Dirty Vibe - 2019-04-29, 14:45 Kilka długich chwil minęło, nim Dirty zaczął w ogóle myśleć o tym, że istnieje taka możliwość jak przejście do niższego chodu. Choć jego kondycja pozostawiała sporo do życzenia, na ciągłe podżegania Augustusa reagował tak, jakby miał nieskończoną ilość siły i energii, które miały mu pozwolić biec przez następne kilka dni: przyspieszał jeszcze bardziej, wielkie cielsko rozciągając w chaotycznym galopie, kryjąc przy każdym takim susie imponującą ilość terenu. Może jeszcze się miało okazać, że będzie z niego WKKWista? Chociaż może lepiej nie, bo choć karus rozwijał na pustej ścieżce naprawdę duże prędkości, o jakiejkolwiek tak potrzebnej w crossach kontroli mówić było nie można; Augusutus na szczęście był na tyle mądry, by nie próbować go zwolnić, być może podświadomie wiedząc, że i tak nie miało przynieść to jakichkolwiek efektów - Dirty pędził w najlepsze, na tym etapie już praktycznie ponosząc właściciela wgłąb lasu. Minęło kilka minut, zanim do karusa dotarło, że ten samozwańczy maraton nie może trwać w nieskończoność. Powoli zaczynając odczuwać zmęczenie, zaczął oddychać z głośnymi świstami, parskając co kilka kroków. Mimo to, moment przejścia do kłusa odciągnął tyle, ile tylko był w stanie, dopiero w ostatecznośći, czując, że już nie da rady zrobić ani jednej fouli więcej, schodząc do niższego chodu z cichym zgrzytem wędzidła. Nawet przejście do stępa przyjął karnie, wydając z siebie głośne westchnienie i wyciągając spoconą szyję do przodu, o ile dostał na to szansę. Zdawał się momentalnie zmienić w innego konia, spokojnie stępując po leśnej ścieżce, względnie rozluźniony i z wyciągniętym łbem, rozglądając się żywo, ale bez całej tej niepotrzebnej histerii. Jak tak dalej pójdzie, to Augustus go na ujeżdżeniowca przemianuje, przed każdym czworobokiem po prostu fundując mu rundkę po lesie!Augustus - 2019-04-29, 17:51 Na razie Augustus nie myślał jeszcze o tym, w którą stronę najbardziej kierunkować Dirty. Jego rodzice wskazywaliby prosto na skoki, niemniej on sam wolał się o tym przekonać - aktualnie ogier próbował mu chyba udowodnić, że najlepiej nadawałaby się do wyścigów, skoro w jakichś pięćdziesięciu procentach jest folblutem. Stryder raczej nigdzie nie spieszył się ze swoim podopiecznym, wolał wszystko przygotować na spokojnie, najlepiej z pomocą zawodowych trenerów.
Sam osiemnastolatek nie mógł uwierzyć w to, jak zbawienny okazał się być ten jednoosobowy wyścig i jak spokojny był teraz ogierek. W zamian za to otrzymał długą wodzę, choć nadal na delikatnym kontakcie, coby nie stracił nad nim kontroli. Pochylił się nieco do przodu i poklepał po mokrej szyi, dając dobrych kilkanaście minut na odsapnięcie. Nie mógł się spodziewać po nim żadnej oszałamiającej kondycji, ale między innymi po to też wyjechali w teren. Kiedy oddech czterolatka się nieco unormował, chłopak zasugerował nieco wyższe ustawienie poprzez skrócenie wodzy i rozpoczęcie pracy z jego pyskiem. Zjechał ze ścieżki, aby wjechać między drzewa i w ten sposób zagwarantować ogierowi trochę gimnastyki poprzez wymijanie nich. Nie wymagał od niego wiele, a co najwyżej dokładnego omijania gałęzi i krzaków przy utrzymaniu dość aktywnego chodu, bo już niedługo potem, kiedy wyjechali na nieco większą polankę, zasugerował mu zakłusowanie. Objechał niewielką łączkę, tworząc koło, gdzie łydką i wodzą dopilnował odpowiedniego wygięcia, po czym zawrócił w stronę porzuconego szlaku poprzez podobny slalom między drzewami.Dirty Vibe - 2019-04-30, 13:38 W ciągu tych kilkunastu minut, które otrzymał na odsapnięcie, Dirty dosyć powoli, ale widocznie regenerował swoje siły. Tak jak na początku tego czasu był kompletnie zmordowany, idąc spokojnie i z zerowym praktycznie poruszeniem, tak już u schyłku tego niedługiego okresu zdawał się wracać do poprzedniej formy: znów zainteresowany, wysoko uniósł łeb, rozglądając się i ze świstem oddychając przez szerokie nozdrza. W zasadzie dopiero teraz zrozumiał, że nic się nie zmieniło i nadal są w kompletnie nowym miejscu, tak więc na nowo przeżywał tą świadomość, choć tym razem szczędząc caplowania, uskoków i prób przyspieszania, zwyczajnie nie mając na wykon tych utrudnień wystarczająco dużo energii. Nie, żeby w jakimkolwiek stopniu zmniejszyło to jego gotowość do biegu, bo choć mięśnie i płuca podpowiadały o zmęczeniu, Dirty mentalnie był w pełnej gotowości do tego, by teraz ruszyć galopem i zatrzymać się dopiero wtedy, kiedy jego organizm zrobi to za niego. Dobrze więc, że Augustus zajął go pracą jeszcze zanim kary zaczął się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem nie spróbować tak zrobić. Wydawał się nagle trochę niezadowolony tym, że w pysku ma wędzidło na które bądź co bądź trzeba odpowiedzieć. Kilka razy zagryzł się na metalu, machając wściekle pustym czerepem, ale w ostateczności dał się namówić na to, aby głowę ulokować w jednym miejscu i od niechcenia zacząć żuć kiełzno. Na początku bez gracji wyginał się między drzewami, sprawiając wrażenie, jakby zaraz miał w któreś wejść i wziąć je taranem, ale im dłużej to trwało, tym lepiej odpowiadał, w końcu w satysfakcjonujący sposób zaczynając owijać się wokół łydek jeźdźca, obniżając przy tym raz po raz delikatnie nos i równie lekko uwypuklając plecy. Mimo wszystko, zakłusowanie było miłą ulgą po tym slalomie: Dirty dużo bardziej wolał iść, niż kręcić się między gałęziami. Właśnie dlatego od razu ruszył aktywnie, choć, o dziwo, utrzymując poprzednio narzucone ustawienie bez buntu, zbyt zmęczony, żeby próbować z nim walczyć. Mimo to, szedł aktywnie, mocno odbijając się od podłoża i szastając długim ogonem o swoje tłuściutkie boczki.Augustus - 2019-04-30, 19:04 Dopóki koń nadal nie pozostawał obojętny na Augustusa, ten pozwalał mu się rozglądać. Nie chciał ani na sobie, ani na nim wywierać żadnej presji, niemniej jeśli Dirty dalej wydawał się mieć go w poważaniu, Stryder próbował naprawić to serią półparad, aby nadal być w stanie kontrolować go.
Wraz z kolejnymi nieudanymi łukami starał się dokładać więcej uwagi do tego, aby odpowiednio je wyjeżdżać, pracując zarówno łydkami, jak i wodzą, by ostatecznie otrzymać wyczekiwany efekt, za którego krótko poklepał ogiera w pochwale. W kłusie znowu nie przerywał lekkiej pracy z pyskiem zwierzęcia, jednocześnie sugerując nieco mocniejsze zaangażowanie zadu. Mijając kolejne drzewa, starał się wykonywać coraz trudniejsze, a więc węższe manewry, wymagając od Vibe troszkę więcej zaangażowania. Jednocześnie chciał też sprawdzić jego zwinność, która była nieoceniona na parkurze, o którym mimowolnie myślał w planach z nim. W końcu jednak udało im się wrócić na pierwotny szlak, gdzie wyprostował ogierka i dał mu chwilę na przekłusowanie w luźniejszym ustawieniu, samemu zaś skontrolował, jak stali z czasem. Uznawszy, że nie zajęło im to jakoś specjalnie dużo czasu, postanowił nie dawać jeszcze spokoju karusowi. Tereny były świetnym sposobem na poprawienie kondycji koni, a na dodatek dla Augustusa i jego podopiecznego też prawdopodobnie jedyną opcją na skuteczne spożytkowanie jego nakładów energii.
Jego oczy aż zabłyszczały na widok niewysokiego pagórka malującego mu się na horyzoncie. Zacmokał na czterolatka, chcąc odzyskać jego uwagę, a jednocześnie zwrócić uwagę na wzniesienie terenu przed nimi. Uznał, że jest ono na tyle płaskie, a jednocześnie wysokie, żeby dać mu ostateczny wycisk. Dlatego już po chwili poprosił go o zagalopowanie, wypychając go do przodu tuż po krótkiej półparadzie. Tym razem nie pozwolił mu pędzić na zbyt szybko, żeby poradzić sobie z pokonaniem pagórka.Dirty Vibe - 2019-05-02, 17:55 Choć nie do końca uśmiechała mu się treściwsza praca, cucony półparadami i odpowiednimi sygnałami łydką, w pewnym momencie odpuścił całkowicie, kłusując w rozluźnieniu, mocno wkraczając tyłami pod tułów i gotowy zmierzyć się z wyzwaniami pod postacią trochę bardziej krętej drogi. Choć zajeżdżony prawidłowo i pojętny, nadal miał problem ze zrozumieniem, że mobilność w dużym procencie zależała od pracy jego ciała: właśnie dlatego z początku łuki bardziej przypominały niekształtne linie proste, a sam Dirty sprawiał wrażenie ociężałego i zesztywniałego na samą myśl o wyginaniu się między konarami. Dopiero z czasem i cierpliwą pracą Augustusa, rzeczywiście zaczęło nabierać to kształtu - coraz mocniej wyginał się we wszelkich zakrętach, dla ułatwienia wysoko unosząc przy tym nogi i coraz lepiej odnajdując się w ciasnych manewrach, po chwili już bez większego trudu będąc w stanie wykonać otrzymywane zadania. Co prawda zmęczyło go to dosyć konkretnie, chyba bardziej psychicznie niż fizycznie, bo wymagało skupienia które wykrzesywał z siebie raczej niechętnie, co objawiło się tym, że wyjątkowo radośnie przyjął szansę na luźniejsze ustawienie, mocno ciągnąc pysk przed siebie i do dołu, przy okazji minimalnie zwalniając.
Cmoknięcie wywołało w nim reakcję natychmiastowej czujności: zadarł momentalnie łeb, strzygąc uszami i momentalnie przyspieszając odrobinę kroku, nieomal gotowy na wszystko. Choć energii miał już nie tak wiele, błyskawicznie zareagował na sygnał do galopowania, ruszając tym razem trochę bardziej sensownym, miarowym, choć nadal może odrobinę zbyt aktywnym tempem. Szczęście, że był kontrolowany, bo bez dwóch zdań spróbowałby przyspieszyć tylko po to, by chociaż odrobinę skrócić trud wspinania się pod górkę. Mimo, że wymagało to od niego dużego zaangażowania, wcale nie wymiękał: z impetem odbijał się od podłoża, dla ułtawienia złapania równowagi unosząc wyraźnie łeb i strzygąc żywo uszami, jakby w próbie wyłapania każdego z odgłosów otaczającego ich lasu.Augustus - 2019-05-02, 18:25 Jeszcze przed wjechaniem na wzniesienie Augustus przeszedł w półsiad i pochylił się do przodu, chcąc jak najbardziej odciążyć zad konia, któremu i bez tego z pewnością trudno było pokonać taką przeszkodę na swojej drodze. Przesunął ręce do przodu, oddając mu wodze na tyle, żeby mógł swobodnie wyciągnąć szyję i w miarę komfortowo wspiąć się na górę. Zależało mu teraz głównie na tym, aby trochę nastawić Dirty'ego na podstawianie zadu, bez czego teraz nie byłby w stanie spełnić prośby Augustusa. Nie miał wiele metrów do pokonania w ten sposób, w przeciwnym wypadku Stryder miałby wątpliwości przed takim manewrem, aby przypadkiem nie przepracować czterolatka i nie zrazić do terenów, nawet jeśli wydawał się mieć nieskończone nakłady energii.
Już na szczycie zwolnił karusa do kłusa i pochwalił słownie, korzystając z chwilowo płaskiego terenu.
Zjazd z górki miał się okazać trudniejszy, dlatego Augustus utrzymał go w kłusie, który zdawał się być bezpieczniejszą opcją przy tym wulkanie energii i nieprzewidywalności. Ścieżka z drugiej strony również wydawała się bardziej płaska niż wjazd, niemniej osiemnastolatek dalej pozostawał w lekkim siadzie, oparcie znajdując w strzemionach. Znowu nachylił się nad jego szyją, chcąc odnaleźć wspólny środek ciężkości, aby bezproblemowo zejść na niższy poziom, a jeśli tylko udało się to bez większych ceregieli, poklepał go po szyi, jednocześnie utrzymując w aktywnym kłusie.Dirty Vibe - 2019-05-02, 19:13 Odciążony rzeczywiście czuł się trochę lepiej w galopie, choć w dalszym ciągu musiał włożyć w każdy krok sporo siły i energii. Na wszelkie możliwe sposoby pomagał sobie w złapaniu równowagi, raz łeb zadzierając, a raz wyciągając do przodu, wszystko, by jakoś ułatwić sobie zadanie. Może i nie było to najtrudniejsze wyzwanie, jakie mogło się mu trafić, ale jak na młodego konia przystało, miał jeszcze dość przeciętny poziom zrozumienia własnego ciała, a co za tym idzie, nie był do końca "stabilny". Mimo to, obyło się bez spektakularnych gleb ani innych niewygód: choć kosztowało go to mnóstwo energii, wspiął się w końcu na szczyt wzniesienia, z nadzieją, że to już koniec galopów pod górkę. Chętnie zwolnił, przeżuwając intensywnie wędzidło i rozglądając się na boki, zaciekawiony obcą perspektywą na okolicę. Kłusował aktywnie, ale już bez większego zaangażowania, bardziej pochłonięty okolicą aniżeli myślami o tym, gdzie stawiać nogi - właśnie dlatego potknął się dwa lub trzy razy, raz praktycznie zahaczając pyskiem o ziemię. Koń sportowy, talent po mamusi. Niestety, nie mógł długo nacieszyć się widokami ani odpoczynkiem, bo zaraz czekała ich droga w dół. Dirty'ego bardzo kusiło, żeby po prostu ruszyć pełną dzidą w dół, ale Augustus skutecznie go od tego powstrzymywał, co karusa wybitnie zdenerwowało. Ze stulonymi uszami, furkocząc w niezadowoleniu, niechętnie dreptał w dół, niekomfortowo czując się z faktem, że wzniesienie samo pchało go w dół siłą rozpędu, a on na życzenie właściciela musiał z tym walczyć. Złość piękności szkodzi, więc wściekłość Dirty'ego zakończyła się gdy tylko grunt zrobił się płaski, a on nie musiał wkładać energii w wyhamowywanie swojego masywnego cielska. Wówczas kłusował już grzecznie, choć bardzo niespiesznie, ledwo spełniając absolutne minimum prędkościowym i trochę Augustusa oszukując, że ten kłusik to rzeczywiście taki aktywny, zwyczajnie rzucając mocniej nogami dla pozoru. Ale zawsze coś, nie?Augustus - 2019-05-03, 00:16 Brunet nieustannie starał się wspierać konia pomocami, aby nie zaliczyli przypadkiem jakiegoś upadku. Serce dosłownie mu zamarło na chwilę, kiedy koń nieomalże wywrócił się, co najlepsze, na terenie płaskim, co byłoby dość spektakularne, biorąc pod uwagę, że całkiem nieźle poszło mu podbijanie pagórka. Na szczęście w porę udało mu się odzyskać równowagę, by zaraz na ponownie zacząć ją tracić na zjeżdżaniu z wzniesienia. Niewiele robił sobie z niezadowolenia Dirtego, dopóki nie próbował na własną rękę zagalopować. A założywszy, że tak nie było i udało im się wyjść z tego cało, nagrodził go krótko, by po chwili napotkać się z kolejnym problemem ze strony karusa. Zaraz zaaranżował parę przejść kłus-stęp i na odwrót, parokrotnie dążąc do zatrzymania go w miejscu. Mimo że w planach miał już kończenie tego "treningu" i wracanie do stajni, nie mógł pozwolić ogierowi, aby z tego powodu się rozleniwił. Kilkoma półparadkami prosił go o resztki skupienia, a jeśli nie wystarczały te delikatne, nie oponował przed użyciem tych mocniejszych. Pozostając w kłusie i dalej walcząc o większe zaangażowanie ze strony czterolatka, odnalazł drogę powrotną, na którą zaraz go nakierował, samemu zaczynając anglezować na prawidłową nogę, choć nie na długo, bo zaraz znowu zjechał między drzewa, aby popracować nieco na łukach. Przewidując lenistwo swojego wierzchowca, dokładał wszelkich starań i przede wszystkim pomocy, aby udało mu się zachowywać kształt slalomu. Drzew w tym miejscu było zdecydowanie mniej, tak więc i łatwiej było im się między nimi poruszać i Augustus nie wymagał od niego zbyt wielu. Uznawszy, że tyle pracy w kłusie wystarczy, zwolnił go do stępa, tutaj powtarzając wszystko według schematów. Chciał dobrze rozprężyć konia, więc specjalnie zdawał się możliwie wydłużać drogę powrotną, aby mieć pewność, że nie nabawi się żadnej kontuzji.
Widząc pierwsze budynki Orchardu, odetchnął ciężko i oddał Vibe wodze, dając mu odpocząć po tym całym wysiłku. Sam natomiast poklepał go po szyi, samemu zdziwiony, że zachowywał się aż tak dobrze, oczywiście jak na niego.
/ztDirty Vibe - 2019-05-03, 13:16 Taka kolej rzeczy była mu jeszcze obca, właśnie dlatego Dirty wydawał się dosyć zaskoczony, kiedy po już męczącym treningu, u samego schyłku jego wysiłku, oczekiwano od niego równie dużo, co na jego początku. Nonsens! Mocno poirytował się w związku z przejściami, w każdym kolejnym gotując coraz mocniej, przy którymś zatrzymaniu z rzędu praktycznie zaczynając się nerwowo cofać i podrzucać przody. Stulone uszy świadczyły o wybitnym niezadowoleniu, jakie wiązało się z wysiłkiem, na który ochoty zwyczajnie nie miał - Augustus musiał poświęcić trochę czasu, aby wyperswadować Dirty'emu, że to nie on jest odpowiedzialny za wybór kiedy trening zaczynamy, a kiedy kończymy. Choć wymagało to na pewno kilkunastu długich minut intensywnej pracy, z czasem, podobnie jak i do łuków, Vibe dał się przekonać, łaskawie okazując to absolutne minimum zaangażowania w jakość swojego wykroku i przejść, ale też nie poświęcając im aż tyle uwagi, ile mógłby. To już nie była kwestia złośliwości, a zwyczajnie niemożność skupienia w obliczu nie tylko otoczenia, ale i też wszechobecnego zmęczenia. Mimo wszystko, starał się spełniać prośby swojego właściciela, niespiesznie, ale w miarę uważnie kręcąc pomiędzy drzewami. Widać jednak było, że bardzo miał już dosyć - do stępa przeszedł od pierwszego danego sygnału, wzdychając ciężko i odruchowo usiłując wyciągnąć łeb, co, ku jego wielkiemu zaskoczeniu, nie było możliwe. Znów sfrustrował się, rzucając łbem ze stulonymi uszami, choć błyskawicznie dając doprowadzić się do porządku po to, by już bliżej Orchardu celebrować oddanie wodzy machaniem głową, drapaniem się i wyciąganiem jej praktycznie aż do samej ziemi.
/ztMonroe - 2019-07-08, 08:19 Niemal od razu po wyjeździe z Orchardu skierowała Belvedere na główny szlak, który pamiętała jeszcze z nastoletnich czasów. Kiedyś stale jeździła tędy na niepewnych koniach ze względu na wiele możliwości wyboru i w miarę pewne podłoże. Kiedy potrzebowała przejrzystego oglądu otoczenia zawsze skręcała w lewo, bardziej w stronę łąk gdzie największym zagrożeniem była czająca się w trawach, wyskakująca "znikąd" zwierzyna. Przy wyborze drogi w prawo dało się dojechać do głębokiego lasu, w którym polanek było stosunkowo niewiele, ale za to ilość galopad biła na głowę wszelkie łąki, zaś na wprost las robił się już dosyć gęsty jednak wciąż od czasu do czasu, gdzieś na poboczu można było zjechać na trawę. Oczywiście każda z tych dróżek rozgałęziała się w pewnym momencie i łączyła ze sobą po mniejszym czy większym czasie, ale mimo wszystko Monroe postawiła na jazdę prosto. Tak samo jak na ujeżdżalni, starała się dać ogierowi odpowiednio dużo czasu na rozstępowanie na długiej wodzy, choć z naturalnych przyczyn nie była ona całkiem rzucona. Zrobiła ją na tyle długą, by w razie potrzeby móc od razu interweniować (nawet jeśli miałaby zebrać ją jeszcze trochę) ale jednocześnie, by ogier opuścił głowę i wyciągnął szyję. Liczyła się jednak z tym, że w terenie mógł był zestresowany czy podniecony, toteż na początku "ściągnęła" go troszkę bardziej w dół, w ten sam mechaniczny sposób co na ostatnim treningu, po czym znów oddała wodzę i interweniowała tylko wtedy, kiedy wyraźnie się spinał, caplował, drobił czy jakkolwiek inaczej rezygnował z pracy. Jeśli szedł przed siebie spokojnie, jedynie oglądając się od czasu do czasu na boku, pozwoliła mu zapoznać się z otoczeniem, kierując nim znów jedynie poprzez własny dosiad i za każdym razem mówiąc do niego, kiedy tylko zaczynał się czymś stresować. Czasami zwykłe zaufanie do jeźdźca działało cuda, szczególnie przy koniach o tak dobrym charakterze.Belvedere - 2019-07-08, 20:17 Gdy tylko opuścili teren stajni, Belvedere zaczął iść spiętym, sztywnym krokiem, wysoko zadzierając łeb. Szeroko otwartymi ślepiami spoglądał na boki i głośno oddychał przez szeroko rozwarte nozdrza, wyraźnie niepokojąc się faktem oddalenia się od innych koni. Raz czy dwa zarżał donośnie, ale im głębiej wchodzili w las, tym bardziej tracił zainteresowanie końmi zostawionymi w stajni. Nie chadzał sam w tereny. Zwyczajnie nie było ku temu zbyt wiele okazji. Nie był to jednak problem nie do pokonania, bo jak się okazało, nie był uparty i najwyraźniej nie zależało mu aż tak na tym, by nie opuszczać Orchardu.
Niechętnie poddał się Monroe, gdy ściągnęła jego łeb do dołu. Zamiast oprzeć się na wędzidle i je przeżuć w reakcji na poruszanie nim, dość długo opierał się przed tym, aż wreszcie chwilowo odpuścił, czemu towarzyszyło niezadowolone szastnięcie ogonem. Gdy przestał iść tak spięty, znowu się okazało, że idzie wolno, nie dokraczając. Nie było to nic szczególnie zaskakującego, zadaniem kobiety było mu przypomnieć raz jeszcze, że powinien się starać bardziej. Rzeczywiście wystarczyło mu zaledwie jedno upomnienie by ruszył żywiej, ale niekoniecznie był zadowolony z konieczności poruszania się w ustawieniu. Otoczenie było zbyt absorbujące by chciał się skupić na Monroe tak, jak miało to miejsce na czworoboku. Cały czas szedł jednak do przodu, raczej się nie zastanawiając. Z postawionymi na sztorc uszami patrzył w przód, choć może przydałoby się, gdyby trochę bardziej patrzył pod nogi, bo raz czy dwa zdarzyło mu się niegroźnie potknąć, właśnie dlatego, że nie miał jeszcze odpracowanego tego stępa i nie tylko miał tendencje do wleczenia się, ale też do niepodnoszenia nóg...Monroe - 2019-07-09, 08:56 Zacisnęła lekko wargi, tylko przez ułamek sekundy zastanawiając się czy podjęła dobrą decyzję, ale z braku innych możliwości musiała dać sobie radę. Póki co nie działo się nic nadzwyczajnego, a reakcja konia nie wykraczała poza ogólnie przyjęte normy. Na tym etapie starała się oddziaływać na konia siłą swojego spokoju, nie rezygnując z pomocy głosowej, którą od czasu do czasu próbowała uspokoić Belvedere. Zapewne w tej chwili nie zwracał na nią uwagi, ale przecież na ostatnim treningu było podobnie, prawda?
Czując jak emocje zaczynają nieco schodzić z ciała ogiera, pozwoliła sobie zadziałać trochę mocniej i bardziej zdecydowanie. Cały czas przerabiając dłońmi w dole, dodała łydkę i jeśli tylko ta spotkała się z brakiem reakcji natychmiast ponowiła sygnał z użyciem bacika. Jakość ruchu niemal od razu się poprawiła, a zwierzę chociaż wciąż niezadowolone, wyraźnie poddało się jej woli. Właśnie dlatego po krótkiej chwili znowu zwiększyła długość wodzy, by mógł wyciągnąć głowę i naprawdę dobrze się rozgrzać, bo póki co na ustawienie zwyczajnie nie był przygotowany. Nie chciała jeszcze stawiać przed nim poprzeczki, która w szybkim czasie mogłaby doprowadzić do bólu mięśni i zmęczenia organizmu. Teren miał pokazać mu, że da się inaczej i chociaż wcale nie było to łatwe, była gotowa poświęcić na całość dość dużo czasu. Niestety warunkiem dla wydłużenia wodzy wciąż było niskie niesienie głowy, toteż rozluźniała wodze bardzo powoli, cały czas przerabiając, by w efekcie koń nawet nie dostrzegał tak drobnych zmian jakie zachodziły w jej ręce, a jednak wyciągał szyję. Dopiero kiedy dał się sprowadzić i trochę rozluźnił mięśnie, zapewne znowu zrobiło mu się wygodniej. Na tym etapie raczej ignorowała jego rozglądanie się jeśli nie było nadmierne i starając się samym dosiadem wpływać na poprawienie ruchu, póki co nie ustawiała go na siłę. Dopiero po dobrych dziesięciu minutach (jeśli szedł prawidłowo. W innym wypadku nadal pracowała nad opuszczeniem głowy, w razie potrzeby zjeżdżając na łąkę gdzie mógł przyzwyczaić się względnie do otoczenia) takiego stępa zdecydowała się skrócić wodze stopniowo, tak by wciąż pozostawała trochę dłuższa, ale już realnie oddziaływała na konia.Belvedere - 2019-07-11, 11:29 Tym razem jednak Monroe miała większego "przeciwnika" niż ostatnim razem. Dookoła działo się za wiele by Belvedere chciał myśleć o jakiejkolwiek pracy. Brało się to głównie stąd, że wyjście do lasu było dla niego nie lada gratką, toteż nie miał ochoty na nic poza delektowaniem się tym wyjściem. Monroe jednak najwyraźniej miała inne plany...
Dał się oszukać, gdy tak subtelnie wydłużała wodze, milimetr po milimetrze. Nie dostrzegał tej różnicy i w rezultacie niósł głowę nisko, na długiej, tylko delikatnie zaokrąglonej szyi. Nie był jednak skory do zabawy wędzidłem i interesował się nim tylko wtedy, gdy Monroe poruszała nim, prowokując go do jakiejś reakcji. Myślami wciąż był gdzie indziej, co było widoczne po tym, jak łatwo się rozpraszał. Gdy z boku trzasnęła jakaś gałąź lub nieopodal zerwał się do lotu jakiś ptak, Belvedere od razu podnosił łeb i obracał go w stronę źródła hałasu. Jednak gdy jego ciekawość zostawała zaspokojona, nie opuszczał z powrotem głowy, tylko nie dawał Monroe innego wyjścia niż znowu ściągnąć go mechanicznie na dół i od nowa zawalczyć o uwagę ogiera. Krótko mówiąc, była to syzyfowa praca, ale trochę naiwnym było zakładać, że w terenie będzie równie lekko co na czworoboku. Nie jeśli dla Belka była to absolutna nowość. Gdyby częściej chodził do lasu, prawdopodobnie przestałby robić na nim takie wrażenie, a tymczasem całym sobą zdawał się mówić: "no weź, daj spokój, nie możemy się po prostu tym cieszyć?".
Robił dosłownie wszystko, by nie robić nic. Chociaż zaczął mocniej wyciągać nogi i kroczyć raźniej, to z czasem zaczął próbować podgryzać gałązki, które znajdowały się na wysokości jego wzroku. Domyślam się, że nie było to szczególnie mile widziane, więc po jakiejś trzeciej, udaremnionej próbie odpuścił sobie i naburmuszony dalej szedł przed siebie.
Podsumowując, przez większość czasu ulegał Monroe, ale zdecydowanie nie był tak skupiony i rozluźniony jak dwa dni temu i to raczej nie miało ulec zmianie.Monroe - 2019-07-11, 22:05 Na tym etapie zupełnie nie przeszkadzało jej zachowanie Belvedere i tak długo jak pozwalał sobie na pracę umożliwiającą prawidłową rozbudowę mięśni, nie cisnęła go o nic więcej. Właśnie dlatego konsekwentnie "oszukiwała go" takim sprowadzaniem głowy w stępie za każdym razem kiedy tylko zadzierał ją w poszukiwaniu źródeł rozpraszających dźwięków.
W końcu zdecydowała się zebrać wodze znów pozostawiając je dłuższe niż ostatnio na czworoboku, ale gotowe do działania. Na lekkim napięciu cały czas pilnowała, by szedł choć trochę zaokrąglony, nie podskubywał gałązek ani nie próbował w inny sposób uciekać od pracy i chociaż wydawało się to ciężkim zadaniem, w gruncie rzeczy wcale nie było tak źle. Wystarczyło sprowadzić go do ręki i przyłożyć łydkę, a kiedy tylko odpuszczał bardzo szybko mógł zauważyć, że nie wymagała niczego więcej. Pewnie prowadziła go przed siebie, nie zmuszając do przesadnego zebrania (choć w jego przypadku to i tak nie byłoby jeszcze nic spektakularnego), ale jednocześnie wymagając zaangażowania dotychczas nierozbudowanych mięśni. W końcu zdecydowała się zakłusować, prosto prowadząc go przed siebie tak jak w stępie pilnując wyłącznie dynamiki chodu, względnie dobrego zaangażowania zadu i zaokrąglenia szyi. Zapewne znowu pojawiły się momenty, w których ogier postanowił uciec od kontaktu, rozproszony dochodzącymi z zewnątrz dźwiękami, ale tym razem sprowadzała go w dół na szerokich rękach i działała niemal od razu kiedy uciekał. Po dobrych kilku minutach kłusa (kiedy miała pewność, że rozgrzał się na tyle, by dodać rozciąganie) zaczęła prosić o lekkie wyginanie na boki, starając się cały czas anglezować i nie zaburzać długości wykroku konia. Konsekwentnie prosiła go o zgięcie szyi przy ruchu naprzód, tak naprawdę nie zostawiając mu wiele możliwości wyboru. Ostatecznie nawet jeżeli nie zaczął respektować wędzidła i się rozluźniać, to zapewne choć trochę, na chwilę zaczął nieść głowę niżej.Belvedere - 2019-07-12, 11:47 Ciągle nastawione do przodu uszy sugerowały, że Belvedere nie zwracał większej uwagi na siedzącą na jego grzbiecie Monroe. Nie słuchał jej tak pilnie jak dwa dni temu, a polecenia wykonywał tylko dlatego, że nie miał w zwyczaju szarpać się z człowiekiem. Siłą rzeczy musiał jej poświęcić choć odrobinę uwagi, ale nie było w nim tej chęci do pracy co ostatnim razem. Natomiast wyraźnie ciągnęło go do eksploracji lasu i biegania, o czym kobieta mogła przekonać się z chwilą, w której dała mu łydkę do kłusa. Odpowiedział zaskakująco elektrycznie, momentalnie przechodząc do wyższego chodu i narzucając aktywne tempo. Podczas ostatniego treningu nie zdarzyło mu się to ani razu, ale teraz był wyraźnie pobudzony i naładowany energią. Zgodnie z przypuszczeniami, od razu podniósł głowę i przez chwilę był na granicy wymknięcia się spod kontroli. Ciężko byłoby jej teraz usiąść w siodle, bo usztywniony okropnie wybijał w górę, ale były jeszcze inne sposoby by go przytrzymać i zapobiec samodzielnemu wejściu w galop, do którego wyraźnie go ciągnęło. Opierał się jednak wszelkim próbom uspokojenia tempa. Najkorzystniejsze okazało się zamknięcie go w pomocach i cięższe siadanie w siodle podczas anglezowania, choć uparcie walczył z działaniem ręki, chowając się za wędzidłem lub uciekając w inny sposób. Zależało mu tylko na tym, żeby pędzić przed siebie (nawet w kłusie), a uspokojenie go na kuszącej prostej nie było takim łatwym zadaniem. Coś mi mówi, że Monroe miała szansę wrócić z tego terenu bardziej zmęczona od niego, bo jakby nie patrzeć, miał od niej dużo więcej siły i co prawda subtelnie, ale jednak wykorzystywał to na swoją korzyść.
Nawet jeżeli trwało to tylko kilka minut, to z pewnością było to wyczerpujące. Po tym czasie i jemu odechciało się kombinowania, ale jego ruch wciąż był bardziej ekspresyjny niż ostatnio. Nie zmienił się jednak poziom jego chęci do pracy, który wciąż był niski i nie wskazywał na zainteresowanie Belvedere. Stąd też dość opornie oddawał Monroe swoją szyję, wciąż woląc iść przed siebie, a nie się wysilać. Być może liczył na to, że też złamie jej opór i przekona ją do tego, że jego propozycja jest lepsza.