Przygotowana na jego hamowanie a jednocześnie nie przygotowana utrzymała się bez problemu na jego grzbiecie, mimo wszystko lecąc na szyję na której zahamowała poprzez zaparcie się rękoma o jej wierzch. Następnie dość szybko wróciła w siodło i pogłaskała ogiera na uspokojenie, czekając aż opanuje nerwy i dopiero wtedy mobilizując go do stępa. Całe szczęście tempo galopu było spokojne, toteż kobieta nie zaliczyła gleby jeszcze bardziej strasząc czy też denerwując ogiera. Zebrała wodze w dłonie na stały kontakt i wypchnęła ogiera z miednicy do stępa, na co raczej powinien się zgodzić. Nie zdziwiłabym się, jeśli omijałby miejsce gdzie wbiegł lub wybiegł dzik szerokim łukiem - w taki momencie Lara starała się go widocznie wyprostować. Na razie nie były przewidziane dalsze galopy i kłusy - ogier musiał się uspokoić, zapomnieć i zrelaksować, bo o to chodzi przecież w terenie.Belvedere - 2018-01-21, 12:38 Na szczęście nie postanowił wykonać półpiruetu i zawrócić, tylko zatrzymał się i pozwolił Larze na pozbieranie się. Wciąż furkocząc chrapami, poczekał na jej dalsze wskazówki i po chwili ruszył stępem. Choć rzeczywiście w miejscu, w którym dzik przebiegł drogę, Belvedere zaczął niemalże caplować i wydawać z siebie trudne do opisania dźwięki, które poświadczały o jego zdenerwowaniu. Dopiero po kilku metrach uspokoił się na tyle by iść normalnie: od razu wyciągnął nos do dołu, jeżeli Lara mu pozwoliła i potrząsnął łbem, przeciągle przy tym parskając. Z czasem zaczął się odprężać, choć nie opuszczała go czujność. Wciąż był gotów zareagować mniej lub bardziej dynamicznie, jeśli uznałby to za stosowne. Jak się okazuje, pod siodłem nie był tak spokojny i milusiński jak w boksie, ale też nie stwarzał niebezpieczeństwa.Lara - 2018-01-21, 14:01
Belvedere napisał/a:
.....
Nie przeszkadzało jej to - wolała wyzwania niż monotonię, czyż nie? Trzymał go w stępie i czując, że rzeczywiście się uspokoił oddała mu wodze aby wyciągnął szyję i się zrelaksował. Prowadziła go spokojnym tempem, uważnie obserwując wszystko wokoło w tym głównie ogiera i jego uszy, które pokazywały wszelki niepokój budowanym w ciele ogiera. Kierowali się na rozwidlenie dróg, na którym wskazaniem Lary był skręt w lewo, by kierować się zdecydowanie mniej odwiedzaną ścieżką co widać między innymi po śladach. Mieli niedługo wracać, lecz zarówno kobieta jak i ogier zapewne chcieliby jeszcze chwilę spokoju i odpoczynku. Niedługo zacznie się sezon, nie będzie czasu i możliwości na tereny - wobec Belvedere krążyły liczne pragnienia i chęci zwycięstwa, nie ważne czy pod Larą, czy nie.Belvedere - 2018-01-27, 19:47 Po paru długich minutach wreszcie porządnie odetchnął. Raz jeszcze potrząsnął głową, krótko parsknął i zupełnie wyluzowany kontynuował spacer stępem we wskazanym przez Larę kierunku. Mimo tych stresów i strachów, podobała mu się taka odmiana od treningów i odpoczynek od konkretnej roboty. Jak każdy koń potrzebował czasem "resetu". Takie podejście pozwalało mu też dawać z siebie sto procent wtedy, kiedy było to potrzebne, a więc śmiało można było założyć, że będzie gotów na rozpoczęcie sezonu za te kilkanaście tygodni.
W pewnym momencie oberwał jakąś nisko wiszącą gałązkę, chyba licząc na przekąskę, choć liście o tej porze roku nie były szczególnie smaczne i w większości nieobecne.Elizabeth White - 2018-01-28, 23:25 Była zrelaksowana, ale zważając iż w dalszym ciągu poruszają się po lesie, ani na moment nie traciła swojej czujności. Petit była święta, ale jak to ze zwierzętami bywało, czasami działała instynktownie. Tak się właśnie stało, gdy z zarośli rozległ się jakiś niezidentyfikowany trzask. Elizabeth nie dała ponieść się emocjom, tylko od razu podjęła próbę zatrzymania gniadej. Nie odciążyła jej grzbietu, nie chcąc ułatwiać jej biegu, a wręcz wycofała się i ściągnęła lekko wodze. Jednocześnie uspokajająco mruczała coś pod nosem, chcąc przekazać Coeur swój wewnętrzny spokój. A gdy już wróciły do stępa, poklepała ją po szyi i jakby nigdy nic w rozluźnieniu kontynuowała stęp, tym razem pozostając na kontakcie.
Ich wycieczka dobiegała powoli końca. Przed wyjechaniem z lasu i po tym, jak klacz trochę odpoczęła, White zdecydowała się jeszcze na chwilę kłusa. Spokojnego, rytmicznego i bez zadatków na galop. Resztę drogi do stajni przestępowały.
z/tPetit Coeur - 2018-01-29, 17:42 Dosyć prędko zapanowała nad swoim strachem, wracając do stępa. Przemieliła wędzidło w pysku, jakby zdegustowana sama sobą, po czym już do końca (czy do raczej do momentu ostatniego zakłusowania) poruszała się stępem. Kiedy nadeszła pora na wspomniany kłus, już nigdzie się nie spieszyła, tylko biegła równym truchtem po wskazanej drodze, miękko niosąc Elizabeth na swoim grzbiecie. Już na drodze prowadzącej z powrotem do stajni, zwolniła ponownie do stępa i grzecznie pomaszerowała nim aż do zabudowań Orchardu. /ztLara - 2018-03-10, 21:37
Belvedere napisał/a:
....
Pozwoliła mu spokojnie przeżuć ''zdobycz'' nie ingerując w tym czasie na jego pysku. Kiedy już w jakikolwiek sposób rozprawił się z gałązką wzmocniła lekko kontakt i pogłaskała ogierka po szyi napawając się ciepłem i gładkością jego sierści.
- Piękny jesteś, idealnie do siebie pasujemy.- Rzuciła nie ukrywając samooceny i uśmiechnęła się pod nosem odetchnąwszy głęboko. Oboje potrzebowali resetu, oboje go dostali. Dodatkowo nie znali się jeszcze tak dobrze, a takie wypady budują relację. Czy to ludź-ludź, czy koń-ludź. Pamiętajmy jednak, że Lara nie jest obibokiem, co to to nie! Od następnych dni biorą się ostro do pracy! Trzaskają czworoboki jak leci, by dojść do perfekcji!Belvedere - 2018-03-10, 23:27 Kiedy rozprawił się z gałązką, rozdziawił szeroko pysk, jakby próbował coś wypluć. Przez dłuższą chwilę mielił językiem i wykrzywiał pysk, by wreszcie się uspokoić; najwyraźniej przekąska nie była tak smaczna, jakby sobie tego życzył.
Pogłaskany przez Larę, zastrzygł uszami w jej kierunku, tym bardziej, że się do niego odezwała. Nie zdołała jednak skupić jego uwagi na długo, bowiem zaraz na nowo skupił się na obserwowaniu drogi przed nimi. Wciąż było spokojnie i cicho, toteż poruszał się w stałym tempie, nie kombinując ani nie szukając okazji do zapewnienia sobie dodatkowej rozrywki.Lara - 2018-03-28, 22:21 Ostatnie kilkaset metrów do stajni pokonała na spokojnie. Dała ogierowi długą wodzę relaksując się ostatnimi chwilami wolności i wiatru we włosach. Ogier spisał się prawidłowo, co niezmiernie ją cieszyło. Skrobała ogierka opuszkami palców po szyi ciesząc się ciepłem i miękkością jego sierści.
- I co Bell, koniec zabawy Miśku? - Rzuciła by zapoznawał się z jej głosem i uśmeichnęła się pod nosem. Tak po przyjacielsku - rzadko jej się to zdarza. Teraz jednak była naprawdę zadowolona z chwil spędzonych w terenie, mimo chwili grozy.
Pozwoliła mu doczłapać do bram Orchardu, gdzie zatrzymała go obciążeniem zadu i łydką, by chwilę potem zeskoczyć z grzbietu i na piechotkę udać się do środka.
/z.tBelvedere - 2018-03-29, 15:36 Końcówka terenu bardzo przypadła mu do gustu. Stępował swobodnie i płynnie, stawiając obszerne kroki i kołysząc Larą w siodle. Szyję niósł na wysokości kłębu, rozprostowaną i od czasu do czasu parskał lub strzygł uszami, kiedy właścicielka się do niego odzywała.
Niebawem dotarli do domu, gdzie ogier zatrzymał się na dziedzińcu i pozwolił dziewczynie zsiąść. Następnie wszedł z nią do środka budynku... /ztRandolph Varmus - 2018-03-30, 09:56 Varmus pokonywał trasę z ogierem na delikatnym kontakcie, prowadzona go głównie z dosiadu, kierując go za pomocą łydek i pracy lędźwi. Jakie Randolph miał plany? Rozpoczęcie treningu wytrzymałościowego, typowo kondycyjnego. Wiosna biła do drzwi, pogoda się poprawiała; jeżeli można to w ogóle powiedzieć o Anglii... Tak czy owak, na rozpoznanie zwierzęcia, też był to idealny sposób. Zacieśnijmy nieco ten nowy węzeł znajomości.
W tej chwili mężczyzna pozwalał ogierowi spokojnie stępować, rozglądać się, zapoznawać z terenem. Pracę z wędzidłem zaczął dopiero po kilku, znacząco dłuższych minutach stępowania po głównym szlaku. Nadgarstki pracowały równomiernie, pobudzając łagodne przeżuwanie.
Ciało zaklinacza było niezwykle rozluźnione. Kołysał się wraz z ruchem ciała Unee. Nie przytrzymywał go, pozwalał energicznie iść do przodu. Utrzymywał jednak cały czas w stępie roboczym i wymagał tego od samego Niemca. Jeżeli ekscytacja i mała petarda w zadku dawały o sobie znać, mężczyzna siadał nieco głębiej w siodło, kulistymi ruchami łydek przy końskich boksach przypominając o swojej obecności - bardzo delikatnie domykając dłonie na wodzy.Unee BB - 2018-03-30, 18:30 Wiosenny ciepły wiaterek lekko mierzwił jego grzywę, ćwierkające ptaszki i sprzyjające słoneczko sprawiało, że wypad poza granice Orchard Stable był najprawdopodobniej najlepszym wyborem dzisiejszej aktywności. Szedł z stosunkowo luźno opuszczonym ku dołowi łbem, bujając nim w rytm wybijanych przez jego kopyta kroków. Wszak Varmus dawał mu taką możliwość, a ogier chętnie z tego skorzystał. Kroczył aktywnie, wkraczał zadem pod kłodę, wykonując obszerne kroki. Co jakiś czas poderwał głowę ostro do góry na dźwięk, który dochodził gdzieś za drzew. Wtedy lustrował owe miejsce nad wyraz intensywnie, uszy mając postawione w tamtą stronę na bakier. Jednak spokój bijący od jego przewodnika, sprawiała, że ogier sam zaczynał bagatelizować swoje wymysły. Skoro on się nie boi to raczej ja nie powinienem się bać, prawda? Podążając głównym szlakiem można było się spodziewać wszystkiego, ale Unee jako zwierzę z reguły uciekające musiał się spłoszyć zająca, który wyskoczył gdzieś z boku na drogę. W tym przypadku zerwał się do przodu do kłusa, obniżył łeb i wygiął szyję w pokaźny łuk. Chrapami furkotał obwieszczając swoje niezadowolenie. Zad mocno podbijał jego własne kroki, czyniąc jego chód nad wyraz lekkim, a w dodatku uruchomił ogon a la chorągiewka. Jednak jego wybryk nie mógł trwać za długo, ponieważ Randolph skutecznie przypomniał o swojej obecności i zwolnił go do stępa, ale Niemiec i tak szedł spięty, ale prezentował się nieziemsko, zwłaszcza, kiedy postawa jaką prezentował w swoim "wystracheńczym" kłusie, zachował ją i w stępie. Uuu, you touch my tralala, my ding ding dong.Randolph Varmus - 2018-03-30, 22:30 Jak Ran ubóstwia konie, które nie zatraciły jeszcze swoich zdrowych nawyków na rzecz wyrachowanego, wyuczonego, chłodnego zachowania w stosunku do otoczenia. Wielokrotnie miał możliwość kontaktu z końmi, które nie były już zwierzętami a raczej maszynami do robienia medali, podbijania wyników i prezentowania się jak milion dolarów, a w prawdzie noszenia w sobie pustki. Pustki w miejscu której znajdowało się kiedyś prawdziwe zwierze.
Varmus wyczuwając jak ogier niesie się do przodu, spłoszony jakimś bliżej mu nieznanym obiektem, zaśmiał się cicho odruchowo odciążając jego grzbiet, nie klepiąc w kłusie dupskiem po siodle a unosząc korpus wyżej, wspierając się na swoich udkach.
-Spokojnie, zaraz się czymś zajmiemy i otoczenie przestanie tak przerażać, monsieur. - odezwał się łagodnym tonem wprost z grzbietu ogiera, jedną z dłoni poklepując go po szyi.
Mężczyzna powoli wykonał barkami kolisty ruch w tył, kolejno w przód, chcąc rozluźnić spięte kaptury. Sam potrzebował przeprowadzenia na sobie masażu. Czy to przez własne czy kogoś innego dłonie. Choć wiemy doskonale, że ta druga opcja zawsze przynosi o wiele lepsze i przyjemniejsze efekty.
Varmus dał Unee czas, aby ten mógł przywyknąć to warunków i otoczenia. Przez cały ten okres był dla niego wsparciem i jeżeli poszukiwał oparcia i mentalnej pewności, ze wszystko jest ok za pomocą wzmocnienia kontaktu; Randolph podążał za jego potrzebą spełniając ją. Wymagał jednak tym samym czegoś od niego samego; w sposób nienatarczywy popychał sześciolatka do rozluźnienia się. Odpuszczenia w mięśniach, stawach, ścięgnach, popuszczenia gdzieniegdzie tu i gdzieniegdzie tam. Wdech i wydech, buddyjskie porzucenie tego co nie jest już ważne, co nie jest już nasze jak chociażby lęk i stres. Pozbierać można się zawsze, wbić w poprawny szyk, wypracować idealną posturę; ale za to tak mało person pozwala sobie na popełnianie błędów, a później stwierdzenie - to nie jest istotne, mam do tego prawo, one już nie są moje - że świat zaczyna być przewartościowany. Co tyczy się też samego jeździectwa, pod wieloma kątami.
Tak czy owak; starał się jak najbardziej uelastycznić ogiera, rozciągnąć go wbijając ponownie w bujający, lekki roboczy stęp. Jeżeli udało im się to wypracować; kiedy ogier wysunął swoją prawą, przednią kończynę do przodu, aby docisnąć ją w miarowym kroku do gruntu, Randolph docisnął swoją prawą łydkę i kolano, mocniej siadając na prawej kości siedzeniowej. Kiedy lewa przednia noga zwierzęcia przesunęła się w tył, zaklinacz usiadł na lewej kości siedzeniowej, przyłożył mocniej lewą łydkę, przestając automatycznie wysyłać jakiekolwiek pomoce z prawej strony. Powtarzał całą procedurę w takt naturalnego ruchu Karego, pomagając mu zwiększyć akcję tylnych kończyn, aby odpychał się bardziej energicznie, robiąc dłuższe kroki. Trzydziestolatek zajął się wyciąganiem jego chodu.
Ogier miał wydłużać swój krok, ale nie przyśpieszać. Mężczyzna pilnował, aby zadnie nogi, głowa i szyja konia sięgały dalej w przód. Pogłębił również kontakt na wędzidle.
W między czasie zerknął na tarczę zegarka na nadgarstku, kontrolując upływający czas. Czasami zastanawiał się czy nie nosi w sobie jakiejś cząstki zespołu aspergera, z tą swoją pedantycznością, miarowością, niejednokrotnie schematycznością. Na samą myśl o tym, wydął policzki, przewracając na swoje myśli bursztynowymi oczyma.Unee BB - 2018-03-31, 12:23 Jezu, on mówi, czy to jest właśnie ten wyczekiwany Wielkanocny cud? Ogier pozostając na kontakcie z czasem zaczął się rozluźniać i tym samym zaczął poddawać się pomocom płynącym z ciała mężczyzny, które były wyraźne i klarowne. Inna sprawa, że powoli zapomniał o co było ta cała drama z jego strony. Będzie musiał znaleźć inny powód do tymczasowego podniecenia się. A tymczasem kruczoczarne kopyta wybijały wyraźny, równy czterotaktowy rytm. Tylne kopyta przekraczały widocznie ślady przednich kopyt, a kruczoczarna masywna szyja bujała się lekko na boki. Jedwabisty ogon co rusz smyrał aktywnie stawy skokowe, które nadawały tempo od zadu. Będąc na wyraźnym kontakcie pozostał na ustawieniu, które dla ogiera było wręcz rzeczą naturalną. Co się dziwić, skoro jego treningi od czasu jego "zajazdki" wykorzystują jego naturalne tendencje. W potylicy był już całkiem rozluźniony, ale poderwał raz jeszcze głowę, by móc zlustrować otoczenie, by za chwilę wrócić swobodnie do ustawienia. Zwłaszcza, że to był pierwszy raz ogiera poza terenami stadniny. Odkąd został przywieziony, jego obecność ograniczała się jedynie do budynku stajni, padoku, czy pierwszego lepszego maneżu z widokiem na budynek, w którym zwykł przebywać. Jego uszy co rusz zmieniały pozycję. Radary namierzały najmniejszy szmer, ale najczęściej stały skierowane w przód, gdzie zmierzali. Oczywiście co jakiś czas, jedno powędrował w stronę jeźdźca.
// wybacz za chaotyczny post, ale w święta gonią to tu, to tam.Randolph Varmus - 2018-03-31, 12:46 Nic tylko czekać, aż teraz Ranowi wyrośnie królicza kitka i wielgachne, sterczące uszyska. Później będzie biegał po stajni i wyjadał wszystkim koniom marchewki ze żłobów i walczył z nimi o te, które właśnie przeżuwają w pyskach.
Mężczyzna utrzymywał ogiera przez kilka minut w stępie wyciągniętym, pozwalając jego mięśniom harmonijnie współpracować ze sobą. Po krótkim podjeździe, na niewielki pagórek, Kanadyjczyk dołożył wszelkich starań, aby kary sześciolatek przeszedł gładko i płynnie w swobodny kłus.
Ran wyrównał swój oddech, pamiętając o tym, że znajdowali się na delikatnym zjeździe. Suma summarum nie na taki, coby ogier w pierwszym ruchu przewrócił się ryjąc czołem po ziemi. Był rozsądny i wiedział, że delikatny opad, połączony z lekkim, bardzo naturalnym kłusem, jest świetnym ćwiczeniem. To jak schodzenie z góry - człowiek angażuje do pracy przy zejściu więcej mięśni, niż przy wspinaniu się na górę.
Dopiero teraz tak naprawdę rozpoczynała się praca. Uroki treningu wytrzymałościowego - rozciągliwość w czasie. Nie była to praca ,,naraz" i po sprawie, umywamy rączki i niech dalej każdy sobie jeździ na koniu jak chce i jak mu się jawnie podoba. Nie.
Ran wsłuchiwał się w motorykę ruchu zwierzęcia. Wczuwając się w ciało Niemca, w sygnały jakie wysyłało, sam dostosowywał natężenie impulsów. W kłusie od razu złapał rytm, anglezując płynnie, odciążając grzbiet Una. Gdyby teraz zabrano mu strzemiona - nie widziałby w tym, żadnego problemu.
Co jakiś czas zwracał uwagę na własne ciało. Od niego zależało równie dużo jak od konia. Głupotom było myśleć, że człowiek nie ma wpływu na ruch zwierzęcia, poza dłońmi i nogami, które ,,sterują" zwierzęciem. Kolejny absurd z którym bardzo często się spotykał.
Aktywizował ogiera przy każdym uniesieniu się nad siodło, prosząc go o mocniejsze zaangażowanie zadu i tylnych nóg. Których akcja i tak już teraz była niezwykle płynna, co przypadło mężczyźnie jawnie do gustu. Pracował z ciężkimi końmi; a co za tym idzie, jazda z rzadka sprawiała mu taką swobodną, bezstresową przyjemność.
Dłoń, przeguby oraz barki stały się swoistego rodzaju oparciem dla ogiera, tak, aby ten poczuł się pewniej i stabilnej przy długich fazach kłusa.
Plan na dzisiaj - 12km. Na początek. Łagodnie, jedynie na ostatnim odcinku wprowadzi zapewne 2, góra 3 minutową przebieżkę w galopie.
Zaraz po pokonaniu zjazdu z niewielkiej górki, nadal utrzymywał ją w kłusie, wyrównując biodrami jej tempo, nie pozwalając przyśpieszać. Jakie tempo przy zjeździe - takie tempo na płaskim.
Randolph doskonale wiedział, że potrzeba 2-3 miesięcy systematycznej pracy tego typu, aby ciało zwierzęcia zaczęło to odczuwać i pokazywać efekty.
||Żaden problem ja sama pisze z telefonu, między ogarnianiem wszystkiego na święta ;)