To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Leon - 2015-07-15, 15:51

I on również nieco spóźniony pojawił się z rana w progu stajni, ktoś kto by usłyszał na jakim koniu pojedzie skoki chyba uznałby go za wariata w końcu nie co dzień się dosiada andaluza który skacze nie? Tak czy siak po przygotowaniu wszystkie udał się pod boks swojego siwka, zacmokał na niego znacząco chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Gdy w końcu ją uzyskał po przywitaniu się, zdjęciu kantara wszedł do boksu by zaraz go stamtąd wyprowadzić. Na myjce oporządził go z każdej strony oraz osiodłał, po ruszeniu na rozprężalnie powtórzyli kilka prostych ćwiczeń w każdym chodzi, kilka prostych przeszkód i czekali na wezwanie krążąc po hali. W końcu usłyszał jak ich wołają więc za kłusowali, wszedł z nim na kontakt wjeżdżając na parkur. Obkrążyli go raz dookoła by ogier poznał przeszkody ostatecznie zatrzymując się pod budką sędziowską, ukłonił się ponownie przechodząc zaraz do kłusa a później galopu. Nakierował go na pierwszą z przeszkód stacjonatę 75cm, zamknął ogiera w czytelnych pomocach wypychając go na przeszkodę bo on miał czasem problemy z aktywnym chodem czy wykonywaniem zadań :lol2: Doprowadził go wprost pod przeszkodę gdzie dołożył łydkę wchodząc zaraz w półsiad, złożył się z koniem przylegając do jego szyi oraz wysuwając nadgarstki. W locie delikatnie nacisnął prawie strzemię sugerując lądowanie na tą nogę, pojechali do barierek gdzie zakręcili po łuku na kolejną przeszkodę. Musiał szybko naprostować ogiera bo nie było dużo czasu, tak też zrobił i spokojnym lecz nie leniwym tempem doprowadził go do dwójki sugerując skok w odpowiednim miejscu. Pozwolił mu wylądować na tą nogę na którą było mu wygodniej kierując na okser, tutaj odpowiednio wcześniej przytrzymał konia co by siła ataku poszła od zadu. W końcu nastąpiła łydka, półsiad, złożenie się wraz z koniem oraz wysunięcie nadgarstków dodał jeszcze naciśnięcie lewego strzemienia by spaść na tą nogę i skręcić praktycznie za moment w kierunku kolejnej przeszkody. Ponownie przy barierkach w kierunku stacjonaty, nawet pokusił się o dodanie w tempie, naprostowanie oraz w konsekwencji oddanie skoku.
Caroline Hathaway - 2015-07-15, 16:09

Kto by się tak bardzo przejmował gorszym dniem? Każdemu się może zdarzyć prawda, nie należało panikować czy się poddawać tylko uparcie iść do przodu. Tak też kolorowo włosa postanowiła mimo przeciwności losu dokończyć przejazd, po przeskoczeniu czwórki zrobili kilka kroków po prostej po łuku zaraz jednak zakręcając na piątkę. Dość ciasny zakręt im wyszedł przez co szybko musiała kasztankę naprostować jeśli chciały oddać czysty skok, już wtedy musiała nieco się natrudzić bo nie chciała nadal pracować jak powinna ale co poradzić? Oddały na szczęście czysty skok jednak klacz widocznie sobie dziś nie odpuszczała, chyba przerobi na kotlet swojego przyszłego rumaka :lol2: Kobieta za pomocą mocnych sygnałów oraz mimo wszelkich prób zatrzymania czy wspinania się klaczy dociskała ją do podłoża i wypychała do przodu ciałem udało im się jakimś cudem jednak poruszać w przód to dojazd do szóstki wyglądał śmiesznie i tragicznie zarazem. Jakimś cudem udało im się dojechać do szóstki, kolejnym cudem było to że klacz jednak posłuchała jej sygnałów i wybiła się z ziemi po łydce. Jednak skoczyła na mocny chaot, bez ładu i składu w ogóle nie efektownie ale jednak. Usłyszała charakterystyczne puknięcie kopytem ale na szczęście nie spadły. Może głupi ma zawsze szczęście? Tak czy siak nie zmieniając pomocy jedynie skracając krok by wybić się mocniej z zadu przeskoczyły okser, skończyły na czysto ale do dupy czas. Trudno się mówi, do co zdrowia była zdrowa tylko się płoszyła to nie jej problem ani wina tak czy siak rozkłusowały się i wyszły do stajni.

z.t

Jonah Wrens - 2015-07-15, 16:38

Tak jak zaplanowałem w połowie dystansu do siódemki wycofałem się i wsiadłem w siodło, by ściągnąć Irona bardziej na siebie. Wolałem doprowadzić go w spokojnym tempie do kolejnej przeszkody, nie nakręcając ogiera. W końcu czułem, że gdybym tylko na chwilę odpuścił poleciałby do przodu, podekscytowany udanymi skokami.
Stacjonata mimo swojej wysokości była dla mnie pewniakiem, toteż jedynie ograniczyłem do minimum skarogniademu możliwość ucieczki w bok. Wycelowałem jego nos na sam środek przeszkody, doprowadzając go do końca. Przed przeszkodą dałem mu sygnał do wybicia się i powędrowałem wraz z nim, oddając mu rękę.
Odbiliśmy na lewo, żeby za dwójką dotrzeć do kolejnej przeszkody, jednak ludzie poubierani w kolorowe płaszcze przeciwdeszczowe, czy też równie barwne parasolki były zdecydowanie "ciekawsze", niż sam okser.
-Iron, spokojnie..
Szepnąłem, tym samym robiąc krótką półparadę, co niezbyt pomogło przed przeszkodą, gdyż oddając skok, zahaczyliśmy o drąg, czego konsekwencją była kolejna zrzutka.
Po lądowaniu nie dałem ogierowi zbyt dużo myśleć, od razu przesunąłem pomoce tak, by galopował na prawo i jakby nigdy nic prowadziłem go dalej na ostatnią przeszkodę. Byłem opanowany, cały czas prowadząc ogiera w tych samych pomocach. Dlatego przy ostatniej stacjonacie, dałem sygnał łydkami i przesunąłem palcatem po jego łopatce, by trochę zainteresować go ostatnim skokiem. Po pokonaniu ostatniej przeszkody, puściłem luźno wodze i wyklepałem solidnie obie strony ciemnej szyi. Chwaliłem go głosem i nagradzałem, zupełnie jakby zajął podium. W stawce się nie liczyliśmy, ale za to sprawdziłem swoje konisko i wiedziałem co mam robić dalej.
W końcu zwolniłem go do kłusa, a następnie stępa by ostatecznie zeskoczyć z jego grzbietu i rozstępować go w ręku.
/zt

Windsor - 2015-07-15, 18:32

Rytmicznie stawianym przez konia krokom galopu towarzyszył nieodłączny, charakterystyczny dźwięk rozbryzgiwanego błota. Rozmiękłe podłoże lekko go wciągało, więc nie poruszał się tak płynnie jakby sobie tego życzył - mimo to dawał z siebie wszystko. Nie zbaczając z obranej trasy, galopował na wprost pierwszej przeszkody. We wskazanym miejscu odbił się, uwalniając skumulowaną w zadzie energię. Wyciągając do przodu szyję, jednocześnie zgiął w nadgarstkach przody, kopytami niemal dotykając piersi. W trakcie lotu lekko uwypuklił grzbiet, natomiast w momencie wyciągania przodów do lądowania, otworzył się zadem. Lądowanie zamortyzował na stawach pęcinowych i następnie pogalopował w lewo. Pogalopował przy ścianie, kierując się na przedostatnią przeszkodę. W pewnym momencie wydłużył foule galopu, zaraz prostując się przed okserem i nacierając na sam jego środek. Odbił się prężnie, wyciągając mocniej niż nad stacjonatą, którą pokonał chwilę temu; potrzebował więcej wodzy, którą subtelnie wyciągnął, rozprostowując całą górną linię. Po skoku poruszał się po lekkim łuku, wciąż na lewą nogę, po czym wyszedł na wprost ósmej przeszkody. Pozostał pod kontrolą Mii, nie próbując ani przyspieszyć, ani zwolnić podczas najazdu. Wystarczyło mu jedynie wskazać przeszkodę, a z resztą był w stanie poradzić sobie sam; nawet nie myśląc o wyłamaniu, odbił się przed stacjonatą, pokonując ją z niewielkim zapasem i zwieńczył skok miękkim lądowaniem. Wyczuwając entuzjazm Mii, kolejne parę kroków galopu wykonał wręcz sprężyście, ciągnąc łeb między przednie nogi i głośno parskając. Dalej wszedł w kłus z wyraźną, bardzo dynamiczną akcją nóg, łeb utrzymując w niskim ustawieniu. Był spocony i wciąż mocno podekscytowany, z czym uporał się podczas rozstępowania. Wyszedł do stajni. /zt

Iron Soldier - 2015-07-16, 12:08

Usadzenie się w siodle skutecznie dało Ironowi do zrozumienia, by skupił się bardziej na skoku, niż pędzeniu. Dojechał więc pewnie do samego końca i w raz z Jonahem zgrabnie pokonał stacjonatę, nawet się nad tym za wiele nie zastanawiając. Jo miał rację - takie stacjonaty były pewniakiem dla Irona! no, chyba że miałby ewidentnie jakieś problemy danego dnia, albo coś by go bardzo rozproszyło... Dokładnie tak jak na kolejnej przeszkodzie.
Zakręt za dwójką wyszedł im przyzwoicie, Żelazny ułożył się wokół łydki Jonaha jak by w niej zakochany. Mimo to zaraz po naprostowaniu najazdu, coś odwróciło jego uwagę. Chyba obaj poczuli się zbyt dobrze i Jo zapomniał, że jego ogierek czasem dawał radę zdekoncentrować się w najmniej odpowiednim momencie. Tak też było i tym razem. Nagromadzenie różnych hałasów dochodzących z widowni uderzyło mu do głowy, jakiś koń zarżał na rozprężalni, a skarogniademu przeskoczyło coś w głowie. Dopiero tuz przed przeszkodą ogarnął gdzie jest, ale nie dał rady się uratować - źle wyskoczył, zrzucając po drodze drąga z oksera. Lądując machnął groźnie głową, podjudzony wyraźnie tym wydarzeniem. To niefajnie tak! Nie podobało mu się to i miał ochotę schować ryj i puścić się w jakieś baranie skoki, ale właściciel skutecznie zajął jego myśli, pilnując galopu na prawą stronę i doprowadzając do ostatniej przeszkody...
Była nią zwykła, pospolita stacjonata, niższa nawet od tej poprzedniej. Choć czy te pięć centymetrów robi wielką różnicę? Ironowi nie robiło to różnicy żadnej, bo i tak poleciał nad nią z zapasem jak na metr trzydzieści. Wszystko to z ekscytacji nowo podjudzonej ostatnim nieudanym skokiem, no i też z tego muśnięcia palcatem na łopatce; Iron jakby dostał skrzydeł na ostatni skok.
Po lądowaniu automatycznie zwolnił, czując odpuszczenie wodzy. Wyciągnął szyję w dół, prychając równo co foulę i zwolnił potem wraz z Jonahem. Machnął sobie głową na boki, zamachał ogonem i pożegnał się z parkurem, będąc po drodze sowicie chwalonym przez człowieka. Skutecznie pozwoliło mu to zapomnieć o niepowodzeniu. Czuł się dobrze, gdy Jo go tak chwalił.
    zt.

Sergei - 2015-07-16, 13:05

Po intensywnej, aczkolwiek nie nerwowej rozgrzewce mężczyzna zwolnił aktualnego wierzchowca do stępa, klepiąc go lekko po łopatce w celu uspokojenia. Nie był pewny, co podkusiło go do wzięcia jednookiego konia na zawody, chociaż podejrzewał, że Jim tego potrzebował. Niewątpliwie mógł mieć problem z wyczuciem odległości od przeszkody, ale w końcu od czegoś miał ten ciężar, który siedział na jego grzbiecie. Podczas rozgrzewki zwracał przede wszystkim uwagę na to, by rozluźnić i zachęcić do pracy gniadosza, przyzwyczaić go do atmosfery, odświeżyć poszczególne pomoce, rozskakać. Teraz, w oczekiwaniu na start stępował z nim na luźnej wodzy, pozwalając mu nieco opuścić szyję, chociaż łydkami pilnował marszowego tempa. Gdy tylko usłyszał, że wywołuje ich komentator jako parę przygotowującą się, skrócił delikatnie wodze, ustawiają dosiadem, łydką i działaniem dłoni gniadosza na pomoce. Lekkie wypchnięcie z krzyża plus łydka, by zasygnalizować przejście do kłusa. Spokojnie wjechał na teren parkuru, uważnie obserwując kończącą przejazd parę. Gładko poprowadził Jima na wprost, pomiędzy trójką a czwórką, a potem jedynką i dwójką, uważając, by nie zahaczyć o przeszkody. Znajdując się naprzeciwko budki sędziowskiej wstrzymał WKKW'istę, pomocami dając sygnał do przejścia do stój. Krótki ukłon, potem ruszenie kłusem i sygnał do zagalopowania na prawą nogę. Bez żadnych nerwów wybrał najazd na wprost na pierwszą przeszkodę, okser o wysokości jednego metra. Pilnował go wodzami, aby przypadkiem nie uciekał oraz łydkami, angażując jego zad do pracy, wypychając go biodrem energicznie do przodu, by gniadosz miał się z czego wybić. Starannie zwracał uwagę na miejsce wybicia, zdecydowanie mocniejsza łydka, zgrabne przejście do półsiadu równo z wyjściem ogiera do przodu oraz elastyczne oddanie wodzy. Trzeba było powiedzieć, że mężczyzna cały czas był pozytywnie nastawiony do przejazdu, nie ściskał nerwowo wodzy, płynnie prowadząc ogiera do przodu. Skrót przed siódemką na dwójkę był szaleństwem niewartym zaangażowania i nie chodziło tutaj o uraz Jima, a o samo ustawienie tych przeszkód. Trzeba było być naprawdę nierozważnym miejscem, by ryzykować nie tylko zrzutkę, ale też narażenie ścięgien i całkowicie durny najazd. A on idiotą nie był. Samobójcą też nie, wbrew niektórym opiniom. Dlatego też nieco mocniej musnął boki Jima łydką, lekko oddając ręce do przodu, by wiedział, że może teraz nieco żywiej galopować. Po jedynce spokojnie dojechał do ogrodzenia, po czym wyjechał narożnik (na prawo) i delikatnie za połową ogrodzenia delikatnie poprowadził ogiera łukiem na prawo, pomocami pomagając w wpisaniu się w niego. Teraz mieli prosty najazd na drugą przeszkodę, stacjonatę o wysokości dziewięćdziesięciu pięciu centymetrów. Ponownie przejście do pełnego siadu, od razu luźne biodra, poruszanie się razem z ruchem wierzchowca. Dynamicznie do przodu, w miejscu wybicia łydka, wyjście do przodu bez wyprzedzania konia, czy też z opóźnieniem, oddanie wodzy. Po lądowaniu minimalna korekta trasy, by trójką również mieć na idealnie prostej linii. Nie denerwował się, cały czas pewnie prowadząc gniadosza do przodu, pomagając mu w wyczuciu odległości. Przed skokiem lekkie zachęcenie głosem, by Jim wiedział, że cały czas ma jego wsparcie. Łydka, przejście do półsiadu i oddanie wodzy.

// Wybacz, że tak trochę chaotycznie

Sergei - 2015-07-16, 15:04

Po pokonaniu pierwszego członu szeregu mężczyzna od razu podparł klacz łydkę, by zgrabnie pokonała te dwie foule do przeszkody 4b, stacjonaty o wysokości stu pięciu centymetrów. Niestety po pierwszej wyczuł jak klacz chwieje się lekko, wypadając z rytmu i ustawienia przed potknięcie. Mężczyzna przysiadł w siodło, balansując ciężarem, by nie pogłębiać utraty równowagi siwej i próbował zamknąć ją pomocami, chociaż miał na to tak naprawdę ułamek sekundy. Zachęcenie głosem, by Promise skoczyła, mocniejsza łydka i wyjście do przodu wraz z ruchem konia, aczkolwiek nie przesadnie, nie wyprzedzał jej. Oddanie wodzy i po lądowaniu od razu pozbieranie siwej do całości. Wewnętrzna ręka lekko pulsująca, by znowu chętniej reagowała na rękę, obie łydki podpierające, biodro wysyłało do przodu. Ewentualnie korekta nogi prowadzącej na lewą, czyli zasygnalizował zmianę nogi w galopie. Dojechanie do ogrodzenia, skąd "odbicie na lewo" i po paru foulach ponowny delikatny łuk w lewo, by mieć na wprost piątą przeszkodę należącą do dosyć wygodnej linii. Niemniej stacjonata z rowem o wysokości stu dziesięciu centymetrów mogła być delikatnym wyzwaniem. Pełen dosiad, aktywne podpieranie łydkami, biodra mocno wypychały siwą do przodu, by dynamicznie szła na przeszkodę. Zamknięte pomoce, by przypadkiem nie spłynęła mu na boki. Przed przeszkodą mocniejsza łydka, zachęcenie głosem i potem standardowo wyjście do góry razem z Promise i elastyczne oddanie wodzy. Nie licząc tej jednej nieszczęsnej zrzutki jak na razie szło im całkiem nieźle i tego właśnie się trzymał. Ciężko było go do czegokolwiek zrazić, poza tym nie skończy przejazdu tylko i wyłącznie dlatego, że zdarzyła się jakaś wpadka. Takie było prawo zawodów. Tak czy owak po pokonaniu piątki od razu raźno do przodu - do szóstki, oksera o wysokości stu dziesięciu centymetrów. Mocne tempo galopu, z ciężarem przeniesionym na zad, by klacz miała z czego się wybić i "rozłożyć" nad przeszkodą, która była stosunkowo wymagająca. No i standardowo łydka-półsiad-wodze.
Noa - 2015-07-16, 16:35

Nie ma co, dzisiejszego dnia kobiecie i jej podopiecznej dopisywał całkiem złośliwy pech. Już po paru minutach z kasku strugami zaczęła spływać jej woda, co robiło się nadzwyczajnie irytujące... dodatkowo jakiś niesforny kosmyk włosów wydostał się spod toczka i przykleił się jej do czoła. Nie ma co, potrafiło to wzbudzić niezłą irytację. Mimo wszystko, robiąc dobrą minę do złej gry zatrzymała ponownie gniadą przed budką sędziowską i krótko się ukłoniła. Pozbieranie wodzy, do kłusa, a potem do galopu. Od razu aktywnie pchała klacz biodrem do przodu, aczkolwiek robiła to subtelniej, jeśli ta nadmiernie wyrywała się do przodu. Spokojny najazd na wprost na pierwszą przeszkodę, oksera o wysokości stu dziesięciu centymetrów. Luźne biodra, krótka półparada parę fouli przed przeszkodą, by skoncentrować uwagę gniadej na sobie. Przed okserem mocniejsza łydka, wyjście do przodu razem z ruchem Champagne, elastyczne oddanie wodzy. Zasygnalizowała podczas skoku lądowanie na prawą nogę. Pomimo deszczu i całkowicie przemokniętych już ciuchów (może później zdąży na zawody miss mokrego podkoszulka :lol2: ) z pełną determinacją kierowała klacz do przodu. Nie brakowało jej stanowczości w działaniach, by sześciolatka była pewna kolejnych ruchów. Tak czy owak w mocnym, ale spokojnym galopem prowadziła ją do przeszkody numer dwa, stacjonaty o wysokości stu piętnastu centymetrów. Po pokonaniu przeszkody galop na prawą nogę. Przy tej pogodzie nie chciała ryzykować poślizgnięcia się, które mogło poskutkować zrzutką lub co gorsza upadkiem klaczy. Dlatego też wybrała dłuższy najazd na trójkę, pozwalając Champagne na lekkie rozciągnięcie fouli. Na wprost najazd na trójkę, stacjonatę sto dziesięć centymetrów i w miejscu wybicia mocniejsza łydka, półsiad i oddanie wodzy. Zmiana nogi na lewą prowadzącą i spokojne doprowadzenie do szeregu. Niestety deszcz lał tak bardzo, że dziewczyna praktycznie w ogóle nie widziała na oczy. Zdekoncentrowana zbyt późno zobaczyła przeszkodę, przez co posypało im się wszystko po kolei. Klacz co prawda wyszła do przodu, ale kobieta spóźniła się z wyjściem do przodu i szarpnęła ją nieco podczas lotu, co poskutkowało naprawdę imponującą zrzutką.
Red Star d'Argent - 2015-07-17, 16:56

Zjechała zakręt, szastając nerwowo ogonem. Obawiała się, że młody wiek jeźdźców łączy się z brakiem doświadczenia, więc co robiły na zawodach? Ufając jednak dziewczynce na tyle, żeby dalej być jej posłuszna, poszerzyła znacznie foulee, pokrywając większy kawałek parkuru. W odpowiedniej odległości odbiła się mocno z zadu, zaraz składając się do skoku. Zaokrąglając się w grzbiecie, przefrunęła nad stacjonatą. W idealnej równowadze wylądowała, chcąc kontynuować dalszą jazdę. Lecz klacz była już na tyle rozkojarzona, że dopiero teraz rozejrzała się. Widząc te wszystkie flesze, owacje i innego typu hałasy zaczęła się dezorientować, uszy chowając w smolistej grzywie. Były to jej pierwsze zawody, więc tym razem u niej przejawił się brak doświadczenia w tym. Odruchowo przyspieszyła, co w połączeniu ze ściętym zakrętem mogło skończyć się nawet wypadkiem. Argent ciągle kuląc uszy jeszcze bardziej zdezorientowała się, gdy łydką nie została poproszona o odbicie. W zamyśleniu wręcz przestraszyła się sygnału od Adele, przez co oddała bardzo płaski skok, tym samym uderzając nogą w drąg. Ochraniacze skutecznie obroniły ją przed bólem, dzięki czemu bez chwili zawahania galopowała dalej na ostatni już okser. Półparady skutecznie skupiły uwagę holsztynki ponownie na jeźdźcu, więc spokojnym już galopem dojechała na przeszkodę, ignorując już wszystkie hałasy, tym razem jednak samej odmierzając stosowną odległość do wybicia. Nie tyle straciła zaufanie do dziewczynki, co poczuła tę swoją "wolną rękę", więc tym razem oddała skok bez strącenia. Wyciągnęła mocno szyję nad szeroką konstrukcją, nogi podkurczając pod siebie. Z lekkim zakołysaniem wylądowała, jednak nie tracąc równowagi przekroczyła linię mety, zjeżdżając potem na koło. rozluźniając mięśnie. Zignorowała pomoce od trzynastolatki, ciągle czując się dalej zdenerwowana. Potrzebowała dużo czasu, aby pozbyć się tych negatywnych emocji, lecz ostatecznie jednak odpuściła i dała się odprowadzić do stajni. /zt
/ przepraszam, że takie dupne, ale naprawdę nie mam sił na przejazdy ;-; \

Fleau de Baian - 2015-07-17, 22:15

Zwolniła lekko, mimowolnie kuląc uszy, bynajmniej nie przez przestraszenie czy wszelkiego rodzaju protesty. To nie było w jej stylu, nawet gdyby jeździec kazałby im zjechać z urwiska - zrobiłaby to. Ciągle obawiała się kar ze strony człowieka, więc ślepo wykonywała polecenia. Te dobre jak i te złe.
Dojeżdżając już do siódemki odbiła się mocno tyłami, podkurczając przednie nogi pod siebie, a tylne rozciągając. Zgodnie ze wskazówką ze strony kobiety wyciągnęła lewą nogę, na którą wylądowała i kontynuowała galop. Pilnowała swojego równego tempa, wpatrując w środek kolorowej stacjonaty. Deszcz ciągle przeszkadzał jej w widoczności, a tym razem zaczęła nerwowo zamiatać ogonem. Dekoncentrowała się, w tym momencie polegając na Taylor. A i to wzajemnie poleganie na sobie skończyło się na tym, że między nimi zaszło nieporozumienie i obie źle wyliczyły odległość do oksera. Wraz z wybiciem poczuła walnięcie nogą o drąg, na co jęknęła, bo pomimo, że ochraniacze w większości zminimalizowały uderzenie to nagły ból skutecznie ją wystarczył, tym bardziej, że nie tak dawno pęciny jej się zagoiły. Wykrzesała z siebie tyle siły, aby w środkowej fazie lotu zaokrąglić się nad przeszkodą i ostatecznie wystawić prawą nogę do lądowania.
Po powrocie do galopu, przyspieszyła znacznie, wyciągając lekko szyję do przodu. Taka wyścigówka! <3 Odbiła się mocno, aby przefrunąć nad stacjonatą. Baskilując skorzystała z zaoferowanej luźnej wodzy wyciągnęła szyję do dołu, a po wylądowaniu odzyskała szybko równowagę. Po chwili odruchowo zwolniła do kłusa, mogąc w końcu odpocząć. Rozkłusowana i rozczyszczona przez stajennego w boksie powitała swojego maluszka, po czym wymęczona zasnęła. /zt

Misbehavin - 2015-07-17, 22:23

W związku z wyraźnym przytrzymywaniem - bo jak mniemam tak właśnie było, gdyż Misiek mocno parł przed siebie i ani myślał, żeby zwalniac - stulił gniade uszyska, absolutnie nie będąc zadowolonego z obrotu sytuacji pt "spokojne tempo jazdy". Narzucana przez mężczyznę szybkośc galopu niemal go frustrowała, czego póki co oprócz przyklejonych do potylicy uszysk nie okazywał. Zapewne gdyby zdawał sobie sprawę, że to tempo tylko im pomaga, byłby niemal wdzięczny Wayfordowi, ale jakie pojęcie o tego typu rzeczach mógł miec koń - młody, niedoświadczony, trochę nieprzewidywalny i świeży w tych tematach. Mimo, że wcale nie przyszło mu to łatwo, zaraz po wyjeździe na linię prostą do piątki postawił oba radary w tamtą stronę, mierząc bacznie niewielkich rozmiarów stacjonatę i tym razem czekając z odbiciem na sygnał jeźdźca. Na całe szczęście dwudziestolatek nie zapomniał o tym, by wspomóc swojego kucyka w potrzebie, a zatem wraz z otrzymanym sygnałem Misbehavin odbił się z impetem do góry, niemniej nie odczuwając już potrzeby zbyt wysokich lotów i zostawiając po sobie niewielki, chociaż z całą pewnością widoczny zapas. W locie podkurczył pod siebie gniade, całkiem przyzwoicie rozwinięte pod kątem muskulatury nogi, by bez utraty równowagi znaleźc się po drugiej stronie i wznowic galop; naturalnie Misiek miał niepohamowaną ochotę, by rozpędzic się do granic możliwości, a zatem wypuszczony wykonał jedną, może dwie foulee swojego "najlepszego" galopu, ale przytrzymany zwolnił nieznacznie. Po ułamkach sekund spędzonych na proteście i odmawianiu zmiany stylu jazdy, Misbehavin zwolnił nieznacznie, teraz zamiast pędzic byle jak przed siebie skupiając się na tym, by galopowac w równym, przyzwoitym tempie, ale swoim obszernym krokiem kryc jak najwięcej terenu. Wyprostowany przed szóstą przeszkodą natychmiast uniósł łeb do góry, żywo zainteresowany stawianym przed nim zadaniem i ewidentnie garnąc do przeszkody. Oddał bezbłędny skok, powtarzając całą procedurę z ostatnich dwóch - miły lot, mały zapas, wyciągnięcie łabędziej szyi i harmonijne lądowanie. Nie czując wyraźnych ograniczeń ze strony bruneta popędził do kolejnej przeszkody, co udowodniło, że jako młody koń nie poradzi sobie z dalekim lub bliskim odbiciem. W ostatniej chwili czując, że nie pasuje mu dystans i obawiając się oddania skoku przysiadł mocno na zadzie, wykonując gwałtowne i mocno nieoczekiwane zatrzymanie. Tuląc uszyska zaczął drobic w miejscu i cofac się do tyłu, przy okazji - zgodnie z teorią Tony'ego - podbijając przodami i uciekając od oksera. Nie rozumiał komend bruneta, niemniej dźgnięcie piętą było na tyle nieprzyjemnie, by skutecznie zmusic Miśka do zagalopowania; niemniej nie zawahał się przed tym, by wyrazic swoje niezadowolenie za pomocą wysokiego, chamskiego bryknięcia, które było niczym innym jak próbą pozbycia się swojego jeźdźca. Wyprowadzony ponownie do przeszkody wahał się, próbował powtórzyc zatrzymanie, jednak stanowczośc mężczyzny sprawiła, że ostatecznie oddał chwiejny, kiepski technicznie skok.
Po wszystkim, czyli zjechaniu z parkuru, rozkłusowaniu i rozstępowaniu, udał się wraz ze swoim właścicielem do stajni.
/zt.

Integrity Promise - 2015-07-17, 22:43

Mimo szczerych chęci klaczy jak i jeźdźca siwa nie wpadła w dobre tempo nadal przez co po wylądowaniu i próbie zrobienia kroku klacz potknęła się. Na szczęście nie runęli efektownie na ziemię co byłoby za pewne dość widowiskowe dla innych skok nie miał szansy się udać. Sergowi udało się jako tako postawić ją do pionu że po sygnale klacz odbiła się od ziemi ale skok był dość nie dbały i zdecydowanie nie w jej stylu. Klacz chyba w reakcji obronnej zamachnęła się lekko kopytami w locie i stuknęła w drągi powodując ich spadnięcie. Fuknęła nie zadowolona z tego powodu, po wylądowaniu pozbierała się do odpowiedniego ustawienia jadąc z rusem w kierunku jednej z trudniejszych na pewno przeszkód dla nie których koni. Odbili przy barierkach w lewo i po łuku znowu w lewo na ową przeszkodę. Mimo mocnych sygnałów od strony jeźdźca klacz nie miała najmniejszego oporu by zaraz oddać skok, aktywnym oraz ładnym tempem jechała do przodu chętnie atakując przeszkodę. Ponownie po sygnale poderwała siwe ciało do skoku idealnie je składając w locie oraz wyciągając się nad przeszkodą. Zdecydowanie zadowolona z czystego skoku parsknęła krótko, utrzymując aktywne tempo dojechali do szóstki. Nawet siwa chyba zbyt mocno ją zaatakowała gdyż nieco szybciej weszła z fazę lotu przez co skok był efektowniejszy przynajmniej powinien. Faktycznie siła z zadu była tutaj bardzo pomocna jej młody wiek też potęgował to wszystko.
Shadowfax - 2015-07-18, 14:43

Może i andaluz na parkurze to rzadkość, ale jeśli już, Shadowfax nadawał się tylko do niskich skoków, poza tym miał za sobą kilka treningów typowo skokowych, czemu więc nie miałby wystartować?
Tak czy owak ogier już nie spał, ale ożywił się widząc znajomą facjatę Leona i podszedł bliżej przyklejają się do drzwiczek boksu gdzie przywitał cichym rżeniem chłopaka, od razu sprawdzając, czy nie ma czasem dla niego jakiegoś smakołyku. Zrobił mu następnie miejsce w boksie bez problemu pozwolił sobie założyć kantar i wyprowadzić na myjkę. Podczas czyszczenia i siodłania również zachowywał się spokojnie i współpracował z Leonem, czasem tylko zaczepiał chłopaka i starał się od niego wydębić smakołyki.
Podczas rozgrzewki na rozprężalni Shadowfax był dość skupiony i zaangażowany, czasem tylko nieco się obijał jak to miał w zwyczaju, traktując rozgrzewkę jak zwyczajny trening. Po tym jak ich wezwali chłopak poprosił ogiera o kłus i wszedł z nim na kontakt i wjechali na parkur gdzie siwek od razu zrozumiał, że całe poranne poruszenie w stajni było spowodowane zawodami. Jego nastawienie też zaraz się zmieniło, bo chociaż andaluz czasem miał skłonność do lenistwa i łakomstwa był kiedyś ambitnym koniem i sportowcem i ta ambicja w obliczu zawodów się w nim obudziła. Okrążyli parkur i ośmiolatek uważnie przyjrzał się ustawionym przeszkodom. Postawił uszy na sztorc kierując je nieco do przodu. Zatrzymał się w wyznaczonym miejscu kolo budki sędziów, a po tym jak chłopak przywitał się z sędziami ukłonem ruszyli najpierw kłusem by zaraz przejść w galop. Dwudziestolatek pokierował go ku pierwszej przeszkodzie. Chociaż Shadow nadawał się bardziej do ujeżdżenia i miał do tego naturalne predyspozycje, a w przeszłości właśnie startował na czworoboku nie na parkurze, widok przeszkód wcale go nie zdziwił ani nie spłoszył, postępował wedle pomocy od Leona, współpracując z jeźdźcem. Tym razem nie było mowy o żadnym umyślnym obijaniu się czy wyłamywaniu przeszkody.
Po doprowadzeniu pod przeszkodę i otrzymaniu łydki siwek wybił się podrywając najpierw przody, potem tyły, ułozył się w skoku zgrywając z jeżdżcem i wylądował na prawą nogę. Dalej ruszyli do barierek, gdzie skręcili ku drugiej przeszkodzie z naprostowaniem przed stacjonatą. Tym razem obyło się bez żadnych sztuczek, andaluz był skupiony, zaangażowany i chętny do współpracy, chociaż z drugiej strony rozpierała go dzika radość i energia. Zachowywał jednak spokój krocząc po parkurze spokojnym, eleganckim krokiem typowym dla swej rasy. Ponownie bez problemów po otrzymaniu sygnału w odpowiednim miejscu się wybił, w ładnym stylu pokonując przeszkodę i lądując na lewą nogę. Mężczyzna poprowadził ogiera na okser, gdzie wszystko odbyło się podobnie: andaluz nabrał napędu z zadu, po otrzymaniu łydki oderwał od ziemi przody potem tyły i dość miekko wylądował na lewą nogę, pokonując na czysto również okser 80 cm.
Zaraz ruszyli na przeszkodę nr. 4 przy barierkach, ośmiolatek przyśpieszył nieco tempo, naprostowali na stacjonatę, którą pokonali tak jak wcześniejsze przeszkody.

Mistrz Gry - 2015-07-18, 17:25

LEON VARDAS & SHADOWFAX ESPIRITU SALVAJE



    95; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
    Opis:
    Druga połowa parkuru także bez problemów, na czysto.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-07-18, 17:27

SERGEI CHERNIENKO & INTEGRITY PROMISE



    47; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawy apogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);
    Opis:
    Resztę parkuru ukończyliście bez "niespodzianek".




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group