NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jessie
2020-01-06, 22:06
Krajowe zawody ujeżdżeniowe
Autor Wiadomość
Nadya
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat {18.01}
Wzrost: 171 cm
Zawód: architekt (nie pracuje), jeżdziec
Partner: bottle of whisky will do the trick

Ostatni trening: 04.2019 - skokowy - Jim Beam Rye
Podopieczny: Jim Beam Rye, Prescription Boy
Pieniądze: £2495

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 22
Ujeżdżenie: 29
Cross: 8
Obycie z koniem: 9


Wysłany: 2018-12-21, 18:27   



Nie wahałam się ani przez chwilę, aby zapisać się na zawody ujeźdżeniowe, które miały się odbyć w jednej se stajni w Londynie. Oczywiście mój wybór padł na Prescription Boy'a, bo z jakim innym koniem mogłabym się lepiej dogadać, niż ze swoim własnym.
Odpowiednio wcześniej dotarliśmy cali i zdrowi na miejsce, więc był czas na spokojne przyzwyczajenie się do miejsca i przygotowanie do zawodów. W dniu ich odbywania się znalazłam się pod boksem Boya, przywitałam się z nim i poczęstowałam smakołykiem, by następnie zabrać go na myjkę. Tam czekał już cały potrzebny nam sprzęt. Przywiązałam go na dwa uwiązy i zabrałam się za porządne i dokładne wyczyszczenie kasztana, niczego nie zapominając. Pozbyłam się kurzu i brudu, wyczesałam i spryskałam jego grzywę, podobnie postąpiłam z ogonem, a na koniec odpowiednio zajęłam się jego kopytkami i zaplotłam grzywę, żeby prezentował się jak milion dolarów. Następnie z równą uwagą go osiodłałam, a gdy on był już gotowy, poprosiłam luzaka o zabranie go na miejsce rozgrzewki, gdzie ogier miał na mnie czekać. Wkrótce pojawiłam się tam, już w kompletnym stroju konkursowym. Odebrałam Boy'a z ręki luzaka, poprawiłam sprzęt i znalazłam się na jego grzbiecie, aby się rozgrzać przed naszym startem. Kilkanaście minut poświęciliśmy na rozgrzewkę w stępie, pracując na aktywnym, ale spokojnym tempem. Boy wydawał się nieco za bardzo ożywiony całym tym zamieszaniem, chociaż przecież nie były to nasze pierwsze zawody. Z drugiej strony mi też zdarzało się mieć tremę, albo po prostu gorszy dzień. W stępie zmienialiśmy kierunki, wykręcając kilka figur, po czym przeszliśmy do kłusu, by powtórzyć w nim te same ćwiczenia. Po odpowiedniej rozgrzewce w kłusie przeszliśmy do galopu, gdzie dałam zangersheide chwilę na nieco szybsze tempo, żeby spuścił nieco z siebie pary, jednak nie tak, aby potem zabrakło nam sił. W galopie również wykręciliśmy kilka figur, zmieniając kierunki co jakiś czas, by na koniec przećwiczyć jeszcze przejścia galop - kłus - stęp - do zatrzymania i z powrotem. Koniec końców zwolniliśmy do stępa, kręcąc się po rozprężalni, żeby trochę odetchnąć zanim nas wywołają.
Kiedy przyszła nasza kolej nabrałam wodze na lepszy kontakt, sadowiąc się na siodle w pełnym siadzie, żeby mieć większą kontrolę nad Boyem w razie czego. Objechaliśmy czworobok, przy czym na wysokości jednej z długich ścian posłałam mu półparadę, by następnie dodać mu łydki lekko wypchnąć z bioder i przesunąć ręce nieco do przodu, prosząc ogiera o kłus roboczy. Wjechaliśmy na czworobok w A, na linię środkową. Sporo uwagi poświęciłam prezentowanemu przez nas tempu, pilnując aby kłus był aktywny, ale nie przesadzony, tak abyśmy odpowiednio się w nim prezentowali. Po drodze posyłałam kasztanowi półparady, pilnując go łydkami, abyśmy utrzymywali linię prostą. Zbliżając się do X podstawiłam jego zad pod kłodę, napięłam krzyż i zamknęłam zewnętrzną rękę, wysyłając mu półparadę, by zablokować dosiad i zatrzymać Boya dokładnie w punkcie X, gdzie przynajmniej przody mieliśmy ustawione równo, niestety w ostatniej chwili przez chwilę mojej nieuwagi i przerost chęci Boya (tak to też może być szkodliwe) podstawienie jego zadu się popsuło, przez co cały element już tak dobrze do końca nie wyglądał. Utrzymałam go w nieruchomości, ukłoniłam się. Następnie zebrałam go do ponownego ruszenia kłusem roboczym, w stronę krótkiej ściany. Zbliżając się do niej ponownie posłałam mu półparadę, po czym odpowiednio wygięliśmy się skręcając w C w prawo, zjeżdżając przy tym pod krótką ścianę. Jak na razie spokojnie ruszyliśmy dalej kłusem roboczym, następnie prawidłowo ścinając narożnik, by zjechać kolejno pod długą ścianę. Gdy tylko znaleźliśmy się pod długą ścianą, zaczęłam przygotowywać Presc'a, żebyśmy w H odbili od ściany i rozpoczęli wykręcanie wężyka, który miał mieć jeden łuk. Jak na razie nie miała problemu z utrzymanie dotychczasowego, równego i aktywnego tempa, co też mnie cieszyło. Rozpoczęłąm wykręcanie łuku przesuwając jedną łydkę za popręg, drugą lekko dociskając do niego, nadając dodatkowo Boyowi odpowiedni ruch przez działania wodzami i kontaktem. Minęliśmy X i skierowaliśmy się z powrotem pod ścianę, pod którą mieliśmy zjechać w K. Jak dotąd wszystko szło dobrze, kiedy na chwilę boy wymknął się niejako spod kontroli wprowadzając chaos do wykonywanego elementu, obniżając jego jakość. Jeszcze przed zjazdem pod ścianę odzyskałam z nim kontakt i wyregulowałam wykręcanie wężyka na tyle, na ile to w tym momencie było możliwe. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, a wpadki zawsze się zdarzały. Pozostało nam pracować nad lepszym kontaktem. W K wróciliśmy pod tą samą długą ścianę i zaraz wygięliśmy się przyzwoicie na kolejnym narożniku, znajdując się przy krótkiej ścianie, gdzie znowu zadziałałam na niego półparadami, przygotowując go do kolejnego elementu. W A odbiliśmy od ściany i rozpoczęliśmy wykręcanie wolty w lewo o średnicy 10 metrów. Tym razem ze szczególną starannością przyłożyłam się do utrzymania stałego tempa, oraz kontaktu z pyskiem Boy'a, przy tym wyginając go od wewnętrznej łydki odpowiednio na figurze. Jeszcze przed jej zamknięciem z powrotem pod A posłałąm mu kolejną półparadę przez podstawienie lekko zadu pod kłodę, odpowiednie napięcie krzyża, posyłając energię do zewnętrznej wodzy. Cała figura nawet im się udała, jednak kiedy z powrotem znaleźli się w A, dodałam mu łydki i lekko wypchnęłam z bioder do galopu roboczego, by ponownie skręcić na koło, również w lewo, ale o średnicy 20 metrów. Na samym początku wykręcania figury na chwilę straciliśmy równowagę, co znowu spowodowało trochę chaosu. Szybko powróciliśmy do prawidłowej równowagi, dokładnie wyjeżdżając koło, którego jednak finalny kształt i tak został nieco spłaszczony, mimo że staraliśmy się na dalszym etapie wykręcania figury poprawić nasz błąd na samym wstępie. Po zamknięciu koła wygięłam go od wewnętrznej łydki na narożniku, pod długą ścianą kontynuowaliśmy galop roboczy. Już na tym krótkim kawałku pod długą ścianą mieliśmy problem z dogadaniem się co do tempa, a mój kontakt z pyskiem ogiera był urywany. Trudno ukrywać, że był w tym i mój błąd, chociaż Boy też wydawał się dzisiaj mniej skory do współpracy. Próbując się jakoś ogarnąć w szwankujących elementach odbiliśmy od ściany w F, zmieniając kierunek, cały czas przy tym poruszając się galopem roboczym, przy czym starałam się utrzymywać lepiej równe tempo. Przy tym pilnowałam zangersheide łydkami na prostej linii. Zbliżając się do przeciwległej długiej ściany znowu posłałam kasztankowi półparadę, przygotowując go do kolejnego elementu. W E zjechaliśmy pod ścianę i ruszyliśmy dalej pod nią - kontrgalopem. Dosiadem przeniosłam wagę bardziej na lewo, lewa łydka pracowała na popręgu, a prawą cofnęła za niego, oddziałując wodzami prosiłam go o ustawienie, a także zapobiegałam przesadnemu wygięciu, sygnalizując Boy'owi, żeby zagalopował na niewłaściwą nogę. O dziwo jak na razie ten element wyszedł nam dobrze. Albo prawie dobrze, bo chociaż Boy zainicjował kontrgalop, to w czasie jego trwania zaczął wytracać tempo do tego stopnia, że musiałam go zachęcać do przyspieszenia, zanim przeszedłby do kłusa, co popsułoby wykonanie całego manewru. Przed H ponownie zadziałałam półparadą, po czym dokładnie w tym punkcie zwolniłam go do kłusa roboczego, którym ruszyliśmy dalej pod długą ścianą. Zostawiliśmy za sobą jeden narożnik, prezentując nawet niezłą jakość kłusa na krótkiej ścianie, poza momentami, gdy nagle Boy przyspieszał, albo zaczął tracić tempo. Ścięliśmy kolejny narożnik i zjechaliśmy znowu pod długą ścianę. Ledwo wyjechaliśmy z narożnika posłałam Presc'owi kolejną półparadę, przygotowując go do kolejnego punktu programu. W okolicach M zachęciłam go do nieco energiczniejszego tempa, nadal w ramach kłusa, wysuwając nieco do przodu ręce i prosząc go o kłus pośredni. Pilnowałam cały czas, aby Boy utrzymywał nieco szybsze, ale równe tempo, zachęcając go do nieznacznego wydłużenia i poszerzenia ram, co wychodziło nam dość dobrze, ale i tak zdarzyły nam się dwa momenty zaburzenia pracy przez utratę kontaktu, a przy tym i równowagi. Zbliżając się do krańca długiej ściany Prescription Boy ponownie otrzymał półparadę, po czym w F wróciliśmy do kłusa roboczego. Zaraz wygięliśmy się prawidłowo w narożniku, by znaleźć się pod krótką ścianą. Tam, będąc już blisko środka krótkiej ściany przygotowałam go do następnego punktu programu, by w A ściągnąć go na woltę o średnicy 10 metrów. Starając się o aktywne i równe tempo z jedną łydką na popręgu, a drugą za nim starałam się o odpowiednie wygięcie, tak aby uzyskać prawidłowy kształt figury o średnicy 10 metrów, wyszło jednak trochę inaczej i okręg stał się bardziej spłaszczoną z jednej strony elipsą. Na to już jednak na tym etapie niewiele mogłam poradzić. Jeszcze przed zamknięciem wolty posłałam mu najpierw półparady, przygotowując go do kolejnej figury. Dokładnie w A dodałam mu łydki, wypchnęłam lekko z bioder, wyciągając ręce do przodu, posyłając mu takie pomoce do zagalopowania, by zaraz skręcić od ściany na koło, w lustrzanym odbiciu, tzn tym razem w prawo. Dla odmiany kształt koła również o średnicy 20 metrów był bez zarzutu, ale z kolei mieliśmy problemy z utrzymaniem równego i stałego tempa w galopie.
Wkrótce wykręciliśmy kolejny narożnik, zjeżdżając w ten sposób pod długą ścianę, gdzie zaraz posłałam dziesięciolatkowi półparadę, po czym w K odbiliśmy przez czworobok do B, zmieniając kierunek jazdy. Podczas tego elementu udawało mi się uzyskać równe, stałe a przy tym aktywne tempo, poruszając się po linii prostej, dopóki nie zjechaliśmy pod ścianę w B. Jeszcze zanim to nastąpiło zadziałałam na niego kolejną półparadą, poprzez podstawienie zadu pod kłodę, napięcie krzyża i zamknięcie ręki na zewnętrznej wodzy. Gdy skręciliśmy pod równoległą długą ścianę i ruszyliśmy pod nią jednocześnie przestawiłam mu pomoce, prosząc o kontrgalop, niejako w lustrzanym odbiciu do tego, który wykonywaliśmy wcześniej, licząc na to, że tym razem pójdzie nam lepiej i nasz kontrgaop będzie się dobrze prezentować. Tym razem utrzymywaliśmy cały czas równe i stałe tempo, i sam element wyglądał dobrze, ale wymagało to od nas sporo wysiłku, aby nie dopuścić do zwolnienia, albo całkowitego zatrzymania, co było związane z nagłą niechęcią Boya do dalszego galopowania. Przed M posłałam mu kolejną półparadę chcąc go skupić na sobie i na tym co robiliśmy, chcąc go przy tym zaangażować, po czym w punkcie wróciliśmy do galopu na prawidłową nogę. Zostawiliśmy za sobą kolejny narożnik i zjechaliśmy pod krótką ścianę, gdzie częściej posyłałam ogierowi półparady, aby utrzymać jego skupienie i zaangażowanie, przy tym pilnując jego tempa. Kolejny porządnie wyjechany narożnik i byliśmy już przy długiej ścianie, gdzie po odpowiednim przygotowaniu, które zdaje się było tu kluczem do wszystkiego dodałam mu łydki i napięłam krzyż, blokując dosiad i prosząc Boya o stęp pośredni w punkcie H. Samo przejście było płynne i bez zarzutu, następnie starałam się pilnować tempa kasztana, co póki co mi się udawało, jednak w sumie od początku czegoś w tym stępie pośrednim brakowało. Nie zaznaczaliśmy wyraźnie każdego kroku, szwankowała swoboda łopatek i rozluźnienie grzbietu, podsumowując udawało nam się jedynie kroczyć energicznym, ale spokojnym stępem. Usiłowałam wprowadzić korekty i poprawić jakość wykonywanego elementu, co nie odniosło wielkiego sukcesu. W E posłałam mu półparadę i odbiliśmy po przekątnej do F. Na przekątnej utrzymywałam go w równym tempie i na liii prostej i to tyle w kwestii naszych sukcesów. Następnie od F skręciliśmy do A. Zbliżając się do tego punktu ponownie wysłałam dziesięciolatkowi kilka półparad, podstawiając jego zad pod kłodę, by wysłać mu pełną paradę i zablokować dosiad, zatrzymując się ponownie równo i dokładnie w A. Jednak i tym razem co zapewne było jeszcze efektem po kiepskim stępie pośrednim nie zadziałało prawidłowe podstawienie zadu. Utrzymałam go w nieruchomości, by dodać mu łydki i lekko wypchnąć, tak abyśmy ruszyli kłusem roboczym. Zostawiliśmy za sobą następny narożnik, zadziałałam półparadą, chcąc ponownie uzyskać skupienie, chyba sama jednak go potrzebowałam. W K odbiliśmy, aby zmienić kierunek przez przekątną, jednocześnie zaczęłam anglezować, jednak już na początku przekątnej, rozpoczynając kłus anglezowany zaliczyliśmy dezorientację i wybicie z równowagi. Co więcej chociaż później dość szybko udało nam się odzyskać równowagę, nasz kłus prezentował się dobrze, tak samo anglezowanie, to jednak nie działało na nas korzystnie - znowu zaczęło szwankować tempo, które było momentami nierówne i szarpane. Wróciliśmy pod ścianę w M, gdzie udało nam się odzyskać równe tempo. Zaraz wygięłam go od wewnętrznej łydki na narożniku, aby znaleźć się pod krótką ścianą, gdzie znowu zangersheide otrzymał półparadę, po czym przy C otrzymał pomoce do zagalopowania, dodałam mu łydki, lekko wypchnęłam z bioder, przesuwając ręce do przodu, przy tym obciążając bardziej lewą stronę, prosząc o galop z tej nogi. Ścięliśmy kolejny narożnik, znajdując się teraz pod długą ścianą. Zaraz ponownie zadziałałam półparadą, chcąc popracować nad koncentracją Presc'a przed kolejnym elementem. Zaraz w H odbiliśmy na przekątną, przy czym jednocześnie poprosiłam go o galop pośredni, dodając lekką łydkę i wyciągając nieco do przodu ręce. Ponownie samo przejście wyszło nam dość dobrze, jednak dalej tak kolorowo nie było. Ponownie nie mogłam skłonić Boya do znaczniejszego wyciągnięcia kończyn i prawidłowego krycia terenu, poza tym i tym razem szwankował grzbiet, a konkretnie brak zaangażowania w pracę grzbietu, co też po części było i moją winą oczywiście. Przynajmniej tempo początkowo było dobre i równe, ale jeszcze na przekątnej zaczęliśmy zwalniać a Boy prawie się opierał przed dalszym galopem, więc znowu potrzebowaliśmy dłuższej chwili dyplomacji by dojść do ładu. Jeszcze pod koniec przekątnej posłałam mu półparadę, po czym dodałam łydki i pociągnęłam nieco wodze, prosząc o zwolnienie do kłusa roboczego, właśnie przy zjeździe pod ścianę w F. Pokonaliśmy kolejny narożnik i znaleźliśmy się przy krótkiej ścianie. Zbliżając się do jej środka posyłałam mu półparady przez podstawianie zadu pod kłodę, prawidłowe napięcie krzyża, po czym energia poleciała do zewnętrznej wodzy. Następnie już w A posłałam kasztanowi pełną paradę, blokując go dosiadem, prosząc o zatrzymanie. Tym razem udało nam się prawidłowo podstawić zad, co było małym sukcesem samym w sobie, jednak mimo to zatrzymaliśmy się krzywo. Utrzymując go w nieruchomości ukłoniłam się, jednak gdy tylko się wyprostowałam, przez niedopilnowanie z mojej strony Prescriptio ruszył za nim wysłałam mu pomoce. Dość szybko udało mi się go ogarnąć i już stępem swobodnym, chociaż nadal nieco szarpanym i niepewnym tempem opuściliśmy naszą arenę zmagań, czyli czworobok. Na rozprężalni go rozstępowałam porządnie, dając nam obu chwilę na ochłonięcie po naszym, co tu ukrywać nie najlepszym starcie. Potem odstawiłam go do stajni, przed powrotem do Eastbourne.

zt
 
     
Paul
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 23 lat
Podopieczny: Foxtrot
Pieniądze: £2565

Punkty doświadczenia: 22
Skoki: 9
Ujeżdżenie: 9
Obycie z koniem: 6


Wysłany: 2018-12-22, 00:16   


Ta para była nieco wprawiona w boju w zawodach ujeżdżeniowych. No dobra nie przesadzając jednak, to po prostu nie były ich wspólne pierwsze zawody. W dniu zawodów pojawił się dość wcześnie w stajni, by sporo czasu poświęcić ogierowi przed startem. Po załatwieniu kilka spraw w socjalu udał się pod boks karosza, by po przywitaniu się, masażach i mizianiu zabrać go na myjkę. Tam dokładnie go wyczyścił oraz osiodłał, by zostawić na krótki moment pod okiem stajennego. On sam ruszył do socjala, gdzie się przygotował odpowiednio do zawodów. Po chwili odebrał ogiera od faceta i ruszył z nim na rozprężalnie, gdzie zabrał się za jego odpowiednią rozgrzewkę do zawodów. Przepracowali we wszystkich chodach podstawowe ćwiczenia, a także z czasem te trudniejsze które pojawiały się w programie. Mimo ogólnych trudności nawet jakoś im wyszło to nie najgorzej, a po wszystkim czekali w stępie na wezwanie na czworobok konkursowy.

W końcu usłyszał swoje imię i nazwisko oraz imię ogiera, więc wiedział że to ten czas. Pozbierał ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienia, wchodząc z nim na elastyczny i miękki kontakt. Dociążając jednocześnie jego zad, tak aby zaangażował go w pracę. Ogier nieco się buntował i był ciężki w pysku, jakby miał ochotę przegryźć je na pół. Spieszył się też lekko, a pohamowanie go nie było łatwe ze względu na to że nie był skłonny odpuścić. Natomiast sam dosiad nijak go powstrzymywał od tego. Wraz z wjechaniem w okolice czworoboku, odesłał go łydką i wypchnięciem z krzyża do kłusa. Z początku anglezując w siodle w celu narzucenia równego tempa, wraz z wysłaniem półparad w celu polepszenia jakości chodu a także spróbowania nakłonienia go do lepszej współpracy. Po okrążeniu czworoboku siadł w siodło, by wykręcić spory łuk na linię środkową. Wyjechali na wprost do literki A, gdzie mieli wjechać przez nią przez otwarte szranki na czworobok. Patrzył się na wprost w literkę C, trzymając ogiera zamkniętego w łydkach by nie spływał z linii prostej i w równym korytarzu utworzonym z wodzy. Po drodze do celu wysłał mu kilka półparad przygotowując do zatrzymania, które miało lada moment nastąpić. Wraz z dojechaniem do X w którym miało nastąpić zatrzymanie wysłał mu jedną pełną paradę, zablokował ruch miednicą, ściągnął wodzę i na koniec łydką dopchnął zadnie nogi konia pod kłodę. Samo zatrzymanie nie było najgorsze, ale ogier z racji drobnego spieszenia się nieco przeszedł punkt zatrzymania. Minimalnie ale jednak zatrzymał się za X. Mentalnie się skrzywił, by po ukłonie w kierunku jury łydką i wypchnięciem z bioder odesłać go z powrotem do kłusa. Utrzymywał go nadal w łydkach, tak aby ruch ogiera odbywał się po linii prostej. Dojeżdżając do środka krótkiej ściany w C, by odgiąć go od wewnętrznej łydki nadając zgięcie cielska ogiera i również ustawiając głowę w tą samą stronę. Prowadził go jednocześnie na zewnętrznej wodzy, skręcając tym samym w lewo. Tak samo poprowadził go przez nadchodzący narożnik, by zaraz zacząć wężyk o jednym łuku wzdłuż ściany. Zakreślenie tejże figury nawet nie było takie trudne dla nich, ale ogier lekko wypadał mu zadem z ustawienia przez to że za bardzo chyba skupił się na poprawie tempa i nie dopilnował tego jakby nie patrzeć dość ważnego elementu. Starał się to poprawić jeszcze spychając zad zewnętrzną łydką, ale z mizernym skutkiem. Po zakończeniu elementu w K, poprowadził go przez kolejny narożnik do środka krótkiej ściany. Tam zgodnie z programem mieli zejść na 10m woltę, którą poprzedził półparadą. Wraz z dojechaniem do ów punktu wygiął ponownie ogiera od wewnętrznej łydki, która została w tym momencie na popręgu. Zewnętrzną łydkę natomiast przesunął za niego, tak by pilnowała jego zadu. Wewnętrzną wodzą nadał mu zgięcie w potylicy, prowadząc go oczywiście na zewnętrznej po wolcie. Tym razem zakreślenie figury wyszło im znacznie lepiej, a właściwie mowa o łuku w ich wykonaniu w porównaniu do wykonanego wcześniej na wężyku. Wraz z kończeniem ów wolty wysłał mu półparadę, przygotowując się tym samym do zagalopowania. Dołożył zaraz łydki do jego boków, dociążając zdecydowanie bardziej lewą stronę siodła. Jednocześnie podparł te pomoce zdecydowanym ruchem z bioder, a także dał mu nieco więcej luzu na wodzach by mógł płynnie przejść w wyższy chód. Ogier znowu się lekko rozpędził z racji tego że wraz z dojechaniem do A, wykonali tym razem koło o średnicy 20m w lewo. Przez te spieszenie się ogiera mimo wysyłania tych samych pomocy sam galop jak i koło wyszło nieco spłaszczone. Po zamknięciu koła wyjechali kolejny narożnik, by zaraz w F zjechać na krótką przekątną w celu zmiany kierunku ruchu. Jednocześnie nie przewidywała zmiany nogi, co oznaczało że czekał ich kontrgalop. Prawa łydka Paula była nieco cofnięta, a lewa pilnowała zgięcia ogiera na zewnątrz. Prawa wodza prowadziła Foxtrota, a lewa pilnowała zgięcia na wewnątrz i działał nią lekko pulsacyjnie, jednocześnie lekko ustawił się ciałem na lewo. Tak aby karosz nie miał odruchu zmiany nogi, który był pewnie dość silny teraz. Pojechali tak w tym galopie przez 24m do H, gdzie po półparadzie przytrzymał ogiera do kłusa. Poprowadził go tak przez kolejne dwa narożniki, by w M wykonać kłus pośredni. Zachęcając tym razem celowo ogiera do energiczniejszego tempa wraz z poszerzeniem swoich ram oraz zaznaczaniem swoich kroków poprzez delikatne dodanie łydki oraz oddanie mu lekko wodzy przez wysunięcie nadgarstków w przód. O ile w tą stronę przejście i wykonanie ów ćwiczenia poszło gładko, to wraz z dojechaniem do F skrócił go po półparadach i chwilowej walce z koniem. Zaowocowało to jednak widocznym spięciem i mniej harmonijnym kłusem. Poprowadził go przez kolejny narożnik, by w A zarysować kolejną 10m woltę i podczas jej kończenia, przygotował ogiera do zagalopowania. Po półparadzie ponowił pomoce z poprzedniego zagalopowania z różnicą taką, że dociążył tym razem prawą stronę siodła. Od razu zresztą zaczęli kręcić 20m koło, które zresztą było bardzo podobne do tego wykonanego wcześniej na drugą stronę. Po zamknięciu koła kontynuowali galop wzdłuż ścianek dosłownie kawałek, ponieważ wyjechali narożnik i zjechali na przekątną K do B. Tam Paul trzymał go zamkniętego w łydkach, tak aby nie spływał mu z linii prostej do końcowego elementu czyli punktu na ścianie, gdzie mieli się z nią zetknąć. Wraz z zetknięciem się ze ścianą w B jechali z kontrgalopie, używając tych samych pomocy co poprzednio tylko w lustrzanym odbiciu by pasowały do sytuacji. Wraz z dojechaniem do M skupił go na sobie za pomocą półparady, by przytrzymać go do kłusa roboczego. No przynajmniej w teorii, bo owszem zszedł do niższego chodu ale ponownie nieco się spieszył. Wyjechał wraz z Foxtrotem kolejne dwa narożniki, by wraz z dojechaniem do H zwolnić go do stępa. Przejechali tak jeszcze parę metrów na wprost by w E odbić na przekątną do F, gdzie zakręcili w prawo wyjeżdżając narożnik do A. Starał się cały czas utrzymać aktywny stęp, co zresztą przypadło do gustu karoszowi. Wraz z wyjechaniem na krótką ścianę wysłał mu półparady w celu skupienia go na sobie, a po dojechaniu do odpowiedniego punktu wysłał mu jedną pełną paradę i zatrzymał go. Odliczył oczywiście w myślach 5s, które przewidywał program. Samo zatrzymanie nie było najgorsze, ale na łydkę podpartą wypchnięciem z bioder, a ten ruch proszący ogólnie o przejście do kłusa - karosz wyjątkowo jakoś niechętnie to zrobił. W ich ruch wdarły się dwa kroki w stępie i dopiero półparada i silniejsze pomoce proszące o to samo zaowocowały przejściem w ten chód. Sama jakość jednak kłusa teraz nie była najgorsza z czego mężczyzna się cieszył. Wyjechanie kolejnego narożnika, by w K zjechać na przekątną czworoboku w kierunku M. Na niej Paul zaczął anglezować w siodle i zamknął go jednocześnie w łydkach, tak aby jechał po linii prostej naprzód. Jednocześnie przeszli do kłusa pośredniego, którym poruszali się do C gdzie na kilka sekund przed odesłaniem ogiera do galopu siadł w siodło i dopiero wtedy poprosił go o zagalopowanie z lewej nogi. Ponownie narożnik i wyjazd na przekątną w H do F, gdzie zaprezentowali galop pośredni. Zachęcił go tutaj do delikatnego przyspieszenia wraz z poszerzeniem swoich ram, gdzie jednocześnie pamiętał o pilnowaniu go w poruszaniu się po linii prostej. Dojeżdżając do końca przekątnej uprzedził go o zmianie półparadą, by wraz z dojechaniem do F skrócić go do roboczego tempa i przytrzymać do kłusa. W tym chodzie wyjechali kolejny narożnik, a potem zakręt na linię środkową w A. Tam prócz pilnowania ruchu naprzód, wysyłał mu skupiające półparady by wraz z dojechaniem do końcowego punktu wysłać mu jedną pełną i zatrzymać go. Tym razem udało im się w punkt, a po ukłonie Paula zrzucił on wodzę ogierowi i skierował się z nim na rozprężalnie. Po drodze chwaląco klepiąc go w szyję w podzięce. Po wszystkim należycie się nim zajął.

z.t
_________________

..........................................p e r s o n a l i t y » His palms are sweaty, knees weak, arms are heavy.
...................................................................» Paul Shawkey
..........................................e n e m i e s » He's choking, how? Everybody's joking now
...................................................................»xxx xxx

You only get one shot, do not miss your chance to blow
This opportunity comes once in a lifetime


..........................................g i r l f r i e n d » No more games, I'ma change what you call rage.
...................................................................»xxxxxxx
..........................................p m s »Eight women, eight women are hanging around wardrobe.
...................................................................»x

So here I go, it's my shot, feet: fail me not
This may be the only opportunity that I got.


..........................................f r i e n d s » Those sad eyes are drowning in Margaret Astor.
...................................................................»xxx xxx
..........................................h o r s e s » Can you even see what you're fighting for?.
...................................................................» Foxtrot, Machiavellian Z



@edit by Delfin only for Paul.
 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2018-12-22, 14:35   

RUTH KRAVCHENKO & BELVEDERE - KLASA P


Kolejny przejazd jaki ją czekał, to klasa P z Belvedere. Tylko te dwa ogiery zabrała ze sobą, jednego na ostateczną próbę przed prawdopodobnym kupnem, drugiego ku rozwijaniu kariery. Nie dało się ukryć, że zarówno Hell'o, jak i Belvedere mają szansę na zniewalającą karierę.
Po rozgrzaniu ogiera stępowała po rozprężalni na długiej wodzy, czekając na swoją kolej, aby po usłyszeniu nazwiska zebrać kontakt i mocniej obciążając zad poprosić go o kłus, w którym objechała czworobok, ustalając stałe, aktywne tempo i delikatnymi ruchami palców małych zmobilizować go do mielenia wędzidła. Przy A skręciła na linię w stronę X, trzymając go w ramach stałego kłusa, kontrolując łydkami równą linię ruchu. Przy X obciążyła zad i przycisnęła łydki zatrzymując go, aby ukłonić się i ponownie zebrać wodze. Lekkim ruchem z bioder i łydką skłoniła do dalszego kłusa w pełnym siadzie, mobilizując obciążeniem tyłu aktywną pracę zadem. Dojeżdżając do C przyłożyła silniej wewnętrzną łydkę, zewnętrzną kontrolując rysunek zadu, aby w podobny sposób pokonać narożnik. Przy H wjechała na wężyk w kierunku X, gdzie mimo starań jej pomoce nie były wystarczająco jasne, aby łuk się udał. Belvedere stracił na zadzie, tym samym wychodząc poza ruch przodu. Nie zmieniło się to na całym wężyku, co było ewidentnym błędem Ruth, która nie poprawiła ogiera wystarczająco szybko. Dojeżdżając do K skierowali się w kierunku literki A na której zjechali na woltę o średnicy 10 metrów. Ponownie zawodziły jej łydki, które spłaszczały koło zadem, tym samym psując ogólny zarys. Poprawiła to dopiero pod koniec, kiedy musiała poprosić go o galop. Pchnęła go ruchem miednicy i łydkami do galopu na lewą nogę, ponownie zjedżając na koło o większej średnicy. I choć tutaj udało jej się utrzymać ładny zarys, gorzej szło z utrzymaniem tempa, w którym wachali się przez całe koło. Następnie po zjechaniu z koła poprowadziła go dalej po krótkiej ścianie dojeżdżając na długiej do F, skąd zjechali na przekątną. Tutaj pojawiły się ponowne wahania tempa - ogier osłabł, zwalniając przy tym, zaś Ruth wcale tego nie poprawiła. Od E pojawił się kontrgalop, który był wyzwaniem. Kobieta przytrzymywała Belvedere w galopie na nieprawidłową nogę, tracąc przy tym na tempie, ale dalej jadąc na złą nogę. Przy H obciążyła zad i przycisnęła łydki, aby zwolnić do kłusa, wpierw roboczego, pokonując odcinek od H do M, następnie dodając lekką łydkę i wzmacniając kontakt, aby wejść w tempo pośrednie, które nie do końca się udało. Odwrotnie zaś od F do A, gdzie ponownie kłusowali w tempie roboczym.
Dojedżając do środka krótkiej ściany zjechali na kolejną 10m woltę, która tym razem lepiej się udała, ale nadal były pewne niedociągnięcia, za które punkty tracili. Cóż. Tracili przede wszystkim na braku koordynacji łydek, które wahały zarówno ruchem ciała, jak i tempem. Tym samym wolta w kłusie może i poszła po ładnym śladzie zadu jak i przodu, gdyż łydki odpowiednio zaokrąglały, jak i blokowały ruch zadu, ale traciło na tym tempo. Mimo to, po ponownym dojechaniu do A zagalopowali na prawą nogę. Tempo dalej nie było zbyt aktywne, ale stałe a ogarnięcie Ruth pozwoliło na utrzymanie ładnego łuku. Do czasu. Kolejnym kluczowym elementem była zmiana kierunku w galopie roboczym, co nawet się udało, ale gorzej już z kontrgalopem. Owszem, pokonali spory kawałek w nim, tutaj spisały się pomoce Węgierki, zaraz jednak, kiedy tylko trochę odpuściła przed M ogier zszedł do kłusa, tym samym pokonując kilka kroków przed M w kłusie roboczym. Cóż, dobrze, że następował on po kontrgalopie, dlatego przynajmniej nie musiała potem się bronić z niego, ale nadal nie dość, że spowolnienie wyszło koślawe, to Kravchenko ewidentnie się zdenerwowała tym samym spinając się a za jej spięciem, poszło też spięcie ogiera. Kłus szedł kiepsko, już nawet nie wspominam o ścięciu narożników, ale sam ruch po prostej jej momentami nie wychodził, a ogólny wygląd kłusa, do którego ogier miał predyspozycje wcale nie był taki super, jak można byłoby się spodziewać.
Przy H zwolniła do stępa pośrednego, obciążając zad, ściągając wodze i przyciskając łydki, mimo to skłoniła go następnie do aktywniejszego stępa, co nawet się udało. Pokonywali dłuższą odległość w nim i o ile momentami to rzeczywiście był stęp pośredni, to potrafili skakać w tempie od rozleniwienia, do dwóch kroków w kłusie, co było ewidentną winą Ruth, która nie ograniczała go w pomocach, dając zarówno sprzeczne sygnały, jak i w ogóle ich nie dając. Jedyne co jej się udało idealnie, to zatrzymanie przy A i nieruchomość, aby następnie wypchnąć go ruchem bioder i aktywizującą łydką do kłusa roboczego.
Pokonali narożnik i dojeżdżając do K polecała półparada i lekka, stymulująca łydka ku ruchowi pośredniemu, w którym kobieta zaczęła rytmicznie unosić się z siodła.
Jadąc przez przekątną do M, na której udało się utrzymać stałe tempo i równy ruch z pomocą stałych, zgranych łydek pojechali na ścianie do C, aby przejść do galopu na lewą nogę. Początkowo utrzymywała stałe tempo, zaraz jednak się to zmieniło ze względu na spięcie ogiera, na co nie pomogła Ruth, która była równie zdenerwowana falą niepowodzeń. No i tym samym łuki na i z przekątnej były spłaszczone, zad szedł własnym życiem a tempo wahało się jak poglądy polityczne Polaków ciągu ostatnich 3 lat. No cóż, wybitny przejazd to nie był. Ale przynajmniej wiedzieli nad czym popracować.
Dojeżdżając do F z ulgą rzuciła mu półparadę aby następnie zwolnić do kłusa, w którym dojechali do A, na którym ruszyli na linię środkową. Przy X wykonała pełną paradę, ukłoniła się i wyjechała z parkuru na długiej wodzy, głaszcząc przy tym szyję ogiera. zt
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
I So Bad
Multichampion
Ujeżdżeniowiec
Devil in disguise.


Płeć: klacz
Wiek: 16 lat (22.01.2004)
Rasa: Koń holsztyński
Wzrost: 176 cm

Ostatni trening: 02.02 - teren - Tony
Właściciel: Jessie
Cena: £6950

Doświadczenie w skokach: 90
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 349
Doświadczenie z lonżowania: 100
Kondycja: 107
Szybkość: 64
Klasa startów: Ujeżdżenie: CS

Wysłany: 2018-12-22, 15:23   



Starty pod innymi zawodnikami z pewnością były cennym doświadczeniem dla konia, który miał szansę jeszcze bardziej się rozwijać i oswajać z trudną atmosferą zawodów. Prawdę mówiąc Bad była już do tego przyzwyczajona, podobnie jak do jednego jeźdźca, z którym potrafiła naprawdę mocno się zżyć i to pod tą osobą zawsze dawała z siebie wszystko. Były to ich pierwsze wspólne zawody po ponad rocznej przerwie i odbudowanie zaufania klaczy oraz ponownego przestawienia na pomoce używane przez brunetkę, zajęło naprawdę sporo czasu. Na szczęście dzisiejszego dnia znów mogły lśnić nie tylko na konkursowym czworoboku, ale również na rozprężalni.
W trakcie rozgrzewki poruszała się z ogromną lekkością i gracją, zachwycając swoim ruchem, płynnością i dokładnością wykonywanych elementów. W pełni rozluźniona dawała Jess naprawdę świetne odczucia z siodła, co z pewnością wpływało również na rozluźnienie brunetki i jej pewność siebie. Okrążając czworobok kłusem zebranym zachowywała sprężysty i lekki ruch naprzód, z aktywną pracą zadu i zachowaną kadencją kłusa, dodającą jej ruchom jeszcze więcej swobody i elastyczności. Poproszona o galop ruszyła nim momentalnie, od samego początku efektownie zagarniając pod siebie podłoże i wyraźnie pchając się zadem pod kłodę, co tylko pogłębiało wrażenie galopu pod górkę.
Poruszając się galopem zebranym obie przekroczyły szranki czworoboku wjeżdżając po linii prostej na sam środek, gdzie brunetka precyzyjnie wykonała zatrzymanie najpierw jednak poprzedzając je półparadą, finalnie stosując pełną paradę i zatrzymując klacz. Stojąc spokojnie i równo na 4 kończynach z luźno zwieszonym ogonem czekała na kolejny sygnał, za pomocą, którego Jess posłała ją do kłusa zebranego tuż po ukłonie. Poruszając się w rozluźnieniu wyraźnie akcentowała każdy krok kłusa, którym miękko niosła brunetkę na swoim grzbiecie. Odbijając w literze C w prawo starannie pokonała narożnik, gnąc się od wewnętrznej łydki i pozostając podparta tą zewnętrzną lewą. Poruszała się cały czas kłusem zebranym, z którego płynnie przeszła w kłus wyciągnięty na przekątnej MXK. Dzięki skumulowanej energii teraz mogła zaprezentować widowiskowy kłus wyciągnięty, z wyraźnym poszerzeniem razem, aktywnie pchającym jej ciało zadem oraz ogromną swobodną przednich kończyn, które efektownie wyrzucała z nadgarstka przed siebie. Podążając za wędzidłem pozwalała Jess w pełni kontrolować swoje ciało, dzięki czemu bezkonfliktowo wykonały skrócenie z powrotem do kłusa zebranego, nie tracąc przy tym rytmu ani rozluźnienia.
Wyjeżdżając ponownie na linię środkową kara rozpoczęła pierwszy z ciągów, nadal zachowując lekkość i elastyczność kłusa. Będąc niezwykle wyczulona na pomoce reagowała nawet na zmianę obciążenia w siodle, przez co Jess mogła płynnie prowadzić ją zarówno za pomocą dosiadu jak i łydek. Wyraźnie krzyżując kończyny ustępowała od łydek raz w lewą stronę, a następnie w prawą i znów w lewą, kończąc na ciągu w prawo. W trakcie wykonywania każdego z ciągów pozostawała maksymalnie skupiona na właścicielce, która bardzo dokładnie i skrupulatnie prowadziła ją po czworoboku, pilnując nawet najdrobniejszych niedociągnięć. Po wykonaniu serii ciągów od litery G poruszały się już na wprost, by w C odbić podobnie jak poprzednio w prawo. Po wyjechaniu narożnika poruszały się jeszcze przez chwilę kłusem zebranym, z którego Jess przeszłą płynnie do pasażu prosząc o to w literze R. Bad nie zastanawiała się długo i posłusznie przeszła w wspomniany pasaż poruszając się nim z lekkością i wyraźną fazą zawieszenia, w której jej kończyny pozostawały w powietrzu na nieco dłuższą chwilę niż w kłusie. Każdy jej krok był miękki i elastyczny, a Bad nie traciła przy tym aktywności ruchu naprzód, dzięki czemu poprawnie wykonały półwoltę do litery I, dopiero od litery I rozpoczęły kolejny element, jakim był piaff wymagający od tej dwójki naprawdę dużo skupienia. Wykonując określoną ilość kroków kara wyraźnie przeniosła ciężar ciała na zad, który w tym momencie pracował równie ciężko jak przód. Stojąc niemal w jednym miejscu kara dawała z siebie wszystko jednocześnie żując cały czas wędzidło i prezentując wysoki stopień rozluźnienia.
Dopiero po wykonaniu dziesięciu kroków została ponownie poproszona o pasaż, w który przeszła płynnie bez zachwiania równowagi i nagłego zrywu. Starannie wyjeżdżając półwoltę od I do S, finalnie znów znalazły się na długiej ścianie, z której zaraz skierowały się na przekątną SP kłusem pośrednim. Poszerzając ramy klacz chętnie rozciągnęła zmęczone po pasażu i piaffie mięśnie, wyciągając nieznacznie nos i szyję do przodu oraz w dół. Dopiero przy powrocie na ścianę znów wyraźnie skracając swoja sylwetkę i wyraźnie pracując grzbietem oraz zadem, rozpoczęła ponownie pasaż. Utrzymując świetną kadencję kłusa poruszała się pasażem z ogromną swobodą i lekkością aż do litery D, gdzie nastąpiło prawidłowe przejście do piaffu i znów obniżenie zadu przy jednoczesnym oddaniu lekkości przednim kończynom. Po wykonaniu określonej ilości kroków piaffu, znów swobodnie weszły w pasaż i nim udały się w kierunku długiej ściany poprzez litery DKV. Dopiero w wspomnianym V rozpoczęły stęp wyciągnięty, w który Jess starannie wprowadziła Holsztynkę, dbając o płynność przejścia.
Rozluźniając grzbiet i wyraźnie przekraczając zadem ślady przednich kopyt, Bad podążała za wędzidłem stawiając swobodne i obszerne kroki w stępie. W tym chodzie pokonały przekątną VXR, by po powrocie na przeciwległą ścianę w R rozpocząć stęp zebrany po przekątnej do H i finalnie łukiem do R, który od razu skrócił sylwetkę klaczy i miał stanowić przygotowanie do zagalopowania w literze C.

[1-16]
_________________

♕♕♕
they wanna make me their queen

♕ I M P R E S S I O N....S O N T E S I Q U E...B A L D V A R O ♕
mare ♕ 16 yo [22.01.04] ♕ holsteiner horse

Can you even see what you're fighting for? Bloodlust and a holy war.
o w n e r » Jessica Wrens ...
White lies, it's a man on fire, making love with the devil hurts
s t a l l i o n » Lockhard ♥ ......
Sometimes a certain smell will take me back to when I was young
.....................f r i e n d s » Riley, Jess, Jonah, Chris, Tony
Life throws you into the unknown, but stand or fall I will be right here.
f o a l s » ........................
♕ og. Perrault [o.Royal Cherry]
♕ og. Orchid of Rohan [o.Royal Cherry]
♕ kl. Illusion Sontesique [o.Weltstar]
♕ kl. Imagination Sontesique [o.Krugerrand]
♕ og. Lavard Sontesique [o.Lockhard]
♕ og. Fandango [o.Sleepwalker]


r e s u l t s ♕ d o c u m e n t s ♕ g a l l e r y

12.01.20 - podkucie na 4 kończyny

♕♕♕


@edit by Delfin only for I So Bad ♥
 
     
Jessie
Zawodnik
Ujeżdżenie
Mrs. Wrens


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat
Wzrost: 168 cm
Zawód: żona bogatego mężczyzny :P
Partner: I may not ever get my shit together but ain't nobody gonna love you better - Jonah

Ostatni trening: ujeżdżeniowy - Bloo
Podopieczny: Abaddon, Blooregard Q. Kazoo, Charleston Disasterpiece, Sternkämpfer CS, Insostenible, Duran Duran, Fandango, Foudre Rouge, I So Bad, Lavard Sontesique, Maven, Notesique Nox, Red Hot Chili, Sambuca, Strawberry Wine, War Admiral, Watchman, Valiente, Veuve Clicquot, Visueno
Pieniądze: £4270

Punkty doświadczenia: 635
Skoki: 200
Ujeżdżenie: 249
Cross: 77
Wyścigi: 4
Obycie z koniem: 105


Wysłany: 2018-12-22, 15:24   
   Tytuł: Hodowca




Na wysokości litery C zawodniczka zagalopowała z prawej nogi, w dalszym ciągu siedząc głęboko w siodle i motywując tym klacz do mocniejszego wejścia zadem pod kłodę, a co za tym idźcie, do dźwigania na nim ciężaru ciała. Zagalopowanie poprzedziła półparadą, po czym przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną przyłożyła do boku i wraz z tym sygnałem biodrami pchnęła holsztynkę w galop, nie tracąc kontaktu z jej pyskiem. Wciąż proponowała jej elastyczny kontakt, który nie tylko dawał komfort pracy, ale również umożliwiał płynne przejście do wyższego chodu bez utraty równowagi czy bez przypadkowego przytrzymania, niechcianego w tym momencie. W pełni zamierzonym działaniem ze strony Jessie była chęć uzyskania możliwie najmocniej skróconego galopu, tak, by po wyjściu z narożnika na długą przekątną uzyskać jak najlepszy efekt wyciągnięcia go. Wydłużenie kroków wynikało bezpośrednio z rozwinięcia impulsu, czym zawodniczka pomogła Bad aktywizującym działaniem łydki, jednocześnie otwierając się szeroko w biodrach i umożliwiając klaczy śmiałe wyjście w przód. Rękę przesunęła nieznacznie w stronę jej głowy, mimo to nawet na chwilę nie tracąc napięcia w wodzach, jako że jednocześnie dojeżdżała Bad do ręki dosiadem. Umożliwienie jej zaprezentowania pełni swoich możliwości w wyciągnięciu było dla Jess swego rodzaju wysiłkiem, ale dorównała jej, u końca przekątnej mogąc ją już zebrać z powrotem w wyniku obciążenia jej zadu. Dojechawszy do K, poprosiła holsztynkę o lotną zmianę nogi, przestawiając pomoce i prośbę wzmacniając delikatnym piknięciem ostrogi, jak zawsze gdy chciała być w pełni czytelna dla Bad i oczekiwała od niej precyzyjnej, natychmiastowej reakcji. Dalej kontynuowała galop z lewej nogi, aż do litery P, w której po półparadzie zaczęła prowadzić karą ciągiem w kierunku linii środkowej czworoboku, celując w jego punkt środkowy. Utrzymując klacz w wygięciu wokół lewej łydki, pulsacyjnym działaniem lewej wodzy dodatkowo wzmacniała prośbę o zgięcie. W przypadku, gdyby wyczuła, że klacz niedostatecznie angażuje wewnętrzną, zadnią nogą, przypomniała jej o niej delikatnym sygnałem od ostrogi, generalnie jednak nie nadużywając tej pomocy i nie korzystając z niej bez potrzeby, ani tym bardziej przypadkowo. Prawą łydkę, która prowadziła holsztynkę w ciągu, wsparła prawą wodzą, kontrolując kąt, po którym wykonywały ciąg. Po sześciu krokach galopu znalazły się idealnie na linii środkowej, skąd zawodniczka kontynuowała jazdę do przodu, wyraźnie jednak zwalniając czy może raczej zbierając klacz na moment przed tym, jak w literze I po półparadzie przystąpiła do wykonania pełnego piruetu w lewo. Lewą wodzą wskazała klaczy kierunek ruchu, natomiast lewą łydką, leżącą na popręgu, kontrolowała ilość stawianych kroków i utrzymywała energię w galopie. W przypadku tego elementu również korzystała z ostróg, także sygnały płynące od łydki po zewnętrznej stronie wzmacniając tę właśnie pomocą. Poza tym siedziała w siodle głęboko, luźno, z powodzeniem wykonując tę niełatwą figurę. Po ostatnim "skoku" galopu wykonała krótką półparadę, po której poprowadziła Bad galopem na wprost, żeby na ścianie skręcić w lewo. Z najbliższego narożnika zabrała karą na długą przekątną czworoboku, na której co dwie foule prosiła ją o lotną zmianę nogi, w sumie wykonując ich dziewięć i niestety przy siódmej nieco za mocno odpuszczając Bad, co poskutkowało zauważalnym wyjściem z ustawienia i tym samym lekkim spłaszczeniem galopu. Szczęśliwie udało jej się zatrzeć to wrażenie podczas galopu po ścianie, po której jechała do litery V, skąd ciągiem ponownie zabrała Bad na linię środkową czworoboku, tym razem bezbłędnie utrzymując zebranie przy jednoczesnym zachowaniu płynności i widocznym krzyżowaniu nóg. Od X pojechała prosto, ponownie wyraźnie skracając holsztynkę przed wykonaniem piruetu w prawo w literze I, po którym kontynuowała jazdę na wprost do litery C. Stamtąd skręciła w prawo, w narożniku wykonując krótką półparadę, po której wyprowadziła Bad na kolejną przekątną. Siedząc prosto w siodle i dbając o to, by klacz także się nie krzywiła, co jedną foule galopu prosiła ją o lotną zmianę nogi. Dosłownie co raz przestawiała łydki, jednocześnie wypychając mocniej w przód to lewe, to prawe biodro, tym samym zmieniając rozkład ciężaru w siodle i ułatwiając Bad zrozumienie tego zadania. Każdą zmianę akcentowała też lekkim piknięciem ostrogi, zwyczajnie musząc się posiłkować tą pomocą w związku z krótkimi nóżkami. 🤷
Dojechawszy do ściany, kontynuowała galop z lewej nogi, w którym skręciła na linię środkową czworoboku, następnie zwalniając do kłusa. Parę kroków dalej ponownie poprosiła holsztynkę o pasaż, z którego płynnie przeszła do piaffu na samym środku czworoboku. Poprosiła Bad o zrobienie dziesięciu kroków piaffu, każdy z nich egzekwując łydkami, po czym znowu puściła ją w przód, wciąż jednak domagając się kłusa o wyraźnej kadencji i fazie zawieszenia. Kilkanaście metrów dalej, w literze G, wykonała pełną paradę, przytrzymując klacz dosiadem, zamykając ją w łydkach i wykańczając zatrzymanie domknięciem ręki na wodzy. Po chwili ukłoniła się sędziom i następnie z uśmiechem oddała Bad wodze, obustronnie poklepując ją po szyi. <3 Zjechała z czworoboku stępem na długiej wodzy, kierując się na rozprężalnię, po drodze na którą luzaczka nakryła Bad derką, a Jess podsunęła jej smakołyk pod nos.

[17-31]
 
 
     
Viva la Liberte
[Usunięty]

Wysłany: 2018-12-22, 17:36   



Przejazd do innej stajni wyraźnie ocucił ją z letargu, który swoją drogą trwał już sporo czasu, aczkolwiek można było tylko mówić o zdenerwowaniu tak odbiegającą od jej dotychczasowego życia sytuacją. Niezbyt skorzystała na wcześniejszym zapoznaniu, które zaserwował jej nowy właściciel, głównie przez panującą tam atmosferę. Przynajmniej po wszystkich zabiegach pielęgnacyjnych wyglądała schludnie, prezentując się naprawdę dobrze. Podczas rozgrzewki negatywne odczucia wciąż nie odpuszczały, drażniły ją pozostałe konie i sam fakt, że była porządnie zastana, przez co jej chęci do współpracy dodatkowo zmalały. Mężczyzna po skupieniu się nad jej rozluźnieniem mógł zauważyć poprawę, również polepszyła się reakcja na jego pomoce, co było bardzo ważnym elementem w konkursach ujeżdżenia. Niestety jeździec nie doprowadził ją do pełnego rozluźnienia, co owocowało spinaniem przez nią mięśni. Pod koniec rozgrzewki odpuściła delikatnie w potylicy i dzięki stałemu pilnowaniu łydkami siwa sumiennie pracowała zadem, sylwetką będąc bardziej zaokrągloną niż na początku.
Wróciła na wygodny dla niej kontakt z ręką mężczyzny i na wcześniej ciężko wypracowane ustawienie, które jednak wciąż nie było wysokie. Po wjechaniu na hale konkursową przeszła w wyższy chód, w czasie okrążania czworoboku dogadując się z Alexem w sprawię tempa, w jakim miała się poruszać. Mimo że jej rasa szczyciła się raczej widowiskowymi, ekspresyjnymi chodami, u niej wyglądało to znacznie gorzej, głównie przez brak stałej pracy i niewystarczająco rozwiniętej siły, przez co czasami nawet miała trudności z samo niesieniem, ciężar ciała przenosząc naprzód. Start pod słabo przygotowanym koniem wiązał się z dużym ryzykiem niepowodzenia, ale ktoś tu widocznie lubił wyzwania.
Dotychczas poruszała się swobodnie, po wyznaczonej trasie, w końcu pojawiając się na prostej prowadzącej do punktu X. Odpowiednio przygotowana i gotowa zatrzymała się po pełnej paradzie, poprzedzonej serią półparad. Reakcja była na tyle szybka, by zatrzymać się w idealnie wyznaczonym miejscu, aczkolwiek niedopilnowanie ze strony jeźdźca sprawiło, że Viva stanęła, nierówno stawiając zadnie nogi, które znajdowały się za daleko z tyłu. Przez to niedociągnięcie nie była w stanie poprawnie zakłusować, robiąc przed przejściem w wyższy chód krok stępa. W drodze do punktu C poruszała się w miarę prosto po linii prostej, zachowując stałe tempo i rytm kłusa. Wygięła się od łydek i oparła na zewnętrznej wodzy, dzięki czemu uzyskała odpowiednie ustawienie do wyjechania zakrętu w lewo. Wyprostowała się w drodze do E, gdzie mężczyzna wyegzekwował od niej prawidłowe wygięcie ciała, tak, że klacz z łatwością wpisała się w narzucone łuki, następie wjeżdżając na koło, na którym klacz wykorzystała nieuwagę Alexa, wypadając na zewnątrz nieupilnowanym zadem. Drugie koło przez korektę pomocy mężczyzny zostało przez nią wykreślone nienagannie, może trochę tracąc na prędkości poruszania się. Wraz ze skończeniem figur pokierowała się do punktu B, wyjeżdżając zakręt w prawo. W odcinku między literą A i K klacz odpowiedziała na jego pomoce dobrym i sprawnym przejściem w galop roboczy, zaczynając z prawej nogi. Poruszała się w nim dość chaotycznie i robiła płaskie kroki, właśnie w tamtym momencie przenosząc ciężar ciała na przednie kończyny, nie prezentując się zbyt dobrze. Zdecydowanie brakowało tu harmonii i regularności, przez co nie potrafiła poradzić sobie z prawidłowym wyjechaniem koła, pomimo prawidłowych pomocy ze strony jeźdźca. Powrót na ścianę wiązał się z przejściem w dół, co zdecydowanie pasowało Vivie, bo i w kłusie czuła się aktualnie najlepiej. Wyjeżdżała dokładnie i głęboko narożniki, co było również ważnym elementem przejazdu. Zjechała ze ściany na przekątną w punkcie M, zachowując wyprostowanie przez całą jej długość, pozostając cały czas skupioną i nadzwyczajnie nierozproszoną otoczeniem. Powróciła na krótką ścianę i odchyliła uszy w tył, jednocześnie dodatkowo luzując się po półparadach,dzięki których klacz odznaczyła szybką reakcją na pomoce wstrzymujące i w A płynnie i bez opóźnień przeszła do stępa, nie tracąc przy tym równowagi. Po dotarciu do F klacz ponownie wjechała na przekątną, gdzie po dostaniu dłuższej wodzy wykorzystała to z chęcią, wyciągając szyję w przód na tyle, ile mogła i lekko ją obniżyła. Rzeczywiście Alex zaniedbał jeden ważny aspekt, czyli po prostu doprowadził do tego, że klacz uznała, że już koniec pracy i nie musi aktywnie stępować, bo i tak przejazd wraz z wcześniejszą rozgrzewką konkretnie ją zmęczył. Niezbyt podobała jej się zmiana tej koncepcji utworzonej w jej główce, więc wzmocnione działanie ze strony właściciela spowodowało usztywnienie i zero poprawy. Odpuściła dopiero po półparadzie, wyciszając się i ponownie zaokrąglając szyję, godząc się z tym że czeka ją jeszcze więcej pracy. Skupienie powracało, a towarzyszyło mu rozluźnienie po krótkim nieporozumieniu z jeźdźcem. Minęła narożnik i uprzedzona półparadami wiedziała, że coś się szykuje, a to stało się po dojechaniu do C, gdzie kobyłka w równowadze przeszła do wyższego chodu, nie mając problemu z nabraniem wymaganego tempa, pchając się zdecydowanie zadem. Wjechała na kolejne koło, tym razem mając za zadanie wykonać rzucie z ręki. Siwa doskonale wiedziała, o co w tym chodzi i było to dla niej coś przyjemnego, więc podążała za stopniowo oddawaną ręką, obniżając przy tym szyję i aktywnie przeżuwając wędzidło, nie upadając jednocześnie na przody. Bez sprzeciwień powróciła do starego ustawienia, kończąc rzucie i po wyjechaniu figury podążała po śladzie, równolegle do ściany hali. Chętnie zagalopowała pomiędzy A i F, aczkolwiek Alex wyraźnie nie poradził sobie z korektą jej ruchu, a siwa sama z siebie nie planowała się przemęczać i nie robiła nic, aby ten galop wyglądał lepiej. Z każdym krokiem parskała, również szastając luźno opuszczonym w dół ogonem, co jednak nie było oznaką nerwów. Niestety koło odbiegało od prawidłowego jego rysunku, ale widocznie było to powyżej aktualnych możliwości Vivy. Zjechała z koła i przeszła z małym opóźnieniem do kłusa, tym razem na moment tracąc równowagę, przez co nie wyglądało to tak dobrze, jak poprzednie przejścia. Dopiero po minięciu dwóch narożników zjechała na przekątną, gdzie sumiennie pilnowana przez jeźdźca nie zakłócała prostej linii i dodatkowo była w pełnej gotowości do zatrzymania, które nastąpiło w X. Viva tym razem doprowadzona do końca stanęła równomiernie rozkładając ciężar na cztery, prawidłowo stojące obok siebie kończyny, czekając podczas tych kilku sekund na dalsze wskazówki. Ostatecznie udała się na rozprężalnie, gdzie zapewne została rozstępowana.


zt/
 
     
Belvedere
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 8 lat [28.04.2012]
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm

Ostatni trening: teren - Monroe
Właściciel: Ruth Kravchenko
Cena: £2550

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137
Doświadczenie z lonżowania: 54
Kondycja: 33
Szybkość: 15
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2018-12-22, 18:21   


Kolejne zawody, ponownie pod Ruth. Pracę z kobietą powoli zaczął traktować jako normę, a to bardzo mu służyło, w przeciwieństwie do ciągłych zmian jeźdźca, które miały miejsce jeszcze do niedawna. W tej dyscyplinie liczyła się wzajemna znajomość i zgranie pary - nie dało się tego oszukać ani talentem, ani umiejętnościami, więc cały ten potencjał Belvedere wciąż sobie spokojnie drzemał w jego ciele.
W równym tempie roboczego kłusa wszedł na czworobok przez rozsunięte szranki w literze A. Idąc po linii środkowej trzymał się jej, obustronnie domknięty w łydkach zawodniczki. Zatrzymał się we wskazanym miejscu, ale przez to, że Ruth nie wykończyła zatrzymania domknięciem ręki, nie obciążył równo wszystkich czterech kończyn i zanim jeszcze został poproszony o ruszenie kłusem na wprost, samodzielnie spróbował postawić krok do przodu. Nawet jeśli tylko oderwał kopyto od ziemi i odstawił je na miejsce, z pewnością nie umknęło to sędziom i zostało wpisane w arkusz ocen. Następnie ruszył kłusem, a przy ścianie skręcił w lewo, w zakręcie nieco zwalniając, co absolutnie nie powinno mieć miejsca. Ostatnimi czasy ogier jednak stracił impuls pracując pod siodłem. Zamknął się i walka o widoczną dążność do ruchu naprzód i towarzyszącą temu elastyczność oraz swobodę, była bardzo nierówna, bo złych rzeczy uczył się jeszcze szybciej, niż tych dobrych. Odrabianie konia nigdy nie jest łatwą sprawą.
Idąc wzdłuż długiej ściany, cofnął uszy gdy Ruth zaczęła go prosić o bliżej nieokreślony ruch, którego cel nie do końca mógł zrozumieć. Usztywniając się w odpowiedzi na nieczytelne pomoce, zadem ustąpił od łydki szybciej, niż przodem, co wyglądało komicznie, tym bardziej, że powinien iść po prostu do przodu, w lekkim ustawieniu. Nic takiego nie miało jednak miejsca, więc zamiast wężyka zrobili bliżej nieokreślone odejście od ściany, na którą ogier wrócił w literze K. W połowie krótkiej ściany, to jest w literze A, wszedł na woltę, po której jadąc wyraźnie wypadał nieupilnowanym zadem na zewnątrz. Nie stanowiło to dobrej podpory do zagalopowania, toteż przejście do galopu z punktu, w którym zamknęli wspomnianą woltę, było nieco rozlazłe - takie samo, jak galop ogiera po kole. Wcześniej wiele razy zdarzało się, że był za mało jeżdżony w łydkach, a za dużo na ręce, co przy problemach z równowagą jeźdźca szybko doprowadziło do tego, że wszystko, czym Belvedere mógł się pochwalić po przyjeździe do Orchardu, wyleciało z niego jak powietrze z przekłutego balonika. Momentami dalej pokazywał swój wrodzony, bardzo dobry ruch, ale raczej nie pod siodłem, pod którym zrobił się bardzo przeciętny i było to bardzo dobrze widać po wynikach...
Po zamknięciu koła kontynuował galop wzdłuż ściany, by następnie zmienić kierunek przez przekątną FP. Galopował wolno, ale prawdziwa niechęć pojawiła się dopiero w momencie, w którym był zmuszony pozostać w galopie na lewą nogę, mimo, że szli już w prawo - Ruth nie pomagała mu, więc usztywniał się coraz bardziej, co w efekcie doprowadziło do krzyżowania w galopie, zupełnie dyskwalifikującego ten element w oczach sędziów. Z pewnością było to niewygodne dla amazonki, bo nie sposób było tego wysiedzieć, co przynajmniej częściowo oddawało dyskomfort ogiera. Z pomocą przeszło mu przejście do kłusa, w którym z kolejnego narożnika wyszedł na długą ścianę czworoboku. Prawdę mówiąc zupełnie zignorował łydkę, którą mu dała Ruth. W pierwszym odruchu przyspieszył - ale właśnie, było to przyspieszenie, a nie poszerzenie wykroku i ram - ale gdy spotkał się z przytrzymującą ręką, znowu zwolnił i takim kłusem szedł już do końca. Po wejściu na woltę problem z tempem był jeszcze wyraźniejszy, koń zaczął momentami wręcz szurać kopytami o ziemię, gdy Ruth swoim brakiem równowagi i latającymi łydkami zupełnie zniechęcała go do ruchu naprzód, a także siała w głowie dezorientację. Zamknąwszy woltę, ponownie wszedł w galop z prawej nogi, wykonał kolejne koło w galopie i po wyjściu na ścianę znowu musiał zmierzyć się z najgorszym punktem tego programu, czyli kontrgalopem po zmianie kierunku przez krótką przekątną. Napotkał dokładnie te same problemy, co ostatnim razem, ale teraz zwyczajnie się poddał i po prostu zwolnił do kłusa wcześniej, niż przewidywał to program. Brakowało mu w tym kłusie iskry, był płaski, a stawiane przez ogiera kroki były skrócone w wyniku spięcia grzbietu i niewystarczająco zaangażowanego zadu. W literze H zwolnił do stępa i wszystko było dobrze do momentu, w którym Ruth nie zaczęła bezsensownie dziobać boków ogiera łydkami, który w odpowiedzi ze dwa razy przeszedł na dwa-trzy kroki do kłusa, świszcząc przy tym ogonem i tuląc uszy. Taka nieregularność stępa mocno biła w oczy i z pewnością silnie odbiła się na arkuszu ocen.
Zatrzymał się w literze A, tym razem nie próbując ruszyć samodzielnie, po czym zakłusował ze stój. Tym razem kłus pośredni, który zaprezentowali na przekątnej czworoboku, był wyraźniejszy - prawdopodobnie na wskutek anglezowania, które nie blokowało pleców ogiera tak, jak pełen siad amazonki. Z kłusa przeszedł do galopu w połowie krótkiej ściany, poprawnie ruszając z lewej nogi, ale już po kilkunastu metrach znowu zaczynając krzyżować w galopie w wyniku braku jakiejkolwiek próby rozluźnienia go lub ustawienia. U końca przekątnej wrócił do kłusa, którym skręcił na linię środkową, w połowie której wykonał równe zatrzymanie.
Opuścił czworobok spiętym stępem, szyję niosąc wysoko, mimo że długą. Miejscami był trochę mokry, bardziej z nerwów, niż z wysiłku, natomiast w pysku całkowicie suchy, bo podczas całego przejazdu był on martwy i nie wykazywał żadnej chęci do współpracy.
 
     
I So Bad
Multichampion
Ujeżdżeniowiec
Devil in disguise.


Płeć: klacz
Wiek: 16 lat (22.01.2004)
Rasa: Koń holsztyński
Wzrost: 176 cm

Ostatni trening: 02.02 - teren - Tony
Właściciel: Jessie
Cena: £6950

Doświadczenie w skokach: 90
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 349
Doświadczenie z lonżowania: 100
Kondycja: 107
Szybkość: 64
Klasa startów: Ujeżdżenie: CS

Wysłany: 2018-12-23, 00:03   


Poproszona o zagalopowanie w literze C ruszyła płynnie galopem zebranym wyraźnie wchodząc zadem pod kłodę. Chód miała swobodny i lekki, co było wynikiem dużego rozluźnienia klaczy. Subtelnie zwieszone na boki uszy bujały się w rytmie kroków karej, która zamiast standardowo się złościć, dzisiaj współpracowała dzielnie z Jess. Przyjemny kontakt i elastyczna ręka brunetki sprawiały, że klacz cały czas żuła chętnie wędzidło pieniąc się przy tym obficie. Mając zaplutą białą pianą nie tylko pierś, ale i nadgarstki pozostawała przepuszczalna i lekka w prowadzeniu, dzięki czemu amazonka mogła swobodnie stosować pomoce, nie martwiąc się o spięcie czy brak rozluźnienia u konia. Dbając o tak mocne skrócenie galopu doskonale przygotowała klacz do tego, aby po wyjściu na długą przekątną MXK Bad mogła wydajnie wyciągnąć krok i skorzystać z zmagazynowanej dotąd energii. Prezentując obszerny widowiskowy galop klacz galopowała dynamicznie, wyraźnie zachowując tendencję do galopu pod górę i nieznacznie wysuwając nos przed pion.
Nie oponowała przed ponownym skróceniem dobrze reagując na półparady i mocniejsze dociążenie zadu, które zmuszało ją do głębszego wejścia pod kłodę. Płynnie przeszła z powrotem do galopu zebranego, w którym razem z brunetką wykonały lotną zmianę nogi w K, a następnie wyjechały płynnie i precyzyjnie narożniki poruszając się wzdłuż ścian poprzez KFAP.
Od litery P pozostając w galopie, rozpoczęły ciąg w lewo w kierunku linii środkowej. Ustępując od prawej łydki kara utrzymywała równomierne zgięcie w kłodzie, poruszając się do przodu i w bok aktywnym galopem. Nie traciła wypracowanego tempa, cały czas pozostając czujną na pomoce Jess i jej działania. Po wykonanym ciągu galopowały jeszcze przez chwilę na wprost aż do litery I, gdzie rozpoczęły piruet w galopie. Wyraźnie osiadając na zadzie klacz przeniosła ciężar ciała na tył, tym samym odciążając swobodny przód. Utrzymując niezbędną równowagę zaczęła wykonywać kroki galopu w bok jednocześnie obracając się wokół osi wewnętrznej tylnej nogi. Nie traciła przy tym aktywności chodu, który co prawda odbywał się prawie w miejscu, to jednak wymagał od klaczy dużego zaangażowania całego ciała, a od amazonki wyraźnego stosowania pomocy i ułatwianiu klaczy poruszania się po okręgu. Wykonując określoną ilość kroków domknęły piruet i ruszając na wprost do litery C zachowały bardzo dobry galop zebrany, do którego płynnie przeszły po wykonaniu piruetu.
W połowie krótkiej ściany odbiły w lewo i z najbliższego narożnika skierowały się an długą przekątną HXF, gdzie wykonały serię dziewięciu lotnych zmian nogi co 2 foule. Starając się jak najszybciej reagować na pomoce Jess, kara wyczuwała nawet najmniejsze zmiany w dosiadzie mogące sugerować wykonanie lotnej. Przy siódmej zmianie klacz została na moment pozostawiona sama sobie, przez co wyraźnie wyszła z ustawienia i odrobinę straciła równowagę. Na szczęście ten mały błąd zatuszowały przepięknym galopem zebranym, w którym pozostały na ścianie poruszając się tuż obok literek FAKV.
Analogicznie jak poprzednio wykonały ciąg od długiej ściany w kierunki linii środkowej. Rozpoczynając go od V i kontynuując aż do X, gdzie ponownie w literze I wykonały piruet. Tym razem był to piruet w prawo, wykonany równie precyzyjnie i dokładnie jak poprzednio. Kierując się na wprost do litery C, skręciły w prawo wyjeżdżając prawidłowo narożnik.
Na przekątnej MXK Bad została poproszona o wykonanie aż piętnastu lotnych zmian nogi, tym razem wykonując je co foule. Sprawnie zmieniając nogi w galopie, zachowywała równowagę i ogromną swobodę, dzięki czemu sam galop wypadł naprawdę dobrze i nie stracił na jakości. Momentami reagowała położeniem uszu na mocniejsze użycie ostrogi, ale było to jedynie zaakcentowanie używanych pomocy, a nie celowy zabieg ze strony Jessie.
Dojeżdżając do połowy krótkiej ściany w literze A Kara została skierowana na linię środkową, gdzie mogłoby się wydawać, że jest to koniec przejazdu, ale nic bardziej mylnego. Z galopu przeszły swobodnie do kłusa na odcinku DL, by w samym L rozpocząć pasaż z wyraźnym zaznaczeniem kłusa w kadencji. Poruszając się pasażem klacz zachowywała niesamowitą lekkość i samoniesienie, dzięki czemu samo przejście z pasażu do piaffu w X zostało wykonane wręcz książkowo.
Wykonując dziesięć kroków w miejscu, chętnie przeszła z powrotem do pasażu znów zachowując ogromną elastyczność, sprężystość i miękkość swoich kroków, które stawiała niesamowicie delikatnie. Docierając pasażem do G została poproszona o zatrzymanie poprzedzone pełną paradą i zamykającym działaniem dłoni. Stając równo w miejscu opuściła nieznacznie łeb oddychając przy tym dość szybko. Zmęczenie mimo wszystko dało jej się we znaki, ale obie mogły być z siebie dumne po naprawdę dobrym czworoboku.
Po ukłonie ze strony właścicielki otrzymała luźną wodzę i niemal od razu zanurkowała nosem w dół zgarniając z zadowoleniem pochwały od brunetki. Opuszczając czworobok stępem swobodnym skierowały się an rozprężalnię, gdzie czekały na nią już tylko nagrody i odpoczynek.

[17-31]
_________________

♕♕♕
they wanna make me their queen

♕ I M P R E S S I O N....S O N T E S I Q U E...B A L D V A R O ♕
mare ♕ 16 yo [22.01.04] ♕ holsteiner horse

Can you even see what you're fighting for? Bloodlust and a holy war.
o w n e r » Jessica Wrens ...
White lies, it's a man on fire, making love with the devil hurts
s t a l l i o n » Lockhard ♥ ......
Sometimes a certain smell will take me back to when I was young
.....................f r i e n d s » Riley, Jess, Jonah, Chris, Tony
Life throws you into the unknown, but stand or fall I will be right here.
f o a l s » ........................
♕ og. Perrault [o.Royal Cherry]
♕ og. Orchid of Rohan [o.Royal Cherry]
♕ kl. Illusion Sontesique [o.Weltstar]
♕ kl. Imagination Sontesique [o.Krugerrand]
♕ og. Lavard Sontesique [o.Lockhard]
♕ og. Fandango [o.Sleepwalker]


r e s u l t s ♕ d o c u m e n t s ♕ g a l l e r y

12.01.20 - podkucie na 4 kończyny

♕♕♕


@edit by Delfin only for I So Bad ♥
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2018-12-23, 01:27   

Na chwilę przed R półparadą dał mu znać, że coś się będzie działo po czym sprawnie skrócił wodze, podnosząc całą szyję fryza i jednocześnie każdy krok stępa zaczynając wyjeżdżać krócej ale głębiej celem jego zebrania. Z krótszy ogierem też łatwiej było mu wykonać ostry zakręt od R w stronę H gdzie już w prawo skierowali się na ślad. W narożniku już myślał o zagalopowaniu, do którego przygotował wierzchowca by już w C, zdecydowanym choć nieprzesadnym wypchnięciem bioder zaprosił go do zebranego galopu, dodając oczywiście impuls od wewnętrznej łydki. Tak jak podczas wjazdu na czworobok dbał o precyzyjne wyjechanie każdej foule aby pokazać ten chód Sleepwalkera w najlepszym wydaniu, jakie tylko mogły zapewnić jeździeckie umiejętności Sugarmana. Dobre oparcie ujeżdżeniowca na pomocach pozwoliło Lukowi na pewne wprowadzenie go w wyciągnięcie na przekątnej od M do K, w którym bezproblemowo udało im się dotrwać do końca tej linii. Możliwe, że było nieco powściągnięte i powinno być w nim jeszcze więcej mocy, ale brunet myślał już o powrocie do zebrania i lotnej zmianie, co chyba na poziomie podświadomości nie pozwoliło mu na tak mocne dojechanie fryzyjczyka do poszerzonych ram. Za to powrót do zebrania po kilku półparadach okazał się już niebywale sprawny i dzięki temu „nowe zagalopowanie z galopu”, czyli przestawienie pomocy jak do galopu na lewą nogę i zaakcentowanie ich nowego miejsca jakby nowym zaproszeniem do galopu, zaowocowało bardzo okrągłą lotną dokładnie w punkt, to znaczy w K, w którym powrócili na ścianę. Dalej utrzymywał równe, zebrane tempo, prowadząc ogiera przez narożnik, krótką ścianę i kolejny narożnik – po nim miał go utwierdzonego na zewnętrznej wodzy i dzięki temu mógł, tak jak robił to wcześniej w kłusie, od P zagarnąć go w ciągu do X, impulsy posyłając lekko i w równowadze co foule, dzięki czemu nie ściskał ani nie blokował nimi konia. Gdy spotkali się z linią środkową, pozostając w galopie na lewą nogę brunet wyrównał się w siodle, tym samym zapraszając Sleepa do jazdy na wprost i przez kilka metrów upewnił się, że ogier niesie się sam w zebraniu mimo oparcia na kontakcie i tak w I, po przygotowaniu półparadą dosiadem zaczął działać znacznie wyraźniej i widoczniej nawet dla laika, ciężarem każąc karemu iść w lewo, jednocześnie dociążając go w tym chodzie jeszcze bardziej, chcąc aby to zad był przy ziemi i zadnie nogi przez to robiły tylko małe kroczki po małej średnicy a przody mogły za to lekko obracać się wokół średnicy powiększonej o dwie długości kłody konia. W tym celu oprócz kluczowego potrzymania impulsu do samego galopu i działania dosiadu, zewnętrznymi pomocami spychał go w lewo, nie zapominając jednak i bardzo ważnym działaniu zginającym wewnętrznej łydki, która przy okazji zapobiegała ruchowi do boku i nie pozwalała tyłom się krzyżować. Po wykręceniu całego piruetu znów czytelnie posłał go do przodu, nadal uprzejmie prosząc o zebranie i w C zabierając kopytnego w lewo. Miał tę radość, że ogier pozostawał skupiony na nim i chętnie wsłuchiwał się w jego pomoce, stąd przygotowanie do przekątnej ze zmianami co 2 foule polegało na zupełnie spokojnych półparadach w narożniku i najzwyczajniejszym skupieniu na zadaniu, aby nie spóźnić się z pomocami. Chyba jednak sobie w myślach wykrakał to spóźnienie bo już będąc z ujeżdżeniowcem na przekątnej HXF co te odliczone 2 skoki galopu bardzo precyzyjnie wykonywał „nowe zagalopowanie” za każdym razem na tę drugą nogę, ale, że przed przedostatnią na chwilę stracił pewność, czy zmian miało być 9 czy może jednak 7, zawahał się i choć zdecydował, że rzeczywiście ta większa liczba, to ósma nie doszła do skutku po dwóch, tylko niestety po trzech foule i wiązało się to też z małym rozkojarzeniem zapewne nawet samego Sleepa, dlatego konieczne było poprawienie galopu podczas wjazdu na ścianę w . Przynajmniej nie trzeba było ogiera długo prosić i odbudowawszy koncentrację jak i harmonię w zebraniu przejechali przez krótką ścianę by kolejno wykonać odbicie lustrzane wcześniejszych elementów, to znaczy ciąg w prawo od V do X, stamtąd prosto do I gdzie zgodnie z aktualną nogą prowadzącą zaprosił go do piruetu w prawo. Po jednym obrocie znów kontynuowali jazdę na wprost w stronę C gdzie udali się na zakręt w prawo. Teraz też czekała ich przekątna – MXK – z tą różnicą, że już cyferki się Sugarmanowi nie pochrzaniły i będąc zupełnie pewnym, co robi, ze spokojną własną głową poprosił go o 15 lotnych zmian co tempo, płynnie przechodząc z ustawienia ciała jak do galopu na prawo do tego na lewo i z powrotem. Kiedy więc przed K powracali na pierwszy ślad, brunet prowadził karego w galopie na lewo i przed A też odbili w tę stronę, tym samym lądując na linii środkowej. Kiedy go prostował posłał mu jeszcze półparadę, chcąc w D, gdzie już mieli iść po prostej, zwolnić go do kłusa, aczkolwiek troszkę za mocno go dociążył i pierwsze dwa kroki, zamiast być zebranym kłusem, wpisywały się jednak w pasaż, co Luke szybko skorygował troszkę wyraźniejszym popchnięciem dosiadu do przodu, do pasażowego dociążania wracając dopiero przy L. Gdy znajdowali się na środku czworoboku, przygotowanego półparadami ogiera zaczął tak jak wcześniej już prosić o najwyższe zaangażowanie zadu i uniesienie lekkiego przodu w piaffie, i choć znów nie uniknęli drobnego przemieszczenia, to przynajmniej nie było to przemieszczenie boczne bo oboje pozostawali w równowadze i kiedy tylko zaliczyli ósmy krok piaffu znów pchnął go troszkę naprzód, tak by jeszcze przez chwilkę poodbijał się od podłoża w pełnym gracji pasażu – aż w końcu w G całkowicie zamknął go w pomocach, wykonując pełną paradę po kilku połowicznych. Utrzymując napięcie w łydkach i dosiadzie ukłonił się zgrabnie na koniec i wtedy dopiero wypuścił ogiera do stępa, dając mu oczywiście luz na obu parach wodzy i na długiej szyi w stępie pokierował go do opuszczenia czworoboku i później wyjścia z hali w stronę rozprężalni.

[ 16 – 31 / zt ]
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Foxtrot
Ujeżdżeniowiec
wanna dance?


Płeć: ogier
Wiek: 11 lat {06.10.}
Rasa: duński koń gorącokrwisty
Wzrost: 170 cm
Właściciel: Paul
Cena: £2000

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 68
Doświadczenie z lonżowania: 49
Kondycja: 48
Szybkość: 48
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2018-12-23, 18:18   



Niby tak, jakieś doświadczenie mieliśmy, ale z drugiej strony nawet wspólne treningi były wyzwaniem (nie ukrywajmy, częściowo przez mój charakter), więc o dopiero zawody! W dniu zawodów nie byłem szczególnie szczęśliwy i zadowolony z życia, co wynikało z odbytej podróży w końskiej puszce. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że jesteśmy tu tylko na czas zawodów, a podróże nie były dla mnie niczym nowym, ale budowa reputacji w nowym miejscu to mozolna praca, którą potem trzeba porzucić na rzecz powrotu na stare śmieci. Pojawienie się właściciela pod moim tymczasowym boksem przyjąłem dość neutralnie, żeby nie powiedzieć obojętnie. Cała otoczka zawodów zdawała się wcale na mnie nie wpływać, chociaż może były to tylko pozory. Pozwoliłem mu wejść do siebie i nawet dać się wymasować, gorzej z mizianiami, na które zwyczajnie nie miałem ochoty, za to chętnie spałaszowałbym jakiegoś smakołyka. Koniec końców dałem się wyprowadzić i dość spokojnie ruszyliśmy na myjkę, gdzie również ze spokojem poddałem się czyszczeniu i siodłaniu. Kiedy jednak Paul zostawił mnie na chwilę pod okiem obcego mi stajennego.. no cóż, powiedzmy po prostu, że kiedy do nas wrócił stajenny z ulgą uciekł od nas z krzykiem. Parsknąłem za nim pogardliwie. Następnie niewinnie, jakby nic się nie wydarzyło ruszyłem za swoim właścicielem na rozprężalnię. Tutaj kończył się mój spokój i podejrzana potulność, a rozgrzewka jak zwykle była połączeniem solidnej pracy ku rozgrzaniu i przygotowaniu przed wjazdem na czworobok i przepychanek pomiędzy mną i Paulem, bo tradycyjnie miałem swoje zdanie, próbowałem dominować. Jak zwykle gdy Paul chciał w lewo, ja chciałem w prawo, nawet jeśli w prawo byłaby ściana. Mimo wszystko jakoś nam ta rozgrzewka poszła i w stępie czekaliśmy na wezwanie na czworobok.

W końcu przyszłą nasza pora, Paul pozbierał mnie i poprosiło zaangażowanie zadu z czym nie miałem problemu. Za to miałem problem z innymi rzeczami, które sprowadzały się po prostu do osoby Paula. Nie to, że tak go całkiem nie lubiłem (ale ćśś, to tajemnica), taka po prostu moja natura, że musiałem wątpić, w każde jego poczynanie i próbować dominować. Skutki były, jakie były. Może i można to nazwać buntem, na pewno nie byłem skłonny do odpuszczania komukolwiek i czemukolwiek. Utrudniałem Paulowi elastyczny kontakt, dodatkowo nadto się spiesząc. Oczywiście w opinii Paula, nie mojej. W pewnym momencie przeszliśmy do kłusa, w którym nadal nie mogliśmy osiągnąć porozumienia w sprawie naszego tempa. Okrążyliśmy czworobok, po czym wjechaliśmy na czworobok w A, na linię prostą. Może jakość naszego kłusa nie była jakaś super, nadal też nieco się spieszyłęm w tempie, utrzymując się jednak przynajmniej równo na linii. Otrzymując pomoce do zatrzymania przynajmniej zareagowałem na nie poprawnie i owszem, zatrzymałem się, przechodząc jednak nieco punkt, w którym miałem się zatrzymać. Może po prostu uznałem, że powinien być trochę dalej?
Paul, ty się nie krzyw mentalnie, bo ja się zamknę w sobie! Przynajmniej tym razem ładnie ruszyłem naprzód, dalej kłusem roboczym, niestety(?!) nadal się nieco spiesząc. Za to naprawdę ładnie skręciłem w C pod krótką ścianę, w czym nawet nieco zbyt pospieszne tempo mi nie przeszkodziło, więc powiedzmy, że jest 1:1. Kawałek dalej podobnie wykręciłem się w narożniku, zjechaliśmy pod długą ścianę, by zaraz w H odbić na wężyk. Wszystko byłoby dobrze i prawie się starałem, jednak podczas wykręcania łuku więcej mojej uwagi spoczęło na powiedzmy consensusowym tempie, przez co momentami wypadałem zadkiem. No co poradzić, przynajmniej moje tempo unormowało się. Mniej więcej. Na razie. W K zakończyliśmy naszego para-wężyka, zjechaliśmy pod ścianę, po czym po wygięciu się prawidłowo na narożniku znaleźliśmy się z kolei pod krótką ścianą. W A czekała nas kolejna figura, odbiliśmy na woltę w lewo, która miała mieć dziesięć metrów długości. Tym razem Paul nie mógł się doczepić do wykręcanego przeze mnie koła, prawidłowo się na nim wyginałem, mój zadek ani łopatka nie wypadały i kształt figury był taki jak trzeba prawie do końca. Przed zjechaniem z wolty. w A, kiedy otrzymał pomoce od Paula, a w zasadzie zanim jeszcze chłopak zdążył je skonstruować prawie wpadłem w galop roboczy, przynajmniej inicjując go z lewej nogi, spłaszczając nieco samą końcówkę koła. No więc może miało 9,5 metra średnicy. Zjechaliśmy pod ścianę w A i zaraz zabraliśmy się do wykręcania z kolei koła o średnicy 20 metrów, jednak od przejścia do galopu ponownie przyspieszałem bardziej, niżby chciał tego Paul, spłaszczając również i tą figurę i zapewne do jakości jego galopu też można by się przyczepić. Znowu byliśmy pod krótką ścianą, by zaraz ściąć narożnik, a będąc już pod długą ścianą w F zjechaliśmy w stronę środka czworoboku po przekątnej, aby zmienić kierunek, przy tym galopując na tą samą nogę. Na przekątnej jakość mojego galopu była dość dobra, chociaż nadal trochę się spieszyłem. To nie zmieniło się gdy zjechaliśmy w E pod równoległą długą ścianę, po czym ruszyliśmy prosto, galopując z niewłaściwej nogi. Mimo, że korciła mnie zmiana nogi na "właściwą", utrzymywałem kontrgalop, mimo to nadal się spiesząc, na czym chyba znowu cierpiała trochę jakość. Przed H otrzymałem półparadę, po czym naprawdę przyłożyłem się do ładnego, płynnego przejścia w kłus roboczy, żeby sobie Paul nie myślał, że go mam tak całkiem w zadku i że się nie staram. Staram się...na własny sposób. Kłusem roboczym ruszyłem dalej, wykręcając przyzwoicie najpierw jeden narożnik, potem drugi. Zaraz po wygięciu się na tym drugim, pod długą ścianą zostałem przez Paula poproszony o energiczniejsze tempo i wyciągnięcie kończyn, kryjąc więcej terenu. Nie powinienem mieć najmniejszych problemów z energiczniejszym tempem. Przeciwnie, było aż za energiczne. Przy tym nawet akceptowalnie poszerzyłem ramy, jednak nabierając aż za bardzo tempa. Jeśli natomiast Paul próbował to ukrócić jak na przekór traciłem całą energiczność chodu i musiał mnie niejako nakłaniać do włożenia więcej energii i zaangażowania w ten element programu. Zbliżając się jednak do F znowu wkładałem sporo pary w kłus pośredni, wtedy jednak Paul próbował skrócić, co nie poszło mu tak prosto, przejście do kłusa roboczego udało nam się po krótkiej walce, jednak efekt był taki, że spiąłem się, poruszając się sztywno i ze zwiększoną nerwowością, a kłus stracił sporo ze swojej harmonijności. Już straciłem rachubę kto był na wierzchu w tych naszych przepychankach, ale czy bym je sobie odpuścił? Nie ma opcji, taki już po prostu byłem, a Paul już dobrze wiedział, że ja naprawdę odpuszczać nie umiem. Kiedy wykręciliśmy kolejny narożnik i w A znowu ruszyliśmy na woltę, było to w moim ruchu doskonale widać. Niestety wypadałem też momentami łopatką lub zadem, czyniąc z okręgu kwadrat momentami. Jeszcze na wolcie Paul przygotował mnie do zagalopowania, które nastąpiło, gdy zamknęliśmy woltę, wracając pod ścianę. Tym razem się nie zapaliłem i zamiast bezładnie wskoczyć w galop płynnie przez niego przeszedłem, pokazując przebłysk skilla i swojego potencjału do tej dyscypliny. Galop był energiczny, ale wyjątkowo się nie spieszyłem. Zaraz w A ruszyliśmy na kolejne koło o średnicy 20 metrów, tym razem w prawo, co wymagało zagalopowania z prawej nogi, tak też z resztą zrobiłem, następnie utrzymując mniej więcej równe tempo galopu wyginając się prawidłowo od wewnętrznej łydki Paula. To spięcie trochę mi przeszło, chociaż trudno powiedzieć, czy byłem dzięki temu bardziej skłonny do współpracy. Zamknęliśmy koło w A, wyjechaliśmy narożnik, by na chwilę zjechać pod długą ścianę, tylko po to, by w K zjechać na przekątną, zostając w galopie roboczym z prawej nogi. Na przekątnej utrzymywałem nadal dość równe i stałe tempo, nie gnając nigdzie specjalnie, za co chyba powinienem otrzymać złoty medal, czy coś. Oczywiście od Paula.
Jednak, gdy przeciwległa ścianka przyszła im na spotkanie (bardziej oni jej, ale szczegół) ruszyli pod nią kontrgalopem. Otrzymałem od Paula pomoce odwrotne do poprzednich, działając zgodnie z nimi. Tym razem wykazywałem nieco więcej luzu w kontrgalopie niż poprzednio, tak jakby sprawiał mi mniej trudności. Dysharmonia w tempie galopu zdarzała mi się, ale jak na razie rzadziej niż "normalnie". Przed M co prawda zostałem odpowiednio przygotowany do zwolnienia do kłusa roboczego, być może jednak ten pomysł jakoś mi nie podpadł, bo co prawda znowu zaliczyłem ładne przejście do niższego chodu, szybko jednak znowu zacząłem się spieszyć, pozostając jednak w ramach kłusa. Ściąłem precyzyjnie narożnik, utrzymując tendencję spieszenia się w kłusie roboczym pod krótką ścianą, by pokonać kolejny narożnik i znaleźć się naturalnie pod długą ścianą, gdzie w H znowu zwolniłem, do stępa pośredniego. To jeszcze mniej mnie ucieszyło, więc chociaż jakość stępa nie była zła, wydłużyłem wykrok kryjąc więcej terenu, to znowu był problem z szarpanym tempem. Ja chciałem szybciej, Paul nie no i trochę się ze sobą siłowaliśmy. Widocznie nasze porozumienie trwało krótko. Poruszaliśmy się pod szrankami do E, po czym po przekątnej odbiliśmy do F. NA przekątnej nadal się trochę spieszyłem, zachowując jednak do pewnego stopnia równowagę w tym wszystkim. Z kolei od punktu F wykręciliśmy narożnik, trafiając do A, na środku krótkiej ściany. Po drodze nawet udało mi się osiągnąć z mężczyzną kolejne porozumienie, ograniczając się do aktywnego tempa, bez zbytniego gonienia. Przygotowany do zatrzymania w A zatrzymałem się dość równo, tym razem w punkt, a więc cały element został przeze mnie jak na razie wykonany w sposób akceptowalny. Nie miał też problemu ze staniem w miejscu, ale gdy mieliśmy ruszyć z miejsca kłusem roboczym postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze i owszem ruszyłem, ale stępem, do kłusa przechodząc po kilku krokach stępa, otrzymawszy dosadniejsze pomoce od Paula. Chociaż co tu tak naprawdę decydowało Wpływ pomocy od właściciela, czy jego własna wola? Jakby chcąc poprawić mu humor po tym niezbyt udanym ruszeniu kłusem, kiedy jednak do niego przeszedłem zaprezentowałem dość ładny, harmonijny chód, z którego również mogłem być nawet zadowolony. Wygiąłem się, wpasowując w narożnik i zjeżdżając pod długą ścianę, aby po odpowiednim przygotowaniu skręcić na przekątną, aby zmienić kierunek jazdy. Przy tym Paul zaczął anglezować, a ja poszerzyłem ramy, kryjąc większy teren, prezentując nawet niezłe zaangażowanie, na całej przekątnej dopuszczając do tylko jednego "potknięcia" z tempem. Przynajmniej zapewne tak patrzył na to Paul. Zjechałem pod ścianę w M, pokonaliśmy następny narożnik, znajdując się przy krótkiej ścianie. Dość spokojnie trafili w pobliże literki C, gdzie zostałem odesłany do galopu roboczego z lewej nogi. Przejście było udane, pomimo jednak próby kontrolowania mojego tempa przez Paula zacząłem znowu go nabierać, by na chwilę się uspokajać i zaczynać od nowa. W ten sposób wykręciłem narożniku, by niemal zaraz od długą ścianą odbić nawet ochoczo na przekątną, na której jednocześnie Paul poprosił mnie o galop pośredni. Chyba tego właśnie oczekiwałem, bo o przyspieszenie nie trzeba mnie było dwa razy prosić. Problem w tym, że mieliśmy inne pojęcia tego czym jest przyspieszenie. W związku z tym znowu zacząłem się spieszyć na przekątnej i chociaż galop pośredni w moim wykonaniu byłby dobry przy ciut wolniejszym tempie, to przy obecnym naszym głównym sukcesem w tej chwili było trzymanie się linii prostej. Brawo my. Wracając pod ścianę w F poprawnie zareagowałem na wcześniejszą półparadę i pomoce, skracając się do kłusa roboczego, a moje problemy z gonieniem za nie wiadomo czym (znowu z punktu widzenia Paula) nieco się uspokoiły. Wygiąłem się przyzwoicie na narożniku, zjeżdżając pod krótką ścianę. Po otrzymaniu półparad, zatrzymałem się znowu w A, ale tym razem dokładnie w punkt, więc chyba można uznać to zatrzymanie za bardzo udane. Paul się ukłonił, po czym wyprowadził mnie z czworoboku, dając mi przy tym luźną wodzę. Nawet nie chciało mi się nic odstawiać, więc spokojnie trafiliśmy z powrotem na rozprężalnię, by się rozstępować. Parsknąłem nawet wdzięcznie za pochwałę, nawet jeśli w mym odczuciu nie był to nasz super najlepsiejszy występ.

zt
 
     
Eva
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 24 lata
Wzrost: 175 cm
Podopieczny: Loathsome Shuffler ll Lux in Tenebris
Pieniądze: £3105

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 6
Ujeżdżenie: 14
Cross: 8
Wyścigi: 31
Obycie z koniem: 9


Wysłany: 2018-12-23, 19:31   


Dla Evy start pod tym koniem był nieco ryzykowny, ponieważ w ogóle się nie znali. Wiedziała tyle co o ile od jego właściciela oraz stajennych, jednak zdecydowała się na start z nim. Drzemał w nim ogromny potencjał, a właściciel nie mógł go zabrać na obecne zawody. Dlatego na dzień przed tymi w których wspólnie mieli wziąć udział, zapakowała ogiera do przyczepy i ruszyła do miejsca docelowego. Tam zostawiła go do dnia kolejnego w spokoju, by w dniu zawodów dość wcześnie podjechać pod stajnię i po chwili w socjalu udać się pod boks ogiera. Przywitała się nim i okazała mu nieco czułości jeśli oczywiście sobie pozwolił, by wkrótce zabrać go na myjkę. Tam dokładnie go wyczyściła, włosie zaplotła w koreczki i osiodłała. Wtedy na moment zostawiła go pod okiem stajennego, by samej się przygotować i wtedy wróciła po niego i skierowali się na rozprężalnie. Tam go dokładnie rozgrzała we wszystkich chodach przed startem, kręcąc z nim podstawowe figury oraz te które pojawiają się w programie z cyklu tych trudniejszych. W końcu zwolniła go do stępa, gdzie czekali na wezwanie na czworobok konkursowy.

Słysząc że ich wywołują odetchnęła głęboko i skupiła się na jak najlepszym wykonaniu nadchodzącego zadania. Dociążyła jego zad zachęcając go do uaktywnienia go, pozbierała go do wcześniej wypracowanego tym samym ustawienia wchodząc z nim na elastyczny kontakt. Skierowała go tym samym w okolice czworoboku, gdzie poprosiła go o przejście do kłusa. Okrążyli czworobok dookoła dając sobie czas na oswojenie się z otoczeniem i dopracowanie ostatnich szlifów. W końcu wyjeżdżając dość obszerny łuk, poprowadziła Heisenberga na linię środkową wjeżdżając na czworobok w A przez otwarte szranki. Patrząc na wprost siebie, trzymała ogiera w korytarzu utworzonym z zamkniętych po jego bokach łydek oraz wodzy. Chciała oczywiście by pojechał po linii prostej, a nie spływał na boki do środka czworoboku. Przed X wysłała mu kilka półparad, by skupić go na sobie i jedną pełną w punkt. Wraz z nią dociążyła jego zad, zablokowała ruch miednicą i ściągnęła wodzę. Prosząc go o zatrzymanie się w miejscu, a wraz z nim dopchnęła jego zadnie nogi pod kłodę. Ogier zatrzymał się równo i w punkt, więc złapała wodzę w jedną dłoń i ukłoniła się sędziom. Potem znowu miała wodzę w obu rękach i poprosiła go po półparadzie o powrót do kłusa przez dołożenie łydek do jego boków i wypchnięcie z bioder. Trzymała go w korytarzu z pomocy przez drugie pół linii środkowej do C, gdzie przed tym punktem odgięła ogiera w lewo i wyjechała tak łuk by znaleźć się na krótkiej ścianie. Tak samo odgięła go od wewnętrznej łydki w narożniku, nadając mu zgięcie także w potylicy i prowadząc na zewnętrznej wodzy. Tym sposobem znaleźli się na długiej ścianie, gdzie zaraz w H zaczęli wykonywać nowe ćwiczenie. Poprowadziła go po jak najdokładniej zarysowanym wężyku o jednym łuku wzdłuż ściany, wyginając go na nim i w K wracając na ścianę. Wyjechali narożnik, gdzie przygotowała go do kolejnego zadania. Wraz z dojechaniem do środka krótkiej ściany w A, zabrała go na 10m woltę w lewo. Postarała się jak najlepiej wyjechać tą figurę, wyginając go od wewnętrznej łydki i nadając mu wygięcie w potylicy wewnętrzną wodza. Natomiast zewnętrzną łydką pilnowała jego zadu, a zewnętrzną wodzą prowadziła go. Dojeżdżając do końca wolty przygotowała go do kolejnej zmiany za pomocą półparady, by w tym celu wziąć go bardziej na siebie wraz z dociążeniem nieco bardziej lewej strony siodła, cofnęła przy tym zewnętrzną łydkę i wypchnęła go z bioder do galopu na lewą nogę. Po zamknięciu wolty w A zaczęli od razy kręcić koło o średnicy 20m z tego samego punktu. Dokładnie tak samo prowadziła go na kole jak na wolcie, tylko oczywiście średnica była inna. Po zakończeniu koła powrócili na ścianę, by wyjechać narożnik i już w F zjechać na przekątną do E. Po zetknięciu się ze ścianą w tym drugim punkcie poruszali się na wprost w kontrgalopie, co było dość trudnym elementem. Działa tutaj łydkami, cofając prawą lekko za popręg a lewą nadając mu zgięcie do zewnątrz. Prawą wodzą prowadziła go, a lewą działała lekko pulsacyjnie i nadając mu zgięcie. Starała się przy tym utrzymać ciężar ciała na lewo, tak by nie zachęcić ogiera do zmiany samoistnie nogi. Wraz z dojechaniem do H uprzedziła go półparadą o zmianie, by przytrzymać go do kłusa. Poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, by wraz z znalezieniem się na długiej ścianie w M poprosić go kłus pośredni. Zachęciła go łydką do przyspieszenia, jednocześnie oddała mu nieco wodzy zachęcając do poszerzenia swoich ram. Chyba jednak nieco przesadziła z ów impulsem, bo ogier niemal wręcz wskoczył w wyższy chód. Starała się go półparadami wyciszyć, ale nie było to wcale takie łatwe jak mogło się wydawać. Po dojechaniu do F wzięła go na siebie w celu skrócenia ogiera do roboczego, ale przez poprzednią wpadkę i walkę do tej pory o powrót do odpowiedniego tempa wyszło tak że ogier zwolnił nieco zbyt przesadnie i się cały spiął. Tym razem jednak zadziałała półparadą i subtelniejszą łydką, co w końcu podziałało tak jak powinno. Wyjechali w między czasie narożnik i zbliżyli się do A, gdzie zjechała ponownie z nim na 10m woltę. Wraz z z momentem jej kończenia uprzedziła go o nadchodzącej zmianie i wysłała mu pomoce do zagalopowania tym razem z prawej nogi. W tym samym punkcie co woltę, zaczęli kręcić 20m koło i po jego zamknięciu wrócili na ścianę. Wyjechali narożnik by w K odbić na przekątną do B, gdzie po zetknięciu się ze ścianą czworoboku kontynuowali jazdę krótko w kontrgalopie. Podobnie jak wcześniej pilnowała skrupulatnie by ogier nie zmienił sam z siebie nogi. Wraz z dojechaniem do M przytrzymała ogiera do kłusa i kontynuowała z nim jazdę aż do H. Tam przytrzymała go do stępa, starając się o jak najlepszą jakość ów chodu w ich wykonaniu. Pojechali w nim do E, gdzie odbili na przekątną do F i kolejno wyjechali narożnik w kierunku środka krótkiej ściany czyli A. Wysłała mu kilka półparad przed tym punktem, by wraz z dojechaniem do niego wysłać mu jedną pełną i pomoce do zatrzymania. Udało im się zatrzymać w punkt, a Eva w tym czasie zaczęła odliczyć owe 5s które mieli tam stać. Chyba za bardzo się rozkojarzyła przy tym i poluzowała pomoce, ponieważ ogier ruszył przed siebie stępem. Na szczęście zrobił dwa kroki tylko, zanim odesłała go do właściwego tempa jakim miał być kłus tutaj. Odesłała go do niego łydką i wypchnięciem z bioder, by poprowadzić go przez kolejny narożnik i K zejść na przekątną czworoboku. Wtedy ona zaczęła anglezować w siodle, trzymając ogiera w łydkach by nie spływał z linii prostej. Jednocześnie zachęciła go do dodania w tempie oraz poszerzenia swoich ram. Udało im się wykonać tym razem pośrednie tempo bez zgrzytu, co wywołało mentalny uśmiech kobiety. Wraz z dojechaniem do końca przekątnej wzięła konia na siebie w celu skrócenia go do roboczego oraz siadła w siodło. Przejechali kolejny narożnik, by przygotować się do ostatniego zagalopowania w C. Uprzedziła go o tej zmianie półparadą, by wraz z dojechaniem do ów punktu dołożyć łydki do jego boków, dociążyć lewą stronę siodła i wypchnąć go z bioder do galopu. Kolejny narożnik i w H odbicie na ostatnią przekątną czworoboku w kierunku F. Prowadząc go po linii prostej do miejsca docelowego i jednocześnie prosząc go o galop pośredni. Dojeżdżając do F siadła na raz w siodło i przytrzymała go do kłusa, wracając tym samym pod ścianę i skręcając w prawo z wyjechaniem narożnika na krótką ścianę. Tam zaraz łuk w A na linię środkową i kierunek X. Przytrzymała go w korytarzu z wodzy i łydek, by jechał po linii prostej do środka czworoboku i wysłała mu przy tym kilka półparad. W punkt wysłała mu jedną pełną paradę i pomoce do zatrzymania. Po całkiem niezłym zatrzymaniu ukłoniła się jury, zrzuciła mu wodzę i sprowadziła z czworoboku przez A na rozprężąlnie. Klepiąc w pochwalę po masywnej szyi, by następnie odpowiednio się nim zająć.

z.t
_________________
Tanto Tiempo Caminando junto a ti
Aun recuerdo el día en que te conocí.

personalia: El amor en mi nació tu sonrisa me ensenor » Eva O'cross
wiek: Tras las nubes siempre va a estar el sol » 22 lata.

partner: Te confieso que sin ti no se seguir » brak.
pms: Quiero mirarte Quiero sonarte Vivir contigo cada instante » 0.

przyjaciele: En tus ojos veo el mundo de color » Adam Ouvard, Chris Moore, Jasper Nowell.
wrogowie: Quiero ltenerte junto a mi » brak.

moje: Opel Mokka, fone, house, gallery
osiągnięcia: En tus brazos descubrí yo
el amor el amor » link
 
     
Otello
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 6 lat [03.05]
Rasa: KWPN
Wzrost: 170 cm
Właściciel: Aaren Wayford
Cena: £4350

Doświadczenie w skokach: 20
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 195
Doświadczenie z lonżowania: 71
Kondycja: 61
Szybkość: 22
Klasa startów: Ujeżdżenie: CC

Wysłany: 2018-12-23, 21:43   


W literze P stopniowo wrócił do stępa pośredniego, bez napięć przychodząc do ręki jeźdźca i tym samym wracając do wcześniejszych ram stępa. Kilka kroków dalej odpowiedział na łydkę do kłusa, ponownie ruszając elektrycznie, może tylko odrobinę spokojniej niż ostatnim razem, co jednak nie sprawiło, że od pierwszego kroku szedł w zebraniu. To dopiero przyszło mu w narożniku, w którym udało mu się zgrać z jeźdźcem i wreszcie zaprezentować przyzwoity kłus zebrany, który stał się podstawą do kolejnych paru elementów programów - elementów wykonanych w lustrzanym odbiciu do paru pierwszych punktów czworoboku. Świadomość popełnionych wcześniej błędów pomogła Sugarmanowi w uniknięciu powtórzenia ich, co automatycznie miało bardzo dobry wpływ na Otella, który tym razem bez nerwów, dokładnie zdołał zaprezentować swoje możliwości podczas wykonywania łopatki do wewnątrz, kiedy to oddał jeźdźcowi swoją łopatkę, schodząc nią do środka i przez kolejne kilkanaście metrów przesuwał się płynnie po trzech śladach. Nie pogarszając jakości kłusa, którego kroki pozostały odpowiednio elastyczne i swobodne, szedł przy ścianie utrzymując stały kąt zgięcia w kłodzie. Kolejno zszedł na półwoltę do X, z którego płynnie przeszedł na kolejną, zwróconą w lewo, po której płynnie przeszedł do ciągu w lewo - także zauważalnie lepszego względem ostatniego wykonania, w prawo - i po ukończeniu go ponownie dobił do ściany, na której dla odmiany skręcił w lewo.
Za rogiem program przewidywał kolejne wyciągnięcie kłusa na przekątnej, które ponownie z samego początku robiło wrażenie, by bliżej ściany stracić na mocy. Może w tej sytuacji pomysł kumulowania energii w narożniku nie był najfortunniejszy, z tego względu, że wówczas efekt "wow" był równie silny co efekt opadnięcia z sił...? W każdym razie, na ścianie kontynuował już kłus roboczy, z którego dopiero wrócił do zebrania zanim jeszcze zatrzymał się w połowie krótkiej ściany. Zatrzymanie było w pełni prawidłowe, eleganckie, a Luke nie dał Otellowi czasu na zdenerwowanie się nieruchomością, bo prawie od razu poprosił go o cofanie, do którego ogier przeszedł z drobnym zawahaniem. Jednak gdy tylko zyskał pewność, że właśnie o to chodzi, płynnie postawił pięć kroków w tył, idąc prosto i nie uciekając zadem w bok, co teoretycznie mogłoby mu ułatwić to zadanie, ale też całkowicie je zepsuć. Wraz z postawieniem piątego kroku przestał się cofać i w reakcji na zmianę w dosiadzie jeźdźca, oraz czytelny sygnał od łydki, ruszył z miejsca galopem. Po wyjściu z narożnika wyraźnie wyciągnął galop, z nastawionymi na sztorc uszami chętnie idąc do przodu i korzystając ze swobody, jaką dawał mu ten chód w wyciągnięciu. Robił to bardzo chętnie, co jednak nie stało na przeszkodzie ku temu, by na końcu ściany płynnie, w asyście półparad, powrócić do galopu zebranego, którym w literze H ogier został zabrany na półwoltę. Kończąc ją, po krótkiej przekątnej wrócił na ścianę na wysokości litery S, skąd kontynuował galop z prawej nogi - czy innymi słowy, poruszał się teraz w kontrgalopie, utrzymując ustawienie na prawo bez większej trudności. Pomimo młodego wieku był naprawdę zdolny i dobrze zrównoważony, zapewne dzięki doskonałym warunkom chowu i wszechstronnemu treningowi, więc galopowanie "ze złej nogi" przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowej jakości galopu naprawdę nie było dla niego nieosiągalnym wyzwaniem. W połowie krótkiej ściany zmienił nogę w galopie poprzez przejście do stępa na trzy kroki, po których - już lekko zniecierpliwiony - ponownie zagalopował, tym razem z lewej nogi, z zainteresowaniem oczekując kolejnych zadań. W odpowiedzi na półparady prowadził z jeźdźcem swego rodzaju dialog, z mniejszym lub większym skutkiem; schodząc na przekątną FE nie spodziewał się oddania wodzy na trzy kroki galopu, co odrobinę go zaskoczyło, ale nie wpłynęło znowuż tak bardzo na jego równowagę i samoniesienie. Z pewnością jednak lepiej się poczuł gdy wodze ponownie zostały nabrane na kontakt, chociaż po powrocie na ścianę musiał iść dalej w kontrgalopie, chcąc nie chcąc bardziej wymagającym od zwykłego galopu. W połowie krótkiej ściany powtórzył zwykłą zmianę nogi, ponownie lekko wypadając z rytmu stępa, ale za to odbijając to sobie bardzo dobrym zagalopowaniem na prawo, po którym od pierwszej foule szedł wyraźnie pod górkę, głęboko wchodząc zadem pod kłodę i idąc lekkim przodem. W literze R odbił na kolejną półwoltę, u końca której ponownie został przytrzymany do stępa celem wykonania zagalopowania na nowo, na lewą nogę. Takie zestawienie elementów sprzyjało ogierowi w zachowaniu zebranych ram galopu, w którym jego foula była wyraźnie bardziej okrągła, ale też krótsza; naturalnie wiązało się to we wzmożonym wysiłkiem, który odbił się na jego ciele, rzucając się w oczy w postaci spoconej sierści, która na szyi była nawet lekko spieniona i zmierzwiona w miejscu, w którym wodze dotykały skóry. Wróciwszy na ścianę po drugiej półwolcie, zauważalnie, ale nieprzesadnie wydłużył krok w galopie, przechodząc do galopu pośredniego, jakim poruszał się do litery V. Tam, w wyniku mocniejszego zaangażowania zadu i wyraźniejszego ugięcia stawów skokowych, ogier powrócił do galopu zebranego, w jakim wykonał kolejne dwie półwolty ze zwykłą zmianą nogi w L. Galopując po łukach, prawidłowo wpisywał się w nie ciałem, również dzięki pomocy Luke'a nie mając problemu z wypadającym zadem czy wpadającą łopatką, do czego nawet nie miał zresztą szczególnych skłonności. Wróciwszy na ścianę w P, do samego końca przejazdu kontynuował galop w zebraniu; ostatnim punktem programu, było oczywiście wejście na linię środkową, po której galopując starał się iść prosto, między pomocami jeźdźca, które ograniczały pływanie między nimi. Zatrzymał się w literze X, ponownie hamując zadem, dzięki czemu ciężar ciała pozostał na swoim miejscu, a ogier dostał szansę na równe zatrzymanie, podczas którego równomiernie obciążał wszystkie nogi i ani myślał o samodzielnym ruszeniu.
Po ukłonie ze strony jeźdźca opuścił czworobok na długiej wodzy, stępem, w którym swobodnie wyciągnął szyję, poparskując.

[ 11 - 28 ]
 
     
Imagination ST
WKKW'ista


Płeć: klacz
Wiek: 6 lat
Rasa: koń holsztyński
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £3213

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 49
Doświadczenie z lonżowania: 24
Kondycja: 28
Szybkość: 22
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2018-12-24, 00:19   Re: Christian Levrull & Imagination Sontesique

CHRISTIAN LEVRULL & IMAGINATION SONTESIQUE - KLASA L


Imagination nie uśmiechały się te podróże, ale nie miała też zamiaru narzekać na treningi i zawody. Właściwie w pewnym stopniu do nich przywykła. Było to problematyczne, na przykład podczas rozgrzewki, gdzie klacz zachowywała się nerwowo ze względu na obce konie, mimo to sam przejazd traktowała na równi z treningiem, tylko straszaków więcej. Nie widziała też różnicy w przyszykowaniu jej, bo w istocie co jej za różnica, jaki kolor ma czaprak? Istotą była tutaj rozprężalnia. Dlaczego? Bo na niej znajdowało się mnóstwo par, było tłoczno, gorąco i do tego Christian wymagał od niej pełnego skupienia. Owszem, udawało jej się to, ale patrząc na jakość niektórych elementów przejazd nie zapowiadał się wybitnie. Była rozluźniona, miała uaktywniony zad, ale wystarczyła odrobina zainteresowania czymś innym i żucie z ręki kończyło się żuciem czapraka innej pary. Ot, niewinne zaczepki. Potrzebowała sporo rozgrzewki, by uznać ją za gotową, ale kiedy to już nastąpiło Chris mógł spokojnie zabrać się za stępowanie przed startem, dając luzy Imagination, która jak każdy mądry koń wykorzystała to na opuszczenie łba i chwilę oddechu.
Wróciła na sygnał Christania do zebrania, początkowo lekko sztywno w potylicy, zaraz jednak przepuściła ją i rozluźniła grzbiet dając się spokojnie prowadzić. Objechawszy czworobok skupiała wzrok zarówno na budce, jak i widowni, uspokajając się przy drobnych półparadach a przy tym skupiając. Płynnie przeszła do kłusa, objeżdżając kilkukrotnie zewnętrzny tor czworoboku, aby na sugestie Levrulla skręcić w A na teren czworoboku. Cały czas jej ruch był płynny, niosła się wysoko, aktywnie kłusując z pracowitym zadem i ładnym, wysokim krokiem. Mieliła w pysku wędzidło, co było oznaką dobrego kontaktu, a na paradę stanęła równo, jedynie strzygąc uszami po wszystkim wokół, co wykonywało choćby najmniejszy ruch czy dźwięk. Nie obawiała się jednak owych przedmiotów - bardziej się nimi interesowała. Dopiero dostając sygnał do zakłusowania przeszła w niego płynnie, kierując się równo po prostej linii w łydkach Levrulla do C, gdzie wywinęła się wokół jego łydki, rysując ładny łuk przodem i zadem w lewą stronę. Tak samo było na narożniku, po którym następowało E i przekątną. Potrafiła wykonywać ładne łuki bez zmian tempa, z uaktywnionym zadem, wymagała przy tym jednak licznych półparad i silnych pomocy, gdyż jak każdy młody koń - sama się nie domyślała, szczególnie gdy tyle ciekawych rzeczy wokół.
Koło w X wyszło jej dobrze - miała stale aktywny zad i przepuszczalną potylicę, rysunek był idealny, zaś chód jaki prezentowała należał do docenianych. Następujące po kole w lewo, koło w prawo tworzyło idealną ósemkę, z drobnym ustępstwem w postaci ucieczki zadem z rysunku do zewnątrz, zaraz jednak Chris to skorygował, blokując klacz w łydkach.
W B skręciła w prawo, następnie pokonując narożnik z ładnym wywinięciem wokół łydki Chrisa, plastycznie odchodząc od zewnętrznej zadem, tym samym nie ścinając jak się tylko zakręty da. Zagalopowanie wyszło jej dobrze, zaraz przeszła w okrągły galop, unosząc pięknie przody i działając aktywnie zadem. Miała ruch po rodzicach, który widoczny był pomimo młodego wieku dzięki częstym treningom i zawodom, które nauczyły ją swojego rodzaju chęci przypodobania się. Jak ładnie tańczy, to ładnie ją chwalą, a kto nie chce być chwalony? W E wjechała na duże koło, które nie stanowiło problemu ze względu na siłę pomocy Chrisa, jak i jej zdolności. Następnie po kole przeszła do kłusa, w którym pokonali narożniki i ścianę, aby wyjechać na przekatną, gdzie już miała zapędy do uciekania zadem i przyśpieszania, zaraz jednak jeździec wstrzymał jej zapędy blokowaniem w łydkach i stałością anglezowania, które dawało jej pleckom chwilę odpoczynku. Pokonała kolejny narożnik z lekkim ścięciem, ale cóż w tym złego przy fali dobrego prezentowania się? W A przeszła do stępa, idąc szerokimi krokami z angażującym się zadem. W F zaczęła spokojnie podążać za wędzidłem, żując je lekko, ale też nie nachyliła się maksymalnie, gdyż miała z tym skojarzenie potknięcia, a tego nie chciała. Z lekką ulgą wróciła do kontaktu, w którym czuła się pewniej, aby następnie w C zacząć dalej kłusować, na co była jak na lato, bo jednak werwy w sobie trochę miała. Dalej pozostawała przepuszczalna, plastyczna i aktywna, jednocześnie też nie traciła swojego młodzieńczego wigoru w tempie i chęci chodów.
Koło E było kolejne koło w lewo, znów anglezowanie i życie z ręki, co stanowiło drobny problem, lecz udało się jej podołać wyzwaniu, ponownie jednak przyjęła z ulgą silniejsze oparcie w pomocach Chrisa, które po zakończeniu wolty skłoniły ją do roboczego tempa a zaraz potem do zagalopowania. Galop sprawiał jej frajdę, był zabawą a dodatkowo wiedziała, że się podoba innym choćby po częstych słowach ludzi, gdy prezentowano jej ruch, czy na treningach, gdzie Chris łagodnie gładził jej szyję. To było miłe, więc i ona była miła unosząc pięknie przody, angażując zad i zaokrąglając sylwetkę, dążąc do aktywnego, ale starannego tempa.
W B pokonała bez problemu koło, następnie zaś przechodząc dość łagodnie do kłusa, w którym zatraciła się odrobinę w tempie na narożnikach, Chris to jednak poprawił, pozwalając tym samym na odpowiednie tempo na przekątnej i identyczne podczas wjeżdżania na linię środkową do X, gdzie wykonała zgrabnie półparadę, poczekała na ukłon i ruszyła z opuszczonym łbem poza teren hali. zt
_________________



Let's grab our gold switchblade.....
...........And make us a blood pact, babe

Would you kill, kill, kill for me? I love you enough to ask you again
......Would you kill for me?» Christian

...Bloody noses are just like roses
.....But what happens when we are betrayed?

Would you drag him to the shed
.......And unload six rounds in their fucking face?» Chris, Brian, James

Sideways for attention, longways for results. Who are you going to cross?
» 1 miejsce WKKW - Entry pod Chrisem
» 3 miejsce WKKW - Entry pod Chrisem
» 3 miejsce ujeżdżenie - klasa L pod Chrisem

paszport wizerunek



 
     
Hollywood Hell'o
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń oldenburski
Wzrost: 177 cm

Ostatni trening: 04.2020 - ujeżdżeniowy z Ruth i Luczkiem
Właściciel: Ruth Allen
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 45
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 117
Doświadczenie z lonżowania: 93
Kondycja: 58
Szybkość: 40
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2018-12-24, 01:45   



Gniadosz zdążył już bardziej przywyknąć do akcji, wyjazdów i chaosu zawodów i choć niestety nie znaczyło to, że czasem się nie płoszył, to jednak był wyraźnie spokojniejszy nie tylko podczas samego załadowywania do przyczepy, podróży czy będąc w nowym miejscu, ale też dzięki temu łatwiej przychodziło rozluźnienie go podczas rozgrzewki. Rozprężenie przebiegło o tyle przyjemniej, że ich konkurs w amatorskiej klasie nie był aż tak oblegany i oprócz kilku uskoków w reakcji na "nagłe coś dziwnego" Holly dał się naprawdę lubić podczas jazdy.
Raźnym krokiem wmaszerował na halę, najpierw z zaciekawieniem lustrując wystrój, później jednak skupił się na kobiecie kierującej go w kłusie wokół czworoboku. Poruszał się sprężyście, przepuszczając ruch przez całe ciało w rozluźnieniu, nie będąc jednak gumowym makaronem tylko jednak zachowując pewną kompaktowość sylwetki, biorącą sięz aktywnego zadu i wchodzeniu na kontakt z ręką jeźdźca. Ruth nie dawała mu powodów do pływania między pomocami, wobec czego nie pozostawało mu nic innego jak poruszanie się po linii prostej kiedy w A raźno wkłusował do wnętrza czworoboku. Szedł okrągły, może nie w wysokim ustawieniu ale też nie w tym rozgrzewkowym niskim, raczej takim optymalnym czy wręcz typowym dla klasy P. Brak przygotowania do zatrzymania dał o sobie znać poprzez opóźnioną reakcję ogiera i nie tak miękkie hamowanie, za to jak już stanął, o dziwo równo na czterech nogach, za to z ciężarem wyraźnie z przodu – tak stał do momentu, w którym kobieta po ukłonie wypchnęła go ponownie do kłusa. Z racji kiepskiego rozkładu ciężaru wyrwał trochę do przodu żeby nie upaść na nos, na szczęście Ruth szybko się zreflektowała i pomogła mu odnaleźć równowagę sugerując większe obciążenie zadu i korekta prędko doszła do skutku, poprawiając jakość chodu jeszcze przed zakrętem w lewo w C. Dość poprawnie wpisał się w łuk, nawet nie wytracając aktywnego tempa ani przy wjeździe na ścianę, ani podczas wyjeżdżania narożnika. Płynnie spłynął na wężyk, robiąc wszystko grzecznie tak, jak podpowiadało mu ciało Węgierki, a że ta w pewnym momencie coś zaczęła gorzej działać, łopatka Hollywooda zgubiła się gdzieś na ostatnim łuczku, pozostając w tyle w stosunku do niefortunnie wypchniętego na zewnątrz zadu. Od tego momentu stracił też taką płynność ruchu, widocznie się „zacinał” co któryś krok bo też niewygodnie było się poruszać w takim układzie, no tyle w temacie. Dopiero wyprostowanie po powrocie na ścianie pozwoliło mu dojść do siebie i wyrównać się w kłusie, odnajdując prawidłowe oparcie na pomocach kobiety w narożniku. Poprawa w postawie właścicielki pozytywnie wpłynęła na jego zachowanie na wolcie, pozwoliła na zachowanie impulsu i to wcale nie kosztem gorszego wygięcia, wręcz przeciwnie, Holly owinął się miękko wokół jej wewnętrznej łydki, w tym momencie stabilizując się wyraźniej na kontakcie a oznaką tego było intensywniejsze przeżuwanie wędzidła. Będąc teraz wyjątkowo miękko prowadzonym, z łatwością odpowiedział poprawnie na prośbę o zagalopowanie, wejście w wyższy chód akcentując mocnym pierwszym wkroczeniem zadniej lewej nogi pod środek ciężkości. Zaczęło się naprawdę dobrze i nic nie wskazywało na to, że w połowie koła, na które bez sprzeciwu odbił, ale nagłe zaburzenie równowagi kobiety wpłynęło na niezrozumienie jej przez gniadosza i niespodziewane przyspieszenie, będące efektem interpretacji zmiany w jej dosiadzie i nierównomiernego ściśnięcia łydkami. Pełen niezrozumienia nie od razu zareagował na korektę, niemal niechętnie dał się namówić na powrót do względnej harmonii wraz z zamykaniem koła, jak każdy nie tak bardzo doświadczony koń odnajdywał swojego rodzaju psychiczne wsparcie w jakimś ograniczeniu, w tym przypadku szrankami czworoboku. Poparskując sobie w rytm na powrót trochę spokojniejszego, ale nadal aktywnego galopu, dał pokierować się na przekątną od F do E. Wydawał się znów iść bardzo pewnie i nie zachwiał się wylądowawszy w kontrgalopie w połowie drugiej ściany, nie zaburzyło się jego bazowe tempo na samym początku i już też nawet nie zdążyło się właściwie popsuć, bo już mijając literkę H zszedł całkiem płynnie do kłusa, zapewne zadziwiając zachowaniem równowagi przejścia i od razu oferując amazonce równy, lekki ale zaangażowany kłus. Poprawne postawienie na pomocach pomogło mu zadowalająco odpowiedzieć na prośbę Ruth o wydłużenie ram na długiej ścianie, wyszło to może bez efektu wow ale ostatecznie rozpoznawalne było przekraczanie śladów przednich kopyt przez tylnie i to było najważniejsze. Odpowiednie przygotowanie dało mu możliwość na kolejne nie najgorsze przejście, jakim był powrót do roboczego tempa w kłusie. Nie utrudniał Kravchenko szczególnie zadania ale czasami to ona sama była sobie przeszkodą i tak niestety powtórzenie sekwencji wolta – zagalopowanie – koło – przekątna – kontrgalop nie obyło się bez zakłóceń w komunikacji między nimi, oldenburg nie przez cały czas pozostał równomiernie rozluźniony, głównie ucierpiała na tym wolta, na której dość wyraźnie zgrzytnął kontakt. Niemniej łatwo było to odbudować jeszcze przed zagalopowaniem i gniady znów okrągło przeszedł do wyższego chodu. Chociaż wcześniejszy galop ogólnie przebiegł nieco gorzej niż ten teraz, przejście do kłusa z kontrgalopu już po zmianie kierunku przez przekątną KB już nie należało do najlepszych. Nie był jednak upartym osiołkiem i pokornie poddał się pomocom ciemnowłosem, odbudowując prędko równowagę i w H tym razem bez zarzutu w stronę harmonii zszedł do stępa. Ten chód miał jak najbardziej poprawny, nie tracąc ani na chwili taktu szedł chętnie przed siebie, naturalnie lekko przekraczając tyłami przody. Szyję niósłby swobodnie gdyby mógł, ale nie mógł, dlatego z minimalnym tylko spięciem szyi szedł na prawie dobrym kontakcie, w A zatrzymał się w odpowiedzi na domknięcie w pomocach i ani myślał się ruszać sam z siebie, cierpliwie czekając na impuls wypychający go do… kłusa?! Lekko się ociągnął, ostatecznie wchodząc w pożądany chód przez pół kroku stępa. Wraz z rozpoczęciem anglezowania przez amazonkę i pojawienia się większej aktywizacji ze strony jej pomocy, Holly usłusznie wydłużając krok do ramy pośredniego kłusa w którym dzielnie wytrwał do końca przekątnej, w M na moment się zawahał gdy kobieta wróciła z ciężarem siodło ale jednoznacznie wypchnięty naprzód pozostał w kłusie, już roboczym, bo do niego został zwolniony. Przy C, choć się tego jakoś szczególnie nie spodziewał bo nie miał tendencji do zapamiętywania ćwiczonych na treningach przejazdów, mimo wszystko bez spóźnienia zagalopował bo ostatecznie Ruth ostrzegła go półparadą przed posłaniem impulsu. Na przekątnej HXF sam z siebie trochę przyspieszył, nieumyślnie ratując poniekąd sytuację bo wydawało się, że jego amazonka jakoś próbowała go nakłonić do galopu pośredniego a on po prostu poczuł przestrzeń. :lol: Przy F już nie tak w pełni chętnie ale jednak zszedł do kłusa, szastając pojedynczo ale za to zamaszyście czarnym ogonem i na krótką chwilę unosząc lekko spiętą szyję, która jednak wróciła na dobre miejsce w narożniku. Wyjechał pewnie w A na linię środkową, na sam koniec idąc tak równym, mocnym i jednocześnie sprężyście lekkim kłusem, że nikt by się tego po nim chyba nie spodziewał. Tym razem zatrzymał się już bez hamowania na przednich nogach, stanął równo na czterech kopytach pozostając zaokrąglony i podniesiony. Przeżuwając nadal w stój wędzidło odczekał, aż po ukłonie Ruth pośle go już do stępa w którym na spokojnie opuścił czworobok, naturalnie chętnie korzystając z oddanej wodzy by się rozciągnąć w dół.

[ zt ]
_________________

      » H O L L Y W O O D. H E L L ' O «
      when nothing is sure, everything is possible

    wobec ludzi: nieśmiały, coby nie powiedzieć... wycofany
    nie boi się, aczkolwiek zawsze z ostrożnością obserwuje co się dzieje
    nie jest typowym łasuchem, co nie znaczy, że pogardzi jabłkiem





    pod siodłem: coraz bardziej się wyrabia i dojrzewa,
    ma już nie najgorszą świadomość własnego ciała i odpowiednią siłę
    aby bawić się własnym ruchem, co widocznie sprawia mu ogromną frajdę
    nadal nie robi nic za jeźdźca, acz skupiony chętnie wykonuje robotę
    » przyjemnie angażuje się w pracę przy właściwej motywacji
    i cierpliwie wyczekuje sygnału by błyskawicznie na niego odpowiedzieć «
    bardzo plastyczny - łatwo coś tak poprawić, jak i zepsuć

      if your dreams don't scare you
      THEY'RE NOT BIG ENOUGH
      » paszport & galeria«


 
     
Sempiternal
Ujeżdżeniowiec
make it simple but significant


Płeć: ogier
Wiek: 6 lat
Rasa: kwpn
Wzrost: 182 cm
Właściciel: Sara Richardson
Cena: £2350

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 69
Doświadczenie z lonżowania: 54
Kondycja: 32
Szybkość: 10
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2018-12-24, 02:59   



Gładko przeszedł przez krótką ścianę z narożnikami by później odbić na przekątną, pozostając równomiernie opartym na wyważonych pomocach doświadczonego zawodnika. Anglezowanie sprawiło, że automatycznie podniósł plecy i trochę machinalnie też opuścił łeb, ale powrót do wysiadywania na koniec przekątnej zmobilizował go do powrotu do wyższego niesienia się. Do stępa zszedł dość pewnie, ale w samym tym chodzie brakowało mu sprężystości i takiej dynamiki – przekraczał ledwo co tyłami przody, do tego mimo działań jeźdźca sprawiał wrażenie, że trochę się ślimaczy. Miał też wyraźny problem z pozostaniem w rozluźnieniu na kontakcie, raczej sztucznie teraz wypełniał ramę stworzoną przez wodzę do momentu, aż ta rama nie zniknęła przy punkcie „stęp swobodny” na przekątnej. Powrót do pośredniego przed M był taki raczej mało chętny, w tym sensie, że Sempiternal zwyczajnie nie dochodził tak bezproblemowo do wędzidła w tym chodzie i na dzień dzisiejszy – cóż, tak po prostu było. Zakłusował w C sztywno i dopiero w miarę kłusowania stawał się znów bardziej plastyczny, rozluźniony i podatny na sugestie mowy ciała mężczyzny. Duża wolta w E mogła wyjść bardziej okrągła, ale niedoskonałość figury nadrabiała poprawiona sylwetka ogiera, zyskująca jeszcze okrągłości kiedy jeździec anglezował. W żuciu pozostał przy jeźdźcu ale jednocześnie był dość stonowany i nie obniżył się zbyt widowiskowo, za to dość pewnie powrócił do góry pod koniec koła i bez zgrzytu przyjął z powrotem ciężar Chrisa w siodle. Dalej poruszał się po śladzie by w A, tym razem bez zaspania, zagalopować przyjemnie pod górkę na lewą nogę. Poruszał się w dość dobrej równowadze i nie uwieszał się na ręce mężczyzny, potrafiąc już trochę samemu się dźwignąć. Po łagodnym łuku wszedł na kolejne koło w B, utrzymując nadal dobre, równe tempo i należycie się wyginając. Ponownie wzięty na siebie przez jeźdźca już, już miał się spiąć, ale uprzedziła go półparada i nieodłącznie wiążące się z nią małe odpuszczenie, które zapobiegło usztywnieniu w przejściu do kłusa w literce M. Ten jego kłus wypadał już mniej dynamicznie niż na początku, ogier nie miał najlepszej kondycji i dopiero wracał powoli do pracy nad siłą, stąd po prostu sobie dalej tuptał w tym chodzie, nie będąc w stanie w rozluźnieniu i harmonii z jeźdźcem wykrzesać więcej sprężystości. Przynajmniej zawodnik nie wymagał już nie wiadomo jakich rzeczy od niego, karus mógł względnie spokojnie przemierzyć krótką ścianę z narożnikami i wyjść na przekątną, gdzie nie kazano mu przyspieszać, za to znów jego grzbiet został odciążony poprzez anglezujący w siodle ciężar. Widać było, że już teraz Sempiternal raczej zmierzał chętniej z ustawieniem szyi i głowy do nieco niższej pozycji niż jeszcze niedawno. Lekko koślawo wszedł już na linię środkową po tym, jak pod koniec przekątnej Chris znów zaczął go wysiadywać i przeprowadził go przez narożnik. Zarzuciło nim troszkę jakby był pijany ale równowaga mężczyzny pozwoliła mu na odnalezienie się na prostej i tak w końcu, chociaż był widać ślady wysiłku w ruchu, dobił do X. Tam trochę wpadł do tego stój, niepodparty wystarczająco łydką sam z siebie nie bardzo chciał teraz zaoferować coś więcej i zatrzymał się rozkraczony (bez dramatu ale jednak). Teraz jego motywacja jakoś uleciała i w oku brakowało tej ostrzegawczej iskierki, nie gotował się już, by ponownie ruszyć. Kiedy dostał sygnał do stępa po prostu zaczął dość leniwie stawiać kroki w tym chodzie, całe szczęście wodza została mu od razu oddana, gdyby tak się nie stało to Sempek by ją sobie kulturalnie bądź mniej wyciągnął żeby tak jak teraz, na długiej szyi u poparskując cicho, opuścić czworobok.

[ 7 – 16 ]
_________________

※

※ S E M P I T E R N A L ※

so here I am ....doing everything I can
dressage stallion .....so fab and so glam



De Niro .x. Semi Sweet.................................
mix ..the ingredients.... and .....I. am .o f f. dry
imported from Belgium ..the best.. sort of wine

※ passport ※ gallery ※

high hopes .......and........ high expectations
they ....go to hell.... when there's no ambition

B U T ..I.. M A Y ..B E ..F U N.. T O O ..!

※
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 14