Villemo - 2013-04-10, 19:04 Oj zamoczy się zamoczy. Dziewczyna dołożyła wszelkich starań, by siwek jednak znalazł się w rzece. Raz mu odpuści, a potem już do niczego go nie zmusi. Od wody się nie umiera, więc nie było powodu, by mu ustępować. Villemo dzielnie wytrzymała taniec kuca i zimne krople wody obryzgujące jej twarz. Dobrze, że nie pomalowała sobie oczu, bo pewnie cały makijaż spływał by jej teraz po twarzy i nie wyglądałoby to zbyt estetycznie. Brązowe włosy skręciły się w loki, pod wpływem wilgoci. Dziewczyna jednym ruchem zarzuciła je na plecy i założyła sobie kilka niesfornych, wciąż opadających na oczy kosmyków za uszy.
Widząc, że koń chce wyskakiwać, Vils przewróciła oczami i usiadła mocniej w siodle, starając się go odwieść od tego szaleńczego pomysłu. Po kilku brykach koń jednak zmienił taktykę. Gdy siwek zaczął wlec się i iść niemal hiszpańskim stępem, by się nie zamoczyć instruktorka uparcie pchała go do przodu łydkami. Znalazła się rozkapryszona panienka.
- No weź, nic ci się nie dzieje – roześmiała się i pogładziła konia po szyi. Po kilku minutach udało jej się wreszcie wypatrzyć dogodne miejsce do wyjścia. Dość strome podejście, jednak dało się wydostać z ‘wąwozu’. Villemo miała już szczerze dość coraz to nowych wymysłów kuca. Czym prędzej więc skierowała tam konia , zamykając go w pomocach i łydkami zachęcając go do wyjścia. Przypuszczam jednak, że nie musiała go dwa razy do tego namawiać. Uniosła się do półsiadu i chwyciła za jego grzywę, pochylając się do przodu, by nie przechylić się w tył i nie zlecieć wprost do wody. Była przygotowana na wszelakie bryki, czy zrywy. Po wyjściu zatrzymała go niedaleko skarpy, czekając na drugą parę. Gdy tylko Carina wraz ze Star pojawiły się na górze, kobieta stępem zaczęła jechać przez las, znów klucząc między drzewami. Po niezbyt długiej chwili udało jej się znaleźć leśną ścieżkę, która prowadziła spowrotem do Orchard Stable. Wjechali na nią razem z Witkiem spokojnym kłusem. Po kilku minutach, znalazłszy się na suchym odcinku, ostatni raz instruktorka wypuściła konia do galopu. Nie był on już tak szaleńczy jak poprzednio. Dwa razy pozwoliła przeskoczyć kucowi złamane drzewo, po czym spowrotem zwolnili do kłusa, a później do stępu.
W niedługim czasie dziewczyny wyjechały z lasu na niewielkie wzgórze, niestety nie odsłonięte od wiatru, który nie przyjemnie smagał im twarze i rozwiewał włosy. Ze jego szczytu można było już dostrzec zabudowania stajni. Villemo spokojnym stępem skierowała się w ich stronę. Jeśli tylko Carina wykazywała taką chęć, pojechały obok siebie w parze.
- Całkiem miła jazda – stwierdziła kobieta z uśmiechem – Szkoda tylko, że Lasim ma takie uprzedzenia co do wody… – westchnęła krótko i wzruszyła ramionami. Może znajdzie kiedyś chwilkę, by popracować nad tym. Jeśli ktoś początkujący, nie trzymający się jeszcze dobrze w siodle będzie chciał go wziąć na podobną przejażdżkę, ta cecha kuca może się okazać dość kłopotliwa. Nie była wprawdzie trenerką, ale poczuwała się do pracy nad końmi, które mogły zagrozić innym bywalcom stadniny.
Nie minęła długa chwila, a cała czwórka wjechała na obszar należący do Orchard Stable…
z.tLasimaalaus - 2013-04-13, 19:37 Brak weny, sorry.
Ogarnął sie po super-duper atrakcjach z wodą, wylazł dzielnie na brzeg, wcale nie przejmując się Vilsową na grzbiecie w chwili obecnej. Chciał tylko wyjść. ;-; Toteż gdy tylko to uczynił i znalazł się na szczycie, otrzepał się raźno, a potem obejrzał na Stardust i Carinę. Zarżał do nich cichutko, już w o wiele lepszym nastroju.
Potem na powrót skupił sie na instruktorce i zachowywał się przyzwoicie. W stępie nie szarpał się do przodu, w kłusie szedł ambitnie, a do galopu przeszedł bez żadnych zastrzeżeń większych. Z lubością jednak pozwolił sobie dodać tempa, gdy tylko zobaczył kolejne przeszkody. Nie skakał juz z wielkimi zapasami. Za to z lubością machał łbem gdy tylko lądował znów na ziemi. Och, jak my kochamy latać!
Potem zwalniał już nieco z większymi porami, bo wszakże on miał jeszcze wiele energii! Przynajmniej tak sądził, no.
Potulnie wrócił z Vilsową do Orchardu, ten teges.
zt.
Sonja - 2013-04-25, 21:40 Przyjechała w te strony na Aferze, luźnym stępem na luźnej wodzy. Jednak bliżej do kontaktu niż całkowitego luzu, bo to bądź co bądź teren, a nie ujeżdżalnia gdzie co najwyżej koń wleci w ogrodzenie, a nie ucieknie w las...
Pilnowała dziewczyny dosiadem też, w razie czego uspokajała głosem i tak dalej. Brak weny, wybacz. ;xAfera - 2013-04-25, 22:07 //Spoko.
Klacz wjechała na szlak z Sonją na grzbiecie. Nie korzystała zbytnio z luźnej wodzy, bowiem łeb skarogniadej był wysoko uniesiony, a nie zwieszony do ziemi. Ostatnim treningiem Afery także był teren, ale nie odbył się on na szlaku. Wracając do teraźniejszości. Folblutka dalej poruszała się szybkim stępem, choć z trudem powstrzymywała się od przejścia do kłusa. Chętnie by to zrobiła, ale przeszkodą w tym niepożądanym działaniu był dosiad amazonki. Co prawda Afera jak najbardziej mogła przyspieszyć, ale była to klacz wychowana, a raczej przyuczona do odpowiednich zachowań. Podczas jazd nieczęsto wyrywała się dzikim galopem lub zrzucała jeźdźca bez powodu, choć i takie sytuacje się zdarzały.Sonja - 2013-04-26, 21:32 Trochę od stajni też przejechać musiały, toteż nie stępowały aż tak długo. Po zaledwie paru minutach luźnej przechadzki po lesie Sonja zebrała subtelnie wodze, potem dała delikatną półparadę i zebrała się na kontakt z klaczą. Przy tym łydeczka do wolnego kłusa, zamknięcie nadgarstków, kontrola tempa Afery.
Kierunek - na wprost, środkiem szlaku!Afera - 2013-04-26, 21:51 //Wybacz, że zmieniłam kolorki podpisu. Tamte mi do nowego ava nie pasowały.
Gdy Sonja zebrała wodze, klacz nieco opuściła łeb niemal się ganaszując. Na większy kontakt nie zareagowała jakoś specjalnie. Poruszała się takim samym tempem, co poprzednio. Czując łydkę do kłusa, skarogniada gwałtownie przyśpieszyła. Przejściu do kłusa towarzyszyło machnięcie łbem. Folblutka wbrew woli amazonki poruszała się szybkim kłusem. Jej ogon był uniesiony wysoko. Głowa też zmieniła położenie i teraz znajdowała się w górze. Jako że Sonja kontrolowała tempo Afery, ta po dłuższym czasie nieco zwolniła, ale ciągle utrzymywała energiczny krok. Kierowała się tam, gdzie jej nakazano.Sonja - 2013-04-26, 22:22 Widząc jak dziewczyna wypruła westchnęła tylko i uśmiechnęła się z politowaniem i dała jej chwilę, coby sobie szybko pomachała nóżkami. Po jakiejś chwili dopiero na poważnie ją zwolniła, działając półparadami i odpuszczając delikatnie wodze na sekundę czy dwie, gdy tylko klacz pozytywnie odpowiadała na pomoce.
Sprawdziła profilaktycznie okiem jak tam jej nogi leżą w ogólnym dosiadzie - ano i całkiem nieźle. Kolana dociśnięte, pięty w dół, palce od konia... No dobra, podstawy są. Anglezowanie takie niespiesznie, dziewczyna ledwo co się podnosiła z siodła i uważała, coby lekko w nie siadać. Miała nadzieję, że takim sposobem trochę uspokoi Aferę.
Tak czy siak po jakiejś chwili i tak dała jej mocną łydkę i wypchnęła do żwawszego kłusa, pragnąc by skarogniada powyciągała wdzięcznie te swoje zgrabne nóżki.
Przy tym wszystkim stabilna ręką, dłonie zamknięte, elastyczny kontakt, wodze prawie nie uciekały Sonji z rąk. A jak się przez niedopatrzenie wyślizgiwał, to po chwili zostawało to zauważane i natychmiast poprawiane tak, coby jak najmniej to zdążyło zdekoncentrować klacz czy dać jej pole do kombinowania w związku z nagłym poluzowaniem kontaktu.Afera - 2013-04-26, 22:35 Afera nie zwracała zbytnio uwagi na anglezowanie Sonji. O ile było na dobrą nogę, nie przeszkadzało skarogniadej. Gdy poczuła ona sygnał do żywszego kłusa, wykonała polecenie. Jej chód był teraz szybki i o wiele bardziej wybijający, przez co dziewczyna musiała nieco przyspieszyć swe anglezowanie. Klacz szybko przebierała nogami, a jej ogon w dalszym ciągu był wysoko uniesiony. W pracę angażowała wszystkie mięśnie. Pracowała w miarę dobrze. Po kilku minutach szybkiego kłusa folblutka nagle zagalopowała i takim też chodem poruszała się przez chwilę. Jeśli Sonja nie wysłała klaczy odpowiednich sygnałów do zwolnienia, ta tego nie zrobiła.Sonja - 2013-04-26, 23:10 Gdy tylko załapała, że klacz galopuje, natychmiast wysłała jej odpowiednie sygnały do zwolnienia. - Prr, kultaaa! Kultaseni! Spokój tam na dole! - poprosiła Aferę i nie odpuściła jej, dopóki tamta nie przeszła do kłusa. Te słówka po fińsku które Sonja wplotła w swoją wypowiedź, znaczyły co takiego jak "kochanie". "moja droga".
Jeśli Afera zwolniła, to została pochwalona najpierw głosem, po chwili i poklepana po szyi. Przy tym jednak kobieta jednak nie odpuściła wodzy, pilnując jej dobrze, bo klacz była dość nabuzowana energią.
Skręciły gdzieś w jakieś mniej uczęszczane ścieżki. Kręciły się nimi kłusem jakiś czas, czasami w razie potrzeby zwalniając do stępa, gdy były jakieś mniej pewne tereny. Potem jednak znalazły najpewniej długą, kierującą się trochę po skosie ścieżkę. Była równa, ziemia idealna pod jazdę, po bokach obrośnięta tak, że zjechać na bok nie ma gdzie - nad głową Sonji też majaczyło dużo gałęzi.
Tutaj finka stwierdziła, że skarogniada jest wystarczająco rozgrzana - usiadła w siodle i posłała ją do galopu. W razie takiej potrzeby, od razu uniosła się do lekkiego półsiadu, dając się troszkę ponieść fantazji klaczy, bo pewnie ta trochę wypruje. Niech rozładuje nadmiary energii, nie?
Popędziły tak chwilę, po czym przed nieco ostrzejszym zakrętem Sonja przyhamowała Aferę do roboczego tempa stanowczo. Akurat za tym skrętem droga się prostowała na jakiś czas, ale końca widać mnie było. A dookoła nadal dużo krzaków!
A na wprost dziewcząt - zwalony pień! Idealna okazja do skoku, podłoże ciągle bardzo dobre pod galop i nawet skoki. A drzewo grube nie było, więc jak się zwaliło to zbyt wymagającej przeszkody nie stanowiło, ale miało też troszeczkę gałęzi jeszcze, więc uważać trzeba.
Sonja wybrała miejsc,e gdzie było najmniej gałęzi nad pniem i tam postarała się zepchnąć skarogniadą, działając łydką. Jechała teraz w pełnym siadzie, dlatego przed skokiem dała mocną łydkę mającą zmobilizować klacz do skoku i dziewczyna przeszłą do półsiadu wtedy, gdy Afera miała się wybić. Bo mam nadzieję, że nie stanęła nagle jak wryta.
Jeśli skok się udał, to tam niespodzianka - wąski strumień, zaledwie dwie foule za pniem. Mało czasu na zastanowienie się... Ale przeszkoda, strumień, lekko w rowie, więc skoczyć się da.
Sonja miała nadzieję, że Aferze nie przeszkadzała nieświadomość trasy i nagłe wyskoczenie z kolejnym skokiem.
Ten skok długi nie był, bo strumyk nie szeroki. Więc wodzy za dużo Sonja nie oddała, za to znów zmobilizowała ładną łydką Aferę do skoku i przeszła do zgrabnego, solidnego półsiadu, równomiernie rozkładając ciężar ciała po obu stronach siodła, swojego ciała i w ogóle wszystkiego.
Po skoku uregulowanie tempa na robocze jeśli klacz się nakręciła.Afera - 2013-04-27, 12:09 Czując opór Sonji Afera po dłuższym czasie przeszła do kłusa, ale nie zmieniła tempa. Cały czas rwała do przodu nie myśląc nawet o przejściu do stępa. Gdy wjechała na mniej uczęszczane ścieżki, które nie były w takim dobrym stanie, jak poprzednia, klacz nieco zwolniła, coby nie skręcić sobie nóżki na jakimś kamieniu czy coś w takim pędzie. Jeśli zaszła potrzeba zwolnienia do stępa, skarogniada robiła to z lekkimi oporami. W końcu jednak Sonja nakierowała Aferę na w miarę zadbaną ścieżkę. Gdy ta poczuła sygnały do galopu - w myśl amazonki - wypruła przed siebie. Jej galop nie był jakiś mocno wybijający. Przed zakrętem nieco zwolniła swój pęd i takim tempem poruszała się dalej. Po pokonaniu jakiegoś tam odcinka drogi Afera poczuła, że Sonja stara się zepchnąć ją w odpowiednie miejsce. Skarogniada wykonała polecenie. Przed sobą ujrzała przewalony pień. Klacz domyśliła się, że amazonka oczekuje skoku, więc czując sygnał do odbicia oczywiście zrobiła to. Skok do najlepszych nie należał, bowiem skarogniada wylądowała dość daleko za przeszkodą, przez co nie zdążyła odbić się do skoku nad strumieniem i po prostu przejechała przez niego galopem, rozbryzgując przy tym mnóstwo wody. Folblutka nie zatrzymała się po nieudanym "skoku", a dalej poruszała się galopem. Sonja - 2013-04-28, 19:48 Pochwaliła ją głosem za śmiałe przejście w wyższy chód i nie ukryła satysfakcji gdy klacz ładnie przesunęła się na bok na jej prośbę. Sonja bała się, że ta może się zbuntować na przykład i na taki ruch naprzeć na wędzidło i wypruć do przodu, przez co tylko wpadłyby by w najgorsze gałęzie. Nie zbyt przyjazna wizja, nienienie.
Po pierwszym skoku już miało być tak ładnie, miał być drugi... Ale ambicje Afery jak widać powiodły zbyt daleko i przeleciały przez strumień niekoniecznie tak, jak Sonja tego wymagała. Tak czy siak, dziewczyna zmrużyła oczy gdy dostałą po nich wodą i zaśmiała się. Gdy tylko wydostały się na górę poklepała radośnie klaczkę do szyi i zmieniła zdanie - wypchnęła ją mocno do szybszego tempa. Wyszalejmy się!
Przebiegł tak jakąś chwilę, po czym finka uregulowała ją w jakieś robocze tempo półparadami i postarała na sobie skupić, gdyż napotkały kolejny rów - tym razem suchy, bez żadnej rzeczki. Mimo to Sonja nie chciała zostać znów ochlapana i dała klaczy wyraźny sygnał do skoku - mocna łydka, półsiad, zebranie wodzy, ale naraz oddanie ich trochę w locie. Rów był troszkę szeroki, więc skok mógł być trochę bardziej płaski. Jak tam Aferze się uda. Sonja się zdała w dużej mierze na jej wariactwa. :3Afera - 2013-04-28, 20:37 Gdy klacz poczuła klepnięcia na szyi prychnęła głośno utrzymując tempo. Gdy po chwili poczuła także wypchnięcie do wyższego tempa, bez wahania przyspieszyła swój galop. Takie tempo zdecydowanie bardziej odpowiadało klaczy, zwłaszcza że pogalopować tak szybko na hali raczej nie można. Gdy po jakimś czasie finka zdecydowała o zmianie tempa, klacz dalej chciała pędzić, choć już przy każdym kroku prychała ze zmęczenia. Po dłuższym czasie Sonji udało się jednak przytrzymać folblutkę. Po dojechaniu do rowu Afera poczuła sygnał do skoku i tak też zrobiła. W niemal idealnym miejscu oderwała swe przednie kończyny od ziemi i skoczyła. Jej sylwetka wpisała się w baskil, a cały skok był o wiele lepszy niż pierwszy.Sonja - 2013-04-28, 21:12 Gdy poczuła opór klaczy przy zwolnieniu odchyliła się do tyłu i stanowczo wzmocniła działanie półparad i wstrzymała Aferę w krzyżu. Nie no, nie! Jak hamujemy to hamujemy, koleżanko. Bez przesady. Nie możemy się wymęczyć dopiero po pierwszych skokach tak!
Skoro mowa o skokach, to po tym Sonja bardzo pochwaliła skarogniadą, która widocznie się poprawiła. Niedługo po skoku stanowczy sygnał do zwolnienia do kłusa. Trzeba trochę odsapnąć i nie ma mowy o jakichkolwiek buntach, które w razie czego natychmiast był tłumione poprzez wzmocnienie oddziaływania pomocy finki i ewentualnie mocniejszego klepnięcia tyłkiem po grzbiecie klaczy. Niech wie, że ma się trochę słuchać. Oczywiście kobietę bardzo cieszyło to, że klacz jest taka do przodu i ambitnie idzie, ale powinniśmy znać umiar, co? Na zawodach trzeba się będzie dostosować do takich wymagań, bo w cwale zakrętów nie mamy zamiaru pokonywać!
W końcu dotarły na główny szlak, z którym nagle połączyła się droga która biegły. Sonja skierowała na niego Aferę w luźnym kłusie, oddała jej troszeczkę wodze, jednak pilnując, bo sobie na za dużo z tego faktu nie pozwalała. Moment odpoczynku.
A potem dojrzała, że po ich lewej czają się kolejne niespodzianki. Po tamtej stronie równoległe do szlaku biegła kolejna ścieżka, ale widocznie ustawiona przez człowieka. Były na niej przeróżne crossowe (i zwyczajne) przeszkody. Jednak od głównego szlaku oddzielona była duża ilością krzaków i niskich drzew, więc przejechać nie da rady. Trzeba iść na początek!
Sonja zawróciła Aferę i dała ją do trochę żywszego kłusa. Dojechały po krótkiej chwili do przejścia na tamtą ścieżkę i finka raźno tam skręciła. Utrzymując skarogniadą w tym chodzie [kłusie], najechały na pierwszą przeszkodę - półmetrowy krzyżaczek. Drobnostka dla nich, prawda?
Przytrzymanie klaczy krzyżem coby nie wyłamała, łydka przed skokiem, lekki półsiad i minimalne oddanie wodzy. Tuż za tą przeszkodą Sonja usiadła w siodle i dała Aferze sygnał do zagalopowania i od razu skorygowała mocno jej tempo, pilnując by było robocze, ale nie powolne. Takie odpowiednio aktywne, no.
Najazd na niewielki rów, sygnał do skoku, a kilka fouli po tym stacjonata 80cm. Tutaj już silniejsza łydeczka i większe oddanie wodzy, coby klaczka mogła sobie ładnie manewrować szyją.Afera - 2013-04-29, 20:22 Po skoku klacz - zgodnie z poleceniem Sonji - zwolniła do kłusa. Teraz nie stawiała żadnych oporów, a niemal od razu przeszła do niższego chodu. Po tym "czynie" machnęła głową i podbiła lekko dupką. Wreszcie mogła się wyszaleć!
Gdy po jakimś czasie wodze zostały lekko poluzowane, Afera opuściła nieco łeb korzystając z okazji.
Przeszkody crossowe, którymi zainteresowała się Sonja, przykuły uwagę także folblutki, która po ich zauważeniu przyspieszyła kroku i uniosła głowę. Gdy amazonka postanowiła zawrócić klacz, ta zrobiła to. Jeśli Sonja postanowiła jeszcze trochę zwiększyć tempo Afery, mimo że kłus był naprawdę szybki, klacz nagle zagalopowała. Znając życie finka przytrzymała ją, więc po krótkim czasie folblutka z powrotem przeszła do kłusa machając przy tym kilka razy łbem. Przy skręcaniu ośmiolatka nie sprawiała problemów, a gdy ujrzała przed sobą przeszkodę uniosła łeb i skierowała uszy przed siebie. Skarogniada dalej poruszała się energicznym kłusem. Im przeszkoda była bliżej, tym bardziej klacz chciała zagalopować. Gdy znalazła się w miejscu do wyskoku uniosła swe przednie kończyny w górę, a jej tylne nogi podziałały jak sprężyny. Skarogniada po chwili znajdowała się w powietrzu zostawiając około 25-centymetrowy zapas nad krzyżakiem. Lądowanie było miękkie, więc Sonja nie miała na co narzekać, chyba że była wyjątkowym natrętem, a w to wątpię.
Sygnał do zagalopowania nie był wzięty pod uwagę przez klacz, bowiem po lądowaniu sama przeszła do wyższego chodu. Skok przez rów także się udał. Pokonanie stacjonaty było nieco trudniejsze, ale również wszystko poszło ok. Baskil folblutki nie był idealny, ale nie można też powiedzieć, że był zły. Lądowanie - podobnie jak poprzednio - miękkie. Na razie bez większych problemów.Sonja - 2013-04-29, 21:13 Oczywiście wstrzymała klacz od wcześniejszego galopu, ale pochwaliła za entuzjastyczne przejście do tego chodu później. Nad stacjonatą pozwoliła sobie krzyknąć z radochy. Tak kochamy skakać po lesie! *QQ*
Teraz trochę mogły odetchnąć, bo następna przeszkoda była sporo dalej. Ale nie byle jaka proszę państwa! To był okseeerrrr! Wysokości całych 85cm, czy coś koło tego.
Sonja ścisnęła tyć mocniej Aferę łydkami chcąc ją zachęcić do skoku. Przed wybiciem mocny sygnał do uniesienia dupska i przejście do ładnego, wyważonego półsiadu. Równo obciążone nogi w strzemionach, ręce poszły za pyskiem klaczy, oddając jej tyle wodzy ile potrzebowała. W końcu skok ambitniejszy, więc trzeba pomóc rumakowi, nie?
Zaraz potem nagły skręt w lewo, pod górkę. Wjazd na wzniesienie, gdzieś w głąb lasu. Tylko, że tutaj drzew nie było. Za to dało się wyjechać dalej to wzgórze, na nim pewnie z łatwością przeskoczyły niskiego półmetrowego krzyżaka (ba! przeleciały!), a potem zejście na ziemię. To jest wyjazd na ładna polankę, na której ludzie też ustawili parę takowych przeszkód crossowych. Proszę, proszę! Ile można się dowiedzieć o okolicy swojej podczas jednego terenu!
Wyjechały naprzeciw ładnemu rowowi, który opadał jakieś 40cm na dół, do wody. Tam trzeba było pokonać dystans paroma foulami i wyskoczyć z powrotem. Tutaj wysokość pewnie była podobna, chyba, że dno zaczęło opadać.