NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Konkursowy tor crossowy
Autor Wiadomość
Despacito
WKKW'ista


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat (28.04)
Rasa: TBX - krzyżówka xx z SF
Wzrost: 178 cm
Właściciel: Elizabeth White
Cena: £5338

Doświadczenie w skokach: 65
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 68
Doświadczenie z lonżowania: 35
Kondycja: 50
Szybkość: 52
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2018-07-03, 07:32   



Były to pierwsze zawody dla Despacito, ale trudno było uzyskać lepsze warunki na debiut. Zawody rozgrywały się na miejscu, które ogier bardzo dobrze znał, a poza tym były dostosowane umiejętnościami do takich "adeptów" jak on. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać, bo tym razem wyniki mówiły co innego... Gniady był jednak bardzo dobrze przygotowany i nie zapowiadało się na to, żeby debiut miał być klęską. Wręcz przeciwnie!
Naturalnie był podekscytowany tym, co działo się wokół niego, ale Elizabeth nie powinna mieć problemu z zapanowaniem nad emocjami ogiera. Może i był młody, ale wcale nie miał samego siana w głowie, więc rozprężenie odbyło się w stosunkowo komfortowej i ugodowej atmosferze, dla wszystkich użytkowników rozprężalni.
Na czworobok wkroczył dziarskim, swobodnym kłusem roboczym. Nie bał się osobliwych, białych płotków czworoboku ani budki sędziowskiej, obok której miał okazję przejść podczas okrążania czworoboku; to nie strach był jego problemem. Miał natomiast skłonności do bycia rozkojarzonym, ale obustronne zamknięcie go w pomocach pozwalało Elizabeth na ograniczanie takich momentów do minimum.
U końca linii środkowej skręcił w prawo, w zakręcie pozostając prostym (w tym sensie, że nie kładł się do środka zakrętu; nie był sztywny jak dyska, wygiął się wokół wewnętrznej łydki amazonki). Podobnie zachował się w narożniku, po wyjściu z którego skierował się na przekątną czworoboku, przez którą zmienił kierunek ruchu. Umiejętności Elizabeth raczej nie dopuszczały możliwości pływania między pomocami, toteż szedł prosto przed siebie, ograniczony w łydkach i niejakim korytarzu z wodzy. Był w miarę wygodny do wysiedzenia, choć gdyby bardziej się rozluźnił i zaokrąglił, zapewne byłoby to jeszcze prostsze i przyjemniejsze.
Na takie "luksusy" jednak przyjdzie jeszcze pora. Póki co trzeba było cieszyć się tym, co jest - a nie był to najgorszy obrazek.
Kolejnym punktem programu, po zmianie kierunku, była serpentyna o trzech łukach. Dla Despacito, pod dowództwem Elizabeth, nie stanowiło to większego problemu. Będąc dobrze ujeżdżonym, odnajdywał się w wymaganiach stawianych mu przez amazonkę, wobec czego poruszał się po wyznaczonym śladzie stosunkowo płynnie zmieniając ustawienie ilekroć wymagał tego rysunek figury. Przez cały czas szedł oparty na zewnętrznej wodzy, czyli lewej, albo prawej, w zależności od tego, w którą stronę akurat się poruszali, a także wyginał się w łydkach Kanadyjki. Wróciwszy na ścianę, nie pozostał na niej na długo, bowiem program po raz kolejny wskazywał na zmianę kierunku przez przekątną. Tym razem ogier zyskał szansę na wydłużenie kroków w kłusie, stosunkowo chętnie podchodząc do tego zadania. Pomimo wydłużenia kroku, nie spłaszczył go, już w tym wieku przejawiając znacznie lepsze predyspozycje ruchowe niż jego ojciec - w końcu był jego "ulepszoną" wersją, wzbogaconą o krew innego, równie uzdolnionego konia. Następnie wrócił do zwykłego kłusa roboczego, z którego chwilę później - dokładnie w literze A - zagalopował pod górę z prawej nogi. W tych czasach okrągły, chwytający za oko galop u młodego konia nie był niczym dziwnym ani wyróżniającym się, o ile oczywiście mowa o tych koniach "z wyższej półki". Despacito zdecydowanie do nich należał, więc już za samą jakość chodu zapewne zyskał sporo w oczach sędziów. Miał naturalnie obszerną, dużą foulę, co choć nie zawsze pomagało na czworoboku, to było niezwykle istotne podczas pozostałych dwóch prób WKKW. Co oczywiście nie zmienia faktu, że także podczas tej próby ogier radził sobie rewelacyjnie. Przede wszystkim pozostawał pod kontrolą Elizabeth, wykazując się posłuszeństwem i akceptacją jej pomocy. W połowie długiej ściany zszedł na koło o średnicy dwudziestu metrów, podczas którego siłą rzeczy - jeszcze czasami zmagając się z problematyczną równowagą - nieco położył się do środka, wpadając nań łopatką. Amazonce jednak udało się to skorygować, przede wszystkim nie dała się ogierowi "wciągnąć" w powstały "dołek", tylko właściwie go zrównoważyła, ułatwiając Despowi odzyskanie równowagi. Po zamknięciu koła, galopował jeszcze przez dłuższą chwilę wzdłuż szranek, by wreszcie z narożnika przy literze M wejść na przekątną, w połowie której nastąpiło przejście do kłusa. Ogier lekko zaparł się na ręce, niechętnie zwalniając do kłusa, przy czym zdecydowanie zabrakło lekkości i rozluźnienia. Chwilowy konflikt interesów udało się jednak załagodzić przed kolejnym zagalopowaniem, tym razem z lewej nogi, które ponownie miało miejsce z litery A. Podobnie jak w galopie na prawo, program przewidywał w połowie długiej ściany duże koło, podczas galopu po którym parze udało się uniknąć poprzedniego błędu. Znacznie lepiej wyglądało też przejście do kłusa, które miało miejsce po tym, jak Despacito dogalopował do litery C, w której zgodnie z intencją amazonki wykonał przejście. W dalszym ciągu nie było ono idealne, ale tym razem przynajmniej obyło się bez "walki", co znacznie podniosło jakość owego elementu.
Poruszając się wygodnym, swobodnym kłusem roboczym, trzymał się szranek aż do połowy długiej ściany, gdzie to zszedł na kolejne koło, po którym idąc zaczął obniżać szyję w ślad za oddającą ręką Elizabeth. Pomimo wypuszczenia nosa w dół, pozostał zrównoważony dzięki dobrej pracy zadu, w którego stronę był przeniesiony środek ciężkości. Zamknąwszy koło, powrócił do poprzedniego ustawienia, po czym poruszał się kłusem do litery A, w której został zatrzymany przez Elizabeth. Zatrzymanie z kłusa nieco zachwiało jego równowagą, wobec czego ciężar ciała przeniósł się na jego przód, ale mimo to ogier zdołał wytrzymać wymagane trzy sekundy w bezruchu. Następnie ruszył przed siebie stępem, w którym zatoczył pół koła na krótkiej ścianie, na którą wróciwszy, ruszył ponownie kłusem. W nim z kolei skręcił na linię środkową czworoboku, by w jej połowie wykonać zatrzymanie, nieco lepsze względem tego, które miało miejsce przed chwilą.
Następnie opuścił czworobok swobodnym stępem na długiej wodzy.
_________________
DESPACITO
[o. Desperado m. Petit Coeur]
> BY BLOOD A KING, IN HEART A CLOWN <

future eventing star - because I use showjumping to warm up


 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2018-07-04, 01:50   

PRÓBA TERENOWA


Drugiego dnia zawodów czekała ich najbardziej męcząca i wymagająca próba, jaką był cross. Pomimo lekkiego stresiku, Elizabeth utrzymywała swoje pozytywne nastawienie, wierząc w Despacito, jego umiejętności i przygotowanie.
Standardowo zawitała u niego z rana, by doczyścić to, co zdążyło się nabrudzić przez noc i przygotować go do startu. Następnie zjawili się na rozprężalni, gdzie amazonka przeprowadziła treściwą rozgrzewkę, która miała na celu nie tylko rozruszać gniadosza, ale również zminimalizować ryzyko kontuzji, która w tej konkurencji niestety mogła się przydarzyć nawet najlepszym. Gdy ostatecznie zostali wytyczani, White skierowała podopiecznego w stronę boksu startowego, gdzie spędzili ostatnie chwili w nieruchomości, wyczekując charakterystycznego odgłosu dzwoneczka. Wraz z nim, posłała gniadosza do galopu, od razu mobilizując go do energicznego, mocnego tempa, na trasie do pierwszej przeszkody. Nie była ona ani trudna, ani zła wizualnie, więc dziewczyna nie wiązała z nią większych obaw. Lekko przyhamowała ogiera kawałek przed, by na ostatnie foule wrócić w siodło i w korytarzu utworzonym z pomocy doprowadzić go do miejsca wybicia. Tak jak się spodziewała, poszło im gładko i przyjemnie, więc po lądowaniu na nowo przeszła w niski półsiad, aktywizując Despacito na odcinku do dwójki. Ów konstrukcja była najzwyklejszymi w świecie, dwoma kłodami, które były dosyć niskie i nie zawierały żadnych straszaków, które mogłyby zniechęcić do siebie kopytnego. Utrzymując zdrowe, aczkolwiek nie szaleńcze tempo, naprowadziła wierzchowca na sam środek, uniemożliwiając mu spłynięcie poprzez przypilnowanie zarówno łydkami jak i wodzami. Dalej już tylko złożyła się z nim w locie, chwilę po bezpiecznym lądowaniu wjeżdżając do lasku. Teren na tym odcinku był dość nierówny, zawierał kilka niewielkich wzniesień i spadków, co naturalnie wzmocniło uwagę zawodniczki. Nie był to jednak teren na tyle trudny, by wymusić na ogierze radykalną zmianę tempa, które El starała się utrzymywać w miarę możliwości na jednakowym pułapie.
Po wyjechaniu na otwartą przestrzeń, czekała ich pierwsza tego dnia, przeszkoda czesana. Sam ‘’grzebień’’ nie był jednak wysoki – podobnie jak całość – więc amazonka nie uznała jej jako potencjalne zagrożenie, aczkolwiek ani przez moment nie zignorowała na tle całego toru. Spokojnie doprowadziła Despacito do miejsca wybicia, gdzie wspomogła go w doborze miejsca wybicia i bez zwłoki odciążyła jego grzbiet nieprzesadzonym półsiadem, z ręką delikatnie wychodząc do przodu. Lądowanie miękko zamortyzowała w strzemionach i posłała podopiecznego do przodu, w podobny sposób rozprawiając się z deczko szerszą czwórką. Dopiero przy minionkowatej szóstce (<3) zapaliła jej się może nie czerwona, ale żółta lampka, jako że ogier w dalszym ciągu nie był oswojony z różnym, dziwnym pokrojem przeszkód i ich dodatkami. W tym przypadku jeszcze staranniej przypilnowała go na boki, samo podejście do przeszkody poprzedzając kilkoma, krótkimi półparadami mającymi na celu skupienie uwagi ogiera. Sama swoją postawą starała się nie dawać mu najmniejszych wątpliwości co do tego, jak powinien postąpić, pewnie posyłając go na sam środek beczek. Na szczęście gniadosz nie dał się zaskoczyć i w tym przypadku, finalnie pokonując szóstkę gładko i w dobrym stylu.
Teraz – po kolejnym odcinku swobodnego galopu, podczas którego Panna White starała się ugrać coś na czasie – czekał ich zbiornik z wodą. Stosownie wcześniej lekko przyhamowała wierzchowca, dalej już tylko pilnując, by w ostatniej chwili się nie rozmyślił. Co prawda na treningach nie zauważyła, by ten miał z wodą jakiekolwiek problemy, ale była przygotowana na wypadek, gdyby Despacito postanowił wejść do zbiornika efektowniej, niżeli było to konieczne. Automatycznie skierowała go na drugi brzeg, w kierunku wyjścia przeznaczonego dla ich klasy. Serwując podopiecznemu łydkę, przeszła w półsiad i lekko oddała wodze, umożliwiając mu swobodne wejście na to niewielkie wzniesienie.
Piramida z rur poszła im stosunkowo gładko i teraz czekały na nich dwa, niziutkie bankiety. W obu przypadkach amazonka dbała o dążność do przodu, swoją postawą ciała starając się ułatwić ogierowi wskoczenie na górę. Ich wysokość jednakże sprawiała, że ten praktycznie nie musiał podnosić do góry nóg, toteż i działania jego właścicielki nie były przerysowane. Od samego początku trzymała się stosunkowo blisko siodła – bo miała taką możliwość i bo było to bezpieczniejsze – jak widać z pozytywnym skutkiem.
Dalej znajdowała się skrzynia, do której White zasugerowała trochę dalsze wybicie, co miało im zagwarantować bezpieczny lot na drugą stronę. Wraz z momentem wzniesienia się w powietrze, uniosła się w strzemionach, cofnęła biodra i przesunęła nadgarstki wzdłuż linii grzywy, dając gniadoszowi możliwość wyciągnięcia się w locie. Nie utraciła jednakże kontaktu na pysku, który przez cały ten czas był elastyczny i przyjemny.
W niedalekiej odległości znajdowała się dwuczłonowa dziesiątka, złożona z zeskoku i naskoku. W przypadku tego pierwszego, brunetka odchyliła się do tyłu, by przy drugim członie na nowo przejść w półsiad, w którym już została.
Jedenastka, pomimo różnej szerokości jak i dwunastka pomimo wystających badyli, szczęśliwie zostały odhaczone bez komplikacji. Wtedy czekał ich nieco dłuższy odcinek galopu, na którym White wzmocniła tempo, nieustannie pilnując czasu, który swoją drogą aktualnie mieli całkiem niezły. Finalnie dotarli do dwuczłonowej, dość masywnej trzynastki, do której dziewczyna przygotowała podopiecznego już kawałek wcześniej. Zadbała o to, by pozostał skupiony na niej jak i dostosowała prędkość tak, by gniady miał energię do wybicia, ale jednocześnie nie władował się z całym impetem w te konstrukcje. Następnie rozprawili się z beczkami i skośną przeszkodą, by dalej dotrzeć do pierwszej z potężniejszych konstrukcji tego dnia. Despacito zdawał się nie być nią wcale zaskoczony, więc Kanadyjka zrobiła wszystko, by poprowadzić go najlepiej jak potrafiła, co zakończyło się z pozytywnym skutkiem. Mur z numerem siedemnaście wydał jej się gorszym przeciwnikiem, zważając na swoją masywność. Nie okazała jednakże żadnego niepokoju, wcześniej siadając w siodło, co miało jej ułatwić wprowadzenie ewentualnym zmian w sylwetce kopytnego. Niestety po lądowaniu wierzchowiec zaczepił kopytem o jakąś nierówność i po prostu się potknął, szarpiąc Elkę lekko do dołu i wytracając z równowagi zarówno siebie, jak i dziewczynę. Przez tą sytuację, zawodnicza poczuła wzdłuż kręgosłupa nieprzyjemny dreszcz, ale jednocześnie była uradowana, że skończyło się to tylko w ten sposób i po chwili na jechali już dalej, w dawnym ustawieniu i równowadze.
Osiemnastka do złudzenia przypominała konstrukcję, którą pokonywali chwilę wcześniej, więc para wiedziała już z czym to się je. Dziewiętnastka natomiast była dosyć niska, w porównaniu do swoich sąsiadów, choć jak się po chwili okazało – była to tylko cisza przed burzą. Gdy na horyzoncie pojawiła się przeszkoda końcowa, na niebie pojawiło się dotąd skrywane za chmurami słońce. Czyżby dobra przepowiednia z góry? Być może. Tak czy siak, Elizabeth kompletnie w tym momencie nie skupiała się na pogodzie, a raczej na tym, by przepchnąć ogiera również przez tę bramkę, solidnie zabudowaną z obu stron. W głowie wyliczyła foule i prowadząc gniadego na zamkniętych pomocach, odliczała foule do wybicia. W optymalnym do tego miejscu, zaserwowała mu łydkę i uradowana z faktu, że ten nie odmówił skoku, przeszła w niespóźniony półsiad. Po bezpiecznym lądowaniu na podłoże, zaktywizowała galop po raz ostatni, by wraz z przekroczeniem celowników stopniowo zwolnić kopytnego do kłusa, a potem również do stępa. Nie szczędziła mu przy tym poklepań na szyi i czułych słówek. Co tu dużo mówić – była zachwycona i bardzo dumna!
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Despacito
WKKW'ista


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat (28.04)
Rasa: TBX - krzyżówka xx z SF
Wzrost: 178 cm
Właściciel: Elizabeth White
Cena: £5338

Doświadczenie w skokach: 65
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 68
Doświadczenie z lonżowania: 35
Kondycja: 50
Szybkość: 52
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2018-07-04, 10:24   



Cross być może był najtrudniejszą próbą, ale na tym poziomie był zabawą, a może raczej formą nauki przez zabawę. Despacito w procesie zajeżdżania miał oczywiście styczność z przeszkodami terenowymi, został na nich naskakany tak samo, jak na zwykłych przeszkodach. Teraz pozostało mu jedynie nabierać doświadczenia, a takie zawody stwarzały ku temu idealną okazję...
Stojąc w boksie startowym zdradzał zniecierpliwienie, ale gdy wreszcie rozbrzmiał charakterystyczny dzwonek, Despacito został posłany do wyczekiwanego galopu. Elizabeth nie musiała długo czekać na jego reakcję - w zasadzie od razu zaczął się rozpędzać i nabierać przyzwoitego tempa, lubiąc i potrafiąc efektownie galopować, jak na (pół)folbluta przystało. Widząc na swej drodze pierwszą przeszkodę, nie zawahał się, tylko nastawił z zainteresowaniem uszy i spokojnie, równo dogalopował do miejsca odbicia. Póki co polegał na doświadczeniu Elizabeth, która pomogła mu w ocenie owego punktu. Dzięki temu wszedł w bezproblemowy odskok, pokonując przeszkodę z bezpiecznym zapasem. Wysokości w żadnym razie nie stanowiły dla niego problemu. Potrzebował się jedynie opatrzeć z osobliwym wyglądem terenowych przeszkód, bo to właśnie on motywował go do dość wysokich lotów.
Niemniej pierwsza z przeszkód pozostała za nimi; odległość do drugiej przeszkody pozwoliła Despacito na ponowne nabranie tempa, takiego, które pozwoliłoby im się zmieścić w normie czasu. Na ten moment ciężko było spekulować czy było ono wystarczające, jednakże Elizabeth z pewnością nie musiała zachęcać ogiera do ruchu, bo znajdował w sobie wystarczająco wiele chęci. Druga przeszkoda, gdyby nie worek paszy, który pod nią leżał, była jeszcze bardziej zachęcająca. Młody ogier nie był jednak na to przygotowany, więc nieco się zapatrzył w straszak. Dopilnowany przez Elizabeth jednak oddał udany skok, po którym wgalopował prosto do lasku, pierw musząc poruszać się przez krótki odcinek pod górę. Jak wiadomo, było to nieco bardziej męczące; jednakże był to początek trasy, więc ogier nawet nie zdążył się zmęczyć, gdy ponownie wyszedł na otwartą przestrzeń i ujrzał kolejną przeszkodę. Ponownie polegając w pełni na Elizabeth, spokojnie, w tempie dogalopował do przeszkody i wybił się ze wskazanego miejsca, starannie podnosząc nogi (choć nie za wysoko) i lekko wyciągnął szyję, powoli zaczynając pracować w skoku całym ciałem. Czwórkę pokonał w podobnym stylu, całkiem przyjemnie się odbijając i zachowując w trakcie lotu, co w zasadzie było miłą odmianą; podczas treningów na zwykłych przeszkodach zdarzało się, że łapał go leń, jak gdyby nie chciało mu się pokonywać takich "maleństw". Tutaj, na crossie, było jednak zgoła inaczej i nawet prosta trasa mobilizowała konie do starań.
Dopiero widok piątej przeszkody okazał się dla Despa prawdziwym zaskoczeniem. Rzeczywiście nie był oswojony z tego rodzajem przeszkód i pomimo wrodzonej odwagi, zawahał się odrobinę, w najeździe nieco "pływając" między łydkami Elizabeth, by ostatecznie jednak dać się przekonać i skoczyć ze wskazanego miejsca. Owy strach poskutkował jednak znacznie wyższym i bardziej okrągłym lotem, jak gdyby Despacito chciał zyskać pewność, że nawet nie muśnie tej żółtej, dziwnej przeszkody, która przecież wcale nie była tak straszna... Mimo to odczuł wyraźną ulgę, gdy znalazł się po drugiej stronie, po której czekała już na niego kombinacja z wodą. Równo galopując, ani na sekundę się nie zawahał, tylko spokojnie wbiegł do wody i przegalopował przez zbiornik, rozbryzgując wodę na boki. Za chwilę wybił się z lekko mulistego podłoża by pokonać przeszkodę 6b, co równało się powrotowi na suchy ląd.
Krótki odcinek galopu wzdłuż linii drzew pozwolił Despowi na ochłonięcie, a to z kolei sprawiło, że do kolejnych przeszkód podszedł ze spokojem. Czarna siódemka, choć niezwykle podobna do minionej, minionkowej przeszkody, nie wzbudziła w ogierze podejrzeń i pokonał ją jednym, płynnym susem. Na znacznie większym luzie podszedł do następujących po niej dwóch bankietów, na które wspięcie nie wymagało od Despacito większych nakładów siły. W zasadzie wgalopował pod górę, mocno pchając się zadem i uważnie patrząc pod nogi, dzięki czemu uniknął potknięcia się, które mogłoby zaburzyć jego równowagę.
Kolejna przeszkoda nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Dalsze odbicie, które zasugerowała mu Elizabeth, nakłoniło ogiera do oddania długiego, nieco płaskiego skoku, w którym jednak bezproblemowo dokrył całość skrzyni. Na tym poziomie nie stawiano zresztą nie wiadomo jak szerokich i wysokich przeszkód - miały w końcu zachęcać niedoświadczone konie, a nie je zniechęcać, czyż nie? Kolejne dwie przeszkody, tworzące jedną kombinację i wykorzystujące ukształtowanie terenu, również nie sprawiły ogierowi problemu. Co prawda nieco zwolnił przed zeskokiem, widząc, że teren się zapada, choć nie do końca był w stanie ocenić jak mocno; jednak jako że nie brakowało mu odwagi, to skoczył w dół, ku swojemu zadowoleniu przekonując się na własnej skórze, że spadek nie był duży. Wskoczenie na górę natomiast było formalnością. Prędko o tym zapomniał w obliczu kolejnych dwóch przeszkód, które choć bardziej wymagające, to nie były w stanie zatrzymać Despacito. Był wręcz nieustraszony!
Wówczas nadeszła również chwila na dłuższy odcinek niezakłóconego niczym galopu, kiedy to gniady z przyjemnością rozwinął "skrzydła" i wesoło galopował przed siebie, swoją szeroką, długą foulą kryjąc produktywnie teren. Uspokoił go dopiero z chwilą, gdy na jego drodze stanęła kombinacja przeszkód 13ab. Obie te przeszkody niekoniecznie spodobały mu się wizualnie, prawdopodobnie za sprawą koloru (i to tylko dlatego, że inne przeszkody były w "naturalnym" kolorze, kolorze drewna), ale Elizabeth ponownie pomogła mu w zwalczeniu tego dylematu i sprawiła, że gniady przez oba człony skoczył bez większego wahania. Równie dziarsko zachował się na beczkach i następujących po niej przeszkodzie, by wreszcie stanąć oko w oko z przeszkodą, która prawdę mówiąc... nieco wybijała się ponad poziom tych zawodów. Aż uniósł wyżej łeb i nadął mocniej nozdrza, czujne spojrzenie wbijając w dziurę pod przeszkodą. Amazonka jednak nie wzmogła jego wątpliwości, toteż domknięty w pomocach, dogalopował do przeszkody i wybił się do skoku, wkładając w to całe serce. Na pewno wyglądało to widowiskowo, gdy poskładał się w locie i wyciągnął szyję, pracując grzbietem i na koniec otwierając się zadem. Parsknął głośno podczas lądowania, po czym nisko bryknął po nim, samym przodem. To go chyba rozochociło, więc mało rozważnie dogalopował do muru pod numerem siedemnastym, co choć nie miało wpływu na jakość oddanego skoku, to prawdopodobnie zaważyło o potknięciu podczas lądowania. Udało mu się jednak z niego wyratować, a także stosunkowo szybko odzyskać zakłóconą równowagę. Całe szczęście, bo do kolejnej przeszkody nie zostało mu wiele czasu. Przypominała ona pokonaną niedawno szesnastkę, ale mimo wszystko była nieco mniej straszna, przez co skok nad nią nie był aż tak widowiskowy jak wtedy. Chwilę później "prześlizgnął" się nad dziewiętnastką, a potem stanął oko w oko z kolejną, dość mocno zabudowana przeszkodą. Nie zląkł się jednak jej "ścian", które nawet mu pomogły - czując się niejako ograniczonym z obu stron, wycelował w sam środek niejakiej stacjonaty i odbił się ze wskazanego miejsca, ponownie wysoko podnosząc nogi i starannie je składając. Wyciągnął mocno szyję, lekko nurkując nosem, po czym lądując otworzył się zadem i krótko parsknął. Po minięciu celowników, czując większy luz, powtórzył parsknięcie, lekko się wyciągnął do dołu i wkrótce stopniowo zwolnił do stępa, zbierając zasłużone pochwały. ^_^
_________________
DESPACITO
[o. Desperado m. Petit Coeur]
> BY BLOOD A KING, IN HEART A CLOWN <

future eventing star - because I use showjumping to warm up


 
     
Falling Away
Ujeżdżony
Książę Zajebistości


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat (21.12.)
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm
Właściciel: Tate
Cena: £1300

Doświadczenie w skokach: 43
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 34
Doświadczenie z lonżowania: 37
Kondycja: 35
Szybkość: 36
Klasa startów: Skoki: L1

Wysłany: 2018-07-04, 16:19   




Zdecydowanie jako pata jeździec- koń bylibyśmy w lepszej sytuacji, gdybym chociaż ja był mistrzem ujeżdżenia, albo chociaż miał większe umiejętności i doświadczenie w tej dziedzinie. W większości moje treningi były ukierunkowane bardziej na skoki, były to moje pierwsze zawody WKKW i pierwsze zawody w ogóle, na których miałem się zaprezentować na czworoboku konkursowym, a dodatkowo pierwsze pod nową właścicielką. Strasznie dużo tych nowości.
W związku z tym nie było niczym dziwnym, że pierwszego dnia zawodów, właśnie tego, gdy miała się odbywać próba na czworoboku, krążyłem nieco nerwowo bo swoim boksie, można to jednak było poczytać za zwykłą niecierpliwość i chęć wyjścia z boksu. Na widok Tate ucieszyłem się jednak, co nie znaczyło, że nasza droga na myjkę i wszystkie czynności na niej odbędą się w spokoju i że nie będę nic utrudniać. W końcu panująca tutaj atmosfera miała na mnie swój wpływ, więc kobieta musiała się liczyć, z tym, że rozbijałem się po całej szerokości korytarza, próbowałem ją wyprzedzić, przyspieszając. Trochę się uspokoiłem już na myjce, bo byłem przywiązany, więc jedynie bawiłem się jednym z uwiązów. Mimo to Tate mogła bez problemu mnie oporządzić - w końcu musiałem wyglądać należycie - i osiodłać. Skoro oboje byliśmy gotowi poprowadziła mnie na rozprężalnię. Sporo czasu poświęcaliśmy na stęp. Z początku miałem drobne problemy z koncentracją, ale gdy te elementy się u mnie poprawiły, po kręceniu się moim odczuciu w nieskończoność w stępie, zacząłem się zwyczajnie nudzić. Na szczęście zajęliśmy się rozgrzewką w kłusie, gdzie nie próbowałem szaleć i nawet poruszałem się dość aktywnie i w zaangażowaniu. W kłusie skupiliśmy się głównie na różnego rodzaju figurach, które starałem się mimo wszystko jak najlepiej pokonać. W końcu przeszliśmy do galopu, gdzie na początku musiałem sobie trochę poszaleć, jednak zapewne Tate udało się sprowadzić mnie na ziemię i do bardziej poprawnego tempa. W końcu czekało mnie jeszcze sporo wysiłku, o którym nawet jeszcze nie wiedziałem. Chociaż początkowo miałem problemy z prawidłową pracą zadu, udało mi się go zaktywizować jeszcze podczas rozgrzewki w galopie i trzeba tu jednak oddać Tate nieco zasługi w tej sprawie. Snuliśmy się po rozprężalni, dopóki nas nie wywołano.
Parsknąłem cicho i zastrzygłem uszami, jednak Tate udało się skupić mnie, przynajmniej na chwilę, zarówno na swoej osobie, jak i na czekającym nas zadaniu. Śkróciławodze na kontakcie, zachęcając mnie do żucia wędzidłą, co obiłem, acz niechętnie. Kłusem ruszyliśmy w stronę czworoboku. Łypałem na zebraną widownię, parskając kilkakrotnie, jednak na szczęście pozostałem skupiony i zaangażowany, przynajmniej na tą chwilę. W A skręciliśmy na linię środkową. Pomoce Tate sprawiły, że póki co poruszałem się równym tempem, które przy tym było aktywne i utrzymywałem się na linii prostej. Niestety nie byłem chętny do żucia wędzidła, co wpływało negatywnie na to jak się prezentowaliśmy - sprawiało, że usztywniałem kłodę i nie ułatwiałem amazonce kontaktu. Dzięki temu, że od czasu do czasu posyłała mi wskazówki, to przynajmniej prezentowałem ładny chód i dość dobrze wygiąłem się podczas skrętu w prawo i pod krótką ścianę. Rzeczywiście można było powiedzieć, że trochę ratowałem naszą sytuację (Książę Zajebistości nie może się prezentować całkowicie byle jak), ale też sam ją momentami utrudniałem. Cóż poradzić. Po mnie też raczej nikt nie mógł oczekiwać nie wiadomo czego, biorąc pod uwagę młody wiek i braki w doświadczeniu, a także ADHD, które umówmy się, czasem przeszkadzało.
Przejechaliśmy pod krótką ścianą, po czym ponownie czekał nas narożnik, na którym ponownie Tate nieco mnie wsparła swoimi pomocami, co sprawiło, że udało mi się wyjechać narożnik w mniej więcej ładnym łuku. Ruszyliśmy więc pod długą ścianą, gdzie w M na moment się zatrzymałem, po czym odbiłem prawidłowo na przekątną. Znowu Tate pilnowała tego, abym poruszał się po linii prostej, co starałem się robić jak najlepiej, jednak widocznie mieliśmy problemy z utrwaleniem równego tempa, co zapewne nie umknęło sędziom. Zjechaliśmy z przekątnej pod równoległą długą ścianę, zwalniając nieco dopiero w narożniku, który udało nam się jako tako przyzwoicie ściąć, by zjechać z kolei pod krótką ścianę. Na jej środku w A Tate zabrała mnie na serpentynę o trzech łukach. Na tej figurze starałem się prawidłowo wykręcić łuki w równowadze i stałym tempie oraz ustawienia. Nie wszystko wyszło nam jednak tak, jakbym chciał, na jakość mojego kłusa wpłynęły niestabilne łydki od kobiety, mimo to nawet żułem wędzidło, utrzymując dość stabilny i przyjemny kontakt.
Zakończyliśmy serpentynę w c, schodząc pod krótką ścianę Kolejny narożnik nie należał do najbardziej udanych, zaszwankował przede wszystkim zad, przez co nie wyjechaliśmy narożnika do końca tak jak trzeba. Zostawmy to jednak, gdyż znaleźliśmy się na długiej ścianie, gdzie płynnie odbiłem na przekątną, na której z dużą pomocą sygnałów od Tate (bez których pewnie bym się pogubił) udawało mi się poszerzyć ramy, wydłużając krok w kłusie, pochłaniając z każdym krokiem więcej terenu, jednocześnie trzymając się względnie linii prostej, Trzeba przy tym zaznaczyć, że udało mi się do wykonać bez zbędnego przyspieszenia, co rzeczywiście zakrawało na cud, gdyż z mojej perspektywy był to dla mnie dość trudny element. Zbliżając się do długiej ściany Tate wysłała mi półparadę, po czym schodząc z przekątnej pod ścianę udało nam się zwolnić we właściwym punkcie do kłusa roboczego, wyjechaliśmy kolejny narożnik i byliśmy znowu pod krótką ścianą, gdzie w A amazonka wypchnęła mnie do galopu roboczego z prawej nogi, do czego nie trzeba było mnie szczególnie nakłaniać, ale też nie zacząłem szarżować, ani w znaczący sposób naruszać ustalone tempo, co chyba również zakrawało na cud. Jako tako wygięliśmy się na narożniku, by znaleźć się na długiej ścianie, na której kontynuowaliśmy dość spokojnie galop roboczy, bez jakichś wpadek, które byłyby warte odnotowania, po czym w E Tate ściągnęła mnie na koło o średnicy 20 metrów, na którym udawało mi się dość poprawnie wyginać, nie zmieniając przy tym tempa. Zamknęliśmy dosyć udane koło znowu w E, po czym ruszyliśmy kawałek po prostej, pod długą ścianą, zanim znowu kobieta nie zasygnalizowała mi kolejnego elementu, po czym odbiliśmy na przekątną. Do jej połowy poruszałem się nadal galopem roboczym, jednak po przygotowaniu w formie półparady i obciążenia mojego zadu, zwolniłem do kłusa roboczego, kontynuując nim bez przeszkód poruszanie się na przekątnej, a gdy już z niej zjechałem skręciliśmy do A, pod krótką ścianę, gdzie przygotowany przez Tate i jej pomoce energicznie, ale zachowując równowagę przyspieszyłem do galopu roboczego, tym razem z lewej nogi. Wiadomym było, że pojawiały się pewne niedociągnięcia, jednak prezentowałem się, a przynajmniej próbowałem się prezentować na tyle na ile było mnie stać w tej chwili. I tym razem nie próbowałem jakoś szaleć w galopie, więc spokojnie dotarliśmy do narożnika, który wyjechaliśmy i galopowałem już pod długą ścianą. W B odbiliśmy znowu na koło, również o średnicy 20 metrów. Tak jak na poprzednim starałem się pokonać je równym tempem galopu, prawidłowo się wyginając, by zaprezentować właściwy rysunek koła, ale ponownie zawiodły łydki, przez co nie udało mi się wykonać wspomnianych elementów tak jak może nawet bym chciał. Zamknęliśmy koło z powrotem w B i ruszyliśmy po prostej pod ścianą. Na prostej nie miałem problemów, ale podczas ścinania narożnika łydka kobiety znowu nie zadziałała tak jak powinna i w efekcie ten element stracił na swojej jakości.
Tak czy inaczej byliśmy już na krótkiej ścianie, gdzie w pobliżu jej środka w C otrzymałem sygnały od Tate do zwolnienia do kłusa roboczego i opierając się na nich udało mi się przyzwoicie i dość płynnie wykonać to przejście. Zostawiliśmy za sobą krótką ścianę i kolejny narożnik, byliśmy więc znowu na długiej ścianie na której spokojnie kontynuowałem kłus roboczy - gdyby mi się gdzieś bardzo spieszyło nasza próba na czworoboku byłaby chyba kompletnie nie do odratowania, a tak to przynajmniej pod tym względem nie było między nami nieporozumień - dopóki nie odbiliśmy w E na koło. Na nim Tate zaczęła anglezować, a ja być może zaprezentowałbym się całkiem nieźle, gdyby nie ten drobny fakt, że miałem obniżyć i wydłużyć szyję, do czego najwidoczniej nie miałem wyraźnej ochoty, tudzież byłą to kwestia nieporozumienia z Tate. Tak czy owak wydłużyłem szyję bardzo nieznacznie, co bardzo źle wpłynęło na figurę koła i całe wykonanie elementu. Z resztą na moją właścicielkę też to chyba źle wpłynęło, przez co straciła kontakt przy zbieraniu mnie na kole po tym nieudanym elemencie jakim było moje obniżenie szyi, a to z kolei zaowocowało u mnie spięciem kłody i było gwoździem do trumny tego koła. Po zamknięciu figury i powrocie pod ścianę prezentowałem dalej kiepską jakość kłusa. Ścięliśmy narożnik i znaleźliśmy się pod krótką ścianą, ruszyliśmy w stronę jej środka, czyli do A, gdzie mieliśmy się zatrzymać, ponieważ jednak pomoce do tego zatrzymania i pełną paradę otrzymałem z opóźnieniem, to zatrzymałem się dopiero o pół długości swojego ciała za literką. Z mojej perspektywy to nie był błąd, gdyż nie miałem pojęcia, że miałem się zatrzymać akurat w A, polegając w tej kwestii Tate. Zatrzymałem się w danym miejscu i czasie polegając na sygnałach od niej. Wyszło jak wyszło. W każdym bądź razie zatrzymałem się i przez tą krótką chwilę stałem w miejscu, by ruszyć na przód stępem, wraz z sygnałami od kobiety. Wpasowałem się w kolejny narożnik kawałek dalej i zjechałem pod długą ścianę, gdzie zaraz w F odbiłem na półkole o zaplanowanej średnicy 20 metrów. Co prawda chętnie ruszyłem aktywniejszym stępem, jednak co do samej półwolty niestety została ona nieco, ale zauważalnie zmniejszona. Natomiast mój stęp pośredni chyba nie wyglądał tak źle. Wróciliśmy pod równoległą długą ścianę w K, gdzie wykazałem się szybką reakcją na sygnały od Tate, przyspieszając do kłusa roboczego, a samo przejście było rzeczywiście bardzo udane. Ścięliśmy ostatni narożnik, znowu byliśmy pod krótką ścianą, na której w A bez problemu skręciliśmy na linię środkową. Ładnie trzymałem się linii środkowej i tym razem nasze zatrzymanie wyszło w punkt, a konkretnie w X, gdzie otrzymując pełną paradę, zatrzymałem się, ustawiając się dość prosto, z zadem podstawionym pod kłodę. Tate się ukłoniła, po czym poprosiła mnie o stęp. Poruszając się tym chodem opuściliśmy czworobok. I w taki oto sposób zdobyłem swoje pierwsze doświadczenie jeśli chodzi o ujeżdżenie na zawodach, mieliśmy też za sobą pierwszą próbę na tych zawodach.
Pierwsze koty za płoty!

zt
_________________
F A L L I N G  A W A Y  W I T H  Y O U
KWPN  4 yo [21.12]  Insane Gold x Fooling Fantasia


Staying awake to chase a dream
......tasting the air you're breathing in
× Tate Vardas ×

Promise to hold you close and pray
....watching the fantasies decay
× Delfinek × Mikkeru × Marcus ×

All of the love we left behind ....
..........watching the flash backs intertwine
× love ×
Hide all these feelings I keep to myself
...............Need you right now but you stuck in the ville
× xxxx × xxxx × xxxx ×

passport  gallery

@edit by Tatesiowa dla mojego kochanego Księciaaa 
 
     
Christian Levrull
Zawodnik
Allrounder


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat [13.05.1990r.]
Podopieczny: Ruitershoeve. ll Lockhard. ll Orchid of Rohan. ll Bremen Star. ll Momentum. ll Questionable. ll Dante Weltino. ll Imagination Sontesique. ll Broyer du Noir. ll Nymphomane. ll El Dorado. ll Pandemonium. ll Cameleon. ll Ravallo's Queen. ll Viviance Roscoe. ll Vemmekeshoeve. ll Axel du Beaumon. ll Krakatau. ll Carte Blanche. ll Corleone Olshansky.
Pieniądze: £9485

Punkty doświadczenia: 463
Skoki: 237
Ujeżdżenie: 135
Cross: 65
Obycie z koniem: 26


Wysłany: 2018-07-04, 23:06   
   Tytuł: Hodowca




Dziś czekał ich ostatni dzień, wiedział, że klacz jest już zmęczona tymi zawodami, choć w trakcie rozgrzewki aż tak nie dała tego po sobie poznać. Chętnie szła do przodu, pozostając w pełni "posłuszną" jego pomocą. Dlatego korzystając z tego, że ma tyle energii postanowił pozostawić jej trochę na przejazd, co by podjąć się jakichś skrótów w trakcie przejazdu. Porozgrzewał ją w trzech chodach, na sam koniec oddając parę skoków. Następnie w oczekiwaniu na ich kolej pochwalił klacz, by słysząc swoje imię roboczym kłusem ruszyć w stronę parkuru.
Po wjeździe chwilę pokręcili się między przeszkodami, kiedy para przed nimi kończyła przejazd. Widząc, że klacz zbytnio nie przejmuje się przeszkodami po ukłonie zagalopował jako, że sygnał dzwonka oznaczał, że nie mają za dużo czasu na minięcie celowników. Rozgalopował ją od początku, nie mając z aktywnością galopu zbytnich problemów, skupił się na rozluźnieniu klaczy i okrągłości galopu. Z lewej nogi jadąc na jedynkę nieco wycofał się w siodle siadając głęboko i domykając ją dołem z wodzy stworzył korytarz, z którego nie mogłaby umknąć. Na szczęście klaczy nie w głowie były wygłupy, czuł wręcz, że ciągnie chętnie do przeszkód w czym starał się jej nie przeszkadzać, zachęcając do takiego zachowania. w miejscu wybicia posłał ją do skoku samemu wchodząc w półsiad. Po nie za szerokim łuku galopada do dwójki. Wspomógł ją sugestiami na tym zakręcie, skracając go maksymalnie. Mocno jechał na zewnętrznej wodzy i wewnętrznej łydce swoją równowagą dodatkowo pomagając jej siadając głęboko w siodło. Technicznie dobrym galopem podjechał pod okser spod którego pewnie posłał klacz do skoku samemu wchodząc w półsiad.
Przy lądowaniu już obserwował trójkę rozjeżdżając ją na wcześniej wymierzoną ilość fouli, klacz nadal pozostawała chętna do prowadzenia, co jak najbardziej mu odpowiadało, odpowiedni odskok był tylko formalnością. Po lądowaniu w trakcie długiego dystansu jaki im zaoferował do czwórki skorygował jej galop. Siedział w siodle w dojeździe do czwórki rozluźniając klacz i nie dając jej ani dodać ani się przesadnie skrócić czekał na miejsce odskoku, klacz ponownie nie walczyła z jego wyborem, więc udało im się wejść w równy odskok i tą przeszkodę pokonując na czysto. Lądowanie, po którym Kanadyjczyk od razu wycofał ramiona, wiedząc, że mają przed sobą do rozjechania linię, nie przesadzał w powstrzymywaniu jej na pysku skupiając się, by ciałem osadzić ją na zadzie. Na szczęście poprawnie wycofała się, przez co książkowo wpisali się w linię wchodząc w płynny skok, dzięki dobremu miejscu odbicia. Udało im się pokonać kolejną przeszkodę na czysto, do tego w dobrym stylu.
Zaczęli ciasny zakręt na stacjonate nr 6, przejeżdżając blisko jedynki, w trakcie zakrętu stale podpierał ją w łydce, nie chcąc stracić dynamiczności Imag, prowadząc ją na zewnętrznej wodzy stale obserwował następną przeszkodę, tak, by w razie, gdyby widział, że zakręt jest za trudny dla klaczy móc nieco poszerzyć łuk. Na szczęście klacz dobrze odpowiedziała na jego pomoce w równowadze pokonując cały zakręt, pod koniec którego Zawodnik naprostował ją na stacjonatę, którą pewnie zaatakowali, gdzie Zawodnik wszedł w dynamiczny, ale w równowadze półsiad.
Lądowanie, po którym uniemożliwił klaczy po naprostowaniu na szereg przesadny atak na pierwszą przeszkodę, udało mu się skrócić ją i tak jak planował skoczyć z wolniejszego tempa człon A. Po lądowaniu Zawodnik wycofał ramiona, chcąc by klacz usiadła bardziej na zadzie i tym samym nieco się skondensowała przed oddaniem kolejnego skoku. Klacz poprawnie zareagowała na sugestie Kanadyjczyka i pokonał również człon B na czysto. Po wylądowaniu Chris od razu pochwalił głosem kobyłę szukając wzrokiem ósemki.
Najeżdżając na linię 8-9 naprostował ją dość szybko równo dojeżdżając do linii okser-stacjonata. Trochę popsuł wjazd, nieco za mocno trzymając ją od ósemki, przez co przypadkiem ściągnęła drąg przodami. /na szczęście po skoku udało mu się wpisać w odpowiednią ilość fouli i pozostawić drugi człon nie naruszony. Następnie zakręt w lewo na linię po łuku. Jadąc okrągłym łukiem skupił się na prostym i dobrym dojeździe do stacjonaty nr 10, pierwszy człon linii był bardzo istotny by wyszła reszta. Na szczęście klacz dała się doprowadzić aktywnym, acz nie atakującym galopem do oksera co znacznie ułatwiło poprawne wybicie się nad przeszkodę, nad którą Christian nie spóźnił się ciałem w skoku. Po ladowaniu lekko wziął ją na siebie, by równym galopem dojechać do ostatniej przeszkody i ją również zostawić nienaruszoną.
Wylądowali i dogalopowali do mety, gdzie po jej minięciu Zawodnik z uśmiechem pochwalił klacz, która spisała się przed te trzy dni rewelacyjnie, mimo dzisiejszej zrzutki i trochę puntów za cross. Opuścił parkur stępem, nagradzając klacz smakołykami w trakcie rozstępowania.

[zt]
 
     
Christian Levrull
Zawodnik
Allrounder


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat [13.05.1990r.]
Podopieczny: Ruitershoeve. ll Lockhard. ll Orchid of Rohan. ll Bremen Star. ll Momentum. ll Questionable. ll Dante Weltino. ll Imagination Sontesique. ll Broyer du Noir. ll Nymphomane. ll El Dorado. ll Pandemonium. ll Cameleon. ll Ravallo's Queen. ll Viviance Roscoe. ll Vemmekeshoeve. ll Axel du Beaumon. ll Krakatau. ll Carte Blanche. ll Corleone Olshansky.
Pieniądze: £9485

Punkty doświadczenia: 463
Skoki: 237
Ujeżdżenie: 135
Cross: 65
Obycie z koniem: 26


Wysłany: 2018-07-04, 23:35   
   Tytuł: Hodowca




Wiedział, że trzeciego dnia ogier będzie zmęczony, bo jeszcze nie wpadł w kondycję typowo pod zawody, ale wierzył, że mimo wszystko poradzą sobie, jakoś. Ze względu na zmęczenie nie przeginał za bardzo z rozgrzewką, rozprężył go w trzech chodach, sporo na łukach i w przejściach i oddając trochę skoków, na adekwatnych do startu wysokościach kończąc. Czując, że ogier już jest fajny na ręce po cichu liczył, że będzie dziś nieco lepiej niż wczoraj... :lol: Kiedy mieli się przygotować ze stępa w którym się poruszali ruszył z ogierem kłusem na parkur na kontakcie okrążając niektóre przeszkody w oczekiwaniu na swój start, a do tego starając się nie przeszkadzać parze, która startowała w tym momencie.
Pod dzwonku zatrzymał się kłaniając się, by następnie z ogierem zagalopować na lewo i zanim dojechali do pierwszej przeszkody skupił się, by Karosz zaokrąglił foulę przyszedł do ręki w lekkim ustawieniu, domykając go dołem rozluźniał go na przodzie w razie potrzeby siadając na moment w siodło i przerabiając go w pełnym siadzie, co by skorygować co trzeba było. Czując, że zrobił się fajny, okrągły rozpoczął najazd na jedynkę aktywnie jadąc do stacjonaty. Parę fouli przed usiadł w siodło domykając go dołem, z wodzy tworząc korytarz, który akurat w jego przypadku nie miał ograniczyć mu ucieczki spod przeszkody, a nakierować go na jej środek. Lekko cofnął ramiona w wybranym miejscu odbicia posyłając ogiera do skoku, a samemu opierając nogi w strzemionach robiąc niespóźniony półsiad z idącą za jego ruchem ręką. Lądowanie w strzemiona i wzrok już utkwiony w dwójkę.
Postanowił nie robić hektarów do dwójki decydując się na lekkie ścięcie zakrętu i z dość wąskiego łuku dojazd do następnej przeszkody. Konieczne w tym wypadku było odpowiednie zgięcie od wewnętrznej łydki przy oparciu się na zewnętrznej wodzy i braku straty w tempie, co pilnował zamykając go dołem, po naprostowaniu mieli zaledwie 2 foule do skoku, ale ogier nie miał czasu myśleć, a fizycznie taki skok nie był dla niego problemem. Weszli idealnie w "punkt" wybicia pokonując spektakularnie stacjonatę nr 2. Lądowanie w strzemiona i wzrok już utkwiony w trójkę, do której prowadził go po łuku, nie liczył fouli, jako, że odległość była na tyle duża, że należało liczyć od początku, a odskok szukać w dojeździe. Będąc już prostopadle do przeszkody znów głębiej usiadł w siodło czekając w nim do samego końca, póki ogier się nie wybił w odpowiedzi na jego łydkę. Po chwili i tą przeszkodę mieli za sobą na czysto.
Do czwórki pojechał okrągłym łukiem, parę fouli przed stacjonatą znów siadł głębiej w siodło wycofany trzymając już stabilny kontakt i tylko podpierając go dołem siedział tak do końca dojazdu, gdzie następnie posłał ogiera do skoku, wchodząc w półsiad, a w trakcie lotu skupiając się na piątce, która była w linii z obecnie pokonywaną przeszkodą. Wracając przy lądowaniu w siodło dojechał ogiera dołem nieco podnosząc go i "pokazując" przeszkodę doprowadził go lekko wycofany do miejsca wybicia, chciał, by odskok nie był z czapy. Na szczęście ogier zaakceptował jego dojazd i udało im się w bardzo ładnym stylu pokonać na czysto i tą przeszkodę.
Do szóstki pozwolił sobie na okrągły najazd, biorąc pod uwagę, że zaczęło kropić, a nie chciał się z nim (znów xD) wyłożyć. Stąd, będąc przed szóstką usiadł na spokojnie w siodło i płynnie dojechał z nim do miejsca wybicia zostawiając kolejną przeszkodę nienaruszoną. Znów zdecydował się na szeroki najazd na siódemkę - szereg. W trakcie zakrętu skupił się więc dość mocno na rozluźnieniu ogiera i na takim luzie doprowadzeniu go do przeszkody. Będąc w miejscu wybicia posłał go do skoku, płynnie pokonali człon A, od razu wracając w siodło po skoku Zawodnik bez wypuszczania go z ręki domknął go dołem wracając do dobrego rytmu i tym samym po fouli pokonali na czysto człon B.
Następnie nakierował się z nim na kolejną linię, gdzie na spokojnie dojechał z nim do ósemki, pokonując ją płynnie na czysto. Po lądowaniu na wprost poprowadził go do stacjonaty nr 9, licząc foule do samego końca, siedząc w siodle i starając się mieć w dojeździe kontrolę nad każdą foulą do końca, oczywiście bez przesady, nie majzlował mu w ryju do samego końca, raczej w dojeździe nie robiąc na pysku nic, bardziej biorąc go na siebie/domykając dołem, ewentualnie przymykając nieco na wodzy, ale nie później niż 3 foule przed. Udało mu się go doprowadzić w idealne miejsce wybicia, pokonując i tą przeszkodę na czysto. Od razu wrócił w siodło wycofując się wraz z ogierem bardziej na zad.
Do ostatniej linii pojechał znowu szerokim łukiem celując w środek przeszkody nr 10, w ostatnich foulach skrócił go siadając bardziej w siodło i cofając ramiona z lekkimi sygnałami na pysku doprowadzając go do wymaganego miejsca odskoku, z którego posłał go nad stacjonatę, samemu wchodząc w niespóźniony półsiad. Po lądowaniu po łagodnym łuku w równym tempie dojechali pod ostatnią przeszkodą spod której posłał go z dalszego wybicia, zostawiając po chwili nieruszony okser za sobą.
Lądowanie w strzemiona i po przekroczeniu mety przejścia wpierw do kłusa, a po wyjściu w parkuru stępa, porządne rozstępowanie go, będąc naprawdę zadowolony z tych trzech dni, a tym bardziej czystego parkuru. Rozstępował go wynagradzając mu przejazd smaczkami i porządnie się nim później zajął w stajni.

[zt]
 
     
Tate
Instruktor
★


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lata
Zawód: Pracuje jako wsparcie graficzne w Riot Games UK
Partner: Nikolaj
Właściciel: Diabeł
Podopieczny: Falling Away, Aventador
Pieniądze: £85

Punkty doświadczenia: 32
Skoki: 21
Ujeżdżenie: 6
Cross: 1
Wyścigi: 3

Wysłany: 2018-07-05, 02:18   



Próba skokowa, trzeciego dnia nie stanowiła dla Tate najmniejszego problemu. Lubowała się w skokach, nie znosząc tym samym deptania kapusty. Boże, nudaa! Do stajni z samego rana przybyła z ogromną dostawą energii, którą wyczerpała na rozgrzewce tylko w 10% a jest jeszcze powerbank w postaci Nikolaja i paczki żelek!
Kiedy została wezwana na parkur zebrała ogiera do kłusa, w którym objechali parkur, zapoznając się z przeszkodami. Finalnie zwolniła pełną paradą koło jury, do których z chytrym uśmieszkiem się ukłoniła, by poprosić ogiera o galop wypchnięciem na lewą nogę. Zakręciła lekko i skierowała Fallinga za ósemką, by pośpieszyć się i najechać na jedynkę z szybkim, aktywnym tempem. Unosiła się milimetry nad siodłem, mogąc sprawować nad gniadoszem pełną kontrolę. Przed samą przeszkodą przetrzymała go lekko i usiadła w siodło, by pchnąć go do skoku wraz z przejściem w półsiad. Nad przeszkodą utrzymała lądowanie na lewo, kierując się za szóstkę, przy której ostro zakręciła, biorąc Fallinga na siebie i pomagając mu się nie wywalić, aby do oksera dodać mu łydkę i skłonić do skoku dłuższego, dzięki wcześniejszemu skróceniu wykroku i skumulowaniu siły w zadzie. Obciążyła prawą stronę, by pogonić ogiera na trójkę i bez żadnej zmiany w tempie skoczyć nad trójką. Tuż za nią znów lądowanie na prawo i silny zakręt na czwórkę. Przetrzymała tu ogiera, siadając silniej w siodle, z którego oderwała się dopiero do skokowego półsiadu. Za czwórką nie kontrolowała na którą nogę lądują, ponieważ kierowali się na wprost do piątki. Przed nią postawiła za bardziej okrągły galop i krótszą foule oraz wolniejsze tempo z pomocą obciążenia zadu i wzmocnienia kontaktu. Udało się okser pokonać na czysto, ponownej jak następującą po nim stacjonatę, która po lądowaniu ponownie jak po 5 na prawo prowadziła do szeregu. Tutaj Tate postawiła na przyśpieszenie, dodając łydkę i idąc w półsiad. To pozwoliło Away'owi rozciągnąć się, aby pokonać pierwszy człon na czysto. Przed drugim usiadła w siodło, obciążając zad i przetrzymując gniadosza w fouli, aby wybić się dość blisko oksera, mimo tego zarzucając zad zmieścił się i wyrobił, pokonując go na czysto. Lądowali na lewą nogę, gdyż tą obciążyła i zakrętem za 4 następował szybki najazd na okser z numerem 8, oraz będącej na wprost stacjonaty 9. Nie stawiała tu już na zwolnienie tempa - Gniady radził sobie z prędkością a takie właśnie konie lubiła, czyli szybkie i zwinne. Wybronił się w ciężkiej sytuacji przy szeregu, to tutaj już sobie poradzi. Dodatkowo przytłaczające i niepokojące chmury rozeszły się, zsyłając na nich jasność w postaci słońca, ale tak serio, to znak od Boga! Zobaczycie! Nad dziewiątką obciążyła lewą stronę i skierowała Fallinga za szóstką, zaostrzając zakręt i biorąc go bardziej na siebie, aby tuż po zakręcie naprostować Gniadosza na stacjonatę, dodać mu łydkę i pomóc w pokonaniu przeszkody z wypchnieciem z miednicy. Pokonana przeszkoda pozostawiła po sobie lądowanie na lewą nogę, aby lekkim łukiem ale bardzo szybkim tempem najechać na ostatni okser. 4 foule przed wybiciem obciążyła zad przechodząc w pełen siad, ściągnęła wodze i pchnęła ogiera do skoku przejściem w półsiad i łydką.
Po pokonaniu ostatniej przeszkody i finalnie linii startu pogłaskała ogiera po szyi, zwolniła do kłusa i wyjechała z parkuru. zt
_________________

• • • •

But the lightning in their eyes huddled me into whatever
they needed me to become
» Leon Vardas •Nikolaj Andersen• Nicole Velien «

You were a vision in the morning when the light came through
I know I've only felt religion when I've lied with you

I love you ♥ » Nikolaj «

You're ripped at every edge but you're a masterpiece
[PMS ]1

I guess I just lost my husband........ex.
I don't know where he went.........boyfriend

I'm alright, I'm just fine, and you're a tool
♥ Aventador ♥ Falling Away ♥

 
     
Vemmekeshoeve
Ujeżdżony


Płeć: ogier
Wiek: 4 lata
Rasa: Holenderski koń gorącokrwisty (KWPN)
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £2600

Doświadczenie w skokach: 35
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 33
Doświadczenie z lonżowania: 10
Kondycja: 28
Szybkość: 30
Wysłany: 2018-07-05, 19:59   

Po dwóch dniach prób - ujeżdżeniowej, jak i skokowej.. ogier czuł się już zmęczony, choć nie musiał pokonywać całej trasy crossowej z powodu ich wspólnego upadku wodnego. Jednak skupienie jak i stress związany z samymi zawodami dawał Vemme po głowie. Zatem nic dziwnego, że Christian rozgrzewkę zrobił stosunkowo lekką, ale rozgrzewającą na tyle, by nie nabawić się zbędnych urazów. Dodatkowo rozgrzewkowe skoki miały ponownie zbudzić zaufanie ogiera do pokonywanych przeszkód. Na szczęście nie było przeszkody wodnej, która w tej chwili będzie mu się nieco źle kojarzyła. W końcu wjechali kłusem na parkur, by w czasie pokonywania przez innego parkuru, gniady mógł obejrzeć przeszkody, z którymi będzie musiał się zmierzyć. Po dzwonku został wyskoczył płynnie do galopu na sugerowaną przez jeźdźca nogę. Zarzucił głową, by chwilę później osadzić się miękko na kontakcie. Ustalili optymalne tempo, które pozwalało mu na dobre krycie terenu. Zaokrąglił się widocznie, przed samą jedynką ogier zadarł głowę, by ocenić zbliżającą się przeszkodę. Była to zwykła stacjonata, zatem nic nie stało na przeszkodzie, by odbić się w optymalnym miejscu do skoku i przelecieć nad przeszkodą, baskilując przykładnie. Grawitacja dyktowała tutaj warunki, więc sam lot nie trwał długo, ponieważ juz kierowała go lądowania, co uczynił, lekko lądując na pęcinach. Ścięli lekko zakręt prowadzący do dwójki, doprowadzając na dość wąski łuk przed samą przeszkodą. Wygiął się odpowiednio podczas wykonywania tych zakrętów, budując sobie podwaliny do dobrego skoku. Odbili się w punkt, by wyskoczyć do góry. Podciągnął przednie nogi pod siebie, a nos lekko wyciągnął do przodu, dobrze pracując przy tym grzbietem. Christian nie zakłócał jego balansu ciała, więc jak tylko wylądował, nie utracił swojej równowagi. Do trójki dojechali po łuku, będąc prostopadle, ogier będąc jechany "głębiej" kumulował energię w swoim zadzie, kiedy to jego głowa poszybowała wyżej. W odpowiednim momencie energia została uwolniona, a ogier pokonał trójkę bez zbędnych problemów. Po chwili i tą przeszkodę mieli za sobą na czysto. Do czwóreczki dojechali spokojnym, acz aktywnym tempem, już przed samą przeszkodą ponownie został przygotowany do tego, że będzie ją skakać. Zatem jak tylko byli gotowi, a odległość odpowiednia, ogier odbił się z zadnich kończyn, posyłając swoje ciało w powietrze. Jego szyja naturalnym ruchem wyciągnęła się do przodu, pozwalając się rozciągnąć ekonomicznie nad przeszkodą. Wylądowali gładko, teraz czekała go piątka. Przed przeszkodą, został widocznie podniesiony. Christian uważnie wybierał miejsce odbicia, wszak była to odległa linia, a one często sprawiają jakimś cudem najwięcej problemów. Kauczuk zaakceptował jego wizję dojazdu, by następnie odbić się i pokonać okser, mocniej rozciągając się nad nim, aniżeli w przypadku stacjonaty. Wszak była szersza. Styl jaki pokazał nad przeszkodą, mógł pozazdrościć nie jeden hodowca. Jak już tylko wylądowali, byli już na drodze do szóstki. A w tym czasie pogoda postanowiła się uwziąć na nich, ponieważ z chmur wiszących nad parkurem zaczął padać deszcz. Woda. Woda. Woda. Tym razem napastowała go z powietrza. Płynnie dojechali do kolejnej przeszkody, po łagodnym łuku, by i ją zostawić w tyle niewzruszoną jego obecnością dopiero co. Christian ponownie zdecydował się na szeroki najazd, dając ogierowi czas na przygotowanie się. W trakcie zakrętu wymagane było od niego odpowiednie rozluźnienie, co pozwoliło na kolejny spokojny najazd. W końcu doszło do momentu, kiedy skumulowana energia w jego zadzie została uwolniona, a jego ciało poszybowało nad przeszkodą o numerze siedem. Jako, że był szereg wskoczył w niego płynnie, na tyle, że miał czas, by pozbierać swoje ciało po poprzednim skoku i odbić się w odpowiednim momencie, by pokonać długi człon. Odbił się mocniej, stawiając na zapas nad przeszkodą. Wszak nie chciał jej dotknąć, bo z założenia ona paliły. Wszak jak tylko kopyta dotykały drągów, wówczas nie było to przyjemne dla niego. Po skoku wrócili do wcześniej wypracowanego tempa, pokonując kolejne połacie ziemi.

CDN.
_________________
v e m m e k e s h o e v e
I gotta tell you a story .......
........................about a man who split the night



Don't you know that I'm a champion
4 years old | Cautious Vemmekeshoeve | xx.xx.xxxx | KWPN

Some people hate him, but a winner never quits
when he's rollin' he's a one man blitz | Christian Levrull
I'm gonna show you once again
I'm a champion | Champagne x Ruitershoeve

Vemmekeshoeve jest owocem embriotransferu, ................
.............Champagne wytworzyła zarodek, lecz urodziła Ravallo's Queen

zawody|trening|lonża|teren|karuzela|korytarz
2|0|0|0|0|0
g a l l e r y | p a s s p o r t


@edit by Delfinek
 
     
Clair de Lune
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Vivianne Feron
Cena: £1550

Doświadczenie w skokach: 25
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 12
Doświadczenie z lonżowania: 19
Kondycja: 23
Szybkość: 21
Wysłany: 2018-07-05, 22:14   

PRÓBA SKOKOWA


Dobru humor Clair trwał w najlepsze, nie zmąciła go nawet wczorajsza wpadka na crossie. Dwa dni zawodów jeszcze poprawiły sytuację, bo lekko zmęczona Holenderka była bardziej jezdna i posłuszna. Dodatkowo pokonywanie parkuru to to, co rude potwory lubią najbardziej, Vivianne mogła więc być pełna dobrej nadziei. Podczas rozgrzewki klacz zdawała się zupełnie ignorować inne konie, co było niewątpliwie miłą odmianą. Była rozluźniona i reagująca na pomoce, a do tego jak zawsze chętna do skoków.

W odpowiednim momencie skierowała się stępem na plac konkursowy, rozglądając się ciekawsko dookoła. Z zainteresowaniem podeszłą do wybranych przez Kanadyjkę przeszkód, przyglądając się im z żywym zainteresowaniem. Na prośbę zagalopowała od razu, rozpoczynając ruch od zadu i pozwalając swojej amazonce na ustalenie tempa. Dobrze kryła teren, poruszając się okrągłą foulą, dość aktywnie do przodu. Z długiego najazdu została poprowadzona między celowniki, a widząc przed sobą pierwszą stacjonatę uniosła lekko głowę, osiadając na zadzie. Utrzymała równy galop, w wybranym miejscu odbiła się i z dużą łatwością pokonała stacjonatę, ani nie starając się specjalnie, ani nie wkładając w to dużo wysiłku. Pozostała w galopie na lewo, w zakręcie opierając się na zewnętrznej wodzy i wyginając od wewnętrznej łydki, układając ciało adekwatnie do ruchu. Dobrze pracowała zadem, przez co nie wytraciła tempa ani energii. Wyprostowała się pomiędzy pomocami do dwójki, lekko dodając na prośbę Vivianne, to skłoniło ja też do zaatakowania oksera, ale ostatecznie nie pociągnęła do niego na tyle aby jeździec stracił kontrolę. Odbiła się z dalszego miejsca, wyciągając się nad okserem i bez problemu go kryjąc, podczas lotu pracując grzbietem oraz szyją i mocno składając nadgarstki. Zgodnie z wolą Kanadyjki wylądowała na prawo i łagodnym łukiem skierowała się na stacjonatę z numerem trzy, pokonując ją również bez problemów i w dobrym stylu.
W zakręcie ciut zwolniła, aby złapać lepszy rytm, wygięła się w prawo, co pozwoliło im wykonać dobry najazd na czwórkę i wejść w linię. Zachowując równy galop zbliżyła się do oksera z numerem 5, w wybranym przez właścicielkę miejscu odbiła mocno z zadu, prezentując ładny baskil i dobrą technikę skoku. Wylądowała na lewą nogę, próbując pociągnąć Viv na szóstkę. W międzyczasie niestety się potknęła i straciła na chwilę koncentrację, przez to odbiła się w ostatniej chwili i nie złożyła dokładnie nadgarstków. Jednym z przodów trąciła najwyższy drąg, na szczęście na tyle lekko, że nie upadł on na ziemię.
Skupiona przez Kanadyjkę na następnym zadaniu wyprostowała się przed szeregiem. Pomimo, że zachowała dobry galop w najeździe to takie kombinacje trochę ją wciągały i tak było też i w tym przypadku. Odbiła się nieco dalej na pierwszy człon, a następnie chciała pociągnąć mocniej w przód do oksera. Błyskawiczna półparada sprowadziła jednak Clair na ziemię, dzięki temu kasztanka nie rozciągnęła się i wybiła w odpowiednim miejscu. Linia 8-9 została pokonana przez obie panie w pełnym skupieniu i w pięknym stylu, co niewątpliwie zwróciło uwagę sędziów. Takie momenty świadczyły o tym, że dziewczyny zaczynały się ze sobą naprawdę dobrze dogadywać.
Po pokonaniu zakrętu Holenderka z niesłabnącym zapałem podgalopowała do dziesiątki, nie poświęcając stacjonacie wiele swojej uwagi, ale pokonując ją zupełnie poprawnie i czysto. W locie zmieniła nogę na lewą, a po pomocach płynących z góry skróciła się nieco, nie tracąc nic a nic z pracy zadu. Dzięki temu zabiegowi odskok wypadł w optymalnym miejscu, a Lune wybiła się, aby odkryć okser i wylądować zaraz za nim. Obszerną foulą minęła linię fotokomórek, potem stopniowo zwalniając i przechodząc do kłusa. Tak też opuściła plac ze swoją amazonką na grzbiecie.
_________________


For those determined to fly having no wings is just a little detail

    charakter: Clair jest koniem bardzo ciekawym świata, odważnym a przy tym łatwo denerwującym się. Nie przepada za innymi końmi i często daje o tym wyraźnie znać. W stosunku do ludzi potrafi być zarówno bardzo przyjacielska, domagająca się uwagi, jak i wredna oraz złośliwa. Wymaga konsekwentnej, stanowczej ręki i stawiania wyraźnych granic. A droga do serca prowadzi przez jej żołądek!
    w pracy: Pod siodłem Clair jest koniem dynamicznym i szybkim. Delikatna na pomoce, czasem uciekająca przed kontaktem i wrażliwa. Łatwo się denerwuje, zwłaszcza przy wykonywaniu elementów wymagających precyzji. Jest święcie przekonana, że w skokach chodzi o pokonanie kombinacji w jak najkrótszym czasie (niestety cierpi na tym dokładność). Wykazuje naturalną dobrą pracę zadu oraz dobrą technikę skoku. Elementy ujeżdżeniowe jakie potrafi wykonywać: łopatki, ustępowania, trawersy w stępie oraz kłusie, pojedyncze lotne (jeszcze do dopracowania). Naskakana do L pod jeźdzcem, do 120 cm w korytarzu.


 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2018-07-05, 22:16   

PRÓBA SKOKOWA


Ostatniego dnia czekała ich próba, na którą Elizabeth niewątpliwie czekała najbardziej. Despacito zdawał jej się być tego dnia spokojniejszy, co najprawdopodobniej świadczyło o zmęczeniu, aczkolwiek kompletnie nie przeszkadzało Pannie White, dopóki chętnie szedł do przodu i był skory do współpracy.
Stępowali w ramach relaksu po rozgrzewce, czekając na swoją kolej, która wkrótce miała nadejść. Wraz z wywołaniem na parkur, amazonka posłała podopiecznego do kłusa roboczego, którym wjechała na plac, na którym swój przejazd jeszcze kończyła poprzedzająca ich para. Ów fakt wykorzystała, by w dużym skrócie oprowadzić gniadego po terenie, bezkolizyjnie przemykając pomiędzy przeszkodami i zatrzymując się przy niektórych z nich. Ostatecznie zatrzymali się naprzeciwko budki sędziowskie, a Elizabeth krótko skinęła głową, by następnie bez większych ogródek posłać podopiecznego do galopu.
Zostawiła sobie sporo miejsca do pierwszej przeszkody, co miało jej umożliwić unormowanie tempa jak i samej formy chodu, chcąc osiągnąć po prostu zdrowy, parkurowy galop, ale bez większej ekscytacji i pędzenia na oślep. Gdy to zostało wstępnie dograne, naprowadziła Despacito na przeszkodę z numerem jeden, która była po prostu stacjonatą. Jako swój cel obrała sam środek drążków, zamykając kopytnego w korytarzu z pomocy i właśnie w ten sposób doprowadzając go do miejsca wybicia. Chwilę później byli już po drugiej stronie, więc Kanadyjka lekko go zaktywizowała, na dwójkę skręcając tuż za szóstką. Podczas tego manewru naturalnie, zaoferowała mu solidne podparcie łydkami, prowadząc na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną pulsując, zginając i rozluźniając ogierka. Zadbała o to, by nie wyrwał jej się przedwcześnie do skoku, wspomagając go w doborze optymalnego miejsca i akcentując to łydką. Wtedy bez najmniejszej zwłoki odciążyła grzbiet swojego wierzchowca i miękko zamortyzowała moment lądowania, po delikatnym łuku jadąc na trójkę. Z nią również nie pojawiły się problemy, choć przez obecność bandy Elizabeth mocniej przyłożyła się do utrzymania koncentracji młodego, co zaowocowało kolejnym, dobrym skokiem na czysto. W ostatniej fazie lotu mocniej dociążyła prawe strzemię, wzrokiem automatycznie odszukując czwórkę. Tym razem najazd był w kształcie podkówki, a Panna White nie chciała go zbytnio skracać, nie wiedząc tak naprawdę na ile może sobie już pozwolić. Wolała pojechać go deczko obszerniej, a bezpieczniej, niżeli ryzykować tak, jak często robiła to w przypadku matki ogierka. Wyprostowała go na ostatnie foule, domkniętymi łydkami pilnując, by nie próbował uciec jej na żadną ze stron. Dalej już tylko zgrała się z nim w kolejnym, bezpiecznym locie, myślami będąc już przy piątce, ustawionej w tej samej linii.
Atmosfera tego dnia bynajmniej nie sprzyjała debiutantom, bo było głośno i nerwowo, szczególnie na widowni. Z tego powodu, pomimo usilnych prób, Elizabeth nie zdołała w zadowalającym stopniu skupić gniadosza na sobie. Niestety zaowocowało to dość mocno opóźnionym skokiem, który co prawda kopytny próbował ratować, ale mimo to ściągnął przodami górnego drąga. Kanadyjka szczęśliwie nie utraciła podczas tego mało przyjemnego skoku równowagi, szybko się ogarniając i wracając myślami do zadania. Co prawda przeklęła sobie pod nosem, ale nie była na podopiecznego zła. W końcu póki co, w poprzednich dwóch próbach, spisał się wyśmienicie.
Po niefortunnej piątce, pojechali po obszernym łuku na przeszkodę z numerem sześć. Na trasie do niej, brunetka zachęciła wierzchowca do lekkiego dodania, ‘’uspokajając’’ go dopiero kilka fouli przed. Tym razem była już uważniejsza i dużo szybciej odczytywała zmiany w zachowaniu gniadego. Jeśli tylko zauważyła, że zawiesza na czymś spojrzenie, sprowadzała go na ziemię półparadami. Pilnowała tego w szczególności przy siódemce, która miała formę dwuczłonowego szeregu i była usytuowana właśnie przy bandzie. Ponownie decydując się na dalszy najazd, zawodniczka uniosła swojemu kompanowi głowę, chcąc w ten sposób mu uświadomić, że za pierwszym członem kryje się coś jeszcze. Skrupulatnie ograniczała go lewostronnie, posyłając do przodu, ale jednocześnie nie dając urwać ostatniej fouli. Dobre wejście w tą konfigurację zagwarantowało im to, że bez kłopotów zmieścili się pomiędzy przeszkodami i oddali kolejne dwa, poprawne technicznie skoki.
Będąc nad okserem wskazała lądowanie na lewą nogę i po łuku nakierowała Despacito na okser z numerem osiem. Wyliczyła sobie w głowię foule, sugerując odrobinę dalsze wybicie, co miało poskutkować łatwym dokryciem przeszkody, bez powiększenia bilansu punktów karnych. Sama wraz z momentem wybicia uniosła się w strzemionach, cofnęła biodra i oddała wystarczająco dużo ręki, kolana solidnie opierając na poduszkach. Dalej rozprawili się ze stacjonatą z numerem dziewięć, która również leżała w tej linii, by następnie pojechać dość obszernie, blisko ściany na dziesiątkę. El wspomogła podopiecznego w pokonaniu ów łuku bez utraty równowagi, by od razu po wyprostowaniu zaktywizować go i nie dać szansy na ucieczkę w bok. Gdy i dziesiątka została za nimi, teraz do pełni szczęścia potrzebowali jeszcze jedenastki. White nie dała się ponieść emocjom nawet przez moment, będąc skupioną i czynnie współpracującą z koniem. Poprowadziła go najlepiej jak tylko potrafiła, jadąc dziś troszkę asekuracyjnie, ale w dalszym ciągu do przodu. Będąc już nad jedenastką, wstrzymała na chwilę oddech, ale na szczęście wszystkie drągi ostały się na swoim miejscu. Po przekroczeniu celowników zaczęła zwalniać, wpierw do kłusa, a potem do stępa, sowicie chwaląc Despacito za kawał dobrej roboty.

z/t
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Despacito
WKKW'ista


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat (28.04)
Rasa: TBX - krzyżówka xx z SF
Wzrost: 178 cm
Właściciel: Elizabeth White
Cena: £5338

Doświadczenie w skokach: 65
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 68
Doświadczenie z lonżowania: 35
Kondycja: 50
Szybkość: 52
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2018-07-05, 22:35   



Po dwóch bardzo udanych dniach zawodów, nadeszła pora na ostatnią próbę - skokową. Despacito dalej miał siły i chęci, ale był już lekko zmęczony sportowymi zmaganiami, zwyczajnie nie mając jeszcze odpowiedniej kondycji, która pozwalałaby mu bez większego szwanku dawać z siebie sto procent przez trzy dni...
Wreszcie nadeszła ta decydująca chwila, jaką było wejście na parkur. Wbiegł na niego kłusem, mimo wszystko będąc lekko pobudzonym, ale w tym pozytywnym, nie umniejszającym współpracy sensie. Na parkurze z pewnością znalazło się parę straszaków, ale żadnemu z nich ogier nie poświęcił większej uwagi. Po wczorajszym crossie chyba mało co było w stanie go zaskoczyć. Zapoznawszy się wstępnie z przeszkodami, zatrzymał się we wskazanym przez Elizabeth miejscu, zaś po ukłonie z jej strony, posłusznie ruszył galopem.
Dzisiaj galopował zgoła spokojniej, ale wciąż wystarczająco aktywnie, więc Elizabeth nie powinna mieć problemu z ustaleniem pożądanego tempa galopu. Despacito pozostawał pod jej kontrolą, wzrokiem szukając pierwszej przeszkody, która wkrótce ukazała się na jego drodze. Zmierzył stacjonatę wzrokiem, ocenił jej wysokość i śmiało, bez wahania dogalopował do przeszkody. Kierował się na sam jej środek, zaś odbicie wybrał z miejsca, które Elizabeth sama mu wskazała. Pomimo zmęczenia odbił się porządnie, wystarczająco wysoko podnosząc nogi, żeby nie naruszyć wiszących pod nim drążków. Przedostawszy się na drugą stronę, zgodnie z życzeniem Elizabeth zaktywizował galop, nie przesadzając jednak z entuzjazmem, który mógł być zgubny. Zatoczył zakręt tuż za szóstą przeszkodą, tym samym wychodząc na środek oksera stojącego pod numerem drugim. Jego widok nieco go sprowokował, ale jako że został przytrzymany przez Elizabeth, nie urwał foule w najmniej oczekiwanym momencie. Ponownie można było mówić o udanym, przemyślanym najeździe, który poskutkował równie dobrym skokiem. Co najważniejsze - czystym.
Również linia do trzeciej przeszkody została rozjechana na określoną ilość foule, zgadzającą się z wytyczonym planem, który Elizabeth na pewno miała. Momentami nie było to proste, bo jednak Despacito był spory, ale na szczęście w większości przypadków dawał się skracać. Tak też było tym razem; spokojnie dogalopował do przeszkody i odbił się ze wskazanego miejsca, znowu wkładając w odbicie tylko tyle siły, ile było to konieczne. Jego skoki na tych wysokościach bardziej przypominały susy galopu aniżeli prawdziwe skoki, zwyczajnie nie chciało mu się odbijać, nie miał do tego motywacji... Niemniej jechało się na nim dobrze, aktywnie, równo i bez walki, więc można było przymknąć na ten szczegół oko. "Skok" nad trójką wykończył lądowaniem na prawo, w które zakręcił na czwartą przeszkodę, w zakręcie pozostając opartym na zewnętrznej wodzy i wygiętym wokół wewnętrznej łydki. Po wyprostowaniu na stacjonatę nie szukał innej drogi niż na wprost, nie próbował pływać między pomocami, co zdarzało mu się choćby wczoraj. Dzisiaj przeszkody były zdecydowanie mniej straszne, a sama próba mniej emocjonująca, co być może było także wynikiem zmęczenia. Na pewno był nim błąd na piątej przeszkodzie, o czym para przekonała się już za chwilę... W wyniku rozkojarzenia Despacito za późno wyszedł do skoku, co poskutkowało ściągnięciem drąga i narobieniem niemałego rabanu. Na tym się jednak skończyło - ogier bezpiecznie wylądował po drugiej stronie, nie rozstał się ze swoją amazonką i dalej kontynuował przejazd, już w lekko napiętej atmosferze. Zagryzł się na chwilę na wędzidle, usztywnił w potylicy i dość chaotycznie pogalopował ku szóstej przeszkodzie, szczęśliwie dając się w porę "odblokować" swojej właścicielce. To pozwoliło im uniknąć drugiego, takiego samego błędu; szóstka pozostała nienaruszona, a para była już skupiona na najeździe na dwuczłonowy szereg, który otwierała stacjonata. Szeregi nie były dla niego problematyczne, nie obawiał się ich, bo i nigdy nic mu się nie stało przy takiej kombinacji przeszkód; jego amazonka także zdawała się być pewna siebie, toteż Despacito bez wahania wszedł w pierwszy człon, zaś po wylądowaniu z uwagą spojrzał na okser i pozostając pod kontrolą Elizabeth, wcisnął między przeszkodami dwie foule galopu, po których oddał kolejny, udany skok. Zakończył go lądowaniem na lewo, w które skierował się na jedną z ostatnich przeszkód. Z pomocą Elizabeth uzyskał w zakręcie dobrej jakości galop, z którego pokonanie oksera okazało się drobnostką; być może ponownie nie pochwalił się siłą odbicia, ale najważniejszy był wynik, który wciąż wynosił "tylko" cztery punkty karne. Wylądowawszy, pozostał w linii do dziewiątej przeszkody. Ponownie rozgalopował ją na określoną ilość foule, co pozwoliło mu wejść w prawidłowy odskok. Nieznacznie wyciągnął szyję w skoku, jednocześnie podnosząc nogi, dzięki czemu uniknął trącenia drągów. Płynnie wrócił do tempa galopu sprzed przeszkody i wszedł w zakręt, w którym choć mimowolnie zwolnił, to wciąż prawidłowo pchał się zadem. Tym samym jakość jego galopu nie uległa zmianie, a to z kolei sprawiło, że najazd na dziesiątkę był bardzo dobry - ogier pozostał postawiony na pomocach, podstawiony, więc nawet awaryjne skrócenie czy dodanie go wyszło bez problemu. Z uwagą podszedł pod przeszkodę, po czym oddał skok, śmiało wychodząc w górę, z wrodzoną lekkością, której nie można było mu odmówić. Była ona widoczna także w galopie, więc dystans do jedenastki pokonał w mgnieniu oka, do końca pozostając jednak skoncentrowanym i spokojnym. Wszystko za sprawą Elizabeth, która dopilnowała także prawidłowego odskoku - dzięki niej Desp wybił się z właściwego punktu i po raz kolejny udowodnił swoją "jakość", pozostawiając przeszkodę nienaruszoną.
Minąwszy celowniki, zwolnił stopniowo do stępa i opuścił parkur.
_________________
DESPACITO
[o. Desperado m. Petit Coeur]
> BY BLOOD A KING, IN HEART A CLOWN <

future eventing star - because I use showjumping to warm up


 
     
Falling Away
Ujeżdżony
Książę Zajebistości


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat (21.12.)
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm
Właściciel: Tate
Cena: £1300

Doświadczenie w skokach: 43
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 34
Doświadczenie z lonżowania: 37
Kondycja: 35
Szybkość: 36
Klasa startów: Skoki: L1

Wysłany: 2018-07-05, 22:45   



Ostatniego, trzeciego dnia zawodów czekała nas próa skokowa, do któej byłem najbardziej pozytywnie nastawiony, o ile można w ogóle o czymś takim mówić. Treningi, a także udział w kilku zawodach powinny dać mi solidną podstawę do jak najlepszego występu na parkurze, ale wszystko miało się dopiero okazać. I tego ranka w stajni panowała nieco gorączkowa atmosfera, jednal przez ostatnie trzy dni zawodów przywykłem do tego i nie robiło to na mnie aż takiego wrażenia i nie miało negatywnego wpływu. Przywitałem Tate z entuzjazmem. Chociaż.. jeżeli ja w tej chwili miałem ADHD i ona też, to nie wiem co to może wróżyć. Tak czy inaczej nie utrudniałem jej szczególnie życia podczas oporządzania i siodłania, a następnie ruszyliśmy na rozgrzewkę, która pomimo dużych ilości energii zarówno z mojej strony, jak i ze strony Tate, przebiegła dość płynnie i powina mi dać dobre przygotowanie przed startem. Czekaliśmy tylko na wywołanie.
Kiedy przyszła nasza kolej przyspieszyłem do kłusa, po czym wjechaliśmy na parkur konkursowy, gdzie Tate dała mi chwilę, abym mógł się przyjrzeć czekającym nas przeszkodom, po czym doprowadzony w pobliże stanowiska jury zatrzymałem się, a gdy amazonka się ukłoniłapłynnie, ale energicznie przeszedłem do galopu roboczego z lewej nogi. Następnie ruszyliśmy na linię startu i pierwszą z przeszkód, które nas czekały. Zakręciliśmy za óśmą przeszkodą i naprostowaliśmy na pierwszą przeszkodę, mijając celowniki. Aktywne tempo zasugerowane przez Tate nie było dla mnie żadnym problemem, galopowałem na przód chętnie. Pierwszą przeszkodą była stacjonata, która nie wzbudzała we mnie żadnych obaw. Ruszyłem prosto na jej środek, zamknięty w pomocach. PRzed przeszkodą Tate nieco mnie przyhamowała, po czym polegając w dużym stopnu na jej sugestiach wybiłem się energicznie w miejscu, któe chyba można spokojnie uznać za właściwe. Podczas skoku prezentowałem swój skokowy potencjał, ładny styl, którym ju mogłem się pochwalić, chociaż wiadomo, że jakieś braki zapewne miałem, jednak nie były one rażące, a także prawidłowe zgranie się z amazonką. Wylądowałem na lewo kontynuując aktywny, mocny galop z tej nogi kawałek po prostej, po czym wyjechałem za szóstką. W tym łuku wsparła mnie właścicielka, co pomogło mi w zachowaniu równowagi, po czym naprostowałem do oksera. Byłem dość czujny na otrzymywane pomoce i jednocześnie również i tym razem nie próbowałem szaleć, czy też wtrącać swoje trzy grosze tam, gdzie to nie jest potrzebne. Tak więc doprowadzony do przeszkodach w pomocach wybiłem się dynamicznie, z siłą płynącą z zadu w odpowiednim miejscu, wznosząc nad przeszkodę, gdzie odpowiedno ułożyłem się w skoku, wyciągając w nim swe boskie cielsko, tak aby jak najlepiej wpasować się w przeszkodę i aby mój skok wyszedł dłuższy, co z kolei powinno mi pozwolić na spokojnie dokrycie oksera. Tym razem lądowanie na prawo, pogalopowałem w stałym tempie najpierw kawałek po prostej, potem po lekkim łuku w prawo, by w końcu skupić wzrok na trzeciej przeszkodzie, do której dojechałem bez żadnych przeszkó i w podobny sposób pokonałem - w takim stylu na jaki tylko było mnie stać i przede wszystkim na czysto. Ponownie wylądowałem na prawo, kontynuując galop z tej nogi. Moje tempo nadal było aktywne i dość mocne, jednak nie na tyle, żebym nie wyrobił na łuku, czego z tesztą pilnowała Tate. Kawałek po prostej i skręciłem na wspomniany łuk, który znowu udało nam się przyzwoiicie wyjechać, po czym naprostowaliśmy do czwórki, kolejnej stacjonaty. Przy bezpośrednim najeżdzie na czwórkę Tate mnie odpowiednio przetrzymała, po czym bazując na pomocach od niej i tej odrobinie włąsnego doświadczenia odpowiednio zareagowałem, by w dobrym punkcie wybić się od ziemi, wznieść nad przeszkodę, by zaprezentować ładny baskil i znowu zgrać się łądnie z właścicielką. Piąta przeszkoda znajdowała się po prostej, więc wylądowałem na dogodną nogę, kierując się po prostej bepośrednio na środek oksera. Po drodze zwolniłem nieco w galopie, jednocześnie bardziej go zaokrąglając, co znowu było odpowiedzią na sugestie Tate, po czym znowu dogadaliśmy się całkiem dobrze jeśli chodzi o miejsce do wybicia, w którym oderwałem się od ziemi, wkłądając w ten skok siłę z zadu. Ponownie ładnie wyciągnąłem i ułożyłem ciało w skoku, by dopasować się do kształtu i szerokości przeszkody. W efekcie również piątkę pokonałem na czysto. Tym razem wylądowałem na lewo, nieco dodałem w tempie, nie tyle jednak, żeby Tate miała powód do korygowania mnie Pogalopowałem kawałek po prostej, a potem po lekkim łuku skręciłem w lewo na stacjonatę, któą po naprostowaniu w podobnym stylu i z podobną skutecznością pokonałem. Teraz znowu nieco na lewo czekał nas szereg 7ab. Ochoczo przyspieszyłem pokonując najazd do pierwszego członu, gdzie we właściwym punkcie energicznie się wybiłem, rozciągając w skoku, by wylądować za stacjonatą, zostawiając kolejną nienaruszoną przeszkodę. Dzięki mądremu prowadzeniu przez Tate wpasowaliśmy się w foule pomiędzy członami, co pozwoliło nam na bezproblemowy najazd na 7b, gdzie jednocześnie udało nam się zdążyć z wszelkimi przygotowaniami, a więc i wybiłm się dynamicznie, z siłą płynącą z zadu w dobrym momencie, ponownie prezentując łądny baskil i zgranie z kobietą, dorkywając bez problemu, ale w ładnym stylu okser 7b. Ponownie wylądowaliśmy na lewo i z tej nogi pogalopowałem dalej, kawałek po prostej, po czym skręciliśmy za czwartą przeszkodą, kierując się na okser z numerem ósmym. Ponownie prezentowałem aktywny i mocny, ale nie przesadzony galop bez problemu utrzymując się na łuku, po czym naprostowaliśmy do ósmej przeszkody, która leżała teraz przed nami. Rzeczywiście duża szybkość nie była dla mnie problemem i zdecydowanie należałem do tych szybkich i zwinnych, taki po prostu fast & furious, z naciskiem na fast. Tak więc utrzymując tempo ponownie wybiłem się w dobrym miejscu dynamicznie i na czysto pokonałem również okser. Dziewiątka - stacjonata - leżała w jednej, prostej linii nieco dalej, co tylko zachęcało do utrzymania obecnego tempa, czy nawet przyspieszenia, co nie byłoby dla mnie żadną trudnością. I w tym przypadku wybiłem się płynnie, ładnie zabaskilowałem, zgrałem się z amazonką i wylądowałem na prawo, z tej nogi podejmując galop na dziesiątkę. Zdaje się, że nawet pogoda nam sprzyjała. Pogalopowałem kawałek po prostej, zachowując dotychczasowe tempo, po czym odbiłem na stacjonatę, wyjeżdżając ostry zakręt za szóstką, na którym Tate ponownie nieco mnie przytrzymała, dzięki czemu zachowałem na nim równowagę i bez żadnych nieprzyjemnych przygód naprostowałem do dziesiątej przeszkody. Nawet jeśli nie do końca miałem na tyle wyszlifowane zdolności, lubiłem ryzykowną i szybką jazdę po parkurze. Galopowałem prosto na środek stacjonaty, do której zostałem doprowadzony w pomocach, by znowu bazując na sygnałach od właścicielki i własnym doświadczeniu wybić się płynnie w odpowiednim punkcie, oderwać przody, potem tyły, ładnie ułożyć się w skoku i zgrać w nim ze swoją amazonką. Ponownie lądowanie na lewo i ruszyliśmy nadal szybkim tempem na ostatnią przeszkodę, najpierw kawałek po prostej, potem skręciłem po lekkim łuku w lewo na okser, gdzie 4 foule przed przeszkodą Tate obciążyła mój zad, przygotowując mnie do ostatniego skoku na tych zawodach, dzięki czemu wybiłem się bardzo dynamicznie w dobrym miejscu. Pomimo dynamiki wybicia skok nie wyszedł mi w kosmos i nie był też zachwiany. Wyciągnąłem ciało w skoku, ładnie je ułożyłem, by wpasować się w przeszkodę, by wylądować za nią.
Zanim jeszcze minęliśmy celowniki nie mogłem się powstrzymać od lekkiego podbicia łbem i usatysfakcjonowanego parsknięcia, a także pełnego animuszu szastnięcia ogonem. Parsknąłem też zadowolony za pochwałę w formie pieszczoty i po minięciu celowników zwolniłem bez oporów, po czym opuściliśmy parkur.

zt
_________________
F A L L I N G  A W A Y  W I T H  Y O U
KWPN  4 yo [21.12]  Insane Gold x Fooling Fantasia


Staying awake to chase a dream
......tasting the air you're breathing in
× Tate Vardas ×

Promise to hold you close and pray
....watching the fantasies decay
× Delfinek × Mikkeru × Marcus ×

All of the love we left behind ....
..........watching the flash backs intertwine
× love ×
Hide all these feelings I keep to myself
...............Need you right now but you stuck in the ville
× xxxx × xxxx × xxxx ×

passport  gallery

@edit by Tatesiowa dla mojego kochanego Księciaaa 
 
     
Imagination ST
WKKW'ista


Płeć: klacz
Wiek: 6 lat
Rasa: koń holsztyński
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £3213

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 49
Doświadczenie z lonżowania: 24
Kondycja: 28
Szybkość: 22
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2018-07-05, 23:48   

Próba skokowa.

Po solidnej rozgrzewce pełna werwy i chęci ruszyła na parkur, gdzie zapoznała się z każdą przeszkodą dzięki objazdowi w kłusie, by skierować się pod budkę jury. Pozwoliła tam na ukłon i na sygnały ze strony Chrisa ruszyła galopem z lewej nogi, kierując się na jedynkę przez punkty kontrolne. Prężnie szła do przodu, wręcz rwała się, co pokazał aktywny najazd na jedynkę. Skumulowała siłę w zadzie i wybijając się z przodów wyskoczyła nad jedynkę, poprawiając wybiciem z zadu. Ładnie wyciągnęła się nad przeszkodą i już zdawało się, że pójdzie jej super. Na początku nawet tak było - po niezbyt szerokim łuku, na który utrzymała tempo i równowagę skierowała się na dwójką, nad którą ponownie wykonała ładny skok, kierując się na trójkę. Rozciągnęła się lekko, nabierając tempa ile mogła, zaraz jednak mężczyzna zadbał o wygląd i tempo, tym samym klacz skierowała się bardziej okrągłym, atrakcyjniejszym wizualnie galopem na czwórkę. Przed nią lekko przysiadła na zadzie, kumulując w nim siły do silnego wybicia i ładnego baskillu uzyskanemu dzięki temu. Szła dalej, chętnie i aktywnie, a przede wszystkim czysto na piątkę. Ponownie przysiadła na zadzie i wybiła się w idealnym miejscu do tego przeznaczonym, które wskazał jej mężczyzną.
Ciasny zakręt na stacjonatę z numerem sześć nie zdenerwował klaczy, nadal była dynamiczna i szybka, oddając się do dobrego technicznie skoku nad szóstką. Przed szeregiem lekko się spięła, nadal jednak była podatna na rękę właściciela, tym samym bez większych problemów ruszyła na pierwszą cześć szeregu. Skumulowała siłę w zadzie, wybijając się, aby wylądować po czystym skoku i skrócić foulę. Miała trudności z wyrobieniem się, wybroniła się jednak z pomocą zgięcia lekko nóg w bok, tym samym ten skok wyszedł na czysto. Cały problem pojawił się z ósemką. Przetrzymana z rozbiegu straciła siłę na wybicie, nie wybiła się lepiej z tyłów, tym samym strąciła drąg. Mimo tego skok na biegnącej po równej dziewiątce wyszedł jej prawidłowo. Oddała się do skoku idealnie w momencie, kiedy została o to poproszona, lądując na wskazaną nogę, aby skierować się na dziesiątką. Przed nią wykonała ładny łuk, następnie zbierając siły w zadzie i samej pchając się do skoku w idealnym do tego momencie. Lądując przyśpieszyła, jakby wyczuwając koniec parkuru i z rozpędu skoczyła nad ostatnią przeszkodą, lekko spłaszczając baskill i zarzucając zadem, by wykonać to ponownie po pokonaniu szranek. Była pełna werwy i pozytywnych emocji, które wręcz z niej kipiały. Po wyjechaniu w stępie z parkuru otrzymała smakołyki, zjadła je ze smakiem i udała się z właścicielem do stajni. zt
_________________



Let's grab our gold switchblade.....
...........And make us a blood pact, babe

Would you kill, kill, kill for me? I love you enough to ask you again
......Would you kill for me?» Christian

...Bloody noses are just like roses
.....But what happens when we are betrayed?

Would you drag him to the shed
.......And unload six rounds in their fucking face?» Chris, Brian, James

Sideways for attention, longways for results. Who are you going to cross?
» 1 miejsce WKKW - Entry pod Chrisem
» 3 miejsce WKKW - Entry pod Chrisem
» 3 miejsce ujeżdżenie - klasa L pod Chrisem

paszport wizerunek



 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 7