stopniu wracała do czynniejszych startów i nie był to wcale powrót łatwy. Ricochet dość spokojnie przetrwałą podróż do stajni w której miały odbywać się zawody i pierwszego dnia miały za sobą próbę na czworoboku. Klacz jak to już w jej wypadku było obdarzała właścicielkę takim absolutnie podstawowym zaufaniem, bez którego trudno byłoby cokolwiek zrobić, ale z pewnością wymagała jeszcze sporo pracy, nie tylko poprzez zawody, ani nawet treningi. Następnego dnia Ricochet z dużą niecierpliwością znosiła panującą atmosferę, spinając się i denerwując, podejrzewając, że i tym razem zjawi się u niej właścicielka. Tak też się stało, achałka powitała ją krótkim parsknięciem, nie robiąc jakichś problemów przy wyprowadzaniu z boksu i potem, już na myjce, kiedy kobieta ją czyściła i siodłała, a gdy obie były gotowe Caroline zaprowadziła ją na rozprężalnię. Mimo wszystko zdradzała od czasu do czasu, że pomimo tego, że nie utrudniała nic Caroline byłą spięta i nerwowa przed startem. Rozgrzały się we wszystkich chodach, w galopie skacząc ustawione tu przeszkody, co na razie nijak nie pomogło w uspokojeniu się klaczy.
W oczekiwaniu na start Ricochet krążyła w stępie po rozprężalni, nadal nieco nerwowo. W końcu jednak przyszedł ten czas, Caroline nabrala wodze na kontakt i weszły na wcześniej jako tako wypracowane ustawienie, kierując się na linię startu, gdzie Ricochet była przygotowywana do tego, aby ruszyć galopem po sygnale. Gdy ten sygnał nastąpił, wypchnięta do galopu, po krótkim wahaniu zagalopowała, kierując się na pierwszą z przeszkód. Galopowała dość aktywnie jak na siebie, nie przesadzając jednak i trzymając się tempa narzuconego przez kobietę, bo jedynka była blisko. Półparady też nieco jej pomagały, aby ruszając pod przeszkodę, wybić się w odpowiednim miejscu, bazując na pomocach od Caroline. Wzniosła się nad przeszkodę, nieźle baskilując i zgrywając się z kobietą, chociaż obie te rzeczy chyba wymagały poprawy. Ale co nie wymagało? Tak czy inaczej pokonały jedynkę na czysto, a to się liczyło. Zachowując stałe i jednak dość energiczne jak na siebie tempo Fire skierowała się po łuku na lewo, zmierzając na drugą przeszkodę. Wspomniana przeszkoda nie wyglądała wcale tak żle, wręcz przeciwnie, co zdecydowanie bardziej zmotywowało achałkę. Caroline zamknęła ją w pomocach, prowadząc na środek dwójki, gdzie bazując w głównej mierze na sygnałach od Caroline, Ricochet wybiła się nad przeszkodę, aby i ją pokonać na czysto. Kolejno na trzecią z przeszkód czekał ich średni około 120 metrowy odcinek trasy. I tym razem klaczy udawało się trzymać równe, dosyć dobre tempo, Caroline posyłała jej półparady, co też było pomocne, w końcu naprostowała precyzyjniej do trójki, oglądając ją sobie z pewną niepewnością, ale nie aż tak, żeby Caroline miała się mieć na baczności, bo koniec końców wzniosła się nad przeszkodę w dobrym miejscu, zabaskilowała i nieźle zgrała z Caroline, zostawiając trójkę za sobą. Do czwórki był już dłuższy dystans i po odejściu spod trójki Ricochet nawet jako tako dodała w tempie do tej przeszkody, jadąc mniej więcej po prostej, przez las, aby finalnie zakręcić w prawo do czwórki, gdzie Caroline nieco ją skróciła i odesłała do skoku, który i tym razem był udany. Do nieodległej piątki zachowała stałe tempo i nawet nienajgorsze skupienie i zaangażowanie, rozjeżdżając pewnie odcinek do tej przeszkody i chwilę później pokonując i ją na spokojnie i bez większej spiny. W podobny sposób pokonała odcinek do oddalonej o jakieś 45 metrów szóstki, mniej więcej skupiona, dzięki półparadom, bez większych strachów dała się doprowadzić pod przeszkodę, gdzie wzbiła się nad nią w odpowiednim miejscu, ładnie wyciągnęła i zabaskilowała i ogólnie skok był ładny i na czysto. Podobnie dość pewnie i równym tempem pogalopowała na już siódmą przeszkodę, aby i ją pokonać w niezłym stylu i oczywiście na czysto. Czekał je szereg 8ab, ale najpierw spory kawałek trasy. Poproszona o dodanie w tempie bez problemów przyspieszyła i ogólnie nic nie zapowiadało, że jakiekolwiek nastąpią, ale w miarę zbliżania się do pierwszego członu na trasie pojawiło się więcej ludzi. Ludzi z dziećmi. W pewnym momencie jedno z nich wyszło poza taśmę niemal pod kopyta zmierzającej tam Fire, w ostatniej chwili zostało odciągnięte przez matkę. Święty koń by się nie spłoszył, a Fire ani nie była święta, ani nie była profesorem, więc jej reakcja była łatwa do przewidzenia. Już na początku przejazdu spięta, teraz się spłoszyła, próbując ucieczki w bok, Caroline jednak czuwała i nie pozwoliła jej uciec, prowadząc ją na człon a, nad którym niezadowolona i zdenerwowana achałka się wybiła, chociaż nie był to elegancki skok. Jednak jej podenerwowanie i całe to zamieszanie oraz wybicie z rytmu uniemożliwiły gładki najazd na człon b i bezproblemowe pokonanie go. Nawet problemowe nie było za bardzo możliwe. Z tego powodu jej właścicielka zdecydowała się na woltę i ponowny najazd na obie przeszkody, co było okazją dla niespokojnej Fire, aby nieco się opanować po tym zdarzeniu. Chociaż nie całkowicie, nadal byłą nieco nerwowa. Niemniej wykonały tę woltę i wybiły się nad 8a, pokonując ją na czysto. Najazd na 8b obył się bez żadnych podobnych nieprzyjemnych wypadków, co pozwoliło im pokonać i ten człon na czysto. Ricochet trochę ulżyło, gdy zostawiły go za sobą.
Ona tam chęci mordu nie miała, ale głęboko niezadowolona była i nadal nieco spięta. Ruszyła dalej równym tempem do stojącej nie tak daleko dziewiątej przeszkody. I tym razem obyło się bez jakichś niespodziewanych przeszkód, Ricochet zamknięta w pomocach i podniesiona do przeszkody dojechała pod nią, aby wybić się w dobrym miejscu, podkurczyłą przednie nogi, potem tylne, baskilując i odpowiednio składając się w skoku, pokonując dziewiątkę na czysto. Do dziesiątki nie było daleko, więc klacz ruszyła równym, ale aktywnym tempem, najpierw po lekkim łuku, aby naprostować do tej przeszkody i wtedy ją sobie dobrze obejrzeć. Bez jakichś większych obaw ruszyła na dziesiątkę, gdzie w pewnym momencie Caroline zamknęła ją w pomocach. Doprowadzona pod przeszkodę Rykoszet wybiła się w najlepszym miejscu, dosyć dynamicznie, do kolejnego udanego skoku, pokonując przeszkodę na czysto. Do kolejnej, jedenastej przeszkody miały dłuższy odcinek więc po odejściu spod przeszkody, poproszona przez Caroline, klacz bez jakichś oporów przyspieszyła, wydłużając krok w galopie, aby sprawniej pokonać dystans do przeszkody, do momentu, w którym przeszkoda była w zasięgu jej wzroku, wtedy została zamknięta w pomocach przez Caroline i doprowadzona pod jedenastkę, w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do wybicia, poszukiwania te zakończyły się sukcesem, Ricochet dość energicznie wybiła się w optymalnym miejscu, wznosząc nad przeszkodę i zgrywając z właścicielką. Ruszyła następnie tym samym tempem, w stronę zbiornika z wodą. W jego pobliżu zaczęła czuć się nieco niepewnie, strzygąc uszami. Przejechała jednak przez niego, nieco zwalniając na tym krótkim odcinku, by wrócić na suchy brzeg i do odpowiedniego tempa, a kawałek dalej przeskoczyć nad trzynastką. Do kolejnej, czternastej przeszkody był dłuższy dystans, więc i tym razem klacz dość sprawnie dodała w tempie, pokonując ten odcinek trasy do przeszkody. Będąc już bliżej czternastki Caroline podniosła ją do niej nieco i minimalnie skróciła, doprowadzając pod przeszkodę, gdzie Ricochet dość płynnie się wybiła, prezentując niezły baskil w skoku i sprawnie pokonując przeszkodę. Następnie klacz już się tak nie rozpędzała, bo piętnastka była blisko, więc klacz dość spokojnie wyjechała określoną liczbę foule i pokonała także piętnastkę na czysto, w nienajgorszym stylu. W podobny sposób wyglądał najazd na szesnastą przeszkodę, także bez rozpędzania się, z zachowaniem równego tempa i
skupienia, dzięki półparadom. W ten sposób znalazła się blisko ostatniej przeszkody, dość pewnie i bez obaw na nią zmierzając, zamknięta w pomocach przez kobietę. Następnie tekinka dość energicznie wybiła się w odpowiednim miejscu, bazując na pomocach od Caroline, wzniosła się nad przeszkodę, zabaskilowała i wyciągnęła się w skoku, zgrywając z amazonką, aby pokonać ją na czysto. Całe szczęście byłą to ostatnia przeszkoda, dogalopowała więc do celowników, później zwalniając. Fire była dość zadowolona gdy mogła opuścić tor.
zt
Płeć: klacz Wiek: 5 lat {05.06.} Rasa: oldenburg x holsztyn Wzrost: 171 cm Właściciel: Alexander Cena: £2630 Doświadczenie w skokach: 48 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 40 Doświadczenie z lonżowania: 37 Kondycja: 38 Szybkość: 38 Klasa startów: WKKW: ENTRY
Wysłany: 2019-07-28, 21:52
ALEXANDER WINE & UNBRIDLED LIFE - WKKW ENTRY
Aww, on też był jej "ukochanym" Alexem. Innego nie znała, ale to szczegół. Co prawda Unbridled sporo brakowało do rasowej WKKWistki, ale nie były to jej pierwsze zawody mimo wszystko, toteż tym wyjazdem też jakoś bardzo się nie zdziwiła. Znaleźli się na miejscu, w stajni, w której miały odbyć się zawody. Ich pierwszego dnia mieli za sobą próbę na czworoboku. Następnego jeszcze dnia Unbridled dość spokojnie (jak na siebie) oczekiwała rozwoju wydarzeń w swoim boksie, a cała ta atmosfera trochę dawała jej się we znaki, ale nie miała mimo to na nią aż takiego wpływu. Widząc u siebie Alexandra przywitała go dość entuzjastycznie, dając się następnie zabrać na myjkę, wyczyścić i osiodłać, a gdy oboje byli gotowi, ruszyli na rozprężalnię. Tam rozgrzali się w każdym chodzie, wykręcając kilka figur, aby w galopie poćwiczyć też nieco na przeszkodach. Później siwa zwolniła do stępa, krążąc po rozprężalni, dopóki nie przyszedł czas ich startu.
W końcu przyszła ta pora i Alex nabrałwodze na elastyczny kontakt, powrócili też do wcześniej wypracowanego ustawienia, jak na razie współpracując dzisiaj bez zgrzytów. Alex poprowadził ją na linię startu, gdzie przygotował ją do ruszenia galopem po sygnale. Po dzwonku niemal instynktownie wypruła galopem, więc pierwsza konieczność była taka, żeby ją skorygować do bardziej odpowiedniego tempa do pierwszej przeszkody, która stała dość blisko. Nie opierała się przed tym za bardzo, zwłaszcza, gdy mogła sobie obejrzeć jedynkę. Nie wzbudziła ona żadnych jej obaw, a raczej Alex musiał czuwać nad korygowaniem jej tempa, bo siwa ochoczo i odważnie ruszyła na przeszkodę, zamknięta następnie w pomocach, aby dojechać pod przeszkodę i wybić się energicznie w odpowiednim miejscu, w skoku zabaskilowała i nieźle zgrała się z właścicielem. Do drugiej przeszkody udało jej się nie rozpędzać, zostając w dotychczasowym, stałym zazwyczaj tempie, kierując się po lekkim łuku w lewo na dwójkę, na którą w końcu naprostowała i najechała na jej środek, aby finalnie pokonać ją na czysto. I tym razem, ruszając na trójkę zachowywała dotychczasowe, aktywne i równe tempo, dojeżdżając w pobliże przeszkód, gdzie miała okazję się jej przyjrzeć, zanim Alexander zamknął ją w pomocach i doprowadził pod przeszkodę, gdzie bazując na pomocach od niego i tej odrobinie własnego doświadczenia wybiła się nad przeszkodę, ładnie składając w skoku i zgrywając z jeźdźcem. Tym razem do czwartej przeszkody czekał ich dłuższy dystans i Alex pozwolił jej dodać w tempie. Klacz ze skłonnościami kamikadze tylko na to czekała i właściciel znowu musiał bardziej uważać, żeby w tym tempie nie przesadzała, ale też nie powstawały z tego powodu żadne niesnaski między nimi. Przejechali przez las, korzystając z chwili jazdy w cieniu, wychynęli z niego, kierując się na prawo do przeszkody, którą później pokonała również na czysto. Piąta przeszkoda była bliżej, więc po odjeździe spod czwórki Alex nie dał jej możliwości, aby się jeszcze rozpędzała, klacz zachowała więc równe tempo, kierując się do piątej przeszkody. Po lekkim łuku skierowali się do przeszkody, następnie prostując do niej, w ten sposób Unbridled udało się odpowiednio rozjechać tę linię. I w tym wypadku odważnie ruszyła na przeszkodę, zamknięta w pomocach, aby w optymalnym miejscu dynamicznie wybić się nad przeszkodę, popisując się ładnym baskilem, złożeniem w skoku i zgraniem z Alexandrem. Szósta przeszkoda była w zasięgu wzroku, więc i tym razem postawili na zachowanie tempa do przeszkody, którą po kilku chwilach siwka pokonała na czysto. Kierując się na siódemkę postawili na podobną taktykę co wcześniej, bo odcinek do tej przeszkody też nie był duży, klacz odpowiednio rozjechała ten dystans, mieszcząc się w liczbie fouli, także tym razem odważnie zmierzając na środek przeszkody, wybijając się w najlepszym możliwym miejscu i zaliczając ładny, udany, czysty skok. Tym razem do szeregu czekał nas dłuższy odcinek trasy, tak więc poproszona o to, po odjeździe spod siódemki Unbridled znowu chętnie dodała w tempie, scenariusz był podobny, trzeba było pilnować, żeby nie popadła w skrajność. Już bliżej pierwszego członu Alex wziął ją bardziej na siebie i zamknął w pomocach, prowadząc na środek 8a, gdzie klacz pewnie wybiła się, wznosząc nad przeszkodę, pokazując niezły baskil i zgrywając z nim w skoku. Zaraz potem jej uwaga skupiła się na drugiej, identycznej przeszkodzie. Dostosowała do niej tempo, aby finalnie i ją pokonać sprawnie i na czysto, a co za tym idzie, cały szereg 8ab.
Kolejna, dziewiąta przeszkoda byłą dość blisko, tak więc po lądowaniu, zostawiając za sobą 8ab i pierwszą połowę toru ruszyli na następną przeszkodę bez dalszego rozpędzania się, zachowując równe, stałe i aktywne tempo. Prostując dokładniej na środek przeszkody, zamknięta w pomocach, odważnie ruszyła na dziewiątkę, odrywając się od ziemi w odpowiednim miejscu i składając odpowiednio w skoku, zgrywając również z właścicielem. Kolejna, dziesiąta przeszkoda również leżała dość niedaleko, więc bez przesadnego dodawani w tempie ruszyli na tę przeszkodę po lekkim łuku, nie napotykając po drodze żadnych problemów, a klacz doprowadzona pod przeszkodę wybiła się odpowiednio i pokonała ją na czysto. Następnie teoretycznie czekał je dłuższy odcinek najpierw do jedenastki. I tym razem, tak jak to miało miejsce wiele razy wcześniej, mając zielone światło do dodania w tempie, zrobiła to bardzo ochoczo, momentami aż nazbyt ochoczo. Ruszyła, kręcąc na prawo do jedenastki, w końcu mając możliwość, aby lepiej się jej przyjrzeć, Alex wziął ją bardziej na siebie i siwa dała się nieco wyregulować w tempie do przeszkody, zmierzając i na nią odważnie, aby wybić się w najlepszym możliwym miejscu, popisać całkiem porządnym baskilem, wyciągając w skoku, aby wylądować za przeszkodą. Zachowując dalej to równe energiczne tempo ruszyła ku kolejnym wyzwaniem. Dwunastym, nie tak odległym punktem na torze było wejście do zbiornika wodnego. Unbridled dobrze je sobie obejrzała, strzygąc nieco uszami, aby pewnie do niego wkroczyć, wcale nie zwalniając, wręcz przeciwnie, z werwą przegalopował przez wodę, utrzymując to tempo po drugiej stronie zbiornika, do trzynastej przeszkody, gdzie ewentualnie dała to tempo nieco skorygować, aby płynnie pokonać trzynastą przeszkodę. Ten tor dzisiaj nie sprawiał jej trudności, co więcej zyskiwała większą pewność siebie, tylko pytanie czy to dobrze? Znowu ochoczo dodała w tempie, bo wydawało się, że sił jej na razie nie brakuje, pogalopowała jeszcze energiczniej najpierw na czternastkę, w końcu mając ją w zasięgu wzroku. Zamknięta w pomocach i doprowadzona pod przeszkodę i tu wybiła się w odpowiednim miejscu, wznosząc nad przeszkodę i zgrywając z Alexem. Ruszyła następnie do piętnastej przeszkody, która też nie była daleko, odpowiednio rozjeżdżając ten odcinek trasy, aby bezproblemowo pokonać tę przeszkodę, no i została im ostatnia, a co jeszcze lepsze mieli póki co czas w normie. I tym razem aktywnie i energicznie, ale w równym tempie ruszyła na tą ostatnią przeszkodę, która wkrótce potem byłą w zasięgu jej wzrok. Alexander zamknął ją w pomocach i naprostowała na środek szesnastki, ruszając również tym razem - do czego na tym przejeździe Alex mógł się już przyzwyczaić - odważnie na przeszkodę, wybijając się dokładnie w tym miejscu, w którym chciał Alex (i ona sama), zabaskilowaa, składając się odpowiednio w skoku i wyciągając w nim, aby dopasować się do kształtu przeszkody, zgrywając się również z Alexem. Po lądowaniu, zadowolona z siebie dogalopowała do mety, kończąc przejazd w normie czasu i bez żadnych dodatkowych punktów karnych. Zwalniając do stępa i kierując się na rozprężalnię , z zadowoleniem przyjmowała pochwały właściciela. Tak, tak, Alex, też uważam, że byłam dzisiaj świetna. Ty też dawałeś radę....
zt
Płeć: klacz Wiek: 6 lat [29.08.2013] Rasa: holsztyńska Właściciel: Naomi Eaton Cena: £3362 Doświadczenie w skokach: 50 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 50 Doświadczenie z lonżowania: 43 Kondycja: 45 Szybkość: 39 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-07-28, 22:55
NAOMI EATON & ILLUSION SONTESIQUE - WKKW ENTRY
Faktycznie, Illka znacznie spokorniała pod siodłem, dalej jednak mając dość gorącą głowę, która raczej przez względu na geny – pozostanie. Młodość rządziła się swoimi prawami i tym sposobem po pierwszym dniu startów była świeża i chętna do jazdy do przodu. Już od pierwszej fouli galopu wyczuwalnie napierała na rękę swojej właścicielki próbując postawić na swoim – czyli zawrotnej prędkości i zapewne będzie próbowała tego do końca przejazdu choć raczej w niemęczący sposób jak to zwykła robić. Chyba, że okaże się, że dziś jednak jest jakiś groszy dzień? Kiedy tylko pierwsza przeszkoda urosła przed nimi klacz wyczuwalnie ożywiła się próbując rozpocząć nieudaną szarżę, pomoce dziewczyny dość dosadnie przemówiły jej do rozsądku ,dlatego utwierdzona w tym, że ma pokonać przeszkodę dojechała aktywnie po nią, mimo wszystko przyglądając się (bez efektu) roślinkom z przodu. Mimo licznych treningów dalej była młoda i zostało jej patrzenie, na szczęście takie, które nie wnosiło jakiś większych konsekwencji. W odpowiedzi na łydkę odbiła się mocno, z dość mocnym zapasem ze względu właśnie na owe, straszne roślinki, które mogłyby ją skrzywdzić! Na szczęście jej wysokościowy wybryk nie wpłynął na Nao, która już się chyba do tego przyzwyczaiła, więc miała możliwość starannie się w locie poskładać. Przy lądowaniu dość szybko wróciła do równowagi kontynuując galop sprzed przeszkody. Kiedy zielone drewno zaczęło wyłaniać się z trawy przyjrzała mu się uważnie nie zmieniając jednak nic w swojej sylwetce czy tempie. Do samego końca odważnie galopowała mimo wszystko patrząc na dziwne znaczki znajdujące się u frontu. Wybiła się w nakazanym przez dziewczynę miejscu pokonując przeszkodę z nieco niższym zapasem, ale składając się równie starannie jak wcześniej mocno zapracowała od kłębu po chwili mając i tą przeszkodę za sobą.
Trójkę pokonała płynnie w locie uważnie obserwując rozpoczynający się przed nimi las, w końcu różnica światła robiła wrażenie w jej mniemaniu. Po trójce bardzo chętnie "wyrwała" do galopu przed siebie czujnie jednak obserwując wszystko co działo się w cieniu drzew. Kiedy zaczęli wyłaniać się z cienia dość szybko zauważyła przeszkodę nr 4, bardzo dokładnie patrzyła na fioletowe detale z przodu, nie wahając się jednak galopować w stronę przeszkody. Niechętnie zwolniła poddając się ostatecznie jednak woli dziewczyny, a następnie w odpowiednim miejscu wyszła do mocnego skoku nad drewnianą przeszkodą. Po wylądowaniu już po chwili miała przed sobą piątkę, do której do samego końca szła pewnie płynnie i efektownie pokonując i ją. Do szóstki dalej szła gładko mimo jej złudnego wyglądu i pokonała ją bez komplikacji nawet nie starając się walczyć na pomocach z Nao. Nagle widowania stała się głośniejsza i jakby bardziej przeszkadzająca przez co klacz dość wyczuwalnie zaczęła się dekoncentrować w trakcie dojazdu do przeszkody nr 7. Dodatkowo jej niepokój wzrósł, gdy Nao spięła się jakby w przeświadczeniu, że ona coś wymyśli stąd dobrą decyzją okazała sie wolta przed przeszkodą, w trakcie której klacz wróciła myślami do niej i ostatecznie przy drugim najeździe pokonała tę przeszkodą bez zawahania, nieco się popisując przed ludźmi sporym zapasem.
Po wylądowaniu chętnie poszerzyła foulę przez chwilę mając możliwość swobodnego galopu przed siebie bez żadnego skoku. Dopiero rosnąca przed nimi biała przeszkoda ostatecznie wymusiła na klaczy wycofanie się i lekkie skrócenie przed przeszkodą, spod której ostatecznie mocno się wybiła robiąc spektakularny skok w górę. Na drugiej, identycznej prawie przeszkodzie wykonała dziewczynie ten sam wybryk nawet lekko podrzucając zadek przy lądowaniu nie ze złośliwości, a po prostu "odreagowania". Do stołu zupełnie się nie czaiła pewnie dając się prowadzić do końca. Starannie złożyła się robiąc lekki zapas jeśli chodzi o szerokość przeszkody. Po przeszkodzie dała się wyciszyć, gdzie została skierowana na dziesiątkę, kompletnie nie czuła przed nią niepokoju dlatego odważnie galopowała pod kontrolą do końca oddając płynny i techniczny skok nad drewnem. Kolejna przeszkoda mimo że jaśniejsza nie wzbudziła w niej niepokoju dlatego poganianie jej okazało się zbędne, mimo to chętnie odpowiedziała na pomoce dziewczyny nie opierając się jej zanadto.
Chwilę później pojawiła się przed nimi woda, do któej wgalopowała bez obaw. Zresztą była koniem, który uwielbiał wodę w każdej formie, więc zapewne w przyszłości tu nigdy nikt nie napotka problemów. Do czternastki dała się Nao pewnie prowadzić nie wahając się skoku do samego końca. Posłana nad trzynastkę pokonała ją odważnie, podobnie jak chwilę później przeszkodę nr 14, która prawie przegalopowała. Piętnastka była standardowym domkiem, dlatego nie sprawiła klaczy problemów w trakcie jej pokonywania, tym bardziej, że od połowy trasy zrobiła się bardziej karna. Ostatnia, zielona przeszkoda również okazała się dla odważniej dziś Ilki bezproblemowa, pokanała ją starannie się składając zostawiając ją po chwili za sobą bez punktów karnych. Po minięciu mety chętnie zwolniła przyjmując nagrody od swojej właścicielki zadowolona.
[zt; sry za błędy, ale nie mój lapek i dziwnie działa podkreślanie błędów i literówek]
Płeć: ogier Wiek: 5 lat (21.01.2014) Rasa: Olendeburg Wzrost: 181 cm Właściciel: Orchard Stable Cena: £2925 Doświadczenie w skokach: 21 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 16 Doświadczenie z lonżowania: 24 Kondycja: 25 Szybkość: 25
Wysłany: 2019-07-28, 23:04
AMELIE HALLEY & UPLEASER VAN'T DE VOUR - WKKW ENTRY
On nie miał jakoś za wiele okazji do zaprezentowania się na arenach konkursowych, jednak miejmy nadzieję że jednak się to zmieni. Mimo małego doświadczenia miał już jakieś miejsce na podium, więc chyba jeszcze z nim nie najgorzej. Powinna się cieszyć, że ma okazję poznać owoc swojej nieco jakby to powiedzieć pracy. W końcu prowadziła Unexa do klaczy z którą począł tego rudego czorta, a ona brała sama w tym udział. Nie ważne jaki charakter czy oficjalny czy treningowy będą miały dla nich te zawody, zdobywanie doświadczenia miało tu większe znaczenie. Dotarli dość sprawnie na miejsce zawodów, by pierwszego dnia ich odbywania się odbyć próbę na czworoboku. Drugiego dnia miało być już trudniej, bo czekała ich próba na torze crossowym czyli wcale nie łatwa. Kiedy Amelie zjawiła się pod jego boksem dość oschle ją powitał, by dać się zabrać zaraz na myjkę. Tam dość sprawnie dał się wyczyścić oraz osiodłać, by po chwili oczekiwania na kobietę ruszyć z nią na rozprężąlnie. Tam na widok przestrzeni i innych koni zaczął nieco wariować, pusząc się do nich i wrogo na nich zerkając. Jednocześnie wizja przestrzeni go także pociągała, więc trudno było kobiecie nad nim w pełni zapanować i go odpowiednio na sobie skupić. W końcu jednak udało im się odpowiednio rozgrzać, by się następnie skierować na start. Po drodze powrócili do wcześniej wypracowanego ustawienia i na kontakt, chociaż ogier cały czas gdzie próbował zyskać sobie więcej przestrzeni i kontroli nad kobietą.
W końcu otrzymali zgodę do startu, więc nie trzeba było mu dwa razy powtarzać i od razu przeszedł wraz z pomocami od amazonki do galopu. Pchał się dość mocno z zadu w przód, a próby zwolnienia go przez kobietę przynosiły jako taki efekt szczerze mówiąc. Pierwsza przeszkoda była dość blisko, bo zaraz za linią startu. Kasztan mógł się jej uważnie przyjrzeć, by jakoś się podnieść do ów przeszkody i zaraz dojechać pod nią do miejsca wybicia. Tam mocno wyszedł w górę do skoku, przefruwając nad przeszkodą na czysto i bez żadnych problemów. Technikę skoku miał doskonałą, a przy tym obszerną foule z dużym kryciem terenu. To de fakto wszystko zawdzięczał swojemu ojcu, który przekazał mu to wszystko w genach. Po odejściu spod przeszkody ruszył dalej naprzód energicznym tempem na dwójkę, dodając nieco w tempie do przeszkody. Ogier był trudny w prowadzeniu dla nowej osoby, bo cały czas się z nią przepychał o kontrolę i nie robił tego wcale delikatnie. Jednakże udało im się dość sprawnie podjechać po dwójkę, gdzie ogier wyszedł do skoku w wyznaczonym do tego miejscu i po wyjściu do skoku podciągnął pod siebie kończyny, by zapracować odpowiednio cielskiem w locie nad dwójką. Miękko zaraz wylądował po drugiej stronie przeszkody, wracając od razu do swojego tempa sprzed skoku. Do trzeciej przeszkody Upleaser ponownie starał się jeszcze wyciągnąć kobietę ponad to, co sama mu pozwalała. Po naprostowaniu się do stołu, ogier mu się krótko przyjrzał i podniósł się do niego, by kolejno dojechać do miejsca wybicia pod przeszkodę. Podczas skoku nad przeszkodą wykonał ładny baskil w locie, by wylądować za nią i po galopować dalej przed siebie na czwórkę. Przy tym przy okazji przejechali pewien odcinek trasy w lesie, gdzie ogier ponownie wyciągał kobietę w tempie do przeszkód. Przepychał się cały czas z Amelią o kontrolę, robiąc się przy okazji coraz bardziej głuchszym na jej pomoce. W końcu po łuku naprostowali się do przeszkody, którą mieli zaraz skakać i której kasztan się uważnie przyjrzał. Pewnie dojechał bez cienie zawahania do miejsca wybicia pod przeszkodę, gdzie wyszedł odważnie do skoku nad nią i zgrał się z ruchem kobiety w locie. Po lądowaniu za przeszkodą do piątki pojechali nieco krótszym dystansem, wynikającym z trasy oczywiście. Dystans między 4 a 5 postarali się spokojnie wyjechać, co jako tako oczywiście się im udało w powiedzmy dość równym tempie. Przefrunęli dość gładko nad przeszkodą, by po lądowaniu za nią spokojnie rozjechać jak na nich oczywiście dystans do szóstki, co kobiecie się nawet udało o dziwo. Kasztan posłuchał jej teraz nieco uważniej, dostosowując się do jej pomocy i współgrając z nią. Dojechawszy do miejsca wybicia pod przeszkodę wyszedł z nim do skoku, podciągając w locie kończyny pod siebie i balansując ciałem w locie. Miękko wylądował zaraz po drugiej stronie przeszkody, by do siódemki pojechać ponownie krótszą trasą wynikającą z rozłożenia przeszkód. Po odjechaniu spod przeszkody ogier jednak za bardzo się rozkręcił, bo tym razem nie posłuchał się kobiety. No a może nie całkiem jak to mówią, bo początek był niezły. Tempo i jego skupienie odpowiednie, a także przyjrzał się odpowiednio wcześnie przeszkodzie. Może to właśnie był ten błąd, bo nagle mocniej wszedł zadem pod kłodę i wypruł do przodu na przeszkodę. Kobieta zachwiała się w siodle, a ogier atakował nieco na ślepo ów przeszkodę. Na szczęście szybko odzyskała kontrolę nad sytuacją, by dobrze robiąc - ściągnęła ogiera na woltę. Nie był z tego super zadowolony, ale potulnie wykonał woltę i raz jeszcze najechał na przeszkodę. Teraz te tempo było znacznie bardziej odpowiednie, a także zaangażowanie i skupienie ogiera lepsze. Udało im się pokonać tą felerną siódemkę za drugim razem bez problemu, co spowodowało wewnętrzną pewnie radość u obojga. Po lądowaniu za nią spokojnym tempem skierowali się do ósemki, która stała nieco dalej. Tempo oczywiście było aktywne, ale nie lecieli na łeb na szyję bez prowokowania do dodatkowych przyspieszeń. Na krótko przed członem A szeregu 8a, podniósł się do przeszkody i przyjrzał się jej krótko. Następnie dość szybko dojechał do miejsca wybicia pod nią, by pokonać ją na czysto i w niezłym stylu. Po lądowaniu za nią od razu wbił wzrok w człon B który wyglądał identycznie. Po skoku nad poprzednim członem podniósł się do tego, by w skupieniu dojechać do miejsca wybicia i w nim wyjść do skoku nad przeszkodę. W locie nad członem 8a, wykonał nienaganny baskil i wylądował zaraz miękko po drugiej stronie. Za zgodą Amelii w dystansie do dziewiątki nieco dodał w tempie, spokojnie rozjeżdżając dystans do ów przeszkody i pokonując ją zaraz bez trudu w niezłym stylu. Po odjeździe spod przeszkody zachęcony przez kobietę ponownie poszerzył swoją foule z dodanie w tempie, starając się o utrzymanie aktywnego jednak nie przesadzonego tempa w dystansie do dziesiątki. Kiedy przeszkoda pojawiła się w zasięgu ich wzroku ogier się jej krótko przyjrzał i podniósł się do niej, by pewnie dojechać do miejsca wybicia i w nim wyjść do skoku nad przeszkodę. Finalnie przeleciał nad przeszkodą na czysto, by wylądować za nią dość miękko i dodać ponownie w tempie do jedenastej przeszkody z racji dłużej trasy do niej. W końcu i ją zobaczyli przed sobą, gdzie Upek w skupieniu i zaangażowaniu jak na niego dojechał do niej i przefrunął zaraz nad nią bez trudu. Po lądowaniu za nią pozostali w niezmiennym tempie do dwunastki, która była zbiornikiem wodnym i spokojnie przez niego ogier zaraz prze galopował. Pojechał dalej kawałek po suchym na trzynastkę, dodając lekko w dystansie do niej. Po naprostowaniu się do przeszkody ogier pozostał na niej skupiony, by zaraz dojechać pod nią do miejsca wybicia i wyjść nad 13 do skoku. W locie wykonał poprawny baskil. by po lądowaniu za nią ponownie dodać w dystansie do 14 która stała nieco dalej. Tuż przed przeszkodą ogier się jej przyjrzał, by wraz z amazonką zaraz dojechać pod przeszkodę do miejsca wybicia i przefrunąć nad nią bez większego problemu. Po lądowaniu za nią na miękko po galopowali równym tempem do piętnastki, którą również skoczyli w ładnym stylu i bez trudu. Po lądowaniu za przeszkodą lekkie dodanie w tempie do ostatniej przeszkody, nie pędząc jednak do niej na złamanie karku. Na kilka foule przed odskokiem ogier przyjrzał się dokładnie przeszkodzie i skupił się na niej, by dojechać wraz z Amelią do miejsca wybicia pod nią. Tam wyszedł oczywiście do skoku, składając w locie kończyny pod siebie i pracując ciałem w locie nad przeszkodą. Po lądowaniu za przeszkodą dodali w tempie do mety, zwalniając stopniowo za nią dopiero i zjeżdżając za chwilę na rozprężalnie.
z.t
_________________
rodzice: Unexpected x Virra Mirage
dokumenty: passport moje:gallery
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum