NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jessie
2020-07-06, 14:21
ZR-A i ZT-A
Autor Wiadomość
Sherry Shepherd
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 21 lat
Wzrost: 169 cm

Ostatni trening: 26.06.20 - ujeżdżeniowy - Donatella
Podopieczny: Donatella
Pieniądze: £1850

Punkty doświadczenia: 55
Skoki: 18
Ujeżdżenie: 28
Cross: 6
Obycie z koniem: 3


Wysłany: 2020-01-12, 15:28   



Poprzedniego dnia, siwek mógł chwilę pobyć z dziewczyną, która miała na nim startować. Co prawda, jedyne, co zrobiła, to go wyczyściła i chwilę pomasowała, by mogli nabrać jakiejkolwiek pozytywnej więzi. Był to koń już w miarę doświadczony, jednak nadal tego doświadczenia miał mało, podobnie jak Sherry. Kobieta miała jedynie nadzieję, że to się nie skończy katastrofą. Przed rozpoczęciem czyszczenia Untochable, wyczyściła siwka, mając nadzieję, że stan czystości się utrzyma do jej powrotu. Po zakończeniu pierwszego przejazdu, ruszyła do boksu Quarantino, który był już wyczyszczony. I jak się nie wytarzał w niczym podejrzanym, to powinien taki pozostać. Wyprowadziła go z boksu na myjkę, poprawiając ewentualne zabrudzenia mogące powstać podczas oczekiwania siwka na dziewczynę, po czym osiodłała go, ubierając w podobny zestaw konkursowy, co poprzednio gniadą: biały czaprak oraz owijki, plus odpowiednie siodło i ogłowie. Ruszyła z nim na rozprężalnię, by rozpocząć od dużych kół w stępie, następnie w kłusie i w galopie, by z biegiem czasu stopniowo dodawać nowe elementy takie jak część serpentyny, która była w programie. Popracowali również nad zatrzymywaniem ze stępa oraz z kłusa, jak i również dopieściła żucie z ręki. Starała się przy tym jak najmniej stresować, aby wszystkie jej emocje nie przeszły na konia i aby dały mu tylko motywację do działania, co mogło być ciężkie.

Ruch konia był bardzo wymagający, a Sherry nie miała doświadczenia z końmi innymi, niż w standardowym typie sportowym. Nawet podczas rozgrzewki nie była w stanie odpowiednio poprowadzić konia, na co dodatkowo wpływał jej brak doświadczenia oraz specyficzny ruch siwka. Jednak już byli na rozprężalni, co będzie, to będzie. Poprowadziła konia w kłusie, wypychając go dosiadem, działając pobudzająco na jego boki łydkami i oddając mu lekko rękę podczas zmieniania chodu, prowadząc go do punktu A i wjeżdżając przez niego na czworobok. Po poprzednim przejeździe była trochę zmęczona, jednak jej pomoce nadal były klarowne dla wierzchowca, a sam on nie przeciwstawiał się jej działaniom, co powodowało, że ich współpraca była miła dla oka. I tylko o takiej współpracy można było powiedzieć, bo ruch przez swoją specyfikę, był zdławiony w zarodku i Quarantino nie był w stanie rozwinąć skrzydeł pod dziewczyną. Na prostej pilnowała ogiera, by pozostał na środku ujeżdżalni, jednak zatrzymanie poprzedzone trzema półparadami było wykonane nieco koślawo, trochę krzywo, co na pewno trochę punktów ucięło. Po chwilowej nieruchomości, okraszonej dodatkowo ukłonem w stronę sędziów, Sherry wzięła wodze w obie dłonie, by utrzymać elastyczny kontakt z pyskiem konia, po czym przyłożyła łydki do jego boków, wypychając z bioder i oddaniem ręki zachęcając do ruchu naprzód, chciała ruszyć kłusem roboczym. Przejście było wykonane płynnie, starannie, zarówno przez konia, jak i dziewczynę, po czym ruszyły wprost na krótką ścianę, przy której zakręcili w prawo. Dziewczyna prowadziła ogiera na zewnętrznej wodzy, podpierając swoje działania wewnętrzną łydką, by ładnie wpasował się w łuk zakrętu, po czym już po wyjechaniu na długą ścianę, kobieta spłynęła w M w kierunku środka czworoboku, starając się zachować odpowiednie wygięcie ogiera za pomocą odpowiedniego działania zewnętrznej wodzy oraz wewnętrznej łydki. Jakość kłusa pozostawiała sporo do życzenia, Sherry nie potrafiła też wyciągnąć z siwka wszystko, co piękne miał w swoim specyficznym ruchu, pomimo że figury wykonywał raczej bez zarzutów, odpowiadając wystarczająco na jej pomoce. Po dobiciu do punktu X podczas wykonywania serpentyny, rozpoczęli szerokim łukiem podróż z powrotem na ścianę, co odbyło się bez problemu, pomimo spięć wynikających z braku umiejętności jazdy na takich koniach przez Sherry. W narożniku pomiędzy F i A wypchnęła siwka do galopu z prawej nogi, cofając lewą łydkę mocniej za popręg i przyciskając obie nogi do boków konia, dodatkowo oddając mu trochę ręki. Przejście było wykonane płynnie, koń praktycznie natychmiastowo reagował na jej pomoce, co wzbudziło w Sherry wyrzuty sumienia, że nie mogła wyciągnąć z niego tyle, ile mógł z siebie dać przez to, że nie ma doświadczenia z końmi rasy PRE. W E spłynęli ze ściany na naprawdę krzywe koło, kobieta nie była w stanie poprowadzić ogiera po rysunku w odpowiedni sposób, co się odbiło bardzo na jakości wykonanej figury. Nie pomagał również fakt, że w tym momencie nie wyglądali na bardzo zgranych. Wrócili jednak na ścianę, nawet w odpowiednim punkcie, w którym zaczęli, po czym Sherry obciążyła mocniej tył siodła, zamykając konia w ręku oraz między nogami, by przeszedł do kłusa roboczego. Przejścia im wychodziły dobrze, zachowywali przy tym równowagę i spokój, gorzej było z jakością chodów, przez które koń wydawał się zdławiony. W B spłynęli na dwudziestometrowe koło w prawą stronę, tym razem kobieta próbowała mocniej pilnować rysunku, jednak nie mogła się skupić aż tak na dwóch rzeczach jednocześnie. Rozpoczęła również anglezować, przez co nie mogła kontrolować siwka aż tak dosiadem, jakby chciała, równocześnie wypuszczając stopniowo wodze z rąk. Spięcie konia pozwoliło jedynie na delikatne obniżenie szyi i wyciągnięcie nosa, minusem był fakt, że siwek również przeniósł część ciężaru ciała na przód. Kolo było poprowadzone krzywo, kobieta nie za bardzo wyczuła jeszcze konia. Przed B stopniowo rozpoczęła nabierać wodzę, co było podparte działaniem łydki, by zapobiec potencjalnym usztywnieniom, które i tak już mocno dały się im w kość. W B wrócili na ścianę, gdzie Sherry wróciła w siodło do siadu ćwiczebnego, chwilę musząc się przyzwyczajać na nowo do ruchów konia, jadąc dalej po śladzie. W A czekało ich kolejne zadanie, które poprzedziła, jak zawsze, półparadą, po czym obciążyła mocniej tył siodła, zamykając dłoń i nogi i oczekując przejścia do stepa pośredniego. To przejście było akurat słabe i niezbyt udane, głównie dlatego, że nieco przekroczyli ten punkt, w którym mieli zwolnić. W K starała się głęboko wyjechać narożnik przed przekątną, by potem móc wyprostować ogiera tak, by przeszedł przez punkt X i wrócił na ścianę naprzeciwko. Jednak trochę zbyt mocno użyła pomocy do skrętu, przez co musiała poprawiać to, co zepsuła działaniem łydek. Dodatkowo musiała jeszcze rozpocząć stopniowe wypuszczanie wodzy z rąk, by ogier miał szansę chociaż przez chwilę poruszać się stępem swobodnym, co się nawet udało: Quarantino obniżył szyję i wyciągnął nos, idąc nawet w rozluźnieniu, chociaż z ciężarem ciała przeniesionym na przód. Przed końcem przekątnej, rozpoczęła ponowne nabieranie wodzy, by już po punkcie M, gdzie zakręcili w lewo, poruszać się już stępem pośrednim. W C siwek został wypchnięty biodrami, a łydki przycisnęły się do jego boków i ręka została lekko oddana, by przeszedł do kłusa roboczego. Przejście było wykonane dość dobrze, chociaż nadal brakowało mu trochę równowagi i swobody. Przed serpentyną, siwek dostał półparadę skupiającą, aby był przygotowany na następne zadanie, jednak przez to, w jaki sposób Sherry ją wykonała, spiął się w potylicy przed samym spłynięciem na delikatny łuk. Owszem, koń szedł w wygięciu i kierował się do przecięcia przekątnych czworoboku, jednak nie zdołał wykrzesać wszystkiego, co miał w zanadrzu. Po odbiciu od punktu X, rozpoczęli wracać na ścianę, by tam przez moment kontynuować kłus na lewą nogę, chociaż już w punkcie K otrzymał koń dyskretniejszą półparadę, a w narożniku został wypchnięty do galopu z krzyża i dzięki pobudzającego oddziaływania łydek, gdzie prawa była przesunięta za popręg. Przejście było jednak wykonane fatalnie, głównie przez to, że nie mogli się zgrać ze sobą z ruchem. Jednak oboje nie byli zbyt doświadczeni, jeśli chodzi o takie zawody, stąd trochę spięć podczas przejazdu wynikło. W B zeszli ze śladu na koło, którego rysunek był poprawniejszy, niż wcześniej, jednak nadal nie był to element poprowadzony idealnie. Kobieta prowadziła ogiera na zewnętrznej wodzy, na którą wpychała go wewnętrzna łydka, a pozostałymi pomocami pilnowała, by nie wpadał ani nie wypadał z okręgu, co się czasami nie powodziło. Po powrocie na ścianę, obciążyła mocniej tył siodła, zamykając konia między pozostałymi pomocami tak, by zwolnił do kłusa roboczego. Do punktu E pilnowała jedynie tego, by ogier w miarę regularnym krokiem pokonywał dzielącą ich odległość, by w następującym miejscu zakręcić w lewo, głównie za pomocą zewnętrznej wodzy, po czym pilnowała wyprostowania na krótkiej prostej dzielącej ich do punktu B, gdzie rozlała swoje pomoce równomiernie po siodle. Po powrocie na ścianę, zakręcili w prawo, tym razem opierając się na prawej wodzy. Po dojściu do punku A, zakręcili na linię środkową, gdzie Sherry pilnowała tego, aby Quarantino nie spływał na boki i utrzymał prosty kurs, po czym dała mu sygnały trzema półparadami, że za niedługo nastanie czas zatrzymania. Przed X zablokowała biodra, zamykając rękę i łydkę aż do zwolnienia do zera, po czym ukłoniła się po chwili nieruchomości i opuściła czworobok razem z siwkiem na długiej wodzy, chwaląc go za czworobokiem za dobry przejazd.

Nie było winą konia fakt, że dziewczyna kompletnie nie miała doświadczenia z przedstawicielami jego rasy. Jednak pierwszy przejazd na takim koniu był już za nią, dzięki czemu nabrała nieco pewności i wysnuła wnioski, które być może dadzą efekty w przyszłości. Rozstępowała ogiera, by następnie opuścić z nim rozprężalnię i skierować do stajni, gdzie został rozebrany i ogarnięty, po czym dostał się do boksu, gdzie dostał nagrodę w postaci grubej marchewki.
 
 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2020-01-12, 17:39   Ruth Allen & Hollywood Hell'o




RUTH ALLEN & HOLLYWOOD HELL'O
PROGRAM N4


Wynik: 198,330 / 360 =
55,092%


Zdarzenie losowe: 7; Niesubordynacja/opór; za opór/niesubordynację uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się, cofa, ponosi lub pozostaje poza kontrolą jeźdźca.
___rzut k20 - 6; umiarkowanie trudne zachowanie

Losowanie dla zera, rzut k20: 15; - niesubordynacja konia


Wskazówka do pisania; taki przejazd składałby się głównie z ocen 5 i 5,5. Koń wyraźnie nie był dziś skłonny do współpracy, nie akceptował w pełni pomocy jeźdźca, który musiał się nieźle namęczyć, żeby w ogóle pozostać na czworoboku, podczas gdy zwierzę miało swoją wizję na przejazd. Mimo wszystko amazonce udało się względnie zapanować nad sytuacją.



UWAGA:
Zawody odbywają się na hali, na rozstawionym dużym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:

Kod:
[center][size=10][url=https://dressage.pl/wp-content/uploads/2016/05/N4_2016-1.pdf][b][color=#5f5aa2]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - ZAWODY UJEŻDŻENIOWE - N4[/color][/b][/url][/size][/center]

 
     
Sheridan
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 10 lat [23.08.2009]
Rasa: Koń andaluzyjski - PRE.
Wzrost: 165 cm

Ostatni trening: teren - Mia - 24.04.2020
Właściciel: Mia Alight
Cena: £5700

Doświadczenie w skokach: 19
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 325
Doświadczenie z lonżowania: 102
Kondycja: 85
Szybkość: 48
Klasa startów: Ujeżdżenie: CS

Wysłany: 2020-01-13, 20:45   



Natomiast Sheridan zdawał się nie rozumieć skąd to całe zamieszanie i nerwy. Zawody rozgrywały się na miejscu, więc zupełnie ominęło go podekscytowanie związane z rywalizacją, bo nic się w jego życiu nie zmieniło, poza tym, że tego dnia Mia spędziła nieco więcej czasu na przygotowaniach do jazdy. O tym, że nie będzie to zwykły trening, ogier przekonał się dopiero podczas wejścia na halę, która pełniła dziś rolę rozprężalni. Mimo to nie było na niej tłumów - w najwyższych konkursach, rozgrywanych w godzinach popołudniowych, zwykle startowało niewiele koni. Niewykluczone, że Mia i Sheridan mieli być jedną z nielicznych par, które wezmą dziś udział w zawodach, lecz przecież rywalizacja nie była tu najważniejsza. Liczył się przede wszystkim % uzyskany za wykonanie programu - i to właśnie na tym musieli się teraz skupić, by wykonać go najlepiej. Nawet jeśli nie mieli pobić rekordu, to jak to mówią, pierwsze koty za płoty. Mia musiała od czegoś zacząć, a Sheridan zdawał się być do tego najlepszym kompanem. W końcu nie były to jego pierwsze starty w CS.
Zakłusował wokół czworoboku, przejawiając w ruchu lekkość nieco sprzeczną z jego potężną budową ciała. Wysoka, specyficzna akcja nóg nadawała mu jednak tego wrażenia lekkości, kiedy tak okrążał czworobok, utrzymując skrócone ramy kłusa zebranego. Zebranie przychodziło mu z niebywałą łatwością, jako że był zwartym, krótkim koniem, uwarunkowanym do tego genetycznie. Niosło to ze sobą pewne wady, ale póki mowa o zaletach, warto pochylić się nad galopem Sheridana, do którego Mia zaprosiła go tuż przed rozpoczęciem przejazdu. Poruszając się w zebraniu był w stanie jeszcze lepiej zaprezentować tak zwany galop pod górkę, w którym większość ciężaru swojego ciała ogier dźwigał na umięśnionym, krągłym zadzie. Z perspektywy Mii przypominało to siedzenie na dużej piłce do fitnesu, bo Sheridan wynosząc amazonkę z każdym krokiem w górę, dodatkowo zapewniał jej duży komfort.
Takim galopem wykonał ciasny zakręt na linię środkową, dzięki podparciu w łydce nie zwalniając ani nie tracąc impulsu. Galopując na wprost trzymał się linii wyznaczonej przez pomoce Mii, którymi prowadziła go w niejakim korytarzu. Przygotowany do zatrzymania miał szansę wykonać je prawidłowo, w równowadze, co też uczynił, wykonując pełną paradę w X. Równo ustawił kończyny i równomiernie je obciążył, tym samym nie zdradzając jakichkolwiek odznak świadczących o tym, jakoby miał chęć samodzielnie ruszyć do przodu. Przemielił jedynie wędzidło w pysku i zastrzygł uchem, czekając na kolejne sygnały ze strony jeźdźca, który dziś tu dowodził. Po ukłonie zawodniczki zakłusował na wprost, już od pierwszego kroku zdradzając swój hiszpański temperament, który objawiał się po prostu bardzo ekspresyjnym ruchem mimo stabilnego i spokojnego charakteru. Zarówno w zakręcie u końca linii środkowej, jak i w narożniku, Sheridan prawidłowo wpisał się ciałem w ciasny łuk, umożliwiający ich dwójce głębokie wyjechanie narożnika. Za nim, zgodnie z programem, zmienili kierunek przez długą przekątną czworoboku, na której Sheridan miał za zadanie wyciągnąć kłus. To, podobnie jak wszelkiego rodzaju chody boczne, były jego piętą achillesową i to nawet nie dlatego, że nie był wystarczająco wyszkolony. Ograniczenia fizyczne nie pozwalały mu tego zrobić z taką lekkością, z jaką przychodziło to koniom innych ras. Istniały sposoby na to, by mimo wszystko wykrzesać z chodów Sheridana więcej impulsu, jednakże ta para dopiero zgrywała się ze sobą, więc trudno oczekiwać, by Mia o tym wiedziała. Na ten moment zresztą liczyła się bardziej poprawność wykonania, niż efektowność, więc samo to, że różnica między kłusem zebranym, a wyciągniętym była bez trudu zauważalna, działało na korzyść pary. Ogier istotnie rozwinął impuls, poszerzając wykrok i wydłużając ramy ciała na tyle, na ile mu pozwalały jego ograniczenia. W 3/4 przekątnych dynamika kłusa zauważalnie osłabła, w związku z czym różnica między wyciągnięciem, a zebraniem uległa zatarciu w kolejnym przejściu, mimo iż powrót do zebrania wiązał się z wyraźnym skróceniem ram, obniżeniem zadu i mocniejszym ugięciem stawów skokowych, które odpowiadało za sprężysty ruch ogiera, pozwalający poruszać mu się w lekkiej kadencji.
Typowa dla iberyjskich ras budowa ciała nie ułatwiała też Sheridanowi wykonywania jakichkolwiek chodów bocznych, więc gdy po zakręceniu na linię środkową Mia rozpoczęła ciąg w prawo, na jaw wyszły kolejne przeciwności losu. Oczywiście wykonanie doskonałego ciągu leżało w zasięgu możliwości Sheridana, ale musiał w to włożyć dużo więcej wysiłku, w czym zdecydowanie trzeba było mu pomóc. Tych dwoje dopiero się poznawało, więc chwilowo nie było o tym mowy, w efekcie czego najbardziej ucierpiało zebranie - Sheridan nieco się "rozluźnił", zamiast pozostać zwartym i w rezultacie ciężej było mu też krzyżować nogi podczas wykonywania ciągu. Na plus zasłużyło jednak posłuszeństwo andaluza podczas wykonywania ciągu, bo wyraźnie podążał za pomocami Mii, reagując na łydki i starając się mimo nieidealnego wykonania. Sama "figura", jaką utworzyli wykonując trzy ciągi na środkowej linii, także była symetryczna, czym zasłużyli sobie przynajmniej na szóstkę, może tylko w oczach co bardziej wymagających sędziów wypadając nieznacznie gorzej. Kończąc ostatni z ciągów w literze G, dalej poszedł na wprost by już po paru krokach skręcić w prawo.
Pasaż i piaff, których tak obawiała się Mia, były najmocniejszą stroną andaluza. Jego budowa predysponowała go do wzorcowego ruchu podczas tych dwóch elementów, dzięki czemu przychodziły mu one z łatwością, o czym najczęściej nie mogła powiedzieć konkurencja. Nawet jeśli Mia nie czuła się w nim do końca pewnie, to Sheridan bez trudu zrozumiał, co właściwie miała na myśli, siadając głębiej w siodle i dosiadem niejako wynosząc jego kłus bardziej w górę, ale dbając przy tym, by jednak nie zatrzymał do końca ruchu w miejscu. Poruszając się pasażem prezentował dużą kadencję i wyraźną fazę zawieszenia, przy czym absolutnie nie było to wymuszone z jego strony - obniżenie zadu i wyraźnie zginanie stawów skokowych i nadgarstkowych nie stanowiło dla Sheridana większego problemu, podobnie jak niesienie szyi wysoko, a mimo to z gracją wygiętej z potylicą jako najwyższym jej punktem. Krótka, gruba szyja nie pozwalała mu co prawda trzymać nosa w pionie, tylko raczej bliżej klatki piersiowej, ale to nie wpływało na jakość wykonywanego elementu. Jedynym niedociągnięciem, jakiego można było się dopatrzeć, była występująca momentami nieregularność ilekroć Mia zapomniała o tym, że musi od niego egzekwować każdy jeden krok i nawet na sekundę nie może się rozproszyć, bo od razu odbije się to na Sheridanie, który robił nie więcej, nie mniej, tylko dokładnie tyle, ile wymagała od niego zawodniczka.
Zmieniając kierunek przez krótką przekątną, w przecięciu linii środkowej zgodnie z wolą Mii "zamroził" ruch w miejscu, czy raczej zaprzestał przemieszczania się do przodu, nie przerywając rytmicznego, wysokiego podnoszenia kończyn. Pieniąc się obficie w pysku, którym stale mocno przeżuwał kiełzno, w skupieniu wykonał osiem wyniosłych kroków piaffu, niemalże nie przesuwając się przy tym do przodu ani do tyłu. Momentami wyglądał jakby miał wręcz przysiąść na zadzie, do tego stopnia potrafił go opuścić podczas wykonywania tego elementu, który oczekiwał od konia najwyższego stopnia zebrania i sporego wysiłku. Takie zaangażowanie pozwoliło też Sheridanowi na dynamiczne wyjście w przód, czyli powrót do pasażu, w momencie w którym Mia "odcięła" pomoce do piaffu. Wspaniale się prezentował poruszając się pasażem, zupełnie jakby był do tego stworzony. Niewątpliwie sprzyjał mu w tym specyficzny ruch, w którym naturalnie wysoko podnosił nogi i wyraźnie uginał je w stawach, ponadto robiąc to bardzo dynamicznie. Wyjechawszy narożnik, po półparadzie zaczął się już spodziewać kolejnego elementu, którym ponownie okazało się przejście do piaffu. Szastnąwszy ogonem przestał przesuwać się do przodu, w zamian z jego większym zaangażowaniem zaczynając podnosić nogi. Mia ponownie musiała mieć na uwadze to, by starannie, skrupulatnie prosić ogiera o każdy krok piaffu, każdą prośbę stosując z jednakową siłą, bo jakakolwiek niekonsekwencja czy spóźnienie od razu odbijały się na ruchu ogiera. Stąd też zapewne przynajmniej raz urwał w połowie ruch lub podwójnie wybił rytm, ale takie niedociągnięcia traciły na mocy na tle tego, jak element wypadł ogółem. Wraz z postawieniem ósmego kroku, kolejny wykonał już wyraźnie w przód, odpychając się w przejściu od ziemi z pomocą umięśnionego, podstawionego zadu, który pozwalał mu się tak poruszać z taką lekkością.
Wreszcie nadeszło wyczekiwane przejście do stępa. Dzięki temu, że zawodniczka podparła go łydką w przejściu, Sheridan nie wypadł z rytmu i płynnie zszedł do niższego chodu. Wchodząc na przekątną do S zgodnie z intencją zawodniczki zaczął wyciągać chód. Stęp niestety był jego najsłabszym chodem, mimo usilnych starań nie był w stanie dorównać w nim innym koniom, bo krótka, zwarta kłoda nie ułatwiała mu mocnego wyciągnięcia kroku, tym bardziej w chodzie, w którym najistotniejsza była regularność i rytmiczność. Mimo wszystko wydłużenie ram było zauważalnie, szczególnie w kontraście ze stępem zebranym, do którego wrócili wraz z powrotem na ścianę.
_________________

VALENCIANO V
SOY UN MALDITO, PERDÓNAME MI NENA



[ królewski ogier ze słonecznej Hiszpanii
w starym, barokowym typie i o ognistym temperamencie ]



Moja Pani mnie głodzi.

zestaw treningowy | paszport | galeria
 
 
     
Jessie
Zawodnik
Ujeżdżenie
Mrs. Wrens


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat
Wzrost: 168 cm
Zawód: żona bogatego mężczyzny :P
Partner: I may not ever get my shit together but ain't nobody gonna love you better - Jonah

Ostatni trening: ujeżdżeniowy - Bloo
Podopieczny: Abaddon, Blooregard Q. Kazoo, Charleston Disasterpiece, Sternkämpfer CS, Insostenible, Duran Duran, Fandango, Foudre Rouge, I So Bad, Lavard Sontesique, Maven, Notesique Nox, Red Hot Chili, Sambuca, Strawberry Wine, War Admiral, Watchman, Valiente, Veuve Clicquot, Visueno
Pieniądze: £4270

Punkty doświadczenia: 635
Skoki: 200
Ujeżdżenie: 249
Cross: 77
Wyścigi: 4
Obycie z koniem: 105


Wysłany: 2020-01-14, 11:50   
   Tytuł: Hodowca




Pierwszym koniem, którego Jess zgłosiła do tego konkursu, była Chili. Niestety jej ruda, długonoga piękność, mogłoby się zdawać najbardziej stabilna z racji wieku i usposobienia, okazała się tego dnia najgorszym czortem. Nic na to nie wskazywało, więc Jessie zaplanowała standardową rozgrzewkę, dopiero w jej trakcie uświadamiając sobie, że optymalna byłaby rozgrzewka o dwadzieścia minut dłuższa, którymi Wrens już niestety nie dysponowała. Nie zdążyła więc uporać się z problemami, jakie wynikły podczas pracy i mogła mieć tylko nadzieję, że Papryczka - ostra jak nigdy przedtem 😂 - jednak ogarnie się na czworoboku.
Niestety nadzieje Jess okazały się złudne, bo podczas okrążania czworoboku kłusem, jej podopieczna wciąż miała muchy w nosie i niemal na każdym kroku pokazywała swoje niezadowolenie, choćby poprzez nadymanie się w reakcji na łydkę, którą Jess starała się ją przepchnąć przez kontakt, odnosząc skutek wręcz odwrotny do zamierzonego. Spięcie było widoczne gołym okiem, ale wysokie ustawienie, widowiskowy ruch (z wrażeniem spotęgowanym przez budowę klaczy) i ogólne piękno konia w połączeniu z nienaganną postawą jeźdźca sprawiały, że para wciąż prezentowała się lepiej niż większość innych, zwyczajnie wybijając się ponad regionalny poziom. Nie było to do końca sprawiedliwe, ale ujeżdżenie już takie było - mało obiektywne.
W każdym razie, wreszcie skręciła na linię środkową i przejechała przez podniesione szranki. Mierząc wzrokiem w stronę sędziów, w linii prostej poprowadziła Chili do litery X, w której wykonała pełną paradę, przejście poprzedzając serią półparad. Tylko dzięki nim udało się jej zachować pozory dobrego zatrzymania, bo zamykając klacz w łydkach i lekko domykając rękę zapobiegła zadarciu przez nią łba czy przedwczesnemu ruszeniu naprzód. Ukłoniła się szybkim ruchem, po czym ponownie zakłusowała, sygnał do przejścia leciutko wzmacniając ostrogą, bo wcześniejsze zachowanie Chili wskazywało na to, że może sprawiać problemy podczas przejścia po zatrzymaniu. Tym kategorycznie nakłoniła ją do ruszenia na wprost i wznowienia takiego "flashy" kłusa, przy którym kobyłka zdawała się wręcz skwierczeć. No ale nic - kolejne metry czworoboku Jess zamierzała wykorzystać na załagodzenie sytuacji, więc wjeżdżając w zakręt w prawo nie tylko zadbała o prawidłowe wyjechanie łuku, ale również delikatnie poruszyła wędzidłem, prowokując Chili do przeżucia go i rozluźnienia szczęk. Podobnie postąpiła w narożniku, wewnętrzną łydką zginając Papryczkę w kłodzie, podczas gdy zewnętrzna kontrolowała zad. Zewnętrzna wodza natomiast prowadziła klacz po śladzie i ograniczała zgięcie w szyi, a równomiernie rozłożony ciężar ciała zawodniczki zapobiegał kładzeniu się do środka w zakręcie. Wyjechawszy z niego, ponownie wyprostowała klacz, pozostawiając ją tylko delikatnie ustawioną, tak by mieć na oku jej oko po wewnętrznej stronie. W połowie długiej ściany skręciła w prawo i zmieniła kierunek ruchu przez środek czworoboku, nie zapominając o przestawieniu pomocy.
Kolejnego punktu programu miała prawo obawiać się najbardziej, ale dopóki nie doszło do jego wykonywania, na nic się nie nastawiała. W połowie krótkiej ściany skręciła na linię środkową i po paru krokach kłusa rozpoczęła ustępowanie od łydki w kierunku litery R, podczas czego starała się utrzymać równowagę między ruchem do przodu, a w bok, co mogło być utrudnione ze względu na dzisiejsze puchnięcie Papryczki w odpowiedzi na działanie łydki. W rezultacie dojechała do ściany nieco mijając się z wyznaczoną literą, po czym od razu rozluźniła klacz półparadą, na bieżąco starając się przepracowywać takie problemy. Tym sposobem przygotowała ją też do następującego w C zagalopowania z lewej nogi, kiedy to lekkim wypchnięciem z bioder i przyłożeniem wewnętrznej łydki do boku kasztanki zaprosiła ją do wyższego chodu. Zewnętrzna łydka była w tym czasie lekko cofnięta w tył, wskazując Chili właściwą nogę. Ręką elastycznie pracowała z pyskiem klaczy, co umożliwiło jej swobodne wejście w galop. Wjeżdżając w narożnik przygotowała klacz do następującego po nim wydłużenia galopu, z pomocą półparad kumulując w jej ciele energię niezbędną do poszerzenia wykroku, do czego sprowokowała kasztankę po wyjechaniu na ścianę poprzez zamknięcie jej w łydkach, lekkie otwarcie się w biodrach i nieznaczne przesunięcie ręki do przodu, aczkolwiek bez utraty kontaktu z pyskiem. Gdyby klacz wciąż była oporna na działanie łydki, Jess była skłonna delikatnie wzmocnić ją ostrogą, by niejako przebić ten nadęty balonik i zmusić Chili do wyjścia w przód. Nawet w razie ewentualnego spięcia nie spanikowała, bo już w literze V program przewidywał koło o średnicy piętnastu metrów, wjeżdżając na które Jessie miała szansę rozluźnić Chili, w połowie koła także skracając galop z powrotem do roboczego, mimo czego koninka powinna pozostać rześka i pobudzona po minionym dodaniu.
Dalej pojechała wzdłuż krótkiej ściany, by z jej drugiego narożnika rozpocząć przekątną w galopie. Dopiero w jej połowie program przewidywał przejście do kłusa, do którego Jess starała się przygotować Chili poprzez parę półparad, które poprzedziły chwilowe spięcie krzyża i mięśni brzucha, czym zawodniczka przytrzymała klacz do kłusa, w przejściu podpierając ją łydką i od razu zgrywając się z jej ruchem w kłusie. Dojechawszy do ściany, skręciła na niej w prawo i w najbliższym narożniku rozpoczęła kolejną, planową zmianę kierunku przez długą przekątną czworoboku, na której miała za zadanie zachęcić Papryczkę do wydłużenia wykroku. Klacz jednak czymś się rozproszyło, co powstrzymało Jess przed rozpoczęciem anglezowania, jako że chwilowo skupiła się na tym, by koń pozostał z nią, a nie rozpoczął nieplanowany program dowolny. Być może niepotrzebnie użyła ostrogi przy prośbie o wydłużenie wykroku, bo Chili - mimo naprawdę lekkiego sygnału - wręcz zagalopowała na dwie foule, będąc do tego stopnia nadwrażliwą tego dnia. Zawodniczka od razu powstrzymała ją przed galopem i przytrzymała do kłusa, ale już do końca przekątnej nie pamiętała o anglezowaniu, w reakcji na co sędziowie zadzwonili dzwoneczkiem, oznajmiając pomyłkę, do której zapewne dołożyło się wspomniane, nieplanowane zagalopowanie. Dojeżdżając do ściany zaczęła uspokajać kłus by w połowie krótkiej ściany zatrzymać Chili. Klacz niestety nie była skłonna stanąć nieruchomo, tylko przez pierwsze dwie sekundy kombinowała, jakby tu zrobić krok do przodu czy do tyłu, co zmusiło Jess do umiejętnego zamykania i otwierania ręki przy jednoczesnym domknięciu w łydkach tak, by zniechęcić Chili do tego pomysłu. Ostatecznie udało jej się utrzymać nieruchomość przez około trzy sekundy, po których dała klaczy łydkę do stępa, po paru metrach - po wyjechaniu narożnika - stopniowo oddać jej wodze w stępie swobodnym, który zaprezentowały na przekątnej. Mimo wszystko nie obawiała się oddać kasztance całej wodzy, kontrolowała ją w samych łydkach i dosiadem podążała za jej ruchem, pozwalając na swobodne kroczenie przed siebie.
Te kilkanaście sekund pozwoliło Jess ochłonąć, co z pewnością miało również wpływ na konia, choć zawodniczka nie sądziła, by Chili przez drugą połowę przejazdu miała się zachowywać lepiej. To wyraźnie nie był ich dzień, i mimo tego, że i tak dostawały wysokie noty (czego Jess nie była jeszcze świadoma, choć mogła to podejrzewać), to Wrens oczekiwała trochę więcej. Wiadomo, ambicje.
Powoli zaczęła nabierać wodze na kontakt, dojeżdżając przy tym klacz do ręki, po czym wróciła na ścianę i półparadą zapowiedziała przejście do kłusa w C. Jadąc przy ścianie przez chwilę pracowała nad pogłębieniem rozluźnienia, by zaraz wrócić myślami do kolejnego punktu programu, jakim było koło o średnicy dwudziestu metrów w połowie długiej ściany. Mając Chili opartą na zewnętrznej wodzy, nie bała się o prawidłowy rysunek koła, w który wpisała klacz zginając ją łydką w kłodzie. Jadąc po okręgu zaczęła ją wypuszczać do dołu, stopniowo wypuszczając wodze spomiędzy palców i delikatnymi półparadkami zachęcała ją do żucia z ręki, jednocześnie pilnując tempa w łydkach, co miało zapobiec przeniesieniu równowagi na przód. Przed zamknięciem koła z powrotem podniosła klacz, skracając wodze. Wyprostowała ją na ścianie i po minięciu narożnika, zakręciła na linię środkową, w zakręcie podpierając klacz wewnętrzną łydką, a zewnętrznymi pomocami kontrolując rozmiar tegoż zgięcia i chroniąc łopatkę i zad klaczy przed wypadnięciem z łuku. Znalazłszy się na linii prostej, wzmogła uwagę klaczy paroma półparadami, po czym rozpoczęła ustępowanie w lewo w kierunku litery S. Utrzymując delikatne ustawienie przeciwne do kierunku ruchu, prawą łydką działającą za popręgiem "spychała" klacz w kierunku ściany, jednocześnie niejako prowadząc jej łopatkę wodzą, ale uważając przy tym, by przypadkiem nie uwiesiła się na lekko zginającej, wewnętrznej wodzy. Dojechała do ściany w zamierzonym punkcie, po czym analogicznie do tego, jak jechały na lewo, w literze C zainicjowała galop z lewej nogi. Na długiej ścianie ponownie wydłużyła galop, tym razem radząc sobie z tym bez dodatkowych pomocy, po czym w literze P zjechała na kolejne koło o średnicy piętnastu metrów. W jego połowie skróciła Chili do galopu roboczego, mocniej dociążając jej zad przy wykonaniu paru półparad, po czym wróciła na ścianę.
Chociaż nie były dziś ze sobą zgrane, to Jess mimo wszystko miała teraz dobre odczucia z siodła. Wspomagała klacz w utrzymaniu okrągłego, aktywnego galopu, podpierając ją łydką i płynnie podążając biodrami za jej ruchem przy każdej foule galopu. Na ręce wciąż oferowała elastyczny, przyjazny kontakt, pozwalający klaczy na swobodny ruch, a jednocześnie trzymający ją w ryzach.
Ponownie zmieniła kierunek przez przekątną czworoboku, w jej połowie zwalniając do kłusa, tym razem mniej chaotycznie niż ostatnim razem. Starannie wyjechała oba narożniki, by z tego drugiego po raz kolejny zapoczątkować przekątną. Tym razem nie zapomniała o anglezowaniu - wraz z daniem Chili impulsu łydką do wydłużenia wykroku, zaczęła anglezować, robiąc też klaczy nieco miejsca z przodu. Tempem anglezowania niejako narzucała klaczy właściwą prędkość, nie pozwalając jej nadmiernie przyspieszyć. Dojeżdżając do końca przekątnej wykonała parę półparad, po których usiadła w siodle i zwolniła do kłusa roboczego, jakim poruszały się już do końca przejazdu. Ostatnim elementem programu był wjazd na linię środkową, na której zawodniczka wykonała nienaganne zatrzymanie w X i zwieńczyła przejazd ukłonem.
Po wszystkim poklepała Papryczkę po szyi i dała jej łydkę do stępa, zawracając w stronę wyjścia. Oddała jej też wodze, pozwalając na swobodne rozprostowanie szyi i zjechała z czworoboku.
 
 
     
Mia
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: zawodniczka ujeżdżenia, studentka psychologii
Partner: i fall in love too easily

Ostatni trening: teren z Sheridanem
Podopieczny: Contendro Boy, Dies'irae, Eponine, Papillon Rouge, Renaissance, Sheridan
Pieniądze: £910

Punkty doświadczenia: 194
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 80
Cross: 17
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2020-01-14, 20:51   
   Tytuł: Hodowca



W stępie zebranym pilnowała regularnego rytmu stawiania kroków, a ze swojej strony tego, żeby nie skracać wodzy zbyt mocno tak, żeby Sheridan dalej poruszał się w rozluźnieniu i nie ryzykować usztywnieniami. Ta krótka przerwa w stępie miała im w zupełności wystarczyć do odsapnięcia i nabrania sił na kolejną część przejazdu, o której uświadomiła go kolejną półparadą przed C, wcześniej uważnie przejechawszy narożnik. Przy samej literce przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i bujnęła biodrami, przechodząc do galopu, w którym znowu uważała na to, aby ogier nie rozpędzał się zanadto, a pozostał w optymalnym, zebranym tempie. Wyjeżdżając go wyraźnie dosiadem do przodu sugerowała mocniejsze zaangażowanie zadu, jednocześnie lekko unosząc na przodach. Po przejechaniu kolejnego narożnika skręciła na przekątną, która dla ogiera najpewniej kojarzyła się już z kolejnym wydłużeniem. Mimo to posłużyła się półparadą, a skupiwszy na sobie jego uwagę, zaczęła aktywizować go dosiadem i łydkami, przesunięciem nadgarstków do przodu sugerując także wyciągnięcie umięśnionej szyi. Przy tym nie zapominała o utrzymaniu należytego wyprostowania, modyfikowanego wyrównanymi pomocami i rozłożonym ciężarem w siodle. Nie wymagała od konia mocnego wyciągnięcia, a jedynie widocznego poszerzenia ram, które zaczęła niwelować wraz z końcem przekątnej. Półparadą uprzedziła również lotną zmianę w K, po której płynnie przestawiła pomoce na drugą nogę, sugerując mu to samo poprzez zgrabne przeskoczenie i kontynuowanie galopu na lewą nogę, już w zebranym tempie. W nim też przejechała całą krótką ścianę, w narożnikach głęboko wyginając go wokół lewej łydki, zachowując przy tym jednostajny i spokojny galop wyznaczany przez pracę dosiadu. Dojeżdżając do P, zaczęła przygotowywać ogiera do ciągu, a przy samej literce dość subtelnie ustawiła jego głowę do wewnątrz. Prawą łydką odesłała go wzdłuż przekątnej, drugą nogą odpowiednio dopracowując ruch w przód z jednoczesnym poruszaniem się w bok. Ciąg był o tyle utrudniony, że prowadzony ze ściany do linii środkowej, a konie na ogół wolały wracać właśnie na ślad, choć Mia raczej nie musiała się obawiać o próby protestu ze strony Sheridana. Dotarłszy na linię środkową, zwolniła działanie łydki i zgięcie, powodując poruszanie się po prostej linii, chociaż półparadą uświadomiła go, że to jeszcze nie koniec. W I wykorzystała ten sam sygnał i zebrała go jeszcze bardziej, w tym samym momencie przenosząc swój ciężar na wewnętrzną, lewą kość kulszową. Tą samą łydką prosiła go o zgięcie i podtrzymywała galop, podczas gdy prawą zabrała go do obrotu wokół własnej osi, chcąc kreślić jak najmniejszy okrąg lewym tyłem. Zewnętrzną wodzę utrzymywała napiętą i pilnującą łopatki ogiera, prosząc go także o ustąpienie w przeciwnym kierunku, żeby ostatecznie zatoczyć całkiem przyjemny, regularny piruet, po którym wypuściła go galopem na wprost. W C skręciła w lewo, po czym zjechała na przekątną, gdzie czekał na nich ich odwieczny wróg, jakim było wyciągnięcie kroku. Po przekroczeniu H zamknęła łydki i zaczęła go mocniej wyjeżdżać, subtelnie popuszczając wodze, aby mógł wysunąć nos do przodu, do czego sama go zachęcała, podobnie jak do zachowania lekkich przodów. Miała na uwadze to, żeby andaluz nie przyspieszał, a jedynie wyraźnie poszerzył swoje ramy, a także zachował tendencję "pod górkę". Z końcem przekątnej zaczęła go stopniowo skracać, a także przygotowywać na lotną zmianę nogi, którą poprzedziła półparadą, po której w odpowiednim momencie wyraźnym i stanowczym ruchem przestawiła pomoce, tego samego oczekując od siwka. Galopem zebranym przejechała krótką ścianę, kierując się do V, gdzie powtórzyła ciąg w kierunku linii środkowej, tym razem w prawo. W tym też kierunku zgięła go wewnętrzną łydką na popręgu, podtrzymując zaangażowanie tylnej nogi i przypominając mu o konieczności ich krzyżowania. Poprzez pulsacyjne działanie prawej wodzy prosiła go o ustawienie i zgięcie szyi w kierunku jazdy, a także pilnowała tego, aby kąt wygięcia nie był zbyt mocny i nie zmieniał się. Zwracała uwagę także na utrzymanie impulsu oraz pozostanie równoległym do ściany czworoboku, co było coraz trudniejsze w miarę oddalania się od niej. Kiedy udało im się dotrzeć do linii środkowej, wyprostowała go i półparadą rozpoczęła piruet w następnej literce. Utrzymując zebranie, bez zatrzymania przeszła do tego ćwiczenia, ustawiając go w przeciwnym kierunku niż poprzednio, czyli na prawo. Lewą stroną zaczęła subtelnie spychać go, zachowując przy tym jeden rytm i równowagę, które były kluczowe. Po zatoczeniu pełnego obrotu posłała go do przodu i w C skręciła w prawo. Głęboko zgięła go w narożniku, po którym zjechała na przekątną, na której poprzez serię półparad skupiła na sobie jego uwagę. Wtedy wysunęła prawe biodro bardziej na przód, a lewą łydkę przesunęła za popręg, drugą nogą upominając go o zachowanie impulsu. Po wykonaniu pierwszej lotnej odliczyła dwie foule, po których powtórzyła to samo, ale na drugą stronę i wykonała w ten sposób w sumie 7 zmian, które skrupulatnie odliczała w myślach. Tuż po tej przekątnej zjechała na kolejną FXH, tym razem inicjując zmiany co jedno tempo, wymagające od niej nieco więcej skupienia, aby nie przegapić odpowiedniego momentu na przestawienie pomocy. Siłą rzeczy Mia nie była jeszcze na tyle zgrana z Sheridanem, który był jej nowym nabytkiem, żeby oczekiwać za wiele - niemniej udało jej się naliczyć jedenaście zmian, które przynajmniej z jej perspektywy wypadały całkiem prawidłowo. Po tym ciągu zmian skończyli, galopując znowu na lewą nogę, chociaż nie na długo. Po powrocie na krótką ścianę, zwolniła go do kłusa w C, kumulując wcześniej jego energię, aby przejście wypadło płynnie i nie ryzykować zgaśnięciem wierzchowca. Następnie skierowała go na wydeptaną już trasę wzdłuż przekątnej MXK, gdzie ostatni już raz poprosiła go o wyciągnięcie kłusa, które przez ogólne zmęczenie pary wypadło prawdopodobnie najgorzej z wszystkich dotychczasowych. Dużymi - o ironio - krokami zbliżali się jednak już do końca programu, a na myśl o tym w kobiecie rosła dziwna ekscytacja, przez którą z jej twarzy wręcz nie schodził delikatny uśmiech.
Z końcem przekątnej półparadami skróciła i zebrała Sheridana, co było przygotowaniem przed wejściem na linię środkową w A. Wyjechawszy zakręt, wyprostowała go, równo przykładając obie łydki do jego boków oraz trzymając wodze na stabilnym kontakcie. Siedziała głęboko w siodle z wzrokiem skierowanym na wprost, będąc rozluźnioną i zgraną z ruchem zwierzęcia, dzięki czemu nie obijała się o jego plecy i nie zaburzała jego ruchu. Nie był to jeszcze ostateczny koniec przejazdu, bo nieco za D dosiadem zaczęła znowu wynosić go do góry i sygnalizując wyższą akcję nadgarstków oraz lekkość przy tym charakterystycznym, tanecznym ruchu. Pasażem dojechali do I, w trakcie czego Alight dalej uważała na ewentualne spływanie na boki, a w samej literce zamknęła łydki i odchyliła się do tyłu, dociążając zad Sheridana. Kiedy tylko przeszedł do stój, oddała mu rękę i ukłoniła się zgrabnie przed sędziami, racząc ich kolejnym, promiennym uśmiechem. Wtedy też dała ogierowi łydkę do stępa na długiej wodzy, w którym opuściła czworobok w A, po drodze nie szczędząc mu pochwał, bo w końcu musiała jakoś nakarmić to jego męskie ego, skoro fizyczne dokarmianie było niewskazane w jego przypadku. :lol:

KONIEC
_________________




loteria Jess '20: darmowa stanówka wybranym koniem
 
 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2020-01-15, 10:20   Luke Sugarman & Licorne




LUKE SUGARMAN & LICORNE
PROGRAM P1


Wynik: (179,046 / 250) - 2% za pomyłkę =
69,618%


Zdarzenie losowe: 41; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
___rzut k20 - 10; dokuczliwy ból

Losowanie dla zera, rzut k20: 9; - pomyłka;

Wskazówka do pisania;


UWAGA:
Zawody odbywają się na hali, na rozstawionym dużym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:

Kod:
[center][size=10][url=http://dressage.pl/wp-content/uploads/2016/05/P1_2016-1.pdf][b][color=#5f5aa2]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - ZAWODY UJEŻDŻENIOWE - P1[/color][/b][/url][/size][/center]

 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2020-01-15, 10:34   Luke Sugarman & Notesique Sollenamento Hell




LUKE SUGARMAN & NOTESIQUE SOLLENAMENTO HELL
PROGRAM N4


Wynik: (237,314 / 360) - 2% za pomyłkę =
63,921%


Zdarzenie losowe: 2; Niesubordynacja/opór; za opór/niesubordynację uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się, cofa, ponosi lub pozostaje poza kontrolą jeźdźca.
___rzut k20 - 17; zachowanie do opanowania

Losowanie dla zera, rzut k20: 6; - pomyłka

Wskazówka do pisania;


UWAGA:
Zawody odbywają się na hali, na rozstawionym dużym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:

Kod:
[center][size=10][url=https://dressage.pl/wp-content/uploads/2016/05/N4_2016-1.pdf][b][color=#5f5aa2]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - ZAWODY UJEŻDŻENIOWE - N4[/color][/b][/url][/size][/center]

 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2020-01-15, 10:49   Jessica Wrens & Lavard Sontesique




JESSICA WRENS & LAVARD SONTESIQUE
PROGRAM N4


Wynik: 270,210 / 360 =
75,058%


Zdarzenie losowe: 57; Najlepszy jeździec; Jeździec niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Koń dzięki pomocy spisuje się znakomicie.


Losowanie dla zera, rzut k20: 14; - niesubordynacja konia

Wskazówka do pisania;


UWAGA:
Zawody odbywają się na hali, na rozstawionym dużym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:

Kod:
[center][size=10][url=https://dressage.pl/wp-content/uploads/2016/05/N4_2016-1.pdf][b][color=#5f5aa2]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - ZAWODY UJEŻDŻENIOWE - N4[/color][/b][/url][/size][/center]

 
     
Lucia
Junior


Płeć: kobieta
Wiek: 8 wiosen
Podopieczny: Cruor Vena
Pieniądze: £1400

Punkty doświadczenia: 9
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 5
Wysłany: 2020-01-16, 13:53   



Gdy nadszedł dzień kolejnych już zawodów dziewczynki, jej ojciec od rana rozsiewał panikę, podczas gdy ona była zestresowana ale spokojna. Cóż, skoro jej instruktorka twierdziła, że da sobie radę, to na pewno tak właśnie było. Mimo wszystko było to ogromnie ważne przeżycie, szczególnie, że po raz pierwszy miała jechać na pięknej Venie, a nie na Biszkopciku.
Pewne było, że wyglądali najbardziej uroczo ze wszystkich startujących dzisiaj par. A w końcu nienaganna, chwytająca za serce prezencja była już połową sukcesu! Gdy z pomocą Valentino przygotowała już klaczkę i przebrała się w strój konkursowy, zaczęła odczuwać silniejsze emocje i coraz większe wątpliwości cd. faktycznego zakresu swoich umiejętności. Ojciec jednak skrupulatnie ją pocieszał i umacniał w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze. Następnie pod okiem Valentino odbyły stosowną rozgrzewkę, która zdołała skutecznie zająć głowę dziewczynki, co było w tym momencie naprawdę przydatne. Na koniec stępowały w oczekiwaniu na swoją kolej, choć nie trwało to wcale długo, bo miały jechać jako drugie.
Gdy wkrótce faktycznie zostały wywołane, Lucia zakłusowała i starając się pamiętać o wszystkim, co na co dzień wałkowała jej Naomi, okrążyła czworobok. Następnie z półwolty wprowadziła klaczkę na linię środkową w A, patrząc się w punkt gdzieś przed sobą i pilnując wyprostowanych pleców. Bardzo skupiła się na pokonaniu prostej linii, przez co nie dopilnowała już tempa, które było troszkę zbyt ślamazarne. Ale cóż, były to pierwsze zawody ujeżdżeniowe młodej amazonki i ta naprawdę stresowała się możliwością zapomnienia jakiegoś elementu, co przekładało się na jakość co poniektórych figur czy chodów.
Dojeżdżając do X zablokowała dolny odcinek kręgosłupa, by następnie napiąć również brzuch, zamknąć rękę i cofnąć ramionka. Przy tym wszystkim nie siedziała całkiem prosto, a jedną łydkę wręcz lekko odstawiła, co poskutkowało trochę krzywym zatrzymaniem, czego dziewczynka nie potrafiła już w żaden sposób naprawić. Tak więc zebrała wodze w jedną łapkę i dumnie ukłoniła się w kierunku sędziów, po chwili znowu nabierając kontaktu i przygotowując się do ponownego ruszenia. To z kolei również było deczko niemrawe, ale Lucia w porę ogarnęła, że tak być nie może i zaktywizowała Cruor na tyle, na ile potrafiła, jednocześnie usiłując nie usztywnić kręgosłupa, tylko miękko podążać za jej krokami. W C skręciły w prawo i kłusem roboczym poruszały się aż do R. W międzyczasie amazonka nie zapomniała o dobrym wyjechaniu narożnika, starannie upychając w nim swoją klacz, dokładnie tak, jak na treningach. Dalej w R wprowadziła ją na krótką przekątną do V, gdzie tempo znowu troszkę im uciekło, ale za to nie można było zarzucić braku precyzyjnej linii, bo figurę zakończyły idealnie w V, a amazonka zaczęła już rozmyślać o kolejnej figurze. Tym razem była to serpentyna o czterech brzuszkach, którą rozpocząć miały na środku najbliższej, krótkiej ściany. Planowanie przestrzenne figur na czworoboku było zmorą Luci, więc i tym razem obawiała się, że z czterech brzuszków zrobi się magicznym trafem pięć. Tak się jednak nie stało, nawet jeśli ten ostatni był trochę większy niżeli pozostałe 3. A po za tym drobnym uchybieniem, prowadziła klaczkę na zewnętrznej wodzy w zakrętach, łydeczkami pilnując by gięła również kłodę. A gdy już skończyły tą nieszczęsną serpentynę, czekało ich zagalopowanie, do którego dziewczyna wykorzystała narożnik. Po półparadzie, pilnując dobrego wygięcia, przyłożyła łydki do boków karej i wypchnęła ją bioderkami, usiłując w ten sposób uzyskać przejście do wyższego chodu. Pochyliła się przy tym ciut za bardzo do przodu, ale na szczęście nie zaburzyła znacząco równowagi klaczy, a ta mimo wszystko zrozumiała intencje blondyneczki. W ów chodzie młoda zawodniczka pilnowała jedynie, żeby kara jej nie zgasła, bo na to też uczulił ją ojciec. Następnie w B wprowadziła ją na (z założenia) 15 metrowe koło. Lucia cofnęła wewnętrzne ramię, zewnętrzną wodzę trzymając napiętą, zaś wewnętrzną pulsacyjnie nadając kierunek jazdy. Nie zapomniała również o odpowiednim ułożeniu łydek, które może nie było szczególnie precyzyjne - tak jak i samo koło - ale przynajmniej się starała, a niektórych warunków fizycznych nie mogła po prostu przeskoczyć.
Po powrocie na ścianę dojechały galopem do K, gdzie weszły na kolejną przekątną, tym razem do M. Na środku linii, Lucia przytrzymała Venę, sprowadzając ją tym samym do kłusa roboczego. Przejście może nie było zbyt płynne i lekkie, ale wypadło w punkt, co już samo w sobie było dla zawodniczki satysfakcjonujące. A prosto z M weszły w kolejny narożnik, gdzie wróciły do galopu w identyczny co poprzednio sposób. Ogółem druga strona jakościowo prezentowała się podobnie. Dziewczynka siedziała dobrze, choć sam chód mógłby być zdecydowanie bardziej dopracowany. W E wykręciły drugie koło, a w A finalnie wróciły do kłusa roboczego, choć nie na długo. Blondynka jeszcze dobrze nie zdążyła się rozluźnić w kłusie, a już w F czekało ich kolejne przejście, do stępa pośredniego. Od razu po zmianie chodu zaczęła mobilizować Cruor do wydajnego przebierania nogami, chcąc utrzymać stęp pośredni. Ów stępem wykręciły pół koła od V do P, by wraz z powrotem na ścianę zainicjować kłus roboczy. Teraz już tylko pozostało im wjechać na linię środkową w A, co dziewczynka uczyniła, by następnie zatrzymać się na środku czworoboku i złożyć końcowy ukłon.
Zadowolona z siebie jak i ze swojej podopiecznej, z ogromnym uśmiechem na swojej małej buzi, wyprowadziła klacz na luźnej wodzy, w ramach nagrody klepiąc ją po szyi. Ojjjj, chyba ktoś tu dostanie duuuuużo marchewek!

z/t
 
     
Mia
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: zawodniczka ujeżdżenia, studentka psychologii
Partner: i fall in love too easily

Ostatni trening: teren z Sheridanem
Podopieczny: Contendro Boy, Dies'irae, Eponine, Papillon Rouge, Renaissance, Sheridan
Pieniądze: £910

Punkty doświadczenia: 194
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 80
Cross: 17
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2020-01-16, 15:03   
   Tytuł: Hodowca



Przejazd z młodym i niedoświadczonym ogierem miał być równie dużym wyzwaniem dla Mii jak startowanie w wyższych klasach. Wiedząc, że dla Renaissance miał to być pierwsze podejście w zawodach, odpowiednio przygotowała się do tego, mimo że sama nie miała okazji z nim jeździć. Dzięki przyjaciółce poznała jego słabsze i mocniejsze strony, dzięki czemu wiedziała, na co zwrócić większą uwagę przy rozgrzewce, a więc czuła się nieco bardziej przygotowana. Tutaj jednak przychodziły emocje, które miałyby towarzyszyć czterolatkowi w związku z ogólnym poruszeniem, tym bardziej, że zawody odbywały się w Orchardzie. Z tego powodu poświęciła dobrych kilka minut na stępowanie na długiej wodzy po rozprężeniu, żeby zszedł z niego nadmiar emocji, bo tych na samym czworoboku i tak nie miało zabraknąć.

Miała się o tym przekonać już niedługo, gdy na wywołanie zebrała wodze i zaprosiła go do wyższego ustawienia, wypracowanego w trakcie rozgrzewki. Następnie zakłusowała i jeszcze zanim wjechała na czworobok, wypracowała sobie odpowiednie tempo, wyznaczane anglezowaniem. Niestety, już w trakcie rozprężenia zauważyła dość spore spięcie ze strony konia, które szczególnie odczuwalne było właśnie w kłusie, który wydawał jej się być nieregularny. Dlatego jeszcze w trakcie okrążenia szranków próbowała mu pomóc w tym, na ostatniej prostej przed A wracając do pełnego siadu. Wtedy też ściągnęła lekko łopatki i tuż po wjechaniu na plac wyrównała długość wodzy i działanie łydek, prowadząc go po prostej linii wprost na X. Jadąc, patrzyła się prosto przed siebie, mimo to ciągle pracując ze zwierzęciem, które zaraz zaczęła uprzedzać przed zatrzymaniem półparadą. Ta w samym środku zmieniła się już w pełną paradę, gdy wyraźnie zblokowała miednicę i odchyliła się lekko do tyłu, łącząc to z subtelnym zamknięciem ręki. Po zatrzymaniu oddała mu wodze i ukłoniła się mechanicznie, po czym wypchnęła go z powrotem do kłusa na wprost. Po skręceniu w prawo na końcu linii środkowej i wyjechaniu kolejnego narożnika, odbiła na serpentynę w prawo. Pilnowała tego, żeby ogier pozostał wyprostowany na odpowiednim odcinku, co przychodziło mu dużo łatwiej niż kolejne wejście w dość delikatny łuk. Już wtedy kobieta spotkała się ze sporym usztywnieniem z jego strony, który był zauważalny już wcześniej, ale teraz szczególnie dokuczliwy. Wrócił także problem z wypadającym zadem, którego tym razem nie udało jej się w pełni poprawić i odstawić na prawidłowy tor, bo już musiała go z powrotem prostować, żeby wrócić na długą ścianę. Z niej prawie od razu wjechała w narożnik, gdzie prawą łydką znowu usiłowała wykrzesać w nim odpowiednio mocne wygięcie w kłodzie, choć w jego przypadku to jednak lewa pełniła ważniejszą rolę. Cofnięta za popręg sumiennie pilnowała jego nieszczęsnego zadu, ale także zwiastowała kolejne zadanie, jakim było zagalopowanie. Mocniej bujnęła biodrami i zachęciła go do przejścia w wyższy chód, który miał wypaść już nieco lepiej niż kłus. Sama Alight nie wydawała się być bardzo zestresowana tym przejazdem, zapewne w przeciwieństwie do samego Renaissance, dla którego była nową osobą i którą "gościł" na swoim grzbiecie pierwszy raz, więc nie mogli liczyć też na pełne porozumienie. Samo przejście miało przebiec wbrew pozorom całkiem nieźle i chociaż na upartego Mia mogłaby oczekiwać od niego więcej, była zadowolona. Utrzymała go w spokojnym, ale aktywnym galopie, w którym przeprowadziła go przez kolejne literki, ewentualne próby przyspieszenia czy zwolnienia niwelując pracą dosiadu. Słyszała jednak o jego tendencji do pierwszej opcji, co miała na uwadze, tym bardziej, że najbliższe koło znajdowało się kilkanaście metrów dalej. W E płynnie odbiła na prawo, przeciwną nogę od razu cofając za popręg. Wewnętrzną wodzą zachęcała go do ustawienia głowy do środka, poprzez naprzemienne odpuszczanie i napinanie nie pozwalając mu się na niej uwiesić. W dopasowaniu średnicy dwudziestometrowego koła pomogła jej szerokość czworoboku - tuż po minięciu B zaczęła wracać do E, zataczając tym sposobem pełny okrąg. Co prawda i tym razem nie wyszło to dokładnie tak, jakby chciała, ale w kościach czuła już to, że nie mogła za wiele oczekiwać od tego przejazdu, aczkolwiek jak na pierwszy w życiu przejazd pod obcym jeźdźcem karus prezentował się całkiem nieźle, o co nieustannie dbała Mia jako ta bardziej doświadczona z ich dwójki.
Po zatoczeniu koła w E poprowadziła go dalej wzdłuż ściany, przygotowując do kolejnego przejścia po tym, jak wyprostowała go i ustawiła na śladzie. Miała dość spory odcinek wyznaczający przejście do kłusa, dlatego tym razem zadbała o jego płynność. Nie zaskoczyła nim ogiera, którego uwagę skupiła na sobie półparadą, a w następnej kolejności zblokowała miednicę i przywróciła zewnętrzną łydkę z powrotem na popręg. Mimo jej najszczerszych chęci i starań przejściu zabrakło impulsu i energii, a ogier jakby znowu zgasł w kłusie. W drodze do B starała się to poprawić, łydkami narzucając mu nieco aktywniejszy krok, ale i to na niewiele się zdawało, a to przełożyło się bezpośrednio na kolejne niedociągnięcia przy następnych narożnikach. Zmobilizowana tym Mia postanowiła nadrobić to na kolejnym punkcie, jakim było kolejne koło z żuciem z ręki. W połowie długiej ściany odbiła na praktycznie taki sam okrąg jak poprzednio, z tymże zaraz też zaczęła anglezować, upewniając się subtelnie, że robi to na dobrą nogę. Rytmicznie opadała i podnosiła się w siodle, łydkami wyznaczając ogierowi adekwatne wygięcie, jednocześnie stopniowo wypuszczając wodze spomiędzy palców i zachęcając go do zejścia głową do dołu. Z tego powodu sam rysunek nie był tak dokładny, bo w zasadzie została z samymi łydkami, którymi także nie mogła go dopełnić w zupełności. Powoli zbliżając się do punktu rozpoczęcia koła, zaczęła zbierać wodze i wracać do poprzedniego, wyższego ustawienia, dbając o jego płynność i rozluźnienie. Niestety i tym razem spotkała się z kolejnym oporem, któremu nie pomogły nawet rozluźniające półparady. Wróciła na ścianę w B i tam też usiadła z powrotem w siodło do pełnego siadu, prowadząc go dalej w pełnym wyprostowaniu - oczywiście jak na możliwości młodego, niewyćwiczonego konia, od którego nie mogła wymagać pełnej symetrii. Przejechawszy narożnik, w A zwolniła go do stępa przez zablokowanie jego ruchu miednicą. Nie pozwoliła mu jednak na ociąganie się wraz z przejściem do niższego chodu - dosiadem ciągle wyznaczała energiczny krok, a jadąc go do przodu, zagarniała zad i sugerowała obszerne kroczenie w stępie. Odbiła na przekątną w K, na której oddała mu wodze, pozwalając na odpoczynek po tej części przejazdu, która mimo wszystko musiała go kosztować sporo siły, zarówno fizycznej, jak i psychicznej.
Po pokonaniu całej przekątnej w stępie swobodnym zaczęła stopniowo zbierać wodze, żeby w samym M wrócić do poprzedniego, wyższego ustawienia i stępa pośredniego. Ten, podobnie jak swobodny, wydawały jej się znowu być nieregularne mimo najszczerszych chęci i prób naprawienia tego problemu, co dzisiejszego dnia było chyba ich największym kłopotem. Skręciła w lewo z przekątnej i półparadą uświadomiła Renaissance przed zamiarem zakłusowania w C, gdzie dodała łydki i pchnęła go do wyższego chodu. W nim też wkrótce odbiła na kolejną pojedynczą serpentynę, którą rozpoczęła w H, kierując się spokojnym, ale aktywnym kłusem do X, który był najdalej położonym punktem w tej figurze. Mia uważnie wyjeżdżała prostą linię, gdzie utrzymywała wyrównane wodze i działanie łydek, po których płynnie zjechała w łuk w prawo, przed którym lewą łydkę cofnęła za popręg. Pulsacyjnym działaniem wewnętrznej wodzy zachęcała go do wejścia głową do środka i nadaniu brzuszkowi rzeczywistej krągłości, aby uniknąć kanciastej serpentyny. W drodze powrotnej na ścianę znowu wypracowała sobie wyprostowanie, swój ciężar równo rozkładając w siodle i nie zaburzając jego równowagi z własnej winy. Mimo wszystko tak młody koń nie miał jeszcze dobrze wyćwiczonej równowagi, ale jego braki starała się uzupełniać swoimi umiejętnościami, choć i tak nie spodziewała się zadowalającego wyniku z tego przejazdu. Traktowała go bardziej jako stopniowe zapoznawanie ogiera z charakterystyczną atmosferą towarzyszącą zawodom, aby z czasem nabrał obycia z nimi i przyzwyczaił się do tego całego pobudzenia i ekscytacji towarzyszącej wszystkim naokoło.
W narożniku KA ustawiła się w sposób sugerujący przejście do galopu, które też niebawem zarządziła, od pierwszych kroków pchając karusa mocno do przodu. Nie miała pewności, w jakiej kondycji był i jak zmęczony miał być, ale sam program nie był na tyle długi, żeby wymagała od niego za wiele. Z tego powodu przez kolejne metry narzucała mu typowe czworobokowe tempo galopu, teraz nie mając żadnych obaw przed ewentualnymi próbami przyspieszania. Większym zmartwieniem mogło być właśnie lenistwo i zmęczenie konia, a więc chęć zwolnienia, którą starała się powstrzymać wyjeżdżaniem go dosiadem. Chciała w ten sposób nadać nieco ekspresji jego ruchowi, która mogłaby nieco naprawić ich sytuację, a która w końcu była tak mile widziana w ujeżdżeniu. Już wcześniej dostrzegła potencjał w hanowerze, który zamierzała rozwijać i wykorzystać w niedalekiej przyszłości. Póki co była skupiona na teraźniejszości i przejeździe, którego kolejnym punktem było koło w B, na którym powtórzyła wykonywane do tej pory sekwencje ruchów, tym razem na lewo. Napiętą zewnętrzną wodzą kierowała czterolatkiem, a aktywną pracą lewej łydki na popręgu prosiła go o zgięcie się, cofniętą drugą nogą nadając odpowiednią pozycję jego zadu. Okrąg był dwudziestmetrowy, więc dość szeroki, ale nadal wymagający od niej pełni skupienia, aby dopracować właśnie położenie zadu wierzchowca, który bardzo często wypadał. Zakończywszy koło, z pomocą kolejnej półparady przygotowała go do przejścia w kłus niewiele za B, stanowczo i wyraziście blokując ruch miednicą i podążanie za jego ciałem. W ten sposób wywalczyła sobie kłus, którym już mieli udać się na linię środkową. Przejechała połowę czworoboku, swoją mową ciała ciągle sugerując mu adekwatne wyprostowanie lub zgięcie w narożnikach, po czym w E skręciła w lewo i w ten sposób zmieniła kierunek poruszania się, kiedy przy B zjechała na prawo, skąd była prosta droga do A. Jadąc już wzdłuż linii środkowej, uprzytamniała go o konieczności zatrzymania się w X, a jednocześnie regularnym kłusie, z którym dotychczas toczyli spór. Na środku czworoboku wykonała pełną paradę służącą przejściu do stój, po którym wykonała ukłon. Zostawiwszy hanowerowi długą wodzę, dała mu łydkę do stępa, którym opuścili czworobok i udali się na rozprężalnię, w drodze na którą nie skąpiła mu pochwał.

KONIEC
_________________




loteria Jess '20: darmowa stanówka wybranym koniem
Ostatnio zmieniony przez Mia 2020-01-19, 17:03, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Renaissance
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 4 Lata
Rasa: Hanowerska
Wzrost: 175 cm
Właściciel: Mia Alight
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 44
Doświadczenie z lonżowania: 24
Kondycja: 26
Szybkość: 10
Klasa startów: Ujeżdżenie: L

Wysłany: 2020-01-17, 21:50   



Nigdy wcześniej nie byłem w podobnej sytuacji, dlatego zupełnie nie rozumiałem całego tego zamieszania. Od rana w Orchardzie kręcili się różni ludzie, wszystko było pełne pośpiechu i stresu, a ja kompletnie nie rozumiałem co się dzieje. Stresowałem się zaburzonym rytmem dnia, co bezpośrednio przełożyło się na rozprężenie i przejazd. Już podczas rozgrzewki nieszczególnie trzymałem skupienie. Oglądałem się na inne konie, rżałem za klaczami, których ilość zwyczajnie zaczęła mnie przerastać, a siedząca na grzbiecie Mia niewiele mogła zrobić skoro wciąż z lekkim opóźnieniem analizowałem sygnały. Po dłuższym czasie udało jej się wypracować wprawdzie współpracę i lepszą odpowiedź na łydkę, ale wciąż nie byłem w stanie się rozluźnić. Furkotałem chrapami, nerwowo strzygłem uszami i chociaż nie miała problemu z utrzymaniem mnie w dole, usztywniłem potylicę, co z kolei przełożyło się na przepuszczalność. Niemniej za chwilę zostałem poproszony o kłus, który mógł wyglądać dobrze tylko wtedy, kiedy byłem obok innych koni. Nawet niewielkie oddalenie się od "stada" prowokowało mnie do powrotu jak najbliżej, dlatego nikogo nie powinno zdziwić, że nieszczególnie miałem ochotę przejść przez bramkę oddzielającą rozprężalnię od czworoboku. Na szczęście konsekwentna łydka zmusiła mnie do wyjścia na zewnątrz, nawet jeśli nadmuchałem się przy tym jak rozdymka. :lol2:
Okrążyłem szranki mało energicznym, wręcz wymuszonym truchtem, bez najmniejszych oznak zaangażowania. Moje myśli krążyły teraz wokół miejsca, które zostawiłem, bo wciąż czułem i słyszałem inne konie. Nie kryłem zresztą z dezorientacji, ale kiedy zawodniczka usiadła w siodło, pomogło mi to trochę w skupieniu myśli na jej poleceniach. Skierowałem uszy do tyłu, ustawiając się na pomocach i jeszcze zanim wjechaliśmy na prostą poprawiłem trochę jakość kłusa głównie ze względu na starania jeźdźca. Naturalnie wprawione oko sędziów mogło wyłapać w nim sztywność, ale na szczęście nie było już aż tak źle jak na początku. Teraz naprawdę chciałem współpracować, dlatego kiedy dziewczyna skierowała mnie do X, wykonałem polecenie całkiem prawidłowo. Niestety uprzedzony półparadą nie zwróciłem na nią szczególnej uwagi, przez co zatrzymanie wypadło odrobinę chaotycznie i zdecydowanie nie tak, jak Mia mogła je sobie wyobrażać. Było proste, na czterech nogach, pozostałem również na kontakcie, ale mimo wszystko zdecydowanie zabrakło skrócenia przed przejściem. Na szczęście kiedy kłaniała się i zbierała wodze, stałem spokojnie, raczej nie mając tendencji do wiercenia się albo, co gorsza, wymyślania. Zaraz potem znów ruszyliśmy kłusem na wprost, jednak mimo pozornie prostego zadania, nie byłem w stanie zaangażować zadu. Cały czas stresowało mnie dosłownie wszystko, dlatego niemal natychmiast spłynąłem potem i co rusz strzygłem uszami po bokach. Na szczęście zakręty skupiły moją uwagę na pracy. Znów pojawiły się trudne dla mnie łuki, dzięki którym, paradoksalnie, musiałem trochę bardziej się zaangażować. Natychmiast zapomniałem o dużej części stresu, wreszcie zdradzając jakieś oznaki spokoju i chociaż wciąż podświadomie spinałem mięśnie, ostatecznie poczułem się odrobinę lepiej sam ze sobą. Właśnie dlatego drugi zakręt wypadł już znacznie lepiej nie tylko jeśli mowa o zadzie, ale również energii i zaangażowaniu. Skupiłem się na pomocach, rozluźniając potylicę i prawie przyzwyczajając się do panującego wokół nieładu, zagalopowałem. Nie do końca rozumiałem o co chodziło z tym bujaniem się po grzbiecie, dlatego znów lekko usztywniłem plecy i podniosłem głowę, ale nie zależało to ode mnie. Galop był moim najlepszym chodem, dlatego teraz znacznie łatwiej mi było się rozluźnić i nieco podnieść grzbiet. Sama Mia mogła poczuć zresztą znaczną poprawę jakości, bo o ile na ogół lubiłem się rozpędzać, o tyle dzisiaj w ogóle nie miałem ochoty iść gdziekolwiek. Właśnie dlatego w kłusie wymagałem ciągłej aktywizacji łydką, co w galopie miało nieco ustąpić i pozwolić amazonce skupić się na całej reszcie. Szedłem po prostu powoli, tak jak wymagała tego sytuacja i mimo, że nie było to moje normalne zachowanie, chyba dziewczyna nie mogła narzekać. Przegalopowałem kawałek w ten sposób, po czym na wyraźną prośbę skręciłem od sygnału. Na szczęście od początku starała się pilnować wielkości koła, dlatego nawet mimo dość małego zaangażowania zadu, wykręciłem taką ewolucję, jaka była przewidziana w programie. Udało mi się nawet całkiem prawidłowo wygiąć i wpisać w rysunek koła, co było dla mnie o tyle trudne, że zwyczajnie nie byłem jeszcze na tyle gibki i skrętny. Niestety, to wymagało od jeźdźca bardzo dużo pracy na przestrzeni czasu, dlatego ostatecznie musieliśmy zadowolić się tym, co było dla mnie osiągalne. Padło na... przejście, które o dziwo do samego kłusa wypadało całkiem nieźle. Skupienie Mii skwitowałem prawidłowym skróceniem galopu, które przygotowało mnie do przejścia w kłus. I faktycznie, niemal w idealnym położeniu przeszedłem do chodu niższego, po czym...zgasłem. Znów nieco niechętnie i ociężale przesuwałem się do przodu, ciągle aktywizowany łydką, która na popręgu prawie wcale nie działała. Po prostu jej nie czułem, bo przecież łydki jeźdźca nie działały z przodu, a odrobinę z tyłu, tak żeby pięta znajdowała się na linii prostej z barkiem i biodrami jeźdźca. W dodatku od ciągłego spięcia zaczęła boleć mnie szyja, na tyle nieprzyjemnie, że zacząłem unosić głowę i bardzo niechętnie schodzić na kontakt pomimo usilnych starań dziewczyny. To nie tak, że robiła coś źle. Po prostu czułem ból i chociaż dawałem się sprowadzić do ręki, to nie było ani dobre ani miłe dla naszej dwójki. Na szczęście w żuciu miałem się rozluźnić. Zapewne musiała zmusić mnie trochę do podążenia za ręką, ale kiedy to nastąpiło, szyja zaczęła się po prostu rozluźniać, dzięki czemu nieprzyjemny skurcz stopniowo odpuszczał. To pomogło mi w dalszej pracy, kiedy zamiast skupiać się na bólu i walce, wyraźnie poprawiłem kiepsko zaczęty rysunek koła i zacząłem przeżuwać wędzidło. Na prośbę o kontakt, zareagowałem już w przewidywany sposób od razu zaokrąglając szyję i chociaż wyraźnie czułem jak bardzo mam dość, musiałem skupić się na prostej. Wcześniejszy element pomógł mi na tyle żebym wyraźnie przestał walczyć, dlatego nie było aż tak źle jak mogło wydawać jej się z góry. Szedłem przede wszystkim równo bez zaburzeń taktu wywołanych brakiem porozumienia, spięciem i niestety za mocnym działaniem ręki jeźdźca, która jak już wspomniałem, nie była zależna od samej Mii, a moich własnych chęci i (nie)możliwości. Na szczęście za chwilę przyszedł czas na stęp i tu o dziwo dałem radę zaangażować się trochę bardziej. Nieznacznie podstawiłem zad i chociaż musiała pilnować żebym w przypływie roztargnienia nie zaczął oglądać się na boki, pomogły mi naturalne predyspozycje. Miałem ogromny potencjał ruchowy, dlatego nawet mimo kiepskich warunków, miało szansę wypaść to dość dobrze. Szczególnie widać było to na przekątnej, kiedy nawet mimo całkowicie luźnych wodzy nie zmieniłem niczego na gorsze. Przeciwnie. Zrobiłem się luźniejszy, nieco podniosłem grzbiet, który w rytm moich kroków zaczął lekko falować jak u skradającego się kota. Poprawiłem rytm na tyle, że z góry mogła usłyszeć wyraźnie cztery uderzenia kopyt o podłoże, a obszerne wykroki zaczęły naprawdę miło dla oka zgarniać ziemię. Poproszony o wyższe ustawienie nieco niechętnie podniosłem głowę, zaokrąglając szyję w imponujący rogal, a dzięki rozluźnieniu nareszcie trochę bardziej zaangażowałem mięśnie zadu. To wciąż nie było nic wielkiego, szczególnie kiedy zgubiłem odpowiedni takt, ale na szczęście za chwilę czekał nas kłus. Wbrew pozorom to właśnie ten chód był łatwiejszy, dlatego ruszyłem trochę chętniej niż na początku i znów wykonałem pojedynczy brzuszek serpentyny. Po raz kolejny miałem problem z zadem, który uciekał mimo starań dziewczyny, bo zaraz zjechał na zewnątrz całkiem bez kontroli. Dodatkowo, dla mnie było trochę za dużo ręki wewnętrznej przez co przegiąłem za mocno szyję i zrolowałem się w samym łuku. W takich figurach szczególnie się stresowałem, bo o ile jeźdźcy ćwiczyli ze mną wymagane podstawy, o tyle serpentyn nie miałem okazji robić jeszcze nigdy. Nie znałem wymagań, co w parze ze spowolnionymi reakcjami nie dawało mi szansy choćby trochę jej pomóc. Zmieniło się to wraz z przejściem do galopu i chociaż w pierwszej chwili poczułem jawną prowokację do przyspieszenia, oparłem się na wędzidle nareszcie pokazując swój potencjał. Nie był to wynik szkolenia, a wspomnianych już naturalnych predyspozycji, dzięki którym osiadłem trochę na zadzie i podniosłem przód. W galopie najłatwiej przychodziło mi rozluźnienie się dlatego, wręcz chętnie podszedłem do zadania, zdecydowanie poprawiając wrażenia Mii z góry. Zrobiłem się właśnie wygodny jak poduszka, toteż wykonywanie sygnałów stało się łatwiejsze i bardziej precyzyjne. W kole jak zwykle pokazała się moja najsłabsza cecha, ale jego wykonanie było o niebo lepsze od wszystkich poprzednich. Trzymałem regularny rytm, chętnie szedłem do przodu, nie zdradzając oznak zmęczenia. Przeciwnie, emocje wciąż buzowały w moim ciele na tyle żebym już przed przejściem znów zaczął lekko się rozpędzać. Na szczęście było to bardzo drobne przewinienie, widoczne dosłownie w jednej fouli, która poprzedzała kilka kolejnych w skróceniu, po których płynnie przeszedłem do kłusa. Ten znów okazał się lepszy niż wcześniej, jakby nowa sytuacja powoli przestawała tak bardzo mnie przerastać. Spięcie odpuszczało, dlatego o ile początek był kiepski, o tyle z końcówki amazonka mogła być dumna. Nawet łuki i wyprostowania stały się dla mnie jakieś łatwiejsze, o ile można tak powiedzieć w kontekście zawodów. Być może na codziennym treningu przejazd nie stanowiłby dla mnie aż takiego problemu, o czym świadczyć mogła jakość ruchu przy kolejnych ewolucjach, które mi wskazywała. Naturalnie nie mogłem wiedzieć, że to już koniec dlatego wciąż w pełni skupiony, skróciłem się przed przejściem i stanąłem równo na czterech nogach. Pociągnąłem zaraz czerep w dół, znów walcząc z echem bólu, który pojawił się podczas przejazdu, po czym posłusznie ruszyłem w stronę bramek. Płynąłem potem, który nie szedł w parze ze zmęczeniem. Z tego też względu wymagałem dłuższej chwili stępa, w którym rozluźnić pomagały mi się przede wszystkim pochwały. Miałem poczucie wsparcia, choć po co najmniej piętnastu minutach na rozprężalni z ulgą przyjąłem powrót do boksu.


KONIEC
_________________
 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2020-01-17, 22:39   



Były to kolejne zawody Ruth, podczas których nie towarzyszył jej mąż, ale pierwszy raz tak bardzo ją bolały. Niemal czuła smak porażki gdy zobaczyła go na trybunach, zaś jej emocje skoczyły wręcz momentalnie. Zaczęła się stresować, co odbiło się też na Hollym, który był wręcz odbiciem emocji swojej Pani. Już podczas rozgrzewki był spięty, zaś równie spięta Ruth miała niemałe problemy z opanowaniem jego niesubordynacji. Niejednokrotnie zaczynał się płoszyć czy też przystawać, chcąc dać upust emocjom, jakich nabrał od Węgierki. Dzięki Synek, na Ciebie zawsze można liczyć!
Krążyła już jakiś czas w stępie po rozprężalni, gdy w końcu usłyszała swoje personalia, co napawało ją jeszcze większą niepewnością. Uwielbiała to nazwisko, ale było ono też przekleństwem i co raz sprawiało, że przypominała sobie o siedzącej na palcu obrączce. Musiała się jednak ogarnąć, bowiem od zawodów liczyło się dobro jej, kariera koni i ogólnie widzialna przyszłość.
Docisnęła nogi i dociążyła zad Hello, ściągając lekko wodze i zamykając ogiera na nich, aby subtelnie wypchnąć go do kłusa wpierw zebranego, stopniowo przechodząc do zebrania. Obniżyła mocniej łydki i aktywnymi ich ruchami, połączonymi z wypchnięciami dosiadu, starała się ustalić równy rytm kłusa, chociaż Holly zdawał się pływać między ambicjami a lenistwem w tym swoim własnym tempie, jakie postanowił sobie sam ustalić. A myślałam, że bunt nastolatków to dopiero za kilka lat...
Mimo to objechała cały czworobok, dojeżdżając do A, gdzie ustawiła łydki w równej pozycji, skłaniając mimo wszystko Gniadego do ruchu w przód w równym tempie i po w miarę równej linii. Przed X wykonała kilka ostrzegawczych półparad, następnie wzmacniając dosiad, obciążając zad i delikatnie skracając wodze, zaś łydkami blokując go na tyle, by móc się ukłonić, ale już podczas tego Holly machał głową, zaś nim Ruth zdążyła wyrównać wodze, ogier sam przeszedł krok stępem, nim Ruth poprosiła go o kłus, co zrobiła stosunkowo szybko, jak tylko ogier się poruszył. Przed C wzmocniła kontakt, następnie spływając prawą łydką bliżej popręgu, zaś lewą przesunęła lekko dalej. Cofnęła prawą rękę, lewą blokując nadmierne zgięcie szyi Hollywood'a, by dosiadem skłonić go do kontynuacji ustalonego tempa. Postąpiła bardzo podobnie na narożniku, z tą różnicą, że tutaj Hello mocniej się usztywnił, sprawiając, że narożnik nie był już w takim ładnym łuku. Kontynuowali kłus zebrany kawałek po ścianie, aby przed literką R ogier dostał kilka półparad, następnie zaś już w samej literce wjechali na woltę o średnicy 10 metrów. Na niej początkowo udało się uzyskać Ruth całkiem ładny łuk- stale wspierała go w łydkach, dosiadem wypychała do stałego tempa, zaś wodzami kontrolowała zgięcie szyi. Niestety, ponownie pojawiło się spięcie i zad spłynął na zewnątrz, nie dość, że psując rysunek koła, to dając się wręcz ciągnąć. Następnie już zjeżdżając z wolty na ścianę, dorzuciła kilka półparad i zmieniająć ustawienie łydek, oraz ułożenie dosiadu, bowiem teraz siedziała prosto, aby skłaniać Hello do ruchu w przód. Wyszło to sztywno, koślawo, Holly nie wiedział co sam chce, a co dopiero co Ruth od niego wymaga. Nawet jeśli ćwiczyli łopatki miliony razy, to obecne zdenerwowanie obojga sprawiło, że no... kiepsko. Ruth się jednak nie poddawała. Spory kawałek w kłusie zebranym wzdłuż ścian dał im chwilę na skupienie się i odsapnięcie, to też kobieta wykorzystała maksymalnie częstymi półparadami i silnymi pomocami na narożnikach, aby skłonić go do przełamania tej sztywności i kijka w tyłku. Kłus pośredni wyszedł także średnio, bowiem mimo sugestii w postaci pomocy Ruth, Hollywood niezbyt był zainteresowany i wszelkie przejścia wychodziły dość nerwowo. Tym samym po pokonaniu przekątnej i powrocie na ścianę, z jednoczesnym zebraniem go, dało się zauważyć ponownie trudność współpracy tej pary. Jednak z czasem kłusowania wzdłuż ściany i licznymi pomocami Węgierki, półparadami, dociążeniem zadu i pulsacją na wodzy, dało się dojść do większego, przynajmniej chwilowego ładu. Dojeżdżając do S, lewa łydka kobiety silniej przylgnęła przy popręgu Gniadosza, natomiast prawa kontrolowała odpowiednie zgięcie zadu. Wzmocniony nacisk na lewą stronę szyi ogierka był natomiast wyrównywany przez prawą wodzę, a tym samym rysunek wolty o średnicy 10 metrów wyszedł całkiem przyzwoicie. Pomoce, które kobieta stosowała na kole kontynuowała a nawet wzmocniła zjeżdżając na ścianę, dodatkowo silnymi ruchami dosiadu skłaniając Hollywooda do ruchu w przód. Niestety, ogier ponownie usztywniał się i zaburzał całość figury, chcąc na siłę się wyprostować, bądź skręcić. Całe szczęście jednak dojeżdżając do V, Węgierka mogła go już wyprostować, następnie kierując kłusem wzdłuż ścian. Na narożniku ponownie usilnie starała się o ładne wyjechanie, tym samym wzmacniając nacisk łydek i wewnętrznej wodzy, co raz się udawało, raz nie, a już szczególnie nie udało się przy wjeździe na przekątną, gdzie Gniady skosił jak tylko mógł. Prócz tego jednak udało im się dojść do ładu z tempem i przejściem w kłus pośredni, dzięki ciągłemu aktywizowaniu łydkami i rytmicznym, wypychającym ruchom dosiadu. Następnie przed drugą połowę przekątnej, Węgierka przygotowywała do ponownej zmiany kilkoma paradami, aby już zjeżdżając na ścianę, dociążyć zad, zamknąć ogiera w wodzach i wzmacniając je, skłonić go do zebrania. W kłusie zebranym pokonali kolejny narożnik, następnie przed C ponownie została posłana półparada, aby już na równi z literką, Węgierka sprowadziła Hello do pełnej parady. Chwilę pobyli w owej nieruchomości, aby następnie łydki kobiety cofnęły się znacznie, zaś dosiad Węgierki odciążył zad i przesunął się bliżej przodowi konia, z subtelnym napięciem wodzy, lecz pozostawieniem ich w identycznym miejscu przy szyi. Tym samym ogier wykonał trzy kroki cofania, usztywniając się przy tym, co dało się we znaki przy ruszeniu stępem, które także owiane było lekkim usztywnieniem. Ponownie Węgierka wykonała szereg pomocy, aby udało się Hello rozluźnić i skupić na jej pomocach, przy czym liczne półparady nie dawały już sobie rady. Mimo to, sygnały amazonki dalej były klarowne i kiedy przy M mieli ruszyć stępem wyciągniętym, tak łydki Ruth spoczęły przy bokach ogiera, dosiadem mobilizowała go do ruchu dzięki lekkim wypchnięciom, zaś kontakt wzmocniła i subtelnie cofnęła nadgarstki. Nawet im się to udało, może były jakieś wahania w postaci wyciągnięcia jednej nogi, zaś drugiej trochę mniej, ale Ruth nie mogła narzekać, bo nawet podczas tego przejazdu bywały gorsze momenty. Następnie przed K ponownie poleciała półparada, która miała być poprzedzeniem pomocy skracających wykrok i ustalających pośredni stęp. Takie etapy Węgierka wykorzystywała na walkę z niesubordynacją synka, która pierwszy raz od dłuższego czasu, dała się poznać. Było to całkiem naturalne, bowiem od wielu miesięcy ich treningi były coraz rzadsze, zaś te w weekendy, nie nadrabiały zaległości jakich nabywali w ciągu tygodnia. Zastany koń, to koń wymagający, masz za swoje Allen.
Będąc już blisko A docisnęła mocniej łydki i dociążyła zad, następnie zaś zamknęła ogiera w wodzach, aby zebrać go aby w A udało się skłonić Hello do galopu zebranego na lewą nogę, przy czym ponownie Ruth zastosowała bardzo silne pomoce, wręcz zauważalne gołym okiem. W owym galopie wjechali od razu na serpentynę o trzech łukach, podczas których wewnętrzne łydki wyznaczały odpowiednie zgięcie ciała, zaś zewnętrzne dopełniały rysunek zadu. Dosiadem wpływała na stałość tempa i w pewien sposób narzucała ruch w którąś stronę, natomiast wodze kontrolowały ułożenie na tyle, na ile się dało, a o ile przy łukach przy prawo owszem, dało, tak w lewą stronę, która była u ogiera de facto gorszą- już tak średnio.
No cóż, po serpentynie ponownie musieli uciec w głąb czworoboku, bowiem nim zdążyli dojechać do C, od razu musieli wjechać na woltę o średnicy 10 metrów. Tym samym lewa łydka Ruth spoczęła mocniej przy popręgu, prawa pozostała tuż za, aby kontrolować rysunek zadu, natomiast wodze jak były ustawione, tak pozostały, kontrolując idealne wygięcie szyi. No może nie takie idealne, ale jednak nie wyszło tak źle. Dopiero pod koniec wolty ogierek lekko ściął, lądując przy ścianie szybciej niż powinien. Ale tutaj wkradła się także niedokładność Ruth.
Dojeżdżając do H przeszli w galop pośredni, który był taką rozgrzewką przed późniejszym zebraniem przy literce K, a ułatwiło to Ruth robotę, bowiem dawało to dłuższy czas na ogarnięcie pomocy i ciała Hello. W galopie zebranym wjechali też na przekątną przy F, na której początkowo jechali po równej linii do X, przy tej literce, po uprzedzeniu wcześniejszymi półparadami, Ruth dociążyła dosiadem ciało ogiera, wzmocniła łydki i lekko ściągnęła wodze, zwalniając go na kolejną połowę przekątnej do kłusa. Dojeżdżając jednak do H ponownie zagalopowali, tym razem na prawą nogę. Kawałek pokonali wzdłuż ściany, udało się nawet wyjechać całkiem ładnie narożnik, bowiem z czasem przejazdy, Holly robił się coraz bardziej plastyczny i dawał modelować swoje ciało z pomocą sygnałów Ruth, dało się to zauważyć przy kolejnej serpentynie od C do A i ponownie wolcie, tym razem przy A. Jak owe figury wykonywane w lewą stronę, mimo stosowania lepszych pomocy były kiepskiej jakości, tak na prawą udawały się całkiem dobrze. Tym samym w tej wolcie zjechał z koła płynnie, czego Ruth skrupulatnie dopilnowała. Następnie przejechali resztę krótkiej ściany, by dojeżdżając do K, ponownie przejść w galop pośredni. Utrzymanie w nim tempa było prostszym teraz, niż wcześniej, bowiem ogier był bardziej podatny na jej mobilizujące łydki i ruchy dosiadem. Tym samym przejście w galop zebrany przeszło bardziej gładko, niż na początku. Szkoda, że dopiero na koniec przejazdu.
Pozostało im jedno, większe zadanie, którym było koło przy C. Tym samym znajdując się przy tej literce, Węgierka przesunęła prawą łydkę bliżej popręgu, pozwalając ogierowi owinąć się wokół niej, natomiast lewą kontrolowała zad. Wewnętrzna wodza nadawała odpowiednie zgiecie i kierunek, natomiast zewnętrzna blokowała przed nadmiernym zgięciem. Problematyczne mógł być kolejny element jednak przed nim ogier otrzymał półparadę i wzmocnienie dosiadu, aby po minięciu linii środkowej Ruth przesunęła nadgarstek lekko w przód oddając przy tym wodzę, nie rozluźniając jednak nacisku zewnętrznej wodzy. Dwie pierwsze foule udały się ładnie, przy czym przy trzeciej owszem, udało się, ale by nie zatracić rysunku i stabilności konia, Węgierka dość szybko zebrała wodzę, kierując się dalej już przy stałych pomocach.
Wrócili na ścianę i przy M czekało ich przejście w kłus zebrany, który zwiastował powolny koniec przejazdu. Najpierw jechali wzdłuż ścian, aby w B i X wykonać skręty w prawo z użyciem kontrolnych łydek przy bokach ogiera, zaś przy G, Ruth dociążyła mocniej zad Hello, ściągnęła wodze i docisnęła łydki, wykonując paradę, po której się ukłoniła i rozluźniła wodze ogierka, wyjeżdżając z czworoboku w A. [zt]
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2020-01-18, 01:29   



Nastawiony na zagalopowanie w C parę kroków wcześniej uprzedził ogiera półparadami o nadchodzącym sygnale, i tuż przed znalezieniem się w literce cofnął prawą łydkę za popręg, lewą dociskając na miejscu w ramach impulsu połączonego z wypchnięciem z bioder. Ręką poszedł miękko za ruchem, jednak nie oddawał gniademu wodzy, bo ich galop miał być zebrany, a zatem krótki i okrągły, za co odpowiadało elastyczne utrzymanie ram jak i dociążające wyjeżdżanie każdej foule. Prowadząc konia „przed sobą” skłonił go do dokładnego wyjechania narożnika w wygięciu do wewnątrz by razem z wyjściem na długą ścianę zacząć półparadami wzmagać jego mobilizację do dynamicznego wydłużenia, o które poprosił przy S. Najpierw zdecydowanym pchnięciem bioder tchnął więcej energii w ruch ukierunkowany do przodu, czemu towarzyszyła motywująca do sumiennej w tym zadaniu pracy zadu łydka, a w efekcie dłonie miękko przesunął w stronę pyska konia, pozwalając mu poszerzyć swoje ramy przy wydłużeniu galopady. W skupieniu dążył do złotego środka pomiędzy wypuszczeniem konia naprzód a podtrzymaniem kontaktu i takiego „pozytywnego napięcia” w jego sylwetce, które pozwalało na zachowanie tendencji ruchu pod górę. Pilnie dojeżdżał Otella do tego pośredniego galopu z każdą foule, a dopiero zmierzając do końca długiej ściany skupił go na sobie, aby w K skracające pomoce nie przeszły bez echa i posłuchu. Dzięki zaplanowanemu działaniu udało mu się w wyraźny i płynny sposób pozbierać gniadosza do wcześniejszych ram zebranego galopu bez utraty impulsu od zadu, który znów bardziej dociążał swoim dosiadem aby był możliwie obniżony i dźwigał resztę ciała Rohana. To dźwiganie było szczególnie potrzebne przy ciasnych zakrętach, bo pozwalało im pozostać lekkimi w pokonaniu, co w przypadku pary przebiegło pomyślnie zarówno w narożniku, jak i wjeździe na linię środkową, który Sugarman zainicjował zgodnie z programem. Zagarnąwszy kopytnego zewnętrznymi pomocami na mały promień zakrętu czuł, jak ogier dojrzale się niesie i bez problemu podąża za jego pomocami. Tak naprawdę tuż po wjechaniu na linię środkową Luczek, trzymając łydki tak, jak w galopie należało, czyli zewnętrzna z tyłu, wewnętrzna pod środkiem ciężkości, podtrzymał praktycznie wygięcie sprzed chwili by zaprosić ogiera do chodu bocznego, który nieznacznie prowadziła łopatka. Zewnętrznymi pomocami i wyważonymi impulsami zagarniał go na przekątną, a lewa, wewnętrzna do wygięcia i ustawienia łydka pilnowała, aby właśnie te dwa elementy nie uciekły, a ogier nie zagubił tej dążności w ruchu do przodu, mimo bocznej składowej, za którą odpowiadał też ciężar jeźdźca każący koniowi niejako „spływać” po przekątnej w stronę literki E, krzyżując przy tym nogi w efekcie działania pozostałych pomocy. Docierając do ściany zawodnik wyrównał swój środek ciężkości i wyprostował sylwetkę ogiera, jednakże nadal podtrzymywał galop na lewą nogę, dbając szczególnie o zachowanie równowagi i równego tempa, nie prowokując Otella do przyspieszania w celu złapania balansu, bo cały czas działał na jego zad, sugerując podstawienie. Przed narożnikiem poniekąd zaczął go wypychać lewą łydką na zewnątrz, aby bez przestawiania pomocy ogier pokonał nieco spłaszczony tylko zakręt, a wyjeżdżając już na krótką ścianę półparadami ostrzegł go przed następującym zwalniającym działaniem ze swojej strony. Zamknął go łydkami i dosiadem w takim stopniu, aby w połączeniu z chwilowym domknięciem ręki uzyskać przejście do stępa. Nie odchylał się przy tym do tyłu tylko pozostał wyprostowany, bo ciężarem działał do dołu a nie do przodu, jakby się to stało w przypadku wycofania ramion względem bioder. Mijając C, po tych kilku krokach stępa, o którego przynajmniej przyzwoitą jakość zabiegał skrupulatnym wyjeżdżaniem każdego kroku, miał już przestawione pomoce jak do zagalopowania na prawo, do którego w następnym momencie zaprosił Otella. Tutaj znowu pilnował zebrania od pierwszej foule i tak samo jak wcześniej przygotował gniadosza odpowiednio na następujące chwilę po wyjechaniu na długą ścianę dodania. Od M zabiegał o wydłużenie w jeszcze większym stopniu niż to pierwsze, choć zapewne różnica nie była na ten moment zbyt spekatakularna, jeśli była w ogóle. Nie dało się jednak odmówić parze zachowania równowagi i uphillu przy poszerzonej galopadzie, jak i ponownego płynnego przejścia do zebrania pod koniec ściany – przy literze F. Sugarman mógł znów przeprowadzić kopytnego elegancko przez narożnik by chwilę później skierować go na linię środkową, z której także praktycznie od razu, bo w literze D, zjechali w ciągu w prawo w stronę powrotu na pierwszy ślad w okolicach środka długiej ściany. Powielając schemat ćwiczeń, pozostali w galopie na prawą nogę wracając w B na ścianę, i tym samym poruszali się kontrgalopem. Mężczyzna dbał jak mógł o konsekwencję w jakości wykonywanych elementów na obie strony, dlatego też ponownie z odpowiednim wyprzedzeniem przygotował wierzchowca na płynne przejście do stępa po wyjechaniu narożnika. Dzięki temu, mijając C, zaliczali już piąty krok stępa (bo Luke wychodził z założenia, że szczególnie przy koniach takich jak Otello, lepiej nie wprowadzać atmosfery chaosu i pośpiechu tylko trzema krokami, skoro można było na spokojnie wyjechać ich kilka więcej, tym samym dając sobie czas na przetrawienie kolejnego manewru). A zatem na spokojnie po tych pięciu krokach wypchnął go na powrót do galopu zebranego, naturalnie teraz na lewą nogę, zgodnie z kierunkiem jazdy. Pod koniec przejazdu, choć wydawać się mogło, że koncentracja u jeźdźca prawdopodobnie słabnie, mężczyzna właśnie bardziej się mobilizował do dalszego skupienia i porządnego przeprowadzania swojego partnera z duetu przez te ostatnie zadania. Po wyprostowaniu z wygięcia w narożniku praktycznie od razu skierował ogiera na krótką przekątną, idącą od H w stronę B. Pozostawał rozluźniony i w równowadze, odliczając sobie kolejne foule do tej, która będzie tą przekraczającą linię środkową, co miało miejsce przy literze I. W fazie zawieszenia galopu „przesiadł się” jak do galopu na prawo, nie tylko zamieniając ułożenie pomocy, ale niejako na nowo zagalopowując już z galopu, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi – po prostu wydał Rohanowi nowy impuls, tak, aby ten odczytał ten sygnał do lotnej zmiany nogi prowadzącej. Dojechawszy prawie do środka długiej ściany już w galopie na prawo zainicjował ciasny zakręt, tak aby finalnie odbić z kopytnym na drugą przekątną – BK. Tutaj sprawa miała się podobnie, z tym, że jednak Luczek musiał zadziałać o wiele wyraźniej, wspierając się lewą ostrogą, bo o ile z lewej na prawą zmiany wychodziły im dobrze, tak z prawej na lewą wolał pozostać przezorny ale ubezpieczony, dzięki czemu obyło się bez wpadki w postaci niewykonania lotnej, choć następne dwie-trzy foule mężczyzna musiał poświęcić na uspokojenie i ponowne osadzenie galopu, który po zmianie nogi prowadzącej stał się nagle jakiś bardziej nerwowy. Niemniej sytuacja prędko została przez zawodnika opanowana i tym samym na ścianę w K powrócili już elegancko, by równie elegancko z niej zjechać przed A na linię środkową. Na niej wyprostował już Otella między swoimi wyważonymi pomocami, prowadząc go równo w łydkach i na kontakcie aż do zaparkowania w X – tak jak przy wjeździe na początku przejazdu uprzedził pełną paradę kilkoma połówkami, ostatecznie właśnie zamykając ujeżdżeniowca z lekkością i wręcz łatwością. Dociążone tyły miały szansę równo się ustawić, a w efekcie i domknięte ręką przody najprawdopodobniej ustawiły się równo. Skoro tylko doszło do zatrzymania, Sugarman z gracją wykonał kończący przejazd ukłon, w następnej kolejności obsypał pochwałami i zasłużonym klepaniem po szyi Otella, by równocześnie wypuścić wodze na długo i wypchnąć go do stępa, którym już opuścili czworobok.

KONIEC
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Mia
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: zawodniczka ujeżdżenia, studentka psychologii
Partner: i fall in love too easily

Ostatni trening: teren z Sheridanem
Podopieczny: Contendro Boy, Dies'irae, Eponine, Papillon Rouge, Renaissance, Sheridan
Pieniądze: £910

Punkty doświadczenia: 194
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 80
Cross: 17
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2020-01-19, 17:57   
   Tytuł: Hodowca



Lysandra Mia mgliście kojarzyła sprzed lat, ale przez zwykły sentyment do jego rasy postanowiła zabrać go na najbliższe zawody ujeżdżeniowe, słysząc o nim same dobre opinie. W dzień zawodów zadbała o to, żeby oboje prezentowali się nienagannie, chociaż nie to było najważniejsze, bo w końcu liczył się sam przejazd. Z tego powodu przeprowadziła odpowiednio dopasowaną pod program rozgrzewkę, na której przepracowała elementy, z którymi ogier miał większe problemy. Już wtedy odkryła w nim jakieś spięcie, przez które miała problem z niektórymi ćwiczeniami, które wymagały większego rozluźnienia. Mimo wszystko po rozprężeniu czuła się w miarę dobrze przygotowana, tym bardziej, że na przestrzeni tych kilku lat Lysander nie zmienił się na tyle, żeby Mia musiała obchodzić się z nim w inny sposób i szybko przypomniała sobie jego "sposób obsługi".

Kiedy w końcu przyszła pora na ich dwójkę, zebrała wodze i przywróciła konia do wyższego ustawienia, z którego zakłusowała. Okrążając czworobok, wykorzystała ten czas na ewentualne poprawki w ich chodzie, takie jak jego tempo czy impuls. Fryzy słynęły z dość charakterystycznego ruchu, który co prawda nie był tak mile widziany na czworobokach, ale mimo to potrafił chwycić za serce pod warunkiem odpowiedniego zaprezentowania. Na to Alight nie mogła liczyć przy pierwszej jeździe, ale nie przejmowała się tym, za cel biorąc po prostu prawidłowe pokonanie całego programu. Skręciła na linię środkową, na którą wjechała w A, zaraz po tym zakręcie wyrównując działanie swoich pomocy. Jadąc po prostej linii w kierunku X, zatrzymała go w tej literce. Całość poprzedziła serią półparad, które zamieniły się w paradę poprzez wyraźne napięcie ud i delikatnie zamkniętą rękę, którą oddała tuż po zatrzymaniu. Po chwili nieruchomości ukłoniła się, a następnie ruszyła z powrotem kłusem zebranym. Ten przez naturalną zamaszystość i ekspresję ruchu karego miał być dość ciężki do wysiedzenia, ale szczęśliwie była już całkiem obyta z tą rasą i nie robiło to jej takiej różnicy. Wraz z końcem linii środkowej skręciła w prawo, mentalnie przygotowując się już do kolejnego punktu. Niemniej nie lekceważyła z tego powodu wszelkich narożników, które przejeżdżała z należytą dbałością o szczegóły, tak więc nie było miejsca do ich ścinania. Przy R odbiła na dziesięciometrową woltę, gdzie już domyślnie lewą łydką cofnęła za popręg, łącząc to z działaniem drugiej nogi, którą prosiła o wygięcie się w kłodzie i napychała go na napiętą, prowadzącą zewnętrzną wodzę. Prawą wodzą działała rozluźniająco na jego pysk, jednocześnie dążąc do otrzymania prawidłowego ustawienia głowy i zgięcia się w szyi, które utrzymała również po zakończeniu wolty. Służyło to temu, żeby zaraz zewnętrzną łydką odesłać go wzdłuż ściany przy ciągłym zachowaniu wygięcia z poprzedniego okręgu. Ścianę czworoboku traktowała jako wyznacznik linii łopatki do wewnątrz, dzięki czemu wykonała ją prosto i równolegle do szranków. W ten sposób pokonała najbliższe ponad 20 metrów, po których wyprostowała go i wyrównała i tak przejechała podobny dystans, po przekroczeniu A na krótkiej ścianie przygotowując ogiera do przekątnej i łączącego się z nią wyciągnięcia. Działając półparadami, skręciła w K na prawo, prowadząc prostą linię kolejno przez X, dążącą do M. Zaraz po wyprostowaniu go mocniejszą pracą dosiadu i aktywizującymi łydkami zachęcała go do wyciągnięcia kroku i sylwetki, otwierając przy tym rękę dla jego pełnej swobody. Przy tym dbała też o to, aby Lysander nie rozpędzał się za bardzo, a jego wyciągnięcie nie było zbyt mocne, a jedynie zauważalne gołym okiem, przy jednoczesnym zaangażowaniu zadu. Stopniowo zaczęła go skracać przed zakończeniem przekątnej, czemu służyły półparady i przystosowanie dosiadu do kłusa zebranego, do którego wrócili całkiem płynnie w M, zachowując przy tym odpowiednie rozluźnienie. Dokładnie wyjechała następny narożnik, z którego niewiele dalej odbiła na podobną woltę, tym razem w S i w lewo. Była to słabsza strona konia, więc kobieta przyłożyła do tego większą uwagę. Mocniejszy nacisk na wewnętrzne strzemię jednoznacznie sugerowało kierunek wygięcia, przy czym zawodniczka nie przechylała się w biodrach, subtelnym działaniem lewej łydki wypracowując sobie wygięcie w kłodzie. Po wolcie czekał ich kolejny odcinek łopatki do wewnątrz, więc ważnym dla niej było prawidłowe pokonanie tego elementu, aby kolejny przyszedł z większą łatwością. Jednak mimo jej starań znowu spotkała się ze spięciem ze strony konia, przez które nie była w stanie w pełni dopracowana, a to pociągnęło za sobą jakość samej łopatki. Koń nie poruszał się po trzech śladach, jak to miała w zamiarze Mia, a ewentualne próby poprawienia tego stawały na niczym. Zachowywała jednak dobrą minę do złej gry i utrzymała to samo, nieco za lekkie zgięcie, ramiona i biodra trzymając równolegle do łopatek konia, ze wzrokiem skierowanym przed siebie, w kierunku jazdy. Zabawą wewnętrzną wodzą poprzez naprzemienne napinanie i odpuszczanie unikała zawisania na ręce, aby tuż za V wyprostować fryza i ruszyć swobodnie kłusem zebranym wzdłuż ściany. Dokładnie i głęboko przejechała następny narożnik, po przejściu krótkiej ściany zeszła na przekątną FXH, gdzie ponowiła sekwencję z kłusem pośrednim. Skupiła jego uwagę na sobie poprzez półparadę i zaczęła aktywizować go dosiadem i łydkami, narzucając obszerniejszy, jeszcze bardziej dynamiczny krok, który lekko ograniczała działaniem wodzy, uniemożliwiając zbyt mocne wyciągnięcie. Nie dało jednak jej się zarzucić przytrzymywania go za pysk - elastycznie oddała mu rękę i pozwoliła na nieskrępowany ruch w kłusie, przy czym przyłożonymi łydkami przy popręgu i równymi wodzami zapobiegała ewentualnemu spływaniu na boki, również swoją własną postawą nie zaburzając jego równowagi. Wraz z H skróciła go z powrotem do kłusa zebranego, a kolejną półparadą uświadomiła, że to nie koniec i przygotowała do zatrzymania w A. Tam też dociążyła wyraźnie jego zad i zamknęła rękę, mając na uwadze również jego wrażliwość w pysku i dlatego tuż po zatrzymaniu subtelnie oddała mu ją. Po chwili nieruchomości, którą odliczyła w myślach, dała mu łydkę do stępa, w momencie, kiedy ruszył, uświadamiając sobie swoją pomyłkę, o ironio, w tym samym punkcie, co w poprzednim przejeździe z Dies. Było jednak już za późno na wprowadzenie poprawek, ale sama kobieta była na siebie zła za to, tym bardziej, że poprzednio zarzekała sobie, że przy przejeździe z Lysandrem będzie o tym pamiętać. Zwalczyła jednak uczucie zawstydzenia, przez które na jej policzki wkradł się lekki rumieniec, bo w następnej kolejności na kolejnej przekątnej zacząć prosić go o kolejne wyciągnięcie, tym razem w stępie. Tutaj nie ograniczała już jego ruchu, wręcz motywując do tego, aby wyraźnie przekraczał ślady przodów tyłami. Pracą dosiadu "zabierała" jego zad, powodując jego zaangażowanie, które było kluczowe w tym chodzie, przy czym zależało jej również na płynności przejść z pośredniego w wyciągnięty i z powrotem. Harmonijnie zgrywała się z jego krokiem, dbając także o samą linię przekątnej i jej dokładność, wzrok kierując na K, gdzie wróciła do stępa pośredniego, z tego przejścia niestety będąc już mniej zadowoloną przez to, że towarzyszyło mu krótkie spięcie ze strony konia, rozpracowane serią półparad. Zależało jej na rozluźnieniu fryza, ponieważ w kolejnym punkcie czekało na nią zebranie stępa na parę kroków, a z tym miała nieco gorsze wspomnienia po przejeździe z Dies. Z tego powodu dużo uwagi przyłożyła do tego, aby skróceniu wodzy towarzyszyło odpowiednie dojeżdżanie go łydką, co miało zaowocować skróceniem jego sylwetki i bardziej podstawionym zadem. Był to dość męczący dla konia chód, ale już po chwili cofnęła zewnętrzną łydkę za popręg i zagalopowała, od pierwszych kroków utrzymując go w zebraniu, a także sugerując ruch "pod górkę". Była świadoma tego, że galop zebrany był jego najgorszym chodem, z czym spotkała się już w trakcie rozgrzewki, więc była gotowa na to, że za ten etap mieli zebrać najgorsze noty, ale mogła chociaż zgrywać dobrą minę do złej gry.
_________________




loteria Jess '20: darmowa stanówka wybranym koniem
 
 
     
Taylor
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 23
Wzrost: 162 cm
Partner: your face is like a melody, it won't leave my head

Ostatni trening: Zawody ujeżdżeniowe z Escudero & Michelangelo [18.05.2019]
Podopieczny: Echo D'Arsouilles, Escudero IV, Michelangelo, Quarantino
Pieniądze: £11500

Punkty doświadczenia: 153
Skoki: 42
Ujeżdżenie: 40
Cross: 13
Wyścigi: 17
Obycie z koniem: 34


Wysłany: 2020-01-19, 20:31   


Choć Michelangelo zasilał stawkę Taylor od stosunkowo niedawna, obok Escudero był tak naprawdę jedynym wierzchowcem, którego dosiadała w charakterze bardziej sportowym. Poza tą dwójką, pozostali podopieczni kobiety prowadzili raczej bierny tryb życia z najróżniejszych powodów. Mimo, że z początku zdawało się to problematyczne, zwłaszcza, że Taylor gotowa była zainwestować dużo czasu i energii w każdego z wierzchowców, to było na swój sposób korzystne - dzięki temu to właśnie dwóm ogierom mogła poświęcić najwięcej czasu, dbając o ich dobrą formę. To z resztą odbijało się na wynikach zawodów, zwłaszcza w wypadku Michałka, który choć był koniem na swój sposób trudnym, to po prostu utalentowanym, z którym Taylor zaczęła realnie się już dogadywać. Między innymi dlatego do dzisiejszego startu podeszła z ogromnym spokojem, mimo, że na rozprężalni przydarzyło im się kilka mniejszych i większych spięć. Nie było to jednak nic, czego Crack by się po ogierze nie spodziewała - z autopsji wiedziała już, że jego gorąca głowa i nerwowa atmosfera zawodów nie idą w parze.

Wywołana na czworobok, spokojnie zebrała wodze do adekwatnej długości, kilkoma półparadami sprawdzając, czy od wcześniejszej pracy nie zmieniło się zbyt wiele, w razie konieczności korygując ustawienie przed zakłusowaniem. Anglezując wjechała na czworobok, dopiero w pobliżu szranek siadając w siodło; równomiernie rozłożyła własny ciężar w siodle, przy delikatnie napiętych nogach rytmicznie działając łydkami, wspomagając to subtelnym, prawie niewidocznym ruchem bioder. Przy tym działała delikatnymi półparadami, nie tylko przygotowując Michelangelo na powrót do konkretnej pracy, ale w ten sposób również zachęcając go do okrągłego ruchu od zadu do kiełzna. Otrzymawszy od sędziny sygnał do startu, wyjechała na linię środkową, oferując ciemnogniademu oparcie na dwóch równych wodzach, w ten sposób starając się zapobiec pływaniu na boki. Zatrzymanie przygotowała na kilka kroków przed samym X, działając wyraźniejszymi półparadami - najprawdopodobniej zbyt wyraźnymi jak na wrażliwość Michałka, bo owocującymi nieznacznym, choć widocznym zwolnieniem przed samym zatrzymaniem. Mimo, że w związku z tym element raczej nie zasłużył sobie na specjalnie wysokie noty, Taylor pozostała tym całkowicie nieprzejęta, bez chwili zwłoki, choć nie nerwowo, łapiąc wodze w lewą dłoń, prawą wyciągając w bok i kłaniając się komisji z lekkim uśmiechem. Nie przedłużając nadto tego ruchu, po ukłonie sprawnie złapała wodze w obie ręce, wyraźnym działaniem łydki podpartym delikatnym ruchem bioder wypychając Michelangelo na powrót do kłusa. Trzymała się wcześniejszych założeń, które służyły utrzymaniu linii prostej; na kilka kroków przed literą C zaczęła przygotowywać zakręt, już przy samej literze wyraźnie opierając ciemnogniadego na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną z kolei subtelnie działając na rzecz rozluźnienia. Cofając zewnętrzną łydkę zadbała, aby zakręt zachował należytą formę, po zakończeniu łuku na chwilę wyprostowując ogiera, by za chwilę znów powótrzyć dokładnie ten sam schemat w narożniku. Po wyprostowaniu prowadziła go wzdłuż śladu, łydkami niezmiennie nadając energicznego tempa, w razie konieczności łącząc to z nieco wyraźniejszym działaniem półparad, nie zezwalając Michelangelo na przyspieszanie. Zamknięte uda i puszczona w dół pięta wspomagały utrzymanie równowagi, także w razie sytuacji, w której siedmiolatek miałby sprawiać jakiekolwiek kłopoty - bo choć tymczasowo miała go pod kontrolą, była przygotowana na wszelkie mniej przyjemne niespodzinaki, stale mając na uwadze charakter i temperament Michała. Na wysokości litery B ponownie skręciła w prawo, działając analogicznie do poprzednich łuków, z tą różnicą, że tym razem dużo większą wagę przyłożyła do rysunku, wyraźniej działając więc wewnętrzną i cofniętą zewnętrzną łydką. To odbiło się w pewnym stopniu na jakości zakrętu - rozproszony ogier wykorzystał moment na próbę wyjścia z ustawienia, na co Taylor owszem, zareagowała dość szybko, ale co nie miało prawa pozostać niezauważonym przez sędziów. Moment rozproszenia sprawił, że wraz z zakrętem posypały się inne rzeczy; reagując w tak stanowczy sposób, Taylor najwyraźniej ściągnęła na siebie frustrację Michelangelo, ewidentnie podburzonego tym, że coś miało pójść nie po jego myśli. Tym sposobem ani linia prosta pomiędzy E i B, ani sam zakręt na wysokości litery E nie wypadły sensownie - w zasadzie te kilka czy kilkanaście kroków Taylor musiała spędzić próbując spacyfikować spiętego i zdenerwowanego ogiera, dopiero po powrocie na ślad będąc w stanie dojść z nim do porozumienia na tyle, aby przywrócić go do porządku i w normalnym trybie kontynuować przejazd. Ponieważ cała nieprzyjemna i przede wszystkim raczej niespodziewana sytuacja również u niej wywołała całkiem niepotrzebne spięcie, powrót do poprzedniego stanu rzeczy siłą rzeczy musiał zająć dobre kilka kroków - tak naprawdę dopiero wraz z ponownym wjazdem na linię środkową prezentowali poziom adekwatny do klasy przejeżdżanego programu, co kosztowało Taylor odrobinę wysiłku na ścianie, gdzie w jak najsubtelniejszy sposób starała się przywrócić wcześniej wypracowane rozluźnienie wierzchowca, ostrożna, aby żadnej pomocy nie nadużyć i tym samym nie sprowokować kolejnego kardynalnego błędu. Stąd też szczególna jej ostrożność podczas przygotowywania zakrętu na linię; mimo, że do tego momentu odzyskała już kontrolę nad sytuacją i zarówno ona, jak i koń byli już o krok bliżej właściwego rozluźnienia, wyraźnie oparła ciemnogniadego na zewnętrznej wodzy, aby dobitniej (choć w żadnym stopniu agresywnie czy nerwowo) niż zrobiłaby to normalnie zadziałać wewnętrzną, łącząc to z ograniczeniem zewnętrznej łydki i tym samym będąc w stanie płynnie i poprawnie wyjechać zakręt, dzięki temu mając okazję szybko złapać linię prostą, co uczyniła poprzez powrót na dwie równe wodze i równomierne rozłożenie ciężaru w siodle. Niemal momentalnie, bo już na wysokości litery D, zainicjowała kolejne ćwiczenie, na wszelki wypadek poprzedzając je wyraźną ostrzegawczą półparadą, chcąc jak najskuteczniej zaskarbić sobie uwagę podopiecznego; dociążywszy lewą kość kulszową, cofnęła zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną zaś z kolei dbając o to, aby ruch Michelangelo pozostał regularny i rytmiczny. Takie działanie połączyła z stabilną prawą wodzą i pulsacyjnie działającą lewą, w ten sposób narzucając Michałowi bardzo delikatne ustawienie w lewo, ostrożna, aby nie przegiąć - w dosłownym tego słowa znaczeniu. Fakt, że lewa była lepszą stroną ogiera zdecydowanie zadziałał na ich korzyść, podobnie jak i to, że ciemnogniady zdawał się bardzo dobrze radzić z chodami bocznymi, o czym Taylor miała okazję przekonać się już kilka razy. Dojechawszy do ściany, znów wyprostowała ogiera, stosując taki sam schemat jak poprzednim razem, niczego nie próbując zrobić siłowo, a uwagę koncentrując przede wszystkim na równych pomocach i równomiernie rozłożonym ciężarze. Skorzystała z narożnika na sprawdzenie siedmiolatka, w razie potrzeby działając lżej lub mocniej na rzecz skoncentrowania go na sobie, wszystko po to, aby za moment przygotować zagalopowanie, dopiero na wysokości litery C wysyłając jasny sygnał pod postacią cofniętej zewnętrznej, aktywizującej wewnętrznej i subtelnego ruchu bioder. Od pierwszego kroku zagalopowania dbała o to, aby Michelangelo nie wyrywał zbyt mocno do przodu, mając pełną świadomość na temat jego skłonności do ponoszenia. Ta z resztą dała się jej wystarczająco we znaki podczas wydłużenia wykroku, gdzie pierwsze dwie czy trzy foulee były zdecydowanie za mocne i niekontrolowane - wycofane ramiona i zablokowany dosiad w połączeniu z wyraźną półparadą pozwoliły jej wyhamować ogiera jeszcze zanim zdążył zabrać ją poza szranki czworoboku i susem wprost na rozprężalnię, choć do samego końca dodania, to jest litery V, Taylor musiała walczyć o swoje tempo i swoje zasady. Nawet nie starała się tuszować stanowczych pomocy wstrzymujących, tak naprawdę tylko dzięki temu zdolna w połowie koła wrócić do tempa roboczego bez kolejnego spięcia podobnego temu, które przydarzyło im się na samym początku programu. Przez to, że większość czasu jej myśli zajmował powrót do należytego tempa, na rzeczonego koło w V zdawali się wjechać nieco z przypadku; natychmiast starała się to nadrobić, przy napiętej zewnętrznej starając się przepracować ewentualne spięcia, wewnętrzną łydką regulując średnicę koła tak, aby w związku z wyraźnymi pomocami nie stało się zbyt ciasne, dbając także o to, aby nie popaść z jednej skrajności w drugą i nie wytracić mocno na tempie podczas powrotu do galopu roboczego. Sama cofnęła wówczas nieznacznie lewy bark, dosiadem starając się płynnie podążyć za ruchem ogiera, stale mając na uwadze zmianę tempa i nie dając wytrącić się z równowagi. Powrót na ścianę niezmiennie wykorzystywała do sprawdzania i ewentualnej delikatnej pracy nad rozluźnieniem, choć wcześniejsze problemy z komunikacją zostały w większej mierze zażegnane. Tym samym Taylor miała okazję dokładnie i skrzętnie wyjechać oba narożniki, co pozwoliło na płynny wjazd na przekątną w F. Tam przypilnowała, aby Michelangelo nie zgadywał i nie próbował kojarzyć przekątnej z dodaniem, w razie potrzeby wyraźnie blokując miednicę i ściągając łopatki, pielęgnując ciężko wypracowane robocze tempo. Przejście w X przygotowała kolejną półparadą, na samej przekątnej dbając również o wyprostowanie, ale zachowując na tyle jasne pomoce, aby Michałkowi do głowy nie przyszła żadna lotna zmiana ani ponowne zagalopowanie - wracając do kłusa dopilnowała, aby zachować czytelność pomocy. Spodziewała się też, że w związku ze zmianą kierunku na prawo będzie czekało ją trochę pracy nad rozluźnieniem, na co znów zamierzała wykorzystać następne kilkanaście metrów, w szczególności narożnik, w którym na tej samej zasadzie co poprzednio gięła ciemnogniadego do wewnątrz. To ponownie wyszło im na dobre podczas wjazdu na przekątną, który dzięki głęboko wyjechanym narożnikom był płynny i efektowny. Samo wydłużenie wykroku zainicjowała poprzez wyraźniejsze pomoce aktywizujące, choć zadbała o to, aby te wstrzymujące nie zelżały zbyt mocno - starała się jechać od łydki do ręki, tym samym prowokując aktywny ruch naprzód od zadu. Oczywiście, jak to z tego typu elementami w ich wykonaniu było, nie wszystko poszło po jej myśli. Entuzjazm ciemnogniadego zdawał się nie zelżeć od ostatnich prób znalezienia złotego środka w zmianach tempa, stąd też poszerzeniu wykroku bliżej było do bardzo entuzjastycznego dodania, którego nie można byłoby się powstydzić na przykład na parkurze. Na szczęście odzyskanie kontroli było nieco łatwiejsze niż w wypadku galopu, więc całokształt nie wypadł aż tak źle, jak Taylor się tego spodziewała. Choć po drodze przydarzyło się już mnóstwo błędów, pozostawała skupiona na kolejnych elementach, o poprzednich przewinieniach myśląc tylko w kontekście tego, czego więcej już nie robić, ale nie przejmując się nimi nadto. To zdawało się przynosić raczej pozytywne efekty, bo skupiona na zadaniu z odpowiednim wyprzedzeniem przygotowała wszystkie zadania i przejścia, między innymi zatrzymanie które miało miejsce w literze A. W myślach policzyła do pięciu sekund, by dopiero po krótkiej chwili od zakończenia odliczania zasygnalizować stęp. Po dokładnym wyjechaniu narożnika, na co pozwalało im spokojne, ale aktywne tempo stępa, wyjechała na kolejną przekątną; choć wiedziała, że ten element z reguły nie był przez wierzchowce, zwłaszcza elektryczne jak Michelangelo, uwielbiany, to sama zachowała spokój i rozluźnienie, po wyprostowaniu zaczynając wydłużać wodze. Jeszcze przed X trzymała je prawie za samą sprzączkę, łydkami i delikatnym ruchem dosiadu nadając należyte tempo i rytm, ostrożna, aby nie przesadzić i nie sprowokować pośpiechu. Po minięciu X zaczęła niespiesznie zbierać i na powrót skracać wodze, tak, aby już na wysokości litery H wrócić do poprzedniego ustawienia i stępa pośredniego.
_________________

loteria 28.05 - czysty przejazd w zawodach skokowych/próbie skokowej
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8