To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok mały piaszczysty

Christian Levrull - 2018-04-23, 21:09

Momentum napisał/a:
...


Ogier znacznie poprawił się w chodach bocznych z treningu na trening pokazując ze swojej strony naprawdę coraz więcej. Przede wszystkim ogier wreszcie miał impuls w ruchu "w bok", więc akcja kończyn znacznie się w krzyżowaniu poprawiła. Gdy ciągi zaczęły wychodzić przeszedł z nim na chwilę do stępa na długim kontakcie i dał mu odetchnąć w swobodnej sylwetce. Ponownie pochwalił go gładząc po szyi i dał chwilę dla siebie.
Po pozbieraniu ponownie wodzy i wzięciu go na kontakt, a następnie pozbieraniu przy zachowaniu aktywności ogiera ze stępa zagalopował wpierw na prawą nogę od razu pozostając na drugim śladzie odklejony o ściany i zostawiając ją również drugiej parze. Chwilę trzymając się śladu po chwili zaczął kręcić wolty, by po może minucie lub dwóch zmienić kierunek przez lotną, gdzie wjechał na przekątną i przestawiając pomoce i ustawienie ogiera na drugą stroną pilnował zachowania aktywności, ale również tego, by przesadnie nie przyśpieszył. Po zmianie kierunku na lewą stronę pozostał chwilę w galopie na drugim śladzie, by następnie zacząć wjeżdżać z nim na mniejsze i większe wolty.
Ostatecznie został z ogierem na ósemce w galopie wykonując lotną w X i analogicznie jak wcześniej pilnując go w trakcie ich wykonywania.

Vivianne Feron - 2018-04-23, 21:22

Vivianne chwaliła ją, od czasu do czasu, widząc jak kasztanka ładnie pracuje i chętnie wykonuje wszelkie figury, o które została poproszona. Amazonka, naturalnie, zauważyła problem z przejściami i choć miała ich przećwiczyć jeszcze kilka, do zakończenia ich treningu, to z pewnością nie były w stanie tego uregulować podczas jednej jazdy. Warto było jednak powtarzać zmiany biegów co jakiś czas, coby utrwalić Clair najlepsze ich wykonanie, co opłaciło się już po kilku próbach.
Wykonały na tę stronę jeszcze jedno okrążenie w podobny sposób, a następnie zmieniły kierunek, przechodząc przez przekątną w kłusie. Wykonały dokładnie to samo ćwiczenie z woltami i przejściami kłus - galop, galop - kłus, a jeśli i tym razem klacz łagnie się gięła i nie sprawiała większych problemów, Vivianne poklepała ją po szyi i kolejny raz pozwoliła przejść do stępa. Cały czas jednak aktywizowała ją, uzyskując w ten sposób ładne, konkretne tempo, by po wejściu na przekątną, poprosić de Lunę o zmianę na stęp wyciągnięty. Zostawiła jej trochę więcej miejsca na przodzie i bujała biodrami, by klacz wydłużyła swoje ramy i wykrok. Równocześnie upewniła się, że Clair podąża za wędzidłem, szyją i głową w dół, bez utraty kontaktu ze swoją amazonką.

Clair de Lune - 2018-04-24, 00:23

Przyjmowała wszelkie pochwały strzygąc uchem w stronę Vivainne. Kwestia przejść do poprawy na pewno nie była pracą na jedną jazdę, ale kobieta mogła zauważyć, że im dłużej trwała ich jazda, tym lepsze robiły się przejścia. Clair po prostu była koniem, który potrzebował się trochę zmęczyć przed konkretną pracą aby przestać walczyć z ręką i pozostać luźną w szyi i pleckach.
Ćwiczenie zaproponowane przez Kanadyjkę wykonywała coraz lepiej z każdym kolejnym powtórzeniem. Również na drugą stronę pozostawała w ustawieniu, rozluźniona i oparta na wędzidle. Reagowała odpowiednio na pomoce amazonki, cały czas utrzymując aktywne tempo.
Po przejściu do stępa parsknęła głośno, odczuwając już lekkie zmęczenie. Gdzieniegdzie na szyi wystąpił pot i bardziej widoczne stały się żyłki. Nie straciła jednak nic z zaangażowania w pracę. Po wyjściu na przekątną i wyprostowaniu się poszerzyła widocznie ramy, wyciągając nos do przodu i w dół. Pozostała na kontakcie, stawiała obszerniejsze kroki i dobrze pracowała zadem.

Vivianne Feron - 2018-04-24, 10:18

Kanadyjka brała pod uwagę kondycję i możliwości Clair i dlatego powoli już zbliżała się z nią ku końcowi treningu. Oczywiście wiedziała, że stać ją na więcej, ale skoro przerobiły to, co planowała, nie widziała potrzeby dodatkowego stresowania kasztanki, przed zawodami. Na ostatnie podrygi zostawiła właśnie stęp wyciągnięty, który klaczy szedł całkiem nieźle, dlatego ponownie pochwaliła ją, a po zakończeniu linii zmieniła kierunek, by ponownie wykonać stęp wyciągnięty na innej przekątnej, na którą wprowadziła klacz po przejściu przez dwa następujące narożniki. Tutaj znów przypilnowała wszelkich szczegółów, o które dbała podczas poprzedniego wykonywania ćwiczenia, a także prowadziła Clair zamkniętą w korytarzu z pomocy, by szła po równej, prostej linii i nie próbowała wężykować w którąkolwiek ze stron.
Clair de Lune - 2018-04-24, 17:35

Narożniki pokonała w prawidłowym zgięciu żując aktywnie wędzidło. Ponownie skierowała się na przekątną i na życzenie amazonki poszerzyła ramy. Stawiała obszerne, większe kroki, mocno przekraczając zadem ślady przednich kopyt. Szyja oraz grzbiet były zaokrąglone i rozluźnione, łopatka swobodna. Pozostała oparta na kontakcie, ale podążyła z nosem do przodu na tyle ile pozwalała jej ręka Vivianne. Nie próbowała też spływać zadem na lewo bądź prawo jak to czyniła na początku treningu.
Parskała sobie cicho co któryś krok, wyraźnie bardziej zrelaksowana niż jeszcze kilkanaście minut temu. W jej przypadku zdenerwowanie uciekało zazwyczaj wraz z pozbyciem się nadmiaru energii.

Lucas - 2018-04-25, 01:25



Nadal nie wiedział, co popchnęło go do kupienia Tortugi. Nigdy nie był przecież typem pingwina, kochał adrenalinę, a ujeżdżenie nie dostarczało mu jej w takiej dawce, jakoby sobie tego życzył. Czuł jednak, że jeśli odpuści sobie gniadą, to będzie potem żałował. A skoro miał wystarczająco dużo pieniędzy, to wolał zaryzykować, niżeli pluć sobie potem w brodę. Naturalną siłą rzeczy było również to, że chciał z nią wystartować w zbliżających się zawodach. Może i jeszcze nie byli super zgraną parą, ale kobyłka póki co nie zawiodła swojego nowego właściciela pod żadnych aspektem, więc czemu by jej nie sprawdzić pod okiem jury?
Tego dnia miał pod swoimi skrzydłami tylko Tortugę, której oddał się w całości. Dużo wcześniej pojawił się w stajni, by na spokojnie wszystko dopieścić, nie musząc się martwić o czas. Wyczyścił gniadą, o ile zdołała się pobrudzić przez noc, zaplótł jej grzywę i ubrał w cały, odświętny sprzęt, który specjalnie na tą okazję wyczyścił. Może i był tylko facetem, ale przykładał sporą uwagę do kwestii prezencji podczas zawodów, toteż wszystko musiało zostać dopięte na ostatni guzik – zarówno u klaczy jak i u niego. Dopiero wtedy zabrał ją na rozprężalnie, gdzie przystąpił do stosownej rozgrzewki. Nie zamierzał za bardzo zmęczyć swojej podopiecznej, ale przepracował z nią wszystkie trzy chody, popracował trochę na łukach, zadbał o rozluźnienie jak i dobrą reakcję na pomoce. Po tym wszystkim byli już gotowi, więc pozostało im czekać na wywołanie, które wkrótce nastąpiło. Z tego powodu Luc skierował andaluzyjkę w stronę czworoboku konkursowego, gdzie zakłusował, prowadząc ją dookoła i dokonując ostatnich poprawek w ustawieniu klaczy. Zadbał również o to, by zdążyła zaznajomić się z budką sędziowską, pokazując jej, że nie jest to coś, czego mogłaby się obawiać chociażby w małym stopniu. Nie sądził jednak, że ewentualne problemy jakie dzisiaj napotkają, będą się wiązały z płoszeniem. W końcu podczas wiosennego rajdu klacz wykazała się stoickim spokojem, nawet w sytuacjach bardzo nerwowych.
Po rozbrzmieniu charakterystycznego dźwięku dzwoneczka, jak i rozsunięciu szranek, wykręcił zgrabne pół wolty i wprowadził Tortugę na linię środkową. Miękko podążając za jej ruchem biodrami, zamknął ją w korytarzu z łydek oraz wodzy, ograniczając gniadej jakąkolwiek możliwość spływania na boki. Chęć zatrzymania, które miało wypaść w X, obwieścił wcześniejszą półparadą, by dalej zablokować biodra, cofnąć ramiona i domknąć rękę. Starał się równo rozkładać ciężar w siodle, nie chcąc nakłonić gniadej do skrzywienia, jak i równomiernie podebrał obie wodze, łydkami w razie potrzeby mechanicznie dopychając tylne nogi pod kłodę. Upewniwszy się, że klacz zachowa nieruchomość, zebrał wodze w jedną dłoń i złożył krótki ukłon przed gronem sędziów, już chwilę później na nowo przygotowując się do ruszenia. W tym celu z półparady wypchnął gniadą do kłusa roboczego, usiłując dostosować intensywność pomocy do swoich zamiarów. Niestety mimo tego nie obyło się bez dwóch kroczków stępa, ale nie wzruszony tym Lucas, skupił się na wytyczeniu prostej linii do C, skąd odbił w lewo. Mając chwilę czasu, starał się jeszcze lepiej dopracować kłus, wymuszając na gniadej odpowiednie tempo, które nie mogło być zbyt ociężałe, ale też nie za szybkie. Takim sposobem dojechali do E, skąd Lucas wprowadził kopytną na pierwsze koło, o średnicy dwudziestu metrów. Nie miał problemów z przestrzennym planowaniem figur, więc już od pierwszej chwili w jego głowie pojawił się obraz, jak powinno to wszystko wyglądać. Teraz pozostało jeszcze zadbać o to, by wykonanie było równie dobre, co w jego myślach, a z tym bywało różnie. Nie mniej jednak, od razu zaoferował swojej kopytnej stabilne podparcie łydkami, prowadzając ją na zewnętrznej wodzy, a wewnętrzną pulsacyjnymi ruchami nadając odpowiedni tor jazdy. Wewnętrzna łydka pozostała na wysokości popręgu, aktywizowała Avellano i była punktem zaczepienia w kwestii owinięcia się, a zewnętrzna w tym samym czasie skrupulatni pilnowała zadu. Jego uwadze nie umknęła wpadająca do środka łopatka, ale zdołał to skorygować dopiero w drugiej połowy figury. Na szczęście jechał bez żadnej presji czy stresu, bo nie walczył dzisiaj o żadne miejsca na podium czy nagrody, a po prostu chciał oswoić kobyłkę z atmosferą zawodów.
Po powrocie na ścianę, już w narożniku czyhał na nich kolejny element, w postaci zagalopowania. Vaugier uprzedził klacz o swoich zamiarach półparadą, by po minięciu K zsynchronizowanym ruchem bioder jak i działaniem łydki zachęcić ją do wskoczenia na wyższe obroty. Jednocześnie wyszedł z ręką lekko do przodu, nie chcąc by klacz już na początku nadziała się na wędzidło i zadbał również o to, by w kwestii doboru odpowiedniej nogi nie musiała się zastanawiać ani sekundy. Wtedy od pierwszych chwil zaczął wypracowywać z nią odpowiednią formę chodu, choć w tym wypadku nie miał na to zbyt wiele miejsca, bo na środku krótszej ściany weszli na kolejne koło. Brunet był przygotowany na to, że kobyłka ponownie może mu zacząć wpadać do środka, dzięki czemu szybciej udało mu się skorygować to uchybienie i po dojechaniu do B mogli wrócić do kłusa. Tak też się stało, chociaż samo przejście pozostawiało sporo do życzenia, jako że nie było w nim lekkości i płynności, ale przecież wszystko było do dopracowania na treningach!
Możliwie szybko pozbierał Tortugę do kupy, wracając do roboczej formy chodu. Myślami był jednakże już przy kolejnej zmianie tempa, mającej wypaść w C. Zgodnie z programem, w danym punkcie przestał podążać za ruchem podopiecznej i zablokował ją na ręce, w ów sposób sprowadzając do stępa. Nie pozwolił jednak andaluzyjce się odbijać, od razu aktywizując ją w celu osiągnięcia stępa pośredniego, ale na szczęście tylko do narożnika. Tam z kolei – po jego starannym wyjechaniu – wprowadził Avellano na przekątną, na której mieli zaprezentować stęp swobodny. Oddał jej wodze, umożliwiając zejście z głową do dołu i swobodne rozluźnienie grzbietu, ale na bieżąco korygował ją łydkami w kwestii dynamiki jak i samej trasy. Przed dojazdem do F i powrotem na ścianę, pozbierał wodzę by po raz wtóry zabrać się za nakłonienie kobyłki do stępa pośredniego, ale tutaj również tylko na odległość jednej literki. W A bowiem zakłusowali i w E po raz drugi zeszli na koło o średnicy dwudziestu metrów, podczas którego Vaugier nie zmienił swojego nastawienia w kwestii wspomożenia klaczy w osiągnięciu odpowiedniego wygięcia jak i zachowania impulsu. Mimo to, ów koło wyszło chyba najgorzej ze wszystkich dotychczasowych, bo jego kształt został dość mocno naruszony, przez co przypominało bardziej owal niżeli pękatą piłeczkę. Dla równowagi, zagalopowanie w narożniku pomiędzy H i C było jakościowo lepsze, bo Tortuga nie usztywniła grzbietu jak i nie odwlekła przejścia w czasie. Tutaj również analogicznie wykręcili, czwarte już ,koło w literce C i tuż za B wrócili do kłusa. I zanim Lucas zdążył się obejrzeć, ich przejazd dobiegł końca, więc wprowadził gniadą na linię środkową, gdzie w X wykonał pełną paradę i złożył ukłon. Wtedy opuścił czworobok stępem na długiej wodzy, w ramach pochwały klepiąc podopieczną obustronnie po szyi.

z/t
Notesique Nox - 2018-04-25, 13:06



Dzień zdawał się być tak jak każdy inny, ale najwidoczniej właścicielka klaczy postanowiła pokazać jej zupełnie inny świat, który ma się stać jej światem. Notesique uważnie lustrowała otoczenie, chłonąc każdy szczegół. Jak na swój wiek, była całkiem odważna, choć maleńki strach tlił się w jej piersi. Od momentu zajeżdżania, ludzie chcieli jej pokazać, że powinna na nich polegać, że to oni są elementem rządzącym w tym związku. Więc jak Olivier zebrał wodze, klacz przyjęła kontakt z jego ręką. Mijając białe płotki z pstrokatymi kwiatami w każdym newralgicznym punkcie czworoboku, Nox próbowała lekko spłynąć z linii, chcąc być jak najdalej tego białego ustrojstwa i tych kwiatów, z których może wylecieć bąk, a potem stać się ultra bąkiem, a potem bąkiem prime. Poruszała się w kłusie, stosunkowo lekkim, choć czasem nieco nieporadnym. Młode konie mają to do siebie, że mogą pokazywać swe predyspozycje, ale.. mogą zniszczyć to swoim balansem, którego czasem im brak. Facet był inny niż jeźdźcy, z którymi miała do czynienia. Był o wiele delikatniejszy, czasem można byłoby zapomnieć o tym, że siedział na jej grzbiecie. Jednak wiedział, kiedy przypomnieć o sobie, zwłaszcza, kiedy skręcili do środka czworoboku. Nic dziwnego, że Olivier wybrał kłus ćwiczebny. Córka Lockharda mogła nie zdawać sobie z tego sprawy, ale pełen dosiad pomagał jej w dużej mierze odzyskiwać balans i równowagę, zwłaszcza, kiedy wykonywali zakręt, przy którym równowaga naprawdę potrafi być zdradliwa. Znajdując się na lini środkowej czworoboku, Nox poruszała się o stosunkowo prostym ciele. Z resztą Bereiter nie dał jej innego wyboru poprzez wybór pomocy, jaki w tej chwili używał. W połowie lini środkowej, półparady miałby przygotować ją na to, co miało się za chwilę stać. W określonym punkcie, w oparciu o wyraźne sygnały, klacz zatrzymała się za bardzo na przodzie. Jedna z zadnich nóg odstawała od pozostałych, ale na szczęście niewiele. Jednak równomierne rozłożenie ciężaru ciała była w takim przypadku nie możliwa. W tym stadium wyczekiwała kolejnego sygnału, ponieważ zazwyczaj w takich sytuacjach nastąpywał. Na ścianie, wygięła się wokół łydki Oliviera, wchodząc w zakręt w lewo. W połowie długiej ściany klacz została wprowadzona na koło o średnicy dwudziestu metrów. Można by rzec, że jest to jedno z łatwiejszych ćwiczeń, ale nie wtedy, kiedy równowaga próbuje młodziaka zabić. Konsekwencją było wpadanie i wypadanie łopatką czy zadem na dobrze wyrysowanej średnicy koła. No niestety, coś za coś. Jednak tempo jakie zostało narzucone wcześniej, zostało utrzymane. Zamknąwszy koło i tym samym powrotem na ścianę, w najbliższym narożniku klacz płynnie zmieniła chód na wyższy, wyskakując pierwszy takt do góry. Zagalopowała na lewą nogę, nie wychodząc z ustawienia. Jakość jej galopu wynikała z dobrotliwości genów, jakie odziedziczyła po rodzicach. W galopie zad karej w każdej foule wyraźnie i sprężyście odbijał się od podłoża, unosząc całe ciało Nox do przodu i w górę. Jednakże kluczowe dla jej galopu było nie tylko głębokie wkraczanie zadnimi nogami pod kłodę, ale również ich wyraźna separacja. W A wjechała na duże koło, czując się o wiele lepiej, aniżeli w kłusie. W kłusie miała wrażenie, że non stop potyka się o własne nogi, a skokowy galop sprawiał, że mogła płynąć po czworoboku. Podczas tego manewru zachowała upragnioną równowagę, a również jej galop charakteryzował się energią płynącą z jej zadu. Koło zostało dopełnione, a Ci wrócili ponownie na ścianę, a potem pojawiło się przejście. Schowała się za wędzidło, a Olivierem zatrzęsło w siodle jak workiem z kartofli, kiedy to o mało co nie zabiła się o własne nogi :lol: Na szczęście Bereiter wiedział co robić w takiej sytuacji i swym doświadczeniem pomógł klaczy w odzyskaniu równowagi i lekkości w ustawieniu. Z kłusa zwolniła chód do stępa, wiedziona poprzednim doświadczeniem.. nieco się usztywniła. Półparada nakłoniła ją do widocznego rozluźnienia i zniżyła swój kruczoczarny łeb. Co jak co, ale jak traci się równowagę, to najczęściej próbuje się ją odzyskać unosząc wyżej głowę. Zwierzęta takie jak psy i koty, mają swoje ogony, które mają im w tym pomagać, w przypadku koni ogon nie jest już tak bardzo przydatny. Zwłaszcza, kiedy jest się naturalnie usztywnionym w okolicach kłębu. To wszystko ma cel, a konie muszą sobie radzić, zwłaszcza młode. W najbliższym narożniku, została wprowadzona na przekątną, gdzie stopniowo została oddana jej wodza, propozycja rozciągnięcia się została przyjęta z miłą chęcią, wszak było to dla niej na ten czas bardziej naturalne. Na szczęście przy tym całym manewrze nie utraciła tempo, a wyciągnięta szyja bujała się swobodnie na boki. Długo ten san nie mógł trwać, ponieważ wracając na ścianę, została pozbierana ponownie do kupy. Ciężko było odmówić tym rozluźniającym półparadom. W narożniku również wrócili do kłusa, ale oczywiście przejście nie było wyjściowe, co w jej przypadku było akurat to przewidzenia. Jednak kilka kroków kłusa pozwoliły im dojść do porozumienia w odzyskaniu kontroli przez Oliviera, a równowagi przez Notesique. To niestety musiało iść w parze. Nawet mimo chęci, a braku równowagi, facet nie mógłby sprawować tutaj kontroli. W połowie czworoboku została ponownie wprowadzona na duże koło, gdzie mimo wskazówek faceta co rusz się gubiła, wypadając to zadem, a czasem łopatką. Oczywiście miała swoje chwilę, gdzie wszystko wyglądało jak trzeba, co w głównej mierze było zasługą jej przewodnika. Kiedy koło zostało dopełnione, to w najbliższym narożniku zagalopowała na prawą nogę, a chwilę później wjechała na koło w tym chodzie. Tutaj trzeba było przyznać, bo gołym okiem można było zauważyć, że galop był dla niej o wiele wygodniejszy. Nie traciła tak bardzo równowagi jak w kłusie, a to pozwoliło jej się dobrze wpisać w koło, wyginając się należycie wokół łydki jeźdźca. Minąwszy literę B, klacz przeszła posłusznie do kłusa. W literze A skręcili na linię środkową, a na linii prostej Olivier już przygotowywał klacz do zatrzymania. Kiedy nadszedł ten czas, klacz zatrzymała się. Równo obciążyła ciężar swojego ciała na wszystkie cztery nogi, ustawiając wszystkie nogi w linii. To było nawet bardzo ładne zakończenie. Może będą jeszcze z niej konie? Co było potem? Fajrant i wyjazd na długiej wodzy. W tym czasie Olivier głaskał ją po jej szyi, a nawet przemycił smaczka, ale to dopiero później - na rozprężalni.


KONIEC

La Tortuga - 2018-04-25, 14:23



Cóż mogę powiedzieć. Tortuga jest klaczą, której ciężko się oprzeć, zarówno pod względem wizualnym jak i ze względu jej przystosowania do życia i spokojnego charakteru. Nie była typowym, nabuzowanym koniem sportowym, który składał się z kupy mięśni i był gotów na każde wyzwanie. Ona nieco łagodniej wchodziła w świat konkursów i przygotowania jej pod względem profesjonalnym, a już nie amatorskim, toteż była dobrą odskocznią dla kogoś, kto na co dzień miał do czynienia z raczej niepewnymi końmi, którymi w stu procentach nie można było zaufać. Była swego rodzaju oazą, która emanowała spokojem i pozytywnym nastawieniem. Nie dawała więc tylko łagodności w siodle, ale potrafiła samą swoją obecnością wyciszyć skołatane, ludzkie nerwy i wyciszyć podenerwowanie. Może to go w niej uwiodło?
Kiedy jej nowy właściciel pojawił się w stajni, gniada przywitała go bardzo radośnie, nie skąpiąc mu czasu na ocieranie się łbem i chętnie zgarniała z jego dłoni smakołyki, jeśli ją takimi obdarował. Niekoniecznie dobrze mogło się to skończyć dla jego odświętnego stroju, ale mam nadzieję, że dobrze sobie z nią poradził w tej kwestii. Andaluzyjka grzecznie stała podczas wszelkich zabiegów i pozwalała Lucasowi robić z nią, co mu się tylko podobało. Zajmowanie się nią stanowiło dla klaczy pewnego rodzaju luksus, toteż nie marudziła przy zaplataniu grzywy ani przy dokładniejszym czyszczeniu, niż zazwyczaj. Wkrótce już błyszczała, niczym gwiazda, na rozprężalni, gdzie zdawała się być w swoim żywiole. Oczywiście pozostało jej jeszcze sporo nawyków z typowo rekreacyjnie jeżdżonego konia, toteż może nie mogła równać się z typowo sportowymi końmi, natomiast dawała z siebie wszystko i gołym okiem widać było, że bardzo się starała. Chętnie wyginała się pod wpływem pomocy swojego jeźdźca i grzecznie przechodziła przez wszystkie chody, nie sprawiając w tym żadnych niespodzianek. Za dużo nie musieli ćwiczyć – to fakt. Program zakładał w miarę proste ćwiczenia, do których odpowiednie rozgrzanie i rozciągnięcie powinno być wystarczającym przygotowaniem.

Wkrótce wraz z Lucasem skierowała się w stronę czworoboku konkursowego i chętnie weszła w kłus, gdy właściciel ją o to poprosił. Ustalonym przez niego tempem poruszała się spokojnie naprzód, równo stawiając nogi i poruszając się po, w miarę, prostej linii. Od samego początku chętnie weszła na kontakt z jego ręką i mieliła co jakiś czas wędzidło w pysku, całkowicie skupiona na wszelkich, dyktowanych jej, sygnałach. Wkrótce, po zakończeniu linii na zewnątrz czworoboku, ładnie wpisała się w kreślony przez Lucasa łuk, a następnie weszła na linię środkową, udając się ku wnętrzu placu konkursowego. Zamknięta w pomocach jeźdźca nawet nie myślała o uciekaniu na którąkolwiek ze stron, stawiając miękkie kroki po wytyczonej przez niego linii. Na wystosowaną, w jej kierunku, półparadę, zareagowała postawieniem uszu na sztorc i wyczuliła się na kolejne sygnały. Gdy te do niej dotarły, zatrzymała się spokojnie w środkowym punkcie czworoboku, od razu starannie ustawiając nogi w równych liniach, a wskazówka Lucasa tylko pomogła wsunąć je głębiej pod kłodę, a następnie utrzymać klacz w nieruchomości. Grzecznie stała, przyglądając się, znajdującej się na przeciwko nich, budce sędziowskiej i przemieliła raz czy dwa wędzidło w pysku, podczas gdy właściciel wykonywał jakieś mało skomplikowane manewry na jej grzbiecie. Miała jako-takie obycie z zawodami czy odznakami, toteż nie sprawiała żadnych problemów czekając na jeźdźca, często dużo dłużej, niż powinno się to odbywać. W przypadku jej osobistego bruneta nic takiego jednak nie miało miejsca, gdyż już w chwilę później poczuła kolejne sygnały, wraz z którymi ruszyła naprzód. Nie zorientowała się, że instruktor od razu prosi ją o kłus, a naturalnym było dla niej ruszenie przed siebie ze stępa, toteż zanim faktycznie weszli na wyższy bieg, najpierw nieco zepsuła element przejazdu, wtrącając dwa czy trzy zwykłe kroczki. Następnie jednak nie robiła już „problemów”, grzecznie prąc naprzód, do krótkiej ściany, by w sekundę przed nią odbić w wybranym przez jeźdźca kierunku. Skupiła się całkowicie na Lucasie, który próbował ustalić z nią odpowiednie tempo i z każdym metrem coraz bardziej dostosowywała się do jego wymagań, nieco przyspieszając swój chód, ale nie w pędzący sposób. Szła żwawo, aktywnie, ładnie prezentując majestatyczność andaluzyjki, która w niej drzemała, a w chwilę później z łatwością weszła na koło o średnicy dwudziestu metrów.
Figura ta nie wymagała od klaczy większego zaangażowania, co nie zmienia faktu, że ta całkowicie skupiona była na pracy z właścicielem. Odpowiednio, jednak, prowadzona, z łatwością gięła się pod wpływem jego łydek i chętnie stawiała kolejne kroki, tracąc jedynie odrobinę na tempie przy zamykaniu kształtu. Wypadła także odrobinkę z ustawienia, próbując skupić się na zbyt wielu rzeczach na raz, ale skorygowana przez bruneta wróciła na odpowiedni tor, niestety na rzecz prędkości, z jaką poruszali się po kole. Prychnęła krótko i wyprostowała się delikatnie, po powrocie na ścianę, a wkrótce przygotowała się do kolejnego elementu, którym było zagalopowanie. Uszy postawione na sztorc, pełne skupienie, a przy tym zachęty Vaugiera sprawiły, że klacz bez problemu weszła na wyższe obroty, z początku nieco się ociągając, ale upomniana przez bruneta weszła w takie tempo, jakiego mężczyzna sobie życzył. Galopowała równo, choć nie zbyt długo, gdyż wkrótce została wprowadzona na koło, z którym ponownie napotkała kilka problemów. Zdawałoby się, że figura ta nie jest jakoś specjalnie trudna, ale mimo wszystko należało połączyć ze sobą wiele elementów równocześnie, przez co łatwo można było się pogubić. Ten problem napotkała andaluzyjka, gdyż ponownie wypadła delikatnie z ustawienia, szybko korygując się jednak, przy upomnieniu właściciela. Współpracowało jej się z nim bardzo dobrze, mężczyzna szybko reagował na wszelkie uchybienia klaczy, a ta czuła, że mogą stworzyć naprawdę fajny duet, który w przyszłości będzie prezentował się na międzynarodowych arenach. Do tego jednak czekała ich długa i kręta droga przez dziesiątki treningów, ale nie zamierzali się poddawać. A przynajmniej Tortuga, która dopiero rozwijała skrzydła, nie pokazując nawet rąbka swoich możliwości.
Po zamknięciu koła i dojechaniu do B czekało ich kolejne ćwiczenie, którym tym razem było przejście do kłusa. Gniada rozkręciła się już w wyższym chodzie i na razie nie uśmiechało jej się zwalniać i choć posłuszeństwo wzięło górę nad zachciankami, to przejście faktycznie nie było takie, jakie być mogło. Andaluzyjka szła dość sztywno i pokracznie, z początku, dopiero po dłuższej chwili wracając na swój zwyczajowy chód, co na pewno zadowoliło Lucasa... Ale, przy okazji, poleciało trochę po punktach. Wkrótce przedstawiono jej kolejną zmianę ćwiczenia, jaką było przejście do stępa, z czym gniada nie miała już większych problemów. Ponownie wróciła na tor bezwzględnego słuchania swojego jeźdźca i dlatego też przeszła niżej dość płynnie, aktywnie podążając naprzód i samej sobie nie pozwalając na zbytnie obijanie się. Nie chciała przecież zawieść swojego jeźdźca, a skoro nadal wykonywali jakieś ćwiczenia, uznała, że to jeszcze nie koniec ich „treningu”. Szła miękko, sprężyście, ponownie dając upust tej delikatności i elegancji przynależnej rasie, a równocześnie była na fajnym kontakcie, otwarcie nastawiona na kolejne wskazówki swojego partnera.
Ładnie wpisała swoje dość potężne (jakby nie było) ciało w nadchodzący narożnik, a zaraz po nim weszła na przekątną czworoboku, gdzie poczuła dużo większy luz płynący od bruneta. Chętnie zeszła z głową w dół, stale będąc na kontakcie z ręką Lucasa i rozluźniła się nieco, starając się stąpać po linii, jaką wytyczały stosowane przez mężczyznę pomoce. Pod koniec linii zaczęła się nieco podnosić, wracając do poprzedniego ustawienia, a przy dojeździe do kolejnej literki przeszła do kłusa, chętnie stawiając w nim kolejne takty i sprężyście odbijając się od ziemi, dając właścicielowi uczucie płynięcia na jej grzbiecie. Vaugier miał to szczęście (chyba?), że klacz była dość szeroka (nie grubiutka, ale po prostu taka rasa..), dzięki czemu łatwiej było wysiedzieć jej chody, gdyż była zwyczajnie wygodnym i miłym koniem. Ten piękny obraz zepsuł się niestety już przy następnym zadaniu, którym była wolta o średnicy dwudziestu metrów. Gniada kompletnie pogubiła się podczas wykonywanej figury, dodatkowo prowadząc ją nie takim śladem, jak powinna, a więc faktycznie nie udało im się osiągnąć kształtu koła. Najwyraźniej tym elementom będą musieli poświęcić trochę więcej czasu.
Kolejne zagalopowanie wykonała bez większych problemów, chętnie ponownie przechodząc na wyższy bieg. Nie miała powodu by się ociągać, bo lubiła galopować i miała jeszcze trochę energii, by bez problemu wykonać powierzone jej zadanie. W literce C, dzięki wskazówkom Vaugiera, weszła na woltę, by w chwilę później wrócić do kłusa, a następnie wejść na linię środkową. Tam, po dojechaniu do punktu X gniada zatrzymała się ponownie, poczekała aż właściciel się ukłoni, a następnie opuściła z nim czworobok, chętnie korzystając z dłuższej wodzy, by wyciągnąć się nieco i odsapnąć. Pochwały przyjęła bardzo chętnie, ciesząc się, że mogła go zadowolić.
Vivianne Feron - 2018-04-25, 20:21

Vivianne była bardzo zadowolona z pracy kasztanki i postanowiła jej już więcej nie męczyć. Poklepała ją po szyi po zakończonym zadaniu i podebrała ponownie na wodzach, przez chwilę jeszcze prowadząc na kontakcie, żeby zakodowała sobie w głowie, że zawsze trzeba powracać do pozycji wyjściowej. Dopiero po chwili takiego stępa dała jej luźniejszą wodzę, popuściła popręg i już do końca jazdy pozwoliła jej swobodnie chodzić i rozruszać nogi po zakończonym treningu.
Zsiadła z jej grzbietu, gdy uznała, że chodziły już wystarczająco długo, a następnie wraz z Clair wyszła do stajni.

zt.

Clair de Lune - 2018-04-25, 20:48

Wróciła płynnie na kontakt, bez oporów skróciła sylwetkę i krok. Bujała delikatnie ogonem w rytm stępa, co było dość kontrastowe z nerwowym szastaniem na początku treningu. Chętnie skorzystała z luźnej wodzy, wyciągając nos do dołu, rozciągając szyję i grzbiet. Poruszała się ciągle aktywnie, ale dużo swobodniej, stawiając duże kroki. W pewnym momencie zatrzymała się na moment, wystawiła przednią nogę przed siebie i potarła pyskiem w miejscu gdzie przylegał nachrapnik :lol: . Kiedy Vivianne zsiadła również o nią próbowała się wytrzeć, a następnie wymaszerowała z nią w kierunku stajni.
Clair de Lune - 2018-04-25, 22:33



Na korzyść dziewczyn działał fakt, że obie miały już okazję ze sobą współpracować, a nawet startować razem. Ze względu na to, że Clair znała Vivainne oraz darzyła ją chociaż częściowym zaufaniem był grzeczniejsza i łatwiejsza w wielu kwestiach. Podczas rozgrzewki zdawała się być bardzo skupiona na pracy i tylko podczas przerw na stęp na luźnej wodzy machała z niezadowoleniem głową, szczurząc uszy na inne konie. Dopóki jednak wszyscy trzymali bezpieczny odstęp to nie wydarzyło się nic, co mogłoby naprawdę zdenerwować kasztankę.

Poproszona o wejście na kontakt i zakłusowanie uczyniła to niezwłocznie, zaokrąglając szyję oraz grzbiet oraz ruszając sprężystym kłusem. Dobrze pchała się zadem pod siebie, wyrzucając przy tym przednie nogi do przodu z dużą lekkością. Była przyjemnie oparta na wędzidle, które przeżuwała co jakiś czas. Pokierowała przez Kanadyjkę wjechała na linię środkową, z rozpędu lekko ustawiając się już w lewo i delikatnie schodząc zadem w tą stronę. Skorygowana szybko wyprostowała się i do X szła w równych dwóch śladach. Na paradę do zatrzymania zareagowała bezzwłocznie i stanęła równo, parskając cicho. Niestety podczas przejścia lekko usztywniła się w odcinku szyjnym, co z kolei miało przełożenie na zakłusowanie w które wkradł się krok stępa. Szybko poprawiła się i powróciła do ustawienia, rozluźniając mięśnie. Dostosowała tempo do tego jakie narzucała jej amazonka, poruszając się sprężyście i lekko. Po dojeździe do krótkiej ściany zgięła się wokół lewej łydki i dobrze wpisała się w narożnik, bez zmiany tempa pozostała na śladzie aż do miejsca, w którym Vivianne pokierowała ją na dwudziestometrową woltę. Taka średnica nie wymagała od kasztanki szczególnie dużego zgięcia, dlatego tylko delikatnie ustawiła się w środek, zgięła w linii żeber. Utrzymała równy rytm kłusa i powróciła na ścianę. W narożniku podniosła się do galopu, a dzięki ostatniemu treningowi obyło się bez walki z ręką jeźdźca, lekko tylko wyszła z ustawienia ale zaraz powróciła z nosem prostopadle do podłoża. Poruszała się okrągłą, pełną foulą, pchając się zadem pod siebie, wpisała się poprawnie w woltę, dopiero przy jej końcu nieznacznie wypadając zadem do zewnątrz, co można jej było jednak wybaczyć ze względu na młody wiek. Niechętnie przeszła do kłusa na długiej ścianie, lekko opierając się sugestiom amazonki. Ostatecznie jednak wykonała przejście w rozluźnieniu i zrehabilitowała się przy zwolnieniu do stępa, wykonując je nienagannie, nie tracąc nic z ustawienia, pozostała luźna i okrągła. Spieszyło jej się aby znowu zakłusować i wymagała korekty ze strony Viv, co odbiło się na rozluźnieniu. Ostatecznie udało się jednak dziewczynom zgrać co do tempa jakim miały się poruszać, a po wejściu na przekątną Clair już doskonale wiedziała jakie ćwiczenie ją czeka. Wyczekała na pomoce ze strony Vivainne, a następnie mocno poszerzyła ramy, stawiając obszerne kroki, intensywnie pracując zadnimi nogami, które przekraczały ślady przednich. Cała sylwetka się wydłużyła, a łopatka pozostała przy tym swobodna. Była też cały czas oparta na ręce i nie próbowała uciekać na żadną ze stron. Płynnie też powróciła do pośredniego tempa, skracając wykrok ale poruszając się nadal aktywnie w przód. Oparła się na zewnętrznej wodzy, a po sygnałach ze strony Kanadyjki zakłusowała bez chwili zwłoki, chcąc narzucić własne, szybsze tempo. Szybko podporządkowała się sugestiom kobiety i trochę zwolniła, chociaż nie była zadowolona z tego powodu, dając o tym znać nerwowym machaniem ogona, który obijał się o zadnie nogi.
Koło w kłusie, tak jak i poprzednie, nie stanowiło dla Clair problemu. Pokonała je równo, w dobrym zgięciu, wpisana w łuk adekwatny do promienia. Zagalopowała od pierwszego dotknięcia łydki, ale tym razem nie próbowała wystrzelić do przodu, w ta stronę też wolta okazała się być lepsza jakościowo, bo nie wypadła przy jej końcu zadem tylko pozostała cały czas w dwóch śladach, wygięta odpowiednio do zastosowanych pomocy. Galop jaki zaprezentowała był również okrągły i przyzwoicie kryjący teren, a jednocześnie kasztanka nie straciła nic z ustawienia. Bez oporów przeszła do kłusa, widocznie będąc lepszą na tą stronę, nie spinając się i akceptując wszelkie pomoce jeźdźca. Po wyjechaniu na linię środkową wyprostowała się i zatrzymała równo w wyznaczonym miejscu. Od razu też skorzystała z luźnej wodzy, wyciągając szyję do dołu i tak opuszczając czworobok.
Christian Levrull - 2018-04-26, 14:09



Kolejnym stworzeniem, które postanowił po raz kolejny wziąć na próbę między szranki była Imag. Siostra przed chwilą się spisała, więc czas na drugą Panną Sontesique. W obu miał spore nadzieje, mimo, że myśl hodowlana była inna – miały iść typowo pod skoki, to ruch jaki odziedziczyły po matce był na tyle rewelacyjny, że aż żal było je „marnować” w skokach, chociaż tam też bez problemu obie dawały radę. Jednak geny potrafią zrobić swoje, o!
Po przybyciu na stajnię, gdzie już był chwilę po wcześniejszym starcie zajął się Karą, dokładnie czyszcząc ją i nabłyszczając przed startem. Odświętnie ją „ubrał”, samemu prezentując się nadal schludnie i elegancko, by następnie już w siodle udać się z klaczą na rozprężalnie. Wiedząc od Jamesa po ostatnim treningu, że klacz lubi się nieco rozpraszać skupił się na tym, by rozgrzewka ją pochłonęła. Po rozstępowaniu co chwilę zajmował ją co nowszymi zadaniami we wszystkich trzech chodach. Mowa o takich rzeczach jak dodania, skrócenia, liczne wolty, półwolty, zmiany kierunku no i przejścia o jedno czy dwa tempa w górę/w dół. Głównie pracował z klaczą w dolnym ustawieniu dając jej możliwość pracy w rozluźnieniu. Wyczuwając, że skupiła się na tyle, by wyjechać na czworobok przeszedł z nią do stępa na długim kontakcie oczekując wywołania.
Już po chwili dało się słyszeć imię zarówno Zawodnika jak i klaczy, dlatego zbierając wodze udał się z nią w kierunku czworoboku. Będąc już obok zakłusował z klaczą wokół niego korzystając z tego, że są na razie na zewnątrz i mają chwilę, by przygotować się do wjazdu. W trakcie tego „czasu dla siebie” skupił się na tym, by się z nią dotrzeć tak jak było pod koniec rozgrzewki – widoczny kłus z dobrym impulsem, kadencją, dobrą pracą zadu i w lekkim zebraniu. Pilnował, by klacz została przepuszczalna nie łamiąc się w potylicy. To wszystko starał się osiągnąć półparadami, pilnującą ją stale łydką i głębokim ćwiczebnym zachęcającym ją do ruchu naprzód, gdyż Zawodnik starał się nie blokować bioder w trakcie jej swobodnego ruchu. Czując, że ma klacz na pomocach i jakoś się dogadali wjechał z nią w literze A na linię środkową. Pilnując, by nie spłynęła z niej krzywiąc się na boki kontrolował jej ciało, w razie czego przesuwając jej zad łydką (w tym kłodę) oraz korygując ustawienie w szyi, gdyby tak łamała się za bardzo w szyi. Dojeżdżając do X, gdzie aktywnie działał łydkami, by nie zgasła i nie straciła impulsu posłał jej półparadę przygotowującą do zatrzymania. Już po chwili mogła poczuć jak blokuje ją dosiadem, nie odpuszczając jednak łydek i przymykając ją na ręce zatrzymał klacz w X. Może nieco nierówno, ale jednak pozostali nieruchomo, gdzie trzymając klacz w jednej ręce na wodzy, by nie stracić kontaktu i ustawienia drugą skłonił się w stronę komisji.
Następnie łapiąc wodze w obie dłonie zakłusował z klaczą wracając do wcześniejszego, całkiem niezłego roboczego. Przed literą C zachęcił ją do dalszej aktywnej jazdy do przodu, nie dając jej możliwości skupić się na siedzącej naprzeciwko komisji. Zakręcili w lewo, gdzie Zawodnik bardzo mocno pilnował poprawnego zgięcia w zakrętach, nie dając jej zgasnąć. Po chwili jazdy na wprost w literze E wjechał z Imag na duże koło w lewo. Prowadząc ją na zewnętrznej wodzy płynnie wjechali w łuk koła poruszając się po nim jak po nitce. Pilnował jej zgięcia do wewnątrz lewą łydką i lewą wodzą, którą działał momentami pulsacyjnie w celu domknięcia półparady. Zewnętrzna łydka pilnowała jej zadu, by przypadkiem przesadnie nie wypadł poza rysunek. W trakcie całego koła pilnował również jej tempa, tak by dalej pozostała w dobrej aktywności. Po powrocie na ścianę wyprostował ją dalej szlifując jej kłusa w razie czego poprawiając go pomocami.
Przed literą A wycofał zewnętrzną łydkę, wewnętrzną działając przy popręgu, a następnie wypychając ją z biodra posłał do galopu od razu korygując go półpradami tak, by zaprezentowała to co najlepsze czyli swój galop. Pilnował jego okrągłości, a ze względu na jej młodociany wiek skupił się również na tym, by nie szukała równowagi z przodu, a na zadzie, stąd wycofywał ją, chcąc pokazać jej gdzie ma swój motor do jazdy do przodu. Od razu wjechał na duże koło w lewo, gdzie dalej pilnował tego galopu, jednocześnie prosząc ją o zgięcie do wewnątrz. Prowadząc ją na zewnętrznych pomocach w razie czego korygował ją, gdyby uwaliła się na jakiejś pomocy. Po powrocie na ścianę wyprostował ją i dalej utrzymując dobrej jakości galopadę. Po minięciu B domknął ją na wodzy w razie czego posyłając rozluźniającą półparadę, by następnie w asyście łydki przejść od razu do aktywnego kłusa roboczego. Może nieco zabrakło w płynności ich przejścia, ale prócz tego nie wyszli z ustawienia, dalej w lekkim zebraniu idąc przed siebie.
Przed C posłał jej znów rozluźniające półparady, by następnie znów domykając ją na pomocach przejść do stępa pośredniego. Od razu wspomógł ją w pracy biodrami zachęcając do odpuszczenia pleców i zaprezentowania dobrej ich pracy. Po wyjechaniu narożnika w zgięciu wewnętrznym wjechali na przekątną, gdzie prostując klacz zaczął wypuszczając ją do przodu na kontakcie, wraz z pracą bioder i łydek prosząc o stęp swobodny. Dość szybko dotarli się na tyle, by zaprezentować stęp w rozluźnieniu, gdzie klacz puszczając z pleców i mocno wkraczając zadem pod kłodę miała możliwość puścić w ruchu nie tylko łopatki, ale również i biodra. Przed zakończeniem przekątnej sprawnie skrócił ją wracając do pośredniego.
W połowie krótkiej ściany uprzedzając przejście półparadą zakłusował z klaczą od razu szukając docelowego, wcześniejszego kłusa. W E ponownie wjechali na koło, tym razem w prawo, gdzie utrzymując równe tempo dobrze wpisali się w rysunek okręgu. Powrót na ścianę, gdzie sprawnie wyprostował klacz, a następnie przed C znów pomoce do zagalopowania. Znów szukając dobrego, okrągłego i widocznie pod górkę galopu wjechał z nią na duże koło, gdzie szlifując galop pilnował również jej poprawne zgięcie w łuku koła. Po powrocie na ścianę wyprostował klacz, by po minięciu połowy długiej ściany przejść z klaczą płynnie do kłusa roboczego, gdzie w trakcie przejścia dość „natarczywie” pilnował łydką płynności przejścia.
Następnie wjechali na linię środkową, gdzie znów pilnował jej prostej sylwetki, by uprzedzając zatrzymanie półparadę stanąć nieruchomo w X, znów nieco krzywo (przynajmniej wiedział nad czym dalej trzeba popracować, ale to już kwestia wyrobienia u niej równowagi i świadomości swojego ciała, uuu, nadchodzą drążki!) i ukłonił się dając jej luźną wodzę. Opuścili czworobok, gdzie Zawodnik porządnie rozstępował ją chwaląc i częstując smaczkami. Następnie udali się do stajni, gdzie odpowiednio się nią zajął po starcie, a następnie skupił na przygotowaniu kolejnego konia.

KONIEC


Anna Ross - 2018-04-27, 14:54


Anna zdecydowała się na start w zawodach na dwójce swoich podopiecznych, a przy okazji zarazem półbraciach. Upleaser z tej stawki był znacznie mniej doświadczony od Unna, ale kiedyś w końcu te doświadczenie zdobywać musi nie? Nie znali się jeszcze zbyt dobrze, ale miała nadzieje że mimo wszystko pójdzie im dobrze w tych zawodach. W dniu zawodów zaparkowała Volvo V40 pod stajnią, by po zostawieniu rzeczy w socjalu udać się pod boks swojego wierzchowca. Nerwowa atmosfera chyba nie wpływała na niego zbyt dobrze, bo już był jakiś podenerwowany od rana. Mimo wszystko Anna postarała się o dokładne wyczyszczenie ogiera, zaplecenie włosia w koreczki i osiodłanie go. Kiedy oboje byli gotowi wyprowadziła go na obiekt do rozprężenia, tam postarała się o porządne rozprężenie go i oswojenie z atmosferą zawodów. Nie było to jednak łatwe kasztan był nerwowy, spięty i oporny na wszystko. Anna westchnęła w duchu, wiedząc że nie będzie to łatwe zadanie do wykonania. Po wszystkim w końcu przeszli do stępa, gdzie oczekiwali na wezwanie na czworobok.

W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment, więc Anna postarała się pozbierać ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienia i skierowała w okolice czworoboku. Okrążyli go dopracowując swoje ustawienie oraz tempo, a także pozwoliła ogierowi przywyknąć do miejsca i hałasu. Jednak nijak jej próby nie przynosiły pożądanych efektów, a przynajmniej nie takich jak by chciała. W końcu robiąc spory łuk nakierowała ogiera na literkę A w której mieli wjechać na czworobok, by po przejechaniu szranek zamknąć ogiera w łydkach i poprowadzić w kierunku X. Jednak ogier miał zupełnie inne plany na ich przejazd, bo dosłownie zaraz po wjeździe przez szranki wyhamował i wspiął się na tylne nogi. Nie sądziła że można spanikować na widok odbijającego się słońca - straszne. Pochyliła się do przodu wyciągając ręce przed siebie i ściągając wodzę w dół, dając jednocześnie ogierowi mocniejszą łydkę. Udało się jej go ściągnąć przynajmniej na dół, by powrócić na krótko do dość chaotycznego kłusa do X. Wysłała mu przed tym punktem półparady, by wraz z punktem wysłać kasztanowi jedną pełną paradę. Docisnęła zaraz łydki do jego boków, ściągnęła wodzę i dociążyła jego zad. Kątem oka sprawdziła jego ustawienie, by ukłonić się w kierunku jury. Zaraz ponownie docisnęła łydki do jego boków i wypchnęła z krzyża do kłusa. Przejście mogłoby być lepsze, ale obyło się przynajmniej bez cyrków. Przymkniętego w łydkach poprowadziła go do C, a tam odpowiednio go wygięła od pomocy by skręcić w lewo. Nie udało się im jednak dojechać odpowiednio blisko do szranek, co niekoniecznie przypadło do gustu kobiecie. Jednak ogier nie chciał się do nich zbliżyć, co poradzić? Wyjechali narożnik na długą ścianę, by dojechać do jej połowy i tam po półpradzie zjechać na 20m koło w lewo. Tym samym zostawiając wewnętrzną łydkę na popręgu, odgięła ogiera od niej i jednocześnie przesunęła zewnętrzną za niego w geście pilnowania jego zadu na łuku. Wewnętrzną wodzą nadawała mu kierunek zgięcia i kierunek ruchu, a zewnętrzną go ograniczała i domykała. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, jednak koło odbiegało od ideału. Było nie równe z racji nie dojeżdżania do szranek i mówiąc szczerze nieco zniekształcone. Naprostowała ogiera i przygotowała jednocześnie do zmiany ćwiczenia. Po półparadzie docisnęła łydki do jego boków, by dociążyć lewą stronę siodła i wypchnąć go z krzyża do galopu. Te przejście wykonali za K, a tuż przed A w narożniku. Dojeżdżając do połowy krótkiej ściany ponownie zeszli na 20m koło, gdzie zastosowała podobne pomoce co przed momentem w kłusie. Jednak koło wyglądało tak samo jak przed momentem - niestety. Zamknąwszy koło wyjechali narożnik na długą ścianę, by po przejechaniu jej połowy przygotować go do kolejnej zmiany. Zablokowała go dosiadem i cofnęła ramiona, by zwolnić ogiera do kłusa. Przejście nie było jednak najlepsze. Dojeżdżając do C po półparadzie zwolniła go do jeszcze wolniejszego chodu - stępa. Postarała się o nieco aktywniejsze tempo ogiera, odpowiednie krycie terenu i poszerzenie ram. Wpisali się w narożnik, by zaraz zejść na przekątną czworoboku, gdzie mieli zaprezentować stęp swobodny. Oddała mu wodzę tylko dosiadem zachęcając go do ruchu naprzód po wyznaczonej linii, brakowało im odpowiedniego rozluźnienia grzbietu i ogólnie dość ogier był spięty. Dojeżdżając do końca przekątnej pozbierała ogiera do wcześniejszego ustawienia, chwilę z nim o to walcząc. Zmienili przez tą przekątną kierunek na prawo, by wyjechać narożnik i skierować do środka krótkiej ściany. Tam czekało ich ponowne przejście do kłusa, które poprzedziła półparadą. Skierowali się kłusem do E, gdzie czekało na nie kolejne ćwiczenie. Ponownie zeszli na 20m koło tylko tym razem w prawo, gdzie zastosowała te same pomoce co przy poprzednich dwóch kołach. Zostawiła ponownie wewnętrzną łydkę na popręgu, odgięła ogiera od niej i jednocześnie przesunęła zewnętrzną za niego w geście pilnowania jego zadu na łuku. Wewnętrzną wodzą nadawała mu kierunek zgięcia i kierunek ruchu, a zewnętrzną go ograniczała i domykała. Koło ponownie wyszło nieco zniekształcone przez fakt, że kobieta nadal nie mogła namówić ogiera na zbliżenie się do szranek. Zamknęli koło i wyprostowali się, by pojechać ku kolejnemu narożnikowi. Tam kobieta ponownie odesłała ogiera do galopu, jednak tym razem na prawą nogę. Dojeżdżając kolejno do połowy długiej ściany, zeszli ponownie na 20m koło w prawo. Wyglądało ono niezmiennie w porównaniu do poprzednich kół choć trzeba powiedzieć, że Anna starała się to zmienić. Jednak szranki były jak ogień piekielny dla ogiera. No co poradzić co poradzić? Po zamknięciu koła zostały m już tylko dwa punkty programu do wykonania. Wyjechali po naprostowaniu się kolejny narożnik, by wpisać się tam w łuk i pojechać kolejno przez połowę długiej ściany. Tam po dojechaniu do B uprzedziła go o kolejnym zadaniu, ale znanym mu. Poprosiła go o przejście w dół do kłusa, by poprowadzić go przez kolejny narożnik i w A na linię środkową go. Zamknęła go w łydkach i pomocach z jednoczesnym postaraniem się o to, by się nie zchisował po drodze do X. Wysłała mu przed tym punktem półparady, by wraz z punktem wysłać kasztanowi jedną pełną paradę. Docisnęła zaraz łydki do jego boków, ściągnęła wodzę i dociążyła jego zad. Po chwili ukłoniła się w kierunku jury, by zrzucić mu po chwili wodzę i sprowadzić z czworoboku. Po wszystkim rozstępowała go na rozprężalni i sprowadziła do stajni, gdzie zajęła się nim odpowiednio. Dziękując jednocześnie za wspólny występ.

z.t
Upleaser - 2018-04-27, 20:00



To prawda. Od samego rana w stajni kręciło się dużo więcej osób niż zwykle, a Upleaser nie był przyzwyczajony do takiej atmosfery. Nie mając zielonego pojecia co się dzieje, nerwowo chodził po całym boksie, rozrzucał słomę i głośno rżał, od czasu do czasu, chcąc by ktoś zwrócił uwagę również na niego. Na efekty nie musiał czekać długo – wkrótce pod jego drzwiami pojawiła się Anna, na której widok najpierw stulił uszy, by po chwili zainteresować się jej osobą. Jak się okazało – trochę niepotrzebnie, bo chwilę później musiał przejść przez szereg zabiegów, które wcale mu się nie podobały. Szczególnie nerwowy zrobił się podczas zaplatania koreczków i choć jakoś zniósł to zadanie, to wiercił się przy nim niesamowicie. Na rozprężalni również nie było lepiej. Tak to już jest jak rozpoczyna się pracę z młodzikiem, który niewiele w życiu jeszcze przeszedł i niewiele również umiał. Anna podjęła się, jednak, tego zadania i musiała zrobić wszystko, by kasztan nie zniechęcił się do brania udziału w konkursach. Upleasure był nieco porywczy, chciał narzucać swoje zdanie i tempo w każdym chodzie, więc na początku blondynka musiała po prostu spuścić z niego trochę pary. Potem był już znacznie bardziej usłuchany, acz nie przyjemniejszy do jazdy, gdyż usztywniał się stale i próbował uciekać od wędzidła. Początki są ciężkie!


Kiedy nadszedł moment ich wspólnego startu, Upleaser wprawdzie skierował się w stronę czworoboku, ale za Chiny nie chciał słuchać właścicielki. Szedł naprzód, nieco wyryjony, i choć posłusznie obszedł plac konkursowy, to często uciekał od kontaktu i szukał powodu, dla którego mógłby stąd uciec, gdzie pieprz rośnie. To, co działo się dookoła, zupełnie mu nie odpowiadało i chciał po prostu wrócić do swojej stajni i przemielić w pysku trochę owsa. Ot, taka zachcianka, akurat przed tak poważnym, pierwszym wystąpieniem. Jako-tako wpisał się w łuk, po którym Anne naprowadziła go ku środkowi czworoboku, a tam od razu spotkało go coś nieprzyjemnego. To musiał być jakiś inny świat, bo po prosu na moment oślepł, dość długo nie mogąc dojść do siebie. Zatrzymał się momentalnie, wbijając nogi mocno w nawierzchnię placu, a następnie odbił się w górę tak wysoko, by bez problemu ukazać światu swoje dyndające klejnotki – tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że jest ogierem. Miał prawo się wystraszyć i proszę nie mówić, że nie. Przez chwilę wymachiwał przednimi kończynami, niczym prawdziwy mustang z dzikiej doliny, dopiero chwilę później wracając na ziemię, trochę dając się namówić na to działaniamy panny Ross. Nie od razu, ale wrócił do bardzo kiepskiej jakości kłusa, aby w chwilę później zatrzymać się w literce X. Jak na to, co wydarzyło się przed chwilą, stał całkiem spokojnie, a gdy został poproszony by ruszyć, wrzucił dwa kroczki stępa przed zakłusowaniem, ale to już wyglądało dużo lepiej niż to, sprzed chwili. Kierował się więc na wprost krótkiej ściany, by po dojechaniu do literki C odbić w lewo. Nie szedł może najbliżej płotka – bo trochę bał się, że ten go ugryzie, ale ogólnie prezentował się dość dobrze.
Już w chwilę później jako tako wpisywał się w narożnik, aby następnie po przebrnięciu przez połowę długiej ściany wejść na obszerne koło o średnicy dwudziestu metrów. W nim wprawdzie próbował trochę powyginać się pod wpływem pomocy właścicielki, ale nadal szedł dość sztywno, nie tracąc za to tempa, w jakim się poruszał na ścianie. Udało mu się także nie wypaść z ustawienia, a wiązało się to z nagłym przypływem skupienia i starania. Kształt figury jednak pozostawiał trochę do życzenia, głównie z powodu sztywności i trudniejszego prowadzenia konia, który natomiast chętnie wyprostował się po powrotnym wjeździe na długą ścianę.
Gdy wyczuł półparadę, najpierw stulił nieco uszy, by w chwilę później postawić je na sztorc i przygotować się do kolejnego ćwiczenia. Zagalopował w narożniku i choć trochę pędził do przodu, to amazonka szybko wprowadziła go na kolejne koło, które swó punkt startowy (jak i zamykający) miało w literce A. Znów był nieco sztywny, a figurę wykonał w dość kanciasty sposób.. Z pewnością potrzebował wielu treningów, które pozwolą go trochę rozluźnić i porozciągać.. bez tego może być naprawdę ciężko. Wkrótce ponownie wjechał na długą ścianę, by po przejechaniu jej połowy przejść do kłusa, a chwilę dalej do stępa. Ta zmiana niezbyt mu się podobała, gdyż ogier chciał galopować przed siebie ile sił w nogach, ale ostatecznie poddał się woli amazonki i zszedł do najniższego biegu. Za upomnieniami Anny ogier zaczął pchać się nieco bardziej aktywnie naprzód, stawiał dłuższe kroki i odrobinę wydłużył swoją sylwetkę, chwilę później schodząc na przekątną czworoboku. Cały czas był spięty i ćwiczenia wykonywał w dość pokraczny sposób, dlatego stęp wyciągnięty nie wyglądał tak jak powinien. Dzięki oddanej wodzy ogier wyciągnął się w dół, ale bardziej pociągnął za wodzę, niż faktycznie miał się wyciągnąć i pozostać na kontakcie, już w chwilę później niechętnie wracając na tenże, po ściągnięciu wodzy przez amazonkę. W całej tej farsie, na szczęście, szedł po całkiem równej linii, toteż przynajmniej za to, sędziowie nie powinni odjąć im punktów.
Po przejechaniu narożnika, w połowie krótkiej ściany, ponownie przeszedł do kłusa, w którym skierował się do literki E, gdzie czekało na niego kolejne wyzwanie. Ponownie wszedł na duże koło, o średnicy dwudziestu metrów, znów popełniając te same błędy i prezentując je w bardzo podobny sposób do dwoch poprzednich. Był sztywny, nie chciał się giąć, a dochodzenie do parzących płotków nie należało do jego ulubionych działań – musiał stale przed nimi uciekać, przez co figury wychodziły koślawo i niezbyt przyjemnie dla oka.
Po powrocie na ścianę wyprostował się chętnie, z udawanego wygięcia, a następnie dojechał do narożnika, w którym wypadło kolejne zagalopowanie. Ze stulonymi uszami przeszedł do wyższego chodu, a następnie znów wszedł na koło, w połowie krótkiej ściany. Tutaj ponownie niewiele zmieniło się pod względem jakości wykonywanego ćwiczenia, a zaraz po jego zakończeniu, ogier wyprostował się, by w chwilę później wpisać się w kolejny narożnik i przegalopować przez połowę drugiej ściany, w którym to punkcie przeszedł do kłusa. Cały czas nabuzowany i niechętny, parł przed siebie w kolejny narożnik, a zaraz po nim, odbił na linię środkową w literce A. Już odrobinę zmęczony szedł na wprost odrobinę powłócząc nogami, a chwilę później chętnie zatrzymał się w X i poczekał aż dziewczyna się ukłoni. Po tym manewrze chętnie wyciągnął się z łbem w dół, a następnie udał się na rozprężalnię, by po jakimś czasie stępowania, pójść z dziewczyną do stajni.
Momentum - 2018-04-28, 00:29

Starał się i robił co mógł, a to zawsze coś nie? Mieli jeszcze troche czasu na doszlifowanie umiejętności, nim wskoczą na wyższy kolejny poziom startów. No widział? Jak się postarał to i efekty były od razu widoczne. Po ciągach przeszli na moment do stępa, gdzie ogier miał chwilę na odpoczynek. Trochę się już zmęczył mimo że trening nie trwał nie wiadomo ile, to ćwiczenia były bardzo absorbujące. Po chwili wrócili do wcześniej wypracowanego ustawienia, gdzie ogier chętnie przyjął ponowny kontakt i wrócił do lepszego zaangażowania zadu. Wtedy przeszli z stępa do galopu całkiem płynnie, aczkolwiek ogier przy pierwszym przejściu nieco się pospieszył w tempie. Jechali chwilę po śladzie, by zacząć wykręcać różne wolty. Po minucie lub dwóch zmienili kierunek przez lotną, gdzie ogier minimalnie się zachwiał w równowadze. Wynikało to jednak nie z zachowania samego jeźdźca, a drobnego roztrenowania konia i dopiero wracał na stosowne "tory". Po jej odzyskaniu galopował aktywnie, ale nie pędził na łeb na szyję. Tutaj po chwili galopu również zaczęli wyjeżdżać mniejsze i większe wolty. Ogier starał się na nich poprawnie wygiąć od wewnętrznych pomocy, a ograniczony zewnętrznymi nie wypadał z ustawienia. Ostatecznie został z właścicielem na ósemce w galopie, wykonując lotną w X. Tym razem wyszła im lepiej niż tamta, no w sensie bez tego zachwiania.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group