NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Czworobok duży piaszczysty
Autor Wiadomość
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2018-06-11, 01:40   

Po sporej dawce luźnego stępa na obie strony, Elizabeth nabrała wodze na kontakt, biodrami dojeżdżając Shamrocka do ręki. Następnie posłała mu półparadę i zaprosiła do kłusa, w którym już od pierwszych chwil zaczęła akcentować zdrowe, aktywne tempo, narzucając rytm swoim anglezowaniem. Pierwsze okrążenie było ''luźniejsze'' i dopiero wtedy amazonka zaczęła wprowadzać swojego podopiecznego na obszerne koła, nie chcąc już na tym etapie wymagać od niego zbyt mocnego wygięcia. Z czasem dołożyła do tego również serpentynki i ciaśniejsze wolty, co jakiś czas zmieniając kierunek jazdy i nie poruszając się wedle żadnego schematu. Oczywiście przez cały czas aktywnie wspomagała prawidłowe wpisywanie się w łuki, prowadząc ogiera na zewnętrznej wodzy, a wewnętrzną pulsacyjnie nadając odpowiedni tor jazdy. W tym samym czasie owijała go sobie wokół wewnętrznej łydki, zewnętrzną pilnując zadku. Co by nie było zbyt nudno, po pewnym czasie dołożyła również przejścia kłus-stój i stój-kłus, które wykonywała pomiędzy figurami, dbając o to, by ujeżdżeniowiec pozostawał świeży i skory do pracy.
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-06-11, 18:06   Lisa Austen & Stranger Thing

LISA AUSTEN & STRANGER THING - PROGRAM KLASY L


Wynik: 83,554 / 170 = 49,150%
Opis:


UWAGA:
Przejazd rozgrywa się na świeżym powietrzu, na rozstawionym dużym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:
Kod:
[center][size=10][url=http://dressage.pl/wp-content/uploads/2015/04/L2_2016.pdf][b][color=#a7e5c2]ZAWODY UJEŻDŻENIOWE - KLASA L[/color][/b][/url][/center][/size]

 
     
Nadya
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat {18.01}
Wzrost: 171 cm
Zawód: architekt (nie pracuje), jeżdziec
Partner: bottle of whisky will do the trick

Ostatni trening: 04.2019 - skokowy - Jim Beam Rye
Podopieczny: Jim Beam Rye, Prescription Boy
Pieniądze: £2495

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 22
Ujeżdżenie: 29
Cross: 8
Obycie z koniem: 9


Wysłany: 2018-06-12, 11:49   



Kiedy dowiedziałam się o mających się odbyć zawodach ujeżdżeniowych, które były organizowane na konkretnych zasadach, od razu pomyślałam o Boy'u. Tak więc zapisałam się z nim na te zawody, by w dniu, w którym się obywały wcześniej pojawić się w stajni. To wymagało ode mnie pewnych poświęceń. Na przykład poprzedniego dnia wcześniej się położyłam, by wstać na świeżo, co rzadko mi się zdarzało. Po przyjściu do stajni najpierw skierowałam się do pomieszczenia socjalnego, gdzie zostawiłam rzeczy, potem zadbałam o przytarganie potrzebnego sprzętu na myjkę - sprzętu, który poprzedniego dnia dokładnie wyczyściłam - a mając to za sobą mogłam ruszyć pod boks ogiera. Gdy się tam zatrzymałam przywitałam się z Boy'em, zgarnęłam jego kantar i uwiąz, a gdy zrobił mi miejsce w swoim mieszkanku założyłam mu kantar, dopięłam uwiąz i wyszliśmy na korytarz. Zaprowadziłam go na myjkę, gdzie go przywiązałam i zabrałam się za dokładne oporządzenie. Rozczyściłąm sierść, rozczesałam grzywę i ogon, a także wyczyściłam po kolei każde jego kopyto. Następnie osiodłałam kasztanka, zostawiłam go na chwilę pod okiem luzaka, by zniknąć w socjalu, by wrócić do zangersheide w pełnym, nieskazitelnym stroju jeździeckim. Odwiązałam go i zaprowadziłam na rozprężalnię. Tam go zatrzymałam, poprawiłam sprzęt, by znaleźć się na jego grzbiecie. Najpierw dałam mu wodze na luzie, prosząc o stęp. Po kilku okrążeniach w stępie nabrałam wodze na kontakt, prosząc o większe zaangażowanie. W stępie przećwiczyliśmy różnorodne figury, przejścia i zatrzymania, a także żucie z ręki, po czym dodałam mu łydkę i dałam nieco więcej wodzy, prosząc o kłus, w którym rozgrzaliśmy się podobnie - najpierw na luzie, potem w kontakcie i zaangażowaniu. Podobnie miała się sprawa z galopem. Na końcu po dokładnej, ale lekkiej rozgrzewce zwolniliśmy stopniowo do stępa, gdzie Prescription Boy znowu otrzymał więcej luzu na wodzach i w ten sposób oczekiwaliśmy na wywołanie.

Kiedy ten moment nastąpił zebrałam nieco wodze na kontakt, nadal zostawiając mu dość sporo luzu i dodałam łydki, prosząc o kłus roboczy, po czym ruszyliśmy na czworobok. Po drodze posyłałam mu półparady przez podstawienie zadu pod kłodę z pomocą łydek, działanie wodą i odpowiednie napięcie krzyża, oraz postawę w siodle. Od początku starałam się o ustalenie z Boy'em jak najlepszego tempa, tak aby kłus był równy i aktywny, ale żeby dziesięciolatek się nie spieszył, bo nie było takiej potrzeby. W A wjechałam na czworobok i na linię środkową. Tutaj kontynuowałam pilnowanie dobrego, optymalnego tempa, od czasu do czasu korzystając z półparad, jednocześnie utrzymywałam go na linii prostej, zamykając go w łydkach, którymi obejmowałam jego boki. Zbliżając się do X posłałam mu pełną paradę, z odpowiednim podstawieniem zadu pod kłodę z pomocą łydek i zablokowałam go dosiadem, przytrzymując go na miejscu. Zatrzymanie wyszło nam całkiem dobrze, ponadto póki co nie pojawiły się żadne trudności z prowadzeniem Presc'a i dogadaniem się z nim. Jednak był to sam oczątek programu. Ukłoniłam się, przygotowując ogiera do ponownego ruszenia, po czym ponownie wysunęłam nieco ręce do przodu, dodałam łydki do jego boków, prosząc go o płynne ruszenie kłusem roboczym, nadal pilnując aby nie spływał z linii prostej i od czasu do czasu działając półparadami, aby kasztan pozostał skupiony. Przy krótkiej ścianie obciążyłam prawą stronę, wskazując mu, w którą stronę mamy skręcić, jednocześnie pilnując go łydkami wykręciliśmy ładny łuk, zjeżdżając w C pod ścianę i kontynuując kłus roboczy w prawo. Podobnie zadziałałam w narożniku, w efekcie ładnie go wyjechaliśmy i znaleźliśmy się pod długą ścianą. Cały czas pracowałam nad odpowiednim tempem, na szczęście nie napotykając na opór ze strony Boy'a. Działałam też półparadami, aby skupić go na czekającym nas zadaniu i przypomnieć o mojej obecności na jego grzbiecie. To przydało nam się, gdy dotarliśmy do M, gdzie zasygnalizowałam zangersheide o zejściu w stronę środka czworoboku, na serpentynę o jednym łuku. Na serpentynie pewnie go prowadziłam, dbając o jak najlepszą jakość linii, jaką mieliśmy wyjechać. Na łuku zewnętrzną łydkę cofnęłam za popręg, gdzie miała pilnować ustawienia, wewnętrzną docisnęłam do jego boku przy popręgu, wodzami nadając mu kierunek i ustawienie, oraz wygięcie w potylicy, również zapobiegając przed nadmiernym wygięciem i ewentualnym wypadaniem z ustawienia, co zaburzyłoby linię, po jakiej się poruszaliśmy. Ponownie podstawiłam jego zad z użyciem łydek i zaprezentowałam prawidłowe napięcie krzyża, posyłając mu w ten sposób półparadę, zanim wróciliśmy pod tą samą ścianę w F, by ruszyć od nią na wprost, w stronę narożnika. I ten narożnik ładnie ścięliśmy, a jeszcze na nim dziesięciolatek otrzymał kolejną półparadę, po czym zaraz na krótkiej ścianie ponownie nieco cofnęłam jedną łydkę za popręg, docisnęłam obie, wyciągnęłam ręce nieco do przodu, dając mu więcej wodzy i ewentualnie lekko wypchnęłam go z bioder, prosząc o galop roboczy, dodatkowo obciążając bardziej prawą stronę, sygnalizując Presc'owi galop z tej nogi. Czujniej też pilnowałam jego tempa, hamując go, gdyby wpadł na jakiś głupi pomysł, jednak harmonijnie i energicznie galopowaliśmy pod krótką ścianą, po czym prawidłowo wyjechaliśmy również narożnik i kontynuowaliśmy galop na długiej ścianie. Tam od czasu do czasu ogier otrzymywał ode mnie półparady, których celem między innymi, było przygotowanie go do kolejnego elementu. I właśnie w E skręciliśmy do środka czworoboku, rozpoczynając koło w prawo o średnicy 20 metrów. Zaraz też cofnęłam zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną trzymając na nim. Pilnowałam ustawienia, które powinno nam pozwolić na prawidłowe wyjechanie figury i wpisanie się w jej rysunek. Wodzami nadawałam kierunek jazdy i wygięcie w potylicy, dodatkowo cały czas pilnując równego, aktywnego i energicznego galopu, bo jakiekolwiek szarpnięcia i nagłe zmiany w tempie miałyby zły wpływ na jakość koła, które udało nam się pomyślnie zamknąć z powrotem pod długą ścianą w E, po czym wróciliśmy na ślad. Już pod ścianą od razu posłałam mu kolejną półparadę, chcąc aby pozostał skupiony, po czym wyprostowałam się w siodle, ściągnęłam pięty w dół, dodając łydki do jego boków, zamknęłam palce na wodzach i usiadłam głębiej w siodle, w ten sposób sygnalizując kasztankowi zwolnienie do kłusa roboczego. I ten element nam się udał, póki co zachowywaliśmy równowagę i harmonię na czworoboku, udowadniając, że dobrze się dogadujemy. W to akurat nigdy nie wątpiłam.
Prowadząc go kłusem roboczym pod długą ścianą, kierując się do narożnika, cały czas starałam się mieć kontrolę nad tempem, które powinno być aktywne i stałe, również jeszcze na długiej ścianie wysłałam Boy'owi półparadę, ponownie podstawiając jego zad pod kłodę z pomocą łydek i napinając krzyż, działając dosiadem i wodzami. Następnie pilnując go łydkami odpowiednio go wygięłam na narożniku, co pozwoliło nam zjechać pod krótką ścianę. Tam nadal od czasu do czasu oddziaływałam na ogiera półparadami. Póki co wystrzegaliśmy się większych błędów, a nasz przejazd był harmonijny, chociaż wszystko mogło się jeszcze zmienić. Ponownie ścięliśmy ładnie narożnik, by tym razem zjechać pod długą ścianę, gdzie znowu - cały czas pilnując optymalnego tempa kłusu - aktywnie wysyłałam mu półparady, przygotowując go do kolejnego punktu programu. Tak więc w B skręciliśmy w stronę środka czworoboku rozpoczynając wykręcanie koła o średnicy 20 metrów znowu w prawo. Starając się o zachowanie dotychczasowego energicznego, ale równego kłusa roboczego, oraz ustawienia, cofnęłam zewnętrzną łydkę za popręg, by pilnować nią zadu i wygięcia na kole, wewnętrzną pozostawiłam na popręgu. Wodzami prowadziłam go po odpowiedniej linii w prawo i sygnalizowałam wygięcie potylicy. Moim celem było jak najbardziej prawidłowe wygięcie na figurze, wpasowanie w rysunek koła, przy zachowaniu tempa i równowagi. To jednak nie koniec. Ponownie kasztan otrzymał półparadę i zaczęłam mu odpuszczać wodze, skłaniając go by poszedł za moją ręką, obniżył i wyciągnął łeb, przy zachowaniu pozostałych elementów, czyli tempa i wygięcia. Chociaż jak dotąd nie napotykałam na problemy tym razem było inaczej, zangersheide widocznie nie miał ochoty pójść za moją ręką i zejść łem niżej, opierając się przed tym, przez co cały element żucia z ręki okazał się nieudany, dodatkowo wyszliśmy z wypracowanego ustawienia. Zaważyło to nie tylko na wykonaniu żucia z ręki, ale też na kole, które wykręcaliśmy. Zamknęliśmy koło z powrotem pod długą ścianą, gdzie próbowałam wrócić z dziesięciolatkiem do wcześniejszego ustawienia i jakoś wziąć się w garść. Poruszaliśmy się kłusem roboczym pod długą ścianą, a w pobliżu narożnika ponownie zadziałałam półparadami, licząc, że w końcu uda mi się go zebrać i już bez takich wpadek kontynuować program. Tempo na szczęście było raczej równe, przyzwoicie ścięliśmy narożnik, po czym zacięłam przygotowywać Boy'a do kolejnego punktu: najpierw przez wysłanie półparady, potem dodałam mu łydki, zablokowałam dosiad i napięłam krzyż, zamykając ręce na wodzy, prosząc ogiera o stęp pośredni. Mimo to, że starałam się go jak najlepiej przygotować do przejścia, nadal nie do końca opanowałam sytuację po żuciu z ręki, przez co jednak nie wystarczająco podparłam go łydką, w konsekwencji czego ciężar poszedł na przód i całe przejście również nie wyszło nam najlepiej. Mio to już w stępie pośrednim udało mi się jeszcze na krótkiej ścianie pozbierać w końcu Presc'a a to dawało mi szansę na popracowanie nad jakością stępa pośredniego. Starałam się aby kasztan kroczył energicznie, ale spokojnie, zaznaczając kroki tak aby ślady tylnych kopyt nieznacznie przekreślały ślady przednich.
Ponownie ścięliśmy narożnik, by znaleźć się na przeciwległej długiej ścianie, gdzie kontynuowałam swoje starania o dobre, aktywne, ale równe tempo i jak najlepszą jakość stępa pośredniego, jednocześnie skupiając zangrsheide na kolejnym elemencie jak ich czekał przez półparady - podstawienie zadu z pomocą łydki, napięcie krzyża i działanie wodzami. W ten sposób zaraz w K odbiliśmy na przekątną, jednocześnie stopniowo, aby nie zaburzyć równowagi oddałam mu wodze, sygnalizując stęp swobodny. Dając mu luz na wodzach jednocześnie pilnowałam go przez łydki, aby poruszał się po prostej linii, zachowując równe tempo i jakość chodu. Posyłałam mu kilka półparad na przekątnej, chcąc zapobiegać jego dekoncentracji, zwłaszcza w końcówce przekątnej, bo wraz z powrotem pod ścianę nabrałam wodze z powrotem na kontakt i wróciłam do poprzedniego ustawienia i stępa pośredniego. Na długiej ścianie nadal pilnowałam tempa, starając się o dobrą jakość chodu, oddziałując jak najsubtelniejszymi pomocami i posyłając dziesięciolatkowi półparady. Przy narożniku przesunęłam zewnętrzną łydkę za popręg, wyginając Boy'a na narożniku od wewnętrznej, po czym zeszliśmy pod krótką ścianę, gdzie prowadziłam go dalej aktywnie na podobnych zasadach, by zbliżając się do C znowu go zaktywizować, skupić półparadą. Następnie dodałam obie łydki, lekko wypchnęłam go z bioder i przesunęłam ręce do przodu, nie zmieniając ich ustawienia względem siebie, sygnalizując Presc'owi kłus roboczy. Kawałek dalej ścięliśmy prawidłowo kolejny narożnik, by zjechać pod długą ścianę. Pod długą ścianą nadal starałam się o osiągnięcie i utrzymanie jak najbardziej optymalnego, aktywnego, ale równego tempa kłusa, dodatkowo posyłając Boy'owi półparady: podstawiłam jego zadnie nogi pod kłodę, wychyliłam się nieco do przodu górną partią ciała i zamknęłam zewnętrzną rękę. Z pomocą półparad starałam się go skupić zarówno na sobie, jak i na kolejnym elemencie, by już w H zjechać spod ściany na serpentynę o zaplanowanym jednym łuku. Nadal starając się o dobre i równe tempo pilnowałam ogiera na obranej linii, chcąc ją precyzyjnie wyjechać, na łuku cofnęłam zewnętrzną łydkę za popręg, pilnując zadu i ogólnego ustawienia, wewnętrzną działałam na popręgu, prosząc o odpowiednie wygięcie, by właściwie wyrysować łuk, wodzami nadając kierunek i lekkie zgięcie w potylicy. Cała figura wyszła nam całkiem dobrze, po czym wróciliśmy pod tą samą długą ścianę w K.
Z powrotem pod długą ścianą od razu skupiłam się na prawidłowym przygotowaniu Boy'a do kolejnego punktu programu przez półparady, przywiązując również dużo uwagi do tego, aby poruszał się aktywnym, stałym tempem. Po skupieniu go za pomogą półparad, wygięłam go narożniku od wewnętrznej łydki, po czym z zewnętrzną łydką cofniętą a wewnętrzną na popręgu dodałam obie, ewentualnie leciutko wypchnęłam go z bioder, wyciągnęłam ręce do przodu, dając mu nieco więcej wodzy i obciążyłam lewą stronę, prosząc o galop roboczy z tej właśnie nogi. Od razu też pilnowałam prawidłowego tempa, chciałam aby galop roboczy był aktywny i energiczny, jednak starałam się hamować wszelkie ewentualne zapędy ogiera do szarżowania, co w większości przypadków mi się udawało. Przejechaliśmy pod krótką ścianą, kasztan od czasu do czasu otrzymywał półparady, które miały przeciwdziałać jego dekoncentracji. Wyjechaliśmy dokładnie kolejny narożnik, by zjechać pod długą ścianę. Jak dotąd przez większość czasu prowadziło mi się go płynnie i bez większych ani nawet mniejszych oporów ze strony zangersheide. Tak dotarliśmy do B, oczywiście wcześniej Presc otrzymał przygotowującą półparadę, po czym w B skierowałam go na koło, ponownie o średnicy 20 metrów, tym razem w lewo, co dokładnie mu zasygnalizowałam. Na kole pilnowałam równego i aktywnego galopu, wiedziałam, że nagłe przyspieszenie może zaburzyć rysunek koła. Zewnętrzną łydkę cofnęłam za popręg, aby pilnowała zadu i zapobiegała jego wpadania, wewnętrzną docisnęłam do boku dziesięciolatka, oddziałując wodzami w ten sposób, by wskazać mu kierunek poruszania się i odpowiednie wygięcie w potylicy, co chyba nam się udało. Cały czas pilnowałam tempa i ustawienia, tak abyśmy zachowali właściwy rysunek koła. Zamknęliśmy koło z powrotem w B pod długą ścianą, by następnie ruszyć po prostej po śladzie. Od razu też ponownie skorzystałam z półparady: podstawiłam jego zad pod kłodę przez pracę łydkami, napięłam krzyż wychylając się nieco do przodu i zamknęłam zewnętrzną rękę, aby przygotować Boy'a do kolejnego elementu,. Póżniej wyprostowałam się w siodle, ściągnęłam pięty w dół, dodałam łydki, zamknęłam palce na wodzach, siedząc w siodle, sygnalizując Presc'owi kłus roboczy. Zaraz też ścięliśmy narożnik i znaleźliśmy się pod krótką ścianą, gdzie prowadziłam go pewnie, pilnując stałego, ale aktywnego, optymalnego tempa, od czasu do czasu posyłając ogierowi półparadę. W ten sposób przejechaliśmy pod krótką ścianą, miejmy nadzieję, że prezentując się jak najlepiej. Wygięłam kasztana od kolejnego narożnika i ponownie znaleźliśmy się pod dłuższą ścianą. I tym razem od czasu do czasu działam przez półparady, aby nie tracił jeszcze skupienia, bo to jeszcze nie koniec, chociaż zbliżaliśmy się do końca programu. Tak więc w E skręciliśmy płynnie w lewo, o czym zangersheide został wcześniej uprzedzony. Przejechaliśmy przez środek czworoboku i X, zachowując niezmienne tempo, przy czym pilnowałam aby nie spływał z linii prostej, trzymając go w pomocach z łydek. Jeszcze na tej prostej posłałam mu kolejną półparadę i skręciliśmy w prawo, co sprawiło, że dokładnie w B zjechaliśmy pod przeciwległą długą ścianę. Ruszyliśmy następnie po prostej, kierując się do krótkiej ściany. I tutaj zwracałam uwagę na tempo, czasem działając jeszcze przez skupiające półparady. Wyjechaliśmy dokładnie ostatni narożnik, z czym zjechaliśmy pod krótką ścianę. Tam skręciliśmy w A na linię środkową. I tutaj, pilnując stałego tempa poprowadziłam dziesięciolatka w stronę X, pilnując go w łydkach, aby poruszał się ładnie po linii prostej. Wysłałam mu kilka półparad, a na końcu pełną paradę do zatrzymania w X, z podstawieniem zadu. Zatrzymaliśmy się w punkcie i udało mi się ładnie i prosto ustawić Presc'a/. Zablokowałam dosiad, utrzymując go w nieruchomości, ukłoniłam się, po czym dałam mu więcej wodzy i dodałam łydki, prosząc o stęp, na długiej wodzy.
Opuściliśmy tym chodem czworobok i poprowadziłam Boy'a na rozprężalnię, tam się rozstępowaliśmy w każdym chodzie, po czym odprowadziłam go do stajni, by się tam nim odpowiednio zająć, byłam raczej zadowolona z tego co pokazaliśmy.

zt
 
     
Valkyria
Ujeżdżony
Matka: Voice of Insomnia, Ojciec: Sternkämpfer.


Płeć: klacz
Wiek: 7 lat ('13)
Rasa: Hanowerska.
Właściciel: Harley Davidson.
Cena: £2800

Doświadczenie w skokach: 82
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 49
Doświadczenie z lonżowania: 36
Kondycja: 38
Szybkość: 45
Wysłany: 2018-06-14, 16:12   




Dziwne, ale miał to być ich debiut jako pary, mimo, że Valky była pod skrzydłami Harleya od urodzenia. Miała do niego sentyment spowodowany przyzwyczajeniem, ale faktycznie o prawdziwej więzi ciężko było jeszcze mówić. Przy czyszczeniu i siodłaniu nieco się złościła, by ostatecznie wyjść za Harleyem w celu rozgrzewki. Kiedy znalazła się na rozprężalni była widocznie spięta, w trakcie pierwszego stępa nieco odpuściła po dłuższej chwili, ale nadal była widocznie sztywna i skracająca krok. Dopiero ćwiczenia mające na celi rozluźnić ją nieco poprawiły sytuację, ale niespokojna głowa miała teraz swoje centrum na kontakcie, gdzie klacz co jakiś czas odbijała od kontaktu wychodząc z ustawienia lub stawała się na ręce pusta. Wraz z próbą dolnego ustawienia na początku robiła to niesamowicie pusto, co jakiś czas odbijając na ręki, z czasem jednak zaczęła przeżuwać wędzidło opierając się na niej i w miarę akceptując ją, przy okazji obniżając zad, mocniej wkraczając nim pod kłodę i podnosząc coraz mniej spięte plecy zaangażowała się cała. Podobnie było przy wszystkich trzech chodach oraz na cavaletti (na przyszłość na rozprężalni z deptania kapusty ich nie ma :lol: ). Na zakończenie rozgrzewki może i prezentowała się całkiem nieźle w trzech chodach, ale widoczne niedociągnięcia mogły zaważyć na końcowej ocenie. Dojechane do ręki odpuściła nieco sztywno z potylicy mieląc nerwowo wędzidło.

Stępując wokół czworoboku zastrzygła uszami uważnie obserwując je, jak i sędziów, jednak nie obawiając się ich. Od początku była widocznie odważna czy na parkurze, czy w crossie, co było ogromnym atutem – o ile ta nie postanowiła się z jeźdźcem pokłócić, wtedy byle pretekst był idealny, by wysadzić go z siodła. Tym razem raczej tego nie planowała, więc w odpowiedzi na pomoce do zakłusowania ruszyła do wyższego chodu nie wychodząc z ustawienia i na razie prezentując przyjemny dla oka obraz. Momentami była spięta, w szczególności kiedy postanowiła zareagować nerwowo na kontakt, na moment z niego wychodząc, by po odpowiednim działaniu pomocy wrócić na rękę jeźdźca.
Skierowana do środka wjechała płynnie na linię środkową lekko spływając zadem w drodze do X, by ostatecznie na pomoce do zatrzymania z lekkim zawahaniem zatrzymać się, ale w trakcie hamowania lekko wyszła z kontaktu, co ostatecznie doprowadziło do tego, że zatrzymała się mocno na przodzie, prezentując w stój widocznie odstawiony zad, do tego tyłami stają krzywo. Przy ukłonie nie ruszyła się jednak czekając na kolejne sygnały od swojego dotychczasowego jeźdźca. Bez problemu zakłusowała będąc fizycznie przygotowaną na taką prośbę. Jeśli chodzi o niepewność, tak jak zostało wspomniane ciężko o nią u Rudej, więc prezentowała swego rodzaju focha, demonstrując to brakiem chęci współpracy. Mimo spięcia nie można było jej odjąć ekspresji w każdym chodzie, może brakowało jej swobody i rozluźnienia, ale mimo to pracowała w dobrej kadencji w kłusie, prezentując sprężyste, płynne kroki. Dojeżdżając do C skręciła w prawo bez problemu wpisując się w zakręt dzięki pomocom i raczej nie mając z tym większego problemu ostatnio. Równie poprawnie wpisała się w narożniku, by wprowadzona na serpentynę dalej pozostać w równowadze, jedynie może przy zmianie ustawienia w łukach serpentyny lekko odbić od ręki, by po chwili przepchana do wędzidła wrócić na kontakt. Szła jednak równo i aktywnie cały czas, nie mając problemu z tempem.
Na półparadę skierowała uszy na jeźdźca, by następnie po wyjściu z łuku w odpowiedzi na zagalopowanie wejść okrągłą foulą w wyższy chód. W galopie pracowała lepiej niż w kłusie stąd powinna dostać znacznie lepsze noty za ten chód. Pozostawała tym razem na kontakcie mieląc wędzidło i pozostając w mocnym galopie pod górkę i nie mając większych problemów w równowadze w takim chodzie. Wprowadzona na koło nie straciła wcześniej uzyskanej równowagi, poprawnie gięła się od pomocy wpisując się w łuk okręgu. Nie straciła na aktywności i jakości galopu dobrze prezentując się w tym chodzie. Po powrocie na ścianę szybko wróciła do prostej sylwetki. Nieco to pomogło w elemencie jakim ją czekał, ale spięcie, które pojawiło się wraz ze wstrzymaniem wodzy na pysku i hamowaniem do kłusa znów spięła się w samym przejściu i zanim doszli do porozumienia w kłusie na nowie minęło trochę odcinka na ścianie. Przed B, gdzie czekało ich koło byli już względnie dogadani, więc na nie wjechała już w miarę rozluźniona i ustawiona. Wpłynęło to korzystnie na żucie, które rozpoczął Harley, klacz chętnie zaczęła szukać jego ręki obniżając zauważalnie szyję w dół i pozostając na ręce chętnie przemieliła wędzidło parokrotnie. Czasami zesztywniała, nie czując ponownego rozluźnienia na ręce, ale kiedy jej jeździec odzyskiwał czucie kontynuowała dobre żucie. Pod koniec żucia wróciła do wyższego ustawienia, by wjechać roboczym kłusem na ślad.
W A przeszła nieco nerwowo, ale płynnie do stępa pośredniego krocząc aktywnie i raźno od przodu, znów pokazując lepszą jakość chodu niż w kłusie. Oparła się na ręce mieląc wędzidło, nie dogadali się jednak w narożniku i tym samym spięci wjechali na przekątną. Klacz widocznie nie dokraczała, nie prezentując dobrego stępa swobodnego. Odpuściła w szyi, ale spięte plecy uniemożliwiły dobre wkraczanie zadu pod kłodę. Przekraczała o 1/2 ślady, ale nadal to było za mało. Pod koniec przekątnej wróciła do pośredniego, by następnie zakłusować w C. Tym razem dogadali się na kontakcie, więc klacz żwawo idąc w kłusie, w dobrej kadencji wjechała na wężyk płynnie i w rozluźnieniu zmieniając ustawienie do wewnątrz w zmianach łuków. Przed środkiem krótkiej ściany zagalopowała znów wchodząc w swobodny, okrągły galop pod górkę, chętnie opierając się w tym chodzie na ręce i prezentując dobrej jakości galopadę po ścianie. Swobodnie dociążała zad, mocno angażując go w tym chodzie. Wprowadzona na koło wjechała na niego w pewnej równowadze, świadomie wiedząc, gdzie stawia się nogi. Bez problemu wpisywała się w łuk pokonując całość okręgu.
Po wjeździe na ścianę na pomoce wstrzymujące znów nieco się spięła, przechodząc sztywno do kłusa, ale lepiej niż wcześniej. Pozostała w kłusie roboczym prezentując prostą sylwetkę, a momentami nawet rozluźniona, chyba, ze nie dogadali się na pysku. Skierowana w E na przecięcie ujeżdżalni wjechała na prostą, tym razem nie mając problemu z utrzymaniem prostej, nie pływającej sylwetki. Zarówno w E jak i w B przyjemnie wygięła się od wewnętrznych pomocy, płynnie wyjeżdżając owe łuki bez wypadnięcia zadem/łopatką. Aktywnie kroczyła po ścianie, by skierowana na linię środkową w reakcji na rękę jeźdźca nieco zwolnić i znów nieco krzywi dojechać do miejsca zatrzymania w X. Nerwów zatrzymała się na przodach wychodząc na moment z ustawienia, by przy ukłonie odpuścić łeb i cierpliwie czekać na kolejne sygnały z siodła. Na luźną wodzę bardzo chętnie wyciągnęła szyję i pysk i w rozluźnieniu opuściła czworobok nie mając niż już nic na pysku majzlowane.
Chętnie opuściła czworobok kierując kroki na rozprężalnię, odważnie stępowała z chęcią przyjmując ofiarowane przysmaki. Jeszcze sporo pracy przed nimi, ale potencjał Valky było widać już dziś i o ile ktoś się z nią ostatecznie dogada – będzie miał z tego konia nie tylko radochę, ale i wygrane.

[zt]
 
     
Lisa
Jeździec zaawansowany
Don't worry, I can be bitch enough for both of us


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Rasa: ufo
Podopieczny: Devocatis, Petit Felicite
Pieniądze: £1390

Punkty doświadczenia: 130

Wysłany: 2018-06-15, 15:51   



Zwyczajem stało się już, że Lisa wybierała na okoliczne zawody jakiegoś konia ze stawki Orchardu. Tym razem trafiło na Stranger Thinga. A, że nie był on koniem najłatwiejszym w obejściu i jeździe to Brytyjka od razu zwróciła na niego uwagę. W końcu lubiła wyzwania, a jazda na zdolnych maszynach czasami po prostu była nużąca!
W dniu zawodów postanowiła poświęcić mu więcej czasu na przygotowanie, niż zwykła to robić w przypadku innych koni. Chciała z nim złapać jakiś kontakt i przekonać go, że jej osoba nie stanowi dla niego zagrożenia. Po dokładnym wyczyszczeniu i osiodłaniu skierowali się wspólnie na rozprężalnię. Rozgrzewkę rozpoczęli od porządnego rozstępowania, potem sporą ilość czasu rudowłosa poświęciła na rozluźnienie i stopniowe wygięcie ogiera na obie strony. Wystarczyło jej też czasu na przećwiczenie poszczególnych elementów programu (ale umówmy się, że nie było ich zbyt wiele). Potem standardowo dała mu chwilę oddechu na luźnej wodzy.
Kątem oka Lisa obserwowała jak poprzednia para kończy przejazd, w międzyczasie biorąc już taranta na kontakt. Łydkami dojechała do równych dwóch wodzy, miednicą i biodrem dojeżdżając do ręki. Starała się przede wszystkim uzyskać rozluźnienie, mniej przejmując się ustawieniem, do którego oczywiście tak czy inaczej starała się dążyć. Stępem skierowała Strangera na plac konkursowy, zaraz posyłając go do kłusa poprzez przyłożenie łydek. Poprowadziła go po zewnętrznej stronie płotków, poprawiając się w siodle i upewniając, że wszystko jest w porządku. Prezentowała poprawną sylwetkę, z lekko cofniętymi ramionami i prostymi plecami. Noga, ręce i dosiad działały niezależenie od siebie, ale współgrały ze sobą w celu uzyskania jak najlepszego ruchu, rozluźniania i komunikacji z koniem. Po otrzymaniu dzwonka do startu zatoczyła łagodny łuk i wjechała prosto na linię środkową. Dosiad w programie L mógł być dowolny, ale ona czuła się zdecydowanie lepiej w ćwiczebnym, mając tym samym większą kontrolę. Patrząc przed siebie wyprostowała taranta pomiędzy pomocami, tworząc korytarz z łydek oraz wodzy. Przed dojechaniem do miejsca zatrzymania posłała mu kilka półparad, uprzedzając o nadchodzącym zadaniu, a w punkcie zamknęła go w łydkach, zablokowała dosiad i domknęła na wodzy. Samo zatrzymanie nie było wzorcowe, ale Brytyjka nie zraziła się tym i po ukłonie, wykonanym w stronę sędziów przyłożyła łydki do kłusa.
Po dojechaniu skręciła w prawo, pamiętając o odpowiednim zgięciu, a przynajmniej próbie jak najlepszego wpisania konia w łuk. Po wyjechaniu narożnika czekało ich już kolejne zadanie, jakim była serpentyna. W literze M Lisa oderwała łopatki Strangera od ściany, wzrokiem szukając odpowiedniego punktu na linii środkowej do którego powinna dojechać, aby figura zachowała dobry kształt. Starała się owinąć taranta wokół wewnętrznej łydki, jednocześnie zewnętrzną łydką ograniczając zad, a zewnętrzną wodzą łopatki ( ta też wodza wytyczała tor po którym się poruszali). Zadbała aby przejście pomiędzy lewym a prawym zgięciem odbyło się płynnie i bez napięć. Po powrocie na ścianę przygotowała ogiera do zagalopowania, normując tempo kłusa, następnie przykładając odpowiednie pomoce - zewnętrzną łydkę cofnęła za popręg, wewnętrzną podniosła go do wyższego chodu. Starała się od początku ustalić równe tempo i uzyskać okrągły galop, ale też było widać, że amazonka nie jest w pełni zgrana z koniem i co jakiś czas zdarzają się pomiędzy nimi nieporozumienia.
Tak czy inaczej galopem dojechali do środka długiej ściany, gdzie Brytyjka skierowała Strangera na 20 metrowe koło. Zachowała odpowiedni rysunek, dobrze obierając punkt w którym powinna znaleźć się na przeciwległej ścianie. Zastosowała także pomoce do zgięcia, wewnętrzną łydką uzyskując wygięcie w linii żeber, a zewnętrzną łydka i wodzą pilnując by nie spływał jej pod ścianę.
Kolejnym zadaniem było przejście do kłusa, które kompletnie im nie wyszło. Co prawda odbyło się w wyznaczonym miejscu, pomiędzy literami E i H, ale tarant wyraźnie nie wykazał chęci do odpowiedzenia na pomoce amazonki, co w efekcie poskutkowało bardziej rozpadnięciem się z galopu do kłusa niż płynnym przejściem. Cały odcinek do środka kolejnie długiej ściany Lisa poświęciła więc na ustabilizowanie kłusa i poprawę rozluźnienia. Tak też dojechali do B, gdzie amazonka skierowała swojego wierzchowca na koło o średnicy 20 metrów. Ustawiła go delikatnie do środka i zaczęła anglezować, upewniając się, że robi to na dobrą nogę. Stopniowo zaczęła wypuszczać ogiera do dołu, zachowując kontakt z jego pyskiem i oferując mu odpowiednią ilość luzu, zachęcając równocześnie aby podążył za ręką. Przed powrotem na ścianę nabrała kontakt, a wyjeżdżając na ślad wróciła do kłusa ćwiczebnego. Wpisała go w nadchodzący narożnik, półparadą ostrzegając już o zbliżającym się elemencie, a następnie zamknęła go dołem, zablokowała dosiad i na koniec zadziałała ręką, uzyskując tym samym przejście do stępa.
Po wyjechaniu narożnika rudowłosa skierowała Strangera na przekątną, a po obraniu prostej linii do M i wyprostowaniu go pomiędzy pomocami, bujnięciem bioder i przyłożeniem łydek zachęciła do poszerzenia wykroku, równocześnie oddając mu wodze. Dosiadem cały czas kontrolowała sytuację, dbając o to aby rozochocony po galopie nie zapragnął teraz zakłusować, Przed wjazdem do narożnika nabrała wodze na kontakt, dojechała dosiadem do ręki i tym samym spowodowała powrót do stępa pośredniego. Na środku krótkiej ściany poprosiła o zakłusowanie, od pierwszych korków dyktując równe tempo tego chodu.
Serpentyna została wykonana przy użyciu podobnych pomocy co ta w drugą stronę, amazonka starała się pokazać płynność zmiany ustawienia i zachować rytm kłusa. W zbliżającym się narożniku po uprzednim wygięciu adekwatnie do łuku przestawiła łydki do zagalopowania, podnosząc ogiera do wyższego chodu wewnętrzną łydką i biodrem. Po ustabilizowaniu tempa zostało już im niewiele jazdy na wprost, gdyż na środku długiej ściany należało wykonać kolejne koło. Brytyjka zadziałała pomocami do zgięcia, jednocześnie pilnując aby zachować rysunek koła i utrzymać równomierny takt galopu.
Do kolejnego przejścia do kłusa przygotowała się lepiej niż ostatnio, wcześniej uprzedzając taranta o zbliżającym się zadaniu. Najpierw cofnęła ramiona, wstrzymała działanie dosiadu, ograniczyła go w łydkach by na koniec zadziałać również ręką. Dzięki temu udało im się powrócić do kłusa w o wiele lepszym stylu niż poprzednio. Skierowali się na tzw. zmianę kierunku przez ujeżdżalnię od E do B. Lisa postarała się aby tutaj również płynnie zmienić pomoce i ustawienie, a następnie wyjechała na linię środkową. Przygotowała siebie i konia do zatrzymania, posyłając mu najpierw półparadę, a potem mocno zamykając w dosiadzie i łydkach. Ukłoniła się w kierunku komisji sędziowskiej i opuściła czworobok na luźnej wodzy.
_________________
I'm never gonna let you close to me, even though you
mean the most to me. 'Cause every time I open up,
it hurts so I'm never gonna get too close to you.


Lisa Austen
Nobody can be perfect, except me.




 >> friends; <<
my best friend is the one who brings out
the best in me. { Luke, jest jeszcze miejsce dla Ciebie }


 >> my horses; <<
I call horses 'divine mirrors' - they reflect
back the emotions you put in. { Devocatis <3, Petit Felicite <3}


Even when I mean the most to you in case you go and
leave me in the dirt. I'm way too good at goodbyes.

* * *


 
 
     
Chilli Child
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Ruth
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 87
Doświadczenie z lonżowania: 36
Kondycja: 28
Szybkość: 10
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2018-06-15, 16:30   



Chilli była tego dnia po prostu spokojna. Dała się wyczyścić i osiodłać, na rozprężalnie idąc w dobrym humorze, ze spokojną głową. Początkowo co prawda była lekko onieśmielona, ale zatraciła to uczucie wraz z wszczęciem pracy nad jej sylwetką, oraz poszczególnymi figurami z programu.

Gdy wreszcie zostały wyczytane, stosunkowo łatwo wskoczyła na kontakt i zakłusowała, kierując się w stronę czworoboku konkursowego. Zgodnie z wolą właścicielki okrążyła plac, ustalając ogólną formę ów chodu, który ostatecznie był równy, rytmiczny i przyjemny dla oka. Na linie środkową weszła z półwolty, od razu prostując kłodę i wlepiając mądre spojrzenie w budkę sędziowską przed sobą. Ograniczana obustronnie łydkami nie próbowała wężykować, spływać czy chociażby się krzywić i w ten sposób dotarła do środka, gdzie po półpradzie wykonała leciutko opóźnione zatrzymanie. Z własnej inicjatywy dostawiła tylne nogi pod kłodę i wtedy ciężko parsknęła, pozostając czujną na sygnały płynące z góry. Podczas oddawania ukłonu nawet nie drgnęła, jako że Kanadyjka siedziała w siodle równo i nie nakłaniała rudej do odstawienia którejś z nóżek. Ruszyła przed siebie dopiero wraz ze stosownym do tego sygnałem, choć w samym przejściu nie zabrakło kroczka stępa, dopiero po którym weszły na wyższe obroty, tzn w kłus.
Po dojechaniu do końca linii, skręciły w prawo, a kasztanka za sprawą pomocy prawidłowo upchnęła swoje cielsko w narożniku. Chwilę później weszły już na kolejną figurę, którą była serpentyna o jednym brzuszku. Kobyłka nie sprawiała Feron problemów, płynnie odpowiadając na jej łydki i wpasowując się w narzucony łuk. Jedynie na początku utraciła deczko dynamikę, ale to uchybienie udało się dość szybko odratować, dzięki czemu ten element można było zaliczyć do udanych. Następnie czekało ich zagalopowanie, do którego Chilli była dobrze przygotowana, więc ruszyła określonym chodem już od pierwszego impulsu. W pierwszym momencie tempo było dosyć ospałe, więc amazonka musiała się przyłożyć, by odpowiednio rozkręcić swoją podopieczną. Dobrze, że przypilnowała jej również podczas kręcenia koła w E, bo był to idealny pretekst by na nowo obniżyć swoją wydajność, z którego Child najprawdopodobniej by skorzystała.
W reakcji na kolejne półparady, klacz cofnęła prawe ucho, dobrze wiedząc co one zwiastują. Do kłusa wróciła chętnie, a i owszem, aczkolwiek pierwsze kroki były dosyć chaotyczne, a klacz po prostu się rozsypała, kompletnie nie dbając o płynność i równowagę. Na szczęście na poprawę tego uchybienia miały sporo – jak na przejazd – czasu, bo kolejny element czaił się na nie dopiero po drugiej stronie czworoboku. Zgodnie z tym faktem, w B weszła na kolejne koło, tym razem w kłusie. Od samego początku była skrupulatnie zachęcana do tzw. żucia z ręki, więc nie opierała się zbyt długo temu działaniu. Wręcz stosunkowo szybko załapała o co chodzi i podążyła za wędzidłem, obniżając i wyciągając szyję. Niestety sprawiło to również, że troszkę się rozproszyła i zaczęła wpadać do środka, naruszając rysunek figury. Tak czy siak, jeszcze przed domknięciem koła płynnie się podniosła, wyczekując dalszych wskazówek dotyczących przebiegu trasy. Kłusem roboczym dojechały aż do A, gdzie czekało na nie kolejne przejście. Nie opierała się przed zwolnieniem do stępa, tym razem nie zaburzając swojego ustawienia i zachowując jako-taką płynność. Od pierwszych chwil zaczęła zdrowo maszerować przed siebie, dobrze wpisując się w założone ramy stępa pośredniego. Chwilkę później weszła na pierwszą tego dnia przekątną, na której dla odmiany miały zaprezentować stęp swobodny. Zamknięta w korytarzu z pomocy, nie miała zbyt dużej możliwości by zboczyć z precyzyjnie wytyczonej linii do M. Dodatkowo, odpowiednio do tego zachęcona, zaczęła się powoli rozluźniać i wyciągać do przodu, choć nie było to aż tak wyraźne, jakoby mogło i powinno być. Z tego tytułu stęp swobodny wypadł bardzo przeciętnie, ale nie było czasu by się nad tym rozczulać, bo w C zakłusowały po raz wtóry. Tutaj również nie obyło się bez walki o zdrowe, optymalne tempo, a dalej czekała ich pewna sekwencja, którą zdążyły już analogicznie pokonać z drugiej strony. Przejechawszy przez serpentynę o jednym brzuszku, zagalopowała. Tym razem poszło im znacznie lepiej, a przejście było po prostu takie, jakie powinno być – płynne, lekkie, zrównoważone i niespóźnione. Chilli poprawnie wpisała się w narożnik, by na środku dłuższej ściany wejść na koło. Zaczęły bardzo dobrze, choć gdzieś w drugiej połowie kasztanka zaczęła uciekać dupką na zewnątrz. Po domknięciu figury wróciły do kłusa i to był już praktycznie koniec. W literce E weszła ku środkowi czworoboku do B, a tak z kolei skręciła w lewo. Następnie weszły na linię środkową, gdzie Child zachowała się praktycznie identycznie, co za pierwszym razem. Nie stroiła fochów przy zatrzymaniu, nie denerwując ani nie niepokojąc Viv swoim zachowaniem. Cóż, była po prostu grzeczna, a ewentualne uchybienia wynikały jedynie z braków w wyszkoleniu, a nie jej złośliwości.
Ostatecznie opuściła czworobok stępem na długiej wodzy, zwieszając luźno głowę i po prostu się odprężając.

z/t
 
     
Stranger Thing
Ujeżdżony


Płeć: ogier
Wiek: 9 lat
Rasa: Appaloosa
Cena: £1400

Doświadczenie w skokach: 31
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 16
Doświadczenie z lonżowania: 16
Kondycja: 19
Szybkość: 15
Wysłany: 2018-06-16, 14:46   



Stranger natomiast przyzwyczaił się już do tego, że nie jest koniem jednego jeźdźca i właściwie za każdym razem ma do czynienia z innym człowiekiem. Nie inaczej było tym razem i bynajmniej nie zdziwiło go, gdy pod drzwiami boksu pojawiła się Lisa. Czy miał zamiar jej popalić miało się dopiero okazać, ale dziewczyna na pewno postąpiła dobrze, dając zarówno sobie jak i jemu margines czasu na dogranie się przed wejściem na jego grzbiet. Choć w trakcie czyszczenia odrobinę się wiercił, to przeszło to właściwie bez większych problemów, które postanowił zaprezentować dopiero na rozprężalni, gdzie wcale nie zamierzał ułatwić dziewczynie życia. Choć stępował dość chętnie, to w kłusie i galopie już ciągnął do przodu, z początku wcale nie wyginając się i chodząc naprzód dość „kwadratowo”. Dopiero po dłuższym czasie zaczął odpuszczać, wchodząc nawet na kontakt z dziewczyną, ale szybko ciągnął do dołu albo, po prostu, olewał sobie jej komendy. Jako-tako dogadali się tak naprawdę dopiero pod koniec, gdy Ciapek zmęczył się wszelkimi, niepotrzebnymi, działaniami i w końcu skupił na, dosiadającej jego grzbiet, Lisie.

Po chwilowej przerwie, wrócił na kontakt z dziewczyną i przemielił raz wędziwło w pysku, tuląc przy tym uszy. Nie podobało mu się, że rudowłosa używa wszelkich koniecznych pomocy, od których w końcu naturalnie zaczął się rozluźniać i trochę bardziej ufał jej ręce. Wkrótce zakłusował, wzdłuż zewnętrznej ściany czworoboku, wchodząc w tempo, którego oczekiwała od niego amazonka, dopiero po krótkiej chwili próbowania przejęcia nad nim kontroli. Ostatecznie prezentowali całkiem niezły obrazek, który udało im się uzyskać właściwie wyłącznie poprzez doświadczenie panny Austen i minimalne zaangażowanie, w pracę, taranta. W końcu, po dziwnym brzęknięciu dzwonków, ogier wszedł na łuk, a następnie kierował się ku środkowi placu konkursowego, poruszając się po wytyczonej, przez Lisę, linii. Nie można powiedzieć, że bardzo się starał, ale przynajmniej próbował nie zjeżdżać z głównego toru, wkrótce wyczuwając kilka półparad, po których nastąpiło zatrzymanie. Kropek zatrzymał się, w małym nieładzie, ale wykonał polecenie, wyczekując całkiem cierpliwie momentu, w którym Lisa ponownie zacznie oferować mu kolejne zadania. Stranger dość chętnie ruszył przed siebie, a po dojechaniu do krótkiej ściany, skręcił w prawo, całkiem poprawnie wpisując się zarówno w ten łuk, jak i nadchodzący, po nim, narożnik. Po wyjechaniu na prostą wyczuł intencje Rudowłosej, co do kolejnego ćwiczenia, aby wnet „odkleić” się od ściany i, choć dość sztywno, przejść poprawnie przez jeden brzuszek serpentyny. W trakcie jej wykonywania giął się pod wpływem pomocy amazonki i nawet nie wypadł z ustawienia, choć nadal niezbyt przykładał się do ich wspólnego przejazdu.
Po powrocie na ścianie wyprostował się, aby w nadchodzącym narożniku wrzucić bieg w górę, a tym samym zagalopować. Z początku troszkę nie mogli się porozumieć, w kwestii tempa galopu, oraz tego, że trzeba go wykonać, prezentując przy tym odpowiednią sylwetkę, ale z każdą, kolejną foule i kolejnym przypomnieniem Lisy, udało jej się wypracować z ogierem to, co chciała osiągnąć. W ten sposób, wkrótce, znaleźli się w połowie długiej ściany, gdzie tarant wszedł na koło o średnicy dwudziestu metrów. Stał się już nieco bardziej giętki i chętniej poddawał się pomocom amazonki, toteż zaprezentował figurę niemal nienagannie (bo, niestety, wciąż nie był ideałem i dlatego troszkę zmniejszył tempo, by wygodniej było mu się poruszać), a po powrocie na ścianę, wyprostował się, by wkrótce... „przedostać” się do kłusa. Cóż, rozgalopowany gagatek wcale nie miał, najmniejszej nawet ochoty, by w tym momencie odpuścić i zwyczajnie chciał zaprezentować przed jury swoją sprawność i kondycję. Działania Lisy tylko go irytowały, a gdy ostatecznie postanowił się poddać, faktycznie nie wyglądało to najlepiej, choć pozwoliło osiągnąć cel. Do kłusa przeszli więc niemal w zerwoym stylu, co z pewnością nie ucieszyło, ani zawodniczki, ani oceniającego ją sztabu osób.
Nieustanne próby okiełznania go przez dziewczynę doprowadziły do tego, że ostatecznie udało im się unormować kłus, choć miało to miejsce na niedługo przed literką B, która była ich kolejnym celem. Ponownie skierowali się na koło, które wykonali teraz na „niższych obrotach”, ale Stranger odkupił się z, totalnie zepsutego, przejścia, tym razem bardzo ładnie się wyginając i ciągnąc naprzód, niemal, bez utraty tempa. Obniżył również chętnie głowę, podążając nią za wędzidłem, a kawałek metalu mielił, raz po raz, w swoim pysku, równie grzecznie wracając na kontakt, z podniesionym już, do góry, łbem. Następnie wpisał się w nadchodzący narożnik, by wkrótce przejść do stępa i to w nim wpisać się w kolejny. Po takiej rozgrzewce, i przejechaniu już kawałka programu, całkiem chętnie przeszedł do najniższego chodu, który uznał za możliwość chwilowego odpoczynku.
W K wjechał na przekątną czworoboku, a wyczuwszy oddanie mu wodzy i zachęcenie do wydłużenia wykroku, chętnie wyciągnął łeb naprzód, obniżając go odrobinę, wyraźnie przekraczając przy tym swoje ślady, przy stawianiu długich, efektywnych kroków. Odrobinkę wężykował na linii, ale korygowany przez amazonkę, szybko wracał do odpowiedniej pozycji, starając się, przy tym, poruszać po prostej. Po zakończeniu linii, skrócił się nieco, przechodząc ponownie do stępa pośredniego, aby wkrótce przejść do kłusa, tym razem bez żadnych niespodzianek i prób narzucania tempa. Równie chętnie pokonał nadchodzącą serpentynę, całkowicie poddając się, zasiadającej na jego grzbiecie, dziewczynie, a wkrótce przeszedł również do galopu, i w tym przypadku nie robiąc większych problemów. Gołym okiem można było zauważyć, że coraz lepiej pracował z każdą sekundą, a zmęczenie działało na niego w taki sposób, że zwyczajnie przestawał walczyć, chcąc mieć program jak najszybciej z głowy, by móc, zasłużenie czy nie, odpocząć. Na kole zaprezentował się z takim skutkiem, jak za poprzednim razem – a więc chętnie giął się pod wpływem pomocy dziewczyny, idąc równym, aktywnym tempem, a ograniczony po obu stronach, nie wypadał przy tym z ustawienia.
Po wyjściu na ścianę wyprostował się nieco, a odpowiednio przygotowany, tym razem przeszedł do kłusa bez problemów – miało to również związek z tym, o czym pisałam przed momentem, a więc zmęczeniem i chęcią poddaństwa, choć nie mówię, że Lisa nie miała tutaj również zasłużonej części w swoich działaniach. Poruszając się ładnym, równym tempem, weszli na linię E do B, a zmieniwszy stronę jazdy, wkrótce ponownie znaleźli się na linii środkowej, która sygnalizowała zakończenie przejazdu. Stranger odetchnął głośno, gdy w końcu zatrzymali się w punkcie X, a gdy amazonka ukłoniła się już, opuścił wraz z nią czworobok, chętnie korzystając z możliwości wyciągnięcia szyi i złapania oddechu.
_________________



Woop woop


 
     
Christian Levrull
Zawodnik
Allrounder


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat [13.05.1990r.]
Podopieczny: Ruitershoeve. ll Lockhard. ll Orchid of Rohan. ll Bremen Star. ll Momentum. ll Questionable. ll Dante Weltino. ll Imagination Sontesique. ll Broyer du Noir. ll Nymphomane. ll El Dorado. ll Pandemonium. ll Cameleon. ll Ravallo's Queen. ll Viviance Roscoe. ll Vemmekeshoeve. ll Axel du Beaumon. ll Krakatau. ll Carte Blanche. ll Corleone Olshansky.
Pieniądze: £9485

Punkty doświadczenia: 463
Skoki: 237
Ujeżdżenie: 135
Cross: 65
Obycie z koniem: 26


Wysłany: 2018-06-17, 13:11   
   Tytuł: Hodowca




Dziś miał być bardzo ważny dzień dla Christiana, miał wreszcie zadebiutować ze swoją nadzieją hodowlaną i sportową na zawodach. Vemmeke był na tyle dla niego ważny, że był synem jego pierwszego konia, z którym osiągnął całkiem sporo i wszedł w większy sport. Liczył na to, że mimo ryzyka jakie podjął matką gniadego wda się w ojca i będzie kolejnym mniej problematycznym koniem. Świrusów miał już trochę za dużo, a trzeba było przyznać, że Champ nie licząc charakteru była bardzo dobrym materiałem na matkę. Zresztą ma już jednego stwora po niej. Zajazdkę ogiera dał znowu sprawdzonej osobie i po paru miesiącach treningów z Vemkiem stwierdził, że znów zrobili kawał świetnej roboty. Szło im na tyle dobrze, że zdecydował się go wziąć na zawody, skoro i tak mieli je tak blisko.
Odpowiednio przygotował go przed startem zarówno wizualnie jak i fizycznie, w trakcie rozgrzewki pracując dużo w dole i dając mu sporo czasu na oswojenie się - jak to z młodym koniem. Nie miał kompletnie parcia na wynik, przejazd traktował treningowo i tak miało pozostać. We wszystkich trzech chodach wplatał dużo zawijasów, przejść i ogólnej pracy nad rozluźnieniem i przepuszczalnością. W ramach nagrody w przerwach robił żucie z ręki lub wypuszczał go na dłuższą wodzę o ile poczuł się na tyle pewnie, by ją mu dać. Czując, że jest gotowy przeszedł z nim do stępa oczekując swojego przejazdu.

Kiedy zostali wywołani Zawodnik pozbierał wodze wracając do wcześniej uzyskanego ustawienia po czym zakłusował z nim będąc już przy szrankach. Przed zawodami starał mu się pokazać budki, ale tym razem w środku byli "goście", więc zapewne ogier mógł przyjąć je w inny sposób. Mimo tej obawy Christian kłusował z nim pewnie wokół czworoboku czekając na dzwoneczek do wjazdu. Cały przejazd postanowił przejechać w anglezowanym, jako, że w jego mniemaniu ogier nie miał jeszcze na tyle silnych i wytrzymałych pleców, by przyjąć cały przejazd w wysiadywanym. Na to jeszcze spokojnie przyjdzie czas, a ten dosiad na pewno ułatwi mu zadanie. Przed wjazdem pilnował, by swobodnie odpuścił w potylicy aktywnie jadąc w kłusie do przodu, tak by mógł dobrze zaprezentować się w kłusie. Ważne dla niego było w trakcie przejazdu głównie rozluźnienie, co mogło zapewnić pełną swobodę ruchów, w których ogier mógł bardzo zapunktować. Po usłyszeniu dzwonka wjechał z nim na linię środkową pilnując równoległych pomocy po obu stronach, dając mu tym samym czytelny sygnał do jazdy na wprost. Jeżeli potrzebował korekcji szybko poprawiał go to przesunięciem łydki, czy działaniem wodzy. Dojeżdżając do X przysiadł go mocniej siadając w siodło, by następnie zamykając go w pomocach puścić półparadę, którą następnie domknął w pełną paradę zatrzymując się z ogierem przy domkniętych łydkach.
Stojąc w X i trzymając wodze w jednej ręce ukłonił się w stronę sędziów, by łapiąc wodze ponownie do dwóch dłoni ruszyć po chwili kłusem, gdzie od razu wrócił z ogierem do wcześniejszego, aktywnego tempa. Jeżeli taka aktywność wytrącała go z rozluźnienia od razu starał się skorygować to odpowiednim działaniem wszystkich pomocy, chcąc ułatwić mu zadanie. Pewnie pchał go w łydkach do C, nie chcąc by wahał się dojazdu do sędziów następnie skręcili w prawo, gdzie Zawodnik pilnował dobrego zgięcia prowadząc go na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi zachęcając do zgięcia. To wszystko przy asyście aktywizujących łydek, tak by zaprezentował dobrą równowagę w zakręcie. Po wyjechaniu narożnika wjechał z nim na serpentynę pilnując dalej jakości kłusa i rysunku, który był w tej klasie bardzo istotny, ruchem natomiast na pewno zapunktują, ale na laurach nie wolno osiąść. Tym bardziej przy młodym koniu, który chętnie sam z siebie będzie skracał ślad.
Po zakończeniu serpentyny przed A usiadł głęboko w siodło wypychając go z biodra i jednocześnie cofając zewnętrzną łydkę zagalopował z ogierem pilnując zgięcia do wewnątrz, które umożliwiało i ułatwiało zagalopowanie na dobrą nogę. Będąc już w galopie od razu pilnował galopu pod górkę, czyli lekkiego przodu i mocno dociążonego zadu. Ogier w galopie miał już naprawdę dobrą równowagę, więc taka jakość tego chodu przychodziła mu coraz łatwiej. Standardowo cały czas pilnował rozluźnienia w razie czego korygując je półparadą. Następnie w E wjechał z nim na duże koło, przez wzgląd na jego wielkość nie obawiając się jakoś specjalnie, że ten pogubi się ze swoją równowagą w łuku, stąd skupił się tylko na utrzymaniu aktywnego tempa galopu i jego okrągłości oraz tego, by wpisał się delikatnie w łuk koła. Po powrocie na ścianę lekko wycofał się, by czytelnym przytrzymaniem z asystą łydki przejść z nim do kłusa.
Wracając do anglezowania pozostał z nim na ścianie aż do B, gdzie nadal jadąc anglezowanym wjechał z ogierem na koło. Tam pulsacją wodzy i łydką zachęcił go do żucia i zejścia w dół, nie spóźniając się z pomocami, gdy tylko ten zaczął lekko napierać na jego rękę w dół. Pilnował też delikatnego zgięcia do wewnątrz jak i swojego dosiadu, chcąc prezentować z gniadoszem miły dla oka obrazek. Przed powrotem na ścianę wrócił do roboczego w lekkim, luźnym ustawieniu, by przed A usiąść znów w siodło i biorąc go na siebie przeszedł do stępa pilnując aktywności i płynności przejścia w łydkach. Tu również pilnował, by żwawo maszerował do przodu pozostając z luźnymi i pracującymi plecami, które miały pomóc mocno wkraczać mu pod kłodę. Po narożniku wjechali na przekątną, gdzie puszczając ogiera łydką w przód na wodzy proponował zejście w dół i odpuszczenie w potylicy do swobodnego. Tu dalej skupił się na podniesionych plecach aktywnie idąc z ogierem po linii prostej do kolejnego narożnika. Przed zakończeniem przekątnej pozbierał wodze wracając do pośredniego, by w C ruszyć kłusem roboczym.
Znów skupiając się na jakości kłusa w razie czego poprawił go, lekko i swobodnie anglezując w siodle. Wjechał z nim ponownie na serpentynę do X pilnując płynnych zmian ustawienia do wewnątrz w łukach, wszystko przy asyście łydek. W końcu rytm i równowaga były przy młodym koniu bardzo ważne, który dopiero regularności się uczył. Po powrocie na ścianę przed A znów usiadł głęboko w siodło i zagalopował, podobnie jak wcześniej ustawiając go do wewnątrz na nogę prowadzącą. Pilnując okrągłego galopu pod górkę w B wjechali znów na duże koło, gdzie Zawodnik skupił się na zachowaniu jakości galopu ze ściany. Dał mu oparcie na zewnętrznych pomocach wewnętrznymi rozluźniając. Po powrocie na ścianę wziął go bardziej na siebie, przymykając na wodzy i łydkach i przechodząc płynnie do kłusa, samemu wracając do anglezowania. Na ścianie zostali aż do E, gdzie wjechali do B przecinając ujeżdżalnie. W obu zakrętach pilnował jego elastyczności i zgięcia w zakręcie oraz tempa, co konsekwentnie przypominał łydkami. Na ścianie natomiast prostej sylwetki, by następnie wjechać z nim na linię środkową. Znów pilnował jazdy na wprost, choć tym razem czuł, że ogier sam ową prostą sylwetkę proponuje, pewnie jadąc do przodu. Przed X przysiadł go mocniej biorąc na siebie i zatrzymując na lekkim przodzie przy domkniętych łydkach.
Ukłonił się dając mu długą wodzę i opuścił czworobok z uśmiechem na twarzy. Przejazd był wow, jak na pierwszy raz ogier był fenomenalny pokazując się we wszystkich elementach z naprawdę dobrej strony. Jeszcze sporo z nim pracy i oswojenia się z czworobokiem, ale była to dobra wróżba na przyszłość. Porządnie występował go i wynagrodził smaczkami, by w odpowiednim momencie udać się do stajni.

[zt]
 
     
Clair de Lune
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Vivianne Feron
Cena: £1550

Doświadczenie w skokach: 25
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 12
Doświadczenie z lonżowania: 19
Kondycja: 23
Szybkość: 21
Wysłany: 2018-06-17, 16:25   



Clair została dzisiaj rozzłoszczona przez wyjątkowo uporczywą muchę końską, która dokuczała jej niemalże cały poranek. No bo jakże tak śmiała zakłócać kasztance śniadanie i utrudniać życie? Ten mały bodziec wystarczył, aby klacz całkowicie się rozstroiła i pokazała swoją gorszą stronę charakteru. Przy czyszczeniu i siodłaniu była nieznośna, wiercąc się, tupiąc nogami i kłapiąc zębami na wszystkie strony. Na rozprężali każdego konia mierzyła wzrokiem, gotowa pokazać mu kto tu naprawdę rządzi. Cała napięta i zdenerwowana, szybko oblała się potem, często ignorowała pomoce swojej właścicielki, a każdą figurę i przejście wykonywała średnio dokładnie. Ten dzień niewątpliwie nie należał do niej, a Vivainne musiała się nieźle napracować, aby ich przejazd nie okazał się kompletną klapą.
Uwagę kasztanki pochłaniały przede wszystkim inne konie, dlatego też kiedy w końcu znalazła się na czworoboku było ciut lepiej. Co prawda dalej była kłębkiem nerwów ale przynajmniej nie łypała już okiem na innych kopytnych i nie czaiła się aby kogoś ugryźć.
Po próbie wystrzelenie naprzód po kilku krokach dostosowała się do próśb Kanadyjki, stabilizując tempo. Poruszała się z delikatnie zaokrągloną szyją, pchając się mocno zadem pod siebie, ale cały ruch sprawiał wrażenie urwanego i niepełnego. Wyprostowała się poprawnie pomiędzy pomocami amazonki, poruszając się teraz w równych dwóch śladach. Na paradę zareagowała wysunięciem pyska przed pion oraz lekkim spięciem w okolicy szyi, co nie wywarło zbyt dobrego wrażenia na sędziach. Na korzyść pary należy jednak zaznaczyć, że ostatecznie Clair stanęła równo, obciążając jednakowo wszystkie cztery nogi.
Bardzo się frustrowała co można było zauważyć między innymi po nerwowym mieleniu wędzidła czy miotaniu ogonem na boki. Na łydkę do kłusa chciała zareagować od razu, ale skumulowaną energię zamiast uwolnić do przodu, uwolniła do góry, podskakując lekko przędnymi nogami, a następnie wkradło jej się kilka kroków stępa bo sama nie wiedziała co ze sobą zrobić. Ostatecznie jednak ruszyła podyktowanym przez właścicielkę chodem, kierując się w stronę krótkiej ściany, gdzie skręciła w prawo, ponownie wchodząc w ustawienie i opierając się na zewnętrznej wodzy. Wygięła się od wewnętrznej łydki, a także bez oporów oderwała się od śladu, aby wykonać serpentynę o jednym brzuszku. Same zgięcie i przechodzenie pomiędzy pomocami było poprawne, ale w ruchu i zachowaniu klaczy brakowało spokoju i płynności. Ruchy były mało rytmiczne, a kłus nie był jednostajny.
Była tak podekscytowana, że nie zareagowała na prośbę o zagalopowanie, tylko zadreptała nerwowo w miejscu, dopiero po chwili wystrzelając galopem przed siebie. Pierwszych kilka foule to była prawdziwa walka o przetrwanie. Kasztanka wyszła całkiem z ustawienia, próbując rozpędzić się najszybciej jak potrafiła. Mocno wbijała kopyta w ziemię, wysoko unosząc przody i wyrzucając je z impetem przed siebie, ale niestety mając przy tym spięty i odgięty w złą stronę grzbiet. Dopiero na mocniejszej korekcie ze trony Vivviane był w stanie wejść na woltę, która wymusiła ustabilizowanie tempa. Klacz trochę wyrównała wykrok i zwolniła, stając się bardziej okrągłą. Po powrocie na ścianę weszła nawet w ustawienie, co było zapewne przyjemną odmianą dla obrazka sprzed chwili. Uspokoiła się trochę i zareagowała dobrze na pomoce do przejścia do kłusa, niestety z nieuwagi jeźdźca stało się do dopiero na środku krótkiej ściany.
Nieco bardziej jezdna Clair wjechała teraz na woltę, gdzie zaprezentowała bardzo ładne żucie z ręki: ustabilizowała tempo, zaokrągliła grzbiet oraz szyję, podążając nosem za ręką obniżyła głowę. Dobrze pchała się też zadem, stawiając obszerne kroki, a następnie płynnie wróciła na do wyższego ustawienie, współgrając z ręką amazonki. Przejście do sępa wykonała również całkiem przyzwoicie, tym razem nie opierając się działaniom Vivianne. Skierowała się na przekątną, gdzie co prawda stępowała obszernie, ale nie wydłużyła wyraźni wykroku i ram nie do końca rozumiejąc intencje swojego jeźdźca.
Przy ruszeniu kłusem pozostałą oparta na wodzy i okrągła grzbietem, trochę rekompensując amazonce wcześniejsze niepowodzenia. Kasztanka poruszała się teraz bardziej regularnie i rytmicznie, nie próbując biec na oślep do przodu. Wyjechała koło, wpisując się w łuk i wyginając do środka adekwatnie do potrzeb. Ten element niestety nie należał do programu, ale Clair nie mogła o tym wiedzieć.
Zagalopowała od zadu, reagując od razu na pierwszą łydkę, od pierwszych kroków też podporządkowując się Viv i obierając wyznaczone przez nią tempo. Galop był bardziej okrągły, a co najważniejsze w pełni kontrolowany, cały obrazek nie był jeszcze wzorcowy ale miły dla oka. Przy wyjeżdżaniu wolty nie utraciła rytmu, owijając się wokół wewnętrznej łydki amazonki i pozostając czujną na wszelkie pomoce. Równie płynnie przeszła do kłusa, cały czas pozostając w ustawieniu i skierowała się na zmianę kierunku przez ujeżdżalnię. Bez oporów zmieniła oparcie z jednej wodzy na drugą, a po wpisaniu się w narożnik wyjechała na linie środkową. Wyprostowana między pomocami zatrzymała się równo na środku, parskając głośno. Po chwili opuściła czworobok razem ze swoją właścicielką.
_________________


For those determined to fly having no wings is just a little detail

    charakter: Clair jest koniem bardzo ciekawym świata, odważnym a przy tym łatwo denerwującym się. Nie przepada za innymi końmi i często daje o tym wyraźnie znać. W stosunku do ludzi potrafi być zarówno bardzo przyjacielska, domagająca się uwagi, jak i wredna oraz złośliwa. Wymaga konsekwentnej, stanowczej ręki i stawiania wyraźnych granic. A droga do serca prowadzi przez jej żołądek!
    w pracy: Pod siodłem Clair jest koniem dynamicznym i szybkim. Delikatna na pomoce, czasem uciekająca przed kontaktem i wrażliwa. Łatwo się denerwuje, zwłaszcza przy wykonywaniu elementów wymagających precyzji. Jest święcie przekonana, że w skokach chodzi o pokonanie kombinacji w jak najkrótszym czasie (niestety cierpi na tym dokładność). Wykazuje naturalną dobrą pracę zadu oraz dobrą technikę skoku. Elementy ujeżdżeniowe jakie potrafi wykonywać: łopatki, ustępowania, trawersy w stępie oraz kłusie, pojedyncze lotne (jeszcze do dopracowania). Naskakana do L pod jeźdzcem, do 120 cm w korytarzu.


 
     
Vemmekeshoeve
Ujeżdżony


Płeć: ogier
Wiek: 4 lata
Rasa: Holenderski koń gorącokrwisty (KWPN)
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £2600

Doświadczenie w skokach: 35
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 33
Doświadczenie z lonżowania: 10
Kondycja: 28
Szybkość: 30
Wysłany: 2018-06-17, 21:40   

To był również ważny dzień dla Vemme, wszak debiut wiele mówił o przyszłości sportowca. W dodatku jego właściciel pokładał w nim swoje spore nadzieje, że wda się w ojca, a mniej w matkę. Póki co na to się właśnie zapowiadało, ale.. nigdy nie wiadomo. Wszak jego forma nie została jeszcze ukształtowana. Przygotowanie wizualne to jedno, przygotowanie fizyczne przed startem to drugie. Tutaj Christian pozwolił mu wpierw zaznajomić się z miejscem, w którym się znalazł. Warto zaznaczyć, że rozgrzewające się w tym samym czasie inne konie, emanowały innymi emocjami niż te, które spotykał na zwykłych treningach. Spokój jeźdźca sporo na niego wpłynął, co pozwoliło na stopniową rozgrzewkę w trzech chodach, w tym zawijasy, przejścia, czy ogólnej pracy nad rozluźnieniem i przepuszczalnością. Wciąż miał problemy z równowagą, która czasem przypominała mu o tym, że jeszcze sporo pracy przed nim. W końcu nadszedł czas, aby zaprezentować się na czworoboku, kiedy to z głośników tutejszych zawodów, usłyszał swe imię, o które speaker o mało co nie połamał swojego języka. Chętnie wrócił na wcześniej wypracowane ustawienie, wszak nie był spaczony i posiadał zaufanie względem ręki. Po czym zakłusował płynnie na chwilę wychodząc z ustawienia, by ostatecznie do niego powrócić. Rzecz jasna łypnął okiem w stronę sędziówki, gdzie w cieniu ukrywali się sędziowie. Pewnie mają coś na sumieniu, skoro się ukrywają. Jeździec wymagał od niego aktywnego kłusa do przodu z swobodnie opuszczoną potylicą. Jego rozluźnienie było uwarunkowane jego równowagą i umiejętnym balansowaniem ciała, co jako młody koń nie miał jeszcze wypracowane. Ruch miał niebywale miękki, co dodawało z pewnością urok przejazdu. Po usłyszeniu dzwonka został skierowany na linię środkową czworoboku, wyginając się należycie przy wjeździe. Na linii poruszał się o stosunkowo prostym ciele, wszak równoległe pomoce były wyraźne i zrozumiałe. Christian nie życzył sobie zygzaków, przynajmniej nie teraz. W środkowym punkcie uzyskał wyraźny sygnał, który wręcz krzyczał - zatrzymaj się. Więc oto ten gniadosz zatrzymał się, przechodząc płynnie z kłusa do stój. Obciążył równo wszystkie kończyny i czekał, choć czuć było, że nie podoba mu się brak ruchu i stanie w miejscu. Zatem kiedy tylko dostał sygnał do kontynuacji ruchu na przód, Vemme chętnie z tego skorzystał, wracając do wcześniejszego aktywnego tempa. Przeciął ogonem powietrze zamaszyście, kiedy wchodził w zakręt do C. Ogier wygiął się według dyktando łydki faceta. Zdawałoby się, że zaraz wypadnie z równowagi, ale udało mu się zbalansować ciałem tak, że udało mu się ją odzyskać, co skutkowało małym spięciem ciała, które sygnalizowało problem, z którym się borykał przez chwilę. Na szczęście kryzys zażegnał, kiedy to miał wjechać na serpentynę, gdzie jakość kłusa miała być wizytówką tej figury. Jej rysunek również, ale zdecydowanie ruch jaki prezentował mocno ratował gniadosza w całokształcie. Po zakończeniu serpentyny, Christian wypuścił ogiera do galopu, gdzie przez chwilę wyszedł z ustawienia, by wyskoczyć do przodu i złapać równowagę pomiędzy przejściami. W końcu oparł się ponownie na kontakcie, akcentując każdą foule. Galop charakteryzował się ruchem kolistym. W dodatku jego przód był lekki z przodu, a główną mocą napędową był zad, który dosłownie pchał ciało gniadosza do przodu. Galop był chodem, w którym równowaga nie była problemem. Zdążył znaleźć swoje ja w tym chodzie. W punkcie E wjechali na duże koło, wpisał się należycie w figurę, nie tracąc zbytnio swojego tempa. Po powrocie na ścianę odczytał wyraźnie zamiary swojego właściciela i przeszedł do kłusa, lecz niechętnie. Przy samym przejściu wyszedł wyraźnie z ustawienia, tracąc równowagę. Christian był doświadczonym jeźdźcem, więc balansował ciałem tak, aby mógł sprawnie ją odzyskać. Właśnie ten czynnik sprawił, że szybko ją odzyskał. W dodatku miał czas na pozbieranie się do punktu B, gdzie wjechali na koło. Pulsacyjność wodzy zachęciła go do żucia z ręki. Zszedł wyraźnie szyją do przodu, przegryzając mocniej wędzidło. Bawił się nim, a dowodem na to było szczękanie metalu o jego zęby. W dodatku można było zauważyć lekkie zgięcie do wewnątrz, co tworzyło miły obrazek dla oka. Po powrocie na ścianę, przywrócono lekkie ustawienie, które stało się dla ogiera całkiem wygodne. W punkcie A ogier płynnie przeszedł do stępa. Tym razem nie utracił równowagi, co z pewnością napawało dumą pana Levrulla. Stępował do przodu, przekraczając zadnimi kopytami ślady przednich. Plecy gniadosza pracowały, choć ciężko było to przyrównać do pracy konia z wieloletnim stażem. Element ten wciąż wymagał pracy, ale przy młodym koniu wymaga to czasu i cierpliwości. W narożniku wjechali na przekątną, gdzie wyciągnął głowę luźno do przodu, bujając ją w rytm swoich kroków. Wszak był wymagany od niego chód relaksujący, podczas którego ogier ma luźną wodzę, która pozwala mu siie na całkowitą zdolność i dobrowolnosć wyciągniecia i opuszczenia głowy i szyi. Większość koni chętnie przyjmuje ten dar, kiedy nadejdzie okazja. Moment ten nie trwał zbyt długo, ponieważ przed zakończeniem przekątnej wodze zostały zebrane, a to oznaczał powrót do wcześniejszego ustawienia, a następnie przejście w punkcie C do kłusa roboczego. Christian stał na straży jakości kłusa, więc kiedy to ogier na chwilę przygasł, został zaktywizowany. Gniadosz szybko znalazł rytm, który pozwolił mu na zachowanie względnej równowagi. Wjechali na serpentynę do X, gdzie zmieniał ustawienie całkiem swobodnie. Facet balansował razem z nim swoim ciałem, nie przeszkadzając mu, a nawet wręcz pomagając. Stąd poprawność tej zaplanowanej figury. Po powrocie na ścianę przed A, został ponownie posłany do galopu, będąc ustawionym do wewnątrz na nogę prowadzącą, co znacznie ułatwiało rozpoczęcie z tej, a nie innej nogi. Jego galop ponownie cieszył widokiem, wszak ruch zachował swoją kolistość. W punkcie B wjechali na duże koło, gdzie zachował rysunek koła, jak i tempo, w którym się poruszał na tej figurze. Wpisał się do tego należycie w to koło, według instrukcji swojego jeźdźca. Zdążył się zauważyć, że swojemu jeźdźcowi powinno się ufać, ponieważ pomaga wychodzić z sytuacji, gdzie najprawdopodobniej zaryłby nosem o ziemię. Po powrocie na ścianę, ponownie przeszedł do kłusa. Przejście to było niezbyt koncertowe, ponieważ nie dość, że uwiesił się na wodzy to mocno się usztywnił, ale kryzys ten szybko zażegnali. Na ścianie pozostali do punktu E, gdzie wjechali do B przecinając czworobok. W zakrętach wygiął się poprawnie, przyjmując w pełni dyktando ręki, jak i całokształtu dosiadu, który współgrał z ręką. Na ścianie jego ciało było proste, co pozwoliło na sprawne wjechanie na linię śordkową, gdzie również miał zachować swoje ciało w linii prostej. Dla młodego konia jest to nad wyraz trudne, wszak przez cały przejazd Christian dzielnie pilnował tego, by zbytnio nie pływał. Na tej linii można było zauważyć lekkie bujnięcie. Ostatecznie zatrzymał się harmonijnie, obciążając wszystkie swoje kończyny po równo. Tak zakończył swój przejazd. Chwilę potem dostał długą wodzę, z której skorzystał, wszak czuł, że dobrnął do granic swoich wytrzymałości. Nie miał jeszcze takiej kondycji, a podczas tego przejazdu się spisał i naprawdę starał. Czuł determinację ze strony jeźdźca, choć sam próbował sobie wmówić, że to tylko przejazd treningowy. Zawody nigdy się tak nie kończą. Ale nie mniej, przejazd był miły dla oka i pewnie ucieszył nie jednego widza, zwłaszcza, jeśli zdają sobie sprawę z wieku konia. Opuścili czworobok w dobrym stylu.
_________________
v e m m e k e s h o e v e
I gotta tell you a story .......
........................about a man who split the night



Don't you know that I'm a champion
4 years old | Cautious Vemmekeshoeve | xx.xx.xxxx | KWPN

Some people hate him, but a winner never quits
when he's rollin' he's a one man blitz | Christian Levrull
I'm gonna show you once again
I'm a champion | Champagne x Ruitershoeve

Vemmekeshoeve jest owocem embriotransferu, ................
.............Champagne wytworzyła zarodek, lecz urodziła Ravallo's Queen

zawody|trening|lonża|teren|karuzela|korytarz
2|0|0|0|0|0
g a l l e r y | p a s s p o r t


@edit by Delfinek
 
     
Glamourdale
Ujeżdżeniowiec
Delicate like fresh air <3

Płeć: klacz
Wiek: 7 lat
Rasa: KWPN
Cena: £2150

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 33
Doświadczenie z lonżowania: 14
Kondycja: 16
Szybkość: 10
Klasa startów: Ujeżdżenie: L

Wysłany: 2018-06-18, 22:07   



Glamourdale trochę przeżywała wewnętrznie zmianę stajni i właściciela, dlatego podczas treningów czy wspólnej pracy zdarzały jej się chwile rozproszenia. Byłą jednak z natury łagodna, dlatego pomimo kilku nerwowych momentów niemal zawsze dobrze dogadywała się z Jess. Należy też wspomnieć, że klacz po prostu była utalentowana, a na czworoboku pokazywała się zazwyczaj z najlepszej strony. Dlatego też decyzja o wzięciu udziału w zawodach była jak najbardziej słuszna.
Tego dnia klacz też była lekko zdenerwowana, ale pozwalała się prowadzić swojej właścicielce bez żadnych problemów. Była bardzo wyczulona na pomoce i reagowała na każdy sygnał amazonki, pozostając przy tym bardzo jezdną i chętną do współpracy. Na linię środkową wjechały kłusem, podczas którego Glam poruszała się pełna harmonii i gracji. Dało się zauważyć dobrą pracę zadu i naturalnie lekki przód, przy jednoczesnym oparciu na wędzidle i zaokrągleniu mieści szyi oraz pleców. Pozostała w ustawieniu nadanym przez Jess, nie próbując nic kombinować i niosąc głowę prostopadle do podłoża. Przeżuła wędzidło w reakcji na półparadę i w skupieniu przeniosła jedno ucho do tyłu, jakby potwierdzając tym swoje skupienie, a następnie zatrzymała się, równo obciążając wszystkie nogi i stając idealnie w dwóch liniach. Parsknęła cicho, czekając na stosowny sygnał, a kiedy go otrzymała ruszyła ponownie kłusem. Chód nie stracił nic na swojej jakości, Glamour pozostała elastyczna i okrągła. Po dojechaniu do krótkiej ściany wygięła się wokół łydki amazonki, zyskując tym samym prawe ustawienie, wpisała się w nadchodzący narożnik, a następnie oderwała się od ściany, kierując się na serpentynę. Wygięła się prawidłowo od lewej łydki, nie tracąc rytmu kłusa, płynnie przeszła pomiędzy pomocami, nie wykazując przy tym żadnego spięcia.
Po powrocie na ścianę oczekiwała na kolejne sygnały, ale też nie denerwowała się zanadto. Po prostu pozostała czujna i skupiona. To pozwoliło jej na wykonanie perfekcyjnego zagalopowania, podczas którego mocniej podstawiła zad i uniosła przód, nie tracąc przy tym ustawienia. Sam galop był okrągły i równy, a także bardzo przyjemny dla jeźdźca. W wyznaczonym miejscu zjechała ze ściany, by wykonać koło o średnicy 20 metrów, podczas którego ustawiła się i wygięła do środka zgodnie z sugestią Jess, ani nie wypadając na zewnątrz, ani też nie przeginając się zanadto do wewnątrz.
Przejście do kłusa odbyło się przy lekkim wyjściu nosa przed pion, ale Glam szybko powróciła do wcześniejszego ustawienia, a chwilę potem skierowała się na koło. Podczas żucia z ręki zachowała jednostajne tempo, stawiając równe kroki, stopniowo wyciągając szyja do dołu i podążając za kontaktem. Równie płynnie powróciła do góry, nie wykazując nawet sekundy spięcia.
W literze A przeszłą do stępa, od razu mocno pchając się zadem pod siebie. Wyjechała na przekątną, gdzie dzięki staraniom Jess wydłużyła sylwetkę i ramy, poszerzyła wykrok i skorzystała z luzu na pysku by jeszcze mocniej wyciągnąć się w dół i do przodu. Powróciła na kontakt i zakłusowała od pierwszej łydki. Serpentynę pokonała podobnie do poprzedniej, wykazując się sporą elastycznością. Tak naprawdę największą jej zaletą było to, że uważnie odczytywała pomoce jeźdźca i poddawała się im bez oporów, dzięki czemu jej doświadczona właścicielka mogła nią bez problemu powodować.
Zagalopowała bez chwili zwłoki, ponownie prezentując pełną, okrągłą foulę i swobodę ruchów. Po wykonaniu koła na środku długiej ściany przeszła do kłusa, stabilizując tempo i nie rozpędzając się zanadto. Pokierowana przez Jess zmieniła kierunek, przemieszczając się przez środek ujeżdżalni i wyjechała na linie środkową. Tam wyprostowała się pomiędzy pomocami i zatrzymała na środku, w ostatniej chwili dostawiając jedną z zadnich nóg, która przez chwilę spoczywała za daleko. Opuściła czworobok na długiej wodzy, wyciągając się mocno do dołu.
 
     
Prescription Boy
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 10 lat
Rasa: Zangersheide
Wzrost: 185 cm
Właściciel: Nadya
Cena: £2150

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 59
Doświadczenie z lonżowania: 70
Kondycja: 71
Szybkość: 70
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2018-06-18, 22:54   


Ogier nie miał oczywiście pojęcia o tym, że mają się odbyć jakieś zawody. Jednak on żadnymi nie pogardzi, ba powiedziałabym że nawet się ucieszy. Był jej jedynym koniem do ujeżdżenia, więc o kim mogłaby pomyśleć w pierwszym momecie? Z Jimem raczej tutaj nie mogła wystartować. Czuł że się coś święci, bo od rana panowała w stajni nerwowa atmosfera i było pełno ludzi, którzy krzątali się tam i z powrotem. Stał dawno obudzony i rozglądał się ciekawsko po korytarzu, wypatrując znajomych twarzy. Oczywiście się doczekał, bo dostrzegł Nadyę zmierzającą w jego kierunku. Przywitał się z właścicielką, by dać się swobodnie wyciągnąć na myjkę. Tam dzielnie zniósł długie i dokładne czyszczenie, a także siodłanie. Po krótkiej chwili w towarzystwie luzaka, ruszył za właścicielką na rozprężalnie. Tam ignorując inne pary i to dosłownie, dał się sprawnie rozprężyć na spokoju ducha. Ćwicząc przy tym różne przejścia, figury, zatrzymania i żucia z ręki. Rozgrzewając się jednocześnie solidnie we wszystkich trzech chodach. W końcu jednak zwolnili do stępa, gdzie oczekiwali na wezwanie na czworobok konkursowy.

W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment. Ogier zachęcony przez kobietę wrócił do poprzedniego wypracowanego ustawienia, wchodząc na miękki kontakt i podstawiając zad i wzmagając pracę nim. Przeszedł jednocześnie do kłusa i zaraz pojawił się w okolicy czworoboku, gdzie jeszcze popracowali nad dopracowaniem ustawienia oraz tempa. Jednak chyba obecna prezentowana przez nich postawa była dobra, no a przynajmniej nie najgorsza. Prowadzony przez kobietę wjechał przez A między szrankami na czworobok i na linię środkową, a utrzymywany przez kobietę w łydkach kłusował na wprost w kierunku X. Wraz z pełną jednak paradą zatrzymał się bez zgrzytu, mając podstawiony zad i równo ustawione kończyny. Nie drgnął do momentu aż dostał sygnał do ponownego ruszenia, który wkrótce nadszedł. Udało im się przejść płynnie do kłusa i dojechać w linii prostej do środka krótkiej ściany w C, gdzie skręcili w prawo. Ogier prawidłowo wpisał się w łuk i kolejno w narożnik, by znaleźć się w końcowym efekcie pod długą ścianą. Wtedy zeszli na pierwszą z figur którą była serpentyna o jednym łuku. W M zeszli na tą serpentynę do środka czworoboku, jadąc najlepiej jak tylko się dało. Na łuku wygiął się od jej pomocy, starając się jak najlepiej w niego wpisać. Po zamknięciu tej figury i po powrocie na ścianę, by pojechać do narożnika i go wyjechać przygotowując się jednocześnie do kolejnego zadania. Wraz z kolejnymi pomocami wysunął prawą przednią nogę i płynnie przeszedł w wyższy chód. Nie zapominał tutaj o pracy zadu od którego pchał się w przód. Pojechał nim przd siebie, pokonując narożnik i wyjeżdżając na długą ścianę. Skupiony na kolejnym zadniu czekał do momentu, aż w końcu w połowie długiej ściany zeszli na koło. Dokładnie w E zeszli na 20koło w prawo, gdzie wygiął się od wewnętrznej łydki kobiety i zgiął się w potylicy do wewnątrz. Jednocześnie poruszał się w tamtym kierunku, a pilnowany zewnętrznymi pomocami nie wypadał z ustawienia i przeginał się. Zamknął koło w punkcie gdzie zaczął i wrócił pod ścianę, by skupić sie od razu na kolejnym zadaniu. Wraz z otrzymanymi kolejnymi pomocami zszedł do niższego chodu, zrobił to płynnie i bez większego zgrzytu. Faktycznie ciężka praca i zaufanie przynosiło efekty. Pojechali pod długą ścianą do do narożnika, zachowując jedno tempo i nie zmienne ustawienie. Wygiął się poprawnie w narożniku, by pojawić się tym samym pod krótką ścianą. Był cały czas skupiony na zadaniu i na kobiecie, starając się sprostać jej wymaganiom i oczekiwaniom. Kolejny narożnik i pojawili się na długiej ścianie, a tam pojechali do B. W tym punkcie zjechali na 20m koło w prawo. Wygiął się od wewnętrznej łydki kobiety, a ograniczony zewnętrzną nie wypadał z ustawienia. Podążał za wewnętrzną wodzą, zginając się pod odpowiednim kątem w odpowiednią stronę. Ograniczany i domykany zewnętrzną nie przeginał z zgięciem i utrzymywał się w ustawieniu. Jednak nie był to koniec ich zadań w tym momencie, ogier wraz z otrzymanymi od kobiety pomocami zagryzł się na wędzidle i spiął. Niemal ignorując pomoce od kobiety, co zaowocowało że nieco się posypał w ustawieniu. Zamknęli koło w końcu pod ścianę, gdzie mieli w teorii wrócić do wcześniejszego ustawenia. Nawet im się to udało w okolicy narożnika i ogier wrócił na elastyczny kontakt, podstawiając ponownie zad pod kłodę. Pojechali dalej na wprost do narożnika, który spokojnie wyjechali na krótką ścianę. Wraz z otrzymanymi pomocami na środku krótkiej ściany przeszedł do stępa, gdzie przejście nie było zbyt płynne. Chwilę musieli popracować też nad odpowiednią jakością tego stępa, by był odpowiednio energiczny z poszerzeniem odpowiednim ram. Wyjechali kolejny narożnik, by znaleźć się na przeciwległej długiej ścianie, gdzie skupili się na kolejnym zadaniu które ich czekało. W K odbili na przekątną do czworoboku, gdzie mieli zaprezentować stęp swobodny. Na szczęście podążył za pomocami od kobiety, schodząc łbem w dół i przód i rozluźniając się przy tym. Jednoczesnie nie zapomniał o ruchu naprzód. Wraz z dojazdem do końca przekątnej pozbierał się do poprzedniego ustawienia bez większego zgrzytu, plus dla nich. Pojechali w kierunku narożnika, gdzie przygotowali się do kolejnego zadania. Wyjechali jednak wpierw narożnik na krótką ścianę, by podjechać do C i wraz z pomocami od kobiety przejść ponownie do kłusa. Wyjechali po chwili kolejny narożnik, by znaleźć się pod długą ścianą. Wraz z dojechaniem do H zjechał na drugą serpentynę o jednym łuku od H przez X do K. Starał się jak najlepiej wyjechać łuk, a prowadzony odpowiednimi pomocami od kobiety powinien własnie to wykonać. Cała figura wyszła nam całkiem dobrze, po czym wrócili pod ścianę, by przygotować się tam od razu do wykonania kolejnego elementu. Wysuwając lewą nogę przed siebie, przeszedł płynnie do wyższego chodu. Jakość galopu nie była najgorsza, a nawet naprawdę dobra. Przejechali pod krótką ścianą, by wyjechać kolejny narożnik pod długą ścianę. Po dojechaniu do B zjechał na kolejne koło 20m, gdzie podobnie jak wcześniej odpowiednio wygiął się od jej pomocy. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, by pojechać dalej na wprost wzdłuż szranek. Wraz z otrzymaniem po chwili kolejnych pomocy, przeszedł tym razem w dół z powrotem do kłusa. Wyjechali kolejny narożnik i znaleźli się pod krótką ścianą, utrzymując cały czas stałe tempo do kolejnego narożnika. Tam go wyjechali i znaleźli się pod długą ścianą, by dojechaniu do E skręcić w lewo. Przejechali przez środek czworoboku w X w kierunku przeciwległej sciany, gdzie w B skręcili w prawo i znaleźli się ponownie pod ścianą. Pojechali na wprost, by wyjechać narożnik pod krótką ścianę i tam zaraz na środku w A na linię środkową. Trzymany w łydkach jechał po linii prostej w kierunku X, gdzie uprzedzony przez kobietę półparadami był skupiony do samego końca i bez zgrzytu wraz z pełną paradą zatrzymał się w X. Podstawiony zad, pysk na kontaktcie miękkim i równo ustawione nogi dawały dobry efekt końcowy. Po ukłonie kobiety i jej sygnale zjechał z czworoboku stępem, by udać się na rozprężalnie. Po wszystkim wrócił do stajni na zasłużony odpoczynek.

z.t
_________________
rodzice: Baloubet De Rouet x Germanie
dokumenty: passport
moje: gallery

[img]xxx[/img]
 
     
Shamrock
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 11 lat
Rasa: Fryzyjska
Wzrost: 165 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - odznaka (ujeżdżenie) z Jennifer
Właściciel: Elizabeth White
Cena: £2150

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 120
Doświadczenie z lonżowania: 77
Kondycja: 78
Szybkość: 77
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2018-06-19, 00:15   

Elizabeth White napisał/a:
[...]

Ogier z czasem zdecydowanie się rozkręcił. Znaczy no bez przesady, aktywnie po prostu kroczył sam z siebie naprzód tam gdzie prowadziła go właścicielka. Długo stępowali na rozpoczęcie ich treningu. Zgrywali się na nowo po krótkim czasie pauzy powiedziałabym. Wraz z działaniem kobiety wszedł na miękki kontakt i podstawił zad, którym zaczął mocniej pracować jako motorkiem jego ruchu. Chętnie wkrótce poproszony przez Elką przeszedł do kłusa, pokonując pierwsze foule dość obszernie. Z racji swoich gabarytów posiadał naturalnie obszerną foule i szybkość, którą nie raz potrafił wykorzystać na czworoboku. Powiedziałabym że Elka właśnie miała drobny tego przedsmak. Łatwo i przyjemnie jednak było można nieco ostudzić jego zapał, aby te tempo było jednak równiejsze. Pewnie udało im się to jeszcze wypracować na tym pierwszym okrążeniu, by nie nudzić się zbytnio kłusowaniem tylko i zacząć wykonywać w końcu poważniejsze ćwiczenia. Chętnie zaczął się wyginać na sporych rozmiarów kołach, nawet jeśli to było jeszcze bardziej na luzie. Z czasem do tego doszły serpentyny i ciaśniejsze wolty. Shamrock cieszył się z każdego ćwiczenia jak dzieciak z dostania lizaka. Oczywiście pewne niedociągnięcia na początku mu się zdarzały z racji drobnego roztrenowania, ale nie tak bardzo widoczne by nie można mu było tego wybaczyć. Wyginał się od jej wewnętrznej łydki, a pilnowany zewnętrzną nie wypadał z ustawienia. Zginał się do wewnątrz od wewnętrznej wodzy, prowadzony na zewnętrznej wodzy i nią ograniczający. Między kolejnymi figurami pojawiły się do tego przejścia kłus-stój i stój-kłus, gdzie ogier na początku niechętnie schodził niżej a za to energiczniej wchodził do góry.
_________________
rodzice: Jasper x Setske
dokumenty: passport
moje: gallery

[img]xxx[/img]


Podkuty na cztery, ostatnie przekucie - 19.04.2020
 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2018-06-25, 00:14   

Osobiście bardzo lubiła konie, które z natury były ''do przodu'', więc kompletnie nie przeszkadzał jej obszerny, energiczny ruch Shamrocka. Wolała go lekko przytemperować, niżeli bawić się w dziubanie, jak to zwykle bywało w przypadku Volstrupa.
Swoim anglezowaniem starała się narzucić ogierowi odpowiedni rytm i nie dawała się mu zbyt mocno rozpędzać, chociaż zważając na pracę na łukach, to nie miał na to zbyt wiele czasu. Już na tak wczesnym etapie widziała, nad iloma rzeczami będą musieli popracować, ale to na spokojnie - nie wszystko na raz. Póki co, starała się swoimi pomocami wspomagać kopytnego w prawidłowym wykonywaniu ćwiczeń, nie cackając się wcale, jeśli je ignorował. Ostatecznie stwierdziła, że dobrym pomysłem będzie praca nad rozluźnieniem i poprawą reakcji na pomoce, w czym miało jej pomóc następne ćwiczenie. Poruszając się po obszernym jajku (tzn. konkretnie ścinając wszystkie narożniki), prosiła podopiecznego na długich ścianach o wyraźnie zaktywizowanie kłusa, na krótkich zaś sprowadzając go do najwolniejszej formy tego chodu, jaka tylko była możliwa. Jednocześnie nie pozwalała na powrót do stępa czy zagalopowanie, bawiąc się w to nie za długo, ale na obie strony. Jeśli zauważyła poprawę, pochwaliła karusa głosem i pozwoliła na krótki odpoczynek w stępie.
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Lisa
Jeździec zaawansowany
Don't worry, I can be bitch enough for both of us


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Rasa: ufo
Podopieczny: Devocatis, Petit Felicite
Pieniądze: £1390

Punkty doświadczenia: 130

Wysłany: 2018-07-05, 11:30   

Na placach zewnętrznych nie panował szczególny tłok, a pogoda była na tyle łaskawa, że szkoda byłoby kisić się na hali. Dlatego też Liska razem z Devocatis w ręce pojawiła się na czworoboku, przy okazji robiąc sobie tutaj spacerek w ramach pierwszego rozstępowania.
Zatrzymała swoją podopieczną w okolicach schodków, podciągnęła popręg i wsiadła sprawnie, od razu też zachęcając Dev do ruchu naprzód. Początkowo dała jej całkowicie luźną wodzę, starając się całość sytuacji kontrolować dosiadem i łydkami. Wykonały tak parę okrążeń, w międzyczasie zmieniając kierunek ruchu.
Amazonka bujała biodrami, łydką starając się aktywizować zad od samego początku, jednocześnie kontrolując tempo i dbając aby nie dopuścić do momentu zakłusowania.
_________________
I'm never gonna let you close to me, even though you
mean the most to me. 'Cause every time I open up,
it hurts so I'm never gonna get too close to you.


Lisa Austen
Nobody can be perfect, except me.




 >> friends; <<
my best friend is the one who brings out
the best in me. { Luke, jest jeszcze miejsce dla Ciebie }


 >> my horses; <<
I call horses 'divine mirrors' - they reflect
back the emotions you put in. { Devocatis <3, Petit Felicite <3}


Even when I mean the most to you in case you go and
leave me in the dirt. I'm way too good at goodbyes.

* * *


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 10