To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Windsor - 2015-07-11, 19:08

Także wałachowi deszcz wdał się we znaki. Czując pierwsze krople, machnął łbem, jednocześnie kładąc po sobie uszy. To jednak nie zdołało odciągnąć jego uwagi od kolejnej przeszkody; nie rozproszył się, dopadając stacjonaty zaledwie w jednej foule, skąd odbił się oddając kolejny, w pełni poprawny technicznie skok. Tym razem skok był wyraźnie krótszy, bardziej pionowy, co także poskutkowało ciut inną pracą mięśni. Windsor z upływem czasu coraz bardziej przypominał sportowca z krwi i kości - na nowo obudził się w nim zapał do walki, co teraz było widoczne gołym okiem. Nie zrażając się absolutnie niczym, dawał z siebie absolutnie wszystko.
Po drugiej stronie przeszkody, gdzie elegancko wylądował, łapiąc równowagę na śliskim podłożu, powtórnie machnął łbem, wręcz z impetem wyrzucając przy tym przody przy pierwszym kroku galopu. Rozchlapując pod kopytami mokry piach, który wręcz wciągał kopyta przy każdym kroku, pogalopował ku kolejnej przeszkodzie, teraz musząc wkładać nieco więcej siły w swój ruch. Chociaż na co dzień nie skakał przeszkód ustawionych nad rowami, to nie było to dla niego nic zaskakującego. Przeszkoda co prawda wymagała doświadczenia - wysokiego i zarazem dalekiego lotu, ale spokojnie było na to stać Windsora. Przytrzymany, siłą rzeczy przeniósł ciężar ciała na zad, kumulując w sobie energię, którą uwolnił we wskazanym miejscu. Odbicie było odpowiednio mocniejsze, by bez problemu mógł dokryć całą przeszkodę; skoczył płasko, aczkolwiek na tyle wysoko, by z niewielkim zapasem pokonać stacjonatę, ukazując nienaganny baskil. Deszcz mu przeszkadzał - lekko dekoncentrował, ale przede wszystkim znacząco pogarszał przyczepność do podłoża, co zaczęło skutkować tym, że ślizgał się nieco zarówno przy odbiciach, jak i lądowaniach. W tej samej linii stała kolejna, szósta przeszkoda, także nie zbaczając z kursu, równym i dynamicznym galopem dogalopował do jej końca, by odbić się przed okserem. Z racji grząskiego podłoża wkładał w wybicia więcej siły, co rzutowało na wyższe loty, wciąż jednak raczej proste do wysiedzenia. Rozciągnąwszy się nad okserem, starannie poskładał przody i daleko wyciągnął szyję, nie zapominając o otwarciu się zadem. Wylądował daleko, rozbryzgując błoto i ochlapując się nim aż po pierś. Zgodnie z oczekiwaniami, pierw postawił na ziemi lewą nogę, co teraz poskutkowało galopem na tę właśnie kończynę.

Mistrz Gry - 2015-07-11, 19:10

MIA ALIGHT & WINDSOR



    99; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
    Opis:
    Ukończyliście parkur na czysto pomimo nieustającego deszczu.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Pleasure - 2015-07-11, 19:39

Szkoda, że postanowiła zachowac tą ostrożnośc i nie próbowac zawalczyc o pierwsze miejsce, bo potencjał Forbidden dawał jej duże pole do popisu. Mogła duży zyskac pod warunkiem, że odpowiednio poprowadziła rudą. Ale czy tak właśnie było? Niemka niewątpliła dusiła w sobie mnóstwo energii, dużo więcej niż "trochę" i dobrze się składało, że ciemnowłosa postanowiła to wykorzystac. Wypuszczenie jej poskutkowało natychmiastową reakcją pod postacią imponującego poszerzenia foulee. Mocniej pchając się zadem zadarła nieco łeb, z radością oddając się wzrastającej z każdym krokiem prędkości i póki co nie myśląc o tym, by wracac do spokojnego, równomiernego tempa. W tym wszystkim siedmiolatce tak spieszyło się do kolejnej przeszkodzie, że wyjeżdżając z zakrętu - nawet nie ściętego, co było zadziwiające i raczej nie leżało ani po stronie jeźdźca, ani wierzchowca - potknęła się, na kilka sekund tracąc równowagę i przenosząc niemal cały ciężar na swoje przody. Ku ich radości udało się uniknąc nieszczęścia, bowiem waleczna ruda małpa, nadal nie kryjąc swojego zapału i chęci do skakania, zupełnie nie przejmując się zachwianiem równowagi amazonki, szybko odnalazła się w nowej sytuacji i powróciła do poprzedniego, trochę nerwowego galopu na tyle szybko, by oddac bezbłędny skok. Stanowcza łydka w trzeciej foulee niepotrzebnie podsyciła temperament rudej i skończyło się to tym, że wybiła się trochę bezsensownie i nieekonomicznie, wykonując lot na przesadną wysokośc. Zostawiając po sobie imponujących rozmiarów zapas przeleciała nad stacjonatą, podczas skoku podkurczając wszystkie z umięśnionych kończyn i wyciągając przed siebie łabędzią szyję w celu złapania równowagi. Lądowanie, w związku z wysokimi lotami, było raczej mało przyjemne w odczuciu dla dziewiętnastolatki, czym klacz oczywiście nie miała prawa się przejąc będąc do tego stopnia zaabsorbowana pokonywaniem parkuru. Nadal nie myślała o spokojnym tempie, do którego niemniej zmusiło ją ścięcie zakrętu przez amazonkę. Z lekkim zawahaniem, ale nadal precyzyjnie i w harmonii wykonała ostry, raczej nieprzyjazny zakręt na szóstą przeszkodę, z momentem znalezienia się na wprost do niej kierując w tamtą stronę oba radary. Nie było potrzeby poszerzania kroku, a przeciwnie, dla lepszej jakości skoku przydałoby się przytrzymanie, byc może nie jedno. Oczywiście jedna półparada nie wystarczyła, by powstrzymac Forbidden, dlatego wyprzedzając sygnały jeźdźca oddała daleki, widowiskowy skok, odbijając się foulee wcześniej, niż powinna. Cudem przeleciała na drugą stronę bez zrzutki, popisując się wspaniałą siłą skoku i sugerując organizatorom, że przydałby się jakiś tripplebar! :lol: Na lądowaniu zgubiła równowagę, niemniej równie szybko co po wcześniejszym potknięciu ją odnajdując i już bez wygłupów dogalopowała do siódmej przeszkody a zarazem linii mety, z radością przelatując nad okserem bez najmniejszego problemu. Mia prawdopodobnie miała mały kłopot z tym, żeby zwolnic do kłusa rozentuzjazmowaną kasztankę, która tryskała szczęściem i energią. Ostatecznie przeszła do szybkiego kłusa, wyciszając się dopiero po dłużej chwili spędzonej w tym chodzie na rozprężalni. Podczas rozstępowania, podobnie jak i w kłusie, na początku była trochę zbyt podekscytowana, a z każdą kolejną minutą nadmiar tego entuzjazmu malał, by ostatecznie zupełnie zniknąc. Na miejsce tej rozjuszonej Forbidden znów wstąpiła znudzona, trochę zbyt leniwa ruda małpa. Należały się owacje dla samej Mii, skoro udało jej się ją "obudzic". Wraz z nią ruszyła do stajni, gdzie ze względnym spokojem zniosła wszelkie zabiegi pielęgnacyjne, a przez całą resztę dnia relaksowała się w swoim przytulnym mieszkanku.
/zt.

Unexpected - 2015-07-11, 23:15

Po szóstce para ładnie się pozbierała jadąc w poprzednim ustawieniu, gniadosz nie miał problemów z szybkim przełożeniem z jednej postawy w drugą zmieniał je niczym rękawiczki. Szybko dostrzegł przed sobą nową przeszkodę, zastrzygł tym samym lekko lewym uchem na amazonkę.Przytrzymany znalazł z amazonką optymalne miejsce według obojga do oddania skoku, bez cienia zawahania po sygnale uniósł przodu mocno wybijając się z zadu. Według zaleceń Taylor oraz własnego doświadczenia złożył przody po siebie, podkurczając tyły oraz wyciągając się nad tą wąską przeszkodą. Podczas lotu poczuł sygnał spadnięcia na lewą nogę to też wysunął ją nieznacznie do przodu by w takim ustawieniu opaść na ziemię, podczas drogi do ósemki wybrali obszerniejszy dystans na ich szczęście jak później się okazało, wcześniej dodali jeszcze w tempie ale nie potrwało to zbyt długo. Ogier nie zauważył bruzdy o którą dość mocno zahaczył kopytem i ujechał lekko na podłożu na szczęście utrzymując ciało w pionie, poczuł jak Tay upada na jego grzebień ale nie przejął się tym. Mimo walki konia jak i jeźdźca i próby uratowania najazdu oraz prawidłowego skoku nie do końca wszystko im wyszło jakby chcieli. Za późno się odbyli bo najazd był stanowczo za krótki i ogier przy podciąganiu przodów trącił drągi przodami furknął tym samym nie zadowolony zaraz lądując po drugiej stronie. Gniadosz również starał się by skończyli przejazd stosunkowo w całości bez większej ilości punktów karnych, między przed ostatnią przeszkodą a ostatnią dodali w tempie by oddać ostatni za pewne widowiskowy skok w tym samym stylu co poprzednie nie licząc wpadki. Pochwalony lekko zarzucił zadem bo kto mu zabroni już po :lol2: By udać się na rozprężalnie a później do stajni.

z.t

Nicol Illas - 2015-07-11, 23:30

Z sporymi trudnościami ale udało im się pokonać drugi człon szeregu, przez trudną walkę n powrotem do normalnego ustawienia i prawidłowego skoku kobieta odczuła skurcz w lewej nodze. Cicho syknęła starając się pozbyć tego nie przyjemnego uczucia ale było trudno co poradzić? Musiała dać radę w końcu tylko trzy przeszkody zostały ! Po piątce przez nie udaną próbę na szeregu oraz skurcz zdecydowała się na obszerniejszy najazd na szóstkę za czwórką, pokierowała klacz po łuku do przeszkody naprostowując ją na okser i przytrzymując lekko by skok był raz że efektowniejszy, dwa bardziej z zadu by miał więcej siły w sobie. Po oddaniu skoku zdecydowała się dodanie w tempie nadal się krzywiąc choć musiała pozory zachować. Tutaj również zdecydowała się na obszerniejszy najazd za dwójką po łuku dojeżdżając do siódemki. Spokojnym aktywnym tempem choć z nadal lekko trzymającym skurczem wszystko było trudniejsze niż normalnie nie poddawała się, najazd, łydka, półsiad, oddanie wodzy oraz złożenie się z koniem. Ponownie lekkie dodanie o ile klacz zrozumiała delikatne sygnały bo noga była upierdliwa, lekki skręt, naprostowanie i oddanie ostatniego skoku dla tej pary. Pochwaliła kasztankę za jednak udany jej debiut, zawsze mogło być gorzej albo lepiej. Tak czy siak rozkłusowała oraz rozstępowała ją i zjechały do stajni.

z.t

Salire In Ignis - 2015-07-11, 23:59

Po tym, jak podczas skoku przez szereg niemal strąciła jedną z belek, druga jednak okazała się dla niej zbyt trudna do poprawnego pokonania. Niemalże wpadła na przeszkodę, uszkadzając ją do tego stopnia, iż nie można było już uratować tego skoku. Strąciła belkę, przez co przez kilka chwil zagryzła się na wędzidle, odmawiając wszelkich pomóc ze strony jeźdźca. Jednak uporczywość Nicol, mimo skurczu, jaki ją męczył sprawiły, iż po nieudanym skoku pogalopowała dalej, naprowadzona na kolejną przeszkodę. Jak się okazało, do końca przejazdu zostało im do pokonania zaledwie trójka. Amazona chyba wolała dmuchać na zimne, ponieważ wolała zrobić nieco większy najazd, po łuku, co jednak poskutkowało tym, że klacz ustawiła się poprawnie, po czym wybiła się i oddała skok. Udało jej się przeskoczyć okser, choć była w delikatnym szoku, po tym co się przed chwilą wydarzyło.
Zdała się jednak na jeźdźca, który odpowiednio naprowadził ją na kolejną z przeszkód - stacjonatę, która była przedostatnią z przeszkód. Tę również pokonała bez problemu, słuchając się uważnie pomocom amazonki. Okser, był ostatnią z przeszkód, jakie miała pokonać podczas tego przejazdu. Oddała skok, bez problemu pokonując przeszkodę i lądując na ziemi. Prychnęła cicho, a po rozkłusowaniu została zabrana do stajni.
z/t

Friskey Whiskey - 2015-07-12, 20:13

Wchodząc na parkur siwy rozejrzał się bacznie, obserwując nie tylko przeszkody ale i zgromadzone tu konie. Jak na ogiera przystało zarżał donośnie wciąż krocząc przed siebie z dumnie napiętym ogromnym szyjskiem.
Friskas zagalopował płynnie jak na konia o profilu ujeżdżeniowym przystało, był głównie ujeżdżeniowcem ale skoki czy cross nie powinny stanowić dla niego większego wyzwania.
Najeżdżając na pierwszą przeszkodę siwy galopował równo, płynnie i rytmicznie, w swoim tempie. Ze względu na spore gabaryty krył jednocześnie sporo terenu. Czekając na sygnał jeźdźca, odbił się w odpowiednim momencie pokonując pierwszą przeszkodę ze sporym zapasem. Lądując na prawą nogę, ogier nadal galopował powoli wytracając jednak prędkość, zdarzało się mu być leniuszkiem. A nie znając za dobrze jeźdźca siwek nie bardzo zdawał sobie sprawę z tego kto na nim siedzi.
Dlatego pokonując drugą przeszkodę trochę olał jej zabójczą wysokość co poskutkowało puknięciem kopyt w drąg, który na szczęście nie spadł.
Mając przed sobą okres siwy wyraźnie przyśpieszył za sprawą Jonah'a co pozwoliło parze na bezbłędnie oddany skok, podczas którego Whiskas ładnie pracował szyją i ciałem, aby nie zahaczyć o żaden drąg.
Po pokonaniu oksera siwek jakby trochę odżył, przez co na przeszkodę numer cztery galopował już nieco żwawiej co przyczyniło się do oddania kolejnego czystego skoku z pomocą jeźdźca, który umiejętnie kierował siwym, który jak na Friskasa przystało uwielbiał kombinować.

Mistrz Gry - 2015-07-12, 22:51

JONAH WRENS & FRISKEY WHISKEY



    32; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
    Opis:
    Po pokonaniu piątej przeszkody konia złapał skurcz w zadzie, po lewej stronie, co wpłynęło na swobodę ruchów. Wyraźnie mu to doskwierało, niemniej dał radę ukończyć parkur na czysto.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Jonah Wrens - 2015-07-12, 23:20

Prostując siwensa po zakręcie, ustawiłem go na środek piątki i doprowadziłem go w trochę mocniejszym tempie do przeszkody. Mając jednak ogiera pod pełną kontrolą.
Wyliczyłem sobie foule i po wykonaniu ostatniej dałem mu sygnał do skoku, po czym zrobiłem półsiad. Oddałem rękę zgodnie z ruchem jego głowy, a gdy cofnąłem się do siodła po skoku poczułem dziwny wykrok lewej tylnej. Odciążyłem nieco zad ogiera, robiąc półsiad dostosowany do galopu i w taki sposób prowadziłem go na prawo do kolejnej przeszkody. W miarę możliwości zerknąłem na kończynę sprawdzając czy wszystko jest w porządku.
Jako że zostały ostatnie dwie przeszkody postanowiłem go doprowadzić do końca. Dlatego też wsiadłem w siodło dopiero na ostatnim zakręcie do szóstki. Wtedy znowu dołożyłem pomoce do łagodnego korytarza, żeby doprowadzić siwka do stacjonaty. Przed przeszkodą dałem mu wyraźniejszy sygnał i od razu poszedłem razem z Friskeyem do góry. Starałem się go jak najmniej obciążać dlatego połowę drogi do siódemki pokonałem w półsiadzie. Dopiero w drugiej części cofnąłem się w siodło i wycofałem plecy. Mając pełną kontrolę nad koniem dałem mu wyraźny sygnał, tym samym zachęcając go do oddania kolejnego skoku. Oddałem mu tyle wodzy ile potrzebował, a następnie po pokonaniu parkuru galopowaliśmy chwilę w półsiadzie.
W taki sposób zjechałem z parkuru, po czym zatrzymałem ogiera i zeskoczyłem z niego, prowadzając go w ręku.
/zt

Mistrz Gry - 2015-07-12, 23:24
Temat postu: Jonah Wrens & Iron Soldier
JONAH WRENS & IRON SOLDIER



    42; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;
    Opis:
    Od razu po ruszeniu na pierwszą przeszkodę, para spotkała niedogodności ze strony pogody. Urwanie chmury nie sprzyjało wierzchowcowi, który zdenerwowany nagłym deszczem zdezorientował się i oddał płaski skok czego konsekwencją było trącenie i zrzucenie jednego z drągów. (przeszkody 1-4a)




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Jonah Wrens - 2015-07-12, 23:51

Wprowadzając mojego Żołnierzyka na parkur, od razu rozejrzałem się po wszystkich przeszkodach. Wcześniej już miałem jak każdy inny możliwość przejścia się po przeszkodach. Dlatego nie czekając na nic oprowadziłem skarogniadego wokół najstraszniejszych przeszkód. Szczególną uwagę konia zwróciłem na stacjonatę z wodą.
Gdy już Iron zapoznał się z parkurem, skinąłem głową i pozbierałem go, by poprosić o zagalopowanie na prawo.
Dosłownie w momencie gdy wykręciłem ogiera na pierwszą przeszkodę z nieba lunął deszcz, który nie był niczym przyjemnym. Czułem jak Iron rozstraja się co również i mnie wytrąciło z rytmu. Dlatego nie mogłem już zrobić nic gdyż byliśmy za blisko przeszkody. Niby się wycofałem w siodle, domknąłem go w pomocach i dałem sygnał do skoku, jednakże ogier oddał zbyt płaski skok i usłyszałem wpierw głuche puknięcie, a zaraz za tym odgłos drąga uderzającego ziemie. Trudno.
Po wylądowaniu dalej na prawą nogę, pogładziłem szyję skarogniadego, by nie przejmował się zbytnio zrzutką. To był jego debiut, dla mnie największym sukcesem było to, że dzisiaj stanęliśmy na parkurze razem.
Wracając jednak do sprawy, doprowadziłem Niemca łagodnym łukiem na środek kolejnej przeszkody. Zachowujac delikatną rękę, wycofałem plecy i domknąłem go łydkami, również w razie czego mając w pogotowiu wodze - gdyby chciał spłynąć. Udało mi się doprowadzić ogiera do końca i dać sygnał do skoku. Tym razem pokonaliśmy przeszkodę na czysto w dobrym stylu.
Po wylądowaniu od razu domknąłem go w łydkach i poprowadziłem w korytarzu po ciasnym zakręcie do trójki. Trochę próbowałem wierzchowca jak sobie poradzi w takich sytuacjach, ale jak się przekonałem - po daniu sygnału do skoku szczęśliwie pokonaliśmy kolejną przeszkodę.
Po stacjonacie przesunąłem prawą łydkę za popręg, by zmienił nogę na lewą. I pozostałem w półsiadzie. Dopiero zakręcając na pierwszy człon szeregu wsiadłem w siodło i wycofałem się do tyłu. Zamknąłem łagodnie ogiera w pomocach i doprowadziłem go i do tej przeszkody. Tym razem dałem mu wyraźniejszy sygnał, by na pewno dokrył okser. Oddając mu tyle wodzy ile potrzebował, wróciłem do siodła po skoku i zamknąłem go w najeździe na drugą przeszkodę szeregu.
Widziałem, że się poprawił w skokach, nauczył się.

Iron Soldier - 2015-07-13, 01:36

Iron wchodząc na parkur zdecydowanie przejawiał objawy stresu. Energicznie machał ogonem, łypał oczami na prawo i lewo, próbował zadzierać głowę i napierać nawet czasem na wędzidło. Wyczuwał chyba pogodę, że coś jest nie tak. Z resztą to jego pierwszy raz na konkursowym parkurze! Jonah też musiał gdzieś w podświadomości mieć troszkę stresu, co koń wyczuwał. Jednak Żelazny zdążył się przekonać co do prawości swojego człowieka i gdy ten prowadził go między przeszkodami najpewniej starając się go jak najlepiej uspokoić, Iron istotnie troszkę wyluzował. Do czasu, aż zobaczył wodę pod stacjonatą! Zjeżył mu się włos na głowie, gdy słońce odbiło się od przezroczystej tafli tej nieznanej ogierowi cieczy... Zaraz, zaraz! Nieznanej? Jo z pewnością zajął się podprowadzaniem go do straszydła, a więc Soldier wykazał się odwagą i wyciągnął szyję do stacjonaty, węsząc uważnie w powietrzu. Dotknął chrapami przeszkody i wzdrygnął się, a potem z ryjem przy ziemi przyjrzał się wodzie. Zachrapał głośno i machnął łbem, a potem spojrzał w dół jeszcze raz. Odetchnął głęboko, parsknął kilka razy i podniósł głowę, najwidoczniej uspokojony.
Ruszył wedle woli jeźdźca, rytmicznie wpisując się w ustawienie. Ufał ręce właściciela, podążając za nią. I gdyby nie te cholerne warunki pogodowe, pojechałby pewnie ze sto razy lepiej! Ale niestety, nagłe urwanie chmury zaniepokoiło konia. Wręcz przestraszyło, powodując wyraźnie konkretniejszą foulę. Jo próbował, ale nie dał rady pomóc Soldierowi. On też musiałby użyć bardzo wielkiego nakładu siły aby z takiego położenia uratować ten skok. Skoczył więc płasko, wypuszczając głośno powietrze z chrap. Prychnął niespokojnie, czując drąga pod kopytem i słysząc za sobą jak upada.
Z tego wszystkiego poziom stresu mu podskoczył i pierwsze dwie foule po lądowaniu pojechał lekko chaotycznie, stawiając nogi byle jak. Jednak dotyk dłoni Jonaha na szyi jakoś na niego wpłynął, no i pomoce jeźdźca w dalszym ciągu były nieopisanie zbawienne i poprawne.
Pokonał zakręt do końca bardzo przyzwoicie, idąc rytmem nadanym przez Portugalczyka. Prychnął przy wybiciu, wydłużył szyję na tyle na ile trzeba i gładko przeleciał nad stacjonatą. Poczuł wiatr w grzywie! Udany skok poprawił mu samopoczucie i teraz był bardzo skoncentrowany na swoim jeźdźcu. W ostry zakręt wpisał się wyjątkowo dobrze, całkowicie polegając na wyczuciu Jonaha. Opisał się na jego łydce i wypłynął spod jego rąk na trzecią przeszkodę. Stacjonata niższa od poprzedniej, a więc tym lepiej i bezpieczniej. Iron pięknie wyskoczył nad drągami, a kończąc nawet poprawił zadnimi, przez co leciutko zakłócił lądowanie i wylądował w galopie na prawą stronę. Jednak bez problemu się odnalazł i wykonał lotną zmianę tak prędko, jak mu to Jonah nakazał.
Zaczepił rozpalony wzrok na szeregu. Oswoił się z otoczeniem i skupił teraz tylko i wyłącznie na jeźdźcu, skakaniu i niedotykaniu drągów. Zapomniał eis trochę, nastawiając parę uszu do oksera; próbował wyciągnąć mocniej tempo. Może to przez półsiad zastosowany przez jeźdźca? Wolniejszy grzbiet i te sprawy, wiecie. Poczucie wolności! Ogier chciał wyraźnie popędzić do przodu, ale opamiętał się i pozwolił sobie tylko na tyle, na ile Jo mu pozwolić zechciał. Dawał się prowadzić gładko i bez zarzutu, odpowiadając bezbłędnie na pomoce jeźdźca. Ale wyraźnie czuć było, jak buzuje w nim energia. Chwila zapomnienia ze strony Portugalczyka i mogło być nieciekawie.
Wycofanie się w siodle wyraźnie pomogło Żelaznemu skupić się na najeździe i wybiciu. Skierował całą swoją potężną silę w zadnie nogi, wylatując wysoko tak, że pokrył tego oksera nawet z zapasem! Daleko był od choćby muśnięcia drąga kopytami. Wylądował łagodnie na tyle, na ile można z takiej wysokości poprawionej kilkunastoma centymetrami ogierzej ambicji. Zamknięty szczelnie w Jonahowych pomocach nie wymknął się spod jego kontroli i nie napalił się na kolejną przeszkodę w szeregu. Zdecydowanie nie. Był teraz nieziemsko skupiony na powierzonym mu zadaniu.

Mistrz Gry - 2015-07-13, 09:46

JONAH WRENS & IRON SOLDIER



    89; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis:
    Przeszkody 4b-6 bez problemów.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Christian Levrull - 2015-07-13, 13:26

Już w trakcie rozgrzewki z karą pojawił się mały problem - z jego strony. Mianowicie od samego początku kiedy usiadł w siodło miał problem ze skurczami na jednej z nóg. Było to na tyle dekoncentrujące, że zdecydował się poprosić znajomego jeźdźca o rozprężenie mu konia, samemu obserwując jego jazdę - czy raczej bardziej dzisiejszy stan Bad. Ostatnio raczej bywali w średniej formie, więc liczył na to, że tym razem choć trochę się odbiją. Kiedy zakończyli rozgrzewkę i ból nogi zmalał, więc Christian wsiadł z siodło, stępując klacz po rozgrzewce z kim innym, ustawiając już ją pod siebie przed startem.
Słysząc, że są wywołani, na zamkniętych pomocach ruszył kłusem na teren parkuru, bez wahania jeździł pomiędzy przeszkodami z klaczą, a ewentualne jej zawahania korygując w pewnej jeździe do przodu. Wiedział, że nie ma ona większych problemów ze straszakami, ale wiadomo, taka była "kolej rzeczy", że zawsze może się pojawić coś nowego. Nadal czuł pulsującą nogę, aczkolwiek czuł również, że bez problemu może się poruszać z klaczą w każdym chodzie.
Po sygnale przeszedł do stępa, ukłonił się przy okazji poklepał czarną bestię po szyi na rozluźnienie. Zagalopował na prawą nogę pozwalając sobie wykorzystać czas i przejechać szeroko pod ścianą w stronę pierwszej przeszkody, tak samo jak to zrobił z Szerker'em. Od początku korygował tempo, prowadząc ją aktywnie,odciążając przód, motorykę wrzucając bardziej na zad. Półparady, które miały zmotywować ją do wejścia na kontakt i lekkie ustawienie, więcej w trakcie skoków nie było trzeba. Za szeregiem nadal przyklejony do ściany naprostował klacz na okser, zamknął w pomocach samemu siadając pewnie, acz elastycznie w siodło, pilnująca do końca łydka, płynnie idąca za ruchem ręka korygująca w razie czego wykrzywienia jej ciała. Do miejsca wybicia taka "postawa", następnie wypuszczenie jej do skoku łydką, samemu wchodząc za jej ruchem w prawidłowy półsiad, z idącą za jej pyskiem ręką, oparciem w strzemionach, które następnie wykorzystał do lądowania. Po lądowaniu korygująca łydka do złapania równowagi jak i by nie utracić wcześniejszego tempa i pewna jazda na wprost, gdyby jednak klacz za mocno się nakręciła - wyciszał ją półparadami.
Dojazd do kolejnej przeszkody po łagodnym łuku, nie walczył z klaczą zanadto, widząc, że bardzo dobrze ją się dziś prowadzi (odpukać!). Sam pilnował się na tyle, by jego jazda była dla klaczy przyjemna i zachęcająca - nie obijał się, pilnował swój dosiad jak i pracę w siodle, mimo bólu w nodze. Parę fouli przed stacjonatą trochę wycofał klacz na zad, podnosząc przód, korygując ewentualnie proste ciało i w miejscu wybicia łydką posłała ją w skok, samemu wchodząc w półsiad. Lądowanie na prawo i od razu wycofanie wraz z łydką do mocniejszego zakrętu w prawo.
Pozwolił sobie na odważny skrót do trójki chcąc nadrobić trochę czasu, jako, że i tak po zakręcie była możliwość tych ok. 3 fouli, więc dojazd do przeszkody mógł być zrobiony na spokojnie. Klacz była na tyle zwrotna, że w jej przypadku nie obawiał się błędu - tak jak w przypadku Szerker'a. Jej prawidłowe wyszkolenie ujeżdżeniowe działało w tym wypadku mocno na plus, a zad miała już na tyle mocny, by skok pokonać na czysto. W zakręcie prowadził ją na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną jedynie lekko pulsując jako jedna z części półparady. Wypychał wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodzę, zewnętrzną łydką kontrolując tempo i zad. Zakręt pokonali w harmonii i równowadze, więc z dojazdem do stacjonaty nie mieli większych problemów - i ją pokonali na czysto.
Do szeregu troszkę dodał, by parę fouli przed znów wziąć ją na siebie, nie tracąc tempa, ale koncentrując ciało klaczy bardziej na zadzie. Na pierwszy człon poprowadził ją na środek, by nie spłynęli dodatkowo podpierając klacz zamkniętą łydką. W miejscu wybicia posłał Bad do skoku, samemu skupiając się na tym by nie stracić równowagi jako, że zaraz mieli do przeskoczenia kolejny człon. Powrót w siodło i skupienie od razu na drugim członie już z wycofanym ciałem, mocnym oparciem w strzemieniu i koniem, przymkniętym w pomocach skorygowanym tak, by nie wyciągnął się zanadto.

Jonah Wrens - 2015-07-13, 13:41

Już teraz miałem ochotę zdrowo pochwalić Irona, jednak żeby go nie rozstroić darowałem to sobie. Wyluzowałem się znacznie po tych kolejnych przeszkodach i byłem pewny co do mojego wierzchowca. Niewątpliwie radził sobie na parkurze i był do niego doskonale przygotowany. Zapomniałem o tej wpadce na początku, ale czemu się dziwić? Pierwszy raz postawiłem go w takiej sytuacji, a dodatkowo pogoda nie była dla nas łaskawa.
Niesiony tym uczuciem pewności, dalej prowadziłem ogiera, wcisnęliśmy foule czy dwie między przeszkodami i dałem Żołnierzykowi kolejny sygnał do oddania skoku. Wyszedłem z ręką i półsiadem tak, by ogier mógł swobodnie ułożyć się w skoku. Stopniowo luzowałem mu pomoce, aby móc prowadzić go spokojnie. Bez zbędnej szarpaniny, czy też kurczowego trzymania. Mimo tego istniały granice rozsądku, musiałem mieć nad nim kontrolę, gdyż czułem jak jest nabuzowany. Miał doskonale wiele energii, którą rozsądnie wykorzystywałem w skokach, takich jak ten nad okserem. Na szczęście i skarogniady to rozumiał, dając mi rozłożyć jego siły w dowolny sposób.
Lądując po szeregu na lewą nogę, nieco go pozbierałem gdyż wiedziałem, że czeka przed nami stacjonata z wodą. Lekko docisnąłem łydki do jego boku i odetchnąłem spokojnie. Uspokoiłem się, by i on mógł wziąć ze mnie przykład. W końcu musiał polegać na moim doświadczeniu, prowadziłem synalka, który będąc niedoświadczonym mógł ufać tylko mi w kwestii przeszkód. Dlatego też powoli odchyliłem plecy do tyłu i przygotowałem go do takiego samego skoku, jak te poprzednie. Nie skupiałem się na wodzie, ignorowałem ją. Chciałem żeby i skarogniady przestał się nią przejmować i potraktował to jako szerszą przeszkodę - nic więcej.
Tuż przed wodą dałem mu sygnał i cicho cmoknąłem zachęcając go bardziej do oddania skoku. Spodziewałem się w tym momencie bomby w górę ze strony Irona, toteż zrobiłem półsiad z zapasem na właśnie taką sytuację. Wracając w siodło wraz z zetknięciem się kopyt skarogniadego nie dałem mu wiele do myślenia, od razu poprowadziłem go w prostej linii do kolejnej przeszkody. Wykorzystałem jego (zapewne) podekscytowanie po pokonaniu nowej przeszkody i w takim stylu dałem mu sygnał do kolejnego skoku nad okserem. Również tutaj zrobiłem głębszy półsiad dając mu ogromną możliwość na popis gdyby jednak spróbował oddać solidniejszy skok. Po pokonaniu szóstki zostałem w półsiadzie, by połowę dystansu tak przegalopować.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group