To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Czworobok

Anonymous - 2014-03-13, 22:20

Ubrany stosownie do sytuacji, pojawił się na hali gdzie odbywały się egzaminy w towarzystwie swojego nowego konia - z którym miał już wcześniej nie raz do czynienia, więc do sprawy podszedł bez najmniejszych nerwów.
Oczywiście przed podejściem do egzaminu wstępnie rozgrzał Führera, we wszystkich trzech chodach, aż do osiągnięcia rozluźnienia i zwiększenia przepuszczalności, co by na czworoboku dał z siebie wszystko. Zresztą nie tylko on, a również brunet, bo to głównie jego miano poddać ocenie.

Przejazd - srebro

Po krótkiej przerwie, kiedy został o to poproszony, ponownie pozbierał konia do pierwotnego ustawienia, a później dał mu pomoce do zakłusowania. W tempie roboczym wjechał na linię środkową czworoboku, gdzie w jej połowie zatrzymał równo konia, poprzedzając to paroma półparadami. Ukłonił się egzaminatorom, na ten moment biorąc wodze do jednej dłoni, po czym ponownie wziął je na kontakt i przyłożył łydki do boków konia, jednocześnie działając lekko dosiadem i prosząc o powrót do kłusa roboczego. W tymże chodzie dotarli do końca linii środkowej, by w połowie krótkiej ściany odbić w prawo, z dbałością o głębokie wyjechanie zakrętu, bowiem po chwili mieli wejść na przekątną. Wyjeżdżając narożnik nadawał Führerowi wygięcie poprzez stosowanie odpowiednich pomocy, prowadzących oraz ograniczających. Na przekątnej nastąpiło wydłużenie kroku w kłusie, w tym celu Tony przesunął ręce nieco do przodu, jednocześnie dociskając łydki do boków konia i zamknął go w nich, prosząc o energiczne wydłużenie kroku. Przy powrocie na ścianę zadziałał kolejną półparadę, przechodząc z powrotem do kłusa roboczego, poprowadził kasztana do punktu P, gdzie rozpoczął woltę o średnicy 10 metrów. Przyłożył wagę do tego by wolta miała prawidłowy kształt, wciąż wysiadywał kłus, poza dbaniem o to by zachować energiczne i równe tempo, nadawał ogierowi odpowiednie wygięcie poprzez pilnowanie go wewnętrzną łydką przesuniętą za popręg i ograniczanie zewnętrzną wodzą. Po wolcie powrót na ścianę, w literce B, czyli dwanaście metrów później skręt w lewo, przy czym było to kolejne głębokie wyjechanie zakrętu, bez ścinania.

For Now - 2014-03-14, 09:06

Cóż, Führer przyszedł na teren czworoboku ze swoim nowym właścicielem. Wcześniej nie chodził odznak, ale nie była ona dla rudego najmniejszym problemem, przynajmniej ze strony stresu, chociaż sam program również nie wydawał się trudny. Na razie grzeczny dotarł na miejsce wykonując polecenia właściciela.
Hanower na rozgrzewce posłusznie wykonywał polecenia Tony'ego stopniowo rozluźniając się, by na czworobok wkroczyć już doskonale przygotowanym i gotowym na jak najlepsze wykonanie programu. Po jakimś czasie ruszył więc w jego kierunku...

PRZEJAZD
Jeszcze w miejscu przygotowanym na rozprężenie przed przejazdem Führer po otrzymaniu odpowiednich sygnałów powrócił w ustawienie. Następnie płynnie przeszedł do kłusa roboczego, w którym wjechał na czworobok. Sprężystym, energicznym krokiem dotarł do miejsca, w którym Tony nakazał mu zatrzymanie się. Ogier stanął w miejscu równo stawiając nogi i utrzymując obrane wcześniej ustawienie. Moment nieruchomości i rudy powrócił do kłusa roboczego poruszając się po prostej do punktu C, gdzie skręcił w prawo wyjeżdżając odpowiednio zakręt. Zaraz potem wjechał na przekątną tutaj również odpowiednio się wyginając. na niej wydłużył krok w kłusie. Po powrocie na ścianę wrócił do kłusa roboczego, w którym to dotarł do punktu P wykonując w nim woltę o średnicy 10 metrów. Oczywiście na niej też starał się odpowiednio wygiąć. Po wolcie powrót na ścianę i poruszanie się przy niej do punktu B, gdzie Führer wykonał kolejny zakręt, tym razem w lewo.

Anonymous - 2014-03-15, 11:01

Po przecięciu czworoboku, skręcił na ścianie w prawo, ponownie pilnując tego, by zakręt nie został ścięty. Praktycznie cały czas służył Führerowi wskazówkami, tak, by ten wiedział, czego brunet dokładnie od niego oczekuje. Pomagał mu się wyginać i pilnował równego, aktywnego tempa do przodu, oraz tego, by kasztan nie wypadł z ustawienia i wciąż angażował zad. W literce S rozpoczął kolejną woltę o średnicy dziesięciu metrów, starannie poprowadził po niej ogiera zachowując kształt i średnicę, nadając mu odpowiednie wygięcie. Po powrocie na ścianie, dał mu lekki impuls łydką co by ożywić ten kłus, a potem w połowie krótkiej ściany zatrzymał ogiera. Poprzedził to półparadami, by w literce C zrobić pełną paradę. Po pięciu sekundach nieruchomości dał łydkę do stępa pośredniego, a więc trochę szybszego niż zwykły, naturalny ruch konia. W narożniku skierował go na przekątną do V, gdzie stopniowo oddał Führerowi wodzę, pozwalając mu wyciągnąć szyję. Mimo to wciąż pilnował aktywnego ruchu, nie pozwalał ogierowi się ociągać. W V ponownie go pozbierał i dwanaście metrów później przygotował go półparadą do przejścia do kłusa roboczego, dając mu także łydkę i działając dosiadem. W połowie krótkiej ściany zagalopowanie na wprost, zewnętrzną łydkę przesunął nieco za popręg, wypchnął dosiadem, rękę dał trochę do przodu, w razie mocniej zaakcentowanego pierwszego kroku. Wychodząc na długą ścianę łydka, która miała nakłonić kasztana do wydłużenia galopu.
For Now - 2014-03-15, 21:13

Zgodnie z oczekiwaniami Tony'ego po dotarciu na ścianę skręcił w prawo. Zachował dotychczasowe ustawienie i odpowiednio się wygiął nie ścinając zakrętu. Tak jak kiedyś właśnie z wygięciem miał małe problemy, tak teraz nie było co do niego zastrzeżeń - tym bardziej, że Tony cały czas pomagał w nim Führerowi.
W literze S, do której dotarł energicznym, acz nie za szybkim tempem, które nie było tutaj zbyt oczekiwane wykonał kolejną 10-metrową woltę. Tak jak wcześniej nie wypadał ani łopatką, ani zadem, utrzymując tempo i ustawienie. Po powrocie na ścianę zgodnie z poleceniem jeźdźca ożywił kłus nieco, wciąż jednak nie pędząc, niczym dzikus na łeb na szyję. Był to po prostu energiczny chód o umiarkowanym, może nieco szybszym tempie. Nie był w każdym razie zbyt szybki, ot.
Mimo żywego tempa rudy po dojechaniu do środka krótkiej ściany zatrzymał się wzorowo znów stawiając równiutko nogi i spokojnie czekając na sygnał, by znów ruszyć. Po jakimś czasie, a dokładnie pięciu sekundach przeszedł płynnie do stępa pośredniego. Zaraz potem Tony skierował go na przekątną, na której to Führer spuścił nieco łeb, oczywiście za pozwoleniem, a właściwie poleceniem. Zachował jednak przy tym odpowiednie tempo i energię nie zwalniając. W punkcie V znów został jednak zebrany, by zaraz, w odpowiednim momencie zakłusować, a później zagalopować. Równym tempem poruszał się na krótkiej ścianie w tymże chodzie, by na długiej wydłużyć go.

Anonymous - 2014-04-12, 21:03

Zbliżając się do końca ściany, ponownie zadziałał półparadą, po czym przytrzymał nieco ogiera, z powrotem przechodząc do galobu roboczego na krótkiej ścianie. W jej połowie skierował kasztana na koło o średnicy 15 metrów, starannie je zakreślił, pilnując prawidłowego wygięcia na łuku i służąc ogierowi stosownymi wskazówkami; ograniczał go zewnętrzną wodzą i pilnował zadu wewnętrzną łydką. Następnie wrócił na ścianę i wychodząc na długą, dał pomoce do lotnej zmiany nogi, a co za tym idzie niewłaściwej - czyli kontrgalopu. Pilnując konia w pomocach, by odruchowo nie zmienił nogi na właściwą, a także wspierając go w utrzymaniu równowagi, poprowadził go po wężyku przez środek ujeżdżalni do skrajnego punktu na długiej ścianie. Później, po pokonaniu krótkiej ściany, skierował ogiera na przekątną. W jej połowie półparadą uprzedził go o przejściu do kłusa, przytrzymał go w ręku i siadając głębiej w siodle. W narożniku ponownie zagalopował, na prawą nogę, po czym wychodząc na długą ścianę, analogicznie do galopu na lewo, poprosił Führera o wydłużenie galopu. Na końcu długiej ściany powrót do galopu roboczego i w połowie krótkiej kolejne koło o średnicy 15 metrów, po którego wyjechaniu dalej poprowadził ogiera po ścianie. Wchodząc na długą ścianę, czyli już w narożniku, dał pomoce do lotnej zmiany nogi - znowu na tę "niewłaściwą", żeby ruszył kontrgalopem. Pilnując i prostując konia na ścianie, poprowadził go po wężyku KXH. Po pokonaniu krótkiej ściany, wprowadził konia na przekątną aby zmienić kierunek. W połowie lotna zmiana nogi, przed K przejście od dosiadu do kłusa. Głęboko wyjechał narożniku i skierował konia na przekątną FXH, zamknął ogiera w łydkach, dał rękę lekko do przodu prosząc go o wydłużenie kroku w kłusie. W H wrócił do kłusa roboczego, w połowie długiej ściany skierował konia na koło o średnicy 20 metrów, zaczynając na nim anglezować. Prowadząc konia w łydkach by koło zachowało należyty kształt, jednocześnie wypuszczał go do dołu, prosząc o żucie z ręki. Przed powrotem na ścianę pozbierał go stopniowo, na ścianie wyprostował i dalej jechał kłusem roboczym. W A na linię środkową, w X zatrzymanie, nieruchomość, ukłon. Zjechał z czworoboku na długiej wodzy stępem, na rozprężalni rozstępował ogiera i poszli na parkur /zt
For Now - 2014-04-13, 21:20

Führer posłusznie przeszedł ponownie do galopu roboczego na krótkiej ścianie. W jej połowie wykonał koło o średnicy 15 metrów starając się jak najlepiej ją wykreślić. Miało być to w końcu koło, a nie jakieś coś kanciatego, nie? ;>
Po powrocie na ścianę, zaraz po wejściu na długą Rudy wykonał lotną zmianę nogi poruszając się odtąd kontrgalopem. Z początku nieco wypadł z rytmu po chwili jednak znów go łapiąc i kontynuując galop już bez problemów. W nim też wykonał wężyk przez środek ujeżdżalni znowuż starając się, by mógłby on zostać nazwanym "idealnym".
Potem, w odpowiednim miejscu po pokonaniu już długiej i krótkiej ściany, w jej końcu hanower wjechał na przekątną, gdzie po wcześniejszym uprzedzeniu zwolnił do kłusa. Dotarł w nim do narożnika, gdzie ponownie zagalopował na prawą nogę na długiej ścianie wydłużając odpowiednio krok, a na jej końcu wrócił do roboczego galopu wykonując zaraz kolejne koło o średnicy 15 metrów. Po nim wrócił na ścianę i w narożniku wykonał lotną zmianę nogi przechodząc tym samym w kontrgalop. W nim pojechał wężyk zachowując przy tym i rytm, i tępo, i ustawienie. Potem, przy końcu krótkiej ściany wszedł na przekątną, by zmienić kierunek. W jej połowie wykonał znów lotną zmianę nogi, a przed literą K przeszedł płynnie do kłusa. W nim już dotarł do ściany odpowiednio wyjeżdżając narożnik i potem kierując się na kolejną przekątną. Na niej wydłużył krok zaraz to w punkcie H znów wracając do kłusa roboczego. W połowie długiej ściany wyjechał kolejne koło, tym razem o średnicy 20 metrów. Na nim wykonał żucie z ręki podążając głową w dół za kontaktem. Przy tym nie zwolnił utrzymując równe, energiczne tempo i wyginając się na kole należycie. Jeszcze zanim Rudy wrócił na ścianę został zebrany i już tak dotarł do A, gdzie wjechał na linię środkową.
W punkcie X zatrzymał się wyczekując na pozwolenie do ponownego ruszenia. Po chwili otrzymał je i przeszedł więc do stępa opuszczając już czworobok ze spuszczoną nieco głową, jako że Tony dał mu luźną wodzę. Potem już czekało ogiera tylko rozstępowanie, po którym wybył na parcour.
zt/

Naomi Eaton - 2015-03-25, 18:09

W przeddzień egzaminu na brązową odznakę Naomi przygotowała odpowiednio konia, na którym miała zdawać. Była to dość niekomfortowa sytuacja zważywszy na nieznajomość wierzchowca, ale kobieta jako instruktor miała pewien zakres umiejętności i była pewna, że poradzi sobie tak czy inaczej. W każdym razie wyczyściła tego dnia cały sprzęt klaczy oraz ją samą, by w dzień egzaminu jedynie wyczyścić ją z powstałych nocą zabrudzeń. Wtedy też przyszła do stajni odpowiednio wcześniej aby bez pośpiechu przygotować konia, osiodłać go i samej przebrać się w wymagany strój. Później wyprowadziła Deadię ze stajni i skierowała się na halę, gdzie miał się odbyć egzamin.

r o z g r z e w k a

Po wejściu na część hali przeznaczoną na rozgrzewkę, zatrzymała konia i podciągnęła jeszcze popręg. Opuściła strzemiona po obu stronach, założyła kask i następnie wsiadła sprawnie z ziemi. Jeśli Deadia grzecznie stała, to blondynka zaraz pogłaskała ją po szyi, a gdy z powrotem się wyprostowała, dała jej łydkę do stępa. Wodze póki co trzymała całkiem luźne, pozwalając klaczy na swobodny stęp. Wymagała od niej jedynie energicznego kroku na przód, bez przesadnego opuszczania łba do ziemi. Po kilku minutach takiego stępa zebrała wodze, zaczynając przykładać wagę do wyjeżdżania narożników. Pilnowała, by klacz głęboko w nie wchodziła i nie ścinała ich, zwyczajnie się wyginając - to wystarczało. Następnie zakłusowała, anglezując prowadziła Deę wokół placu, od czasu do czasu robiąc zatrzymania tudzież wolty i ósemki. Przede wszystkim stawiała na równe, aktywne tempo pozwalające na uaktywnienie zadu. Czasami prosiła karą o zejście do dołu, tzn żucie z ręki, pozwalające na rozciągnięcie i uniesienie grzbietu.
Rozgrzewka na ten poziom egzaminu nie była wielce wymagająca, toteż po rozkłusowaniu klaczy na obie strony po chwili stępa od razu przeszła do galopu. Także w tym chodzie skupiła się przede wszystkim na trzymaniu równego tempa i rozluźnieniu kobyłki. Zrobiła parę wolt i przejść, po czym przeszła do kłusa w którym wypuściła Deę do dołu (mogła iść z głową do dołu, ale wciąż na kontakcie, zaokrąglona). Po trzech okrążeniach takiego aktywnego kłusa przejście do stępa, kolejna z rzędu pochwała (często chwaliła konia i mówiła do niego, aby oswoił się z głosem jeźdźca) i oczekiwanie na wywołanie na czworobok.

Fleau de Baian - 2015-03-25, 18:23

>>> PRZYGOTOWANIE <<<
Niezbyt wiedziała co ją czeka, więc i zwyczajnie żuła śniadanie w swoim boksu, gdy ktoś postanowił ją odwiedzić. Już na pierwszy rzut oka było widać, że kobieta wie co robi, dlatego też nieciężko było sprawić, żeby kara zachowywała się w miarę spokojnie i swojsko - nie wymagała dwóch godzin zapoznawania i zdobywania zaufania, czuła, że ona jej nie zrobi krzywdy. Grzecznie zachowywała się przy czyszczeniu i siodłaniu, równie grzecznie czekała na jeźdźca, gdy ten się przebierał. Była nawet szczęśliwa z tego powodu, że rozprostuje w końcu kości.

>>> ROZGRZEWKA <<<

Weszła na chyba nowe sobie miejsce nie rozglądając się ani specjalnie będąc zainteresowana halą. Równo stała z pyskiem na wysokości nadgarstka, nawet nie drgęła przy wsiadaniu. Trochę ospała początkowo nie zareagowała na łydkę, bo z sekundowymi opóźnieniem dopiero ruszyła stępem. Głowy nie podnosiła, nadal trzymała ją trochę powyżej nadgarstka, chyba, że Naomi na to jej nie pozwalała. Tempo samo w sobie miała całkiem rytmiczne, może nie nadzwyczaj energiczne, ale była trochę zastana. Niechętnie podniosła łeb wyżej, gdy dostała taki sygnał. Pierwsze narożniki ścinała, lecz z czasem się rozbudzała, przez co coraz bardziej przykładała się do ćwiczeń, dlatego po chwili ładnie nakręcała na zakrętach, co jakiś czas przeżuwając wędzidło.
Wraz z nadejściem kłusa całkowicie się rozbudziła i zaczęła angażować ciało. Po kilku metrach ładnie się zaokrągliła i zaczęła aktywniej żuć wędzidło. Starała się zatrzymywać równo, tak samo dobrze wpisywać w linię wolt, ósemek czy co tam Naomi chciała. Jej kłus z natury był wręcz żywiołowy, na pewno było to coś, czym mogła się pochwalić. A takich atutuów nie miała dużo, na pewno dało je się wyliczyć na palcach jednej ręki. Same przejścia może i nie były zbyt płynne, lecz nie miał kto nad tym pracować u niej.
Prawie całkowicie rozluźniona przeszła do galopu, sprawnie przechodząc z nogi na nogę. Na woltach w miarę dobrze się wyginała, choć zdecydowanie mogłoby wyjść to lepiej. To samo tyczyło się przejść, zatrzymań - coraz mniej przykładała się do tego co robiła, gdyż w galopie nie umiała już tak panować nad swym ciałem niż w kłusie czy stępie.
W końcu jednak przez kłus przeszła do stępa, w każdym możliwym miejscu wyciągając głowę - co jak co, ale nie chciało jej się go tak cały czas nosić w górze. Prawe ucho zawędrowało do tyłu, gdy panna Eaton nagrodziła głosowo karą. Tak jak na zawodach niezbyt wiedziała, co ją czeka, więc i spięta nie była.

Naomi Eaton - 2015-03-25, 18:24

Od razu zauważyła pewne problemy występujące u klaczy, które chociaż nie były niczym poważnym, to wymagały przepracowania w przyszłości. Na ten moment mogła jedynie trochę przesadnie stosować pomoce, aby pomóc klaczy w wygięciu się i dać jej pierwszą lekcję. Także gdy kłusowała czy galopowała na wolcie, wręcz obracała głowę do środka, a wewnętrzną wodzą prosiła o mocniejsze zgięcie w szyi i zwrócenie łba do koła. Pamiętała przy tym o wewnętrznej łydce, nadającej zgięcie w żebrach. Cóż, klacz musiała się nauczyć poruszania po kole, tak samo jak wyjeżdżania narożników.
W każdym razie była to tylko doraźna pomoc, Naomi nie zaczęła teraz nad tym pracować, po prostu skorygowała te parę razy postawę klaczy i skupiła się już na tym, co dopiero je czekało - na czworoboku.

Po kilku minutach usłyszała, że może się zacząć przygotowywać, toteż zebrała wodze i skierowała klacz w stronę czworoboku. Tam objechała go dookoła, a gdy dostała pozwolenie, wjechała stępem na linię środkową czworoboku. W trakcie pilnowała klacz w łydkach, aby nie spływała jej na boki, po czym zatrzymała Deadię w połowie linii środkowej. Zatrzymanie poprzedziła kilkoma półparadami, by w X wykonać pełną paradę i równo zatrzymać karuskę. Ukłoniła się egzaminatorom i zaraz ponownie ruszyła stępem, w którym poprowadziła klacz do końca linii i przed samymi płotkami skręciła w prawo, pilnując, by nie ścięła zakrętu - nawet kosztem ciut wyraźniejszych pomocy. Zakłusowanie w M poprzedziła przygotowującą półparadą, po czym dała klaczy łydkę i zakłusowała na wprost od M do B. Anglezowanie rozpoczęła na dobrą nogę, nawet nie musząc tego sprawdzać. Tak jak podczas rozgrzewki pilnowała równego, aktywnego tempa, mogąc sobie pozwolić nie tylko na dobre zaprezentowanie siebie, ale także konia. Dlatego też gdy klacz dekoncentrowała się, Naomi świadomie mogła użyć półparad, aby skupić jej uwagę na sobie i zachęcić do współpracy. W B odbiła na koło o średnicy dwudziestu metrów. Zewnętrzną wodzą ograniczała zgięcie w szyi i kontrolowała średnicę, natomiast wewnętrzną wodzą wskazywała kierunek ruchu i delikatnie prosiła konia o zgięcie w tę stronę. Tak samo zewnętrzną łydką pilnowała tempa, a wewnętrzną zgięcia w żebrach. W połowie koła usiadła w kłus ćwiczebny nie zakłócając ruchu konia, luźno podążając za nim biodrami, nie pozwalając sobie na jakiekolwiek usztywnienie. Tuż przed samym powrotem na ścianę mocniej ścisnęła boki Deadii łydkami, tym samym przechodząc w galop (wodze wciąż pozostawały na kontakcie, a łydki były już odpowiednio ułożone).
Galopując dookoła czworoboku, wzrok miała utkwiony przed sobą, narzucając tempo koniowi ruchem swoich bioder, które płynnie podążały za ruchem wierzchowca. W galopie prowadziła klacz aż do H, gdzie przeszła do kłusa, blokując miednicę i zaraz zaczynając anglezować, wraz z pierwszym krokiem kłusa ze strony Deadii. Prowadziła klacz do M, w którym odbiła na przekątną, wzrok wbijając w punkt, do którego zmierzały - czyli do K. Wyprostowała klacz na przekątnej i w połowie usiadła na chwilę w siodło, aby zmienić nogę, po czym powróciła do anglezowania.

Fleau de Baian - 2015-03-25, 18:24

Pomoce od jeźdźca zdecydowanie poprawiały jakość wygięć, w końcu klacz sama wszystkiego nie umiałaby zrobić, poza tym była drugi raz w życiu na czworoboku. Dobra, nie byli jeszcze na czworoboku, ale chyba wiadomo, że chodzi o deptanie kaputy.

>>> PRZEJAZD<<<

Machnęła ogonem, czując, że luzu koniec. Podniosła łeb i wróciła do poprzedniego skupienia. Objechała czworobok, oglądając go na razie nie będąc jeszcze na nim. Tajemnicze dla niej litery podpowiadały jej, że to jakieś oznakowanie dla jeźdźca, bo po ostatnich zawodach zauważyła, że wszystkie te koła i przejścia robili w miarę na tych literach.
W końcu jednak dwie panny wjechały czworobok, obie starały się mieć nienaganną postawę. Kara szła w miarę prosto, nie zjeżdżając czy coś takiego, ale także nie robiąc tego na miarę prawdziwego championa. Następnie zatrzymanie z idealnie dopasowanymi nogami, które z boku były widoczne w jednej linii. Zastrzygła uszami, gdy instruktorka się ukłoniła, aby następnie ruszyć ponownie stępem. Na samym zakręcie odpowiednie pomoce oraz zaangażowanie Deadii tym razem było na tyle dobre, żeby nie ścinając, przejść narożnik. Naomi nie dała za mocnych pomocy, no, może kara trochę nie była przygotowana na tak mocne, lecz nie spłoszyła się czy coś takiego.
Półparada sprawiła, że Duma swoje myśli i skupienie całkowicie poświęciła jeźdźcowi, co poskutkowało w miarę płynnym przejściem w kłus, który już od pierwszych kroków był wręcz idealnie wymierzony - para nie pędziła, ale także się nie ślimaczyła, a rytm był jednostajnny, dodatkowo klacz dokraczała tylne nogi pod kłodę. Szastnęła ogonem i przeżuła wędzidło, gdy Naomi za pierwszym razem podniosła się w siodle.
Na samym kole sprawowała się równie dobrze, zwróciła łeb do środka i zgięła w żebrach, tak jak nauczyła ją na rozgrzewce. Figura wyszła na pewno lepiej niż poprzednio, bo wtedy jeszcze właśnie klacz nie wiedziała o owym zgięciu w żebrach - myślała, że wystarczy, jeżeli zegnie szyję. Ogólnie Eaton mogła być z niej dumna, że już tak się poprawiła, ale oczywiście tutaj nie chodziło o to. Nieprzerwanie kłusowała, gdy jeździec usiadł w siodło, praktycznie szło wszystko jak po płatku, tak samo następne przejście do galopu, które, choć nie idealnie płynne, nie odbyło się tak jak kiedyś poprzez przyspieszenie w kłusie.

Naomi Eaton - 2015-03-25, 18:26

Wróciła na ścianę i ponownie przypilnowała tego, by głęboko wjechać w narożnik i nie pozwolić na to, by klacz go ścięła. Praktycznie na każdym łuku służyła jej wskazówkami, przypominając o wyginaniu się. W połowie krótkiej ściany rozpoczęła koło o średnicy dwudziestu metrów, na którym przeszła w półsiad. Także w półsiadzie miała dobrą równowagę; miała dobre oparcie w strzemieniu i dobrze ułożoną nogę, co było podstawą to zachowania równowagi w tejże pozycji. Także nie pochylała się przesadnie do przodu, nie łapała równowagi na ręce, która pozostała w swoim miejscu, trzymając kontakt z pyskiem konia. Tak jak poprzednio zewnętrzną wodzą ograniczała zgięcie, natomiast wewnętrzną prowadziła; zewnętrzną łydką nadawała tempo, a wewnętrzną pilnowała zadu i wygięcia. Wracając do A, z półsiadu przeszła do pełnego siadu, co nie zakłóciło ani równowagi jeźdźca, ani konia. W B odbiła na półkole do E, na którym lekko cofnęła wewnętrzne ramię, tym samym subtelnie ustawiając konia na łuku w kierunku jazdy.
Później, przed powrotem na ścianę dała pomoce do zagalopowania z lewej nogi; a więc wewnętrzną łydkę cofnęła lekko za popręg i obie przycisnęła do boków, jednocześnie lekko wypychając z krzyża, trzymając kontakt na wodzy. Utrzymywała galop aż do M, tak samo jak w przypadku galopu na prawo pilnując równego tempa i ustawienia konia, ale też nie zapominając o swojej postawie, która była kluczem do prawidłowego ruchu konia. W narożniku przeszła do kłusa anglezowanego poprzez zaprzestania podążania za ruchem konia, w połowie krótkiej ściany ponownie usiadła w kłusie ćwiczebnym. Wygięła karą w narożniku, by na długiej ścianie ponownie ją wyprostować. W połowie długiej ściany zatrzymała Deadię do stój, poprzedzając to przygotowującą półparadą. Zamknęła rękę, przyłożyła łydki do boków i zablokowała miednicę, tym samym uzyskując równe zatrzymanie od zadu. Po pięciu sekundach nieruchomości otworzyła rękę i jednocześnie dała łydkę do stępa. Po paru metrach ponowiła łydkę tym samym przechodząc do kłusa anglezowanego. W połowie krótkiej ściany wjechała na linię środkową czworoboku, nie ścinając narożników i pilnując wyprostowania na linii. W X ponowiła pomoce do zatrzymania, do którego także przygotowała Dumę jak ostatnim razem. Po wykonaniu elementu ukłoniła się komisji, po czym ruszyła stępem, oddając klaczy wodze. Opuściła czworobok stępem swobodnym.

/zt

Fleau de Baian - 2015-03-25, 18:26

Tak więc para wróciła na ścianę. Narożniki wyjeżdżała całkiem nieźle, tym bardziej, że podczas rozgrzewki Naomi uświadomiła karej co do tej pory robiła źle w tych całych wygięciach. I podczas koła starała się właśnie zgiąć w żebrach, nie tylko w szyi. Poza tym pomoce od jeźdźca sprawiły, że prawie idealnie wpisywały się w linię. Poza tym koło było na tyle dużo, żeby nie wymagać aż tak dużego wysiłku.
Skręciwszy w bok tuż po sygnale od jeźdźca płynnie przeszła w jednostajny i równy galop. Od czasu do czasu także przeżuła wędzidło, do którego z czasem też się przyzwyczajała - nie uwierało ją tak w pysku już jak kiedyś, właściwie prawie wcale jej nie przeszkdzało.
Następnie płynnie przeszła do swojego idealnego kłusa, zwinnie wywijając się na narożniku. Na środku długiej ściany zatrzymała się równo, chociaż półparada zastosowana przez Naomi przedtem była jakby niewidoczna dla klaczy, bo nie zareagowała na nią. Jednak pomimo tego ładnie się zatrzymywała, nie wystając żadną kończyną. Poczekała parę sekund, aby dostać łydkę do stępa i ruszyć z miejsca. Chciała wyciągnąć szyję, bo myślała, że to już koniec, bo zatrzymanie podczas zawodów najczęściej to zwiastowało. Ku jej zdziwieniu przy narożniku musiała przejść do kłusa, ale założwyszy, że wcześniej dostała do tego półparadę, zrobiła to płynnie. Dziewczyny nakręciły w lewo, a na środkowej linii Deadia praktycznie zachowała się idealnie prosto, równie prosto zatrzymując się.
Teraz była pewna, że to koniec, gdy została nawrócona o 180 stopni i miała już możliwość wyciągnięcia szyi. W takiej postawie, czyli wolnym stępie z tak mocno wyciągniętą szyją, na ile pozwalała Naomi, opuściły czworobok. /zt

Leon - 2015-03-25, 18:27

PRZYGOTOWANIE

Chłopak w dzień zdawania odznaki przyszedł wczesnym rankiem do stajni, sprawdził od razu czy sprzęt który wyczyścił dzień wcześniej nadal lśni odpukać był w idealnym stanie. Przebrał się w rzeczy do zdawania i ruszył korytarzem pod boks swoje wierzchowca, siwus już nie spał.
- Cześć Shadowfax.. - powiedział z uśmiechem na ustach, wyciągnął dłoń do ogiera pozwalając się jej zapoznać z zapachem. Gdy ogier sobie przypomniał o panu poprosił go o cofnięcie i zdjął kantar po drodze, wszedł do boksu po czym podszedł do niego i pokazał kantar i go mu założył na łeb, podpiął uwiąż i wyprowadził na myjkę gdzie dokładnie go przywiązał. Zabrał się wpierw za pielęgnacje sierści, potem za pielęgnacje włosia grzywy oraz ogona gdzie potem tą pierwszą zaplotł w warkocze. Wyczyścił też kopyta ogiera, na koniec osiodłał go. Ruszyli na rozprężalnie po chwili.

ROZGRZEWKA


Wszedł z ogierem na rozprężalnie, oprowadził go jedno koło wokół hali po czym postawił w kącie i dosiadł ogiera od razu kierując go na ślad. Zrobili trzy koła na spokojnie w końcu co za mało to nie za zdrowo, potem wszedł na delikatny kontakt z pyskiem ogiera. Po czym zjechali do środka zrobili po dwie figury koła, wężyki, serpentyny, wolty. Potem zjazd na ścianę odbicie w drugim kierunku i powtórzenie ćwiczeń tylko na drugą stronę. Potem jedno koło na luzie i przejścia w chodzie, stęp-zatrzymanie-stęp-zatrzymanie-cofanie-zatrzymanie-stęp tak przed dwa koła. Potem jedno znowu na luzie, i przejścia stęp wyciągnięty, pośredni i zebrany ogólnie na trzech kołach każde w innym chodzie. Potem znowu pośredni w narożniku odbicie na przekątną i przejście do kłusa, z początku dwa luźniejsze koła potem znowu przejścia kłus zebrany- wyciągnięty- pośredni, następnie przejścia kłus-stęp-kłus-stęp-zatrzymanie-kłus, na koniec powtórka figur koła, wężyki, serpentyny, wolty. Wszystko powtórzyli dwa razy na każdą ze stron, dwa koła na rozluźnienie i przejście do galopu. Tu zrobili trzy luźniejsze koła po czym przejścia galop-kłus-galop-stęp-galop-zatrzymanie-galop. Potem znowu koło w luzie, i kręcenie figur koła, wężyki, serpentyny, wolty. Na koniec na trzech kołach galop pośredni, wyciągnięty, zebrany. Przeszli następnie do stępa i zrobiły trzy koła wokół hali, na koniec poćwiczyli koła o różnej średnicy w każdym tempie. By ostatecznie przejść do stępa i krążyć czekając na wezwanie jednocześnie.

Shadowfax - 2015-03-25, 18:38

PRZYGOTOWANIE


Shadowfax wstał dość wcześnie tego dnia, zjadł śniadanie zgodnie ze swoją dietą, która sprawiała, że wrócił już niemal całkowicie do normalnej wagi, ugasił pragnienie w poidle i zajął się leniwie wyglądaniem na korytarz. Kiedy zobaczył na nim zbliżającego się do niego Leona wydał z siebie wesołe rżenie. Przypominanie mu zapachu chłopaka nie było konieczne, bo Shadow o nim nie zapomniał, niemniej chętnie wciągnął do chrap znajomy zapach.
Trącił siwym pyskiem Leona lekko w ramię i parsknął zadowolony. Kiedy chłopak poprosił go o cofnięcie, Misiek zaraz się wycofał głębiej do boksu, robiąc miejsce dwudziestolatkowi. Dał sobie spokojnie założyć kantar i wyprowadzić z boksu, po drodze jak zwykle trochę się leniąc, szedł za chłopakiem swoim leniwym stępem mimo to wydawał się ożywiony obecnością właściciela.
Na myjce dał się bez problemu wyczyścić, aż na siwej sierści nie było śladu kurzu, czy zabrudzeń. Prawdę mówiąc ogier dawno tak dobrze się nie prezentował. Podrzucił lekko łbem, jakby dumny z siebie, chociaż chyba nie miał ku temu szczególnych powodów, w końcu to Leon odwalił robotę z czyszczeniem go. Podczas siodłania i zakładania sprzętu również zachowywał się wzorowo. Czasem próbował zbadać, czy Leon miał przy sobie jakieś smakołyki, tudzież poszturchiwał go przyjaźnie. Z założeniem wędzidła chłopak musiał mu pomóc, gdyż jak zwykle andaluz miał opory z przyjęciem metalu. Byli gotowi: zarówno ośmiolatek jak i Leon prezentowali się bez zarzutu. Leon wyprowadził go ze stajni, ogier ruszył za nim swoim leniwym stępem, przyśpieszając jednak, jeśli chłopak go o to prosił.

ROZGRZEWKA


Wszedł za chłopakiem na rozprężalnię, jak zwykle swoim leniwym stępem. Podczas jednego koła, jakie zrobili dookoła obiektu, Shadowfax skorzystał z okazji, żeby się z nim zapoznać. Spodziewał się zwykłego treningu, nie wiedząc co go zeka na czworoboku. Po zrobieniu zapoznawczego okrążenia Leon zatrzymał go w narożniku i wsiadł na jego grzbiet, kierując ogiera na ślad i zrobili trzy okrążenia na spokojnie, podczas których Shadow od czasu do czasu korzystał z okazii, żeby się obijać, jednak jeśli dwudziestolatek zwracał na to uwagę i korygował go, andaluz od razu podporządkowywał się chłopakowi. Po trzech kołach i wejściu na kontakt z pyskiem siwego Leon poprosił go o zjechanie na środek, gdzie wykonali kilka figur: koła, wężyki, serpentyny, wolty. Podczas wykręcania łuków ośmiolatek zazwyczaj miał odpowiednie wygięcie i nie wypadał, raz tylko nieznacznie wypadł łopatką, co lekko zaburzyło geometrię figury. Po powrocie na ścianę odbili i powtórzyli ćwiczenia, tylko w drugą stronę, podczas których wszystko wyglądało podobnie. Misiek czasem symulował zmęczenie, robiąc to bez przekonania, znacznie rzadziej zdarzało mu się zwalniać, lub nie angażować. Zwykle jednak był minimalnie skupiony i zaangażowany. Po kolejnym luźnym kole zrobili przechodzenia z chodu do zatrzymania, a następnie znowu ruszenia stępem, a także cofanie. Przejścia wychodziły mu dość płynnie, podobnie zatrzymania i cofanie, chociaż z nim miał może więcej trudności. Po przejściach zrobili kolejne luźne koło, a następnie przejścia stęp wyciągnięty - pośredni - zebrany. Ponieważ ćwiczyli to wcześniej z Leonem nie miał problemu z dostosowaniem się do pomocy, które otrzymywał od dwudziestolatka, dostosowywał pracę nóg, zadu i grzbietu do chodu, przejścia też były raczej płynne.
Przy stępie pośrednim w narożniku odbili na przekątną, po czym przeszli do kłusa. Przejście siwego do kłusa było dość płynne. Z początku kłus wyglądał nieco niemrawo, ale bez pomocy ze strony dwudziestolatka, Shadow się poprawił i kłus wyglądał jak kłus. Po dwóch luźniejszych kołach znowu zrobili przejścia kłus wyciągnięty - pośredni - zebrany, z którymi tak jak w stępie, andaluz nie miał problemu. Po trzech kołach z przejściem do kłusa pośredniego i zebranego, zrobili przejścia kłus-stęp-kłus-stęp-zatrzymanie-kłus. Przejścia wychodziły ogierowi dość płynnie, od czasu do czasu tylko zwieszał niżej łeb udając zmęczenie, zwalniał nieco, lub obijał się, zaraz jednak jakby przypominał sobie jak to powinno wyglądać i poprawiał się. Po przejściach powtórzyli figury, tak jak w stępie, powtórzyli figury na każdą ze stron, po czym zrobili dwa koła luźno i przeszli do galopu.
Tak jak wcześniej przejście było płynne, ale z początku galop niemrawy, po chwili jednak nabrał odpowiedniego kształtu. W galopie zrobili trzy luźne koła, po czym znowu przejścia, a następnie kręcenie figur. Po wykonaniu figur na trzech kołach ponownie wykonali przejścia, tym razem w galopie: galop pośredni - wyciągnięty - zebrany.
Powrócili do stępa, w którym ćwiczyli koła, a Shadow swoim zwyczajem od czasu do czasu bez przekonania udawał,że się zmęczył, podczas gdy wcale tak nie było. Na koniec stępowali po rozprężalni, Shadowfax zastanawiał się co będą robić dalej.

Leon - 2015-03-25, 18:42

PRZEJAZD

Stępowali z ogierem po rozprężalni kiedy usłyszał że wołają ich przez głośniki, wszedł z ogierem na kontakt, poprzedził nowe ćwiczenie półparadą by wejść w stęp pośredni i pokierował go w kierunku czworoboku. Okrążyli czworobok raz dookoła po czym przez A wjechał na środek, pilnował ogiera łydkami by szedł po linii prostej, wykonał paradę w X by zatrzymać ogiera. Złapał wodzę do jednej ręki by się ukłonić i ponownie ruszyli stępem pośrednim, prowadził go w linii prostej w kierunku ścianki czworoboku by tam skręcić w prawo, nakierowywał ogiera wodzą na odpowiedni skręt jednocześnie uważając by nie wpadł łopatką. Jedną łydką pilnował wygięcia konia na zakręcie drugą utrzymywał aktywne tempo konia, dojeżdżali do M gdzie mieli wejść w kłus angależowany, Poprzedził zadanie pół paradą by dołożyć w odpowiednim miejscu łydkę i zacząć angależować w siodle odbijając się w rytm kroku konia. Cały czas pilnował tempa ogiera bo wiedział że siwek ma z tym problemy oraz jego zaangażowania w pracę, starał się jak mógł by wypadli dobrze w końcu nie pracowali razem od dziś. Gdy dojechali do B zaczęli wykonywać koło o średnicy 20m w prawo, Pracując delikatnie lecz wyraźnie wodzami sygnalizował mu wygięcie w odpowiednią stronę oraz kierunek w którym mieli się poruszać, łydkami pilnował nie wypadania zadu i aktywnego chodu na kole co by ogier nie zwolnił przypadkiem. Dopiero w połowie koła usiadł w siodło, starając się nie wytrącić konia z wykonywanej obecnie pracy. Zanim mieli zjechać na ścianę mieli zagalopować z prawej nogi, uprzedził konia pół paradą po czym poprosił go o galop.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group