NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jessie
2020-01-06, 22:06
Zawody ujeżdżeniowe
Autor Wiadomość
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2017-06-29, 21:34   

Jadąc galopem roboczym w H poprosiła klacz o wejście na koło o średnicy 20 metrów. Tym samym kierowały się w stronę X. Kobieta pomocami starała się utrzymać stałe tempo ruchu a także odpowiednie zgięcie szyi i korpusu, aktywną pracę zadu. Przeliczyła się jednak i klacz reagując zbyt pochopnie na zbyt agresywne łydki Ruth przyśpieszyła. Próba spowolnienia jej skończyła się a i owszem, zwolnienie, lecz prócz tego zad kobyłki wypadł poza równy łuk idąc bardziej zewnętrznym śladem i żyjąc własnym życiem. Korekcja ze strony dziewczyny niewiele dała, dopiero podczas lekkiej półparady i późniejszego spowolnienia do kłusa kobyłka lekko się naprostowała, lecz chwilkę po tym znów ruszyły kłusem - na dobrą nogę, lecz wypadający zad to w jedną stronę, to w drugą umiejętnie popsuł ich przejazd.
Po dojechaniu do X znów odbiły na koło o tej samej średnicy. Po raz kolejny był drobny problem z zadem - kobieta widocznie się spięła, przez to klacz także dodatkowo zagryzając wędzidło. Działo się to co prawda przez mały odcinek koła, lecz wyraźnie popsuło to im płynność ruchu na dalszy kawałek. O ile samo oddanie i zebranie wodzy po półparadzie i pracy dosiadu nad wzmocnieniem zadu wyszło nawet prawidłowo, to nadal zawadzało spięcie Ruth a co za tym idzie i Grand.
Dojeżdżając do A posłała klaczy półparadę i skorygowała ewentualnie spłaszczenie zakrętu, aby kontynuować ruch w stronę B. Spowolniła ją od razu do kłusa poprzez obciążenie zadu i przyciśnięcie łydek, aby w tym tempo skierować ją od B do X. Prócz zbyt silnych pomocy kobiety i zbyt nerwowego zachowania klaczy poruszały się mimo wszystko po równej linii, zad pracował aktywnie, o dziwko, a klacz zachowywała stałe tempo. Przed X otrzymała półparadę a w samym X pełną paradę, aby po 5 sekundach znów ruszyć kłusem roboczy, co uzyskały dzięki wypchnięciu z krzyża i dociśnięciu łydek. Szły po linii do E, skąd skręciły w lewo. Na zakręcie kobieta wspomogła klacz przyłożeniem lewej łydki bliżej popręgu oraz dociśnięciu prawej łydki o dłoń za nim. Dojeżdżając do A obciążyła zad klaczy, docisnęła równo łydki blisko popręgu i wzmocniła kontakt. Mimo to klacz przebiegła jeszcze fragment w kłusie, dopiero po po małym kawałku walki o w miarę prawidłowe tempo klacz szła rzeczywiście stępem pośrednim. Ale cóż, punkty polecą, cały przejazd nie rokował się dobrze.
W stępie pośrednim dojechały aż do F. Wpierw półparada przed F, następnie na samej literce lewa łydka kobiety wylądowała na popręgu, prawa za popręgiem, doszły w tym czasie też wodze - prawa wykonująca lekki ruch i prosząca o zgięcie potylicy, natomiast lewa trzymała stały nacisk. Jechały powiedzmy, że prawidłowo, choć klacz była widocznie spięta przez nerwowość Ruth, tym samym chwilami poruszały się albo bardziej w przód, albo bardziej w bok nie utrzymując stałości do tej linii ćwiartkowanej. Poprawiło się to zaś kiedy ustępowały w drugą stronę - najwyraźniej była to mocniejsza strona klaczy, gdyż Ruth prócz zmienienia ''stron'' postępowała podobnie nerwowo, zaś klacz wykonała całe polecenie prawidłowo.
Od M nadal kontynuowały stęp pośredni, który szedł im dość dobrze. Klacz poszerzała ramy, natomiast kobieta wspierała ją w tym jakby z czasem spokojniejsza, że już niedługo koniec. Dojeżdżając do C posłała klaczy wpierw półparadę, po której wypchnęła ją biodrami do kłusa. Łydki przyłożyła do boków kontrolując prostą linię, natomiast kontakt mimo elastyczności i miękkości dbał, by Grand dalej nie szarżowała w tempem. W kłusie dojechały do E, gdzie odbiły na koło o średnicy 20 metrów. Pierwszą połowę Węgierka pokonała w kłusie ćwiczebnym, podczas drugiej przeszła w kłus anglezowany przy okazji spuszczając klacz na żucie z ręki. Dopiero dojeżdżając do E zaczęła powoli zbierać wodzę. Całość wyszła dość słabo, klacz niechętnie zeszła z żuciem, widocznie się spięła a nabieranie wodzy było znów ze strony Ruth bardzo nerwowe. Nie lepiej było też podczas ruchu z A do X. Tutaj starania kobiety o równą linię były na tyle nerwowe i pośpieszne, że uzyskiwała wypadnięcia zadem niżeli ruch po równej linii. Zatrzymanie było nierówne, choć samą nieruchomość zachowały. Całe szczęście przejazd po ukłonie się zakończył, para udała się na długiej wodzy w A poza teren przejazdu i mogły o nim zapomnieć po rozstępowaniu. Kobieta nie zaprezentowała się dobrze w żadnym z dzisiejszych przejazdów, lecz mimo to była zadowolona z otrzymanej szansy.
/z.t
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Imagination ST
WKKW'ista


Płeć: klacz
Wiek: 6 lat
Rasa: koń holsztyński
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £3213

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 49
Doświadczenie z lonżowania: 24
Kondycja: 28
Szybkość: 22
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2017-06-29, 23:21   

To prawda, choć powiedziałabym, że większy wpływ niż geny na jej charakter miało otoczenie. Od źrebięcia lgnęła do ludzi, wpierw ze zwykłej ciekawości, potem przez otrzymywane od nich profity. Miała predyspozycjce do ujeżdżenia, co ciężko ukryć po jej płynnym ruchu, a już w szczególności po niechęci do samych skoków. Mimo prób, jakie podejmowano skoki klaczy wychodziły zazwyczaj lekko nieudolnie nawet po wielu poprawkach. Stąd, mimo starać i chęci samej Imagination, skoki nie stały się jej przeznaczeniem, ale może to i lepiej? Miała świetny, Orchardowski papier i właściciela z ogromnymi umiejętnościami, w co by się ją właściwie nie pchnęło powinno pójść jak z płatka.
Mimo zachęt przeżuwała wędzidło dość sporadycznie, ucho patrolowało nerwowo teren aż na koniec położyła je po sobie mocniej spinając grzbiet. Racja, w kłusie wprost płynęła, natomiast galop był u niej często niedociągnięty, koślawy bądź ciężko było się z nią w nim dogadać, podobnie jak w obecnej sytuacji. Wjazd na woltę i konsekwencja Chrisa zdziałały wiele, między innymi rozluźnienie grzbietu, powolne przeżuwanie wędzidła i uaktywnienie zadu, który zaczął jednak wypadać poza równy łuk. Podobnie działo się przez chwilę z zewnętrzną nogą, która deczko dziwnie odbiegała od równej linii. O ile na sam koniec wolty klacz się poprawiła, to większość okręgu była pod dużym wykrzyknikiem.
Na ścianie zaczęła płynniej unosić przody, zachowywała przy tym łuk w szyi i angażowanie zadu i tylnych nóg. Grzbiet trzymała rozluźniony, dzięki żuciu wędziła a linia ruchu była idealnie równa. Wyjechała ścisłym łukiem na przekątnął, gdzie skupiła w pełni swoją uwagę na Christianie. Przeszła płynnie w kłus chwilkę wyrzucając nogi, następnie znów zagalopowała, ale teraz na prawo. Sugestywne półparady pomagały jej w rozluźnieniu się, miała rozluźniony grzbiet, ładnie wyrzucane przody i okrągłą szyję wraz z aktywnie pracującym zadem. Jej galop był płynny, idealnie trzytaktowy i po raz kolejny po idealnie prostej linii. Żuła wędziło widocznie swobodnie wchodząc na koło, na którym wygięła się wokół łydki Christiana, idąc aktywnym zadem za wyginającym się przodem. Nie straciła na tempie ani technice, dodatkowo nie zdażył się nawet moment, kiedy by wypadła zadem, co zdażało się jej stosunkowo często.
Kolejne wejście na przekątnął było widocznie gorsze od serii ładnego galopu, klaczy zagryzła wędzidło, spięła grzbiet i wpadła tylnymi nogami pod kłodę, przodem z resztą nie nadrabiała urokliwości przejścia. Po raz kolejny należy gratulować dla dużych umiejętności Levrull'a, który uspokoił klacz a ta przeszła już do mniej nerwowego kłusa roboczego. Nie zagryzała już wędzidła, choć jej ruch też nie był tak atrakcyjny wizualnie jak na przykład. na treningach.
Wchodząc na nową przekątną przeszła do wyciągania się. Widocznie rozciągnęła się wyrzucając nogi, choć prócz nerwowego strzygania uszami klacz nie wyrzucała ich na tyle, ile potrafiła. Wręcz przeciwnie - szła w sporym, lecz nie maksymalnym wykroku, ale za to w idealnym rytmie i ustawieniu. On sam zdenerwowany nie był, lecz ona nie pałała pełnią szczęścia a raczej odwagi. Wbrew pozorom całe zajście z zawodami było dla niej bardzo stresujące, stąd zachowanie takie a nie inne.
Po raz kolejny trafili na linię środkową. Teraz, mimo końca, było po klaczy widać znacznie większe zdenerwowanie. Czując łydki Christiana odchodziła od nich tym samym gubiąc lekko na ustawieniu i prostej linii. Mimo to miała rozluźniony grzbiet, aktywny zad i odpowiednią pozycję ciała. Skupiła się na właścicielu po otrzymanych z jego ciała sygnałach i płynnie zatrzymała we wskazanym miejscu, nie wpadając przy tym tyłami pod kłodę i zachowując nienaganną postawę i nieruchomość. Ot, też chciała się popisać. Przynajmniej dostała z tego profity, gdyż po wyjechaniu na długiej wodzy z czworoboku czekały na nią smaczki i pochwała ze strony jeźdźca, normalnie warte więcej niż 1000 słów.
/z.t
_________________



Let's grab our gold switchblade.....
...........And make us a blood pact, babe

Would you kill, kill, kill for me? I love you enough to ask you again
......Would you kill for me?» Christian

...Bloody noses are just like roses
.....But what happens when we are betrayed?

Would you drag him to the shed
.......And unload six rounds in their fucking face?» Chris, Brian, James

Sideways for attention, longways for results. Who are you going to cross?
» 1 miejsce WKKW - Entry pod Chrisem
» 3 miejsce WKKW - Entry pod Chrisem
» 3 miejsce ujeżdżenie - klasa L pod Chrisem

paszport wizerunek



 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2017-06-30, 13:13   

Ogier niewątpliwie miał potencjał i bardzo reprezentacyjny ruch, dzięki czemu z pewnością w przyszłości podbije bardziej prestiżowe czworoboki. White czerpała przyjemność z możliwości współpracy z nim, aczkolwiek jednocześnie przez cały czas odczuwała niedosyt. Zaczynała pluć sobie w brodę, że nie poświęciła Belvedere więcej czasu przed zawodami i nie próbowała bardziej się z nim zgrać. Z pewnością wtedy wypadliby dużo lepiej, a White wiedziałaby jak poradzić sobie z rzekomo prostymi ale jakże ważnymi problemami. Tak czy siak, czasu cofnąć nie mogła, więc pozostało jej jak najlepiej zakończyć ten przejazd.
Na środku krótkiej ściany posłała ogiera do kłusa roboczego, chwilę wcześniej uprzedzając go półparadą. Skumulowała w nim energię, by precyzyjnie w punkcie otworzyć rękę i pozwolić mu wyjść do przodu z zadu. I chociaż kopytny prawidłowo zareagował na pomoce dziewczyny i nie spóźnił się z przejściem, to w dalszym ciągu brakowało w nim lekkości, płynności i równowagi. Nieco gorzej było z zagalopowaniem, które Elizabeth miała wykonać w narożniku. W tym przypadku również nie oszczędziła kopytnemu półparady, następnie aktywizującą łydką i wypchnięciem bioder prosząc go o galop. Dzięki lekkiemu skierowaniu obręczy miedniczej do wewnątrz i odpowiedniemu ustawieniu łydek, gniadosz od razu poszedł na dobrą nogę. Niestety samo przejście było spóźnione, jako że Belvedere początkowo przyspieszył kłus, a dopiero za sprawą mocniejszego impulsu spełnił oczekiwania amazonki. White od pierwszej chwili usiłowała ustalić z nim odpowiednie tempo i formę galopu, który nie był idealny poprzez wyczuwalne usztywnienie grzbietu. Oprócz pilnowania prawidłowej sylwetki konia, nie zapominała również o swojej postawie, usiłując się nie garbić (co czasami jej się zdarzało) i maksymalnie rozluźnić. Miękko podążała biodrami za ruchem gniadosza, nieustannie podpierając go łydką co by się nie rozpadł i utrzymując elastyczny kontakt z pyskiem ujeżdżeniowca.
Na środku dłuższej ściany sprowadziła KWPN na obszerne, dwudziestometrowe koło. Podczas tej figury subtelnie pracowała z kopytnym na ręce, nieustannie pilnując zarówno odpowiedniego zgięcia jak i rysunku. Po powrocie na ścianę sylwetka gniadosza uległa małej, aczkolwiek pozytywnej zmianie. Ogier ładniej się zaokrąglił i odrobinę bardziej zaangażował zad, co naturalnie cieszyło Kanadyjkę. Dalej kawałek poruszali się po ścianie, aż White ściągnęła kopytnego na zmianę kierunku przez przekątną. Podobnie jak w kłusie, w tym przypadku również zamknęła go w korytarzu z pomocy, usiłując wytyczyć prostą, precyzyjną linię. Po przekroczeniu punktu X, wyznaczającego środek czworoboku, zblokowała kręgosłup, cofnęła łopatki i sprowadziła Belvedere do kłusa, w którym początkowo trochę się rozpadł. Na tym krótkim odcinku poprawiła jakość ów chodu na tyle, ile było to możliwe, by w literce M na nowo zainicjować galop - tym razem na lewą nogę. El od samego początku dużą uwagę przywiązywała do narożników i jej nastawienie nie zmieniło się nawet na chwilę. Za każdym razem dbała, by KWPN prawidłowo wpisywał w nie swoje ciemne cielsko, skrupulatnie podpierając go przy tym łydkami.
Po drugiej stronie czworoboku - w literce E - wykonali analogiczne do poprzedniego, dwudziestometrowe koło, podczas którego zawodniczka na moment zahaczyła o przeciwległą ścianę czworoboku. Prowadziła ogiera na zewnętrznej wodzy, pilnując by prawidłowo ją wypełniał. Czuła poprawę w porównaniu z pierwszymi figurami, a nieparzystokopytny z każdym łukiem coraz lepiej i precyzyjniej się wyginał. Następnie w F skierowali się na kolejną przekątną z tą różnicą, że po przejściu do kłusa już w nim pozostali. W ten sposób przejechali aż do M, by wykonać ostatni przedostatni element parkuru, który poprzednio nie poszedł im rewelacyjnie. Tym razem było podobnie, bo usztywnienie nie pozwalało ogierowi osiągnąć prawidłowego kłusa pośredniego i wydłużyć wykroku tak, jakoby życzyła sobie tego zawodniczka. Na ścianę wrócili kłusem roboczym i kawałek dalej White skierowała gniadosza ponownie na linię środkową, by na jej środku wykonać zatrzymanie. Po raz drugi ukłoniła się sędziom i wtem na długiej wodzy sprowadziła ogiera z czworoboku.

z/t
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2017-07-03, 01:37   

Z Otellem vel Synkiem Aaren pracowało mu się dobrze, nie zawsze było łatwo ale chyba nie o to też chodzi, żeby wszystko szło jak po maśle. Gniadosz był bez wątpienia ujeżdżeniowym talentem ale brakowało mu po prostu lepszego obycia z atmosferą zawodów... i w ogóle z życiem, nie dość, że sam miewał problemy z ogarnięciem samego siebie to jeszcze mama go w tym wspierała. :lol2: Na szczęście jednak Luczek miał tutaj inne podejście i próżno było w nim szukać negatywnych emocji takich jak chociażby zwątpienie, dlatego, mimo że Otello pozostawał dla niego wyzwaniem, dogadanie się z nim nie było niemożliwe i jakoś się to zawsze układało. Podczas rozgrzewki brunet nie mógł dopuścić do zmęczenia ogiera, tak samo jak konieczne było, aby nie zaniedbał żadnego z istotnych elementów i aby jednak stworzył "swojemu podopiecznemu" okazję do wyzbycia się części stresu podczas wprowadzenia do pracy. W efekcie z rozprężalni wyjechał na w dalszym ciągu mocno rześkim, ale nie przesadnie fisiującym od emocji koniu. Skorzystał z możliwości objechania czworoboku, do czego pokierował zdaje się wnuczka Wiśni w kłusie. Naturalną rzeczą było, że już od teraz zostawał w pełnym siadzie, który ze względu na Luczkowe rozluźnienie nie powinien być dla gniadego utrudnieniem w poruszaniu się. Prowadził go równomiernie przyłożonymi pomocami dookoła białych szranek by pod koniec tego objazdu nawrócić ogiera w stronę stworzonego w A wjazdu do wnętrza czworoboku. Bardzo uważał na to, aby od żadnej strony nie docisnąć go mocniej łydką, aby się nie przekrzywić w siodle, wiedział w końcu, jakie to gniade piekielnie wrażliwe. Udało mu się dziś wypracować fajny, stabilny kontakt, dzięki czemu czuł, że znacznie łatwiej przyjdzie mu staranie o równe tempo podczas przejazdu, jako że konie zwykle czują się pewniej mając dobre, przyjemne oparcie na wędzidle. Na kilka kroków przed X szykował go półparadami do zatrzymania, tak aby dociążenie zadu oraz zamknięcie w pomocach nie okazało się dlań zaskoczeniem w punkcie środkowym, co utrudniłoby poprawne przejście do stój. Chociaż nie zrobił tego chaotycznie, to jednak skłonił się sędziom dosyć pospiesznie aby jak najprędzej wziąć wodze z powrotem w obie ręce. W ponownym ruszeniu młody Rohan nieco uprzedził jego pomoce, niemniej jednak Luczek szybko się do tego "dograł" żeby odpowiednio dojechać ogiera do ręki, którą mimo wszystko zachęcał go do bardziej okrągłego ustawienia niż to mające towarzyszyć zebraniu. Sugarman był zdania, że to jeszcze nie musi być ten moment, aby prosić Otella o poruszanie się z potylicą w najwyższym punkcie, bo zbyt łatwo jeszcze dochodziłoby tu do spięcia i odgięcia pleców a także gorszej pracy zadu. Dlatego nie krępował się z takim a nie innym podejściem, bo jednak wolał prezentować konia okrągłego i rozluźnionego niż "pięknie ustawionego". Nie pozwolił mu na poczucie się samotnym kiedy zbliżali się w stronę budki sędziowskiej stojącej kilka metrów od czworoboku w literze C, dojeżdżał go na wprost niemal do samego końca środkowej linii by na kilka metrów przed ścianą ustawić go już lekko na prawo a dopiero następnie wygiąć wokół prawej łydki w zakręcie właśnie na tę stronę. Cały czas posyłał mu swobodny impuls do podtrzymania chodu jednocześnie od zewnętrznej strony ograniczając go na łuku. Nie tłamsząc go pomocami prowadził ogiera po ścianie by przy literze B dość subtelnie odbić do wewnątrz na to mniej więcej odmierzone piętnastometrowe koło, po którym powrócili na ślad niemalże dokładnie w tym miejscu, w którym rozpoczęli tę figurę. Dalej poruszali się po pierwszym śladzie i w razie potrzeby (tzn w razie usztywnień) Luke nie bał się ustawić gniadego nieco wyraźniej do wewnątrz chcąc w ten sposób ułatwić sobie szybsze zachęcenie go do powrotu do bardziej okrągłej sylwetki, o którą oczywiście dbał w pierwszej kolejności łydką oraz dosiadem, niemniej ręka, choć delikatna, nie była przecież bez znaczenia. W oba narożniki nie wpychał go przesadnie, ale też nie ścinał ich z premedytacją, starał się pokierować Rohana do wyjechania ich w zadowalającym stopniu by po drugim z nich, przy literze K, w ogóle odbić na przekątną w stronę M. Na tej przekątnej także, poza tym, że dbał jak mógł o wyprostowanie i niezbaczanie z linii, wysłał gniadosza wyraźniej do przodu bardziej otwartym dosiadem, który wraz z działaniem łydek wskazywał jeszcze bardziej na ruch do przodu, podczas gdy ręka nieco przesunęła się w stronę pyska umożliwiając wydłużenie sylwetki odpowiadające kłusowi pośredniemu, aczkolwiek zawodnik wolał posłać go mimo wszystko mniej naprzód w zamian za pozostanie przy stanie kontrolowanej jazdy. Niezależnie od stopnia wysłużenia wykroku, pod koniec przekątnej półparadami rozpoczął proces przywracania go do roboczego tempa, którym później pokonali kolejnych ileś (nie chce mi się liczyć) (no dobra, jakieś 45) metrów na pierwszym śladzie, naturalnie po drodze stawiając czoła kolejnym dwóm narożnikom. Analogicznie jak za pierwszym razem pokierował ogiera przy literze E na koło w lewo o średnicy koło tych 15 metrów, po czym oczywiście wrócili na ścianę by lecieć dalej z tym koksem. Delikatnie sprężynując piętą zapewniał młodemu ujeżdżeniowcowi poprzez elastyczną pracę swojego ciała niezblokowany, zrównoważony dosiad oraz swobodnie przylegające do boków konia łydki, które w żadnym razie nie ściskały monotonnie, a działały impulsami. Narożnik za literą K wykorzystał do wyraźniejszego dociążenia wewnętrznej zadniej nogi jako że właśnie temu sprzyjały łuki, co umożliwiło mu precyzyjne a w żadnym razie siłowe zatrzymanie na wysokości litery A. Oczywiście poza samym dociążeniem zadu wysyłał mu też półparady i tylko dzięki temu pełna parada mogła dojść do skutku. O ile stanięcie równo na czterech nogach nie okazało się tu wyzwaniem, to jednak kogoś przerosło trochę odczekanie pięciu sekund w nieruchomości i próbę ruszenia, chociaż stłumioną jeszcze prawie na poziomie komórkowym, po prostu dało się zauważyć nieomylnym sędziowskim okiem. Ostatecznie Luke puścił Otella do ruszenia stępem, jednakże nie był skory do natychmiastowego oddania mu wodzy na tyle, by ten mógł od razu pokazać się w pełnym tempie pośrednim. Sugarman raczej rozciągnął nieco w czasie to przesuwanie ręki do przodu, przy czym nie zapomniał o konieczności ciągłego wysyłania ogiera do przodu, dzięki czemu oszczędził im możliwego błędu w takcie, który lubił się pojawiać gdy koń chętniej poszedłby kłusem i nawet podjąłby taką próbę na pół kroku. Po wyjeździe z narożnika przy literze F skierował go raz jeszcze na przekątną, używając do tego głównie ograniczenia oraz zepchnięcia idącego od zewnętrznej łydki oraz wodzy. Rytmicznie i niewymuszenie utrzymywał płynne kołysanie bioder, podczas gdy jego sylwetka pozostawała reprezentacyjnie wyprostowana. Wróciwszy na ścianę i mając już wyjechany narożnik za literą H minimalnie go skrócił dociążając odrobinę bardziej kości kulszowe oraz przymykając co krok kolano, tak żeby móc Otella posłać delikatnym impulsem do kłusa przy literze C i od razu mieć go bardziej przy sobie w tym wyższym chodzie.
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Belvedere
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 8 lat [28.04.2012]
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm

Ostatni trening: teren - Monroe
Właściciel: Ruth Kravchenko
Cena: £2550

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137
Doświadczenie z lonżowania: 54
Kondycja: 33
Szybkość: 15
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2017-07-03, 14:38   

Niestety talent nie mógł zastąpić przygotowań. Niewątpliwie będzie to cenna lekcja dla Elizabeth, bo sam ogier przecież nie patrzył na ich przejazd w ten sam sposób. Nie zdawał sobie sprawy z popełnianych błędów lub niedociągnięć - dla niego liczyło się tylko to, że musi wykonać swoją pracę jak najlepiej potrafi, bo potem zapewne czeka go nagroda, a dla nagrody zawsze warto się postarać.
Kończąc stępowanie w połowie krótkiej ściany, płynnie przeszedł do kłusa. Jego szybka reakcja nie była jednak w stanie w pełni zatuszować innych problemów, takich jak czające się w mięśniach, nie do końca zwalczone spięcie. W dalszym ciągu nie prezentował swoich umiejętności w pełni, ale nie wynikało to z niechęci - po prostu miał gorszy dzień, ułożyło się tak, a nie inaczej. Chwilę później nastąpiła prośba o zagalopowanie. Jako że Belvedere miewał jeszcze drobne problemy z równowagą, które w połączeniu ze sztywnością ograniczały mu swobodę ruchów, to było ono lekko spóźnione. Ostatecznie jak wszedł w galop z dobrej nogi, już w nim z pomocą Elizabeth starając się poprawić jego jakość. Do sukcesu było jednak konieczne zaangażowanie obu stron. Poprzez działania podjęte przez Elizabeth, gniademu udało się lepiej zrównoważyć, co z kolei zaowocowało lepszą pracą zadu, którym zaczął się mocniej pchać; w rezultacie także akcja przodu się poprawiła, jako że stał się on lżejszy i otwarty, umożliwiając Belkowi galop w równowadze. W takich lepszych chwilach, jak ta, udawało mu się pokazać cały swój potencjał - po płaskim galopie z początku nie było już śladu, teraz galopował znacznie lepiej, robiąc okrąglejsze foule. Sytuacja dodatkowo się poprawiła po wykonaniu koła o średnicy dwudziestu metrów, na którym gniademu było prościej się "zebrać" i rozluźnić. Przeżuwając kiełzno, wygięty od wewnętrznej łydki wykonał wspomnianą figurę, by następnie z powrotem wyjść na ścianę. Nie było mu jednak dane dłużej prezentować swojego wspanialego galopu, bowiem program przewidywał w niedalekiej przyszłości zmianę kierunku, w której skład wchodziło przejście do kłusa. Wyprowadzony przez Elizabeth na przekątną, całkiem popranie trzymał się wyznaczonej linii, śmiało i chętnie galopując na wprost. Tuż po przekroczeniu punktu środkowego ogier otrzymał sygnał zwalniający go do kłusa, co wykonał dość chaotycznie jak na niego. Szybko się jednak zreflektował, ponownie skracając sylwetkę na wskutek mocniejszego podstawienia zadu, co pozwoliło mu też na lepszą prezentację ruchu. W ten sposób pokonał drugą połowę przekątnej, by w narożniku ponownie wejść w galop, tym razem na lewą nogę. Tym razem przejście było ciut lepsze, głównie za sprawą tego, że także jakość kłusa sprzed zagalopowania była lepsza niż ostatnio. Narożnik pokonał prawidłowo, wyginając się w łydkach amazonki, które prowadziły go na miarę swoich możliwości. Galopując w równowadze i stałym tempie, niebawem znalezł się w połowie długiej ściany, gdzie wykonał kolejne koło o średnicy dwudziestu metrów, ponownie nie zawodząc zawodniczki w tej kwestii. Jego problemy z równowagą nie były aż tak duże i częste by non stop się na czymś wykładał, toteż nakreślona przez nich figurała okazała się prawdziwie kształtna, a Elizabeth dodatkowo udało się poprawić stopień rozluźnienia gniadosza, który niósł ją teraz całkiem przyjemnie. Jak łatwo było się domyśleć, program przewidywał następnie kolejną zmianę kierunku poprzez przekątną - tym razem jednak ogier po przejściu do kłusa pozostał w nim już do końca, by przy okazji ponownego wejścia na przekątną zaprezentować kluś pośredni. Po raz kolejny nie był on jednak rewelacyjny ze względu na niejednokrotnie wspomniane przygotowanie i rozluźnienie ogiera, aczkolwiek nie warto było zawracać sobie tym głowę. Wraz z powrotem na ścianę, Belvedere powrócił do roboczego tempa kłusa, którym niebawem został zebrany na linię środkową czworobku, a tam zatrzymany w jej połowie - po raz kolejny całkiem elengacko, bo płynnie i równo. Po chwili nieruchomości odpowiedział na łydkę i stępem zszedł z czworoboku, wypuszczając nos do dołu. /zt
_________________

☆・゜・。・゜。・。・゜★
i am a rising star and i am very hot at the moment
you have to rely on the experience that you have
which is bigger than mine and don't give up

- ̗̀ ☆ I CAN AND I WILL. WATCH ME ☆ ̖́-

∞ ∞ ∞
 
     
Naomi Eaton
Instruktor
★


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat (07.07.1993)
Wzrost: 174 cm

Ostatni trening: 05.2020 - skokowy - Angel's Wings
Podopieczny: Friskey Whiskey, Angel's Wings, Dark Princess Intentians, Maebashi, Charmeur - konie; Flava, Java - kotki.
Pieniądze: £3514

Punkty doświadczenia: 264
Skoki: 94
Ujeżdżenie: 50
Cross: 84
Obycie z koniem: 36


Wysłany: 2017-07-03, 20:19   

KLASA L - RED HOT CHILI

W innych okolicznościach zapewne poprawiłaby zagalopowanie, ale teraz zwyczajnie nie było na to miejsca ani czasu; musiała sobie zatem poradzić inaczej, mianowicie poprzez stanowcze podparcie klaczy wewnętrzną łydką, które miało na celu podtrzymanie galopu. Z czasem udało im się ustalić nowy, właściwy galopowi rytm, dzięki czemu samo przejście zebrało gorsze noty, a sama Chili mogła zaplusować jakością swojego chodu, któremu nie można było nic zarzucić. Kolejno program przewidywał koło w połowie długiej ściany, którego wykonanie nie stanowiło dla ich dwójki najmniejszego problemu - Naomi precyzyjnie wykonała jego rysunek, jednocześnie przyzwoicie wyginając klacz; wewnętrzną łydką w dalszym ciągu podtrzymywała galop, natomiast zewnętrzną pilnowała zadu Papryczki, nie pozwalając mu na zboczenie z wyznaczonego śladu. Jednocześnie wewnętrzną wodzą subtelnie prosiła kasztankę o zaokrąglenie się, podczas gdy zewnętrzna wodza pilnowała by powstałe zgięcie nie było za mocne, a także odpowiadała za prowadzenie klaczy we wskazany sposób.
Zamknąwszy koło, jeszcze przez chwilę kontynuowała galop wzdłuż ściany, by niebawem zmienić kierunek przez przekątną. Tak jak przedtem w kłusie, teraz także pilnowała Chili w łydkach, by uniknąć niechcianego skrzywienia sylwetki. Zanim znalazła się w połowie przekątnej, półparadą uprzedziła klacz o nadchodzącej zmianie, jaką było przejście do kłusa na parę kroków, potrzebne im do nowego zagalopowania, tym razem na lewą nogę, co miało miejsce w literze M. Ponownie wysłała klaczy krótką półparadę, po której cofnęła jedyną łydkę za popręg, a następnie obiema ścisnęła lekko jej boki by przy jednoczesnym wypchnięciu z bioder posłać Chili do wyższego chodu. Tym razem udało im się uniknąć wybicia z rytmu, dzięki czemu klacz od pierwszego kroku galopu miała szansę zaprezentować swoje możliwości w pełni, niczym nieskrępowana. Naomi starała się jej przeszkadzać, co zresztą wychodziło jej całkiem dobrze; podczas przygotowań do tych zawodów zdążyła wyczuć ruch Chili i przywyknąć do niego na tyle, by teraz jej nie zawieść. Po wyjściu z kolejnego narożnika - który swoją drogą został wyjechany odpowiednio głęboko, z zachowaniem wygięcia - Naomi wyszła na długą ścianę, w której połowie było przewidziane koło analogiczne do tego, które robiły przed chwilą, jadąc na drugą stronę. W tym przypadku doświadczenie Naomi ponownie nie zawiodło; koło było kształtne i o wymaganej średnicy, co ciężko byłoby zepsuć biorąc pod uwagę fakt, że dotykało przeciwległej ściany. Dobra passa utrzymywała się do kolejnego przejścia, które nastąpiło niewiele później, tuż po tym jak blondynka domknęła koło i doprowadziła Chili do litery F, skąd zabrała Chili na jedną z dwóch ostatnich przekątnych w tym programie. W wykonaniu była ona podobna do poprzednej, lecz po przejściu do kłusa, klacz miała już w nim pozostać do samego końca; przejście do niższego chodu wyszło tym razem płynnie, bez niepotrzebnych zgrzytów, które mogłyby rzutować na rozluźnienie kasztanowatej. W rezultacie Naomi miała czas by przygotować się do kolejnego elementu, jakim było przejście do kłusa pośredniego na kolejnej przekątnej - dotąd Chili szła równo, rytmicznie, więc blondynka miała dobrą bazę do tego, by we wspomnianym punkcie czworoboku wypuścić klacz do przodu poprzez natężone działanie dosiadu, zamknięcie jej w łydkach i lekkie przesunięcie dłoni do przodu. Wracając na ścianę, ponownie skróciła ją do kłusa roboczego, którym następnie skierowała Chili na linię środkową, by w jej połowie wykonać w pełni poprawne zatrzymanie. Elementem końcowym przejazdu był ukłon ze strony Naomi, która następnie dała klaczy łydkę do stępa i opuściła czworobok na długiej wodzy, głaszcząc Chili po szyi. /zt
 
     
Red Hot Chili
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 7 lat [2.06.2011]
Rasa: Reński Koń Gorącokrwisty
Wzrost: 174 cm
Właściciel: Jessica Reese
Cena: £2450

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 59
Doświadczenie z lonżowania: 48
Kondycja: 49
Szybkość: 10
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2017-07-03, 23:47   

Galopując dalej, wciąż nie chciała przyjść do ręki, nawet pomimo podpierających ją pomocy. Utrzymywała, co prawda galop, ale nie był on zaprezentowany pełnią jej możliwości. Dopiero po wejściu na koło, klacz zaczęła znacznie swobodniej galopować i równoważyć się samodzielnie. Działania Naomi przyniosły zamierzony skutek, dzięki czemu Chili rozluźniła się podczas wyjeżdżania wolty, chętnie przychodząc do ręki i zaczynając żuć wędzidło, co przełożyło się nie tylko na precyzję rysunku, ale i jakość galopu.
Wychodząc na prostą, niosła Naomi przyjemnie na swoim grzbiecie, obszernie zagarniając przodami kolejne metry podłoża. Po wejściu na przekątną czworoboku nastawiła uszy do przodu, parskając krótko i przechodząc do kłusa, po którego paru krokach znów zagalopowała tym razem na drugą nogę, prawidłowo odczytując zastosowane pomoce, przez Naomi. Lekkie półparady pozwoliły klaczy utrzymać skupienie, dzięki czemu same przejścia były znacznie lepsze niż w pierwszej części przejazdu. A to znów przełożyło się, na jakość galopu, który teraz Chili mogła zaprezentować w pełnej okazałości. Galopując efektownie, poruszała się z ogromną swobodą i naturalną tendencją galopu pod górę, tak naprawdę brakowało w tym jeszcze efektu wow, ale nawet pod niedoświadczonym jeźdźcem, klacz prezentowała swój niesamowity talent i jakość chodów.
Wyjechanie wolty znów wypadło prawidłowo, dzięki czemu dziewczyny zapunktowały znów, nadrabiając wcześniej stracone punkty. Na dole Chili rozluźniała się jeszcze chętniej i poruszała swobodniej, miękko niosąc amazonkę na swoim grzbiecie. Wychodząc z koła na prostą, a następnie na przekątną wciąż utrzymywała dobry galop w równowadze. Samo jej zachowanie i odpowiednio zastosowana półparada przed przejściem sprawiła, że ruda płynnie weszła w kłus roboczy, poruszając się cały czas w równowadze i rozluźnieniu.
Bardzo chętnie reagując na angażujące ją w kłus pośredni pomoce, wyraźnie poszerzyła ramy w kłusie, energicznie idąc od zadu naprzód. Cały czas pozostawała w zebraniu nie uciekając, ani nie spiesząc zbyt mocno, wychodząc nosem przed pion wyraźnie dążyła przed siebie.
Skrócona do kłusa roboczego przeszła do niego w równowadze i spokojnie, nie uciekając od kontaktu, jaki cały czas oferowała jej Naomi. W miarę rozluźnienia dziewczyny, klacz sama się uspokoiła i już do końca przejazdu swobodnie i lekko poruszała się kłusem. Wyjeżdżając na linię środkową zatrzymała się w literze X i po wykonaniu ukłonu przez Naomi ruszyła swobodnie stępem na długiej wodzy opuszczając czworobok razem z blondynką.

/zt
_________________



Kuta na przody, ostatnia wizyta kowala - 21.01.2020.
 
     
I So Bad
Multichampion
Ujeżdżeniowiec
Devil in disguise.


Płeć: klacz
Wiek: 16 lat (22.01.2004)
Rasa: Koń holsztyński
Wzrost: 176 cm

Ostatni trening: 02.02 - teren - Tony
Właściciel: Jessie
Cena: £6950

Doświadczenie w skokach: 90
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 349
Doświadczenie z lonżowania: 100
Kondycja: 107
Szybkość: 64
Klasa startów: Ujeżdżenie: CS

Wysłany: 2017-07-04, 14:06   

Cała rozgrzewka przebiegała nie tylko w spokoju, ale również w całkowitym rozluźnieniu. Obyta z atmosferą zawodów klacz, zupełnie nie przejmowała się otoczeniem ani obecnością innych koni. W pełni skupiona na swojej właścicielce z zaufaniem pozostawała na kontakcie pozwalając Jess kontrolować każdy swój pojedynczy ruch. Kruczoczarna sierść lśniła w świetle, dodając karej jeszcze więcej elegancji i gracji. Sam sposób poruszania się Bad wprawiał zachwyt, a cała otoczka wyglądu konia jak i jeźdźca jeszcze mocniej doprawiała ten i tak już niemal idealny obrazek.
Ogromna ekspresyjność ruchów klaczy stanowiła dodatkowy atut, ale też i problem, utrzymanie jej w ryzach i odpowiednia kontrola tak efektownie ruszającego się konia stanowiła jeszcze większe wyzwanie. Zapieniona na pysku niosła miękko amazonkę na swoim grzbiecie, wyraźnie wkraczając zadem pod kłodę z zachowaniem okrągłej i krótkiej sylwetki. Po okrążeniu czworoboku w galopie zebranym wkroczyła pomiędzy szranki czworoboku, czując się w tym miejscu jak ryba w wodzie.
Całkowicie rozluźniona niosła luźno uszy oraz gęsty ogon, galopując spokojnie i równowadze dotarła na sam środek czworoboku uważnie słuchając pomocy stosowanych przez brunetkę, która przesyłała jej jasne i precyzyjne sygnały. Idąc równo i prosto nie uciekała na boki, pilnie podtrzymywana przez obie łydki galopowała równo, efektownie zagarniając przodami podłoże pod sobą.
Uprzedzona delikatnymi półparadami wzmogła wyraźnie swoją czujność, dzięki czemu samo zatrzymanie idące od dosiadu i domykające ręką wyszło perfekcyjnie. Mocno wyczulona na pomoce, reagowała nawet najmniejsze zmiany w usadzeniu w siodle, dlatego każda z użytych pomocy musiała zostać zastosowana bardzo subtelnie i dokładnie tak jak powinna. Stojąc równo na czterech kończynach przeżuła wędzidło wzrokiem dopiero teraz obłapiając otoczenie, nie zaspała jednak z odpowiedzią na łydkę.
Poproszona o kłus ruszyła nim spokojnie do przodu, prezentując wyraźną kadencję, samoniesienie się i swobodę ruchu, rozluźniona w potylicy miękko i subtelnie żuła wędzidło mając nieustanny kontakt z ręką Jessie. Wyjeżdżając narożnik, wygięła się elastycznie wokół wewnętrznej zginającej lewej łydki i zewnętrznej zamykającej prawej, prezentując wyraźne zgięcie w kłodzie. Po wyjechaniu narożnika w równowadze razem z brunetką skierowały się na przekątną, gdzie poproszona o kłus wyciągnięty klacz mocno wyszła do przodu, poruszając się nie tylko widowiskowo, ale i bardzo obszernym kłusem. Nos subtelnie wysunięty przed pion towarzyszył mocno pracującym tylnym kończynom i otwartej pracy wyrzucanych do przodu nadgarstków, poszerzenie ram w kłusie było wyraźnie widoczne i doskonale zaakcentowane. Swoboda dosiadu i rozluźnienie Jess pozwoliło uzyskać Bad naprawdę widowiskowy kłus, z którego w równowadze przeszła do kłusa zebranego poruszając się nim lekko i sprężyście aż do litery A, gdzie skręcając na linę środkową rozpoczęły ciąg najpierw w prawo. Wyraźnie krzyżując nogi klacz pozostawała w równowadze, nie tracąc samoniesienia się, głowę miała skierowaną w tą stronę, w którą wykonywały ciąg. Widowiskowa praca przednich kończyn dodawała całemu przejazdowi jeszcze więcej gracji i elegancji. Parskając głośno po skończeniu serii ciągów odbiła w prawo, wyjeżdżając narożnik kłusem zebranym, aby z niego przejść płynnie w pasaż.
Podbierające do góry działanie łydek Jess zostało bezbłędnie odczytane przez klacz, która przechodząc w pasaż miękko i z ogromną swobodą poruszała się z charakterystyczną fazą zawieszenia. Zachowując nienaganną równowagę ułatwiała pracę nie tylko brunetce, ale też i sobie, dzięki czemu przejście do piaffu nie było dla karej wyzwaniem. Wyraźnie obniżając zad, pozostawała w miejscu wykonując pożądaną przez właścicielkę liczbę kroków, swobodnie poruszała się w miejscu prezentując nie tylko wysoki poziom wyszkolenia, ale również ogromną dbałość o szczegóły i precyzję wykonywanych elementów. Z piaffu nastąpiło ponowne przejście do pasażu, niezachwiane niczym i wykonane równie dokładnie jak wcześniejsze. Prezentując nie tylko efektowną kadencję w kłusie oraz rozluźnienie klacz pokazywała swoim zachowaniem maksymalne skupienie i oddanie, na czworoboku była zupełnie innym koniem, chętnie współpracującym i odpowiadającym na wszystkie pomoce.
Po kilku krokach pasażu i powrocie na środek czworoboku nastąpiło ponowne przejście do piaffu, wykonanego równie perfekcyjnie jak poprzednio i powrót do pasażu, każde z przejść wykonane zostało w równowadze i harmonii jeźdźca z koniem, cała połowa przejazdu stanowiła zgraną całość i zapowiadało się, że kolejna połowa przejazdu również taka będzie.
Po przejściu z pasażu do stępa, Bad płynnie weszła w niższy chód spokojnie stępując już po przekątnej, wyciągając nos do przodu podążała za wędzidłem, prezentując rozluźnienie i swobodę ruchu mięśni grzbietu, wyraźnie przekraczanie i otwartość w łopatce. Poruszała się idealnie w linii prostej pozostając wciąż pod kontrolą zawodniczki.

/1-12
_________________

♕♕♕
they wanna make me their queen

♕ I M P R E S S I O N....S O N T E S I Q U E...B A L D V A R O ♕
mare ♕ 16 yo [22.01.04] ♕ holsteiner horse

Can you even see what you're fighting for? Bloodlust and a holy war.
o w n e r » Jessica Wrens ...
White lies, it's a man on fire, making love with the devil hurts
s t a l l i o n » Lockhard ♥ ......
Sometimes a certain smell will take me back to when I was young
.....................f r i e n d s » Riley, Jess, Jonah, Chris, Tony
Life throws you into the unknown, but stand or fall I will be right here.
f o a l s » ........................
♕ og. Perrault [o.Royal Cherry]
♕ og. Orchid of Rohan [o.Royal Cherry]
♕ kl. Illusion Sontesique [o.Weltstar]
♕ kl. Imagination Sontesique [o.Krugerrand]
♕ og. Lavard Sontesique [o.Lockhard]
♕ og. Fandango [o.Sleepwalker]


r e s u l t s ♕ d o c u m e n t s ♕ g a l l e r y

12.01.20 - podkucie na 4 kończyny

♕♕♕


@edit by Delfin only for I So Bad ♥
 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2017-07-04, 22:41   

Elizabeth nie ukrywała, że to właśnie w Devonie pokładała największe nadzieje na dobry przejazd. W końcu znali się najdłużej, regularnie trenowali i niejednokrotnie mieli okazję sprawdzić się na czworobokach. White wiedziała czego może się po nim spodziewać i jak radzić sobie w danych sytuacjach. Niestety nie zawsze wszystko szło tak, jakbyśmy tego chcieli, więc dziewczyna nie mogła mieć pewności ani o swoim sukcesie, ani o swojej porażce.
Po odstawieniu Belvedere do boksu miała chwilę przerwy. Pomogła w ubieraniu Devona, przygotowując mu świeżutki, biały komplet, w których zawsze wyglądał bajecznie. Lubiła zawody głównie z tego powodu - bo mogła z czystym sumieniem obkupić się w nowe szmatki i miała idealny powód, by wyprać i wyczyścić starsze łaszki. W końcu przed czujnym okiem jury musieli prezentować się idealnie, prawda?
Z wystrojonym Devonem przeszła na rozprężalnie. Tam sprawnie aczkolwiek porządnie się rozgrzali, White popracowała nieco nad rozluźnieniem, przejściami i reakcją na pomoce, po czym dała wałachowi ostatnią chwilę relaksu na dłuższej wodzy. Pierwsza fala stresu już minęła, więc teraz w kompletnym wyciszeniu czekała, aż po raz drugi zostanie wezwana na czworobok. A gdy to w końcu nastąpiło, zebrała wodze na kontakt i zainicjowała kłus, ów chodem kierując się na plac. Dwukrotnie okrążyła go dookoła, dokonując ostatnich poprawek przy ustawieniu izabelowatego, po czym wprowadziła go przez rozsunięte szranki na linię środkową. Już od pierwszych chwil pilnowała, by ten poruszał się po wytyczonym śladzie i nie uciekał jej na boki. Dopiero chwilę przed X posłała mu półparadę, by następnie usztywnić dolny odcinek kręgosłupa, odchylić się do tyłu i sprowadzić kopytnego do stój. Łydkami dopchnęła jego tylne nogi pod kłodę, pilnując przy tym by się nie skrzywił, aczkolwiek samo zatrzymanie wypadło całkiem przyzwoicie. Kanadyjka zebrała w jedną łapkę wodze i ukłoniła się w kierunku budki, już po chwili na nowo układając skórzane paski w palcach. Następnie przyłożyła łydki do boków andaluzytana i poprosiła o ponownie zakłusowanie, które niestety tym razem delikatnie im się obsunęło w czasie. Zawodniczka starała się jednak nie przejmować szczegółami i skupiać na elementach, które jeszcze ich czekały. Jednocześnie utrzymywała prawidłową postawę ciała, dziękując Bogu za miękkie i płynne chody Devona, które bardzo łatwo było wysiedzieć.
W C skręcili w prawo, a Elizabeth bardzo pilnowała wyjeżdżania wszelakich zakrętów, nieustannie oferując kopytnemu podparcie łydką. Nie zostali jednak na śladzie długo, bo po starannym wyjechaniu narożnika White wprowadziła Heira na przekątną. Tutaj również usiłowała wytyczyć precyzyjną linię, zamykając podopiecznego w korytarzu z łydek i wodzy. Pilnowała również by nie gasł i w pełni zaprezentował swoje finezyjne chody. Dalej czekała ich serpentyna o trzech brzuszkach, którą Kanadyjka rozplanowała w głowię już parę chwil wcześniej. Maślany był dość giętki, toteż nie obawiała się raczej samego wyjeżdżania zakrętów. I miała rację, bo stęp pośredni przy przycięciu linii środkowej sprawił im większy problem. Dziewczyna nie potrafiła zachęcić kopytnego do satysfakcjonującego wydłużenia wykroku, aczkolwiek zrekompensowali to niedociągnięcie płynnymi i niespóźnionymi przejściami.
Podobny problem ukazał się przy kolejnej przekątnej, podczas której mieli wykonać wydłużenie kroku w kłusie. Pomimo starań El nie mogła do końca otworzyć Devona, przez co ten nie krył terenu tak obszernie, jakoby sobie tego życzyła. Jedynym plusem był fakt, że nie usztywnił przy tym grzbietu, dzięki czemu zawodniczka w pełni mogła skupić się na tym, z czym mieli największy problem. W F pozwoliła mu wrócić do roboczego tempa by następnie kilkoma półparadami skupić uwagę izabelowatego na przejściu, które mieli wykonać. Precyzyjnie na środku krótkiej ściany White zsynchronizowanym ruchem bioder i aktywizującą pracą łydki poprosiła o zagalopowanie. Jednocześnie zachowała pomoce sugerujące wałachowi poprawną nogę. Chwilę wcześniej przygotowała go do zejścia ze ściany, więc galopem od razu zaczęli kręcić dwudziestometrowe koło. Brunetka podpierała ujeżdżeniowca łydkami, stosując cały szereg pomocy, który miał umożliwić im prawidłowe wpisanie się w łuk. Niestety zawodniczce nie udało się w pełni skorygować wypadającego zadu, bo po przejechaniu połowy figury mieli do zrobienia coś jeszcze. Zgodnie z planem oddała izabelowatemu wodze, by po chwili ponownie nabrać je na kontakt. Podczas tego prowadziła go łydkami, chociaż ten i tak delikatnie uciekł jej na zewnątrz.
Po wyjechaniu na długą ścianę od razu zmotywowała kopytnego do poszerzenia ram w galopie. Niestety - tutaj również pojawił się problem sprzed paru chwil, a Devon nie wyciągnął fouli tak, jakoby życzyła sobie tego jego właścicielka. Pod koniec prostej zaczęła go skracać i na szczęście do roboczej formy wrócili bez najmniejszego zawahania.

/1-8
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Devon Heir
Ujeżdżeniowiec


Płeć: wałach
Wiek: 10 lat
Rasa: koń andaluzyjski (pre)
Cena: £1700

Doświadczenie w skokach: 40
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 73
Doświadczenie z lonżowania: 37
Kondycja: 44
Szybkość: 33
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2017-07-04, 22:49   

Devon był koniem stuprocentowo bezproblemowym - nigdy nie robił jeźdźcom na złość, zawsze starał się wykonywać stawiane przed nim zadania z największą precyzją i zaangażowaniem, a gorsze dni w jego przypadku były niebywałą rzadkością. Współpraca z nim była naprawdę przyjemna, a już tym bardziej jeżeli dobrze się go znało, czym mogła pochwalić się Elizabeth. Wałach ufał kobiecie bezgranicznie, nigdy nie myślą o tym, ażeby zrobić coś wbrew niej. Z tego powodu ich wspólne treningi oraz uczestnictwo w zawodach wypadały całkiem nieźle, chociaż nie zdobywali miejsc na podium.
Po odpowiednim przygotowaniu jeszcze w stajni, a następnie po porządnym rozgrzaniu, wałach gotowy był do wkroczenia na czworobok. Atmosfera zawodów właściwie na niego nie wpływała, był do tego nastawiony zupełnie neutralnie i nie przeszkadzała mu nawet publiczność, którą zdawał się ignorować. Nie dawał się ponosić emocjom, ani nie denerwował się napływającymi zewsząd dźwiękami, będąc na to nieczuły. Liczyła się wyłącznie Elizabeth, na której był skupiony nawet podczas odpoczynkowego stępowania po rozprężalni. Czynność ta dość szybko się zakończyła. Nastąpiło to w momencie, gdy amazonka poprosiła wałacha o kłus, do którego przeszedł bez ociągania i bez utraty aktywności. Dosłownie moment zajęło mu wpadnięcie w odpowiedni rytm oraz ustabilizowanie tempa, a także ponowne wejście w ustawienie. Wszystko to utrwalił podczas ponownego okrążenia czworoboku konkursowego, a później skręcił ku szrankom i po chwili kierował się już w stronę środkowego punktu. Krok wierzchowca był płynny i miękki, tylne nogi poruszały się energicznie, dzięki dobrze podstawionemu zadowi wyraźnie wsuwając się pod kłodę. Zaś przednie kończyny unosiły się i opadały z lekkością. Grzbiet konia był całkowicie rozluźniony, szyję niósł lekko zaokrągloną, a pysk delikatnie spuszczony. Kierując się do litery X izabelowaty ufanie polegał na równomiernie rozłożonych pomocach, nie spływając na boki, a idąc prosto przed siebie. Dzięki półparadzie wykonanie pełnej parady było natychmiastowe, a jednocześnie nie gwałtowne. Devon zatrzymał się w wyznaczonym przez amazonkę miejscu, ustawiając się równo oraz zachowując pełnię równowagi. Tylne nogi gładko wsunęły się pod kłodę, stając dokładnie na dwóch tych samych liniach, na których znajdowały się przednie. Wierzchowiec odczekiwał cierpliwie moment zatrzymania, jednak kolejny sygnał blondynki z początku mu umknął. Na prośbę o ponowne ruszenie zareagował z małym opóźnieniem, ale później poruszał się z taką samą lekkością oraz płynnością, zupełnie nieprzejęty swoim wcześniejszym zagapieniem. Kierował się na sam środek krótkiej ściany, wykonując dokładny zakręt dopiero w tym momencie, w którym został o to poproszony. Wówczas wygiął ładnie swoje ciało, sprawnie owijając się wokół wewnętrznej łydki Elizabeth. Po paru krokach przyszło mu wykonać dokładnie tę samą czynność, więc wałach powtórzył zabieg sprzed chwili, tym razem starając się o dokładne wyjechanie narożnika, ażeby amazonka była z jego pracy zadowolona. Następnie wkroczył na przekątną. Dziewczyna nie musiała obawiać się o to, że wierzchowiec zacznie tracić impuls i zaangażowanie, bowiem ten stale poruszał się tym samym tempem, któremu nie można było niczego zarzucić. Po powrocie na ślad czekał go kolejny narożnik do wyjechania, a następnie zjazd na serpentynę. Izabelowaty faktycznie nie miał trudności z prawidłowymi wygięciami, bowiem z własnej natury był koniem dość giętkim i elastycznym, a dobrze rozgrzany potrafił dostosować się do każdego łuku. Wałach bez zbędnych problemów wpisywał się w łuki i sprawnie zmieniał swoje ustawienie ciała, nie zginając się przy tym nadmiernie, a przyjemnie dla oka, łagodnie skręcając się w kłodzie oraz szyi. Trudności zaczęły się dopiero przy zmianie chodu. Mniej wygodne było dla niego chodzenie w wyciągnięciu, niżeli bardziej zebranym kroku, dlatego odrobinę nie dogadał się z amazonką. Opornie wykonał jej prośbę, nie poszerzając swoich ram tak dobrze, jak mógłby to zrobić, gdyby nie doszło do małego nieporozumienia. Tak czy inaczej - jak już zostało wspomniane - nadrobili to w miarę sprawnie, prezentując nienaganne przejścia. Podczas kolejnego pokonywania przekątnej znów wkradło się niepowodzenie. Wałach ponownie niechętnie i nie bardzo wydłużał swój krok, za to zachowywał wyprostowaną sylwetkę i nie uciekał na boki. Po powrocie na ślad Devon swobodnie powrócił do roboczego tempa, któremu już nic nie można było zarzucić. Następnie wyjechał narożnik i we wskazanym przez Elizabeth miejscu rozpoczął galop. Przejście było płynne, a samo wejście w wyższy chód dynamiczne. Owa dynamika została zachowana podczas dalszego galopowania po kole. Przody wierzchowca poruszały się z lekkością, zaś zad był wyraźnie podstawiony, wyraźnie pchał się nim do przodu, jednocześnie odciążając przedni odcinek ciała. Jednocześnie wierzchowiec bardzo ładnie wpisywał się w łuki, początkowo nie wypadając przy tym ani łopatką, ani dobrze zebranym i zaangażowanym zadem. Problemy z uciekającym tyłem zaczęły się dopiero później, kiedy amazonka oddała mu wodze, a kolejno zaczęła je nabierać. Wówczas izabelowaty nie skupił się tak mocno na swoim zadaniu i odrobinę wypadał z łuku zadem. Po wjeździe na długą ścianę kopytny znów odmówił współpracy. Nie wynikało to z jego kaprysu, tutaj ewidentnie chodziło o jego niechęć do wydłużania kroku, które nie wychodziło mimo starań zarówno dziewczyny, jak i jego. Jednak kiedy na nowo został zebrany, dalej poruszał się już zupełnie naturalnie i bez zgrzytów.
_________________

[rezerwuję wizerunek konia Bolero de Sierra Morena][paszport]
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2017-07-05, 00:25   

Te zawody były debiutem dla młodego Lavarda, stąd też brunet nie podchodził do nich ani trochę ambicjonalnie, po prostu chciał zadbać o rozwój wierzchowca i w związku z tym także już teraz rozpocząć okres dostarczania mu większej dawki emocji związanej z wyjazdami by w ten sposób stwarzać okoliczności do weryfikowania przez taką a nie inną sytuację, jak naprawdę się dogadują. Cóż, na pewno z Czarnym Księciem kolorowo nie było nawet przed znalezieniem się Luczka w siodle, w ramach rozprężenia wsiadł odpowiednio wcześniej by móc przez dłuższy czas karego rozstępować a dopiero później zabrać się za rozgrzewkę, dzięki czemu chyba tak naprawdę obyło się bez "rewelacji". Niemniej jednak koń pozostał elektryczny jak zawsze, bo jego jeździec też go nie męczył umyślnie, dlatego mimo wszystko musiał się mieć na baczności, bo nawet jeśli chciał, aby to wszystko było dla ogiera tylko treningiem, to jednak miał to być sensowny i dobry trening, bo po co robić inny? :lol:
Sprawnie balansując dosiadem w kłusie ćwiczebnym pojawił się na swoim Paniczu przy czworoboku, wokół którego pokierował swojego dzielnego rumaka, celem pokazania mu, że przecież wszystko ok, no bo popatrz, wygląda trochę jak w domu. Wiedział, że jego Księciunio jest odważny, niemniej jednak Sugarmanowi zależało na możliwości dłuższego oswajania z ogólnie panującą tu atmosferą, która z łatwością mogła zaaferować niejednego, także trochę bardziej doświadczonego konia. Dlatego właśnie Luke jechał po prostu to swoje konisko wyraźnie do przodu, do ręki, motywując nieblokującym dosiadem oraz łydką i tymi swoimi wyważonymi pomocami, chcąc w ten sposób wygrać dla siebie uwagę Panicza. Zaraz zaprosił Lavarda do wjechania do wnętrza czworoboku, po czym naturalną koleją rzeczy pokierował go po względnie prostej (bo w końcu jego czuły kochanek odrobinę mu lawirował między łydkami, nawet, jeśli Luczuś tak się starał, aby nie było to możliwe) linii z A do X. Jako, że kary był ze względu na okoliczności wręcz nadwrażliwy, mogło mu się zdarzyć nawet poplątać jakieś sygnały w reakcji na stres. Także chociaż brunet na zimne dmuchał i naprawdę wszystko uprzedzał zwiększoną ilością półparad w stosunku do zwyczajowej ilości, do tego starał się "wyrażać" jak najbardziej precyzyjnie, zawsze mogło się zdarzyć jakieś potknięcie. Dociążeniem siedzenia w siodle oraz zamknięciem w pozostałych pomocach poprosił ogiera o zatrzymanie w punkcie środkowym, tak aby móc się ukłonić sędziom i następnie wypchnąć go ponownie do kłusa, pchając go swoimi impulsami naprzód, chociaż słowo to jest trochę niewdzięczne, bo jednak Sugarman nie używał tutaj argumentów siłowych, tylko, ee, motorycznych? XD Będąc niemal u kresu linii środkowej ustawił ogiera na prawo by zaraz w tę stronę go poprowadzić. Generalnie na łukach wyginał go okół łydki będącej wewnątrz tego łuku, nadawała ona impuls do ruchu dla konia oraz dojeżdżała go do zewnętrznej wodzy, która wraz z zewnętrzną wodzą tworzyła oparcie vel ograniczenie dla sylwetki kopytnego. Wewnętrzna ręka tylko subtelnie pomagała w ustawieniu, niemniej jednak nie ona decydowała o stopniu wygięcia, a pozostałe pomoce miały tutaj decydujące słowo.
Niebawem przejechali po pierwszym śladzie przez narożnik i połowę długiej ściany a Luczek już przed jej środkiem zaczął dawać Lavardowi sygnały o zbliżającym się kole, na które zaczął go łagodnie kierować, kiedy łopatka karosza minęła literę B. Tak w miarę pamiętał, że koło miało mieć 15 metrów i tak w miarę też odnalazł tę średnicę, chociaż nad tym mógłby w przyszłości bardziej popracować. Po powrocie na pierwszy ślad poprowadził ogiera wzdłuż niego do końca długiej ściany, następnie przez narożnik i krótką ścianę, tak aby w kolejnym narożniku już trochę zacząć młodego przygotowywać do kolejnego ćwiczenia. Posługiwał się wyraźnie mobilizującymi do gotowości półparadami i przy literze K odbił z Lavardem na przekątną, na której, pilnując dotychczasowego kontaktu, zaczął dosiadem oraz łydką posyłać go wyraźniej do przodu, jednocześnie nie blokując jego ruchu spiętymi mięśniami. Z wyczuciem przesunął dłoń w przód coby się jego młodziak mógł rzeczywiście rozciągnąć do tego kłusa pośredniego, albo raczej takie był intencje, bo Lavard jeszcze raczej nie był sobie tak całkiem w stanie poradzić z takim zadaniem z siedzącym w pełnym siadzie Luczkiem, do tego jeszcze mu pancio troszkę za mało zdążył rozbudować muskulaturę, tutaj raczej bardziej sprawdziłby się kłus anglezowany w otworzeniu karego, no ale cóż, coś w dobrym kierunku zrobili. Pod koniec przekątnej, mając już w niedalekim pobliżu literę M, rozpoczął proces przywracania roboczego tempa, ponownie posługując się półparadą, aczkolwiek tym razem o charakterze "opamiętującym" czy coś. Po tej zmianie kierunku odbili schemat z początku przejazdu, mianowicie brunet pokierował podopiecznego po śladzie aż do połowy najbliższej długiej ściany by tam skierować go na koło, ponownie mniej więcej o określonej w programie średnicy i dalej kontynuować kłus aż do połowy krótkiej ściany, na której, dzięki przygotowaniu oraz zahamowaniu ruchu dociążeniem dosiadu i zblokowaniem bioder, podobnie jak ograniczenia kolanem i łydką (która jednak nie uciekała do przodu, tylko pozostawała na posterunku) oraz finalnie domknięciem ręki, mógł zatrzymać swojego Panicza. Niestety ów Panicz jakoś średnio miał ochotę stać i nic nie robić przez, bagatela, pięć sekund, toteż zaliczyli wyrywne wejście do stępa, przez które Sugarman trochę go za mocno wstrzymał podczas kolejnych metrów, aż na przekątnej między F i H nie odniósł wrażenia, że jego tykająca czarna bomba chyba jednak nie wybuchnie. Wówczas oddał mu więcej wodzy, ale oczywiście nie puszczał jej luźno. Dalej w narożniku mobilizował czujność Księcia Sonestique aby zgodnie z założeniami programu w C popchnąć go na powrót do kłusa - nie mieli w nim jednak zostać długo, od pierwszych kroków tego chodu zawodnik musiał dać ogierowi znać, że w narożniku będzie zagalopowanie, o które poprosił precyzyjnym wypchnięciem z biodra połączonym z impulsem od wewnętrznej łydki, podczas gdy zewnętrzna "pilnowała zadu" za popręgiem. Utrzymał Lavarda w ustawieniu lekko do wewnątrz, szczególnie, że niebawem wybrali się na koło środkowe (czy jak Wy tam w Polszy to nazywacie :lol: ) na którym jego pomoce musiały zastąpić karemu ograniczenie, jakim dotąd była dla niego w galopie ściana. Of kors nie przesadzał też w żadną stronę bo i nie chciał Lavarda przecież tłamsić swoimi sygnałami, niemniej jednak był czujny i starał się nie dopuszczać do zniekształcenia figury. Po zamknięciu koła jeszcze chwilę utrzymywał go w galopie, jako że program nakazywał mu poprowadzić ogiera po krótkiej ścianie na przekątną pomiędzy literą K a M. Nie miała to być jednak taka znów nudna przekątna, i chociaż element ten nie przeszedł im bez drobnych potknięć czy spięć, to jednak punkty zostały zrealizowane, to znaczy po minięciu literki X brunet zaczął ostrzegać podopiecznego o rychłym przejściu do kłusa a po wejściu w niższy chód zapewne musiał się postarać o jego ustabilizowanie, tak aby już podczas wkraczania na ślad w literce M móc na spokojnie posłać ogiera na nowo do galopu, tym razem na lewą nogę. Jak nietrudno się domyślić także i na tę stronę zabrał go na przewidziane w programie koło między punktami środkowymi obu długich ścian i aby symetrii stało się zadość, po tymże kole wrócili na ścianę by mijać kolejne literki i narożniki i aby przy F kolejny raz udać się na przekątną, na której tak jak poprzednio za punktem środkowym zaczął prosić Lavarda o opamiętanie się, tak aby przejście do kłusa doszło do skutku. Tutaj Luczek nauczony poprzednim razem był bardziej czujny i najpewniej trochę sprawniej wyszło mu zachęcenie ogiera do powrotu "do siebie", co zaowocowało całkiem niezłym roboczym chodem już po powrocie na ślad i całej krótkiej ścianie. Na sam koniec powtórzyli ćwiczenie z samego początku, to znaczy przekątną między M oraz K, podczas której jeździec spróbował wykrzesać ze swego Księcia chęć do wydłużenia sylwetki. Nie nalegał na to jednak przesadnie, ważne było, by nastąpiła jakakolwiek zmiana w ruchu karego, bo już jakościowo przecież nie musiała być idealna - w końcu jego czterolatek naprawdę stawiał swoje pierwsze kroki nie tyle tylko, że na zawodach, co ogólnie w troszkę bardziej "poważnym" jak na jego wiek ujeżdżeniu. No. Przed K już zaczął go ogarniać celem pozbierania wszystkiego, co należy, do kupy, no i w pełnej krasie pokierował nim na linię środkową od litery A. Do końca pozostał czujny i odpowiednio przygotowawszy ogiera, w X mógł poprosić go o zatrzymanie, tak aby finalnie w stój ukłonić się sędziom i w ten sposób zakończyć ich przejazd. Chwilę później wypuścił ogierowi wodze i pyknął go delikatnie łydeczką do stępa by opuścić czworobok na możliwie najpełniejszym luzie i udać się na rozprężalnię - na zasłużone rozstępowanie.

zt
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Lavard Sontesique
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat [6.08.2012]
Rasa: Holenderski Koń Gorącokrwisty
Wzrost: 176 cm

Ostatni trening: 02.02 - teren - Jessie
Właściciel: Jessica Wrens
Cena: £4750

Doświadczenie w skokach: 40
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 117
Doświadczenie z lonżowania: 90
Kondycja: 86
Szybkość: 21
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2017-07-06, 13:16   
   Tytuł: Postrach stajni


Od samego początku wykazywał nadmierne pobudzenie nie tylko całą otoczką zawodów, ale również obecnością innych koni. Jak młody ogier cały wręcz kipiał energią, hormony zaczynały już buzować w ciele prawie pięcioletniego Lavarda. Dlatego samo przybycie na rozprężalnię oznajmił głośnym basowym rżeniem, smagając czarnym jak smoła ogonem swoje stawy skokowe.
Ruch ogiera sam z siebie był zjawiskowy, a dodając do tego szczyptę energii, jaka w nim drzemała, kary Panicz prezentował się widowiskowo pod swoim elegancko ubranym właścicielem. Obojętność Luke'a na jego wybryki o głośne rżenie, a także ekscytację innymi końmi zdawała egzamin. Brak zdenerwowania i spokój przekładały się na ogiera, który był istnym wulkanem energii.
Odwagi z pewnością nie można było mu odmówić, nie reagował ani na białe płotki, z którymi zdołał już się trochę obyć podczas swoich treningów, ani na dziwne rzeczy dziejące się wśród tłumu publiczności. Wyraźnie działający dosiad i miękki kontakt, jaki oferował mu Luke sprawiały, że kary szedł w ustawieniu, niosąc lekko i sprężyście jeźdźca na swoim grzbiecie. Uważnym spojrzeniem kontrolował wszystko wokół, pozostając jednak przyjemny w kontakcie w ręką, niewalczący, ale idący w nieco wyższym ustawieniu, które była dla niego naturalne.
Wkraczając pomiędzy szranki czworoboku robił wrażenie, czarny do granic możliwości z naturalnym zdrowym połyskiem sierści, gęstym ogonem i muskularną szyją prezentował się fantastycznie. Wdziękiem i ruchem przypominając zarówno własną matkę jak i ojca, choć to ta pierwsza zdobywała wciąż kolejne czworoboki. Niestety pomimo fenomenalnego ruchu i wspaniałego wyglądu posiadał równie podły charakterek jak dwójka jego rodziców.
Nad wyraz czuły na pomoce wkroczył kłusem pomiędzy szranki czworoboku, delikatnie uciekając na boki i nie poruszając się idealnie po linii prostej. To jednak można było mu wybaczyć, w końcu był to jego debiut na zawodach, a w dodatku hormony grały tu pierwsze skrzypce. Strzygąc uszami do przodu odebrał bezproblemowo zwiększoną liczbę półparad już wcześniej zachowując czujność, dzięki czemu samo zatrzymanie nie wypadło źle. Zatrzymał się w miejscu, stojąc równo na czterech kończynach i obciążając każdą z nich równomiernie. Zachęcony do kłusa ruszył płynnie przed siebie, prezentując nie tylko ogromną otwartość łopatek, ale naturalną tendencję do ruchu pod górę, swoboda, z jaką stawiał każdy kolejny krok, ich elastyczność i sprężystość dodawały temu wszystkiemu tego pożądanego efektu "wow", którym wiele koni nie mogło się poszczycić.
Odbijając na prawo z linii środkowej wygiął się od wewnętrznej łydki, prezentując nie tylko delikatne zgięcie w potylicy, ale również w kłodzie, gdzie cały poddawał się działaniom jeźdźca. Niesamowicie plastyczny nie miał z tym problemów, zachowując się niemal jak guma. Podpierające zewnętrzne pomoce pomagały mu zachować równowagę tak bardzo potrzebną przy tych długich i swobodnie pląsających nogach.
Kierując się wzdłuż ściany kłusował lekko i z gracją, nie tracąc aktywności zadu nawet na kole, którego rysunek Luke poprowadził łagodnie, lecz jednocześnie precyzyjnie, co pozwoliło karemu miękko się wygiąć i nie pogubić w tym wszystkim. Wyjeżdżając z powrotem na ścianę, gdzie po pokonaniu narożnika obaj wyjechali na przekątną, zaproszony do wyraźniejszego kłusa chętnie przyjął to zaproszenie. Wyraźnie otwierając się przodem, mocniej zaangażował zad nos wysuwając przed pion, poszerzając ramy kłusa efektownie wyrzucał nogi z nadgarstków i choć był to przejazd tylko w klasie L, to karosz miał zadatki na dużo wyższe klasy.
Starał się radzić sobie ze swoim ciężarem jak i ciężarem balansującego na jego grzbiecie jeźdźca, Luke nie chciał go przeciążać ani nadmiernie forsować, w czym pomagało na pewno jego rozluźnienie, dzięki czemu ogier nie odczuwał aż tak mocnego obciążenia grzbietu, jakie podejrzewał mężczyzna.
Z kłusa pośredniego niechętnie dał się wprowadzić z powrotem w kłus roboczy, którym poruszali się cały czas nawet podczas analogicznie wykonywanych figur w drugą stronę, wyjeżdżając koło w połowie długiej ściany i z powrotem wracając na pierwszy ślad. Przygotowany półparadą niechętnie dał się przytrzymać i finalnie zatrzymać w połowie krótkiej ściany. Energia go rozpierała i dopóki był w ruchu jakoś sobie z nią radził, gorzej było podczas tych statycznych elementów przejazdu. Dlatego zaraz po pomocach proszących o ruch naprzód gwałtownie ruszył stępem, poruszając się wciąż energicznie, ale i swobodnie. Owszem w jego mowie ciała widoczne były spięcia, ale wynikały one jedynie wyłącznie z nadpobudliwości konia spowodowanej obecnością innych kopytnych.
W prawdzie był trochę jak ta tykająca bomba zegarowa, ale wciąż pod kontrolą, dzięki czemu jak tylko Luke odpuścił, karosz zaoferował mu o wiele swobodniejszy kontakt i przyjemniejsze prowadzenie. Poruszając się stępem nie tracił wciąż mobilizowanej czujności, co pozwoliło na sprawne i bezkonfliktowe ruszenie kłusem, a następnie zagalopowanie, gdzie karosz ponownie mógł zaprezentować swój zjawiskowy ruch. Galopował o dziwno spokojnie i równym tempem, nie śpiesząc ani nie wyrywając do przodu. Naturalny uphill pozwalał mu na utrzymanie równowagi przy jednoczesnym mocniejszym zaangażowaniu zadu. Swobodnie galopując udali się na koło o średnicy 20 m, rysując je dokładnie na czworoboku.
Poprzez przekątną mieli zmienić kierunek, co dodatkowo wymagało przejścia na parę kroków do kłusa, same przejścia wymagały jeszcze sporo dopracowania, ponieważ z tak otwartego i obszernego galopu Lavardowi ciężko było przejść w spokojny i zrównoważony kłus, o wiele chętniej poruszałby się tym pośrednim. Ponowne zagalopowanie z lekkim podrzuceniem zadu do góry mającym na celu pozbycie się nadmiaru energii poruszał się już o wiele spokojniej, aczkolwiek wciąż mocno energicznie. Nie napierał jednak na wędzidło szanując rękę jeźdźca, co pokazywał poprzez nieustanne żucie wędzidła i zapieniony pysk. Wykonanie koła tym razem w lewą stronę nie stanowiło żadnego problemu, Panicz miał tą zaletę, że w galopie nie miał żaden gorszej strony i rozkładało się to raczej równomiernie. Wracając na ścianę pozostał na niej przez chwile, by zaraz znów wkroczyć na przekątną gdzie samo przejście z galopu do kłusa roboczego zostało wykonane o wiele lepiej. Na pierwszym śladzie sam kłus prezentował się już bardzo dobrze, po paru krokach kłusa po raz kolejny czekała na nich przekątna. Gdzie zarówno koń i jeździec mieli za zadanie znów poszerzyć ramy kłusa przechodząc w ten pośredni. Wciąż pełen energii zareagował natychmiast, chętnie wychodząc do przodu nosem i wyraźnie otwierając się w kłusie pośrednim. Znów niechętnie dał się skrócić, ale nie protestował i przyjął o z godnością królewicza.
Kłusując swobodnie skierowali się równomiernym tempem kłusa na linię środkową, gdzie nastąpiło zatrzymanie w literze X, znów wykonane poprawnie i tym razem z odrobinę większą dozą cierpliwości ze strony samego Lavarda. Po ukłonie i otrzymaniu sygnału do stępa wyciągnął nos w dół opuszczając czworobok swobodnym stępem na długiej wodzy.
Wracając na rozprężalnię zaczął się na powrót ogierzyć uniemożliwiając Luke'owi spokojny odpoczynek po przejeździe.

/zt
_________________

 
     
Jessie
Zawodnik
Ujeżdżenie
Mrs. Wrens


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat
Wzrost: 168 cm
Zawód: żona bogatego mężczyzny :P
Partner: I may not ever get my shit together but ain't nobody gonna love you better - Jonah

Ostatni trening: ujeżdżeniowy - Bloo
Podopieczny: Abaddon, Blooregard Q. Kazoo, Charleston Disasterpiece, Sternkämpfer CS, Insostenible, Duran Duran, Fandango, Foudre Rouge, I So Bad, Lavard Sontesique, Maven, Notesique Nox, Red Hot Chili, Sambuca, Strawberry Wine, War Admiral, Watchman, Valiente, Veuve Clicquot, Visueno
Pieniądze: £4270

Punkty doświadczenia: 635
Skoki: 200
Ujeżdżenie: 249
Cross: 77
Wyścigi: 4
Obycie z koniem: 105


Wysłany: 2017-07-07, 20:24   
   Tytuł: Hodowca


KLASA CS - IMPRESSION SONTESIQUE BALDVARO


Zbliżając się do końca przekątnej, wykonała parę półparad, które miały przygotować klacz do powrotu do stępa zebranego, w którym zawodniczka wyraźnie mocniej dociążyła jej zad, jako że zebranie miało wynikać właśnie z przeniesienia ciężaru ciała na tę część. Spokojnie stępując wzdłuż ściany, Jessie układała sobie w głowie dalszy przebieg przejazdu, jednocześnie pilnując by Bad kroczyła z właściwą sobie dynamiką, nie tracąc rozluźnienia, które udawało im się dotychczas utrzymywać. Kolejno przygotowała ją do zagalopowania, które miało miejsce w połowie krótkiej ściany; ponownie zapowiedziała jej zmianę poprzez półparadę, po której dała pomoce do zagalopowania, posyłając klacz do galopu ze stępa. Następnie zabrała Baldvaro na długą przekątną czworoboku, na której wypuściła ją do galopu pośredniego - wyraźnie zwiększyła aktywność dosiadu, zachęcając klacz do poszerzenia wykroku. Łydkami równo opasała jej boki, niwelując ryzyko spłynięcia z wyznaczonej linii, której koniec śledziła wzrokiem. Ręką umożliwiła karej łagodne obniżenie szyi, właściwie dla galopu pośredniego. Powrót na ścianę oznaczał także powrót do galopu zebranego, co było łatwe do przewidzenia, choć nieoczywiste dla Bad; z tego względu zawodniczka zawczasu ponownie przygotowała klacz do przejścia, nie chcąc by było ono dla niej zaskoczeniem, tym bardziej, że było niemal równoczesne z lotną zmianą nogi, która nastąpiła dopiero w rzeczonym punkcie. Wiązało się to z przestawieniem pomocy w określonej fazie galopu i łagodnym zaakcentowaniem tejże zmiany, by klacz faktycznie "przeskoczyła" na drugą nogę, kontynuując galop wzdłuż białych szranek aż do litery P, mieszczącej się osiemnaście metrów od początku krótkiej ściany. Stamtąd zabrała karą ciągiem w kierunku linii środkowej, celując w sam środek czworoboku; w tym celu zastosowała te same pomoce, co ostatnim razem, oczywiście przestawione, jako że tym razem ciąg był skierowany w lewo. Prowadząc Bad w ten sposób starała się w jej żaden sposób nie rozeźlić, świadoma tego, że miała do czynienia z charakternym i wrażliwym na pomoce koniem, wobec czego stawiała na precyzję i wyczucie w przekazywanie sygnałów tak, by utrzymać Bad pod kontrolą, ale również by zakończyć ciąg w określonym miejscu, a nie innym, przesuniętym od pierwotnego o pół metra. Kiedy już udało jej się dotrzeć do upragnionego środka czworoboku, zaprzestała spychania karej łydką, by kolejne parę metrów - do I - pojechać na wprost. Na chwilę przed wymienionym punktem mocniej przysiadła Bad, prowokując ją do jeszcze głębszego wejścia zadem pod kłodę, a także nieco uniosła rękę, zachęcając klacz do podniesienia się przodem. Innymi słowy poprosiła o jeszcze wyższe zebrane w galopie, by w literze I wykonać piruet lewo, co oznacza, że poprosiła ją o wykonanie pełnego obrotu wokół tylnej, wewnętrznej nogi, po możliwie najmniejszym okręgu i zachowaniu dotychczasowej lekkości. Od ostatniego razu, kiedy prezentowały ten element na czworoboku minęło już trochę czasu, więc na pewno uległ on znacznej poprawie. Wraz z zakończeniem piruetu ponownie posłała Bad w przód, w stronę litery C, w której skręciła w lewo, przykładając się do poprawnego, eleganckiego wykonania zakrętu. Z najbliższego narożnika wyprowadziła holsztynkę na przekątną, przed samym wyjściem półparadami kumulując w Bad energię, by wraz z wyjściem na prostą wypuścić ją w odważnym galopie wyciągniętym, który pomimo znacznego poszerzenia ram powinien zostać lekki, przy wyraźnym zaangażowaniu mocno podstawionego zadu. Zbliżając się do końca przekątnej, ponownie wykonała parę półparad, jednocześnie mocniej dociążając zad klaczy, bowiem powrót do galopu zebranego miał wynikać przede wszystkim z przeniesienia ciężaru na zad. Po wejściu na ścianę ponownie wykonała lotną zmianę nogi, by od tego momentu wykonać parę punktów programu analogicznie do tego, co miało przed chwilą miejsce; to znaczy po wejściu na przeciwległą długą ścianę z litery V Jessie zabrała Bad ciągiem w prawo do litery X, skąd pojechała dwanaście metrów na wprost, by w literze I wykonać kolejny piruet, tym razem zwrócony w prawą stronę. Kończąc go, pojechała na wprost by w połowie krótkiej ściany skręcić w prawo. Mentalnie szykowała się już do wykonania kolejnego punktu programu, jakim było wejście na przekątną i wykonanie dokładnie siedmiu lotnych zmian co dwie foule. Wymagało to od pary niemałej precyzji oraz skupienia, jednakże nie wykraczało to poza jej kompetencje.
Zatem co dwie foule prosiła Bad o zmianę nogi prowadzącej w galopie, za każdym razem przygotowując do tego holsztynkę pojedynczą półparadą, po której następowało przestawienie pomocy w określonej fazie galopu konia i jego lekkie zaakcentowanie ostrogą dla pewności, że kara w punkt odpowie na wysłany sygnał. Następnie poprowadziła Bad galopem wzdłuż krótkiej ściany, by chwilę później po raz kolejny wyjść na przekątną i tym razem poprosić karą o wykonanie jedenastu lotnych zmian co tempo, co jak najbardziej się powiodło, bez najmniejszego zawahania. W połowie krótkiej ściany, na którą wróciły po wykonaniu przekątnej, zawodniczka sprowadziła Bad do zebranego kłusa, by za chwilę znowu zmienić kierunek przez przekątną w kłusie wyciągniętym, z którego ponownie wróciła do zebranego już na ścianie, powoli zbliżając się do ukończenia programu. Kłusem zabrała Bad na linię środkową czworoboku w literze A, by po wyprostowaniu jej sylwetki poprosić klacz o przejście w pasaż, którym prowadziła ją aż do litery I, w której nastąpiła pełna parada po serii przygotowujących półparad. Zawodniczka ukłoniła się sędziom, po czym opuściła czworobok na długiej wodzy. /zt
_________________




 
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2017-07-08, 16:25   
   Tytuł: Hodowca


Dla Briana była to pierwsza wizyta w Londynie od dłuższego czasu, ale ścisłe związana z zawodami ujezdżeniowymi, na które postanowił zabrać ITS. Nie znał klaczy, ale przed wyjazdem starał się jak najlepiej przygotować siebie jak i klacz, która ostatecznie została przetransportowana do Londynu. W dniu zawodów Brian pojawił się wcześniej w stajni, by ją przygotować. Najpierw zostawił swoje rzeczy w socjalu, potem poprosił jednego ze stajennych o dostarczenie sprzętu siwej na myjkę. Brunet sam dzień wcześniej wyczyścił jej sprzęt. Następnie ruszył pod boks pięciolatki. Przywitał się z nią, podsunął dłoń do zapoznania się z jego zapachem. Następnie zgarnął jej kantar i uwiaz, poprosił ją o miejsce w swoim boksie, a gdy ostatecznie znalazł się w środku podszedł bliżej do angielki, założył jej kantar, dopiął uwiąz i wyprowadził na myjkę. Tam już wszystko na nich czekało, przystąpił więc do czyszczenia, po czym osiodłał ją i zostawił pod okiem stajennego. Kiedy i on był juz gotowy wrócił do ITS i zaprowadził ją na rozgrzewkę.
Na rozgrzewce starał się wybadać humor klaczy, bo na tym etapie mógł jeszcze spróbować zrobić coś na przykład z jej spięciem. Rozgrzali się w każdym chodzie, z początku na luźnej wodzy, potem na lekkim kontakcie. W każdym chodzie ćwiczyli figury, przejścia pomiędzy chodami i zatrzymania. Jeżeli coś sprawiało im trudności starał się to przećwiczyć, jednak zachowując przy tym energię na przejazd, który dopiero miał się zacząć. Ostatecznie po rozgrzewce stępowali na luźnej wodzy oczekując na swoją kolej.

Kiedy w końcu ich wywołano Brian ostatni raz sprawdził sprzęt ITS, poprawił się w siodle, jeszcze nabrał nieco wodzy na kontakt, nie skracając go jednak przesadnie. Następnie odesłał siwą do kłusa roboczego, którym wjechali na czworobok w A, kierując się dalej po linii prostej do X. Brian utrzymywał klacz na linii prostej pilnując ją łydkami, zbliżając się do X posłał jej półparady. Następnie zablokował dosiad i posłał jej pełną paradę do zatrzymania w punkcie. Utrzymał ją w nieruchomości, ukłonił się i zaraz znów dodał jej łydki do ruszenia dalej kłusem roboczym. Ruszyli dalej prosto, zbliżając się do krótkiej ściany. Tam w C skręcili w prawo. Kilka metrów dalej przypilnował ją przy wyjechaniu narożnika i znaleźli się na długiej ścianie. Na razie prezentowali się bardzo dobrze, ale brunet wiedział, że to dopiero początek przejazdu i wszystko się może zdarzyć. Zbliżając się do M wysłał angielce półparadę, by następnie odbić z nią na przekątną. Po zmianie kierunku wyjechali kolejny narożnik i znaleźli się pod krótką ścianą. Zbliżając się do A Brytyjczyk posłał Its półparady, przygotowując ją do kolejnego elementu. W A odbili na serpentynę, która miała mieć trzy łuki. Pilnował równego, aktywnego kłusa, wyginając siwą na łukach od wewnętrznej łydki, zewnętrznymi pomocami ograniczając wygięcie i nadając jej kierunek. Ponownie posłał jej półparadę zbliżając się do linii środkowej, nadal na serpentynie. W momencie kiedy przecięli linię środkową Donney zwolnił klacz do stępa. Przejście udało im się akurat w punkt. Po kilku krokach w stępie znów dodał jej łydki, wracając do kłusa roboczego. Zakończyli serpentynę w lewo wracając pod krótką ścianę w C. Pokonali krótką ścianę, ścięli narożnik i znaleźli się znowu pod długą ścianą. W pobliżu H Brian znowu przygotował klacz do kolejnego elementu. Odbili na przekątną z wydłużeniem wykroku w kłusie roboczym. Pilnując nadal aktywnego kłusa i poruszania się po linii prostej, wyjeżdżał odpowiednio angielkę dosiadem, zamknął delikatnie obie łydki i poddał obie ręce do przodu, jednocześnie utrzymując kontakt z ITS i zgięcie w stawach łokciowych. Wydłużenie na przekątnej chociaż może nie perfekcyjne było przyzwoite, a co najważniejsze jak dotąd mężczyzna znajdował właściwy moment do reakcji i przygotowania klaczy n kolejny element. Wracając pod ścianę w F wrócili do kłusa roboczego, którym kontynuowali dalej przejazd. Kolejny pokonany narożnik i przygotowanie do przejścia. Zbliżając się do A, dwudziestoośmiolatek napiął lekko krzyż, cofnął zewnętrzną łydkę, dodał obie, obciążył bardziej prawą stronę i lekko wypchnął klacz z bioder do galopu roboczego z prawej nogi. Zaraz też jeszcze w A odbili na koło o średnicy 20 metrów. Brian jak zwykle przykładał dużą uwagę do tempa i zachowania ustawienia, działając na wolcie podobnie jak na poprzednich przeszkodach. Jego pomoce jak dotąd odnosiły skutek. Po minięciu X zaczął oddawać jej wodze, by stopniowo nabrać je z powrotem na kontakt, przed zamknięciem koła w A. Z powrotem byli pod krótką ścianą. Ruszyli w stronę narożnika czworoboku, na którym Brian wygiął siwą od wewnętrznej łydki. Zbliżając się do K posłał jej półparady, chcą dodatkowo skupić na sobie i przygotować przed ćwiczeniem. Korzystając z podobnych pomocy co wcześniej, poprosił klacz o wydłużenie tym razem galopu. Pilnował aby tempo było aktywne i teraz nieco bardziej energiczne, a folblutka widocznie wydłużała galop, kryjąc więcej terenu. Zbliżając się do H ponownie zadziałał półparadami i zastosował szereg pomocy do zagalopowania. Na szczęście podczas tego przejazdu Brian miał dobre wyczucie do tego, w jakim momencie zareagować, tak aby wykonać element w punkcie. Podobnie sprawa się miała z zagalopowaniem.
 
 
     
ITS
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 7 lat
Rasa: Pełna Krew Angielska
Wzrost: 170 cm
Właściciel: Sergei Chernienko
Cena: £3500

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 104
Doświadczenie z lonżowania: 75
Kondycja: 73
Szybkość: 75
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2017-07-08, 16:26   

Dla klaczy pierwsza wizyta w stolicy Anglii. Miała jednak nadzieje że nie ostatnia, bo brakowało jej zawodów. Klacz nie znała jego, a on jej to się dobrali. W dniu zawodów obojętnie powitała Briana pod swoim boksem jednak dała się spokojnie oporządzić w stajni. Potem ruszyli na rozpręzalnie zwarci i gotowi, by rozgrzać się odpowiednio do zawodów. Po niej już tylko stępowali w oczekiwaniu na wezwanie na czworobok.

W końcu ono nadeszło, więc należało się chyba cieszyć. Po sprawdzeniu wszystkiego skierowali się w okolice czworoboku, ustawiając się na odpowiednie ustawienie i przechodząc do kłusa roboczego. Nim też wjechali na czworobok w A, kierując się po linii prostej do X. Postarała się o wyjechanie prostej linii do ów punktu, by przed nim przygotować się do zatrzymania. Wraz z pełną paradą to też uczyniła, zatrzymując się całkiem poprawnie. Krótki czas w nieruchomości i zaraz ponowne ruszenie kłusem roboczym przed siebie. Pojechali po linii prostej do C, gdzie skręcili też w prawo. Kilka metrów dalej wyjechali narożnik i znaleźli się na długiej ścianie, by po dojechaniu do M odbić na przekątną czworoboku. Po zamianie kierunku przez nią wyjechali kolejny narożnik i znowu byli na krótkiej ścianie, by w A przed przygotować się do kolejnego elementu. W punkcie właśnie odbili na serpentynę o trzech łukach, gdzie starała się odpowiednio na nich wygiąć. Oczywiście od wewnętrznych pomocy, a pilnowana zewnętrznymi starała się nie wypadać z ustawienia. Przed linią środkową znowu przygotowanie do zadania, by zwolnić w X na trzy kroki do stępa pośredniego. Przejście akurat było w punkt i poprawne, by po owych krokach ponownie wrócić do kłusa roboczego. Zakończyli chwilę później serpentynę w lewo wracając pod ścianę w C. Pokonali krótką, ścieli narożnik i znaleźli się pod długą. W pobliżu H znowu przygotowanie do elementu. Mieli zaraz wydłużyć krok w kłusie roboczym, gdzie jadąc po linii prostej postarała się wydłużyć swój krok, poszerzyć ramy i wejść mocniej zadem pod kłodę. Może nie było idealnie, ale lepiej tak niż w ogóle. Wracając pod ścianę w F skrócili się do roboczego tempa, by dalej kontynuować przejazd. Kolejny narożnik i kolejne przygotowanie do przejścia. Dojeżdżając do A przygotowała się do galopu na prawą nogę, wysuwając ją w przód i płynnie nawet przechodząc do tego chodu. Od razu też w tm punkcie odbili na 20m koło, gdzie postarała się jak najlepiej wygiąć od jego pomocy wewnętrznych i nie wypaść niczym z ustawienia. Jednocześnie zachować dobre tempo i ustawienie, kiedy minęli X dostała wodzę i zeszła za nim w dół i potem wraz z końcem koła wróciła do poprzedniego ustawienia. Z powrotem znaleźli się pod ścianą, więc pojechali w kierunku K i się skupili na nowym zadaniu. Ponownie podobnie jak wcześniej wydłużyła krok, ale tym razem w galopie. WYszło im nieco bardziej energicznie, ale nadal poprawnie. Dojeżdżając do H skrócili się jednak ponownie do roboczego tempa.
_________________
It's like you still lay with me
Whisper all the things that make me go mad.

imię: Hand me a drink, I need it now - In The Spotlight
właściciel: I want a place with no time - Sergei Chernienko.

rodzice: Cristallo I x Chanel IV
dokumenty: passport
moje:
gallery



potomstwo: Don't we feel it I'm letting you in - brak
osiągnięcia: I'm in dreams the room we used to sleep - link
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9