NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Parkur piaszczysty
Autor Wiadomość
Femme Fatale
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: koń oldenburski
Wzrost: 171 cm
Właściciel: Ruth
Cena: £1350

Doświadczenie w skokach: 42
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 40
Doświadczenie z lonżowania: 38
Kondycja: 38
Szybkość: 40
Wysłany: 2018-05-05, 23:16   

ROZGRZEWKA

Kara od rana zachowywała się tak samo jak zwykle, ofukiwała mężczyzn kręcących się po korytarzu, tupiąc wściekle i prezentując swoje uzębienie, gdy próbowała któregoś ugryźć, więc Ruth mogła mieć pewność, że z klaczą było wszystko w jak najlepszym porządku, bo manierzyła jak zwykle. Jakoś udało się właścicielce bez walki zaciągnąć Femme na myjkę i tak rozpocząć przygotowania, które klacz miała naprawdę w głębokim poważaniu, ufała Ruth na tyle, by nie doglądać co kobieta tam tworzy. Jasne, gdyby nią szarpnęła, czy za mocno pociągnęła za grzywę, to pewnie i jej by się dostało, a tak to pozwalała ze sobą robić wszystko.Po odpowiednich przygotowania i osiodłaniu przetransportowały się na rozprężalnie, gdzie rozpoczęły solidną rozgrzewkę. Fatale z chęcią chodziła w stępie, stopniowo rozciągając mięśnie, co można było od razu zauważyć po jej sylwetce.Jasne, próbowała dorwać jakieś konie, które były tu razem z nią, jednak szybko porzuciła takowe zamiary. Hm... Chyba, że trafił jej się tutaj naprawdę przystojny ogier, ale.... Dobra, już! Ruth mogłabyś dać trochę poflirtować! Zareagowała na prośbę i przeszła w kłus, sumiennie wyjeżdżając wszystkie serpentyny i wolty, w końcu ktoś tutaj pracować musi. Następnie przeszła do galopu i najpierw jechała po okręgu, by trochę urozmaicić pracę na woltach, a ostatecznie na przeszkodach. Tak naprawdę to klacz lubiła współpracować, jednak jej zaczepno-dominujący charakter często nakazywał jej robienie głupot, które właścicielka musiała korygować.

PRZEJAZD

Coś zaczęło się dziać, ponieważ Ruth zwolniła klacz skutecznie do kłusa, a następnie pokierowała docelowo na parkur, więc wpierw klacz z zaciekawieniem zastrzygła uszami, by po chwili jedno ucho skierować na właścicielkę. Dotarły do budki sędziów, gdzie klacz w reakcji na paradę zatrzymała się w pełni i pozwoliła Ruth odwalić resztę. Zagalopowała z lewej nogi i od razu skierowała się tak, by środkiem minąć przeszkodę 3 i 1, a następnie dojechać do linii startowej po lekkim łuku. Mimo wahań pogodowych i dość wilgotnego jak na chwilę obecną podłoża, sytuacja wcale nie przedstawiała się źle, klacz nie bała się iść do przodu, nie ślizgała się i oddawała odpowiednie tempo i jakość galopu, więc wszystko szło po dobrej myśli. Zwiększyła tempo bardziej będąc nieopodal piątki i już w tym tempie zaczęła naprostowywać na przeszkodę numer jeden. Femme nie potrzebowała zachęt do najazdu, jednak Ruth mimowolnie utrzymywała ją w pomocach, przez co klaczy pozostało jedynie wybić się w odpowiednim miejscu i oddać skok, a po wyczuciu zwiększonego ciężaru na lewym strzemieniu, wylądowała na lewą nogę. Najazd do dwójki miały również prosty, przez co w kilka chwil znalazły się przed przeszkodą, którą klacz przeskoczyła bez żadnego zawahania, by zaraz po lądowaniu poczuć krople na pysku, powoli zaczynało znów padać i jeśli pogoda nie zrobi im psikusa, to nie będzie lało, a jedynie kropiło, lub zwyczajnie padało. W stronę trójki jechały po łuku, starając się jak najlepiej wycelować z dojazdem do przeszkody i właśnie wtedy zaczęło się swoiste urwanie chmury, które wcześniej klacz sama sobie wykrakała. Ze względu na osłabioną widoczność zdała się w większości na jeźdźca, ale sama też mimowolnie zwolniła dla bezpieczeństwa, gdyż podłoże mogło zacząć powoli zwodzić. Otrzymała wszystkie pomoce do skoku i wystartowała nad przeszkodą, czyniąc skok bardziej płaskim z powodu innej odległości od wyskoku. Wylądowała na lewą nogę, tak jak mówiło jej obciążenie od jeźdźca i odczuła od razu półparady, które jeszcze bardziej skupiły jej uwagę na właścicielce, ale w tym momencie było to naprawdę zbędne, bo klacz niejako i tak musiała się na niej wspierać z powodu ograniczonej widoczności i prawdopodobnie w momencie otrzymania pomocy nie widziała jeszcze przeszkód idąc w ślepym zaufaniu za ręką właścicielki. Dojeżdżając do szeregu nie wystraszyła się, wiedziała po co tu jest i że tych przeszkód jest więcej, bo wcześniej je pobieżnie obejrzała i tu dopiero półparada była odpowiednio dla karej zastosowana, im mniej w jej przypadku, tym lepiej, bo lubiła się uniewrażliwiać na pomoce i iść często w zaparte, choć dzisiaj to nie wystąpiło. Skróciła wykrok galopu i będąc skazana na poprowadzenie przez Ruth, wybiła się na pierwszy człon w wyrysowanym momencie, wyciągając swobodnie szyję do wykonania ładnego skoku. Po wylądowaniu została skrócona jeszcze bardziej, przez co trochę chciała tupnąć nogą w swoim stylu, ale zaraz została posłana do skoku, kolejny raz mocniej wybijając się z tyłów i wzbijając się nad przeszkodą. Po lądowaniu szybko zapomniała o minionej czwórce i poleciała dalej. Pogoda akurat zaczynała się stabilizować, przestało padać, a klacz będąc jeszcze w odpowiedniej odległości od następnej przeszkody trochę machnęła łbem, by pozbyć się uporczywej wody, która wciąż wpadała jej do oczu spływając z czoła. Po opanowaniu sytuacji zakręciła za ósemką zaczęła prostować na przeszkodę piątą. Najazd wykonała szybko, będąc znów trzymana przez jeźdźca, więc ponownie pozostało jej jedynie wybicie się nad przeszkodą, zadbanie o odpowiednie ułożenie sylwetki, a nawet lekkie jej zaokrąglenie w locie i wylądowanie po drugiej stronie. Następna na wprost była szóstka, do której klacz pozwoliła sobie zwiększyć tempo i tym razem marząc o tym, by Ruth dała jej się sprawdzić, choć pewnie dziewczyna i tak pilnowała klaczy. Kara z chęcią najechała na przeszkodę i po otrzymaniu łydki wybiła się nad przeszkodę, podkurczając przody i mocniej wybijając się z tyłów, by zaraz później wylądować po drugiej stronie szóstki w lepszym już humorze.
_________________

Live fast, die young......
.........Bad girls do it well

Can you even see what you're fighting for?
....Bloodlust and a holy war » R u t h ♥
I don't like your little games, don't like your tilted stage
♣ l u d ź, l u d ź, l u d ź ♣
Making love with the devil hurts, Times are changing
♣ l u d ź, l u d ź ♥ ♣
Dreams fight with machines inside my head » x o x o ♥


Legends Never Die when the world is calling you
Can you hear them screaming out your name?
♣ r e s u l t s ♣
• II msc. w regionalnych zawodach skokowych kl. LL z Ruth
• V msc. w krajowych zawodach ujeżdżeniowych kl. L z Ruth
• V msc. w regionalnych zawodach ujeżdżeniowych kl. L z Ruth

You should know you're beautiful just the way you are
And you don't have to change a thing
♣ e q u i p m e n t ♣ p a s s p o r t ♣ g a l l e r y ♣

@edit by Ruth with love ♥
 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2018-05-05, 23:45   

Część druga

Po pokonaniu przeszkody z numerem sześć wzięła klacz lekko na siebie, wspomagając ją dosiadem i łydkami na zakręcie i kierując aktywnym, dość szybkim tempem na następną stacjonatę. Przed nią lekko skróciła wykrok i obciążyła zad, by posłać ją do skoku przejściem w półsiad, wraz z ruchem miednicy, łydką tuż za popręgiem i oddaniem wodzy. Podczas lądowania odchyliła się lekko, obciążając przy tym lewą stronę klaczy i prosząc o galop właśnie na tą nogę, coby do ósemki skłonić ją do szybszego tempa, w którym pomogła jej półsiadem i aktywizującą łydką. Znajdując się juz przed okserem usiadła w siodło, by posłać klacz do skoku z pomocą wypchnięcia z miednicy i łydki. Udostępniła klaczy wodzę, pozwalając się ładnie wyciągnąć nad okserem i skłoniła ją ponownie do lądowania na lewą. Zaraz po wylądowaniu poprowadziła ją kawałek na wprost, by chwilę później rzucić jej półparadę i wziąć na siebie na dość ostrym, szybkim zakręcie, po którym posłała ją do skoku nad dziewiątką. Podczas lądowania obciążyła prawą stronę klaczy, by zamortyzować odchyleniem lądowanie na prawą nogę i skłonić klacz do szybkiego galopu w stronę dziesiątki. Zablokowała ją łydkami dla równej linii ruchu, znów przechodząc w półsiad, by na 3 foule przed okserem usiąść w siodło. Skróciła wykrok klaczy działaniem kontaktu i obciążeniem zadu, by posłać ją do skoku z miednicy, wspierając się na łydkach tuż za popręgiem i przesunięciu ciężaru ciała ku górze, poprzez oddanie wodzy. Po raz kolejny podczas lądowania skłoniła klacz do lądowania na nogę i poprowadziła ją po łuku za nieużywaną w parkurze przeszkodą w stronę ostatniej przeszkody - stacjonaty. Na zakręcie wzięła klacz lekko na siebie, przyśpieszając i ścinając końcowy łuk z pomocą łydek i kontaktu, by przed samą przeszkodą usiąść w siodło i posłać klacz z miednicy, przesuwając się przy tym płynnie wzdłuż jej ciała i dodając lekką łydę już po wybiciu przednich nóg. Lądowanie zamortyzowała odchyleniem do tyłu i systematycznym zebraniem wodzy, aby na sam koniec pokonać linię końcową i sprowadzić klacz paradą do stępa, w którym jeszcze chwilę pokręciły się po parkurze, by zjechać we wskazanym do tego miejscu i ruszyć na rozprężalnie, gdzie kobieta finalnie rozstępowała klacz, głaszcząc przy tym i mówiąc ciche pochwały, gdyż naprawdę dzielnie się spisała! Zaraz po tym ruszyły do stajni, gdzie klacz została rozsiodłana, nakarmiona i napojona, by trafić do swojego potulnego boksu, zaś Węgierka trafiła do kolejnej podopiecznej.
Koniec części drugiej. zt
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Clair de Lune
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Vivianne Feron
Cena: £1550

Doświadczenie w skokach: 25
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 12
Doświadczenie z lonżowania: 19
Kondycja: 23
Szybkość: 21
Wysłany: 2018-05-06, 00:03   

Pozostawało sobie tylko jeszcze życzyć, żeby Clair była po prostu milsza - ale to przyjdzie z czasem i z nabranym zaufaniem. Na razie nie czuła się jeszcze w obowiązku szczególnie starać dla swojej amazonki, ale u niej proces poznania osoby i zaprzyjaźnienia się z nią był dość długi i wymagający dużo uwagi.
Wykorzystała przerwę, rozciągając się na tyle na ile umożliwiała jej to wodza, wyciągając chrapy do dołu. Dyszała już lekko, a pot obecny na ciele zaczynał zamieniać się w pianę - na razie tylko pomiędzy zadnimi nogami i w miejscu w którym przylegał napierśnik.
Poproszona o zagalopowanie ruszyła dużo równiej i okrąglej. Wyczuwalnie przeniosła ciężar na zad, mocniej angażując tyle nogi. Plecy miała okrągłe i rozluźnione, nawet sama z siebie weszła w ustawienie i oparła się na wędzidle. Postawiła uszy w kierunku zbliżającego się szeregu, poprawnie wyprostowała pomiędzy pomocami. Na dwie foule do przodu lekko poszerzyła wykrok, ale nie ciągnęła już w przód, zrobiła to tylko w ramach tego na co pozwalała jej Kanadyjka. Dużym skokiem weszła w pierwszy człon, ładnie pracując całym ciałem. Wykonała pełna foulę, która wymagała od niej znowu lekkiego poszerzenia. Była krótka z natury i nie miała specjalnie wielkiego wykroku. Nad okserem pokusiła się nawet o baskil i mocne złożenie nadgarstków oraz poprawienie zadem w górę.
Wylądowała zgodnie z sugestią amazonki, drugi raz najeżdżając na ten sam szereg. Pokonała go w bardzo podobnym stylu, dała się poprowadzić w dystansie do stacjonaty. Właściwie przy każdym skoku, zarówno udanym jak i nie Clair wykazywała bardzo dużą chęć skakania. Mogła ciągnąc czy przyspieszać, mogła być poza kontrolą ale nie czaiła się do przeszkód, nie bała kolorów czy podmurówek.
_________________


For those determined to fly having no wings is just a little detail

    charakter: Clair jest koniem bardzo ciekawym świata, odważnym a przy tym łatwo denerwującym się. Nie przepada za innymi końmi i często daje o tym wyraźnie znać. W stosunku do ludzi potrafi być zarówno bardzo przyjacielska, domagająca się uwagi, jak i wredna oraz złośliwa. Wymaga konsekwentnej, stanowczej ręki i stawiania wyraźnych granic. A droga do serca prowadzi przez jej żołądek!
    w pracy: Pod siodłem Clair jest koniem dynamicznym i szybkim. Delikatna na pomoce, czasem uciekająca przed kontaktem i wrażliwa. Łatwo się denerwuje, zwłaszcza przy wykonywaniu elementów wymagających precyzji. Jest święcie przekonana, że w skokach chodzi o pokonanie kombinacji w jak najkrótszym czasie (niestety cierpi na tym dokładność). Wykazuje naturalną dobrą pracę zadu oraz dobrą technikę skoku. Elementy ujeżdżeniowe jakie potrafi wykonywać: łopatki, ustępowania, trawersy w stępie oraz kłusie, pojedyncze lotne (jeszcze do dopracowania). Naskakana do L pod jeźdzcem, do 120 cm w korytarzu.


 
     
Social Security
Ujeżdżony
Freakin' awesome little Mister Disaster!


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: Koń Hanowerski
Wzrost: 175 cm
Cena: £2640

Doświadczenie w skokach: 38
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 36
Doświadczenie z lonżowania: 36
Kondycja: 36
Szybkość: 37
Wysłany: 2018-05-06, 11:58   

Social może i nie miał wielkiego doświadczenia, ale ogromnie lubił wyzwania i przeważnie raźnie szedł naprzód, ufając jednocześnie swojemu jeźdźcowi. Nie inaczej było i dziś, ponieważ młody znał już Olivera, więc tym chętniej chciał rozpocząć dzisiejszy przejazd, a atmosfera zawodów jak najbardziej mu się udzieliła.
W trakcie rozgrzewki chętnie współpracował, poważnie zabierając się za rozciąganie swoich mięśni i przygotowywanie swojego ciała do skoków i przejazdu wcale nie tak krótkiego parkuru, przynajmniej w jego mniemaniu.
Wjechał raźnym tempem na parkur, krążąc pomiędzy przeszkodami i obserwując wszystkie straszaki. Mocno rozszerzał chrapy, poznając wszystkie tutejsze zapachy, jednocześnie mniej więcej zapamiętując przeszkody, jakby wiedząc, że to te konkretnie przyjdzie mu dzisiaj przeskoczyć.
W końcu zajechali w konkretnie wyznaczone miejsce, gdzie ogier wedle wskazówek jeźdźca zatrzymał się i pozwolił Oliverowi wykonać ukłon, choć nie mógł konkretnie określić tego, co mężczyzna w tym czasie na jego grzbiecie wyczyniał. Ruszył kłusem po sygnale, od razu angażując tempo najbardziej jak mógł, pewnie nie wyglądało to zbyt elegancko, jednak nie to w tym momencie było najważniejsze. Wyjechał woltę i zagalopował na lewą nogę po dociążeniu przez jeźdźca odpowiedniej strony, odczuł też odciążenie kręgosłupa, więc chętnie rozwinął prędkość, dostosowując się mniej więcej do próśb Olivera, a w najgorszym przypadku reagując na półparady, tym samym bardziej skupiając się na tym co ów człowiek ma mu do zakomunikowania. Tak, czy owak na tę chwilę chętnie współpracował i poddawał się woli swojego współtowarzysza dzisiejszych zawodów.
Dopiero po owych zabiegach najechał na okser, będąc prowadzony jak najbardziej na wprost przeszkody, już odczuwając, że znów jeździec zmienił dosiad i usiadł koniec końców w siodle, co tym bardziej mu sygnalizowało, że to koniec zabawy, czas rozpocząć pracę. Ogier zbyt napalił się na pierwszą przeszkodę, tym samym z początku zaczynając całkowicie ignorować Olivera i jego zabiegi, aż do półparad, choć wiadomo, że pierwsza, jak i druga na ogiera nie podziałały w ogóle, potrzebował mocniejszych i zwielokrotnionych bodźców, dlatego też dopiero któraś z rzędu parada wybudziła go ze stanu całkowitej ignorancji i sprawiła, że ogier odpowiednio powrócił do względnego posłuchu, posyłając również jedno ucho w kierunku mężczyzny, a drugie wciąż skierowane było na sztorc w stronę przeszkody. Dojechali do oksera, ogier cały czas był trzymany w łydkach, przez co nawet przez myśl mu nie przeszła ucieczka w bok. W odpowiednim miejscu Oliver dodał mu łydkę na co Social zareagował natychmiastowym wybiciem, mocno angażując do tego tyły, przez co lot nad okserem mógł wyjść ze sporym zapasem, ale przynajmniej nie strącił żadnej poprzeczki i już zaraz wylądował na lewą nogę, kierując się od razu na drugą przeszkodę. W międzyczasie Security trochę walczył z Oliverem niczym po dłuższej chwili ze złością i zamaszyście obijającym ogonem o boki, poddał się woli mężczyzny, najeżdżając na stacjonatę i bezproblemowo oddając skok nad stacjonatą, który dzięki odpowiedniemu wymierzeniu był bardzo dobrze wykonany, a ogier bezproblemowo poradził sobie z wybiciem, utrzymaniem pełnej równowagi w locie, jak i miękkim jak na niego lądowaniem.
Następna na ich drodze była jeszcze jedna stacjonata do której drogę mieli dość obszerną i niemal wyrysowaną do przeszkody, choć i tak trzeba było tak ustawić najazd, by wyjechać względnie na wprost, dzięki czemu ogier miał jak najlepszą możliwość przyjrzenia się swojemu "rywalowi" i wystosowania dłuższego, bardziej naturalnego najazdu na przeszkodę. Bodyguard do tej przeszkody podszedł również o wiele lepszym tempem galopu, angażując go od zadu, działając odpowiednio tyłami i utrzymując zapobiegawczo niemal stałe tempo, aby nie zgubić się gdzieś na zakręcie, ponieważ podświadomie obawiał się poślizgnięcia na tej nawierzchni. Dzięki tym wszystkim działaniom samo oddanie skoku nad przeszkodą było niczym bułka z masłem, a ogier z zadowoleniem wylądował po drugiej stronie, chcąc skakać więcej i więcej.
Pogoda dzisiaj była dość paskudna, raz padało, raz wychodziło oślepiające słońce i choć oni mieli podczas przejazdu więcej chmur, to i również na parkurze osiadło więcej wody z deszczu, co w połowie blokowało ogiera, który mimo starań wciąż miał obawy przed poślizgnięciem, a po galopadach na mokrym padoku wiedział jakim ślizgiem mógłby nie wyjechać zakrętu. Na szczęście jego jeździec miał sporo rozumu i prowadził go sumiennie, nie każąc mu galopować jak w amoku, do szeregu dojechali miarowo i bezpiecznie. Najazd wykonali bezproblemowo, Social angażował się w poprawne wyjechanie linii i oddał skok nad okserem, szybko lądując po drugiej stronie, by od razu wykonywać najazd na stacjonatę i wybić się wraz z sygnałem, tym razem bardziej wyciągając szyję, by utrzymać lepszą równowagę w trakcie pokonywania przeszkody. Przy fazie lądowania odczuł nacisk na prawą stronę, przez co sumiennie wylądował prawą nogą.
Obszerny najazd do piątki, gdzie ogier znów mógł lekko zwiększyć tempo, dostosowując je do swoich obaw i utrzymując je, zgrabnie omijając ósmą przeszkodę trochę szerszym łukiem. Od razu zareagował na półparadę, choć widocznie najazd na piątkę trochę zakręcił mu w głowie, jednak nie na tyle, by zignorować Olivera. Znów posłał ucho w stronę mężczyzny, jakby wyczekując, co ten od niego chce. Wyprostował przed okserem, sam najazd wykonując z widocznym zaangażowaniem, wybijając się ze wskazanego miejsca, podkulając mocniej przody, by zaraz po drugiej stronie je wyciągnąć do lądowania, a tyły podkulić, zahaczać tutaj raczej niczego nie chciał.
W pierwszej fazie mieli przed sobą jeszcze tylko jedną przeszkodę, a pokonanie jej bez zrzutki zapowiadało im drugą turę, czego młodzik nie wiedział, a gdyby mógł to zrozumieć, to pewnie by się chłopak zestresował. Mimo to najazd był od razu w prostej linii, co sporo ułatwiało, a Oliver zamknął go w pomocach, choć Bodyguard był dzisiaj chętnie pracujący, przez co ponownie bezproblemowo oddał ładny, wpisujący się skok nad przeszkodą.
_________________


>paszport<
>galeria<
x osiągnięcia x
V msc. w zawodach WKKW z Jessie
VI msc. w zawodach WKKW z Oliverem
 
     
Oliver Pelerieux
Zawodnik
Skoki


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat
Wzrost: 186 cm
Partner: I thought I'm healing but the truth is, I just stopped feeling.

Ostatni trening: kondycyjny - 09.03.20 - Shockwave
Podopieczny: Cruzeiro, Shockwave, Soldat, Ophelia, Fleau de Baian, Odalco, Gloria Victis || Niespodzianka
Pieniądze: £4670

Punkty doświadczenia: 292
Skoki: 186
Ujeżdżenie: 22
Cross: 42
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 37


Wysłany: 2018-05-06, 12:15   

Pokonawszy szóstkę, ponownie podyktowałem lądowanie na prawo, w które zatoczyłem wyraźny łuk na siódmą przeszkodę, w zakręcie prowadząc konia na zewnętrznej wodzy i podpierając go wewnętrzną łydką, która odpowiadała też za podtrzymanie aktywnego galopu, a także rozluźnienie przy udziale pulsacyjnego działania wewnętrznej wodzy. Udało mi się wyjechać zakręt prawidłowo, nie za głęboko ani nie za płytko, co poskutkowało prostopadłym najazdem na siódemkę, którą lada moment mieliśmy za sobą. W tym samym czasie odczułem też natężenie opadów, co było po prostu nieprzyjemne, ale nie przeszkadzało mi w jakimś znacznym stopniu. Gdzieś w połowie linii do ósemki usiadłem w siodle, lekko biorąc konia na siebie poprzez odchylenie ramion i podparcie tego łydką, po czym pozwoliłem mu ostatnie dwie foule pojechać nieco szerzej, tak by idealnie się wpasować w pozostałą nam odległość. Oczywiście znowu pomogłem mu w ocenie miejsca odbicia, nie zostawiając go z tym samego, bo sam miał jeszcze pewnie trudności z oceną odległości.
Po skoku nad okserem wziąłem go trochę na siebie, w zakręcie siadając w siodle i zachowując się podobnie jak w poprzednim, podobnym manewrze - dążyłem do uzyskania dobrej jakości galopu, a także do rozluźnienia konia, który momentami wciąż za mocno sie nakręcał i przez to rozpraszał. Udało nam się pokonać dziewiątkę bez problemów i dopiero przy dziesiątej, przedostatniej przeszkodzie wystąpiły problemy, prawdę mówiąc niespodziewane. Przez chwilę sam nie wiedziałem co było do końca przyczyną, ale w rzeczywistości Social zwyczajnie się poślizgnął przed odbiciem i przestraszył, co poskutkowało natychmiastowym wryciem w ziemię. Klatą prawdopodobnie zrzucił drągi, a ja chcąc nie chcąc wypadłem z równowagi, zatrzymując się jednak na końskiej szyi. Od razu energicznie wycofałem konia i zabrałem go na woltę, czekając aż obsługa parkuru podniesienie przeszkodę. Sam w tym czasie zająłem się wyciszaniem konia, a gdy mogliśmy wznowić przejazd, ponownie zagalopowałem z prawej nogi i raz jeszcze najechałem na dziesiątkę, pewnie jadąc konia do przodu i przy odbiciu dodatkowo motywując go ostrogą, żeby się nie bał. Pochwaliłem go za pokonanie przeszkody i dalej pojechałem na prawo, na już ostatnią przeszkodę, która została pokonana bezbłędnie po tym, jak rozważnie doprowadziłem Sociala do miejsca wybicia, posłałem go do skoku i zgrałem się z nim w locie.
Kończąc przejazd, zwolniłem do kłusa i zjechałem z parkuru stępem, chwaląc konia za mimo wszystko udany przejazd, bo to w końcu nie jego wina, że się ślizgał.
_________________
Oliver Pelerieux
» about me «
find three hobbies you love:
one to make you money - horse riding,
one to keep you in shape - rock climbing
and one to be creative – travelling.

maybe I'm too busy being yours
to fall for somebody new » «
your soul is haunting me and telling me
that everything is fine, but no one compares to you, Noémi
I find I'm hoping that
you're m o r e than a friend [1]

keep making me laugh, let’s get high
the road is long we carry on
try to have fun in the meantime
» Aileen Elizabeth Jillian «

my horses give me the wings I lack
» Cruzeiro Soldat Shockwave Ophelia «
I never dreamed of success, I worked for it
bereiter » showjumping rider
r e s u l t s


…………………………………………………………………………….. wścieklik ©


+ Za kolejny trening z dowolnym trenerem otrzymujesz 2xpunktów (loteria 28.05)
 
 
     
Mercedes
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 170 cm
Podopieczny: La Isla Bonita
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 35
Skoki: 12
Ujeżdżenie: 7
Cross: 4
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2018-05-06, 19:18   

MERCEDES SMITH & OLYMPIQUE OF ROHAN CZ. 1 - klasa L

Kobieta nie wahała się przed zapisem z klaczą na te zawody skokowe. Miał być to ich pierwszy wspólny start, więc kobieta się nieco denerwowała. Była jednak pełna optymizmu, bo wiedziała że klacz sobie świetnie poradzi. W dniu zawodów podjechała pod stajnię Cayenne, by zostawić rzeczy w socjalu i udać się pod boks Olympique. Podeszła pod boks kasztanowatej klaczy, by się z nią przywitać. Przywitała się z nią i po chwili zabrała na myjkę, gdzie dokładnie ją wyczyściła. Zaplotła grzywę w korki i ubrała klacz w czerwony zestaw oraz sprzęt skokowy. Kiedy się doskonale prezentowała zabrała ją na rozprężalnie, a tam odpowiednio rozgrzała i rozluźniła do zawodów. Ostatecznie czekały w stępie na wywołanie na parkur konkursowy.

Wreszcie zostali wywołani na parkur konkursowy. Skierowała klacz na niego w stępie, pokazując jej kilka przeszkód które mogły sprawić im problemy. Miała jednak nadzieje że poradzi sobie śpiewająco z nim, bo przeszkody nie były zbyt straszne ani zbyt trudne. Miała również szczerą nadzieję że odziedziczyła po ojcu wszystko co najlepsze odnośnie skoków, a przy okazji swój niepowtarzalny styl który trzeba będzie po prostu doszlifować. Podjechała z nią pod budkę sędziowską, gdzie wysłała jej pełną paradę i zatrzymała na moment. Ukłoniła się sędziom, dając im znak że są gotowe do swojego przejazdu. Po otrzymaniu zgody poprosiła klacz najpierw o kłus, nie chcąc od razu wywierając na niej jeszcze większej presji z przejściem ze stój od razu w galop. Dopiero po paru krokach poprosiła Olympique o przejście w najwyższy chód, poprzez dołożenie łydek do jej boków i wypchnięcie z bioder. Jednocześnie znacząco dociążyła lewą stronę, chcąc aby klacz właśnie zaczęła galop z tej nogi. Dając jej nie jako dozę ufności podniosła się do półsiadu, by odciążyć grzbiet klaczy. Starała się jej narzucić aktywne, acz nie przesadzone tempo. Kontrolując je w razie co półparadami, chcąc aby bardziej zaokrągliła ten swój galop i nie zapominała o ważnej rzeczy, jaką była praca zadu. Mercedes była uważna i skupiała się na klaczy bardziej, niż jakby jechała pod bardziej doświadczonym wierzchowcem. Pojechała powiedzmy pod skosem między przeszkodami 3 i 7, by pojechać kolejno po prostej w kierunku piątki. Od niej właśnie Mercedes odbiła z klaczą na przeszkodę numer jeden, prostując ją do oksera który nią był. W tym momencie siadła w siodło, skupiając w razie co klacz na sobie za pomocą półparad. Zamknęła ją w łydkach, co by nie uciekła jej spod przeszkody i w korytarzu z wodzy. Doprowadziła ją do miejsca wybicia, by w nim łydką odesłać klacz do skoku nad przeszkodą. Od razu podniosła się do półsiadu podążając za jej ruchem w locie, oddając jej odpowiednią ilość wodzy podczas skoku tak aby swobodnie mogła się rozciągnąć nad przeszkodą. Pierwszy skok był zawsze najbardziej stresujący, ale poradziły sobie z nim śpiewająco. Po lądowaniu kontynuowały galop na lewą nogę, wysiadując drogę do dwójki w celu zachowania lepszej kontroli nad klaczą. Był tutaj trudniejszy najazd i kobieta nie chciała ryzykować wpadką. Udało jej się doprowadzić klacz pod przeszkodę do miejsca wybicia, Wyszły w nim do skoku i pokonały na czysto stacjonatę. Wylądowały nadal na lewo, skupiajac się już na prawidłowym najeździe na trzecią przeszkodę i jej pokonaniu. Również była to stacjonata, gdzie Mercedes nie siliła się na skracanie drogi sobie do niej. Nie chciała od razu na pierwszy ogień rzucać klacz na głęboką wodę, wolała nadrabiać czas niż ryzykować. Pojechała obszernym zakrętem za jaką wolnostojącą przeszkodą, by wyjechać na prostą do trzeciej przeszkody. Starała cię cały czas aktywizować zad klacz i pozostać z nią na elastycznym kontakcie. Celowała jednocześnie w sam jej środek, by zamknąć w korytarzu z pomoc i doprowadziła do miejsca wybicia. Udało im się wybić do przeszkody w wyznaczonym przez nią miejscu, a potem już tylko zgrała się w locie z jej ruchem. Lądowanie podyktowała na prawo, dociążając mocniej prawą stronę i po lądowaniu wbiła od razu wzrok w szereg 4ab. Mógł sprawić paniom sporo problemów i Mercedes miała pewne obawy, ale starała się nie wysłać klaczy nieodpowiednich sygnałów i wahania które mogłaby wyczuć. Nie rozpędzała ją do szeregu, bo wolała dojechać i pokonać go na spokojnie. Pojechała po łuku na pierwszą z przeszkód, prostując klacz na krótko przed pierwszym członem - okserem. Podniosła jej w końcowej fazie łuku głowę do góry, by pokazać jej ze za okserem jest jeszcze druga przeszkoda tuż tuż. Udało im się perfekcyjnie dojechać do dalszego miejsca wybicia pod pierwszy człon, by klacz do kryła całą przeszkodę. Jednocześnie chciała blisko wylądować za okserem, by mieć miejsca na dojechanie do stacjonaty. Poprosiła Olympique łydką o skok, zgrywając się zaraz z jej ruchem w locie. Natomiast podczas lądowania wróciła od razu w siodło, biorąc klacz bardziej na siebie przez lekkie odchylenie się w tył i cofnięcie ramion. Jednocześnie zamknęła ją w łydkach, by ta nie myślała o ucieczce spod przeszkody. Ponownie dodała jej sygnał do wybicia, dociskając mocniej łydki do jej boków i zaraz podążyła za jej ruchem w powietrzu. Podążając za jej ruchem stanęła w strzemionach, przechodząc do półsiadu i oddała jej stosowną ilość ręki. Lądowanie pozostało na prawo, by pojechać w kierunku długiej ściany. Ponownie nie ryzykowała ścięciem zakrętu do przeszkód 5 i 6 ustawionych w jednej linii. Jednakże pozwoliła klaczy na lekkie dodanie w tempie, a sama przeszła przy tym do niskiego półsiadu. Pojechała wzdłuż jednej ze ścian parkuru tej krótszej, by na wysokości ósemki siąść w siodło i nieco popracować nad tempem oraz w razie co poprawić jakoś samego galopu. Skupiła ją na sobie i na przeszkodzie za pomocą półparady, a przynajmniej taką miała nadzieję. Naprostowała kasztankę na okser i doprowadziła do miejsca wybicia, przelatując na czysto i bez problemu nad tą przeszkodą. Podczas lądowania wróciła w siodło, by usadzić bardziej klacz na zadzie i podnieść na przodach za pomocą mocniejszego dociążenia jej zadu. Jednoczenie przymknęła ją w korytarzu z wodzy i zamknęła w łydkach. Pewnie i aktywnie dojechała z nią do miejsca wybicia nad stacjonatę, gdzie dodała łydkę klacz prosząc ją o skok. Od razu podążyła za jej ruchem, zgrywając się z nią w locie i dzięki czystemu skokowi nad tą przeszkodą dostały szansę na udział w drugiej części parkuru i dokończenie swojego przejazdu w pełni.

KONIEC FAZY PIERWSZEJ
_________________
I'm cocky, beat that pussy up like Rocky
I fly to Amsterdam for the right fee.



personalia: We survived the thunder » Mercedes Smith
wiek: And escaped the hunger » 23 lata.

partner: Who knows what they'll ask us » xxx.
pms: We don't need no answers » 0.

przyjaciele: Once a millionaire can't get off me » xxx.
wrogowie: Shark blue cool with a shark fee » xxx.

moje: Porsche Cayenne, Mercedes Reveals, phone, house, gallery
osiągnięcia: And sometimes I wonder how we got through » link
 
     
Olympique of Rohan
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 4 lata
Rasa: KWPN
Cena: £2550

Doświadczenie w skokach: 21
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 20
Doświadczenie z lonżowania: 16
Kondycja: 15
Szybkość: 13
Wysłany: 2018-05-06, 19:20   

Klacz w dniu zawodów była jeszcze bardziej nerwowa niż zwykle. Rzadko gdziekolwiek ją zabierano, a co dopiero zapisywano gdziekolwiek. Zirytowana chodziła po całym boksie, waląc kopytami po ścianach. Nie znała lepszego sposobu na rozładowanie emocji. Gdyby mogła to wszystko przewróciłaby do góry nogami, a jeszcze jakiegoś człowieka z chęcią by poszarpała. Cała ona. Mercedes jednak uniknęła bycia pociąganą po stajennym korytarzu, bo podczas przygotowywania klacz trochę spuściła z tonu i dała się w spokoju wyczyścić. Proces siodłania też przetrwała, więc zaraz była gotowa na wyjście.

Na rozprężalni dział się cyrk. Dojście do porozumienia z koniem, który był strachliwy, ale jednocześnie pobudzony było ciężkie. Młoda wszystkiego była ciekawa i to ją przerażało. Chodziła cała skulona, a jak ktoś się o nią obijał to startowała z zębami. Kopać też próbowała, żeby nikt sobie nie myślał. W końcu wezwano je na parkur, więc klacz skierowała się na niego żywym stępem, cały czas parskając i robiąc wielkie oczy. Tutaj był mniejszy ścisk, ale nerwy te same. Chwilę pokręciła się między przeszkodami, na niektóre robiąc mniejsze, a na inne większe oczy. Gdyby nie człowiek na grzbiecie to już robiłaby w tył zwrot i wiała gdzieś daleko, ale nie mogła. Podeszła wreszcie do budki sędziowskiej, która podobała jej się najmniej ze wszystkich rzeczy tutaj i czekała na start. Rozszerzyła nozdrza i wzięła głębszy wdech, kiedy poproszono ją o ruszenie kłusem. Po paru krokach zaczęła więc kłusować, zbierając swoje ciało do kupy. Dopiero po tym przeszła w galop na odpowiednią nogę. Zaokrągliła swoje ciało, zaczynając pracę zadem. Jak na początek nie było tragedii.
Była młoda, więc jeszcze dużo pracy na nią czekało, szukała oparcia psychicznego w właścicielce, która musiała pilnować, żeby nagle koń nie stwierdził, że się już nie bawi i chce stąd iść. Ona by poszła, pierwsza. Mijając kolejne przeszkody, szukała wzrokiem jedynki, którą miała przeskoczyć na sam start. Jeśli spieprzy robotę już na niej, to chyba wszystkim się odechce nawet na to patrzeć, miała więc nadzieję, że tragedii nie będzie i coś tam jednak po rodzinie odziedziczyła. Pierwszy był okser, przed którym się naprostowała i czekała na moment do odskoku. Czekała czujnie na sygnał, a kiedy go dostała to wyskoczyła w górę, składając się nad przeszkodą. Na moment przed lądowaniem wyprostowała nogi, lądując na lewą i z powrotem była na ziemi, galopując do dwójki. Parsknęła głośno, szukając wzrokiem stacjonaty, którą miała skakać teraz. Najazd był nieco trudniejszy, ale sobie z nim poradziła, a w efekcie sam skok wyszedł im dobrze. Ponownie lądowanie na lewo i szukanie trójki. Również była to stacjonata, więc klaczy dodatkowo nie stresowały żadne nowości. I dobrze, że nie musiała się wysilać na skracanie, ani dziwne wyginanie, samo utrzymanie aktywnego tempa wywierało na niej małą presję, musiała się pilnować i myśleć o skakaniu. Dodatkowe urozmaicenia musiały zostawić na treningi, żeby się nie zniechęciła. Po wyjechaniu obszernego zakrętu, naprostowała się przed trójką, zaciskając pysk mocniej na wędzidle wyskoczyła w górę. Wylądowała na prawą nogę, mając teraz szereg do przeskoczenia. Gdyby Mercedes zwątpiła, to klacz pewnie wpadłaby w panikę i staranowała przeszkodę, miała jeszcze za mało w głowie, żeby cokolwiek ratować samemu. Wyprostowała się przed okserem, unosząc wysoko łeb i rejestrując sobie drugą przeszkodę za tą. Przeskoczyła więc pierwszy człon, a zaraz po nim drugi, w nic nie wpadając, ani niczego nie demolując. Dumna z siebie pogalopowała dalej, w kierunku długiej ściany. Przyspieszyła też nieco swój galop, aby nadrobić swoje tempo. Naprostowała się przed piątką, wybijając się w odpowiednim miejscu i składając się elegancko w locie. Na razie szło jej dobrze, ale nie chciała zapeszać. Jakby próbowała cwaniakować to szybko dobra passa poszłaby się walić. Po lądowaniu mocniej przysiadła na zadzie, unosząc bardziej przody. Dogalopowała tak do szóstki, której przeskoczenie było jedynie formalnością.
 
     
Nicol Illas
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 24 Lat
Wzrost: 172 cm

Ostatni trening: 16.09.2019 - rozruch z Why Not
Podopieczny: Hemingway Z ll Why Not
Pieniądze: £3820

Punkty doświadczenia: 70
Skoki: 39
Ujeżdżenie: 11
Cross: 9
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2018-05-06, 19:36   

NICOL ILLAS & HEMINGWAY Z CZ. 1 - klasa L

Dla Nicol i Hemingwaya nie był to ich pierwszy start w zawodach skokowych. Jednak kobieta miała zdecydowanie większą nadzieję na to, że ten będzie bardziej udany od tamtego. Startowała w tych zawodach na obu swoich koniach, a tak się złożyło że na Hemie startowała jako pierwszym. Przyjechała Hyundaiem w dniu zawodów do stajni dość wcześnie, by po krótkiej chwili znaleźć się pod boksem swojego siwego podopiecznego. No właściwie jednego z siwych podopiecznych, ale mniejsza z tym. Przywitała się z ogierem, by po jakieś chwili wylądować z nim na myjce. Tam dokładnie wyczyściła jego siwą sierść, rozczesała grzywę i ogon oraz zaplotła tą pierwszą w korki. Nie pominęła wyczyszczenia kopyt oczywiście. Koniec końców ubrała ogiera w ciemno zielony zestaw i sprzęt skokowy, kiedy byli oboje gotowi ruszyli na rozprężalnie. Tam odpowiednio rozgrzała go w trzech chodach, skakając z nim kilka przeszkód na rozgrzewkę. Potem w stępie oczekiwali na wezwanie na parkur.

W końcu usłyszała w głośnikach jak wywołują ich na parkur, więc zdecydowanie to był ich czas na przejazd. Pozbierała ogiera ponownie na elastyczny kontakt, dociążając jego zad by go za aktywizował i skierowała stępem na parkur. Pokręciła się z nim między przeszkodami podczas kiedy poprzednia para kończyła swój przejazd, tak aby mógł się oswoić z parkurem. Nie były to ich pierwsze wspólne zawody skokowe i kobieta wiedziała mniej więcej, co może a czego nie z ogierem i jak reagował na pewne sytuację. Jeszcze siebie się uczyli, ale na pewno byli na dobrej drodze do zgrania się. W końcu zatrzymała z pomocą pełnej paradę Hemingwaya pod budka sędziowską, by ukłonić się w kierunku sędziów. Po usłyszeniu dzwonka w ramach zgody na rozpoczęcie startu, poprosił od razu ogiera o przejście z stój do kłusa. Mieli długi najazd do jedynki, więc mogła pokusić się o przejście wpierw do kłusa. Dopiero po chwili dociążyła lewą stronę siodła, docisnęła łydki do jego boków i wypchnęła z krzyża do najwyższego chodu. Licząc że ogier pozostanie we wcześniej wypracowanym ustawieniu, no jeśli nie to oczywiście poprawiła go zachęcając tymi samymi pomocami co wcześniej do tego. Jednocześnie postarała się o równe tempo galopu, które jednocześnie było dość aktywne. Zdecydowała się pojechanie na lewą nogę i na tą stronę, bo od jedynki do dwójki miały właśnie na nią pojechać. Ułatwiła im w swoim mniemaniu pracę, no przynajmniej w jakimś stopniu. Jednocześnie jechała w odciążającym półsiadzie przynajmniej jak na razie. Pokierowała go wzdłuż ściany parkuru aż do momentu, gdzie mogła go naprostować i pojechać między przeszkodami 10 i 6. Jechali kawałek na wprost aż pod 5, skąd obiła z nim na prostą do oksera zaczynającego parkur. Po naprostowaniu ogiera do przeszkody, siadła w siodło na kilka foule przed okserem. Zamknęła Hemingwaya w łydkach, tak aby zachować prosty najazd do przeszkody. Prowadziła go w korytarzu z wodzy i jednocześnie pilnując aby nie przyspieszał ani tym bardziej się skracał do przeszkody. Chciała dojechać do miejsca wybicia w równym tempie, nie chcąc nie potrzebnie się szarpać z ogierem. Udało im się względnie dobrze podjechać pod oksera, gdzie w wyliczonym przez siebie miejscu do odbicia wysłała siwka do skoku dociskając łydki do jego boków i podpierając ten ruch delikatnym wypchnięciem z bioder. Podążając zaraz za jego ruchem przeszła do półsiadu i oddała mu odpowiednią ilość ręki do skoku, a podczas lądowania odchyliła się i wróciła zaraz w siodło. Po dotknięciu przez konia podłoża zachęciła go lekkim muśnięciem łydki do powrotu do wcześniejszego tempa, ale pilnowała jednocześnie by się przesadnie nie rozhulał. Postarała się jak najlepiej wprowadzić go na łuk prowadzący do stacjonaty numer dwa, trochę na dziko jechała te przejazdy ale w końcu kto nie ryzykuje ten nie zyskuje nie? Miała niby plan obmyślony na oba, ale no wszystkiego to przewidzieć się nie da. Udało im się jednak zmieścić w jej wcześniejsze założenia odnośnie najazdu, dlatego w odpowiednim miejscu wyszli do skoku. Myślała że nie naprostują się do przeszkody, ale jednak dali radę. Po odesłaniu ogiera łydką do skoku, zgrała się z jego ruchem w locie. Zaowocowało to czystym i ładnym skokiem nad przeszkodą, by zaraz miękko podczas lądowania wrócić w siodło. Pojechali jakieś dwie foule na wprost, by zacząć wykręcać obszerny zakręt do trzeciej przeszkody. Podtrzymywała go w zakręcie w łydkach, prowadząc na zewnętrznej wodzy i starając się zachować z siwkiem odpowiednie tempo i ładne wpisanie się w łuk. Trzymali się blisko ścian aż do momentu, gdzie mogła z nim wykręcić na prostą do stacjonaty. Przymknęła go od razu w tym w łydkach, chcąc utrzymać prosty najazd do miejsca wybicia. Tym sposobem dojechała do miejsca wybicia z ogierem, gdzie ponownie odesłała go w nim do skoku poprzez ściśnięcie jego boków łydkami i wypchnięciem bioder w przód. Nie chcąc zakłócić jego pracy w locie od razu podążyła za jego ruchem przechodząc w półsiad i oddając mu stosowną ilość wodzy podczas skoku. Po lądowaniu na prawo, które zasugerowała przez dociążenie owej strony pokierowała ogiera na szereg 4ab. Poprowadziła go po lekkim łuku na niego, starała się po drodze skupić ogiera na sobie za pomocą półparad. W drodze do pierwszego członu nieco podniosła mu łeb, by mógł dostrzec że za okserem stoi jeszcze stacjonata. Zamknęła go ponownie w pomocach i podprowadziła w dalsze miejsce do odskoku nad okser, gdzie oczywiście łydką odesłała go do lotu. Podczas lądowania za pierwszym członem szybko wróciła w siodło, by dociążyć zad siwka i podnieść go do stacjonaty. Jednocześnie bez zawahania dopchnęła go dosiadem do drugiej przeszkody. wychodząc zaraz z nim do lotu nad drugim członem. Idealne w czasie zgranie się z ruchem konia, by wylądować na prawo. Nie ryzykowała ścięciem zakrętu do 5 przeszkody, byli jeszcze dość świeżą parą i mogła za dużo zaryzykować tym. Przeszła po lądowaniu do odciążającego dosiadu, by poprowadzić konia wzdłuż barierek parkuru po obszernym łuku na pierwszą z przeszkód - okser. Mniej więcej jechała w półsiadzie do momentu aż znaleźli się pod ósemką, gdzie siadła w siodło i lekko przytrzymała ogiera odchylając się do tyłu i cofając nieco ramiona. Nie chciała aby wpadł z przesadnym tempem w linię tych dwóch niezależnych od siebie przeszkód, bo mogłoby się to źle dla nich skończyć. Oczywiście nie znaczyło to że miał zatracić całkiem impuls do ruchu naprzód. Udało im się dojechać i skoczyć piątą przeszkodę bez problemu, zostawiając ją zaraz za sobą i skupiając się od razu na szóstej. Jeśli poprawnie ją skoczą, przejdą do drugiej rundy tak jakby. Po lądowaniu od razu wróciła w siodło, biorąc nieco ogiera na siebie - podnosząc do przeszkody. Jednocześnie pewnie wypchnęła go z bioder do aktywnego dojazdu do miejsca wybicia, gdzie ostatni raz w tej fazie ścisnęła jego boki łydkami by właśnie w tym miejscu wzbił się do lotu. Nie spóźniając się z swoim ruchem przeszła do półsiadu i oddała mu odpwiednią ilość wodzy podczas skoku.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
_________________
How long till you play me the song
That will make belong to you?

personalia: One dance with my baby tonight » Nicol Illas
wiek: And we'll dance til the night is through » 22 lata.

partner: I used to be so ready to run » xxx.
pms: My philosophy don't let nobody come too close » 0.

przyjaciele: To handle my love » brak
wrogowie: I want it to be you ooh » brak.

moje: Hyundai Tucson, phone, house, gallery
osiągnięcia: Play me the song, play me the song » link
 
     
Hemingway Z
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: Zangersheide
Właściciel: Nicol Illas
Cena: £2000

Doświadczenie w skokach: 35
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10
Doświadczenie z lonżowania: 10
Kondycja: 19
Szybkość: 21
Klasa startów: Skoki: L

Wysłany: 2018-05-06, 19:37   

Tego dnia ogier był wyjątkowo spokojny jak na siebie. Nawet nie próbował zbytnio gwiazdorzyć, kiedy ktoś przechodził obok jego boksu. Jedynie stał przy drzwiczkach i obserwował co się dzieje na korytarzu, a działo się sporo. Jedni przychodzili, inni wychodzili, a on stał. Do czasu, bo zaraz bardzo wyraźnie usłyszał kroki, a następnie zobaczył swoją właścicielkę. Parsknął cicho w ramach powitania i dał się zaprowadzić na myjkę, gdzie został zrobiony na bóstwo. Doczyszczenie tej sierści było trudne, ale ostatecznie wyglądał przyzwoicie jak na siebie. Wyszykowany poszedł wraz z kobietą na rozprężalnię.


Na rozprężalni jak zwykle było dość tłoczno, ale ogier potrafił znaleźć dla siebie wolną przestrzeń. Nie był agresywny względem innych, nawet jeśli ktoś podszedł za blisko to jedynie kulił po sobie uszy i nic więcej. Nie walczył uparcie o utrzymanie swojej przestrzeni osobistej w nienaruszonym stanie. Jak ktoś już musiał się o niego poobijać to to przeżywał. Usłyszał dźwięk i został skierowany na parkur konkursowy. Uniósł nawet wyżej łeb, aby się dokładnie wszystkiemu przyjrzeć. Przeszkody nie wyglądały strasznie, nie miał aż tak niskiej samooceny, żeby uważać, że sobie z nimi nie poradzi. Był bardzo pewny swojego, nawet jeśli ostatnio mu nie szło. O porażkach szybko zapominał. Spokojnie krążył między przeszkodami, obijając leniwie ogonem o swoje boki. Miał chwilę, aby się ze wszystkim oswoić.
W końcu przystanął przed budką sędziowską, a po otrzymaniu sygnału zaczął swój przejazd. Ruszył kłusem, zaczynając najazd na jedynkę, dopiero po chwili przeszedł w aktywny galop, prezentując się w nim nie najgorzej. Pozostawał cały czas spokojny, co mogło się wydawać podejrzane dla tych, co znali jego charakter, ale on miał po prostu lepszy dzień. Gdyby miał gorszy to zachowywałby się jak przerośnięty siwy osioł. Pokierowany pojechał wzdłuż ściany parkuru, minął dwie inne przeszkody, przed piątką odbił i naprostował się na okser zaczynający parkur. Wyczekał do odpowiedniego momentu, aby zaraz wybić się mocno w górę i pokonać go na czysto. Parsknął, obijając ogonem o swoje nogi. Wyglądał na zadowolonego z faktu, że nie popsuł nic już na samym początku. Wrócił do poprzedniego aktywnego galopu, wydając co chwilę ciche parsknięcia. Dziwne najazdy mu nie przeszkadzały, potrafił się szybko odnaleźć w tym, czego chciała od niego właścicielka. Ufał jej pomysłom. Udało mu się naprostować przed dwójką i tą przeszkodę zaraz mieli z głowy. Pojechał chwilę na wprost, aby zaraz zacząć robić obszerny zakręt do trzeciej przeszkody. Ogier nie zmieniał tempa w którym się poruszał, więc powinni mieć nie najgorszy czas. O ile pod sam koniec nie postanowi czegoś popsuć. Takim sposobem dojechali do trójki i nią również pokonał na czysto. Czekał na niego teraz szereg, więc uniósł wyżej łeb, przyglądając się przeszkodom. Nie rozpędzał się też przesadnie. Przeskoczył przez pierwszą przeszkodę, a po wylądowaniu już był gotowy na drugą. Dzięki temu niczego nie zepsuł. Wylądował na właściwą nogę i szukał przeszkody numer pięć. Pojechał po obszernym zakręcie, szykując się na przeszkodę, która nie stanowiła dla niego żadnego wyzwania, więc i z nią szybko sobie poradził. Równie dobrze poradził sobie z szóstką i takim sposobem pierwszą część przejazdu mieli za sobą.
_________________
 
     
Marcus Roller


Płeć: mężczyzna
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2900

Punkty doświadczenia: 14

Wysłany: 2018-05-06, 20:51   

MARCUS ROLLER & FALLING AWAY WITH YOU CZ. 1 - klasa L

Dla tej pary były to dopiero początki przygody z zawodami, więc nie mieli na ich koncie jakoś super dużo. Zresztą jak pewnie większość par w tej klasie. W dniu zawodów zaparkował pomarańcze na parking przed stajnią, by po kilku chwilach znaleźć się pod boksem swojego podopiecznego. Nie widzieli się dość długa, acz ostatnio koń na nudę to narzekać nie mógł z tego co wiedział. Przywitał się z ogierem, by po chwili zabrać go na myjkę. Tam dokładnie go wyczyścił, zaplótł grzywę w korki i ubrał w idealnie pasujący odcień szarości taki ołówkowy do ogiera. Potem został ubrany w sprzęt skokowy i skierowali się zaraz na rozprężalnie. Tam po odpowiednim rozgrzaniu się do zawodów, czekali w stępie na wezwanie na parkur.

W końcu zostali wywołani na parkur konkursowy, czego nie mógł się w końcu doczekać. Zebrał go na elastyczny kontakt i dociążył zad, chcąc go bardziej zaktywizować i poprowadził go w kierunku parkuru konkursowego. Pokręcili się chwilę między przeszkodami, by nic ich potem nie zaskoczyło w trakcie przejazdu. W końcu zatrzymali się wraz z pełną paradą pod budką sędziowską, gdzie Marcus ukłonił się jury i poprosił ogiera najpierw o przejście do kłusa. Po chwili zainicjował jednak galop na lewą nogę, odpowiednio sygnalizując to ogierowi. Wyjechał z nim po łuku na prostą i pojechał między przeszkodami 10 i 6, chcąc sobie zapewnić więcej miejsca w najeździe do zaczynającego parkur oksera. Prawie cały czas do okolic 5 trzymał niski półsiad i starał się wypracować z ogierem aktywne tempo oraz pchanie się z zadu w przód. Odbił właśnie pod tej przeszkody na prostą do jedynki, zamykając go od razu w łydkach. Wtedy też siadł w siodło, aby zachować lepszą kontrolę nad Fallingiem. Po dojechaniu do miejsca wybicia, Marcus dołożył łydki do jego boków i wypchnął z bioder do skoku. Trochę się już znali i wiedział że ogier dobrze odczyta jego pomoce, a przynajmniej powinien. Na szczęście tak też się stało, dlatego zaraz podniósł się do półsiadu i oddał mu stosowną ilość wodzy przesuwając ręce wzdłuż grzebienia jego grzywy. Lądowanie pozostało na lewo i czekał teraz ich najazd na drugą z przeszkód - stacjonatę. Marcus nie chciał rozpędzać ogiera do przeszkody, ale starał się by zachował tempo sprzed skoku. Podparł go łydkami w zakręcie, by zachował równowagę w nim i podprowadził do drugiej przeszkody. Miejsce wybicia ponownie podparł łydką i po chwili już znalazł się z ogierem w powietrzu, zgrywając się z jego ruchem w locie. Po lądowaniu uniósł się do lekkiego półsiadu, pozwalając mu nieco dodać w tempie. Nie skracał im drogi do trzeciej stacjonaty, decydując się pojechać do niej po obszernym zakręcie. Na wysokości wolno stojącej przeszkody siadł w siodło i lekko wziął konia na siebie, by go zaraz naprostować do trójki. Zamknął go w korytarzu z pomocy i tak też doprowadził do miejsca wybicia, by na czysto pokonać tą przeszkodę. Lądowanie podyktował mu na prawo, dociążając w locie prawą stronę i zmieniając ustawienie pomocy. Nie zamierzał popędzać teraz ogiera, a po lądowaniu wyregulował jego tempo galopu. Siedział w siodle całą drogę do szeregu 4ab, biorąc go nieco bardziej na siebie przez dociążenie zadu i podniesienie przodów. Jednocześnie skupił go na sobie za pomocą półparad i podniósł mu nieco łeb tak, by mógł zobaczyć w pełni szereg. Spokojnie bo łuku poprowadził go na pierwszy człon - okser. Dojechał z nim do obranego wcześniej miejsca wybicia, które wypadało dalej od przeszkody i odesłał go do skoku nad przeszkodą łydką. Podążając za jego ruchem przeszedł od razu do półsiadu i oddał mu stosowną ilość wodzy podczas skoku. Podczas lądowania od razu odchylił się i wrócił w siodło, przytrzymując ogiera na wodzach by się nie rozpędził a zmieścił do stacjonaty. Dopchnął biodrami do miejsca wybicia i po chwili już lecieli na czysto nad przeszkodą. Po lądowaniu na prawo nie decydował się ponownie na skracanie zakrętu, a na lekkie dodanie w dystansie. Pokierował go obszernym łukiem za ósemką na linię przeszkód 5 i 6. Na wysokości tejże przeszkody też siadł w siodło, biorąc nieco konia na siebie i skupiając go na nadchodzącym zadaniu. Bez wahania zamknął go w korytarzu z pomocy i naprowadził na prostą do pierwszej na ich drodze - piątki. W miejsc wybicia do przeszkody przyłożył łydki do jego boków, a po wyjściu konia do skoku zgrał się z jego ruchem w locie. Podczas lądowania szybko odchylił się i miękko wrócił w siodło od razu skupiając się na przeszkodzie numer sześć stojącej w jednej linii. Nie pozwolił mu się rozpędzić do przeszkody, a zadbał o zachowanie równego i aktywnego tempa sprzed tej poprzedniej. Na spokojnie doprowadził go do szóstki, by oddać nad nią kolejny czysty skok.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
_________________
MARCUS ROLLEER
"Because I'm an angel in your sky"

    ►Miano: Marcus Roller
    ►Podopieczni: Falling Away <3

    ....►Ulubione konie: (-)
    ....►Znane konie: (-)
    ....►Przyjaciele: (-)
    ....►Dziewczyna: (-)
    ....►Wrogowie: (-)

    ►Kariera: jeździec zaawansowany -> ...
    ►Osiągnięcia: Champion'm only with them:
    V miejsce w zawodach skokowych kl. L na Falling Away.
    VII miejsce w zawodach skokowych kl. LL na Falling Away.

    ►Karta Postaci: KP (pozostałe osiągnięcia)

 
     
Falling Away
Ujeżdżony
Książę Zajebistości


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat (21.12.)
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm
Właściciel: Tate
Cena: £1300

Doświadczenie w skokach: 43
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 34
Doświadczenie z lonżowania: 37
Kondycja: 35
Szybkość: 36
Klasa startów: Skoki: L1

Wysłany: 2018-05-06, 20:53   

MARCUS ROLLER & FALLING AWAY WITH YOU CZ. 1 - klasa L


Atmosfera panująca tego ranka w stajni i normalny dla mnie nadmiar energii sprawiły, że po śniadaniu rozbijałem się niecierpliwie po swoim boksie, domagając się uwagi. Stajenni jednak mijali mój boks obojętnie, co budziło co najmniej moją frustrację. No heloł, jak można mnie ignorować? Kiedy pod moim boksem pojawił się Marcus powitałem go dość pozytywnie. Faktycznie jego nieobecność w ostatnich dniach została zauważona. Byłem zbyt zadowolony tym, że ktoś się mną w końcu zainteresował, a zwłaszcza, że był to mój właściciel, żeby za bardzo się na niego gniewać, ale jak tak można porzucać mnie, Księcia Zajebistości? Chociaż rzeczywiście, z drugiej strony tak bardzo się nie nudziłem. Po chwili zrobiłem mu miejsce w swoim boksie, a gdy Marcus znalazł się w środku dałem sobie założyć kantar, współpracując przy tym. Jednak na korytarzu już nie byłem taki poukładany. Przyspieszałem, próbując wyprzedzić chłopaka, bo przecież znałem drogę, a jeśli nie dostałem możliwości, żeby na odmianę prowadzić, niż być prowadzonym, rozbijałem się po całej szerokości korytarza. Ostatecznie znaleźliśmy się na myjce, gdzie zostałem przywiązany i już spokojniej poddawałem się czynnościom pielęgnacyjnym, bo przecież musiałem się prezentować odpowiednio do swojej zajebistości. Po wyczyszczeniu zostałem osiodłany i ubrany w cały ten niezbędny osprzęt i gdy również Marcus był gotowy ruszyliśmy na rozprężalnię. Oczywiście po drodze nie zapomniałem o tym, żeby trochę ubarwić mu życie, gdyż zapewne się za tym stęsknił. Na rozprężalni nieco się uspokoiłem i bardziej skupiłem po odpowiedniej rozgrzewce w stępie, a następnie kłusie i galopie. Zapewne też skoczyliśmy kilka ustawionych przeszkód, co dodatkowo skłaniało do bardziej zrównoważonego tempa i skupienia. Po przygotowującej rozgrzewce zwolniłem przez kłus do stępa. Krążyliśmy po obiekcie oczekując na wywołanie, a ja powoli zaczynałem się nudzić.

No ja też nie mogłem się doczekać, ale w końcu przyszła nasza kolej. Zaktywizowany przez dociążenie zadu i elatyczność na kontakcie ruszyłem na parkur konkursowy. Strzygnąłem uszami na wszystkie strony obserwując parkur, przeszkody rozrzucone na nim i publiczność. Parskałem nerwowo, usiłując się skupić, próy te jednak spełzły na niczym dopóki MArcus nie pokazał mu pierwszej przeszkody. Dalej uważnie obserwowałem każdą kolejną, którą mu prezentował, a następnie aktywnym i zamaszystym krokiem skierowałem się pod stanowisko jury, gdzie zatrzymałem się równo, odpowiednio podstawiając zad. Stałem nieruchomo i zaczynałem się zastanawiać jaki jest tego cel, jednak szybko zostałem poproszony o kłus. Przeszedłem do tego chodu dość płynnie, kontynuując aktywny kłus, momentami nazbyt aktywny. Chwilę póżniej otrzymałem sygnał do galopu, do któego prawie wskoczyłem, galopując jednak zgodnie z pomocami z lewej nogi, kierując się w stronę celowników i pierwszej przeszkody. Pomimo mocnego rozpoczęcia galopu później dość gładko dałem się sprowadzić do rozważniejszego (zdaniem Marcusa, nie moim) tempa. Galopowałem po lekkim łuku, skręcając na prosto, przejeżdżając pomiędzy przeszkodami numer 6 i 10. Osiągnięcie ze mną aktywnego tempa i tego, abym sam pchał się z zadu w przód nie było trudne, trudniejsze było przekonanie mnie jak właściwie to aktywne tempo powinno wyglądać, gdyż momentami przesadzałem (w opinii chłopaka). Mniej więcej na wysokości piątej przeszkody skręciłem na linię startu i zostałem dokładnie naprostowany, już z myślą o okserze. Zamknięty w pomocach dojechałem na środek pierwszej przeszkody, gdzie zostałem odesłany do wybicia z łydek i wypchnięcia z bioder. Ponieważ brakowało mi nadal doświadczenia częściowo polegałem na ocenie Marcusa jeśli chodzi o właściwy punkt wybicia. I tym razem wybiłem się po otrzymanych sygnałach, z siłą z zadu. Jednak skok nie był przesadzony, wyciągnąłem się w locie co pozwoliło mi na pokonanie nieco szerszej przeszkody i miękkie lądowanie za nią, na lewo. Za przeszkodą podjąłem galop z lewej nogi, zgodnie z zamysłem Rollera przez większość czasu utrzymując tempo sprzed przeszkody poza krótkimi szarżami, które jednak nie zagrażały ani pozycji Marcusa na moim grzbiecie, ani odpowiedniemu pokonaniu przeszkody. Po lekkim łuku, zachowując harmonię i równowagę udaliśmy się na stacjonatę, by przed nią naprostować. Zamknięty w pomocach i doprowadzony pod przeszkodę znowu płynnie się wybiłem za otrzymanymi pomocami. Ponownie oderwałem się od ziemi energicznie, nie wybijając się w kosmos, ale energia wybicia powinna mi w teorii pozwolić na przelecenie nad przeszkodą z niewielkim zapasem. Zaprezentowałem niezły baskil jak na moje obecne umiejętności, bez problemu zgrywając się z jeźdźcem. I tym razem lądowanie wypadło na lewo, a będąc już z powrotem na ziemi nazbyt ochoczo zareagowałem na zachętę do dodania w tempie. Przyspieszyłem, jednak chyba bardziej, niż Marcus tego oczekiwał, wykorzystując obszerny najazd, dzięki czemu pomimo przyspieszenia utrzymywałem równowagę. Przy końcu łuku zostałem naprostowany, zamknięty w pomocach i przygotowany do pokonania trzeciej przeszkody, również stacjonaty. Doprowadzony do miejsca, które zasugerował mi Marcus i które sam oceniłem za odpowiednie, otrzymując sygnały do wybicia, ponownie dość energicznie wybiłem się z ziemi, podrywając najpierw przody, potem tyły i aktywnie układając się w skoku, w zgraniu z Marcusem. Tym razem zmieniłem w locie nogę prowadzącą na prawą, by z niej rozpocząć galop po lądowaniu. Tym razem nie dostałem kolejnej okazji, by jeszcze się rozgalopować, wręcz przeciwnie. Marcus próbował uregulować tempo, co nawet mu się udało i chwilowo jeżeli chodzi o tempo zostałem częściowo spacyfikowany, chociaż mój galop nadal był aktywny, ale już nie przesadzałem. Ruszyliśmy na szereg 4ab, po łuku i ponownie bardziej obszernym najeździe. Marcus dociążył mój zad i zostałem podniesiony do członu a i całego szeregu, co pozwoliło mi dobrze się mu przyjrzeć. Po łuku nakierowałem się na okser, któy rozpoczynał dwuczłonowy szereg, ponownie zamknięty w pomocach. Tym razem kierując się również własnym, skromnym doświadczeniem i intuicją, a także pomocami od chłopaka, galopując na środek przeszkody, wybiłem się pod nią we właściwym miejscu, ponownie rozciągając się w skoku, by pokonać okser w dość ładnym stylu i wylądować nieco bliżej oksera, niż nieodległego członu b, czyli stacjonaty. To powinno pozwolić nam na zmieszczenie się do 4b, co też się udało. Tym razem sam z siebie nie próbowałem przesadnie przyspieszać, bo nie zależało mi na tym, żeby się wywalić na stacjonacie, nawet jeśli leżała w szeregu. Zapewne znowu zostałem zamknięty w korytarzu z pomocy i doprowadzony pod stacjonatę, aby wybić się za otrzymanymi łydkami, zabaskilować i na czysto pokonać 4b i cały szereg, który był chyba najtrudniejszym elementem parkuru. To co teraz można odetchnąć i zrelaksować, bo jest już z górki? Wylądowałem na prawo, by po lekkim łuku udać się w stronę piątej przeszkody, mijając po drodze ósemkę. Tym razem sam z siebie nie pchałem się przesadnie do przodu, chociaż nadal galopowałem aktywnie. Chętnie dodawałem w tempie, jednak już bez takich szaleństw jak poprzednio. Właśnie w pobliżu ósemki Marcus usiadł w siodło, by przygotować mnie do oksera i skupić na nim. Zamknięty w pomocach zjechałem na prosto do przeszkody, kierując się na sam jej środek, znowu nieco podniesiony w przodach. I tym razem wybiłem się za pomocami od Rollera, znowu dynamicznie i energicznie, z siłą płynącą z zadu. Zabaskilowałem i wyciągnąłem się w skoku do maksimum, zgrywając się również płynnie z jeźdźcem i spokojnie dokrywając przeszkodę. Wylądowałem miękko za nią, mając przed sobą stacjonatę z numerem szóstym, na której kończyła się pierwsza faza przejazdu. I tym razem nie próbowałem szaleć, mając przed sobą w prostej linii stacjonatę, bez trudu zachowując aktywny, żywy, ale równy galop. Ponownie zostałem zamknięty w pomocach, kierując się na środek szóstki, by korzystając z intuicji, doświadczenia, a także pomocy od Marcusa wybić się w miejscu, które oboje uznaliśmy za najlepsze do tego. W ten sposób również szóstkę pokonałem na czysto i w dość dobrym stylu, jak na początki mojej (wielkiej) sportowej kariery.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
 
     
Petit Felicite
Skokowiec


Płeć: klacz
Wiek: 7 lat [31.12.2012]
Rasa: selle francais/koń holsztyński
Wzrost: 170 cm

Ostatni trening: 23.01.20 - skokowy - Mary Anna
Właściciel: Lisa Austen
Cena: £3525

Doświadczenie w skokach: 87
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 22
Doświadczenie z lonżowania: 2
Kondycja: 78
Szybkość: 83
Klasa startów: Skoki: P1

Wysłany: 2018-05-06, 22:45   

Jeszcze dłuższe te posty pisz! :lol2:
Spokój Lisy przekładał się bezpośrednio na klacz, która sama również pozostawała nie tylko rozluźniona, ale też w pełni skoncentrowana na właścicielce. Każda pojedyncza pochwała dodatkowo wzmacniała dobre zachowania klaczy, a wszelkie niepowodzenia szybko odchodziły w niepamięć. Dzięki temu już teraz dziewczyny bardzo dobrze się dogadywały, kto wie jak będzie za parę lat, gdy naprawdę się zgrają. :D
Wypuszczona do dołu zanurkowała nosem nisko jednocześnie podążając za wędzidłem i żując metal w pysku. W pełni rozluźniona płynnie przeszła do stępa od samego działania dosiadu i pozostała w tym chodzie spokojnie spacerując w trakcie ustawiania przeszkody.
Przychodząc ponownie do ręki przeżuła wędzidło i parsknęła cichutko gnąc się od wewnętrznej łydki, którą Liska zginała ją w kłodzie w trakcie jazdy na wodzie. Oparta na zewnętrznej wodzy po zastosowaniu lekkiej półparady zastrzygła uchem i wykonała płynne zagalopowanie. Pozostając w równowadze i w rozluźnieniu spokojnie poruszała się równym tempem, którym najechały na drążki. Bardzo płynnie i bez zbędnego śpieszenia klacz przegalopowała drągi nieznacznie podnosząc głowę i przyglądając im się w najeździe. Z każdym kolejnym razem, co raz bardziej odpuszczała plecy dodatkowo mocniej angażując zad, który pracował na drągach równie ambitnie jak przednie kończyny.
_________________
 
     
Lisa
Jeździec zaawansowany
Don't worry, I can be bitch enough for both of us


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Rasa: ufo
Podopieczny: Devocatis, Petit Felicite
Pieniądze: £1390

Punkty doświadczenia: 130

Wysłany: 2018-05-06, 22:55   

Przepraszam noo :lol2: Już przechodzimy do skakania!
Była niezmiernie zadowolona z pracy Petit, lubiła konie które potrafią dobrze pracować grzbietem i pozostawać w rozluźnieniu. Oparcie na ręce i przyjemność w prowadzeniu utwierdziły Liskę w przekonaniu, że czas przejść do właściwej części treningu, czyli skoków.
Pozostały więc w galopie na lewo i najechały na pierwszą stacjonatę, która miała około 70 cm wysokości. Brytyjka bez zmiany tempa naprowadziła swoja podopieczną, pozwalając jej na lekkie poszerzenie fouli na dwa kroki przed planowanym odskokiem. Podczas lotu obciążyła prawą stronę i po lądowaniu najechała na stacjonatę raz jeszcze, w podobny sposób.
Po tych próbnych skokach miała lepszy obraz sytuacji i lepiej potrafiła dopasować tempo do potrzeb gniadej. Odważyła się więc już zacząć jakieś kombinacje, na początek obierając linię po łuku w prawo na cztery foule składającą się z 80 cm stacjonaty i 90 cm oksera. Naprowadziła Felką na pierwszy z członów, domykając ją w pomocach, w dystansie powróciła w siodło aby ustabilizować tempo i znaleźć optymalne miejsce odbicia. Szybko znalazła je wzrokiem, a w wyznaczonym punkcie mocniejszą łydka posłała klacz do skoku, oddając jej oczywiście potrzebną ilość wodzy.
_________________
I'm never gonna let you close to me, even though you
mean the most to me. 'Cause every time I open up,
it hurts so I'm never gonna get too close to you.


Lisa Austen
Nobody can be perfect, except me.




 >> friends; <<
my best friend is the one who brings out
the best in me. { Luke, jest jeszcze miejsce dla Ciebie }


 >> my horses; <<
I call horses 'divine mirrors' - they reflect
back the emotions you put in. { Devocatis <3, Petit Felicite <3}


Even when I mean the most to you in case you go and
leave me in the dirt. I'm way too good at goodbyes.

* * *


 
 
     
Lucas
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Viceroy
Podopieczny: Viceroy, Whatever Impossible
Pieniądze: £1200

Punkty doświadczenia: 106
Skoki: 59
Ujeżdżenie: 30
Cross: 4
Obycie z koniem: 13


Wysłany: 2018-05-07, 01:32   

Nie mógł się doczekać kolejnej okazji do startu na Viceroyu. Uważał, że byli dobrze przygotowani do coraz odważniejszego wchodzenia w świat sportu. W końcu kupił ogiera z myślą o ich wspólnej karierze, do czego skrupulatnie dążył, intensywnie trenując i szlifując umiejętności swojego podopiecznego.
W dzień zawodów miał pod swoimi skrzydłami dwa konie, choć to właśnie w Vicku pokładał największe nadzieje. Po skończeniu ze Strangerem, zjawił się w stajni, by dokończyć przygotowywanie kopytnego, tzn ubrać go w cały sprzęt i wtedy zaprowadzić na rozprężalnie. Tam zadbał o treściwą rozgrzewkę, która miała na celu – między innymi – wykluczenie niechcianej kontuzji, jak i dobre przygotowanie skoczka do pokonania parkuru. Starał się mu przekazywać swój wewnętrzny spokój, bo na tym etapie nie stresował się praktycznie wcale, przez cały czas będąc naprawdę dobrej myśli.
Stępowali na dłuższej wodzy i zaznawali ostatniej chwili relaksu, gdy w końcu zostali wezwani do przygotowania się, jako że ich kolej zbliżała się wielkimi krokami. Lucas automatycznie wrócił na kontakt i poprowadził karego w stronę placu konkursowego, gdzie mieli jeszcze troszkę czasu, jako że poprzedzająca ich para w dalszym ciągu mierzyła się z ustawionymi tam przeszkodami. Vaugier wykorzystał ją, by zaprezentować Viceroyowi ciekawsze przeszkody, między innymi stacjonatę z imitacją wody, czy szereg. Robił to oczywiście w ten sposób, by nie przeszkadzać drugiemu zawodnikowi, bezkolizyjnie zmykając mu z trasy. Ostatecznie zatrzymał ogiera przodem do sędziów i krótko skinął głową, obwieszczając swoją gotowość. Po odbębnieniu tych formalności, z półparady posłał skoczka do galopu, w pierwszej chwili oczywiście skupiając się na tempie jak i samej formie galopu. Dopiero, gdy to było dograne, naprowadził karego na przeszkodę rozpoczynającą parkur, która była zwykłą stacjonatą. Dostosował długość najazdu, by nie był on przesadnie długi i nie dawał kopytnemu szansy na ‘’nakręcenie się’’, ale jednocześnie nie za krótki, by nie wzbudzić w nim jakichkolwiek wątpliwości. Jednocześnie zamknął swojego towarzysza w korytarzu utworzonym z łydek oraz wodzy, który miał za zadanie odebrać możliwość ewentualnego spylenia w bok. Wspomógł Viceroya w doborze odległości, posyłając mu sugestywną łydkę i bez najmniejszego opóźnienia złożył się z nim w locie. Będąc w powietrzu mocniej dociążył prawe strzemię i już teraz wzrokiem odszukał sobie dwójkę, która miała formę oksera. W odległości do niej przez pewien czas pozostał w lekkim półsiadzie, pozwalając wierzchowcowi na odbudowanie tempa, które z zasady nie miało być szaleńcze, ale typowo parkurowe i ‘’wesołe’’. W siodło usiadł na kilka fouli przed, precyzyjnie dojeżdżając karego do przodu i domykając go dołem, w tym przypadku sugerując również deczko dalsze wybicie, które miało mu ułatwić bezproblemowe dokrycie przeszkody. Być może wysokości nie były zniewalające i Lucas nie miał żadnych wątpliwości, że karus sobie z nimi poradzi, ale dzięki temu chciał dograć dokładność najazdów, by wykluczyć ryzyko wystąpienia ewentualnego błędu. Na szczęście i dwójkę pokonali bez żadnych zgrzytów, dzięki czemu teraz ze spokojną głową kierowali się na konstrukcję z numerem trzy. Jadąc za straszakiem i za dziesiątką, brunet wspomagał swojego kompana w prawidłowym pokonaniu zakrętu, skrupulatnie go podpierając. Miało im to zapewnić płynne wpisanie się w narzucony łuk, bez utraty równowagi czy tempa. Po wyjechaniu na prostą, od razu wysłał ogiera do przodu, w głowie licząc sobie foule. W optymalnym do tego miejscu przyłożył łydki i posłał karego w powietrze, automatycznie idąc za jego ruchem, dzięki czemu swoją postawą nie zaburzał jego równowagi. Oddał również wodze, umożliwiając swobodne wyciągnięcie szyi, aczkolwiek nie utracił kontaktu na pysku, dzięki czemu nie miał żadnych problemów po bezpiecznym wylądowaniu po drugiej stronie drążków. Tym razem pojechali w lewo, w pełni skupiając się na kolejnej stacjonacie. Brunet nie wiązał z nią obaw, prowadząc podopiecznego pewnie i bardzo klarownie, dzięki czemu ten nie powinien mieć kłopotu z odczytywaniem płynących od niego sygnałów. Już chwilę później znaleźli się po drugiej stronie, a Lucas nie zamierzał przesadzać z kręceniem niepotrzebnych kilometrów, po prostu znając możliwości swojego konia jak i jego gibkość. Z tego powodu przytulił się do ósemki, skąd wyprowadził ogiera prosto na piątkę, celując w sam środek przeszkody. Precyzyjnie doprowadził skoczka pod konstrukcję, nie pozwalając na żadną samowolkę, która mogłaby się skończyć chociażby urwaniem fouli, czy ucieczką w bok. W raz z momentem wzbicia się w powietrze, uniósł się w strzemionach, cofnął biodra i wyszedł z ręką do przodu. Miękko balansował w strzemionach, dzięki solidnemu oparciu na poduszkach ani przez moment nie tracąc równowagi. Lądowanie również miękko zamortyzował i od razu zaktywizował młodego, chcąc dobrze rozjechać linię do szóstki, którą aktualnie mieli przed sobą. Zmieścili się idealnie, a ogier czynnie współpracował ze swoim jeźdźcem, co zaowocowało kolejnym udanym skokiem. Vaugier zasugerował lądowanie na prawą nogę i poprowadził karusa blisko straszaka, chwilę później wyjeżdżając naprzeciw szeregowi. Już kawałek wcześniej zaczął przygotowywać kopytnego do pokonania ten dwuczłonowej kombinacji, utrzymując jego koncentracje krótkimi półparadami. Wiedział bowiem, że bliskość bandy, błyski fleszy, czy po prostu hałas, mogły skutecznie zając myśli skoczka, a tego po prostu by nie chciał. Uniósł również Vickowi głowę, już z daleka dając mu szansę za zapoznanie się z pierwszym jak i drugim członem, co by później nie doznał jakiegoś zaskoczenia. Wziął go również bardziej ‘’na siebie’’ przenosząc ciężar na tył i zapewniając lekkie przody, dokładnie wytyczając sobie miejsce wybicia, z którego posłał ogiera do skoku. W zależności od tego ile miejsca im zostało, skrócił go albo wręcz przeciwnie – zachęcił do wyciągnięcia tej jednej fouli, co zapewniło im pokonanie całego szeregu na czysto. Teraz po lekkim łuku w prawo pojechali na oksera z numerem osiem, który również okazał się prawdziwą bułką z masłem, bo karus nie zawahał się ani sekundy i po prostu oddał się w ręce swojego właściciela, który już dobrze zadbał o powodzenie tego skoku. Wiedząc, że aktualnie czeka ich stacjonata z imitacją wody, brunet zachował sobie troszkę więcej miejsca, chcąc dać sobie czas na ewentualne poprawki jak i dobrze przygotować konia do skoku. Oczywiście ograniczył mu możliwość ucieczki z linii najazdu, wcześniej siadając w siodło, co miało mu ułatwić skorygowanie ewentualnych zmian w jego zachowaniu. Takowych jednakże nie zauważył, więc po prostu zadbał o to, by wybili się w punkt i ładnie przefrunęli na drugą stronę, co też się stało. W tym momencie do pełni szczęścia została im już tylko jedna przeszkódka, a mianowicie okser. Mężczyzna nie zamierzał urosnąć w piórka, a wręcz pojechał trochę asekuracyjnie, nie chcąc by jakiś głupi błąd spowodowany nagłym przypływem emocji zaważył na czystości ich przejazdu. Po doprowadzeniu kopytnego przed przeszkodę, zachęcił go do oddania skoku, po czym sam odciążył jego grzbiet i płynnie podążył za jego ruchem. Po opadnięciu na podłoże, zaktywizował kopytnego na te ostatnie foule, by po minięciu celowników pozwolić na powrót do kłusa, a następnie również do stępa. Na jego twarzy momentalnie pojawił się uśmiech, a Lucas podziękował Vickowi za ten przejazd porządnym poklepaniem po szyi i sprowadził go na rozprężalnie.

z/t
_________________




These girls only want you when you're winnin'
But you've been with me from the beginnin'
l u h a n • a a r e n • a r o n

Took one fuckin' look at your face
Now I wanna know h o w u t a s t e
p m s ∞

All we seem to do is talk about sex
She's got a boyfriend anyway
r o z a l i a • k a t h r i n• e v i l i n e

You're like a d r u g that's killing me
I cut you out entirely, but I get so high when I'm inside you
g i r l f r i e n d ♥

I know it ain't right, but I don't care
Break up with your girlfriend 'cause I'm b o r e d
e n e m i e s



@edit by Delfinek
 
     
Vivianne Feron
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 26
Podopieczny: White Chocolate, Chilli Child, Unexpected, Clair de Lune
Pieniądze: £3590

Punkty doświadczenia: 163

Wysłany: 2018-05-07, 08:42   

To, jak kasztanka się starała, było doprawdy imponujące. Z łatwością można było wyczuć jak Clair się stara, jak chętnie wykonuje loty nad przeszkodami i szybko poprawia swoje błędy. Dodatkowo była koniem wygodnym, co było pewnie zasługą jej delikatnej „kompresji”, o której wspominała w swym poście, a jej drobne gabaryty znakomicie dopasowywały się do, siedzącej na jej grzbiecie, amazonki.
Po pokonaniu ostatnich przeszkód, Vivianne pochwaliła pięciolatkę klepaniem po szyi, chcąc ją zapewnić, że to co robiła, było naprawdę dobre i w pełni zadowoliłoby każdego jeźdźca. Zarazem czuła się odrobinę pewniej, przed nadchodzącymi zawodami, na których zamierzała zaprezentować pannę de Lune i miała nadzieję, że rozskakana na rozprężalni chętnie pokona parkur z zerową liczbą punktów karnych.
Stopniowo pozwoliła jej przejść do kłusa, a następnie stępa, w którym dała klaczy luźniejszą wodzę. Dopiero po porządnym rozstępowaniu zsiadła z jej grzbietu i ruszyła, z nią przy boku, do stajni.

Zt.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 8