Lucas - 2018-08-30, 00:16 Uzyskawszy prawidłową sylwetkę w kłusie, zaprzestał dalszych działań, co miało oddziaływać jako forma nagrody. Teraz po prostu trzymał go na elastycznym kontakcie, miękko anglezując, aczkolwiek był w każdej chwili gotowy, by wprowadzić drobne poprawki, jeżeli zaszła takowa potrzeba.
Przeczucia Vaugiera były trafne – po paru chwilach dojechali do skrzyżowania, łączącego główny szlak z kilkoma mniejszymi, bocznymi ścieżkami. Rozejrzawszy się krótko, poprowadził ogiera główną drogą, piaszczystą, dość szeroką i wręcz zachęcającą do przyspieszenia. A skoro już znaleźli tak wyśmienity do tego skrawek terenu, to Luc nie mógł sobie odpuścić odrobiny adrenaliny. A i Despacito zdawał się chyba na to czekać. Tak więc usiadł na chwilę w siodło i wypchnął gniadego do wyższego chodu, od razu przechodząc w lekki, odciążający półsiad. Mimo wszystko, trzymał się dość blisko siodła, na wypadek, gdyby gniadosz zechciałby go czymś zaskoczyć. Upadek w tym momencie to ostatnie, czego brunetowi było aktualnie trzeba.
Nie ograniczał go zbytnio, pozwalając rozwinąć nieco prędkości, ale jednocześnie nie dawał mu się za bardzo zatracić w gonieniu, nie chcąc do prowadzić do momentu, w którym nie będzie w stanie go zatrzymać. Galop trwał dość długo, a dokładnie do tego momentu, gdy kopytny zaczął wykazywać oznaki zmęczenia, a cała para zdążyła już z niego zejść. Wtedy Lucas pozwolił mu na przejście do kłusa, w którym potrzymał go jeszcze przez chwilę, by następnie wrócić również do stępa.
Nie wątpliwie kierowali się w stronę stajni, choć do pokonania mieli jeszcze kawałek lasu, jak i samej drogi przez pola. Gdy milusiński Panny White trochę odzipnął, pokłusowali jeszcze przez chwilę, by całą wyprawę zakończyć dłuższą chwilą relaksu w stępie, aż do samego Orchardu.
z/tDespacito - 2018-09-03, 19:12 Zdecydował się na współpracę, jako że gdy Lucas mu odpuścił, Despacito nie wrócił do poprzednich ram, tylko pozostał w tych narzuconych przez jeźdźca. Nie był przecież oporny na naukę, żeby nie wyciągnąć prostego wniosku - że jeżeli będzie współpracować, to jeździec również zachowa się fair.
Kiedy znaleźli się na skrzyżowaniu głównych dróg, ogier mimowolnie zwolnił i zastrzygł uszami, jakby chciał spytać - gdzie teraz? Lucas na szczęście nie kazał mu długo czekać i już po chwili wskazał właściwą drogę. Gniady pewnie ruszył we wskazanym kierunku, po czym w odpowiedzi na łydkę, ruszył galopem z prawej nogi. Nie potrzebował dodatkowych zachęt - płynnie wrzucił wyższy bieg, równie szybko nabierając słusznej prędkości. Bieganie miał we krwi, czego by nie powiedzieć; pół krwi folbluta robiło swoje i było to widać w ruchu Despacito, który nie tylko efektownie rozciągał się w galopie, ale również był bardzo szybki. Tak więc Lucas mimo tego, że galopował pod kontrolą, to mógł doświadczyć niemałej prędkości, co nie wszystkim się podobało. Despowi podobało się natomiast wyjątkowo, więc przez dłuższą chwilę (kondycyjnie również był dość wydolny, jak na ten etap treningu) nawet nie myślał o tym, aby zwolnić. Wreszcie jednak nadeszła ta chwila, w której wyczuwalnie uspokoił galop, wówczas pozwalając sprowadzić się do kłusa, w którym uspokoił przyspieszony oddech przed przejściem do stępa. W nim, jeśli mógł, wyciągnął szyję i nos, głośno przy tym parskając. Nie nalegał już na zwiększenie tempa, całą drogę do stajni pokonując energicznym stępem. /ztMatthew - 2018-10-25, 00:13 Do szlaku jeszcze nie dotarli, ale zmierzali w jego kierunku - Matt z jedną ręką w kieszeni, a z drugą ręką trzymającą w ręce linę, na której końcu była Nemesis. Matt maszerował żwawo i starał się coraz bardziej uelastyczniać swój krok. Skupiał się od początku spaceru na oddechu. Długi wydech, przerwa, długi wdech, przerwa. Z początku szedł dość mocno zamyślony, z wzrokiem wbitym po prostu w ziemię przed sobą. Ale po paru minutach wzdrygnął się, wyrywając z zamyślenia i podniósł spojrzenie na maszerującą obok niego (miejmy nadzieję grzecznie) Nemesis. Uśmiechnął się do niej i pogłaskał ją po szyi. - Wybacz mi te refleksje, od teraz jestem z tobą - oznajmił. Skierował więc wzrok przed siebie a plecy wyprostował, by przygarbioną sylwetką nie przygnębiać otoczenia.Nemesis - 2018-10-25, 00:27 Wydreptała z budynku za człekiem i widząc, że zmierzają w stronę szlaku dostała lekkiego mindfuga. Zaraz jednak podrzuciła łbem, wyczłapując nieco przed Mefjowatego. No choooo, szybciej, szybciej, szybciej! Trąciła dwunoga nosem, wybijając kudłacza z letargu. Zareagował, działałając swoim głosem na Nem jak miód na Kubusia Puchatka.
Zaczynało ją kusić, żeby puścić się galopem na szlak, ale przecież człowieki są wolniejsze i jakby Mefjowaty by ją dogonił? Musi poczekać, aż będzie miała Mefjowatego na grzbiecie, ale pewnie i tak na początku nie pozwoli jej się wściekać. Tak czy inaczej zawsze było o wiele ciekawiej niż samemu w boksie... Fryzoida zbliżyła ryjec do głowy człowieka, trącając go delikatnie nosem. No rozchmurz się Mefja.Matthew - 2018-10-25, 00:40 Zauważył od razu ekscytację klaczy. Uśmiechnął się znowu szeroko, lekko dając jej do zrozumienia halterem, aby nie wyprzedzała. - Chill, mała, najpierw się troszkę musimy rozchodzić - powiedział jej, głaszcząc znowu jej ciepłą, karą szyję. Po kilkunastu kolejnych krokach zerknął z małym podnieceniem na Nemesis. - Może później - puścił jej oczko, myśląc tak jak ona o wskoczeniu na jej grzbiet i puszczeniu się galopem. Ale chwilkę, chwilkę, Matt nie był w najlepszej swojej formie i on naprawdę potrzebował się rozchodzić i rozgrzać, bo inaczej zginąłby podczas kilku pierwszych fouli. A tego nie chcemy, czyje kudły będą do memłania?
Przeszedł na drugą stronę szerokiej ścieżki i pomiędzy drzewami zszedł ze szlaku do idącego wzdłuż niego małego rowu pokrytego opadłymi z drzew liśćmi. Prowadził karą cały czas na luźnej linie, bo dla Matta ważne było aby koń świadomie podążał za człowiekiem a nie był za nim ciągnięty. Teraz podczas sprowadzania jej po tej małej nierówności pilnował, by lina pozostała przez cały czas luźna i by nie przeszkadzała klaczy w badaniu i pokonywaniu terenu. Jak tylko Nem ładnie zeszła, ruszył rowem przed siebie, co jakiś czas omijając krzak lub drzewo. W pewnym momencie znowu skierował się na ścieżkę. Z lekkim podskokiem wyszedł z rowu na drogę i znowu jak tylko kara wyszła za nim, ruszył od razu dalej. Chciał, aby pokonywanie takich rzeczy nie stanowiło dla konia nic zaskakującego, więc sam traktował je luźno. Wchodzimy, schodzimy, nie ekscytujemy się tylko maszerujemy dalej.Nemesis - 2018-10-25, 01:04 Zeszła do rowu nieco obniżając zad, coby troszkę wyrównać poziom. Obserwowała otoczenie, bo choć była tu kilka razy, to mimo wszystko nie od tej strony bagstage'owej szlaku. Gdy skierowali się na szlak, to przystopowała na chwilę jeszcze będąc w rowie, poczynając obserwację w rowie i jeśli miała na to czas to pogrzebała kopytem w warstwie liści, odnajdując pod nią ziemię. I tu powinna zostać wstawiona kwetsia Leonarda z AC2 bo w jego wydaniu 'fascinating' było keszcze bardziej fascymujące. Tymczasem Nem tkwiła jeszcze w zabawie liśćmi, lecz szybko straciła zainteresowanie i dołączyła do Mefja parskając przeciągle.Matthew - 2018-10-25, 01:14 Pozwolił karej na pogrzebanie w liściach, a gdy tylko straciła zainteresowanie cmoknął i zaprosił ją do kontynuacji wycieczki. Maszerowali dalej żwawo wzdłuż szlaku. Matt zaczął bawić się w zmiany tempa - raz szedł żwawo tak jak na początku, a raz zwalniał aż do tempa starego człowieka o lasce. No na początku może nie kontrastował tempa tak drastycznie, zaczął je różnicować trochę wolniej i robił dość duże przerwy między kolejnymi zmianami, aby Nemesis się nie speszyła zbyt szybko narastającym stopniem trudności zadania.
Przy każdym zwalnianiu lekko "opadał" posturą, stawiał kroki ciężej, o ułamki sekund dłużej zawieszał się powietrzu. Wszystkie te małe sygnały miały pokazywać Nem, co ma nastąpić. A jeśli nie zwracała na nie uwagi, to Matt po przekazaniu ich pomagał linką. Lekko wibrował nią przypominając klaczy by uważała na jego mowę ciała. Każdą udaną zmianę tempa nagradzał głosem i pociesznym uśmiechem.
Za którymś razem zamiast zwolnienia po prostu się zatrzymał. Nemesis powinna już być bardzo wyczulona na jego ciało, ale tego się mogła nie spodziewać. Ciekawe jak szybko zatrzyma się z Mattem.
Takie zatrzymanie się Mefju powtórzył jeszcze ze trzy razy, a po ostatnim, o ile wyszło im pięknie, przytulił kobyłkę i zaczął ją miziać.Nemesis - 2018-10-27, 19:17 Nemcia poczłapała za człowiekiem, nieco wyłączając się z myślenia o prędkości człapania. Po prostu sobie szli przecież, nie? Nic bardziej mylnego. Pierwsze zwolnienie było dla smolistej tak nieoczekiwane, że prawie wpadła nocholem w dwunoga. Podrzuciła nieco łbem, a następnie rozejrzała się, poszukując powodu spowolnienia. Nic jednak nie zauważyła i postanowiła baczniej obserwować człeka. Zauważając ponowne zmiany tempa, po prostu się dostosowała. I wtedy *Matt music's stops* O nie, tym razem nie będzie crash testu, ani testu Mefjo-Łosia, kara zatrzymała się niemal natychmiast.
MIZIAJ smoliste ulane cielsko Matthew - 2018-10-30, 12:07 Roześmiał się krótko, kiedy Nemesis zaczęła szukać powodu ich nagłego spowolnienia. Uśmiechał się dalej cały czas, powtarzając ćwiczenie. A kiedy ostatnie zatrzymanie tak pięknie wyszło, tak jak zostało już powiedziane - przytulił karą i zaczął ją miziać z wielką czułością. - Super duper mądry koń!
Wygłaskał całe kare cielsko, przeczesał palcami jej karą grzywę i spojrzał jej w błyszczące oczy. - Chodź, idziemy dalej - zakomunikował i ruszył dalej wzdłuż szlaku. Co jakiś czas zmieniał tempo albo szedł lekkim zygzakiem, aby Nemesis pozostawała na nim skupiona. Nie robił tego jednak tak często jak wcześniej podczas testowania karej, tylko tak co jakiś czas - dla przypomnienia. W międzyczasie pozwolił sobie odpłynąć gdzieś myślami, rozmyślając o swoim życiu prywatnym. Ale mimo tego cały czas pozostawał czujny i bez przerwy uważał na to, jak zachowuje się kara.Nemesis - 2018-11-01, 20:50 Kara czując jak Mefjowaty przykleja jej się do szyi, parsknęła przeciągle rozklapując uszy. Głaskaj człowiek, głaskaj! No ale dobra, po głaskaniu poszli dalej. Czemu głaskanie musi się kończyć zawsze tak szybko? To jakiś spisek dwunogów!
Kara podążała za kudłatym idąc 'jak po sznurku', cały czas zwracając uwagę na niego. Starała się też zwracać uwagę na otoczenie, rozkładając czujność radarów fifty-fifty. Nie zauważyła jednak kiszącego się za drzewem i to tak kompletne poza zasięgiem zająca. Smolista zadarła ryjem do góry, okraszając reakcję komicznym kwiknięciem, gdy zwierzak wyskoczył tuż przed nimi, hopsając długimi susami i znikając równie szybko jak się pojawił. Fryzoida jednak jeszcze chwilę po człapnęła niespokojnie w miejscu, o ile z Mefjem się zatrzymali. Mięciutkie rozluźnione chrapki szlag trafił...Nicole - 2018-12-29, 12:54 Tuż przed stajnią dopięła popręg, a po usadowieniu się w siodle dopasowała strzemiona. Delikatną łydką poprosiła Latte o stęp, na razie pozostawiając jej całkowicie luźne wodze, trzymając tylko za sprzączkę, aby nie zsunęły się, a klacz nie zaplątała się w nie. Kiedy wjechały do lasu, Nicole wzięła głęboki oddech, pozwalając by jej płuca zapełniło świeże, mroźne powietrze. Typowy leśny zapach, wprowadził kobietę w błogi nastrój.
Trzymając bezpieczną odległość od drugiego konia, ale jednocześnie na tyle małą, aby razem z Delphine mogły się swobodnie słyszeć, nie traciła koncentracji. Jeśli była taka potrzeba, hamowała trochę klacz, lub wręcz przeciwnie, dodawała łydki, aby nie zostawały w tyle.
- Jesteś masztalerzem, taak? - odwróciła głowę w kierunku Delphine - Widziałam kiedyś jak pracujesz z jakimś młodzikiem. Było to już dawno, no ale. Kurcze, masz świetne podejście do nich!
Pochyliła się lekko do przodu, sięgając do szyi gniadoszki, żeby pochwalić jej zachowanie ( o ile oczywiście było co chwalić )
- Kiedyś chciałam zajeżdżać i uczyć młode konie, ale no.. Duża to odpowiedzialność, bałam się że sobie nie poradzę. - zamyśliła się na chwilę, przypominając sobie jak to z nią było.Delfinek - 2018-12-29, 13:51 Uważaj, bo zaraz Delfin obrośnie w piórka i co to będzie... jakiś rybo-ssako-ptak... Jesus, wyobraziłam to sobie. Trzymała młodą Chilli na łydkach i dosiadzie, pozwalając jej trochę opuścić łeb, dzięki rozluźnionym wodzom, ale były one pod stałą kontrolą, nie ma to tamto. Co raz gładziła szyję swojej klaczki, nie klepiąc jej, bo takie zabawy lubi chyba tylko Anastasia z Greya, a delikatnie przesuwając dłonią od połowy jej szyi po kłąb. To jest nagroda, a nie.
- Tak, od ponad dwóch lat. - Odpowiedziała z delikatnym uśmiechem, bo rzeczywiście był to dla niej powód do zadowolenia i dumy. Uwielbiała swoją pracę, nawet jeśli poświęcała na nią o wiele za dużo czasu, niż powinna. Ale cóż, znajomych prawie brak, miłości i rodziny na horyzoncie także. Jedynym jej zobowiązaniem były właśnie konie.
Słysząc komplement uśmiechnęła się delikatnie, cicho dziękując, by wsłuchając się w kolejne słowa Nicole.
- Wiesz Kochana, wszystko da się wypracować. Po prostu trzeba to czuć, wiedzieć, że taki koń podobne jak dziecko ma swoje humorki i nie rozumie pewnych rzeczy. Zawsze najpierw staram się tego konia poznać, pobawić się z nim i stać się... przyjacielem. Jeśli tylko mam na to czas, bo niektórzy właściciele wymagają zauczenia w miesiąc. Jest to realne, ale nigdy nie wyjdzie z tego dobry koń, o którym piszą książki. - Rzuciła krótki monolog, aby po chwili zebrać wodze i rzucić klacz półparadę, coby się nie rozleniwiała za bardzo. Rękoma lekko stymulowała wędzidło, by klacz je żuła, zaś dosiadem dalej kontrolowała w umiarkowane tempo.Chilli Child - 2019-01-02, 14:57 Oh, biorąc konia w ślepo, nie mogła wiedzieć jaka Chilli jest i jak zachowa się poza terenem stajni. A trzeba zaznaczyć, że jej dotychczasowa właścicielka kompletnie nie zabierała ją w tereny, więc dla rudej był to po prostu skok na głęboką wodę. Pomimo obecności drugiego konia, czuła się zaniepokojona, co dość łatwo uzewnętrzniała. Nastawione na sztorc uszy, czujne spojrzenie które mogłoby wychwycić najmniejszy ruch na horyzoncie i trochę pospinane ciało. Nie ociągała się, ale za to jej kroczki były dość krótkie, jakby trochę urywane. Z tego powodu nie sądzę, by Delphine chciała oddać jej wodze samopas, choć i tak Chilli nie zrobiła póki co nic, co mogłoby ich wszystkich pozabijać Koński towarzysz stanowił dla niej naprawdę duże, mentalne wsparcie. Można się tylko domyślać, jak zareagowałaby na taki spacer w samotności.Latte Macchiato - 2019-01-06, 14:09 Była już w terenie, do tego była spokojnym koniem i nie miała najmniejszego problemu z jazdą z innym koniem, do którego spokojnie i wesoło poprychiwała, nastawiając uszy i wymieniając się zapachem poprzez zetknięcie z chrapami, o ile Ruda też miała do tego chęci. Latte była wygodnym koniem, o bardzo płynnym kłusie i galopie, który podobał się wielu jeźdźcom. Była też dość wysoka i nie przesadzała z tempem. Urodzony profesor, a dla Nicole po powrocie to z pewnością się przyda.
Przyjmowała głaskanie z zadowoleniem, opuszczając łeb i człapiąc noga za nogą, nie uaktywniając zad, ale też nie spinając się. Mieliła wędzidło, będąc trochę znudzoną, trochę zadowoloną z tej nudy i spokoju. Stres rudej koleżanki nie udzielał się jej, bo była na całkowicie znanym sobie terenie, a do tego Chilli nie była do niej wrogo nastawiona, nic tylko spędzić ten teren w całkowitym spokoju przy gawędzących kobietach i trochę strachliwej nastolatce. Nicole - 2019-01-07, 20:55 Jadąc u boku drugiej pary, swoją uwagę musiała podzielić między Delfina, ale również Latte. Przez jakiś czas, miała tą przymusową przerwę od koni, jednak uważała, że takich rzeczy się nie zapomina. Oczywiście nie przeszkadzało jej tez to, że klacz na której jechała, była kiedyś profesorką. Ba, nawet o tym nie wiedziała! Każdego konia traktowała równo, uważając że zwierzę - tak jak człowiek - w zależności od sytuacji może zachować się zupełnie inaczej, niż ma to w zwyczaju.
Dopiero teraz, zebrała wodze na kontakt, zostawiając go jednak delikatnym i elastycznym. Dosiadem i łydkami, zaczęła zachęcać kobyłkę do zaangażowania zadu i pleców. Dokładała również starań, aby nie spięła się, oraz nie przestała przeżuwać wędzidła, którym sama tak ładnie już pracowała.
Słuchając monologu Delfina, kiwała lekko głową. Dla osób mało doświadczonych mogła to być naprawdę czarna magia, Nicolka siedziała w tym już na tyle długo, że wiedziała o czym mowa. Kiedyś jeszcze sprawi sobie młodego konika i sama go wypracuje. ( czyt. tyle ile potrafi, nie będzie przecież zabierać pracy nowej koleżance ) Koń zrobiony właśnie pod siebie, wychowany od źrebaka. M A R Z E N I E!
Chwilę jechały w milczeniu, o ile brunetka nie zechciała go przerwać. W tym czasie, Nicole posłała Latte kilka półparad, chcąc skupić jej uwagę na sobie. Widziała, że druga klacz coś się chyba nakręca, więc wolała sama zapewnić jej zajęcie, niż gdyby z nudy miała wziąć przykład z młodszej koleżanki, albo o zgrozo, razem z nią coś wymyślić.
- Nie jesteś stąd, prawda? - odezwała się w końcu, z czystej ciekawości. Delphine ani trochę nie wyglądała na rdzennego mieszkańca Anglii, ale jakoś trzeba było wyciągnąć z niej tą informację, żeby zaspokoić chęć poznania jej prawdziwego pochodzenia.