To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Unee BB - 2018-03-31, 14:42

Fragment mówiący o tym, że Ran miałby dorwać się do marchewek wszystkich koni mieszkających w Orchard Stable i jeszcze walczyć na śmierć i życie o marchewki będące w końskich pyskach.. PRZE-RA-ŻA! Trzeba będzie wyłapać tego szkodnika i to jak najszybciej oddać w miejsce oddalone od Eastbourne. Marchewki dla koni! Unee na prezydenta!
Holdender (który jest Niemcem) na dany sygnał przeszedł płynnie do kłusa. Nie trzeba było go za bardzo prosić o przejście do wyższego chodu. Szedł widocznie aktywnie dobrze "kryjąc" teren. W przypadku zjazdu, mocniej przysiadł na zadzie, angażując tą część ciała żarliwie przeciwdziałając niemiłosiernej grawitacji. W innym przypadku pewnie padłby na nos, gdyby nie jego próby walki z zjawiskiem fizycznym. Z resztą całe życie zwierząt czy roślin jest właśnie zmaganie się z grawitacją i próbą jej przeciwstawienia się.
Unee był ogierem z raczej o prostym usposobieniu. Czasem mówiono o nim jako ogierze dla żony, ponieważ kobieta nie musiałaby się z nim nad wyraz męczyć, jak to bywa z innymi przedstawicielami jego płci. Oczywiście nie był pozbawiony naturalnych instynktów, ale nie emanował nimi bez powodu. W dodatku tutaj był pozbawiony sygnałów dekoncentrujących, zatem mógł się skupić na sobie i ewentualnie na otoczeniu, a nie na obecności koni i zapachów, które mogłyby pobudzić pewne fragmenty jego mózgu, a co dopiero pewien fragment ciała.
Po zjeździe kontynuował tempo, jakie mu nadano przed, podczas i po. Jego mięśnie idealnie współgrały z ruchem, falując pod skórą.

// zazdraszczam, bo ja mam widoczny problem z koncetracją i znajdowaniem odpowiednich słów w takich harmidrze :lol:

Randolph Varmus - 2018-04-03, 09:05

|| Po kilkudniowej, ciągłej walce o sernik i rozdzielaniu wojowniczych członków rodziny w bitwie o ostatnie jajko z pastą z awokado, można w końcu odetchnąć :lol:

Można powiedzieć, że Ran to też taki ,,ogier" dla żony. Kiedy mąż wyjeżdża, pozostawiona żona może się przytulić, poczuć nieco bezpieczniej w ramionach tegoż oto silnego samca. Wiedząc doskonale, że ten ani nie tknie ani nie pomyśli nawet o tknięciu, bo fuj to i ble, tak babę tykać. Może należałoby poszerzyć biznes i nie tylko zajmować się końmi, ale również niedopieszczonymi w sposób platonicznie-emocjonalny żonami? Who's first?
Kiedy kopyta ogiera zaczęły równo układać się na płaskim terenie, mężczyzna poklepał go po smolistej szyi.
- Przyjemny z Ciebie towarzysz, Unee, wiesz? - rzucił łagodnym głosem w eter, przyglądając się uszom konia, które wystawały radośnie z jego czaszki niczym radzieckie radary.
Po około 3 minutach spokojnego kłusa, Randolph wsiadł głębiej w siodło, nie anglezując już. Delikatnie pracował z biodra, dokładając łydki. Ich masującym ruchem, poprosił ogiera o przyśpieszenie chodu, aczkolwiek nie wychodzenie z kłusa. Jeżeli ruszył galopem, cofnął się, zwalniając go do odpowiedniego tempa. Nie mógł przekroczyć 12km/h. Oh, co Varmus by teraz oddał za wbudowany tempomat... Tym bardziej, że mieli zróżnicowany teren przed sobą. Mężczyzna tak planował trasę w głowie, aby spotykali i górki i odcinki płaskie. Piach, oraz mocniej ubitą ziemię.
Widząc przed sobą pagórek, Ran wsiadł głębiej w siodło. Przytrzymywał cały czas ten sam rytm i stałe tempo. Na podjazd wprowadził Smołka pod delikatnym kątem, aby nie utracił prędkości, a zarazem, aby nie forsował zbytnio swojego kręgosłupa i mięśni. Przy zjeździe ta sama procedura co wcześniej - stała prędkość, równy rytm, identyczne rozłożenie ciężaru ciała na kończyny. Tak, aby praca mięśni byłą synchroniczna, a nos nie zdarł się w nagłym kontakcie z ziemią.
Po około 6 minutach na prostej drodze, tym samym tempem, z tą samą dynamiką, parę minęła góra 12 latka pomykająca na rozkosznym, łaciatym kucyku. Kuc jak to kuc, drobił śmiesznie, zarzucając małą główką góra-dół-góra-dół. Dziewczę natomiast starało się za wszelką cenę nadgonić małego towarzysza i klepało tyłskiem o skórzane siodło. Dźwięk klepania niósł się przez leśną ciszę, rozdzierając ją niczym tani niemiecki chippendales koszulę na swoim owłosionym, niedźwiedzim torsie. Dźwięk trochę jak w tanim amatorskim pornosie. Kucyk był jednak małą zadziorą, jak to ogier z kompleksem mniejszości - przemykając obok nóg Niemca, zjeżył się jak kocur, nerwowo spinając swoje ciało, mocniej wychylając się w stronę BB.

Unee BB - 2018-04-03, 10:48

Pomysł na biznes to już coś, jednak zbudowanie porządnego business plan to jest dopiero nie lada wyzwanie. Chęci stworzenia czegoś na bazie platoniczno-emocjonalych pobudek jest silnym argumentem, ale czy wziął pod uwagę czynniki, że byłby to zawód o wysokim ryzyku?
Zastrzygł obydwoma uszami w stronę Randolpha, kiedy jego ciało wpadło w tembr jego głosu. Uwaga jednego ze smolistych uszu nie trwała długo, bo powróciło z powrotem naprzód. Drugim badał, czy Kanadyjczyk zechce się jeszcze z czymś podzielić. Ogier od najmniejszych lat próbował zrozumieć ludzką mowę, a jedyne co rozumiał to ton ich głosu. Sposób w jaki się do niego odezwał, był napełniony pozytywnymi emocjami, zatem to musiało być coś przyjemnego. W dodatku wymówił jego imię, zatem musiało to oznaczać jego koniowatość. Chyba, że mówił o sobie i chciał potwierdzenia ze strony ogiera :lol: Na koński rozum było to nie do rozwikłania. Facet wsiadł głębiej w siodło, prosząc go tym samym o przyśpieszenie. Czy to oznacza, że będąc "zamyślonym" ogier stracił na prędkości? Ruszył zatem aktywniejszym kłusem, mocno wyciągając szkity do przodu, nadrabiając dodatkowo motoryką zadu. W końcu zad to jego motorynka, bez tego, jego ruch, tempo kulują, w sumie to wszystko kuleje. Tyk-tyk-tyk, a tu nagle pojawił się pagórek, na który był kierowany. Tutaj dodatkowo mocniej musiał zapracować zadem, aby wepchnąć przód do góry. Wybijając dalej swe kroki na płaskiej drodze, nagle w oddali zaczął majaczyć kształt sylwetki. W dodatku dałby sobie uciąć głowę, że czuł zapach konia na tej drodze w napotkanej po drodze paćce zwanej kupą. Teraz było to realne, a jego ruchy na momencie stały się niewygodne, ponieważ ogier w tym kłusie zaczął prawie galopować, próbując nadgonić cel. Kucyk stał się dla niego typowym zajączkiem, ale kiedy go dogonili, ogier zarżał gardłowo, wprawiając w ruch całe swoje ciało. Postawił obydwa uszy w jego kierunku, ale Varmus pilnował, aby za bardzo się nie zbliżał. Mocno podciągnął pysk pod pierś, by za chwilę wyrzucić nogę przed siebie, wydając charakterystyczny kwik. A niech zobaczy ten kuc, gdzie jego miejsce i że nie ma zabawy ze Smołkiem :lol:

Randolph Varmus - 2018-04-03, 12:47

O właśnie... nie wziął. Cały system musiałby działać na zasadzie mąż zamawia, a żona korzysta. Można wtedy zmniejszyć ryzyko natrafienia na kobietę, która nie ma męża, lub udaje, że jej mąż się w jakiś sposób nie wywiązuje z tych bardziej uczuciowych obowiązków małżeńskich. Chociaż mogłyby powstawać mężowe troll konta... Albo mężowie, którzy mają dosyć swoich brzydkich, starych żon, wpychaliby je w ramiona Rana. Oh, nie. Pozostańmy przy aktualnym stanie rzeczy, tak jest jednak dobrze :lol:
Mężczyzna automatycznie odczuł, jak zwierzę zmienia układ swojej sylwetki, jak ruchy stają się twardsze, a przez to Ran klapnął dwa razy tyłkiem w siodło i rozpadł się na boki z dosiadem jak szmaciana lalka. Dłonie wyżej, a pięty od konia. Klasa sama w sobie. Pozbierał się jednak szybko, łapiąc ogiera w nieco mocniejsze pomoce i w dłoniach i w dosiadzie jak i przy działaniu łydek; tym razem przytrzymanie ich i zwolnienie smołkowej masy idącej żwawiej w stronę kucułowatego.
Mała, łaciata kulka, jeszcze kudłacząca się zimowym futerkiem, parskała nerwowo, cofając się szybko na zadzie widząc jak kopytko Unee unosi się do góry. Małe szkitki zadrobiły w miejscu, dziewczyna natomiast, która sztywno odchylała się w siodle -niczym wahadło, to w przód to w tył - zaczęła mamrotać coś szybko, łamiącym się od podrzutów głosem. Varmus chciał się zaśmiać. Z jednej strony szkoda u było małej, z drugiej; czy to nie rozkoszny i zabawny widok? To ta sama grupa co śmieszne małpki jeżdżące na osiołkach i wywracające się o własne uszy basety. Czując jak mięśnie na brzuchu puchną i zbijają się, żeby tylko nie wypuścić parsknięcia przez kanadyjskie usta, Ran, przełknąwszy głośniej ślinę i spychając tym samym grudę śmiechu ponownie w trzewia, zabrał się za zbieranie BB. Półparada, stabilny dosiad jak i dłoń, łydka aktywizująca, tunel pomocy składający znowu Smokła w kupę. Ale taką fajną kupę, a nie taką o której mowa w poście wyżej, ot co.
Wyjechawszy za kuca i jego towarzyszkę, mężczyzna był cały czas bardzo skupiony na ponownym wbiciu Niemca w rytm pracy. przyjemnego skupienia, które będzie angażować ciało zwierzęcia jak i jego umysł, a przy okazji rozluźniał napięcie związane z codziennym stresem, i tym fizycznym i tym psychicznym. Nie chcąc od razu zjeżdżać z górki, ani pod żadną podjeżdżać; zaklinacz skierował ogiera aktywnym, energicznym i dosyć szerokim stępem na piaszczystą, bardzo gęstą i spulchnioną przez wilgoć w powietrzu dróżkę. Skróciwszy zewnętrzne pomoce, zmieniając je w pasywnie pilnujące, przełożył swój ciężar subtelnie do wewnątrz, kontrolując wygięcie ogiera, owijając go w lewą stronę w okół swojej łydki, okrążając w ten sposób w szerokim łuku jedną z brzóz. Tuż za nią - zmiana strony wraz z analogicznymi pomocami tym razem w kierunku odwrotnym, a więc prawym. Kolejny łuk przy brzozie. Całe szczęście nie pancernej Smoleńskiej. Po krótkim slalomie na nieco bardziej wymagającym podłożu, trzydziestolatek wypchnął ogiera do kłusa, kontrolując żywego tempa, ładnego działania zadu i kończyn pod kłodą sześciolatka. W takim też szyku, z gracją i w pełni dumy, ponownie wyjechali w kierunku wzniesień. Teraz w stałym tempie i rytmie najazd na dłuższy zjazd, aczkolwiek bardziej łagodny. Tuz za nim mężczyzna poklepał ogiera po szyi, wyprowadzając go na długą prostą. Tak, prostą, która była niczym trailer wspaniałego i przez większość koni wyczekiwanego galopu.

Unee BB - 2018-04-03, 15:21

Mąż zamawia, kobieta korzysta. Pięknie rozwiązanie, ale wciąż posiadające drugie dno, które mogłoby być niezbyt korzystne dla Kanadyjczyka. Zwłaszcza, jeśli trafiłby przypadkiem na niezbyt atrakcyjną Niemkę. Wtedy nie byłoby prima aprilis.
Ciało faceta, którego gościł w siodle, zaczęło drżeć pod wpływem śmiechu, które się w nim tliło. Ogier się tu uzewnętrzniał, próbując pokazać się przy tym kucyku jaki to z niego potężny kary potwór, a ten się śmiał do rozpuku. Ale co się dziwić, skoro mógł siedzieć na tak wykwintnym rumaku. A może śmiał się z tego, że ów dziewczę właśnie siedziało na takiej poczwarze, na krótkich nogach? To też w sumie była opcja i to całkiem realna. Jednak Ran(y Julek) pozbierał się, kiedy to ogier trochę namieszał w jego wypracowanej już harmonii i zaczął jego zbierać do zacnej kupy. Nieco opornie to szło, ponieważ kontakt z innym koniem wyprowadził go trochę z równowagi, ale objazdki wokół pancernych brzóz, musiała go w końcu skupić. Wygiął się wokół pomocy Randolpha, wykonując okrążenie wokół jednej brzozy, a potem by zrobić łuk przy kolejnej, po zgrabnej zmianie kierunku. Utrudnienie było jeszcze w podłożu, które było wymagające. To sprawiało, że musiał mocniej zaangażować swoje mięśnie, używając więcej siły niż normalnie. Wszak trochę się zapadał. Ale w końcu wjechali na idyllistyczną długą prostą, jak zostało już zauważone, aż się prosiło o galop.

Randolph Varmus - 2018-04-03, 17:39

Nie było w sumie co dłużej zwlekać. BB King zasłużył na to, żeby poluzować teraz nieco pasy i odpocząć. Rozerwać się, acz nie dosłownie. Chociaż pochodził z Niemiec więc mógł bez najmniejszego problemu przemycić jakiś pas Szahida.
Randolph wysłał ogierowi sygnały do zagalopowania, automatycznie przenosząc się w półsiad, eksponując na siodłem swój zaokrąglony, zgrabny kuperek. Pilnował, aby ten nie przesadzał z tempem - chciał przebyć z nim w ten sposób połowę drogi do stajni, nie zakwaszając przy okazji jego mięśni, wyrabiając zdrową normę czasową jak i dystansową przy pierwszym treningu tego typu.
Na lekkim kontakcie, wyciągając go do przodu, mężczyzna pozowali sobie na całkowity odpoczynek psychiczny. Co zdarzało się doprawdy rzadko.
Kiedy zauważył, że na horyzoncie w oddali maluje się zarys głównej stajni, poprosił ogiera o przejście w płynny kłus

//zt

Unee BB - 2018-04-03, 17:46

Ogier z miłą chęcią podbił charakterystycznie do góry, jak to bywa przy zagalopowaniach, zmieniając tym samym chód na wyższy. Jego galop wystukiwał rytmiczne kroki na ubitej, twardej ziemi. Był to moment, gdzie można było poczuć wiatr w grzywie, gdzie wolność puka do drzwi. Varmous mógł czuć jak ogier mknie, lekko, bez większych oporów. Gdzie każdy mięsień ciała, po prostu poruszał się zgodnie z założeniami. To był czas, gdzie Unne mógł rozluźnić się. W tej chwili dla niego liczył się ruch do przodu i rytmiczny stukot kopyt. W dodatku poruszali się w kierunku stajni, co dodawało animuszu ogierowi. Ale dopiero, kiedy budynek stajni zamajaczył na horyzoncie, przypomniał sobie o facecie, który dopiero co dał o sobie znać. Najwidoczniej wcześniej nie miał powodu ingerencji, a co dopiero powstrzymywania ogiera. Chciał równie się poczuć wolny jak i smołek. Przeszedł do kłusa, choć niechętnie, ale co tu wiele mówić, była na to pora. Wszak pot lał się z niego. Nie miał kondycji jaką mógłby mieć. Był nieco roztrenowany, a to nie pomagało, ale właśnie temu miał służyć ten trening. /zt
Lucas - 2018-07-10, 23:32

Przed dotarciem to docelowego miejsca ich wycieczki, czekała ich spora dawka stępa. Lucas poprowadził Despacito drogą przez pastwiska, by następnie zjechać na polną, mało uczęszczaną dróżkę, którą otaczały nieogrodzone łąki oraz pola. Nie znał kopytnego, dlatego nie zaoferował mu zbyt dużej ilości swojego zaufania, cały czas go ''badając'' i sprawdzając jak ten zachowuję się w obcym terenie, gdzie nie ma już jego końskich pobratymców. Z tego powodu nie dawał gniadoszowi zbyt długiej wodzy, większość drogi prowadząc go po prostu na kontakcie. No chyba, że ogier okazał się oazą spokoju - wtedy pozwolił na opuszczenie głowy, ale jednocześnie nie rzucał mu wodzy na szyi, chcąc mieć na nim jakąkolwiek kontrolę.
Wkrótce ów ścieżką wjechali do lasu. Jak już wspominałam - nie było ona często używana, dlatego już na wstępie spotkali się z dużą ilością krzewów oraz nisko usytuowanych gałęzi, przed którymi mężczyzna nieustannie musiał robić uniki. Była to jednakże trasa na tyle dostępna, że mogli ją przebyć bez omijania naturalnych przeszkód, jadąc po prostu przed siebie.
Z czasem krzewy zaczęły ustępować miejsca coraz większym drzewom, więc sama podróż również stała się przyjemniejsza. Do głównego szlaku mieli jednakże jeszcze trochę drogi, więc Vaugier postanowił wykorzystać ów czas, by deczko zająć myśli kopytnego i jednocześnie trochę go powyginać. W tym celu zjechał nieco w bok i rozpoczął slalom pomiędzy konarami, wybierając oczywiście te najwygodniejsze przejścia, co by nie podrapać gałęziami ani siebie, ani konia. Podczas tych manewrów pilnował łydkami, by Despacito wyginał swoje cielsko, a nie tylko parł przed siebie niczym czołg.

Despacito - 2018-07-11, 14:43

Dla Despacito było to właściwie pierwsze wyjście poza stajnię. Być może z tej okazji powinien im towarzyszyć doświadczony koń, ale nie było to konieczne. Ogier był bowiem stosunkowo samodzielny. Bez wahania szedł w kierunku wybranym przez Lucasa, ale towarzyszyło mu przy tym wiele emocji. W pierwszym odcinku drogi, kiedy szli wzdłuż pastwisk, Despacito był przede wszystkim zainteresowany pasącymi się na nich końmi. Zdarzyło mu się cicho zarżeć, w stłumiony sposób, a także minimalnie zagotować pod siodłem. Był jednak grzeczniejszy niż z ziemi, więc jego męskość nie dawała się długo we znaki.
Gdy jednak przeszli na spokojne, polne dróżki, ogier już nieco ochłonął. Dalej szedł przed siebie mocnym, pewnym krokiem, łeb niosąc w dość wysokim ustawieniu i z emocji "wyżywał się" na wędzidle. Na szczęście nie było gumowe, więc Lucasowi nie groziło zostanie w rękach niczym, bo Despacito niewątpliwie by takie przegryzł. :lol2:
Niebawem zrozumiał, że są sami, więc w pewnym momencie uniósł głowę i zarżał przeciągle, lekko się denerwując tym faktem. Nie dostał jednak żadnej odpowiedzi, więc nie miał innego wyjścia niż dalej iść przed siebie. Wkrótce weszli do lasu, który powitał ich mnogością krzewów i gałęzi, co jednak nie spowolniło Despacito, który przez te mniejsze zarośla przechodził niczym wspomniany czołg. Czasem łapał za jakieś gałęzie lub próbował to robić, oczywiście w celu oberwania liści. Natomiast krążąc slalomem wokół drzew, dość przyjemnie giął się w łydkach Lucasa, uważnie stawiając kopyta na nowym podłożu, które nie budziło w nim jeszcze zaufania. Musiał się nauczyć chodzić po nierównym terenie.

Lucas - 2018-07-12, 00:51

Cóż, Elizabeth nie raczyła go powiadomić o tym, że miał być to pierwszy teren Despacito, choć nawet taka wieść zapewne nie zdołałaby zniechęcić Lucasa. Pewnie teraz obstawiała zakłady kto pierwszy wróci do stajni - Despacito, czy Despacito z balastem w formie Vaugiera. Ale, ale! Brunet nie zamierzał pozwolić na taki obrót spraw, w dalszym ciągu wierząc, że będzie to przyjemny wypadzik z nutką adrenaliny, którą wprost uwielbiał.
Nie nastawiał się nawet, że gniadosz zgubi gdzieś po drodze swój temperament i zamieni się w spokojnego człapaka. Porządnie siedział w siodle, będąc gotowym by zareagować, choć samo rżenie czy drobne poruszenia ze strony kopytnego, nie robiły na nim wrażenia. Mógł mieć jedynie nadzieję, że czterolatek nie stęskni się za bardzo za swoimi kopytnymi przyjaciółmi i nie postanowi do nich wrócić szybciej, niżeli jego jeździec sobie zaplanował.
Starał się nie pozwalać ogierowi na pojadanie, choć nie zawsze było to możliwe, jako że dorodne, młode gałązki otaczały ich ze wszystkich stron i wręcz same wchodziły mu do pyska. Upewniał się jedynie, że to co już tam finalnie lądowało było faktycznie jadalne i nie zaszkodzi sportowcowi, za co z pewnością dostałby porządne manto.
Po dłuższej chwili ''slalomu'' dotarli do ścieżki. Szerszej niżeli ta, którą wjechali do lasu i dużo bardziej przejezdnej, aczkolwiek w dalszym ciągu nie był to ''główny szlak''. Teren był tu równy, piaszczysto-ziemisty, bez kamieni czy korzeni drzew. Lucas postanowił wykorzystać ów odcinek, by po raz pierwszy tego dnia pojechać kłusem. Mógł mieć tylko nadzieję, że Despacito nie odbierze tego jako komunikatu ''Hej! Pobiegnijmy najszybciej jak umiemy!'', bo zdecydowanie nie było tu na to miejsca, a nie chciał narażać go na jakiś uszczerbek. Tak więc, nie zapominając, że nie siedzi na swojej mega spokojnej Tortudze, po krótkiej półparadzie posłał kopytnemu łydkę do wyższego chodu. Wtedy od pierwszych chwil zaczął rytmicznie anglezować, chcąc w ten sposób narzucić ogierowi dobre tempo, które z zasady miało być dość aktywne, aczkolwiek w żaden sposób nie szaleńcze. Jeżeli poczuł, że Despacito za bardzo się spina, albo na coś zapatruje, starał się go troszkę rozluźnić pracą wodzy i nakłonić do trzymania głowy możliwie nisko, nie chcąc by ten sam zaczął wynajdywać sobie ''strachy''. Co jakiś czas zmieniał jeszcze nogę, nie chcąc jednostronnie przeciążyć gniadosza i w ten sposób zaoferował mu dłuższą chwilę kłusa, bo przecież nie przyszli tu by pospacerować!

Despacito - 2018-07-13, 19:01

Podłoże na kolejnej, nowej ścieżce zdecydowanie przypadło ogierowi do gustu. Nie musiał już tak zawzięcie patrzeć pod kopyta, choć i bez tego dosyć wysoko podnosił nogi, pewnym i mocnym krokiem idąc przed siebie. Raczej nie należał do strachliwych osobników, ale to jeszcze nie przesądzało o wyniku niejakiego zakładu. Wszakże był dosyć rozrywkowym konikiem, co było głównym czynnikiem, jaki mógł przeszkodzić Lucasowi we wspólnym powrocie do stajni.
Póki co zapowiadało się raczej sympatycznie. Kiedy Despacito otrzymał łydkę do kłusa, ruszył nim nad wyraz energicznie. Chyba nie istniała większa pokusa dla niego niż długa prosta. Był w końcu w połowie folblutem i odkąd zasmakował w mocnym galopie po otwartej przestrzeni podczas treningów crossowych, nie marzył już o niczym innym! Jednocześnie miał na tyle poukładane w głowie, że nie ośmielił się przejść do jeszcze wyższego chodu. Pozostał w kłusie, jednakże nie było to nic przyjemnego, przynajmniej z początku. Musiał spuścić z siebie parę. Póki co szybko przebierał nogami, w dużej mierze ignorując siedzącego na jego grzbiecie Lucasa, choć nie było to wygodne; rytmiczne, ciężkie anglezowanie przeszkadzało mu w takim pędzeniu przed siebie, niemniej nie ustawał w dalszych próbach, zwyczajnie nie mogąc się nasycić. Po zamkniętej przestrzeni nigdy nie chciało mu się biegać, ale tutaj - gdzie wokół tyle się działo! - sytuacja prezentowała się zupełnie inaczej. Prowadził więc taką swego rodzaju zawziętą dyskusję z Lucasem, do czasu, aż kątem oka spostrzegł... leżące na poboczu, ścięte gałęzie brzozy, które z jakiegoś powodu wzbudziły w nim niepokój. Gwałtownie zwolnił, ale jeśli Lucas podparł go wówczas łydką, to nie zatrzymał się, tylko furkocząc chrapami przekłusował obok gałęzi, idąc jak po rozżarzonym węglu.

Lucas - 2018-07-17, 01:36

Oczywiście, miał świadomość tego, że zaistniałe warunki mogły nieco podekscytować Despacito. Nie zamierzał jednak od tak mu odpuścić i w pełni umożliwić ślepego gonienia przed siebie – on również czekał na galop, ale jeszcze nie teraz! Przez cały ten czas mocno akcentował siadanie w siodło, wybijając w ten sposób swój, nieco odmienny rytm. Zauważywszy jednak, że to nie wystarczy – a nie mieli tutaj miejsca chociażby na woltę – zaczął odważniej przytrzymywać ogiera również na pysku, starając się go sprowadzić do w miarę normalnej formy tego chodu. Oczywiście, nie zamierzał go nadto przytrzymywać, bo większa aktywność niżeli na treningach była w tym przypadku wskazana, ale jednocześnie nie mógł pozwolić na samowolkę, której gniadosz póki co próbował się podjąć.
Ścięte brzozy w mniemaniu Lucasa były czymś totalnie normalnym (szczególnie w lesie) i nawet prawie zapomniał, jak straszne potrafią być i jak bestialsko lubią urywać koniom nogi! Pozostał jednak niewzruszony i po prostu mocniej podparł ogiera łydką, nakazując mu kontynuować kłus, a nie wymyślać jakieś głupoty. Gdy minęli tego straszaka, kłusowali jeszcze przez jakiś czas, aż zaczęli się zbliżać do rozgałęzienia dróg. Vaugier nie znał jeszcze dobrze tutejszych terenów, dlatego sam musiał się zastanowić w którą stronę chce pojechać i wybrać tę ścieżkę, która oferowała im najwięcej. W ów celu musieli wrócić do stępa, więc brunet usiadł w siodło i starał się wyhamować kopytnego, nie bojąc się użyć większej siły, jeżeli zaszła takowa konieczność.
Gdy znaleźli się na skrzyżowaniu, bardzo szybko okazało się, że przecinająca ich szlak droga była prawdopodobnie przeznaczona pod samochody wywożące drzewo z lasu, bo została wysypana ostrymi kamykami. Mało przyjazna opcja, prawda? Ta, która znajdowała się naprzeciwko, nie była jednak wcale lepsza, bo wybranie jej oznaczało ponowne zagłębienie się w zaroślach i dużo bardziej grząskim podłoży. Lucas postanowił wybrać mniejsze zło dla końskich kopyt i pojechał prosto, choć to oznaczało, że póki co z kłusa nici. Na nowo musiał manewrować w celu uniknięcia spotkania z gałęźmi, a na dodatek starał się kierować ogierem tak, by nie wprowadzać go w większe błoto. Z drugiej strony, był to dobry sposób, by ostudzić jego szaleńcze zapały. Wkrótce jednakże wyrosła przed nimi kałuża na tyle duża (ale płytka – na szczęście), że ominąć jej nie dało się w żaden logiczny sposób. W tej sytuacji pozostało im jedno – przeprawić się na drugi brzeg!

Despacito - 2018-07-20, 23:23

Despacito musiał się jeszcze wiele nauczyć w kwestii współpracy z człowiekiem. Co prawda wiele cech jego charakteru wskazywało na to, że w przyszłości będzie bardzo fajnym koniem, ale póki co jeszcze nie do końca przyswoił jedną zasadę - w tym duecie decydował człowiek. Właśnie dlatego od czasu do czasu próbował forsować swoje zdanie. Szczęście w nieszczęściu, że robił to raczej niegroźnie.
Tak czy inaczej, nawet mocniejsze przytrzymywanie na pysku nie przynosiło większego skutku. Despacito reagował dość opornie, jakby sprawdzając, gdzie leży granica i na ile jeszcze może sobie pozwolić, zanim przebierze się miarka... Po prostu był duży, silny i lekko gruboskórny, zupełnie jak jego ojciec. Co nie czyniło go złym koniem.
Mimo to do stępa zwolnił posłusznie, lekko wyciągając przy tym nos. Nie był zmęczony, ale w lesie było duszno, więc spocił się lekko na szyi, co od razu ściągnęło na niego owady. Odganiał się od nich ogonem albo zębami, nie denerwując się przy tym przesadnie. Droga wybrana przez Lucasa okazała się być dodatkową pomocą, bo gdy co rusz uderzały o niego gałązki, owady były mniej chętne do obsiadywania jego cielska.
Spokojnie kroczył naprzód, manewrując między drzewami tak, jak prowadził go Lucas. Lekko zatapiał się w grząskim podłożu, ale w stępie zupełnie mu to nie przeszkadzało.
Gdy na ich drodze pojawiła się kałuża, wyciągnął nos lekko w dół i w przód, stawiając uszy na sztorc. Rzucił wodzie ciekawskie spojrzenie, po czym - bez zachęty! - jakby nigdy nic poszedł przed siebie, przechodząc przez wodę i zupełnie się tym nie przejmując. W końskim umyśle nie było logiki. Najmniejszej.

Lucas - 2018-08-23, 01:09

Owady, które zaczęły napastować Despacito, oczywiście – przypadkiem, albo i nie – zaczęły również co jakiś czas atakować Lucasa. Brunet po prostu nienawidził tych cholernych ślepaków, bo nie dość, że gryzły dość boleśnie, to najwyraźniej miał na nie uczulenie, a ugryzione miejsce od razu puchło. Z tego tytułu co jakiś czas zabijał paskudy, który odważyły się na nim usiąść, jednocześnie ratując z opresji biednego ogiera, o ile jakiś owad znalazł się w zasięgu jego rąk. Na szczęście bardziej zalesiony obszar terenu sprawił, że zyskali chwilową ulgę i w mniejszej udręce mogli kontynuować ich wycieczkę.
Vaugier nie nastawiał się na to, że gniadosz bez większego zawahania pokona przeszkodę. W sumie, nie nastawiał się na nic, nigdy nie darząc zbyt dużą dozą zaufania obcych koni, a już w szczególności ogierów. Gdy jednak się okazało, że jakaś tam marna kałuża nie figuruje w oczach Despa jako coś przerażającego, ucieszył się niezmiernie, nie musząc się z nim zbędnie siłować.
- Dobry koń! - pochwalił go od razu i poklepał krótko po szyi, brnąc stępem dalej. Na swojej drodze, dosłownie kawałek później, spotkali jeszcze jeden ‘’zbiornik z wodą’’, tym razem jeszcze większy, ale równie płytki, co poprzednio. Jeśli i tym razem udało im się pokonać go bez większych zgrzytów, ponownie pochwalił swojego towarzysza, chcąc umacniać w nim wszystkie prawidłowe zachowania.
Teraz dla odmiany ścieżka przerzedziła się, podłoże stało się suchsze, więc nie zwlekając ani momentu, po raz wtóry zaprosił kopytnego do wyższego chodu. Na nowo zaczął rytmicznie anglezować, tym razem również nie zamierzając się godzić na ślepe gonienie byle do przodu. Pulsacyjną wodzą starał się delikatnie rozluźnić gniadosza, półparadami zaś sprowadzał go na ziemie, jeśli ten za bardzo się nakręcił. Szczerze powiedziawszy, stracił już trochę orientację w tej plątaninie ścieżek, ale bynajmniej się tym teraz nie martwił. Las nie był jakoś przeraźliwie duży, więc nawet jeśli się zgubili, to tak czy siak gdzieś kiedyś wyjadą. Wkrótce przed nimi pojawiło się jednakże światełko w tunelu – a dokładnie dobrze widoczny prześwit, świadczący o kolejnym skrzyżowaniu. Czyżby wreszcie dotarli do głównego szlaku?

Despacito - 2018-08-23, 19:10

Dostawszy pochwałę, zwrócił ucho w kierunku Lucasa, po czym znowu nastawił je do przodu, nie rozpamiętując tego długo. Z jakiegoś powodu kałuże ani woda w ogóle nie robiły na nim wrażenia. Prawdopodobnie dlatego, że podczas zajadki był uczony wchodzenia do wody, a Elizabeth dodatkowo to umocniła. Problem miałby chyba tylko z wejściem do wody na tyle głęboko, żeby zacząć pływać, co było dla niego zupełnie obce i nieznane. Może kiedyś będzie miał okazję, żeby się przekonać, że to nic strasznego...
Gdy na ich drodze pojawiła się kolejna kałuża, Despacito ponownie się nie zawahał i dziarskim krokiem przeprawił się na drugą stronę, wyglądając na całkiem wyluzowanego. Sytuacja zmieniła się z chwilą, w której Lucas podjął decyzję o ponownym ruszeniu kłusem. Ogier ponownie się ożywił i zdecydowanie nakręcił na kłus, zmuszając mężczyznę do wznowienia przerwanej dyskusji. Tym razem jednak próby wożenia Lucasa trwały krócej niż za pierwszym razem i ogier wkrótce przestał napierać na wędzidło (co Lucas powinien docenić, bo gdyby wziął je "na ząb", nie byłoby już o czym rozmawiać) i szedł w mocnym, ale równym tempie, szyję niosąc zaokrągloną, z uwydatnionymi mięśniami. Pod wpływem działania ręki spienił się nieznacznie w pysku, a także bardzo przyjemnie niósł jeźdźca na swoim grzbiecie, stawiając sprężyste kroki przy zaokrąglonej sylwetce. Takie warunki zdecydowanie sprzyjały budowaniu kondycji, ale również muskulatury, która w przypadku Despa była jeszcze skromna. Był duży, ale dojrzewał dość wolno, wciąż będąc nieco szczupłym i wąskim. Z czasem miało się to zmienić, ale nic nie robi się samo, więc takie treningi były dla niego bardzo cenne. Czy może raczej dla jego rozwoju.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group