Czy to aż takie dziwne, że startują razem, skoro do tej pory dość dobrze się dogadywali podczas zawodów? Caroline była Aniołkowi choć trochę znana, a lepsze to niż start pod jeżdżcem kompletnie mu nie znanym.
W stajni od rana panowało szczególne zamieszanie, co Wings'owi po porządnym śnie pozwoliło zrozumieć, że szykuje się coś niecodziennego - w końcu zawody nawet jeśli odbywały się często, to były bardziej urozmaiceniem i oderwaniem od rutyny, niż codziennością. Ogier cieszył się mogąc brać w nich udział, bo chociaż lata mijały jego sportowy entuzjazm nie gasnął. Tym razem atmosfera w stajni szczególnie mu się udzieliła, więc ucieszył się widząc Caroline. Jak zwykle nie sprawiał większych kłopotów z oporządzeniem, poza podekscytowaniem, które mu się udzieliło. Podczas rozgrzewki jak zwykle był skupiony i zaangażowany, chociaż może nieco narwany, być może dlatego, że długo stał w boksie, a nigdy tego nie lubił.
W końcu ich wywołano i kobieta pokierowała go na parkur. Zatrzymali się przy budce sędziowskiej, a po wypchnięciu do galopu siwek ruszył od razu mocno, rwąc się do przeszkód, jednak dwudziestopięciolatka. Ruszyli po łuku w stronę przeszkody numer 1: mocno go przytrzymywała. Ruszyli po łuku na przeszkodę numer 1: okser 110 cm, prostując przed przeszkodą. Na sygnał do wybicia oldenburg, odbił się energicznie, ładnie wyciągnął w skoku, zgrywając z jeżdżcem w skoku. Pokonali na czysto okser i amazonka pokierowała go ku stacjonacie, gdzie wszystko odbyło się podobnie: precyzyjny najazd na przeszkodę, łydka do wybicia, na którą skoczek zaraz zareagował podrywając przody i pokonując przeszkodę numer 2. Jemu też całkiem dobrze skakało się na Caroline, bo przecież sama radość ze skakania byłą tylko połową sukcesu bez jeźdźca, któremu chociaż po części się nie ufa. Następnie prowadzony przez Caroline skręcił ciasno przed przeszkodą numer 7, kierując się na trójkę. Cały czas jednak rwał się do przeszkód i przed stacjonatą 110 cm nagle przyspieszył, a chociaż kobieta próbowała go przytrzymać, oddał płaski skok, który zaowocował puknięciem w przeszkodę, co chyba trochę ostudziło zapał Skrzydlatego, na szczęście nie naruszył przeszkody.
Angel zawsze był bardzo zaangażowany w zawody, cieszył się z pochwał i przejmował porażkami na swój sposób. Spokój i stanowczość jeźdźca podczas nakierowania na szereg sprawił, że okser i stacjonatę 105 cm pokonali na szczęście na czysto i ruszyli ku kolejnym przeszkodom.Mistrz Gry - 2015-06-30, 23:19
118; Zgubienie podkowy; Koń gubi jedną ze swoich podków; wiąże się to z rezygnacją lub rozpoczęciem przejazdu na nowo, po „zreperowaniu usterki”
Opis:
Po pokonaniu szeregu, w dystansie koń nieoczekiwanie zgubił jedną ze swoich podków. Jak wiadomo, kontynuowanie przejazdu mogło się nie skończyć najlepiej, więc Caroline została zmuszona do przerwania go i podjęcia decyzji - czy chce po ponownym podkuciu wystartować raz jeszcze, czy zrezygnować?
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Mistrz Gry - 2015-06-30, 23:35 Temat postu: Nicol Illas & Salire in Ignis
105; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
Opis:
Przeszkody 1-3 pokonane bez problemów.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Mistrz Gry - 2015-06-30, 23:37 Temat postu: Christian Levrull & Carthago Z
83; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis:
Przeszkody 1-3 pokonane bez problemów.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Mistrz Gry - 2015-06-30, 23:40 Temat postu: Sergei Chernienko & Jim Beam Rye
103; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
Opis:
Przeszkody 1-3 pokonane bez problemów.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Sheridan - 2015-07-01, 00:50 Na parkur wbiegł elastycznym, sprężystym kłusem, od samego początku zdradzając ogromne zainteresowanie tematem. We wskazanym miejscu zatrzymał się wręcz natychmiastowo, równo i z podstawionym zadem, jak gdyby wykonywał właśnie zatrzymanie na linii środkowej czworoboku. Cała jego postawa zdradzała podekscytowanie i napięcie, choć tego rodzaju, który miał korzystny wpływ na jego psychikę. Po paru sekundach ruszył pierw kłusem, a następnie galopem. Problemem mogło być to, że galopował dość wolno, tak naprawdę nie wiedząc co to parkurowe tempo. Jego galop przyjemnie bujał, niemalże jak w fotelu i trudno było to nazwać prędkością zdatną do skakania, aczkolwiek takie wysokości nie powinny mu sprawić problemu. Zresztą... To kwestia przyzwyczajenia, czyż nie? Zawsze mógł się dopiero rozkręcić. Zachęcony do nieco mocniejszego galopu, nieco spłaszczył swoje foule, już z daleka przyglądając się pierwszej przeszkodzie. Te, które pokonał podczas rozgrzewki były jego pierwszymi - a mimo to bez wahania szedł na kolejne przeszkody, zdradzając po sobie wyłącznie ciekawość i ekscytację. Zdecydowanie brakowało mu techniki - czekał z odbiciem tak długo, aż decydowała o nim Noa, samemu nie potrafiąc wymierzyć odległości. Naturalnie wyciągał w trakcie skoku szyję, ale zapominał o należytym składaniu podwozia, w czego efekcie skakał dość niechlujnie. Może nawet nieco ociężale, ale za to chętnie! Po pierwszej przeszkodzie wylądował oczywiście na tej nodze, na którą było mu wygodniej - przez co niekoniecznie na tą, na którą powinien. To jednak nie stanowiło problemu, bo po otrzymaniu stosownych pomocy, płynnie wykonał lotną zmianę nogi w galopie, czemu towarzyszyło krótkie parsknięcie. Wszedł na obszerny łuk, po którym znalazł się na wprost kolejnej przeszkody. Nie spieszył się, swoje tempo dostosowując do tego, które dyktowały mu biodra Noy. Wyjątkowo jej nie sprawdzał ani nie kombinował, widocznie będąc zbyt zafascynowanym tą gratką, jaka go dziś spotkała. W odpowiedzi na łydkę odbił się, skacząc z niewielkim zapasem i ponownie dość nieporadnie, aczkolwiek na czysto. Po wylądowaniu zmienił nogę i spokojnym, równym galopem skierował się ku okserowi. W reakcji na działanie dosiadu brunetki, skumulował niezbędną do pokonania przeszkody energię, którą uwolnił tuż po otrzymanej przed odbiciem łydce. Tym razem skoczył nieco dalej, używając do tego więcej siły i rozmachu, jako że bez problemu zauważył różnicę między tą, a poprzednimi przeszkodami. Rozciągnął się nieco mocniej, po chwili lądując miękko po drugiej stronie, bez zbędnego podbijania zadem. Dalej pogalopował po łuku w lewo, nie mając kłopotu z zachowaniem ustawienia. Nie niecierpliwił się ani nie gotował w sobie, wciąż wyrażając sobą jedynie młodzieńczy zapał i ciekawość. Najwyraźniej spodobało mu się to urozmaicenie, zresztą nastawienie Noy nie pozwalało mu odczuć tego jako pracy. Raczej jako przerywnik od tego, co niezmiennie go irytowało, bo wymagało koncentracji. Nie żeby poczuł w sobie duszę skoczka...
Znalazłszy się na wprost czwartej przeszkody, zgodnie z oczekiwaniami amazonki rozkręcił się lekko w galopie, w aktywnym tempie dojeżdżając pod samą przeszkodę, gdzie odbił się po otrzymanym sygnale zaczynając stopniowo coraz bardziej podciągać do góry te nieszczęsne, mogłoby się zdawać, ołowiane nogi .Mistrz Gry - 2015-07-01, 14:13
68; Trącenie przeszkody podczas skoku;
a) bez naruszenia przeszkody.
Opis:
Ze względu na słabą technikę ogier musnął drąg na piątej przeszkodzie, co jednak nie poskutkowało rozbudowaniem przeszkody. Parkur ukończyliście na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Caroline Hathaway - 2015-07-01, 19:34 Kobieta spokojnie przeprowadziła konia przez drugi człon szeregu przeskakując go w ten sam sposób co pierwszy, po czym po łagodnym łuku skierowała siwka na piątkę o którym martwiła się najbardziej. Jednak tego co miało się wydarzyć nie przewidziała nagle usłyszała głuchy łuskot i spojrzała pod nogi konia zauważyła że zgubił podkowę od razu zatrzymała siwka by nie wydarzyła się tragedia. Odprowadziła konia do punktu gdzie naprawią mu szkodę, ona w między czasie poszła porozmawiać z sędziami i powiedziała że chciałaby pojechać jeszcze raz skoro można.Nicol Illas - 2015-07-01, 19:50 Kobieta w dzień zawodów pojawiła się w stajni dość wcześnie rano, oporządziła sprzęt klaczy, wypucowała samą klacz, odziała w sprzęt oraz siebie i ruszyły na rozprężalnie. Tam się rozgrzały odpowiednio do zawodów kładąc nacisk szczególnie na oksery, bo pamiętała ją z ich wspólnego treningu.
-No mała pokażesz dziś na co cię stać. - powiedziała do klaczy po tym jak wezwali je na parkur, bez cienia zawahania poprowadziła klacz na niego. Obkrążyła go raz dookoła po czym zatrzymała się przy budce sędziowskiej, ukłoniła i ponownie ruszyły galopem. Spokojnym aktywnym tempem na trzy foule ze startu poprowadziła klacz na pierwszy okser 100cm. W odpowiednim miejscu dołożyła jej łydkę unosząc przody, sama wchodząc w półsiad, oddając wodzę i przylegając ciałem do jej grzebienia. Zdecydowała się na krótszy najazd na dwójkę ścinając zakręt przed siódemką, po łuku poprowadziła na dwójkę najpierw prostując tor jazdy. Stacjonata nie była zbytnim wyzwaniem dla klaczy bo nie było nic w niej nie zwykłego, dojazd, łydka, półsiad, położenie z koniem, wysunięcie nadgarstków. Lekko wykręciła ją na prawo kolejno prostując by dojechać do trójki, ponownie był to okser więc lekko ją przytrzymała prosząc o aktywny zad który miał być ich napędem oddając zaraz skok w ten sam sposób co wcześniejsze przeszkody.Alexander - 2015-07-01, 20:00 Szczęście wyjątkowo dopisywało tej parze bo jechali na czysto i dobrym tempem co na pewno sprzyjało ich końcowemu wynikowi. Tak czy siak po przeskoczeniu czwórki zrobili kilka kroków po prostej by skręcić w lewo po lekkim łuku objechali by zaraz znowu skręcić lekko w lewo i naprostować tor jazdy przed oddaniem skoku na piątce. Stacjonata była zwykła więc spokojnym tempem dojazd do niej: łydka, półsiad opierając się na strzemionach oraz pochylając ciało do przodu zrównując je z grzywą konia oraz wysunięcie nadgarstków do przodu by klacz miała swobodę się wyciągnąć. Pojechanie po prostej by zakręcić w prawo przy barierkach i jadąc obok nich skierować się na szóstkę, może nawet na tym dystansie prostej dodał by cenne sekundy nadrobić i zaraz po łuku skierować klacz na przed ostatnią przeszkodę również stacjonatę. Po dojechaniu pod przeszkodę łydka, półsiad, wysunięcie nadgarstków oraz położenie ciała. By zrobić z cztery foule większe i następnie lekko skrócić klacz prosząc o siłę ataku z zadu i najechanie na ostatnią przeszkodę okser. Pokonali w ten sam sposób co poprzednie oksery bez cienia zawahania w zamkniętych pomocach oraz pewnych prowadził klacz przez parkur co poskutkowało czystym przejazdem z niezłym pewnie czasem. Podziękował klaczy za niego klepiąc po szyi i przechodząc wpierw do kłusa potem stępa i zjechali z parkuru.
z.tCaroline Hathaway - 2015-07-01, 20:12 Kobieta rano zjawiła się w stajni, przygotowała dzień wcześniej konia oraz jego sprzęt na zawody. Teraz tylko ogarnęła sierść by dobrze wyglądała, osiodłała i wyszły. Wpierw się rozgrzały na rozprężalni by kolejno po wezwaniu udać się na parkur, obkrążyła go raz z klaczą po czym zatrzymały się przy budce, kobieta się skłoniła zaraz posyłając kasztankę do kłusa a potem galopu. Utrzymując aktywne mocne tempo od razu skierowała ją na jedynkę, dojeżdżając do stacjonaty posłała jej łydkę do wybicia, weszła w półsiad, składając się z klaczą oraz oddając jej wodzę. Po przeskoczeniu po prostej do barierek po czym po kilku krokach skręt w prawo na drugą stacjonatę którą pokonały w identyczny sposób. Do oksera kobieta skróciła nieznacznie krok prosząc o siłę napędu z zadu, wyraźnie instruując klacz jak ma się zachować. Lekko skręcili tak by najazd na trójkę był po prostej i tą przeszkodę przeskoczyły bez problemu, kobieta znowu poluzowała tak by klacz swobodnie mogła wyciągnąć kroki i nadrobić tempo. Przy zjazd na ścianę klacz w połowie drogi zatrzymała się, bóg wie dlaczego tak po prawdzie. Może za mocne sygnały? Zamiast ruszyć się do przodu zaczynała się wspinać, przeklęła tą złą farsę w duchu ostatecznie dociążając przy wspinaczce przody oraz strzemiona by klacz opadła na przody i mocno wypchnęła ją do przodu z pół paradą do pyska. Udało się ją w końcu przywrócić do ładu wypychając do galopu i nie tracąc czasu popędziła na czwórkę, przeskakując ją na szczęście na czysto.Anonymous - 2015-07-02, 03:22 Trzeba przyznać, że nade wszystko towarzyszyło mu dzisiaj dziwne przeczucie, że to, że bierze udział w zawodach, jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Zdecydował się na to całkiem impulsywnie, nie zastanawiając się, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Wciąż nie był w najlepszej formie, nie wspominając już o tym, że także Misbehavin był przez dłuższą chwilę wyłączony z treningu. Mimo to postanowił spróbować, choćby po to, aby przekonać się, że jeszcze nie wszystko stracone. W dodatku mógł się oderwać na te parę godzin, czy nawet cały dzień od syfu, który go otaczał. Nie nastawiał się na nic konkretnego. Ot, zabawa... Nic więcej.
Aczkolwiek nie było mu do śmiechu, nawet tuż po samej rozgrzewce. Odczuwał zmęczenie, które było efektem słabej kondycji. Chociaż mógł przebiec kilka kilometrów, to jazda konna była zupełnie innym rodzajem wysiłku, od którego zdążył się odzwyczaić. Poza tym wymagała skupienia, a z tym było u niego ciężko ostatnimi czasy...
Tak czy inaczej, po rozgrzaniu Miśka przeszedł z nim do stępa na swobodnej wodzy i klepiąc go po szyi, oczekiwał swojej kolejki. Gdy poprzedzająca ich para była już na parkurze, także skierował się stępem w tamtą stronę, pozwalając obejrzeć ogierowi poszczególne przeszkody, choć raczej żadna z nich nie powinna budzić wątpliwości. Były niskie... Ale nie ukrywajmy, to był ich aktualny poziom. Powoli w górę, od czegoś trzeba zacząć.
Po otrzymaniu pozwolenia do startu, pozbierał wodze i przeszedł do kłusa, jadąc dookoła parkuru w stronę pierwszej przeszkody. Skierował gniadego na woltę, na której zagalopował i po ustabilizowaniu tempa, naprowadził go na pierwszą przeszkodę, którą była stacjonata rozpoczynająca parkur.
Od początku prowadził go jadąc w pełnym siadzie, zamkniętego w pomocach, dyktując każdy kolejny krok. Półparadami skupiał jego uwagę, korygując także zbyt szybkie tempo, o ile takowe wystąpiło. Przede wszystkim pozostawał jednak spokojny i opanowany, koncentrując się nie tylko na tym, aby poprawnie pokonać te kilka niskich przeszkód, ale też na swoim oddechu. Naprawdę nie chciałby gdzieś po drodze zsunąć się bezwiednie. Tak czy inaczej doprowadził gniadego do końca linii, w wymierzonym miejscu umożliwiając oddanie skoku, który poprzedził poprzez zaakcentowanie mocniejszą łydką. Dopiero w momencie wybicia otworzył nieznacznie rękę, umożliwiając koniowi swobodne oddanie skoku. Podążył ręką za jego pyskiem, przechodząc także do półsiadu - niezbyt głębokiego, bo i wysokości tego nie wymagały. Skoki były niskie i mało wymagające, chyba, że Misbehavin uroił sobie, że na parkurze stoi więcej niż w rzeczywistości. Różnie bywa. Wayford miał to na uwadze, przede wszystko stawiając zgranie się z ruchem wierzchowca. Po wylądowaniu tylko na chwilę wrócił w siodło, by zaraz z powrotem przejść do półsiadu i pozwolić ogierowi na to, aby rozpędził się w dystansie. Mieli długą przerwę, ale to jednak nie skłoniło Tonego do spokojnej, bardzo poprawnej technicznie jazdy. Wręcz przeciwnie, postawił na zabawę, aczkolwiek w miarę rozsądną. Poprowadził konia wzdłuż bandy, dopiero po odbiciu na dwójkę, na wprost owej stacjonaty, ponownie siadając w siodle by wyregulować tempo galopu i równym krokiem doprowadzić konia do przeszkody. Postępując jednakowo jak poprzednim razem, pokonali ją bez najmniejszego problemu. Musiał przyznać, że póki co doprawdy przyjemnie mu się jechało, pomimo narastającego zmęczenia. W zasadzie nie zdążył jeszcze odsapnąć po rozgrzaniu konia, a już wymagał od siebie kolejnego wysiłku... Przypilnował wylądowania na lewej nodze, z której następnie pogalopowali ku trzeciej przeszkodzie na niewielkim łuku. Był to okser, toteż przysiadł konia odpowiednio wcześniej, dosiadem zachęcając i mobilizując do skumulowania w sobie energii, którą pozwolił uwolnić już przy ostatnich dwóch foule galopu. Tym samym umożliwił kucykowi oddanie dalszego skoku, adekwatnie do budowy przeszkody. Dalej poprowadził go już spokojniej, w pełnym siadzie po stosunkowo łagodnym łuku do czwartej przeszkody. Na wprost przeszkody poddał ewentualnej korekcji, po czym doprowadził Miśka do przeszkody i podparł łydką przy odbiciu, także tutaj nie zostając w tyle za jego ruchem.Salire In Ignis - 2015-07-02, 17:31 Dzień zawodów nie wydawał jej się niczym szczególnym. Może dlatego, że nie była świadoma swojego przejazdu ani tego, że będzie mogła w końcu sprawdzić swoje umiejętności na parkourze. Kiedy kobieta przyszła pod jej boks, klacz zajęta była swoimi codziennymi zajęciami, i niezwykle zdziwiło ją, że ktoś jej przerywa. Nie marudziła jednak zbytnio podczas oporządzania oraz wszelkich zabiegów pielęgnacyjnych, znosząc je niemal z anielską cierpliwością. Co się z nią stało?
Zapomniała jednak o tym, że w brutalny sposób jej poranne czynności zostały zakłócone, w momencie kiedy razem z Nicol ruszyły na rozprężalnie. Skupiła całą swoją uwagę na rozgrzewce, oraz na przeszkodach, które miała pokonać. Była zdeterminowana i chciała pokazać się z jak najlepszej strony.
Stanąwszy przy budce sędziowskiej, prychnęła cicho, po czym otrzymawszy sygnał ruszyła galopem przed siebie. Obrała aktywne tępo, dostosowując się do sygnałów, jakie dawał jej jeździec. Naprowadzona na pierwszy, 100cm okser, wybiła się, pokonując go bez większych problemów. Spadając na ziemię, wykonała jeszcze jedno foule by w pełni utrzymać równowagę, po czym podążyła za sygnałami amazonki ku następnej przeszkodzie. Nicol postanowiła ściąć zakręt przed stacjonatą, toteż naprowadzona poprawnie na tę tresę zrobiła to bez większego problemu, kierując się na przeszkodę. Wprawdzie musiała nieco wyhamować przed tak ostrym zakrętem, jednak nadrobiła to po chwili, znów włączając aktywne tępo. Tak jak poprzednio, nie miała większych problemów z pokonaniem stacjonaty, dostosowując swoje położenie do wysokości przeszkody. Jej baskil może nie był doskonały, jednak wystarczający, by zaliczyć dotychczasowe przeszkody bez problemów. Nastepną przeszkodą był kolejny okser, jednak dorównywał wysokością stacjonacie. Zrobiła delikatny łuk, zgodnie z sygnałem amazonki, podczas najazdu na przeszkodę, a delikatnie ściągnięta zaczęła przenosić ciężar ciała na zadnie kończyny. Wybiła się, układając w locie i bez problemu lądując na ziemi, pokonując przeszkodę czysto.Christian Levrull - 2015-07-02, 23:29 Po intensywnej rozgrzewce zaczął stępować w okolicach parkuru czekając na wywołanie i analizując to co działo się w trakcie ich pierwszej jazdy de facto - rozgrzewki. Od samego początku wymagał aktywnego ruchu do przodu, szybkiej reakcji na pomoce i po prostu dogadania się. Trochę się o nim dowiedział, był świadom też tego, że chłop ma już swoje w głowie poukładane i dość szybko zorientuje się o co Christian'owi chodzi. Widział jednak, że nadal jest elektryczny, uważny i chętny. Może choć raz przejazd parkuru to będzie przyjemność, a nie walka o życie co foulę z tymi poprańcami, o.
Słysząc swoje imię i ogiera zamknął go w pomocach ruszając kłusem na teren parkuru, pokręcił się z nim tam trochę, póki para przed nimi nie ukończyła przejazdu, samemu też sprawdzając jego zachowanie przy różnorakich przeszkodach (podmurówki/baseny etc.), mimo że zapewne był z tym oswojony to z tego co wiedział, dawno z zawodami nie miał styczności, so, bez wahania jeździł pomiędzy przeszkodami ewentualne jego zawahania korygując w pewnej jeździe do przodu na zamkniętych pomocach.
Słysząc sygnał przeszedł do stępa, skinąwszy głową na rozpoczęcie po czym zagalopował na prawą nogę pozwalając sobie wykorzystać czas i przejechać szeroko pod ścianą w stronę jedynki. Od pierwszy kroków korygował tempo: aktywne, z lekkim przodem, pchającym się zadem. Półparady, które miały zmotywować go do wejścia na kontakt i lekkie ustawienie, więcej na skoki nie było mu trzeba. Za szeregiem nadal przyklejony do ściany naprostował go na okser, zamknął w pomocach samemu siadając pewnie, acz elastycznie w siodło, pilnująca do końca łydka, płynnie idąca w ruchu ręka korygująca ew. wykrzywienia jego ciała. Do miejsca wybicia taka "postawa", następnie wypuszczenie go do skoku łydką, samemu wchodząc za jego ruchem w prawidłowy półsiad, z idącą za jego pyskiem ręką, oparciem w strzemionach, które następnie wykorzystał do lądowania, a nie obijania go dupskiem po plecach. Od razu po lądowaniu korygująca łydka do złapania równowagi jak i by nie utracić wcześniejszego tempa.
Dojazd do kolejnej przeszkody po płynnym łuku, nie walczył z nim zanadto, widząc, że chętnie idzie do przodu jak i do przeszkody. Dlatego nie chciał tego u niego zgasić samemu pilnując się na tyle, by jego dupsko było przyjemne dla jego pleców - nie obijał się, pilnował swój dosiad jak i pracę w siodle. Parę fouli przed stacjonatą trochę wycofał go na zad, podnosząc przód, korygując ewentualnie proste ciało i w miejscu wybicia łydką posłała go w skok, samemu wchodząc w półsiad. Lądowanie na prawo i od razu wycofanie wraz z łydką do mocniejszego zakrętu w prawo.
Pozwolił sobie na odważny skrót do trójki chcąc nadrobić trochę czasu, jako, że i tak po zakręcie była możliwość tych ok. 3 fouli, więc dojedzie do przeszkody całkiem spoko. W zakręcie prowadził go na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną jedynie lekko pulsując jako jedna z części półparady. Wypychał wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodzę, zewnętrzną łydką kontrolując tempo i zad. Zakręt pokonali w harmonii i równowadze, więc z dojazdem do stacjonaty nie mieli większych problemów, jak i przeskoczeniem jej. Po tym skoku cicho słownie go pochwalił, by w dojeździe do szeregu nieco dodać.
Parę fouli przed znów wziął go na siebie, nie tracąc tempa, ale koncetrując jego ciało bardziej na zadzie. Na jedynkę już skupił się na środku, by nie spłynęli dodatkowo podpierając go zamkniętą łydką. W miejscu wybicia posłał go do skoku, samemu skupiając się na tym by nie stracić równowagi jako, że zaraz mieli do przeskoczenia kolejną. Powrót w siodło i skupienie od razu na drugim członie już z wycofanym ciałem i koniem, zamkniętym do tego w pomocach ponownie.Champagne - 2015-07-02, 23:48 Również i gniada nie mogła sobie pozwolić na to, by sprawdzić Noę, w sumie nie była świadoma tego, że to jej właścicielka, bo styczność miały pierwszy raz, choć i tak wiele by to nie zmieniło. Na początku zdarzyło jej się odbić od półparad, oddawać na bata/ostrogę, ale kiedy stanowcze pomoce (i prawidłowe) doprowadziły do tego, że musiała się poddać jej woli - odpuściła. Zaczęła iść chętnie, pozostając na kontakcie, prawidłowo odpowiadając na każdą z pomocy i dobrze wykonując ćwiczenia, które wymagała. Klacz była trudna o ile nie miało się do niej podejścia, miała raczej ogierowaty charakter, więc musiała mieć kogoś z jajami, kto nie boi się "przypierdolić".
Kiedy już pojawiły się na parkurze zatrzymała się jak nakazano, następnie niecierpliwiąc się zaczęła się wiercić, by wejść w pierwszą foule trochę zbyt mocno, jakby wskakiwała w drąga, wycofała się jednak później, wchodząc na pomoce dziewczyny, nieco nerwowo mieląc wędzidło położyła uszy po sobie na początku idąc trochę zbyt aktywnie. Przytrzymanie jednak poskutkowało i zaczęła się gotować w sobie, pokazując to czasami nerwowym podrzuceniem ryja.
W miarę płynnie podeszła do jedynki, atakując ją dopiero w ostatniej fouli, agresywnie wskoczyła w miejsce wybicia o wiele za wysoko lecąc do przodu, ten niewyliczony skok poskutkował tym, że lekko przydepnęła przy lądowaniu przodu (tyły podków) lekko je luzując. Jak się miało okazać każdy ze skoków potęgował ten "wybryk". Nadal jednak szła równo i aktywnie do przodu, pozostając jednak w kontroli. Dwójkę skoczyła już bardziej ekonomicznie, aczkolwiek w zakręcie podkowa całkowicie się z nią rozdzieliła, stąd po jej zgubieniu płynność galopu mocno straciła, co dało się poczuć w siodle. Troszkę macała podłoże owym kopytem, dawno nie będąc "bosą". Na szczęście dziewczyna przerwała przejazd, więc ta równie "płynnie" weszła w stępa i z nim zostając skierowała się w stronę kowala, mocno pobudzona. (kowal RIP)