Lucas - 2016-07-28, 23:13 Z bezsensownych rozmyślań wyrwał go głos kobiety, na którą początkowo w ogóle nie zwrócił uwagi. W pubie dużo osób przychodziło i wychodziło, a Lucas nie widział większego sensu w poświęcaniu im swojej uwagi.
Zlustrował nieznajomą spojrzeniem, bez większego skrępowania oceniając jej wygląd. Z pewnością wpasowałaby się w kanon piękna Bruneta, gdyby nie fakt iż nie przyszedł tutaj romansować. Zazwyczaj na taką zaczepkę odpowiedziałby flirtem, ale w tym wypadku ciemnowłosa jedynie mu przeszkadzała.
- Cześć - odparł, wzrok zawieszając na twarzy kobiety. Starał się za wszelką cenę sobie przypomnieć, czy kiedyś jej już nie spotkał. Nigdy nie miał pamięci do twarzy czy imion, a przez jego życie przetoczyło się całkiem sporo różnych istot. I przy takim przypadkowym spotkaniu zaczynały się pretensje, no bo jak mógł nie poznać Emily, która wygląda jak tysiące innych, pustych i nic nie znaczących dziewczyn?
W reakcji na pytanie jego brwi momentalnie poszybowały w górę. Nie powiem, owa prośba go zaskoczyła. Poczuł się trochę zdezorientowany, ale zarazem zdenerwowany.
- Czemu miałbym to zrobić? - zapytał po chwili, bezwstydnie taksując nieznajomą czarnymi niczym smoła ślepiami.Harvey - 2016-07-29, 16:15 xxLucas - 2016-07-30, 16:40 W dalszym ciągu spoglądał na nieznajomą, starając się cokolwiek wyczytać z jej tajemniczych oczu. Intrygowała go jej bezpośredniość i śmiałość. Nie często spotykał takie osoby, a już na pewno nie przedstawicielki płci pięknej. Co prawda zdarzały się takie, które usilnie próbowały swoich sił w flircie, aczkolwiek bynajmniej nie w taki sposób.
- Potrzebne w życiu? Do czego? Żeby się nachlać? - zakpił, usta wyginając w drwiącym uśmieszku. Cała ta sytuacja z minuty na minutę wydawała mu się zrobić coraz ciekawsza. Nie pomyślałby nawet, że proste wyjście do pubu zapewni mu taką rozrywkę. Nie sądził bowiem, że nieznajoma jest alkoholiczką. Przynajmniej takich pozorów nie sprawiała. A on należał do osób wyjątkowo nieznoszących naciągaczy i lasek lecących jedynie na kasę.
- A co będę z tego miał? - zapytał, mimowolnie unosząc do góry brew. Chwilę później chwycił swój kufel i utrzymując z Angielką kontakt wzrokowy, upił sporego łyka alhokolu. Skoro już skupili się na sprawach materialnych, to Luc postanowił mocniej wdrążyć się w ten temat. Po części był zaciekawiony tym, czym ciemnowłosa go jeszcze zaskoczy.Harvey - 2016-07-30, 18:27 xxDavid Harrison - 2016-08-10, 20:38 /telefon, brak autokorekty i ślepota, sorki
Miejsce samo w sobie przypadło mu za pierwszym razem do gustu i postanowił dać mu drugą szansę. Tym razem nie potrzebował wskazówek z internetu by dotrzeć pod budynek. Kiedy był już na górze i wkroczył na teren lokalu, skierował się pod bar, gdzie tym razem dostał piwo od razu, bez zbędnego marudzenia. Okej, może i mruknął od niechcenia "proszę" ale też nie widział nieprzyjemnej blondynki za barem i taki stan rzeczy wprawił go w nieco lepszy nastrój. Zapłacił więc i udał się do pierwszego lepszego wolnego stolika, przy którym też usadził swoje zacne cztery litery i dopiero wtedy zajął się rozpinaniem kurtki którą później przewiesił przez oparcie krzesła.
Przystawiając powoli kufel do ust mierzył uważnym spojrzeniem osoby przebywające w pubie, nikogo jednak nie rozpoznawał, nie kojarzył z widzenia. To nawet fajnie, ucieszyła go perspektywa kolejnego spokojnego, nudnego wieczoru. On, piwo i szara masa ludzi. Pamiętał że nie jest sam tylko dlatego, że nie był w stanie całkiem ignorować charakterystycznego dla tego typu lokali szumu powstałego ze zlepku tylu rozmów, w wielu przypadkach bardzo zaangażowanych. Łyknął zatem zimnego piwa i przymknął na moment oczy, zanurzając się we własnym świecie.Caelie - 2016-08-10, 21:13 Wzięła głęboki wdech, w swoje płuca pompując wyjątkowo chłodne powietrze. Nigdy wcześniej nie była o tej porze roku w Anglii, więc nie była pewna, czy koniec lata zbliża się tak drastycznie szybko, czy to normalność w sierpniu. Przez ramiona nieokryte skórzaną kurtką, którą zapomniała zabrać z ostatniej wizyty w stajni, nie przeszedł nawet słaby dreszcz. Miała dzisiaj na sobie zwykłą, białą bluzkę lekko wydłużoną z tyłu i nieodzowne czarne dżinsy nieznacznie przetarte na kolanach. Obcasy butów, które dzisiaj włożyła, wystukiwały na chodniku jednostajny rytm. Odetchnęła z ulgą, widząc pierwszy lepszy szyld o bytności jakiegoś pubu, gdzie będzie mogła w spokoju spędzić wieczór. Nie miała najmniejszej ochoty na wpatrywanie się w cztery ściany swojego mieszkania, które i tak niewiele dla niej znaczyło. Odkąd wprowadziła się do niego nawet nie rozpakowała większości kartonów z swoimi rzeczami, co w zasadzie głównie starała się tłumaczyć brakiem czasu, ale tak naprawdę było jej wygodniej. Gdy czegoś pilnie potrzebowała, po prostu odnajdywała odpowiednie pudełko. Zmarszczyła brwi, kiedy po otworzeniu drzwi oczom kobiety ukazały się schody. Rewelacyjnie. Owszem, lubiła chodzić w szpilkach, ale taka bieganina niezbyt ją interesowała.
Kiedy znalazła się na samej górze, mięśnie łydek rwały ją nieprzyjemnym bólem. Gdyby wiedziała, jaka przeprawa ją czeka, nigdy by ich nie założyła. Wzruszyła jedynie ramionami w jedynym wygłoszonym komentarzu na ten temat, raźno wkraczając do jeszcze nie 'rozbudzonego' lokalu, natychmiast kierując się w stronę baru. Nie przysiadła na jednym z stołków, a jedynie kiwnęła głową w stronę barmana, aby podał jej kufel piwa zdatnego do wypicia. Uiściła zapłatę za alkohol nie zaszczycając go nawet swoim spojrzeniem, kątem oka sprawdzając, czy jakiś stolik położony na tyłach będzie wolny. Miała już kierować się do jednego z nich, kiedy obok zauważyła osobę, która zasadniczo była ostatnią, jakiej się tutaj spodziewała.
- David - powiedziała na powitanie nieco zachrypniętym głosem, przysiadając się do niego. Upiła łyk swojego trunku, spoglądając badawczo na Harrisona. Mimo wszystko była ciekawa, czy nic cokolwiek się zmieniło.David Harrison - 2016-08-10, 22:21 Wyrwany z otępiałego zamyślenia przez ułamek sekundy nie kontaktował jeszcze, mimo że patrzył prosto na ciemnowłosą kobietę przed nim. Połączenia nerwowe jednak działały bez zarzutu i już po chwili obraz sprzed jego oczu dotarł do mózgu, ten z kolei od razu wiedział, co to za osoba. A zatem wiedział i David. Był w tym momencie nie mniej zdziwiony niż Amerykanka już siedząca z nim przy stoliku. Uznał więc jej obecność w tym miejscu za coś zupełnie normalnego skoro i ona nie urządzała tu żadnych ceremonii. Złota zasada: czasem dobrze jest się dopasować.
- Caelie. - Odpowiedział dosyć cicho, unosząc przy tym kąciki ust odrobinę ku górze. Owszem, uśmiechnął się na jej widok, zawsze za nią przepadał. Lubił resztą nie tylko jej towarzystwo, ale i po prostu widok. Zawsze wyrazista. Podrapał się gdzieś po szczęce, kilkudniowy zarost pokłuł go lekko po opuszkach palców. Ostatni raz widzieli się w Niemczech i nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek ujrzy jej ładną buzię. Cóż, nie było wielkich pożegnań ani obietnic.
Czy to złośliwość czy przychylność losu, że spotkali się całkiem przypadkowo w całkiem innych okolicznościach? Cholera wie. Cokolwiek ma się wydarzyć i tak znajdzie sposób, żeby się wydarzyć. Z takiego wychodził założenia, chociaż oczywiście nie zawsze mu się to podobało.
Obecność Caelie pokrzyżowała mu dzisiejsze "plany", nie był to jednak powód do zmartwień według bruneta. Dalej z subtelnym uśmiechem lustrował ją brązowymi oczami, nie przeszkadzało mu to w pójściu w jej ślady i upiciu łyka piwa.
- Niech zgadnę, wynajęłaś detektywa, żeby mnie wyśledził. Na pewno tęskniłaś. - Jego uśmiech przerodził się w zawadiacki wyszczerz, oczywiście nie mówił na serio i nie spodziewał się, żeby ostatnie zdanie jakkolwiek mogło pokrywać się z prawdą. Chciał się podroczyć, dobry humor mu dziś dopisywał i kiedy już przestał pokazywać jej zęby, z jego twarzy dalej można było odczytać dziecięcą chęć do zabawy, dokazywania i dokuczania.Caelie - 2016-08-10, 22:56 Mimo wszystko miło było widzieć kogoś znajomego w mieście, które dopiero co poznawała. Była ciekawa, czy jest w tutaj tylko przyjazdem, czy być może zamieszkał tutaj na stałe. Mijali się kilkakrotnie w czasie jego licznych podróży, aczkolwiek była to tylko krótka, nic nie znacząca rozmowa. A dzisiaj miała ochotę posiedzieć tutaj trochę dłużej niż miała w zwyczaju, więc była nader ciekawa, jak przyjmie fakt o tym, że tym razem nie opuści go tak szybko. Nie chciała podnosić rangi ich spotkania do klasy światowej, ponieważ w głównej mierze nie chciała, aby ktokolwiek z nich odczuwał jakiś psychiczny dyskomfort. Chociaż w przypadku Caelie było to naprawdę mało prawdopodobne. Ponownie przechyliła kufel piwa w stronę swoich lekko spierzchniętych ust, upijając mały łyk. Prędzej mogła spodziewać się tutaj paru innych osób, za którymi specjalnie nie przepadała, ale nie jego. Los po raz kolejny pokazał, jak potrafi być przewrotny i dawać nam do zrozumienia, że możemy się mylić, jeśli myślimy o jakiejkolwiek kontroli nad swoim własnym życiem.
Uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc swoje dźwięczne imię padającego z gardła Davida. Z resztą, była to wyłącznie parodia prawdziwego uśmiechu. Bardziej mógł przypominać nawet grymas niezadowolenia, ale sądziła, że akurat przed nim nie będzie musiała się z niego w żaden sposób tłumaczyć. Znał ją aż nazbyt dobrze, co czasami potrafiło doprowadzić Amerykankę na skraj przerażenia, dlatego też nie powinien się nim przejmować. W zasadzie dla osób nieznajomych tylko tatuaże powodowały to, że mocno odcinała się na tle innych. A dla znajomych, w tym takich jak on, w połączeniu z charakterem stawała się jeszcze bardziej ostra, a tym samym wyrazista na mdłym tle otaczającego ich świata. Skierowała na niego swoje spojrzenie, z iskierkami rozbawienia w swoich oczach spoglądając na kilkudniowy zarost pokrywający jego szczękę. O ile dobrze pamiętała, w Niemczech nie pozwalał sobie nawet na chwilowe noszenie takiej 'ozdoby'. Wolała żyć z świadomością, że więcej się nie spotkają, bo tak dla obojga będzie wygodniej. I po raz kolejny się przeliczyła, więc nie miała nawet siły myśleć o tym, co być może los nawywija następnym razem. Nie mogła się stawiać, bo jedynie pogorszyłaby całą sprawę.
Przekrzywiła nieco głowę, opuszkami palców błądząc po chłodnej powierzchni kufla. Wytyczała na nim coraz to bardziej pokrętne wzroki, z każdą chwilą widoczniejsze przez małe kropelki wody utrzymujące się na powierzchni. Uniosła jedną brew, po czym pozwoliła sobie na ciche westchnięcie.
- Naprawdę masz o mnie tak niską ocenę, biorąc pod uwagę to, że sądzisz, abym niejako wynajęła detektywa, który miałby pomóc mi Cię odnaleźć? Byłoby to zupełnie bezcelowe, bo raczej moja tęsknota nie dotarła jeszcze do tak wysokiego poziomu... Jeśli w ogóle się pojawiła - mrugnęła do niego, jednocześnie posługując się wyjątkowo oschłym tonem.Lucas - 2016-08-10, 23:12 - Oh, to zmienia postać rzeczy - uśmiechnął się przebiegle i przywołał do siebie barmankę, która kawałek dalej wycierała bar.
- Poproszę sok pomarańczowy dla tej Pani - złożył zamówienie i skinął głową w kierunku Zoey. Skoro nie chciała się n a c h l a ć, to nie powinna mieć nic przeciwko, prawda? Po chwili kobieta postawiła szklankę z pomarańczową cieczą na blacie, a czarnooki wręczył jej banknot wydobyty ze skórzanego portfela.
- Zdrowie - uniósł do góry swój kufel, ponownie upijając z niego trochę piwa. Droczył się z nią i sprawiało mu to niebywałą przyjemność, czego nie zamierzał ukrywać.
- Swoją drogą, odważna jesteś składając takie propozycje obcemu facetowi - mruknął, usadawiając się wygodniej na stołku. Jeden z łokci oparł o ladę i na nowo zaczął jej się przyglądać. Bez problemu wyłapał sugestywny ton głosu, a może to tylko jego wyobraźnia tak za działała? O tej porze różne rzeczy działy się w jego głowie.
- Mógłbym Cię przecież wykorzystać, wyciąć nerki i zostawić gdzieś w rowie - dodał z lekkim rozbawianiem i wyzerował swój alkohol. Puste szło odstawił na blat i przeczesał palcami bujnął czuprynę.Leon - 2016-08-11, 12:55 Pojawił się w progu, miał ochotę się napić. Więc naiwnie było sądzić, że nie przyjdzie tu, by to właśnie uczynić. Wszedł do budynku, by po drewnianych schodach skierować się na górę. Otwarł drzwi z impetem, wchodząc do środka pubu. Obrzucił wzrokiem ludzi i miejsce, by westchnąć ciężko i ruszyć zamaszystym krokiem przed siebie. Znalazł jedyną i do tego wolną skórzaną kanapę, by posadzić na niej swój zadek. Wybrał ulubiony trunek, który polecił przynieść kręcącemu się po sali barmanowi. Zaraz go dostał na stoli w wersji x2, pierwszą szklankę machnął duszkiem, krótko się po tym oblizując. Rozwalił się na ciemnej kanapie, obserwując znudzonym wzrokiem wszystko w około.David Harrison - 2016-08-11, 13:34 Ponownie wyszczerzył się mocniej odchylając przy tym w niezbyt wygodym krześle. Nie zdążył się tu jeszcze zadomowić i w związku z tym nie poznał jeszcze prawie nikogo. Co prawda multum znajomych wcale nie było mu potrzebne do szczęścia, niemniej jednak fajnie było otworzyć czasem do kogoś gębę i podocinać sobie bez skrępowania, przy tym w całkiem przyjemnej atmosferze. Zdarzało mu się oczywiśvie zachowywać jak typowy skurczybyk, oschle i bardzo nieprzyjemnie, nie da się jednak ukryć że naprawd? nie był do końca właśnie takim "złym" człowiekiem. A swoje za uszami miał jak każdy.
- Bardzo dobra taktyka, za nic się do tego nie przyznawaj, byłoby trochę wstyd. - Także odpowiedział jej zaczepnym mrugnięciem i ułożył łapska na stole, oplótł nimi wilgotny kufel. On także nie umierał z tęsknoty za czarnowłosą, aczkolwiek na pewno zawsze darzył ją większą sympatią niż ona jego. Stąd jej widok teraz okazał się być bardzo miłym zaskoczeniem dla bruneta. Zawsze lubił osoby odważne i niekrępujące się byciem samym sobą, a wręcz przeciwnie - w sposób taktowny acz wyrazisty akcentowały nie tylko swoją osobowość, ale i obecność. Co prawda tatuaże i "mocny wygląd" może mieć każdy, jednakże nie u każdego wygląda to dobrze i co najważniejsze, pasująco. W ogóle wiele ludzi to pozerzy marzący jedynie o tym, by ich wygląd zwracał uwagę i był uznawany przez wszystkich za piękny czy intrygujący. Według Harrisona było to jak sztuka dla sztuki i nie przepadał za tego typu personami, natomiast te "prawdziwe" osoby już na starcie darzył większym szacunkiem niż przeciętnego śmiertelnika. Sam nie próbował się wyróżniać szczególnie z tłumu, nie miał takiej potrzeby ani takiego charakeru. Tatuaże mu się podobały i sam miał kilka, ale raczej rzadko pokazywał je całemu światu. W ogóle był przekonany, że nikt nie musi specjalnie dużo o nim wiedzieć, dlatego też dosyć łatwo interesował się bardziej osobliwymi egzemplarzami swojego gatunku. Caelie po prostu wpadła mu pod tym względem w oko i fakt, że nie rozczarował się jej osobowością, automatycznie wpłynął na większą przychylność Davida względem Amerykanki.
- Tak między nami, detektyw niczego sobie, na pewno ma wiele znajomości. Nikomu nie mówiłem o przeprowadzce. - Faktycznie, jedynie w dokumentach miał teraz nowy adres zamieszkania, poza tym nie poinformował o wyjeździe do Eastbourne ani jednej osoby. Zwyczajnie się odciął.Caelie - 2016-08-11, 14:03 Nijako odpowiedziała na ten uśmiech. Sama dokładnie nie wiedziała, co mogło spowodować jego pojawienie się w tym miejscu. Z resztą, ona w nie miała w tym kontekście dużego pola do popisu. Wybrała Eastbourne przez zupełny przypadek, nie kierując się żadnymi pobudkami. Była to dla niej pierwsza styczność z Wielką Brytanią, którą przynajmniej na razie znosiła nader dobrze. Wylądowała na pobliskim lotnisku zaledwie dwa tygodnie temu, dlatego też jeszcze nie zamierzała podbijać miasta w celach towarzyskich, na czym w zasadzie zależało kobiecie najmniej. Wolała zakręcić się na razie za jakąś dobrą pracą, dzięki której będzie mogła opłacić mieszkanie i jakoś wyżyć następne miesiące. Chociaż w sumie nie miała wątpliwości, czy znajdzie się tutaj jakiś w miarę dobry salon tatuażu, aczkolwiek powołując się na swoją renomę zdobytą poprzez lata praktyki i to nie powinno stanowić ogromnego problemu. O ile znów w jej głowie nie pojawi się kolejny genialny pomysł na podróż, która wiązałaby się z porzuceniem planów o stałym pobycie w tym miejscu. Nigdy nie przywiązywała się specjalnie do czegokolwiek, a tym bardziej do swojego skromnego lokum, jeśli mogła je tak nazwać. Każdy posiadał jakieś sprawy, o których nigdy nie chciał rozmawiać głośno, a jedynie przy zamkniętych drzwiach, niekiedy sam do siebie.
- Właśnie. Lepiej bym tego nie ujęła - odparła nieco rozbawionym tonem, ale tak naprawdę daleko mu jeszcze było do prawdziwej wesołości. Uniosła kąciki warg, zauważając mrugnięcie posłane w jej stronę. Jeśli już poruszamy temat tęsknoty, to... rzadko kiedy zdarzały jej się momenty, kiedy mocniej odczuwała jego brak przy sobie. W czasach bardziej łaskawych dla ich obojga mogła nawet nazwać Davida swoją stabilizacją, ale nie trwała ona wyjątkowo długo. Nie potrafiła, a może nie chciała ciągnąć tego dalej, nie dostrzegając, co może stracić. I w zasadzie nie uświadomiła sobie jeszcze kilku ważnych spraw, aczkolwiek zdecydowanie posiadała na to jeszcze dużo czasu. W żadnej sytuacji nie znosiła pośpiechu, zawzięcie twierdząc, że jeśli tak naprawdę ją sobie cenią, mogą sobie poczekać. Tym też wyrażała samą siebie, co niektórych doprowadzało do szewskiej pasji. Nie przejmowała się wiele takimi reakcjami, co przekładało się na robienie kolejnych tatuaży. W tej chwili na razie poprzestała skalpowania się igłą, zastanawiając się, gdzie mogłaby wykonać kolejny, chociaż nie zostało wiele wolnego miejsca na jej ciele, o czym Harrison raczej wiedział. W zupełnej ciszy upiła kolejny łyk piwa, delektując się jego zimnym smakiem, które wręcz idealnie wpasowywało się w kontraście z lekką duchotą wieczoru panującego na zewnątrz. Była nader wdzięczna za klimatyzację, która informowała o swojej obecności poczuciem przyjemnego chłodu oraz cichym szumem. Zacisnęła usta w wąską kreskę, kiedy to postanowiła bardziej oprzeć się plecami o krzesło, co w zasadzie nie przyniosło Caelie żadnej ulgi, a tylko poczucie większego dyskomfortu, więc czym prędzej wróciła do wcześniejszej pozycji.
- A więc zostajesz tutaj na stałe? - zapytała z większym zainteresowaniem niż na początku ich rozmowy, jednocześnie pozwalając sobie na spojrzenie mu prosto w oczy. Wolną dłonią wystukiwała spokojny rytm na blacie drewnianego stolika, tym samym próbując zastąpić sobie smętną - przynajmniej dla niej - muzykę wydobywającą się z rogu lokalu.Nadya - 2016-08-11, 14:04 Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej, Nadya nie przyszła tu robić to czego absolutnie nie powinna, czyli pić wysokoprocentowe (i gatunkowe) trunki samotnie, lub w nieciekawym towarzystwie. No więc dobrze, wysokoprocentowe trunki wchodziły w rachubę, ale miała się tu spotkać z koleżanką. Zatrzymała się przed wejściem do budynku, w którym znajdował się pub i miała zamiar wejść do środka, kiedy jej koleżanka zadzwoniła. Przykro mi, naprawdę, blablablabla ale z powodu blablablabla nie mogę przyjść.
Bravo rozłączyła się wściekła. Nie była zadowolona tym, że jej plany uległy drastycznej zmianie, ale o wiele gorsze było to, że stała przed pubem, w którym miała się z kim spotkać i teraz musi pójść tam sama. Nie odwróci się od takiej okazji, nie ma silnej woli. Nie będzie też mieć zabezpieczenia, przyjaznej duszy, która powie jej "dość". Trudno nazwać barmana przyjazną duszą. Skończyła palić papierosa, zgniotła peta podeszwą sandała i weszła do środka kierując się do pubu, do którego weszła pewnym krokiem, przypominającym jej sceny z westernów. Nawet nie zauważyła Leona, ruszyła prosto do baru, wokół którego tłoczyło się sporo ludzi. Jakoś się przepchnęła i poprosiła o wódkę. Była w wystarczająco kiepskim humorze, po co go sobie pogarszać rozdrabnianiem się. Jednym haustem wychyliła połowę kieliszka. Znajome pieczenie przyniosło jej niemal ulgę. Odwróciła się do baru sondując salę i wtedy właśnie zauważyła Leona. Zwężyła oczy piorunując go wzrokiem, po czym odwróciła się do baru, by wypić resztę wódki. Zastanawiała się może przez chwilę. Nie miała najmniejszej ochoty pić przy barze w tłumie obcych ludzi - w takiej sytuacji nawet nieprzyjaciel jest lepszy. Chociaż Leon jeszcze nim nie był, powiedzmy, że raz znależli się na kursie kolizyjnym. Do tego stopnia, że ludzie musieli ich rozdzielić.
Wiedząc, że prawdopodobnie pakuje się w kłopoty poprosiła barmana o dolewkę i poinformowała, że będzie się znajdować w okolicach ciemnej kanapy, na której rozwalił się Leon - wiedziała, że na dwóch setkach się nie skończy. Zgarnęła torbę, wódkę i ruszyła przez salę w stronę kanapy Zatrzymała się przed nią, zlustrowała mężczyznę wzrokiem, postawiła kieliszek na stoliku i usiadła na drugim krańcu tej samej kanapy, nie odzywając się do Leona ani słowem.Harvey - 2016-08-11, 17:31 xxLeon - 2016-08-11, 21:41 Dlaczego nie powinna? To bardzo fajne zajęcie, które od czasu do czasu było potrzebne. Czy będzie pić samotnie? Raczej w to wątpił, ale wszystko w swoim czasie. On po ostatnich wydarzeniach, musiał się po prostu napić. Kobiety zbyt namieszały w jego życiu, a jedyne miejsce gdzie może w spokoju odsapnąć, to właśnie bar. Zamiast koleżanki, będzie miała kolegę On nie potrzebował towarzystwa do picia, podobno najlepiej się pije samemu. Na niego nie może liczyć, że powie jej dość. Sam nie posiadał takiego hamulca, wychodził wtedy kiedy czuł, że to już czas. On szybko dostrzegł jej postać, bo narobiła niezłego rabanu wchodząc do pubu. Prawie jak on sam Obserwował ją kątem oka, wyczuł jednak dość szybko, że odnalazła go wzrokiem, a na to prawie się uśmiechnął. Pobili się to chyba jednak zbyt duże słowo, raptem przetoczyli się przez plażę. To ona chciała go zabić, a nie on ją. Poza tym nie jego wina, że marna z niej pływaczka. Kiedy ruszyła w jego kierunku, a potem siadła na kanapie, to nawet nie drgnął. Zlustrował ją wzrokiem, by szybko dopić drugą szklankę swojego trunku.
-Nie sądziłem, że będę miał towarzystwo. - mruknął ni to do niej, ni to do siebie. Obrócił w palcach szklankę, by postawić ją na stole tuż obok drugiej. Skinął na barmana, który polecił kelnerowi nalanie mu kolejnej porcji. Sam Leon w tym czasie, czekał na słowa lub reakcję kobiety.