Jonah Wrens - 2018-03-30, 11:47 Tylko zerknąłem czy Shock nie chował się za bardzo w tym galopie i wtedy lekko go podnosiłem zewnętrzną wodzą żeby sobie zdrowo galopował. Gdy zaskoczył mnie swoją reakcją ponosząc do drąga i po nim, musiałem zaprzeć się w strzemionach i chcąc, nie chcąc wypchnął mnie do niskiego półsiadu. Cofnąłem ramiona i tylko łydką spróbowałem go dojechać do przodu, byleby przestał brykać. Na moje nieszczęście wpadł na głupszy pomysł, więc usiadłem mu na plecach, cofnąłem się na maksa i podniosłem zewnętrzną wodzę spychając go z zewnętrznej strony do środka. Postarałem się wykręcić jego głowę do środka, żeby stracił pewność do oddania skoku nad ogrodzeniem, a że miałem wielokrążek zapięty też o ostatni pierścień, to powinien troszeczkę pomyśleć. Z zewnętrznej strony docisnąłem do jego boku ostrogę pilnując tego, żeby zostać na jego zadzie. Jeśli wrócił pod kontrolę to mógł galopować dalej, a gdyby jego głowa dalej próbowała trzymać się starego planu to po chamsku go zatrzymałem.Shockwave - 2018-03-30, 17:20 Skręcając w ostatniej chwili Jo zmusił Siwego nie tylko do lotnej zmiany nogi, ale również wzmożonego zachowania równowagi w trakcie tego ostrego zakrętu. Wykręcony do środka łeb chwilowo uniemożliwiał mu jakiekolwiek niebezpieczne manewry, dzięki czemu mężczyźnie udało się uniknąć wyskoczenia z parkuru. Widocznie wiosenna pogoda i lekki wiaterek były wystarczającym pretekstem do tego, aby Siwy pokazał, że poczuł wiosnę.
Galopując dalej nieco spuścił z tonu, choć w pewnym momencie raz jeszcze zaczął przyśpieszać i wesoło oddał z zadu zwyczajnie ciesząc się i nie robiąc tego złośliwie. Dopóki Jo z nim nie walczył i wykazywał zrozumienie ogier powoli zaczynał się uspokajać i odpuszczać, gdyby jednak próbował po chamsku rozmawiać z nim poprzez kiełzno Siwek wściekle schował uszy w srebrnej grzywie na nowo podejmując walkę.Jonah Wrens - 2018-03-31, 00:28 Wszystko rozumiałem, dopóki było to bezpieczne. Nie mogłem tak do końca lekkomyślnie postępować bo nie miałem wpływu jedynie na swoje życie. Dlatego nie skakaliśmy ogrodzeń, a jego nakręcanie się gasiłem. Gdy ponownie wesoło sobie bryknął, cofnąłem się na jego plecy i półparadą cofnąłem go na siebie. Jeśli chciał galopować to okej, ale nie bezsensownie przed siebie. By przeszkodzić mu w tych niecnych planach, zwolniłem go możliwie najbardziej i spokojnie, cofnąłem ramiona, a zewnętrzną łydką zacząłem go spychać. Wewnętrzna stanowiła oparcie, a ręce minimalnie nadały zgięcie do wewnątrz. Takim o to sposobem wymuszałem na nim ciąg w galopie, żeby dojechać w miarę możliwości do połowy parkuru i tutaj zrobić lotną i spokojnie wrócić na ścianę zgodnie z kierunkiem galopu. Dopiero na następnej przekątnej zrobiliśmy to samo, tyle że na końcu zamiast po powrocie na ścianę galopować dalej cofnąłem mocno plecy, załóżmy,że lewą łydkę jako zewnętrzną zacząłem ponownie go spychać. Prawą rękę dla ułatwienia odciągnąłem na bok, a lewą przysunąłem do szyi konia. Starałem się zrobić z nim półpiruet, w miarę możliwości. Bo brałem pod uwagę to, że oboje jesteśmy skoczkami z krwi i kości, a nie pingwinami. Dlatego jeśli obrócił się nawet po małej wolcie to mi, to wystarczyło. Zatrzymałem go po dwóch foulach galopu, cofnąłem na trzy kroki i ponownie zagalopowałem. Nie chciałem żeby się nudził, a skoro chciał się wybiegać to wymyślałem ćwiczenia. Stąd żeby zrobić półpiruet i zatrzymanie z cofnięciem na drugą stronę, zmieniliśmy kierunek przez przekątną z wykorzystaniem lotnej.Shockwave - 2018-03-31, 20:27 Wykonując ciąg w galopie zaczął się złościć musząc w tym samym momencie poruszać się do przodu i w bok dodatkowo mocniej przenosząc ciężar ciała za muskularny zad. Nie podobało mu się to ograniczenie, lecz z drugiej strony miał świadomość tego, że musi podporządkować się mężczyźnie. Byli kumplami nawet, jeśli momentami dochodziło do starcia charakterów i mało kulturalnej wymiany zdań.
Wykonując lotną podbił wysoko zadem i wrócił na ścianę galopując już na poprawną nogę. Raz jeszcze zaproszony do wykonywania ciągu mocniej naparł na wędzidło i raz jeszcze zmienił nogę ostatecznie zostając poproszony o wykonanie półpiruetu.
Podniesienie się przodem nie było trudne, ale już owinięcie wokół wewnętrznej tylnej nogi wcale nie było takie łatwe. Wtulając uszy w grzywę wykonał go w miarę swoich możliwości ostatecznie jednak robiąc to, o co go prosił Jo.
Po wykonaniu cofania ruszył ponownie galopem raz jeszcze wykonując próbę podejścia do półpiruetu, mniej lub bardziej udanego.Jonah Wrens - 2018-04-01, 22:53 Mnie za to ucieszyło, że ogier się poddał mimo swoich zapędów, więc przymrużyłem oko na te oddanie z zadu. Zresztą kiedy tak nie robiłem w jego przypadku? Pewnie w jakiejś części sam sobie zafundowałem te jego swobodne brykanie pod siodłem. Gdy doszło do naszych półpiruetów, od razu go poklepałem po szyi gdy galopował już przed siebie. Nie chciałem idealnych figur od razu, więc sama reakcja i zawinięcie się na mniejszej wolcie było wystarczające. Wiedział czego od niego oczekiwał, ale moje umiejętności i może też jego doświadczenie nas w tym ograniczały. Bo inaczej jest zrobić taką figurę na koniu, który robi to niemalże codziennie, a na takim, który raczej nie bawi się w takie tańce. Chociaż kusiło mnie, żeby wprowadzić właśnie takie elementy w parkur, na ścigankę.
Jeszcze raz najechałem na drągi po łuku, zostawiając ramiona z tyłu i nie puszczając go samego na leżące na ziemi przeszkody. Jeśli było okej to go pochwaliłem i tym razem przeszliśmy do stępa, żeby złapał oddech. Jednak z racji jego zapędów dostał jedynie pół koła przerwy na tę chwilę. Skoro już mieliśmy ustawione przeszkody to zabrałem go na lewą stronę, by ruszyć ze stępa galopem i poprowadziłem go ponownie na drągi, a następnie spokojnie go wyprostowałem na sam środek niskiej stacjonaty. Trzymałem sobie rękę w miejscu, ramiona cofnąłem i patrzyłem przed siebie. Utrzymałem galop nad drągami i na prostej, nie dociskając go do przeszkody. Chciałem żeby spokojnie ją pokonał, bo na gimnastyce zostawię go samego, żeby pomyślał. Po wylądowaniu za tymi 70cm cofnąłem się do siodła po fouli i spokojnie tak jak wcześniej doprowadziłem go do stacjonaty po łuku, z drągiem, który miał nadawać tempo siwemu. Jeśli spróbował zignorować wskazówkę to mogło zrobić się nieprzyjemnie między nami, bo wysokość nam nie grozila, ale zdradzała nasze problemy z dojechaniem do czegoś takiego. Jeśli było źle to musieliśmy powtórzyć całość w pełnej kontroli, nawet jakbym musiał go zatrzymać przed drągiem. Gdyby jednak mu dobrze poszło, to wylądowaliśmy na prawo zwolniłem go do kłusa i spokojnie poprowadziłem przez drągi po łuku i do gimnastyki z wskazówką ustawioną na kłus. Wysokości dalej mierzyły po 70cm z tym, że druga przeszkoda in-out'ów nie była ustawiona, a na końcu jeszcze widniała stacjonata. Tutaj jak zapowiadałem, ja tylko uniosłem się lekko nad siodło i zostawiłem rękę dla konia, pracując bardziej ramionami. Resztę musiał zrobić sam.Shockwave - 2018-04-02, 00:45 Podporządkował się, choć nie zawsze było tak kolorowo w ich przypadku, zwykle Shock mocno walczył o swoją pozycję wykazując postawę dominującą. Generalnie nigdy w pełni nie uległ Jonahowi, ale potrafił pójść na kompromis, bo na tym w końcu polegała współpraca i wzajemne zaufanie.
Poklepany po tych traumatycznych półpiruetach odetchnął z ulgą i galopując dalej został nakierowany na drągi. Podniósł się lekko do góry stawiając uszy lekko do przodu, nie były to w zasadzie żadne wysokości, ale gdy tylko miał okazję pokonywać drągi mimo wszystko ekscytował się.
Po króciutkiej chwili stępa na nowo został zaproszony do galopu, którym poruszając się na nowo zaatakowali drągi. Oprócz nich czekała dodatkowo stacjonata, do której Siwy lekko wyciągnął wyraźnie podekscytowany samymi skokami.
Kolejną przeszkodę potraktował z większym respektem dokładnie przyglądając się leżącemu drągowi. Obrał go, jako wskazówkę tym samym dzielnie i spokojnie podchodząc do stacjonaty, nad którą oddał skok z lekkością. Po poprawnym pokonaniu szeregu drągów po łuku, a następnie wejściu w gimnastykę, starał się i wyraźnie reagował na działania Jo pozostając nie tylko uważnym, ale i elastycznym.
// jakaś kupa ten post :<Jonah Wrens - 2018-04-02, 20:58 Po przejechaniu naszego krótkiego zadania, pochwaliłem go głosowo i go klepiąc. Dostał chwilę przerwy, a nam dostawiono drugi z in-outów. Ponownie zaprosiłem go do kłusa na prawo, żeby po drągach na łuku wyprostować go do szeregu gimanstycznego. Dojechałem go do wskazówki i zostawiłem go samego. To znaczy dałem łydkę na drągu i posłałem go do skoku, zostawiając już tylko w łydkach i z ręką dla niego. Sprawdzałem jak sam sobie radzi, a dopiero do niego wracałem po gimnastyce, prowadząc go galopem. Żeby nie tracić czasu, na przekątnej poprosiłem go o lotną zmianę nogi ze spokojnego galopu i równo poprowadziłem siwego na drągi, a następnie na linię na wprost. Tutaj po skoku mieliśmy do zrobienia 5 fouli i ich pilnowałem, nie kombinując za bardzo. Jeśli to skoczył to pojechaliśmy na lewo, na około znowu do drągów i linii tyle, że tej po łuku. Po dobrym skoku miał chwilę przerwy, a pracownicy zlikwidowali drugi in-out zostawili tam jedynie drąga podnieśli całość do 90cm, a na końcu zrobili okser 100cm. Wszystkie stacjonaty w liniach urosły do 100cm i nic więcej się nie zmieniło.Shockwave - 2018-04-03, 11:42 W trakcie chwili kłusa spuścił łeb niżej zaokrąglając tym samym masywną szyję w potężny rogal. Naprowadzony na drągi szedł równym aktywnym tempem skupiając się w pełni na postawionym przed nim zadaniu jak i swoim właścicielu.
W pewnym momencie, gdy dojechali do wskazówki otrzymując sygnał do skoku odbił się od ziemi i oddał skok. Radził sobie całkiem nieźle przede wszystkim myśląc i nie próbując się nadmiernie nakręcać, był w tym wszystkim bardzo uważny i ostrożny nie chcąc przypadkiem trącić żadnego z drągów.
Zmieniając nogę raz jeszcze został naprowadzony na linię ponownie pokonując przeszkody w spokojnym równym tempie. Nie śpieszył pomiędzy przeszkodami musząc się mimo wszystko wysilić w trakcie gimnastyki. Wymagała od niego nie tylko skupienia ale też panowania nad własnym potężnych rozmiarów cielskiem, które momentami miało trudności ze zmieszczeniem się w odległościach.Jonah Wrens - 2018-04-03, 22:17 Pochwaliłem go i po chwili przerwy znowu zaprosiłem go do do galopu na lewą nogę. Tym razem miałem już go prowadzić i nie zostawiać samego, więc zaczęliśmy od dragów i linii na wprost, następnie znowu na lewo do drągów i linii po łuku, a stąd odbiliśmy na prawo. Spokojnie sobie siedziałem i galopowałem łydką, mając cały czas ramiona z tyłu jako oparcie dla niego. Wiadomo, przed przeszkodą bardziej się cofałem, żeby mógł się swobodnie podnieść. Dojeżdżając do drągów czekałem sobie na niego i spokojnie łydkami prowadziłem go po łuku, by wyprostować go na szereg gimnastyczny. Tym razem był skakany z galopu, więc nie powinien stanowić żadnego problemu, a drągi między przeszkodami miały trzymać siwego w jednym tempie. Posyłając go do skoku, spokojnie oparłem się o strzemiona, i wraz z lądowaniem byłem lekko nad siodłem, ale ramiona cofnąłem. Po pokonaniu drąga kolejny skok i dalej znowu drąg, i okser. Zachowując spokój w środku, tylko podtrzymałem tempo, bez rozpędzania go pomiędzy przeszkodami i dawałem mu wskazówki co do odbicia, chociaż drągi robiły za mnie te robotę. Poklepałem go po szyi i zwolniliśmy do stępa na chwilę, by w tym czasie podniesiono nam okser do 110x120cm, o szerokości 110cm.Shockwave - 2018-04-03, 22:39 Galopując na drugą nóżkę szedł spokojnie bez zbędnego spieszenia się czy wyrywania do przodu. Nieco wyższy pułap przeszkód był oczywiście bardzo kuszący i wręcz zachęcał do skakania, nie oznaczało to jednak, że Shock zamierzał na oślep pchać się w przeszkody. W trakcie gimnastyki wykazywał się bardzo dużym rozsądkiem i ewidentnie sam analizował przeszkody już z daleka mierząc je spojrzeniem.
Po pokonaniu drągów, które za zadanie miały wyregulować tempo galopu, został nakierowany na szereg. Swobodnie wszedł w pierwszy człon pokonując najpierw leżący drąg, a następnie kolejne przeszkody i drągi, a na sam koniec stojący okser.
Sprawnie składał się w locie, reagując szybko i stale kontrolując swoje ciało w locie. Musiał się trochę nagimnastykować jak to w gimnastyce bywa, ale poradził sobie świetnie i Jo naprawdę mógł być z niego dumny.
Przechodząc do stępa odetchnął głośno łapiąc siły i energię na kolejne podejście.Jonah Wrens - 2018-04-03, 22:57 Byłem zadowolony dlatego postanowiłem dać mu nagrodę w postaci podwyższenia oksera ale na tych samych zasadach. Miało to wspomóc silniczek Siwego i zmusić go do technicznego podejścia do przeszkody. Zbierając znowu wodze powtórzyliśmy schemat zaczynając na lewo od drągów linii do przodu na pięć fouli i następnie znowu na lewo drągi i linia po łuku na 6 fouli do drąga i jedną po nim do przeszkody. Następnie znowu spokojnie lądowanie na prawo i po drągach do szeregu gimnastycznego. Pierwszą przeszkodę pokonałem w identyczny sposób zostając po skoku lekko nad siodłem ale za to po drugiej stacjonacie wróciłem do siodła i wycofałem ramiona siadając mu na grzbiecie. Spokojnie go wprowadziłem w ramy ustawionego drąga i posłałem go do skoku, spodziewając się zarówno zrzutki z zaskoczenia, lub mocniejszego zanurkowania szyją. Jeśli sobie poradził to go poklepałem po szyi i wychwaliłem, a jeśli dał się zaskoczyć to jeszcze raz na to najechaliśmy. Po udanym skoku poprosiłem o podniesienie oksera do 125cmx140cm z taką samą szerokością, żeby nie wpakować go w przeszkodę. Tym razem ruszyliśmy na prawo galopem i spokojnie znowu najechaliśmy na drągi utrzymując równe tempo ponownie skoczyłem lekko z nim pierwszą i drugą przeszkodę, z tym że po tej drugiej wróciłem szybko do siodła korzystając z jego szyi, od której się lekko odepchnąłem rękoma. Dzięki temu byłem od razu wycofany na jego zadzie, żeby mógł śmiało dogalopować do oksera. Tutaj minimalnie poszerzyłem mu foule, mając pod uwagą to ile ma miejsca. Posyłając go do skoku ponownie przygotowałem się na oddanie ręki, które mogło być duże i spokojnie utrzymałem równowagę podczas skoku. Lądując miękko na nogach poklepałem go po szyi i rozkłusowałem, a następnie występowałem okrywając go na początku stępa derką. No chyba, że siwek zrzucił to musiałem poprawić. Koniec po dobrym skoku był taki sam, pełen pochwał i kompletnego luzu. Po 5 minutach stępa na jego grzbiecie, zeskoczyłem i kolejne 10min pochodziłem z nim w ręku, i dopiero wtedy wróciliśmy do stajni.
/ztShockwave - 2018-04-03, 23:14 Raz jeszcze zaproszony do ponownego podejścia pokonał drągi na lewo, po których czekała już na nich linia na 5 foule, a następnie po powtórzeniu drągów kolejna linia tym razem na 6 foule. Po pokonaniu sąsiadujących ze sobą linii odbili na prawo, tym razem biorąc leżące drągi pod włos i najeżdżając na stojący szereg gimnastyczny.
Umiarkowanym i spokojnym tempem pokonał pierwszą przeszkodę i kolejną stacjonatę, tuż po niej czując wyraźną zmianę w dosiadzie Jo. Na szczęście Siwy był koniem, który oddawał skoki szczerze i naprawdę sam pragnął skakać. Wyratował się z tego niełatwego zadania daleko nurkując szyją przed siebie. Rzadko zdarzały mu się zrzutki, bowiem był niesamowicie dokładny, choć czasami kierował się bardziej serduchem niż rozumem.
Po udanym przejeździe pochwalony zyskał chwile relaksu i na nowo raz jeszcze z Jo najechali na stojący szereg z podniesionym okserem. Idąc pewnie na przeszkody nie zastanawiał się, po prostu skakał nad ostatnią z nich oddając potężny skok z solidnym zapasem. Rozciągnął się w locie mocno pracując przy tym szyją i łapiąc moment zawieszenia w powietrzu. Wylądował daleko za przeszkodą opadając na ziemię i zbierając się szybko do galopu, z którego po chwili przeszedł do kłusa.
Rozkłusowany wszedł w stęp oddychając już spokojnie i równomiernie. Kroczył aktywnie i dynamicznie cały parując spod polarowej derki dostosowując swoje tempo do bruneta, gdy ten postanowił potowarzyszyć mu z ziemi. Po wszystkim obaj wrócili do stajni na zasłużony odpoczynek.
/ztJonah Wrens - 2018-04-04, 00:45 Tym razem na parkurze pojawiłem się z kasztanką, która może tu była, a może nie. Dla spokoju swojego i jej, oprowadziłem ją w ręku jeszcze po obwodzie parkuru, żeby spokojnie zerknęła na wszystko. Z racji, że było sucho i nie było powodu do tego żeby się ślizgała, ani też nie zamierzałem na niej skakać nie wiadomo czego to nie wkręciłem jej haceli. Podprowadzając ją pod schodki, podciągnąłem popręg, opuściłem i zrobiłem sobie strzemiona, a potem z jej sprzeciwem lub bez skróciłem wodze, trzymając zarówno je jak i kłębek grzywy klaczy, tak dla zabezpieczenia. Po usadzeniu się na jej grzbiecie, odnalazłem sprawnie strzemię ale przez ten czas wymagałem od niej tego, żeby stała. Jeśli się wierciła, to dążyłem do utrzymania w jej miejscu ale nie bezsensownie ciągając się z nią. W takim wypadku po prostu przyłożyłbym łydkę żeby podeszła kawałek i znowu bym ją zatrzymał poprzez zablokowanie dosiadu, towarzyszenie łydek ale też lekkim zamknięciu na zewnętrznej wodzy. Jeśli była grzeczna lub stanęła nawet na te trzy sekundy to poprosiłem ją o ruszenie stępem. Dałem tez jej dłuższą wodzę ale bez szału, zwyczajnie nie ufając Clair. Dlatego mogła wyciągnąć głowę, ale moja ręka była i nie zamierzała nigdzie zniknąć. Jeśli się dało to stępowaliśmy z licznymi zmianami kierunku na początku przez przekątną lub środek parkuru. Gdyby coś kombinowała, to będziemy myśleć.Clair de Lune - 2018-04-04, 00:55 Weszła z Jonahem, obserwując uważnie otoczenie i rozglądając się na boki. Nie wykazywała jednak żadnych oznak strachu, raczej zaciekawienie i zainteresowanie. Posłusznie obeszła parkur, zerkając też w międzyczasie na rozstawione przeszkody, które zawsze budziły w niej emocje. Zatrzymała się i stała bez ruchu do momentu aż nie poczuła ciężaru mężczyzny na sobie. Wtedy bez żadnego sygnału ruszyła przed siebie, nerwowo machając ogonem. Szybko jednak przekonała się, że nie z Jo takie numery i została ponownie zatrzymana, a skoro tak to postanowiła ustać aż do momentu kiedy nie otrzymała sygnału do pójścia naprzód. Ruszyła energicznie przed siebie, wyciągając szyję do dołu na tyle na ile pozwalały jej na to wodze. Dobrze pchała się zadem pod siebie, była też stosunkowo luźna a kroki stawiała obszerne i swobodne, bujając przy tym dość mocno.Jonah Wrens - 2018-04-04, 10:06 Skoro na razie był spokój i nie musiałem się przejmować kobyłą to nie zawracałem sobie nią głowy. Teraz i tak tylko mogłem wymagać tego, żeby skręcała na zmiany kierunku i sobie dalej szła przed siebie. Dopiero po jakichś siedmiu minutach trochę skróciłem wodze żeby ją podnieść, chociaż brakowało jeszcze do prawdziwego kontaktu i dodałem jej koła. Dwa na lewo i dwa na prawo, a na końcu podzieliłem kołem na pół cały parkur i odbijałem sobie raz w lewo, raz w prawo. Dlatego zeszło nam się ze stępem trochę ponad 15min i dopiero po takim czasie skróciłem sobie wodze, żeby wepchnąć ją łydkami na prawidłowy kontakt. Zewnętrzna wodza była granicą, którą postawiłem kasztance, natomiast wewnętrzna co jakiś czas przypominała o rozluźnieniu i zejściu w dół, a większość pracy przypadała łydkom. Dociskając do jej boków łydki odpuściłem gdy odpowiedziała zakłusowaniem i mieliśmy te kilka pierwszych kroków na przyzwyczajenie się do siebie. To znaczy Clair bardziej musiała złapać tempo, a ja ogarniałem jak kobyła pracuje. Dążyłem do tego, żeby szła aktywnie ale w równym tempie, wkraczając zadem pod kłodę tak, żeby nie być tyłem w stajni. Chciałem ją skrócić pod sobą i mieć zaangażowaną początkowo w pracę. Żeby zdrowo się zaokrągliła i podniosła plecy. Jeśli próbowała uciec do przodu to spokojnie przez cofnięte ramiona, przyblokowanie dosiadu i przymknięcie zewnętrznej wodzy. W sytuacji odwrotnej spokojnie łydkami zachęcałem ją do ruszenia i w razie potrzeby zrobiłem jej miejsce, przesuwając minimalnie ręce do przodu. Ponownie dając jej liczne zmiany kierunku tym razem też przez większe półwolty i dołączając od razu koła żeby sprawdzić jej elastyczność i prowadzenie w łydkach.