Winning Mood - 2017-11-03, 12:13 Zachęcony do pracy możliwością wcześniejszego pozbycia się nadmiaru energii nie potrzebował teraz wiele czasu aby pozbierać się po odpoczynku. Nie od razu, ale dosłownie po kilku krokach zaczął wchodzić na kontakt, ładnie od zadu pchając się naprzód. Zakłusowanie także nie było dla niego większym problemem - chętnie przeszedł do wyższego chodu, w którym zaczął poruszać się rytmicznie i w jednym tempie. Postawił uszy, kiedy dziewczyna naprowadziła go na drążki i choć w pierwszym momencie chciał przyspieszyć, to upomniany przez amazonkę pozostał w tej samej prędkości, którą ustanowili sobie na początku.
Wpatrywał się w te niewielkie przeszkody z wielkim zaangażowaniem i z takim samym stawiał nogi na podłożu, bardzo wiele siły wkładając w każdy kolejny krok. Rozdziawił nieco chrapy, przez które własnie mocno wypuszczał powietrze, i nadaktywnie naszedł na drążki, wysoko przy tym podnosząc kopyta, zupełnie jakby bał się dotknąć drewna choćby brzegiem kopyta. Myślę, że nawet można było wyczuć fazę zawieszenia, zaraz po której zwierz mocno stawiał nogę na ziemi by wykonać kolejny "wzlot".
Ostatecznie przeszkoda została pokonana bez żadnych problemów, a Winnie już w tym momencie nastawiał się na dużo więcej.Naomi Eaton - 2017-11-04, 11:03 Pochwaliła Winniego głosem, po czym pojechała na wprost, by kawałek dalej wykonać przez półwoltę, przez którą zawróciła na drążki celem pokonania ich z drugiej strony. Nie chciała na tym poprzestać, ale nie widziała też większego sensu w ciągłym powtarzaniu ćwiczenia, dlatego postanowiła przerwać je innym i później stosować je wymiennie. Było to sześć cavaletti ustawionych równolegle, ale dzieliły się na dwa zestawy - po trzech kawaletkach było około osiem metrów odstępu, a po nim stały pozostałe trzy drążki.
Naomi najechała na pierwszy zestaw energicznym kłusem, anglezując. Jak zawsze postarała się o prostopadły najazd, nie tylko chcąc uchronić siwka przed złymi nawykami, ale też utrwalić w samej sobie prawidłowe reakcje. Zamknęła go zatem w łydkach, a wodze w dalszym ciągu trzymała napięte i równe, odpowiednio szeroko rozstawione. Podobnie jak przy poprzednim ćwiczeniu, pilnowała przede wszystkim energii konia i wyprostowania. Pokonawszy trzecią kawaletkę, wbrew wszelkim podejrzeniom, które prawdopodobnie powstały w głowie Winniego, nie pojechała na wprost, tylko wykonała koło w lewo. Na okręgu przypilnowała prawidłowego wygięcia, starannie owijając konia wokół wewnętrznej łydki i zapewniając mu oparcie na zewnętrznych pomocach. Zamknęła koło w ten sposób, by raz jeszcze pokonać te same trzy drążki, po których pojechała na wprost, tym razem nie omijając drugiego zestawu. Pokonawszy go, wykręciła kolejne koło, tym razem w prawo, którego koniec wypadał po ponownym przejściu kawaletek z drugiego zestawu.Winning Mood - 2017-11-06, 11:28 Ogier posłusznie reagował na wszystkie polecenia amazonki i szedł w kierunku, w którym go prowadziła, ładnie wpisując się przy tym w łuk półwolty i chętnie najeżdżając na drążki z drugiej strony. Tu ponownie całą swoją uwagę skupił na poprawnym wykonaniu ćwiczenia, wyżej niż było to potrzebne, podnosząc nogi i z przytupem stawiając je na podłożu. Zachęcony tą ciekawą odmianą w zwyczajnym kręceniu się po placu, ożywił się jeszcze bardziej widząc kolejne, czekające go, zadanie. Postawił uszy na sztorc i aktywnym kłusem najechał na cavaletti, ponownie wymachując wysoko kończynami, by zaraz po trzech pierwszych nieco zwiększyć obroty. Wyraźnie napalił się na kolejną turę, która miała nastąpić po kilkumetrowej przerwie i równie mocno zdziwił się, gdy dziewczyna zepchnęła go na koło. Delikatnie zawahał się, by ostatecznie wykonać polecenie i owinąć się wokół jej wewnętrznej łydki.
Tym razem już nieco spokojniej, ale nadal z całą uwagą skupioną na ćwiczeniu, najechał na cavaletki i wyczuliwszy się na kolejne komendy tym razem zaskoczony poszedł po prostu naprzód i pokonał drugi zestaw drążków. Naomi idealnie udało się wprowadzić go w delikatną konfuzję, przez co wyciszył się z chwilowej chęci pędzenia przed siebie i w pełni skupił na kolejnych rzeczach, których od niego wymagała. Nie inaczej było też z woltą, którą zatoczyła w prawo zaraz po pokonaniu drugiego zestawu drążków jak również jego ponowne pokonanie.Naomi Eaton - 2017-11-10, 13:59 Po wykonaniu ćwiczenia pochwaliła konia, po czym ponownie najechała na cztery, równolegle ustawione drągi, na których rozpoczęli ćwiczenia. Po ich pokonaniu ponownie zajęła się zestawem dwóch drągów, na którym wykonywała wolty, tym razem w drugą stronę.
Po takiej ilości kłusa na drągach, po zakończeniu ostatniego ćwiczenia i pochwaleniu Winniego, wróciła na ścianę by zagalopować na niej w najbliższym narożniku. Przed zagalopowaniem usiadła w siodle, po czym przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i wypchnęła siwka z bioder do galopu. Przez chwilę galopowała po ścianie, starając się uzyskać jednakowo aktywny, co luźny galop, po czym wykonała swobodny najazd na pierwsze podczas treningu przeszkody. Były to cztery przeszkody ułożone w szereg gimnastyczny, a zatem nieduże, ćwiczące bardziej gibkość aniżeli skuteczność na wysokość.
Najeżdżając na krzyżaka rozpoczynającego szereg, Nao skupiła się przede wszystkim na tempie galopu. Nie pozwoliła ogierowi spłaszczyć galopu, co nie powinno być trudne, zważywszy na fakt, że podczas rozgrzewki całkiem fajnie z nią współpracował. Jednocześnie nie tłumiła przesadnie jego chęci, nie bojąc się aktywnie wejść w szereg.
Za chwilę posłała konia do skoku i wyszła za jego ruchem do niedużego półsiadu, pracując przede wszystkim ręką, ale nie rzucając wodzy. Chwilę później wycofała się z powrotem w siodło, odpowiednio do sytuacji przytrzymała/podparła konia łydką, by po jednej foule galopu oddać skok nad stacjonatą, po której w odległości jednej foule również stała stacjonata, a za nią w odległości dwóch foule okser. Najwyższa przeszkoda nie przekraczała w tym momencie 90 centymetrów, a podczas wykonywania całego ćwiczenia, blondynka starała się nie zawieść konia, płynnie przechodząc do półsiadu w skoku czy wracając miękko w siodło. Powodzenie wykonania tego ćwiczenia zależało równie mocno od niej, co od Winniego.Winning Mood - 2017-11-10, 16:27 Ogier nadal chętnie wykonywał wszystkie zadania zlecone mu przez dziewczynę, jeszcze nie nudząc się pokonywaniem ich w średnim chodzie, dzięki zmianom, które dziwczyna stale wprowadzała w rozgrzewkę. Tak samo aktywnie przechodził przez wszystkie drążki i ładnie wpisywał się w łuki na woltach, nie tracąc w nich aktywności i tempa. Muszę przyznać, że bardzo chętnie brał udział w dzisiejszym treningu i równie ochoczo zamierzał zabrać się za skoki, na które przyszła teraz pora.
Mimo, że przeszkody nie były wysokie Winning napalił się lekko na sam widok czekającej go gimnastyki. Zaczął mocniej uderzać kopytami o ziemię, raz po raz przy tym głośno parskając, ale nie przyspieszył specjalnie, ani nie podniósł wysoko głowy, która nadal ładnie osadzona była w dole na lekko zaokrąglonej szyi. Podniósł ją dopiero w momencie, w którym rozpoczęli najazd na krzyżaka i postawił uszy na sztorc, w pełni skupiając się na skoku. Szedł równym, aktywnym, ale nieprzesadnie szybkim, tempem by po kilku sekundach pokonać już pierwszy człon szeregu, który nie stanowił dlań większego wyzwania. Odbił się delikatnie od ziemi i już w chwilę później stawiał kopyta po jego drugiej stronie. Swobodnie zmieścili się na jedną foulee do stojącej nieopodal stacjonaty, którą także pokonali bez większych problemów, jednakże tu pojawił się niewielki problem z lądowaniem. Siwy włożył nieco zbyt dużo energii w drugi skok, dlatego też foulee galopu do „trójki” musiała być bardzo skrócona, przez co hannower odbił się w górę niemalże z miejsca, czym pewnie zaskoczył nieco amazonkę. Nie zamierzał wyłamać ani się zatrzymać – za punkt honoru stawiał sobie pokonanie wszystkich stojących przed nim przeszkód, a skoro skakali teraz szereg, to i jego w całości musiał mieć za plecami.
Dość nieudany skok na trójce zaowocował także bliskim lądowaniem, a to z kolei pociągnęło za sobą dwie rozciągnięte foulee ku okserowi, z którym poradzili sobie już bez mniejszych problemów. Szereg jednak zdecydowanie wymagał lekkiej poprawki, a Winnie nauczony błędem powinien zakodować sobie w główce jak prawidłowo pokonać te kilka przeszkód.Naomi Eaton - 2017-11-10, 17:04 Takie skoki z miejsca były częstym problemem Naomi, bo chociaż lubiła tę dyscyplinę, to niestety wciąż popełniała sporo błędów. Oczywiście od konia również wiele zależało, ale i teraz odniosła wrażenie, że gdyby wykazała się lepszą reakcją, to zdołałaby "zachować" Winninga przy sobie. Nie zrażała się jednak takimi niepowodzeniami, nawet jeżeli czasem oznaczały one bliskie spotkanie z ziemią. Wiedziała, że jeżeli się nie rozskacze i nie oswoi z tym uczuciem, to wciąż tak będzie, a nie było to zadowalające rozwiązanie.
W każdym razie tak oddany skok rzeczywiście wytrącił ją z równowagi, przez co mogła lekko polecieć na szyję konia i tym samym przeszkodzić mu w pokonaniu skoku. Na szczęście nie na tyle, by ostatni skok miał się im nie udać.
Po wyjściu z szeregu dała Winniemu jak i sobie chwilę na ochłonięcie, po czym ponownie najechała na szereg, tym razem z drugiej nogi, w międzyczasie zmieniając ją poprzez chwilowe przejście do kłusa. Tym razem starała się podejść do tego jeszcze spokojniej, nie tyle spokojniej przez działania, co głową. Wprowadzając siwka w przeszkody skupiła się nad kontrolowaniem go, co wiązało się z płynnym wychodzeniem do skoku, jak i powrotem w siodło podczas lądowania. Tym samym była bardziej zdecydowana, starając się nie dopuścić do tego, by to ogier decydował o tym, w którym momencie się wybić. Pilnowała go, samodzielnie dyktując warunki, aż wreszcie pokonała szereg po raz drugi. Jeżeli bez niespodzianek, pochwaliła siwka klepaniem po szyi i na chwilę przeszła do kłusa.Winning Mood - 2017-11-13, 12:36 Winning miał to do siebie, że często ratował i chętnie szedł na kolejne przeszkody, nawet jeśli któraś z poprzednich nie do końca została pokonana w taki sposób, w jaki powinna. To też często wiązało się z niepotrzebnymi upadkami, bo jeśli koń zatrzymałby się po nieudanym skoku, zakładając, że przy tym wytrącił z równowagi jeźdźca, to ten miałby większe szanse na to, żeby się pozbierać. Takie kontynuowanie szeregu w jego przypadku było więc zarówno dobre jak i, w niektórych przypadkach, niebezpieczne. Z tego skoku, na szczęście, udało im się wyjść cało, a niezrażony ogier chętnie przeszedł do kłusa, zagalopował z drugiej nogi i dziarskim krokiem ruszył na szereg kiedy dziewczyna ponownie go nań naprowadziła.
Tym razem zdawało się, że szereg zostanie wykonany bezbłędnie. Moody już od samego początku wyczuwał, że blondynka ma nad nim większą kontrolę i chętnie poddawał się jej decyzjom, rezygnując ze swoich własnych na rzecz poprawnie wykonanego zadania. Krzyżaczek ponownie nie sprawił parze żadnego problemu, a pierwsza stacjonata poszła im równie gładko. Lądowanie, pełne skupienie i kolejny skok, tym razem nie z miejsca i z bardzo bezpiecznym zakończeniem. Siwy postawił uszy na sztorc, wykonał mocne dwie foulee i ponownie posłuchawszy wybranego przez Naomi miejsca odskoku wybił się, mocno wpierw wbijając kopyta w ziemie i ładnie balansując nad przeszkodą zakończył ją na wybraną przez amazonkę stronę by po chwili przejść do kłusa i z radością przyjąć klepanie po szyi. Nagrody zawsze podobały mu się najbardziej.Naomi Eaton - 2017-11-17, 15:35 Tym razem mogła być z siebie dumna, bo wszystko rzeczywiście poszło zgodnie z jej planem. Przeszła na chwilę do kłusa, a z niego do stępa, po czym poprosiła kogoś o podniesienie przeszkód tak, by najwyższa miała metr. Wyżej nie chciała dzisiaj skakać, nie była to pora na bicie rekordów.
Kiedy przeszkody zostały podniesione, krótka przerwa dobiegła końca, a Naomi ponownie ustawiła siwka na pomocach i ruszyła kłusem, z którego wykonała zagalopowanie z lewej nogi. Ponownie najechała na szereg, jak zawsze starając się uzyskać wystarczająco aktywne tempo galopu, w którym próbowała nie dopuścić do nadmiernego rozciągnięcia foule. Udało jej się najechać prostopadle do środka krzyżaka, co poskutkowało udanym rozpoczęciem szeregu. Po pokonaniu pierwszej stacjonaty jednak przestało być tak kolorowo, bowiem wybijając się do drugiej niechcący wyprzedziła lekko siwka, tym samym prawdopodobnie zaburzając jego równowagę. Co prawda nie na tyle, by się zatrzymał, ale wystarczająco by trącił drąg - jednak to czy spadł, czy tylko się zatrząsł, pozostawiam już do wyboru. W każdym razie ten dźwięk skutecznie zmobilizował Nao, by nie zrobiła takiej głupoty na okserze kończącym szereg. Przeskoczywszy go, pogalopowała na lewo, po czym przeszła do kłusa i za chwilę wykonała kolejne zagalopowanie, tym razem z prawej nogi by po raz ostatni pokonać szereg. Znacznie prościej było, gdy ktoś kontrolował to z boku, ale i bez takiej pomocy blondynka radziła sobie całkiem dobrze.
Starając się nie wyprzedzać konia, ponownie rozpoczęła szereg, z powodzeniem pokonując przeszkodę za przeszkodą. Między członami starała się utrzymywać Winniego w zamkniętym korytarzu z pomocy, który miał nie tylko ograniczyć ryzyko wyłamania, ale również uchronić konia przed przedwczesnym oddaniem skoku lub skróceniem się.
Ostatnie podejście także można było zaliczyć do udanych, toteż siwek ponownie dostał pochwałę.
Na koniec treningu rozkłusowała go w dole, a potem przeszła do stępa, w którym pozostała do końca treningu. Stępując pochwaliła konia raz jeszcze, poczęstowała go smakołykiem i po piętnastu minutach zsiadła i wyprowadziła Winniego do stajni. /ztWinning Mood - 2017-11-17, 15:54 Chętnie przeszedł do kłusa, a następnie do stępa i z ulgą przyjął chwilę przerwy, która właśnie następowała. Miał całkiem niezłą kondycję, ale po oddaniu kilku skoków wyraźnie dało się zauważyć, że koń jest roztrenowany. Patrząc również z tej strony można było uznać, że wysokość na dzisiejszy trening była naprawdę dobrze dobrana. Nie były to jakieś niskie koziołki, ale także nie wystawione w kosmos przeszkody, toteż leżały mniej więcej po środku możliwości siwka. I była to całkiem słuszna decyzja.
Po kilku minutach wrócił do kłusa, jak prosiła go dziewczyna i chętnie zagalopował, ponownie najeżdżając na podwyższony szereg. Postawił uszy i mocno skupił uwagę na przeszkodach, a kiedy już znalazł się za pierwszą z nich postawił mocną foulee i wyraźnie wyczuł, że dziewczyna lekko go wyprzedziła. Zawahał się, ale szedł dalej, trącając przednimi kopytami drąg, który nie zleciał jednak z kłódek, a żeby do tego nie doprowadzić Winning mocno wyrzucił zadnie nogi do tyłu, nauczony tego zabiegu dla prewencji zdobycia punktów karnych. Po wylądowaniu postawił mocne dwie foulee do oksera, a tego pokonał z dużym zapasem, tak na wszelki wypadek, oddając mało ekonomiczny, ale za to jak efektowny, skok.
Przed powtórnym pokonaniem szeregu ponownie wszedł w kłus i zmieniwszy nogę jeszcze raz pokonał przeszkody, tym razem w punkt wychodząc do każdej z nich i idealnie zgrywając się z amazonką. Z chęcią przyjął pochwały, które mu przekazała i posłusznie dał się rozkłusować i rozstępować, pod koniec jazdy ciamkając w pysku smakołyk.
Gdy dziewczyna zeskoczyła z jego grzbietu grzecznie ruszył wraz z nią do stajni, będąc zbyt zmęczony na cokolwiek innego.
ztJonah Wrens - 2018-03-27, 23:32 Prowadząc siwego jak najbardziej po trawie, żeby było mu wygodniej iść z hacelami udałem się na dwór, tym razem celując na trawiaste podłoże. Szkoda było mi chować się na hali ale też żal mi było jego nóg stąd decyzja o wkręceniu haceli. Wprowadzając go na parkur wsiadłem na niego i poprosiłem o ruszenie stępem na luźnej wodzy. Na miejscu czekały na nas już drągi na kłus i galop, które miały posłużyć nam w drugiej fazie rozgrzewki. Ostatnio skakaliśmy parkur, więc dzisiaj przypadła nam gimnastyka, która miała trochę pomóc Shockowi wzmocnić plecy, które teraz pod nowym siodłem śmiało mogły się rozwijać, o ile już nie osiągnęły limitu. Prowadząc go po pierwszym śladzie, dla sprawdzianu ściągałem go na trzeci ślad i prowadziłem w łydkach w jak najprostszej linii, sprawdzając czy przypadkiem nie pcha się, na którąś ze stron (zwłaszcza na te zewnętrzne). Zmieniając sobie kierunek przez przekątne na razie, nie szukałem jeszcze kontaktu. Momentami zahaczałem o pojedyncze drągi, żeby sobie przez nie przeszedł przy pomocy moich łydek, ale bez kontaktu z ręką. Akurat w stępie nie powinno to być straszne dla holsztyna, czego nie zrobiłbym już w galopie.Shockwave - 2018-03-28, 20:20 Krocząc przed siebie czuł różnicę w poruszaniu się, obecne hacele znacząco zwiększały przyczepność do trawiastego podłoża niestety na tym brukowanym będąc mimo wszystko nieprzyjemnym dodatkiem. Wprowadzony na parkur trawiasty rozejrzał się i zarżał głośno napinając przy tym mięśnie brzucha. Gęstym ogonem obił o swoje boki mimo to stojąc w miejscu, gdy Jo zajmował miejsce na jego grzbiecie. Zaproszony do stępa ruszył aktywnie obszernym krokiem, bujając mężczyznę w siodle w rytm stawianych kroków.
Nowe siodło dawało mu znacznie większą swobodę, co Jo mógł dostrzec na ostatnim treningu, gdy podczas lądowania śmiało otwierał się zadem dodatkowo w trakcie brykania czy samych skoków prezentując dużą elastyczność. Także w pracy po płaskim chętnie się rozluźniał i unosił grzbietu ku górze pozwalając mu pracować i dźwigać ciężar jeźdźca.
Sprowadzony na trzeci ślad nadal szedł przed siebie niosąc głowę w dole na luźnej wodzy. Nie miał tendencji do tulenia się do ścian i swobodnie mógł stępować nawet w samym środku parkuru lub po bliżej nieokreślonej trasie zakładającej wykonywanie masy ósemek i wolt.
Leżące drągi również nie okazały się być wyzwaniem, dlatego wręcz z obojętnością Shock przechodził przez nie uważając jednak, aby nie nadepnąć na żaden z nich.Jonah Wrens - 2018-03-29, 09:41 Jeszcze zamierzałem go sprawdzić w kłusie i galopie, chcąc sprawdzić czy gdzieś nie będzie szukał oparcia w postaci ściany. Na tę chwilę pozbierałem wodze i zaprosiłem go do kłusa. Na lekkim kontakcie i trochę dłuższej wodzy, znowu chciałem żeby kłusował swoim naturalnym tempem. Póki co nie zamierzałem więcej od niego nie wymagać, skupiając się na zmianach kierunku, wszelkiej maści wyjazdach do wewnątrz parkuru, żeby ciągle się gdzieś kręcić. Również jak już trochę się rozkłusował po całości to zabrałem go na ósemkę rozciągniętą na całym parkurze. W środku było przejście do stępa najpierw, aż na siedem kroków i dopiero z powrotem ruszenie kłusem. Po przejściu na jedną i drugą stronę, skracałem ilość kroków, aż doszliśmy do momentu przejścia do stój i ponownego ruszenia kłusem. Po tej zabawie, zwolniłem go do stępa i dałem mu luz na odetchnięcie.
Nasza dzisiejsza Gimnastyka póki co była ułożonymi drągami na galop, które mieliśmy pojeździć na płasko. Ruszając kłusem na kontakcie od razu zacząłem jechać najpierw ustawione w linii drągi na prosto i po skosie, a dopiero później dorzuciłem te drągi z samej gimnastyki. Pilnowałem go, aby był wyprostowany i szedł luźno bez rozpędzania się na drągach. Na samym końcu dorzuciłem mu te trzy drągi ustawione po łuku, na których najeżdżałem na środek i spokojnie go pilnowałem, żeby nie kombinował mając dużo miejsca przed sobą. Dzięki jeżdżeniu drągów na galop kłusem mogłem sprawdzić, czy Siwy myśli i trochę na mnie polega czekając spokojnie na sygnały. Jak go trochę rozjeździłem po dragach w kłusie, zwolniliśmy do stępa i mógł odpocząć.Shockwave - 2018-03-29, 11:21 Zaproszony do kłusa ruszył lekko i sprawnie, niosąc Jo przyjemnie na swoich grzbiecie. Łeb niósł w dole na zaokrąglonej w rogal śnieżnobiałej szyi przykrytej grzywą w tym samym kolorze. Tutaj podobnie jak w stępie nie próbował uciekać w kierunku ścian czując się równie dobrze na samym środku parkuru jak i przy ogrodzeniu. Spokojnie oparł się na wędzidle przeżuwając je od czasu do czasu, przy czym pozostawał lekki na ręce i elastyczny. Giął się od łydek nie wykazując żaden oporu w trakcie wszelkich prób ustępowań od łydki lub ich przesuwającego działania.
Przejścia wykonywał chętnie będąc przy tym rześkim i bardzo czujnym, dlatego po paru powtórzeniach już tylko czekał na przejście do kłusa w zależności od tego ile pozostało im kroków stępa do wykonania. Wbrew pozorom samo ćwiczenie wymagało dużej ilości skupienia od konia, a zwłaszcza u takiego Shocka, który należał do tych bardziej porywczych rumaków.
Starał się mocno w trakcie pokonywania drągów podnosząc wysoko kończyny tuż nad nimi. Wypuszczał nos do dołu dodatkowo uruchamiając przy tym plecy, które po zmianie siodła były w znacznie lepszej kondycji, nie bolało go nic i mógł spokojnie nimi pracować. Nie śpieszył nadmiernie w ich kierunku i koncentrował się na stawianych przed nim zadaniach.
Wyciągał w kłusie wiedząc, że musi się trochę wysilić przy drągach na galop aczkolwiek nie pozostawał głuchy na działania Jo, który przecież był jego partnerem i chciał mu pomóc bądź wskazać drogę.
Po pracy na drągach przeszedł do stępa i podrzucił łbem do góry parskając zaraz po chwili, zaswędział go nosek w wyniki czego nagle się zatrzymał i zaczął ocierać nim o lewy przedni nadgarstek.Jonah Wrens - 2018-03-29, 12:15 Dawałem mu rękę jeśli chciał zerkać pod nogi i rozciągać przy tym szyję. Wszystko było w oparciu, więc nie ginął nam gdzieś kontakt, co było ważne. Właśnie na tym przecież polegała elastyczność ręki, a nie oparta na sztywnych ramach. Jeśli chodzi o pokonywanie drągów, w żadnym wypadku on nie miał przyśpieszać, cały czas dawałem mu równe i aktywne tempo, a jeżdżenie drągów na galop polegało tylko na tym, że musiał utrzymać równe tempo kłusa, żeby wykonać jeden krok nad drągiem, drugi między drągami, a trzeci to kolejny krok nad drągiem. Nie miał pokonywać drągów tak samo jakby były ustawione na kłus, bo mijałoby się to z naszą pracą. Jego trzeba było ogarniać i uspokajać, bo inaczej wywiózłby mnie w pole.
Gdy już zaczął się wycierać, tylko zerknąłem w stronę drągów i jak się już ogier podrapał to dałem mu łydkę, żeby ruszył przed siebie, a po kilku krokach zakłusowałem. Wsiadłem w siodło i przesunąłem lewą łydkę za popręg, a prawą docisnąłem nie przesuniętą. Ramiona miałem cofnięte, a wzrok skierowany przed siebie. Galopując zostałem tym razem w siodle, łydką wyznaczając każdą foule, a rękę trzymając w miejscu. Galopowałem luźno, ale plecy miałem wyprostowane żeby nie prowokować go ucieczką do przodu, więc kontrolowałem go w taki też sposób. Przegalopowałem go tym razem na zasadzie galopu i kręceniu wolt, częstych zmian kierunku ze zmianą nogi póki co przez kłus. Trochę chciałem go spompować, żeby do pracy gimnastycznej podszedł bardzo spokojny i dokładny. Dlatego po wstępnym rozgalopowaniu dorzuciłem wszystkie drągi. Do nich doprowadzałem go spokojnie i dawałem sygnał na pierwszy drąg, żeby pasowało mu wejście i dalsze odległości, a tak to spokojnie sobie galopowałem i trzymałem go w równym tempie, nie dociskając bezsensu. Pojeździliśmy je na lewo i prawo, a dopiero po spokojnych i dobrych przejściach nad drągami miał chwilę przerwy, podczas której ustawiono nam szalone 70cm na przeszkodach.Shockwave - 2018-03-29, 21:05 Nie wyciągał mu wodzy z rąk, a jedynie prosił o lekkie ich oddanie przy jednoczesnym zachowaniu kontaktu, na którym łapał oparcie. Pozwalał prowadzić się w pomocach stawiając ostrożnie kroki nad drągami jak i pomiędzy nimi. Słuchał i uważnie rejestrował wszelkie zmiany, przytrzymania czy dodania mające na celu ustalenie prawidłowego tempa w trakcie rozgrzewki.
Po podrapaniu się podniósł łeb i zapatrzył się gdzieś dal, ruszył stępem dopiero wraz z upominającą go łydką, by po chwili przejść do kłusa i zagalopować. Pierwsze kroki galopu na prawo wykonał spokojnie za moment lekko podrzucając zadem. Mimo to niósł lekko Jonaha na swoim grzbiecie wykonując okrągłe foule. Głowę miał w dole niosąc ją luźno na zaokrąglonej białej szyi, sam doskonale łapał równowagę, choć nie bez znaczenia pozostawały działania bruneta. Lekko podpierany obustronnie łydkami uwypuklał plecy jednocześnie na nowo uruchamiając je do pracy.
Zarówno w jedną jak i drugą stronę galopował spokojnie z łatwością zmieniając nogę prowadzącą po przejściu do kłusa. Wbrew pozorom sam galop jak i praca w nim na drągach nie spompowały go tak jak chciał tego brunet. Mężczyzna szybko przekonał się o tym, że Shock to momentami nadal tykająca bomba. W ostatnim czasie mocno się uspokoił, ale to nie oznaczało, że miał być wiecznie aniołkiem.
Przy ostatnim podejściu do drągów tuż przed planowaną przerwą pokonując ostatni drąg zrobił krok galopu i nagle znienacka wyrwał do przodu. Szybko zaczął rozwijać prędkość po drodze sadząc wesołe barany, choć białe radary tulone miał w grzywę.
Najwidoczniej potrzebował solidnego zmęczenia, do czego sam nieuchronnie prowadził swoim zachowaniem. W pewnym momencie galopując zaczął już z daleka atakować ogrodzenie niechętnie dając się przytrzymać. Może po prostu miał inny plan na dzisiejszy trening?