NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jessie
2020-01-06, 22:06
Zawody skokowe LL-CS1
Autor Wiadomość
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2016-02-17, 17:09   
   Tytuł: Hodowca


Co było dość oczywiste nie mógłby sobie podarować zawodów skokowych, organizowanych w metropolii, w której spędził część swojego małoletniego i większość pełnoletniego życia. W dzień zawodów wyjątkowo energicznym krokiem wszedł do stajni. Najpierw skierował się do pomieszczenia socjalnego i sprawdził, czy wszystko jest gotowe, potem poszedł po Sensationet, którą następnie oporządził i osiodłał. Przebrał się i gdy byli już gotowi zaprowadził gniadą na rozprężalnię. Tam rozgrzali się. Zrobili kilka okrążeń w każdym chodzie, kilka mniej i bardziej skomplikowanych figur, oraz pokonali kilka przeszkód. Pozostały im czas wykorzystali na stępowanie po rozprężalni, Brian z mieszaniną stresu, adrenaliny, podekscytowania i prób całkowitej koncentracji.

Gdy przyszła ich pora brunet poprosił klacz o kłus wchodząc na lekki kontakt z jej pyskiem. Wjechali na parkur, gdzie Brytyjczyk pozwolił klaczy zapoznać się z przeszkodami. On też chciał je sobie przypomnieć, jednak nadal walczył ze stresem, więc być może nie poświęcił temu wystarczającej uwagi. Skierował zangersheide na wyznaczony start. Zatrzymał się, ukłonił sędziom i poprosił zangersjheide o przejście do galopu, dodatkowo trochę podbierając wodze. Po drodze na pierwszą przeszkodę, którą był okser starał się o równy, okrągły galop. Przed przeszkodą lekko zamknął czterolatkę w pomocach, dostosowując jej tempo do przeszkody, nie pozwalał jej za nadto się rozpędzić. Dał łydkę do wybicia w odpowiednim miejscu, oddał wodze zostając na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zgrywając się z Sensationet w skoku i wyciągnął nadgarstki, podążając za jej ruchem. Pierwsza przeszkoda pokonana na czysto trochę go uspokoiła, był w stanie całkowicie się skupić. Poprowadził gniadoszkę na stacjonatę, wykręcając za piątką. Nadal pilnował tempa. Przed stacjonatą ponownie wspomógł podopieczną szeregiem sygnałów i pomocy, które zaowocowały płynnym pokonaniem dwójki.
Dalej ruszyli na trójkę: Donney naprostował ją przed przeszkodą. Cały czas pilnował tempa. Przed trójką znowu zasugerował wybicie w odpowiednim miejscu, prosząc klacz o siłę napędową z zadu i dalszy, za to bardziej płaski skok. Oddał wodzę przy szyi Sensationet, uniósł się siodła, pochylając w stronę szyi gniadej, cały czas z nią współpracując i podążył za jej ruchem, wracając w siodło chwilę po lądowaniu. Można powiedzieć, że dwudziestosiedmiolatka wręcz uskrzydliło to płynne pokonywanie parkuru, z którym póki co para nie miała problemu. Podczas najazdu na czwórkę mężczyzna wybrał nieco ciaśniejszy łuk chcąc oszczędzić czasu, stale też pilnując tego, by czterolatka trzymała odpowiednie tempo. Naprostował ją przed stacjonatą, gdzie wszystko odbyło się podobnie: Brian i Sensationet bez problemów pokonali przeszkodę.
Na piątkę wybrał prostszy najazd. Starał się o dobranie odpowiedniego tempa w stosunku do przeszkód i czasu jaki im pozostał na ich pokonanie, zakładając, że chcą zmieścić się w normie. Przed piątką znowu lekkie zamknięcie w pomocach, łydka do wybicia, oddanie wodzy, półsiad, wyciągnięcie nadgarstków i powoli powrót w siodło. Brytyjczyk krótko pochwalił Sensationet, póki co w pełni zadowolony z przebiegu tego przejazdu.
W drodze na okser oznaczony jako przeszkoda numer 6 wykręcili zgrabny łuk, gdyż Brian starał się pilnować nawet takich, z pozoru nieistotnych na parkurze drobiazgów. Przy szóstce znowu wszystko odbyło się jak wcześniej, jeździec i klacz bez problemów pokonali na czysto okser. Trudno stwierdzić co zaważyło na tym, że później wydarzenia potoczyły się, jak się potoczyły. Może nadmiar seratoniny, spowodowany póki co dobrym wynikiem, może adrenalina nieoczekiwanie przeszkodziła mu w jasnym myśleniu, a może po prostu zdekoncentrował się. Tak czy owak zamiast pokierować gniadą na siódemkę, poprosił klacz o najazd po lekkim łuku na dziesiątkę. Jakby nigdy nic stosując dotychczasową taktykę, dalej pilnował tempa Sensationet, zamknął ją lekko w korytarzu stworzonym z pomocy, doprowadzając do przeszkody. Łydka do wybicia, oddanie wodzy, przybranie odpowiedniej pozycji dosiadowej, podążenie za ruchem zangersheide i okser pozostał za nimi.
Wtedy jednak powstał problem: gdzie jechać dalej? Brian totalnie się zdezorientował i dopiero wtedy pojął, że pomylił kolejność przeszkód. Prawdopodobnie spiekł raka, rozumiejąc, że ten błąd będzie go kosztował eliminację, a przecież dobrze im szło. Z mieszaniną rezygnacji i wściekłości na siebie samego sprowadził Sensationet z parkuru i rozstępował ją na rozprężalni, co było zajęciem tak przez niego wyćwiczonym, że mógł się oddać swej sromotnej klęsce. Nie tak miało to wyglądać i bez wątpienia była to jego wina. W końcu zaprowadził Sensationet z powrotem do stajni i wynagrodził kilkoma smakołykami. W końcu przecież się spisała.

zt
 
 
     
Jessie
Zawodnik
Ujeżdżenie
Mrs. Wrens


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat
Wzrost: 168 cm
Zawód: żona bogatego mężczyzny :P
Partner: I may not ever get my shit together but ain't nobody gonna love you better - Jonah

Ostatni trening: ujeżdżeniowy - Bloo
Podopieczny: Abaddon, Blooregard Q. Kazoo, Charleston Disasterpiece, Sternkämpfer CS, Insostenible, Duran Duran, Fandango, Foudre Rouge, I So Bad, Lavard Sontesique, Maven, Notesique Nox, Red Hot Chili, Sambuca, Strawberry Wine, War Admiral, Watchman, Valiente, Veuve Clicquot, Visueno
Pieniądze: £4270

Punkty doświadczenia: 635
Skoki: 200
Ujeżdżenie: 249
Cross: 77
Wyścigi: 4
Obycie z koniem: 105


Wysłany: 2016-02-17, 17:28   
   Tytuł: Hodowca


Gdy tylko wróciła po skoku w siodło, zaraz wróciła do półsiadu, jednocześnie wysyłając konia do przodu. Pilnując galopu na prawą nogę, pozwoliła ogierowi wyraźnie wyciągnąć galop do kolejnej przeszkody. Parkur był pozbawiony skomplikowanych najazdów i skrótów, a przeszkody były rozstawione po całej hali, co prowokowało mocniejszy galop w dystansie. Na wysokości kwiatów stojących na parkurze i służących za ozdobę, półparadami zaczęła zwalniać konia, siadając też w siodle i przytrzymując go nieco udami. Skręciła w prawo, na stacjonatę oznaczoną numerem piątym. Poprowadziła Angela prostopadle do przeszkody, odpowiednio wcześniej wycofując łopatki, nieco podnosząc rękę i siadając mocniej w siodle - wszystko po to, aby wycofać konia i nie skakać z pełnego galopu, bo to spłaszczyłoby skok. Doprowadziła go do optymalnego miejsca, skąd oddała skok, wychodząc za ruchem konia do półsiadu i oddając mu rękę. Była już przyzwyczajona do jego techniki, dzięki czemu nie miała problemu z wyczuciem go ani utrzymaniem równowagi. Ponownie zasugerowała siwkowi lądowanie na prawą nogę, po której utrzymała go niemal w tej samej linii do kolejnej przeszkody, jaką była stacjonata. Między przeszkodami jechała w pełnym siadzie, dyktując siwemu równe, okrągłe tempo, dzięki któremu wpisali się we wcześniej wymierzoną ilość foule. Cały czas trzymała kontakt z jego pyskiem, nie dopuszczając do wyślizgiwania się wodzy czy jakichkolwiek innych zaburzeń. Jednocześnie aktywnie pracowała dosiadem, kontrolując każdy krok Aniołka. Precyzyjny najazd poskutkował następnym, poprawnym skokiem, tym razem zwieńczonym na lewą nogę, co miało przygotować konia do dwóch przeszkód na przód. Wyprostowała go przed okserem i wysłała go do przodu dwie foule przed, umożliwiając rozciągnięcie fouli i nabranie rozpędu do pokonania szerszej przeszkody. Nad okserem oddała mu nieco więcej wodzy, umożliwiając rozciągnięcie się w skoku. Odchylając się do tyłu przy lądowaniu, nacisnęła mocniej na lewę strzemię, sugerując lądowanie na tę właśnie stronę. Po skoku doprowadziła konia do bandy, by tam łagodnie zakręcić w stronę przedostatniej przeszkody, także oksera. Nie ścięła najazdu, chcąc dopilnować dobrej passy do samego końca. Swobodnie zdążyła więc wyprostować oldenburga przed okserem i bez stresu doprowadzić go do przeszkody. Płynnie przeszła do półsiadu w momencie, gdy siwek odbił się od ziemi. Wzrok miała już utkwiony w kolejnej przeszkodzie, a rękę oddała koniowi wręcz odruchowo, zaraz też wycofując się i miękko wracając w siodło przy lądowaniu. Utrzymała go w linii prostej i dojechała do stacjonaty w pełnym siadzie, pilnując konia do samego końca. Dzięki współpracy, udało się im ukończyć parkur kolejnym czystym skokiem, co równało się pięknemu wynikowi. Wysłała konia między celowniki, stopniowo wypuszczając wodze i umożliwiając rozciągnięcie się do dołu. Z uśmiechem poklepała siwego po szyi, po czym przeszła do kłusa i następnie do stępa. Opuściła parkur i rozstępowała go na rozprężalni, okrytego osuszającą, polarową derką. Później zsiadła i oporządziła Angela w stajni. /zt
_________________




 
 
     
Windsor
Emeryt


Płeć: wałach
Wiek: 20 lat [01.06.2000]
Rasa: belgijski koń gorącokrwisty
Wzrost: 167 cm
Właściciel: Lorien
Cena: £2650

Doświadczenie w skokach: 152
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 145
Doświadczenie z lonżowania: 71
Kondycja: 68
Szybkość: 66
Klasa startów: Niestartujący

Wysłany: 2016-02-17, 21:33   

Przez cały czas zdradzał swoją postawą wyłącznie uprzejme zainteresowanie otoczeniem i atmosferą zawodów. Zupełnie nie przeszkadzały mu zmiany ani nowy teren - zachowywał się tak samo pewnie jak zawsze, swoim spokojem zapewne wpływając też na jeźdźca. Nie umknęło jego uwadze to, że Mia ostatnimi czasy przestała się denerwować każdym ich startem.
Rozgrzany wszedł kłusem na parkur, po czym zatrzymał się we wskazanym miejscu, stawiając uszy na sztorc, nakierowane na sędziów. Chwilę później odpowiedział na pomoce do galopu, przechodząc do owego chodu. Rozpoczął energicznie, pozostając w podyktowanym przez Mię tempie. Nakierowany na pierwszą przeszkodę utkwił w niej wzrok, patrząc nań nieco spode łba i mieląc kiełzno w pysku. Dopiero w odległości czterech foule uniósł łeb, nie zadzierając go jednak na sztywno i zaczął mocniej bić kopytami o podłoże, jednocześnie wkraczając zadem mocniej pod kłodę. Bez problemu radził sobie z samodzielnym wymierzaniem miejsca odskoku, tym razem także czyniąc to bezbłędnie, w optymalnym ku temu miejscu. W skoku podciągnął nogi, starannie je składając i zostawiając sobie parę centymetrów zapasu. Zapracował też szyją, dzięki temu zachowując nienaganną równowagę. Ćwierć sekundy później prostował już nogi do lądowania, pierwszy skok wieńcząc sukcesem. Dalej kontynuował galop na prawą nogę, wydłużając wyraźnie foule i kierując się po łuku w stronę drugiej przeszkody. Zareagował na wstrzymujące pomoce, wycofując się i zarazem podnosząc przód, co poskutkowało wyraźnym galopem pod górę, który utrzymał do samej przeszkody. Odbił się spod niej i pokonał z lekkością, którą utrzymał aż do momentu lądowania, które wypadło zrównoważone i zamortyzowane na stawach pęcinowych. Kontynuował galop na lewo, w tamtą stronę też skręcając i podążając ku trzeciej przeszkodzie. Wychodząc z zakrętu, utkwił wzrok w stacjonacie. Odpowiadając na pomoce jeźdźca wyprostował swą sylwetkę, bez uciążliwych skrzywień galopując dalej na przeszkodę, stawiając równe, rytmiczne kroki. Skoczył bez zawahania, po raz kolejny zdradzając nienaganną technikę. Pozostał na tej samej linii, równie dynamicznie zmierzając ku dwuczłonowemu szeregowi. Zawodniczka niepotrzebnie wysłała go do przodu, co poskutkowało zbyt mocnym wejściem w szereg i w efekcie oddaniem płaskiego skoku. To poskutkowało konsekwencjami w postaci rozbudowania przeszkody poprzez ścięcie górnych drągów przodami. Drągi spadły z hukiem, szczęśliwie jednak nie plącząc się siwemu pod nogami. Wylądował nieco niepewnie, ale zdołał się pozbierać do drugiego członu na tyle sprawnie, by po chwili oddać kolejny skok - tym razem poprawny. Wylądował na prawo, zaraz też skręcając w tamtą stronę i równo, dynamicznie pogalopował przed siebie.
_________________

imię: prawdziwie królewskie - Windsor
płeć: nie potrzebuję nabiału żeby być męskim ~ wałach
właściciel: rozumiemy się bez słów ~ Lorien
moje: paszport, sprzęt skokowy, ujeżdżeniowy, stajenny, galeria
uwagi: zaleca się dużo stępa na długiej wodzy
zarówno na początku jak i na końcu pracy
osiągnięcia: kręta droga prowadzi do zwycięstwa ~ kliknij

klacz: moje oczko w głowie <3
lubię: poważni będziemy po śmierci ~ Mia, Lorka
nie lubię: wierz mi, że nie chcesz mi zajść za skórę
źrebaki: niestety... jestem jedyny w swoim rodzaju x3

…………………………………………………………………………….. wścieklik ©
 
     
Amelie
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata {28.03}
Wzrost: 164 cm
Zawód: jeżdziec, tłumaczka
Partner: tell me when you hear my heart stop, you'r the only one who knows, tell me when you'll hear my silence, there's a possibility I wouldn't know

Ostatni trening: skokowy z Fleau de Baian
Podopieczny: Carthago Z, First Night, Little Bit Of Spice, Victim of Virtue | Xavior
Pieniądze: £734

Punkty doświadczenia: 109
Skoki: 56
Ujeżdżenie: 15
Cross: 14
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 23


Wysłany: 2016-02-18, 15:29   
   Tytuł: Hodowca


Póki co Amelie była zadowolona z ich wspólnej pracy i na szczęście pozostała skupiona, nie dezorientując się stresem. Na pierwszy człon szeregu - stacjonatę - pojechali po szerszym łuku, co dało im więcej czasu na przygotowanie się przed przeszkodą. Białowłosa też usiała przyznać, że szereg stresuje ją bardziej niż jakikolwiek inny element parkuru. Jednak opanowana podczas najazdu na pierwszy człon dopilnowała właściwego tempa. Zamknęła Carthago w korytarzu stworzonym z pomocy, dodając łydkę w miejscu do wybicia. Gdy siwy poderwał się z ziemi oddała mu stosowną ilość wodzy, uniosła się z siodła, zgrywając z koniem w skoku i podążyła za jego ruchem, wyciągając ręce. Po pokonaniu stacjonaty na czysto nabrała dodatkowej pewności. W skupieniu poprowadziła ogiera na drugi człon, prosząc go o skrócenie trochę galopu. Sama dziewczyna wróciła w siodło dopiero przed przeszkoda, gdzie znów poprosiła holendra o wybicie z siłą z zadu, oddała wodze na kontakcie, przeszła w półsiad. Po lądowaniu pochwaliła pięciolatka, prowadząc go dalej.
Z kolei na piątkę dziewiętnastolatka obrała ciaśniejszy łuk, z naprostowaniem przed stacjonatą, gdzie wszystko odbyło się podobnie jak wcześniej z dobrym skutkiem: Halley i Carth zostawili za sobą kolejną nienaruszoną przeszkodę. Szli jak burza można powiedzieć. Prawie po prostej ruszyli z kolei na szóstkę - też stacjonatę. Jasnowłosa pozwoliła siwemu trochę przyśpieszyć, jednak bez przesady. Znowu przed stacjonatą dodała łydkę do wybicia, oddała wodze, zgrywając się z ogierem przeszła do półsiadu, pochylając się w stronę szyi pięciolatka, podążyła za jego ruchem wyciągając nadgarstki, a po skoku powoli wróciła w siodło i poprowadziła Carthago dalej.
Póki co zostawili za sobą płynnie i bezproblemowo pokonali parkur, ale jeszcze kilka przeszkód było przed nimi, na których teraz skupiła się Niemka.
_________________

Walls I've built up became my home.
? ? A M E L I E H A L L E Y ? ?

I found a man I can trust, and boy I believe in us
my love » xxxx
I will scream it loud tonight
Can you hear my voice this time?

pms » 1
Starting right now I'll be strong. I'll play my fight song.
friends » Anna Friedrich
Like a small boat on the ocean. Sending big waves into motion.
horses » Carthago Z First Night Little Bit Of Spice

results gallery

@edit by Delfin only for Melka
 
 
     
Taylor
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 23
Wzrost: 162 cm
Partner: your face is like a melody, it won't leave my head

Ostatni trening: Zawody ujeżdżeniowe z Escudero & Michelangelo [18.05.2019]
Podopieczny: Echo D'Arsouilles, Escudero IV, Michelangelo, Quarantino
Pieniądze: £11500

Punkty doświadczenia: 153
Skoki: 42
Ujeżdżenie: 40
Cross: 13
Wyścigi: 17
Obycie z koniem: 34


Wysłany: 2016-02-19, 20:26   

Chociaż zabieranie świeżego, młodego i na dodatek niemalże obcego konia na zawody wyjazdowe było w pewnym stopniu porwaniem się z motyką na słońce, Taylor nie zmieniła swojej decyzji. Swojego głównego wierzchowca do startów postanowiła oddać w ręce innego zawodnika, tym razem zamierzając się skupić na swoim najnowszym nabytku - pięcioletniej klaczy zangersheide. Nie miała z nią dużo do czynienia, ale do tej pory zdążyła dowiedzieć się tylko tyle, że wymagała stanowczości i pewności siebie ze strony jeźdźca.
W dniu zawodów zjawiła się w stajni o poranku. Od dłuższego czasu nie miała okazji startować w niskich konkursach, toteż odzwyczaiła się od zjawiania się w stajni o bladym świcie. Z kubkiem w jednym ręku i kluczami do paki drugiej, ruszyła w stronę tymczasowego boksu podopiecznej, ziewając przeciągle. Ze słuchawek do jej uszu płynęła głośna muzyka, która miała pomóc jej w rozbudzeniu się; ospałymi, ale zdecydowanymi ruchami wyjęła wyczyszczony sprzęt na wierzch, by dopić ostatni łyk zimnego już napoju i zabrać się za pielęgnację ciemnogniadej. Mając już gotowego, osiodłanego konia, oddała ją na chwilę w ręce stajennego, sama zaś szybko pozbywając się spodni ochronnych i szybko przecierając buty. Elegancja, nieważne na jakim poziomie jeździectwa, obowiązywała zawsze, tak? Zatem chwytając krótki bacik w jedną dłoń, drugą ujęła wodze i ruszyła z klaczą na rozprężalnię gdzie zafundowała jej porządną i adekwatną do jej poziomu energii rozgrzewkę.
~
Gdy jej dane zabrzmiały w głośnikach, sprawnie, aczkolwiek spokojnie skróciła wodze, prosząc Chimes o przejście do kłusa. Nie przejmowała się jej nerwowością, nie dając na siebie w żaden sposób wpłynąć pewnie wjechała na parkur, pokazując klaczy najdziwniejsze i najstraszniejsze z przeszkód, by w ostateczności zatrzymać się przed budką sędziowską. Po ukłonie w stronę sędziów ustawiła klacz na lewo i przyłożyła łydki do zagalopowania, podpierając je delikatnym pchnięciem z krzyża. Weszła w lekki siad, chcąc zachęcić klacz do aktywnego tempa; jak zwykle, nie zależało jej na wygranej czy przyzwoitym wyniku. Wiedząc, że to pierwsze zawody klaczy nie spodziewała się cudu, za cel obierając sobie obycie jej z zawodami tak, by na następnych poszło im lepiej. Objechała cały parkur dookoła, by równym tempem skierować zangersheide w stronę jedynki. Trzymając ją w korytarzu z pomocy wykluczała możliwość wyłamania czy spłynięcia, natomiast znajdując się trzy foulee przed przeszkodą wróciła w siodło, by mocniej domknąć pomoce i jeszcze lepiej dopilnować sześciolatkę w razie, gdyby ta chciała się spojrzeć na przeszkodę. W optymalnym miejscu odbicia przyłożyła do jej boków łydki, by wraz z nadejściem skoku złożyć się z nią do lotu, w którym to oddała rękę. Na lądowaniu zasugerowała Mid zostanie na lewo, by w dystansie dzielącym jedynkę i ciasny łuk do dwójki znacząco dodać. Dopiero na wysokości krzaka obok szóstki, a raczej nieco przed, mocniej napięła uda w celu skrócenia wykroku klaczy, a co za tym idzie - precyzyjnego wyjechania zakrętu. Zaraz po zjechaniu z łuku wyprostowała ją, podobnie jak wcześniej, tworząc korytarz z pomocy i do ostatniej foulee nie pozwalając sobie na zaufanie jej - nigdy nie wiadomo, kiedy zechciałaby przestraszyć się którejś z podmurówek. Drugi skok ze strony jeźdźca wyglądał tak samo jak pierwszy - domknięte łydki, półsiad, oddanie wodzy, a następnie lądowanie na prawo. Pewnie poprowadziła podopieczną po łuku w stronę oksera, przyklejając się do barierki i zdecydowanie mocniej pilnując ją prawą łydką i "prawym dosiadem", bo jeśli miałaby gdzieś uciekać, to tylko tam. Wychodziła z założenia, że na tym parkurze nie mogła pozwolić sobie na uśpienie czujności ani na chwilę. Tak jak wcześniej - po lądowaniu i zostaniu na prawo, dodanie w dystansie w lekkim siadzie, by po zakręcie przypominającym kształtem nawias wyprostować klacz, wrócić w siodło i na trzy do przodu ruszyć ku okserze.
_________________

loteria 28.05 - czysty przejazd w zawodach skokowych/próbie skokowej
 
     
Harley Davidson
Jeździec zaawansowany
let's get party started!


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Podopieczny: Joy & Stradivarius & Valkyria
Pieniądze: £12788

Punkty doświadczenia: 144

Wysłany: 2016-02-19, 21:26   
   Tytuł: Hodowca


Te zawody utwierdziły w nim niezłomne przekonanie, które wyrobił sobie już w trakcie treningów z siwusem - zakup tego holsztyna niewątpliwie był trafiony! I to w samą dziesiątkę, ba, setkę! Niesamowite serce do tej dyscypliny, energia i piękna technika. Po prostu cudo! Niezwykle dumny ze swojego ogiera poprowadził go po lądowaniu zaraz obok pierwszego członu szeregu, by dla nadrobienia czasu możliwie najmocniej skrócić najazd na szóstkę. Naprostował Kontenera na sam środek drąga około cztery foule przed przeszkodą przez delikatne impulsy łydek i subtelną pracę biodra. Najazd aż kusił do wyciągnięcia kroku - mieli jednak dość czasu, nie warto było ryzykować. Harleyowi wręcz stawały przed oczyma pomyłki z pierwszych zawodów w karierze - najczęściej właśnie takie niedokładnie zaplanowane zmiany tempa kończyły się zahaczonymi drągami, stresem albo przekraczaniem normy czasu. Wbrew pozorom wcale w przejeździe nie pomagały. Ależ ile czasu temu to było! W mocnym, parkurowym tempie doprowadził ogiera aż do momentu wybicia. Łydka, uniesiona dłoń - jasny sygnał do wyskoku. Mężczyzna delikatnie rozchylił palce, pozwalając wodzom swobodnie się wydłużać wraz z wyciągnięciem szyi, łba ogiera. Naciskiem na lewe strzemię zasugerował już nogę do lądowania. Nie czekał - gdy tylko wszystkie cztery nogi Conchity (:*) dotknęły ziemi, przysiadł w siodle, dojechał go do ręki. Na stanowczym już kontakcie naprowadził ogiera na łuk, decydując się na przejazd między krzakami a dziesiątką - kusiła przestrzeń między dwójką a zaroślami... Ale to nadal ryzyko zrzutki, a jako para są dość świeży i tu pojawia się po prostu groźba zrzutki! Taki wybór zapewnił jednak kilka fouli prostej przed okserem. Harley ponownie ostrzegł ogiera półparadą, przypominając mu jednocześnie o ustawieniu. Z premedytacją wzmocnił trochę sygnał łydki, nie pozwalając na wydłużenie kroku, hamując ogiera na pysku... Czuł wręcz w dłoniach, jak energia wzrasta, kumuluje się - wypuścił go do skoku niczym tygrysa na bezbronną owieczkę. Nakręconego (miejmy nadzieję), zwycięskiego. Ten okser nie miał szans - po prostu... Harley nie miał jednak zamiaru na tym poprzestawać, to zagranie było jedynie przygotowaniem do kolejnych! Kuląc się w półsiadzie nad grzbietem ogiera elastycznie oddawał mu wodze, opierając się na prawym strzemieniu. Lądowanie, półparada i teraz się zaczyna - czujnie, ostrożnie poprosił o wydłużenie kroku, mając na uwadze mknący czas. Starał się przy tym znaleźć jednak granicę - nie stracić ustawienia i porządnego zaangażowania zadu, i tej granicy nie przekroczyć. Gdy mijali 4b pojawiła się kolejna półparada i po niej już prośba o skrócenie oraz mocny, zaokrąglony zakręt na ósemkę. Tutaj typowa już sekwencja - sygnał do ekonomicznego wybicia, elastyczna dłoń ze wskazaniem nogi do lądowania i po powrocie na ziemię poprawa ustawienia. Bez zbędnego już kombinowania zaprowadził Contendro aż na drugi szereg, starając się tutaj trzymać go w mocnych pomocach i trochę ostudzić - szereg mógł go nie tylko wystraszyć jako wizja ogromnej, długiej przeszkody, ale i przez to złudzenie "długości" zachęcić do zbyt długiego skoku, który postawiłby ich w kiepskiej sytuacji między przeszkodami - na zaledwie dwóch, trzech foulach przerwy. Punkt wybicia znalazł się więc trochę dalej od pierwszej przeszkody. Niczym głodna krwi bestia, Harłak wlepił wzrok w drugi już człon, zaraz po lądowaniu dojeżdzając Conciaka do ręki i już chwilę potem prosząc o oddanie kolejnego susa. Gdyby schudł jego obecność podczas skoku byłaby prawie niezauważalna - już teraz precyzyjnie zgrywał się z ruchem holsztyna, pozwalając mu na zaprezentowanie swojej wyśmienitej techniki (niech pouwodzi trochę widownię!), ujawniał się tylko przy wskazywaniu nogi do lądowania... A propos - po wejściu w galop na prawą nogę, przysiadł w siodle, zachęcając łydką i biodrem do ruchu naprzód, jednocześnie dając oparcie na wędzidle... Już w prawidłowym ustawieniu najazd na skok finałowy - double barre. Harłak wstrzymał oddech, wskazując Contendro punkt wybicia, a następnie wzlatując wraz z nim. Kilka uciążliwych sekund... Ale tak, wszystko w porządku! Odetchnął dopiero po lądowaniu, z uśmiechem nagradzając ogiera za piękny przejazd, stopniowo przechodząc w stęp swobodny. Takie zdolne jego dzieciątko. <3

Zadowolony z ich wspólnego debiutu pozwolił sobie zostać chwilę dłużej z miśkiem na rozprężalni, by już po rozstępowaniu trochę go wymasować, wymiziać i zapewnić, że jest jego gwiazdą. No cóż, taka ciepła klucha Harłak. :lol: Naglony czasem oddał go jednak do rozsiodłania i odprowadzenia na spoczynek stajennemu - czekał go jeszcze drugi przejazd...

[z/t]
_________________


    I never knew perfection 'till
    I heard you speak, and now it kills me
    Just to hear you say the simple things
    Now waking up is hard to do
    And sleeping is impossible too
    Everything is reminding me of you
 
     
Harley Davidson
Jeździec zaawansowany
let's get party started!


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Podopieczny: Joy & Stradivarius & Valkyria
Pieniądze: £12788

Punkty doświadczenia: 144

Wysłany: 2016-02-19, 23:47   
   Tytuł: Hodowca


Nieco wymęczony przez stres, presję, poprzedni przejazd przejął osiodłanego już i przygotowanego do rozprężenia Corleone od stajennego. Grzecznie się swojemu wierzchowcowi przedstawił, objaśnił czym się zajmą i że nie ma się czym stresować. Że zawody to w sumie niezła zabawa... Pomijając, że szaleństwo, zwycięstwa, porażki i rywalizacja. Ale tego pomijając nie powiedział już na głos.

Dopiął popręg, wskoczył miękko w siodło i delikatnym wypchnięciem z krzyża i sygnałem łydki zaprosił ogiera do stępa. Na początek samo chadzanie, zapoznanie się z miejscem... A potem już próby wejścia w prawidłowe ustawienie, praca nad zaangażowaniem zadu, rozluźnieniem i rozciągnięciem. Na koniec rozgrzewki jeszcze kilka skoków i jedziemy!

Pierwsze minuty na parkurze poświęcił na krótką przechadzkę wzdłuż przeszkód, pozwalając Corleone na zapoznanie się ze straszakami, mentalne przygotowanie do walki... Zaraz potem zatrzymanie, ukłon. Let's begin! Przez stanowcze pomoce poprosił zebranego uprzednio ogiera o przejście do kłusa a następnie o zagalopowanie na lewą nogę na łuku obok trójki. Chwila prostej w dynamicznym, parkurowym tempie i po delikatnym zjeździe na lewo, na sam środek drąga - skok. Harley był świadom, że pracuje z nowym dla siebie koniem i starał się korzystać z wiedzy nabytej na rozprężalni - wiedział już mniej-więcej jakiego natężenia pomocy jego wierzchowiec potrzebuje, jak wygląda z technicznej strony, w czym bryluje... Do samego wybicia poprowadził go zamkniętego w stanowczych pomocach, poprzez dłoń i łydkę zasugerował wybicie. Ot, typowe sprawy - już w locie zasugerował mu lądowanie na lewą nogę, przy tym nie hamując ruchu jego szyi, pozwalając na pełne wyciągnięcie się nad okserem. Pierwsze koty za płoty! Momentalnie przysiadł w siodło, dojeżdżając ogiera do ręki. Lewą łydkę docisnął na popręgu, prawą przypilnował wygięcia zadu, jednocześnie kontrolując wodzami wygięcie szyi i potylicy gniadosza. Poprowadził go po szerokim, zaokrąglonym łuku by tuż przed dwójką zapewnić mu kilka fouli prostej. Skrócenie, co by zaangażować mocniej jego brąz zad, subtelna zachęta do wybicia się w wymierzonym wcześniej punkcie i przejście w półsiad. Po lądowaniu na wyproszoną w locie prawą nogę doprowadził go w równym tempie, sugerowanym rytmiczną pracą łydki i bioder prawie do samej ściany, gdzie okręcił sobie wręcz gniadosza wokół łydki i wskazał oksera, trójeczkę. Słyszał, że Corleone jest koniem raczej podatnym na stres, przejmującym napięcie... Na szczęście Harley na parkurach tego poziomu nie miał już problemu z zachowaniem wewnętrznego spokoju i równowagi, więc przy pracy musiał skupić się na innej cesze ogiera - skłonnościach do wyrywania w szybsze tempo. Starał się więc upominać go co jakiś czas, szczególnie skupił się na trzymaniu ustawienia i odpowiedniego wykroku. Już podczas rozgrzewki starał się popracować nad sterownością, zmianami ram chodów, ot, po prostu przekonać ogiera, że podczas zadania trzeba się raczej wsłuchać w sygnały i zawierzyć jego doświadczeniu... Tuż przed skokiem półparada, zaraz uniesienie dłoni połączone z impulsem łydki. Mężczyzna już skierował swój wzrok na kolejną przeszkodę, oparł się na prawym strzemieniu. Dwie foule po powrocie na ziemię przysiadł w siodło, zdecydował się skrócić pierwszą połowę łuku na czwórkę i dopiero drugą jego połowę zaokrąglić. Ponownie zażądał od Corleone zaangażowania w taki prosty zakręt - wygięcia po prostu. Już w momencie wybicia otworzył dłonie, pozwalając gniadoszowi stopniowo wybierać wodze i składać się, spłaszczać nad okserem.
_________________


    I never knew perfection 'till
    I heard you speak, and now it kills me
    Just to hear you say the simple things
    Now waking up is hard to do
    And sleeping is impossible too
    Everything is reminding me of you
 
     
Angel's Wings
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 14 lat {15.05.2005}
Rasa: koń oldenburski
Wzrost: 173 cm

Ostatni trening: 12.07. - skokowy - Naomi
Właściciel: Naomi
Cena: £3450

Doświadczenie w skokach: 180
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 25
Doświadczenie z lonżowania: 48
Kondycja: 101
Szybkość: 101
Klasa startów: Skoki: C1

Wysłany: 2016-02-20, 12:58   

Nadal skupiony i skoncentrowany ochoczo wyciągnął galop i przyśpieszył po drodze na stacjonatę oznaczoną jako piątka. Przed przeszkodą zwolnił zgodnie z pomocami od Jessie, skręcili na prawo, po czym kobieta pokierowała Aniołka prostopadle do przeszkody, wycofując go przed nią. Siwy cały czas współpracował z brunetką, był wrażliwy na jej pomoce. Po łydce do wybicia, ogier bez najmniejszych problemów wybił się, ładnie baskilując nad stacjonatą, zgrywając się z amazonką pokonał piątkę płynnie i z zapasem. Wylądował na prawą nogę, tak jak mu to zasugerowała kobieta, po czym ruszyli w prostej linii na szóstkę. Oldenburg dostosowywał się do narzuconego mu tempa, poruszając się aktywnym galopem, nie zapominając o nawet najdrobniejszym, z pozoru błahym szczególe.
Podobnie jak z poprzednią stacjonatę i tym razem doprowadzony do przeszkody przez Jessie i stosując się do jej pomocy pokonał szóstkę na miarę swoich możliwości, zostawiając za sobą kolejną pokonaną na czysto przeszkodę. Kolejną czekającą ich przeszkodą był okser oznaczony jako przeszkoda siódma. Zgodnie z pomocami od Jessie, która naprostowała go przed okserem, ochoczo poszerzył foule, przed okserem oddając skok z większego rozpędu, ładnie ułożył się w skoku nad przeszkodą, w efekcie oddając dłuższy skok i pokonując siódemkę bez problemów. Wylądował na zasugerowaną lewą nogę, później dojechał do bandy, by wykręcić łuk na ósemkę, kolejny okser. Precyzyjny najazd spuentowali wybiciem do skoku, w którym dziesięciolatek płynnie pokonał okser, tak jakby nie sprawiało mu to najmniejszego trudu, ani wysiłku. Chociaż oczywiście tego drugiego wkładał w każdy skok dużo.
Została im ostatnia przeszkoda, stacjonata numer dziewięć Dojechali do stacjonaty po prostej, Wings nadal skupiony, stosował się do pomocy od Jessie i wyznaczonego przez nią tempa, chociaż chętnie jeszcze bardziej by się wyszalał Ale została im jeszcze jedna przeszkoda, i szkoda byłoby zepsuć tak dobrze pokonany parkur. Więc bez szaleństw On the Angel's Wings dojechał do ostatniej przeszkody, przykładając się do niej tak samo jak do poprzednich, by zakończy parkur na czysto. Bez oporów zwolnił i wyciągnął szyję, kierując się między celowniki, by później zwolnić do kłusa. On też był z siebie zadowolony, co wyraził radosnym parsknięciem.
Dwudziestotrzylatka sprowadziła go z parkuru na rozprężalnię, gdzie powoli się rozluźniał podczas rozstępowania, po czym odprowadziła go do stajni

/zt
_________________
I believe I can fly
ON THE ANGEL'S WINGS

paszport
film
sprzęt


*
gdybym umiał, tak bym się podpisywał -> On the Angel's Wings
nazywają mnie różnie i jakoś zawsze reaguję -> Angel, Wings, Aniołek, siwy, Skrzydlaty...
to coś więcej niż hobby -> skoki
człowiek jedyny w swoim rodzaju -> Naomi
mogą do mnie podejść i nie ugryzę -> Naomi, Jessie, Caroline
widzimy się na pastwisku -> Wild Heart
oddam tej klaczy serce i jeszcze dopłacę -> --
płynie w nich moja krew -> --
zerwę owoce ciężkiej pracy ->

2 x I miejsce, 2 x II miejsce, 2 x III miejsce +
pozostałe osiągnięcia

*
Zastrzeżony wizerunek konia Casino Berlin | galeria
 
     
Corleone Olshansky
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: selle français
Wzrost: 162 cm

Ostatni trening: 20.08 - skoki - Luke Sugarman
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £3050

Doświadczenie w skokach: 185
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 21
Doświadczenie z lonżowania: 30
Kondycja: 44
Szybkość: 75
Klasa startów: Skoki: C1

Wysłany: 2016-02-20, 18:10   

Niedawno przyjechał do Orchardu i już po raz kolejny zmieniał miejsce pobytu, choć tymczasowo. To zdecydowanie mu nie służyło - cały czas zdradzał swoje poddenerwowanie, praktycznie nie odrywając uszu od potylicy, szastając ogonem i kopiąc powietrze ilekroć znajdował ku temu pretekst.

Na rozprężalni zachowywał się karygodnie. Poza tym, że ciągle był spięty, to jeszcze szczurzył się do innych koni. To było jednak niczym przy odpowiedzi na łydkę, na którą reagował podbijaniem zadu za każdym razem, gdy była mocniejsza. Coś wyraźnie mu nie pasowało, ale trudno było jednoznacznie orzec co. Równie dobrze mogła być to sprawa zdrowia, jak i charakteru.

Później wszedł na parkur, po którym stępował sprężyście, o dziwo chwilowo nawet stawiając uszy do pionu. Jego nastawienie zmieniło się wraz ze zdecydowanymi pomocami jeźdźca, którymi wysłał go do galopu. Przechodząc do owego chodu, pociągnął łeb do dołu, nieco zbyt ekspresyjnie wyrzucając przody przy pierwszej foule galopu. Wbrew przypuszczeniom, nie rozpędzał się w galopie, do czasu aż Harley wysłał go do przeszkody. Wówczas przyspieszył wyraźnie, mocniej wchodząc zadem pod kłodę i unosząc łeb, dotąd zawieszony na okrągłej szyi na wysokości kłębu. Przed samą przeszkodą nie przyspieszał dodatkowo, utrzymując po prostu równe, aczkolwiek dynamiczne tempo galopu. Mimo prędkości, która raczej prowokowała spłaszczanie skoku, odbił się sprężyście. Przeszkodę pokonał z niewielkim zapasem, charakterystycznie pukając nadgarstkiem o nadgarstek w momencie złożenia przednich kończyn. Wylądowawszy, ponownie pociągnął łeb do dołu, zapewne spotykając się z oporem wędzidła. Otworzył więc chwilowo pysk, z którego skapnęła ślina. Kontynuował galop na lewo, samodzielnie zmieniając nogę na właściwą, bo jeszcze nie był wystarczająco naskakany aby za każdym razem robić to w trakcie skoku. Jeżeli chodzi o zachowanie w zakręcie, to nie potrafił skorzystać z pomocy jeźdźca, mimo wszystko pozostając odgiętym. Położył się nieco do środka, co świadczyło o sporym problemie z równowagą, z czym jednak radził sobie zaskakująco dobrze. Był na tyle zwrotną i zwinną bestią, aby wyjść z takich opresji. W każdym razie naprzeciw kolejnej przeszkody skupił się na dojeździe do niej, galopując w tempie podyktowanym przez mężczyznę. We wskazanym miejscu odbił się, zwyczajowo przytulając uszy do potylicy i złowrogo łypiąc ślepiami. Mimo swoich humorów był wdzięcznym koniem, bo nigdy nie odmawiał skoków, a ponadto pokonywał przeszkody starannie, zdradzając spory potencjał. Przy lądowaniu otworzył się lekko zadem, po czym pogalopował dalej na wprost, na prawą nogę. Na zakręcie jeździec ponownie mógł napotkać problem wypadającego z łuku konia, który jednak błyskawicznie się odnalazł tuż po tym, jak znalazł się na wprost oksera. Na ułamek sekundy nastawił uszy na sztorc, jednocześnie zadzierając łeb. Z początku szedł na przeszkodę nieco rwaną foulą zważywszy na próbę przytrzymania przez jeźdźca, któremu ustąpił w miarę zbliżania się do oksera. Z tempem miał przede wszystkim problemy w dystansie. W każdym razie oddał kolejny, poprawny skok. Skakał ekonomicznie, nie wkładając w to więcej siły, niż było konieczne; jednocześnie nie zapominał o podnoszeniu nóg, zwyczajnie nie lekceważąc przeszkód, niezależnie od wysokości. Dalej skręcił w prawo, obszernym, choć nieco ściętym łukiem kierując się na czwartą przeszkodę. Tym razem jeździec nie popędził go w galopie, co zaprocentowało równym, rytmicznym tempem, pozbawionym jakiejkolwiek walki z jeźdźcem. Znalazłszy się na wprost przeszkody, zwyczajowo podniósł nieco łeb, nie poszerzając jednak foule galopu jeśli jeździec mu tego nie umożliwił. Miał wystarczająco siły, aby nawet z wolnego galopu pokonać oksera, a że tempo mieli całkiem słuszne - bez problemu odbił się w optymalnym do tego miejscu, oddając sprężysty skok.
_________________
‘ just because it HURTS
doesn't m e a n you're gonna die '



+ darmowe wpisowe na 1 zawody
 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2016-02-20, 18:50   

Nie ukrywała tego, że z owym przejazdem wiązała największe nadzieję. Co prawda z Volsem znała się stosunkowo krótko, ale jednak był to jej prywatny wierzchowiec, a nie wypożyczony. W związku z powyższym chciała wypaść jak najlepiej, przez co potęgowała stres związany ze startem. Po L'ce na czysto miała jednak większą motywację i chciała dołożyć jak największych starań, żeby i ten przejazd wypadł jak najlepiej.
Już dzień wcześniej zjawiła się u ogiera, co by go porządnie wyczyścić i zadbać o nienaganny wygląd rzędu jeździeckiego. W dzień zawodów od rana była zabiegana, chcąc dopilnować przygotowań wszystkich trzech wierzchowców. Volsowi poświęciła najwięcej uwagi, zaplatając mu grzywę w eleganckie koreczki i z największą starannością siodłając. Wszystkie musiało być perfekcyjne, eleganckie i schludne. W końcu dobra prezentacja na parkurze, to połowa sukcesu! Osobiście zabrała skoczka na rozprężalnie, wyręczając w ten sposób swojego wiernego luzaka. Rozgrzewka miała być stosunkowo krótka, aczkolwiek treściwa. Rozruszała go we wszystkich trzech chodach, dokładając wszelakie figury mające na celu rozgrzanie koniowatego na boczki. Oczywiście na koniec naprowadziła go kilkukrotnie na niską stacjonatę, po czym dała mu długą wodzę, pozwalając stępować aż do momentu wyczytania.

Wraz z nadejściem ich przejazdu, Elizabeth poprosiła gniadosza o przejście do kłusa poprzedzone półparadą i w owym chodzie wprowadziła Volsa na parkur. Pokręciła się nieco pomiędzy przeszkodami, zapoznając ogiera z co ciekawszymi konstrukcjami i przy okazji przypominając sobie przebieg trasy. Ostatecznie wykonała pełną paradę przed budką sędziowską, złożyła krótki ukłon i nie zwlekając wypchnęła gniadego do galopu. Początkowo na obszernej wolcie wyregulowała sobie tempo, by następnie wypuścić swojego podopiecznego na pierwszą z przeszkód. Nakierowała go prostopadle do środka oksera, prowadząc na elastycznym kontakcie i pilnując w razie potrzeby aktywizującą łydką. Kilka fouli przed usiadła w siodło i utworzyła z pomocy korytarz, chcąc za wszelką cenę uniknąć wyłamania. W optymalnym do tego momencie zasugerowała Volsowi wybicie, bezzwłocznie podążając za jego ruchem, ściągając łopatki, cofając biodra i oddając rękę. W międzyczasie zasugerowała lądowanie na lewą nogę, wzrokiem śledząc trasę do stacjonaty. Za pierwszym razem technika jej nie zawiodła, więc tutaj również zamierzała praktykować dłuższe, bezpieczniejsze najazdy. Co prawda lubiła czasami podjąć ryzyko i co nieco zaszaleć, ale postanowiła zrzec się tych przyzwyczajeń na rzecz dokładności i precyzji.
W drodze do dwójki nie pozwalała nieparzystokopytnego zbytnio przyśpieszać, utrzymując go w aktywnym, okrągłym aczkolwiek nie szaleńczym tempie. Przed oddaniem skoku usadowiła się w siodle, przeniosła ciężar ciała na tył i na spokojnie doprowadziła konia do przeszkody, w odpowiednim momencie odciążając mu grzbiet i pozwalając na oddanie swobodnego skoku. W fazie lotu dociążyła mocniej po raz kolejny lewę strzemię i miękko zamortyzowała lądowanie, mentalnie przygotowując się do trójki. Na łuku tuż za ósemką podpierała skoczka łydkami, co by nie wypadł z ustawienia, jednocześnie korygując jego tempo. Najazd na kolejną stacjonatę poprzedziła półparadą, chcąc na sobie skupić uwagę kopytnego i zmobilizować go do oddania prawidłowego skoku.
Jak na razie wszystko szło po myśli amazonki, która z każdym prawidłowo oddanym skokiem czuła coraz większą mobilizację. W trakcie pokonywania odcinka na dwuczłonowy szereg zadziało się jednak coś niedobrego, Vols potknął się o jakąś bruzdę i tym samym zaburzył rytm galopu oraz rozproszył nieco zawodniczkę. Kanadyjka postanowiła jednak szybko powrócić myślami do postawionego przed nimi zadania i po gładkim łuku naprowadziła ogiera na 4a. Wykonała krótkie półparady i zasugerowała kopytnemu nieco dalsze odbicie, chcąc ułatwić mu oddanie bezproblemowego skoku i przygotować do pokonania drugiego członu. Przed okserem zaś lekko go przytrzymała, po chwili wypuszczając Cometa na zamkniętych pomocach na przeszkodę.
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2016-02-20, 19:50   
   Tytuł: Hodowca


Brian odpowiednio wcześnie przed zawodami zjawił się rano w londyńskiej stajni, wypoczęty, a nawet zrelaksowany, chociaż to mogło mu akurat szybko minąć. Odniósł rzeczy do socjala, sprawdził czy sprzęt Promise jest gotowy i zgarnął klacz z boksu. Brunet oporządził ją, osiodłał, przebrał się i zabrał na rozprężalnię. Nadal na luzie, jednak starając się o skupienie u Integrity, robili okrążenia po rozprężalni z figurami, pokonali też kilka przeszkód jako przygotowanie przed zawodami. Po rozgrzewce stępowali na długiej wodzy, dopóki nie przyszła ich kolej.

Kiedy przyszła ich kolej Brytyjczyk powoli nabrał wodze na kontakt i poprosił klacz o przejście do kłusa, którym wjechali na parkur. Okrążyli obiekt, aby Promise mogła zapoznać się z przeszkodami, on też je sobie przypomniał, by nie popełnić drugiej wpadki na tych samych zawodach. W końcu ustawili się, Donney ukłonił się sędziom i poprosił sześciolatkę o galop, prowadząc ją na pierwszą przeszkodę: okser. Na szczęście skupiony, póki co był w stanie panować nad stresem. To mu się przydało, gdyż podczas krótkiej drogi na okser Integrity potknęła się kilkakrotnie o nierówności, co skutkowało dekoncentracją i wypadaniem z ustawienia. Dwudziestosiedmiolatek skupił się więc na ponowne skupienie klaczy działając przed półparady i powrót do ustawienia. Niestety przez to poruszali się wolniej. Już wcześniej dokładnie wyliczył odległość do jedynki, przed samą przeszkodą wycofał niemkę, prosząc o długi skok. Dodając łydkę do wybicia, oddał wodze na kontakcie, przeszedł w półsiad, podążył za ruchem siwej , obciążając lekko prawe strzemię.
Ruszyli po lekkim łuku na stacjonatę Niestety znowu powtórzyła się ta sama sytuacja, klacz się potykała, a mężczyzna skupił się na ponownym zbieraniu jej, skupieniem i powrotem do ustawienia, próbując jednocześnie zachować zadowalające tempo. Niestety przez potknięcia mieli niezadowalający czas. Przynajmniej jednak nie mieli problemów z przeszkodami : dwójkę również pokonali na czysto. Na trójkę zdecydował się na ciaśniejszy najazd, przez wzgląd na to, że nie mieli za dużo czasu, nawet jeśli po drodze sześciolatka nadal się potykała i wypadała z ustawienia. Trójka także była stacjonatą, przed którą Brytyjczyk lekko zamknął Integrity w pomocach, dał jej sygnał do wybicia w odpowiednim miejscu, oddał wodze przy szyi klaczy, uniósł się z siodła pochylając do przodu i współpracując z niemką, wyciągnął nadgarstki, podążając za jej ruchem. Po lądowaniu ruszyli po prostej na 4a, przed którym jeździec chciał się jak najlepiej przygotować, by uniknąć sytuacji z poprzednich najazdów. Starał się utrzymać z Integrity dobre tempo, mobilizację i skupienie. Przed okserem ponownie ją wycofał, a podczas skoku oddał więcej wodzy, więc pierwszy człon szeregu pokonali w dobrym stylu, nie naruszając oksera.
Podczas najazdu na 4b narzucił sześciolatce właściwe tempo wracając w siodło przed przeszkoda, którą pokonali w podobny sposób, na czysto. Jedynym mankamentem ich dotychczasowego przejazdu był kiepski czas.
 
 
     
Mia
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: zawodniczka ujeżdżenia, studentka psychologii
Partner: i fall in love too easily

Ostatni trening: teren z Sheridanem
Podopieczny: Contendro Boy, Dies'irae, Eponine, Papillon Rouge, Renaissance, Sheridan
Pieniądze: £910

Punkty doświadczenia: 194
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 80
Cross: 17
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2016-02-20, 22:13   
   Tytuł: Hodowca


....Nie były to jej pierwsze ani ostatnie zawody wyjazdowe, jednak w tym dniu była wyjątkowo poddenerwowana. Startowała z Pleasure, po której mogła się spodziewać dosłownie wszystkiego. Ruda już nieraz zaprezentowała jej swoje możliwości, stąd też obawy dwudziestolatki przed ewentualnym wylądowaniem na księżycu czy bóg wie gdzie jeszcze.
....Na całe szczęście zdążyła pozbyć się większości z negatywnych emocji, co umożliwiło jej normalne funkcjonowanie przy klaczy. Odpowiednio wcześnie wstała i zjawiła się w stajni, aby na spokojnie móc wyczyścić i osiodłać kasztankę. Kiedy znalazła się ponownie w siodle na rozprężalni, z radością stwierdziła, że cały stres uszedł z niej. W czasie rozgrzewki starała się sprawić, że i Pleasure wjedzie na parkur prezentując najwyższą klasę. Na koniec rozprężenia dała kobyle długą wodzę w stępie, niemniej jednak dalej uważając na jej ewentualne szaleństwa, których z pewnością nie miało zabraknąć.

....Po wyczytaniu przeszła w kłus, poprzedzając to delikatną półparadą. Upewniwszy się, że nie odbije jej pod okiem widowni i sędziów, w końcu wjechała na parkur. Pokręciła się krótko między przeszkodami, pozwalając siedmiolatce rozejrzeć się po torze, samej przypominając sobie całą trasę. Dopiero teraz odczuła cały ten prestiż londyńskich zawodów. Było dużo więcej ludzi niż na tych typowych zawodach w Orchardzie, przez co trema ponownie zaczęła ją atakować. Hałas i ogólny harmider zapewne również dobrze nie wpływał na konia, a wyczuwając to, Mia starała się odwrócić jej uwagę od widowni i blasku fleszy na niej.
....Oprowadziwszy Pleasure, zatrzymała ją przy budce sędziowskiej, gdzie ukłoniła się pospiesznie, po czym posłała ją do galopu. Odnalazła wzrokiem pierwszą przeszkodę, to jest okser. Naprowadziła parę w tamtą stronę, po drodze jeszcze pilnując równego, lecz energicznego tempa. W trakcie najazdu dodała, a odliczywszy do trzech łydką poprosiła o odbicie, samą od razu przechodząc w półsiad i nadgarstkami podążając za pyskiem konia.
....Kiedy wylądowali Mia zwróciła uwagę na dopracowanie chodu konia - z lekkimi przodami, a wyraźnie pracującym zadem, bo w końcu to od niego głównie wychodziła cała potęga skoku. Wyjeżdżając z łagodnego zakrętu, naprostowała Pleasure, żeby skok oddać przy jak najmniejszym skosie, a jak najbardziej na środek. W lekkim siadzie, zamknąwszy konia w korytarzu z pomocy, aby jej nie wyłamał, dojechała do celu, przed którym subtelną łydką zasugerowała odbicie. I tutaj wszystko jak poprzednio - cofnięcie bioder i przesunięcie nadgarstków do przodu oraz zasugerowanie lądowania na lewo. Już pod koniec skoku była myślami przy kolejnej przeszkodzie, do której sam najazd był minimalnie trudniejszy od pozostałych. Westchnęła i poprowadziła kobyłę tuż za ósemką, żeby znowu oszczędzić na czasie, jednocześnie podpierając ją łydkami. Mia jeszcze bardziej skupiła się na tej przeszkodzie, a na czole pojawiła się lekka zmarszczka. Dojechawszy do łudząco podobnej do poprzedniczki stacjonaty tradycyjnie poprosiła o odbicie, w skoku zgrywając się z wierzchowcem. Pomimo niemałej dekoncentracji szło im całkiem nieźle, bez zrzutek i w normie czasie - z Pleasure? Niemożliwe!
....Zwróciła wzrok w stronę szeregu, który ich czekał. Kiedy tylko znalazła się na ścianie prowadzącej do kombinacji, zajęła się prostowaniem siedmiolatki, co miało być kluczem do prawidłowego pokonania kolejnych dwóch przeszkód. Będąc już prostopadle do stacjonaty, ponownie poprosiła o odbicie poprzez delikatną łydkę, wszystko poprzedzając kilkoma półparadami, by w chwili wybicia bezzwłocznie podążyć za jej ruchem, cofając biodra i oddając wodze do swobodnego wyciągnięcia rudej mordky <3. Natomiast przed okserem przytrzymała ją nieco, by zaraz potem posłać ją do kolejnego gładkiego i bezbłędnego skoku.
_________________




loteria Jess '20: darmowa stanówka wybranym koniem
 
 
     
Anna Ross
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 Lat
Wzrost: 175 cm
Podopieczny: Unannounced Pleasure
Pieniądze: £4060

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 23
Ujeżdżenie: 16
Cross: 9
Obycie z koniem: 20


Wysłany: 2016-02-20, 23:14   

Cóż z racji tego, że Avro wyjechał na wakacje, sama też postanowiła sobie takie zrobić w postaci wyjazdowych zawodów. Nie miała możliwości zabrania swojego konia, ani nie dosiadała innego jakoś specjalnie długo by na nim pojechać. Jednak w ostatnich dniach kuzynka się do niej zgłosiła czy po prostu nie dosiadłaby i nie pojechała na jej koniu. Po krótkim zapoznaniu się z charakterem konia zapisała ich na zawody, tym sposobem kilka dni później szykowała siebie i konia do wspólnego startu. Przyjechali nieco wcześniej by odbyć trening jeszcze i mieć okazje się bliżej poznać, w dzień zawodów z rana przyszła do stajni i od razu ruszyła pod boks ogiera. Po krótkim lecz stosownym przywitaniu się z nim, zabrała go na myjkę gdzie dokładnie oporządziła oraz osiodłała. Z tak przygotowanym siwkiem ruszyła na rozprężalnie gdzie dokładnie rozgrzali się w każdym chodzie oraz wstępnie poskakali co by nie przeciążyć się przed oficjalnym parkurem.

~~~

W końcu wywołali ich przez głośniki, podebrała wodzę oraz poprosiła ogiera o zaangażowanie zadu. Lekkim kłusem wjechali na parkur, kobieta w pierwszej kolejności pokazała ogierowi przeszkody które dziś mieli skakać. Przyłożyła też nacisk na krzaczki które mogły by wystraszyć ogiera podczas skoków, po usłyszeniu dzwonka skłoniła się sędzią i zaraz wypchnęła ogiera do galopu. Utrzymując stały kontakt z jego pyskiem oraz trzymając go w zamkniętych pomocach, równym tempem skierowała go na okser. W idealnym momencie do odbicia się kobieta posłała ogierowi łydkę, zaraz podnosząc zadek w siodle do półsiadu i wysuwając nadgarstki do przodu, złożyła się z nim do skoku sugerując lądowanie na lewo. Po wylądowaniu przypomniała mu lekko o trzymaniu aktywizacji zadu i lekkich przodach, oraz ciągle utrzymywała delikatny kontakt z jego pyskiem. Prowadząc go dość obszernie przy ścianie skierowała go na dwójkę, za każdym razem wykręcając w lewo. Wyjechała mocny zakręt na dwa, co by mieć czas na naprostowanie toru jazdy siwka, do stacjonaty. Zbliżając się do niej pilnowała pomocami co by ogier przesadnie jej nie zaatakował, w odpowiednim miejscu ponownie dokładając łydkę do jego boku, podnosząc się do półsiadu, oddając stosowną ilość wodzy do miary skoku. Ponownie jeszcze w trakcie lotu zasugerowała mu lądowanie na prawo, nieco pozwoliła mu na przyspieszenie gdyż odcinek trasy był długi więc mogli nadrobić sekundy. Kilka foule po prostej by zakręcić delikatnie po łuku na prawo, ponownie kilka foule do kolejnego oksera. Ponownie przymknięcie w pomocach oraz mocna siła z zadu by ten skok miał moc <3 W odpowiednim miejscu ponownie łydka, półsiad, oddanie wodzy i zasugerowanie lądowania na prawo, prawie połowa parkuru za nimi. ponownie kilka foule po prostej i dopiero skręt. Długa prosta na której lekkie przyspieszenie i znów zakręt w prawo wprost na kolejny okser, najazd był dość krótki, ale technika jazdy oraz skoku konia spowodowały, że i tą przeszkodę skoczyli na czysto.
_________________
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar iee eé.

personalia: No soy ave para volar » Anna Ross
wiek: Y en un cuadro no sé pintar » 20 lat.

partner: No soy poeta escultor » xxx.
pms: Tan sólo soy lo que soy » 0.
ex: Las estrellas no sé leer » Brian.

przyjaciele: Podemos volar sin tener alas » Amelie.
wrogowie: Ser la letra en mi canción » brak.

moje: Volvo XC40, fone, house, gallery
osiągnięcia: No soy el sol que se pone en el mar » link
 
     
Sensationet
Skokowiec


Płeć: klacz
Wiek: 8 Lat
Rasa: Zangersheide
Wzrost: 170 cm
Właściciel: Brian
Cena: £3150

Doświadczenie w skokach: 114
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 71
Doświadczenie z lonżowania: 61
Kondycja: 101
Szybkość: 103
Klasa startów: Skoki: N

Wysłany: 2016-02-21, 00:15   

Klacz czuła, że się coś święci gdy przenieśli ją z Orchardu do Londynu. Przeczucie, a może intuicja? Ona raczej niewiele podróżowała, ale nie miała nic przeciwko temu. Stała w boksie w dzień zawodów nieco znudzona już, nic się tu ciekawego nie działo, to po co przyjechali? Może intuicja zawiodła, kiedy pod jej boksem zjawił się Brian powitała go rżeniem. Bez oporu dała się zabrać na myjkę oczyścić oraz osiodłać, kolejno ruszyli na rozprężalnie gdzie dokładnie rozgrzali wszystkie mięśnie, w końcu nikt nie chciał się nabawić kontuzji nie? Bez problemów wykonywała każde postawione przed nią zadanie solidnie się do niego przykładając. Ostatecznie zaczęli stępować po rozprężalni czekając na wezwanie, ona zdawała się być spokojna, nie zwracać uwagi na stres chłopaka.

Gdy nadeszła w końcu upragniona - ich chwila, klacz przeszła do kłusa i wjechała wraz z Brianem na parkur. Ukratkiem spojrzała na przeszkody ustawione na torze, nic nadzwyczajnego przynajmniej dla niej. Nie było tu krzaków które mogłyby ich zdekoncentrować podczas jazdy, co miało swoje plusy oczywiście. Skierowali na początek swoje kroki na start, tam się zatrzymała odczekując chwilą gdy Brian skłoni się sędzią i będą mogli pojechać dalej. Zaraz klacz weszła w szybki, sprężysty galop, mocne zaangażowanie zadu i nie zbytnie zrolowanie się, pierwszą ich wspólną przeszkodą był zwykły okser. Kiedy pokierowana na środek przeszkody dostała odpowiednie pomoce do skoku, uniosła przody by miękko odbić się z zadu i złożyć nad przeszkodą gdzie też się wyciągnęła nieco do przodu. Zaraz wyciągnęła przody na które miękko spadła i dostawiła tyły by pogalopować dalej, do kolejnej przeszkody tu też dwójki pojechali nieco na skróty, zaraz a za piątką wykręcili wprost na stacjonatę. Po dojechaniu pod przeszkodę ponownie uniesienie przodów, wybicie się mocno z zadu oraz złożenie nad przeszkodą czy wyciągnięcie szyi do przodu. Klacz niższe przeszkody skakała z lekkim zapasem, co miało swoje plusy bo skakali bez błędnie, na czysto. Nieco przyspieszyli do trójki gdyż spora odległość na to pozwalała, w odpowiednim miejscu jednak skrócili nieco krok by na trójkę najechać równym krokiem i oczywiście na sam środek, ponownie pokonali przeszkodę na czysto, w tym samym stylu co poprzednie. Do czwórki było po dość obszernym łuku, nie wspominając o odległości, więc ponownie lekko przyspieszyli tempa, dość szybko dojeżdżając do owej przeszkody. Wchodząc na drugi łuk do niej nieco zwolnili co by się wyrobić ze skokiem na nią, stacjonata nie wymagała od tej pary zbyt wiele, po równym dojeździe do niej, odbili się płynnie od podłoża by zaraz wylądować miękko po drugiej stronie. Na piątkę był dość prosty i szybki najazd, szybko dojechali do tej kolejnej przeszkody, kolejnej stacjonaty którą bez błędnie pokonali na czysto. Bez większych trudności po dość ciasnym zakręcie wyjechali na okser oznaczony numer sześć, po lekkim skróceniu kroku i mocnym zadzie klacz odbiła się od ziemi, składając i wyciągając w locie. Nie wiedzieć czemu zamiast na siedem chłopak pokierował ją na dziesięć, może wydawało mu się, że mieli skakać po prostej? Po przeskoczeniu tej przeszkody, klacz nie wiedziała co ma robić dalej, potulnie zjechała z Brianem z parkuru, po rozstępowaniu wróciła do stajni.

z.t
_________________


I will fight, I will love
...........I will fight for you


S E N S A T I O N E T • L O V E • M E
Zangersheide « Lover Boy x Sevaritza » 170cm

I still have a little space, for explosions, words of contrition
For this anxiety state »
Brian Donney

Despite the cuts despite the wounds
Somehow I'm pushing everything forward

»results » documents » gallery »

Somewhere, there is a formula for everything
Nothing is going to surprise me
best
» xxx » xxxx

Despite the reefs despite the rocks
Despite the hundred-meter waves

» ludź » koń




@edit by Delfin ♥ only for Sensationet
 
     
Harley Davidson
Jeździec zaawansowany
let's get party started!


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Podopieczny: Joy & Stradivarius & Valkyria
Pieniądze: £12788

Punkty doświadczenia: 144

Wysłany: 2016-02-21, 17:07   
   Tytuł: Hodowca


Po zrównoważonym lądowaniu delikatnie opadł w siodło, by po lekkim łuku poprowadzić Corleone na kolejną przeszkodę. Zauważył niechęć ogiera do mocniejszych impulsów łydki, więc starał się ograniczyć je do minimum i działać raczej przez ciężar ciała, wygięcie bioder, dosiad... No i wodze. Ten łuk i wygięcie nie powinno być dla ogiera tak problematyczne, jak poprzednie - mimo to jeździec starał się go możliwie uprościć i ponownie zapewnić mu kilka fouli prostej na najazdowe poprawki. Zamknął go w pomocach, starając się nie dopuścić do zaszarżowania na stacjonatę i w odpowiednim momencie oderwał się od siodła, przechodząc w półsiad. W locie obciążył prawe strzemię, sugerując nogę do lądowania także przez sygnał łydki. Jeśli gniadoszowi lądowanie na tę nogę się nie uda - trudno. W takim wypadku poprosi o zmianę jej tuż przed wejściem w łuk... Jak dotąd współpraca z Olshansky'm zadowalała go. Dużo rzeczy wymagało dopracowania, ale odkrył w gniadoszu ogromny potencjał, dobrą technikę i to, co uznawał za najważniejsze - zauroczenie skokami. Jakby tego nie kochał, to i by się tak na parkurach nie nakręcał, prawda? Najazd na szóstkę okazał się bardzo szeroki - wręcz ocierali się o ściany hali, by ostro odbić od nich na prostą przed stacjonatą. Harłak spodziewał się tutaj pewnych trudności, więc wyjątkowo skupił się na zgraniu z ruchem ogiera i pokierowaniem go do skoku. Chwila na powrót do równowagi, podyktowanie rytmu i foulę przed skokiem skrócenie, by zaangażować zad ogiera i wzbić się z nim w powietrze. Pochylił się nad jego grzbietem, opierając dłonie na umięśnionej szyi. Przez jego palce przesuwały się kolejne centymetry wodzy, gdy rozprostowywał się nad przeszkodą. Miękko opadł w siodło, by pokierować go naprzód i na wysokości krzaka przechylić się na prawą stronę i tam też posłać ogiera, na środek drąga double barre. Przytrzymał go do samego wyskoku, gdzie zaraz po skróceniu wypuścił całą skumulowaną w jego zadzie energię na wolność. Z wyczuciem oddawał mu wodze, jednocześnie dbając o zachowanie pewnego kontaktu z jego pyskiem i prosząc o lądowanie na lewą nogę. Już to kopyta ogiera dotykały ziemi, mężczyzna cofnął się w siodło, by przez pełny dosiad zyskać większą sterowność. Już w drugiej fouli po lądowaniu wprowadził go na ogromny, zaokrąglony łuk. Mimo wcześniejszych niepowodzeń w tej kwestii, starał się dojść do chociaż minimalnego rozluźnienia i wygięcia na łuku. Przy tym nie przestawał sugerować mu odpowiedniego tempa przez rytmiczną pracę łydki i biodra. Przy mijaniu trójki przytrzymał go w trochę mocniejszych pomocach, by ogier nie spłynął w jej stronę - od tego momentu najazd był już znacznie prostszy... I standardowy. Skrócenie, sygnał do wybicia, elastyczne dłonie i zrównanie się z ruchem skokowca. Po lądowaniu usiadł głębiej w siodło, nagradzając ogiera głosem i dotykiem. Stopniowo wyprosił przejście do stępa, by już na rozprężalni przejść na swobodną wodzę i odciążyć grzbiet ogiera przez uniesienie się na napiętych nogach.

Po 15 minutach odprowadził gniadosza do stajni, gdzie jeszcze raz podziękował mu za współpracę, wrzucił do żłobu rozsiodłanego i otartego z potu ogiera kilka ćwiartek jabłka.

[z/t]
_________________


    I never knew perfection 'till
    I heard you speak, and now it kills me
    Just to hear you say the simple things
    Now waking up is hard to do
    And sleeping is impossible too
    Everything is reminding me of you
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8