To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Insostenible - 2015-05-22, 14:14

Wybranie Inso na tego typu zawody było bardzo dobrym posunięciem dla Jess, w końcu klacz miała już niejakie doświadczenie jeśli chodzi o cross. Dodatkowo siwa dość nie dawno wróciła z zakładu treningowego a co za tym idzie nie była zastana,wręcz przeciwnie. Pobyt w takim ośrodku bardzo jej się opłacił,teraz jest w szczytowej formie więc trudno będzie pokonać taką doświadczoną parę jaką jest Jess i Inso. Podczas rozgrzewki starała się skupić wyłącznie na samej kobiecie i na jej pomocach co było dla niej nieco problemowe. Dawno nie startowała,odzwyczaiła się od takiej atmosfery.

Podekscytowana pewnym krokiem wjechała do boksu przyjmując od razu stosowną i wygodną dla niej pozycje do startu. Po sygnale w postaci dzwonka ruszyła przed siebie sprężystym galopem uprzedzając pierwsze kroki jednym sprawnym susem. Za pozwoleniem rozpędziła się lecz bez przesady aby na samym początku się zbytnio nie zmęczyć. Szybko ukazała im się pierwsza przeszkoda – podkowa. Nie wykazywała żadnych oznak wahania,jedynie zainteresowania budową tego obiektu. Szła równo,bez przyspieszania ani zwalniania sprawie pokonując kolejne metry. Zamknięta w pomocach i poprowadzona do samego końca bez problemu oddała prawidłowy,płaski i dosyć daleki skok. Starała się nie zużywać energii na wysokie skoki toteż przeczesała przodami nie stałą część przeszkody. Wylądowała miękko na podłożu i wyrównała tempo acz wkrótce zwolniła je dając kobiecie na jazdę w pełnym siadzie. Dotarły do kolejnej przeszkody pod którą siwa bardziej zaangażowała zad w pracę obciążając go i unosząc się na przodzie. Kolejny raz kierując się wskazówkami J klacz odbiła się siłowo w powietrze składając ładnie swoje „podwozie”. Nietypowa pozycja dziewczyny podczas lotu nie wpłynęła w żadnym wypadku na jakość skoku. Powróciła czterema kończynami na wilgotną ziemię jednocześnie rozbryzgując błoto na boki. W drodze do trójki dodała w galopie wyciągając widocznie foule. Przed domkiem po raz kolejny przysiadła nieco na zadzie,jedno ucho kierując na Jess zaś drugie na obiekt,który był przed nimi. Wybiła się podręcznikowo aby wzbić się nad typową dla crossu konstrukcją. Bardzo przykładała się do skoków,chcąc pokazać,że pomimo przerwy w Orchard nie zapomniała co i jak. Ponownie wylądowała,amortyzując upadek nadgarstkami. Jej ciało w niektórych miejscach zaczęło powoli pokrywać się cienką warstwą potu. Po przejechaniu pewnego kawałku w szybkim tempie skróciła się na polecenie kobiety,robiąc okrągłe acz krótkie foule. Pierwszy człon z owego szeregu pokonała sprawnie,bez większych problemów. Wyszła z zakrętu i wyprostowała się na tylko szybko aby rozprawić się z drugą przeszkodą. Ostatnią budowle przeskoczyła równie dokładnie jak dwie wcześniejsze,nie wahając się ani trochę. Pochwalona pozwoliła sobie na ciche parsknięcie poprzedzone wyciągnięciem delikatnie szyi w przód,lecz nie na tyle aby wyszarpać jej wodzy z dłoni. Przyspieszyła sprawnie aby w takim szybkim tempie zaliczyć kolejną przeszkodę,którą był rów. Dokładnie,nie miała żadnych problemów z jego pokonaniem,dla niej nie było nic trudnego w przeskoczeniu szerokiej dziury. Na wzniesienie wjechała angażując mocniej zad aby szybko znaleŹć się na górze. Zmierzyła wzrokiem hydrę i ponownie po stosownym sygnale w postaci łydki odbiła się nad nią niczym gumowa piłeczka acz bez niepotrzebnego aktualnie zapasu. Odcinek dojechany spokojnym galopem bardzo jej się przydał,mogła na chwilę odpocząć od dodań. Oczywiście front nie był dla niej jakimś wyzwaniem. Wcelowała się dokładnie w jego środek,zachowując spokój i kierując się wskazówkami kobiety,które bardzo pomagały kobyle. I znów wyciągnęła się kierując w stronę dość kontrowersyjnej budowli. Siwa widząc przeszkodę numer 6 nieco się zaniepokoiła jej wyglądem,jednak nie była jakiejś niewyobrażalnej wysokości,której klacz nie mogłaby sprostać. Automatycznie obniżyła zad,który kumulował w sobie energię i uniosła przód tak jak przy większości bardziej wymagających skoków. Uniosła pysk,rozwarła szerzej nozdrza i zaraz po obu dobrze przez nią odczytanych sygnałach w postaci łydki oraz palcatu wybiła się w górę oraz na przód wydając z gardzieli ciche,krótkie stęknięcie. Zabaskilowała nad pułapką i skurczyła delikatnie kończyny aby przypadkiem nie dotknąć nimi drewna. Po lądowaniu,które było podręcznikowe i miękkie skupiła się już na kolejnej przeszkodzie czyli na pierwszym członie następnego szeregu. Nie pędząc ani nie obijając się przed 7a szybko przeskoczyła ją i równie sprawnie znalazła się za 7b. Strome zejście nie było dla niej trudne,dodatkowo dziewczyna zachowała się w tej sytuacji prawidłowo. Gdy już jakoś znalazła się na dole to przyspieszyła brnąc jednocześnie w stronę ósemki. Z ciekawością skierowała uszy na słońce,z którym miała do czynienia pierwszy raz acz nie wzbudzała w niej wątpliwości ani strachu. Wykonała daleki skok,ładnie wyciągając się i składając.

Mistrz Gry - 2015-05-22, 18:57
Temat postu: Diego Montana & Voice of Insomnia
DIEGO MONTANA & VOICE OF INSOMNIA



    96; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis
    Od samego początku wszystko szło po waszej myśli. Pomimo niezbyt sprzyjających warunków, radziliście sobie z terenem.



    60; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
    Opis
    Dobra passa w dalszym ciągu ciągnęła się za wami. Voice chętnie szła na kolejne przeszkody, nie wahała się, natomiast jeździec wykazywał się równie świetną formą.



    87; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
    Opis
    Pierwsze osiem przeszkód pokonaliście bez kłopotu, oby tak dalej!



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-22, 19:23
Temat postu: Anna Ross & Cavaliada
ANNA ROSE & CAVALIADA



    69; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
    Opis
    Klacz od samego początku była bardzo niepewna przeszkód. Mimo to skakała je, utrzymując całkiem dobre tempo.




    113; Wyłamanie; zatrzymanie się konia przed przeszkodą, którą powinien skoczyć.
    Opis
    Cavaliada wyłamała przy przeszkodzie 5c, odmawiając przeskoczenia wąskiego frontu, co mogło się okazać problematyczne w naprawie. Niemniej przy drugiej próbie już udało się wam bez problemu pokonać ową przeszkodę.



    45; Poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);
    Opis
    Deszczowe chmury rozeszły się, dając wam nadzieję na to, że nie złapie was deszcz. Mimo to podłoże wciąż było zdradliwe.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-22, 20:30

JESSICA REESE & TERRA INSOSTENIBLE



    107; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu
    Opis
    Zbyt duże tempo po przeszkodzie 9b sprawiło, że zawodniczka została zmuszona do wykonania wolty przed 9c, co poskutkowało 20 pkt karnymi.



    126; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
    Opis
    Kolejne przeszkody zostały pokonane przez parę bez problemu, koń nie wahał się ani razu i chętnie skakał; tempo wciąż bardzo dobre.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Diego Montana - 2015-05-22, 23:25

Facet chyba po raz pierwszy w życiu jechał w crossie, w dodatku na nie swoim koniu co dodawało mu chyba strachu jeszcze większego. Ta dyscyplina była tylko dla odważnych albo głupich, może był jednym i drugim? Modlił się chyba do boga przez wszystkie dni od zapisu do przejazdu by jakoś pojechać i nie zabić ani siebie ani klaczy. W dzień zawodów pojawił się dość wcześnie w stajni oporządzając sprzęt klaczy, swój, siebie oraz karą doprowadzając do ładu i składu. Kolejnym etapem było porządne jej rozgrzanie we wszystkich chodach, przepracowanie ręki czy podstawowe skoki jak koperta, stacjonata, okser, trip choć wiedział że przeszkody na torze są o wiele trudniejsze. Jednak nie przemęczał jej zbytnio ograniczając się do podstaw i oddania kilku skoków w końcu kawał drogi przed nimi i kilkanaście skoków do oddania.

~

Kiedy nadeszła ich pora podjechał z karą do bramki startowej zatrzymując ją na ten moment, po usłyszeniu sygnały dzwonka do zaczęcia jazdy od razu wypchnął ją do galopu przechodząc w półsiad, utrzymując ją w równym tempie. Od razu na początek mieli zmierzyć się z podkową, dość ciekawa przeszkoda trzeba było przyznać. Przeszkoda była na tyle szeroka że klacz nie musiała się obawiać czy zmieszczą się a i on spokojnie mógł pojechać na środek by wejść w nią gładko. Prowadząc klacz ciągle w tym samym tempie w zamkniętych pomocach poprowadził ją na środek przed samą przeszkodą siadając mocniej w siodło by w optymalnym miejscu dać jej łydkę prosząc o skok, wtedy znowu wszedł w półsiad podążając rękoma za jej pyskiem. Na szczęście skok im się udał po wylądowaniu został w półsiadzie prowadząc karą dalej przed siebie, kolejna przeszkoda w jego mniemaniu wyglądała co najmniej jak sofa. Musieli polecieć w miarę wysoko i lekko na płasko, więc poprosił klacz pomocami o włożenie w ten skok zdecydowanie więcej siły przyhamowując ją delikatnie przed przeszkodą, w odpowiednim miejscu ponownie dał jej łydkę, podążając nadgarstkami za jej pyskiem by wylądować. Po wylądowaniu ponownie pozwolił klaczy na dłuższy wykrok utrzymując stałe tempo galopu, odpukać warunki pogodowe im chwilowo sprzyjały przez co ładnie prezentowali się na torze. Zmierzali żywo do trójki która przypominała długi domek, ktoś kto wymyślał te przeszkody mocno się trudził chyba przy tym. Dla niego wydawał się dość straszny ale nie mógł okazywać tego klaczy która była dość doświadczonym koniem więc spokojnie na nią najeżdżali, przed samą przeszkodą jak i przed poprzednimi wysłał jej subtelniejsze pół parady by usiąść w siodło i w odpowiednim miejscu nadać im fazę lotu nad przeszkodą. Kara zdawała się nie zważać na nikłe wręcz doświadczenie jeźdźca ale jego praca dawała dobre rezultaty nadal bo przejeżdżali wszystko gładko. Starał się nadrabiać sekundy na prostej by na zakręcie czy przed przeszkodą zwolnić nieco by nie najechali i się nie pozabijali na przeszkodzie. Kolejną przeszkodą a raczej przeszkodami był szereg złożony z trzech przeszkód, lekko ponownie skrócił wykrok nadal utrzymując aktywne tempo by ładnie najechać na sam środek tej wąskiej przeszkody powtarzając cały schemat skoku jak wcześniej. Najazdy na przeszkody musiały być albo bardzo ciasne albo nieco szersze ale wtedy tracili na czasie więc oczywiście decydował się na to pierwsze uważając tak by nie wypadli z ustawienia czy nie wywrócili się na ciasnym zakręcie, ładnie i szybko naprostowując klacz przed samą przeszkodą najeżdżając ostatecznie na nią i oddając skok. Udało im się dość sprawnie pokonać szereg trzech przeszkód, ładnie i efektownie pokonując ciasne zakręty które skutecznie im to utrudniały. Pochwalił ją krótko kierując ku kolejnej przeszkodzie wracając do dłuższego wykroku by najechać kolejno na rów. Wysłał jej delikatne pół parady przygotowując na to co miało zaraz nadejść, dokładając w odpowiednim miejscu łydkę do oddania skoku. Kolejno pokierował ją na nie wielki pagórek popychając ciągle do przodu zachęcającymi pomocami by ładnie się na niego wtoczyła i mniej więcej z w miejscu gdzie przeszkoda miała drugi schodek oddać kolejny skok. Kolejny człon tego szeregu był bardzo wąski, musiał się skupić by naprowadzić klacz wprost na niego by nie zahaczyła ciałem o żaden z jego elementów. W odpowiednim miejscu dał jej łydkę do wybicia, półsiad, oddanie wodzy by wylądować po drugiej stronie i odetchnąć z ulgą. Kolejna przeszkoda spowodowała to że praktycznie wstrzymał oddech, wyglądała co najmniej strasznie. Usiadł w siodło kierując klacz prostopadle do przeszkody, wyglądała jak trip wykonany z drewna. Starał się ją delikatnie wypchać do przodu co by się nie wyłamała przed przeszkodą i nie skończyło się to dla nich źle, ten skok nie dość że miał być wysoki to i daleki boże na coś on się zapisał? W odpowiednim miejscu wydał klacz sygnał do odbicia się by zaraz zgrać się z jej ciałem podczas lotu. Niewiele czasu mieli na rozmyślanie nad ową przeszkodą bo dojeżdżali do kolejnego szeregu, wszystko było na tym crossie usłane w niebo czy co? Po wylądowaniu był nadal w półsiadzie więc dojeżdżając usiadł w siodło, lekko kierując ją bardziej po prawej by oddać dość miękki skok po tym samym schemacie co poprzednio, przejechali kilka foule do księżyca gdzie posłał jej kilka pół parad przygotowując na tą przeszkodę. Wiedział że za księżycem jest zaraz spad w dół co mogło wystraszyć karą, w czasie lotu nieznacznie odchylił się do tyłu co by złapać równowagę podczas lądowania. Lekko przyspieszyli uważając oczywiście i najeżdżając na ósemkę, nadal pracował nadgarstkiem wysyłając pół parady co by nie wystraszyła się skoku przez obręcz i powtórzył łydkę, oddanie wodzy i cichą pochwałę dodał na koniec po wylądowaniu po drugiej stronie.

Mia - 2015-05-23, 12:11

....Nie mogło zabraknąć jej i na tych zawodach, tym bardziej, że miała konia wręcz do tego stworzonego. W przeddzień przygotowała cały rząd, bowiem nie miała lepszego zajęcia niż siedzieć i polerować siodło - nudne życie? Jak najbardziej.
....Rano natomiast obudziła się koło piątej rano i zabrawszy wszystko, co jej potrzebne, udała się nigdzie indziej jak do Windsora. Korzystając z dużej ilości czasu nie spieszyła się, spokojnie go wyczyściła, osiodłała i rozgrzała, biorąc pod uwagę, żeby nie przemęczyć go zbytnio.

....Ale to co dobre się skończyło i według dziewiętnastolatki jej nazwisko wyczytali zdecydowanie za szybko. Tym bardziej, że widząc upadki innych jeźdźców trochę obawiała się tego, że skończy podobnie. A co jeżeli kluska się nie zmieści w którejś z przeszkód? Zanim jednak weszła do boksu startowego pozbyła się wszelkiego stresu, gotowa na wszystko. Podobnie jak na ostatnich zawodach skokowych z Windsorem pogoda zmieniła się na lepsze, ale dobrze pamiętała, że to nie znaczy, że skończą jako najlepsi. W końcu w tamtych zawodach para zajęła VI miejsce...
....Usłyszawszy sygnał do startu puściła belgijczyka galopem, samą przechodzić w półsiad mający na celu odciążenie grzbietu wałacha. Już na powitanie czekała ich przeszkoda, na którą naprowadziła piętnastolatka idealnie na środek, żeby nie zachaczyć o boki podkowy. Chciała swój spokój udzielić wierzchowcowi, żeby nie przestraszył się nietypowego kształtu. Na wydechu dała łydkę do odbicia, zaraz podążając za pyskiem, żeby go nie szarpać. Już parę metrów dalej czekała druga przeszkoda, przed którą Mia znowu w stosownym miejscu zasugerowała odbicie, dalej będąc w nieprzerwanym półsiadzie. Była to przeszkoda stała, więc i wymagająca od konia większego wysiłku, ale pokładając w nim nadzieje nie traciła wiary w parę, bowiem te negatywne odczucie mogłoby udzielić się na Windsorze.
....Po wylądowaniu czekało ich dobre parę metrów czystego galopu, w którym pozwalała wałachowi rozpędzić się na tyle, na ile miał siły, choć oczywiście była świadoma tego, że to początek i nie może przemęczać go. Na jej czole już zaczęły pojawiać się krople potu spowodowane maksymalnym skupieniem na jeździe. Spojrzała momentalnie na zegarek na ręku, żeby rozwiać wątpliowści jak stoją z czasem, ale według jej obliczeń na razie idzie im nieźle.
....Dojeżdżając już do do chińskiego domku, przygotowała siwka na skok poprzez kilka półparad. Niezbyt widziało jej się wjechanie w konstrukcję tym bardziej z taką prędkością. Odbiwszy się w stosownym do tego miejscu, znalazła oparcie w obu strzemionach, oddając wałachowi wodzę na kontakcie. Nagrodziła go za wykonany skok, ale dalej nie pozwalała zwalniać, na dłuższych metrach zerkając ukradkiem na zegarek. Każda sekunda się liczyła, a czwarta przeszkoda nie dość, że była daleko to wymagała większej ilości czasu. Każda sekunda się liczyła, więc postawiła zaufać umiejętnościom profesora, żeby gdy w końcu dojechali do szeregu przypominającego bardziej slalom, znacznie ścinając najazd na poszczególny z płotków, z których każdy miał wysokość powyżej metra. Przywiązywała największą wagę do tego, żeby przejechać to bezpiecznie, ale zarazem chciała oszczędzić na czasie, bo już za chwilę jej szczęście jak się tego spodziewało gdzieś zniknęło, a nad głowami pojawiły się ciemne chmury, z których już po chwili zaczął padać deszcz. Chcąc nie chcąc, dziewiętnastolatka zwolniła konia, który w przeciwnym razie ślizgał by się na mokrej nawierzchni. Pokładając nadzieję w tym, że gdzieś tam będzie lepsza pogoda, przejechała kolejne kilka metrów w wolniejszym galopie niż poprzednio. Zaczynali przekraczać normy czasowe, ale chciała uwierzyć w to, że gdzieś to nadrobią.
....Kolejny szereg wymagał już więcej wysiłku od pary. Pierwszy człon akurat nie był specjalnie trudny, wymagał od wałacha jedynie dalekiego, płaskiego skoku. Przed nim minimalnie wydłużyła krok konia, a kiedy znaleźli się już po drugiej stronie zacisnęła zęby przy wzniesieniu. Poprowadziła belgijczyka nieco pod ukosem, żeby nie ślizgał się. Chyba niedługo będzie potrzebny kowal, żeby Mia mogła w końcu zacząć używać haceli, bo teraz pewno by się przydały. Musiała się niestety ograniczyć do mocnego pochylenia do przodu i jeszcze mocniejszego odciążenia zadu, żeby na samej górze napotkać niespodziankę - żywopłot wycięty w zgrabny kształt. Miała wysokość koło metra, ale gdyby biały przeczesał nogami liście nic się nie stało, więc bezstresowo przejechali ją. Cięższe dopiero ich czekało, bo następny był kolejny żywopłot, ale przestrzeń między dwiema chorągiewkami była zdecydowanie mniejsza. Dziewczyna skupiła się na tym, żeby zmieścić się między białą i czerwoną flagą, bo przeszkoda sama w sobie nie była specjalnie wysoka. Pewnie trudne przeszkody jeszcze nadrobią, bo nie byli nawet w pierwszej połowie. O ile dojadą do drugiej. Albo następnej przeszkody.
....Znowu dłuższy odcinek wolnego przejazdu, ale teraz nie szalała z prędkością - życie jej było jeszcze miłe. Pułapka na słonia? Przypomniawszy sobie nazwę szóstej części crossu lekko się uśmiechnęła, bo kojarzyło to się jej z Wodą dla słoni z Pattinsonem. Czy ta konstrukcja miała coś wspólnego ze słoniami? Raczej nie, ale kończąc swoje przemyślenia wyczuła spięcie ze strony wierzchowca. Nietypowy kształt łydząco podobny do tripplebarre rzeczywiście mógł rozsiewać wątpliwości w doświadczonym profesorze, jednak dziewiętnastolatka zachowując dalej spokój poklepała wałacha po łopatce i delikantym głosem dodała mu otuchy. Ostatecznie para oddała skok, a jak na ironię pułapka na słonie zmieniła się w pułapkę na konie. Zaserwowała mu porcję półparad, żeby zwrócić jego uwagę na siebie, a zarazem uspokoić. Niestety to nie poskutkowało przy kolejnym szeregu, który był parę foule dalej. Tutaj organizatorzy jeszcze bardziej zaszaleli, przeszkody zamieniając w ciała niebieskie, co jeszcze bardziej przestraszyło siwka. Podobnie jak poprzednio chciała go uspokoić, co po części się udało, a po części nie. Koń oddał skok, lecz bokiem. Cóż, przeskoczył? Przeskoczył. Nie zdążyła go nagrodzić, bo czyhał na nich księżyc. Tutaj było już trochę lepiej, opanowanie dziewczyny chyba trochę udzieliło się koniu, bo pomimo, że wyraźnie bał się nietypowego kształtu to odważnie zmierzył przeciwko lękowi.
....Nie miała chwili na nagrodzenie belgijczyka, bo wylądowanie po 7b było na tyle strome, że gdyby na chwilę straciła uwagę mogłoby stać się nieszczęście. Odchyliła się, żeby pomóc wałachowi znaleźć równowagę przy zjeździe w dół. Patrząc na ósmą przeszkodę ugryzła się w policzek. Rozpędzeni prosto w stronę słońca! Ale dziewczyna ciągle zadawała sobie jedno pytanie: Czy i aby ta przeszkoda nie spodoba się piętnastolatkowi? Ku szczęściu obojgu nawet dość strasznie wyglądająca obręcz nie przeszkodziła parze. Kobieta zwinnie zasugerowała białemu, żeby się odbić, samą zaś jeszcze bardziej pogłębiła półsiad, pochylając się nad szyją konia, żeby przypadkowo nie waląć łbem w górę słońca.

Caroline Hathaway - 2015-05-23, 20:31

Kobieta z samego rana pojawiła się pod stajnią, dzień wcześniej oporządziła sprzęt siwka oraz wyhasała go co by w dzień zawodów nie odwalał jakiś numerów. Wracając jednak do dnia zawodów weszła do stajni, oporządzając siebie oraz siwka by wyjść i się rozgrzać przed najważniejszą częścią dnia. Krótka rozgrzewka nie męcząca siwka i czekanie na wezwanie które nie miłosiernie się dłużyło.

~

Oni jechali którzyś z kolei więc podłoże było już mokre wręcz błotniste, kierując się ku bramką weszła w półsiad i została na kontakcie z ogierem. Po otrzymaniu pozwolenia na start nie wahała się długo wpychając ogiera od razu go galopu i kierując go na jedynkę. Podkowa nie była jakaś specjalnie trudna ale przez błotnisty teren koń lekko się ślizgał czy potykał co kawałek więc kobieta musiała utrzymać go w mocnych pomocach, do tego aktywnych jednocześnie wypychając go do przodu. Nie mogli też za bardzo szaleć w końcu nie chcieli się pozabijać prawda? Dojeżdżając do podkowy siadła w siodło, dając ogierowi łydkę do wybicia, wchodząc w półsiad, oddając wodzę. Po wylądowaniu została w półsiadzie kierując go na dwójkę, zostawali w spokojnym tempie kierując się na przód. Lekko zakręcili na lewo najeżdżając na dwójkę, na przeszkodę łudząco podobną do ludzkiej sofy. Dojeżdżając do niej ponownie siadła w siodło, by wraz z dodaniem łydki puknąć ogiera w łopatkę, wejść w półsiad, oddać wodzę. Lekki łuk po wylądowaniu i najazd po prostej na trójeczkę, dodała nieco prędkości jednocześnie bardzo uważając na kroki ogiera i starając się omijać wszelkie nie równości na podłożu by gładko najechać na domek. Lekkie wycofanie w siodle oraz usadowienie się w nim, doprowadzenie pod przeszkodę łydka, półsiad, oddanie wodzy. Nadal pozostawała w półsiadzie po wylądowaniu rozpadało się, zaklnęła pod nosem stanowczo wyhamowując siwka w galopie. Pogoda im stanowczo nie sprzyjała ale co poradzić? Spokojnym nieco wolniejszym tempem kierowała ogiera ku szeregowi, delikatnie skręcając na zakrętach i starając się jechać środkiem by nie wypaść z trasy. W końcu zauważyła upragnione trzy przeszkody, pokierowała go na nie spokojnym jednostajnym tempem dojeżdżając do pierwszej. Były dość wąskie więc duże znacznie miała precyzja najazdu, dojeżdżając tak by biała flaga była po lewej wsiadła w siodło, dając mu łydkę do wybicia. Schemat skoku był taki sam jak poprzednio, podczas najazdu od jednej do drugiej była w pół siadzie dwie foule przed wsiadała w siodło. Zakręty do przeszkód ze względu na podłoże były nieco obszerniejsze po łagodniejszych łukach co by nie wywalili się na środku i mieli czas naprostować się. Piątka znajdowała się niewiele dalej więc pojechali po prostej na nią, pierwszy był rów, Dała mu pół paradę skupiając go na sobie, dała mu łydkę do skoku zaraz odciążając tył by mógł się swobodnie wspiąć po górce. I zaraz dał kolejne pomoce do skoku przeszkody na kółkach, po lekkim łuku najazd na c. Zamknęła go w pomocach minimalizując możliwość ucieczki przez tą chudą przeszkodą, po najechaniu wykonała wszystko jak poprzednio odd ychając z lekką ulgą że to pokonali. Błotniste podłoże dawało im w kość przez co tempo nie było zbyt piorunujące ale udawało im się nawet z ciężkich opresji wyjść obronną ręką i jakoś jechać dalej do przodu. Lekko skróciła konia by natracić na prędkości przy najeźdźie bo skok miał być daleki nie wysoki. Wysłała mu krótką pół paradę przed przeszkodą wypuszczając na nią konia po otrzymaniu sygnału weszła znów w półsiad w którym potem została by oddać wodzę. Po wylądowaniu jednym tempem pojechali dalej ku 7, lekki łuk i najazd na saturn (?) odważny najazd na ową przeszkodę lekkie dotknięcie w łopatkę, sygnał do wybicia, półsiad, oddanie wodzy góra trzy foule do księżyca poprzedzone pół paradą i podobny schemat jak wcześniej. Nim nawet przelecieli zwolniła ogiera do kłusa by mieć kontrolę nad zjazdem w dół. Zjazd był krótki gdyż zrobili jeden krok w dół po czym raczej zeskoczyli na dół. Po czym ponownie przyspieszenie do galopu i najazd na ósemkę, słoneczko które było ostatnią przeszkodą w tej części było pod lekkim wzniesieniem. Lekko odciążyła zad dając mu swobodę wspięcia się, wysyłając pół paradę i powtarzając schemat skoku.

Windsor - 2015-05-23, 21:11

Wałach natomiast pozostawał nieświadomy "niebezpieczeństwa" jakie ich oczekiwało. Po rozgrzewce stępował spokojnie dookoła, aż został wprowadzony do boksu startowego. Szastnąwszy nerwowo ogonem, zdołał jedynie zastrzyc uszami po usłyszeniu dzwonka, po czym ruszył galopem, szybko rozwijając stosowną prędkość. Od początku szedł z postawionymi uszami i zadartym łbem, nieufnie przyglądając się przeszkodom. Pomimo swojego doświadczenia nieczęsto miał okazję skakać crossowe przeszkody, ale przy tym - na szczęście - był na tyle karny i odważny, aby przewieźć Mię przez owy tor. Mocno bijąc kopytami ziemię, galopował szybkim tempem w stronę pierwszej przeszkody. Doprowadzony pod samą przeszkodę, odbił się we wskazanym miejscu na tyle mocno, by pomimo płaskiego lotu przeskoczyć przez przeszkodę niemalże bez dotykania miękkiej części. Mimo to i tak przeczesał hyrdę kopytami, naraz mocno wyciągając szyję i zaraz podchodząc do lądowania. Po skoku utrzymał mocne tempo galopu, w którym skierował się do kolejnej przeszkody, która budziła w nim więcej zaufania pomimo swojej postawności. Odrobinę wycofał się przed przeszkodą, tym samym mocniej podstawiając zad, co było mu niezbędne do oddania mocnego skoku nad białą skrzynią. Przeskoczył ją z lekkim zapasem, w trakcie skoku chowając nieco łeb między przednimi nogami, mocno je podkurczając i otwierając się zadem. Zaraz wylądował i poszedł na kolejną przeszkodę. Nim jednak do niej dotarli, mieli do pokonania trochę dystansu - tak więc wyciągnął galop, trochę się wyciszając i spłaszczając foule w porównaniu z tym, co miało miejsce na początku. W odpowiedzi na półparady zaokrąglił ponownie galop by w wybranym miejscu oddać kolejny, poprawny skok z niewielkim zapasem. W tych ekonomicznych skokach oszczędzał swoje siły, aby wykorzystać je w trakcie dodań w dystansie - tak jak uczynił to po wylądowaniu. Mocno wyciągając krok i uzyskując całkiem niezłe tempo, w krótkim czasie znalazł się przy kolejnych przeszkodach. Zwolnił dopiero w trakcie pokonywania szeregu, który jednak wymagał ciut rozważniejszego podejścia, bez pędzenia na łeb, na szyję. Te przeszkody nie robiły na Windsorze najmniejszego wrażenia. Nawet pomimo lekko ściętych najazdów poradził sobie, każdy z trzech płotków pokonując perfekcyjnie, dając się wprowadzać w ciasne zakręty, na których nie gubił równowagi pomimo grząskiego i zdradliwego podłoża. Po wyjściu z szeregu pogalopował dalej, chociaż spokojniej niż dotąd, przytrzymywany przez Mię. Nie protestował czując jak ziemia rozmięka od deszczu, sprawiając, że jego kopyta zapadały się coraz mocniej, niekiedy wpadając w poślizg. Jednocześnie była to szansa na złapanie oddechu, co skrupulatnie wykorzystał. Podchodząc do kolejnego szeregu wciąż pozostawał stosunkowo spokojny, nie widząc w przeszkodach niczego niepokojącego. Przeskoczył rów nie zmieniając tempa galopu, nawet nie zwracając nań większej uwagi. Zabawa zaczęła dopiero się po chwili, gdy został zmuszony aby wejść na strome wzniesienie. Angażując w to maksymalnie mocno zad, dość szybko 'wdrapał' się na górę, głucho przy tym parskając. Hacele zdecydowanie by się tu przydały, podkowy także, wszakże ostatnio stawiano przed nim coraz większe obciążenia. Teraz jednak radził sobie w miarę. Ledwo postawił nogi na górze, a już musiał się odbić aby przeskoczyć hyrdę. Na szczęście za pierwszym razem przekonał się, że bez obaw może przeczesać gałęzie, toteż pomimo niezbyt silnego skoku, pokonał ową przeszkodę. Po skoku pociągnął nieco łeb ku dołowi, po czym pogalopował w stronę wąskiego frontu. Budowa przeszkody prowokowała do wyłamywania, ale przytrzymany w pomocach i zdecydowanie nakierowany na środek poszedł na wprost przeszkody, aby oddać skok odpowiednio wcześnie. Także tutaj skok był ekonomiczny, a siwek zdołał zaprezentować nie najgorszy baskil, pracując grzbietem oraz szyją, składając 'podwozie'. Później galopował tym samym tempem, dobrym, bez przyspieszania. Nie było takiej potrzeby.
Dopiero szósta przeszkoda wzbudziła w nim niejakie wahanie. Niby przypominała konstrukcją trippla, ale była zdecydowanie gorsza - przede wszystkim dzięki solidnym belkom oraz rowowi. Miał świadomość, że owe belki nie spadną, gdy w nie uderzy, a to... cóż, nie tylko byłoby bolesne, ale także fatalne w skutkach. Dlatego też do końca zachował rezerwę. Właścicielka nie pozwoliła mu na odmowę, więc ostatecznie oddał skok - wręcz przesadnie silny, przez co trudny dla wysiedzenia dla Mii. Niemniej wyraźnie bał się owej przeszkody i dlatego też skoczył wysoko i jednocześnie daleko, aby na pewno nie trącić przeszkody. Przy lądowaniu poprawił zadem, podrzucając go nieco, a gdy już było po wszystkim, parsknął parokrotnie ciężko. W odpowiedzi na półparady wycofał uszy na Mię, zaokrąglając chwilowo szyjsko, ale było to tylko pozorne skupienie na dziewczynie. Wciąż szeroko otwartymi ślepiami spoglądał w stronę kolejnych, niemniej strasznych przeszkód. Mimo wszystko jednak nie odmawiał skoków; przeskoczył przeszkodę, której budowa wyraźnie mu nie odpowiadała. Co prawda w trakcie odbicia spłynął nieco na bok, przez co oddał skok bokiem, na szczęście nie gubiąc jednak równowagi przy lądowaniu. Był mokry od potu, nie tyle co z wysiłku, co ze stresu, który rodził się w nim na widok przeszkód. Kolejna przeszkoda również nie spodobała się Windsorowi. O ile sama budowa była znośna, to nieufność budził w nim fakt, że nie widział, co znajduje się po drugiej stronie. Mimo to poustawiany na pomocach, być może pojechany nieco mocniej do przodu, ostatecznie skoczył, w trakcie trochę tego żałując. Nagły spadek terenu sprawił, że gwałtownie wycofał się na zad, zapierając się przodami. Cholernie ślizgał się bez podków, a więc żeby się nie zabić, w pewnym momencie po prostu zeskoczył, nie patrząc na Mię. To mogło zaburzyć jej równowagę, ale w tym momencie o tym nie myślał. Ratował się. Na szczęście nie spadła, toteż skierował na nią jedno ucho i pogalopował ku ósmej przeszkodzie. Ta akurat nie budziła w nim takich wątpliwości jak poprzednie, toteż we wskazanym miejscu po prostu oddał skok, odpowiednio wysoki, ale przede wszystkim daleki, co zapewniło mu możliwość wejścia w mocny galop po drugiej stronie.

Mistrz Gry - 2015-05-23, 21:18

MIA ALIGHT & WINDSOR



    55; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
    Opis
    Wałachowi najwyraźniej przestał przeszkadzać wygląd przeszkód, bo kolejne osiem przeszkód - w tym szeregi - pokonał bez najmniejszego wahania. Trzymając dobre tempo, odważnie szedł na kolejne przeszkody. Jeździec natomiast miał niezachwianą równowagę, a także precyzyjnie kierował koniem, co jak na razie prowadziło parę do sukcesu.



    62; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
    Opis
    Jak wyżej.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mia - 2015-05-24, 14:57

....Dwa przejazdy w crossie? Mia, chyba życie ci niemiłe. Okay, Windsora znała i to dobrze jako jego właścielka, ale dlaczego do cholery wzięła drugiego całkowicie nowego dla siebie konia? Cały czas powtarzała to sobie będąc już w stajni.
....Dzień wcześniej poświęciła swój czas na zapoznanie się z drugim siwkiem, lecz i tak nie miała kiedy nawiązać takiej więzi jak przez chociaż miesiąc treningów, a nawet zwykłego kontaktu z ogierem. W każdym bądź razie obawiała się tego, ale nie okazywała tego po sobie. Wyczyściła ogiera i osiodłała według wskazówek od właściciela, potem zaserwowała holsztynowi lekką rozgrzewkę.

....Po wyczytaniu stawiła się w odpowiednim miejscu, zaraz przygotowując się do puszczenia Contendro galopem. Upewniwszy się, że wszystko jest na swoim miejscu, zegarek nastawiony, a kamizelka dopięta, kiwnęła, żeby po chwili dosłyszeć dzwonek. Od razu zwiększył się jej poziom adrenaliny, jakby nie zdążyła wypchnąć ogiera do przodu, choć tak oczywiście się nie stało.
....Odważnie poprowadziła go na pierwszą przeszkodę w głębi zastanawiając się jak koń zareaguje na ich kształty. Bo przecież mógł pomyśleć, że te żywopłoty to żarcie, a w czasie przejazdu przez wodę zachciałoby mu się pić. Z nadzieją, że jednak nie za darmo ma te drugie miejsce w zawodach na koncie, przeszła w półsiad mający na celu odciążenie jego zadu, żeby nie wymęczyć konia ak od razu. Znajdując oparcie na dwóch strzemionach najechała na środek olimpijskiej podkowy, w odpowiednim miejscu dając łydkę stosowną do odbicia. Pochyliła się nad baslikującym koniem, oddając mu wodze do wyciągnięcia szyi, choć i tak skok nie musiał być na tyle wysoki.
....Parę foule czekała przeszkoda wymagająca nieco więcej wysiłku, przykładowo z tego powodu, że była przeszkodą stałą. Nieznacznie wycofała ogiera, żeby mógł oddać mocny skok nad Sofą. Wraz z lotem poczuła ostry ból w prawym boku, który po części na chwilę ją zablokował. Syknęła, tracąc czucie po prawej stronie, lecz na szczęście trzecia przeszkoda była nieco dalej, więc dziewczynie pozostało poprowadzenie w tamtą stronę konia, starając się nie myśląc o skurczu, który chcąc nie chcąc ją dezorientował. Byli coraz bliżej Chińskiego Domku, a ból zaczynał lżeć. Dziewiętnastolatka prawie go nie odczuła przy oddaniu trzeciego skoku podobnego do drugiego, jedynie nieco wyższego. Też kształt był nieco bardziej niecodzienny, ale to nie sprawiło, żeby koń nie oddał skoku. Po wylądowaniu Mia zauważyła, że z bokiem już wszystko okay, więc korzystając z tego jak i dużej odległości do kolejnej przeszkody, pozwoliła Contendro rozpędzić się, jedynie gdy na widoku pojawił się pierwszy szereg minimalnie go zwolniła, żeby uświadomić mu, że to nie wyścig, ale cross. Prostopadle najechała na pierwszy płotek, ryzykując i na kolejny najeżdżała ścinając najazd. Upewniwszy się, że dziwnym trafem nie najedzie po złej stronie, pozwoliła sześciolatkowi oddać skok, zaraz zakręcając go w stronę trzeciego członu. Wszystko odbyło się jak poprzednio, a po wylądowaniu zawróciła konia, żeby wrócić na trasę i nie jechać pod prąd.
....Kilka metrów dalej już był drugi szereg, zdecydowanie bardziej crossowy od poprzedniego. Na początek prosty płaski skok nad rowem, który dla pary nie stworzył problemu, tak jak do tej pory każda inna przeszkoda, bo szło im nadzwyczaj dobrze. Pomogła wspiąć się ogierowi na wzniesienie, maksymalnie odciążając jego zad. Poza tym hacele, która zamontowała mu w stajni (bo uznałam, że jest podkuty, nigdzie nie widziałam, żeby nie) powinny zwiększyć przyczepność na trawie. Już przy rozgrzewce zauważyła, że podłoże jest wręcz idealne, co teraz się odkładało. Już na górze czekała hyrda, przy której znowu mogli sobie pozwolić na przeczesanie żywopłotu nogami, ważne, że przeskoczyli. Najtrudniejsze w tym szeregu dopiero ich czekało, bo wąska przeszkoda budziła wątpliwości w dziewczynie, które niestety okazały się trafne. Chwila nieuwagi straczyła, żeby minimalnie zboczyć z prostopadłej linii do wąskiego frontu. Nie chcąc walnąć w chorągiewkę, zmusiła się do wykonania wolty, chociaż dobrze wiedziała, że to poskutkowało punktami karnymi. Poprawiwszy najazd tym razem oddała skok, jednak dobrze wiedziała, że nie odzyska już tamtych punktów. Westchnęła i na dłuższym odcinku pozwoliła mu rozpędzić się do woli. Jeżeli tylko dojadą do wody to siwek będzie miał schłodzone nogi, jednak nadal nie pozwalała mu pozbyć się całej energii. Poza tym i tak chwilę później musiała przygotować go do oddania kolejnego skoku. Łudząco podobna przeszkoda do tripplebarre w rzeczywistości miała na dole rów, co było jeszcze większym utrudnieniem. Nie wyczuwając ze strony konia większego zdenerwowania podesłała mu łydkę do wybicia, będąc ciągle w półsiadzie podążyła nadgarstkami za jego pyskiem. Niedaleko już czyhał trzeci szereg, który niestety w przypadku Windsora nie wyszedł tak pięknie, jak miał. Upewniwszy się, że ogier nie przejmuje się kształtem przeszkód poprowadziła go na pierwszy człon. Jaskrawe kolory mogły wręcz razić po oczach, ale dziewiętnastolatka uparcie prowadziła konia w tamtą stronę. W odpowiednim miejscu pomogła mu odbić się mocno, żeby nie dotknąć konstrukcji. Nie pozwalając na chwilę dekoncentracji zaraz też dojechała do księżyca, przy którym wiedziała, że musi być ostrożniejsza, bowiem po jego drugiej stronie jest spad w dół. Przygotowała na to siwka poprzez półparadę, a już gdy był w fazie lotu przy 7b odchyliła się, żeby nie spaść do przodu. W miarę bezpiecznie przejechawszy zjazd musiała jeszcze lekko pomóc holsztynowi wspiąć się do góry po małej fali, a górze której czekało nijakie Słońce. Posłała łydkę do odbicia, a gdy tamten tylko się oderwał przeszła w jeszcze głębszy półsiad, pochylając się nad białą szyją..

Jessie - 2015-05-24, 15:26

Po oddanym skoku tylko na krótką chwilę wróciła w siodło, zaraz z powrotem przechodząc do półsiadu, dzięki któremu umożliwiła klaczy szybki galop do kolejnej przeszkody. Skręciła w lewo, kierując się wyznaczoną trasą. Przed hyrdą niespecjalnie przytrzymywała Insostenible, wiedząc, że klacz nie będzie się bała przeczesać przeszkody w płaskim skoku - toteż doprowadziła do tego, nie zmieniając jej tempa i sygnalizując oddanie skoku odpowiednio wcześnie. Następnie skręciła w prawo, tutaj już trochę przysiadając Insostenible, aby bezpiecznie wskoczyła na nasyp, który stanowił część szeregu. Niestety chyba i tak utrzymała zbyt mocne tempo, co poskutkowało tym, że krótki najazd do 9c zwyczajnie przestał im odpowiadać. Nie chcąc ryzykować wyłamania na wąskim froncie, zdecydowała się wykonać woltę przed przeszkodą i tym samym raz jeszcze obrać sobie celny, trafny najazd na sam środek owej przeszkody. Będąc na wprost, wysłała siwą do przodu, zaraz umożliwiając oddanie skoku i zgrywając się z nią w trakcie lotu. Po skoku nie rozpędzała się, jako że odległość do kolejnej przeszkody, oksera, była niewielka. Dopiero ostatni krok galopu przed odbiciem pozwoliła klaczy wydłużyć, aby zebrała w sobie więcej energii potrzebnej do pokonania oksera. Łydką wskazała miejsce odbicia, po czym w momencie odskoku otworzyła lekko rękę, umożliwiając hanowerce swobodne wyjście w górę i otworzenie się. Przeszła za nią do półsiadu, oddając wodze. Po skoku wróciła w siodło, jako że po kilkunastu metrach czekała już na nich kolejna przeszkoda - której trudność polegała na tym, że nie było widać, co też znajdowało się po drugiej stronie. Prawdopodobnie był to spadek terenu, toteż nie rozpędzając zanadto klaczy, ale wciąż prowadząc ją zdecydowanie, doprowadziła ją do przeszkody, ewentualnie wahanie tłumiąc wyraźniejszym użyciem pomocy. Także tutaj nie została w tyle za ruchem konia, a podążyła za nim, umożliwiając klaczy komfortowe pokonanie przeszkody. Zakładając, że po drugiej stronie rzeczywiście był spadek terenu, błyskawicznie wycofała się do tyłu, dociążając zad siwej i odciążając przód. Zaraz także umożliwiła jej zeskoczenie, po którym od razu przeszła w półsiad, prosząc Inso o dodanie w galopie. Dopiero po wyjściu z zakrętu nieco wzięła ją na siebie, półparadami zabiegając o uwagę. Unosząc ją na przodzie, jednocześnie uzyskała mocniejsze zaangażowanie zadu. Doprowadziła ją możliwe najbliżej dwunastej przeszkody i oddała kolejny, poprawny skok, bez większego stresu pomimo tego, że przeszkoda była połączona z rowem. Dalej znowu nadgoniła nieco tempo, zerkając przy tym na zegarek. Jak na razie szło im idealnie, nie licząc tamtej jednej wpadki.
Nie zmieniając tempa, wprowadziła siwą do wody, która siłą rzeczy spowolniła ruchy konia, prowokując go do użycia większej ilości siły przy skoku. Utrzymując mimo wszystko dynamiczny galop, nakierowała ją na kolejną przeszkodę, prostą jak na miarę doświadczenia dosiadanego przez Jess wierzchowca. Tak więc i ją pokonały bez problemu, zaraz wyskakując z wody i spokojniejszym galopem idąc w stronę kolejnych przeszkód, po łuku. Znajdując się na wprost kłody, rozpędziła ponownie Insostenible, odpowiednio wcześniej dając jej łydkę do obicia. Po przefrunięciu przeszkody, gdzie także przeszła do niezbyt głębokiego półsiadu, dalej prowadziła ją na wprost przez wodę. Zaraz umożliwiła jej wskoczenie na ląd i dalej, nie tracąc tempa, najechała na kolejny wąski front. Musiała przyznać, że wyjątkowo dobrze współpracowało się jej z Inso tego dnia. Ale czy to w zasadzie odbiegało od normy?
Wciąż jadąc po kole, skierowała hanowerkę na piętnastą przeszkodę - kolejną kłodę, postawioną nad rowem. Tym razem nieznacznie ją wycofała, nie chcąc aż tak spłaszczać lotu. Po uzyskaniu okrąglejszego galopu, spokojnie i bez stresu nakierowała konia na przeszkodę, znowu pomagając z oceną miejsca wybicia i oddaniem samego skoku. Po nim znowu dodała w galopie, wiedząc, że spokojnie może sobie pozwolić na taki wysiłek, jako że Inso miała genialną kondycję. Tak jak poprzednim razem, dopiero na kilkanaście metrów przed tripplebarrem zaczęła wycofywać nieco klacz, bo przeszkoda była jednak stała i nie mogły pozwolić sobie na całkowite spłaszczenie skoku. Tak więc przygotowała odpowiednio siwą i w wymierzonym miejscu oddała kolejny skok, bezpiecznie. Nie czuła u konia najmniejszych wahań, co zapewne wynikała z tego, że sama również bardzo pozytywnie patrzyła na ich dalszy przejazd.

Taylor - 2015-05-24, 16:33

Ignorując fakt nieco obitego tyłka, lekkiego bólu głowy i brudnych bryczesów, ruszyła do stajni po drugiego konia - nijakiego Savera, o którym właściwie nigdy nie słyszała - a po przygotowaniu go do startu ruszyła z powrotem na tor, gdzie też tradycyjnie zadbała o właściwe rozprężenie.
Słysząc charakterystyczne "przygotowuje się Saver", skierowała konia w stronę bramki startowej, skracając przy tym wcześniej oddane wodze. Uważnie lustrowała zawodnika, który w tamtej sekundzie startował, w głowie wertując wszystkie możliwe scenariusze niepowodzeń - upadek jeźdźca, wyłamanie, woltę, a nawet i potknięcie się o którąś z przeszkód. Nie chciałaby poraz kolejny dzisiejszego dnia znaleźc się na ziemii, a co dopiero wraz ze swoim wierzchowcem. Podczas oczekiwania na swoją nie mówiła nic do ogiera, ale uspokajająco głaskała, mimo wszystko nie zaprzestając delikatnie pracowac z jego pyskiem. Domagała się jego uwagi, która zwłaszcza przed startem była jej potrzebna. Poinformowana przez pracownika o tym, że może już wjeżdżac do bramki, zrobiła to, we właściwy sposób ustawiając hanowera {już drugiego dzisiaj!} między dwoma celownikami. Spojrzenie utkwiło w pierwszej z przeszkód, którą widziała już z linii startu. Cierpliwie wyczekiwała dzwonka, po którego usłyszenia posłała Saverowi mocny sygnał, wpędzając go w galop. Nie wiedziała do końca, jak ogier będzie zachowywał się na torze - czy jazda na nim będzie przyjemna, sukcesywna, czy okaże się byc jednym wielkim niepowodzeniem. Z tego, o czym przekonała się na rozprężalni nie mogła wyciągnąc zbyt wiele wniosków. Wszystko miało się okazac już za chwilę, a właściwie - już w tej chwili. Odruchowo weszła w lekki siad, odciążając końskie plecy, ale utrzymując stabilny, lekki kontakt, galopując jak najbardziej "do ręki". Nie przejmowała się ustawieniem końskiej głowy, ewentualnie podnosząc ogiera, jeśli ten nazbyt się chował {w co jednak wątpiła}: takie zachowanie groziłoby im upadkiem na którejś z przeszkód. Wzrok, który wcześniej utkwiła w pierwszej z przeszkód, przeniosła na niezidentyfikowany punkt w oddali, nie pozwalając sobie patrzec pod końskie nogi. "Koń zawiezie Cię tam, gdzie patrzysz" - o tym ciemnowłosa zdążyła się już niejednokrotnie przekonac. Mimo wszystko nadal pozostawała skupiona na zadaniu, jakim było pokonanie olimpijskiej podkowy. Pewnym, mocnym {ale nie morderczym, co raczej powinno byc logicznym} tempem dojechała do niej, pilnując dystansu i we właściwym miejscu wysyłając hanowerowi sygnał do odbicia. Czując jak koń oddaje skok podążyła za jego ruchem, cofając biodra, przesuwając nadgarstki wzdłuż grzebienia grzywy i składając się do skoku. Cały schemat powtórzyła w dojeździe do drugiej przeszkody, czego znów nie będę już tak dokładnie opisywac - po wycofaniu ramion i lekkim przytrzymaniu podążyła za ruchem karego, uprzednio upewniając się, że uniemożliwiła mu ucieczkę na boki. Po Sofie Lamberta czekał ich długi odcinek galopu, więc Taylor weszła w lekki siad, znów odciążając plecy konia i wprowadziła go w jedno, dosyc wymagające tempo; wierzyła, że koń pokroju Savera będzie w stanie pokonac całą długośc toru. W drodze do Chińskiego domku zerknęła na swój zegarek, sprawdzając, czy mieszczą się w czasie. Na szczęście udało im się osiągnąc zadowalające tempo, pozwalające na dotarcie do mety we właściwym czasie. Gdy znaleźli się w odległości około 4 foulee od domku, wyraźnie przytrzymała Savera, wycofując ramiona i wyczekując 'ataku' z jego strony. Z właściwą chwilą weszła w półsiad, oddając właściwą ilośc ręki, a po skoku płynnie wracając w siodło za sprawą lekkiego wysunięcia nóg do przodu. Ponieważ do czwartej przeszkody mieli znów bardzo wiele czasu, Taylor w dystansie postanowiła "wypuścic" ogiera, przy okazji sprawdzając jego wytrzymałośc i szybkośc. Nie pozwalała mu jednak na zbyt szybkie tempo - nie chciała, by z uwagi na śliskie podłoże zaliczyli glebę, w dniu dzisiejszym dla ciemnowłosej już drugą. Będąc już na wprost czwartej przeszkody, a właściwie jej pierwszego członu, wycofała ramiona, już w najeździe wiele ryzykując. Zależało jej na nadrobieniu czasu, a zgadywała, że skoro koń jest WKKW'istą, będzie obeznany z ciasnymi, "rozgrywkowymi" najazdami. Na pierwszy płotek najechała na skos, utrzymując stały kontakt i pozwalając ogierowi odbic się "w rękę", a zatem poniekąd ułatwiając mu daleki, mocny skok. Już w locie wskazywała ogierowi, na którą stronę wylądują, a z chwilą, w której znaleźli się na ziemi wykonała ciasny zakręt i powtórzyła schemat zarówno na drugim, jak i trzecim płotku. Po lądowaniu obrała właściwy kierunek, galopując mocno w stronę piątej przeszkody. Przed pierwszym członem Doliny Odkryc mocno przytrzymała ogiera za sprawą kilku półparad, by w ostatniej foulee oddac mu lekką rękę, a to zagwarantowało im precyzyjny, lekki skok. Czując lekką niepewnośc w ruchu konia, której przyczyny nie znała, stanowczo przyłożyła łydkę, za sprawą której ostatecznie - mimo przeczesania hydry - udało im się pokonac ostatni człon szeregu. Po lądowaniu poklepała Savera, próbując wywnioskowac, co spowodowało tak nagłe spowolnienie ruchów konia, ale na całe szczęście to po kilku krótkich chwilach przeszło. Weszła w mocny galop, zerkając na swój zegarek i uznając, że właściwie, to są przed normą. Lekkie dodanie w dystansie, by przed tzw. pułapką usiąśc w siodle, mocno dociążyc tylny łęk, wycofac ramiona i poczekac na "atak" konia. Zabrała się z Saverem do lotu, przesuwając dłonie wzdłuż grzebienia grzywy karusa. Po powrocie w dystans nie szalała już z tempem, bo do siódmego z kolei szeregu nie było aż tak daleko - ostatecznie wyjechała na linię prostą do pierwszego członu, mając wątpliwości odnośnie tej przeszkody, ale pewnie do niej dojeżdżając. Na dwóch równych wodzach doprowadziła ogiera do 7a, do którego na szczęście obu dystans pasował doskonale. Podobnie było także z drugim członem, po którym ciemowłosa wyraźnie zwolniła konia - dzięki temu uniknęła tego samego błędu, który popełniły z Deadią. Pomogła ogierowi w odzyskaniu równowagi po skoku, następnie zachęciła do lekkiego dodania i bardzo mocno przypilnowała Savera przez jej ukochanym słoneczkiem, nie chcąc drugi raz dzisiejszego dnia skończyc samotnie po drugiej stronie tej przeszkody. Na całe szczęście hanower nie miał oporów, dlatego po oddaniu skoku wznowiła mocny, crossowy galop.

Ariana - 2015-05-24, 17:40

W porównaniu do mężczyzny klacz nie przejmowała się tak bardzo zawodami, które lada dzień miały nadejść. Może dlatego, że jest tylko zwierzęciem, a może to dzięki doświadczeniu? Tak czy owak doskonale zdawała sobie sprawę, że coś się szykuje, a wczesna pobudka w dzień zawodów i pilne przygotowania tylko ją w tym utwierdziły. Początkowo sprawiała niewielkie kłopoty, gdyż przybyłego mężczyzny nie znała, co pozwalało jej na częstsze i bardziej bolesne zaczepki... przynajmniej tak było w jej przekonaniu. Na rozprężalni kobyła nieco się ogarnęła, lecz to nadal nie był ten stan skupienia, którego od niej wymagano. Dopiero pod koniec rozgrzewki zebrała się w garść i posłuszniej wykonywała każde ćwiczenie, o jakie ją proszono.

~~~

Po kopytnej w ogóle nie było widać zdenerwowania, mimo, że dopiero drugi raz w życiu miała okazję startować w zawodach crossowych. Stanąwszy w bramce startowej parsknęła głośno niecierpliwie oczekując startu. Kiedy sygnał do startu dotarł do jej uszu zastrzygła nimi. Niemal od razu po otrzymaniu pomocy do zagalopowania ruszyła energicznie. Nim dotarli do przeszkody klacz dobrała swoje odpowiednie tempo. Uważnie przyglądała się owej przeszkodzie, do której dość szybko się zbliżała, lecz nie napalała się na nią, będąc pewną, że jeździec dobierze odpowiedni moment do skoku i nie narazi jej na żadne niebezpieczeństwo. Będąc bliżej przeszkody w swoim łbie zaczęła odliczać foule co było raczej instynktownym zachowaniem. Bacznie wyczekiwała pomocy i innych sygnałów mogących płynąć od mężczyzny, a gdy ten dał jej wyraźne pozwolenie do skoku klacz bez dłuższych zastanowień wybiła się z mocnych, zadnich kończyn. Wyciągnęła się nieco przed przeszkodą, unosząc wysoko swojego kończyny, coby nie zahaczyć o podkowę. Po gładkim lądowaniu Voice bez zatrzymywania się galopowała dalej, utrzymując to samo aktywne tempo - jeśli o to chodzi mężczyzna nie musiał się przejmować. Kolejna przeszkoda rosła bardzo szybko, hanowerka była jak najbardziej przygotowana na oddanie kolejnego skoku, jednak tak jak wcześniej nie nakręcała się, lecz oczekiwała odpowiednich pomocy i działania Argentyńczyka. Całą swoją energię kara skumulowała w sobie już na początku trasy, cała moc siedziała w tylnej części jej ciała, jej części pozbyła się podczas oddawania kolejnego skoku. Tuż przed przeszkodą zaangażowała bardziej swój zad oraz nieco mniej pozostałe części ciała, przyhamowując, tak jak została poproszona. Dzięki oddaniu dużej ilości energii i skumulowaniu dużej mocy w zaangażowanym zadzie skok był wystarczająco wysoki, można rzec, że zachowała nawet dość dużą rezerwę. Na ziemię zeskoczyła możliwie daleko od przeszkody i bez zwalniania chociażby na chwilę przemieszczała się dalej prowadzona przez Diego. W przeciwieństwie do ludzi nie zwracała dużej wagi na to, czy prezentuje się dobrze, dla niej liczyło się to, aby technika jej skoków nie zawiodła, żeby okazała się być skuteczna. Przeszkoda przypominająca domek mogłaby przerazić, ale Voice nie była płochliwym zwierzęciem, potrafiła przemóc swój strach i poradzić sobie z problemem, dlatego galopowała na przeszkodę będąc niewzruszona. Wykonanie półprady nieco ją ograniczyło i pomogło jeszcze bardziej skupić się na przeszkodzie - o ile to jeszcze w ogóle było możliwe. Klacz wydała z siebie ciche sapnięcie wybijając się po raz kolejny w miejscu wyznaczonym przez bruneta. Nie miała dużego problemu z pokonaniem także tej przeszkody, dzięki opracowanej technice. Na prostych przyśpieszała tempa, lecz wciąż nie był to morderczy galop. W ten sposób mogli nadrobić czas, który mogliby ewentualnie stracić w późniejszych etapach przejazdu. Klacz już wcześniej dostrzegła kolejne przeszkody, a właściwie szereg złożony z trzech przeszkód. Kopytna jak zwykle w swoim czarnym łbie instynktownie, mechanicznie poczęła 'odliczać' foule, skracając swój wykrok, jak ją o to proszono. Z pokonywaniem szeregów nie miała problemu, była doświadczonym koniem sportowym. Nie sprzeciwiała się Argentyńczykowi, z jego pomocą udało jej się idealnie najechać na ustawione poprzeczki. Po oddaniu pierwszego skoku klacz dostała dodatkową dawkę energii, którą zaprezentowała przy pokonywaniu reszty szeregu. Mimo ciasnych zakrętów i wzmożonej aktywności wszystko poszło zgodnie z planem. Pochwała podczas zwykłego treningu mogła skutecznie wyprowadzić ją z równowagi, lecz z jakiejś przyczyny ta krótka pochwała, którą ją uraczył nie była w stanie na nią szczególnie wpłynąć. Wydłużyła swój wykrok na prostej, przy okazji łapiąc głębszy oddech. Rów, jako kolejna przeszkoda do pokonania wprowadził klacz w stan lekkiej niepewności, lecz już po chwili przekonała się, że taki typ przeszkody to nic strasznego i opierając się na pomocach mężczyzny jest w stanie sobie z nią poradzić. Półparada ponownie przygotowała ją do oddania skoku, kopytna zebrała w sobie rozrzuconą po całym ciele moc i w odpowiednim miejscu wybiła się, 'przelatując' nad rowem z wystarczającą rezerwą, by nie martwić się o to, że coś może nie wyjść. Zadarła lekko ciemny łeb, próbując dostrzec to, co znajduje się na samej górze pagórka, lecz nie dostrzegłszy nic, skupiła się na zadaniu do wykonania. Miała w sobie jeszcze dużo energii i cały czas dawała o tym znać, choćby wytrwale wspinając się na pagórek i nie zwalniając ani na chwilę. Przeszkoda o podstawie z drewna i stopni z żywopłotu wydała się klaczy co najmniej dziwna, lecz ani trochę straszna. Wdrapawszy się na pagórek i widząc przeszkodę w kształcie samochodu w całej okazałości kopytna przygotowała się na to, że będzie musiała ją pokonać. Starała się utrzymać na torze, który wybrał dla niej Diego i chyba nie szło jej to najgorzej, gdyż chwilę potem oddała skok - wybijając się w odpowiednim miejscu - i nie zahaczając o żaden element przeszkody. Tak jak zawsze skumulowana w zadzie energia pozwoliła jej się wybić w miarę mocno, a za co tym idzie 'poszybowała' wysoko. Stanąwszy z powrotem na ziemi obiła ogonem o smolisty bok i parsknęła głośno. Kolejna przeszkoda o wdzięcznej nazwie pułapka na słonia, mogła w swoje sidła złapać również konia, lecz Voice nie wydawała się być nią przerażona. Z pomocą Diego, wiarą w swoje możliwości oraz niezawodną techniką kobyła oddała skok, który nie był zbyt wysoki, lecz wystarczający, by nie zahaczyć o żaden element przeszkody. Oddany skok był za to długi, kara wyciągnęła się, jak tylko mogła, by opaść na ziemię w miarę daleko od przeszkody. Przeszkody związane z kosmosem były naprawdę wymyślne i klacz wydawała się być lekko zaszokowana ich kształtem, jednak nie poddawała się. Hanowerka najechała na przeszkodę bardziej z prawej strony, sugerując się pomocą mężczyzny. Nawet bez niego klacz dałaby radę, pokierowałaby się instynktem. Stosując tę samą technikę co poprzednio, opierając się na pomocach jeźdźca kara oddała miękki, bardzo ładny skok. Zaraz po lądowaniu Voice zaczęła w swoim łbie odliczać foule, kierując się wprost na księżyc. Półparady spowodowały, że kara nieco zwolniła i przygotowała się lepiej do skoku, który oddała w odpowiednim momencie. Ten skok nie był zbyt wysoki, bardziej płaski. Podczas zjazdu z górki klacz odchyliła nieznacznie ciało i zwolniła, coby nie zaryć mordą w ziemię. Po uporaniu się ze spadem klacz szybko przyśpieszyła i nadgoniła czas. Słońce również jej nie przerażało, mężczyzna chyba wiedział co robi, więc klacz zaczęła mu ufać, przynajmniej na czas zawodów. Sugerując się pomocami i sygnałem do wybicia kara zrobiła to, stosując tę samą technikę skoku co przy księżycu. Wylądowawszy na ziemi kara sapnęła cicho i odchyliła głowę, lecz pochwała spłynęła po niej jak po kaczce.

Mistrz Gry - 2015-05-24, 18:19

DIEGO MONTANA & VOICE OF INSOMNIA




119; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
Opis
Kolejne przeszkody zostały pokonane przez parę bez problemu, koń nie wahał się ani razu i chętnie skakał.



    102; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją.
    Opis
    W trakcie skoku nad 14a jeździec zgubił strzemię, tym samym gubiąc równowagę i niemalże spadając. W ostatniej chwili zdołał odzyskać równowagę, chwycić strzemię i bezpiecznie kontynuować przejazd. Miał szczęście, bo chociaż upadki w wodzie zwykle są najbardziej widowiskowe dla fotografów, to na pewno nie są przyjemne dla jeźdźca!


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Anna Ross - 2015-05-24, 23:33

Dzień wcześniej pojawiła się w stajni, wyczyściła dokłanie sprzęt klaczy oraz ją samą, wylonżowała porządnie by odstawić do boksu ubraną w derkę. Kobieta w dzień zawodów pojawiła się dość wcześnie w stajni, zostawiając rzeczy w socjalnym podeszła do klaczy. Doczyściła na myjce, osiodłała, ubrała siebie by ruszyć na krótką chwilę na rozprężalnie i na start.

~

W końcu pojechały na start, utrzymywała z nią kontakt zatrzymały się zanim ruszyły po dzwonku. Poklepała krótko klacz, zadzwoniło więc wypchnęła ją do galopu wchodząc w półsiad utrzymywała aktywne tempo ale czuła spięcie gniadoszki dlatego aktywnie działała nadgarstkiem dodając jej otuchy, mówiąc że tu jest dość szybko zbliżały się do jedynki. Przed przeszkodą siadła w siodło dając w odpowiednim miejscu łydkę do wybicia, wchodząc w półsiad, oddając jej wodzę. Po lądowaniu lekki łuk w lewo, cały czas pracowała nad koncetracją klaczy oraz skupieniem na przeszkodach. Kolejno zbliżały się do sofy, ponownie usiadła w siodło przy łydce delikatnie puknęła ją w łopatkę, oddając wodzę i lądując. Odpukać przynajmniej pogoda jako tako im dopisywała nie to co poprzednim parą jednak uważała na podłożu by się nie pozabijały, na prostej w półsiadzie lekkie dodanie w tempie co by nadgonić czas. Przed samą trójką nieco ją przyhamowała siadając w siodło, by przeskoczyć tą przeszkodę tak samo jak poprzednie czyli łydka, półsiad w którym została po lądowaniu, wodze i jazda wpierw po lekkim łuku a potem na przód ku czwórce która była szeregiem. Dojeżdżając do niego modliła się aby przejechały go jakoś, nieco zwolniła tempo przed przeszkodami wiedząc że klacz się waha ciągle przypominała jej o pracy,tempie czy o niej samej że tu jest. Najazd na czwórki i powtarzanie tego samego schematu, jedynie zakręty były nieco bardziej obszerne by klacz miała czas na zapoznanie się z przeszkodą. Po pokonaniu szeregu po prostej na piątkę, pierwszy był rów więc znowu siadła w siodło pukając jednocześnie łydką oraz w łopatkę by skok był daleki po czym odciążyła zad by klacz swobodnie mogła wejść po pagórku i kolejny skok, lekki najazd po łuku na 5c. To była jedna z najtrudniejszych przeszkód gdyż cholernie wąska, nawet pół parady nie pomogły kobieta nie dopilnowała klaczy która odmówiła skoku. Na szczęście nie wypadła An z siodła udało się jej utrzymać, wycofała klacz najeżdżając po raz drugi tym razem zamykając ją w pomocach i wypychając na nią co przyniosło w końcu efekt. 6 przeszkoda wcale nie była lepsza nie chcąc popełnić tego samego błędu co wcześniej siadła w siodło, zamykając ją w pomocach, przy najeździe pilnowała by skok był znowu dłuższy, łydka, półsiad, odanie wodzy i lądowanie. Pochwaliła głosowo klacz kierując ją na 7, tu szereg był zdradliwy gdyż za księżycem znajdował się lekki spad w dół. Planetę przeskoczyli bez większych trudności, przed księżycem skróciła wykrok aktywnie działając nadgarstkiem. Przy skoku przez księżyc odchyliła się do tyłu łapiąc równowagę, zrobili jedną foulę by zeskoczyć ostatecznie. Wydłużenie kroku i najechanie na 8 czyli promienne słoneczko które odbyło się pół parada, łydka, półsiad, wodzę i jazda dalej.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group