NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Duża hala
Autor Wiadomość
Jonah Wrens
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 (07.02.92r.)
Wzrost: 190 cm
Zawód: piłkarz - napastnik
Podopieczny: Marshmallow
Pieniądze: £12980

Punkty doświadczenia: 240

Wysłany: 2018-02-11, 01:12   

Wybierając konia na zawody trochę zaryzykowałem biorąc pod uwagę swój styl jazdy, podczas takich konkursów. Liczyłem chyba bardziej na szczęście jeśli chodzi o wspólny debiut w konkursie szybkościowym. Be My Valentine jako ten idealnie dojrzały, dzisiaj miał ciężkie zadanie jakim było podołanie ciasnym zakrętom i skrótom, które miały dać nam szansę na przejście do kolejnego etapu konkursu i zrobienie widowiska, na które liczyła widownia.
Wjeżdżając na parkur, poklepałem ogiera po szyi, rozglądając się po parkurze. Miałem nadzieję, że nie zmyli go druga para, która w tym samym czasie będzie pokonywała identyczny parkur. Zapleciony i ubrany w bordo prezentował się nienagannie i oby na tym się nie skończyło!
Dostając sygnał do ruszenia, od razu poprosiłem go o zagalopowanie na lewą nogę mocniejszym tempem. Przez ten start jednak Valentine się potknął i wytrącił nas obu chwilowo z uzyskanej równowagi, przez co mieliśmy tylko ogarniętą foulę do przeszkody numer jeden. Przeskoczyć na czysto udało nam się tylko dzięki temu, że nie popełniłem głupoty i poczekałem na ogier, aż się odbije nie przeszkadzając mu w pracy, w powietrzu. Jedynie przeszedłem do półsiadu i oddałem mu rękę na tyle, na ile jej potrzebował i już patrzyłem w stronę dwójki, sugerując lądowanie na lewą nogę. Dając mu galopować, wykorzystywałem jego swobodę w plecach i przepuszczalność, którą ostatnio udało nam się podkręcić. Dzięki temu narzuciłem mu mocne tempo w dystansie do przeszkody i ściąłem jak najbardziej drogę, starając się przejechać blisko siódemki. Dzięki temu skrótowi mieliśmy dwie foule w wyprostowaniu i to był moment, w którym wziąłem go na siebie. Oferując dużą foulę ale w spokojniejszym tempie niż przed chwilą. Mając cofnięte ramiona, patrząc przed siebie i trzymając ręce w jednym miejscu, galopowałem łydką zostawiając luźny dosiad. Duża foula poskutkowała fajnym wybiciem i okrągłym skokiem, w którym praktycznie Be My nie musiał się wysilać. Lądując na lewo poprowadziłem go między piątką, a przeszkodą której nie skakaliśmy. Poprowadziłem go na szerszą stacjonatę nr 3 kosztem zakrętu 90 stopni, który wbrew pozorom bardzo przyjemnie się jedzie tylko haczykiem jeszcze był skok pod lekkim skosem. Dlatego tutaj bardzo podtrzymywałem galop podczas zakrętu 90 stopni, nie przechylając się jednak w siodle, a sobie spokojnie utrzymując pion. Trzymając go w łydkach, równo zostawiłem dłonie, mając kontakt z jego pyskiem. Dla pewności ogiera na odbiciu cmoknąłem i dotknąłem go ostrogą w bok, by oddał mocniejszy skok. Na szczęście mój plan się powiódł i w jednej chwili chwaląc go, jednocześnie zrobiliśmy pseudo półwoltę, na której znowu mobilizowałem go do galopu łydkami, w taki sposób znajdując się szybko przed przeszkodą 4a. Czekając na skok, który przyszedł bardzo szybko, poszedłem z ogierem w powietrze, składając się do półsiadu i oddając mu rękę. Utkwiłem wzrok w kolejnym członie i żeby nie straszyć, lub dekoncentrować 9cio-latka zostałem w lekkim półsiadzie odciążającym, na zasadzie przeniesienia ciężaru na nogi. Plecy miałem z tyłu, ramiona cofnięte i wzrok utkwiony gdzieś za przeszkodą. Poczekałem cierpliwie na niego i ponownie spokojnie przeszedłem w półsiad z myślą o zakręcie, tym razem lekko obciążając prawe strzemię. Prowadząc go tuż przy przeszkodzie nr 9 i 8 pozwoliłem mu dodać w galopie do 5 dla podbudowania pewności siebie i łatwiejszego skoku. Pokonując i tę przeszkodę, pojechaliśmy do 6 znowu pod kątem minimalnie "dokładając" drogi ale dzięki temu mogliśmy śmiało się później zmieścić przed pierwszą przeszkodą i to bez utraty prędkości na jakieś kręcenie. Mimo okrzyków radości ze strony publiczności, całej tej nerwowej atmosfery naprawdę dogadywałem się z ogierem i szło nam póki co dobrze. Dlatego gdy i szóstka została za nami, sprawnie zasugerowałem lądowanie na lewo, żeby też nie tracić czasu na lotną zmianę nogi - chyba, że nie miałem wyjścia to zmieniałem mu nogę, to oczywiste. Mając mało miejsca na człon 7a trochę go rozjechałem, dając mu galopować, a to co wytracił na zakręcie akurat zredukowało się do takiego tempa, że bez problemu mógł pokonać okser i starczyło na foule między przeszkodami i kolejny skok tym razem nad stacjonatą 7b. Między członami, jedynie cofnąłem plecy i ramiona tak jak w poprzednim szeregu, nie zaburzając równowagi konia. Korzystając z tempa po skoku, trochę go rozjechałem i znowu przed samą przeszkodą wycofałem na siebie, by miał z czego oderwać się od ziemi. Po przeszkodzie wziąłem go na siebie i wykręciłem ciasną półwoltę ciągle prowokując go do galopu, co nie było łatwe. Na szczęście Be My Valentine był silnym koniem i poradził sobie z takim ciasnym zakrętem i galopem, dzięki czemu oddał kolejny poprany skok, wykończony moim półsiadem, który dopasował się do konia. Mając na uwadze triple przed nami, dogalopowałem prosto do bandy, by od niej dopiero odbić i mieć wyprostowanego konia na dłużej niż dwie foule, żeby miał szansę napatrzeć się na swojego przeciwnika. Tutaj mocniej go rozjechałem, żeby miał szerszą foule i bez problemu dokrył ostatni drąg na stojaku. Cofając ramiona poczekałem na niego i wszedłem w głęboki półsiad, oddając mu wodze, które na pewno się przydały. Po skoku gubiąc tempo z najazdu, miał szansę minimalnie odetchnąć i "spokojniej" dojechać do stacjonaty chociaż i tak nie było to tempo parkurowe. Stacjonata była słabym przeciwnikiem dla gniadosza, który sprawnie sobie poradził z pokonaniem kolejnej przeszkody, również na czysto. Sygnalizując lądowanie na prawo co było jedyną opcją w tym wypadku, już po fouli ściągnąłem go z pierwszego śladu, by po lekkim łuku galopować do ostatniej przeszkody. Ścinaliśmy tak, by przejechać jak najbliżej przeszkody numer 6, dzięki czemu ogier widział już przeszkodę ale to na chwilę przed przeszkodą został wyprostowany. Krótki najazd, w jednym tempie co było ryzykiem ale z trudniejszymi zadaniami dzisiaj sobie poradził. Cofając ramiona i czekając, podtrzymałem galop łydkami wewnętrzną spychając go na zewnętrzną wodze i utrzymując te wyprostowanie. Poczekałem na skok i już po chwili byliśmy po drugiej stronie z czystym kontem.
Klepiąc jego szyję przegalopowałem chwilę i zwolniłem go do kłusa, a następnie stępa, nagradzając pochwałami, klepaniem szyi i zadu z każdej możliwej strony. Tak opuściliśmy parkur, kwalifikując się dalej.
/zt
_________________
KIEDYŚ MIAŁEM ZŁOTE SERCE ORAZ ZŁOTY DOTYK
TERAZ TYLKO PARĘ ZŁOTYCH MONET


Znowu śledzę cię w snach, ale nie ma cię, nie ma nas
W moim sercu nie ma miejsca, chyba nie mam szans
pms: 3
Mógłbym tutaj osiem kobiet mieć jak ozon
Osiem kobiet, osiem kobiet, czemu tęsknie wciąż za tobą
żona: Jessie Wrens
Starych znajomych ciągle tracę, a nie znoszę nowych
przyjaciele: Jessie, Lorien, Olivia
Szok w milionera z kundla w rok, żyje jakbym wygrał w lotto
konie: Shockwave || Marshmallow ||
Rezerwuję wizerunek Anthonego G.
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2018-02-11, 19:33   

Specyfika zawodów ladies & gentalmen była o tyle fajna, że poza oczywiście dostarczeniem większej ilości emocji pozwalała czy wręcz nakazywała jeźdźcowi skupienie się na pracy tylko z jednym koniem, który towarzyszył mu w tej konkurencji. Była to więc szansa na znacznie spokojniejsze przepracowanie tego, co zwykle działo się na zawodach, czyli bezstresowe przygotowanie zewnętrzne (i tu brunet mógł sobie pozwolić na to, by wykonać wszystko osobiście) a także rozprężenie przed startem na tyle wcześnie, aby na wszystko starczyło czasu, aby obeszło się bez pośpiechu. "Tytułowy" gentelman zatem naprawdę postarał się, by wszystko było dopięte na ostatni guzik a rozgrzewka miała ręce i nogi. Dążył więc do rozruszania, rozluźnienia i w końcu do przygotowania ogiera do skoków na parkurze, jednocześnie zważając na to, aby go nie zmęczyć już na tym etapie. Na rozprężalni nie oddali więc bardzo wielu skoków, zaczęli po prostu od kilku niższych podejść by później kilka razy podnieść poprzeczkę, aż wysokość zrównała się z maksymalną wysokością mogącą pojawić się podczas konkursu. Zawodnik odnosił wrażenie, że zupełny brak presji wynikającej zwykle na zawodach z konieczności zajęcia się jeszcze innymi wierzchowcami wpływał pozytywnie na ogiera, i chociaż ten ostatecznie był jaki był, to jednak zdawać się mogło, że Lukowi nieco łatwiej przychodziło utrzymywanie w ryzach jego nadmiernego zapału i złoszczenia się na wszystko i wszystkich. :lol: Jego luzak bardzo dobrze kontrolował przebieg konkursu i dzięki jego podpowiedziom, ile czasu zostało im do startu, udało się w dobrym momencie zakończyć rozgrzewkę, tak że zostało im kilka minut na krótką regenerację w stępie. Kiedy w końcu nadchodziła ich kolej, poprowadził gniadego w stronę hali, na parkurze zastając już Naomi, która jak widać pojawiła się tam ze swoim kopytnym chwilę przed nimi. Na jej uśmiech odpowiedział skinieniem głowy, podczas którego jedną dłonią przytrzymał daszek swojego kasku, także się przy tym lekko uśmiechając. Nie należał do tych osób, które w takich momentach tryskają wrogością, byli tu przecież żeby dobrze się bawić i dać z siebie tyle, ile mogli, a wygra lepszy. Albo i będzie remis.
Choć było to raczej bezcelowe w tym jego czworonożnym przypadku specjalnym, Luke nie zrezygnował z pogładzenia szyi Corleone jeszcze przed tym, jak zatrzymał go w okolicach "prawego dolnego rogu" swojej części parkuru aby ukłonić się sędziom i oczekiwać na sygnał do startu. Na jego dźwięk wypchnął ogiera do galopu na lewo zdecydowanym ruchem, choć na pewno i mniej precyzyjny sygnał zachęciłby Olshanskyego do gwałtownego ruszenia naprzód. Niemniej mężczyzna jak to miał w zwyczaju chciał od początku do końca stawiać na działanie swoich pomocy a nie na dzieło przypadku, stąd też od pierwszych chwil wyjeżdżał każdą foulę, naprowadzając kopytnego na kontakt no i przede wszystkim zapraszając do pracy jego zad. Wraz z rozpoczęciem przejazdu skupił się tylko i wyłącznie na swoim podopiecznym, stawiając na to, by jak najlepiej go zaprezentować bez względu na to, co działo się na drugiej połówce hali. Pewnie prowadził ogiera po łuku w stronę pierwszej przeszkody, nie stwarzając mu możliwości do spływania na boki czy zwątpienia przed stacjonatą. Energicznym impulsem posłał go do wybicia się w wybranym przez siebie miejscu, wraz z wyjściem konia do góry przeszedł płynnie w półsiad, naturalnie przesuwając przy tym rękę do przodu, aby Corek miał szansę zrównoważyć się szyją w locie. Przeszkody w tych wysokościach były dla niego na porządku dziennym, ale w przypadku złego zgrania zawsze mogła mu się powinąć noga, dlatego Luczek po prostu starał się nie utrudniać mu zadania. Od razu po wylądowaniu wrócił lekko w siodło, z początku nie musząc się obawiać nakręcania ogiera na przeszkodę (więc utrzymywał niezbyt pogłębiony półsiad), jako że bezpośrednio na żadną się nie kierowali. Tak naprawdę pełną kontrolę musiał starać się sprawować dopiero po wyjechaniu łuku, po którym kierowali się już prosto na oksera oznaczonego cyfrą 2, dlatego już mijając szereg płynnie przeszedł do pełnego siadu aby swoim ciężarem głównie zapobiegać rozpędzaniu się gniadego. Nie utrudniał mu jednak koniecznego wydłużenia fouli, co przecież ułatwiało oddanie dłuższego skoku, a zatem w obecnej sytuacji było wręcz pożądane. Pozostając w równowadze jak do galopu na lewą nogę posłał Corkowi energiczny impuls od łydki zachęcając tym samym do następującego zaraz po tym wybicia. Droga do kolejnej przeszkody, biorąc pod uwagę fakt, że wybrali już i tak wersję, do której droga byłą krótsza, nijak nie dawała się jeszcze bardziej skrócić, jedyne co zawodnik mógł zrobić to poprowadzić skoczka jak najbliżej konstrukcji z trzech stacjonat stykających się w jednym punkcie, aby wychodząc zza dziewiątki uskutecznić najazd na trójkę celowo nie pod kątem prostym. Jeden plus tego był taki, że Luke miał nadzieję na zmniejszenie ekscytacji samą stacjonatą, drugi zaś, że zmiana nogi prowadzącej, jaką zasugerował brunet podczas lotu, była bardziej oczywista. Takie zagranie co prawda utrudniało podejście do szeregu, ale i na to jeździec miał pewien pomysł i, co ważniejsze, czuł się na siłach, by wcielić go w życie ze swoim towarzyszem w boju. Pokierował go więc przez jakiś czas na wprost i kiedy znaleźli się mniej więcej na wysokości dwunastki, rozpoczął manewr nawracania na kombinację, uwzględniając przy tym niechęć Olshanskyego do zbyt ciasnych zakrętów. Biorąc więc na to poprawkę co najwyżej wyegzekwował łuk o większym promieniu i później najzwyczajniej w świecie jeszcze musiał naprostować ogiera na pierwszy człon. Dzięki pozostaniu w pełni skoncentrowanym nawet mimo nieco utrudnionego najazdu był w stanie na pewnych pomocach podprowadzić gniadosza pod stacjonatę 4a, przed którą naturalnie energicznie ścisnął łydkami boki konia by następnie wraz z ruchem zabrać się do półsiadu. Wewnątrz szeregu nie było wiele miejsca na manewry, Luke kierowany odruchem wrócił szybko w siodło aby praca dosiadu była cały czas obecna także i podczas najazdu na drugi człon, podobnie zresztą jak pozostałych pomocy, z których powstał korytarz wskazujący ogierowi jedyną słuszną drogę - przez, albo właściwie nad okserem, o co zatroszczył się posyłając mu kolejny impuls do wybicia. Pozostając w galopie na prawo postarał się jak najszybciej "przytulić się" znowu do tej "gwiazdy" utworzonej ze stacjonat, co z kolei ustawiło ich, zdaniem mężczyzny, na dobrej pozycji do najazdu na oksera. Niestety w momencie wyjścia na prostą gdzieś w Luczku na moment zgasło pilne stróżowanie ciągłemu podtrzymywaniu galopu pod górkę, co szczególnie w obliczu kierowania się bezpośrednio na przeszkodę bywało trudniejsze. Za późno też spróbował coś zmienić w aktualnie spłaszczonym nieco chodzie Corka i ostatecznie nie udało mu się to na czas, to znaczy, że nawet jak na oksera lecieli za bardzo płasko, nie mając przez to za bardzo zapasu nad górnymi sztangami. I chociaż prześlizgnęli się jakoś, puknięcie i tak nastąpiło, o dziwo dopiero, gdy już teoretycznie można było myśleć, że dalej będą na czysto. Poprawienie z zadu ogiera nie wyszło im na korzyść, w dodatku zajście chyba wyzwoliło w nim kumulowane pokłady zdenerwowania, bo po lądowaniu, zamiast normalnego galopu, siedzenie zawodnika zostało(by) uraczone soczystym wywaleniem tyłów do góry. Na szczęście jednak Luczek zachował równowagę, pozostając jeszcze na ten moment w lekkim półsiadzie. Myśli Sugarmana skierowane były jeszcze przed piątką na nadchodzący łuczek w lewo i po tej przeszkodzie chyba tylko noga się zgadzała, bo panowie zażarcie walczyli o to, który ma więcej do powiedzenia podczas kontynuowania parkuru. Zdawać się mogło, że ogier postawi na swoim i przeforsuje nieopanowany najazd na kolejne skoki, jednakże po takim właśnie dojściu do szóstki i fartem chyba tylko pozostawienie jej bez naruszenia szala zaczęła się przechylać na stronę zawodnika. Na łuku bowiem zaczął odzyskiwać kontrolę i co za tym idzie, Corek zmuszony był do bardziej opanowanego, krótszego niż przed chwilą galopu. Luke zdecydowanie ograniczał go zewnętrzną łydką jak i wodzą na zakręcie, jednocześnie dojeżdżając go do takiej ramy wewnętrzną łydką, odpowiedzialną także za podtrzymywanie impulsu, z czego się wywiązywała nawet jeśli i bez jej udziału gniady nadal by galopował. A więc unormowali tempo, bezpiecznie minęli jedynkę i już sekundy później wyszli prosto na pierwszy człon szeregu. Brunet dopiero wtedy popchnął ogiera do poszerzenia fouli by już kilka metrów dalej znów posłać go wyraźnym sygnałem do wyskoku. Tutaj mieli tylko jedną foulę pomiędzy przeszkodami, a zatem jeszcze mniej możliwości do manewrów niż w poprzednim szeregu i należało się skupić tak naprawdę tylko na tym, aby przez ten krótki odcinek koń nie rozmyślił się z oddania skoku, bo na kwestię odległości można było wpłynąć tylko przed członem pierwszym. Corek nie miał jednak w zwyczaju odmawiać skoku a i działania jeźdźca go do tego nie prowokowały, także w okamgnieniu pozostawili i stacjonatę za sobą, teraz zmierzając na kolejną, stojącą na prostej w dystansie. Jakby zrażony potknięciem przy piątce kopytny o dziwo dał się namówić na utrzymanie żywego, ale nie zawrotnego galopu, dzięki czemu bardzo równo podeszli pod ósemkę i oddali dobrze skalibrowany, ekonomiczny ale fajny technicznie skok. Po powrocie na ziemię zawodnik pokierował podopiecznego po takim zniekształconym kole mającym zaprowadzić ich prosto do następnego punktu programu, czyli niczego innego jak tylko przeszkody numer dziewięć. Tutaj udało im się utrzymać dobry poziom z ósemki i po prościutkim najeździe miejsce miał czysty, lekki lot nad stacjonatą, będący wynikiem nagłego (i chyba niespodziewanego) zgrania pary. Luke oczywiście z jednej strony posłał ogierowi wypracowany dobrze sygnał do wybicia i jednocześnie nie przeszkadzał mu w trakcie lotu, jedynie poprzez przestawienie pomocy i rozkładu ciężaru ciała prosząc o lądowanie na prawą nogę. Wróciwszy na ziemię dość szybko zagarnął go na łuk prowadzący w stronę tripplebare'a i chcąc stworzyć Corkowi lepsze warunki do jego pokonania, przy okazji może nie zostawać w tyle w stosunku do pary, z którą konkurowali, pozwolił gniademu na dolanie nieco oliwy do ognia i wyciągnięcia się, z jednej strony oszczędzając może nawet kilka sekund, z drugiej ułatwiając mu oddanie długiego skoku. Przed dziesiątką dodatkowo cmoknął, zdając sobie sprawę, że znacznie mniej pracuje się z tego typu konstrukcjami podczas treningów niż ze standardowymi stacjonatami i okserami, dlatego chciał się w ten sposób zabezpieczyć. Zaraz jednak było po wszystkim bo przeszkodę zostawili za sobą, oczywiście oddawszy nad nią całkiem soczysty skok. I kolejnym, najbliższym celem stało się dla jeźdźca ponowne wzięcie konia na siebie przed przedostatnią przeszkodą na tym parkurze, mianowicie stacjonatą z numerem 11. Zintensyfikował więc działanie dosiadu, nie rezygnując przy tym z pracy łydki dojeżdżającej konia do nieco przytrzymującej, podnoszącej ręki. Niewiele było co prawda czasu na wielkie zmiany ale udało się uzyskać efekt całkiem zadowalający a co za tym idzie, pozwalający na kolejny poprawny skok, choć może nie tak spokojny, jak Sugarman by sobie mógł marzyć. Niemniej mieli przed sobą już ostatni łuk i okser do pokonania, tylko to się teraz liczyło. Na znacznej większości trasy dojazdowej Luke pozwolił plecom gniadosza odetchnąć od swojego ciężaru, jako że przybrał dosiad odciążający, umożliwiając ogierowi znacznie bardziej swobodne galopowanie. Mając już przed sobą dwunastkę wrócił jednak do pełnego siadu, chcąc należycie podprowadzić swojego podopiecznego do oksera. Naturalnie nie mogło zabraknąć wyraźnego sygnału do wybicia w postaci energicznej łydki a wraz z wyjściem konia w górę Luke tradycyjnie przeszedł w półsiad, rękę przesuwając po szyi w stronę pyska, aby w żadnym razie nie blokowała Olshanskyego. Dzięki temu także ta przeszkoda nie została przez nich naruszona i już po chwili galopowali znów po kwarcowym podłożu, mijając zaraz znaczniki końcowe. Wtedy też stopniowo zaczął wyhamowywać kopytnego aby finalnie zejść do stępa i w nim opuścić halę z podwójnym parkurem, klepiąc przy tym zasłużenie spoconą nieco szyję konia. Z zadowoleniem przyjął do wiadomości, że zakończyli rywalizację remisując z Naomi i jej wątrobianym kasztanem i poprowadził swojego dzielnego skokowca na rozprężalnię, aby występować się i przygotować później do kolejnego etapu zawodów.
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Lucas
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Viceroy
Podopieczny: Viceroy, Whatever Impossible
Pieniądze: £1200

Punkty doświadczenia: 106
Skoki: 59
Ujeżdżenie: 30
Cross: 4
Obycie z koniem: 13


Wysłany: 2018-02-11, 23:14   

Chociaż początkowo ćwiczenie nie prezentowało się tak, jakoby chciał tego Lucas, to absolutnie się tym nie zrażał. Sus nad ostatnimi dwoma drągami faktycznie odrobinę wytrącił go z równowagi, ale mężczyzna bardzo szybko pozbierał się po tym incydencie i zwyczajnie puścił go w niepamięć. Ani przez moment w pełni nie tracił kontaktu z pyskiem, próbując jechać na ultra lekkich wodzach, ale nie bez jakiegokolwiek oparcia na pysku. Widząc jednak, że to troszkę przerasta Vicka, podebrał je mocniej i wraz z kolejnymi podejściami, stopniowo opuszczał. Jeśli zaczęło im wychodzić, przeszedł aż do tych napomnianych we wcześniejszym poście, a wtedy nagrodził kopytnego pochwałą i dał mu chwilę stępa, podczas której konfiguracja miała ulec małej zmianie. Ze środkowego drąga powstała niziutka stacjonata, taka 30-40cm. Nie chodziło tu w końcu o skakanie nie wiadomo jakich wysokości, tylko o wypracowanie odruchów stosowania delikatnych pomocy i poprawianie rytmiki i rozluźnienia najazdu. Wtedy zagalopował ponownie i w identyczny sposób naprowadził Viceroya na konfigurację, na pierwszy rzut dając mu się oswoić z tą delikatną zmianą. Wtedy ponownie zaczął subtelnie schodzić z kontaktu w zależności od tego, na ile pozwolił mu na to Viceroy. Nie chciał od razu przenosić gór, a powoli dojść do momentu, gdzie będą mogli przejechać taką przeszkodę nawet w żuciu z ręki, bez utraty rytmu i równowagi. Oczywiście w między czasie zmienili stronę i jeśli efekt był zadowalający, to zwolnili do kłusa. Kręcąc się nim gdzieś w pobliżu, Vaugier zlecił nieznaczne podwyższenie przeszkody. Wtedy powtórzyli ćwiczenie po razie na każdą stronę i jeżeli wypadło ono dobrze, Lucas zarządził przerwę w stępie i oczywiście - sowicie nagrodził karusa.
_________________




These girls only want you when you're winnin'
But you've been with me from the beginnin'
l u h a n • a a r e n • a r o n

Took one fuckin' look at your face
Now I wanna know h o w u t a s t e
p m s ∞

All we seem to do is talk about sex
She's got a boyfriend anyway
r o z a l i a • k a t h r i n• e v i l i n e

You're like a d r u g that's killing me
I cut you out entirely, but I get so high when I'm inside you
g i r l f r i e n d ♥

I know it ain't right, but I don't care
Break up with your girlfriend 'cause I'm b o r e d
e n e m i e s



@edit by Delfinek
 
     
Viceroy
Skokowiec
o. Desperado m. Voice Of Insomnia


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: KWPN
Wzrost: 181 cm

Ostatni trening: 27.02.20 - skokowy - Lucas
Właściciel: Lucas Vaugier
Cena: £4325

Doświadczenie w skokach: 88
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 19
Doświadczenie z lonżowania: 9
Kondycja: 70
Szybkość: 79
Klasa startów: Skoki: P1

Wysłany: 2018-02-12, 00:23   

Takie stopniowe oddawanie wodzy i swobodniejszy kontakt nie tylko prowokowały karego do nurkowania nosem w dół i podnoszenia pleców, ale również do samodzielnego łapania równowagi. Dzięki temu udało mu się bezproblemowo wykonać ćwiczenie w taki sposób, w jaki oczekiwał tego jego jeździec. Po tym dość wymagającym ćwiczeniu na szczęście dostał chwilę stępa, w którego trakcie mógł odpocząć, ale też trochę się rozluźnić. Mimo wszystko stresował się, gdy coś mu nie wychodziło i wiedział, że nie tak to powinno wyglądać.
Zagalopowując ruszył odważnie na drągi nie zastawiając się ani chwili, szedł pewnie i spokojnie dotarł do postawionej stacjonaty oddając nad nią nieco wyższy skok. W miarę oddawanych wodzy zaczynał początkowo się rozluźniać i pokonywanie tej kombinacji przestawało być już takim wyzwaniem. Otrzymując wsparcie ze strony Lucasa nie stresował się juz ewentualnym niepowodzeniem i pokładając w nim zaufanie pozwalał się prowadzić tak jak chciał tego brunet.
Dopiero przy podniesieniu przeszkody było mu już trudniej, ale nadal zachowywał elastyczność i nie tracił rytmu mając oparcie w brunecie, który przecież dbał o to, aby nie stała mu się krzywda. Po poprawnym wykonaniu ćwiczenia otrzymał kolejną przerwę na odpoczynek. Stępując wyciągnął nos do dołu i parsknął głośno, w pewnym momencie gwałtownie się zatrzymując i zapienionym pyskiem wycierając po prawy staw skokowy.
_________________
 
     
Oliver Pelerieux
Zawodnik
Skoki


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat
Wzrost: 186 cm
Partner: I thought I'm healing but the truth is, I just stopped feeling.

Ostatni trening: kondycyjny - 09.03.20 - Shockwave
Podopieczny: Cruzeiro, Shockwave, Soldat, Ophelia, Fleau de Baian, Odalco, Gloria Victis || Niespodzianka
Pieniądze: £4670

Punkty doświadczenia: 292
Skoki: 186
Ujeżdżenie: 22
Cross: 42
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 37


Wysłany: 2018-02-12, 13:23   

Tak obliczyłem sobie czas, żeby po rozprężeniu znaleźć jeszcze chwilę na stęp, w którym oczekiwałem z Cruzeiro na wywołanie na parkur. Miałem trzy konie, na których mogłem pojechać ten konkurs, ale siwek był dla mnie oczywistym wyborem - jako jedyny nadawał się do ścigania, zwłaszcza że dogadaliśmy się w ostatnim czasie na tyle, by obeszło się bez walki o życie na parkurze.
Wywołany przez speakera, udałem się stępem w kierunku parkuru, na którym spotkałem Elizabeth na sąsiednim placu. Uśmiechnąłem się, trochę rozbawiony tym zrządzeniem losu; kiedyś nawet rozmawialiśmy o tym, że nadejdzie taka chwila, w której zmierzymy się ze sobą na parkurze. Nie miałem więc innego wyjścia niż postarać się dzisiaj podwójnie.
Trzymałem wodze krótko, na kontakcie, konsekwentnie przytrzymując Cruzeira w miejscu. Siedziałem głęboko w siodle, dosiadem pomagając sobie w zachowaniu kontroli nad koniem, który na pewno był pobudzony widokiem przeszkód i głośną muzyką, która dudniła z głośników. Byłem gotów wysłać go do galopu wraz z dźwiękiem dzwonka, ale zanim ten rozbrzmiał po hali, poprosiłem ogiera o zrobienia trzech-czterech kroków w tył, co miało go nie tylko skupić na mnie, ale również pomóc w przeniesieniu ciężaru ciała na zad. Chwilę później usłyszałem dzwonek, na dźwięk którego przesunąłem łydkę za popręg i wypchnąłem hanowera do galopu, od razu przechodząc w odciążający półsiad by umożliwić siwemu dynamiczny start. Wróciłem w siodło dopiero przed samą przeszkodą, by nie zaburzyć równowagi Cruza w momencie odbicia. Wycofałem zatem plecy, ściągnąłem łopatki i wysłałem konia do skoku, w półsiad przechodząc dopiero w ślad za jego ruchem. Ręką podążyłem za jego pyskiem, umożliwiając swobodne wyciągnięcie się w skoku. Już w locie powiodłem wzrokiem w kierunku drugiej przeszkody, by po wylądowaniu od razu pogalopować w jej kierunku, świadomie ścinając zakręt. Jak najmocniej przytuliłem się do 7a, przed zakrętem wysyłając ogierowi pojedynczą półparadę, która miała sprawdzić jego reakcje na pomoce i niejako przygotować do kolejnego zadania. Mianowicie po wyjściu z zakrętu i ustawieniu się prostopadle do oksera, pozostały nam dwie, szerokie foule. Dla takiego konia jak Cruz było to jednak wystarczająco, więc pozostałem spokojny. Ponownie odchyliłem ramiona, ściągając łopatki i wycofałem ciężar ciała na tył, motywując konia do mocniejszego wejścia zadem pod kłodę. Utworzyłem z pomocy swego rodzaju korytarz i cierpliwie poczekałem na konia, by dopiero wraz z jego odbiciem przejść do półsiadu. Podczas ostatniej fazy skoku mocniej obciążyłem strzemię po lewej stronie, podpowiadając Cruzowi lądowanie na lewą nogę. Przy lądowaniu tylko na sekundę wróciłem w siodło, bowiem zaraz z powrotem stanąłem w strzemionach i dodałem w galopie, prowadząc konia za ósmą i dziewiątą przeszkodą, jednak jak najbliżej stojaków. Podpierając konia wewnętrzną łydką i spychając go nią na zewnętrzną wodzę, pomogłem mu w pokonaniu zakrętu i zachowaniu dotychczasowej aktywności w galopie. Już w końcówce zakrętu ponownie wycofałem ciężar ciała, by ułatwić koniowi podejście do przeszkody, którą zdecydowałem się skoczyć pod lekkim skosem, mimo iż sam fakt, że była węższa niż standardowa stacjonata raczej nie zachęcał koni do tego typu zagrań. Byłem jednak zdecydowany co do tego, co chcę zrobić, więc doprowadziłem Cruza do trójki i poza łydką, użyłem również palcata, na wypadek gdyby siwek miał się zawahać przed skokiem. Przeszkody na szczęście były stosunkowo niskie, więc mogłem sobie pozwolić na takie ryzyko. W tym, że była to dobra decyzja, utwierdziło mnie jedynie to, że pokonaliśmy tę przeszkodę na czysto. Tym razem w skoku zmieniłem nogę i nie wyjechałem zbyt daleko w przód, dość prędko decydując się na nawrót celem najazdu na czwórkę. Pokonując zakręt siedziałem w siodle, utrzymując pion i nie przechylając się do środka, mimo iż odciągnąłem lekko wodzę po prawej stronie, mocniej przykładając również prawą łydkę do boku konia, podczas gdy lewą nacisnąłem mocniej na strzemię, w ten sposób niejako równoważąc pomoce i ułatwiając ogierowi wejście zadem pod kłodę i zachowanie równowagi. Po wyprostowaniu go na czwórkę, nieco podniosłem i rozstawiłem dłonie, dosiadem podążając za ruchem Cruza i pilnując go w łydkach. Chwilę później ścisnąłem nimi jego boki, wskazując miejsce odbicia i ponownie wyszedłem w niespóźniony półsiad, nawet jeśli hanower poczęstował mnie silniejszym skokiem niż zazwyczaj, ze względu na ustawiony pod przeszkodą sztuczny rów. Przywykłem już do jego stylu i naprawdę rzadko kiedy był w stanie mnie zaskoczyć. Już w trakcie skoku byłem skoncentrowany na przeszkodzie stojącej naprzeciw i zdając sobie sprawę z tego jak ważne były w tym momencie moje kolejne decyzje, tuż po wylądowaniu wziąłem konia na siebie, podnosząc go. Jednocześnie zamknąłem go w łydkach, by zachować taką szerokość foule i wycofałem ramiona, znajdując swój środek równowagi w siodle. Chwilę później dałem Cruzowi kolejną łydkę do skoku, w trakcie którego znowu przyjąłem półsiad, a ręką podążyłem za ruchem pyska, umożliwiając hanowerowi oddanie swobodnego skoku.
Podyktowałem mu lądowanie na prawo, w które pojechałem za ósemką, cały ten odcinek pokonując w półsiadzie i energicznym, wesołym galopie. Po drodze wykonałem może jedną, czy dwie półparady, sprawdzające konia; nie chciałem by o mnie zapomniał w trakcie tego "szaleństwa". Następnie wyprostowałem go na okser i doprowadziłem go do niego, by oddać skok z wybranego przeze mnie miejsca. Po udanym pokonaniu przeszkody pogalopowałem po lekkim łuku na szóstą przeszkodę, w połowie dystansu zmieniając nogę, jeżeli Cruzeiro nie zmienił jej po przeszkodzie i najechałem na stacjonatę, którą ponownie zdecydowałem się skoczyć po lekkim łuku. Takie zagranie umożliwiło mi wykonanie skrótu, polegającego na pojechaniu nie za, a przed jedynką, co było dość ryzykownym zagraniem ze względu na to, że szereg otwierał okser. Wierzyłem jednak w swoje i swojego konia umiejętności, więc trzymając się planu, wykręciłem na szereg i chwilę później posłałem konia do skoku. Nieco płaskiego, co poskutkowało trąceniem w drąg (który na szczęście uchował się na miejscu), ale udanego. Między członami musiałem go tylko trochę rozjechać, ze względu na to, że wejście w szereg nie było zbyt dynamiczne i inaczej mogłoby nam zabraknąć do stacjonaty, a tego byśmy nie chcieli.
Po wyjściu z szeregu, bez większej refleksji pogalopowałem na wprost, ewentualnie dodając/skracając konia tak by mimo pośpiechu nie władować się z nim w przeszkodę. Po ósemce wykonałem dość ciasną woltę, na której prowokowałem wciąż Cruza do galopu, by po wyjściu z niej skoczyć przez dziewiątkę i dalej pojechać aż pod bandę, do której wyrównaliśmy aby zmierzyć się z tripplebarrem. Rozjechałem go nieco w przód, pozostając jednak spokojnym i skupionym, co pozwoliło mi wybrać dobry punkt wybicia i zgrać się z ogierem w skoku, w którym zrobiłem półsiad i oddałem mu wodze, pozwalając na wyciągnięcie szyi. Po wylądowaniu wziąłem go lekko na siebie, by nieco zaokrąglić galop przed skokiem nad stacjonatą, do której odbiliśmy się kilka sekund później. Za jedenastką pogalopowałem na prawo, ale ponownie spróbowałem skrócić drogę, w tym celu prowadząc hanowera między szóstką, a jedynką, co zaowocowało krótszym - ale wciąż nie najgorszym - najazdem na dwunastkę, nad którą udało nam się oddać również udany, już ostatni skok. Dopiero po nim mimika mojej twarzy uległa zmianie, od razu się uśmiechnąłem i wyraźnie zadowolony pochwaliłem konia głosem i klepaniem, jednocześnie zwalniając do stępa.
Zjechałem na rozprężalnię, by Cruzeiro mógł odpocząć przed dogrywką, do której się załapaliśmy.
 
 
     
Naomi Eaton
Instruktor
★


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat (07.07.1993)
Wzrost: 174 cm

Ostatni trening: 05.2020 - skokowy - Angel's Wings
Podopieczny: Friskey Whiskey, Angel's Wings, Dark Princess Intentians, Maebashi, Charmeur - konie; Flava, Java - kotki.
Pieniądze: £3514

Punkty doświadczenia: 264
Skoki: 94
Ujeżdżenie: 50
Cross: 84
Obycie z koniem: 36


Wysłany: 2018-02-12, 20:28   

Ujeżdżeniowcy nie mieli łatwo, musząc się dzielić halą ze skoczkami, ale Nao nie miała dziś innego wyjścia niż pojeździć wewnątrz. Pogoda na zewnątrz nie zachęcała, więc mimo iż nie mogła dziś liczyć na rozstawienie czworoboku na hali, zabrała na nią Questionable by choć trochę popracować. Nie za dużo, bo nie znała klaczy, a ta w dodatku dopiero wracała po przerwie do treningów.
Po dopięciu popręgu, dosiadła gniadej ze schodków, nie zdejmując jeszcze derki. Nabrała wodze na kontakt, pozwalając jednak klaczy nieść szyję swobodnie, po czym dała jej łydkę do stępa. Zjechała z długiej ściany by nie przeszkadzać innym i zaczęła trening od aktywnego stępa, podczas którego starała się wyczuć Questionable i przyzwyczaić się do jej ruchu.
 
     
Foudre Rouge
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 9 lat [2.08.2009]
Rasa: KWPN
Wzrost: 172 cm
Właściciel: Jessie
Cena: £3950

Doświadczenie w skokach: 151
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 14
Doświadczenie z lonżowania: 10
Kondycja: 82
Szybkość: 125
Klasa startów: Skoki: C

Wysłany: 2018-02-13, 11:37   

Wątrobiany jak zwykle przeżywał za bardzo i tym razem było podobnie, kasztan od samego początku zdradzał podenerwowanie, choć nie przekładało się ono bezpośrednio na jego reakcje pod siodłem. Wyraźnie był pobudzony i przewrażliwiony względem używanych pomocy reagując na nie bardzo ekspresyjnie, na szczęście poza tym, że mocno szedł do przodu to nie sprawiał żadnych innych trudności Naomi. Dobrze mu się z nią współpracowało, dlatego szczerze oddawał skoki, swoją niepewność manifestując na parę foule przed, przez co blondynka miała szansę zareagować w odpowiednim momencie i przekonać Foudre do oddania skoku. Rozprężony przeżuł wędzidło w zapienionym pysku i parsknął głośno spuszczając jednocześnie nadmiar powietrza.
Wywołani na parkur udali się na niego stępem, z uwagą spojrzeniem śledził otoczenie i przyglądał się wszystkiemu wokół. Był lekko podminowany, ale nie oznaczało to, że zaraz zrobi przysiad i w tył zwrot, głośna muzyka i obecność drugiego konia na sąsiednim parkurze było co najmniej dziwne. Przeżuł wędzidło i wręcz automatycznie zaczął się cofać, gdy tylko Naomi go o to poprosiła. Zagalopował po lekkim przysiadzie od razu zaczynając okrągłym wyniosłym galopem pod górę, utrzymywał równe dynamiczne tempo, a blondynka mogła poczuć jak mocno pracuje jego zad i jak energicznie koń idzie przed siebie. Zdecydowanie o czas przejazdu nie musieli się martwić, bardziej o dokładność przy pokonywaniu przeszkód.
Nakierowany na pierwszą przeszkodę, odważnie zaatakował stacjonatę jednocześnie pozwalając na to, aby odpowiednie trybiki zaskoczyły w jego głowie. Teraz nie liczyło się już nic oprócz skoków, oddając skok nad jedynką złożył się w locie, mocno podciągając pod klatkę piersiową przody i tym samym mając niemały zapas. Zdecydowanie Pan Wątroba miał ambicje na więcej, ale samo tempo przejazdu i szybkość podejmowanych decyzji sprawiała, że nie bardzo miał czas zastanawiać się nad oddaniem skoku i precyzyjnym wymierzeniem go, po prostu odbijał się i leciał. Lądując lewo opadł miękko na ziemię i cały czas mocno i aktywnie galopował przed siebie, docierając powoli do oksera z numerem drugim, przed nim podniósł wyżej łeb i postawił uszy do przodu spokojnie dogalopowując do przeszkody. Odbił się i okrągłym skokiem swobodnie pokonał okser, tuż po nim lądując ponownie na lewo. Po minięciu ósemki i dziewiątki, nakierowany na wprost na trójkę nawet nie zastanawiał się przed oddaniem skoku. Pilne doprowadzony pod stacjonatę bez zawahania oddał skok nad przeszkodą, mocno odbijając się pod kwarcowego podłoża i z lekkością przelatując nad stacjonatą. Po wylądowaniu na prawo kontynuowali galop wykonując dość ciasny zakręt przed szeregiem z numerem cztery, już z daleka kasztan zapatrzył się na lśniącą taflę wody i doskonale znany sobie niebieski kolor zwiastujący obecność wody. Cały dotychczasowy zapał Foudre zgasł w jednej chwili przez co Naomi musiała bardzo mocno go pilnować i dopchnąć do pierwszego członu. Najeżdżając bardzo chaotycznie w ostatniej chwili zerwał się do skoku mocno idąc w górę jak i do przodu. Na szczęście w całym parkurze nie było już żadnych straszaków tego typu, dlatego Foudre po oddaniu mocnego skoku wylądował daleko i mimo najszczerszych chęci nie mógł uratować sytuacji. Poprzez zaburzoną równowagę Naomi nie był w stanie wyjść z tego bez zrzutki mając tak mało miejsca na oddanie skoku. Z czterema punktami karnymi pożegnali szereg i kontynuowali przejazd walcząc do samego końca, nikt przecież nie powiedział, że sąsiednia para również nie popełni błędu.
Mijając ósemkę został nakierowany na kolejną z przeszkód, tym razem stojący samotnie okser, do którego Foudre galopował już odważnie i pewnie. Nie pozwolił Naomi zwątpić nawet przez chwilę podobnie jak ona jemu, dlatego śmiało oddali potężny skok, w trakcie którego ogier rozciągnął się nad przeszkodą prezentują także świetny baskil. Po pokonaniu przeszkody galopowali dalej bardzo energicznie i "wesoło" przed siebie, zadowolony rudzielec zdołał się trochę rozbrykać, co też jasno zakomunikował podrzuceniem zadu w górę. Dopiero upominająca półparada sprowadziła go na ziemię tuż przed szóstką, którą skoczył sprawnym susem pozostawiając już po chwili daleko za sobą. Teraz galopowali do kolejnego szeregu, gdzie przeszkodą rozpoczynającą był okser co wymagało od pary nieco większego skupienia, mijając jedynkę i wychodząc z zakrętu przyjrzał się uważnie stojącym przeszkodom. Bez większego zastanowienia oddał skok nad okserem i lądując po nim czekał już tylko na swoją towarzyszkę, podniósł się po przeszkodzie i galopując dalej podszedł do stacjonaty, którą również pokonał na czysto zostawiając szereg daleko w tyle. Mając szansę pogalopować trochę odważniej śmiało ruszył naprzód, dopiero przed samą ósemką wycofał się lekko i mocniej osiadł na zadzie, dzięki czemu oddany skok był sprężysty i odpowiednio zachowaną parabolą lotu.
Po pokonanej ósemce czekało na niego trudne zadanie, zmuszony nie tylko się skrócić ale również wyraźnie obciążyć zad wykonał razem z Naomi dość ciasny zakręt, gdzie przed samą przeszkodą pozostało niewiele miejsca na wyprostowanie. Na szczęście taka trudność nie pokonała tej dwójki, zdecydowanie blondynki i siła Foudre pozwoliły im na bezproblemowe pokonanie dziewiątki. Pochwalony parsknął głośno i zamiótł gęstym marchewkowym ogonem w powietrzu kierując się galopem w stronę kolejnej przeszkody. Tym razem do pokonania mieli tripplebarre, do którego musieli bardzo odważnie galopować. Sama przeszkoda była szeroka i chodziło o oddanie dalekiego skoku, stąd też energiczny galop był jak najbardziej wskazany. Podchodząc do dziesiątki odbił się od podłoża i rozciągając się nad przeszkodą pokrył ją całą mocno wyciągając nos do przodu. Sprawnie wylądował tuż za nią dość szybko zbierając się z powrotem do galopu, przed jedenastką zdecydowanie musieli spuścić z tonu, chcąc pokonać stacjonatę bez większych problemów. Sprężyście oddany skok i szybkie lądowanie pozwoliły na pozostawienie jedenastki z tyłu bez punktów karnych na koncie. Znów mając okazję pogalopować śmiało szedł naprzód, dopiero po minięciu jedynki nieco mocniej się skracając. Odważnie idąc na przeszkodę odbił się mocno od ziemi i w locie mocno wysunął nos do przodu wręcz nurkując nim za drągi. Mocno się złożył, podciągając podwozie tak, aby przypadkiem nie zahaczyć krawędzią kopyta. Lądując miękko opadł na kwarcowe podłoże i energicznym galopem minął celowniki jeszcze przez chwilę galopując przed siebie. Dopiero wprowadzony w kłus parsknął głośno i razem z blondynką opuścił parkur, kierując się na rozprężalnię celem odpoczynku.
_________________
 
     
Questionable
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 9 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £2600

Doświadczenie w skokach: 13
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 88
Doświadczenie z lonżowania: 46
Kondycja: 26
Szybkość: 22
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2018-02-13, 12:44   

Questionable ochoczo weszła na halę, od razu żywo się po niej rozglądając. Rozdziawiła chrapy i zarżała wesoło na powitanie innym koniom i choć na moment zatrzymała się, to upomniana przez Naomi ruszyła przy jej boku ku schodkom. Przy tych odrobinę się wierciła, z początku dwukrotkie utrudniając blondynce wskoczenie na jej grzbiet, a gdy ostatecznie przystała na to (Nao bowiem uparcie chciała się znaleźć na wysokości, więc nie mogła jej odmówić!) grzecznie poczekała, aż amazonka przygotuje się do jazdy. Ruszyła naprzód dopiero po sygnale do stępa, z początku nieco powłócząc nóżkami, ale już po chwili wypracowując sobie ładne, aktywne tempo.
_________________
 
     
Lisa
Jeździec zaawansowany
Don't worry, I can be bitch enough for both of us


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Rasa: ufo
Podopieczny: Devocatis, Petit Felicite
Pieniądze: £1390

Punkty doświadczenia: 130

Wysłany: 2018-02-13, 18:56   

Minęło sporo czasu odkąd brała ostatni raz udział w zawodach i pewnie nie zdecydowałaby się na starty jeszcze przez jakiś czas gdyby nie zakup własnego konia, który popchnął ją do wzmożonych treningów i pracy. Już zapomniała jak wiele radości i satysfakcji dawały jej starty. Uwielbiała atmosferę panującą podczas zawodów, rywalizację i adrenalinę podczas przejazdów. Zawsze też starała się przygotować siebie i konia najlepiej jak potrafiła, aby przejazd nie tylko był czysty ale także dobry technicznie. Podczas rozprężenia dużo skupienia poświęciła rozluźnieniu i przepuszczalności oraz dodaniom i skróceniom, by mieć pewność, że poradzą sobie z ciasnymi zakrętami i zmianami tempa na parkurze. Obie z Devocatis prezentowały się nienagannie tego dnia ubrane w granat, sprzęt lśnił czystością a wszystko zgrywało się ze sobą kolorystycznie. Wiedziała, że wylosowała do pary bardzo dobrego zawodnika, co tylko zwiększyło jej determinację. Zawsze lepiej mierzyć się z lepszymi od siebie, prawda?
Wjeżdżając na parkur Lisa odczuwała lekki stres, który jednak w niczym jej nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie - uskrzydlał i motywował. Uśmiech nie schodził jej z ust, tak bardzo cieszyła się z ponownych startów. Z Devocatis nie znały się jeszcze bardzo dobrze, ale wierzyła szczerze w zdolności klaczy i swoje umiejętności. Wcześniej dokładnie zaplanowała trasę przejazdu, chcąc pojechać przede wszystkim na czysto ale też w dobrym tempie. Podjechały stępem do linii startowej a kiedy tylko usłyszały sygnał Lisa poprosiła ją o zagalopowanie z lewej nogi, kierując skarogniadą w kierunku pierwszej stacjonaty. Od początku narzuciła aktywne tempo, dosiadem i łydkami podjeżdżając do ręki i zapobiegając nadmiernemu rozciągnięciu się. Po minięciu celowników Lisa usiadła w siodło, wymierzając odskok do jedynki, podpierając klacz łydkami z obu stron i zachowując stabilną rękę. Na skoku przeszła do półsiadu, ilość oddanej wodzy dopasowując do potrzeb. Po pokonaniu stacjonaty pozostała w półsiadzie, pozwalając sobie na kilka szybszych i mocniejszych foule. Pokierowała Dev tak, że ścieły zakręt, przejeżdżając tuż obok siódemki. Dopiero wtedy Lisa wyprostowała swojego wierzchowca i wzięła ja nieco na siebie, siadając w siodło i wycofując ramiona, nie tracąc przy tym działania aktywizującego łydką. Dzięki temu odskok na dwójkę wypadł im niemal idealnie. Podczas skoku obciążyła mocniej lewe strzemię, dając znać o lądowaniu na tą właśnie nogę. Kolejny najazd zdecydowała się rozjechać trochę rozważniej, nie chcąc ryzykować kręceniem w miejscu. Jej 5-cio letnia podopieczna nie miała jeszcze wielkiego doświadczenia w prakurach, dlatego też Lisa pokierowała ją za przeszkodami 8 i 9, pozostając jednak bardzo blisko nich, chwilę po minięciu dziewiątki prostując Devo na stacjonatę numer 3 (tą znajdującą się bliżej piątki) Cały dystans pokonały szybkim tempem, nadrabiając stracone sekundy, które najpewniej ich przeciwnik wykorzystał jadąc na bardziej doświadczonym koniu. Na dwie foule przed trójką uspokoiła jazdę, równo podjeżdżając do miejsca odskoku i zabierając się razem z Dev. Podczas skoku patrzyła już w kolejny zakręt i obciążając prawe strzemię. Ogólnie starała się myśleć o dobrym lądowaniu na każdej z przeszkód, aby nie tracić czasu na lotne, jednak jeżeli było to konieczne to oczywiście nogę zmieniały. Od razu po lądowaniu usiadła w siodło, wycofując ramiona ale łydkami dalej podpierając aktywny galop. Musiała zmotywować Dev do przeniesienia ciężaru na zad i wyjechania ciasnego zakrętu poprzedzającego szereg. Dzięki dobremu galopowaniu w łukach nie traciły cennego czasu, nie było też potrzeby zmieniać tempa, aby dobrze wejść w pierwszy człon. Lisa podparła wszystko tylko łydką, dojeżdżając do dwóch równych wodzy. Płynnie przeszła do półsiadu w skoku, pozostając stabilna górą i oferując klaczy tyle ręki ile potrzebowała. Dystans w szeregu rozjechała dość spokojnie i równo, nie chcąc dopuścić do pomyłki, jednak zachowując aktywny galop pomiędzy członami. Po pokonaniu oksera 4b szybko wróciła w siodło i ścielą zakręt, niemal przyklejając się do dziewiątki i ósemki, skierowała Dev na przekątną i znajdującą się na niej przeszkodę numer 5. Nie zmieniając tempa siadła tylko w siodło, aby klacz nie rozciągnęła się zbytnio i miała możliwość dobrze oddać skok nad okserem. Zabrała się z nią, dopasowując w skoku do paraboli lotu i podążając ręką do przodu. Dała jej znać o lądowaniu na lewo ułożeniem swojego ciała. Linię między 5 a 6 pojechały po wewnętrznej stronie, decydując się na mniejszą ilość foule w środku. Dlatego na wyprostowanie do szóstki została im tylko jedna foule. Lisa stanowczo przyłożyła łydkę, dotykając boków klacz ostrogą i upewniając ją, że ma oddać skok. Musiała przyznać, że jak do tej pory klacz prowadziła się bardzo dobrze i współpracowała z nią podczas przejazdu. Lisa ze swojej strony starała się jej jak tylko potrafiła pomagać w wyborze miejsca odskoku.
Kolejna na trasie była linia składająca się z szeregu i stacjonaty na wprost, dlatego od prawidłowego wjazdu w tą kombinację mogło zależeć pokonanie wszystkich trzech przeszkód. Dodatkowym utrudnieniem był ciasny zakręt na dziewiątkę. Tak więc zaraz po oddanym skoku na szóstce i dobrym lądowaniu Lisa wróciła w siodło, wyjeżdżając zakręt przed stacjonatą numer 1. Do członu 7a zostały im tylko dwie foule na wprost. Dziewczyna usiadła w siodło, poszerzając trochę wykrok, tak aby odległość pasowała idealnie. Wzrok utkwiła już w kolejnym członie, układając się do skoku. Pomiędzy przeszkodami 7a i 7b pozostała w półsiadzie, odchylając tylko ramiona do tyłu i obserwując linię do ósemki.
Po pokonaniu stacjonaty, będącej drugim członem szeregu pozwoliła sobie na dodanie, jednoczęsnie zostając ramionami z tyłu i półparadą podnosząc Dev do góry. Tym samym trochę zaryzykowała skok nad przeszkodą nr 8, ale chciała nadrobić czas a ta prosta dawała ku temu możliwości. Na foule przed cofnęła klacz nieco, aby ułatwić jej wybicie i uniknąć "wpadniecia" pędem w stacjonatę. Jednoczesnie na skoku ułożyła swoje ciało w lewo i po wylądowaniu szybko wróciła w siodło. Łydkami i dosiadem pilnując galopu w tym bardzo ciasnym zakręcie wzięła skarogniadą na siebie i prowadząc ją na dziewiątkę niemal równolegle do krótkiej ściany, a co za tym idzie skacząc ta przeszkodę po ukosie. To, o co zadbała przy najeździe to dobre wyprostowanie konia, bo pomimo braku prostopadłego najazdu jej wierzchowiec nie powinien zgiąć się w żadną ze stron. Zamknęła ją w korytarzu z łydek i wodzy, wyczekała na skok do samego końca, w razie potrzeby dotykając boków Devocatis ostrogami - mogła się w końcu zawahać przy tym mniej typowym najeździe. Opłaciło się jednak, po już po chwili leciały razem w powietrzu.
Pogalopowały prawie prostopadle do długiej ściany, aby zostawić sobie trochę więcej miejsca do przeszkody numer 10. W zakręcie Lisa uspokoiła nieco tempo, rozluźniając Dev półparadami i prostując to triplebarra. Na 3 foule przed pojechała ją lekko w przód, pozwalając na poszerzenie wykroku i ułatwiając jej wyciągnięcie się nad szerszą niż inne przeszkodą. Oddała jej też więcej ręki, aby mogła zapracować dobrze szyją i grzbietem. Sama miała ramiona uniesione do góry, nogę opartą w strzemieniu i wzrok utkwiony już w jedenastce. Po skoku wróciła w siodło, skracając nieco wykrok i szukając wzrokiem dobrego miejsca odbicia. Znajdując je, posłała Devocatis do przodu, zabierając się z nią do skoku. W głowie przeanalizowała na szybko sytuację, a trwało to zaledwie ułamki sekund. Jechały jak do tej pory na czysto - pozostała ostatnia przeszkoda. Aby uzyskać bardzo dobry czas postanowiła postawić wszystko na ostatnią kartę. Pozostała w półsiadzie, opierając nogę mocno o strzemię, ramionami pozostając z tyłu ale jednocześnie posyłając skarogniadą do mocnego, bardzo aktywnego galopu. Ścigając się z czasem ścięły zakręt, wyjeżdżając bardzo blisko szóstki. Dopiero na foule przed dziewczyna wróciła w siodło, by dojechać do ostatniego oksera i podeprzeć skok łydką. Dała się ponieść emocjom - ale było warto, bo również ten ostatni skok udało im się pokonać bez zrzutki.
Bardzo zadowolona Lisa, klepiąc swojego konia przeszła do kłusa, następnie do stępa i tak też opuściła parkur.
_________________
I'm never gonna let you close to me, even though you
mean the most to me. 'Cause every time I open up,
it hurts so I'm never gonna get too close to you.


Lisa Austen
Nobody can be perfect, except me.




 >> friends; <<
my best friend is the one who brings out
the best in me. { Luke, jest jeszcze miejsce dla Ciebie }


 >> my horses; <<
I call horses 'divine mirrors' - they reflect
back the emotions you put in. { Devocatis <3, Petit Felicite <3}


Even when I mean the most to you in case you go and
leave me in the dirt. I'm way too good at goodbyes.

* * *


 
 
     
Devocatis
Skokowiec


Płeć: klacz
Wiek: 8 lat
Rasa: KWPN (Vancouver x Devilish)
Wzrost: 174 cm
Partner: Jesteś tak samo pojebany jak ja - Lavard <3
Właściciel: Lisa Austen
Cena: £3550

Doświadczenie w skokach: 204
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 31
Doświadczenie z lonżowania: 34
Kondycja: 63
Szybkość: 80
Klasa startów: Skoki: CC

Wysłany: 2018-02-14, 10:24   

Devocatis mogłaby powiedzieć dokładnie to samo, bowiem w jej przypadku również minęło wiele czasu odkąd ostatni raz pokazywała się na zawodach. Mimo to widocznie dobrze się czuła w centrum zainteresowania, zupełnie nie przeszkadzało jej całe to zamieszanie oraz hałas wokół, choć oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie postraszyła paru zębami paru koni w pobliżu, które jej zdaniem znalazły się za blisko. Podczas rozprężenia obyło się jednak bez ofiar w ludziach i koniach, co pozwoliło parze stawić się na parkurze o wyznaczonym czasie. Szastając ogonem, była w gotowości do rozpoczęcia startu, więc gdy otrzymała łydkę do galopu, niezwłocznie ruszyła owym chodem, mimo iż dotąd stała w miarę grzecznie w jednym miejscu.
Ten krótki odcinek w zupełności wystarczył jej na nabranie tempa, jednak widząc przed sobą przeszkodę, postawiła uszy na sztorc i błyskawicznie oceniła sytuację. We wskazanym przez Lisę miejscu oddała skok, odpychając się od ziemi i uwalniając w tym ruchu skumulowaną w zadzie energię. Chociaż przeszkoda nie była wysoka, to Devo oddała nad nią dość okrągły skok, w którym zdradzały się jej możliwości na wyższe konkursy. Jeśli akurat nie miała humoru, w którym odmawiała jakiejkolwiek współpracy, to skakała całkiem dokładnie i z sercem, pokazując, że nie przez przypadek miała takie, a nie inne konie w papierach. Po skoku kontynuowała energiczny galop, w którym zwiększyła jeszcze obroty, korzystając z większej przestrzeni. To jednak nie przeszkodziło jej w wejściu w zakręt, po którym stanęła oko w oko z okserem. Z pomocą Lisy wycofała środek ciężkości na zad, którym automatycznie weszła mocniej pod kłodę, szykując się do oddania kolejnego skoku, do czego niezbędna była jej swoboda w łopatkach i zaangażowany zad. Sprawna akcja-reakcja pozwoliła Devo na wejście w niemal idealny odskok, który pomógł jej w dokryciu całej przeszkody. Wylądowała na lewo i pogalopowała przed siebie, by za chwilę zatoczyć łuk tuż za ósmą i dziewiątą przeszkodą, dzięki czemu relatywnie szybko znalazła się przy trójce, do której jej konkurent zrobił skrót, na jaki ją nie byłoby aktualnie stać. Nie została jednak w tyle; dzięki sporej foule spokojnie nadrobiła tę różnicę i za chwilę była już w locie, ponownie wykazując się skutecznością. Ze względu na tempo narzucone przez charakter konkursu, nie skakała z dużym zapasem, ale mimo wszystko był on widoczny. Wysokość przeszkód była tu dużym ułatwieniem, bo już dodatkowe dziesięć, czy może nawet pięć centymetrów mogłoby zrobić różnicę, szczególnie dla niedoświadczonego konia, jakim była Devocatis.
Tym razem wykończyła skok lądowaniem na prawą nogę, co pomogło jej w pokonaniu niełatwego zakrętu na szereg. Lisa jednak potrafiła umiejętnie poprowadzić klacz, tak, że ta już w zakręcie dobrze się podstawiła, uzyskując aktywny galop od zadu. Dzięki temu po wyjściu na wprost przeszkody nie musiała się już martwić o to, co będzie, bowiem wystarczyło cierpliwie zbliżyć się do pierwszego członu i w porę oderwać się od ziemi. Ciemnogniada nie zwróciła nawet uwagi na sztuczny rów z wodą, leżący pod czwórką i bez zawahania weszła w odskok, ponownie wychodząc od kłębu w górę i starannie podnosząc nogi. Prawdę mówiąc traciła na tym trochę czasu, ale spokojnie nadrabiała tę stratę w dystansach czy skrótach, więc można powiedzieć, że jej dokładność raczej im służyła, bo dzięki niej przeszkody pozostawały nienaruszone, przynajmniej na razie. Lubiła skakać, toteż mimo niewątpliwie obecnych emocji, nie dała się im porwać między poszczególnymi członami szeregu. Poczekała na Lisę, sobie samej jeszcze nie do końca ufając jeżeli chodzi o odległości, po czym znowu wybiła się w górę i rozciągnęła nad okserem, korzystając z elastycznie pracującej ręki jeźdźca, dzięki której mogła wyciągnąć szyję na potrzebną i wygodną długość.
Chwilę po wylądowaniu na prawą nogę, weszła w zakręt za ósemką aby podejść pod przeszkodę oznaczoną numerem piątym. Energiczne tempo przejazdu nie pozwalało jej się za wiele zastanawiać, więc zdążyła tylko rzucić okiem na okser, kiedy już musiała się do niego wybijać. Ponownie działanie Lisy ułatwiło jej to zadanie, bowiem pozostając lekką przodem, nie miała większego problemu z tym, aby oddać stosunkowo okrągły skok nad okserem, który udało jej się w pełni dokryć. Dalej galopowała z lewej nogi i w paru foule dopadła kolejnej przeszkody, przy której rzeczywiście koniecznym okazało się dopchnięcie jej, bowiem początkowy najazd jej nie przekonywał. W odpowiedzi na łydkę wzmocnioną ostroga wyszła do skoku, ponownie skacząc na czysto, jako że przyłożyła się do pokonania stacjonaty, ponownie skacząc dość zgrabnie. Kolejny skrót wywołał nową falę emocji, bowiem w krótkim czasie Devo ponownie została postawiona przed nie tak łatwym najazdem. Była przyzwyczajona raczej do długich, spokojnych najazdów, więc gdy jej cały światopogląd został nagle wywrócony o sto osiemdziesiąt stopni, działała dość spontanicznie, opierając się na decyzjach amazonki. Zachęcona do poszerzenia wykroku uczyniła to, na dwie foule przed oddaniem skoku nad kolejnym okserem. Poprawne wejście w szereg ułatwiło jej pokonanie także drugiego członu, nad którym również skoczyła z lekkością, wyraźnie nie męcząc się pokonywaniem parkuru. Za stacjonatą żywo dodała w galopie, wyjątkowo mając dłuższą chwilę na przyjrzenie się przeszkodzie. Mimo prędkości pozostała pod kontrolą Lisy, więc w porę zareagowała na jej wycofanie się na tył, także przerzucając ciężar ciała na zad poprzez głębsze wejście nim pod kłodę. Zebraną w ciele energię uwolniła w momencie odbicia, po raz wtóry przedostając się na drugą stronę nie tylko skutecznie, ale również w całkiem przyjemnym stylu. Wylądowała na prawą nogę i niemal od razu wzięła dość ciasny zakręt na dziewiątkę, z pomocą Lisy magazynując w ciele niezbędną energię do sprostania temu zadaniu. Najazd pod skosem zdecydowanie ją zdziwił, ale dodatkowo zmobilizowana
użyciem ostrogi, skoczyła w określonym momencie, pozostając posłuszną. Tym razem już niewiele brakowało, aby ściągnęła drąg za sobą, ale że nic takiego nie miało miejsca, to nie było to warte uwagi i rozmyślania.
Wciąż pozostawała pobudzona, toteż wyciszenie w zakręcie przed triplem było jak najbardziej wskazane. Zaokrągliwszy galop, wyszła na przeciw najszerszej przeszkody na tym parkurze i pogalopowała prostopadle do niej, z uwagą się jej przyglądając. Lot nad dziesiątką z całą pewnością należał do najdłuższych, co zmusiło Devocatis do rozciągnięcia się nad drągami. Wysiłek wkładany w staranne i sprawne pokonanie parkuru powoli dawał się jej we znaki, co jednak nie przeszkodziło jej w energicznym podejściu do przedostatniej przeszkody i jej udanym pokonaniu. Niemal od razu po wylądowaniu rozpędziła się w galopie zgodnie z wolą Lisy, ścigając się nie tylko z czasem, ale również z koniem z sąsiedniego z parkuru, którego jeździec zdecydował się na ten sam skrót. Póki co szła z BMV dosłownie łeb w łeb, i jak się okazało, weszła w odskok dokładnie w tym samym momencie, sekundę później znajdując się już po drugiej stronie ostatniej przeszkody.
Stopniowo zwolniła do stępa, w którym wciąż lekko pobudzona i nakręcona zeszła na rozprężalnie, starając się uspokoić oddech.
_________________



 
     
Naomi Eaton
Instruktor
★


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat (07.07.1993)
Wzrost: 174 cm

Ostatni trening: 05.2020 - skokowy - Angel's Wings
Podopieczny: Friskey Whiskey, Angel's Wings, Dark Princess Intentians, Maebashi, Charmeur - konie; Flava, Java - kotki.
Pieniądze: £3514

Punkty doświadczenia: 264
Skoki: 94
Ujeżdżenie: 50
Cross: 84
Obycie z koniem: 36


Wysłany: 2018-02-15, 14:43   

Wspomogła Questionable w osiągnięciu energicznego stępa, od początku oczekując od niej dobrej reakcji na łydkę. Była świadoma tego, że siadając na konia powinna to robić w konkretnym celu i unikać biernego "podróżowania" na grzbiecie. Dlatego jeśli pierwsze upomnienie łydką okazało się niewystarczające, kolejnym razem wzmocniła ją ostrogą, prawdopodobnie uzyskując zadowalający efekt, bo raczej nie miała do czynienia z zamulającym z natury koniem. W każdym razie za poprawę od razu pochwaliła klacz głosem, po czym kontynuowała jazdę stępem. Poświęciła na niego dobre piętnaście minut, podczas których cały czas egzekwowała od gniadej aktywny krok, podążając biodrami za jej ruchem i nie usztywniając nadgarstków, dzięki czemu oferowała jej przyjazny kontakt. Już teraz zachęcała klacz do oparcia się na zewnętrznej wodzy, spychając ją na nią wewnętrzną łydką. Podczas jazdy po prostych pilnowała wyprostowania, ale starała się nie kleić do ściany, tylko jeździć po rozmaitych kołach i wężykach, na których przykładała uwagę do właściwego wygięcia, w miarę upływu czasu prosząc klacz o więcej (o ile po drodze nie pojawiały się żadne zgrzyty). Chciała jej też urozmaicić w ten sposób żmudne stępowanie przez cały kwadrans.
 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2018-02-15, 14:47   

Wprost ubóstwiała konkursy pokroju ladies vs gentlemen, bo były przyjemną odskocznią od prawdziwej rywalizacji na prestiżowych parkurach. Zapisała się z lekkim przymrużeniem oka, nie nastawiając się na miejsce na pudle, a przede wszystkim na dobrą zabawę. Z tego powodu – co by było ciekawiej – postanowiła wystartować na jednym ze swoich świeższych koni i takim sposobem padło na rudego Blizzarda. Stało się tak dlatego, że chciała dać trochę odpoczynku doświadczonej Petit, Volstrup był zbyt ‘’leniwy’’ na takie konkurencje, a Panta jeszcze za mało ogarnięta. Po za tym rudy zyska na tym troszkę nowych doświadczeń, a White bardzo zależało by jak najszybciej oswoić go z atmosferą zawodów. W końcu liczyła na ich wspólną, świetlistą przyszłość!
Dowiadując się, że Bastian również zgłosił swój udział, bardzo zapragnęła z nim konkurować. Wiedziała jednak, że szanse na to są dość małe, ale mimo to nie traciła nadziei, bo przecież wszystko może się zdarzyć!
Tego dnia miała tylko jednego konia i poświęciła mu dużo więcej uwagi niżeli zazwyczaj. Szczególnie na rozprężalni, gdzie początkowo starała się troszkę przyzwyczaić Blizia do nerwowej atmosfery i dużej ilości koni w jednym miejscu. Oczywiście prawdziwy test miał czekać ich za parę chwil, ale Kanadyjka wiedziała, że im więcej czasu z nim postępuje na rozprężalni, tym ten będzie spokojniejszy na parkurze. A właściwie podczas rozprężenia chciała przebrnąć przez jego fochy, wyimaginowane strachy i inne dziwne rzeczy, które siedziały w głowie tego wrażliwca. Oczywiście dodatkowo rozgrzała go we wszystkich trzech chodach by nie załapał niechcianej kontuzji, ale jednocześnie nie zmachała go bardziej, niżeli było to konieczne. W końcu musiał mieć dużo siły by dynamicznie przejechać cały konkurs.
Po zaproszeniu ich na plac okazało się, że będzie konkurować z nikim innym jak z Oliverem. Taka sytuacja była dla niej równie optymistyczna co w przypadku Collinsa, bo doskonale pamiętała ich rozmowy podczas wyjazdu do Francji. Zamierzała dać z siebie wszystko, ale oczywiście nie zamierzała wygrać za wszelką cenę, bo nie mogła być pewna jak rudy ostatecznie się zachowa. Zatrzymała go na linii startu i w ramach dodania otuchy, poklepała ogiera po szyi. Przez cały ten czas pilnowała by się nie kręcił, ani nie próbował wyrywać do przodu, skutecznie go od tego odwodząc. W międzyczasie posłała jeszcze rywalowi przyjazdy uśmiech i wtem zaczęła wyczekiwać dzwonka, obwieszczającego początek ‘’wyścigu’’. Gdy tak się stało, cofnęła łydki i z półparady posłała go wprost do galopu, chcąc by sam start był dynamiczny, a tempo od początku trochę szybsze niżeli w zwykłych konkursach. Nie pozwoliła jednak na nadmierne spłaszczenie się, ani zatracenie w biegu, chcąc by wszystko było pod jej kontrolą. Pewnie posyłała kopytnego do przodu, naprowadzając go wprost na jedynkę, która była zwykłą stacjonatą. Stosowne miejsce do wybicia zaakcentowała łydką, bez opóźnienia przechodząc do półsiadu i wychodząc z ręką w przód na tyle, na ile było to konieczne. Wzrokiem automatycznie odszukała dwójkę, po lądowaniu zostając w półsiadzie i pozwalając na odbudowanie tempa. Nie miała zamiaru kręcić niepotrzebnych kilometrów, dlatego przytuliła się do siódemki, ścinając nieco zakręt i tym samym skracając trasę. Ostatecznie wyprostowała Blizzarda i lekko go wyhamowała, nie chcąc by wpierdzielił się w drążki z całym impetem. Wtedy starannie wyliczyła foule i zasugerowała nieco dalsze, mocne odbicie, które miało im zagwarantować bezproblemowe pokrycie całej konstrukcji. Tak się na szczęście stało, więc po lądowaniu na lewą nogę, na nowo zaktywizowała podopiecznego, zakręt jadąc blisko dziewiątki i skrupulatnie podpierając rudego łydkami. Po wyjściu na prostą pozwoliła na delikatne wyciągnięcie fouli i zamknęła go w korytarzu z łydek oraz wodzy, chcąc uniknąć ewentualnej ucieczki w bok. W fazie lotu mocniej dociążyła prawą stronę sugerując zarazem odpowiednią nogę. Wybrała troszkę gorszą opcję trójki pod względem trudności, bo chociaż zaoszczędzili na czasie, to teraz czekał ich trudniejszy najazd na pierwszy z dzisiejszych szeregów. Elizabeth poprowadziła Blizza kilka fouli prosto, by następnie przytrzymać go mocniej i owinąć wokół swojej wewnętrznej łydki. W ten sposób co prawda utracili prędkość, ale wyjechali prostopadle do konfiguracji z numerem cztery, a Kanadyjka od razu mocno zaktywizowała ogiera, chcąc by miał odpowiednią energię do oddania skoku. Jednocześnie mocniej przypilnowała by nie wyłamał, a dla zachowania pewności machnęła w powietrzu palcatem, ostatecznie bez problemów wznosząc się z nim nad stacjonatę. Po lądowaniu wróciła w siodło i z zależności od potrzeb dodała/skróciła foule, chcąc jak najlepiej zmieścić się przed drugim członem. Na szczęście i on poszedł gładko, więc wznowili galop na prawą nogę, pierwsze foule pokonując dość energicznie, co by nie zostać w tyle. Na piątkę najechali blisko ósemki i dziewiątki, a White zadbała żeby ten zakręt nie zaważył na ustawieniu skoczka. Dalej po prostu wypuściła go do przodu i zgrała się z jego ruchem, starając się być jak najmniej odczuwalna podczas fazy lotu. Szóstka nie była skomplikowana, dlatego szybko się z nią uporali i teraz czekał ich kolejny dwuczłonowy szereg. Pojechali blisko za jedynką, a El wyprostowała kopytnego przed przeszkodą, celując w sam środek drążków. Tutaj również musiała postraszyć go bacikiem, nie chcąc ryzykować odmową skoku. W szereg weszli prawidłowo, dlatego stacjonata była już tylko formalnością, a Zawodniczka skupiła się na ósemce, która leżała w tej samej linii. Pozwoliła na lekkie dodanie, ale dojeżdżając do miejsca wybicia posłała rudemu półparadę i wzięła go bardziej na siebie, przenosząc ciężar na zad a odblokowując przody. Nie zgodziła się na przedwczesne wyrwanie się do skoku, dopinając tę kwestię na ostatni guzik i wtedy bez opóźnienia uniosła się w strzemionach, cofnęła biodra i oddała rękę, umożliwiając harmonijne i zrównoważone przefrunięcie na drugą stronę. Zasugerowała lewą nogę, ale nie prosiła o odnowienie tempa, bo czekał ich dość trudny manewr na kolejną stacjonatę. Ze swojej strony zrobiła wszystko, by ułatwić kopytnemu bezproblemowe pokonanie zakrętu, nie pozwalając mu na utratę równowagi. Ostateczne tempo było przeciętne, ale ogier nie zrezygnował z zaatakowania dziewiątki, z czego naturalnie była dumna. Teraz czekał ich jedyny tego dnia triplebarre, ale to nie niepokoiło amazonki. Podeszła do niego pewnie, dbając o dobre tempo i skupienie u swojego konia. Dobrze dobrała miejsce wybicia, nad drążkami miękko balansując w strzemionach i mocno opierając kolana na poduszkach. Umożliwiła Blizzardowi swobodne rozciągnięcie się nad przeszkodą, ale nie straciła kontaktu z jego pyskiem. Dzięki temu po opadnięciu na podłożu od razu byli gotowi by zabrać się na jedenastkę. Gdy i ją mieli z głowy, został już tylko jeden element do osiągnięcia pełnego sukcesu. White zmusiła kopytnego do tego ostatniego wysiłku, jako że mieli dość spory odcinek trasy do pokonania. Pozbierała go kilka fouli przed i dopilnowała, by nie wykombinował niczego w ostatniej chwili, następnie już tylko mu nie przeszkadzając. Po jej pokonaniu, na twarzy Elizabeth momentalnie pojawił się wielki uśmiech. Stopniowo zwolniła podopiecznego do stępa i nagrodziła go sowitym poklepaniem po szyi. Wtedy zerknęła w kierunku Olivera i jeśli patrzył w jej kierunku, złapała za daszek kasku i skinęła głową, dziękując mu za wspólną rywalizację. Nie była ona do końca rozstrzygnięta, bo oboje zakwalifikowali się do dogrywki, ale mimo to przysporzyła dziewczynie dużo radości.

Z/t
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Corleone Olshansky
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: selle français
Wzrost: 162 cm

Ostatni trening: 20.08 - skoki - Luke Sugarman
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £3050

Doświadczenie w skokach: 185
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 21
Doświadczenie z lonżowania: 30
Kondycja: 44
Szybkość: 75
Klasa startów: Skoki: C1

Wysłany: 2018-02-18, 15:19   

Corleone niewielką różnicę robiło to, czy był dziś jedynym koniem Sugarmana i czy zawody były wyjazdowe, czy rozgrywane na miejscu. W każdym z wariantów była to dla niego zmiana, a jak wiadomo, każde odejście od znanego mu schematu dnia wywoływało nerwy i stres, mające wpływ na jego samopoczucie. Tak więc był poddenerwowany od samego rana, ale rozgrzewka faktycznie mogła przebiec w spokojniejszej atmosferze niż zwykle, bo Luke pewnie nie był tak zmęczony jak zwykle, kiedy miał parę koni do objeżdżenia i parę tras do zapamiętania. Ukończywszy ją, oboje po krótkim odpoczynku udali się na konkursowy parkur, gdzie było już trochę spokojniej niż na rozprężalni mimo iż grała głośna muzyka, a trybuny były dość gęsto obsadzone. Gniady był trochę zniecierpliwiony, więc stojąc w miejscu kołysał niespokojnie ogonem i przebierał w miejscu nogami, nie mogąc się doczekać momentu, w którym Luke przestanie go trzymać i pozwoli mu ruszyć galopem.
Wraz z nadejściem tej chwili, zareagował na łydkę wręcz przesadnie; taka reakcja pozwoliła mu jednak na bardzo dobry start, który w tej konkurencji nie był bez znaczenia. Ruszył z lewej nogi, kierując się bezpośrednio na pierwszą przeszkodę. Zachowanie Luke'a nie pozwoliło mu jednak na ignorowanie jego działań, wobec czego pozostał pod jego kontrolą; galopując mocno, aktywnie, cały czas szedł mu w ręce, reagując nawet na te lżejsze sygnały, choć dla bezpieczeństwa Sugarman powinien mieć uwagę na to, że w tych trudniejszych momentach sprawdzą się lepiej jednak te ostrzejsze. Nigdy nie wiadomo, kiedy reakcja gniadego się stępi; być może miało to nastąpić już za chwilę.
Póki co chętnie podszedł pod przeszkodę i oddał skok ze wskazanego miejsca, silnie wybijając się z zadu, ale nie przesadzając z wyjściem w górę. W treningu pod Sugarmanem nauczył się oceniać wysokość przeszkód i chociaż rokował na wiele więcej, to powoli zaczął rozumieć, że ekonomiczne skoki pozwolą mu na zachowanie energii na dalszą część przejazdu. Poza tym tempo, w jakim pokonywali parkur, również nie było bez znaczenia - naprawdę ciężko byłoby oddawać okrągłe, wysokie skoki. Przez prędkość parabola lotu chcąc nie chcąc była trochę spłaszczona, ale ogier wciąż obnosił się z szacunkiem i wystarczająco wysoko podnosił nogi, poza tym wychodził w skoku od kłębu, sprawiając wrażenie, jakoby była to dla niego drobnostka.
Po skoku kontynuował galop z lewej nogi, wciąż idąc żywo i chętnie, w czym pomagał mu przybrany przez Luczka półsiad. Nie widział też na swej drodze przeszkody, więc grzecznie jak na siebie czekał, gdzie zostanie pokierowany. Dopiero na wprost oksera poczuł się niejako sprowokowany do zaatakowania przeszkody, ale Luke już siedział w siodle, motywując go do przerzucenia ciężaru ciała na zad i tym samym do zwiększenia jego aktywności. Taki przebieg akcji pozwolił mu na oddanie kolejnego skoku z równie dużą lekkością i łatwością, które były szczególnie wskazane ze względu na konstrukcję przeszkody - okser mimo wszystko wymagał ciut więcej zaangażowania i sprawności od konia niż stacjonata.
Dalej czekało na Corleone jedno z jego... ulubionych zadań? W każdym razie jedna z tych sytuacji, w których sprawdzał się naprawdę dobrze, bo był bardzo zwrotny, więc bez trudu wykonał skrócony najazd na trójkę. Po pokonaniu jej, czekał go jeszcze jeden taki manewr, który polegał na wykonaniu nawrotu na szereg. To nie tak, że czuł niechęć do ciasnych zakrętów (znacznie łatwiej było mu zawrócić w miejscu, niż poprawnie wyjechać łagodny łuk, więc to zupełnie nie to), po prostu często wypadał z nich szczególnie wtedy, kiedy przed nimi mógł się rozpędzić na prostym odcinku, tak jak było to teraz. Dlatego w zakręt wszedł niemal odwrotnie ustawiony, nieco opierając się Sugarmanowi, by po wyjściu z niego już bez żadnych niespodzianek i utrudnień dogalopować do pierwszego członu szeregu. Widok sztucznego rowu z wodą nijak nie wpłynął na jego nastawienie, potraktował tę przeszkodę jak każdą inną, odważnie galopując do samego końca skąd wyszedł do skoku. Szybko, dość wysoko podniósł przody w pierwszej fazie skoku, a potem pociągnął za nimi całą resztę, daleko sięgając nosem w przód i podkurczając również tylne nogi. Po wylądowaniu nie przyjął nawet innej opcji niż pójść nad drugim członem górą, więc za moment ponownie frunął nad drągami. Pokonawszy szereg, zgodnie z sugestią Luke'a, pogalopował na prawo by zatoczyć łuk też za ósemką i dziewiątką. Dzięki temu znalazł się w prostopadłej linii do oksera, na który poszedł pomimo osłabionej kontroli jeźdźca. Przyczyniło się to tylko do tego, że lot nad okserem był wyjątkowo płaski. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Corleone nie postanowił w ostatniej chwili poprawić skoku zadem; gdy wyrzucił zadnie nogi w powietrze, z impetem władował się w drągi, które z hukiem runęły na ziemię. Nie tego się spodziewał po tym ruchu, tak samo jak jeździec, którego chwilową nieuwagę postanowił wykorzystać na swoją korzyść. Wciąż i wciąż z nim dyskutował, więc gdy znalazł ku temu sposobność, wywalił gwałtownie z zadu w górę, nie przejmując się tym, że kolejna przeszkoda stała tuż-tuż. Przez chwilę było nerwowo, bo ogier był naprawdę zły, o czym świadczyły wtulone w grzywę uszy, ciskające gromy spojrzenie i nieustanna chęć wywalczenia sobie prawa do podejmowania decyzji. Przed kolejnym brykiem powstrzymała go tylko szóstka, do której nagle zrobiło się bardzo blisko, co zmusiło konia do oddania skoku, choćby nie był to w tym momencie jego priorytet...
Na drodze do dalszego wożenia jeźdźca po parkurze stanął mu zakręt, w którym Sugarmanowi udało się odzyskać nad Olshanskym kontrolę. Pewnie dlatego, że nie miał w zwyczaju pędzić na oślep i nie zagryzał wędzidła, dzięki czemu zapanowanie nad nim było możliwe. Zakręcił więc za jedynką, co choć oznaczało dłuższą trasę, wcale nie umniejszyło ich szans, bo gniady w krótkim czasie znalazł się tuż przed okserem. Przeskoczywszy go, bez wahania podszedł do kolejnego członu i oddał kolejny skok, także mogący zaliczyć się do tych udanych. Po nim ogier już tak bardzo nie wyrywał się do kolejnego skoku, co pozwoliło mu w pełnym porozumieniu z jeźdźcem dogalopować do niej równo, bez walki. Taki najazd poskutkował rozważnym wybraniem miejsca odskoku, a dalej ładnym, zaokrąglonym lotem nad stacjonatą, podczas którego Olshansky nie "machał" nogami z tak zgubną pewnością jak na felernym okserze.
Tuż po wylądowaniu wszedł w kolejny, niełatwy zakręt na dziewiątą przeszkodę, przed którą jednak zdążył się swobodnie wyprostować, a nawet przyjrzeć konstrukcji, z którą miał do czynienia. Ponownie poczekał na jeźdźca, co pomogło im obu zgrać się ze sobą w skoku, a tym samym ułatwić ogierowi pokonanie tej przeszkody na czysto. Chociaż wciąż uczestniczyli w wyścigu z czasem i parą z równoległego parkuru, ich świat chwilowo ograniczał się tylko do ich dwójki i przeszkód; przynajmniej Corleone nie zwracał na nic uwagi,starając się pracować wedle sugestii Luke'a, a jednocześnie zgodnie ze swoim widzimisię, które niekiedy wciąż się mocno przebijało.
Nie potrzebował dodatkowych zachęt by dodać przed tripplebarrem, którego ujrzał tuż po wyjściu z zakrętu. Nie pogarszajac przy tym jakości galopu, wyraźnie wyciągnął foule by w odpowiednim momencie odbić się z impetem i wyjść w górę na tyle mocno, by bez problemu stawić czoła nie tylko wysokości, ale również długości przeszkody, której budowa zmotywowała go do rozciągnięcia się w skoku i zanurkowania nosem. Zupełnie nie przeszkadzało mu, że nie miał do czynienia z tym typem przeszkód na co dzień, bowiem nie miał żadnego urazu i skakał dosłownie wszystko, co stawało mu na drodze. Co jednak nie czyniło z niego łatwego do jazdy konia, bo w prowadzeniu był ciężki, o czym Luke przekonywał się na każdym kroku. Mając jednak tę świadomość, dawał sobie z nim radę, czego dał kolejny dowód już za chwilę, gdy podchodzili do przeszkody w tej samej linii. Chociaż Corleone wyraźnie ciągnął do przeszkody, w odpowiedzi na działania jeźdźca mocniej wszedł zadem pod kłodę, przenosząc na niego ciężar ciała; w rezultacie zyskał większą swobodę w łopatkach, co pomogło mu płynnie wyjść do kolejnego, udanego skoku.
Biegł teraz łeb w łeb z Foudre, nawet nie zdajac sobie z tego sprawy; półsiad przyjęty przez Luke'a pozwolił mu zwiększyć tempo w galopie, które w krótkim czasie przybliżyło go do oksera, nad którym oddał dość widowiskowy (bo wykonany z dość mocnego tempa) skok, kończący parkur z wynikiem czterech punktów karnych, złapanych na piątce.
Po minięciu celowników zaczął stopniowo zwalniać aż do stępa, w którym opuścił parkur by na rozprężalni poczekać na drugą część konkursu.
_________________
‘ just because it HURTS
doesn't m e a n you're gonna die '



+ darmowe wpisowe na 1 zawody
 
     
James Levrull
Zawodnik
WKKW


Płeć: mężczyzna
Wiek: 35 lata (5.05.1984r)
Podopieczny: Avallonn Z.
Pieniądze: £3708

Punkty doświadczenia: 54
Skoki: 2
Cross: 6

Wysłany: 2018-02-18, 16:06   

Bardzo chciał wziąć udział w dość nietypowym konkursie organizowanym przez Orchard dlatego zdecydował się pożyczyć od brata na te zawody jednego z jego koni. Dostał sporo informacji o nim, wiedząc, że sporo przed nim pracy, ale przy dobrym prowadzeniu nie powinni mieć problemu.
Przed startem odpowiednio przygotował siebie i konia, tym sposobem prezentując się z nim nienagannie, ogier został zapleciony, w granatowym komplecie dopasował się do granatowego fraka James'a. Kiedy znaleźli się na rozprężalni dość długo zajęła im rozgrzewka, w trakcie której miał jasno postawiony cel - utrzymać kontrolę nad gorącą głową ogiera przy jednocześnie maksymalnym rozluźnieniu. Dlatego w trakcie rozgrzewki prócz normalnej rozgrzewki w trzech chodach z woltami i licznymi zmianami kierunku, dodał sporo przejść nawet o dwa w górę/w dół. Pierwsze skoki natomiast zrobił ze wskazówkami, by nieco ograniczyć ogiera jeśli o głupie pomysły chodzi, by ostatecznie zakończyć rozgrzewkę paroma skokami już bez wskazówki nad okserem/stacjonatą z adekwatną do startu wysokością przeszkód.

Kiedy wraz z równoległą parą został wywołany na parkur na kontakcie ruszył kłusem w tamtą stronę. Chwilę pokręcił się z ogierem między przeszkodami póki był czas, gdy dało się słyszeć sygnał do startu, a następnie zaczynającą się coraz głośniej piosenkę "I'm an Albatraoz". Uśmiechnął się pod nosem nutę kojarząc raczej z klubów, a nie jeżdżąc przy takiej, ale nie wiele myśląc zagalopował od razu wzrokiem kierując się na jedynkę. Postanowił nieco ryzykować, ale nie przesadzając, nie znając aż na tyle dobrze Pandę. Galopując na lewo od samego początku szukał docelowego galopu, bardziej musząc ogiera nieco tłumić niż poganiać, co nie oznacza, że odstawiał z tego powodu łydki. Aktywnie wspierały każdy krok, a wstrzymująca wodza i dosiad uniemożliwiała odpalenie wrotek Folblutowi. Widząc przed sobą jedynkę pewnie siadł w siodło prowadząc ogiera na środek przeszkody. Czekając w siodle do samego końca podprowadził ogiera dostatecznie blisko, by z tego miejsca puścić go do skoku. Samemu wszedł w półsiad idąc za jego ruchem ręką, ale nie tracąc z jego pyskiem kontaktu zaparł się w strzemionach tam szukając równowagi. Lądując w strzemiona wzrokiem szukał już dwójki mając pierwszą przeszkodę za sobą, na czysto.
Do dwójki jechał lekkim łukiem dostatecznie szybko prostując go otrzymując tym samym przyjemny, prostopadły najazd, w którego trakcie ponownie siadając w siodło wziął ogiera na siebie nie przesadnie jednak wycofując go, wiedząc, że taka walka może się źle skończyć. Na szczęście Panda doszedł do jego ręki bez problemu uzyskując tempo, które pozwoliło im pewnie dojechać do przeszkody i wejść w skok z odpowiedniego miejsca wybicia. Niespóźniony półsiad, a później pewne lądowanie w strzemiona, by praktycznie od razu zacząć kręcić zakręt w lewo za przeszkodami 8 i 9, tak, by wybrać trudniejszy zakręt na przeszkodę nr 3. Najazd był pewnym ryzykiem, choć trudniejsze w tym wypadku miało być to co po nim - czyli zakręt na czwórkę. Skupił się jednak teraz na stacjonacie, do której po ostrym zakręcie, gdzie prowadził ogiera na zewnętrznej wodzy i wewnętrznej łydce naprostował na przeszkodę znów już pewnie siedząc w siodło i doprowadzając go pod przeszkodę posłał do skoku. Po wylądowaniu od razu wycofał ramiona nie zakręcając jednak od razu coby sobie nie utrudnić.
Dopiero po paru foulach zaczął nawracać o 180 stopni tak, by najechać na wodę. Nie wiedział do końca jak zachowa się na basen, ale w swoim stylu jazdy nic nie zmienił dalej pewnie galopując przed siebie. w trakcie zakrętu przy prowadzeniu go na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną rozluźniał chcąc naprowadzić go na czwórkę. Ostry zakręt wymusił zapewne na ogierze nieco wolniejsze tempo, którego nie korygował, jedynie po naprostowaniu go na przeszkodę próbując go utrzymać. O dziwo bez szarpaniny i pływania podjechali pod 4A i ją pokonując na czysto. To nie był jednak koniec roboty, gdyż woda była w szeregu z okserem. Na szczęście wjazd do szeregu był na tyle udany, a pierwszy skok na tyle dobry, że nie musiał nic zmieniać, by dobrze podjechać po dwóch foulach pod 4B, jedynie nieco podniósł go w trakcie tego krótkiego odcinka, ułatwiając mu wykonanie tego zadania. Panda na szczęście nie zawahał się i pokonał drugi człon również na czysto.
Do piątki mieli trochę dystansu dlatego wchodząc w lekki półsiad po lądowaniu nieco poszerzył foulę, nie przesadzając jednak, tak by być w stanie później skrócić Folbluta. Po minięciu zestawu przeszkód 8/9 zaczął kręcić na oksera już wtedy wsiadając w siodło i stopniowo biorąc go na siebie, zamykając w korytarzu z wodzy wycofał ramiona już teraz utrzymując prostopadły najazd. Tym razem ogier nieco wyrwał do przeszkody, ale James nie walcząc jedynie wybrał odpowiednie wybicia posyłając go do efektownego skoku - o dziwo na czysto, mimo, że przez chwilę Jeździec widział śmierć w oczach, o. Dlatego od razu po wylądowaniu wziął go na siebie konkretnie go skracając. Jako, że po łuku mieli nie wiele czasu do szóstki po dogadaniu się kierując się na szóstkę po odpowiedniej ilości fouli posłał go spod przeszkody do skoku znów bez utraty kontaktu wchodząc samemu w półsiad w locie już kątem oka obserwując kolejny zestaw przeszkód. Po wylądowaniu znów wycofanie ogiera, coby powstrzymać jego szarżę.
Do szeregu postanowił nie przesadzać, wiedząc jak ważny jest dobry wjazd, dlatego wybrał bezpieczniejszą drogę za przeszkodą nr 1. Znów pewnie prowadząc go w korytarzu z wodzy bez zbędnej utraty tempa starał się mu pomagać w trakcie pokonywania zakrętu tak, by ten nie stracił równowagi, dlatego też cały zakręt pokonał w pełnym siadzie. Prostując go na szereg lekko zablokował biodra tak, by nie zaatakował pierwszego członu. Podprowadził go blisko pod 7A posyłając do płynnego skoku, na szczęście z dobrym wybiciem. Tym razem w szeregu mieli tylko foulę, dlatego od razu lądując podniósł ogiera cofając swoje ramiona i domykając dołem posłał do kolejnego skoku tym razem nad stacjonatą. Tu obyło się bez problemów i kolejna przeszkoda została nienaruszona. Po lądowaniu jednak od razu skupił się na tym, że w linii mają przeszkodę nr 8. Licząc w myślach liczbę fouli starał się nie zmieniać tempa, tak, by dobrze wyjechać całą linię. Z mocnym przytrzymaniem, ale się udało i weszli w skok na ósemką, który ostatecznie zakończył się również na czysto.
Po lądowaniu od razu zaczął kręcić na przeszkodę nr 9, od razu siedząc w pełnym siadzie zaczął zakręt, dość ostry zresztą, starał się nie tracić przesadnie tempa, maksymalnie pomagając mu ustawieniem łydek, zewnętrzna wodzą i wewnętrzną rozluźniając tak, by ogier nie stracił równowagi w trakcie pokonywania całego zakrętu. Na szczęście udało się to i dość ryzykując naprostował go tak, że zostało im tylko dwie foule, ryzyko się opłaciło, bo ogier nie zawahał się atakując chętnie przeszkodę z dobrym skutkiem. Po lądowaniu zakręt w prawo na linię, do której znów pilnował prostopadłego najazdu. Dojeżdżając do dziesiątki dał mu nieco poszerzyć foulę tak by dokrył całego tripla. Do samego końca pilnował go w łydce, by ten się nie zawahał, ale ten pozytywnie go zaskoczył przesadnie wręcz biorąc sobie do serca szerokość przeszkody, gdyż wylądował daleko za nią. Efektem tego było to, że musiał teraz dodać do drugiego członu, bo się nie zmieszczą. Pilnując, by w trakcie dodania ogier się nie spłaszczył podprowadził go pod 11'nastkę by posłać go do pewnego skoku.
Kolejny na czysto zmotywował Levrulla do tego, by zrobić spektakularną końcówkę. Dlatego po wylądowaniu zakręcił od razu w prawo mocnym galopem jadąc pomiędzy przeszkodą nr 1 a 6 mocno ścinając zakręt, a na ostatnią przeszkodę jadąc z lekkiego łuku. Na szczęście ogier podjął wyzwanie przez co doprowadzenie go do przeszkody (może już dzięki zmęczeniu, kto to wie) odbyło się bez walki i mimo skoku po łuku zakończyli przejazd z czystym kątem. Oh, emocje by Albatrosie niezłe! Po minięciu mety od razu przeszedł do kłusa chwaląc ogiera i zerknął na wynik pary równoległej. No, przechodząc dalej! Opuścił z ogierem parkur, porządnie go następnie stępując i dając w nagrodę smakołyki.

[zt]
_________________



Osiągnięcia:
- I miejsce - zawody skokowe kl. P - Bremen Star.
- I miejsce - zawody wkkw 1* - Broyer du Noir.
- II miejsce - zawody skokowe #1 - Cautious Vemmekeshoeove.
- II miejsce - zawody WKKW #2 - Imagination Sontesique.
- II miejsce - zawody skokowe kl. P1 - Bremen Star.
- III miejsce - zawody skokowe kl. P - Kaept'n Nemo.
- IV miejsce - zawody ujeżdżeniowe kl. L - Dageraad.
- VII miejsce - zawody skokowe kl. L1 - Cameleon.
- VIII miejsce - zawody WKKW kl. 1* - Imagination Sontesique.


Rezerwuję wizerunek Sean O'pry.

Loteria urodzinowa Jessie '20: Otrzymujesz darmową zajazdkę dla 1 konia
 
     
Cruzeiro
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 6 lat
Rasa: Koń Hanowerski
Właściciel: Oliver Pelerieux
Cena: £2700

Doświadczenie w skokach: 110
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10
Doświadczenie z lonżowania: 10
Kondycja: 39
Szybkość: 42
Klasa startów: Skoki: N

Wysłany: 2018-02-18, 21:36   

Był pobudzony, ale to nie powinno dziwić nikogo, kto go znał. Chociaż ostatnimi czasy na zawodach pojawiłam się coraz częściej, to w dalszym ciągu było to dla niego trochę stresujące zdarzenie. Tym bardziej dzisiaj, gdy parkur rozbrzmiewał głośną, energiczną muzyką, co tylko podjudzało go do zbyt intensywnego odbierania bodźców z zewnątrz.
Po wejściu na plac konkursowy, nerwowym spojrzeniem omiótł rozstawione tu przeszkody i próbował troszkę caplować, bardzo się niecierpliwiąc. Czekanie nie było najmocniejszą stroną siwego, dlatego najchętniej zagalopowałby już na wejściu i szybko przebrnął przez całość, chcąc mieć to już za sobą. Niestety tak się stać nie mogło, dlatego troszkę potańczył w miejscu, chociaż w ten sposób dając minimalny upust rozpierającej go energii. Odczuwając pomoce do cofania, skulił lekko uszy ale wykonał trzy krótkie kroczki w tył, nie do końca wiedząc co Oliver kombinuje. W pierwszej chwili jeszcze mocniej się zirytował, ale nie miał czasu nad tym rozmyślać, bo nastał długo wyczekiwany sygnał do zagalopowania. Bez chwili zastanowienia ruszył określonym chodem, mocno startując z zadu i już na wstępie obierając dynamiczne tempo. Teraz skupił się już tylko na stacjonacie, od której dzieliło go kilka fouli, idąc na nią pewnie i bez krzty zawahania. Wybił się we wskazanym przez właściciela miejscu, bezpiecznie i z gracją przedostając się na drugą stronę. To tylko pobudziło go do działania, więc radośnie podrzucił dupką i zaczął wyczekiwać wskazówek dotyczących dalszej trasy. Zgodnie z oczekiwaniami, ściął zakręt, przytulając się do 7a i jednocześnie ukracając sobie trasę do dwójki. W reakcji na półparadę cofnął ucho, przypominając sobie o obecności jeźdźca, którego rzekomo miał słuchać. I faktycznie z treningu na trening okazywało się, że Pelerieux czasami miał racje, a jego pomoce znacząco ułatwiały pokonywanie parkuru. Nie zawsze, ale jednak Cruz zaczynał się z nim dogadywać, chociaż do pełnego konsensu jeszcze im brakowało.
Po wyjściu na prostą, automatycznie wymierzył sobie w głowie odległości nie musząc się zbytnio rozciągać ani skracać. Jego aktualna foula była wystarczająca, by prawidłowo się odbić i pokryć okser. Składając się w locie, mocno przyciągnął przody do klatki piersiowej, uzyskując tym samym spory zapasik. Wolał jednak to, niżeli omyłkowe trącenie drążka, co swoją drogą kompletnie nie wchodziło w grę.
Po miękkim lądowaniu wznowił galop na lewą nogę korzystając z możliwości rozwinięcia skrzydeł i energiczniejszego niż zazwyczaj tempa. Zakręt na trójkę był dość ciasny, więc pomoce bruneta były w tym przypadku kluczowe tym bardziej, że poprowadził siwego przy samych stojakach. Gdyby nie podparcie łydką, hanower już dawno wypadłby z ustawienia, a tak po wyjściu na prostą był gotowy, by zmierzyć się z przeszkodą numer trzy. Owa stacjonata była węższa niżeli pozostałe punkty parkuru, co oczywiście nie umknęło uwadze skoczka. Był jednak zbyt napalony na skoki by z takiego błahego powodu odmówić współpracy, bo same wysokości nie sprawiały mu problemu w najmniejszym stopniu. Skulił uszy w związku z działaniem bata, który był w tej sytuacji zbędny, chociaż z punktu widzenia jeźdźca uzasadniony. Oddał przyjemny, okrągły skok, nie dotykając nawet żadnego z drągów i na czysto przedostając się na drugą stronę. Nad konstrukcją zmienił nogę i teraz zgodnie z oczekiwaniami właściciela wykonał zwrot na pierwszy tego dnia szereg. Tutaj również w całości polegał na pomocach mężczyzny, które pozwoliły mu zachować równowagę i zarazem ułatwiły wejście zadem pod kłodę. Po wyprostowaniu zadarł do góry głowę i całą swoją uwagę poświęcił przeszkodzie, początkowo próbując ją zaatakować. Oli niestety uniemożliwił mu to działanie, chociaż ostatecznie samo wybicie było mocniejsze niż dotychczas, ale w dalszym ciągu zrównoważone i harmonijne. Opadł na podłoże z cichym stęknięciem, ale jego zapały nie ostygły. Po raz wtóry próbował dopaść konstrukcję w swoim stylu, ale ponownie nie otrzymał ku temu pozwolenia. Chcąc nie chcąc, zezłościł się ale zarazem osiadł bardziej na dupce i odblokował przody. Trochę niecierpliwie wyczekał łydki, wraz z którą poszybował w powietrze, przyjemnie składając się ze swoim jeźdźcem w locie. Dla zachowania równowagi swobodnie wyciągnął szyję i zadbał, by nawet rąbek kopyta nie trącił zawieszonych na stojakach drążków. To wszystko zaowocowało kolejnym udanym skokiem oraz lądowaniem na prawo, po którym nastąpiło odbudowanie tempa do energicznego i wesołego galopu. I zapewne siwy zatraciłby się w możliwości rozwinięcia skrzydeł bardziej, niżeli było to konieczne, ale półparady przypominały mu o obecności Olivera. Bez obiekcji naprostował się na okser i podległ wytycznym zawodnika, który bezbłędnie zaznaczył mu najbardziej optymalne miejsce do wybicia. Cruzeiro zaprezentował książkowy baskil, chwilę później kierując się już na szóstkę. Pokonał ją pod lekkim skosem, nie wiedząc co Pelerieux zaplanował dla nich dalej. Na szczęście siwy był odważnym zwierzęciem i lubił podejmować wyzwania, szczególnie jeśli o skoki chodziło.
Pojechał krótkim najazdem przed jedynką, zaraz po wyprostowaniu wybijając się w powietrze. I chociaż ogier nie odmówił skoku ani nawet się nie zawahał, to siłą rzeczy spłaszczył lot, przez co niestety nie uniknął stuknięcia w drąg. Ten na szczęście jedynie niebezpiecznie zatelepał się na kłódkach, ale pozostał na swoim miejscu. I całe szczęście, bo to głupie zdarzenie mogłoby odebrać im promocje do kolejnego etapu, o ile druga para przejechałaby całość na czysto.
Niestety po lądowaniu ogierowi brakowało energii i gdyby nie zwiększenie dynamiki, zabrakłoby im do stacjonaty. Ostatecznie Pelerieux dobrze poradził sobie z naprawieniem skutków ryzykownej decyzji i po wyjściu z szeregu, siwy od razu skupili się na ósemce, która leżała w tej samej linii. Skrócił się lekko kilka fouli przed miejscem wybicia, jako że tempo było odrobinę za szybkie, a ogier nie chciał władować się w drążki z pełnym impetem. Na szczęście obyło się bez komplikacji i po dość ciasnej wolcie zaliczyli również dziewiątkę. Teraz pojechali aż pod bandę, gdzie czekał ich tripplebarre. Cruz zakwalifikował go jako większe niżeli dotychczas wyzwanie, więc automatycznie wyrwał trochę do przodu, chcąc mieć wystarczająco dużo energii do bezbłędnego pokonania go. Odbił się w punkt i mocno rozciągnął nad przeszkodą, łapiąc równowagę, która w tym przypadku była niezbędna.
Kierując się na jedenastkę, posłusznie zaokrąglił galop, dzięki czemu sam skok nie był spłaszczony. Teraz mogli się już w pełni skupić na ostatnim elemencie parkuru, od którego dzielił ich dość spory odcinek trasy. Hanower zmusił się do tego ostatniego wysiłku, mocniej przebierając nogami i obierając trasę wskazaną przez swojego właściciela. Pomimo powoli rosnącego zmęczenia, kopytny nie zignorował oksera i poświęcił mu tyle samo zaangażowania, co pozostałym przeszkodom.
Zadowolony z siebie jak i współpracy z Oliverem, przeciągle parsknął i zaczął zwalniać. Zadowolenie Pelerieuxa i jego pochwały działały na niego podbudowująco, więc siłą rzeczy Cruz również był szczęśliwy.
Zjechał na rozprężalnie, by troszkę odsapnąć przed dogrywką.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 8