Audrey - 2020-05-07, 13:41 Nie oczekiwała od ogiera niestworzonych rzeczy i na większość błędów przymykała oko, kiedy była świadoma tego, że nie mogła w żaden sposób na nie wpłynąć, a przynajmniej nie na tym treningu. Dostrzegła jednak, że proste drążki sprawiały mu coraz mniej problemów i dzięki temu ogier czuł się pewniej podczas ich pokonywania, co dla niej było nieocenioną nadzieją. Nie spodziewała się nieoczekiwanego zatrzymania przy drugim ustawieniu drągów, ale nie dała się sfrustrować i nie zmuszała go do pokonania ich. Zamiast tego wyszła z nich stępem w miejscu, gdzie były akurat szerzej ułożone, chwilę potem dając mu też łydkę do kłusa, którą wspomogła ostrogą, jeśli Renaissance dalej ją ignorował. Wykręciła obszerne koło, dzięki któremu zapewniła sobie prosty najazd na te same drągi i już wkrótce mogła powtórzyć to samo ćwiczenie, licząc na to, że tym razem hanower nie da się zniechęcić. Jeśli zaszła taka potrzeba, nie omieszkała użyć nieco wyrazistszych pomocy, aby doprowadzić go do nich i po przejściu pochwalić - nawet jeśli znowu jej się rozsypał z ustawienia przy tym.
To samo ćwiczenie powtórzyła jeszcze kilka razy na obie strony, znowu ponawiając te same sygnały, żeby kary poczuł się na nich pewniej. W końcu wróciła jednak na ścianę i tam w narożniku zagalopowała, zbyt mocne tempo galopu niwelując poprzez wyjechanie na okrąg. O wiele bardziej wolała, aby swoją energię angażował w mocniejsze podstawienie zadu, a nie nie wiadomo jakie prędkości, co też mu podkreślała przez dojeżdżanie dołem do przodu. Po kilku czy kilkunastu minutach rozgrzewki w galopie, która polegała głównie na kręceniu figur i przejściach, oczywiście wszystko na obie strony, wykorzystała drugi zestaw drążków i to, że były ustawione pod kątem względem siebie. Poprowadziła Renaissance równolegle do jednego z nich, tym samym celując w sam środek poprzedniego drążka, przez który mieli przegalopować. Nie sądziła, żeby hanower był w stanie wymierzyć dobrze dojazd i nie spodziewała się cudów, chcąc przede wszystkim pokazać mu takie ćwiczenie parę razy.Audrey - 2020-06-29, 18:01 Audrey wyczuwała, że Renaissance nie czuł się za pewnie na drągach, dlatego za każdą udaną próbę ich przejścia entuzjastycznie go chwaliła, żeby podbudować jakoś jego ego i zachęcić do zwalczania swoich obaw względem nich. Na treningach ujeżdżeniowych nie pojawiały się znowu tak często, więc nie musiała się tym specjalnie martwić, tym bardziej, że nie był to jej koń, ale jako weterynarz stawiała przede wszystkim na dobro i komfort konia. Doceniała więc fakt, że ogierkowi coraz lepiej wychodziły figury oraz lepiej odnajdował się w galopie, nawet jeśli ciągle trafiały im się niedociągnięcia czy bardziej widoczne błędy. Nie zrażała się nimi i liczyła na to, że jej entuzjazm w końcu przejdzie także na hanowera.
Kompletnie nie spodziewała się tego, że przy pokonywaniu drążków Renaissance może wpaść na pomysł ich przeskoczenia, przez co łatwo wytrącił ją z równowagi. Gdyby tego było mało, podczas tego ułamka sekundy zgubiła strzemię, a galopujący ogier nie polepszał jej sytuacji, ale nie zaczęła panikować. Zamiast tego zwolniła go na chwilę do stępa, blokując wyraźnie miednicę i w razie czego pomagając sobie głosem, by już w najwolniejszym chodzie mogąc na spokojnie wsadzić stopę w strzemię. Miała chwilowego stracha, ale szybko o tym zapomniała, chociaż pamiętała także o swoim wierzchowcu, jeśli także dał się ponieść emocjom.
Kiedy oboje uspokoili już się wzajemnie, zakłusowała, mając w planie podejść drągi z trochę innej strony. Najpierw jednak upewniła się jeszcze, że nie towarzyszyły im żadne spięcia, które rozpracowała półparadami czy łukami, dopiero potem kierując się z nim w stronę rzędu drążków. Kłus wydawał jej się dużo bezpieczniejszą opcją, ale nie zamierzała odpuszczać galopu. Na razie naprowadziła go prostopadle do pierwszego drążka, półparadą wspomagając jego skupienie, chociaż z takim pojedynczym raczej nie miał mieć większego problemu. Ciekawiej miało się zrobić dopiero za nim, kiedy krótko po nim zjechała na woltę w prawo, po której skierowała go na kolejny drążek (schemat 2). W tym niewielkim okręgu zadbała o jego kształt, wewnętrzną łydką prosząc go o zgięcie i nie pozwalając na uwieszenie się na ręce przez naprzemienne naciąganie i odpuszczanie wewnętrznej wodzy. Nie miała też wiele czasu na wyprostowanie go, dlatego mogło to wypaść dość chaotycznie. Jeśli za pierwszym razem już się wszystko posypało, to po drugim drążku odeszła od nich z powrotem na ścianę, by za chwilę powtórzyć to samo.