Villemo - 2013-03-23, 19:28 Villemo uniosła jedną brew do góry. A to jej się leniwy koń trafił.
- Taki z ciebie sportowiec, co? - spytała rozbawiona. Jednak od czego jest tutaj Vilka? W końcu trenuje się po to, by być coraz lepszym (albo nie najgorszym ) . W każdym razie Visyoner mógł już się zacząć przygotowywać na następną jazdę, bo przecież Vils nie może dopuścić do tego, by jej ulubieniec chodził jak jakaś stara kobyła. xd
Villemo dalej stępowała z Visyonerem. Przejście do kłusa byłoby dla ogiera nagrodą, a na taką sobie jeszcze nie zasłużył niestety. Kobieta trzymała konia w pomocach, by przypadkiem nie wystrzelił jej do przodu, jednak pozwalała mu iść aktywnym tempem. Po kilku minutach, zaczęła robić z ogierem na środku każdej ściany obszerne wolty. Dopiero po paru zaczęła się bardziej skupiać na jego postawie. Wewnętrzną łydką na popręgu korygowała jego wygięcie, pomagając sobie wodzą. Przy końcu każdej wolty mocno dopychała go łydą do ściany, co by jej nie właził do środka.Visyoner - 2013-03-23, 19:40 Nie leniwy.Ma dziś dzień świra a lenia w dupie to zawsze ma ;-D
Uszami strzygł, rozglądając się po miejscu uważnie.Słysząc jej głos nakierował je na nią.Nie zrozumiał ni słowa.Może ona to w końcu kiedyś pojmie i zechce umilknąć. On tu pod nią pracuje.
Świsnął ogonem w bok i złapał równowagę, memlając wędzidło w paszczy.
Wraz z impulsem płynącym od jej łydek ogier ożywił się widocznie i stawiając stanowcze, pewne kroki podkręcił tempo.Po jakimś czasie wszystko sie wyregulowało. Podstawił zad i wypiął grzbiet miażdżąc przy tym wędzidło. To tylko płachta tego, co zwykle pokazywał ale zawsze coś.Jest juzdo siebie podobny,poniekąd.
Spacerował sobie przyzwoitym stępem i obserwował przestrzeń tak jakby byłą bardzo ciekawa.Z tego zaciekawienia aż zieeewnął przeciągle kuląc natenczas uszy.
Łeb zadarł nieco ku górze kiedy przyszło mu kreślić woltę.Pilnowany trzymał równiutkie tempo,nie szedł ani wolno ani szybko,tak w sam raz a trzeba przyznać bo że to dziwne bo zwykle był ruchliwym ogierem i nie chodził tz."naturalnym stępem".Z woltami od zawsze miał porachunki.Nie znosił ich najlepiej jak bodajże reszty gimnastycznych ćwiczeń.Był bowiem za charakterny by sie na nich skupiać.Kilka lepszych wolt jakie tu teraz z nią wykonał i tak zaliczyliby do przeciętnych.Kontrolowany łydką próbował wpisywać się w okręgi, lecz gumianym koniem nie był i czasem wyraźnie musiała działać pomocami, aby zadem nie uciekł. Wkomponował się po chwili w jej styl jazdy,zganaszował się i dodał swym krokom większej,bardziej widocznej dynamiki.Zdawał sie być teraz do opanowania, aczkolwiek łbem już podrzucał od kilku dobrych minut.Villemo - 2013-03-23, 19:56 - No, teraz lepiej - pochwaliła go i poklepała po szyi. Zrobiła jedno okrażenie, wolne od znienawidzonych przez Visa wolt i po półparadzie wypchnęła go do kłusa z krzyża, przytrzymując na ścianie. Zrobiła z nim kilka okrążeń, anglezując, po czym zmieniła kierunek przez przekątną. Stopniowo zbierała go, działając na przemian dosiadem i ręką. Po kilku minutach skręciła z nim na ślad oddalony około 1,5 metra od długiej ściany, na którym ustawiony był rząd 4 cavaletti. Vil nakierowała ogiera na przeszkody, tuż przed nimi dając mu łydkę i zamykając go w pomocach. Uniosła się do niskiego półsiadu. Przed każdym cavaletti dawała mu wyraźny impuls, by wiedział, kiedy ma podnosić wyżej nogi. Niektórzy mówią, że łatwiej jest pokonywać wysokie przeszkody, niż niskie, ponieważ tych koń nie widzi i od jeźdźca zależy jak je pokona... W każdym razie dziewczyna najechała na rząd dwa razy z każdej nogi.
//sory, brak weny .__.Fatall Delilah - 2013-03-23, 21:30
Christian napisał/a:
Skinął Harr'emu, który zresztą już ulotnił się z Szerkerem i dobrze, nie koniecznie lubił towarzystwo innych koni podczas treningu, na którym koń miał być definitywnie skupiony. Nie chodziło o izolację, ale czasami, a przynajmniej przy pierwszych razach należałoby owy spokój koniu zaoferować.
Gdy poczuł reakcję Fat na pomoce nieco rozluźnił działający blokadą krzyż, nie odpuszczając zamknięcia w łydkach, ale za to dał jej możliwość wypuszczenia się do dołu. Czuł dość sztywny grzbiet, dlatego nie pilnował jej ustawienia, bardziej skupiając się na tym, by chętnie zeszła w dół, chcąc tym osiągnąć rozluźniony grzbiet i szyję. Łydką zachęcił ją do poszerzenia kroku, wymagał tego tym bardziej, że ustawienie w tym momencie było po prostu luźne, bo to właśnie o tempo tu chodziło. Miała się rozejść, rozluźnić i na początek dawał jej tą możliwość.
Na takim swobodnym ustawieniu co jakiś czas pracą dosiadu i łydek nakierowywał ją na wolty, koła różne serpentyny i inne takie nie koniecznie ciasne zakręty. Kręcił się z nią tak przez dłuższy czas, dając jej swobodę jeśli chodzi o rozgrzanie i rozruszanie zastałych mięśni.
Jeśli wreszcie osiągnął to co proponował klaczy ustawieniem, zamknął ją znów w łydce dając sygnał do kłusa. Znów to samo - aktywizująca łydka proponowała, a wręcz wymagała konkretne tempo, ale za to luźne wodze (które i tak miał w razie wypadku przygotowane do skrócenia, gdyby Fatce się odwidziało) znów zachęcały do niskiego ustawienia, podstawienia zadu i szerokiego wykroku. Na dodatek wymagał tylko tempa, czekał więc na odpowiednią reakcję klaczy, czyli odpuszczenie na przodzie i jego swoboda, przez co szło również rozluźnienie szyi i grzbietu - czyli de facto praca tych ważnych elementów jej ciała. Na razie wymagał tylko jazdy pod śladzie ewentualnie czasem lekkimi pomocami sugerując wjazd na sporej średnicy koło.
Ruda musiała się rozbujać, by gnać przed siebie luźno i przede wszystkim z chęcią, wyraźną ambicją do zrobienia czegoś, bo u niej bez tego to ani rusz. Mimo intensywnej pracy Christiana nad jej ustawieniem, rozluźnieniem i oswojeniem się z nową osobą na grzebiecie, klacz dalej zachowywała co do niego niemały dystans. Z tą zwierzyną trzeba było zaprzyjaźnić się z ziemi, by następnie zacząć zaprzyjaźniać się z siodła, pracować i widzieć tego efekty. Nie zdziwiłabym się, gdyby Fatall w wydaniu ludzkim miała te wszystkie punkty wypisane w tabeli, by żadnego nie ominąć (tym też sposobem usuwałaby nieodpowiadających jej kandydatów na męża ). Z natury Gennosin była dynamiczna, lubiła gdy coś się dzieje, dlatego też z konkretnym, szybkim tempem, a zarazem stabilnym i obszernym krokiem nie było problemu. Po parunastu minutach skusiła się nawet na żucie wędzidła, choć nie było ono smakowe, ani niczym wysmarowane - A właśnie do takiego przywykła, dlatego też produkcja piany jaką rozpoczęła miała bardzo wolne obroty. W chwili obecnej była ona z deka do pchania. Nie czuło się tej lekkości, która towarzyszyła siedmiolatce w pracy z osobami, z którymi umiała idealnie współgrać. Obecny trening był graniem na wyczucie, co nie powiem, że się jej nie podobało - Była tym poniekąd zadowolona, w końcu bądź co bądź serwowała sobie zupełnie nowe kontakty i więzi. Jeśli z ich znajomości cokolwiek wyniknie. By nie zrazić do siebie bruneta mało ambitnym zachowaniem uszy kierowała w jego stronę, niby na pozór pochłonięta jego słowami, ruchami, a jednak było w tym coś, czego nie robiła na pokaz. Miała w sobie tą nutę, małą chęć, którą jeździec miał okazję wykorzystać, a czy to zrobi - Wolna ręka.Visyoner - 2013-03-24, 17:24 Klepany po szyi lekko zawiesił się na wodzy,lecz prowokowany działaniem jej ręki od razu wrócił do poprawnego ustawienia łba.Rozluźnienie jakie zakiełkowało sprawiło, ze kroki stały się bardziej elastyczne a sam koń coraz to bardziej ambitnie pracował swym niegdyś perfekcyjnie zajeżdżonym cielskiem.
W narożniku pogłębił kontakt z ręką dziewczyny ładnie się zaokrąglając, czego wcześniej aż tak widać po nim nie było. Miał niezwykle piękną, umięśniona sylwetkę i na tym etapie treningu jego mięśnie tworzyły jej nienaganny zarys.
Wraz z sygnałem danym odgórnie natychmiast ruszył z wyraźnym rozochoceniem do przodu przechodząc w dynamiczny kłus.Kłus.Tak, niewątpliwie ten chód jest najbardziej efektowny i efektywny z całego 'menu' Visa.Ma piorunująca technikę.Z widocznym spokojem a zarazem zapałem potrafi elastycznie wydłużać i skracać wykrok wpasowując się w wskazówki jeźdźca a przy tym ta gracja,werwa i charakterystyczne zawieszenie kończyn, które pracują wydajnie utrzymując jeden rytm i należytą równowagę sprawiają, że chód wydaje sie być bardzo lekki, cholernie widowiskowy i po prostu chwyta za oko.
Oczywiście to perspektywa boczna.Tam w siodle kary jest wymagający i potrzebuje silnej ręki, która zapobiegnie jego porywczej naturze i dokładnego,szczelnego dosiadu, który zagwarantuje podtrzymanie całego ćwiczenia.
Kłusując zalecił sie do jej nakazu i poprzez przekątną zmienił kierunek utrzymując dziwo charakterystykę chodu i w przeciwna stronę.W sumie to nie dziwne, to przecież kłus a kłus koń ten ma opanowany do perfekcji.
Kreśląc kolejne okrążenia skupił sie na swej postawie z chęcią współpracując z ręką i dosiadem dziewczyny. Czuł się dogodnie w swym najlepszym chodzie tak wiec dziwactw nie było. Uchodził też za jednego z wygodniejszych ogierów jeśli mówić o kłusie.Anglezowanie na nim było przyjemne.Na ten aspekt narzekać nie mogła.
Pracując wydajnie zaangażował mocniej zad kiedy przyszło wchodzić w narożniki.Nieco ciasno wyjechał pierwszy z nich, po którym niekierowany został na cavaletti. Oczywiście one w żadnym stopniu nie wywołały u tego ogiera podniecenia więc w spokoju najechał na nie prawidłowo a kontrolowany ze wszystkich stron odbębnił swoje aktywnie pracując na tych swoich elastycznych,zgrabnych nóżkach.Wraz z nasilającymi sie impulsami mądrze i umiejętnie akcentował każdy swój krok nie tracąc na dynamice i tempie.Ćwiczenie wykonał zatem poprawnie, bez zastrzeżeń.tuż po wyjściu na prostą zatrzepotał jedynie łbem parskając dość głośno.To takie swoiste odprężenie.Villemo - 2013-03-24, 21:05 Poklepała konia po łopatce, najeżdżając na cavaletti z drugiej ręki i powtarzając poprzednie ruchy. Znów wrócili na ścianę i dziewczyna zwolniła ogiera do stępa, zamykając nogi w udach i kolanach i delikatnie oddziałując wodzą. Kobieta miała tą zaletę, że miała niezwykle delikatną rękę, więc Vis nie mógł się skarżyć na zbytnie ciągnięcie za pysk.
Przestępowali kolejne kilka minut. Przed zakrętem kobieta spięła ogiera półparadą i ustawiwszy adekwatnie łydki wypchnęła ogiera z bioder do galopu, konsekwentnie trzymając go w tym chodzie. Z początku chód był roboczy, jednak dziewczyna powoli zaczynała go zbierać. Po dwóch okrążeniach zrobili dość obszerną woltę, na której kobieta podpierając swą kobyłę (:lol:) łydką, wygięła ją odpowiednio.Visyoner - 2013-03-24, 21:23 Rozwarł szerzej nozdrza a nakierowany dostosował się do niej tak wiec znaleźli sie na prostej., gdzie ogier zbagatelizował przejście w niższy chód i dopiero po jej stanowczej interwencji nerwowo przeszedł do stępa podrzucając buntowniczo łbem.
Czuł pracę jej ręki aczkolwiek powiem szczerze ten kon uwielbia siłować sie z ręką i czuć dobrze wędzidło w pysku. Vils sie wycwaniła i kary za bardzo na pysku nie "szarpał" bo jej ręka była płynna tz podążała za jego ruchem i kontrolowała stabilną pracę pyska.
Stępował do czasu, kiedy doszedł do niego czytelny sygnał od razu poderwał sie do porywczego,szaleńczego galopu jakim dysponował.Poprzedził go tym swoim charakterystycznym naskokiem nieprzyjemnym do jeźdźca i trudnym do wysiedzenia.Od razu wpadł w mocne tempo, z początku foule składał bardzo nierówno, spontanicznie zarzucając łbem na boki.Galop był bardzo nonszalancki w jego wykonaniu. Mogła mieć swoisty problem w narożnikach i półłukach, bo ogier ostro ścinał zadem.Cóż, Vis to koń bardzo do przodu, narowisty i czasem trudny w obejściu. Zwłaszcza w galopie, jeśli już sie nakręci to chodzi jak szwajcarski zegarek.Tyle, że po swojemu.
Jeśli próbowała go ograniczać dosiadem on jedynie mocniej wbijał kopyta w zole sprężyście kontynuując rytm chodu.Jeśli próbowała powstrzymać na pysku, kary mądrze podrywał łeb rozwierając szczęki.Potrzebował solidnego przegalopowania.Tyle, że to dość niebezpieczne i ryzykowne by pozwolić mu przejmować inicjatywę.
Reagował sporadycznie na jej pomoce, niektóre lekceważył, lecz przy kreśleniu wolty należycie cielskiem wpisał się w łuki co zaowocowało pomyślnym wykończeniem ćwiczenia.Jednakże jego dynamiczne tempo i strasznie nierówne foule nie wróżyły niczego dobrego.Villemo - 2013-03-24, 21:33 Mimo dużych problemów, Vilsiakowi udało się wysiedzieć wszelkie wybryki ogiera. Kiedy próby wstrzymania go nic nie dały szarpnęła pół sekundy mocniej wodzą i znowu odpuściła.
- Visyoner! - zawołała z ostrą naganą w głosie. Powoli traciła do niego cierpliwość. Powtórzyła manewr z wodzą, a jeśli to nie zadziałało, przegalopowała kolejne okrążenie, po którym co kilka kroków zaczęła robić obszerne wolty, które miały go uspokoić.
//to ty się wysilaj, a ja zatopię się w braku weny ;-DVisyoner - 2013-03-25, 13:44 Kiedy wędzidłem nieprzyjemnie oberwał po kącikach prychnął z wyraźną zniewagą i tym swoim karym łbem mocno podrzucił w górę próbując sie jej jakoś wyrwać, lub chociaż przesadnie napiąć jej rękę.Pozostał w szaleńczym galopie podczas wykonywania buntowniczej czynności, lecz kiedy podniosła na niego głos i mocniej zagarnęła mu wodzę chcąc nie chcąc zmuszony był do jakiejś reakcji,a ta była korzystna dla dziewczyny bo karus zwolnił do kłusa.
Zdawał się być już zdatny do kontroli i wyczulony na jej sygnały.Jednak pobudzenie nie minęło ot tak.Vis w dalszym ciągu nawet w kłusie trzymał mocne tempo a i dziko strzelał z ogona raz po raz kwitując wszystko zarzutem łba.Stosował się do jej nakazów i podczas kreślenia wolt uspokoił się widocznie.Poruszał sie w kłusie, zatem w tym chodzi dziewczyna mogła czuć się nieco bardziej swobodnie i bezpiecznie.Jeśli chciała zagonić go do galopu to jasne, mogła to zrobić od zaraz bo Visowi to akurat było na rękę, pytanie tylko, czy wysiedzi kolejny naskok i zryw, bo niewątpliwie ogier i tym razem jej nie oszczędzi.Christian Levrull - 2013-03-25, 16:01
Fatall Delilah napisał/a:
Ruda musiała się rozbujać, by gnać przed siebie luźno i przede wszystkim z chęcią, wyraźną ambicją do zrobienia czegoś, bo u niej bez tego to ani rusz. Mimo intensywnej pracy Christiana nad jej ustawieniem, rozluźnieniem i oswojeniem się z nową osobą na grzebiecie, klacz dalej zachowywała co do niego niemały dystans. Z tą zwierzyną trzeba było zaprzyjaźnić się z ziemi, by następnie zacząć zaprzyjaźniać się z siodła, pracować i widzieć tego efekty. Nie zdziwiłabym się, gdyby Fatall w wydaniu ludzkim miała te wszystkie punkty wypisane w tabeli, by żadnego nie ominąć (tym też sposobem usuwałaby nieodpowiadających jej kandydatów na męża ). Z natury Gennosin była dynamiczna, lubiła gdy coś się dzieje, dlatego też z konkretnym, szybkim tempem, a zarazem stabilnym i obszernym krokiem nie było problemu. Po parunastu minutach skusiła się nawet na żucie wędzidła, choć nie było ono smakowe, ani niczym wysmarowane - A właśnie do takiego przywykła, dlatego też produkcja piany jaką rozpoczęła miała bardzo wolne obroty. W chwili obecnej była ona z deka do pchania. Nie czuło się tej lekkości, która towarzyszyła siedmiolatce w pracy z osobami, z którymi umiała idealnie współgrać. Obecny trening był graniem na wyczucie, co nie powiem, że się jej nie podobało - Była tym poniekąd zadowolona, w końcu bądź co bądź serwowała sobie zupełnie nowe kontakty i więzi. Jeśli z ich znajomości cokolwiek wyniknie. By nie zrazić do siebie bruneta mało ambitnym zachowaniem uszy kierowała w jego stronę, niby na pozór pochłonięta jego słowami, ruchami, a jednak było w tym coś, czego nie robiła na pokaz. Miała w sobie tą nutę, małą chęć, którą jeździec miał okazję wykorzystać, a czy to zrobi - Wolna ręka.
Skrzywił się nieco, czując niejaką niechęć klaczy. Przeszedł na chwilę do stępa, dając jej luźną wodzę i pogładził, szepcząc coś do niej cicho. Wydawało mu się, że nieco przypadli sobie do gustu, biorąc pod uwagę jej zachowanie w stajni, a teraz de facto nie dawał jej żadnego argumentu, by stracić choć drobną iskrę zaufania, jeśli pojawiła się jakakolwiek sympatia z jej strony. Dlatego chwilę szli tak w stępie na długiej wodzy, on nadal mówił do niej, choć bardziej wyglądało to jak rozmowa. Wreszcie westchnął cicho, znów pieszczotliwe gładząc jej szyję. Nie miał pojęcia jak ją zachęcić, a nie chciał mieć pod sobą konia... No pustego, co tu ukrywać.
Dlatego nabrał wodzy, jako, iż ich rozgrzewka już minęła i zachęcił ją na wejście do kontaktu w niższym ustawieniu. Więcej nie wymagał na razie prócz wygodnej pozycji i zaokrąglonej szyi. Znów sygnał do kłusa starał się dawać jej jak najwięcej swobody w ruchu, by się całkiem nie zablokowała. Za każdą poprawną figurę; a jeździł ją w owym kłusie na woltach, półwoltach, serpentynach i przejściach, wszystko by dać jej możliwość odpuszczenia. Starał się ja wyczuć.
Ciągle na tym samym ustawieniu dodatkowo następnie dodał 8 drągów na środku na kłus oraz 5 cavaletti na kłus, które jeździł z różnej strony, dając jej nad nimi zejść nosem w dół, tyle ile chciała, ale by nie zgubiła równowagi. Jak najwięcej pochwał. Klacze... Je rozgryźć gorzej niż kobiety. Villemo - 2013-03-25, 19:42 Teraz pokażę na co mnie stać. Rozstępowała go i wyszli.
parararara
z.tVisyoner - 2013-03-25, 19:45 Wszystko poszło po jej myśli, Vis rozstępowany wyszedł.
ZAMORDUJĘ Fatall Delilah - 2013-03-26, 15:09 //Wenę to ja mam w dupie. -.-
Po danym sygnale do przejścia do stępa automatycznie zmieniła chód na niższy, choć jej ruch dalej był mało elastyczny, a mięśnie nie rozluźnione stuprocentowo. Jedno było pewne - Co by Christian dziś nie robił, Gennosin i tak nie przełamie się do niego na jednym treningu. Co innego było z ziemi, a co innego z siodła. Klacz nie przepadała za treningami i nie widziała w nich większego sensu, nie miała zadatków na sportowego konia chodzącego w czołówkach, dlatego też jej reakcja na takie bodźce nie zawsze będzie poprawna. Po pewnym czasie ponownie przeszła do kłusa, nie zmieniając swego zachowania w żadnym stopniu. Nie widziała ku temu powodów. Wszystkie figury ujeżdżeniowe wykonywała poprawnie, starając się, dla samej siebie - Jednak daleko było rudej do perfekcji. Drągi z początku pokonała z wieloma stuknięciami, mało się na nich nie zabijając. Z cavalettii poszło lepiej, jednak cały proces pozostawiał wiele do życzenia. Możliwe jest, iż przy kolejnym podejściu przejdzie je genialnie, jednak teraz nie potrafiła się wczuć, zapanować nad własnymi kończynami - Jakby nagle nie wiedziała, gdzie je stawia. Bądź co bądź, może wcale nie chciała wiedzieć. Tak to jest, jak się ma większość rzeczy w dupie. W końcu to rudy koń. Christian Levrull - 2013-03-26, 19:28 Jęknął cicho zrezygnowany, jaki podsumowanie obecnej jazdy. Zauważył, że momentami się angażowała, lecz to nie było coś co szło tak jak on chciał. Po przejeździe przez drągi jedynie zmarszczył z niezadowoleniem nos, by dać jej luźną wodzę oraz możliwość swobodnego kłusa. Wymagał tylko tempa teraz nic więcej, po chwili przejście do stępa i mimo wszystko pochwała. Rozstępowanie, po czym siedząc nadal w siodle skierował się z nią w stronę lonżownika. Cóż... Musiał dojść do niej, a z siodła raczej tego dziś nie osiągnie, a obecna praca nie ma sensu.
{zt - lonżownik}Żulietta - 2013-03-30, 18:40 Na obiekt weszła mając u boku Star. Rozejrzała się krótko, wszystko na swoim miejscu. Maneż jak maneż. Tu płotek, tam literki, budka sędziowska.
Nałożyła na rozczochrane włosy kask czerpiąc przyjemność z panującej wokoło nieśmiałej wiosny. Dopięła popręg przed wsiadaniem, i trzymając kontakt na wodzach wspięła się na siodło. Wyregulowawszy strzemiona oparła się na nich rozluźniając stawy. Prawdę mówiąc zapuściła się jeździecko.
Śmiałym impulsem dosiadu i łydek weszła stęp. Rozwijała tępo chodu po obwodzie przykładając naprzemiennie łydki do boków klaczki. Wodzę trzymała jak na razie lekko ustanawiając sobie cele na dzisiejszy trening. po namyśle z tego zrezygnowała. Wpierw musi się czegoś dowiedzieć na własnej skórze o stosunku do lekcji klaczy, a także poprawić swoje ubytki w dosiadzie. O, i to na początek. Tak nuuuda. Może jeszcze coś w trakcie wpadnie do łba ciekawego ?
Na razie trzeba było rozgrzać zastałe mięśnie. Tak więc ze stępa przeszła w kłus wykonując luźne ósemki i wężyki w ćwiczebnym. Bawiła się paradami zatrzymując andaluza do stój, i ponownie ruszając II chodem.