To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Delfinek - 2019-01-20, 11:46

Trzymała więc Chilli na stałym kontakcie, coby dać jej oparcie w swojej ręce. Rozumiała zachowanie Rudej i w żaden sposób go nie negowała, w końcu człowiek w nowym otoczeniu także nie czułby się swobodnie. Znaczy no przeciętny Kowalski, bo jednak i ludzie, i konie bywają różni.
Zrobiony koń pod siebie to zarówno super uciecha i możliwość nawiązania relacji, ale także bardzo trudna praca. Bardzo. Tak niewiele potrzeba by go zniszczyć i wpoić złe nawyki, z których potrem wyprowadzić nie lada sztuka.
- Pochodzę z Francji. - Uśmiechnęła, bo choć naturalnie miała bardzo jasną karnację i niebieskie oczy, to zdecydowanie nie wpasowywała się w kanon Angielki. Choćby zachowaniem, bo o akcencie nawet nie wspomnę.
/krótka kupka, ale się muszę znów wdrozyć

Nicole - 2019-01-28, 20:12

Tereny miały ten magiczny klimat, w którym nawet brak drugiej osoby nie przeszkadzał Nicole. W tym wypadku jednak, nie mogła narzekać na brak towarzystwa, które całkowicie przypadkiem udało się "załatwić." Jako towarzyska osoba ceniła sobie możliwość rozmowy i spotkań z innymi, a jeśli można było połączyć to z przyjemnością jazdy konnej, nie miała zamiaru z tego rezygnować, jak dziecko upajając się chwilą.
Jak już w poprzednim poście wspomniałam, Hiszpanka zaczęła pracować nad ustawieniem Latte zachęcając do zaangażowania pleców i zadu. Aktywizowała ją łydką, pracując równocześnie dosiadem, zachowując jednak umiar, coby nie przesadzić. Jadąc na kontakcie zachęcała ją do obniżenia łba i dalszego przeżuwania wędzidła, którym delikatnie pracowała. W końcu teren również był formą treningu i lenić nie będą się wiecznie. :lol:
Ponownie zwróciła uwagę na Delphine, dopiero w momencie w którym ta się odezwała. Zaskoczenie nie wymalowało się na twarzy hiszpanki głównie dlatego, że już wcześniej domyślała się skąd towarzyszka może pochodzić. Co prawda obstawiała błędnie, jednak gdzieś w okolice tamtych rejonów. W końcu Hiszpania graniczyła z Francją, co musiało oznaczać że te dwie narodowości nie raz się spotykały.

Latte Macchiato - 2019-02-09, 11:38

Szła dość aktywnie i chętnie, przyjaźnie zerkając i pochrapując do Chilli, która była nadal z goła zestresowana. Słodko. Nicole i jej waga jej odpowiadały, dlatego sama klacz mogła oddać się odpoczynkowi poza stajnią, obserwować świat wokół i cieszyć się chwilę pod siodłem, bo wbrew pozorom lubiła to. Jka chyba każdy koń, który ze strony jedźca nie dostał żadnego przykrego incydentu. Nastawiała uszy w stronę drzew, wąchała gdzieniegdzie śnieg, jeśli miała ku temu możliwość, do tego pokazywała dla Rudej, że totalnie, ale to totalnie nie ma się czego bać. W końcu to nadal prawie teren stajni, bo nikt prócz jeźdźców tędy prawie nie jeździ.
Chilli Child - 2019-02-09, 16:54

Spokojne nastawienie Latte nie zdziałało zbyt wiele, bo ruda w dalszym ciągu szła jak tykająca bomba. Była naprawdę pospinana i zaaferowana otoczeniem. Co prawda na krótkie momenty skupiała swoją uwagę na końskiej towarzyszce, próbując ją choćby niuchnąć, ale po chwili znowu otoczenie zdawało się bardziej ciekawą opcją.
Wkrótce - jak na złość! - jakiś ptaszek z rumorem poderwał się do lotu z pobliskiego krzaka, przyprawiając biedną Chilli o zawał serca! Niewiele myśląc, jak sprężyna odbiła się ze wszystkich czterech nóg, robiąc ogromnego susa w bok. Przy okazji wpadając na Latte, jeśli ta nie zrobiła jakiegoś uniku.

Delfinek - 2019-02-09, 17:58

- A Ty? - Zapytała miło, także będąc ciekawą pochodzenia Nicole, gdy nagle Chilli wybiła się w czasoprzestrzeń. W ciągu milisekundy kobieta jeszcze mocniej złapała rudą kolanami, pochylając się bardziej na jej szyję, zbierając mocniej wodze i próbując wycofać ją z Latte, by zaraz zaś przycisnąć mocniej łydki, obciążyć zad, próbując zatrzymać Rudą i spokojnym głosem ją uspokoić. Nie zestresowała się, tym samym nie stresując bardziej kobiety. Była przygotowana na każdy odskok, do tego dużo już ich przeżyła, skupiłą się więc na uspokojeniu kobiety.
Nicole - 2019-02-09, 19:10

Skierowała wzrok na Delphine zaraz po jej słowach, jednak nie zdążyła jej nawet odpowiedzieć. Wystraszona Chili odskoczyła na bok, a Nicole odruchowo zebrała mocniej wodze Latte. Nie sądziła, że profesorka spłoszy się, jednak na wszelki wypadek wolała mieć ją pod kontrolą. W końcu zachowanie koleżanki mogło być zaraźliwe. :lol: Jednocześnie Hiszpanka postarała się o to, aby Latte nie zechciała szturchnąć/kopnąć młodszej towarzyszki, co mogłoby tylko spotęgować jej strach. W końcu Chili przybliżyła się nieco zbyt mocno, na co nawet przyjazny koń mógł zareagować samoobroną.
- Jestem Hiszpanką. - uśmiechnęła się, poprawiając się w siodle - Przynajmniej moja matka nią była, no i w Hiszpanii się wychowałam. - Nicole była bardzo otwartą osobą, więc nie miała oporów przed opowiedzeniem czegoś o sobie, nawet osobie poznanej parę chwil wcześniej. Rzecz jasna nie powiedziała wszystkiego, nawet nie wspominając o drugiej stronie rodziny.
Dojeżdżając kobyłkę łydkami do ręki, zachęcała do zejścia niżej łbem. Co jakiś czas, skupiała też jej uwagę na sobie, posyłając kilka półparad.

Latte Macchiato - 2019-02-11, 20:46

Kiedy Chilli się spłoszyła, ta owszem, odskoczyła w bok, było to jednak dość kontrolowane. Zastrzygła uszami i prychnęła, zakłusowując kilka kroków dość szybko, by nie stać się podpórką dla Rudej, następnie zaś przystanęła, rozglądając się wokół, skupiając na Nicole i tym, co ona od niej chce. Była oazą spokoju, co mogło tylko i wyłącznie pomóc Chilli w uspokojeniu się. Latte jak przystało na profesorkę prędzej staranuje coś, niż się spłoszy a to całkiem dobra cecha, gdy bierze się w teren innego, płochliwego konia. Nie wiem czy to przypadek, czy ktoś tutaj nad tym dlużej pomyślał, ale Nicole nie miałą za dużo do robienia, z czego mogła się tylko i wyłącznie cieszyć.
Chilli Child - 2019-02-11, 23:56

Całe szczęście, że Chilli oprócz tego pokaźnego susa nie zrobiła nic więcej, co mogłoby kogoś uszkodzić. Podkłusowała kawałek za swoją końską towarzyszką, bez problemu dając się zatrzymać. Wtedy odetchnęła głęboko, jakby z ulgą, ale wcale nie była spokojniejsza. Wznowiła swój sztywny stęp, teraz jeszcze baczniej rozglądając się na boki. W końcu skoro coś raz próbowało ją zaatakować, to może spróbować i kolejny.
Delfinek - 2019-02-12, 12:51

Pogłaskała rudą po szyi, mając dość sztywno zebrane wodze w jednej dłoni, przy tym mówiąc do niej kilka krzepiących słów. Wtedy też podniosła wzrok na Nicole, wsłuchując się w jej słowa.
- O to widzisz, ja tak mam z Francją. Ojciec jest eee, właściwie nie wiem, ale chyba nie jest rodowitym Francuzem. - Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lekko, bo całość wyglądała dość komicznie. Delfin znałą mamę, mama była Francuzką i skoro tam się wychowywała, to patriotycznie stawała za Francją. Ale była jazda, jak był mecz Anglii i Francji... :lol2:
- Latte to oaza spokoju, ucz się Księżniczko. - Rzuciła do małej Boidupy (o tak, idealnie do siebie z Ruth pasują) po czym puściła porozumiewawcze oczko do Nicole.
- Może po terenie wyskoczymy na jakąś gorącą czekoladę czy kawę? Mam dwie godziny wolnego przed obchodem, akurat chętnie bym się stąd wyrwała na sekundę. - Poruszyła sugestywnie brwami, dalej kurczowo trzymając się kolanami RUdej, gładząc ją po szyi w spokojnym, uspokajającym tempie.

Nicole - 2019-02-12, 16:03

Taki spacerek w teren był super oderwaniem od codzienności, zwłaszcza dla koni. W końcu mogły trochę odpocząć, zwłaszcza gdy kobiety były zajęte rozmową i nie wymagały od nich więcej niż aktywnego tempa. I chyba Latte to załapała, bo Nicole zauważyła że jest w raczej dobrym humorze, ciesząc się tym. Tylko Chili uważała inaczej. :lol:
Zaśmiała się po słowach Delfina, bo naprawdę wyglądało to wszystko śmiesznie, a na brak dobrego humoru nie narzekała. No proszę, czyli coś je łączy.
- Latte jesteś świeeetna, prawda? - spytała po kolejnym stwierdzeniu Francuzki, pytanie to kierując do klaczy, tak jakby miała jej odpowiedzieć. Nachyliła się nawet, coby pogłaskać ją po szyi w nagrodę. <3 - A ta przestraszona kluska jest Twoja? - uśmiechnęła się ruchem głowy wskazując na Chili.
Nie widziała jeszcze, aby ktoś z nią pracował, co wcale nie było dziwne. Godziny jej treningów mogły po prostu nie zbiegać się w czasie, z godzinami w których pracowała Chili. A nawet gdyby były takie same, to stajnia miała tyle różnych ujeżdżalni, maneży i innych tym podobnych, że nie trudno było przegapić obecność innej pary. Oglądanie treningów wszystkich par było po prostu niemożliwe.
- Jasne! - zapaliła się, ochoczo kiwając głową - Tak się dzisiaj nie wyspałam, że kawa dobrze mi zrobi. A też będę musiała jeszcze dzisiaj wrócić na trening. Bez kawy umręę!

Augustus - 2019-04-28, 13:48

Może dalsza wycieczka z Dirtym nie należała do najlepszych pomysłów Augustusa, ale od zawsze lubił sobie stawiać wyzwania. Wierzył w swoje umiejętności jeździeckie na tyle, aby zaufać sobie i wmawiać, że nie pozwoli młodzikowi go za daleko ponieść. Poza tym potrzebował czegoś w tym stylu, aby znowu wprawić się w rutynę po dłuższej czy krótszej przerwie.
Mimo wszystko postanowił udać się w znajome tereny, gdzie nie było obawy, że się zgubi. Ze stajni jechał stępem, chcąc wyczuć konia, a jednocześnie pilnować go - nie pozwalał mu na zbyt mocne tempo, a jednocześnie starał się nie dawać mu ociągać się. Nie brał tej wyprawy za żaden istotny trening, a co najwyżej do przypomnienia ogierowi co i jak. Na razie miał długą wodzę, choć Stryder był przygotowany prawdopodobnie na wszystko. Na całe szczęście jego mama nie była już tak przewrażliwiona na punkcie upadków i nie chciała zabraniać mu jazdy po tym, jak wracał do domu z siniakami, których większość nabił mu właśnie Vibe na początku ich znajomości.
Dopiero z czasem zaczął delikatnie nabierać wodzy, kiedy zaczęli już wyjeżdżać z terenu Orchardu. Tutaj też ostrożność chłopaka musiała wzrosnąć, tak więc drobnymi półparadami utrzymywał skupienie zwierzęcia.

Dirty Vibe - 2019-04-28, 17:40

Jak można było się spodziewać, Dirty'ego bardzo podekscytowała szansa na ruszenie się z boksu. Jako młody, nie do końca rozgarnięty koń, przeżywał nawet wycieczkę na padok czy lonżownik, więc nowe tereny, nawet jeżeli w pobliżu w stajni, były dla niego całkowitą rewolucją. Od początku szedł z wysoko uniesioną głową, masywną szyję wyginając w łuk i oddychając głęboko. Nieustannie próbował narzucić im tempo szybsze niż to, które egzekwował Augustus i zapewne dopiero porządne skrócenie wcześniej luźnych wodzy dało mu do myślenia. Po prawdzie raz po raz podcaplowywał w ekscytacji, ale przynajmniej nie parł na oślep przed siebie w stępie godnym prawdziwego terminatora. Dość ciężko było o jego uwagę - był tak ożywiony nowym miejscem, a jednocześnie pełny energii, że nie potrafił skutecznie i długotrwale skoncentrować się na tym, co działo się na jego grzbiecie. Półparady zdecydowanie były jakimś krokiem w stronę koncentracji, ale nie do końca wystarczały, by Dirty sto procent swojej uwagi poświęcił Gusowi - nie kiedy otoczony był masą całkiem nowych bodźców. Tym, czego tak naprawdę najbardziej potrzebował, była szansa na zrzucenie trochę zbędnej energii. Dopiero wtedy osiemnastolatek mógł liczyć na trochę bardziej skłonnego i gotowego do pracy konia.
Augustus - 2019-04-28, 20:16

Naturalnie Augustus miał w planach dać się ogierowi wyszaleć i wybiegać, aby stracić trochę tej energii, ale na razie byli na terenie niezbyt nadającym się do takich manewrów. Chciał dojechać gdzieś, gdzie Dirty mógłby swobodnie osiągnąć wysoką prędkość, bo tego się po nim spodziewał, więc na razie był zmuszony do usilnego skupiania swojej uwagi na nim. Trzymał go mocno w pomocach i zakłusował, od razu zaczynając anglezować na dobrą nogę. Kojarzył trasę i przypomniał sobie, że są na dobrej drodze do wyznaczonej ścieżki. Ku jego uciesze już niedługo potem dostrzegł szeroki, zachęcający szlak. Droga aż sama się prosiła o pokonanie jej, oferując zaciszny przejazd w towarzystwie śpiewu ptaku i brzęczenia owadów. Była wiosna, więc wszystko budziło się do życia i Augustus był wręcz zauroczony tym widokiem.
Jednak najpierw musiał zająć się swoim nieco większym problemem, to jest nabuzowanym energią ogierem. Nie widział już żadnej przeszkody na drodze (w sensie dosłownym i metaforycznym hehe) do tego, aby w końcu dać upust tej energii i w myślach przeżegnawszy się, coby nie stracić przy tym życia, pozwolił mu zagalopować, a samemu starając się utrzymać przy tym w siodle.

Dirty Vibe - 2019-04-28, 20:29

O dziwo, w Dirty'm nawet już spory kawałek od stajni wcale nie budził się instynkt stadny - do pustego czerepa nawet nie przyszło mu, że wszyscy jego końscy znajomi (pewnie nie było ich wielu) zostali w tyle. Był tak zaaferowany tym, że wyszedł z własnego boksu, w dodatku w miejsce, którego nigdy nie widział na oczy, że nawet nie miał czasu zacząć stresować się tym, że jest kompletnie sam. Po prawdzie wiązało się to też z poziomem jego koncentracji, ale na to Augustus zdawał się być przygotowany, od początku chociaż próbując zabiegać jego uwagę. Co prawda z różnymi efektami, bo raz Vibe rzeczywiście raczył przywiązać większą uwagę do jego koment, a raz zdawał się na nie kompletnie głuchy. Wszystko trochę się zmieniło z chwilą, w której został poproszony o kłus. Czując sygnał łydką, momentalnie poszedł do przodu, z impetem odbijając się od podłoża i ruszając szybkim, chaotycznym krokiem przed siebie, przy okazji wdzięcznie machając przy tym łbem w niesubordynowany sposób. Na niewiele miały się zdać próby zwolnienia go: choć porządna półparada odbierała mu prędkości na chwilę, po każdym takim sygnale niezłomnie wracał do poprzedniego tempa, nie przejmując się przy tym specjalnie jakością swojego chodu. Jako koń dobrego pochodzenia naturalnie miał dobry ruch, ale w całym tym zamieszaniu Dirty nie dał się namówić na żaden mocno podstawiony zad ani opuszczoną głowę, wszystko musząc zobaczyć i na wszystkim musząc się skoncentrować, bez tracenia czasu na inne rzeczy. Zwłaszcza, że chwilę potem otrzymał sygnał do galopu. Jak się tego można było spodziewać, do tego chodu przeszedł jeszcze żywiej niż do kłusa, wykonując pierwszą foulee która bardziej przypominała wielki, płaski skok do przodu niż pierwszy krok galopu. Wyrwał w pełnej prędkości do przodu, o dziwo nawet nie brykając specjalnie dużo, jedynie raz po raz oddając z kłębu - fakty były takie, że przy takim tempie galopu zwyczajnie trudno byłoby mu brykać bez ryzyka widowiskowej wywrotki. Tak jak ruszył, tak już szedł przed siebie, pozornie gotowy staranować absolutnie wszystko, co stało na jego drodze, rozwijając na leśnej ścieżce conajmniej niepokojące prędkości - niezależnie od tego, czy Gusa nadal miał wątpliwą przyjemność siedzieć na jego grzbiecie, czy już nie.
Augustus - 2019-04-29, 13:37

Największym zmartwieniem dla Augustusa raczej nie było to, czy Dirty zatęskni za znajomymi czy innymi końmi, a tym, jak w takich warunkach się zachowa. Nie był wcześniej z nim w terenie i przez to miał lekkie obawy, bo mimo wszystko częściowo oddawał swoje zdrowie w ręce młodego. Teraz chciał się tylko wyszaleć razem z nim, tak więc nie próbował na siłę go zwolnić, a jedynie mocniej utrzymać w siodle. Na całe szczęście koń nie wpadł na pomysł zrzucenia go ze swojego grzbietu, więc był w stanie zostać na miejscu. Nie przejmował się jakością galopu, nie po to tu byli; wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej podżegał karusa do osiągnięcia większych prędkości, aby go w ten sposób zmęczyć. Trasa była prosta i pozbawiona większych przeszkód, tak więc pozwolił mu na pędzenie w najlepsze do momentu, aż mimowolnie nie zwolnił odrobinę, tracąc powoli energię. Wtedy złapał go mocniej i przyblokował, aby wszedł w bardziej robocze tempo, bo jeszcze tego im brakowało, żeby natrafili na fotoradar i potem musiał płacić za to mandaty. Przecież matka by go za to zabiła i jeszcze zatańczyła na jego grobie!
W końcu zasugerował przejście do kłusa, a parę metrów później do stępa, aby dać mu odsapnąć. Sam też miał lekką zadyszkę, choć pewnie bardziej z powodu przypływu adrenaliny przez ten nieopanowany akt szaleństwa. Jeżeli Dirty nie kombinował i zmienił chód, dostał pochwałę pod postacią klepania po łopatce.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group