To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Aaren Wayford - 2016-06-22, 22:11

- W takim razie zwracam honor.- nic dziwnego, że skoro czuł się po whiksy niedobrze, to po prostu po nią nie sięgał. Nie zamierzała spierać się z nim o to, który alkohol jest lepszy, a który nie. Każdy miał swoją własną opinię.
- Wiem...- westchnęła ciężko mimowolnie uśmiechając się i podnosząc wzrok na twarz Tonego, odnalazła jego tęczówki, na krótką chwilę zatracając się w ich zieleni. - Dlatego podziwiam, że ze mną wytrzymujesz już tyle czasu.- wiedziała o tym, jak mocno potrafi być irytująca nie tylko przez swoje słowa ale i zachowanie.
- Pokłóciliśmy się, w dodatku nie miał za bardzo czasu. Obiecał mi spotkanie, zobaczymy co z tego wyjdzie. Raczej jest słowny, ale ostatnio nie po drodze nam do siebie.- wyjaśniła przyczynę nieobecności Lucasa, który nie zamierzał siedzieć z nimi w pubie. Nie tylko przez niechęć do Tonego, ale i brak czasu. - W dodatku dowiedział się o Tobie jakiś rok temu, po tym jak powiedziałeś mi o tych wszystkich kłamstwach. Byłam rozdarta, a on był jedyną osobą, która mnie wspierała wtedy. Chyba sam rozumiesz, że przez to, że jego mała siostrzyczka płakała, nie pała do Ciebie sympatią. - dopowiedziała dalej, mając nadzieję, że jej słowa nieco rozjaśnią Tonemu, zachowanie Lucasa.

Anonymous - 2016-06-22, 22:47

Przez chwilę patrzył dziewczynie w oczy, ale nijak nie skomentował jej wyznania. Nie uważał tego za nic godnego podziwu, tym bardziej że przecież znajdował sobie multum "ujść". Z drugiej strony nikt przecież nie oczekiwał, że nie będzie jej odstępować o krok.
- To znaczy, że jedno z Was już w ogóle nie pojawia się w willi? - To miejsce coraz bardziej przypominało mu miejsce-widmo. W jego własnych wspomnieniach stawało się coraz odleglejsze. Niby był tam parę miesięcy temu, ale tylko po to, aby na szybko wyjaśnić ówczesne sprawy.
- Zupełnie mi to nie przeszkadza - mruknął, resztę wypowiedzi jakby pomijając. Czuł, że kontynuowanie tego tematu prędzej czy później zaprowadzi go na krawędź wytrzymałości, a nie chciał psuć sobie wieczoru.

Aaren Wayford - 2016-06-22, 22:54

Nie oczekiwała od niego, że nieustannie będzie dotrzymywał jej towarzystwa. Miał swoje własne życie i swoje własne sprawy, które stety bądź niestety dość często dotyczyły też po części Aaren. Wspólna przeszłość i wspólne problemy, odbijały się nawet teraz.
- Lucas mieszkał tam przez jakiś czas ze mną i z Luhanem. Od pewnego czasu nikt tam się nie pojawia, oprócz osób, które dbają o dom i sporo sobie za to życzą. - odpowiedziała mu na pytanie. - Czasem wpadam tam, gdy potrzebuję spokoju, własny ogród i przestrzeń są zdecydowanie lepsze od mieszkania w kamienicy.- westchnęła, dopiero teraz nabierając ochoty, aby po raz kolejny zawitać w tym swoim wielkim domu.
Pominęła temat Lucasa, nie chcąc drażnić ani Tonego, ani siebie samej. Powoli zbliżając się do końca swojej szklanki piwa, rozejrzała się po wnętrzu lokalu zapobiegawczo. Tak na wszelki wypadek.
- Masz jakieś plany na dzisiaj ?

Anonymous - 2016-06-26, 13:17

- Właściwie to żadnych - odparł zgodnie z prawą, po raz ostatni przechylając szklankę i wypijając piwo do końca. - Wiesz, że nie mam żadnych zobowiązań i w zasadzie całe dnie mogę robić nic - rzucił obojętnie, cofając ręce z blatu i najwyraźniej przymierzając się do wyjścia. Zapłacił za oba piwa, po czym rzucił brunetce wyczekujące spojrzenie jakby spodziewał się, że to ona podejmie decyzje co do ich dalszych losów. Niezależnie od tego, na co się zdecydowali, razem opuścili pub. /ztx2
David Harrison - 2016-07-08, 19:34

Pub. Oczywiście, że było to pierwsze miejsce, do którego się wybrał, kiedy już jakoś mniej lub więcej poogarniał swoje manatki w nowych czterech ścianach. Rzeczy układa się najłatwiej.
Nie miał jeszcze samochodu i po drodze do znalezionej w internecie lokalizacji rozważał, czy warto zaprzątać sobie tym głowę. Wieczorna mżawka nie była może oczyszczeniem dla ciała i ducha, ale miała w sobie coś orzeźwiającego, rozwiewała wspomnienie o dusznym powietrzu. Włosy mężczyzny były przykryte kapturem, twarz osłaniał cień i na wątpliwej jakości światło latarni wyglądał zuchwale w połowie już wypalony papieros. Zdążył go wykończyć pnąc się na samą górę po klimatycznej klatce schodowej, której wygląd zapowiadał najprawdopodobniej wnętrze o przyjemnie obskurnym charakterze, o ile ktokolwiek wierzył w takie połączenie.
Po przekroczeniu progu lokalu rozpiął skórzaną kurtkę i bluzę, rozglądając się niespiesznie. Zlokalizowawszy bar, ruszył w jego stronę, swobodnie rozglądając się po wszystkim i wszystkich. Udało mu się nawet upatrzyć wolny stołek przy ladzie i gdy tylko znalazł się przy nim, spoczęły na siedzisku jego zacne cztery litery.
- Dla mnie piwo. - Beznamiętny głos przebił się przez lekki gwar rozmów i dobiegającą z głośników muzykę o przyzwoitej głośności.

Dechoise - 2016-07-08, 19:56

Praca w pubie pokroju tego tutaj nie było szczytem marzeń dwudziestoparolatki, ale w mieście tak małym jak Eastbourne nie miała dużego wyboru, więc nie wypadało jej wybrzydzać. A tym bardziej dlatego, że w bardzo prosty sposób mogła stracić jedyne źródło dochodów, co utrudniłoby jej popaprane życie jeszcze mocniej, o ile to w ogóle było możliwe.
Stojąc za barem, ze znudzeniem wsłuchiwała się w muzykę wykonywaną przez dzisiejszy gwóźdź programu, czyli bliżej nieznany jej zespół. Minimum swojego zainteresowania oferowała nielicznym klientom, aż do momentu, kiedy do baru podszedł nieznany jej osobnik. Z reguły choćby kojarzyła większość mieszkańców, ale ta twarz była jej całkowicie obca. Miała jej jednak zapaść na trochę w pamięć...
- A proszę to gdzie? - Warknęła, odpłacając się tym samym, nieprzyjemnym tonem. Zimny wzrok szmaragdowych oczu wbiła w jego sylwetkę, najwyraźniej nie zamierzając ustąpić bez magicznego słówka. Miała wyjątkowo zły humor, co przekładało się na jej zachowanie.

David Harrison - 2016-07-08, 20:17

Zajęty analizowaniem cen alkoholi na stojącej na blacie karcie, nawet nie spodziewał się usłyszeć czegokolwiek oprócz należnej za trunek kwoty, którą także sam odnalazł na liście. Uniósł głowę, marszcząc brwi.
Szmaragdowe spojrzenie barmanki odwzajemnił swoim, brązowym. Oczy tych dwojga nie różniły się jedynie kolorem tęczówek - wzrok Davida był dzisiaj mniej nieustępliwy, mniej zawzięty. Jeśli trzeba by go było jakoś opisać, to następująco: pozbawiony szczególnego wyrazu, beznamiętny. Nie przyszedł, by wykłócać się z nikim, a już na pewno nie z osobą, która miała podać mu alkohol. Nie obawiał się otrucia czy tego, że nie dostanie tego, co "zamówił", ale jeśli trzeba o coś się spierać, to on rzadko odnajdywał w tym satysfakcję.
Dziewczyna wyglądała jednak dosyć młodo i poczuł nagłą chęć odrobinę się podroczyć, nawet, jeśli miałaby mu podać piwo z najgorszym grymasem. Ale raczej jako pracownik lokalu musi mu je sprzedać, nie jest ani małoletni, ani też nietrzeźwy. I raczej właśnie im się nie skończyły zapasy.
- A może inne magiczne słowo? Na przykład: abrakadabra - wypowiadając zaklęcie wyłożył na bar pomięty banknot będący należnością za trunek i z ledwo dającym się zauważyć uśmiechem uniósł jedną brew, nie spuszczając wzroku z jasnowłosej.

Dechoise - 2016-07-08, 20:45

Nawet nie mrugnęła, kiedy ich spojrzenia się spotkały, niewzruszona wyrazem jego oczu. Przeciwnie, wydawała się być jeszcze bardziej zdeterminowana do walki o to pieprzone "Proszę", jakby rzeczywiście od tego zależało jej życie. Może i sama rzadko kiedy używała tych słów, ale twierdziła, że zasługuje na minimum szacunku, choćby od zwykłego klienta.
Przewróciła jedynie oczami w reakcji na jego czarowanie, które nie wywarło na niej większego wrażenia poza zażenowaniem. Czy naprawdę sądził, że młody wiek zawsze musiał być synonimem naiwności i głupoty? Okej, może i po części taka była, ale w takich sytuacjach wyjątkowo powinna zachować się dojrzale. A przynajmniej sama tak sądziła.
- Za abrakadabra mogę ci co najwyżej zaoferować sok z gumijagód - uśmiechnęła się szeroko, ale jakże sztucznie. Nie spuszczała wzroku z jego twarzy, nie ruszając się nawet w momencie, kiedy wyjął odpowiednią kwotę. Wieczór był długi, a jej nigdzie się nie spieszyło.

David Harrison - 2016-07-08, 21:03

Zastukał palcami po blacie, zadzierając podbródek i mrużąc przy tym nieznacznie ciemne ślepia. Drobne przepychanki słowne zawsze sprawiały mu radość i kiedy już wdał się w takie przekomarzanie, nie lubił kończyć pierwszy. Pochwycił w dłoń banknot i zmiął go nieznacznie, wzruszając przy tym ramionami.
- Jeśli poza tym drogocennym słowem nic nie płacę, to biorę. - Nacisk na ostatnie słowo był wręcz wyrafinowany, dał się słyszeć ale nie dał się nazwać sztucznym czy nachalnym. Harrison, co ciężko było stwierdzić na pierwszy rzut oka, faktycznie został bardzo dobrze wychowany i jako młodzieniec jeszcze aspirował do tytułu panicza domu, małego elokwenta, dżentelmena. Odpowiednie maniery znał lepiej niż alfabet a dystyngowaną nonszalancję miał po prostu w genach. Niegdyś.
- Może polecisz do tego jakąś przekąskę? Jagodowy tort, borówkowy placek? - Przekrzywił głowę, przez co nikły uśmiech nie dawał się zbyt łatwo rozpoznać. Wzrokiem mimowolnie omiótł to, co było w jego zasięgu - nie tylko samą górną część sylwetki dziewczyny, bo rozglądał się też za innymi członkami pubowego staffu.

Dechoise - 2016-07-08, 21:49

- Niestety, ale przeliczyłeś się - odpowiedziała, spuszczając w końcu wzrok z jego twarzy. Nie zrobiła tego jednak z rezygnacją, ale najzwyczajniejszym w świecie znudzeniem, zawieszając spojrzenie na bliżej nieokreślonym punktem znajdującym się za plecami mężczyzny. Praca za barem zawsze była dla niej nudna, a obecność Davida najwyraźniej nie miała być atrakcją, ale utrapieniem i niezbyt miłym zakończeniem dnia. Chociaż wszystko mogło się jeszcze zmienić, prawda? Szczerze i otwarcie liczyła na to.
- Och, tak, oczywiście. Gdzie moje maniery! - Ironizowała beznamiętnym tonem, nie pozwalając sobie na to, by do głosu doszła choćby krztyna złości czy irytacji. Widząc, jak ten próbuje czegoś czy raczej kogoś znaleźć, uniosła nieznacznie prawy kącik ust, opierając się o blat obiema dłońmi i pochylając się nieco do przodu. - Nie licz na to, jestem sama na zmianie - jej uśmieszek w zaledwie ułamek sekundy zmienił się w protekcjonalny, nieco złośliwy grymas.

David Harrison - 2016-07-08, 22:13

Niemalże natychmiast podłapał od niej ten ruch i sam również pochylił tułów do przodu, kładąc oba łokcie wraz z przedramionami na blacie. Dziewczyna co prawda stała a on siedział, był jednak wysoki a do tego stołki barowe również do niskich nie należą, stąd ich twarze znalazły się na podobnym poziomie. Mógł powiedzieć, że pewnie zostały na zapleczu i może pomóc jej w ich szukaniu, jednakże nie do końca w smak mu były dzisiaj takie propozycje, szczególnie, że jasnowłosa barmanka najwyraźniej już była zirytowana, chociaż nie chciała dać tego po sobie poznać.
- A zatem jestem zdany na Twoją łaskę? - Uraczył ją wonią oddechu palacza, a zatem po prostu dymu tytoniowego, unosząc przy tym na sekundę obie brwi. Nie zważał na to, że jako klient powinien mieć zawsze rację, etykietę miał prawdopodobnie gdzieś na dnie jednego z tych pudeł, które upchnął na dno szafy zamiast rozpakować.
Nie odsunął facjaty, z bliska mógł stwierdzić nawet w tym świetle, że szmaragdowooka ma ładną cerę i trochę zmęczoną dniem twarz, co nawet nadawało jej uroku.
- Więc czego żądasz, Pani, za Twe hojne dary? - Sparafrazował dosyć znaną pieśń, zaraz po tym musiał się zastanowić, skąd w ogóle ją wytrzasnął akurat w tym momencie.

Dechoise - 2016-07-08, 22:40

Ani drgnęła w momencie, kiedy David poszedł w jej ślady i również postanowił pochylić się nad ladą, przez co ich twarze znalazły się zaledwie kilka centymetrów od siebie. Będąc tak blisko, brunet mógł poczuć delikatną, subtelną waniliową woń pochodzącą ze strony blondynki, która z kolei wydawała się być niezrażoną na smród nikotyny. Sama paliła, a pomimo że nie robiła tego nałogowo, zdążyła przywyknąć do tego dość charakterystycznego i z pewnością nieprzyjemnego zapachu.
- Na to wygląda - posłała mu długie spojrzenie spod rzędu gęstych, długich rzęs, najwyraźniej nie zamierzając samej odpuścić. W końcu była zbyt zdeterminowana (i zdesperowana), by jako pierwsza wyprostować się. Jej własne ego jej na to nie pozwalało.
- Nie wyraziłam się wystarczająco jasno? - Uniosła jedną brew ku górze, wykazując się przy tym rozluźnieniem i swobodą, co w takiej sytuacji mogło być trudne, ale teraz wychodziło jej to wyjątkowo naturalnie. - Wystarczy mi samo "proszę" i ewentualnie "dziękuję" - mruknęła, korzystając z tego, że nie musiała mówić głośno.

David Harrison - 2016-07-08, 23:23

- Jaśnie Pani wyraziła się nader jasno. - Skoro ona się odsunęła, on po prostu się wyprostował i zostawiając oba łokcie na blacie uniósł prawą rękę, czyli tą, w której trzymał wygnieciony banknot. - Proszę. - W tym momencie z pięści wysunął się palec wskazujący. - Dziękuję. - Środkowy. - I przepraszam. - Palec serdeczny zakończył odliczanie i teraz trójka odwróciła się zewnętrzną stroną dłoni do Dechoise. Mężczyźnie przez myśl przeszło, by schować dwa z palców i zostawić ten środkowy, uśmiechnąć się szeroko i po prostu pójść, bo i ochota na to piwo przeszła mu właściwie całkowicie.. Chociaż wróć. Po pierwsze, nie ma tak, że facet nie napiłby się piwa. Po drugie, nie zwykł być aż tak opryskliwy w stosunku do płci pięknej. Skwitował więc swoje słowa ponownym przymrużeniem oczu i naciągnięciem prawego kącika ust w bok, zabierając przy tym oba łapska z lady i ściągając łopatki.
Czy utarła mu nosa? Cóż, mężczyzna w dalszym ciągu zdawał się pozostawać w humorze i faktycznie nie przejął się koniecznością odpuszczenia. Panna sprawiała wrażenie lekko wkurzonej a z pannami to żadna frajda ryczeć na siebie czy nawet okładać pięściami. Ciekaw był za to, czy zapamiętała jego facjatę i czy przy jego następnych odwiedzinach w pubie niezależnie od humoru będzie nieustępliwie jak dzisiaj wymagała uprzejmości. Szczera uprzejmość była dla niego nudna, z kolei sztuczna niewiele warta.
Zapewne przekona się następnym razem.
- Wyborne tu macie piwo, będę polecał znajomym. - Wyszczerzył do niej zębiska, wstając i jednocześnie myśląc, czy opłaca się jeszcze przedstawiać. Ostatecznie doszedł do wniosku, że to bezcelowe i z raczej mało przekonującym, chociaż tym razem całkiem dobromyślnym "miłego wieczoru" odwrócił się i po prostu poszedł w stronę drzwi wyjściowych, po drodze zapinając bluzę i kurtkę. Noce były jeszcze chłodne.
I wybył.

Lucas - 2016-07-28, 19:26

Po całym dniu ciężkiej pracy postanowił wstąpić do pobliskiego pubu na zimne piwo i nieco się zrelaksować. Drewnianymi schodami wspiął się na samą górę, już z wejścia omiatając lokal spojrzeniem. Nie przybył tu by szukać nowych znajomości, ani z nikim się wcześniej nie umówił. Chciał po prostu odrobinę się wyciszyć i rozprawić ze swoimi niespokojnymi myślami przy klimatycznych brzdęknięciach gitary.
Swoje kroki skierował prosto do baru, gdzie zasiadł na jednym z wysokich stołków. Przyciągnąwszy uwagę jednej z barmanek posłał jej delikatny uśmiech i poprosił o kufel piwa. Gdy kobieta zabrała się za nalewanie trunku, Luc wyciągnął z kieszeni portfel, z którego następnie wydobył banknot o odpowiednim nominale i położył go na ladę. Kobieta zabrała go wraz z momentem, gdy podała mu alkohol i schyliła się do kasy w celu wydania reszty.
- Nie trzeba - mruknął w jej kierunku i upił dużego łyka schłodzonej cieczy. Przez chwilę delektował się jej smakiem i temperaturą, która przyjemnie ochłodziła mu gardło. Zdecydowanie tego mu było trzeba.
Po chwili wydobył swojego iphona i zaczął w nim grzebać bez większego celu, sprawdzając portale społecznościowe i odpisując na zaległe wiadomości od znajomych.

Harvey - 2016-07-28, 21:01

xx


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group