Płeć: kobieta Wiek: 25 lata Pieniądze: £3925 Punkty doświadczenia: 23 Skoki: 10 Ujeżdżenie: 6 Wyścigi: 3 Obycie z koniem: 6
Wysłany: 2019-12-18, 22:04
SREBRNA ODZNAKA JEŻDZIECKA
Na przejazd zarówno do części ujeżdżeniowej, jak i skokowej wybrała jednego konia, którego co prawda dobrze nie znała, ale zdecydowała się właśnie na niego ze względu na odpowiedni poziom wyszkolenia i ugodowy charakter, o którym wcześniej wspomniała jego właścicielka. Miała więc nadzieję, że będzie się z ogierem dogadywała, co miało się okazać po przybyciu na rozprężalnie.
Należycie przygotowana, ubrana w schludny, dostosowany do tej okazji strój Aurelie pojawiła się na hali wraz z równie dobrze wyglądającym oldenburgiem, któremu poświęciła sporo czasu jeszcze w stajni, między innymi zadbawszy o czystość jego sierści i kopyt, nie zapominając o tym, by starannie zapleść mu grzywę w koreczki.
Podczas rozgrzewki zadbała o to, by Unexpected porządnie się rozgrzał, rozciągnął oraz rozluźnił, jednocześnie nie forsując go zbyt dużą ilością ćwiczeń, bo miało go to tylko przygotować do samego egzaminu, podczas którego nie powinien być zmęczony.
Usłyszawszy swoje nazwisko, poprawiła się w siodle, zebrała wodze na kontakt i zaprosiła dziesięciolatka do kłusa, pozostając w pełnym siadzie. W punkcie A wjechali na linię środkową czworoboku, gdzie kobieta pilnowała wyprostowania sylwetki konia przez równo przyłożone łydki do jego boków, nie zapominając również o jednakowej długości wodzy, które trzymała na odpowiedniej wysokości.
Dojeżdżając do litery X zaczęła przygotowywać konia do zatrzymania przez serię subtelnych półparad, na której końcu dojechała go ciężarem i łydkami na zamkniętą rękę, odpuszczając jej działanie jeszcze przed ostatecznym stanięciem ogiera w miejscu, umożliwiając mu równe dostawienie kończyn. Podczas tej chwili nieruchomości ukłoniła się sędziom i ponownie wysłała go do kłusa, kontynuując jazdę po linii prostej, już od początku dbając o aktywne tempo, nie zapominając o wyprostowaniu. W C zakręciła w prawo, kolejno postarała się o głębokie i dokładne wyjechanie narożnika, po którym zjechali na przekątną. Planowo miało nastąpić na niej wydłużenie kroku, więc zachęciła go do tego, dając mu łydkę, pracując dosiadem i delikatnie oddając rękę, tak by mógł swobodnie poszerzyć swoje ramy. Już w K wrócili do kłusa roboczego, w którym przejechali kilkanaście metrów do B, przed którym posłała mu krótką półparade, która poprzedzała zakręt w lewo. Poprowadziła konia przez środek czworoboku, tutaj tym bardziej zwracając uwagę na to, by nie pływał między pomocami, uprzedzając go jeszcze o nadchodzącym zakręcie w prawo, który wykonali po dotarciu do E. Wróciwszy na ścianę, prowadziła ogiera przez H do C, przed którym podobnie jak na początku egzaminu wysłała parę półparad, które zakończone były pełną paradą. Niestety kobieta nieco się przy tym rozkojarzyła, przez co niedostatecznie użyła pomocy aktywizujących, przez co Unex odstawił zadnie nogi, nie wkraczając nimi mocniej pod kłodę. Nie zrażała się tym jednak zbytnio, bo mimo tego zatrzymanie odbyło się w odpowiednim miejscu.
Odczekała równe pięć sekund, licząc je sobie w głowie i dała mu sygnał do stępa, w którym wyjechali narożnik, by następnie w M odbić do środka czworoboku, jednak tym razem, zamiast poruszać się po pełnej długości przekątnej, prowadziła ogiera do punktu E. Nie zapomniała także oddać mu na ten czas wodzy, tak by mógł swobodnie wyciągnąć szyję, jednocześnie pilnując jego tempa. We wcześniej wspomnianym punkcie powrócili na ścianę, a niedługo po tym, jeszcze przed K skróciła stopniowo wodze, oferując mu ponownie stały, elastyczny kontakt, by wrócić w stęp pośrednim, którym nie poruszali się zbyt długo, bo już w samym K wypchnęła go z bioder i dała łydkę do kłusa. W narożniku wygięła go w łydkach, dużą uwagę poświęcając podczas egzaminu na prawidłowe ich wyginanie, na łuku wysyłając mu półparadę. Miała ona za zadanie uświadomieniu go o nadchodzącym przejściu w górę, które nastąpiła w A. Kobieta przesunęła za popręg zewnętrzną łydkę, nie zapominając także o działaniu wewnętrznej, równocześnie wypychając dziesięciolatka z bioder, egzekwując na nim zagalopowanie na lewą nogę. Podobnie jak w kłusie pilnowała aktywności zadu ogiera i zaokrąglenia samego chodu, wiedząc, że bez tego nie zrobi prawidłowego wydłużenia, które miało nastąpić w F i trwać do końca długiej ściany. Po minięciu narożnika, w należytym miejscu kobieta domknęła delikatnie obie łydki i aktywnie pracowała dosiadem, oddając mu nieco ręki, ale nie tracąc kontaktu z jego pyskiem. Podczas tego ćwiczenia ogier przeniósł swój ciężar w przód, więc starała się go unieść, dociążając bardziej zad, by pomóc mu zachować prawidłową równowagę. W M wrócili do galopu roboczego, szykując się do zrobienia koła o średnicy 15 metrów, na które skierowała go w punkcie C. Podczas wykonywania figury używała zarówno wodzy, jak i łydek, wewnętrzną łydką prosząc go o aktywny ruch do przodu, a zewnętrzną pilnując jego zadu. Wewnętrzna wodza pełniła funkcję nadawania kierunku, a zewnętrza pilnowała, by ogier przesadnie nie przeginał się w szyi. Po powrocie z koła minęli narożnik, z którego wysłała konia na wężyk o jednym łuku, który miał być zrobiony w kontragalopie. Robiąc tę figurę, dbała o to, by koń dalej poruszał się aktywnie i w równowadze, co było ważne podczas kontragalopu. Pamiętała również, by nie przekroczyć linii ćwiartkowej, na której znajdował się „najwyższy punkt” wężyka. Po powrocie na ścianę wyprostowała go na moment i zaraz ustawiła do pokonania narożnika, po którym spokojnie poprowadziła do F, właśnie w tamtym momencie zjeżdżając na przekątną, przez którą mieli zmienić kierunek. W jej połowie wstrzymała go do kłusa, pozostając w nim do czasu dojechania do narożnika, w którym ponowiła pomoce do galopu na prawą nogę. Tutaj ponownie uprzedziła konia przed następnym zadaniem, którym miało być kolejne już wydłużenie wykroku, rozpoczynające się w punkcie M. Domknęła łydki, prosząc o większe zaangażowanie zadnich kończyn i poszerzenie wykroku, pamiętając o aktywnym dojeżdżaniu go dosiadem i delikatnym, acz niegwałtownym oddaniu wodzy. O ile wszystko dobrze poszło, to już w F skróciła konia, powracając do roboczego galopu. Przed zjazdem na koło w A wysłała mu półparadę, by zwrócić na siebie jego uwagę, aby we wspomnianym punkcie wykręcić na ową figurę. Dbale używała pomocy, by prowadząc ogiera na łuku jak najlepiej wyjechać rysunek koła bez utraty tempa. Po nim czekał ich kolejny wężyk, na którym zachowała się identycznie jak wcześniej, odpowiednio balansując ciałem w siodle, by nie przeszkadzać mu, a raczej pomagać w zachowaniu równowagi w kontragalopie. Po powrocie na ścianę umożliwiła mu już naturalne poruszanie się, dalej jadąc w galopie. Na przekątną zaprosiła go po dojechaniu do M, nieco bardziej mobilizując go działaniem łydek i dosiadu, bo przed nią wyczuwalnie zwolnił, czemu udało jej się ostatecznie zaradzić. Jeszcze przed końcem przekątnej nastąpiło przejście w dół, dalszą jazdę kontynuując w kłusie. Cały czas starała się, by dziesięciolatek zadowalająco pracował zadem i pozostawał lekkim na przodzie ciała. Od punktu F zasugerowała mu wydłużenie wykroku, stosując takie same pomoce, co wcześniej. Dojeżdżając do H, zaczęła stopniowo skracać wodze i finalnie powrócili do roboczego kłusa. Następnie, gdy już dotarli do B, Aurelie skręciła na koło o średnicy 20 m, na którym zaczęła anglezować i przystąpiła do żucia z ręki, stopniowo oddając mu wodzę, by nie spowodować wypadnięcia z kontaktu, w tym samym czasie dojeżdżając go łydkami i zachęcając do żucia pulsacyjny działaniem wodzy. Jeszcze przed wyjechaniem z figury kobieta stopniowo nabrała wcześniej oddane wodze, wyprostowując konia po powrocie na ścianę. Poruszając się roboczym kłusem, prowadziła go śmiało do literki A, w której skręciła na linię środkową czworoboku, podczas zakrętu pilnując wygięcia łydkami. Podobnie jak na początku egzaminu, przygotowała Unexa serią półparad, na końcu wykonując pełną paradę, czyli zatrzymanie w punkcie X. Ukłoniła się przed sędziami, po czym oddała ogierowi wodze, ruszając kolejno stępem, którym opuścili czworobok. Na rozprężalni pochwaliła konia za wspólną współpracę i dała mu dużo czasu na odpoczynek, by zregenerował siły na część skokową.
Płeć: kobieta Wiek: 21 lat Wzrost: 169 cm Ostatni trening: 26.06.20 - ujeżdżeniowy - Donatella Podopieczny: Donatella Pieniądze: £1850 Punkty doświadczenia: 55 Skoki: 18 Ujeżdżenie: 28 Cross: 6 Obycie z koniem: 3
Wysłany: 2019-12-20, 14:01
SREBRNA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Sherry nie wiedziała, dlaczego zgłosiła się do brązu, jednak dobrze jej poszło i chciała kontynuować swoją karierę jeździecką. Większość zawodów wymagała posiadania srebrnej odznaki, dlatego, gdyby chciała startować w takich wydarzeniach, musiała być o poziom wyżej. A do tego musiała ponownie wyjechać na czworobok i parkur przed komisje, która będzie oceniać jej każdy ruch. Tym razem padło na innego konia, niż znana Latte Macchiato, a mianowicie na Escudero. Był to piękny ogier andaluzyjski, który swoją postawą wzbudzał respekt dziewczyny i miała nadzieję, że zdołają się dogadać. To było ich praktycznie pierwsze spotkanie, przez co Sherry nieco się stresowała. Miała pewne wątpliwości co do możliwej jakości przejazdu, że mogą się nie dogadać, przez co cały przejazd skończy się masakrą. Przybyła do stajni dużo wcześniej, by mogła chociaż trochę zapoznać się ze swoimi wierzchowcami. Chwilę spędziła u Fleur, by potem przejść do męskiej części stajni, do boksu, gdzie stał siwek. Przywitała się z nim, dając mu na samym wstępie kawałek marchewki, chwilę poznając jego charakter poprzez głaskanie go po pysku i części szyi, jeśli jej pozwolił, po czym weszła do boksu, zakładając kantar i wychodząc razem z nim z boksu. Weszła na myjkę, gdzie go dokładnie wyczyściła, osiodłała oraz okiełznała, założyła również owijki i biały czaprak, by oboje mogli wyglądać odświętnie. Sama miała białe bryczesy z białym polo i czarnym frakiem, oczywiście również będzie mieć na głowie kask. Ruszyli potem w kierunku rozprężalni, gdzie przyłożyła się do rozgrzewki ogiera, szczególnie jeśli chodzi o stęp i kłus. Jak wszystko w dwutraktowy chodzie wychodziło dość prosto i łatwo, tak w stępie musiała się trochę natrudzić, by dobrze go w tych chodzie rozciągnąć i rozluźnić, szczególnie jeśli chodzi o jazdę na lewo. Nie zaniedbywała przy tym prawej strony ogiera, która również musiała być bardzo dobrze rozgrzana. Zauważyła, że ogier jest bardzo wrażliwy, dlatego zminimalizowała użycie pomocy, a gdy siwek nie reagował na bardzo delikatne sygnały, wtedy je stopniowo wzmacniała, by odkryć ten magiczny punk, w którym koń zareaguje natychmiastowo, a jednocześnie nie będzie przytłoczony pomocami. Sama podczas rozgrzewki się rozluźniła, zaś jej sygnały były coraz lepiej czytelne i jasne dla ogiera. Skupiła się mocno na zatrzymaniach, dbając o to, by było ono równe i w docelowym miejscu, wspomagając konia półparadami przed każdym zadaniem. Zebrania wychodziły mu bardzo dobrze, tak samo dodania. Z kontrgalopem, który również ćwiczyli, nie było większych problemów, podobnie z rozciąganiem na kołach i łukach na obie strony, przećwiczyli również wydłużanie szyi, po czym przeszli do stępa, gdzie dała mu długą wodzę i czekali na wywołanie siebie.
Przed wjechaniem na czworobok, dziewczyna przyłożyła łydki do boków konia, wypychając lekko biodrami i lekko oddając wodze, nie tracąc przy tym elastycznego kontaktu, by Escudero przyspieszył do kłusa roboczego. Starała się, by jej biodra były rozluźnione i podążały za koniem, co nie było ciężkie, bo komfort jazdy na ogierze był zdecydowanie wysoki. Aż się normalnie można by było rozpłynąć, gdyby nie to, że czeka ich przejazd. Wjechali na czworobok, gdzie Sherry pilnowała równomiernym przyłożeniem pomocy wyprostowania ogiera, chcąc utrzymać kłus roboczy aż do samego środka czworoboku. Przed miejscem zatrzymania, przygotowała konia do cięższego zadania za pomocą trzech półparad, by w punkcie X zablokować miednicę, przenosząc ciężar ciała na tył Escudero, zamykając go między pomocami za pomocą dłoni i łydek, które sugerowały zwolnienie do zera w wyznaczonym punkcie. W myślach odliczała sekundy nieruchomości, po czym ukłoniła się, uważając, by ogier nie ruszył się z miejsca, mając rozluźnioną rękę przez większość czasu, trzymając go jedynie na standardowym kontakcie natychmiast po zatrzymaniu. Wypychając go z bioder wraz z przyłożeniem łydek, zachęciła go do ruchu naprzód, wszystko robiąc z odpowiednią siłą, by przejść ponownie do kłusu roboczego. W punkcie C zakręciła w prawo, przykładając wewnętrzną łydkę delikatnie do boku konia, wewnętrzną wodzę nieco podnosząc, zaś zewnętrznymi pomocami pilnując odpowiedniego wygięcia w zakręcie, ciężarem ciała wspomagając zewnętrzną stronę ogiera, zaś wewnętrzna pozostawała rozluźniona. Nie wywierała nacisku na wewnątrz, aby nie blokować łopatki siwka, aby wspomóc go w wyjechaniu łuku, a nie jeszcze dodatkowo utrudniać mu zadanie. Po krótkim zakręcie, w punkcie M, do którego dążyli kłusem roboczym, dała znać ogierowi półparadą, że szykuje się następne zadanie. Przyłożyła prawą łydkę mocniej do boku konia, podnosząc wodze po tej samej stronie, lewymi pomocami pilnując Escudero i wypychając go lewym biodrem, by wjechać na przekątną przez środek czworoboku, po czym wyprostowała siwka, by jechał prosto przez środek czworoboku aż do punktu K, równomiernie przykładając pomoce, podobnie jak to robiła przy wjeździe na linię środkową. Zaczęła go wypychać mocniej biodrami, jakby chciała przepchnąć tył siodła do przodu, zamykając łydki oraz oddała lekko wodze, jednak nie traciła kontaktu z pyskiem konia, by zachęcić go do wydłużenia kroku, jednocześnie pilnując, aby nie spływał na boki ani się nie wyginał w którąś ze stron. Wraz z dojeżdżaniem do punktu K, dała ogierowi wpierw sygnał przygotowujący do dalszego działania, po czym stopniowo odpuszczała nasilenie pomocy, które zachęcały do utrzymywania wyciągnięcia kroku. Wyjechali łuk, który sprowadzał ich z powrotem na ścianę z dokładnością, by wyszedł jak najidealniej, zakręcając w lewo w kierunku bliższego krótkiego boku placu, utrzymując kłus roboczy aż do punktu B. Narożniki pokonywali z dokładnością, Sherry wspomagała siwka podczas dość głębokiego wyjeżdżania ich. Przed miejscem oznaczonym literą B, dała sygnał półparada, by przygotować siwka na kolejne zadanie, gdzie skręcili w lewo w kierunku środka ujeżdżalni, gdzie pilnowała wyprostowania i odpowiedniego tempa i rytmu kłusa roboczego, by po kolejnej półparadzie, dać sygnały do zakręcenia w prawo: mocniejsze przyłożenie wewnętrznej łydki, uniesienie wewnętrznej wodzy, napięcie zewnętrznej wodzy i pilnowanie zadu zewnętrzną nogą, nie pozwalając tym samym ogierowi wypaść zadem podczas powrotu na ścianę. Przed C przygotowała ponownie ogiera do zatrzymania, dając mu znać trzema półparadami, by na samym końcu zamknąć dłonie, przykładając nogi do boków i blokując biodra, w ten sposób blokując ruchy siwka i zachęcając do natychmiastowego zwolnienia do zera. Jej pomoce po zatrzymaniu znalazły się w neutralnych punktach, dłoń kontaktowała się z pyskiem konia, a łydki były przyłożone, zaś dosiad rozlany po siodle, aby siwek przypadkowo nie ruszył, a po pięciosekundowej nieruchomości, odpuściła blokadę dosiadu, delikatnie wypychając ogiera i przykładając nogi bardzo lekko do jego boków, ostrożnie odpuszczając zamknięcie dłoni, aby się nie wyrwał do kłusa, gdy chciała, aby przeszedł do stępa. Pilnowała regularności chodu i jego energiczności, ręką podążając za ruchem pyska ogiera, dosiadem podążając za jego ruchem, zakręcili w lewo, gdy dotarli do punktu M, co było poprzedzone półparadą, a koń został na przekątnej wyprostowany. Stopniowo zaczynała oddawać mu wodze, by Escudero obniżył głowę i szyję w kierunku ziemi, jednocześnie dosiadem i łydkami pobudzając pracę jego zadu, by nie zwalniał ani też nie spływał na boki podczas tworzenia prostej. Po wejściu w E na ścianę, zaczęła stopniowo zbierać wodze na kontakt tak, by dla konia nie było to szokiem ani żadnym nieprzyjemnym doświadczeniem, stopniowo ponownie odnajdując elastyczne połączenie z pyskiem konia. W taki sposób dojechali do K, przed którym koń dostał półparadę, a krok przed punktem, Sherry przyłożyła łydki do boków ogiera, wypychając go dosiadem i lekko oddając rękę, by siwek mógł bez problemu przyspieszyć do kłusa roboczego, zaś po wyjechaniu narożnika, na środku krótkiej ściany, ponownie przygotowała go do podjęcia działania, zwiększając przy tym poziom presji, by A przyłożyć mocniej lewą łydkę, prawą cofając za popręg i również przyciskając, biodrami zaś wypychając siwka, mocniej obciążając wewnętrzną stronę, do galopu z lewej nogi. Kobieta chwilę musiała się przyzwyczaić do nowego tempa, podążając za ogierem biodrami i pilnując go podczas wyjeżdżania narożnika, przygotowując go do nowego zadania. Przy F na długiej ścianie, rozpoczęła mocniej wyjeżdżać biodrami ogiera, przykładając nieco mocniej łydki i lekko odpuszczając mu w pysku, zachęcając tym samym do wydłużenia kroku, jednak nie do przyspieszania tempa. Komfort jazdy na siwku był bardzo duży, przez co nie miała zbytnio problemów z wysiedzeniem turbulencji, nawet sprawiało jej to sporo przyjemności i po prostu aż ciężko było się kobiecie skupić na programie, który mieli do zrealizowania. Gdy dojeżdżali do M, pomoce wspomagające wydłużenie galopu ustały, zmieniając się nawet na lekko zwalniające, by mogli wyrobić się przed końcem długiej ściany, przy której rozpoczęli, wracając do tempa roboczego. Sherry z dbałością wyjechała narożnik, ustawiając odpowiednio pomoce tak, jak zawsze, po czym dojechali do C, przed którym ogier dostał stosowną półparade, która miała na celu przygotować go do nowego zadania, jak i utrzymać skupienie na pomocach Sherry. Delikatnie wodzą wewnętrzną zasugerowała wygięcie się w stronę wnętrza czworoboku, dodając do tego sygnał łydką, zewnętrznymi pomocami zaś ograniczając ruchy ogiera. Chciała, by płynnie zszedł ze śladu na koło piętnastometrowe, trzymając prawą wodzę napiętą, a prawą łydkę mocniej przyciskając do boku konia, by móc lepiej kontrolować jego zad i pilnować, czy nie wypada z łuków. Starała się jak najdokładniej wyjechać rysunek, by koło rzeczywiście przypominało koło, nie owal czy inną elipsę, by po wykonaniu figury w galopie roboczym, płynnie wrócić na krótką ścianę. Po dokładnym wyjechaniu narożnika, dała sygnał ogierowi, by się przygotował na kolejne zadanie. Rozpoczęła w punkcie H płytki zjazd w kierunku środka ujeżdżalni, wzmacniając nieco sygnały do kontynuowania galopu z lewej nogi, przez co wyszedł im kontrgalop. Po dotknięciu w środkowym punkcie miedzy H i K linii ćwiartkowej, rozpoczęła powrót na ścianę, pilnując jednocześnie zachowania tempa i równowagi, wspomagając siwka swoim dosiadem, by nie był pozostawiony sam sobie, jednocześnie nie chcąc mu za bardzo przeszkadzać. Wyjechali głęboko oba narożniki przy krótkiej ścianie, po czym w F odbili głębokim łukiem na przekątną, gdzie praktycznie od razu starała się ogiera wyprostować, by jechali centralnie na punkt X i by nie spływał na boki podczas wykonywania tejże figury. Przed X dostał on półparadę, a następnie Sherry przeniosła ciężar ciała na tył, lekko blokując przy tym miednicę, zamykając konia w rękach i nogami, by zwolnić go do kłusa na środku czworoboku, po zmianie chodu od razu rozluźniając mięśnie i zaczynając podążać biodrami za ruchem konia, otwierając lekko rękę, zaś nogi jedynie przylegały, kiedy siwek poruszał się odpowiednim tempem roboczego chodu. Po dotarciu do litery H, zakręciła w prawo, wyjeżdżając narożnik przy krótkiej ścianie dość dokładnie, jednocześnie lekko przyciskając wewnętrzną nogę przy popręgu, a zewnętrzną cofając, wypychając konia jednocześnie do galopu z prawej nogi, mocniej obciążając lewą część siodła. Razem wyjechali krótką ścianę i narożnik, gdzie Sherry pilnowała odpowiedniego tempa i energii chodu, którym się poruszali, aż do momentu, w którym czekało ich kolejne zadanie. Po narożniku, ogier dostał sygnał przygotowawczy, by przy literze M dostać kolejne zadanie. Kobieta zaczęła działać dosiadem tak, jakby chciała wypchnąć mocniej konia do przodu, zamykając lekko obie łydki i lekko oddając rękę ogierowi do przodu, by wydłużył krok, jednocześnie pilnowała tego, by nie przyspieszał, a jedynie by wyciągnął nogi podczas jechania długiej ściany. Pilnowała również tego, by szedł wyprostowany i nie zjeżdżał do środka ujeżdżalni, ani również nie wypadał zadem ani łopatką. Przez F otrzymał on kolejne powiadomienie o zmianie zadania, po czym zadziałała zwalniająco, zaprzestając wypychania konia i obciążając bardziej tył siodła, jednocześnie zamykając dłonie, by przejść z powrotem do tempa roboczego galopu, po czym skupiła się jedynie na kontrolowaniu energii i tempa, wspomagając ogiera w wykonaniu zakrętu. Starała się wyczuć, kiedy ogier potrzebuje więcej pomocy, jednak zdecydowanie szło im lepiej, niż gdy jechali na lewo, na gorszą stronę ogiera, dlatego Sherry była nieco spokojniejsza o tę część przejazdu. Przed środkiem krótkiej ściany, posłała mu półparadę, po czym wzmocniła działanie wewnętrznej łydki, lekko podnosząc prawą, wewnętrzną dłoń, zaś pomocami po lewej stronie kontrolowała odpowiednie wygięcie oraz to, by siwek nie popełnił żadnych błędów podczas łagodnego wjeżdżania na piętnastometrowe koło. Ta figura była dużo przyjemniejsza do wykonywania, niż podczas robienia jej w lewą stronę. Utrzymywała działanie pomocy przez cały czas trwania koła, chcąc tym samym sprawić, by został zatoczony normalny okrąg, nie coś podobnego, po czym łagodnie wrócili na krótką ścianę w A. Wyjechali głęboko narożnik, by podążać śladem długiej ściany aż do jej pierwszego punktu, czyli K, po czym dostał siwek półparadę przed tym, jak Sherry ponownie lekko odbiła od ściany, wzmacniając użycie łydek przy podtrzymywaniu galopu na prawą stronę, by tym samym przejechać kontrgalopem dłuższy odcinek. Po dobiciu boku konia mniej więcej do linii ćwiartkowej, rozpoczęła powrót na ścianę, by w H być już przy niej, kontynuując galop na prawo i minimalnie odpuszczając działanie łydek. Cały czas Escudero był trzymany na elastycznym kontakcie z ręką i z przyłożeniem łydek, dzięki czemu mogli się swobodnie komunikować między sobą. Po dojechaniu do końca kontrgalopu, mieli do przebycia jeszcze krótką ścianę przed następnym zadaniem, dlatego jedyne, co robiła, to pilnowała utrzymywania tempa i podążała za ruchem konia, dając mu chwilowy odpoczynek od coraz to nowszych zadań, po czym w drugim narożniku wysłała półparadę, by siwek skupił się na niej i na jej sygnałach, po czym wjechali w M na przekątną przez środek czworoboku, głęboko wyjeżdżając zakręt, a Sherry wspierała ogiera podczas tego manewru działaniem łydek, dosiadem i zewnętrzną wodzą. Od razu wyprostowała ogiera, równoważąc pomoce, wracając na równomierny kontakt z pyskiem i równomierne rozłożenie dosiadu, by dojechać praktycznie do K, gdzie posłała ogierowi kolejną półparadę. Obciążyła mocniej tył siodła, zamykając zwierzę między pomocami, by przed wyznaczonym punktem przejść do kłusa roboczego i zmienić kierunek, by obecnie poruszali się na lewo. Co oznaczało ponownie więcej pracy dla dziewczyny, która ma zamiar wspomagać równowagę ogiera i pilnować, by jak najlepiej wykonywał zadane mu figury. Przejechali energicznym, roboczym tempem przez krótką ścianę, gdzie narożniki wyjeżdżali głęboko, zaś podczas kłusowania po śladzie, został wyprostowany dzięki równomiernemu obciążeniu pomocy. W F ponownie mieli za zadanie wejść na przekątną, dlatego siwek otrzymał ponownie półparadę, po czym głęboko wyjechali łuk prowadzący na przekątną, gdzie lekko wypadli z idealnej linii, co Sherry starała się od razu skorygować zepchnięciem łydką ogiera na odpowiedni ślad. Wyprostowała jego ciało, by nie szedł wygięty i pilnowała, by nie spływał na boki, dzięki wykorzystaniu prostego korytarza stworzonego z ograniczających siwka pomocy. Podczas trwania figury, rozpoczęła działanie dosiadem, chcąc jakby przepchnąć tył siodła do przodu, jednocześnie oddając rękę, zachęcając do ruchu naprzód, jednak cały czas utrzymując kontakt z pyskiem konia. Przyłożyła nieco mocniej łydki, zachęcając do aktywniejszego chodu, a wszystkie te pomoce razem miały poskutkować wydłużeniem kroku w kłusie z równoczesnym brakiem przyspieszania ze strony konia. Wydłużenie trwało praktycznie do końca przekątnej, gdzie dopiero w H zaprzestała sygnałów do utrzymania takiego rozciągnięcia i zdecydowała się na powrót do chodu roboczego dzięki obciążeniu tylnej części siodła i lekkiego zamknięcia rąk. Po K wyjechali na ślad, kierując się w prawą stronę, gdzie spokojnym kłusem roboczym mieli dojechać do B. Sherry potraktowała to jako odpowiednią stosowność do dania nagrody Escudero, która nie byłaby widoczna dla sędziów, a mianowicie lekko oddała dłoń, jednocześnie nadal pozostając w kontakcie z pyskiem ogiera, podążając ruchem bioder za ruchem konia i pilnując jedynie odpowiedniego wyjeżdżania narożników oraz wyprostowania na krótkiej ścianie i części długiej. Jeśli poruszali się stałym, niezmiennym tempem, nie korygowała siwka w żaden sposób, jednak jeśli chciał zwalniać, musiała pilnować go, by tego nie robił. Dopiero w przed B wzięła ogiera na normalny kontakt bez oddania wodzy, robiąc to stopniowo i łagodnie, po czym wysłała mu półparadę, by skupił się na następnym zadaniu. A mianowicie było to koło w prawą stronę o średnicy dwudziestu metrów, gdzie Sherry obciążyła lewą część siodła, by móc go wypchnąć w sposób nieblokujący łopatki na okrąg, przesuwając zewnętrzną łydkę lekko za popręg, by skierować go na okrąg, prowadząc do na zewnętrznej wodzy, a prawą rękę lekko podnosząc. Zaczęła stopniowo unosić się i opadać w siodło, po wcześniejszym dyskretnym sprawdzeniu, czy zewnętrzna noga ogiera przesuwa się do przodu. Korzystała w głównej mierze z wybijania konia podczas tego chodu, siadała miękko tak, by nie wybić konia z rytmu ani z równowagi, po czym rozpoczęła stopniowe oddawanie wodzy, aby siwek obniżył głowę i szyję. Praktycznie całe koło mieli tak przejechać, dlatego kobieta miała do dyspozycji jedynie swój ciężar ciała, niewielkie możliwości manewrowanie dosiadem przez przymus poruszania się kłusem anglezowanym oraz łydki, które stały się główną kierownicą, za pomocą której prowadziła ogiera po okręgu. Przed powrotem na ścianę, zaczęła stopniowo nabierać wodze, by ponownie wrócić na kontakt, zaś po zakończeniu koła, miękko usiadła w siodło, by pojechać ponownie po śladzie. Wyprostowała przy tym ogiera, równomiernie przykładając pomoce, by przejechać w roboczym tempie aż do litery A. Pilnowała głębokiego wyjeżdżania narożników dzięki pomocy łydek oraz odpowiednio zachowanej równowadze, by ogier nie wypadał zadem ani łopatką z zakrętu, a także wyprostowania na liniach prostych, których pod koniec przejazdu było dość sporo. W A zakręcili na linię środkową, gdzie Sherry wyjechała go za pomocą zewnętrznej, lewej wodzy i działaniu łydkami oraz dosiadem, po czym przez X rozpoczęła dawanie trzech półparad, po których nastąpi zwieńczenie ich wspólnych wysiłków. Tuż przed środkiem czworoboku, obciążyła mocno tył siodła, blokując biodra i zamykając dłoń, jednocześnie zamykając również łydki, aby ogier mógł się odpowiednio zatrzymać. Niestety, nieco go nie upilnowała, przez co zatrzymanie wyszło nierówno, jednak w punkcie i prostopadle do krótkiej ściany, dlatego nie było tak źle. Na czas nieruchomości i ukłonu rozluźniła pomoce, pozostawiając je w neutralnym działaniu, po czym ruszyła delikatnie zaciskając łydki na bokach ogiera, zakręcając w kierunku linii środkowej, by przez A opuścić czworobok, przy tym wydłużając wodze i pozwalając, by ogier wydłużył sobie szyję i głowę. Na długiej wodzy wyjechali poza obszar konkursowy, po czym siwek został sowicie pochwalony przez kobietę.
Po rozkłusowaniu oraz rozstępowaniu, odłożyła ogiera do stajni, zaopatrując go we wszystko, czego potrzebował po treningu oraz w parę marchewek, które dostał do żłobu. W końcu zasłużył, prawda?
Płeć: ogier Wiek: 13 lat Rasa: Koń andaluzyjski Wzrost: 168 cm Ostatni trening: Ujeżdżeniowy z Sherry. Właściciel: Taylor Crack. Cena: £2300 Doświadczenie w skokach: 10 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137 Doświadczenie z lonżowania: 42 Kondycja: 42 Szybkość: 20 Klasa startów: Ujeżdżenie: N
Wysłany: 2019-12-20, 16:32
SREBRNA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Zasadniczo jedyną trudnością u Escudero było to, jak wymagającym koniem był, przez co też średnio nadawał się pod niedoświadczonych jeźdźców. Kiedy jednak udawało się nawiązać z nim tę nić porozumienia i nauczyć tego, że "obsługiwało" się go w nieco inny sposób, odwdzięczał się niesamowitym oddaniem i pracą pod siodłem. Z natury miał ruch bardzo ekspresyjny, nawet jak na standardy swojej rasy, co mogło być kolejnym zaskoczeniem dla Sherry, która najpewniej nieczęsto miała styczność z pre. Rozgrzewka miała jednak w zupełności wystarczyć do tego, aby przyzwyczaiła się do nietypowego stylu poruszania się ogiera, który mimo wszystko był bardzo wygodny, gdy tylko udawało wczuć się w jego ruch. W trakcie rozgrzewki sprawował się wręcz idealnie, raczej nie należąc do niesfornych koni, szczególnie, że jeździec zdawał się rozumieć jego potrzeby.
Zastrzygł uszami w reakcji na zebranie wodzy, które miało oznaczać wjechanie na czworobok. Bez problemu wrócił do ustawienia wyrobionego w trakcie rozgrzewki, a wkrótce też zakłusował, już od pierwszych kroków wykazując się jego aktywnym krokiem i dość wysoką akcją przodów. Znalazłszy się na samym czworoboku, dzięki odpowiednio wyrównanym pomocom był w stanie iść po prostej linii aż do środka, utrzymując równy, aktywny kłus. Jego problem w zatrzymaniach stanowiła własnie wrażliwość na pomoce, przez które bardzo łatwo psuł chwilę nieruchomości nerwowym cofaniem się lub inną próbą ucieczki. Samo zatrzymanie wykonał poprawnie, ale jeśli Sherry nie odpuściła od razu wstrzymującego działania wodzy, miał wycofać się o parę kroków. Zakładając jednak, że kobieta w czasie rozgrzewki zdążyła zauważyć ważność tego elementu w jego przypadku i to, że nic podobnego nie nastąpiło, zaraz ruszył kłusem roboczym z miejsca na wprost. Dojechawszy do ściany, skręcili w prawo, gdzie do wyjechania samego narożnika ogier potrzebował bardzo subtelnych pomocy, dzięki którym mógłby płynnie owinąć się wokół wewnętrznej łydki amazonki. Podobnie zachował się w kolejnym zakręcie, po którym wyjechali już na przekątną. Dzięki półparadzie nie przegapił sygnałów do wyciągnięcia, które co prawda w jego przypadku nigdy nie miało być widowiskowe przez wzgląd na ograniczenia jego rasy, ale mimo wszystko było widocznym. Przede wszystkim mocniej zapracował zadnimi nogami, którymi wkraczał pod kłodę, jeszcze bardziej zyskując przez to na ekspresyjności kłusa. Nos wysunął lekko do przodu, także optycznie wydłużając swoją sylwetkę, niemniej z niemałą ulgą przyjmując powrót do kłusa roboczego. Praca w wyciągnięciu wymagała od niego wiele wysiłku, żeby była choćby porównywalna do ras typowo sportowych, przez co niespecjalnie za nią przepadał - nie stanowiło to jednak podstaw do stawiania oporu przed sugestiami jeźdźca. Z powrotem skrócił się dużo płynniej niż wyciągnął, zaokrąglając od razu umięśnione, wielkie szyjsko, którego najwyższym punktem była potylica. Kolejne narożniki wyjeżdżał równie dokładnie, co poprzednio, nie wytracając w ich trakcie na prędkości. Wkrótce zmienili kierunek jazdy przez środek czworoboku, jadąc teraz znowu na jego lepszą stronę i przez to zyskując na jakości przy kolejnych zakrętach. Przy C w zasadzie powtórzyła się historia z zatrzymania w X - wykonał je od razu, płynnie, a nie urwanie, dzięki odpowiednio zastosowanym pomocom ustawiając nogi w równych odległościach i rozkładając swój ciężar równomiernie. Tak pieczołowite dbanie o to, żeby nie ruszył samemu, w zasadzie nie było potrzebne, a Sherry mogła być spokojna co do tego, czy Escudero nie wykorzysta chwili jej nieuwagi na swoją korzyść. Ruszył bowiem stępem z miejsca dopiero, kiedy otrzymał stosowny, wyraźny sygnał do tego, na który odpowiedział natychmiastowo, ale spokojnie, nie wyrywając się do przodu. Mimo że stęp był jego najsłabszym chodem, to zachowywał jego regularność i wyraźnie wykraczał nogami, zaokrąglając przy tym sylwetkę i zachowując typowe dla siebie opanowanie. Także wraz ze zjazdem na krótką przekątną ME nie pozwolił sobie na rozkojarzenie, wraz z wypuszczanymi wodzami podążając głową do dołu, przy czym ciągle przeżuwał wędzidło. Szedł w pełnym rozluźnieniu, nie powłócząc nogami, a wyraźnie zaznaczając pracę zadu, od którego wywodził się jego ruch. Gładko wrócił na kontakt wraz z zebraniem wodzy, parskając przy tym przeciągle. Z emocji i dłuższego odstawienia do pracy jego kondycja trochę podupadła, a to w połączeniu z emocjami i ekscytacją mu towarzyszącymi dawało ryzyko, że mógłby się dość łatwo przepalić, a ta krótka przerwa pozwoliła mu zregenerować siły. To odbiło się na zakłusowaniu, które znowu wydawało się być pełne werwy i energii odpowiedniej dla konia ujeżdżeniowego - zachował więc lekkość i impuls, ale wyprzedzał sygnałów od jeźdźca i pozostawał mu posłuszny. Jeszcze bardziej dynamiczne miało być przejście do galopu, który już od pierwszych foule był okrągły i dość mocno wynoszący. Więcej swoich możliwości w galopie miał możliwość zaprezentować na kolejnej długiej ścianie, gdzie zaprezentować miał wyciągnięcie kroku. Mimo że to samo w sobie nie było spektakularne, nadrabiał to intensywną pracą szerokiego zadu, który przez obniżenie dawał jeszcze większe złudzenie galopowania pod górkę. W bardzo łatwy i delikatny sposób dał się skrócić z powrotem do galopu roboczego, głowę znowu ustawiając w pionie i wracając do optymalnego tempa. Wyczekiwał kolejnych pomocy od amazonki i po płynnym przejechaniu narożnika wjechał na koło w C po uprzedniej półparadzie, które zagwarantowały prawidłowe pokonanie figury. Zachowując jednostajny galop, zaczął okręcać się wokół wewnętrznej łydki Sherry, dopełniając rysunek wygięciem w szyi, wyraźnie oparty na zewnętrznej wodzy, co ostatecznie dało całkiem przyjemny rysunek i wpłynęło pozytywnie również na jego rozluźnienie. Koło było więc rzeczywiście okrągłe, a nie kanciaste, a w trakcie jego wykonywania nie towarzyszyło im ani jedno spięcie.
Nieco trudniej miałby wyjść im kolejny element programu, jakim był wężyk o sporo większym poziomie trudności niż zwykłe koło. Podczas jazdy wzdłuż długiej ściany zjechał nieco do środka, strzygąc uchem w zainteresowaniu i wbrew pozorom nie próbując na siłę zmienić nogi prowadzącej. Nie był już młodym koniem i miał dobrze wyćwiczoną równowagę, dzięki czemu kontrgalop wyszedł mu książkowo dobrze. Utrzymał naturalne wygięcie i ten sam poziom rozluźnienia i przepuszczalności, równie płynnie wracając z powrotem na ślad. Kolejny zjazd na przekątną zapewne sugerowałby ogierowi następne wyciągnięcie, ale nie zwykł przewidywać kolejnych ćwiczeń aż tak bardzo, żeby być zaskoczonym, gdy Sherry tego nie wymagała od niego. Głęboko przejechał narożnik na FXH, po którym został wyprostowany, ów wyprostowanie utrzymując do końca linii wyznaczanej przez jeźdźca. W okolicach X odpowiedział na pomoce, przechodząc do kłusa z prawidłowym wyczuciem czasu i nie rozsypując się przy tym. Natychmiastowo zaczął poruszać się elektrycznym kłusem, wręcz sunąc ponad czworobokiem i miękko niosąc kobietę na swoim grzbiecie. Zjechawszy z przekątnej, z powrotem zagalopował, lecz na drugą nogę, na którą co prawda nieco gorzej to przejście wykonał, ale dalej zachowywał klasę i przyjemny dla oka sędziów oraz dla wysiedzenia przez jeźdźca ruch. Przez to też jego wyciągnięcie było też dla niego nieco trudniejszym zadaniem, a to z kolei w połączeniu z predyspozycjami rasy sprawiło, że nie był w stanie zapracować tak mocno, jak poprzednio. Niemniej odpowiedział na pomoce jeźdźca prawidłowo, silniej odpychając się zadem, a jedynie przez czynniki niezależne nie będąc w stanie zrobić to tak perfekcyjnie, jakby sobie tego życzyła Sherry. Nie spływał jednak i nie przyspieszał poprzez stawianie częstszych kroków, tak więc nie popełniał też najbardziej spotykanych błędów i robił to poprawnie. Z końcem długiej ściany zaczął się skracać do roboczego tempa, do F poruszając się już swoim "naturalnym" galopem, w którym wkrótce wjechał w zakręt. Przy A odbili na następne koło, w którym znowu zachował pełną płynność, potrzebując do jego pokonania bardzo subtelnych i delikatnych pomocy, na które odpowiadał bez żadnego zawahania, ostatecznie kreśląc koło jeszcze lepiej niż poprzednio. Zakończywszy ją w tym samym miejscu, ruszył na wprost do narożnika, po wyjechaniu którego czekał ich kolejny wężyk, którego wykonanie wydawało się jeszcze prostszym. Escudero wręcz nie wykazywał żadnych trudności z utrzymaniem kontrgalopu na łuku wężyka, zachowując przy tym adekwatne, chociaż delikatne wygięcie w kierunku, w którym się poruszali. Nie próbował przyspieszyć czy zwalniać ani nie walczył z intencjami jeźdźca, w pełni poddając się jego woli i niejako już mu ufając, niemniej dalej pozostając czujnym. W końcu zdobycie jego zaufania to był dość długotrwały proces, który bardzo łatwo dało się zniszczyć, najczęściej nieświadomie. W następnej kolejności, już po wężyku i przejechaniu krótkiej ściany za nim, zjechał na następną przekątną, tutaj znowu strzygąc uszami w zainteresowaniu co do tego, co Sherry dla niego przygotowała. Szedł jednak dalej wyprostowany i nie gubił jednostajnego, roboczego tempa galopu, który kilkanaście metrów dalej, przed K zmienił się w kłus przy zachowaniu płynności i dynamiczności samego przejścia. Ogier zaczynał coraz bardziej odczuwać rosnące w nim zmęczenie, więc sam kłus nie wydawał się być już tak efektowny jak poprzednio, chociaż nie gasł jeszcze i dalej nie oponował przed działaniem amazonki, którą teraz rzeczywiście czekało więcej pracy przez zmęczenie i słabszą stronę andaluza. Dało się to odczuć szczególnie na obu narożnikach, gdzie potrzebował już nieco bardziej wyrazistych pomocy, żeby zgiąć się i nie ściąć zakrętu, co wynikało głównie z tego, że nie miał już na to takiej ochoty jak na początku przejazdu. Przez ostatnich kilka miesięcy jego jedyną formą aktywnością była karuzela i okazjonalnie lonża, więc mimo wszystko jego kondycja trochę podupadła, z czym musiała liczyć się kobieta. Mocniej dotkliwe zmęczenie Escudero było w trakcie próby zjechania na kolejną przekątną, w odruchu na którą początkowo się usztywnił i przez to nieco zboczył ze śladu od F do H. Dał się jednak łatwo poprawić, przez resztę prostej utrzymując już jedną linię, w trakcie której znalazł w sobie na tyle dużo energii, żeby jeszcze raz wyciągnąć krok, łącząc to z wzmocnioną pracą zadu. Odbiło się to na stawianiu dłuższych kroków w kłusie, który jednocześnie zachował taki sam rytm, więc przyspieszenie wynikało wyłącznie z wydłużenia sylwetki, a nie spieszenia się, na które i tak nie miał już ochoty. Praca w wyciągnięciu była dla niego dość męcząca i z ulgą przyjął powrót do kłusa roboczego, tym razem wykonując to przejście nieco zbyt gwałtownie, jednak dalej nie na tyle, żeby wytrącić jeźdźca z równowagi i utrudnić dalsze prowadzenie przejazdu. Korzystając z lekkiego oddania ręki, nieco obniżył głowę, nie tracąc przy tym kontaktu i dalej pozostając czujny w trakcie swobodnego przeżuwania wędzidła, czemu towarzyszyło obfite ślinienie się. W trakcie poruszania się wzdłuż szranek rzeczywiście parokrotnie próbował zwolnić, ale podgoniony przez Sherry ostatecznie utrzymywał aktywny kłus. Niewiele dalej zjechał na obszerne koło, szczęśliwie jechane na prawo, więc kobieta miała minimalnie ułatwione zadanie. Rytmiczne anglezowanie znacząco odciążyło jego grzbiet, a także pomogło mu w podtrzymaniu rytmu. Wraz z dalszym stopniowym wypuszczaniem wodzy, zaczął podążać za wędzidłem do dołu i schodzić z głową do dołu, ciągle żując przy tym kiełzno i wręcz wyciągając wodze spomiędzy palców kobiety. Idąc już w dolnym ustawieniu, utrzymał środek ciężkości na zadzie i nie zaczął nagle obciążać przodów. Szedł w pełnej równowadze przy nieustannie zaangażowanym zadzie, rozluźniając w tej pozycji mięśnie grzbietu i szyi, mając nieco większy problem z powrotem do wyższego ustawienia. Sherry do tego musiała znowu wykazać się dużą delikatnością i wyczuciem, aby przypadkiem nie spowodować kolejnego usztywnienia siwego, który ostatecznie wrócił z głową do góry, po zakończeniu koła ruszając dalej kłusem na wprost. Escudero wiedział już mniej więcej, że żucie z ręki na ogół wiązało się ze stopniowym końcem treningu, więc w zaciekawieniu strzygł uszami podczas wjeżdżania na linię środkową. Mimo rosnącego podekscytowania zachował spokój i nie wymyślał na sam koniec przejazdu, który zakończył w X zatrzymaniem. Z wielu nakładających się czynników nie wyszło mu to tak dobrze, jak poprzednio, bo odstawił lekko jeden tył, co jeszcze dało się w miarę poprawić z siodła. Delikatnie obniżył głowę, oddychając ciężko przez szeroko rozwarte nozdrza i rozglądając się bystrze na boki w czasie, kiedy kobieta oficjalnie kończyła pierwszą część swojego egzaminu.
Następnie zszedł z czworoboku w stępie swobodnym, głowę niosąc nisko i nieco powłócząc nogami, chociaż dalej pozostając czujnym. Najlepszą nagrodą dla niego miała być jednak możliwość odpoczynku, więc będąc już w swoim boksie, udał się w zasłużoną drzemkę.
_________________
escudero iv Fuego III × Escalera
zachwycający urodą i sympatycznym charakterem
pod siodłem wrażliwy, niewybaczający błędów, o ogromnej
ekspresji i dynamice ruchu. nosi miękko i wygodnie, jego
galop z spektakularnymuphillem przyciągnie każde oko.
wizerunek Emporio
....osiągnięcia III miejsce w zawodach ujeżdżeniowych kl. P6 z Taylor
III miejsce w zawodach ujeżdżeniowych kl. N5 z Taylor
Płeć: mężczyzna Wiek: 20 lat Ostatni trening: 02.06.2020 - skokowy - Kaept'n Nemo Podopieczny: Ramzes Pieniądze: £1525 Punkty doświadczenia: 43 Skoki: 8 Ujeżdżenie: 20 Obycie z koniem: 15
Wysłany: 2019-12-30, 21:39
BRĄZOWA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Yukio w końcu zdecydował się na zdawanie odznaki. Wcześniej za bardzo nie miał czasu, podobnie jak i do tej pory, jednak stwierdził, że tak dalej być nie może. W końcu jeździł od tylu lat i nie ma absolutnie żadnych dowodów na swoje umiejętności, dlatego czas to zmienić. Zostały mu zaproponowane do przejazdu dwa konie, które przyjął praktycznie z pocałowaniem ręki właścicieli, bo sam jego podopieczny był niezbyt zdolny do treningów. Na ujeżdżenie przeznaczona dla niego była Red Star d’Argent, piękna holsztyńska klacz, która należała do Orchardu. Słyszał, że będzie idealnym koniem na tego typu przejazdy, dlatego nie miał oporów przed zaakceptowaniem propozycji, pomimo że konia nie znał i słyszał o nim jedynie od stajennego. W dniu, gdy miały się odbyć przejazdy odznakowe, przywitał się zarówno z Bold Venture, na którym miał przejechać próbę skokową, jak i również z Red Star, która stała w części stajni przeznaczonej dla klaczy. Wyczyścił ją dokładnie, aczkolwiek szybko i sprawnie, nie chcąc, by się nudziła podczas stania na myjce. Założył jej sprzęt przeznaczony do ujeżdżenia, po czym sam ubrał się w swój ubiór, równie odświętny, co klaczy i ruszyli się rozgrzewać. Prócz trzech podstawowych chodów, nie brakowało kół małych i dużych, zatrzymywani zarówno ze stępa, jak i z kłusa oraz przeróżnego typu przejść. Po skończonej rozgrzewce, zaczęli swobodnie stępować, czekając aż wywołają ich imiona. I oto oni.
Powrócił stopniowo na kontakt z klaczą, powoli nabierając wodze i podpierając swoje działania łydką, by uniknąć potencjalnych spięć ze strony wierzchowca. Następnie łydką i dosiadem zachęcił gniadą do energicznego stępa pośredniego, by spokojnie odpuścić pomoce popędzające, gdy już uzyskał zamierzony efekt, podążając biodrami za ruchem klaczy i pilnując, by nie gasła w tym chodzie. Pilnował wyprostowania, które uzyskali przechodząc przez literę A w kierunku punktu środkowego, równomiernie obciążając siodło i trzymając wodze oraz łydki, chcąc uniknąć spływania klaczy na boki. Przed punktem X wysłał klaczy trzy półparady, by na sam koniec zablokować biodra i zamknąć dłoń, łydki pozostawiając przyłożone, aby Red Star się zatrzymała w odpowiednim miejscu. Po ukłonie w stronę sędziów, oddał lekko rękę koniowi, działającą łydką i dosiadem zachęcając do ruchu naprzód i by ponownie ruszyła stępem pośrednim, który wcześniej uzyskali. Po dojściu do C, skręcili w prawo, gdzie blondyn wspomagał klacz zarówno obciążoną lewą stroną siodła, która wypychała ich w kierunku skrętu, jak i wjeżdżaniem wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodze, która nadawała cały sens zakrętowi. Podniósł prawą dłoń, zaś lewą nogą kontrolował zad klaczy, czy przypadkiem nie wypada z zakrętu. Podobnie było z następnym zakrętem, gdzie wchodzili na długą ścianę, przed M gniada dostała ponowną półparadę przygotowującą ją do kolejnego zadania. Był nim kłus roboczy, do którego mieli przejść, dlatego Yukio ponownie oddał nieco ręki klaczy, wypychając ją z bioder i przykładając łydki do jej boków, chcąc wyegzekwować pożądany chód, sam zaczął się rytmicznie unosić i opadać w siodło wraz z rytmem stawiania nóg przez konia. Spojrzał dyskretnie, czy podczas unoszenia się zewnętrzna noga jest wystawiana do przodu, a gdy się upewnił, że anglezuje na dobrą nogę, przeszedł do wykonywania dalszych zadań. Przez B Red Star została przygotowana do następnego zadania dzięki półparadzie, po czym wjechali na dwudziestometrowe koło poprzez łagodne spłynięcie ze ściany na łuk. Jeździec cofnął nieco zewnętrzną nogę, wewnętrzną pobudzając klacz do odpowiedniego wygięcia, a zewnętrzną wodzą ograniczając łuk sprawiając, że koło wyglądało jak koło. Wewnętrzna wodza zaś była trzymana przez lekko uniesioną rękę. Po połowie wykonywanego koła, blondyn płynnie usiadł w siodło, przechodząc do kłusu ćwiczebnego, starając się, by gniada również nie wypadła z rytmu. Teraz mógł dodatkowo wesprzeć ją dosiadem, który działał na zewnętrzną stronę siodła, by nie blokować łopatki. Przed dojechaniem do końca koła, klacz dostała ponownie sygnał świadczący o zmianie zadania, a w zakręcie, gdzie powracali, zewnętrzna i wewnętrzna łydka mocniej podziałały na jej boki, ręka została nieco oddana, zaś dosiadem została wypchnięta do galopu, który mieli rozpocząć przed wjazdem ponownie na długą ścianę. Chciał, by galopowała na prawą nogę, dlatego też zewnętrznymi pomocami były te po ich lewej stronie. Podczas jechania przez czworobok, pilnował aby Red Star nie gasła ani nie spływała do środka, wspomagając ją w wyjeżdżaniu narożników i przy dość długo trwających wyprostowaniach, a przejazd był prawdopodobnie dla gniadej dość prosty. Przecież nie takie rzeczy robiła, prawda? Przed H dostała ona półparadę, by skupiła się ponownie na człowieku na niej siedzącym, zaś po minięciu tejże litery, Yukio zablokował miednicę, odchylając się lekko do tyłu i zamykając dłoń do czasu, w którym Red Star by nie zwolniła do kłusa roboczego, gdzie następnie pomoce powróciły do stanu normalnego. Ponownie zaczął anglezować, wcześniej sprawdzając, czy robi to na dobra nogę poprzez dyskretne zerknięcie na stawianie kroków przez klacz, po czym nie pozostało im nic innego, jak jechać dalej. Do litery M pozwalał gniadej trochę odpocząć w kłusie, nim posłał jej półparadę skupiającą, a następnie zakręcił ją na przekątną, wspomagając wyjechanie zakrętu poprzez uniesienie wewnętrznej wodzy, działanie prawej łydki, która prowadziła klacz na zewnętrzną wodzę i ograniczającą zad lewą łydką, po czym nastąpiło szybkie wyprostowanie, gdzie blondyn wyrównał działanie pomocy i zamknął gniadą w ich korytarzu, chcąc podążać po linii prostej przez punkt X. Na środku czworoboku usiadł w siodło na jeden takt, miękko wczuwając się w ruchy konia, po czym ponownie zaczął anglezować, tym razem na lewą nogę, bo to w tym kierunku mieli się teraz poruszać. Zjechali z przekątnej na lewo. W punkcie A klacz dostała nowe wyzwanie, poprzedzone półparadą, a było to dwudziestometrowe koło. To akurat wyszło im lepiej, głównie dlatego, że już wyczuł, że lewa strona była dla klaczy łatwiejsza do opanowania. Ustawił odpowiednio pomoce, prowadząc gniadą zewnętrzną wodzą, która poparta była działaniem wewnętrznej łydki, zaś lewa dłoń była lekko uniesiona, a prawa łydka ograniczała zad. Sam blondyn przeszedł do półsiadu, nachylając się z wyprostowanymi plecami nad szyją konia, unosząc zad nieco z siodła, obciążając głównie swoje biedne stawy skokowe i kolana. Nigdy jazda w tymże siadzie odciążającym nie była dla niego przyjemna, ale czasami trzeba było. Kierował klacz jedynie za pomocą łydek i wodzy, po powrocie na ścianę miękko siadając w siodło i ponownie zaczynając anglezować, również na dobrą nogę. Aż do B przejechali spokojnym kłusem roboczym, gdzie Yukio pilnował jedynie odpowiedniego wygięcia w narożniku i aktywności chodu, a także podążania za ruchem klaczy, bo tym razem ta część programu miała być realizowana w pełnym siadzie. Przygotował Red Star do kolejnego zadania, jakim było wykonanie połowy koła od punktu B do E, gdzie podparł ją pomocami podobnie jak podczas tworzenia kół, aczkolwiek zamiast kontynuować koło po punkcie E, klacz dostała półparadę, po czym została wypchnięta do galopu z lewej nogi, gdzie wewnętrza łydka przycisnęła się do jej boku, zaś prawa wycofała za popręg, została również wypchnięta z krzyża, a Yukio nie zapomniał również o oddaniu jej ręki podczas przyspieszania, by jej nie zniechęcić. Ponownie czekało ich jeżdżenie galopem po ścianie, co im nie sprawiało kłopotów, dlatego blondyn pilnował jedynie wszystkiego, co w standardzie: tempa i narożników. W punkcie M przypomniał gniadej o swoim istnieniu poprzez półparadę, by po nim zablokować miednicę i zamknąć dłoń, przykładając przy tym łydki i ograniczając pomocami klacz, by zwolniła do kłusa roboczego. Do C przejechał on anglezując na lewą nogę konia, jednak już w C musiał usiąść miękko w siodło, by poruszać się siadem ćwiczebnym. Wspomógł klacz w zakręcie również dosiadem działającym na zewnętrzną część siodła i wypychająco zachęcając do podążania zgrabnym łukiem na długą ścianę. Przed E wykonał trzy półparady, które zwiastowały rychłe zatrzymanie, po czym zablokował miednicę i zamknął dłonie, działając mocniej pomocami ograniczającymi, niż przy zwolnieniu, oczekując zatrzymania się gniadej w punkcie E. Podczas nieruchomości, Yukio powrócił do neutralnego działania pomocy, oddając nieco rękę i rozluźniając dosiad, jednak pilnował, aby klacz się nie ruszyła. Odliczył w myślach do pięciu, po czym przyłożył delikatnie łydkę do boków gniadej, wypychając ją z bioder i oddając dłoń, by ruszyła energicznym stępem, zaś w punkcie K ponownie dostała sygnały do przyspieszenia, tym razem do kłusa, oczywiście poprzedzone półparadą. Zaczął spokojnie anglezować na dobrą nogę, po czym wspomógł Red Star przed wjechaniem na ostatnią prostą w tym przejeździe. Wyprostował gniadą na prostej ku punktowi X, nie spiesząc się jednak z opuszczeniem czworoboku. Czekało ich jeszcze jedno zatrzymanie z kłusa, które wykonał podobnie, jak poprzednie dosłownie chwilę temu, po czym ukłonił się sędziom, dając znać, że przejazd zakończony. Zakręcił gniadą w kierunku A, oddając jej wodze stopniowo, by koniec końców wyjechać na długiej wodzy.
Rozstępował klacz, a pomimo tego, że mu się spieszyło, wolał działać powoli i pozwolić gniadej się uspokoić po dość prostym programie. Pochwalił ją wielokrotnie za to, że była takim dobrym koniem, a po wyciszeniu jej zsiadł i zaprowadził do stajni, gdzie ją rozebrał i wstawił do boksu, pozostawiając po swojej osobie jedynie parę marchewek w żłobie.
Płeć: klacz Wiek: 8 lat Rasa: koń holsztyński Wzrost: 160 cm Ostatni trening: Skokowy z Hayley. Właściciel: Hayley Wright Cena: £2900 Doświadczenie w skokach: 51 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 50 Doświadczenie z lonżowania: 50 Kondycja: 70 Szybkość: 71 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-12-30, 21:44
BRĄZOWA ODZNAKA JEŹDZIECKA
W rzeczy samej Argent wydawała się być idealną opcją na konia do zdawania odznak - jej opanowanie i zimna głowa miały zapewnić Yukio bezpieczny przejazd, naturalnie jeśli tylko był w stanie stawić mu czoła pod względem własnego przygotowania. Już przy oporządzaniu chłopak mógł zauważyć, jak sympatycznym koniem była holsztynka, kiedy przy wszystkich czynnościach wręcz starała się mu pomagać w miarę swoich możliwości. Jej pokojowe nastawienie dało się też zauważyć w trakcie samego rozprężenia, gdzie obecność innych koni nie robiła dla niej większej różnicy. Pozostawała w pełni skupiona na swoim jeźdźcu, który dzięki temu mógł przepracować ewentualne niedociągnięcia związane z jej ogólnym zastaniem i wyłączeniem od treningów.
Po wywołaniu i zebraniu wodzy dość gładko wróciła na kontakt, przeżuwając w pysku wędzidło i nastawiając uszy w zainteresowaniu. Z pomocą działania dosiadu i łydek poruszała się energicznie, aktywizując swój zad. Wjechawszy na czworobok, utrzymywała prostą linię zgodną z tą wytyczoną przez Yukio, krocząc przed siebie raźnym, równym krokiem. Przygotowana półparadami nie dała się zaskoczyć prośbą o zatrzymanie w X, które wykonała natychmiastowo. Nogi ustawiła równo, czujnie czekając na kolejne sygnały od chłopaka, po których to kontynuowała stępowanie na wprost. W C skręciła w prawo, gnąc się lekko w kłodzie i szyi przy zachowaniu regularności swojego chodu, a wyjechawszy zakręt, odpowiednio się wyprostowała, żeby po chwili powtórzyć to samo i wjechać na długą ścianę. Tutaj jednak pojawił się kolejny sygnał, jakim było zakłusowanie, któremu nie towarzyszyły żadne emocje, mimo że gniada bywała skłonna do okazywania swojej ekscytacji. Tej zdążyła się wyzbyć w trakcie rozgrzewki, więc teraz nie szalała. W kłusie nieco bardziej ustawiła nos w pionie, zachowując przy tym pełną przepuszczalność i rozluźnienie, o czym świadczyły chociażby zaokrąglone plecy zwiększające komfort jazdy. Niewiele dalej zjechali na obszerne koło w B, na którym Argent zachowała prawidłowe zaangażowanie, poruszając się tym samym, czworobokowym tempem kłusa. W reakcji na pomoce subtelnie wyginała się w prawo wokół wewnętrznej łydki chłopaka, płynnie pokonując okrąg. Nie została wytrącona z równowagi nawet w chwili, gdy Yukio przeszedł z anglezowania w pełny siad, teraz już domyślnie poruszając się według taktu, który wcześniej zdążyli sobie wypracować. Ogólnie rzecz biorąc, klacz była dość wrażliwym koniem, więc dodatkowe pilnowanie jej pracy dosiadem nie było tak istotne, choć niewątpliwie przydatne, jeśli chodzi o zgranie pary i płynność elementu. Jeszcze przed ostatecznym zakończeniem koła w B została poproszona o zagalopowanie, które wykonała równie karnie. Przejście wyszło jej płynnie, bez wcześniejszego rozpędzania się w kłusie, a już od pierwszych kroków poruszała się przyjemnym, okrągłym galopem. Dość wyraźnie zaznaczała nogę prowadzącą, przednimi zataczając swego rodzaju okręgi przy jednoczesnej równomiernej pracy zadnich nóg. Nie zdawała się mieć większych problemów z utrzymaniem galopu po prostej linii, co dla młodszych koni bywało zagwozdką - ona wydawała się być na tyle doświadczonym koniem, żeby Yukio nie musiał bardzo dbać o to i męczyć się z nieustannym prostowaniem, jeśli próbowała schodzić do środka. Narożniki wyjeżdżała głęboko, nie rozpędzając ani zwalniając przed nimi. Samo galopowanie dookoła czworoboku nie należało do najciekawszych zajęć, a akurat Argent była koniem potrzebującym ciągłej "rozrywki" - nic więc dziwnego, że przed przejściem z powrotem do kłusa była już nieco poddenerwowana i naelektryzowana, co wynikało wyłącznie ze znudzenia. Zwolniła do kłusa więc aż nadto ekspresyjnie, parskając przy tym głośno, i chociaż ostatecznie przejście wyszło poprawnie, to jednak łączyło się z lekkim ścięciem narożnika, który akurat wyjeżdżali. Anglezowanie jednak w zupełności pomogło jej w odnalezieniu odpowiedniego rytmu i tempa, dzięki czemu dalej poruszała się już bez podobnych spięć, aktywnie i chętnie. Zakręt na przekątną wyjechała już dużo bardziej poprawnie niż poprzedni narożnik, niejako wynagradzając tamto chwilowe nieporozumienie. W czasie poruszania się po przekątnej szła wyprostowana i nie próbowała się rozpędzać, utrzymując to samo, stałe tempo kłusa, który w jej przypadku był dość lekki - sama Argent nie dość, że należała do niedużych koni, to dość drobnych, więc mogła wyglądać dość zabawnie pod chłopakiem. Była jednak dość silna, więc nie odczuwała tak bardzo efektów jego ciężaru, dalej zachowując grację i rozwagę, które były tak mile widziane na czworobokach. Niedaleko za końcem przekątnej czekało na nią obszerne koło, które na lewo wychodziło całkiem zgrabnie. Utrzymała stałe zgięcie na długości całego kręgosłupa według pomocy jeźdźca, kreśląc w ten sposób okrągłe i prawidłowe koło, w którym znowu nie dała się zaskoczyć tym, że tym razem Yukio jechał w półsiadzie. Ten tylko ułatwił jej pracę, odciążając pracujące plecy, za co odwdzięczyła się ich zaokrągleniem. Powrót jeźdźca do pełnego siadu był na tyle subtelny, żeby nie przeszkodzić Red Star w kłusowaniu na wprost po zakończonym okręgu, chociaż nie na długo, bo już w połowie długiej ściany odbili na kolejny łuk, którym tym razem była tylko połówka koła. Strzygąc wewnętrznym uchem, przejechała postawione przed nią zadanie, przeżuwając spokojnie wędzidło w pysku i pieniąc się przy tym. Półparada w porę uprzedziła ją przed kolejnym zagalopowaniem, które wykonała przy opanowaniu towarzyszących jej emocji, w tym głównie ekscytacji, tak więc ostatecznie przejście wyszło książkowo dobrze, wychodząc od zadu. Kolejny dłuższy dystans w galopie znowu nie wpływał na nią specjalnie dobrze i zapewne, gdyby według planu miało pociągnąć się dalej, zaczęłaby kombinować i szukać sobie zajęcia na własną rękę. Przez to Yukio mógł parokrotnie spotkać się z próbą zmienienia tempa, czy to przyspieszenia czy zwolnienia, chociaż ostatecznie gniada jednak przystawała na jego "propozycję" pozostania w roboczym, najbardziej optymalnym galopie. Tym razem narożnika nie ścięła już tak w związku z przejściem do kłusa, mimo że zawsze mogła wykonać to lepiej. Miała jednak stosunkowo ograniczone możliwości przez to, że została wyłączona z regularnych treningów, a przez to też podupadło nieco jej wygimnastykowanie w przeciwieństwie do kondycji, o którą dbano przez regularne pobyty na karuzeli. Był to jednak problem, którego nie dałoby się rozwiązać w przeciągu zaledwie jednej rozgrzewki, więc jeździec niewiele mógł teraz zrobić, co najwyżej stosować bardziej wyraziste pomoce, które jednak groziły usztywnieniem ze strony wrażliwej holsztynki. Przy E zatrzymała się, odpuszczając lekko w potylicy i oddychając dość ciężko w trakcie nieruchomości, przy czym pozostawała nastawiona na pomoce, więc wkrótce ruszyła stępem dalej, który niewiele dalej zmienił się w kłus. Nie wydawała się być zmęczona, ale w momencie wjazdu na linię środkową ożywiła się znacznie, przez co zatrzymanie wykonała z minimalnym opóźnieniem. Jednak ustawiła się w odpowiednim miejscu niewiele dalej niż X, zachowując wyprostowanie względem linii. Cierpliwie oczekiwała sygnału do ruszenia, po którym zjechała z czworoboku stępem, korzystając z długiej wodzy, aby wyciągnąć szyję i odpocząć nieco po wysiłku.
_________________
kalendarz adwentowy - anulowanie zrzutki na kolejnych zawodach WKKW (próba skokowa)
Unexpected z pewnością nie pogardzi żadną aktywnością ruchową. Był od dłuższego czasu zastany w kwestii treningów, jednakże raczej niczego nie zapomniał w kwestii jak się co robi. Co do ugodowego charakteru, to bym dyskutowała. Spokojne życie go nieco wyciszyło, ale z drugiej strony był nieco jak bomba zegarowa, która gotowa była w każdej chwili wybuchnąć. Jednak jakoś spokojnie dał się oporządzić w stajni, nie sprawiając kobiecie tutaj większych problemów. Choć miewał chwilę gdzie próbował ją i chciał coś odstawić, jednak sprowadzony do pionu - zaprzestawał działań. Dał się też zaprowadzić kobiecie na rozprężąlnie, wyczuwając że coś się szykuje. Podczas rozgrzewki starał się sprostać poleceniom dziewczyny, co na początku nie było wcale łatwe. Jednak jak się rozkręcił, to mogła zauważyć jego pełne zaangażowanie, skupienie oraz efektowny ruch, którego zdecydowanie mu nie brakowało.
W końcu zostali wywołani do zdawania odznaki. Wszedł bez większemu problemu na wcześniej wypracowane ustawienie, mieląc wędzidło w pysku i kierując się do miejsca docelowego. Po drodze jednocześnie przeszedł do kłusa, robiąc to dość płynnie i prezentując energiczny kłus z wyraźną pracą zadu jako motorka napędowego. W punkcie A wjechali na czworobok, kierując się przez linię środkową na wprost krótkiej ściany. Utrzymany w starannie domkniętych pomocach, kłusował prosto bez spływania na boki z linii środkowej. Wiedział że prawdopodobnie zaraz nastąpi zatrzymanie, dlatego na skupiające półprady zastrzygł uszami i wyczekiwał sygnałów. Wraz z nimi zatrzymał się w X poprawnie, odczekując w spokoju nieruchomość. Po chwili ponownie ruszył aktywnym kłusem, by pojechać dalej na wprost właśnie w kierunku środka krótkiej ściany. Po dojechaniu do C ładnie zakręcił na prawo, ładnie wyginając się od wewnętrznej łydki kobiety i bez problemu wpisując gniade cielsko w łuk. Zachował się podobnie w narożniku i zaraz też zjechał na przekątną czworoboku, gdzie mieli wykonać wydłużenie kroku. Ogier bez trudu mocniej wszedł zadem pod kłodę, wysuwając lekko nos w przód dla złapania równowagi. Jednocześnie poszerzył odpowiednio swoje ramy, nie mając żadnego problemu z wykonaniem tego elementu i również na końcu przekątnej w K, gdzie powrócił do roboczego tempa. Następnie przekłusowali kilkanaście metrów, wyjeżdżając jak najdokładniej po drodze dwa narożniki i dojeżdżając kolejno do B. Tam ładnie wykonał zakręt w lewo, by przejechać przez środek czworoboku i dojechać do ściany w E, gdzie zakręcili pod nią w prawo. Następnie pojechali dalej na wprost, by wyjechać starannie narożnik i przed środkiem krótkiej ściany przygotować do zadania. W skupieniu tam dotarł, dzięki czemu sprawnie odpowiedział na pomoce kobiety i zatrzymał się w punkt. Stanął nieco niedokładnie zadnimi nogami, jednakże przynajmniej z zachowaniem pełnej nieruchomość do otrzymania kolejnych pomocy. Wtedy po ich otrzymaniu ruszył przed siebie aktywnym stępem, zachowując jednak należyte tempo. W tym chodzie wyjechali narożnik, by w M zjechać na krótką przekątną czworoboku i pojechać w kierunku E. W dystansie między tymi dwoma punktami ogier wraz z oddaniem wodzy, zszedł głową w dół i przód. Jednocześnie poruszał się w rozluźnieniu po linii prostej, zachowując jednak należytą pracę zadu i skupienie na kobiecie. Po powrocie na ścianę pojechali na wprost w kierunku K, gdzie jednakże przed tym punktem jeszcze - ogier również powrócił do wcześniejszego ustawienia. Nie jechali jednak w nim za długo, ponieważ zaraz po dojechaniu do K właśnie, przeszli z powrotem do kłusa. Następnie wyjechali narożnik, gdzie Unex jak najdokładniej wpisał się w niego, wyginając się od wewnętrznej łydki kobiety i pracując tutaj odpowiednio ciałem w nim. Podobnie z przejściem do galopu ogier nie miał większych problemów, zaczynając go od dobrej nogi w dobrym miejscu. Jednocześnie dzięki dobrej pracy zadu, udało mu się zachować energiczny galop w niezłym zaokrągleniu. W tym że chodzie wyjechał narożnik, by skupić się wraz z półparadami mocniej na kobiecie i na zadaniu którego go zaraz czeka. Ponownie mocniej wszedł zadem pod kłodę, aktywniej nim pracując i lekko wysuwając nos w przód. Na początku miał drobne problemy z zachowaniem równowagi, którą jednak szybko udało mu się dzięki kobiecie odzyskać. Dlatego całe wydłużenie kroku w galopie nie wyglądało tak źle, a po dojechaniu do M - powrócił do galopu roboczego.Tak wyjechał narożnik na krótką ścianę, by po dojechaniu do C zjechać na 15 koło. Wygiął się tutaj od wewnętrznej łydki kobiety, pozostając zadem na swoim miejscu bez uciekania nim na boki. Jednocześnie zginając się również odpowiednio w potylicy i dając się kobiecie prowadzić na zewnętrznej wodzy, bez utraty jakości samego galopu. Po zamknięciu koła wyjechali starannie narożnik, by zacząć wykonywanie kolejnego zadania - wężyka o jednym łuku z pokazaniem kontrgalopu. Unexowi udało się zachować niezłą równowagę i aktywność chodu podczas wyjeżdżania ów figury i choć miał odruch zmiany nogi na właściwą, nie zrobił tego samoistnie bez jasnych pomocy od kobiety. W końcu wrócił z ćwiczenia bardziej przy środku czworoboku na ścianę, gdzie pojechał dalej na wprost. Kolejno nienagannie wpisując się w kolejny narożnik na krótką ścianę, a potem przez kolejny na długą. Tak by po jego wyjechaniu właśnie, zjechać na przekątną czworoboku zaczynając od F, która prowadziła przez X do H. Wraz z stosownymi pomocami od kobiety jechał po linii prostej naprzód. Dojeżdżając jednakże do jej środkowego punktu właśnie w X, skupił się mocniej na kobiecie za pomocą półparad i wyczekiwał kolejnych pomocy. Tak że płynnie zwolnił do kłusa, by pojechać dalej na wprost nim do końca przekątnej we wcześniej wspomnianym H. Po minięciu ów literki przygotowali się do kolejnej zmiany, by przejść jeszcze przed C z powrotem do galopu, z tym że tym razem z prawej nogi. Podobnie jak wcześniej nie miał problemu ani z przejściem, ani z prezentacją ogólną tego chodu. Dlatego też poprawnie wpisał się w narożnik, by zaraz od M ponownie wydłużyć krok w kierunku F. Bez najmniejszego oporu wszedł ponownie mocniej zadem pod kłodę, poszerzając swoje ramy i lekko wysuwając nos w przód. Po dojechaniu do F powrócił wraz z pomocami od kobiety do roboczego tempa, by wyjechać kolejny narożnik i przygotować się do nadchodzącego elementu. Ponownie jak w lustrzanym odbiciu na tamtą stronę, było to 15m koło na środku krótkiej ściany w tym wypadku w A. Udało mu się poprawnie zakreślić figurę, bez utraty tempa i z zachowaniem odpowiedniego wygięcia. Zamknęli figurę po chwili w punkcie gdzie zaczęli, by przygotować się do wyjechania drugiego wężyka o jednym łuku z zaprezentowaniem kontrgalopu. Poprzedzili tą figurę jednak wyjechaniem narożnika, by również wężyk na drugą stronę zaprezentować dość należycie. Po powrocie na ścianę pojechali dalej naprzód, pozostając cały czas w galopie i jednocześnie kierując się do M. Po drodze wpisali się jak najdokładniej w dwa narożniki, by zjechać na przekątną czworoboku we wcześniej wspomnianej literce. Dzięki temu że kobieta utrzymywała go w odpowiednich pomocach, poruszał się po linii prostej do M. Jednakże nie wiedzieć czemu stracił trochę tempa, a może jednak wiadomo czemu. Roztrenowanie i spory dzisiejszy wysiłek zaowocowały tym, że na koniec trochę przygasł. Jednak mocniejsze i ponaglające pomoce zaowocowały tym, że jeszcze z siebie wykrzesał energię. Dlatego też przejście do kłusa było dobre, by w nim pojechać dalej naprzód przez dwa narożniki w które dość dobrze udało im się wyjechać. Tam na długiej ścianie w F zjechali na przekątną czworoboku przez X do H, gdzie ogier po raz ostatni zaprezentował wydłużenie kroku tym razem w kłusie. Udało im się je wykonać dość dobrze, by po dojechaniu do H wrócić do roboczego kłusa. Następnie wpisali się w kolejne dwa narożniki, by dojechać do środka długiej ściany w B. Tam ogier po raz ostatni zszedł na koło, jednakże tym razem o średnicy 20m. Nie miał większego problemu z odpowiednim wpisaniem się w rysunek figury, by podążając za jej ręką oraz wędzidłem zejść głową w dół i mieląc intensywnie wędzidło przy tym. Dodatkowo udało mu się przy tym zachować równowagę i rytm, dzięki czemu całą figurę było można uznać za udaną. Wraz z kończeniem figury powrócił do wcześniejszego ustawienia z minimalnym spięciem, by po powrocie na ścianę pojechać dalej naprzód. W owym spięciu wyjechał narożnik z długiej ściany na krótką, przy tym może nie najgorzej ale też i nie perfekcyjnie. Po dojechaniu do A zakręcił na linię środkową czworoboku, by postarać się zachować ruch po linii prostej do X. Tam uprzedzony o nadchodzącym zadaniu pozostał skupiony, by wraz z pomocami od Aurelie zatrzymać się w punkt. Zachował pełną nieruchomość do czasu otrzymania kolejnych pomocy, by wraz z nimi ruszyć stępem i zjechać z czworoboku na rozprężalnie.
z.t
_________________
Has anything like this ever struck you?
If ever a likeness that you're scraping for pockets of air?
[img]xxx[/img]
Whatever--you're--like--when--you--came--in Whatever you use-----Whatever you choose
Whatever your acronym >> Unexpected
sex: male || owner: Vivianne Feron || gallery & files
potomstwo:
kl.--Untouchable--(Galistic Girl)----------
kl.--Unbridled Life--(Livia Ask)-----------
og.--Unannounced Pleasure--(Follow Me II)
og.--Upleaser Van't De Vour--(Virra Mirage)
You started what would sound
like a speech on how you moved around ----You told them all so well ----You had them memorised ----You bored us all to tears But here's the ground and there's your feet
And never the two shall meet
Płeć: kobieta Wiek: 23 Wzrost: 168 cm Ostatni trening: Skokowy - Red Star d'Argent Podopieczny: Rubens, Red Star d'Argent Pieniądze: £985 Punkty doświadczenia: 26 Skoki: 10 Ujeżdżenie: 6 Cross: 5 Obycie z koniem: 5
Wysłany: 2020-02-08, 11:57
Brązowa Odznaka Jeździecka
Hayley Wright & Red Star d'Argent
Brązową odznaką jeździecką nie stresowała się tak bardzo, jak można by było przypuszczać. Z dużą rezerwą i spokojem podeszła do zawodów, chyba zbyt dobrze przyzwyczajona do towarzyszących im emocji. Od dawna mierzyła swoje siły w konkursach Pole Dance, dlatego dzisiaj potrafiła zaplanować wszystko logicznie i po kolei. Jak przystało pojawiła się w stajni wcześniej, przygotowała konia i wyjechała na rozprężalnie pół godziny przed czasem, żeby rozgrzać zwierzę w ten sam sposób co przed treningiem. Dużą uwagę poświęciła na stęp, miękki kontakt i uwrażliwienie klaczy na dosiad. Do tego niezbędny był elastyczny, przepuszczalny grzbiet, łączący zad z szyją, bo nawet jeżeli duże zaangażowanie tyłu nie było potrzebne na brązowej odznace, to zawsze w pierwszej kolejności należało zwracać uwagę na dobro konia. Właśnie dlatego na czworobok wyjechała z przepuszczalną, ustawioną na pomoce Argent. Okrążyła go, już na tym etapie pracując nad wyprostowaniem, po czym wjechała na linię środkową. Od początku dużą wagę poświęciła na działanie swojego ciała i ciała konia, starając się siedzieć prosto i rozkładając ciężar ciała równo na siodle. Zamknęła klacz w symetrycznie ułożonych łydkach i wodzach, po czym cały czas patrząc przed siebie, skupiła się na Xie. Był na środku, dlatego przed samym zatrzymaniem wykonała półparadę delikatnym ruchem małych palców (co przepuszczalny koń powinien z łatwością wychwycić) i docisnęła z wyczuciem łydką, by nie stracił przy tym impulsu. Stopniowo zmieniała działanie dosiadu jednocześnie wymagając od niej ruchu naprzód i utrudniając jej go, przez co do samego przejścia musiała nieznacznie się skumulować i zwolnić. To zapewniło im płynne zatrzymanie w literze X, w której to Hay starała się zatrzymać klacz dosiadem w nieruchomości i jedną dłonią puściła wodze, by ukłonić się elegancko przed startem. Za chwilę znowu chwyciła wodze, upewniła się, że klacz pozostaje prosta i ciągle pilnując kontaktu, docisnęła łydki, lekko odchylając miednicę. Umożliwiło to Argent spokojne, ale energiczne ruszenie aż do litery C, w której wykręciła na prawo. Wiedziała, że należało skupić się na narożniku, dlatego już przed samym zakrętem, wykonała lekką półparadę, dojechała łydką i obciążyła mocniej wewnętrzną kość kulszową, żeby zasygnalizować kobyłce kolejny krok. W samym zakręcie pociągnęła wewnętrzne kolano w stronę kierunku jazdy, dzięki czemu jej ciało wpisało się w łuk wyprostowane, a dosiad nie zapadł się za bardzo do wewnątrz. Naturalnie łydki i ręce odgrywały tu też ogromną rolę. Wewnętrzną dłoń skierowała lekko do środka łuku i podniosła do góry, co wpłynęło na odruch przełykania śliny. Koń w takiej sytuacji rozluźniał żuchwę, a to z kolei pozwalało na łatwiejsze wyjechanie łuku i rozluźnienie w potylicy. Lewa ręka pilnowała przy tym wygięcia klaczy, by nie przekrzywiła głowy za bardzo do wewnątrz. Jeśli chodzi o łydki, odruchowo docisnęła lekko wewnętrzną, za chwilę rozluźniając ją i dociskając jeszcze raz. W ten sposób prosiła o wygięcie w żebrach, lewą łydką ciągle pilnując zadu, by podążał śladem przednich nóg. To wszystko równomiernie ustawiało klacz na kontakcie, co zaprocentowało po wyjechaniu na prostą. Wyrównała działanie dosiadu, łydek i rąk, po czym w M ruszyła kłusem i zaczęła anglezować. Miękko odrywała się od siodła w chwili wybicia i siadała na tyle szybko, żeby koń zdążył podrzucić ją po raz kolejny. Starała się na tyle dobrze wymierzyć miejsce powrotu w siodło, żeby siadać w jego najgłębszym punkcie, co z kolei rzutowało na dosiad. Na szczęście był to zakres absolutnie podstawowy, dlatego nawet nie musiała skupiać się na poszczególnych elementach wykonywanego ruchu w przeciwieństwie do kolejnego "kroku" jakim okazała się obszerna wolta. Gładko poprowadziła Argent po łuku, używając łydek analogicznie do sytuacji opisanej wcześniej, po czym w E znów usiadła w siodło. Dzięki temu łatwiej jej było używać pracy dosiadu, co skrupulatnie wykorzystywała szczególnie, że należało przygotować konia do zagalopowania. Znów posłużyła się delikatną półparadą, polegającą na lekkim przerobieniu palcami i dojechaniu łydką, po czym zewnętrzną nogę skierowała wyraźnie za popręg i usiadła mocniej w siodle. W połączeniu z lekkim sygnałem wyginającym, klacz ruszyła idealnie z prawej nogi przed samym B i za chwilę wyprostowała się dzięki wyrównaniu wszystkich pomocy jeźdźca. Naturalnie Hayley nie spoczywała na laurach w samym galopie, mocno skupiając się na energii, impulsie wyprostowaniu i wpisaniu klacz w łuk pomiędzy F, A i K. W ten sposób dojechali aż do H, zwiastującego kolejne przejście. Miała zaledwie kilka foul na skrócenie kroku i przejście do kłusa, dlatego lekko napięła wodze, dojechała łydką i wygięła miednicę w przód utrudniając zwierzęciu ruch z każdą kolejną foulą. Pozwoliło im to płynnie przejść do kłusa bez zbędnej szarpaniny i gwałtownych reakcji. Od razu zaczęła anglezować, ewentualne przyspieszenie klaczy korygując samym tempem odrywania pupy od siodła. Magia dosiadu polegała na tym, że bardzo wyraźnie ułatwiała lub utrudniała zwierzęciu ruch, co Hayley lubiła wykorzystywać w pracy z koniem. Anglezując wolniej utrudniała ruch, wymagając zwolnienia bez użycia innych pomocy, co szczególnie przydawało się w przypadku koni mocno wyrywających do przodu. Jeśli jednak nie było takiej potrzeby, pozostawała wyprostowana, rozluźniona i w pełni zgodna z ruchem gniadej. W ten sposób dojechała do przekątnej, gdzie znowu duży nacisk postawiła na przepuszczalność, wyprostowanie i dążność do ruchu naprzód. Idealnie w X zmieniła nogę w anglezowaniu, jadąc prosto na literę K. Znowu skupiła się na narożniku, wzrokiem wyszukując kolejnej literki, w której lekko uniosła pupę z siodła, dzięki czemu ciężar cała Hayley przejęło trochę bardziej udo, kolano i obcas. Kolana w półsiadzie zamykały się wyraźnie, co stabilizowało łydkę i pomagało sprężynować w dół stawom skokowym jeźdźca. Nie znaczyło to jednak, ze zatraciła możliwość swobodnego działania nogami, co udowodniła kręcąc kolejne 20 metrowe koło. Wykorzystała do tego całą wiedzę ujeżdżeniową, tak jak na początku starając się poprowadzić kobyłkę miękko i lekko po okręgu, którego koniec wymierzyła idealnie w miejscu, z którego wyjechała - w literze A. To tam wróciła do kłusa ćwiczebnego, w którym pozostawiła napięte tylko te mięśnie, które utrzymywały jej ciało proste. Rozluźniła kolano oraz cały dosiad, a potem od B do E wyjechała kolejny łagodny łuk, gdzie przed E, tak samo jak wcześniej przed B, zagalopowała z lewej nogi. W tę stronę sytuacja była analogiczna, z tą różnicą, że wymagała odwrócenia sygnałów i dokładnie tak samo działało to podczas jazdy aż do litery M. Tak samo jak na prawą stronę, i tym razem skupiła się na narożnikach, wysortowaniu i impulsie, pomiędzy M i C przechodząc do kłusa anglezowanego. Potem znowu przyszedł czas na kłus ćwiczebny, po którym dopiero w E należało wykonać zatrzymanie. Znów należało skumulować energię przed przejściem, dlatego od razu dojechała mocniej łydkami, przytrzymała wodzami i zmieniła dosiad. Powoli zwalniała w kilku kolejnych krokach, ale przy mocniejszym użyciu łydek, by zwierzę kumulowało się w kłusie aż do samego momentu przejścia do stój. W E ostatecznie napięła miednicę i rozluźniła wszystkie partie mięśni. Starała się wykonać sygnał równo rękami, nogami i dosiadem, co umożliwiało klaczy rozłożenie ciężaru ciała na cztery, równo ustawione nogi. Odczekała mniej więcej pięć sekund, po czym natychmiast dodała łydkę, lekko przytrzymując wodze, by wspomóc zaangażowanie zadu. Ślady tylnych kopyt powinny były przekraczać ślady kopyt przednich, dlatego tym razem trochę mocniej przyłożyła się do zaangażowania zadu. Naturalnie nie było to dla konia niczym nadzwyczajnie trudnym, dlatego najprawdopodobniej nie musieli martwić się o jakość chodu. Dopiero w K, nastąpił kłus roboczy, który miał przygotować ich do wyjazdy na linię środkową. Skupiła się na wszystkich opisanych wcześniej sygnałach, znów dojeżdżając do X równo i płynnie. Zatrzymała klacz równo, po czym ukłoniła się z szerokim uśmiechem i opuściła czworobok stępem na długiej wodzy.
Płeć: klacz Wiek: 8 lat Rasa: koń holsztyński Wzrost: 160 cm Ostatni trening: Skokowy z Hayley. Właściciel: Hayley Wright Cena: £2900 Doświadczenie w skokach: 51 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 50 Doświadczenie z lonżowania: 50 Kondycja: 70 Szybkość: 71 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2020-02-08, 12:05
Brązowa Odznaka Jeździecka
Hayley Wright & Red Star d'Argent
Hayley dosiadając Argent na przejazd odznakowy, mogła być tym spokojniejsza, bo klacz wydawała się idealną kandydatką do tego. Brak stałego jeźdźca sprawiał, że nie wymyślała pod obcym jeźdźcem, więc zarówno w trakcie oporządzania, jak i rozgrzewki sprawowała się wręcz idealnie. Z natury współpraca z człowiekiem przychodziła jej z niesamowitą łatwością, tak więc wjeżdżając na czworobok była całkiem rozluźniona, przepuszczalna i ustawiona na pomocach. Nie był to jej pierwszy udział przy zdawaniu odznaki, co miało zapewnić Hay nieznacznie ułatwiony przejazd. Okrążając czworobok w stępie, zdawała się być nieco rozkojarzona, bo w miarę możliwości rozglądała się na boki, co wynikało głównie z tego, że przed odstawienie od pracy przeżywała wszystko na nowo. Niemniej gdy tylko została skierowana na sam czworobok w A, skupiła się bardziej na jeźdźcu i jego działaniach. Szła aktywnie, utrzymując wyprostowaną sylwetkę, a jedno wycofane ucho świadczyło o uwadze poświęconej amazonce. Półparada skutecznie przygotowała ją na zatrzymanie w X, które wykonała w odpowiednim czasie i bez oporu, przy równym ustawieniu kończyn. Parsknęła głośno w trakcie, kiedy kobieta wykonywała ukłon, przeżuwając przy tym wędzidło z zainteresowaniem. Po chwili nieruchomości i otrzymaniu należytego sygnału, ruszyła z miejsca stępem, który miał być chyba największym zmartwieniem kobiety w trakcie tego przejazdu. Miała dość spore tendencje do jego nieregularności, a przerwa od pracy tylko temu sprzyjała, więc blondynka powinna mieć to szczególnie na uwadze. Gniadej nie dało się jednak zarzucić innych nieposłuszeństw - szła po linii prostej w pełnym zaangażowaniu, w trakcie wjeżdżania w zakręt nie usztywniając się, a miękko odpowiadając na impuls wewnętrznej łydki, wokół której się okręciła. Przy tym nie zaprzestawała intensywnego przeżuwania, całkiem ufnie opierając się i szukając kontaktu z ręką amazonki, a dzięki temu przeszła zakręt rozluźniona, o czym świadczyły chociażby lekko rozłożone uszy. Po wejściu na długą ścianę została wyprostowana, przy czym nie straciła na jakości swojego chodu, który co prawda nie należał do tych z górnej półki, ale nadal był dość zadowalający. W M została poproszona o zakłusowanie, co wykonała bez zbędnych emocji, mimo że tych jej nie brakowało. Poruszała się miękkim, całkiem wygodnym kłusem, który zyskiwał na rytmie dzięki anglezowaniu Hayley, które znacząco ułatwiało Red Star robotę, jakim było zachowanie jednego tempa, nawet jeśli miała ochotę poruszać się w wyższym chodzie. Niewiele dalej, bo w B odbiły na dwudziestometrowe koło, które gniada wykonała pod warunkiem, że wraz z zaprzestaniem anglezowania blondynka nie zaburzyła jej równowagi. To najpewniej było pod jej kontrolą, więc holsztynka w pełnej swobodzie zakreśliła kształtny, obszerny okrąg, zakończony w tym samym miejscu rozpoczęcia. Wcześniej jednak przyszła jeszcze pora na zagalopowanie, o którym znowu została uprzedzona poprzez półparadę, więc nie ominęła danego sygnału. Automatycznie mocniej wkroczyła tyłami pod zad i przeszła w wyższy chód, w którym nie rozpędzała się zanadto. Doskonale wiedziała, że nie od tego był czworobok i nie wątpiła w to, że jeszcze będzie miała szansę na wyszalenie się, tak więc pozostawała pod pełną kontrolą kobiety, której skutecznie udało się wyprostować ją przed samym B. Jej galop był jej prawdopodobnie największym atutem, bo tak jak nie była jeszcze na tym etapie wyszkolenia, aby poruszać się w zebraniu na dłuższe odległości, tak mimo to naturalnie miała bardzo okrągłą foule, którą przy tym potrafiła wręcz widowiskowo wyciągnąć, jeżeli brało się pod uwagę jej niewielkie gabaryty. Wkrótce weszła w kolejny narożnik, w którym wygięła się w odpowiedzi na pomoce jeźdźca, zachowując pełną karność i łatwo dając jej wprowadzić ewentualne poprawki. Niemniej holsztynka była już dobrze świadoma swojego ciała i miała wyćwiczoną równowagę, więc wszelkie łuki przychodziły jej z łatwością, a Hayley nie miała tyle do roboty. Kolejne metry galopowała tym samym, równym tempem, utrzymując przy tym wyprostowanie i zaangażowany, podstawiony zad, którym energicznie odpychała się od podłoża. Regularne poparskiwanie świadczyły o jej dobrym samopoczuciu, niezakłóconym również następnym przejściem. W narożniku między H i C zwolniła do kłusa, który znowu miała ułatwiony dzięki anglezowaniu kobiety, które odciążało jej grzbiet. Nie wyrywała do przodu, a przynajmniej nie na krótkiej ścianie, gdzie nie miała zbyt wielkiego pola do popisu. Dopiero po zejściu na przekątną ta pokusa zdawała się w niej rosnąć, co może raz czy dwa przełożyło się na realne czyny i próby lekkiego przyspieszenia. Powstrzymana przed tym pomysłem przez Wright, nie oponowała długo, a nawet jej niezadowolenie niknęło na tle skupienia. Po zejściu z przekątnej nie miały wiele czasu, bo już w A czekało je kolejne koło, tym razem w półsiadzie. Gładko wygięła się wokół lewej łydki Hayley, jadąc teraz na swoją lepszą stronę, dzięki czemu wyszło to dużo lepiej w porównaniu z poprzednim okręgiem. Następnie została wyprostowana na krótkiej ściany, z której narożnik znowu pokonała z należytą dokładnością, ale wkrótce została zajęta bardziej wymagającym zadaniem niż sam narożnik. Na połówce koła zachowała się w sposób identyczny co dotychczas, również w momencie przejścia do galopu, które znowu wykonała bez zbędnych szaleństw. Program był krótki i prosty, więc gniada nie odczuwała jeszcze zmęczenie, mimo wszystko będąc w całkiem dobrej kondycji, więc ciągle galopowała chętnie i aktywnie, nos utrzymując lekko przed pionem, z potylicą wyznaczającą najwyższy punkt zaokrąglonej, delikatnie zarysowanej mięśniami szyi. Pomiędzy M i C nastąpiło spowolnienie do kłusa, co i tym razem przebiegło bezproblemowo. Można wręcz powiedzieć, że Argent wydawała się być nudnym koniem przez swoje kompletne oddanie i karność, bo także przy wszelkiego rodzaju sygnałach reagowała szybko i prawidłowo. Idąc kłusem wzdłuż szranków czworoboku, obijała ogonem o zad leniwie, choć tego lenistwa nie dało się zauważyć w jej ruchach. Jej energia została tym bardziej skumulowana przed zatrzymaniem w E, dzięki czemu wyszło ono płynnie i z zachowaniem impulsu. Nie potrzebowała mocnych sygnałów do tego, działając wręcz domyślnie, a w samym stój pozostając nieruchomo i nie próbując ruszyć z miejsca według własnego widzimisię. Po upłynięciu wyznaczonego czasu dostała łydkę do stępa, którym ruszyła na wprost, oddychając już nieco szybciej niż dotychczas. W K z kolei przeszła do kłusa, którym to zjechała już na linię środkową. Na wszelkich liniach zachowywała odpowiednie wygięcie lub - w zależności - wyprostowanie, pozostając w jednym ustawieniu i zaangażowaniu, z naciskiem na zadnie nogi, którymi mocno wkraczała pod kłodę, pokrywając ślady tyłów. Argent wiedziała już dobrze, z czym wiązało się wejście na linię środkową, więc ekscytacja zaczynała w niej rosnąć, a wraz z tym znowu zaczęła zbierać się w niej energia potrzebna do równego zatrzymania w X. Po ukłonie kobiety i oficjalnym zakończeniu przejazdu zeszła z czworoboku stępem, wyciągając i rozluźniając spocony grzbiet oraz szyję.
_________________
kalendarz adwentowy - anulowanie zrzutki na kolejnych zawodach WKKW (próba skokowa)
Płeć: kobieta Wiek: 27 lat Wzrost: 163 cm Zawód: Fizjoterapeutka/masażystka Partner: I'm bad at love, but you can't blame me for tryin' Ostatni trening: Skokowy z Parkinsonem Podopieczny: Sojuz Pieniądze: £767 Punkty doświadczenia: 38 Skoki: 31 Ujeżdżenie: 7
Wysłany: 2020-02-08, 12:48
SREBRNA ODZNAKA JEŹDZIECKA Mary Anna Suárez Hargreeves & Decembrist
Mary nie mając większej styczności, musiała polegać na cudzym koniu przy próbie ujeżdżeniowej do odznaki. Tym razem trafiła na innego konia niż przy brązie, ale nie robiło jej to większej różnicy. Udało jej się pozyskać tyle informacji, żeby jakoś poradzić sobie w obejściu z Decembristem, chociaż jego wybór mógł być dość wątpliwy. Ogier należał do koni bardzo wymagających, a umiejętności kobiety nie były zbyt duże w tej dyscyplinie, więc nie mogła czuć się za bezpiecznie na jego grzbiecie. Najprawdopodobniej w trakcie rozgrzewki nieraz miała doświadczyć podobnego spięcia z koniem, ale wolała, aby takie problemy zaistniały na rozprężalni, a nie czworoboku. Zdecydowała się więc na krótką, ale wystarczająco intensywną rozgrzewkę, podczas której zdołała przećwiczyć wszystkie elementy zawarte w programie. Dzięki temu czuła się w miarę przygotowana, a to z pewnością pomagało jej w radzeniu sobie ze stresem.
Kiedy tylko przyszła na nią kolej, delikatnie zebrała wodze, dojeżdżając go do ręki dosiadem. Plusem Decembrista było to, że był bardzo wrażliwy na pomoce, więc Mary nie musiała się z nim siłować i wystarczyła delikatna łydka do tego, żeby ruszył kłusem. Jeszcze przed wjechaniem na czworobok zaczęła anglezować, tym sposobem nadając mu jedno, równe tempo. Okrążyła czworobok i pod koniec wróciła do pełnego siadu, po czym skręciła na linię środkową w A, od razu łapiąc wyprostowanie przez wyrównanie pomocy. Zamknęła go w równo przylegających łydkach, utrzymując także taką samą długość wodzy. Wzrok miała skierowany przed siebie, plecy wyprostowane, a pięty opuszczone do ziemi, czemu nie towarzyszyło żadne spięcie z jej strony. Do zatrzymania w X zaczęła przygotowywać go jeszcze przed samą literką, półparadą zabiegając się o jego uwagę po to, żeby na środku wykonać pełną paradę. Zablokowanie miednicy połączyła z subtelnym zamknięciem ręki, którą oddała już po zatrzymaniu. Ukłoniła się w kierunku budki sędziowskiej, a następnie wzięła wodze z powrotem do obu dłoni i dała mu wyraźną łydkę do kłusa. Nie należał on do najwygodniejszych chodów, ale rozluźniona sylwetka pomagała jej w zniesieniu tego dyskomfortu, którego nie dawała po sobie poznać. Do C poprowadziła go po prostej linii dokładnie tak jak poprzednio zapobiegając spływaniom i powodując wyprostowanie. Z końcem linii skręciła w prawo, wewnętrzną wodzą prosząc o zgięcie w szyi, podobnie jak łydką w kłodzie. Cały rysunek dopracowała zewnętrznymi pomocami, uważając także na to, żeby nie przekrzywiać się w związku ze zwiększeniem ciężaru na wewnętrzną kość kulszową. Po przejechaniu zakrętu odpuściła działanie tych pomocy, żeby wyprostować go i po chwili powtórzyć to samo w narożniku. Z niego z kolei odbiła na przekątną MXK, gdzie miała wydłużyć kłus. Poprzedziła to znowu delikatną półparadą, a tuż po wyprostowaniu na przekątnej zaczęła go aktywizować dosiadem, mocniej zabierając jego zad i tym samym powodując jego intensywniejszą pracę. Na ręce oferowała mu ciągle elastyczne oparcie, szczególnie, że w trakcie rozgrzewki zauważyła, że był dość delikatny w pysku. Nie chciała go znieczulić, więc ograniczała działanie ręki do minimum, jedynie z końcem przekątnej gładko go skróciła z pomocą półparad. Kłusem roboczym wróciła na ścianę, a w B zmieniła kierunek jazdy, skręcając w lewo. Oba zakręty potraktowała z podobną dokładnością, chociaż więcej uwagi musiała poświęcić jego słabszej, prawej stronie. Wjechała w kolejny narożnik czworoboku, a po wyprostowaniu ogiera na krótkiej ścianie zaczęła przygotowywać go do zatrzymania w C. Posłużyły jej temu kolejne półparady, którymi chciała zainteresować ciemnogniadego na sobie, a w połowie ściany wyraźnie napięła krzyż i zablokowała jego ruch, wcześniej lekko kumulując jego energię, aby przejście wypadło płynnie. Zatrzymawszy konia w C, odliczyła w myślach do pięciu sekund, pamiętając też o oddaniu ręki dla zapobiegnięcia cofania czy odstawienia którejś z nóg. Gdy wyznaczony czas upłynął, dała mu łydkę do stępa, w którym już od pierwszych kroków dbała o jego regularność i aktywność, dosiadem wyznaczając mu równy rytm. W M odbiła na krótką przekątną prowadzącą do E, a także oddała wodze, nie robiąc tego jednak gwałtownie, tylko subtelnie i z wyczuciem. Przeprowadziła go przez czworobok w samych łydkach i dosiadem, utrzymując ten stan rzecz także przez drugą połowę długiej ściany. Przed K zaczęła zbierać wodze i wchodzić z powrotem na kontakt, robiąc to znowu z odpowiednią troską o wrażliwość wierzchowca, bo nie chciała przecież ryzykować jakimś usztywnieniem. Jeśli takowe mimo to wystąpiły, pomogła sobie półparadą, która pomogła jej również w zakłusowaniu w samej literce. Dołożyła łydkę i już w kłusie wjechała w narożnik, gdzie prawą łydkę znowu poprosiła o zgięcie. Lewą wodzę utrzymywała napiętą i pilnowała łopatki konia, którego już zaczynała uświadamiać o kolejnym ćwiczeniu. Zakłusowanie było bowiem tylko krokiem przejściowym do przejścia do galopu w A. Wycofana zewnętrzna łydka i mocniejsze bujnięcie jasno zasugerowało zwierzęciu wejście w wyższy chód, w którym póki co utrzymywała go w dość spokojnym tempie. Wszystko to po to, aby wraz z przejściem na długą ścianę zacząć zachęcać go do wydłużenia kroku poprzez aktywizację łydkami i dosiadem, którym mocniej zagarniała jego zad. Chciała w ten sposób uzyskać jego mocniejsze zaangażowanie, a także typowy ruch pod górkę, który zawsze był mile widziany w ujeżdżeniu. Siłą rzeczy nie była w stanie zaprezentować wiele na obcym koniu, który swoim stopniem wyszkolenia raczej przewyższał możliwości Mary, ale jednak nie była całkowitym laikiem w tej dziedzinie. Z drugiej strony oceniana była głównie poprawność jej pomocy, a prezentacja konia grała już mniejszą rolę - co nie znaczyło, że kobieta nie chciała wypaść jak najlepiej.
Siedząc na takim rozpędzonym, nieznajomym ogierzysku czuła się prawie jak na tykającej bombie, więc skrócenie wolała wykonać nieco szybciej - tak zapobiegawczo, gdyby mieli wgalopować tym sposobem w szranki. Działając półparadami, zminimalizowała pracę łydek i tym samym w M wróciła do roboczego tempa. Mogło temu prawdopodobnie towarzyszyć kolejne spięcie ze strony Decembrista, ale jemu miał zapobiec nie tylko następny narożnik, ale także koło, na które odbiła w C. Skupiła się na wymierzeniu odpowiedniej średnicy piętnastu metrów, z czym nieraz miewała problemy - teraz uważnie pilnowała tego, żeby z najdalszym punktem okręgu zajechać niewiele za połowę dystansu między G i X, co mniej więcej wyznaczało oczekiwaną średnicę. Przy tym nie zapominała o dopracowaniu rysunku figury - lewą łydką znajdującą się na popręgu prosiła o zgięcie w kłodzie, podobnie jak tą samą ręką, którą jednocześnie działała rozluźniająco na pysk zwierzęcia. Krągłości nadawała zewnętrznymi pomocami, które stanowiły barierę dla wypadania i psucia kształtu koła. Zakończyła je w tym samym miejscu, po czym puściła go na wprost, a już na długiej ścianie w H "spłynęła" na lewo, kreśląc pierwszą połowę brzuszka wężyka. Z całego programu kontrgalop był najtrudniejszy, także dla niej, bo musiała się bardzo pilnować, żeby nie zaburzać równowagi konia, któremu podkreślała to, że nie oczekiwała zmiany nogi, pozostawiając tę samą łydkę wycofaną. Nie przekrzywiała się w biodrach, utrzymując prostą sylwetkę, z nieco większym naciskiem na wewnętrzne strzemię. Po dotarciu do linii ćwiartkowej wróciła na ścianę i tym sposobem zakreśliła dość łagodny łuk. Już na krótkiej ścianie wyprostowała ogiera, którego zaraz skierowała na przekątną FXH, tuż po przejechaniu narożnika znowu usiłując wyrównać go. Wzrok skierowawszy do literki, gdzie mieli skończyć przekątną, zamknęła go w pomocach, równo przylegającymi łydkami utrudniając mu schodzenie w którąkolwiek stronę. Przed X półparadą przygotowała go do przejścia w środku, gdzie przywróciła prawą łydkę na popręg i zwolniła go do kłusa, którym dokończyła przekątną przy H. Tam też zaczęła przygotowywać ponowne zagalopowanie, ale tym razem to druga, lewa łydka została wycofana, więc tym razem zależało jej na ruszeniu z prawej nogi. W narożniku wypchnęła konia do galopu, przy czym uważała też na kształt łuku, traktując go - tradycyjnie - jako ćwiartkę okręgu. Dalej program miał zacząć się powtarzać, więc na długiej ścianie znowu wydłużyła galop, działając w ten sam sposób, co poprzednio - dosiadem mocniej wyjeżdżała go do ręki, a sygnałem płynącym z łydek zachęcała do aktywniejszego angażowania całego ciała, przy czym pilnowała tego, żeby nie stawiał kroków częściej. Subtelnie otwarta ręka pozwalała mu na pełną swobodę w trakcie tego ruchu, który zaczęła spowalniać przed F, w której już zaczęła poruszać się roboczym tempem. W nim zjechała na koło w A, tym razem w prawo, co wymagało od niej więcej skupienia niż poprzedni okrąg pokonywany na lepszą stronę konia. Ważne dla niej było to, żeby koło było rzeczywiście okrągłe, a nie jajowate, co wbrew pozorom było dość trudnym wyzwaniem, szczególnie dla niej. Decembrist był jednak dość elastycznym koniem i łatwo dawał wprowadzać poprawki, więc ostatecznie ten element wyszedł najpewniej całkiem nieźle, nawet jeśli nieadekwatnie do zwykłego przejazdu na poziomie klasy N, w której się znajdował.
Dalej znowu postępowała według schematu, więc przy K zaczęła kreślić drugi wężyk o jednym brzuszku, chcąc uzyskać jak najbardziej symetryczną figurę. Przy tym mimo wszystko więcej uwagi poświęciła pozostaniu w galopie na "złą" nogę, z którym jednak ogier nie powinien mieć problemu, skoro Mary jeszcze bardziej pilnowała się ze swoją postawą. W następnej kolejności znowu mieli zmienić kierunek jazdy poprzez przekątną, chociaż w tym wypadku nieco innym sposobem niż poprzednio. Przejście do kłusa czekało bowiem przed końcem przekątnej, a nie na jej środku, a na dodatek miała pozostać w nim już do końca przejazdu, który zbliżał się wielkimi krokami. A jeśli chodziło o wielkie kroki, to na te też zaraz miała przyjść pora, bo tuż po zejściu z przekątnej i przejechaniu krótkiej ściany zjechała na kolejną, teraz mając za zadanie zaprezentować wyciągnięcie kłusa. Postąpiła w zasadzie identycznie jak w przypadku galopu, chociaż tym razem nie decydowała się na tak mocne wyciągnięcie, głównie przez to, że kłus Decembrista był dla niej mało wygodny, a jego wyciągnięcie nie ułatwiało jej zadania wysiadywania go. Mimo wszystko zadbała o to, żeby wydłużenie było widoczne, ale także pod kontrolą, żeby w miarę swobodnie skrócić ogiera przed końcem przekątnej w H. Kłusem roboczym przejechała krótką ścianę, kierując się do B, gdzie czekał gwóźdź programu, czyli powtarzalne żucie z ręki. Do tego elementu Mary miałaby najbardziej lekceważące podejście, gdyby nie to, że koń, na którym siedziała, nie wybaczał żadnych błędów, co dość mocno ją stresowała. Starała się zachować spokój, kiedy skręciła na obszerne, dwudziestometrowe koło, wraz z którym rozpoczęła rytmiczne anglezowanie, krótko upewniwszy się, że robi to na prawidłową nogę. Prawą łydką pracując nad lekkim zgięciem, zaczęła powoli wypuszczać wodze, a półparadami zachęcała konia do żucia wędzidła i schodzenia głową do dołu. Jednocześnie dosiadem pilnowała tego, żeby wraz z niskim ustawieniem nie zaczął lecieć do tyłu i dalej utrzymywał zaangażowany, podstawiony zad. Była w tym bardzo delikatna i uważna, chociaż trudniejsze pewnie miało być nabranie wodzy, którym mogło w każdej chwili towarzyszyć spięcie. Uważała na to jeszcze bardziej, ale raczej nie miała napotkać większych problemów z powrotem na kontakt. Od tego momentu mogła odetchnąć z ulgą, bo byli na ostatniej prostej do zakończenia tej części egzaminu - zakończywszy okrąg, wróciła do pełnego siadu i dokończyła jazdę wzdłuż długiej ściany oraz połowy krótkiej, z której w A odbiła na linię środkową. Jadąc po niej, pilnowała równego tempa oraz utrzymywania prostej linii, aż w końcu zatrzymała go w X. Z pogodnym uśmiechem wykonała ukłon, po którym pochwaliła Decembrista za dobre sprawowanie i dała mu łydkę do stępa, którym zjechała z czworoboku.
Płeć: kobieta Wiek: 22 lata Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 23 Ujeżdżenie: 16 Obycie z koniem: 10
Wysłany: 2020-02-14, 21:53
Brązowa Odznaka Jeździecka Monroe Hodder x Roller Coaster
Po towarzyskich zawodach ujeżdżeniowych wyciągnęła wnioski starając się przygotować do odznaki nie tylko fizycznie, ale również psychicznie, by niepotrzebne spięcie nie rzutowało na jakość przejazdu. Mimo tego obudził ją stres niemal godzinę przed budzikiem, a melisa na uspokojenie zamiast pomóc, wywołała nieprzyjemny odruch wymiotny. Właśnie dlatego pojawiła się w Orchardzie długo przed czasem, co dało jej dodatkowe kilka chwil na odnalezienie boksu Rollera, przygotowanie go do przejazdu i zaplecenie koreczków, dzięki którym wreszcie zaczęła się uspokajać i wyciszać. Od zawsze radziła sobie ze stresem poprzez działanie, dlatego zaraz po osiodłaniu konia, zajęła miejsce na jego grzbiecie i przystąpiła do rozgrzewki. Najgorsze były pierwsze minuty, w których nieszczególnie mogła pozwolić sobie na konkretne działania, zapewniając Siwemu czas na porządne rozgrzanie mięśni. Później poszło z górki, kiedy po zakłusowaniu skróciła wodze i rozpoczęła pracę najpierw nad rozluźnieniem, przejściami, reakcjami na pomoce, a potem krótkie przećwiczenie elementów programu. Sama w tym czasie całkowicie odcięła się od wcześniejszego strachu, dlatego już na etapie rozgrzewki udało im się znaleźć nić porozumienia. Rzutowało to na cały przejazd, co szczególnie widoczne było już podczas okrążania czworoboku. Luźno podążając za ruchem konia, spinała tylko te partie mięśni, które wymagały utrzymania pożądanej postawy, resztę pozostawiając w pełnym rozluźnieniu. Siedziała głęboko w siodle, dobrze osadzona na koniu, ciągnąc piętę w dół i w stronę stawów skokowych konia. Skierowane na wprost kolano i przylegające, ale nie zaciskające się na siodle udo, zapewniło odpowiednią pozycję palców w strzemieniu (na wprost), co ostatecznie doprowadziło do sytuacji, w której nie tylko nie musiała martwić się o swoją pozycję, ale przede wszystkim mogła skupić uwagę na prawidłowym przebiegu przejazdu. Starając się zaangażować go w ruch, by zaczął nieznacznie przekraczać ślady przednich kopyt, delikatnie docisnęła i odpuściła łydki, zamykając jego ciało w korytarzu pomocy. W tym miejscu należało zwrócić szczególną uwagę na wyprostowanie, dlatego tak ważne było symetryczne działanie wodzami, dosiadem i łydkami. Tuż przed samym X zaczęła stopniowo zmieniać pozycję miednicy w siodle, przesuwając ciężar ciała na przód i dojeżdżając aktywizująco, przytrzymała wodze by trochę skumulować go do przejścia. W efekcie w samej literze miał szansę stanąć równo na czterech nogach przy jednoczesnym zachowaniu płynnego, nieszarpanego przejścia. Starając się przypilnować go dosiadem, ukłoniła się z uśmiechem, znów złapała wodze w obie dłonie i docisnęła łydkę, prosząc o równy stęp pośredni aż do końca ściany. Skręciła na prawo, tuż przed kolejnym elementem wykonała pojedynczą półparadę, a potem na wysokości litery M docisnęła pulsacyjnie łydkami. Od razu zaczęła anglezować, miękko podnosząc się i opadając w rytm jego kroków. Kiedy jechała po prostej szczególną uwagę przykładała do wyprostowania, właściwie nie pozostawiając mu ani jednej luki, którą mógłby wykorzystać. Siedziała równo, z wyprostowanymi plecami i przylegającymi do jego boku łydkami, które działały tylko wtedy, kiedy istniała taka potrzeba. Naturalnie szczególnie ważne były one podczas dużego koła o średnicy 20 metrów. W literze B, poprosiła Siwego o zgięcie, szczególnie uważając na działanie własnych rąk. Delikatnie podniosła wewnętrzną dłoń i skierowała ją lekko do środka koła, upewniając się że może zobaczyć jedynie zewnętrzny kącik wewnętrznego oka ogiera. Zewnętrzną dłonią natomiast pilnowała prawidłowego zgięcia, by w żadnym momencie nie przekrzywić mu za bardzo głowy. To samo dotyczyło łydek, z których zewnętrzna pilnowała zadu, aby zwierzę nawet na łuku mogło podążać tylnymi nogami w ślad za przednimi, a wewnętrzna lekko wyginała go w żebrach. Tak wpisany w łuk nie powinien mieć żadnego problemu z utrzymaniem impulsu i rytmu, dlatego w drugiej połowie koła, Monroe mogła znów usiaść w siodło bez szczególnych obaw o spięcie grzbietu. Wyjechała dokładnie tam gdzie zaczęła, uprzednio lekko cofając zewnętrzną nogę, by wydać sygnał na zagalopowanie. Usiadła wsiodle nieco mocniej, umożliwiając swobodny ruch do przodu i o ile w samym zagalopowaniu był lekko zgięty, o tyle po przekroczeniu B znów znaleźli się na prostej. Po raz kolejny zamknęła go w pomocach, aż do samej litery H, gdzie aznów ograniczajacym dosiadem, łydką i odpowiednio dobraną wstrzymującą ręką, zaczęła prosić o skrócenie kroku. Pozwoliło jej to pomiędzy H i C płynnie przejść do kłusa roboczego anglezowanego. Nie prosiła o szczególne zaangażowanie zadu, ale mimo wszystko wciaż wymagała od Rollera pracy w rozluźnieniu i na kontakcie, o co dbała w odpowiednich momentach wykonując niedostrzegalne półparady, przerabiając palcami i dojeżdżając łydką. Szczególnie ważne było to na przekątnej, którą wyjechali dosłownie w chwilę później, a która wymagała od nich skupienia na wyprostowaniu i regularności. Pilnując aby Roller wszystkie kroki stawiał w równych odstępach czasu, na tę samą wysokość i odległość, zmieniła nogę w anglezowaniu mniej więcej na wysokości środka wyznaczanego przez X. Po zmianie kierunku nakierowała konia w stronę literki A, gdzie od razu usiadła w niewysoki półsiad. Przeniosła trochę większy ciężar ciała na kolana nieznacznie zaciśnięte na siole, ale nie na tyle żeby łydki zaczęły latać, po czym znów poprosiła o kolejne duże koło. Tak jak wcześniej, mocno skupiła się na każdym elemencie oraz energii konia, tym bardziej, że była to tylko rozgrzewka przed kolejną serią niemal takich samych ćwiczeń na drugą stronę. W A znów usiadła do kłusa ćwiczebnego, dojeżdżając tak do B, w którym wykręciła pół koła sięgającego aż litery E. To tam poprosiła o zagalopowanie na lewo. Tak jak wcześniej skupiła się na prawidłowym wyprostowaniu, impulsie kontakcie i wygięciu w zakrętach, dopiero po okrążeniu 3/4 czworoboku, przygotowując ogiera do kolejnego przejścia między M i C. Zgodnie z programem znów zaczęła anglezować, choć w samym C powinna była usiąść w siodło, co też uczyniła w odpowiednim momencie. Skupiona na własnym dosiadzie, po raz kolejny przygotowała konia do przejścia - tym razem do stój, znacznie mocniej ograniczając go miednicą, dojeżdżając łydką i przytrzymując wodzami, bo tym razem z kłusa miał przejść bezpośrednio do stój. W samym E wypuściła powietrze, rozluźniając mięśnie, co uczyniło jej ciało cięższe i wręcz "wbiło" go w ziemię przy przejściu. Naturalnie nie było to nic nieprzyjemnego, a wręcz przeciwnie, bo własnie w tym momencie pozbawiła go konieczności kumulowania energii do zatrzymania. Odczekała mniej więcej pięć sekund, skupiając się na powstrzymaniu ewentualnego kręcenia się w miejscu, po czym znów poprosiła o stęp. Trwał on do K, przygotowującego zarówno ją jak i Rollera do wjazdu na linię środkową. Oczywiście ruszyła kłusem, po czym tak samo jak wjeżdżała tu na początku, zamknęła go w korytarzu z pomocy i skupiła się na wyjechaniu zakrętu i następującej po nim prostej. Na środku znowu zatrzymała się i ukłoniła, po czym zjechała na rozprężalnię, gdzie pozwoliła zwierzęciu odpocząć przed próbą skokową.
Płeć: ogier Wiek: 7 lat Rasa: KWPN Cena: £2300 Doświadczenie w skokach: 80 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 90 Doświadczenie z lonżowania: 62 Kondycja: 50 Szybkość: 51 Klasa startów: WKKW: 2*
Wysłany: 2020-02-15, 00:26
Brązowa Odznaka Jeździecka Monroe Hodder x Roller Coaster
Ogier miał się okazać odpowiednim partnerem dla Monroe – nie sprawiał jej właściwie żadnych problemów w obyciu, zachowując się grzecznie, momentami nawet czarująco, słodko zaczepiając blondynkę i nie próbując jej pokazać, kto tu rządzi. Jako koń dobrze wychowany i o bardzo pokojowym, przyjaznym usposobieniu nie tylko nie przysparzał jej stresu podczas przygotowań do startów, ale już nawet podczas rozgrzewki, gdzie mimo obecności innych koni skupiał się na blondynce, nawet tylko stępując. Nie obijał się też, tylko skrupulatnie angażował w ruch zad aktywizowany przez dziewczynę za pomocą dosiadu i łydek. Mimo, że nie był aktualnie w bardzo regularnym treningu, bez trudności znajdował rozluźnienie w okrągłej sylwetce po pierwszych ćwiczeniach gimnastycznych i przejściach. Całą rozgrzewkę przepracował sumiennie, dając Hodder bardzo przyjemne odczucia z siodła, co z pewnością dodatkowo ją podbudowało i pozwoliło z dobrym nastawieniem rozpocząć przejazd, przed którym jeszcze Roller okrążył czworobok w kłusie kierowany pomocami amazonki. Jej dobrze zrównoważony dosiad i równomiernie przyłożone łydki nie kazały siwkowi spływać na boki, dlatego aktywnie i w wyprostowaniu wkroczył na linię środkową w A, poruszając się po niej w sprężystym, okrągłym i bardzo wygodnym ruchu aż do X. Jako, że wyłapał półparadę, jego czujność została wzmożona, dzięki czemu płynnie się zatrzymał na środku czworoboku, podstawiając najpierw tylne nogi, co umożliwiło mu zachowanie równowagi i równe ustawienie nóg. Z nastawionymi do przodu uszami przemielił kilka razy wędzidło, z zaokrągloną szyją i bez wcześniejszych prób ruchu odczekując ukłon i ponowne nabranie wodzy przez blondynkę. Dopiero kiedy otrzymał łydkę, aktywnie zabrał się do stępa, nie każąc amazonce się trudzić z utrzymaniem tempa i zaangażowania w swoim ciele, choć oczywiście praca jej dosiadu i łydek w wyważony sposób bardzo go motywowała. Na końcu linii środkowej plastycznie wygiął się wokół jej prawej łydki w zakręcie, schodząc tym samym na ślad. Po pokonaniu narożnika i wyjściu na długą ścianę zakłusował rześko od impulsu łydką, idąc od razu pewnym, sprężystym kłusem wzdłuż szranków aż do momentu, w którym pomoce Monroe kazały mu się wygiąć do wewnątrz i zejść na łuk koła, w łuk którego wpasowywało się jego ciało zgodnie z tym, na co wskazywało mu ułożenie łydek i wodzy. Szedł pewnie oparty na zewnętrznym prowadzeniu, lekko zaglądając głową do środka koła. Niósł miękko i powrót dziewczyny do pełnego siadu był tym bardziej ułatwiony, szczególnie, że Roller cały czas sprawiał wrażenie zupełnie zrelaksowanego, dlatego pozostawał zaokrąglony i co za tym idzie – wygodny. Spłynął z powrotem na ścianę na środku długiej ściany, w tym samym miejscu, w którym rozpoczął figurę, tym samym teraz ją kończąc – i w tym samym momencie także ochoczo „wskakując” w wyższy chód. Zagalopował bez zwłoki w odpowiedzi na sygnały amazonki, pchając się od zadu, dzięki czemu szedł jakby pod górkę, pozostając jednak pod kontrolą panny Hodder. Pozostał równie pilny przez niemal całe okrążenie wzdłuż czworoboku, a czując przy H domykające pomoce, bardziej się w sobie „skumulował” na kilka kroków przed przejściem do kłusa, które w efekcie wypadło całkiem przyzwoicie i spokojnie, niemniej niższy chód siwka bynajmniej nie był powolny. Wręcz nieco ożywiony po galopie wracał na ziemię z kolejnymi półparadami, by być już zupełnie przytomnym i obecnym pod amazonką przy wyjeździe na przekątną od M przez X do K. Szedł mocno i pewnie do przodu, jednocześnie pozostając w zamkniętej, dość zwartej i zaokrąglonej sylwetce, z pewnym połączeniem z ręką jeźdźca na wodzy i zapienionym od przeżuwania wędzidła pyskiem. Po zmianie kierunku, na środku najbliższej krótkiej ściany miękko odbił na kolejne koło, a wyczuwając odciążenie grzbietu automatycznie spróbował wręcz zanurkować pyskiem w dół, jednak ręka dziewczyny wcale nie robiła mu tam miejsca, więc po chwilowym mocniejszym naporze na wędzidło po prostu odpuścił, pozostając w niemal niezmienionym ustawieniu. Po wykręceniu całej figury bez dyskusji powrócił na pierwszy ślad, po którym dalej prowadziły go pomoce blondynki, znowuż do środka kolejnej długiej ściany, gdzie ogier ponownie z gracją odbił na koło, wyginając się przy tym od pomocy amazonki w wystarczającym stopniu. Tym razem jednak nie zatoczył pełnego okręgu, bo już w połowie, wchodząc na ślad w połowie przeciwległej ściany, czyli przy E, wyczuł impuls do galopu, którego w żadnym razie nie mógł zignorować. Ponownie wesoło i z zaangażowaniem wszedł w wyższy chód, zaznaczając to mocnym wejściem zadniej lewej nogi pod kłodę. Teraz znowu szedł równo i z niezaprzeczalną mocą wzdłuż białych płotków, bez problemu wpisując się po kolei w narożniki i pozostając pod kontrolą Monroe, której półparady przed zwolnieniem do kłusa pozwoliły Rollerowi na płynne przejście w dół między literkami M oraz C. Już w kłusie nadal poruszał się dookoła czworoboku, przed E wytężając swój „słuch” na kolejne pomoce dziewczyny, których oczekiwał po kilku półparadach. Czując, jak jej ciało go dociąża i domyka, zatrzymał się w następnej chwili, odparskując zaraz nieznacznie. W niejakim napięciu wyczekiwał dalszego rozwoju wydarzeń, w końcu z ulgą ponownie ruszając stępem, niemal od razu bez wysiłku przekraczając tylnymi nogami ślady przednich. Przed końcem ściany przeszedł ponownie do kłusa, odpowiadając od razu na działanie łydki. Zaraz też wygiął się na zakręcie na linię środkową, nie wytracając przy tym impulsu i nie krzywiąc się w swojej sylwetce, a kiedy już na tę linię wjechał, wyprostował się pewnie między łydkami i wodzami blondynki, by do jej środka dotrzeć pewnym, stałym tempem, bez nawet zachwiania przed samym zatrzymaniem, które ponownie wykonał bez zarzutu, tym samym dając obraz prawidłowych pomocy ze strony dziewczyny. Po chwili ruszył stępem, od razu wyciągając w dół szyję na długiej wodzy, by w ten sposób swobodnie opuścić czworobok.
_________________
oh, witaj, przyszedłeś mnie pomiziać? ekstra!
nie? idziemy na trening? no to czadowo!
masz co czyścić - szczęśliwe dziecko to brudne dziecko
ojojoj, ale się tam gibiesz na górze, aż mną na boki zarzuca.
może chcesz slalom? czy jednak szybciej? wolniej? no problem, bro.
aleś ty niezdecydowany. przerwa? nuudy... o patrz, motylek!
wow jaki on ładny, albo nie, jednak straszny, zwiewamy!
ej no nie, już zmęczony? pf, ja mógłbym jeszcze maraton przebiec
dobra już wracamy do tej stajni, jak chcesz.
ale czekaj trawa! dobra już mam, spoko, idziemy dalej
jestem gotowy na kąpiel! oszalałeś? taką zimną?
niech będzie, nawet przyjemnie. gdzie mnie teraz prowadzisz?
to przecież mój boks... janiemogęmarchewkiwżłobie!
kurcze, jaki to był fajny dzień
Mimo, że zdawanie egzaminu na brązową odznakę jeździecką na całkiem obcym koniu, w dodatku raptem kilka miesięcy po powrocie do aktywnego jeździectwa, wiązało się z ogromem stresu, Quentin do egzaminu starał się podchodzić z dużą dozą rezerwy i zdrowego rozsądku. Szczęśliwie rzadko kiedy pozwalał ambicjom zawodowym wpływać na pracę z końmi, stąd też pomimo wielkiej determinacji i związanego z nim spięcia dokładał wszelkich starań, aby nie przełożyć tych emocji na ogiera którego dosiadał. Z Sempiternalem zapoznał się z resztą już kilka dni wcześniej, dzięki nawet znikomej ilości spędzonego z nim czasu mając bardzo ogólny obraz jego zachowania. Nie chcąc też ryzykować niespodziankami w trakcie samego przejazdu, zadbał również o to, aby oporządzonego i przygotowanego wierzchowca przyprowadzić na rozprężalnię o kilkanaście minut wcześniej. Rozgrzewkę starał się przeprowadzić pod znakiem przyjemnej pracy - nie forsował karusa żadnymi elementami, które nie były im w trakcie czworoboku potrzebne, a konkretną pracę ku rozluźnieniu starał się przeplatać z najróżniejszymi zadaniami, za priorytet stawiając sobie przede wszystkim to, aby między szranki nie wjeżdżać na znudzonym i tym samym sfrustrowanym koniu.
Już oczekując na sygnał do startu Quentin starał się wykorzystać linie proste, jakie oferowały krótkie i długie ściany okrążanego czworoboku. Prowadził Sempiternala na dwóch równych wodzach, chyba, że wjazd na czworobok miał wiązać się z jakimkolwiek usztywnieniem - wówczas nieco wyraźniej rozluźniająco działał wewnętrzną przy wyraźnym napięciu zewnętrznej wodzy, podpierając taką pracę również działaniem łydek. W tym wypadku również nie pozwalał sobie na zbyt mocne działanie którejkolwiek z wodzy, nie chcąc negatywnie wpłynąć na wypracowane wyprostowanie. Wjeżdżając na czworobok, oprócz stałej czujności wobec tego, co działo się na drugim końcu wodzy, Quentin nie zapomniał również o delikatnym aktywizującym działaniem łydek; pracował nimi na tyle ostrożnie, aby nie prowokować niekontrolowanej zmiany tempa, a na tyle zdecydowanie i regularnie, aby rzeczywiście pomóc Sempiternalowi w utrzymaniu należytego rytmu stępa. Ciężar ciała rozłożył natomiast równo na obie strony siodła, zachowując adekwatną postawę - wyprostowane plecy i delikatnie ściągnięte łopatki. Już na trzy czy cztery kroki przed X delikatną półparadą zasugerował ogierowi nowe zadanie, w samej literce oprócz zamknięcia nóg, przede wszystkim ud, oraz delikatnego napięcia krzyża przy wycofanych ramionach, zamykając także dłoń, którą wraz z pierwszymi sekundami po zatrzymaniu delikatnie odpuścił. Po ukłonie w stronę komisji sędziowskiej złapał wodze na powrót w obie dłonie, po subtelnej półparadzie ruszając stępem, wznawiając działania sprzed kilku sekund. Kręcąc w prawo w C zadbał o to, aby delikatny łuk wykorzystać na rzecz sprawdzenia szczęk i delikatnego przepracowania ewentualnych spięć, na wysokości M przygotowując z kolei zakłusowanie, zainicjowane zamknięciem łydek i delikatnym wypchnięciem bioder. Wraz z pierwszym krokiem Quentin zaczął anglezować, upewniając się przy tym, że robi to na właściwą nogę. Na ścianie nie zaniedbywał wypracowanego na rozprężeniu i podczas okrążania czworoboku, prowadząc Sempiternala na dwóch równych wodzach i podpierając to równomiernym aktywizującym działaniem łydek, przy tym pilnując się, aby nie zaburzać jego równowagi poprzez niewłaściwą pozycję. W ten sposób prowadził wierzchowca aż do B, na kilka chwil przed dotarciem do rzeczonej litery znów delikatnym pulsacyjnym działaniem wodzy chcąc zaskarbić sobie jego uwagę; na wysokości samej literki płynnie poprowadził ogiera na koło, zewnętrzną wodzą i delikatnie cofniętą zewnętrzną łydką wyraźnie ograniczając go w szyi oraz kłodzie, wewnętrznymi pomocami starając się natomiast aktywnie pracować na rzecz rozluźnienia, starając się unikać monotonii, a więc bardziej niż w dużą powtarzalność celując w bardzo subtelną "zabawę" wewnętrzną wodzą. Oczywiście, ta też leżąła w granicach rozsądku - żadne z proponowanych przez Quentina działań nie było rewolucyjne i nie miało być dla wierzchowca zaskoczeniem, które mogłoby wybić go z dotychczasowego rytmu pracy; wynikały one raczej z faktu, że zauważył już, że ma do czynienia z koniem, którego lepiej bawić niż rozkazywać i nie miały wiele z eksperymentu. W połowie kręconej figury Gauthier nie zapomniał usiąść w siodło do kłusa ćwiczebnego. Delikatnie napięty brzuch i ściągnięte łopatki wraz z domkniętymi udami pozwoliły mu zachować równowagę i należytą stabilność pomocy. Jeszcze przed powrotem do punktu wyjścia jakim miała być litera B, zadziałał wyraźniejszą półparadą, chcąc przygotować ogiera do zbliżającego się zagalopowania. Nie przerywając rozluźniających działań, cofnął zewnętrzną łydkę jeszcze wyraźniej niż przedtem, synchronicznie zamykając ją z wewnętrzną. Biodrami płynnie podążył za ruchem karego, pilnując się, aby umożliwić Sempiternalowi naturalny ruch głową naprzód, ale aby nie dać mu szansy na siłową ucieczkę z dotychczasowego ustawienia, nie pozostawiając go w zagalopowaniu samego sobie. Aktywnym galopem prowadził go wzdłuż ściany, dosiadem podążając za jego ruchem, aktywizującym działaniem starając się nadać chodowi należyty rytm. Powrót do kłusa miał miejsce dopiero pomiędzy H i C - samo przejście Quentin przygotował poprzez zastosowanie ostrzegawczej półparady, w dystansie pomiędzy rzeczonymi literkami zamykając natomiast dłonie i blokując miednicę, zamykając delikatnie nogi. Natychmiast po przejściu do niższego chodu odpuścił nieznacznie rękę, od pierwszego kroku znów zachęcając do aktywnego wykroku, korzystając z faktu anglezowania aby w razie potrzeby dodać Sempiternalowi nieco dynamiki. Zarówno w samym przejściu jak i po nim znów korzystał z możliwości delikatnego działania wewnętrzną przy napiętej zewnętrznej, w zależności od reakcji i stopnia rozluźnienia wierzchowca zmniejszając lub zwiększając ich intensywność, dbając o to, aby nie bombardować sześciolatka zbędnymi sygnałami gdy nie było to ani trochę konieczne. Na tym etapie rozwoju Quentin nie był jeszcze niezawodnym jeźdźcem, ale rzeczywiście starał się, aby dla Sempiternala przejazd nie wiązał się z żadnym dyskomfortem, starając się w stresie nie próbować robić "więcej i bardziej" na siłę. Nadal w kłusie, po dokładnym wyjechaniu narożnika (gdzie ponownie skorzystał z możliwości na bardziej wnikliwe przepracowanie szczęk) poprowadził karego na przekątną w literze M. Po zakręcie od razu wyrównał pomoce, dwiema równymi wodzami ograniczając szyję wierzchowca, równomiernie rozkładając ciężar ciała na jego grzbiecie i nie przestając działać aktywizująco; zachował jednak należytą czujność i ostrożność, pamiętając, że niektóre wierzchowce miały tendencję do wiązania przekątnych z poszerzaniem ram, nie dając więc ogierowi szans na zgadywanie. Pamiętał, aby w X zmienić nogę na którą anglezował, do powrotu z przekątnej w literze K niezmiennie dokładając starań aby przede wszystkim zachować linię prostą przy aktywnym, dynamicznym kłusie. Przed zjazdem na kolejną figurę jakim było koło w literze A, znów półparadą uprzedził ogiera o swoich zamiarach, już przed samą figurą znajdując chwilę na to, aby nieznacznie skrócić wodze. Odbiwszy na koło, przeszedł do półsiadu, piętę mocniej ciągnąc w dół i o własnych siłach balansując na strzemionach, w nieznacznym stopniu pochylony w stronę grzywy wierzchowca przy prostych plecach i ściągniętych ramionach. Mimo zmian w dosiadzie, nie pozostawał bierny, pulsacyjnie pracując wewnętrzną, łydkami aktywizując i przy okazji kontrolując średnicę koła. Powrotowi na ścianę towarzyszył powrót w siodło do kłusa ćwiczebnego oraz wyprostowanie poprzez "wyrównanie" pomocy. Na wprost poruszali się aż do litery B, tam zjeżdżając na połówkę koła, wykonaną w sposób analogiczny do wszystkich poprzednich łuków - oprócz delikatnych działań ręki, Quentin zadbał również o pracę łydek, mając szansę nie tylko zadbać o podtrzymanie dotychczasowego tempa, ale również o rysunek oraz to, aby wierzchowiec nie wypadał łopatką ani zadem. Choć była to tylko połowa koła, pilnował się, aby zachować należyty kształt figury; nie zapomniał również o tym, aby o zbliżającym się zagalopowaniu uprzedzić ogiera, subtelnie zabiegając o jego uwagę aby w należytym momencie zamknąć wewnętrzną łydkę przy cofniętej zewnętrznej, dokładnie tak, jak dokonał tego podczas zagalopowania na drugą nogę. Tak jak i poprzednio, na długich ścianach dbał o należyte wyprostowanie Sempiternala, równomiernie rozkładając własny ciężar na jego grzbiecie, narożniki wyjeżdżając natomiast dokładnie, wyraźnie gimnastykując wierzchowca; bardzo subtelnym działaniem dosiadu od tyłu do przodu oraz domkniętymi łydkami regulował z kolei tempo galopu, nie zaciskając ręki, a delikatnie podążając nią za naturalnym ruchem konia, pozwalając mu zatem na swobodny, naturalnie otwarty wykrok. Przed dojazdem do litery M zadziałał dwiema lub trzema półparadami, przygotowując konia do przejścia do kłusa które nastąpiło na kilka kroków przed literą C. Od razu po przejściu zaczął anglezować, choć nie na długo, już w C na powrót siadając w siodło i kłusem ćwiczebnym jadąc aż do E. W rzeczonej literze wykonał pełną paradę, zamykając nogi i dłonie, przejście do stój poprzedzając ostrzegawczą półparadą, unikając w ten sposób zaskakiwania sześciolatka komendami. W nieruchomości odczekał kilka sekund, w myślach odliczając do pięciu, aby zaraz działaniem łydki i subtelnym ruchem bioder zasugerować stęp, znów przede wszystkim dbając o to, aby chód był aktywny. W literze K ponownie zakłusował, wkrótce wjeżdżając na linię środkową, gdzie w punkcie X raz jeszcze zatrzymał Sempiternala. Ukłoniwszy się sędziom, oddał karemu wodze i pełen wdzięczności wyklepał, chwaląc za dobrą robotę. Stępem opuścili czworobok i skierowali się na rozprężalnię, gdzie Quentin dał sześciolatkowi szansę na odpoczynek, zmuszony jednak sprawnie i bez zwłoki udać się do stajni na rzecz przygotowania się do próby skokowej.
/zt
Sempiternal Ujeżdżeniowiec make it simple but significant
Płeć: ogier Wiek: 6 lat Rasa: kwpn Wzrost: 182 cm Właściciel: Sara Richardson Cena: £2350 Doświadczenie w skokach: 10 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 69 Doświadczenie z lonżowania: 54 Kondycja: 32 Szybkość: 10 Klasa startów: Ujeżdżenie: P
Chociaż od jakiegoś czasu chodził mniej regularnie i nie startował w zawodach, starczyło jedynie drobne zapoznanie z chłopakiem, aby w wystarczającym stopniu przygotować się do pikusia, jaką stanowiła brązowa odznaka. Nie podzielał tego skrywanego stresu czy ambicji co Quentin, ale sumiennie pracował podczas rozgrzewki tego dnia, pozwalając się w odpowiednim stopniu rozprężyć, wygimnastykować i nastawić do przejazdu. Dzięki temu na halę wjechał skupiony i zmotywowany do pracy. Zgodnie z prowadzeniem jeźdźca okrążył czworobok by w wyprostowaniu sylwetki wkroczyć do jego wnętrza w literze A. Poruszając się aktywnym stępem wzdłuż linii środkowej pozostawał obecny głową z jeźdźcem i pyskiem na kontakcie, prowadząc szyję w zaokrągleniu i rozluźnieniu. Miał dobre predyspozycje do niezłego stępa, więc dość swobodnie przekraczał tyłami przednie ślady idąc prosto przed siebie, przede wszystkim dzięki stałemu działaniu aktywizującemu ze strony jeźdźca. Na półparadę przemielił wyraźniej wędzidło, wyczekując kolejnego sygnału, który nadszedł niebawem. Czując domykanie w pomocach karus zaczął się zatrzymywać, najpierw ustawiając prawie równo tylne, później przednie nogi. Odczekawszy chwilę, jaką zajęło chłopakowi ukłonienie się, mógł zaraz ponownie ruszyć stępem, co uczynił bez zwłoki, od razu ruszając aktywnie. Po dotarciu do końca linii środkowej wygiął się bez spięć na zakręcie w prawo, układając się miękko między pomocami Quentina. Pokonawszy narożnik bezzwłocznie zakłusował od łydki i wypchnięcia z bioder, pozostając nadal w zaokrągleniu i ustawieniu na kontakcie. Przejechawszy połowę ściany podążył za pomocami jeźdźca, tym samym schodząc na łuk koła, na którym wygiął się w wystarczającym stopniu, nie wpadając ani nie wypadając żadną częścią ciała. Przy tym chętnie przeżuwał wędzidło, zdradzając tym samym rozluźnienie i całościowe zaangażowanie, a także pośrednio, że ciemnoskóry miał przyjemną, elastyczną rękę i wyważone prowadzenie. Przejście przez niego do wysiadywania nie wywołało u Sempiternala szczególnej reakcji, jako że dosiad nie przeszkadzał mu w dalszym ruchu. Zbliżając się do zakończenia figury na ścianie w tym samym miejscu, w którym została ona rozpoczęta, ogier płynnie zagalopował, nie rozpędzając się przed tym ani nie pędząc już w tym wyższym chodzie, choć nie można mu było odmówić przepływającej przez jego ciało energii oraz zaangażowania w każdą foule. Miał ładny, okrągły galop pod górkę i lekką szyję, którą swobodnie niósł niemal bez żadnych zakłóceń w wyjściowym ustawieniu – nie wysokim, ale też w żadnym razie zbyt głębokim/niskim. Utrzymując stałe tempo sunął przez czworobok, nie starając się kwestionować rytmu nadawanego przez jeźdźca, jednocześnie też nie gasnąc w żadnym momencie, a dopiero po działaniu półparad i przymknięciu pomocy w okolicach H zszedł o chód niżej, w kłus wchodząc minimalnie może chaotycznie, ale szybko odzyskał równowagę i harmonię. Anglezowanie na pewno ułatwiło chłopakowi zadanie, bo może wysiadując miałby drobne problemy z pozostaniem w rozluźnieniu, ale na szczęście nie trzeba tego rozważać. W każdym razie już po unormowaniu tempa wyjechał narożnik by następnie odbić na przekątną, pozostając na niej aktywnym, równym i wyprostowanym. Po zmianie kierunku bez problemu ustosunkował się do prowadzenia na nowej zewnętrznej wodzy i pokonawszy najbliższy narożnik, od środka krótkiej ściany miękko spłynął na koło, nie zmieniając w swoim zachowaniu nic oprócz może nieznacznego uniesienia pleców przy ich odciążeniu. Poza tym kłusował nadal rytmicznie i dynamicznie, idąc ogólnie okrągło i sprężyście odbijając się od podłoża na hali. Nie dyskutował z narzucanym przez Quentina kształtem figury i podążał za jego pomocami, ładnie wpisując się w okrąg i kończąc go tam, gdzie zaczął. Bez spięć przyjął ciężar jeźdźca z powrotem bezpośrednio na swój grzbiet i pozostał na ścianie aż do kolejnego koła, czy raczej jego fragmentu. W literce B zszedł na dwudziestometrowy łuk, pod koniec którego, czyli przed literką E, prawidłowo odczytał jasne pomoce do zagalopowania i bez zawahania przeszedł w wyższy chód, od razu chętnie angażując w nim zad do pchania się naprzód. Chętnie galopując pokonywał kolejne ściany i łączące je narożniki, aż dotarli do narożnika między M i C, przed którym jeszcze odczuł pierwsze uprzedzenia o nadchodzących zmianach. Czując domknięcie w pomocach już w następnej chwili powrócił do kłusa, którym poruszał się do połowy następnej długiej ściany, gdzie zatrzymał się płynnie w odpowiedzi na pełne zamknięcie uprzedzone półparadami. Po upływie kilku chwil, podczas których z wątpliwą cierpliwością wyczekiwał jakiegoś sygnału, w końcu ruszył stępem, nie znajdując trudności w aktywnym bujaniu się w nim. Pod koniec ściany raz jeszcze zakłusował w sposób chętny i dynamiczny, by po wyjechaniu narożnika wygiąć się ponownie na zakręcie na linię środkową. Wjechawszy na nią znalazł dobre oparcie między pomocami Quentina, które utwierdziły go w ruchu po linii prostej. Tak też dotarł do X, w tym miejscu ponownie się zatrzymując w wyniku domykającego działania jeźdźca. Odparsknął sobie zrelaksowany po przejeździe, podczas gdy ten się kłaniał, a otrzymawszy łydkę i długą wodzę, spokojnie ruszył stępem, wyciągając chętnie szyję i tak opuszczając czworobok.
_________________
※
※ SEMPITERNAL ※
so here I am ....doing everything I can dressagestallion.....so fab and so glam
De Niro.x.Semi Sweet.................................
mix ..the ingredients.... and .....I.am.o f f.dry
imported from Belgium..the best..sort of wine
Płeć: kobieta Wiek: 19 Wzrost: 170 cm Zawód: jeżdziec, niania Partner: are you crazy enough for me? Ostatni trening: brązowa odznaka z Gamebreakerem Pieniądze: £2120 Punkty doświadczenia: 11 Skoki: 2 Ujeżdżenie: 2 Obycie z koniem: 7
Wysłany: 2020-02-17, 15:23
BRĄZOWA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Beatrix Loevy i Gamebreaker
Brawo Trix, w końcu ruszyłaś swój gruby tyłek. Prawda była taka, że mogłam to zrobić dawno, ale nie zrobiłam, bo wolałam udawać, że jestem leniem. Dlatego tym razem starałam się podejść do brązowej odznaki z jak największym profesjonalizmem, wybierając na tą odznakę Gamebreakera, konia, którego trochę znałam, ale też nie jakoś bardzo dobrze, miał natomiast reputację raczej ułożonego konia. Starałam się nie stresować za bardzo odznaką, po przyjeździe do stajni najpierw odłożyłam swoje rzeczy i zajęłam się sprzętem Game'a, czyszcząc go i znosząc na myjkę, zanim poszłam do samego zainteresowanego. Przywitałam się z ogierem, poczęstowałam go kawałkiem jabłka, tak na przekupstwo, po chwili zabierając na myjkę, gdzie wyczyściłam go i osiodłałam i gdy oboje byliśmy gotowi, zabrałam na rozprężalnię, aby się przygotować przed próbą na czworoboku. Podczas rozgrzewki postawiłam sobie głównie za cel rozluźnienie Gamebreakera (no i cóż, siebie też), kręcąc się z nim po obiekcie we wszystkich trzech chodach, ćwicząc figury i przejścia, na zasadzie stęp - stój - stęp, z czasem włączając w to także kłus i galop. Na koniec, kiedy ogier był już porządnie rozgrzany wróciliśmy do stępa, oczekując na naszą kolej.
Kiedy nadeszła nasza kolej nabrałam wodze na kontakt i weszłam na wyższe ustawienie, które wcześniej udało nam się wypracować ruszyłam w okolice czworoboku, najpierw chcąc go okrążyć poza szrankami, dając sobie ten czas na uzyskanie z Hanowerem równego, ale aktywnego tempa, licząc, że po rozgrzewce energia nie będzie go roznosić. Posyłałam mu półparady, pilnując dokładnego okrążenia czworoboku, od razu też chciałam reagować, gdyby u Game'a pojawiło się jakieś usztywnienie. Kawałek dalej dokładnie wygięłam go od wewnętrznej łydki na zakręcie i w ten sposób wjechaliśmy między szranki, na linię środkową, którą ruszyliśmy dalej do X. Pilnowałam nadal stałego tempa, oraz tego, aby Gamebreaker nie spływał na boki, trzymając go na linii prostej z pomocą łydek, posyłając mu półparady, aż do X gdzie posłałam mu pełną paradę, zablokowałam dosiad i zamknęłam ręce na wodzy. W ten sposób zatrzymaliśmy się całkiem równo i dokładnie w punkcie. Ukłoniłam się, po czym posłałam mu impuls do ruszenia dalej stępem, zmierzając na krótką ścianę. Ponownie ładnie się wygięliśmy w zakręcie w prawo, zjeżdżając w C pod krótką ścianę, na której dalej działałam półparadami i czuwając nad odpowiednim tempem, aby pokonać narożnik i zjechać na długą ścianę. Zaraz na niej zwróciłam mu uwagę, że zbliża się przejście, posyłając mu półparadę, po czym dodałam mu łydki do boków, oddając nieco wodzy i prosząc go o kłus roboczy, w którym też zaraz zaczęłam anglezować. W B znów skorzystałam z półparady i zaraz rozpoczęłam z nim skręt na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Nadal anglezując w kłusie i pilnując aktywnego, równego tempa na kole cofnęłam zewnętrzną łydkę na popręg, aby pilnowała zadu, wyginałam go od wewnętrznej, która pozostała na popręgu, zewnętrzną wodzą ograniczałam wypadanie hanowera łopatką na zewnątrz oraz nadmierne zgięcie. wewnętrzną wodzą zapewniałam miękkie ustawienie Gamebreakera do wewnątrz. W połowie koła posłałam mu półparadę, aby wrócić w siodło do kłusa ćwiczebnego, nie wybijając przy tym ogiera z rytmu. Wracając pod ścianę, przed B, zachowując ustawienie łydek dodałam mu obie, wraz z oddaniem mu nieco więcej wodzy, delikatnie wypychając go dodatkowo dosiadem, sygnalizując ogierowi galop i obciążając prawą nogę, aby z niej zagalopował. Wróciliśmy pod ścianę, poruszając się pod ścianami dalej na wprost, następnie wyginając się jedynie w narożnikach, przy czym pilnowałam odpowiedniego tempa. Galop miał być aktywny i równy, nie chciałam, aby go ponosiło, w końcu przed nami jeszcze próba skokowa. Tak dotarliśmy do H, następnie wygięliśmy się w narożniku, po czym zaraz za nim Gamebreaker otrzymał półparadę, potem impuls z pomocą łydek, ściągnęłam pięty w dół i narzuciłam mu barierę z pomocą wędzidła, prosząc o zwolnienie do kłusa roboczego, w którym znów zaczęłam anglezować. W ten sposób pokonaliśmy krótką ścianę i kolejny narożnik, zjeżdżając na długą. Zaraz po zjeździe pod tą ścianę znowu posłałam mu półparadę, po czym w M skierowaliśmy się na przekątną, aby zmienić kierunek jazdy. Na przekątnej, wciąż anglezując, utrzymywałam tempo i pilnowałam, aby Game nie spływał z linii prostej. Wróciłyśmy pod ścianę w K, zaraz wpisując się w narożnik i ruszając pod krótką ścianą, na której posłałam jej półparady, jedną tuż przed A, po czym odbiłyśmy na koło o średnicy 20 metrów w lewo. Koło było o tyle trudniejsze, że mieliśmy je pokonać w półsiadzie, ale z zachowaniem dotychczasowych pomocy na kole, udało nam się poprawnie w nie wpisać - a mi - utrzymać równowagę. Po zamknięciu koła siadłam z powrotem w siodło, kontynuowałyśmy kłus roboczy ćwiczebny najpierw na krótkiej, a potem na długiej ścianie, do B, gdzie mieliśmy wykręcić kolejną figurę. Od B skręciliśmy spod ściany i zaczęliśmy wyjeżdżać pół koła do E. Pilnując wciąż tempa, wyginałam Gamebreakera od wewnętrznej łydki, stosując pomoce jak na kołach, oczywiście dostosowując je do kształtu i rozmiaru figury, aby zachować jej rysunek. Jeszcze przed E posłałam Gamebreakerowi półparadę, po czym zachowując takie ustawienie łydek, czyli jedną na popręgu, drugą za nim, dodałam mu obie, oddając też wodze i obciążając lewe strzemię, prosząc go o galop na tę nogę. Wracając pod ścianę w tym punkcie ruszyłyśmy dalej galopem, który miał być aktywny, ale stały. Wygięłam ją od łydki na narożniku, pogalopowałyśmy pod krótką ścianą, wkrótce potem znajdując się na równoległej długiej ścianie. Korzystałam też czasem z półparad, kolejną posłałam ogierowi po wyjechaniu następnego narożnika i gdy ruszyliśmy pod krótką ścianą, zaraz potem przeszliśmy do kłusa roboczego i również w tym wypadku anglezowałam w kłusie, przynajmniej do C, gdzie po kolejnej półparadzie wróciłam w siodło i ruszyliśmy dalej kłusem, zjeżdżając z powrotem pod długą ścianę, na której znowu posyłałam mu półparady dla zachowania skupienia, podstawiając mu też zad pod kłodę, aby w E wysłać mu pełną paradę do zatrzymania, zablokować dosiad i zamknąć ręce na wodzy, co pozwoliło nam na zatrzymanie dokładnie w literce, następnie utrzymywałam Gamebreakera w nieruchomości, dopóki nie minął kreślony czas, wtedy poprosiłam go o stęp, a gdy ruszyliśmy dalej pod ścianą, nadal czuwałam nad tempem i jakością chodu, wiedząc jednak, że młody koń ma swoje limity, ale na razie spisywał się nieźle. Szybko jednak, bo już w K, po póparadzie Game otrzymał łydki, motywujące go do przejścia do kłusa. Wygięliśmy się w narożniku, ruszając pod krótką ścianą, zbliżając się do końca programu. W A ładnie wyjechaliśmy zakręt, ruszając po linii środkowej, na której znowu skorzystałam z półparad i szeregu pomocy do kolejnego zatrzymania, tym razem w X. Ukłoniłam się, i dodałam mu lekką łydkę, prosząc o stęp i dając mu luźne wodze, klepiąc też go krótko po szyi. Wyjechaliśmy poza szranki, aby się rozstępować i wrócić do stajni przed próbą skokową.
Dla ogiera to była to pierwsza odznaka. Nie bardzo wiedział z czym się to będzie jeść, bo nie był jeszcze w takiej sytuacji, a do tego nie wielkie doświadczenie też mu średnio pomagało. Być może fakt że wystartuje pod kimś kogo zna, trochę mu pomoże i będzie się pewniej czuć. Choć ogier z natury nie był strachliwy, a dodatkowo faktycznie miał spokojny i ugodowy charakter. W dniu w którym odbywała się odznaka czuł że coś się święci, duży ruch i nerwowa atmosfera coś mu "mówiła". Jednakże on w sumie na spokojnie to przyjmował, więc jak kobieta pojawiła się pod jego boksem - to się z nią przywitał. Dał się wyprowadzić sprawnie na myjkę, a tam dość szybko wyczyścić oraz osiodłać. Kiedy i ona była gotowa, to udali się na rozprężalnie i tam odpowiednio przygotowali do zdawania próby ujeżdżeniowej. Kiedy byli już odpowiednio przygotowani, to w stępie oczekiwali na swoją kolej.
W końcu nadeszła ich kolej i wielka chwila. Za równo jak i dla kobiety, tak jak i dla ogiera. Nie mniej nie stresował się jakoś nad wyraz, trochę to na pewno. Jednak starał się zachowywać jak zawsze, czyli dość spokojnie. Powrócił wraz z pomocami od kobiety na wcześniej wypracowane ustawienie, by pojawić się tak w okolicy czworoboku. Tam objechali go wokół szranek, zapoznając się z miejscem i atmosferą panującą dookoła. W końcu zakręcili po łuku na linię środkową czworoboku, wjeżdżając na niego przez otwarte szranki w A. Ładnie wyjechał linię na wprost do X, utrzymując skupienie na kobiecie i zaangażowanie w pełni na pracy. Uprzedzony przesz kobietę o nadchodzącym zadaniu, sprawnie odpowiedział na pomoce do zatrzymania. Gładko się zatrzymał w miejscu, równo stawiając kończymy i mieląc wędzidło w oczekiwaniu na dalsze polecenia. Wraz z nimi ponownie ruszył stępem przed siebie, utrzymywał aktywne tempo chodu z poprawnym wyprostowaniem na ciągu dalszym linii środkowej. Aby po dojechaniu pod środek krótkiej ściany w C, gdzie owinął się wokół jej wewnętrznej łydki i ładnie wyjechał łuk na ścianę. Podobnie wyjechał narożnik na długą ścianę, gdzie poruszał się ładnie na wprost pod szrankami. Uprzedzony o nadchodzącym zadaniu pozostał skupiony, aby wraz z pomocami od Beatrix spokojnie przejść do kłusa. Pozostał nadal w aktywnym tempie, ale nie wychodziło ono poza obręb roboczego. Kłus był niezłej jakości, a dzięki pomocy kobiety pozostał nadal skupiony, zaangażowany i niósł ją stosunkowo miękko w jednostajnym tempie naprzód. Dojeżdżając do B przygotował się do kolejnego zadania, by tam wraz z kobietą zacząć rysować 20m koło w prawo. Ładnie owinął się ponownie wokół wewnętrznej łydki kobiety, dając się prowadzić spokojnie i pewnie po kole. Nawet powrót kobiety w połowie koła w siodło, nie zaburzył jego pracy na nim. Dzięki temu gładko domykał już figurę w punkcie gdzie zaczął, by jeszcze przed właśnie samym zamknięciem jej i powrotem na ścianę - przejść do galopu z prawej nogi. Ładnie tutaj wszedł zadem pod kłodę i płynnie przeszedł w wyższy chód, robiąc to na odpowiednią nogę. Tempo pozostało u niego nadal aktywne, ale nie zmiennie mieścił się wraz z kobietą w roboczym tym tempie. Nie próbował ani się rozpędzać, ani też zwalniać na własną rękę. Mimo młodego wieku i małego doświadczenia, ciemny kasztan radził sobie na prawdę nieźle. Z pewnością to było zasługą genów, bo w jego krwi nie płynęło byle co. Utrzymując galop wzdłuż szranek wyjechał dwa narożniki, by zacząć przed H przygotować się do kolejnej zmiany. W narożniku pomiędzy H właśnie a C, Game przeszedł płynnie do kłusa. W nim dalej pojechał na wprost, wyjeżdżając narożnik i zaraz na przekątną czworoboku w M. Jadąc po niej przez X do K utrzymywał ruch po linii prostej, starając się jechać w równym tempie. Po zmianie kierunku i powrocie jednocześnie pod ścianę w K, wpisali się jak najlepiej w narożnik i zjechali na krótką ścianę. Tam przygotowali się do kolejnego zadania, by w A zjechać ponownie na 20m koło w lewo tym razem. Owinął się wokół lewej łydki kobiety, ładnie wpisując się w figurę i po chwili kończąc ją w punkcie gdzie zaczął. Następnie utrzymując kłus pojechali naprzód przez kolejny narożnik i znaleźli się przez to na długiej ścianie, gdzie podjechali do B. Połówkę koła wyjechał podobnie co przed chwilą koło. Dojeżdżając po figurze do E, został odpowiednio uprzedzony o nadchodzącym zadaniu - zagalopowaniu z lewej nogi. Gdzie ponownie wszedł mocniej zadem pod kłodę i dość gładko przeszedł w najwyższy chód, prezentując całkiem ładny zaokrąglony galop z wyraźną pracą zadu. Po powrocie na ścianę pojechali dalej w galopie naprzód, poruszając się aktywnym tempem bez szaleństw i ociągania się. Poprawnie wywinął się przez dwa narożniki, by znaleźć się na przeciwległej długiej ścianie i tak aż do M. Tam przygotowali się do kolejnego zadania, by spokojnie w narożniku na krótką ścianę - zwolnić do kłusa i w nim wyjechać następny narożnik, by znaleźć się ponownie na długiej ścianie. Odpowiednio przygotowany i zmotywowany przez kobietę, dojechał w skupieniu do E i tam zatrzymał się w punkt wraz z pomocami od Beatrix. Zatrzymanie było w jego wykonaniu dobre, nogi postawione prosto, podstawiony zad i widoczny kontakt z ręką jeźdźca. Spokojnie odczekał nieruchomość, by przejść spokojnie do stępa i w nim skierować się do K. Tam raz jeszcze przeszedł w wyższy chód, by w kłusie skierować się przez narożnik na krótką ścianę do A i tam zakręcić na linię środkową. Utrzymywał jeszcze po niej ruch po linii prostej i skupienie, choć było już to trudne i wymagało od niego maksimum sił ze względu że zmęczenie go dopadało. Jednak dojechał do X, gdzie po raz ostatni się zatrzymał poprawnie i po krótkiej nieruchomości, stępem zszedł z czworoboku w kierunku stajni.
z.t
_________________
You’ve been dressing up the truth I’ve been dressing up for you.
imię: If you’re really being honest - Gamebreaker właściciel: If you really wan't this oh-woah - Orchard Stable.
rodzice: G-Dragon x Little Parrish
dokumenty: passport moje:gallery
[img]xxx[/img]
potomstwo: Then you leave me in this room - brak
osiągnięcia: If it’s true then why running you running? - link
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum