To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur trawiasty

Jonah Wrens - 2018-04-09, 00:31

No to trochę sobie polatałem jak mi tak wywaliła w górę. :lol: Ale dobrze się potoczyło, bo zareagowała poprawnie i kolejny skok był spokojny. Po chwili stępa mieliśmy za okserem stacjonatę, które razem tworzyły szereg na foule, więc robiło się trochę trudniej dla kobyły. Najeżdżając ponownie na stacjonatę z prawej strony, odbiłem na lewo i poprowadziłem ją na nasz szereg. Tutaj liczyłem na spokój w najeździe, tak jak wcześniej to zrobiła i po okserze, wycofałem się do siodła, by było jej łatwiej skoczyć. Cofając ramiona ponownie z nią wyszedłem tak jakby poprzedniego skoku wcale nie było. Z rzutką lub bez nie miała na szczęście szansy na dziwne ruchy w kierunku poniesienia. Dałem jej chwilę przerwy, a z przed naszej stacjonaty sprzątnięto drągi, by zrobić na niej ptaszki i podnieść ją o kolejne dziesięć centymetrów czyli juz do 125cm. Okser został w swoich rozmiarach, a stacjonata za nim została podniesiona do 120cm. Tym razem zaprosiłem ją do galopu na lewą nogę, by od szeregu zacząć naszą przygodę. Prowadząc ją w obu łydkach, ręce trzymałem sobie w miejscu i tylko dawałem jej oparcie, i rozluźniałem o ile była taka potrzeba. Nie chciałem też jej zaokrąglać mocno, bo musiała patrzeć na przeszkody, a nie być zaskakiwaną na foule przed. Tak czy inaczej proces doprowadzenia jej do przeszkód wyglądał tak samo jak wcześniej, wiec nie powinno być problemu. Lądowanie na prawo i prowadziłem ją prosto do stacjonaty z ptaszkami. Może szła chętnie mimo drągów, między które musiała wejść ale dla pewności troszeczkę ograniczyłem ją łydkami no i trzymałem blisko siebie dłonie. Patrząc przed siebie, pewnie ją doprowadziłem i posłałem do skoku, nie pozwalając wcześniej niż na dwie foule trochę sobie dodać do przeszkody. Po oddanym skoku lądowanie na prawo i nasza kombinacja okser-stacjonata.
Clair de Lune - 2018-04-10, 00:35

W najeździe do stacjonaty była bardzo przyjemna - galopowała okrągło, angażując zad i pozostała oparta na kontakcie. Wylądowała na lewą stronę, obserwując szereg. Dała się podprowadzić i odbić do pierwszego członku tak jak chciał tego Jo, wykonała poprawny skok nad okserem, aczkolwiek mniej zapracowała szyją bo była już zajęta patrzeniem na stacjonatę. Wykonała pełną foulę i bez problemu dokryła drugi człon. Dystans fouli był na tyle bezpieczny, że nie miała zbyt wiele miejsca do pociągnięcia w przód. Schody zaczynały się zazwyczaj w liniach na 3-4-5 fouli.
Przerwę przyjęła z wdzięcznością, bo zaczęło pojawiać się zmęczenie, którego jeździec jeszcze długo nie miał odczuć. Należała do koni, które rzadko okazywały faktyczne oznaki zmęczenia podczas treningu, a też potliwość nie była tutaj żadnym wyznacznikiem, bo potrafiła się zagotować w kilka sekund już na początku jazdy.
Im jednak dłużej trwał trening, tym milsza się robiła, luźniejsza i bardziej giętka, coraz lepiej też galopowała i nie zdarzały się momenty drobienia.
Ruszyła galopem z lewej nogi, nakierowana na szereg podniosła się przodem i dobrze weszła w pierwszy człon, zrobiła pełna foulę w środku i odbiła się, nad stacjonatą lecąc znowuż ekonomicznie. Nie widziała sensu wkładania dodatkowej energii w bardzo wysokie skoki. Po lądowaniu na prawo z zainteresowaniem spojrzała na zmianę jaka nastąpiła. Nie miała w zwyczaju obawiać się przeszkód, jeżeli już coś wydawało jej się dziwne to po prostu skakała wyżej niż było to potrzebne. Skorzystała z możliwości na lekkie dodanie na dwie ostatnie foule i oddała najbardziej widowiskowy skok jak do tej pory. Pociągnęła się szyją do dołu, zapracowała grzbietem, mocno złożyła nadgarstki a nawet poprawiła zadem do góry. Skłoniło ja do tego takie a nie inne ułożenie drągów, które sprzyjało tego typu skokom.
Szereg pokonała jak poprzednio - opanowując swoje emocje i skacząc ekonomicznie, zaraz nad drągami.

Jonah Wrens - 2018-04-10, 18:19

Nie mogłem inaczej zrobić jak wtrącić poklepanie jej szyi zanim dojechaliśmy od stacjonaty do szeregu. Oddała fajny szczery skok i zapracowała sobie na to, by po szeregu przejść do kłusa. Starałem się puścić ją jak najbardziej do dołu, żeby rozciągnęła plecy i się rozluźniła kończąc tym miłym akcentem trening. Poklepywałem ją po szyi to z jednej, to z drugiej strony i po rozkłusowaniu na prawo i lewo z nosem w dole zwolniliśmy do stępa. Oddałem jej całą wodzę i poluzowałem o jedną dziurkę fartuch dając jej pełną swobodę w stępie, w którym ze mną przeszła jakieś 5 minut. Zatrzymałem ją na środku parkuru i zeskoczyłem z klaczy. Podciągnąłem strzemiona, poluzowałem jeszcze popręg i stępowałem ją w ręku jeszcze 15min. Dopiero po tym czasie zabrałem kasztankę do stajni.
/zt

Clair de Lune - 2018-04-10, 18:30

Korzystając z okazji zabrała tyle wodzy ile tylko mogła, idąc z nosem przy ziemi niczym pies tropiący. Była już nieźle zmęczona, ale jak zwykle zaczynała to odczuwać dopiero po treningu, a nie w trakcie. Jej boki jednak pracowały w rytm oddechów, a pot pokrywał szyję, brzuch i powierzchnię między nogami. Kłusowała miękko ale energicznie, nie wpadały jej już do głowy głupie pomysły z przyspieszaniem. Płynnie przeszła do stępa, pozostając z głową w dole. Kiedy Jo zsiadł próbowała się trochę o niego wytrzeć, potem ruszyła marszem. Oddech stopniowo się wyr wyrównywał, a pot wysychał. Po określonym czasie została wyprowadzona do stajni.
Brian - 2018-04-10, 19:41

Przyprowadził Odalco na parkur trawiasty, bo pogoda sprzyjała treningowi na świeżym powietrzu, a wręcz się o to dopraszała. Po wejściu na obiekt Brian okrążył z nim parkur, prowadząc go w ręku. Chciał, żeby zapoznał się z tym miejscem, chociaż parkur zapewne jako taki nie był mu obcy. Na koniec zatrzymał go w rogu parkuru, poprawił sprzęt i korzystając ze schodków znalazł się na jego grzbiecie. Usadowił się w siodle, po czym holsztyn otrzymał łydkę do ruszenia stępem, w którym Brian dał mu póki co luz na wodzy.
Odalco - 2018-04-10, 20:33

Wchodząc na parkur rozejrzał się uważnie czując lekki powiew świeżego wiosennego wiatru na długiej zimowej sierści. Słońce przyjemnie grzało zastane mięśnie, które ogier musiał wprawić w ruch podążając u boku Briana. Było to dla niego zupełnie nowe miejsce, aczkolwiek panujący tu spokój pozwalał mu się czuć w miarę pewnie.
Stał i cierpliwie czekał aż brunet zajmie miejsce na jego grzbiecie i poproszony o step ruszył nim spokojnie. Stawiał krótkie i drobne kroki potrzebując odrobiny czasu, aby się rozgrzać, mimo to już na pierwszy rzut oka dało się poczuć, że idzie sztywno i jest nieco oporny na łydki.
Niosąc głowę nie potrafił wypuścić jej w dół, dlatego niósł ją powyżej linii kłębu na dyszlowatej szyi.

Brian - 2018-04-12, 20:09

Właściwie od momentu, w którym ruszyli stępem, było wiadomo, że Odalco jest spięty i pomimo możliwości obniżenia łba, trzymał go dość wysoko Pamiętając jego strach i nieufność w stajni, Brian początkowo dał mu czas, licząc, że być może to zmieni sytuację, dlatego więc początkowo krążyli po parkurze w stępie, jedynie zmieniając kierunek jazdy od czasu do czasu. Zakładając, że czas nie wystarczył na to, aby kasztan się rozluźnił, zaczął z nim kręcić figury, różnych kształtów i rozmiarów, często przechodząc z jednej w drugą, co zmuszało holsztyna do większego skupienia i rozluźnienia, jeśli mieli te elementy wykonać poprawnie, o co oczywiście się starał, próbując go prawidłowo dopilnować przez pomoce. Jeżeli nadal nie odniósł sukcesu i pięciolatek nie odpuścił chociaż trochę po raz kolejny odbili na większą woltę, tym razem podczas jej wykręcania zaczął popuszczać jeszcze wodze, starając się, aby Odalco poszedł za jego ręką i obniżył łeb, a jeżeli mu się to udało zapulsował wodzą, zachęcając go do żucia wędzidła, by przy końcu koła ponownie nieco nabrać wodze, jednak docelowo do niższego ustawienia, niż to, które obrał Odalco. Be choćby drobnego sukcesu w postaci lekkiego rozluźnienia, nie miał zamiaru iść dalej z ich treningiem. Krążenie po parkurze w stępie i tak się ogierowi przyda, a Brian potrafił być tyleż uparty co cierpliwy (chociaż to drugie miało miejsce tylko, gdy miało odniesienie do zwierząt).
Odalco - 2018-04-17, 12:08

Kroczył bardzie niepewnie przed siebie cały czas rozglądając się na boki, właściwie myślami był bardzo daleko od jeźdźca i nie skupiał się na mężczyźnie. Wszelkie próby wygięcia bądź wykonania określonej figury zakończyły się niestety niepowodzeniem, ogier cały czas niosąc łeb w górze nie był w stanie poprawnie zgiąć się w kłodzie. Uciekał od łydek, wypadał z koła i uciekał od wszelkich prób złapania mocniejszego kontaktu z pyskiem. Brian nie chciał źle, ale w obecnej chwili niewiele brakowało do tego, aby kasztan zwyczajnie zaczął się denerwować zaistniałą sytuacją.
Nie poszedł też z głową w dół, cały czas bojąc się zaufać ręce, a przede wszystkim jeźdźcowi. Głęboko zakorzeniony w psychice strach uniemożliwiał mu podjęcie współpracy z Brianem, który w odróżnieniu od jego poprzedniego zawodnika nie próbował siłą łapać go za pysk.
Dostał dużo swobody od bruneta mimo to nie był skłonny przychylić się Brytyjczykowi idąc jak lama z wysoko podniesioną głową. Sam stęp też był dla niego ważny, zastane mięśnie potrzebowały ruchu nawet w tak prostej postaci jak spacer po pierwszym śladzie na obwodzie parkuru.

[Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać, ale nie widziałam, że post został dodany. :-( ]

Brian - 2018-04-26, 13:09

Wszystkie podjęte przez niego działania przyniosły skutek bliski zeru. Brian nie był jednak zawiedziony, ani zniecierpliwiony. Nawet jeżeli cały ten "trening" miał polegać na łażeniu w kółko, mówi się trudno. Odalco nadal niósł wysoko łeb, uciekając od łydek i mocniejszego kontaktu, do którego Brian jednak w tej chwili nie dążył. Podjęte działania i praca na figurach nie tylko nie dała efektu, ale wypadła źle ze względu na powyższe czynniki. Chyba czas zmienić taktykę. Ogier nadal miał luz na wodzach, a Brian przestał w najmniejszym stopniu ingerować w to co robi holsztyn. Ewentualnie zmieniali kierunek jazdy, ale poza tym brunet tylko od czasu do czasu przypominał mu o swojej obecności, nie chcąc, by Odalco odpłynął za bardzo od rzeczywistości. Liczył, że przez brak swojej ingerencji i aktywności Odalco powoli i może chociaż trochę się rozluźni i dopuści do siebie myśl, że Brian nie gryzie i nie bije, i że ogółem nie jest zły (przynajmniej dla koni) :omg: . A jeśli nie, to cóż. Będą krążyć dalej w stępie po parkurze. Odalco chociaż trochę rozrusza swoje mięśnie, a Donney utnie sobie drzemkę. Chociaż nie, bo jednak sporadycznie musiał przypominać kasztanowi, że tu jest.

zawieszam

Nicol Illas - 2018-05-02, 22:45

Przyszła na obiekt z Caramello, który na szczęście był pusty. Po drodze pokazywała mu co ciekawsze dla niego elementy, ale postarała się aby ta droga nie trwała również wiecznie tutaj na parkur trawiasty. Ambitnie planowała dziś nieco z nim poskakać, a co wyjdzie i jak? Tego nie wie nikt. Po wejściu na obiekt oprowadziła go w ręce dookoła, by postawić go pod schodkami i poprawić jego sprzęt na grzbiecie. Miała nadzieję że brak towarzystwa wpłynie na niego lepiej, niż jakby było bo nie chciała na start przygód z nim życiowych :lol2: Jak już było wszystko na swoim miejscu to dosiadła ogiera, wymagając od niego jeszcze stój przez kilka sekund. Jeśli mu się to udało, to krótko go pochwaliła i poprosiła o ruszenie stępem wzdłuż ogrodzenia - jak na razie. Dając mu też póki co dłuższą wodzę, ale była gotowa do akcji-reakcji na jego zachowanie.
Anonymous - 2018-05-04, 14:23

Nicol Illas napisał/a:
Ukryj: 
Przyszła na obiekt z Caramello, który na szczęście był pusty. Po drodze pokazywała mu co ciekawsze dla niego elementy, ale postarała się aby ta droga nie trwała również wiecznie tutaj na parkur trawiasty. Ambitnie planowała dziś nieco z nim poskakać, a co wyjdzie i jak? Tego nie wie nikt. Po wejściu na obiekt oprowadziła go w ręce dookoła, by postawić go pod schodkami i poprawić jego sprzęt na grzbiecie. Miała nadzieję że brak towarzystwa wpłynie na niego lepiej, niż jakby było bo nie chciała na start przygód z nim życiowych :lol2: Jak już było wszystko na swoim miejscu to dosiadła ogiera, wymagając od niego jeszcze stój przez kilka sekund. Jeśli mu się to udało, to krótko go pochwaliła i poprosiła o ruszenie stępem wzdłuż ogrodzenia - jak na razie. Dając mu też póki co dłuższą wodzę, ale była gotowa do akcji-reakcji na jego zachowanie.


Przyszedł z Nicol na parkur, nic sobie nie robiąc z otaczających go przeszkód, bądź co bądź już się trochę z nimi oswoił, szczególnie, że często stajenni prowadzili go okrężnymi drogami na pastwisko, a on tęsknym wzrokiem wpatrywał się w owe przeszkody. Łaził więc tylko za dziewczyną, gdzie tylko sobie tam chciała, a na koniec zatrzymał się przy schodkach i pozwolił jej popoprawiać sprzęt, a następnie wsiąść. Samo przyjęcie jeźdźca po takim czasie było dla niego nieco niekomfortowe, więc niespokojnie się poruszył, jakby wzdrygając i zagryzł słyszalnie wędzidło. Ruszył stępem na znak kobiety i szedł jak osiołek, nie narzucając żadnego aktywnego tempa, ba, wolniej to już można by tylko do tyłu. Cóż, może i siedział sporo w boksie, ale jakoś niespecjalnie mu się spieszyło do galopu i dziwactw, więc postawił na osowiałą strategię.

Odalco - 2018-05-04, 20:16

Kasztan daleki był od prób brykania czy zrywania się w popłochu. Stępował spokojnie i posłusznie czując, że tam na górze ktoś w końcu daje mu spokój i nie próbuje nic wymóc siłą od ogiera. W miarę poruszania sie stępem mężczyzna mógł dostrzec jak ogier powoli, co raz niżej opuszcza łeb rozciągając mięśnie pleców i rozluźniając się bardzo powoli. Nie robił tego złośliwie, zwyczajnie został mocno skrzywdzony i stąd teraz naprawdę ciężko było do niego dotrzeć. Jednakże było to możliwie, ale jak do wszystkiego tak i do kasztana potrzeba zarówno czasu jak i cierpliwości.
Czas był tu jedynym remedium na problemy Odalco, tylko w sposób konsekwentny i pełen zrozumienia można było do niego dotrzeć, nie poddając się po pierwszych niepowodzeniach.


/mrozimy czy kończymy?

Ruth - 2018-05-07, 19:46

Przyprowadziła Femme na parkur, korzystając z tego, że jest pusty, zaś mały parkur jest ułożony. Teraz się modlić, cz pozwoli jej przeżyć za tą zdradę stanu. Podchodząc do roku ogrodzenia przetrzymała grzywę i wodze w lewej dłoni, by sprawnie wspiąć się na grzbiet klaczy, skąd posłała jej łydkę za popręgiem i lekki ruch bioder do stępa. Trzymała ją na stosunkowo luźnej wodzy prowadząc lekkimi sygnałami w stronę każdej ustawionej przeszkody na parkurze, zachęcając ją łydką i głosem do tego, by podchodziła do przeszkód w miarę blisko.
Po takim krążeniu zebrała ją na lekki kontakt, prowadząc wzdłuż ścian w stępie, dopiero po trzech okrążeniach zjeżdżając na pojedyncze wolty, na których trzymała łuk z pomocą wewnętrznej łydki przy popręgu, lekko blokującej, oraz silnie działającej zewnętrznej, która zaś pomagała w rysunku zadu. Domyślam się, że krew nadal buzowała w żyłach klaczy i nie trzeba było jej zbytnio poganiać, dlatego przewiduję, że było kilka momentów, kiedy kobieta sprowadziła klacz do parady, coby pokazać jej kto tu rządzi, choć to tylko złudzenie. :lol2:

Femme Fatale - 2018-05-08, 17:14

Przybyła z Ruth na miejsce przeznaczenia, omiatając parkur wzrokiem i mieląc przy tym wędzidło, bo tak. Przystanęła przy płocie, pozwalając właścicielce się na niego wspiąć i w ten oto sposób pomóc sobie z wsiadaniem, a sam ciężar jeźdźca przyjęła bez mrugnięcia okiem. No dobra, może jakieś tam chrumknięcie mówiące "pfff... przytyłaś" jej się wyrwało, ale tak to obyło się bez dziwactw. Po wypchnięciu z dosiadu i dodaniu łydki ruszyła kłusem, od razu angażując się w chód i sprawiając, żeby był aktywny i żwawy, a nie typowo osiołkowy. Okrążała parkur obserwując z zainteresowaniem wszystki widniejące na nim przeszkody, ale żadna nie zasiała w niej ziarna zwątpienia, czy strachu, więc bądźmy dobrej myśli, bo nigdy nie wiadomo, co też tej czarnej madonnie wpadnie do głowy.
Skończyła okrążenie i przyjęła kontakt z jeźdźcem, a poza tym niewiele się zmieniło, ponieważ klacz miała do objechania jeszcze trzy okrążenia i rozpoczęły się wolty, gdzie Ruth dyktowała jej jak jej jak poprawnie owe łuki wyjechać, działając na nią wszystkimi pomocami, dosiadem, łydkami i wodzami, przez co klacz starała się jak najlepiej wpisywać w wolty i po prostu zapamiętać poprawne ustawienie. Przeszkodą mogło być lekkie poddenerwowanie klaczy, a raczej zwyczajne rozdrażnienie, przez co Femme dawała znać, że jednak tempo to ona ma i w dodatku próbowała uwieszać się na wędzidle, przez co blokowała kontakt z Ruth, choć i tu parada zdziałała cuda, w przeciwieństwie do stosowania krótkich półparad, bo tak wkurzona klacz raczej nie posłucha delikatnych sygnałów, albo całkowicie przestanie być na nie wrażliwa. Po dłuższej walce o wędzidło i bycie poza kontaktem, pozwoliła Ruth wygrać tę rundę i zaczęła z nią współpracować, jednak nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, o nie.

Ruth - 2018-05-08, 19:47

Im bardziej się upierała, tym na więcej wolt ją prowadziła, będąc przy tym stanowczą i nieugiętą. Mimo to prostowała ją na ścianach, starając się by jej się w główce jeszcze bardziej nie pokręciło od tych zakrętów.
Posłała jej półparadę, by ze stępa ruszyć do kłusa, zapewne aktywnego i chętnego. Płynnie anglezując pozwoliła klaczy na szybkie tempo, jednocześnie trzymając ją w rysach równej linii dzięki łydkom, by przed wjechaniem na woltę zwolnić nią obniżeniem anglezowania i przytwierdzeniem łydek ze wzmocnieniem kontaktu. Tym samym spowolniła ją, sama zaś usiadła głęboko w siodło, obciążając jej zad i stymulując łydkami ładny, łagodny łuk na dużej wolcie. Zjeżdżając z niej pozwoliła klaczy na przyśpieszenie, znów przechodząc w kłus anglezowany i dodając jej łydkę tuż za popręgiem.
Prowadziła ją na dwa okrążenia wokół parkuru, by w połowie krótkiej ściany usiąść na chwilę w siodło i dokładając łydki, rozluźniając na moment nadgarstek i wypychając ją z miednicy poprosić o galop. Początkowo w półsiadzie, dość aktywny, ale nie przesadny, by następnie zabrać się za nią na coraz to mniejszych kołach parkuru. Obniżyła siad, będąc dosłownie milimetry nad siodłem i dołożyła łydki w odpowiednich odległościach, wzmacniając wewnętrzną skręt, zaś zewnętrzną potylicę, robiąc swojego rodzaju spiralę na trzy koła, by ze środka poprowadzić ją na wprost w stronę pojedynczego drąga. Przed nim posłała jej lekką półparadę i uniosła tułów do całkowitego półsiadu, rozluźniła delikatnie kontakt, by klacz mogła wydłużyć szyję, zamknęła ją zaś w łydkach przed ucieczką od niego, aby dodać jej łydkę, kiedy miała już unieść nogi.
Po pokonaniu go pogłaskała klacz delikatnie po szyi i poprowadziła dalej na najróżniejsze ćwiczenia w galopie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group