NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Parkur piaszczysty
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-05-07, 11:40   Vivianne Feron & Clair de Lune

VIVIANNE FERON & CLAIR DE LUNE - klasa LL




Opis
Bezbłędnie ukończony przejazd; brak losowania (dołączony trening).


INSTRUKCJE

• Jest to konkurs dokładności z normą czasu. Wygrywa zawodnik z najmniejszą ilością punktów karnych, w przypadku miejsc ex aequo zwycięzcę wybiera się drogą losowania. Innymi słowy nie liczy się szybkość konia, tylko sam wynik losowania, które uwzględnia punkty karne za czas.
 
     
Clair de Lune
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Vivianne Feron
Cena: £1550

Doświadczenie w skokach: 25
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 12
Doświadczenie z lonżowania: 19
Kondycja: 23
Szybkość: 21
Wysłany: 2018-05-07, 12:02   

Nieźle zmęczona z łatwością przeszła do kłusa i wyciągnęła głowę do dołu na tyle, na ile pozwalała jej Vivianne. Właściwie to cała była mokra i zapieniona, więc równie ochoczo przeszła do stępa. Tym razem poruszała się wolno, ale obszernie, rozciągając całe ciało. Kilka razy przystanęła aby potrzeć głową o jedną z przednich nóg, bo strasznie swędziała ja głowa pod nachrapnikiem :lol: . Grzecznie idąc u boku Kanadyjki wyszła w stronę stajni.
zt
_________________


For those determined to fly having no wings is just a little detail

    charakter: Clair jest koniem bardzo ciekawym świata, odważnym a przy tym łatwo denerwującym się. Nie przepada za innymi końmi i często daje o tym wyraźnie znać. W stosunku do ludzi potrafi być zarówno bardzo przyjacielska, domagająca się uwagi, jak i wredna oraz złośliwa. Wymaga konsekwentnej, stanowczej ręki i stawiania wyraźnych granic. A droga do serca prowadzi przez jej żołądek!
    w pracy: Pod siodłem Clair jest koniem dynamicznym i szybkim. Delikatna na pomoce, czasem uciekająca przed kontaktem i wrażliwa. Łatwo się denerwuje, zwłaszcza przy wykonywaniu elementów wymagających precyzji. Jest święcie przekonana, że w skokach chodzi o pokonanie kombinacji w jak najkrótszym czasie (niestety cierpi na tym dokładność). Wykazuje naturalną dobrą pracę zadu oraz dobrą technikę skoku. Elementy ujeżdżeniowe jakie potrafi wykonywać: łopatki, ustępowania, trawersy w stępie oraz kłusie, pojedyncze lotne (jeszcze do dopracowania). Naskakana do L pod jeźdzcem, do 120 cm w korytarzu.


 
     
Vivianne Feron
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 26
Podopieczny: White Chocolate, Chilli Child, Unexpected, Clair de Lune
Pieniądze: £3590

Punkty doświadczenia: 163

Wysłany: 2018-05-07, 15:33   

Po ostatnim treningu z Clair, Vivianne nieco pewniej podeszła do ich wspólnego startu, niż za każdym poprzednim razem, gdy miały okazję wspólnie uczestniczyć w konkursach. Lepiej już poznała kasztankę, wiedziała na co ją stać i czego należy oczekiwać, dlatego była bardzo ciekawa jak pójdzie im na dzisiejszych zawodach. Jako, że Clair była jedynym koniem, na którym startowała, na spokojnie pojawiła się w jej boksie by wyczyścić i przygotować pięciolatkę do konkursu. Znalazłszy się wraz z nią na rozprężalni zadbała przede wszystkim o rozluźnienie i rozciągnięcie konia, stosując typową rozgrzewkę przez wszystkie chody, w którą wplatała wolty i przejścia. Na koniec oddała także kilka skoków, które de Lune wykonywała dziś niemal nienagannie, a pochwaliwszy ją, pozwoliła przejść do stępa na chwilę odpoczynku przed ich wspólnym startem.

Nie musiały długo czekać, by ich imiona padły z głośników. Brunetka od razu wróciła na elastyczny kontakt z klaczą i zaprowadziła ją na parkur konkursowy, gdzie najpierw skupiła się na pokazaniu jej kilku przeszkód, które jej zdaniem mogły stanowić rolę straszaków. Wprawdzie nie zauważyła do tej pory, by Clair bała się jakichkolwiek podmurówek czy kolorowych drągów, ale wolała dmuchać na zimne, niż potem żałować, że nie zrobiła czegoś, by choć odrobinę zapobiec zrzutce czy wyłamaniu. Wkrótce ukłoniła się przed budką sędziowską, a następnie posłała klacz do galopu, niemal od razu narzucając jej, wybrane przez siebie, równe i aktywne tempo tego chodu. Przejazd rozpoczęły z lewej nogi, ponieważ właśnie na tę stronę wiodła trasa przez trzy pierwsze przeszkody, a w ten sposób obie panie mogły zagwarantować sobie brak kombinowania ze zmianami – a przynajmniej przez tę chwilę, w której miały je pokonać.
Vivianne prowadziła kasztankę wzdłuż linii przeszkód 5 i 6, na jedynkę odbijając dopiero w momencie, w którym linia, po której się poruszały, gwarantowała im prostopadły najazd. Prowadziła klacz na wprost, zamkniętą w korytarzu z pomocy, skupiając jej uwagę półparadami na stojącym przed nimi wyzwaniu. Wysokość nie była powalająca, a Kanadyjka doskonale wiedziała, że Clair poradzi sobie z taką przeszkodą, toteż po prostu utrzymywała równe tempo, nie ingerując w żaden sposób w najazd. Czekała, liczyła, a gdy nadszedł moment wybicia, ścisnęła odrobinę mocniej boki pięciolatki, posyłając ją w ten sposób w powietrze, do oddania skoku nad okserem. Odskok wypadł nieco dalej od przeszkody, dzięki czemu Holenderka mogła się ładnie wyciągnąć nad drążkami, podczas gdy jej, niespóźniona, amazonka, wyszła w górę z ciałem, przeszła w półsiak i balansowała na jej grzbiecie, oddając tyle ręki, ile było potrzeba, do wyciągnięcia szyi. Wkrótce odchyliła się, wróciła w siodło i już wodziła wzrokiem za kolejną przeszkodą, do której droga prowadziła po delikatnym łuku.
Nadal poruszały się równo i aktywnie, a Vivianne działała ograniczająco na bokach Holenderki, nie pozwalając jej spłynąć na którąkolwiek ze stron. Dziarskim tempem podjechały pod stacjonatę, nad którą oddały kolejny, udany sus, aby po obszernym łuku skierować się do przeszkody numer trzy. W zakręcie Kanadyjka chętnie oferowała swojej podopiecznej podtrzymywanie w łydkach i prowadziła ją na zewnętrznej wodzy, nie chcąc doprowadzić do utraty równowagi i tempa galopu. Wyprostowała klacz, gdy znalazły się na kilka foule przed przeszkodą, i ponownie poinformowała ją półparadami o potrzebie skupienia uwagi na skoku. Ograniczoną po obu stronach kłody prowadziła ją na sam środek stacjonaty, dodając odrobinkę w tempie to, co wytraciły podczas pokonywania łuku. W miejscu odskoku ponownie posłała ją w powietrze, samej zapierając się w strzemionach, przechodząc w półsiad i oddając lekko rękę. Wzrokiem już wodziła za przeszkodą numer 4, która wymagała zmiany nogi galopu, a więc, jeszcze w locie, nacisnęła mocniej na prawe strzemię i zmieniła ustawienie pomocy, które miało zasugerować klaczy lądowanie na odpowiednią nogę prowadzącą. Lądując odchyliła swoje ciało i miękko powróciła w siodło, żwawo naprowadzając klacz na, stojący przed nimi, szereg. Te miały okazję przećwiczyć kilkukrotnie na swoim ostatnim treningu, a więc brunetka nie obawiała się zbytnio, że coś im się nie uda. Kasztance ładnie wychodziło pokonywanie tego typu kombinacji i teraz też miała okazję się dobrze zaprezentować przed jury. Najeżdżając pod człon A, Vivianne podniosła delikatnie końską główę w górę, aby pięciolatka mogła zobaczyć, że za nią znajduje się także człon B, który będą zmuszone pokonać, a następnie już prowadziła ją spokojnym, równym tempem, w myślach odliczając pozostałe kroki galopu. Wypuściła klacz w powietrze odrobinę wcześniej, przed okserem, by bez problemu zmieścić się w dystancie do stacjonaty, a gdy znalazły się na ziemi, wzięła ją odrobinę na siebie, by w chwilę później wypchnąć do drugiego skoku. Pomiędzy przeszkodami brunetka wykazała się dużym refleksem i chętnie oferowała klaczy swoją pomoc w doborze tempa i miejsca wybicia, co, dzięki dobrej współpracy obu Pań, pozwoliło im przejść przez szereg bez żadnych kłopotów.
Po wylądowaniu kontynuowały przejazd na prawo, ponownie po obszernym łuku, w którym Vivianne pozwoliła sobie dodać odrobinkę, aby uniknąć utraty prędkości, a także uciąć kilka cennych setnych sekundy – wprawdzie nie był to konkurs na czas, ale chciała być pewna, że na pewno zmieszczą się w jego normie. W ten sposób szybko znalazły się przy piątce, na którą szły po prostopadłej linii, a ta przeszkoda już w chwilę później poszła w ich niepamięć – pokonana bez żadnych problemów. Od razu po wylądowaniu, Kanadyjka zaczęła skupiać uwagę Clair na, stojącej w tej samej linii, szóstce, do której dodała nieco i po kilku foule, pewnie wypuściła klacz w powietrze, ściskając jej boki mocniej łydkami. Tutaj nic się nie zmieniło – wyszła swoim ciałem równo z kasztanką, zaparłszy się w strzemionach przeszła w półsiad i oddała jej tyle ręki, ile potrzebowała, by w chwilę później wrócić miękko w siodło. Wzrokiem już od chwili wodziła za przeszkodą numer siedem, do której poprowadziła klacz po łuku, niezmiennie podpierając ją w łydkach i prowadząc na zewnętrznej wodzy. Najeżdżając po prostopadłej linii, na sam środek przeszkody, równo posłała ją do skoku w wybranym do tego miejscu. Teraz, w trakcie lotu, oprócz balansowania i niezachwianej równowagi, zdecydowała się na kolejną zmianę nogi, mocniej depcząc w lewe strzemię i zmieniając ustawienie pomocy właśnie na tę stronę.
Po wylądowaniu za siódemką, skierowały się po delikatnym łuku na okser numer osiem, który pokonały bez większych problemów, podobnie jak znajdującą się bo sporym zakręcie dziewiątkę – do tej jednak Vivianne musiała odrobinę dodać, gdyż wytraciły nieco tempa zbliżając się do stacjonaty, ale ten delikatny manewr nie przeszkodził w poprawnym pokonaniu przedostatniego elementu. W trakcie lotu nad nim, po raz ostatni, zmieniły nogę galopu, na którą miały wylądować, a stamtąd skierowały się już ku finiszowej dziesiątce.
Do przeszkody prowadził łagodny łuk, w którym Vivianne właściwie skupiła się wyłącznie na dobrym tempie i podtrzymywaniu klaczy, by ta nie wypadła w ustawienia, a na prostopadłym najeździe skupiała jej uwagę półparadami na skoku, ograniczając po bokach możliwość spłynięcia, na którykolwiek z nich. Wkrótce znalazły się pod przeszkodą, a brunetka odliczyła od trzech do jednego, po czym posłała kasztankę w powietrze, zapierając się w strzemionach i przechodząc w półsiad. Wykonała go w nieco głębszej formie, by spokojnie wyciągnąć się nad okserem i oddać rękę kasztance tak, by i ona mogła pójść naprzód z szyją, a chwilę później odchyliła się i wróciła w siodło, by wnet przekroczyć fotokomórki i zakończyć przejazd. No brawo! Udało im się w świetnym stylu otrzymać zero punktów karnych!
Brunetka pochwaliła konia, klepiąc go kilkukrotnie po szyi, a następnie pozwoliła przejść do kłusa, w którym opuściła parkur, kierując się na rozprężalnię. To był właśnie efekt ich współpracy, która zaczynała się naprawdę ładnie rozkręcać! Podczas stępowania klaczy, brunetka jeszcze poklepała ją kilka razy po szyi, a gdy uznała, że są gotowe, ruszyła do stajni, by odpowiednio zająć się Clair i obdarować kilkoma smaczkami.
_________________
 
     
James Levrull
Zawodnik
WKKW


Płeć: mężczyzna
Wiek: 35 lata (5.05.1984r)
Podopieczny: Avallonn Z.
Pieniądze: £3708

Punkty doświadczenia: 54
Skoki: 2
Cross: 6

Wysłany: 2018-05-07, 16:13   

W związku z tym, że Christian w tym terminie wybrał się na zawody Krajowe zaproponował mu, że w takim razie chętnie weźmie na najbliższe zawody Imagination, jako, że już mieli okazję się poznać i to w jego opinii z bardzo dobrej strony. Dlatego do dzisiejszego startu był bardzo dobrze nastawiony. Po odpowiednim przygotowaniu zarówno klaczy jak i siebie udał się z nią na rozprężalnie, dając jej sporo czasu na aklimatyzację wśród rozgrzewających się koni. Dopiero po jakimś czasie zaczął pracę w trzech chodach, wpierw skupiając się na pracy w dole, mającej na celu wprowadzenie rozluźnienia w jej ciele i przepuszczalności, a następnie już w wyższym ustawieniu kręcąc z nią to szersze, to ciaśniejsze wolty czy inne trudniejsze zawijasy, wplatając w to również liczne przejścia. Czując, że ma ją na pomocach przed wjazdem jeszcze oddał z nią trochę skoków wpierw na krzyżaku, następnie na stacjonacie i okserze na docelowych wysokościach, pod koniec jedynie dźwigając przeszkodę na 110, co by klacz złapała „próg wysokościowy”, mimo, że przed nimi tylko L. Po oddaniu udanych ostatnich skoków z dobrymi dojazdami przeszedł z nią do stępa na kontakcie oczekując swojego przejazdu.
Wywołani ruszyli na parkur, gdzie po wjeździe przeszli do stępa, nie przeszkadzając obecnie jadącej parze. Domykając ją w łydce i prowadząc na pewnym, elastycznym kontakcie na dwóch wodzach na razie prosił o ustawienie, które w trakcie parkuru nie będzie już tak istotne. Teraz wykorzystał chwilę, by pokazać jej parę groźnie wyglądających przeszkód, które by mogły ją zaniepokoić kolorem czy np. skakaniem na publiczność. Za zachowany spokój chwalił ją, gładząc po szyi, a w przypadku nerwów uspokajał dając jej chwilę na podjechanie.
Wreszcie dało się słyszeć dzwonek, na który Zawodnik zagalopował, wcześniej jednak kłaniając się w stronę komisji. Galopowali na prawy kierunek, jako, że postanowił poprowadzić ją bezpiecznym, szerokim najazdem za ósemką na pierwszą przeszkodę. Dając sobie sporo czasu w trakcie tej galopady szukał docelowego galopu z tempem parkurowym. Tu tak istotne nie było ustawienie, a mocny, okrągły galop od zadu, co konsekwentnie wyciągał od łydek i dosiadu. Sprawdzając jej przepuszczalność tu, na parkurze dodał parę fouli, następnie skracając, na szczęście klacz nadal pozostawała na ręce, są wrócił do wcześniejszej aktywności będąc niejako spokojnym o kontrolę w parkurze. Prowadzając ją więc na jedynkę usiadł w siodle parę fouli przed wcześniej poruszając się w lekkim, odciążającym półsiadzie. Zamknął klacz w obu łydkach pilnując jej ciałem prostopadłego najazdu. Obie wodze równe, ograniczały ewentualne spłynięcie w dojeździe do przeszkody. Nie dał jej przyśpieszać w razie czego delikatnie przytrzymując ją na obu wodzach i cofając ramiona, a gdyby zaczęła się przesadnie skracać mocniej domknął ją dołem, jak trzeba było wspomagając się bacikiem czy ostrogą. Na szczęście równo podjechali pod oksera, spod którego posłał ją w łydce do skoku, samemu wychodząc w półsiad dopiero kiedy zaczęła odrywać się od ziemi. Wzrokiem już obserwował kolejną przeszkodę, tak, że po lądowaniu od razu dając łydkę do powrotu do aktywności zaczął prowadzić ją po łuku na stacjonatę.
Do dwójki również pilnował by nie zmieniała tempa, w razie czego korygując ją w dojeździe, tym bardziej, że dystans mniej więcej miał wyliczony. Udało im się zmieścić w odpowiednią ilość fouli, stąd weszli w bardzo płynny odskok, gdzie po wybiciu James wszedł w półsiad opierając równowagę w strzemionach, a ręką idąc za jej ruchem dał możliwość otwarcia się szyją i grzbietem w skoku. Wylądował w strzemiona i po jednej fouli na wprost zaczął zakręt w lewo, gdzie pewnie prowadził ją na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi rozluźniając. Wspierał ją aktywnie w trakcie zakrętu na trójkę, by następnie po lekkim łuku naprowadzić ją prostopadle na nią, głębiej usiadł w siodło i prowadząc na równych po obu stronach pomocach wyegzekwował równy dojazd, ponownie spod przeszkody posłał ją do skoku, pilnując siebie, by nie spóźnić się w locie z półsiadem, a w szczególności ręką.
Po wylądowaniu po lekkim łuku doprowadził ją równymi foulami pod szereg, znów dobrze wpisując się w wyliczone wcześniej metry. Szybko ją wyprostował, umożliwiając wcześniejsze zobaczenie „strasznych rzeczy” jakim był szereg i pewnie w łydce podprowadził pod człon A. Dały łydkę przed okserem pilnując, by nie zgasła, a w locie już obserwował stacjonatę przed nimi. Po wylądowaniu od razu lekko z biodra i w łydce przypilnował aktywności do członu B, uniemożliwiając jej spłaszczenie się i ponownie posłał do skoku czując, że nie stracili aktywności. Po wejściu w półsiad wzrokiem szukał już kolejnej przeszkody, by po wylądowaniu zostawić już piątą przeszkodę na czysto.
Ponownie lekkim, przyjemnym łukiem poprowadził ją do piątki, pilnując, by nie straciła tempa, a będąc już na wprost przypilnował jej prostej sylwetki, by następnie spod przeszkody, może z nieco za daleka, posłać ją do skoku. Na szczęście owe dalsze odbicie nie wpłynęło na klacz, jako, że udało im się równo dojechać. Umożliwił jej poprawny skok, nie przeszkadzając jej swoją równowagą i po wylądowaniu i po powrocie w siodło lekko dodał, jako, że mieli bliskie lądowanie, tak by zmieścić się ilością fouli w tej linii. Na szczęście klacz dała się bez problemu rozjechać, więc równo dojechali pod ostatnią przeszkodę pierwszej fazy i ją pozostawiając nie naruszoną, co zdecydowało o tym, że James nieco dodał w tempie, wiedząc, że czas w drugiej fazie będzie się liczył. Wzorkiem szukał już kolejnej przeszkody pozostając w lekkim półsiadzie.

[pierwsza faza: 1-6]

 
     
James Levrull
Zawodnik
WKKW


Płeć: mężczyzna
Wiek: 35 lata (5.05.1984r)
Podopieczny: Avallonn Z.
Pieniądze: £3708

Punkty doświadczenia: 54
Skoki: 2
Cross: 6

Wysłany: 2018-05-07, 16:22   

Na te zawody zdecydował się wziąć jednego z nowych koni Orchardu, Limita, nie znał go aż tak dobrze, choć wiadomo przed zawodami pojeździł go kilkukrotnie, ale było to na tyle mało, że nie do końca wiedział, czego może się spodziewać na dzisiejszych zawodach, dlatego po przygotowaniu go do startu udał się z nim na rozprężalnie już będąc w siodle. Rozstępował go pilnując bezpiecznej odległości od innych koni, na kontakcie, co raczej powinno uniemożliwić mu wygłupy.
Czując, że się wycisza zakłusował na początku pracując z nim w dole, stopniowo podnosząc go i wprowadzając pracę na łukach, i kołach czy przejścia, to samo zrobił w galopie, dopiero po jakimś czasie rozpoczynając skoki. Na początku oddał parę skoków ze wskazówką, co miało znacznie pomóc mu w dojściu do przeszkody. Potem ją chowając oddał jeszcze parę skoków na stacjonacie i okserze, kończąc rozgrzewkę przy dobrej aurze i dobrych skokach. Pochwalił go gładząc po szyi i oczekując swojego startu.
Po jakimś czasie James mógł usłyszeć już imię swoje i swojego wierzchowca, dlatego udał się z nim żwawo w stronę parkuru. Po wjeździe od razu ostrożnie lawirował z ogierem między przeszkodami, nie chcąc przeszkadzać parze przed nimi w przejeździe. W czasie kiedy tamci jeszcze kończyli swój przejazd on pokazał Limitowi najbardziej kolorowe egzemplarze uspakajająco gładząc go po szyi, by na dźwięk dzwonka rozpoczynającego ich przejazd zatrzymać się, skłonić w stronę sędziów i zagalopować od razu na prawą nogę. Tak jak w przypadku Imag postawił na szeroki najazd na pierwszą przeszkodę jadąc, aż za ósemką na jedynkę. Póki co jednak skupił się na znalezieniu docelowego galopu, który egzekwował w łydce, siedząc w lekkim półsiadzie. Półparadą zaokrąglał jego galop, by foula pozostawała lekka, mocno kryjąca teren.
Czując, że ma przepuszczalnego i fajnego na pomocach konia skierował się wreszcie w stronę oksera, pilnując równego, prostopadłego najazdu. W dojeździe kontrolował, by nie wciągnął go w przeszkodę, czy ten przesadnie się do niej skradał. Nie znał go do końca i nie wiedział jak zareaguje na skoki w trakcie zawodów, bo to kompletnie co innego niż to co dzieje się na treningu. Tworząc korytarz z wodzy uniemożliwił mu niejako spłynięcie, prowokując do najazdu w środek przeszkody. Do samego końca pilnując go w pomocach spod przeszkody następnie posłał go do skoku, samemu wchodząc w półsiad, który starał się nie spóźnić, ani nie wyjść przed niego. Idąc za niego ręką wylądował na lewą nogę wzrokiem już wyłapując dwójkę, która była w linii z jedynką.
Poprowadził go łagodnym łukiem do stacjonaty, pilnując równego, aktywnego tempa pod kontrolą, co było dla niego najważniejsze w przypadku takiego treningowego przejazdu. Ponownie w pomocach poprowadził go prostopadle do przeszkody, by będąc pod nią posłać do skoku z odpowiedniego miejsca wybicia. Szukając oparcia w strzemionach wszedł w lekki półsiad, ręką podążając za jego ruchem w skoku. Lądowanie w strzemiona i łydka ze strony Zawodnika do dalszej galopady, w tempie i stylu jak wcześniej.
Okrągłym łukiem rozjechali zakręt do trójki, nie tracąc tempa, przez wzgląd na ze za ostry łuk, na który zdecydował się Levrull. Zakręt pokonał w lekkim półsiadzie odciążającym, by będąc na wprost trójki wrócić w siodło i biorąc lekko ogiera na siebie domknął do dołem. Pewnie jadąc w miejsce wybicia, które wyczuł, będąc już te 3/4 foule przed. Do samego końca czekał w siodle, by po posłaniu go do skoku wejść w półsiad w momencie wybicia. Wzrokiem odnalazł już szereg po łuku, by po lądowaniu na prawo rozjechać Kasztana w tamtą stronę. Cała linię wysiedział nie dając mu możliwości na kombinowanie. Wcześnie naprostował go na szereg, umożliwiając zobaczenie kombinacji. Dojeżdżając do członu A, którym był okser nie wpędzał go mimo potrzeby impulsu do pokonania obu przeszkód. Ową aktywność wywierał łydką i ewentualnie dosiadem, nie pozwalając mu spłaszczyć galopu. W miejscu wybicia posłał go do skoku, wchodząc następnie w półsiad, by po lądowaniu skupić się na lekkim podniesieniu ogiera i ponownie łydką, by ten nie spłaszczył się i nie zaspał. Na szczęście oba człony zostawili czyste, aktywnie galopując do ostatnich przeszkód pierwszej fazy.
Po mocnym, ale okrągłym rozjechaniu łuku do piątki naprowadził go prostopadle na oksera, płynnie dojeżdżając do niego i bez „walki” na pomocach wchodząc w odskok, gdzie Zawodnik nie przeszkadzał mu w odpowiednim, technicznym zapracowaniu nad przeszkodą utrzymując dalej poprawny półsiad, nie wpływający na równowagę ogiera. Po wylądowaniu za piątką rozjechał linię aktywnie do przodu, odpowiednio wpisując się w ilość fouli, które wcześniej wyliczył. Stąd dobre wybicie było tylko formalnością i już po chwili znaleźli się po drugiej stronie, zostawiając za sobą pierwszą fazę na czysto.

[pierwsza faza: 1-6]

 
     
Limited Edition
Skokowiec
batteries not included


Płeć: ogier
Wiek: 6 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Orchard Stable
Cena: £2000

Doświadczenie w skokach: 59
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 20
Doświadczenie z lonżowania: 30
Kondycja: 33
Szybkość: 42
Klasa startów: Skoki: P

Wysłany: 2018-05-07, 18:41   

Limited był dzisiejszego dnia mocno podekscytowany, zdecydowanie atmosfera zawodów mu się udzieliła. Całkowicie nie przejmował się tym, że nie za dobrze znał swojego jeźdźca. Był miziakiem, więc dla niego każdy kontakt z człowiekiem był na wagę złota i od rana próbował Jamesa zjeść mimo protestów ze strony mężczyzny. Na rozprężalni od razu złapał kontakt z jeźdźcem i żwawo stępował, angażując się w powierzone mu zadania i tylko od czasu do czasu spróbował jakiegoś innego konia zaczepić, co James szybko wybijał mu z głowy. Po pewnym czasie dostał sygnał do kłusa, szybko robiąc zmianę chodu i najpierw skrupulatnie współpracując w staraniach do poprawnego ułożenia, by następnie wyjeżdżać łuki, czy koła, rozciągając przy tym każdą partię mięśni. To samo powtarzał również w galopie, by następnie przejść do kilku skoków, które z początku od a do z podyktował mu James, a następnie dał mu więcej swobody w działaniu i dzięki temu Limited mógł sam podyktować sobie w pewnym sensie skoki. Zakończywszy ten etap, przyjął z zadowoleniem pochwały i oczekiwał wraz z jeźdźcem na dalszy etap.
Po wywołaniu ruszyli żwawo w stronę parkuru, gdzie ogier szedł za ręką jeźdźca, tym samym mogąc do woli oglądać przeszkody, zwracając uwagę na te dla kopytnego najstraszniejsze. Jednocześnie nie przeszkadzali parze, która jeszcze znajdowała się na parkurze, ale względnie mijali przeszkody, które już przez tamtych używane nie będą. Na dźwięk dzwonka dostał sygnał do zatrzymania, co rzecz jasna wykonał, pozwalając tym samym jeźdźcowi na ukłon w stronę sędziów, a następnie ogier ruszył galopem na prawą nogę.
Został od razu poprowadzony po szerokim łuku, robiąc naprawdę obszerny najazd na pierwszą przeszkodę. Reagował też na pomoce, starając się jak najbardziej wyjść naprzeciw oczekiwaniom i dostosować tempo galopu, a także odpowiednio się zaokrąglić. Dopiero gdy wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, ruszyli raźno na przeszkodę. Ogier odczuł zamknięcie w korytarzu, jednak z chęcią najeżdżał jak najbardziej równo na przeszkodę, dodatkowo nie bojąc się, ani nie szarżując w stronę oksera, tylko jadąc za pomocami jeźdźca. Limited wyczekiwał sygnału aż do samego końca, niecierpliwiąc się powoli, że nie zdąży zrobić wykroku, ale wciąż miał ślepe zaufanie, którym obdarzał mężczyznę, aż w końcu doczekał się wyczekiwanego sygnały i od łydki oddał skok nad przeszkodą, angażując zad i zachowując pełną równowagę w locie, jedynie lądując swobodnie na lewą nogę do czego również w międzyczasie dostał jasny sygnał.
Następna przeszkoda znajdowała się po lekkim łuku od poprzedniej, dlatego też ogier był w pełni spokojny, ponieważ nie musiał wykonywać jakiegoś bardziej skomplikowanego najazdu. Zamiast tego po upomnieniu jeźdźca wciąż angażował woje tempo, dbając o odpowiednią jakość galopu, teraz przynajmniej nie miał jak o tym zapomnieć, gdyż James skrupulatnie przypominał mu o tempie, czego młody mógł jeszcze tak dokładnie nie ogarniać. Sam najazd nie różnił się bardzo od poprzedniego, ogier ponownie zamknięty w pomocach starał się jak najbardziej wyprostować przed przeszkodą, a następnie oddał skok z wyznaczonego mu przez zawodnika miejsca, wyciągając swobodnie szyję i zaokrąglając skok. Wylądował dość twardo za przeszkodą i znów zaczął nadrabiać tempo.
Do trójki musieli rozjechać obszerniejszym łukiem, choć nadrabiali to tempem, które Limited mógł chwilowo zwiększyć. Nie był to dla ogiera jakiś straszny najazd, bardziej wsłuchiwał się w ewentualne pomoce ze strony jeźdźca i reagował na nie, a od czasu do czasu posyłał również ucho do tyłu, by mieć lepszy pogląd na sytuację. Naprostowali najazd przed trójką i po otrzymaniu sygnalizującej łyki, ogier wybił się porządnie, mocno akcentując pracę nogami nad przeszkodą, żeby nie dotknąć drągów, a koniec końców wylądował na prawą nogę.
Po lekkim łuku najeżdżali na szereg, dzięki czemu ogier mógł go dokładnie zobaczyć, choć i w pokonaniu tych przeszkód potrzebna była mu pomoc na którą na szczęście mógł liczyć, bo James nie pozostawiał go samemu sobie. Jeździec dociążył mu grzbiet, więc ogier jedynie starał się jak najlepiej rozjechać do czwórki, bez robienia przekrętów, czy nagłych wyskoków. Naprostowali przed przeszkodą, a ogier cały czas patrzył na nią z zaciekawieniem. Słuchał się wszystkich udzielanych mu wskazówek, dojeżdżając do przeszkody i wybijając się w odpowiednim miejscu, dzięki czemu zaraz pierwszy człon miał za sobą, a po chwili już dojeżdżali do drugiego, gdzie ogier czym prędzej od łydki oddał skok i pozostawił za sobą oba czysto pokonane człony szeregu.
Z zadowoleniem galopował do piątki, próbując znów jak najbardziej rozjechać najazd. Tym razem jednak ogier był tak nabuzowany po pokonaniu szeregu, że potknął się o jedną z nierówności na parkurze, przez co na chwilę wybił się z rytmu, obniżając zdecydowanie jakość galopu, ponieważ sam o mało nie wyrżnął na ziemię, taki był z niego agent. Liczył na to, że jeździec pozbiera się szybciej i go naprostuje, co zapewne po kilku chwilach się stało, a ogier odzyskał tempo galopu po swoim lekkim upokorzeniu. Wykonał ostateczny najazd na piątkę i wybił się z zamierzonego miejsca, sam kontrolując swoją trajektorię lotu i nawet nieźle łapiąc równowagę bez wspomagania.
Teraz podążali do ostatniej przeszkody pierwszej fazy w nadziei, że i tę uda im się przeskoczyć bez większych problemów. Limited aktywnie i raźno galopował w kierunku przeszkody, nie bojąc się jej ani trochę, gdyż w poprzednich jego jeździec udowodnił, że potrafi go odpowiednio poprowadzić, więc nie było się czego bać. Wpisał się w wyliczony najazd i kolejny raz oddał skok nad przeszkodą, swobodnie wyciągając szyję i zaokrąglając sylwetkę, by po chwili wylądować czysto po drugiej stronie przeszkody i tym samym spokojnie zaliczyć pierwszą fazę.
_________________
 
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2018-05-07, 21:12   
   Tytuł: Hodowca


BRIAN DONNEY & BOLERO DE RAVEL - CZĘŚĆ 1 - klasa L


Nie miał najmniejszych wątpliwości z jakim koniem wystartować w nadchodzących zawodach regionalnych w skokach – a konkretnie z Bolero. Nie miał też najmniejszych wątpliwości, że w samych zawodach wystartuje. Starał się też do nich jak najlepiej przygotować. W dniu zawodów wcześniej rano zaparkował samochód pod stajnią, wyskoczył z niego, zamknął i włączył alarm, po czym raźnym krokiem skierował się do stajni. Naj pierw zajrzał do pokoju socjalnego, gdzie zostawił rzeczy na razie. Wrócił na korytarz i z kolei ruszył na myjkę, by poprosić jednego z wolnych stajennych, aby przyniósł mu sprzęt Bolero. Sprzęt ogiera został przez bruneta poprzedniego dnia solidnie i pieczołowicie wyczyszczony i lśnił czystością. Z kolei Donney skierował się pod boks karosza. Czas na pobudkę! Zatrzymał się przed jego boksem i zacmokał na Ravela, by zwrócić jego uwagę. Zaproponował mu smakołyk i pogłaskał po kości nosowej. Następnie zdjął z haka jego natar i uwiąż i poprosiło o zrobienie mu miejsca. Otworzył drzwiczki jego boksu, wszedł za próg i zamknął je za sobą. Po chwili podszedł do Ravela i założył mu kantar. Dopiął do niego uwiąż i wyszli na korytarz, a następnie na myjkę. Dwudziestoośmiolatek zgarnął przybory i zajął się oporządzeniem oldenburga. Wkrótce jego sierść, grzywa i ogon lśniły, grzywa została odpowiednio zapleciona, a kopytami również odpowiednio się zajął. Następnie zabrał się za jego siodłanie, na razie nie dociskając popręgu przy siodle, które mu założył. Na każdej nodze znalazł się ochraniacz, kantar zniknął, a w jego miejsce pojawiło się ogłowie. Brian poprosił, by stajenny zaprowadził Bolero na rozprężalnię, a sam zniknął w socjalu, by dokończyć własne przygotowania. Szybko dołączył do Bolero, już w pełnym stroju konkursowym. Oprowadził go po rozprężalni i zatrzymał, by poprawić ostatecznie sprzęt, dlatego, że później zapewne nie będzie miał na to czasu. Później znalazł się na grzbiecie ogiera i poprosił go o stęp, posyłając mu łydkę. Na rozgrzewkę w stępie poświęcili kilkanaście minut, podczas których poza okrążaniem obiektu wykręcili jedną czy dwie figury i zmieniali kierunek jazdy. W podobny sposób rozgrzali się w kłusie, gdy już do niego przeszli. Po wstępnej rozgrzewce w kłusie Brian nakierował karosza na ułożone na ziemi drągi. Poświęcili kilka minut na ćwiczenia na drągach i koziołkach, po czym odesłał go do galopu. Cały czas też pracowali nad optymalnym tempem, co mogło się przyczynić do tego, że na parkurze nie będą mieli z tym trudności. Po podobnej rozgrzewce w galopie pokonali skromny tor przeszkód, ustawiony na rozprężalni. Następnie zwolnił z galopu przez kłus do stępa, w którym stępowali, do czasu aż ich wywołano. W ten sposób Bolero odetchnął po rozgrzewce, ale (przynajmniej w teorii) nadal był rozgrzany i przygotowany do startu.

Gdy wkrótce potem zbliżała się ich kolej Brian nabrał wodze na kontakt, z pomocą łydek nabrał zadnie nogi pod kłodę i napiął krzyż podczas półparady, po czym dodał łydki do kłusa i nieco wy-ciągnął ręce do przodu. Kiedy Oldenburg przeszedł do kłusu mężczyzna od razu postarał się o usta-lenie z nim odpowiedniego tempa, zanim jeszcze wjechali na parkur. To w pełni im się udało. Okrążyli obiekt, poruszając się spokojnym kłusem, tak aby nie przeszkadzać parze, która kończyła swój przejazd. Szkot zwracał uwagę pięciolatka na co bardziej skomplikowane przeszkody, lub te, które swoim wyglądem lub kolorem mogły wzbudzić jego obawy. W końcu druga para skończyła swój przejazd a wtedy Brian poprowadził Bolero w pobliże budki sędziowskiej, posyłając mu po drodze półparady, i ogólnie koncentrując się na wypracowaniu jak najbardziej optymalnego tempa i ewentualnie utemperowaniu ogiera już na samym początku. Zatrzymał go przed stanowiskiem jury przez wysłanie mu półparady. Ukłonił się, po czym dodał mu łydki, prosząc o ruszenie stępem, a chwilę potem kłus. Przejechali w pobliżu przeszkód 3 i 7, po czym po lekkim łuku ruszyli na linię startu. Dodatkowo brunet cały czas przygotowywał go do ruszenia galopem, skupiając na swojej osobie przez półparady. Naprostował karosza tak, że pierwsza przeszkoda leżała po prostej, kawałek dalej. W końcu te przygotowania miały swój finał, kiedy przekroczyli linię startu. Brian cofnął zewnętrzną łydkę za popręg, dodał obie, lekko wypchnął Bolero z bioder, wyciągając ręce nieco do przodu.
Od razu skupił się na osiągnięciu optymalnego tempa – aktywnego i niezmiennego, przynajmniej na razie. Ponownie oddziaływał przez półparady, kierując oldenburga na okser. Przed nim zamknął go w pomocach, podniósł do przeszkody, biorąc go bardziej na siebie i doprowadzając na środek przeszkody zasugerował odpowiednie miejsce do dynamicznego wybicia z siłą idącą z zadu, gdzie dodał łydkę, unosząc pięciolatka nad przeszkodę, [po czym oddał mu wodze na kontakcie, uniósł się z siodła, prezentując prawidłowy półsiad typowy dla parkuru i wyszedł za jego ruchem, w ten sposób pokonali okser na czysto i w całkiem dobrym stylu. Przy lądowaniu obciążył bardziej lewe strzemię, prosząc Ravela o galop z tej nogi. Podjęli go najpierw poruszając się po prostej, w stronę ogrodzenia. Na tym krótkim odcinku Brian działał od czasu do czasu półparadą, ponownie przez podstawienie nóg pod kłodę, napięcie krzyża i prawidłowe zadziałanie wodzami, jednocześnie zwracając uwagę na tempo, jakim się poruszali, które z założenia miało być aktywne, ale równe, ewentualnie to tempo korygując, chociaż miał nadzieję, że takiej potrzeby nie było. Następnie skręcili po lekkim łuku w lewo, do drugiej przeszkody, która leżała przy ogrodzeniu. Była to stacjonata. Po naprostowaniu do niej brunet wrócił siodło z półsiadu, po czym starannie zamknął ogiera w pomocach. Nie sądził, aby ogier miał trudności z pokonaniem stacjonaty, ale ich współpraca, jak i wspólne starty były krótkie, poza tym chciał go jak najlepiej wesprzeć w pokonaniu przeszkody. Dlatego też dogadał się z nim co do miejsca do wybicia, gdzie dodał mu łydkę i wypchnął go dodatkowo z bioder do skoku, po czym oddał mu wodze, zostając na kontakcie, płynnie przeszedł z powrotem do półsiadu i podążył za jego ruchem by zgrabnie zgrać się z kasztanem w skoku, który z resztą ponownie był udany. I tym razem obciążył bardziej lewe strzemię, przy lądowaniu. Po nim niemal od razu zabrał karosza na niemal półwoltę. Początkowo skierowali się bardziej w stronę budki jury i ogrodzenia, przy czym Donney pozwolił oldenburgowi na dodanie w tempie, jednocześnie wyginając go na łuku od wewnętrznej łydki. Zbliżając się do przeszkody ponownie zastosował półparady, zanim naprostowali do trzeciej przeszkody, która również była stacjonatą. Ponownie usadowił się głębiej w siodle, na grzbiecie pięciolatka i dokładnie zamknął go w pomocach. I tym razem wspomógł go w odnalezieniu miejsca do skoku, działając łydkami i wypchnięciem z bioder, a gdy oderwali się od ziemi oddaniem wodzy przy jego szyi. Podczas skoku uniósł się z siodła i pochylił nieco do przodu w półsiadzie, po czym wyciągnął nadgarstki do przodu, by zdążyć za jego ruchem i tym razem obciążył bardziej prawą stronę, by Ravel na tą nogę wylądował.
Póki co mężczyzna zdecydowanie nie miał powodów do niezadowolenia z tego, jak Bolero się pre-zentował. Jakoś się ze sobą dogadywali, Brianowi udawało się prowadzić go gładko po parkurze, w miły dla oka sposób, poza tym Bolero prezentował ładny styl i technikę przy każdym kolejnym skoku. Tym razem jednak czekał ich szereg 4ab. Zaledwie kawałek pokonali po prostej, by skręcić bardziej w prawo ku pierwszemu członowi szeregu. Dwudziestoośmiolatek utrzymywał z ogierem poprzednie tempo, a po naprostowaniu precyzyjnie na środek okseru wrócił w siodło i dostosował tempo galopu do przeszkody. Karosz został przez niego zamknięty w pomocach, a zanim dotarli w pobliże miejsca do wybicia Szkot wziął go bardziej na siebie, a następnie dodał mu łydkę, po chwili dodatkowo oddał mu wodze. Ponownie zaprezentował półsiad, wyszedł za jego ruchem i zgrał się z oldenburgiem w skoku, jednocześnie starając się o lądowanie wcześnie za przeszkodą. Ten plan się udał, co powinno im znacznie ułatwić dojazd do drugiego szeregu. Skrócił go do stacjonaty, wcze-śniej kierując go na jej środek i zamykając w pomocach, dodatkowo pilnując odpowiedniego, aktywnego i stałego tempa, po czym ponownie dogadali się co do miejsca do wybicia, gdzie brunet posłał mu sygnał z pomocą łydki, odsyłając go do skoku. Następnie uniósł się z siodła i zdążył za jego ruchem, przy lądowaniu obciążając bardziej prawą stronę. Wkrótce po lądowaniu, kierując się w stronę odgrodzenia odbili na obszerny łuk do piątki. Na nim ponownie pozwolił Bolero przyspieszyć, oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku, jednocześnie odpowiednio wyginając go na łuku i działając na niego skupiającymi półparadami. Wyjechali za ósmą przeszkodą, po czym w końcowej fazie łuku Brian podniósł Bolero do przeszkody, dając mu możliwość obejrzenia jej. Naprostował go do niej zaraz, usiadł głębiej w siodle, zyskując tym samym więcej kontroli nad ogierem, gdyby mu byłą potrzebna. Następnie zamknął go w pomocach i doprowadził na środek przeszkody, gdzie odesłał go do skoku w dobrym punkcie, prosząc z pomocą łydki i lekkiego wypchnięcia z bioder, o wybicie z siłą z zadu. Zaraz też oddał mu wodze, ponownie obrał półsiad i zgrał się z karoszem w skoku. Trzeba przyznać, że na razie szło im dobrze, i bez jakichkolwiek potknięć. Doskonale dogadywali się na parkurze, a dodatkowo miłe przyjęcie ze strony publiczności mogło ich tylko podbudować. Przy lądowaniu pozwolił mu na lądowanie na dowolną nogę, bo szósta przeszkoda znajdowała się po prostej, w tak komfortowej odległości, że mogli zachować wcześniejsze tempo niemal do samej przeszkody, gdzie Donney nieco go zwolnił. Wrócił z półsiadu w siodło i zamknął oldenburga w pomocach, doprowadzając go na środek przeszkody, gdzie zasugerował mu miejsce do wybicia. Ostatecznie z sukcesem wybili się w prawidłowym miejscu, przy czym dwudziestoośmiolatek oddał Ravelowi wodze, wrócił do półsiadu i wyciągnął za nim nadgarstki, a przez lądowaniem dodatkowo podyktował lądowanie po raz kolejny na prawo. W ten sposób skończyli pierwszą fazę ich przejazdu.

1 - 6
 
 
     
Bolero de Ravel
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 5 lata
Rasa: Oldenburska
Wzrost: 180 cm
Właściciel: Brian
Cena: £2350

Doświadczenie w skokach: 37
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 21
Doświadczenie z lonżowania: 52
Kondycja: 53
Szybkość: 55
Klasa startów: Skoki: L1

Wysłany: 2018-05-07, 21:45   

BRIAN DONNEY & BOLERO DE RAVEL - CZĘŚĆ 1 - klasa L

No nie miał zbytniego wyboru, bo Sens nie łapała się klasą za wysoki poziom a Jadźka w ogóle się do tego nie nadawała. Ostatnie zawody i jak do tej pory jedyne poszły im nie najgorzej, bo stanęli nawet na pudle. Miejmy nadzieje że teraz też im pójdzie dobrze. Ogier od rana się domyślał że coś się wydarzy, bo panował straszny ruch i było okropnie głośno w stajni. Z Brianem zacieśnił nawet już co nieco więzi, więc powinno im naprawdę gładko pójść. Dopiero cmokanie spowodowało że ogier zainteresował się tym, że pod jego boksem stał Brian. Parsknął w jego kierunku radośnie i się z nim przywitał. Pożarł ze smakiem oferowany smakołyk, a potem wpuścił go do swojego boksu. Chwilę później stał już na myjce, gdzie cierpliwie zniósł czyszczenie i siodłanie. Kiedy Brian gdzieś znikł, on poszedł za stajennym na rozprężalnie. Ogier nie miał szczególnych problemów z otoczeniem ani ludźmi na rozprężalni, o ile inne pary szanowały jego przestrzeń osobistą. Rozgrzał się według wskazówek chłopaka we wszystkich chodach, starając się przy tym odpowiednio pracować. Był jeszcze młody i nie doświadczony, więc miał pewne niedociągnięcia. Jednakże wcale nie było chyba aż tak źle. Poćwiczyli także na drągach, koziołkach no i ostatecznie poskakali kilka przeszkód. Mieli się razem dograć za nim wjadą na parkur konkursowy, co nawet im nieźle wychodziło. Byli odpowiednio rozciągnięci, rozgrzani i skupieni na nadchodzącym zadaniu. W końcu przeszedł stopniowo do stępa, gdzie oczekiwali na wezwanie z właścicielem na właściwy parkur.

Nawet nie czekali specjalnie długo, bo wkrótce to nastąpiło. Wrócił z właścicielem na przyjemny kontakt, a także podstawił zad i przeszedł do aktywnego kłusa. W nim także skierował się na parkur. Starał się nie szaleć w tempie, ale także nie ślimaczyć się. Takie coś powinno zadowolić właściciela i pozwolić im spokojnie pokonać przynajmniej częściowo parkur. Okrążyli parkur zapoznając się z ustawionymi tutaj przeszkodami, przeszkody mogły sprawiać im większe lub mniejsze problemy ale i tak wszystko wyjdzie w praniu jak to mówią. W końcu zatrzymali się pod budką sędziowską, gdzie ogier cierpliwie odczekał aż właściciel wyślę mu kolejne pomoce do ruszenia i nowych zadań. Na pomoce do ruszenia ogier zareagował zbyt entuzjastycznie przechodząc od razu do kłusa i wcale nie myśląc nawet o tym, aby zwolnić do stępa no bo i po co? Pojechał blisko przeszkód 3 i 7, by skierować się po lekkim łuku na linię startu i do oksera zaczynającego parkur. W końcu mieli szansę przejść do galopu, co bardzo radowało ogiera. Wraz z wysłanymi przez niego pomocami przeszedł do aktywnego galopu z zadu, nie starał się go wyciągać ani skracać tylko iść równym tempem naprzód. Skupił się na przeszkodzie która przed nim stała, ale jednocześnie nie napalał się na nią przesadnie. Osiadł w dystansie do przeszkodzy na zadzie, otwierając się na przodach i dojeżdżając do miejsca wybicia. W nim wyszedł mocno do skoku nad przeszkodą, składając nogi w locie pod siebie i nurkując nosem w dół. Zaraz miękko wylądował na podłożu wszystkimi kończynami, by się odepchnąć z zadu w przód i wrócić do aktywnego tempa sprzed przeszkody. Wylądował zgodnie z sugestiami właściciela na lewo i na tą też nogę kontynuował galop dalej w kierunku drugiej stacjonaty. Pojechali najpierw po prostej w kierunku ogrodzenia, by wyjechać po lekkim łuku na prostą do przeszkody. Postarał się wyjechać dobrze zakręt, nie tracąc jednocześnie tempa ani równowagi w nim. Naprostował się do przeszkody i spojrzał na nią krótko, by dojechać do miejsca wybicia ponownie. Nie bał się przynajmniej jak na razie przeszkód, a to chyba dorze rokowało nie? Sprawnie dojechał do miejsca wybicia, by w nim wyjść do skoku i przefrunąć na czysto nad przeszkodą. Lądowanie wypadało ponownie na lewo, a ich czekał najazd na trzecią przeszkodę. Po lądowaniu wrócił do swojego poprzedniego tempa i wykręcił niemal półwoltę na kolejną z przeszkód. Pojechali nieco obszerniej do niej blisko ogrodzenia, gdzie Bolero nieco dodał w tempie. Okręcił się wokół jego łydek, by poprawnie wyjechać zakręt na prostą do przeszkody. Nie myślał o ucieczkach spod przeszkody, dlatego aktywnie dojechał do miejsca wybicia i ponownie wyszedł w nim do skoku. Zaraz wykonał baskil nad przeszkodą w locie, gwarantując sobie czysty skok nad przeszkodą. Podczas lądowania zmienił nogę na prawą, by po nim właśnie na nią kontynuować galop. No jak na razie przejazd szedł im doskonale, oby tak dalej. Nie ma na razie co zapeszać, bo nawet w połowie jeszcze nie byli. Teraz czekał na nich szereg 4ab kawałek dalej. Pojechali znowu nieco po prostej, by zakręcić po łagodnym łuku na dwuczłonowy szereg składający się z oksera i stacjonaty. Nie zmiennym tempem galopował naprzód. Podniósł się nieco do przeszkody i osiadł na zadzie, by dojechać do pierwszego członu do miejsca wybcia. Tam odważnie wyszedł do skoku nad okser, wbijajac od razu spojrzenie w stojącą za nim stacjonatę. Perfekcyjnie złożył i wyciągnął się w locie nad przeszkodą, do krywając ją bez większych problemów. Podczas lądowania podniósł się od razu do stacjonaty i to na niej się skupił, by zaraz ponownie dojechać do miejsca wybicia i w nim oddać kolejny czysty skok. Dzięki temu pokonali cały szereg na czysto i bez większych problemów. Po lądowaniu na prawo pojechali blisko ściany po obszernym łuku na piątkę, gdzie ogier nieco dodał w dystansie by zyskać kilka cennych sekund. Wyjechali do kolejnego oksera za ósmą przeszkodą, gdzie ogier w końcowej fazie łuku ponownie osadził się na zadzie i otwarł nieco bardziej na przodach. Skupił się jednocześnie na przeszkodzie i właścicielowi, aby odpowiednio w czasie odpowiedzieć na sygnały od Briana. Naprostował się do przeszkody i dojechał do miejsca wybicia, gdzie wyszedł do kolejnego skoku nad przeszkodą. Wykonal w locie baskil i po chwili już lądował za przeszkodą po drugiej stronie. Wylądował nadal na prawo, bo tak jakoś mu było obecnie wygodniej bez zbędnej zmiany nogi w locie. Szósta czyli kolejna przeszkoda na ich drodze stała w jednej linii od poprzedniej, więc mieli nieco ułatwione zadanie można powiedzieć. Ogier poderwał łeb ku górze nie dając się zbytnio zwolnić w dystansie do przeszkody, bo po co według niego? Dojechał więc z energią do miejsca wybicia zasugerowanego przez jeźdźa i w nim wyszedł znów do skoku. Sam skok wyszedł mu nieco za płaski przez nieco zbędną moc, którą zaprezentował w najeździe. Jednak na szczęśćie był on bezpieczny i obyło się bez zrzutki. Tym samym skończyli na czysto pierwszą fazę, kwalifikując się do drugiej.

1 - 6
_________________
Ya no hay razas ni razones
No hay mejores ni peores.

imię: Hay mil sueños de colores » Bolero de Ravel
właściciel: Solo amor amor y mil canciones » Brian Donney.

rodzice: Bachus Z x Estrada
dokumenty: passport
moje: gallery

[img]xxx[/img]

potomstwo: Porque vamos juntos a cambiar el mundo » xxx
osiągnięcia: Y unir las voces Vamos a poder lograr » link
 
     
Leon
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 lata
Rasa: Człowiek
Wzrost: 195 cm
Podopieczny: Bijou Caramel ll Dragon Age ll Shadowfax
Pieniądze: £1045

Punkty doświadczenia: 55
Skoki: 27
Ujeżdżenie: 10
Cross: 3
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2018-05-07, 23:05   

Dla tej pary były to drugie wspólne zawody, ale Leon nie wahał się ani minuty przed zapisaniem ich na nie. W dniu zawodów przyjechał pod stajnię Jaguarem, by zaparkować na jednym z wolnych miejsc. Zabrał swoje rzeczy z samochodu i udał się do socjalnego, a po chwili już zatrzymał się pod boksem swojego podopiecznego. Przywitał się z koniem częstując go smakołykiem i fundując mu mizianko. To był jego jedyny start, więc mógł mu poświecić więcej czasu. Po chwili już byli na myjce, gdzie Leon zabrał się do dokładnego wyczyszczenia sierści ogiera. Kiedy lśnił czystością, a grzywa była zapleciona w koreczki odział go w brązowy zestaw i sprzęt do skoków. Kiedy oboje byli gotowi ruszyli na rozprężalnie w pobliżu parkuru konkursowego. Tam odpowiednio go rozgrzał i rozluźnił przed ich konkursem, krążąc w trzech chodach. Na koniec poskakali jakieś odpowiednio wysokie przeszkody, ale jednocześnie nie przemęczając go zbytnio. Potem już tylko czekali w stępie na wywołanie.

Na szczęście na rozpoczęcie swojego przejazdu nie musieli specjalnie długo czekać, nastąpiło to dość szybko. Pojawili się na parkurze w stępie, kiedy jeszcze poprzednia para kończyła swój przejazd. Szczególny nacisk położył na pokazanie przeszkody z wodą, krzaczków i innych dziwnych. W końcu zatrzymał ogiera, by ukłonić się w kierunku sędziów. Po chwili poprosił mocniejszym sygnałem ogiera o przejście do kłusa, a po dwóch krokach do galopu. Dociążając prawą stronę siodła, zasugerował mu galop właśnie na tą nogę. Od razu przeszedł także do odciążającego półsiadu, kierując ogiera w kierunku pierwszej z przeszkód - stacjonaty. Mieli do niej kawałek, więc wykorzystał go na poprawienie kontaktu z ogierem i wypracowanie odpowiedniego tempa. Starał się aby srokacz galopował aktywnie, ale przede wszystkim równo przed siebie. Prowadził go wzdłuż dłuższej ze ścian, prowadząc go do momentu aż mogli po prostej najechać na przeszkodę. Chciał dać możliwość łatwego w miarę najazdu na przeszkodę, by nie utrudniać sobie ani ogierowi życia. Naprostował ogiera do przeszkody, siadając jednocześnie w siodło, zamykając go w korytarzu z pomocy i nie zmiennym tempem doprowadzając do miejsca wybicia. Półparadami skupił ogiera na przeszkodzie, a dojechawszy do odpowiedniego miejsca do odskoku, odesłał Dragona do skoku. Wtedy wstał w strzemionach, unosząc cielsko swoje do półsiadu i oddając mu stosowną ilość wodzy. Chwilkę później odchylił się w siodle i wrócił w nie, skupiając się od razu na drugiej przeszkodzie. Leon się starał aby ogier nie pędził na łeb na szyję i pozostawał skupiony na tym, co się od niego oczekuje. Po lądowaniu pojechali na wprost kawałek, by w odpowiednim momencie wykręcić na prawo na okser z numerem dwa. Chciał równo podjechać do przeszkody i przede wszystkim prostopadle do niej. Jako że był to okser, wybrał wcześniejsze miejsce na odskok, aby ogierowi było łatwiej ów przeszkodę pokonać. Podczas skoku nieco bardziej oddał mu rękę, tak by DA mógł swobodnie wyciągnąć się nad przeszkodą bez szarpania go za pysk. Nie zmieniając nogi ani po jedynce ani po dwójce, galopowali nadal na prawą nogę. Zachęcił ogiera w dystansie do lekkiego dodania, chcąc nie trafić jakże cennych sekund. Postanowił przez dodanie w tempie nie zaryzykować przesadnym ścięciem zakrętu do oksera. Po naprostowaniu go do przeszkody postarał się o powrót do poprzedniego tempa poprzez lekkie przytrzymanie, jednocześnie chciał go skupić na trójce żeby nie zapomniał co ma zrobić. Ponownie przymknął go w korytarzu z pomocy i doprowadził z energią do miejsca dalszego wybicia nad okser. Łydką w nim odesłał Belga do skoku, ponownie stając w strzemionach przeszedł do półsiadu. Nie zapominając oczywiście o oddaniu ręki, a końcowej fazie o odchyleniu się w siodło oraz w efekcie o powrocie w nie. Tym razem jeszcze w locie zmienił ustawienie pomocy i dociążył znacznie bardziej lewę strzemię, sygnalizując ogierowi zmiany na którą miał galopować. Po lądowaniu od razu zadbał o powrót do tempa sprzed skoku, jednocześnie nie rozpędzając go przesadnie ponieważ czwórka stała w bliskiej odległości. Już po wylądowaniu praktycznie zaczęli kręcić łuk na stacjonatę, żeby mieć czas naprostować ogiera do przeszkody i na spokojnie go do niej doprowadzić. Celowali w sam środek przeszkody, a już po chwili mieli ją za sobą co bardzo cieszyło Leona. Ogier jak do tej pory sprawował się bez zarzutu, ale jeszcze ponad połowa parkuru przed nimi. Lądowanie na lewo nadal i przygotowanie się do najazdu na dwie teoretycznie nie powiązane ze sobą przeszkody, acz stojące w jednej linii. Wpierw skupił się na tej pierwszej przeszkodzie czyli okserze, wyjeżdżając do niego po obszerniejszym łuku. Dragon jak do tej pory dość spokojnie dawał się prowadzić przez co Leon nie miał z nim większych problemów. Udało im się tuż za ósemką wykręcić na prostą do oksera, które całkiem sprawnie pokonali. Jak było wspomniane do szóstki było parę foule i to się okazało zgubne. Leon po lądowaniu za przeszkodą pozwolił mu dodać w tempie do przeszkody, ale ostatecznie skończyło się tym że koń wymsknął mu się spod kontroli. W zdecydowanie zbyt mocnym tempie dojechali do przeszkody do której aż cud, że wyszli do skoku. No choć to skokiem raczej nie można nazwać, bo był taki ledwo co. Zrzucił drągi z przeszkody, co niestety poskutkowało punktami karnymi na ich koncie. Przynajmniej udało im się w locie jeszcze zmienić nogę, ale teraz czekało ich coś potencjalnie trudniejszego - szereg. Zdecydował się nie zaryzykować ciachnięciem najazdu, a poza tym musiał pozbierać nieco ogiera po wpadce na przeszkodzie. Starał się go nakłonić do podstawienia ponownie zadu i powrotu do wcześniejszego tempa. Jadąc blisko ścian pojechali po obszernym łuku do szeregu 7ab, odbili dopiero od ściany w miejscu gdzie mógł idealnie po prostej poprowadzić ogiera na środek przeszkody 7a. Minimalnie podniósł jego głowę tak, aby pokazać ogierowi że za okserem jest jeszcze jedna przeszkoda. Udało im się wcześniej wrócić do poprzedniego tempa, więc to nim Leon naprowadził ogiera na pierwszy człon. Wybrał dalsze miejsce odskoku do wybicia do lotu nad przeszkodę, gdzie wskazał je łydką Dragonowi. Podążając za jego ruchem przeszedł do półsiadu i oddał mu rękę na tyle ile potrzebował, aby przeskoczyć przeszkodę. Podczas lądowania odchylił się i wrócił w siodło, przytrzymując ogiera do drugiego członu. Tam ponownie dał mu łydką sygnał do wybicia, zgrywając się bez zawahania z jego ruchem w locie. Mimo wpadki na wcześniejszej przeszkodzie, udało im się na czysto pokonać szereg. Lądowanie nadal na prawo, by po łagodnym łuku pojechać na ósemkę. Po raptem kilku foule na wprost, wykręcił z ogierem na prawo, zamknął go w łydkach by nie uciekł mu spod przeszkody i prowadził do oksera. No prostopadle do niego, a raczej do miejsca wybicia które ponownie wypadło ono dalej od przeszkody, a po chwili już galopowali za nią do kolejne dziewiątej przeszkody. Czekał ich dość długi najazd do niej, a sama przeszkoda była naprawdę trudna. Aktywnym tempem pokierował go na wprost, by zakręcić łuk wokół czwórki i naprostować się do dziewiątej przeszkody. Miał nadzieję szczerą że ogierowi nagle nie odbije na widok wody, bo to byłoby dla nich lekko tragiczne. Zamknął ogiera w łydkach, by nie przyszło mu do głowy uciekać z pod przeszkody. Półparadami skupił go na przeszkodzie, doprowadzając odpowiednio blisko do przeszkody i w miejscu wybicia, odesłał go łydką do skoku. Jeśli wcześniej wyczuł od niego niechęć czy wahanie, delikatnie acz tak by ogier poczuł musnął jego bok ostrogą w celu podparcia sygnału do wybicia. Dzięki odpowiednio bliskiemu miejscu wybicia, wylądowali nieco dalej za przeszkodą i na czysto. W trakcie lotu poprosił konia o zmianę nogi w galopie na lewą i przygotował się mentalnie do skoku nad 10. Nie poganiał go, bo wiedział że może okazać się to dla nich zgubne. Pojechali kawałek na wprost, by po łagodnym łuku skierować się na okser kończący parkur. Zamknął go w łydkach i wysłał półparadę, starając się skupić ogiera na przeszkodzie i ostatnim skoku. Po dotarciu do dalszego miejsca wybicia, odesłał go łydką do skoku i zaraz zgrał się z jego ruchem w locie. Przeszedł przy tym do półsiadu i oddał mu wodzę, pozwalając swobodnie działać w powietrzu. Po lądowaniu pogonił go nieco łydką do szybszego tempa z przejściem swoim do półsiadu, a po przekroczeniu celowników poklepał go jedną ręką w szyję. Po chwili zwolnił go wpierw do kłusa, a potem stępa i zjechali z parkuru. Po rozprężeniu dostawił ogiera do stajni, gdzie solidnie nagrodził za występ.

z.t
_________________
« L e o n • V a r d a s »

.......................What the fuck is love with no pain and no suffering? « love »
.......................Silk on her body, pull it down and watch it slip off. « pms »
.......................She’s out her head, I’m out my mind. « Nadya B. »
.......................They don’t want to see us make it, they just want to divide. « Tate V. »
.......................My ’65 speeding up the PCH, a hell of a ride. « Bijou Caramel, Dragon Age, Shadowfax »
.......................Intense, this shit it gets dense. « Anna H. »

 
     
Petit Felicite
Skokowiec


Płeć: klacz
Wiek: 7 lat [31.12.2012]
Rasa: selle francais/koń holsztyński
Wzrost: 170 cm

Ostatni trening: 23.01.20 - skokowy - Mary Anna
Właściciel: Lisa Austen
Cena: £3525

Doświadczenie w skokach: 87
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 22
Doświadczenie z lonżowania: 2
Kondycja: 78
Szybkość: 83
Klasa startów: Skoki: P1

Wysłany: 2018-05-07, 23:29   

Ktoś mi tu marudził, że nie umie pisać długich, a tu proszę... :lol2:
Po rozprężeniu na drągach przyszła pora na właściwą część treningu, dlatego pozostając w galopie skierowały się w stronę pierwszej przeszkody. Stacjonata mierząca zawrotne 70 cm nie stanowiła wielkiego wyzwania, ale Petit mimo to podeszła bardzo ostrożnie do przeszkody. Uważnie galopując nam środek nieznacznie dodała w galopie na te dwa kroki tuż przed oddaniem skoku. Lądując na prawo raz jeszcze pokonały tą samą przeszkodę w równie dobrym stylu.
Galopując na prawą nogę prowadzącą w galopie, szła równym niepędzącym tempem do pierwszej z przeszkód podchodząc spokojnie i bez zawahania oddając skok. Dopiero przed okserem zaczęła mocniej się przyglądać, ale dopilnowana i skrupulatnie podprowadzona pod przeszkodę oddała skok, nieznacznie rozciągając się nad okserem i wyraźnie pracując szyją w skoku.
Po zeskoku galopowała dalej, spokojnym równym tempem nie śpiesząc ani nie zwalniając, pozostając pod pełną kontrolą Liski.
_________________
 
     
Notesique Nox
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 4 lata
Rasa: KWPN
Właściciel: Jessie Wrens
Cena: £1975

Doświadczenie w skokach: 41
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 40
Doświadczenie z lonżowania: 14
Kondycja: 30
Szybkość: 35
Wysłany: 2018-05-08, 12:20   

OLIVER PELERIEUX & NOTESIQUE NOX - klasa L


Nic dziwnego było w tym, że Notesique była również zapisana na najbliższe zawody skokowe, wszak właścicielka chciała wypróbować ją na różnych aspektach życia jeździeckiego. Czym więcej takich wyjazdów, tym bardziej obeznana będzie ze stresem, jakim towarzyszy podczas imprez masowych. A w międzyczasie odnajdzie swoją równowagę, która w tej chwili jest jej własnym wrogiem. Olivier skrzętnie rozprężył klacz przed przejazdem, więc kiedy zostali wywołani była w pełni gotowa na to, co ma ją czekać. Chyba. Nie przewidziała tego, że te przeszkody będą takie.. pstrokate. Stępując po parkurze, Nox uważnie baczyła na przeszkody, które pokazywał jej jeździec. W pewnym momencie mogli rozpocząć swój przejazd, co Pelerieux obwieścił ukłonem w stronę loży sędziowskiej. Więc tym bardziej nie była zdziwiona na przedstawione pomoce zachęcające ją do przejścia do kłusa, co oczywiście zrobiła. Przy przejściu do galopu, kara nieco wyszła z ustawienia, próbując nie utracić równowagi, jednak jak tylko wykonała kilka foule wszystko wróciło do normy. Szła aktywnym, okrągłym galopem, dobrze kryjąc teren. Wszak nie była mała, miała długie nogi, więc miała warunki, a w galopie czuła się o wiele lepiej niż w kłusie. To, że zdawałoby się, że ma się jak najlepszym porządku, tylko nieliczni mogliby zauważyć, że klacz spogląda stosunkowo niechętnie w stronę przeszkód. Jej uszy co rusz zmieniały kierunek zainteresowania wyłapując co rusz nowe dźwięki. Ciężko było jej się skupić w pełni na pomocach płynących z ciała Oliviera. W dodatku te pstrokate, straszne przeszkody. W końcu znaleźli się na najeździe na jedynkę, gdzie facet już ukierunkowywał karą, wskazując jej tym samym cel. Klacz kilka foule przed przeszkodą poderwała głowę, by w odpowiednim momencie oderwał się od ziemi, chowając tym samym przody pod siebie. Wylądowała miękko wychodząc z lewej nogi, pokonując pierwszą zawalidrogę. Gdzieś w tłumie usłyszała pisk dziecka, który obwieszczał światu swoje niezadowolenie. Był to tak wysoki ton, że klacz położyła uszy po sobie. Wykonali prostopadły najazd na stacjonatę. Dopiero dwie foule przed przeszkodą jej ciało było w pełni wyprostowane. Nox widocznie zawahała się, jednak zdecydowanie Oliviera, jak i korytarz pomocy nie pozwolił jej spłynąć, więc nic innego jej nie pozostało jak skoczyć. Odbiła się od ziemi, przenosząc na ułamek sekundy ciężar ciała na zadnie nogi. Wyciągnęła nos przed siebie, kiedy to przednie nogi złożyły się pod mostkiem. Zapracowała odpowiednio grzbietem, a potem grawitacja już zaczynała ściągać na ziemię, więc wylądowała. Jako, że dwójka była blisko bandy jak i gapiów.. Klacz wystrzeliła mocno do przodu, podrzucając na głową dziko do góry. Jednak została szybko uziemiona, ale najwidoczniej już za późno, ponieważ już wchodzili w łuk doprowadzający do trójki. Jak tylko wzrok karej padł na trójkę.. Wówczas już było wiadomo, że cokolwiek by się nie działo, ona tej przeszkody nie skoczy. Praca wszystkich pomocy jakie zastosował Olivier nie zadziałały, a Nox zatrzymała się przed trójką, mocno ryjąc ziemię pod sobą. Wycofała się posłusznie spod przeszkody, by potem wjechać na woltę i ponownie najechać na przeszkodę. W najeźdźcie pływała, ale ostatecznie skoczyła przeszkodę, po krótkiej stopce przed. W tym skoku musiała użyć nad wyraz dużo siły, ponieważ skok z miejsca nie jest tak łatwym skokiem, ale skoczyła, a w skoku posłuszeństwa właśnie o to chodzi. Następnie została naprowadzona jeszcze na szereg, dogalopowała do niego nieco rozkojarzona. W optymalnym miejscu odbiła się do ziemi, by wskoczyć pomiędzy dwie przeszkody, a tym samym za chwilę powtórzyć manewr i ponownie się odbić od ziemi, tylko po to, by pokazać jak piękny baskil może wykonać. Po udanych skokach, została naprowadzona na ścianę, a potem zwolniona do kłusa, by ostatecznie zjechać z parkuru. /zt


KONIEC
_________________
...
...

Help me, it's like the walls are caving in.
Sometimes I feel like giving up.
But I just can't. It isn't in my blood




N O T E S I Q U E | N O X
o: Lockhard m: Notesique Sollenamento Hell

■ właściciel: została wyhodowana w Orchard Stable,
i była jej własnością przez jakiś czas, lecz teraz
Jessie Wrens nabyła ją, by wyprowadzić na wyżyny sukcesu.

■ moje: paszport, sprzęt

■ uwagi: klacz została dopiero co zajeżdżona, więc nic
dziwnego, że wciąż ma problemy z zachowaniem równowagi.
Czasem ma wrażenie, że ciągle potyka się o własne nogi.





I'm crawling in my skin. Sometimes I feel like giving up.
But I just can't. It isn't in my blood.

I I


Kuta na przody, ostatnia wizyta kowala: 21.01.2020.
 
 
     
Social Security
Ujeżdżony
Freakin' awesome little Mister Disaster!


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: Koń Hanowerski
Wzrost: 175 cm
Cena: £2640

Doświadczenie w skokach: 38
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 36
Doświadczenie z lonżowania: 36
Kondycja: 36
Szybkość: 37
Wysłany: 2018-05-08, 12:29   

Lądując za szóstą przeszkodą wylądował na prawą nogę, po odczuciu wyraźnego sygnału do takiego postępowania. Mieli spory łuk do wyjechania przed siódemką to też ogier wpisał się w niego najlepiej jak umiał, opierając się na pomocach otrzymywanych od Olivera i zwyczajnie szedł tak, jak tamten go prowadził, będąc choć raz względnie grzecznym. Bezpośredni najazd na przeszkodę nie wyszedł im źle, dzięki odpowiednim działaniom jeźdźca, ogier wyjechał go prawidłowo, naprowadzając się prostopadle do przeszkody i oddając sumienny skok nad siódemką, kolejny raz zachowując poprawne ustawienie nóg względem przeszkody, przez co udało mu się i tym razem niczego nie naruszyć.
W drodze do ósemki, ogier powoli zaczął się denerwować, deszcz się nasilił, przez co Social co jakiś czas dostawał po oczach z czego był widocznie niezadowolony, a i podłoże zaczęło się robić zdecydowanie mniej przyjemne, a tym samym ogier trafił na pewności siebie. Mimo swojego nerwowego parskania odczuł zmianę w dosiadzie, która znów dociążyła mu grzbiet, jednak teraz było mu już wszystko jedno, warunki i tak utrudniały mu w większości pełne skupienie się na przeszkodach, dlatego nie protestował, gdy Oliver wziął sprawy w swoje ręce i poddał się jego działaniom, tym samym najeżdżając na przeszkodę tak, że jeszcze mógł wykonać szerszy najazd na dwóch wykrokach. Dzięki pomocy ze strony człowieka, wybił się z odpowiedniej odległości, tym samym pokonując bezbłędnie kolejny okser.
Social widział już, że tylko trzy przeszkody pozostają mu wciąż nieznane w tym przejeździe, gdyż jeszcze ich dzisiaj nie przeskoczył, to też sądził, ze niedługo będą kończyć. Ze względu na wciąż pogarszające się warunki pogodowe, miał jak największą chęć szybkiego wyjechania przeszkód i tym samym szybszego zakończenia dzisiejszych zawodów, dlatego też pokonując drogę do dziewiątki próbował przyspieszać i napierać na wędzidło, ale zaraz dostawał jasne sygnały do zaprzestania takich wygłupów i za którymś razem podziałało to na niego, choć ewidentnie już szastał ogonem i okazywał swoje zadowolenia, ale także i niepewność przy samym galopie, więc niekoniecznie mógł się w pełni rozluźnić. Mimo lekkiej walki oddał skok nad dziewiątką bez większych problemów, bezpiecznie lądując po drugiej stronie, tym samym czysto pokonując ową stacjonatę.
Problemy zaczęły się pojawiać przy najeździe na dziesiątkę, ogier potęgowany emocjami z powodu złego stanu podłoża i ciągłego deszczu zachowywał się nad wyraz dziwnie, stawiając kroki galopu mocniej niż poprzednio, jakby obawiając się zachwiania, mimo wszystko jednak próbując wykonać odpowiedni najazd i tuż przed odbiciem poślizgnął się tylną nogą, burząc całą fasadę. Wystraszony ogier mocno wbił przody w ziemię, robiąc coś w stylu podskoku, żeby uniknąć całkowitego obrócenia się bokiem i uderzenia w przeszkodę, przez co niestety z rozmachu uderzył klatką piersiową w drągi, a one w zachwianiu oczywiście od razu spadły, powodując nieprzyjemny dla konia dźwięk, który jeszcze bardziej spotęgował owe przerażenie. Social zaczął się cofać, machając usilnie łbem i próbując podnosić przody, więc Oliver musiał od razu skłonić go do ruchu i tym samy utrzymać na ziemi co było niejakim wyzwaniem. Dopiero, gdy ogier ruszył na woltę, zaczął się powoli uspokajać, co jakiś czas jeszcze wykazując zaniepokojenie. W tym czasie przeszkoda została ustawiona na nowo. Po kilku dłuższych chwilach uspokajania, Sociał był w miarę gotowy wrócić do przejazdu, więc na prośbę zagalopował z prawej nogi i jeszcze raz wykonał najazd, tym razem będąc całkowicie źle nastawiony do owej przeszkody, choć Oliver starał się by nie została ona trwałym urazem młodego. Koniec końców ogier został porządnie zmotywowany i oddał skok nad przeszkodą, który mógł wyglądać komicznie, bo ze względu na wcześniejszą sytuację, Social wyskoczył nader wysoko, tym samym robiąc sobie dziwnie wysoki zapas nad przeszkodą, ale był też pewny, że zły okser nie da rady go pożreć na takiej wysokości.
Po wylądowaniu otrzymał pochwałę, choć obecnie był tak zestresowany, że niemal jej nie odczuł, ale mimo to tylko ta jedna przeszkoda wprawiła go w takie osłupienie, reszty zupełnie się już nie bał. Pojechali na prawo, do ostatniej, jedenastej już przeszkody i tym razem ogier zdążył się już nastawić na pokonanie owej przeszkody po dość ostrożnym z jego strony, choć pewnie poprowadzonym przez Olivera najeździe. Oddał skok nad stacjonatą, by już po chwili dość niezgrabne, ale bezpiecznie wylądować po drugiej stronie, tym samym kończąc dzisiejszy przejazd.
Nie trzeba było go zachęcać do zwolnienia, zrobił to od ręki, wpierw przechodząc w kłus, a następnie w stęp, którym zjechał z parkuru, nadal trochę przeżywając swoją dzisiejszą porażkę z felerną dziesiątą przeszkodą.
_________________


>paszport<
>galeria<
x osiągnięcia x
V msc. w zawodach WKKW z Jessie
VI msc. w zawodach WKKW z Oliverem
 
     
Oliver Pelerieux
Zawodnik
Skoki


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat
Wzrost: 186 cm
Partner: I thought I'm healing but the truth is, I just stopped feeling.

Ostatni trening: kondycyjny - 09.03.20 - Shockwave
Podopieczny: Cruzeiro, Shockwave, Soldat, Ophelia, Fleau de Baian, Odalco, Gloria Victis || Niespodzianka
Pieniądze: £4670

Punkty doświadczenia: 292
Skoki: 186
Ujeżdżenie: 22
Cross: 42
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 37


Wysłany: 2018-05-08, 12:44   

OLIVER PELERIEUX & GLORIA VICTIS - klasa L1


Nasza wspólna przygoda trwała już jakiś czas, ale z racji wieku Glorii nie mogłem mówić o jakichś rewelacyjnych osiągnięciach. Prawda była taka, że jak dotąd pojawialiśmy się tylko na lokalnych zawodach i to w najniższych klasach, ale w końcu gdzieś trzeba nabrać tego cennego doświadczenia, prawda? Ruda była zupełnie innym koniem niż wszystkie, z którymi miałem do czynienia, więc mając to na uwadze podczas rozgrzewki, postawiłem na obudzenie klaczy licznymi przejściami oraz dodaniami, które przy okazji miały zbawienny wpływ na rozluźnienie. Gloria lubiła mieć swoje zdanie i je manifestować, ale udało nam się dogadać bez większych zgrzytów, prawdopodobnie również dlatego, że już trochę się znaliśmy. Gloria chodziła tylko pode mną, więc chcąc nie chcąc, oboje wiedzieliśmy czego się po sobie spodziewać.
Wreszcie wjechałem na konkursowy parkur aktywnym stępem, ale choć ciągle "cisnąłem" klacz jeśli chodzi o aktywność, to nie nadużywałem łydki, żeby przypadkiem nie znieczulić na nią swojej podopiecznej. Pokazałem jej parę przeszkód, przede wszystkim tę z wodą, po czym przystąpiłem do rozpoczęcia swojego przejazdu, zatrzymując Glorię i kłaniając się sędziom. Następnie zagalopowałem z prawej nogi i wjechałem na długą ścianę, na której przeszedłem do półsiadu, zachęcając niebieskooką do nabrania tempa w galopie. W jej przypadku nie musiałem się obawiać o utratę kontroli, ani nawet o strachy, bo Gloria jak na młodego konia była całkiem odważna, tylko nie zawsze odpowiednio zmotywowana...
Wchodząc w zakręt, z którego mieliśmy wyjść na jedynkę, usiadłem w siodle by móc jeszcze lepiej oddziaływać dosiadem na klacz. Pchając ją dosiadem i pilnując w korytarzu utworzonym z pomocy, wskazałem jej drogę biegnącą przez środek stacjonaty, do której dogalopowaliśmy wystarczająco aktywnie aby przeskoczenie na drugą stronę nie było dla Glorii problemem. Pomogłem jej w wybraniu miejsca odskoku, akcentując je łydką, po czym wyszedłem za ruchem klaczy do półsiadu, w którym podążyłem ręką za ruchem jej pyska, unikając jednak rzucania wodzy na szyję. Po skoku kontynuowaliśmy galop z prawej nogi, z której weszliśmy w zakręt na okser. Już w nim postarałem się o uzyskanie aktywnego galopu od zadu, podstawiając klacz i pilnując, by pozostała ustawiona na pomocach. Gdyby uciekała z kontaktu, półparadą zapraszałem ją z powrotem, oczywiście podtrzymując swoją decyzję łydką, żeby wszystko się ze sobą zgrało. Spokojnie doprowadziłem Glorię przed okser, sprzed którego odbicie nastąpiło w porę, bez ryzyka niepowodzenia. Lądując, ponownie przypilnowałem lądowania na prawą nogę i to z niej kontynuowałem galop do kolejnej przeszkody, w zakręcie owijając klacz wokół wewnętrznej łydki i niejako równoważąc ją mocniejszym naciskiem na strzemię na zewnętrznej stronie, co miało też nakłonić kasztankę do podejścia zadem pod kłodę. Prowadziłem ją na zewnętrznej wodzy, zaś wewnętrzną rozluźniałem, pilnując przepuszczalności. Chciałem mieć Glorię pod kontrolą przez cały przejazd, więc chcąc nie chcąc, musiała pozostać czujna i reagować na moje polecenia w porę.
Już w końcówce zakrętu ponownie usiadłem w siodle i wycofując nieco ramiona, naprostowałem Glorię na środek przeszkody. Czułem jej determinację, z jaką szła na kolejne przeszkody, co mogło mnie tylko cieszyć. Wiedziałem też, że jej zapał bywał ulotny, więc mimo wszystko pozostawałem czujny... i może to i dobrze, bo właśnie podczas lądowania za trójką klacz niefortunnie się potknęła. Zdołała się na szczęście wyratować, w czym zresztą jej pomogłem, już wcześniej będąc lekko odchylonym do tyłu, jak to w ostatniej fazie skoku. Od razu pomogłem jej się podnieść, zapierając mocniej w strzemionach i niejako fizycznie "podnosząc" jej przód. To nie mogło się obejść bez echa, nie u tak delikatnego konia, który musiał mieć wręcz idealne warunki by chcieć współpracować - od razu więc napotkałem drobne problemy w odbudowaniu właściwego tempa, co z kolei poskutkowało puknięciem w drąg na kolejnej przeszkodzie, niestety bez zrzutki. Parkur nie dawał nam wielkiego pola manewru, ale w zakręcie do piątki postanowiłem rozbujać klacz, zdecydowanie dodając w galopie i dodatkowo mobilizując ją cmoknięciem, co powinno choć trochę ją obudzić. Wychodząc z zakrętu, wykonałem kontrolną półparadę i na ostatnie trzy foule usiadłem w siodle, pozostawiając dotychczasowe tempo galopu. Umyślnie zdecydowałem się energicznie "zaatakować" oksera, co momentalnie poskutkowało lepszym technicznie skokiem. Wytrąciłem je natomiast nieznacznie przed stacjonatą w tej samej linii, czy może raczej zaokrągliłem galop, biorąc klacz nieco na siebie. Wycofałem ramiona i nieco głębiej usiadłem w siodle, nie zaprzestając jednak podążania za ruchem klaczy, który egzekwowałem łydką. Nieznacznie uniosłem i rozszerzyłem dłonie, tworząc zamknięty korytarz z wodzy, po czym w wymierzonym miejscu posłałem Glorię do skoku, ponownie jej nie zawodząc. Miałem całkiem dobre wyczucie, które pozwalało mi na zgranie się z koniem w skoku, zatem ponownie przeszedłem w niespóźniony półsiad i oddałem klaczy rękę, umożliwiając rozciągnięcie się nad przeszkodą. Nie były to imponujące wysokości, więc loty też nie należały do największych, zatem nie przesadzałem z głębokością półsiadu i nie kładłem się na szyi, nie chcąc przeszkadzać Glorii. Podyktowałem jej lądowanie na prawo, w które pojechaliśmy na dwuczłonowy szereg, zaczynający się okserem. Wyregulowałem tempo w najeździe, pozwalając Glorii poszerzyć ostatnie dwie foule, po czym weszliśmy w odskok. Po wylądowaniu od razu cofnąłem plecy i ściągnąłem łopatki oraz podparłem klacz łydką, nie siadając jednak w siodle by nie zakłócić rytmu. Za chwilę ponowiłem sygnał do odbicia i za sekundę było po wszystkim. Krótko pochwaliłem niebieskooką głosem, niejako ją motywując, po czym już byłem skupiony na wykonaniu najazdu na kolejny okser. W półsiadzie jechałem przez zaledwie dwie foule po poprzednim skoku, a potem ponownie przeszedłem do pełnego siadu. Mając wzrok utkwiony w przeszkodzie, pewnie i bez szaleństw doprowadziłem Glorię do przeszkody, po czym podyktowałem jej odbicie. Wyszedłem za jej ruchem do półsiadu, wzrokiem już spoglądając na prawo, co w pewnym sensie zdeterminowało moje ustawienie ciała i zasugerowało klaczy lądowanie na prawą nogę. Zakręciliśmy za czwórką, na wysokości której usiadłem w siodło i po wyjściu z zakrętu wykonałem kontrolną półparadę. Glorię mało co było w stanie ruszyć, ale akurat z tego rodzajem przeszkód nie mieliśmy jeszcze za wiele do czynienia, więc byłem podwójnie czujny. Konsekwentnie jechałem ją do przodu, pilnując w łydkach i na dwóch równych wodzach, na ewentualnie skrócenie od razu reagując wzmocnionym ostrogą sygnałem od łydki, żeby nie napotkać problemów z niepasującą odległością. Woda zwykle prowokowała konie do wysokich skoków, a że Gloria miała dodatkowo właściwe geny, spodziewałem się w tym miejscu trudnego do wysiedzenia lotu - i nie pomyliłem się, bo klacz na moją łydkę wybiła się mocno w górę. Trochę mnie wyrzuciło, ale przez to, że generalnie miałem bardzo dobrą równowagę w skoku, poradziłem sobie z tym i nie przeszkodziłem rudej w pokonaniu tej budzącej emocje przeszkody. Nie zapomniałem też o zmianie nogi, bo chwilę po wylądowaniu byliśmy zmuszeni skręcić w lewo na okser kończący parkur, nad którym jednak skok także zaliczał się do udanych, mimo iż lądowanie było "na publiczność", co straszyło każdego mniej pewnego konia.
Po minięciu celowników, bardzo zadowolony z wyniku entuzjastycznie pochwaliłem klacz, przede wszystkim poprzez przejście do stępa i oddanie jej wodzy. :lol: W drugiej kolejności pochwaliłem ją głaskaniem, a potem udałem się na rozprężalnię, gdzie występowałem porządnie Glorię w oczekiwaniu na potencjalną dekorację.
_________________
Oliver Pelerieux
» about me «
find three hobbies you love:
one to make you money - horse riding,
one to keep you in shape - rock climbing
and one to be creative – travelling.

maybe I'm too busy being yours
to fall for somebody new » «
your soul is haunting me and telling me
that everything is fine, but no one compares to you, Noémi
I find I'm hoping that
you're m o r e than a friend [1]

keep making me laugh, let’s get high
the road is long we carry on
try to have fun in the meantime
» Aileen Elizabeth Jillian «

my horses give me the wings I lack
» Cruzeiro Soldat Shockwave Ophelia «
I never dreamed of success, I worked for it
bereiter » showjumping rider
r e s u l t s


…………………………………………………………………………….. wścieklik ©


+ Za kolejny trening z dowolnym trenerem otrzymujesz 2xpunktów (loteria 28.05)
 
 
     
Lisa
Jeździec zaawansowany
Don't worry, I can be bitch enough for both of us


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Rasa: ufo
Podopieczny: Devocatis, Petit Felicite
Pieniądze: £1390

Punkty doświadczenia: 130

Wysłany: 2018-05-08, 13:54   

Była bardzo zadowolona z zrównoważonego tempa i spokoju z jakim Petit podchodziła do skoków. Co prawda gdzieś w dalekiej przyszłości będą musiały dodawać więcej tempa do swoich przejazdów, aby zyskiwać na czasie, ale na razie na takie wysokości i konkursy w zupełności im to wystarczało. Do tego ten spokój wpływał na płynność skoków i najazdów. Po ostatnim lądowaniu Lisa poprosiła klacz o przejście do kłusa, a następnie do stępa i oddała jej prawie całkowicie wodze, łapiąc za sprzączkę. Podczas kilku minut stępa dała jej odpocząć, a sama układała w głowie plan przejazdu. Jako iż był to trening przed zawodami, to chciała przećwiczyć najbardziej typowe elementy: linię na wprost, linię po łuku, szereg, coś z krótkiego i coś z długiego najazdu. Raczej nic trudniejszego w klasie P się nie spodziewała, miała wiec nadzieję, że również wysokość 110 cm nie będzie dla Felki problemem.
Powróciła na kontakt, przykładając łydkę do kłusa. Wjechała na woltę, podczas której zgięła Petit i rozluźniła do dołu a następnie usiadła w siodło i przełożyła łydki do zagalopowania w prawo. Ustaliła z nią tempo, trochę aktywniejsze niż to na rozgrzewce, gdyż same wysokości były już trochę większe. Wyjechała dwa narożniki krótkiej ściany i skierowała klacz na przekątna gdzie po dość długim najeździe stała stacjonata 110 cm. Brytyjka usiadła w siodło, równo galopując na środek przeszkody. Na dwie foule jeszcze dodatkowo przyłożyła łydkę, rozjeżdżając do przodu i pozwalając na poszerzenie fouli. Podyktowała lądowanie na lewo, a zakręcie wróciła w siodło, starając się zachować równy galop i wyjechała znowu na przekątną, tym razem na stacjonatę z krótkim najazdem. Po wyjechaniu z zakrętu zostały im tylko trzy foule na wprost, które również pojechała lekko w przód, bo podczas łuku siłą rzeczy straciły trochę tempa. Podyktowała jej znowu zmianę nogi podczas skoku i wjechała na woltę, gdzie zadbała znowu o rozluźnienie. Obie przeszkody powędrowały o dziurkę w górę (115 cm), a dodatkowo pod nie przyszły kolorowe płotki. Dziewczyny powtórzyły kombinację jeszcze raz, tym razem ze wzgledu na straszki pod przeszkodami Lisa trochę uważniej domykała Petit dołem, zamykała w korytarzu z łydek oraz wodzy i doprowadzała dokładnie do miejsca wybicia.

_________________
I'm never gonna let you close to me, even though you
mean the most to me. 'Cause every time I open up,
it hurts so I'm never gonna get too close to you.


Lisa Austen
Nobody can be perfect, except me.




 >> friends; <<
my best friend is the one who brings out
the best in me. { Luke, jest jeszcze miejsce dla Ciebie }


 >> my horses; <<
I call horses 'divine mirrors' - they reflect
back the emotions you put in. { Devocatis <3, Petit Felicite <3}


Even when I mean the most to you in case you go and
leave me in the dirt. I'm way too good at goodbyes.

* * *


 
 
     
Viceroy
Skokowiec
o. Desperado m. Voice Of Insomnia


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Wzrost: 181 cm

Ostatni trening: 27.02.20 - skokowy - Lucas
Właściciel: Lucas Vaugier
Cena: £4325

Doświadczenie w skokach: 88
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 19
Doświadczenie z lonżowania: 9
Kondycja: 70
Szybkość: 79
Klasa startów: Skoki: P1

Wysłany: 2018-05-08, 14:55   

Jedno można było powiedzieć o karym bez zawahania, miał świetny rodowód, który odziedziczył po wspaniałych rodzicach wraz z wrodzonymi umiejętnościami. Nie oznaczało to jednak, że bez odpowiedniego przygotowania i treningów sam pokonywałby parkury i tylko przewoził jeźdźca przez przeszkody. Odpowiednie wyszkolenie i ciągłe nabywanie umiejętności dopiero teraz rozwijały jego potencjał pokazując, że Viceroy ma naprawdę ogromny potencjał. Musiał być on jednak rozwijany pod czujnym okiem trenerów i właściciela, którzy dążyli do tego, aby koń w przyszłości mógł zaprezentować pełnię swoich możliwości.
Już od rana w stajni dało się wyczuć nerwową atmosferę przed zawodami, zarówno jeźdźcy jak i konie w bardzo szybkim tempie przewijali się przez stajenny korytarz burząc spokój obecnych tu koni i ich właścicieli. Na szczęście sam Vicek nie był koniem, który przejmowałby się wszystkim tym, co działo się wokół. Stał spokojnie w swoim boksie wyczyszczony już wcześniej przez Lucasa, teraz pozostało im tylko siodłanie i udanie się na rozprężalnię.
W trakcie rozgrzewki ogier pozostawał skupiony na swoim jeźdźcu, choć cała atmosfera zawodów oraz panujący tu hałas i ruch momentami skutecznie go rozpraszały. Mimo to pozostawał pod pełną kontrolą Lucasa starając się całą swoją uwagę poświęcać właśnie jemu. Odpowiednio rozgrzany stępował na dłuższej wodzy czekając na moment, w którym zostaną zaproszeni na parkur. Zgodnie z wolą Lucasa skierował się w stronę parkuru, po którym mieli szansę jeszcze chwilę pospacerować przed rozpoczęciem konkursu. Viceroy z uwagą przyglądał się przeszkodom, lecz w żaden sposób nie okazywał strachu czy nieufności wobec nich.
Po wykonaniu ukłonu przez Lucasa zagalopował od samego początku prezentując obszerny i okrągły zarazem galop, którym poruszali się w dość żwawym tempie. Pierwszą z przeszkód stanowiła stacjonata, do której Vicek galopował w spokojnym równym tempie. Poruszając się płynnie galopem przyglądał się uważnie przeszkodzie, przed która dostał sugestywną łydkę informująca o tym, że to właśnie teraz powinien odbić się do góry. Jako młody koń potrzebował nieustannej kontroli i prowadzenia w parkurze, gdzie cały czas uczył się tego jak powinien odmierzać odległość i w jakim tempie galopować do danej przeszkody. Po pokonaniu jedynki z dość sporym zapasem galopowali dalej po wylądowaniu na prawo, teraz nieco zwiększając tempo, którym mieli podejść do stojącego oksera z numerem drugim. Precyzyjnie doprowadzony pod przeszkodę śmiało odbił się od ziemi i wzniósł w górę razem z właścicielem na grzbiecie. Pokrył bezproblemowo całą szerokość przeszkody i sprawnie znalazł się po jej drugiej stronie wciąż z zerowym kontem punktów karnych. Po dwójce czekała na nich już trójka do której zbliżając się powoli galopowali po łuku w prawo. Instynktownie mocniej przenosząc ciężar ciała na zad ogier śmielej otworzył się przodem, przez co uzyskany w ten sposób galop był mocno pod górę, dzięki temu swobodnie i równym tempem zaatakowali kolejny okser w postaci trzeciej przeszkody, przy którym Vicek wziął spory zapas. Nurkując nosem za przeszkodę złożył mocno podwozie nie chcąc przypadkiem trącić kopytkiem drągów, które tak bardzo szanował. Po wylądowaniu na lewo skierowali się w stronę stacjonaty, która jako kolejna stała im na drodze. Pokonali czwórkę bez zastanowienia i większych trudności pozostawiając ją daleko w tyle za sobą. W ten sposób byli co raz bliżej kolejnej przeszkody w postaci oksera z numerem piątym. Przytulając się do ósmeki galopował do oksera, do którego pewnie podprowadzony nie wahał się ani chwili prze oddaniem skoku. Dzięki temu mieli już połowę parkuru za sobą, a kary miękko lądując już spojrzeniem namierzał kolejną z przeszkód. Szybko pozbierał się po lądowaniu i śmiało jak po sznurku szedł dalej jak po sznurku do szóstki stojącej tuż przed nimi. Przeszkodę pokonali w świetnym stylu, dzięki czemu ogier wylądował miękko na prawo i był gotowy do dalszej galopady po tracie parkuru.
Mijając krzak, który dla wielu koni mógł być powodem do strachu zakręcił spokojnie po łuku w prawo mając teraz przed sobą do pokonania stojący szereg. Śmiało galopując już z daleka zaczął odrobinę forsować tempo czując zarówno presję samych przeszkód, ale też otoczenia, które nadal pozostawało hałaśliwe. Przytrzymany nie bez powodu mocniej osiadł na zadzie jednocześnie mając szansę przyjrzeć się stojącym przed nimi przeszkodom. Pewnie idąc na przeszkody odbił się mocno przed okserem śmiało wychodząc w górę nad przeszkodą. Lądując miał niewiele czasu do następnej stojącej w szeregu stacjonaty, lecz szybka reakcja jeźdźca pozwoliła mu na swobodne pokonanie przeszkody w dobrym stylu. W ten sposób pokonali szereg i kierując się znów po łuku w prawo odbili na stojącą ósemkę. Prezentując świetne zgranie, jako para pokonali stojącą przeszkodę bezproblemowo i pozostawiając ją za sobą wykonali po łuku w prawo najazd na najtrudniejszą technicznie przeszkodę.
Wyprostowany odpowiednio wcześnie galopował pewnie, nie wahając się nawet przez chwilę przed oddaniem skoku, który nastąpił od razu po tym jak Viceroy otrzymał sygnał do odbicia się. Składając się w locie zerknął jeszcze na wodę pod sobą i po pokonaniu przeszkody dumnie galopował dalej mając do pokonania ostatnią z przeszkód. Mimo to obaj nie tracili skupienia i koncentracji konsekwentnie utrzymując dobrą passę aż do ostatniego skoku, który wypadł prawidłowo i z lekkim przytupem, bowiem ambitny Vicek postanowił się trochę popisać mocno wychodząc w górę.
Lądując miękko minęli celowniki i dopiero wtedy przeszli do kłusa, w którym zmęczony karus mógł odetchnąć. Parskając głośno chętnie przeszedł w stęp i pochwalony klepaniem po szyjsku opuścił parkur udając się na rozprężalnię.

/zt
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 8