David Harrison - 2016-08-16, 20:46 On póki co nie musiał się jeszcze martwić szukaniem pracy, mógł czuć się niemalże jak na wakacjach. Ilość pieniędzy, jaką otrzymał w spadku była zaskakująco pokaźna, firma ojca jeszcze się jakoś kręciła. Davidek mógłby jeszcze siedzieć na dupsku nawet parę lat jeśli w tym czasie nie żyłby rozrzutnie. Do sprzedaży rodzinnej willi dojrzewał długo, chociaż tak naprawdę nigdy zbyt nie lubił tej ich staroświeckiej i jego zdaniem niezbyt przyjemnej posiadłości. Za podobną sumę dostał co prawda o wiele mniejszy, ale przynajmniej nowoczesny i jednocześnie przytulny, nowy domek w okolicy. Powinien jeszcze teraz zainwestować w całkowite jego wyposażenie, kuchnia i łazienka były co prawda w stanie wykończonym i gotowym do użytku, ale reszta leżała i kwiczała. W salonie stała kanapa do kompletu z fotelem, w jednej z sypialni materac... Poza tym wszędzie można się było natknąć na kartony wypełnione rzeczami przypominającymi o poprzednim życiu, ubraniami, cholera wie czym. Część powinna po prostu pójść na strych, aczkolwiek do tego się pan Harrison nie mógł jakoś zabrać, przecież o wiele ważniejsze było "wczucie się w miasto". Ta, akurat. Szlajał się po różnych miejscach nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, chodził na spacery, uprawiał sport, nawet czasem coś poczytał - i cały czas zastanawiał się, co zrobi ze swoim życiem. Co będzie dalej?
Upił kilka głębszych łyków piwa by zaraz odstawić kufel z powrotem na blat drewnianego stołu. Siedząc z opartymi na krześle szerokimi plecami zadarł lekko podbródek i z takiej pozycji zmierzył się z Cealie na spojrzenia, chwilę milcząc. Stukanie paznokciami o stół w pierwszym momencie skupiło jego uwagę by później w ogóle wtopić się w tło. Nie, żeby stał się nagle ślepy i głuchy czy w ogóle przestał zwracać uwagę na otoczenie, ale dopóki nic nadzwyczajnego się nie działo, był w stanie ignorować monotonne bodźce.
- Na razie. - Poprawił ją, kiedy już się nad tym zastanowił. - Zostaję na razie. - Oderwał od niej spojrzenie brązowych oczu i zmierzył nim swoje dłonie oplatające szklany kufel. - Wyrażenie "na stałe" powinno zostać zabronione. Ludzie myślą, że jak powiedzą "zawsze", to to coś zmieni, a przecież sami nie są w stanie przewidzieć zmian. - Od jakiegoś czasu mimowolnie filozofował i nie zawsze potrafił to kontrolować, niby zaczynał coś mówić normalnie i ani się obejrzał, już zwierzał się ze swoich dziwnych przemyśleń na najróżniejsze tematy. - Zobacz, jakie to nie do ogarnięcia. Właśnie się spotkaliśmy. W innym kraju, nieplanowanie. A na świecie jest ponad siedem miliardów ludzi. - Okej, już się zamknął. Mówienie tu o jakimś przeznaczeniu albo innej osobliwej sile wyższej było bez sensu, w ogóle zastanawianie się nad tym poniekąd też takie było. I chociaż akurat teraz był w stanie jednak rozmyślać i nad tym, złapał się, że czas przerwać gadać jak popieprzony. Znów się napił, spojrzeniem wracając do twarzy Amerykanki, na którą z resztą zawsze patrzył z przyjemnością. Jak każdy normalny facet.Caelie - 2016-08-16, 21:48 Mogła przecież pomyśleć i wziąć większą kwotę z konta swojego ojca, kiedy ostatecznie postanowiła uciec na teren Kanady, aby zacząć żyć według własnego planu. Jednocześnie nie chciała ściągać na siebie większej uwagi, aczkolwiek i tak była mocno zdziwiona, gdy nie wniósł on oficjalnego oskarżenia na swoją córkę. Przecież wzięła od niego pieniądze, których w gruncie rzeczy nigdy nie miała oddawać. Z resztą, naprawdę krótko borykała się z wyrzutami sumienia, za każdym razem usprawiedliwiając się brakiem normalnego dzieciństwa i odczuwaniem bólu, który nosiła w sobie każdego dnia. Szczególnie dotkliwy okazywał się wtedy, gdy w jej obecności była chwalona siostra. Istny anioł, jeśli wierzyć relacjom troskliwych i kochających rodziców. Była ich oczkiem w głowie, więc na pastwę losu pozostawili Caelie, która musiała w jakiś mniej lub bardziej przyjazny sposób odnaleźć się w całkiem nowej sytuacji. Często zostawała doprowadzana na granice ostateczności, prawie strzępiąc sobie włosy z głowy, gdy była zmuszona w obecności innych słuchać tych ocierających się o przesadę pochlebnych opinii. Wracając jednak do temu, musiała przyznać, że i tak przez te lata tylko w nielicznych okolicznościach sięgała po tą gotówkę, ostatecznie praktycznie jej połowę wydając na zakup mieszkania w mieście. Nie było ono może ogromnych rozmiarów, ale całkowicie odpowiadało jej wszystkim potrzebom. Walające się kartony stanowiły jeden z powodów dla których nie chciała tam przesiadywać. Jednak z drugiej strony w końcu będzie musiała zrobić z nimi porządek, prawda? Przecież nie mogła w nieskończoność kluczyć między nimi w drodze do któregoś z pomieszczeń. Zawsze jednak pracowała, uważając, że powinna mieć jakieś zabezpieczenie na wszelki wypadek. Nie chciała zostać na lodzie.
Upiła łyk piwa, pozwalając spierzchniętym ustom na dłuższy czas zetknąć się z tym płynem. Spod przymrużonych powiek ostrożnie przyglądała się całemu otoczeniu, z znikomym zainteresowaniem przyglądając się ludziom, którzy przychodzili i wychodzili z lokalu. Uniosła nieznacznie brwi, bez większego skrępowania i dyskomfortu równie śmiało co on odpowiadając mu takim samym spojrzeniem. W oczach kobiety pojawił się charakterystyczny błysk, a dodatkowo na jej twarz wstąpił nieco zawadiacki uśmieszek, którego używała tylko na wyjątkowe okazje. Nadal uderzała równomiernie paznokciami w blat stolika mającego dawno za sobą czasu swojej świetności, ponieważ widniało na nim kilka wyraźnym rys. Mimowolnie musiała przyznać się sama przed sobą, że ponowne wsłuchanie się w tembr jego głosu przychodzi jej z pewną łatwością, a co gorsza, z przyjemnością. Był dla niej łącznikiem tych kilkunastu dobrych chwil, które przeżyła, więc chyba do końca życia nie będzie potrafiła być dla niego tak do końca opryskliwa. Dobrze pamiętała stany, w których czasami jego myśli wybiegały znacznie do przodu i stawały się takie jak teraz. Potrafił rozłożyć dany temat na kawałki, z osobna omawiając każdą jego kwestię, nawet tą na pozór najmniej znaczącą.
- Cóż... Chciałabym się z tobą nie zgodzić, ale chyba nie mogę - powiedziała z pewną dozą swobody. Bardziej posądzałaby siebie o szybkie zmienianie miejsca zamieszkania niż jego, a już to, że przebywa w Eastbourne było lekkim szokiem. Podróże jeszcze rozumiała, ale przeniesienie się na gdzieś chociaż na określony okres czasu... Nie. To zdecydowanie jej nie pasowało względem Harrisa. - To, że się spotkaliśmy, może oznaczać tylko fakt, jak bardzo ten na górze nie jest trzeźwy.
Zaśmiała się cicho, upijając kolejny łyk alkoholu z kufla. Normalność zdaniem czarnowłosej była zdecydowanie przereklamowana, co oczywiście nie oznaczało, że niekiedy nie zdarzało się jej za nią tęsknić. Za zwykłą rutyną w życiu.Nadya - 2016-08-19, 10:16 Może i tak się pije najlepiej, jednak dla niej picie w samotności, może jeszcze w tajemnicy było oznaką, że ma problem. Samej siebie niekoniecznie chciała okłamywać, ale świat niekoniecznie musiał wiedzieć, że ma problemy. Znowu. Z resztą to i tak pestka. Dobrze, że "ogranicza" się do papierosów i "kilku" kieliszków za dużo, niż miałaby eis ponownie uzależniać od innych używek.
Ale nie o tym miałam pisać. Chciała go zabić bo ją wrzucił do wody, chyba proste?
Teraz można powiedzieć, że się mierzyli spojrzeniami. Postawiła szklankę na stoliku i usiadła zakładając nogę na nogę i sztyletowała Leona swoim wzrokiem. Nie okazała najmniejszego zdziwienia na słowa mężczyzny. W pierwszej chwili wydawało się nawet, że go zignoruje, jednak już po chwili się odezwała.
- A ja nie sądziłam, że tym towarzystwem będziesz ty. - odpowiedziała nieco złośliwym tonem, od którego nie mogła się powstrzymać. Spuściła oczy na swój kieliszek, zaraz ujęła go w dwa palce i wypiła całą jego zawartość. Ponownie znajome pieczenie było dla niej niemal kojące, o ile wódka w ogóle może być kojąca.David Harrison - 2016-08-23, 21:02 Nawet dziwnie czując się z uzewnętrznianiem swoich dziwacznych przemyśleń nie spuszczał z niej spojrzenia, ba, świdrował jej oczy głębiej i głębiej, jakby chcąc przez nie przewiercić się do jej głowy, duszy. I po prostu sprawdzić, co naprawdę o nim myśli. Zagadnienie z pozoru tak banalne i nieważne, ludzie przecież bardzo szczycili się faktem, że nie obchodzi ich opinia innych. Harrison generalnie też wywalone miał na to, co kto sobie o nim może pomyśleć, aczkolwiek tyczyło się to tylko nieznajomej, szarej masy. Osoby które już znał i chociaż w jakimś stopniu sobie cenił nie tylko miały prawo wygłosić swoją opinię o nim bez konieczności obawiania się o zarobienie w mordę, ale nawet mogły oczekiwać, że pan nie tak młody i nie tak gniewny weźmie ją sobie do serca. Albo chociaż przemyśli. Jednakże takie sytuacje często się nie zdarzały, w końcu człowiek w dzisiejszych czasach nie jest aż tak skory do dzielenia się swoją opinią twarzą w twarz, a zapytać, wiadomo, głupio. W ogóle brunet był zdania, że odpowiedź na pytanie o opinię nigdy nie jest tak szczera, jak dobrowolne podzielenie się nią bez proszenia o to. Z Caelie nie byli może w bardzo zażyłej relacji, jednakże znajomość z nią na pewno nie była dla David bez znaczenia i starał się dbać o to, by Amerykanka miała o nim dobre zdanie. Chociaż na dobrą sprawę mógł się tylko go domyślać.
Zdecydowanie przepadał za wyrazem twarzy, jaki właśnie przybrała ciemnowłosa. Nie miał co prawda przyjemności oglądać go zbyt często, mógł jednak z przekonaniem stwierdzić, że w pełni do niej pasował. Miał w sobie pazur, coś zaczepnego, jednocześnie był niewinny i subtelny. Wbrew pozorom nie każda kobieta potrafiła być pociągająca w tak niejednoznaczny sposób, niby od niechcenia, jakby po prostu miała to od zawsze w sobie. We krwi.
- Powiedz mi lepiej, co wpłynęło na to, że się spotkaliśmy. Jesteś tu przejazdem? - Zapewne nie istniało coś takiego jak męska intuicja, jednakże Niemiec przeczuwał, że wcale nie udała się do Eastbourne na objazdową wycieczkę. Poza tym, że miasto samo w sobie było bardzo przyjazne, zadbane i ani przeludnione, ani puste, nie wydawało mu się,żeby było jednym z ważniejszych celów pielgrzymek turystów ze wszystkich zakątków świata. Lokalizacja popularna wśród jeźdźców, o tym słyszał, ale poza tym co? No właśnie, nie było tu nic szczególnego. Mimo to nie chciało mu się także wierzyć, że wybrała tę lokalizację, by osiąść na stałe. Najchętniej usłyszałby teraz coś, o czym sam nie był w stanie jeszcze pomyśleć. Może jakaś praca? Sprawy dalszej rodziny?
Czekając na odpowiedź ponownie sięgnął wargami do kufla, orientując się przy okazji, że niebawem go opróżni. Nie był może szczególnym piwoszem, zawsze gustował w mocniejszych trunkach, jednak takich nie pije się bez okazji. Czy dzisiejsze spotkanie kwalifikowało się już do okazji? Jeśli miałby się nad tym zastanowić, to... zdecydowanie tak.Caelie - 2016-08-23, 22:53 Na początku nie czuła się komfortowo pod wpływem jego spojrzenia, które starało się wybadać, jakie myśli plączą jej się teraz pod czaszką. Czasami sama miała ochotę o nich zapomnieć, więc tym bardziej on nie chciałby ich poznać. Zdecydowanie. Drgnęła nieznacznie na swoim miejscu, jakby próbując przed tym uciec, ale przecież... A gdyby tak odeszła ostentacyjnie od stolika i usiadła przy innym, udowadniając mu potem, że przeszedł sam siebie, nie mając prawa robić czegoś takiego? Nie. Zbyt dużo ludzi zaczęło gromadzić się w lokalu, a Caelie nie chciała zrobić z siebie idiotki. Kiedy kilkanaście sekund temu odruchowo spięła wszystkie swoje mięśnie, teraz powoli zaczęła je rozluźniać, jakby przynajmniej na razie przestało jej to przeszkadzać. Chyba po samym zachowaniu kobiety można się było domyślić, jak bardzo gdzieś miała zdanie ledwo co poznanych osób. Zazwyczaj drażniło ją przede wszystkim to, że gdy spoglądali na tatuaże pieczołowicie pokrywające ciało mieli ją za ćpunkę, która nie widzi życia poza narkotykami i dopalaczami. Tak mało o niej wiedzieli, a kusili się na powiedzenie chociażby słowa na temat, o którym nie posiadali żadnej wiedzy. Za każdym razem starała się przechodzić obok tego obojętnie i zazwyczaj przynosiło to skutek. Poniekąd właśnie tego nauczyło ją dzieciństwo i siostra, którą wszyscy oprócz niej, czarnej owcy, wychwalali pod niebiosa. Blond włosy, niebieskie oczy, świetna figura... Istny anioł, któremu brakowało tylko skrzydeł. Czemu mieliby chełpić się kimś tak nieznaczącym jak ona, gdy mieli jeszcze jedną córkę, tą bardziej doskonałą? Niestety nie zawsze miała dobry humor, czego świadkiem pewnego dnia był sam Harrison, kiedy to podbiła jakiemuś mężczyźnie oko, ponieważ ten odważył się wygłosić jakiś niewybredny komentarz. Przypomniała sobie to z delikatnym uśmiechem na ustach, jednak zniknął on równie szybko jak i się pojawił. Wbiła swoje spojrzenie w opróżniony do połowy kufel piwa, przymrużając delikatnie powieki, jak gdyby powoli zaczynały jej ciążyć. A przecież wieczór dopiero się zaczynał! Nigdy nie przyznałaby się do tego przed kimkolwiek, ale przez krótki czas żałowała swojej decyzji o rozstaniu z Davidem. Bardzo, bardzo krótki czas. Potem znów starała zawalić się obowiązkami w nowej pracy, żeby tylko nie móc myśleć o tym, co zostawiła i straciła z własnej winy. Odczuwała niemy ból, ponieważ nie miała się do kogo odezwać, ale zdawała się przyjmować to z pokorą. Nie skarżyła się. Gdyby nie miała o nim dobrego zdanie, wcale by się do niego nie przysiadła. W innym przypadku najpewniej wyszłaby z pubu, zapominając o znajomej twarzy.
Całkowicie nieświadomie zachowała ten wyraz twarzy, nie tracąc go nawet w momencie, gdy nieprzyjemnym tonem warknęła w stronę kelnera o przyniesienie whisky wraz z dwoma kieliszkami. Spojrzenie znacznie miała nawet bardziej śmiałe niż na samym początku, co mogło potwierdzać, w jak dobrym jest dzisiaj nastroju. I chciała z niego skorzystać za wszelką cenę, ponieważ ostatnio zdarzało się to niezwykle rzadko. Dla zajęcia czymś dłoni nadal stukała paznokciami w blat, aż w pewnym momencie dostrzegła na nim cienki ślad półksiężyców. Uniosła nieznacznie wargi ku górze, zastanawiając się na odpowiedzą, której mogłaby udzielić mężczyźnie. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać nieskomplikowane i łatwe, jednak miała wrażenie, jakby miało drugie dno. A może była to tylko niepotrzebna ułuda, którą widziała wyłącznie ona? Wzięła głęboki wdech, wpuszczając do swojej klatki piersiowej potrzebną dawkę tlenu, mogąc na spokojnie zabrać głos.
- Szukam nowych wrażeń. Sam przecież dobrze wiesz, że nie potrafię usiedzieć spokojnie w jednym miejscu - mruknęła nieco przyciszonym tonem głosu, ponieważ właśnie obok nich przechodziła jakaś anonimowa grupa ludzi zmierzająca gdzieś na tyły lokalu. A nie miała ochoty żyć ze świadomością, że ktokolwiek słyszy to, co mówi do niego. - Jeśli mam być szczera, to tym razem nie jest jedynie miejsce na chwilę. Zostaję na stałe. Z resztą, złapałam dobrą prace w salonie tatuażu mieszczącym się dość niedaleko.
Jak bardzo kłamliwie brzmiały te słowa, porównując je z pierwszą częścią. A mimo to była to prawda, chociaż potrafiła mieć ku temu dobre wątpliwości. Teraz przybyła kolejna, bo właśnie to on był w mieście i istniało ryzyko, że spotkają się po raz kolejny... Chociaż, po głębszym namyśle nie stanowiło to tak ogromnego problemu. Będzie pewnie w stanie ocenić to dopiero za kilka tygodni. Eastbourne nie miała w sobie nic z klimatu wielkich, europejskich metropolii, ale tętniło życiem na swój własny, niepowtarzalny sposób i być może właśnie dlatego postanowiła tutaj osiąść.Lucas - 2016-08-31, 15:37 Poczuł się lekko zawiedziony, bo jednak liczył na jakąś reakcję ze strony dziewczyny. Nie mniej jednak uśmiechnął się lekko i wlepił w nią czarne ślepia, podczas gdy ta piła swój sok. Ot, taka mała rzecz a cieszy.
- Chyba nie sądzisz, że brudziłbym sobie ręce twoją krwią? - zagadnął, unosząc do góry brew. I to wcale nie tak, że bał czy brzydził się krwi. Miał z nią do czynienia wielokrotnie i chyba w pełnym stopniu się z nią oswoił. Ot, taka praca.
- Mam od tego ludzi - dodał i puścił jej oczko. W międzyczasie obejrzał się za barmanką, która kręciła się nieopodal. Miał cholerną ochotę żeby wyżłopać kolejne piwo, ale póki co się od tego powstrzymywał.
- Nie znasz mnie, nie wiesz do czego jestem zdolny - zmarszczył delikatnie brwi, słysząc uwagę nieznajomej. Swoją drogą, w dalszym ciągu nie poznał jej imienia, co na dalszą metę było dość męczące. Skoro już się przypałętała i dotrzymywała mu towarzystwa, to wypadałoby żeby wiedział jak się nazywa. Nie zamierzał się jednak o to upominać, bo z pewnością i tak by go nie zapamiętał. Już tak miał, że imiona umykały mu z głowy z prędkością światła, a on nawet nie starał się ich jakoś zatrzymać. Bo po co? I tak z pewnością nigdy więcej się już nie spotkają.Harvey - 2016-09-02, 20:47 xxDavid Harrison - 2016-09-03, 21:04 Nie musiał długo zastanawiać się nad reakcją na jej odpowiedź, ona tkwiła w nim i wypowiedzenie jej było jak oddech czy mrugnięcie. W pełni spontaniczne i naturalne. Nienaciągane.
- Skoro nikt Cię nigdzie nie trzyma, to może praca będzie.. tutaj. - Mówił to pół żartem, pół serio, uśmiechając się specjalnie, by wypowiedź brzmiała mimo wszystko jak najmniej poważnie. Jednak w tym uśmiechu było i coś smutnego, bo uśmiech przecież też może nie być wesoły. Istnieje tak wiele różnych uśmiechów, które nie okazują radości... I wszystkie były tymi uśmiechami, w których Harrison był mistrzem. Zdarzało mu się częściej szczerzyć niż płakać, to na pewno, ale które z tych grymasów na jego facjacie można było uznać za szczere, prawdziwe, a do tego jeszcze wyrażające jakiekolwiek pozytywne emocje? No cóż, ciężka sprawa. Nawet teraz twarz bruneta nie była całkiem szczera z otoczeniem, jego mimika nie do końca mówiła prawdę Caelie. Mimo, że rzeczywiście cieszył się z ich spotkania, a samą ciemnowłosą uważał za świetnego człowieka zawsze cenił sobie jej towarzystwo, to przecież w sytuacji takiej jak ta ich zawsze zostaje nawet odrobina żalu. Żalu do drugiej osoby. Racja, ich relacji może nie dało się nigdy zakwaifikować do rangi prawdziwego związku, jednakże w jakiś sposób przecież byli ze sobą i nawet trochę dla siebie, dopóki się nie skończyło.
Coś się kończy, coś się zaczyna, przemknęło mu przez myśl. Uwielbiał to stwierdzenie, bo w jakiejkolwiek sytuacji by się nie znalazł, ono zawsze było prawdziwe, a zatem nosiło w sobie niezaprzeczalnie ogromną wartość. Ilekroć coś było nie tak, starczyło wypowiedzieć w duchu te magiczne słowa i od razu wszystko było jakoś lepiej, jakoś łatwiej. I chociaż to krótkie zdanie nie pozwalało wymazać wszystkich trudności i problemów jak gumka ołówek, Davidowi potrafiło nawet dać kopa w dupę, żeby wziął się w garść. Zrobił to teraz, akurat w momencie, kiedy to kelner niósł im butelkę whisky wraz z dwiema szklankami. Nawet otworzył trunek i nalał im przy stoliku, a Niemiec wcisnął mu do rąk należność, uprzedzając dziewczynę. Posłał jej zawadiackie spojrzenie, w którym siedziało niewypowiedziane wyzwanie, było zaczepne i jednocześnie zachęcało do tego samego jego towarzyszkę.
Kilkoma szybkimi łykami opróżnił całkowicie kufel z piwem i po odstawieniu go na bok wytarł sobie mordę przedramieniem, ot, serwetek nigdzie nie zauważył.
- Gramy w coś, czy pijemy jak normalni ludzie? - Szturchnął ją nogą pod stołem, przez ten ułamek sekundy szczerząc się iśce diabelsko. Oj tak, jemu też humor dopisywał.Caelie - 2016-09-03, 21:55 Kiwnęła głową, bezdyskusyjnie po raz kolejny musząc przyznać mu rację. Nadal wpatrywała się uparcie w swój pusty kufel, jakby miała ochotę przeprowadzić śledztwo, gdzie podziało się całe piwo. Zmarszczyła brwi, w końcu podnosząc na niego swój wzrok i dostrzegając jego uśmiech, tak znajomy, że aż coś momentalnie w środku ją zabolało.
- Mam taką nadzieję - mruknęła nieco zduszonym tonem głosu, ponieważ komfort, jaki odczuwała kilkanaście sekund wcześniej zniknął bezpowrotnie. Chociaż bardzo się starał, potrafiła dostrzec chociaż część tego, co tak skrzętnie starał się za nim ukryć. Poruszyła się niespokojnie na swoim miejscu, za wszelką cenę chcąc uniknąć bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Może tak naprawdę była tchórzem uciekającym za prawdziwą odpowiedzialnością? Przecież... dokładnie w taki sposób zakończyła to, co kiedyś ich łączyło. Kiedy zaczynało robić się coraz poważniej, Cae reagując instynktownie oddaliła się od mężczyzny, nie chcąc w żaden sposób pozwolić, aby mógł poznać jej drugą twarz. Tą bardziej kruchą, bezbronną. Zawsze była ciekawa, czy zdawał sobie sprawę z istnienia bladych szram pokrywających jej nadgarstki częściowo ukrytych za tatuażami. Nigdy go o to nie zapytała i pewnie nigdy tego nie zrobi. Potrafiła idealnie maskować swoje emocje wraz z pożądanymi na nie reakcjami, przez co była w stanie sama radzić sobie z postępującą swego czasu depresją. Wewnętrznie zwijała się w kłębek, mając nadzieję na szczęśliwe przeczekania burzy z piorunami, aby w pewnym momencie wyjść z swojego schronienia w poszukiwaniu nowych celów. O ile dobrze pamiętała, tylko raz udało się Davidowi zobaczyć łzy spływające po jej twarzy, co potem było przedmiotem dużej awantury. Nie dopuszczała do siebie myśli, że zobaczył ją w chwili słabości. Wrócenie do normalności wtedy bez zwracania uwagi na jego pytające spojrzenia było trudniejsze niż mogła przypuszczać. Wzięła głęboki wdech, jednocześnie zbierając się na odwagę, żeby podnieść swój wzrok na Harrisona. Na pierwszy rzut oka nie wyrażał on niczego, ale jeśli miał ochotę dokładnie się przyjrzeć, mógł dojrzeć coś na kształt... skruchy? Tak, chyba tak można to nazwać. W każdym razie nie starała się tego okazać w wylewny sposób, ponieważ takie rzeczy zdecydowanie nie leżały w jej naturze. Nie przypisałaby ich związku jako 'normalny', ponieważ praktycznie rzecz biorąc czasami po prostu nie czuła, że w ogóle istnieje. I to wyłącznie z jej winy. A mimo to, jak pewnie już wcześniej wspominała, po tym wszystkim był obecny żal. Chowała go naprawdę głęboko w sobie, nie pozwalając, by wyszedł na światło dzienne.
Nie zawsze mogła powiedzieć, że to stwierdzenia uważa za jakkolwiek prawdziwe. Częściej niż inni ludzie miała chwile zwątpienia, a zwłaszcza wtedy, gdy w Kanadzie musiała przebyć odwyk, ponieważ zaczęła powoli staczać się na sam dół. Psychologowie zawsze powtarzali o sile, którą w pewnym momencie miała w sobie znaleźć. Mijały dni i uważała ich gadkę za coraz większą bajkę. Sama dokładnie nie była pewna, kiedy dokładnie w końcu postanowiła radykalnie zmienić swoje podejście do życia i nie zastanawiać się, czy następny krok może być ostatnim. Oderwała się od swoich myśli dopiero, gdy kelner wrócił z zamówieniem, stawiając przed nimi na stoliku upragnioną whisky wraz z dwoma szklankami. Zanim zdążyła sięgnąć do kieszeni w celu wyciągnięcia odpowiedniej kwoty na uiszczenie zapłaty, Harrison miał czelność zrobić to przed nią. I nie miała najmniejszych wątpliwości, że zrobił to celowo.
- Nie musiałeś - warknęła w niezbyt przyjazny sposób, tym samym wyrażając dezaprobatę względem tego zdarzenia. Nie chcąc dodawać czegoś jeszcze, duszkiem wypiła niemalże połowę szklanki, koncentrując się na ognistym płynie rozlewającym się w przyjemny sposób po całej długości gardła. Odpowiedziała mu równie zawadiackim spojrzeniem, tym samym odpowiadając na rzucone wyzwanie. Uśmiechnęła się mimowolnie, a przede wszystkim szczerze, kiedy poczuła, jak szturcha pod stołem jej nogę. W ramach odwetu zrobiła dokładnie to samo, rozluźniając spięte partie mięśni.
- Wypijemy... A może potem w coś zagramy - zaśmiała się po raz pierwszy od wielu tygodni, czując, jak cały stres opuszcza ją w jednej chwili. Odetchnęła głęboko, spoglądając ku niemu z rozbawieniem.Diego Montana - 2016-09-18, 18:38
Brian napisał/a:
[...]
Diego też się nudziło samemu w domu, bo ile można siedzieć i patrzeć w ściany? Można popaść w depreche przez to, albo nie daj boże w coś gorszego. On dorabiał na drobnych sprawach i miał spory majątek, więc mógł pracować albo i nie. Diego bywał również często w stajni, bo 3 konie same się nie oporządzą. Zależy na jakich koniach pojadą, bo z jego klaczą i np. jego ogierem to może być wesoło
-Wieje tu straszną nudą, może zmienimy lokal? - zapytał spoglądając na przyjaciela i dopijając resztkę swojego trunku. U niego do domu odpadało, ale może u Briana? Cisza, spokój i tylko oni wraz z alkoholem.Brian - 2016-09-23, 11:55 No tak, znając Briana zacząłby chodzi po ścianach albo coś w tym stylu. Nuda była jego wrogiem bodaj najgorszym. On w sumie też nie musiał się martwić o finanse. Zjadał oszczędności to co zostawiła mu matka. Mógłby mieć ich dużo więcej, ale wtedy musiałby chodzić w garniturach, studiować prawo i robić z siebie takiego skończonego durnia i łajdaka jakim był jego ojcem. Brian mógł być dupkiem, ale nie był durniem.
On sam starał się regularnie zajmować Sensationet, były treningi i zawody. Ostatnio próbował swoich sił w wyścigach. Po słowach Diego rozejrzał się po lokalu obojętnie. W sumie nic poza alkoholem w jego kieliszku i przyjacielem na sąsiednim stołku go tu nie trzymało. A to wszystko można przenieść do niego. Oni, alkohol i pies. Ciekawe co na to Samson.
- Proponujesz coś konkretnego? - spytał, chociaż przeszło mu przez głowę dokładnie to co Diego, tzn, że mogą pójść do niego i kontynuować picie. u niego za szybką trunków nie brakowało, poza tym mogą zahaczyć o sklep. Jednocześnie dopił zawartość naczynia i położył na blacie zapłatę.Robert - 2016-09-28, 16:58 Przyjechał wraz z Lou, jednak błędem było to, że wziął swoje własne auto, bo będzie musiał je tu zostawić, kiedy opuszczą lokal. W końcu nie wsiądzie za kółko po pijaku... A... Ale zaraz, zaraz. jak to, on? Przecież Robert był znany między innymi z takich akcji jak jeżdżenie po pijaku xD Ile to razy z Józkiem musieli uciekać w ten sposób przed policją haha <3
Wchodząc przepuścił damę przodem i zaraz to rozejrzał się za wolnym stolikiem. O tam w rogu idealnie! Ruchem głowy wskazał wypatrzone miejsce dziewczynie i machnął ręką na barmana, aby ten przyniósł im menu.
- To co na początek sobie życzysz? Ja stawiam :> - Uh ah, jaki on dziś milusi xDLouise - 2016-09-28, 17:02 Jazda po pijaku z Robertem za kierownicą, to nie coś co chciałoby się pamiętać jako ostatnie wspomnienie za życia. Ale przyjaciół jak i rodziny się nie wybiera.
W końcu znają się tyle lat już, może Józek zaniesie jakieś kwiatki na grób.
Podziękowała Robaczkowi skinieniem głowy i ruszyła w stronę wolnego stolika, siadając przy nim obciągnęła swoją sukieneczkę, co by niektóre wścibskie oczka nie zaglądały tam gdzie trzeba. - Hmm może whisky, na piwo nie mam ochoty.- skoro stawia Robuś to pora rozpocząć libację alkoholową. Robert - 2016-09-28, 20:06 To już wiemy co się dziś odjebie, pojedziemy na wycieczkę autkiem po pijaku XD Dobrze, że miał w dupie czy rozbiją auto czy nie, do biednych nie należał, toteż mógł sobie pozwolić na tego rodzaje zabawy. A policja? Niech nie wtykają nosa w nie swoje sprawy - Okei, ja na początek wezmę sobie piwo. - Złożył zamówienie i oddał swoją kartę barmanowi, jedną zostawiając na ich stoliku.
Minęło może kilka minut, a już zamówiony alkohol stał na ich stoliku.
- Mmmm, ale mam ochotę na zimne piwko. - Uśmiechnął się do Lou i natychmiast zamoczył wargi w zimnym trunku. Omnomnom upił z trzy łyki i westchnął zadowolony, ME GUSTA XDDDJessie - 2016-09-28, 21:05 Ostatnimi czasy rzadko odwiedzała miejsca tego typu, szczególnie w pojedynkę. Miała jednak to do siebie, że praktycznie zawsze znajdowała jakieś towarzystwo... i dzisiejszy wieczór nie odbiegał od normy. Krótko po tym jak weszła do pubu, dostrzegła znajomo wyglądającą twarz. Przez dłuższą chwilę nie była jednak jej pewna, dlatego zamówiwszy piwo z sokiem przyglądała się Robertowi z daleka, aż wreszcie upewniła się co do swoich podejrzeń. Nie zniechęcając się tym, że miał już towarzystwo, ruszyła w stronę stolika przy którym siedział wraz z Louise.
- No hej ( ͡~ ͜ʖ ͡°) - uśmiechnęła się stając przy stoliku, w niejakim napięciu oczekując reakcji. Znając Roberta dość widowiskowej, ale może się uspokoił tam, gdziekolwiek przebywał tyle czasu. Płonne nadzieje ?