To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Fleau de Baian - 2015-07-08, 23:40

I klaczy nie było łatwo, bo ona nie miała jak minimalnie zwiększyć swoją widoczność przez daszek od kasku. Polegała coraz bardziej na dziewczynie, bo deszcz dalej nie ustawał. Po przefrunięciu oksera i zaledwie jednej foulee odbiła się mocno, lekko zdziwiona nowym sygnałem od jeźdźca. Skierowała w jej stronę uszy ciekawska, lecz nie straciła skupienia na jeździe. Zaledwie po oderwaniu się od ziemi złożyła się odpowiednio do skoku, zaokrąglając się nad stacjonatą. I tym razem zaczęła obstawiać na skoki z dużym zapasem - może dlatego, że po części dalej nie widziała idealnie wszystkich drągów, a może po prostu z przyzwyczajenia.
Wylądowawszy była gotowa ściąć zakręt, bo stacjonata z rowem nie zrobiła na niej takiego wrażenia jakby Taylor się spodziewała. W dłuższym dystansie do piątki wydłużyła znacznie krok, kryjąc nim większą powierzchnię parkuru, a tym samym i oszczędzając na czasie. Odbiła się w wyliczonym miejscu przez dziewczynę, składając przody i wyciągając tylne nogi. Obyło się bez tych wszystkich atrakcji, które wymieniłaś, a skończyło na gładkim skokiem nad stacjonatą bez naruszenia wody. Czując też kolejną zmianę w pomocach od dwudziestolatki odruchowo wyciągnęła lewą nogę, żeby też i na tę wylądować. Parsknęła na pochwałę, po czym znowu lekko zdziwiła się będąc w kolejnej nowej sytuacji. Nauczona całkowicie ufać człowiekowi o dziwo nie zgubiła się mając wolną rękę - wręcz przeciwnie, zachowała konsekwentnie do tego swojego doświadczenia, które zdążyła nabyć w ciągu tego jednego roku. Oksery jej nie straszne, stosunkowo wydłużając krok i w odpowiedniej odległości odbijając się możliwie jak najmocniej. Zaraz też wyciągnęła mocno szyję, składając się w skoku.

/Przepraszam, że tak krótko i bez ładu i składu, ale strasznie źle się czuję ;-; \

Fleau de Baian - 2015-07-08, 23:40

I klaczy nie było łatwo, bo ona nie miała jak minimalnie zwiększyć swoją widoczność przez daszek od kasku. Polegała coraz bardziej na dziewczynie, bo deszcz dalej nie ustawał. Po przefrunięciu oksera i zaledwie jednej foulee odbiła się mocno, lekko zdziwiona nowym sygnałem od jeźdźca. Skierowała w jej stronę uszy ciekawska, lecz nie straciła skupienia na jeździe. Zaledwie po oderwaniu się od ziemi złożyła się odpowiednio do skoku, zaokrąglając się nad stacjonatą. I tym razem zaczęła obstawiać na skoki z dużym zapasem - może dlatego, że po części dalej nie widziała idealnie wszystkich drągów, a może po prostu z przyzwyczajenia.
Wylądowawszy była gotowa ściąć zakręt, bo stacjonata z rowem nie zrobiła na niej takiego wrażenia jakby Taylor się spodziewała. W dłuższym dystansie do piątki wydłużyła znacznie krok, kryjąc nim większą powierzchnię parkuru, a tym samym i oszczędzając na czasie. Odbiła się w wyliczonym miejscu przez dziewczynę, składając przody i wyciągając tylne nogi. Obyło się bez tych wszystkich atrakcji, które wymieniłaś, a skończyło na gładkim skokiem nad stacjonatą bez naruszenia wody. Czując też kolejną zmianę w pomocach od dwudziestolatki odruchowo wyciągnęła lewą nogę, żeby też i na tę wylądować. Parsknęła na pochwałę, po czym znowu lekko zdziwiła się będąc w kolejnej nowej sytuacji. Nauczona całkowicie ufać człowiekowi o dziwo nie zgubiła się mając wolną rękę - wręcz przeciwnie, zachowała konsekwentnie do tego swojego doświadczenia, które zdążyła nabyć w ciągu tego jednego roku. Oksery jej nie straszne, stosunkowo wydłużając krok i w odpowiedniej odległości odbijając się możliwie jak najmocniej. Zaraz też wyciągnęła mocno szyję, składając się w skoku.

/Przepraszam, że tak krótko i bez ładu i składu, ale strasznie źle się czuję ;-; \

Mistrz Gry - 2015-07-09, 15:19

TAYLOR CRACK & DEADIA VEL DUMA



    117; Dekoncentracja; na terenie na którym odbywają się zawody, panuje okropny hałas, ruch, błyszczą lampy błyskowe, ujadają gdzie nie gdzie psy; to wszystko doprowadza do dekoncentracji pary, zmniejszenia ich uwagi.
    Opis:
    Nieustający deszcz solidnie dał się wam we znaki. Nadmiar wody nie tylko wpłynął na jakość podłoża, zdecydowanie je pogarszając, ale też na wasze skupienie. Widoczność była zdecydowanie utrudniona. Oba te czynniki poskutkowały tym, że popełniłyście błąd na ósmej przeszkodzie, myląc się w ocenie odległości, co poskutkowało zbyt wczesnym odbiciem i w rezultacie zrzuceniem przeszkody.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-07-09, 15:24

TAYLOR CRACK & UNEXPECTED



    71; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
    Opis:
    W trakcie najazdu na ósmą przeszkodę koń potknął się, co poskutkowało wytrąceniem zarówno jego, jak i Taylor z równowagi. Dystans do przeszkody był niewielki, a więc para praktycznie nie miała większych szans na wyjście z tej sytuacji cało - koń co prawda oddał skok, ale zrzucił drągi przodami, co było skutkiem spóźnionego odbicia.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-07-09, 15:44

ANTHONY WAYFORD & AIN'T MISBEHAVIN



    15; Odmowa skoku; zatrzymanie się konia przed przeszkodą, którą powinien skoczyć.
    Opis
    Z powodu wredności konia :lol2: , odmowa skoku na siódmej przeszkodzie, bo jak mieć pecha, to po całości! :lol2:






    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Salire In Ignis - 2015-07-09, 15:47

Jak dotąd radziły sobie bez problemów, co niezmiernie cieszyło kasztankę. Okazywała to poprzez aktywną współprace z amazonką i intensywne przeżuwanie wędzidła. Oddała skok, tym samym pokonując trzecią przeszkodę, jakim był okres bez problemów. Wyprowadzona na kolejną przeszkodą, znów spotkała się do dość ciasnym zakrętem, jednak nawet to nie wybiło jej z rytmu. Skupiona, wykonała najazd na czwórkę, pokonując ją. Wykonała kilka foule, kiedy na jej drodze po raz kolejny stanął ciasny zakręt. Poradziła sobie z nim, zaczynając najazd na kolejną przeszkodę. Był nią szereg, złożony z przeszkód, które wysokością niewiele różniąca się od tych, które już pokonała. Problem jednak polegał na tym, że to właśnie ta przeszkoda miała sprawić jej problem. Podczas przygotowań do oddania skoku, amazonka na kilka krótkich chwil wybiła się z rytmu, przez co nie zdołała dobrze ustawić kasztanki do skoku. Ta niejako oddała skok pod skosem, a na dodatek jednym z kopyt trąciła przeszkodę. Charakterystyczny dźwięk rozszedł się po parkurze, jednak belka została na miejscu. Na szczęście. Podczas wykonywania baskilu ustawiła się w odpowiedni sposób, przy pomocach, by mieć prosty najazd na drugą przeszkodę w szeregu.
Windsor - 2015-07-09, 16:45

Nauczył się co oznacza podkręcona atmosfera i wzmożony ruch w stajni. To mogły być tylko kolejne zawody - podczas których Mia go nie zawiodła, zgłaszając ich dwójkę. Rzecz jasna nie było mu to potrzebne do szczęścia, ale czuł się wyszczególniony, gdy zwracano na niego uwagę podczas panującego w stajni zamętu. Czuł się ważny, co bezdyskusyjnie poprawiało mu samopoczucie. Może dlatego od samego rana zdradzał podekscytowanie, które nie opuszczało go przez całą rozgrzewkę, a także na parkurze. Po zebraniu wodzy płynnie przeszedł do kłusa po otrzymanym sygnale. Żwawym, wręcz dziarskim krokiem ruszył przed siebie, wokół parkuru. Niezmiennie utrzymywał nastawione na sztorc uszy, kątem ślepia łypiąc na to, co działo się na parkurze. Wreszcie weszli na plac, gdzie zatrzymał się we wskazanym miejscu, pozostając w stanie gotowości. Po paru sekundach, w odpowiedzi na użyte pomoce, przeszedł do galopu, czemu towarzyszyło stłumione kwiknięcie, które perfekcyjnie zdradzało ekscytację belgijczyka. Pozostając pod kontrolą Mii, równym, aczkolwiek kryjącym sporo terenu galopem ruszył w stronę oksera. Znalazłszy się na wprost wspomnianej przeszkody, wydłużył w pewnym stopniu foule, elegancko dopadając przeszkody i we wskazanym miejscu odbijając się energicznie. Płynnie wyszedł w górę, rozciągając się nad przeszkodą, pracując grzbietem oraz szyją, co pomogło mu w utrzymaniu równowagi. Wylądował swobodnie, szybko odnajdując równowagę, w czym dodatkowo pomogła mu zawodniczka. Osadzając ciężar ciała na tyłach, pozostawił sobie lekkie przody i takim sprężystym galopem udał się w stronę dwójki. Ścinając zakręt, "przytulił" się nieco do ósemki, swą uwagę poświęcając jednak wyłącznie stacjonacie. Nie przeszkadzał mu najazd pod skosem - radził sobie z coraz to większymi trudnościami, więc to nie powinno przysporzyć mu kłopotów. Nie wyrywając, w pełni opanowany galopował ku przeszkodzie, choć wewnątrz wręcz gotował się do oddania skoku. Gdy zostało mu tu umożliwione, odbił się prężnie, w trakcie skoku 'poprawiając' nieco zadem. Być może odrobinę zakłócił trajektorię lotu, wzrokiem podążając już ku kolejnemu wyzwaniu, jak gdyby czytał Mii w myślach. Mimo to bezpiecznie wylądował na lewej nodze, na którą to kontynuował galop do kolejnej przeszkody. Chyba spodobało mu się takie skracanie - niewątpliwie go pobudzało, jako że pokonanie przeszkód w ten sposób wcale nie gwarantowało powodzenia. On jednak lubił się starać, wiedział, że zrzucać generalnie nie wolno, toteż dawał z siebie wszystko, aby wyjść z tych skomplikowanych sytuacji. Wchodząc w mocny zakręt przed siódmą przeszkodą, zaczął mocniej pchać się zadem, aby utrzymać równowagę. Wychodząc na wprost przeszkody - aczkolwiek po linii idącej na skos - uwolnił tkwiącą w nim energię, w dwóch foule dopadając przeszkody i odbijając się w prawidłowym miejscu. Ponownie wręcz 'przerzucił' swe ciało nad przeszkodą jak lekkoatleta w skoku nad tyczką - przynajmniej takie skojarzenie nasuwał na myśl, ukazując swoją zręczność i lekkość w pokonywaniu przeszkód, szczególnie z takich najazdów. Dalej pogalopował ku szeregowi, przed którym został wyprostowany, co niejako pomogło mu w poprawnej ocenie sytuacji. Już zawczasu przyjrzał się przeszkodom; pozostając pod kontrolą, równym galopem dotarł do końca linii, dosłownie w dwie ostatnie foule wkładając ciut więcej energii, by swobodnie móc pokonać okser rozpoczynający szereg. Skok był ekonomiczny, toteż wylądował dość blisko i szybko, dzięki temu zyskując nieco swobody przy podejściu do drugiego członu.
Mistrz Gry - 2015-07-09, 16:49

MIA ALIGHT & WINDSOR



    41; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu.
    Opis:
    W trakcie waszego przejazdu rozpadało się; deszcz okazał się na tyle problematyczny, że szybko sprawił, że podłoże stało się zbyt grząskie na to, by ryzykować manewry podobne do wcześniejszych (ścięte zakręty, najazdy pod skosem). Kolejne przeszkody (4b-6) pokonaliście jednak na czysto.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-07-10, 18:59

NICOL ILIAS & SALIRE IN IGNIS



    28; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
    Opis:
    Niewielkie doświadczenie, zarówno konia jak i jeźdźca wpłynęło na to, iż parze nie udało się pokonać poprawnie szeregu. Ignis rozbudowała drugą przeszkodę, a ta cała nierówna walka poskutkowała tym, że Nicol złapał skurcz w lewej nodze, co w pewnym stopniu ograniczyło jej sprawność ruchową. Niemniej ukończyłyście parkur tylko z jedną zrzutką.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Anonymous - 2015-07-10, 20:13

Także po tej przeszkodzie wrócił miękko w siodło, wzrokiem odnajdując kolejną przeszkodę, co zmusiło go niemalże do obejrzenia się przez ramię. Podążając biodrami za ruchem ogiera, wciąż kontrolował jego tempo, nie pozwalając mu pójść szybciej. Wprowadził go w zakręt do piątej przeszkody, także tutaj pozostawiając sobie wystarczająco dużo miejsca na to, aby swobodnie wyprostować konia przed przeszkodą i obrać najazd na sam środek stacjonaty. Dzięki tej harmonijnej, równej jeździe nie miał problemu z odległością; skupił się jedynie na tym, aby utrzymać taki stan rzeczy. Przy tej przeszkodzie również posłużył Miśkowi wskazówką odnośnie wybicia wiedząc i dostrzegając, że ten miał niejakie problemy ze skakaniem od strony technicznej. Doceniał jednak fakt, iż ogier starał się i dość chętnie podchodził do sprawy, co brunet zamierzał w nim rozwijać. Już teraz to czynił, wymagając od siebie wiele więcej niż od konia; pokonując przeszkody i jadąc po parkurze dbał o to, aby nie podszarpnąć nigdzie konia, ani nie zaburzać jego równowagi, co mogłoby go zniechęcić. Po piątce pozwolił sobie na lekkie rozwinięcie prędkości. Tuż po tym, jak wrócił po skoku w siodło, przeszedł do półsiadu, jednocześnie wysyłając kucyka do przodu. Ściął nawet zakręt, decydując się mimo to na obszerny łuk, tuż przy samej bandzie, z której na wysokości szóstej przeszkody odbił właśnie w jej stronę. Jadąc po ścianie pozwolił sobie poklepać konia prawą ręką po szyi, tym samym chwilowo oddając mu prawą wodzę elastycznym ruchem, co mogło go zachęcić do wyciągnięcia się do dołu. Bo mimo tego, że jechali teraz szybciej, to różnica polegała przede wszystkim na zwiększonej dynamice - wciąż unikał bezsensownego pędzenia na złamanie karku, poza kontrolą. Ilekroć czuł, że ogier zachęcony do żwawszego ruchu próbuje przekroczyć wyznaczoną przez Wayforda granicę, ten przypominał mu o swoim istnieniu.
W każdym razie skręcił w prawo na szóstą przeszkodę, już na zakręcie siadając w siodle by przygotować konia do skoku i uspokoić jego tempo. Wycofując go na zad, starał się osiągnąć jego większe zaangażowanie i odciążenie przodu, co miało pomóc gniademu w oddaniu poprawnego skoku nad stacjonatą. Jak się okazało, dokonali tego bez większego kłopotu, nawet jeśli wciąż nie wyglądało to zbyt profesjonalnie; brunet wiedział, że to tylko kwestia czasu, aż koń nabierze techniki. Ich głównym celem dzisiaj było zapoznanie się z atmosferą zawodów i nabranie doświadczenia w temacie startów.
Po pokonaniu przedostatniej przeszkody być może postąpił trochę pochopnie, myśląc już o końcu przejazdu i o tym, że najwyraźniej uda się im pokonać parkur na czysto, co byłoby całkiem miłe. Może zawiniło właśnie to, owe delikatne rozkojarzenie, a może narastające zmęczenie bruneta, które także miało wpływ na dekoncentrację. Może gdyby nie któryś z tych czynników, wyczułby konia odpowiednio wcześniej i zdążył zareagować... Ale tymczasem, gdy wszystko - jak mu się wydawało - szło po jego myśli, w momencie, gdy miało nastąpić odbicie, Misbehavin gwałtownie się zatrzymał. Szczęście w nieszczęściu, że brunet nie miał głupiego nawyku wyprzedzenia ruchu konia, bo inaczej zapewne przeskoczyłby tę przeszkodę... sam. Jedynie wypadł nieco z równowagi, lecąc na szyję konia i zaraz wracając z powrotem w siodło, gdy ten zapewne podbił nieco przodem by wycofać się spod przeszkody, do czego także nakłonił go brunet. Zdradzając swoje niezadowolenie tą niesubordynacją, wręcz karcącą dźgnął bok gniadego piętą, tuż po tym każąc mu ponownie zagalopować. Wziął ogiera na woltę, po której końcu znaleźli się ponownie naprzeciw przeszkody. Wówczas zdecydowanie wysłał go do przodu, nie dając czasu na ewentualne kombinowanie. Wskazał mu miejsce odbicia akcentując je mocniejszą łydką niż zwykle, a gdy hanower oderwał się już od ziemi, podążył za jego ruchem przechodząc w półsiad i płynnie oddając mu dostatecznie dużo wodzy. Po skoku poprowadził konia w galopie po ścianie, oddając mu wodze i klepiąc go mimo wszystko po szyi, by nie czuł się stłamszony tamtą próbą sił. Następnie przeszedł do kłusa, a później do stępa, w którym zjechał z parkuru na rozprężalnię. Tam jeszcze pokłusował przez chwilę, po czym rozstępował konia, wówczas ponownie mu dziękując za przejazd. Gdy skończył, wyjechali do stajni. /zt

Taylor - 2015-07-10, 21:25

Jak to miała w zwyczaju, po szóstej przeszkodzie pozbierała się błyskawicznie, korzystając z niewielkiego dystansu dzielącego te dwie przeszkody i sprawdziła czy noga na którą galopowali była dobra. W razie konieczności zmieniła ją, niemniej jednak szybko powracając myślami ponownie do stacjonaty, która stała na ich drodze. Wróciła w siodło, wycofując nieznacznie ramiona i przytrzymując wierzchowca, sugerując raczej normalne lub nawet bliskie wybicie - nie za bliskie, ale stosunkowo bliskie. Z chwilą oderwania się przodów ogiera od ziemi zabrała się razem z nim do lotu, cofając biodra i tym samym wchodząc w stosunkowo, aczkolwiek nie przesadnie głęboki półsiad i oddając stosowną do wymiarów przeszkody ilośc wodzy. W trakcie lotu skupiała się na tym, by dac Unexowi pole do popisu i nie zaburzac jego równowagi. Jedyne co pozwoliła sobie zrobic to subtelnie przestawic pomoce na lewo, sugerując lądowanie na tą właśnie nogę w celu ułatwienia sobie co nieco najazdu na ósmą przeszkodę. Podczas lądowania nieznacznie odchyliła się do tyłu, bez kłopotu odnajdując równowagę o własnych siłach i z jej zachowaniem miękko amortyzując cały skok na swoich nogach, unikając uderzenia o grzbiet konia. Zaraz po wylądowaniu weszła w lekki siad, prosząc Unexpected o lekkie dodanie w dystansie i wycofując się dopiero z chwilą, kiedy wyjechali z zakrętu na wprost, którego niemal proroczo i na całe szczęście nie ścięła, bo skończyłoby się to znacznie gorzej. Oczywiście nie spodziewała się potknięcia, wróżenie nigdy nie było jej mocną stroną, a zatem z chwilą gdy takowe nastąpiło zachwiała się, na moment znajdując się na szyi ogiera, niemniej jednak dosyc szybko odnajdując ponownie swoje miejsce w siodle. Pozbieranie siebie było o wiele mniej skomplikowane niż pozbieranie konia, a zatem mimo walki o odzyskanie stuprocentowej równowagi nie udało im się to. Taylor zrobiła jednak wszystko, by jej wierzchowiec za bardzo nie ucierpiał, wchodząc w możliwie jak najwygodniejszy dla tej sytuacji półsiad i godząc się z tym, że zrzutka jest w tym wypadku po prostu nieunikniona. Oczywiście nie umknął jej dźwięk puknięcia i zrzucanej belki, ale nie przejęła się, nadal zdeterminowana by ukończyc przejazd z dobrym czasem jak i możliwie najmniejszą ilością punktów karnych. Wiadomo, na ostatniej przeszkodzie mogło zdarzyc się wszytko, w tym upadek. Między ósmą a dziewiątą przeszkodą wykonała widowiskowe dodanie rodem z rozgrywki, prosząc swojego konia o jak najwięcej ile tylko mógł z siebie dac i kończąc swój przejazd w fantastycznym, rozgrywkowym stylu - zawrotnym tempem dojeżdżając do dziewiątki i oddając na niej stylowy, pewnie dzięki Unexowi widowiskowy skok. Po wylądowaniu galopowała go jeszcze chwilę po parkurze, klepiąc i jak najbardziej chwaląc. Ostatecznie zjechała na rozprężalnie, gdzie rozkłusowała i rozstępowała go, a następnie odprowadziła do stajni, schłodziła i odstawiła do boksu, zostawiając w żłobie kilka smakołyków.
/zt.

Mistrz Gry - 2015-07-10, 22:11
Temat postu: Jonah Wrens & Friskey Whiskey
JONAH WRENS & FRISKEY WHISKEY



    63; Trącenie przeszkody podczas skoku;
    a) bez naruszenia przeszkody.
    Opis:
    Koń od początku miał wyraźny problem z mobilizacją. Ciężko było o wyegzekwowanie u niego aktywnego tempa, co nawet przy tych wysokościach było kłopotliwe - o czym Jonah przekonał się już na drugiej przeszkodzie, gdzie koń w trakcie skoku trącił drąg, szczęśliwie nie zrzucając go.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Jonah Wrens - 2015-07-10, 22:35

Prowadząc siwka po parkurze, zwróciłem jego uwagę na najbardziej 'szalone', przeszkody tego parkuru. Dla mnie te wysokości nie były niczym strasznym, wręcz przeciwnie. Bawiło mnie to, jednak musiałem zachować spokój - koń, którego dosiadałem niekoniecznie mógł uważać tak samo jak ja.
Krótko się ukłoniłem na dźwięk dzwonka i poprosiłem go o zagalopowanie na prawą nogę. Przejeżdżając spokojnie za trójką, ustawiałem konia w pomocach. Starałem się od niego wyciągnąć nieco żwawsze tempo, bo nawet gdyby stały tam 40cm stacjonaty, tak czy siak nie mógł ich lekceważyć. Dlatego trzymając go na większym luzie, pilnowałem tylko stron żeby nie uciekł na boki, a swoją postawą dodawałem mu odwagi. Nie wciskałem go jednak w szczelny korytarz z łydek i wodzy, żeby nie zniechęcić siwka.
Doprowadzając Friskeya do pierwszej przeszkody dałem mu sygnał do skoku i zrobiłem lekki półsiad. Od razu przypilnowałem galopu na prawą nogę i zbyt wolnym tempem dojechaliśmy do dwójki. Mimo mocniejszego sygnału, który posłałem ogierowi, usłyszałem stuknięcie kopyt o drąg. Nie odwracałem się, po prostu prowadziłem dalej siwensa, dając mu jednak wyraźniejszy sygnał do przyśpieszenia tempa. Tym samym dopilnowałem, aby galopował on na lewą nogę.
Dojeżdżając do trójki, ustawiłem go na sam środek przeszkody, starając się unikać skoków pod skosem, co mogłoby być zbyt trudne. Wracając, przed przeszkodą dałem mu sygnał do wyciągnięcia kroku, po czym kolejny do oddania skoku. Luźny, dłuższy półsiad i oddanie ręki, po czym delikatne, mało inwazyjne ustawienie konia na dalszą drogę w lewo.
Po łagodnym łuku dotarliśmy do czwórki, gdzie ustawiłem pysk konia na sam środek przeszkody, doprowadzając go do końca. Oczywiście dałem mu trochę wcześniej sygnał, nie wymagając skoków pod samą przeszkodą.
Kontynuując jazdę na lewo zmierzaliśmy w stronę następnej przeszkody.

Mia - 2015-07-11, 15:42

....Po okserze nadeszła pora na stacjonatę, lecz w chwili najazdu na ramię dziewczyny spadła pierwsza kropla deszczu. Jęknęła z nadzieją, że te kilka kropel z nieba nie zmieni się w ulewę, lecz wygadała, bo już chwilę potem zaczęło mocno padać. Niemniej starała się nie stracić skupienia na jeździe, chociaż ciężej było jej teraz manewrować między przeszkodami. Póki co nie miała miejsca ani czasu na żadne ścięte zakręty, bo zaledwie foulee dalej ponownie łydką poprosiła o odbicie, samą przechodząc w głęboki półsiad z mocno wypchniętymi do tyłu biodrami i przesuniętymi nadgarstkami wzdłuż grzebienia siwej grzywy konia. W końcowych fazach lotu wysunęła nogi, aby wraz z wylądowaniem nie obciążyć tak grzbietu belgijczyka.
....Niestety tym razem musiała zrezygnować z prób zyskania na czasie, bo podłoże stało się zbyt grząskie, a Mia dalej nie podkuła Windsora. Dużym łukiem najechała na piątą przeszkodę. Przed najazdem posłała jeszcze wałachowi pojedynczą półparadę, aby nie wyłamał przed nową konstrukcją - na co dzień nie miał styczności z tymi rowami, bo zwyczajnie Mia nie wpisywała ich w swoje treningi. Lekko przytrzymała konia, aby trzy foulee później subtelną łydką poprosić o wybicie. Postępowała według schematu, który ciągle się powtarzał, lecz tym razem po powrocie na ziemię nagrodziła jeszcze krótko podopiecznego, klepiąc go po szyi. Połowa za nimi i żadnego strącenia, jak najbardziej zasługiwał na to. Jedyne co teraz stało im na przeszkodzie to siarczysty deszcz, bo Mia mogła jedynie zasłonić się od czasu do czasu daszkiem od kasku. Gorzej było z siwym, ale ten też sobie pewnie poradził.
....Po piątce Alight poprowadziła konia po prostej, znowu profilaktycznie zamykając go w korytarzu z pomocy. I przy tym okserze nie napotkali żadnych problemów, gładko pokonali i tę przeszkodę. Wszystko to samo - łydka, półsiad, oddanie wodzy. Jedyne co tym razem się zmieniło to wyraźne przestawienie pomocy na lewo, aby Wind wylądował na tejże nodze, a przez to miał ułatwiony dojazd do kolejnej przeszkody.

Mia - 2015-07-11, 17:45

....Mia widząc ile osób startuje w klasie LL, a przy tym jacy zawodnicy - zrezygnowała z walki o pierwsze miejsce. Ten przejazd chciała potraktować jako rozruszanie rudej, którą przez ten krótki czas bardzo polubiła. Co gdyby tak w przyszłości poszerzyć jej kolekcję o kasztankę? Pożyjemy, zobaczymy :lol:
....Po przeskoczeniu czwartej przeszkody dziewiętnastolatka poprowadziła Pleasure na bliźniaczą do poprzedniej stacjonatę. Czuła, że rudzielec ma trochę energii pozwoliła jej znacznie poszerzyć foulee, jak szaleć to szaleć, może nie będzie ostatniego miejsca? I jakby wygadała to na zakręcie Forbidden zahaczyła o coś kopytem. Dziewiętnastolatka nie widziała co to dokładnie było, lecz od razu zareagowała, starając się o to, aby się nie wywróciła. Zależnie czy ruda leciała do tyłu czy do przodu, dziewczyna odchyliła się w drugą stronę. Nie miała już czasu, aby wrócić do poprzedniego ustawienia, zwyczajnie musiała kontynuować dalszy przejazd. Wyprostowawszy siedmiolatkę na środek przeszkody, wycofała ramiona, odliczając w myślach do trzech. Przy ostatniej liczbie posłała jej dość stanowczą łydkę, wyraźnie proszącą o wybicie. W tej sytuacji sama Mia podniosła się z siodła i mocno wypchnęła biodra do tyłu, nadgarstkami podążając za pyskiem konia. Lądując wyciągnęła nogi, aby odciążyć grzbiet klaczy.
....Odnalazła wzrokiem przedostatnią przeszkodę. Nie odczuwając potrzeby tak długiego dystansu, mocno ścięła zakręt, zostawiając sobie jeszcze miejsce na wyprostowanie pary. Ponownie pozwoliła sobie w odległości poszerzyć krok konia, lecz zbliżając się już do stacjonaty posłała półparadę, potem samym dostosowując jej krok do wysokości przeszkody. Cofnęła ramiona w trakcie najazdu, ostatecznie łydką prosząc kasztankę o odbicie. Podążyła za jej ruchem, kiedy tylko to zrobiła, oddając jej stosowną ilość wodzy, aby mogła swobodnie wyciągnąć szyję. Dalej po prostej linii najechała na ostatnią już przeszkodę. Wszystko wyglądało tak samo, delikatna łydka do odbicia, półsiad i wodze. W ostatnich fazach lotu wysunęła nogi, aby wylądować na własnych siłach, a nie grzbiecie Forbidden. Zostało im jeszcze tylko dojechać do linii mety, a razem z tym zatrzymaniem czasu.
....Chwilę potem zablokowała miednicę i zwolniła do kłusa. Zjechała na rozprężalnię, gdzie spokojnie rozstępowała siedmiolatkę. Odprowadziła do stajni, gdzie schłodziła do rudzielca, po czym odprowadziła do boksu. W żłobie zostawiła ilość smakołyków równe Windsorowi. /zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group