Vivance Roscoe - 2013-05-04, 00:34 Po dwóch tych przyjemnych okrążeniach w galopie, klacz była już na trasie prowadzącej do niebiesko, czerwono, białych krzyżaków. Wskoczyła pomiędzy te dwie przeszkody sprawnie. Przy pierwszym pokazała jeden ze swoich ekonomicznych, acz technicznych skoków. Po wylądowaniu, tuż foule dalej klacz wykonała zamaszysty ruch głową podrywając się znowu do góry i podciągając przednie nogi pod siebie, a zadnie lekko podginając. Nie musiała jednak robić to nad wyraz ciasno, jeśli chodzi o podciąganie nóg pod siebie, ponieważ były to niskie przeszkody, które nie wymagały aż takiego zaangażowania. Szacunek do drągów miała, więc z pewnością nie chciała ich dotknąć. Za dużo już się w nie wpakowywała, kiedy była młodsza. Teraz już wie, że spotkanie z drągiem - może zaboleć i to całkiem mocno. Następnie jak już wylądowała amortyzując na swoich sprawnych i miękkich pęcinach klaczka została wstrzymana do kłusa, gdzie uzyskała klepanie. Potem zmieniła kierunek, by w najbliższym zakręcie wyskoczyć płynnie raz jeszcze do galopu. Przegalopowała tak trzy okrążenia. Na jej pyszczku można było zauważyć już nieźle ubitą pianę od pracy pyska, a na ciele pojawiła się sieć żyłek, i gdzieniegdzie plamy potu, które możliwe, że sie rozprzestrzenią jeszcze bardziej. Teraz już była na trajektorii kolejnej stacjonaty. Vivance bystro spoglądała na tą zielono białą przeszkodę. Najechała prosto na przeszkodę w równym tempie. Mniej więcej trzy foule przed przeszkodą lekko dodała i podniosła lekko głowę do góry, jak i nasadę swojego puszystego ogona. Potem wybiła się od ziemi, przenosząc na chwilę swój ciężar ciężkości na zad i złożyła się do skoku. Podciągnęła kulasy, albo je lekko podgięła i wyciągnęła szyję do przodu z uszami postawionymi na sztorc. Potem wylądowała miękko na ziemi, kiedy nastał na to odpowiedni czas. Po samym skoku została wprowadzona na ślad i tak przegalopowała kolejne trzy okrążenia parskając przeciągle co chwilę, by po nich przejść do kłusa.Kate - 2013-05-04, 11:35 //Napisałam wszystko w jednym poście, żeby nie ciągnąć tego nie wiadomo ile, bo terenik. <3
Po przejściu do kłusa dziewczyna pokonała w nim 4 okrążenia, podczas których powoli uspokajała klacz. Następnie zmieniła kierunek przez przekątną i ponownie przejechała 4 okrążenia. W końcu zwolniła do stępa i poklepała Vivance. Sama także była nieco zmęczona. Niby skarogniada posłuszna, wiele jej mówić nie trzeba, ale trening jak każdy. Trochę wysiłku wymaga.
Po 5 minutach stępa Kate stopniowo poluzowała wodze holsztynce, po czym poluzowała popręg. Po kolejnych 5 minutach dziewczyna zmieniła kierunek działając jedynie dosiadem i delikatnie wodzą. Rozstępowanie trwało w sumie około 20 minut. Dwudziestolatka chciała, aby klacz odetchnęła i uspokoiła się przynajmniej trochę. Podczas końcowego etapu jazdy Kate co jakiś czas chwaliła i klepała Vivance dziękując jej tym samym za jazdę, bo - jak już userka wspomniała - dwudziestolatce ten trening przyjemność sprawił. ;>
W końcu po tych 20 minutach dziewczyna skierowała klacz na środek, gdzie jeszcze raz poklepała skarogniadą, a po chwili zsiadła. Z ziemi już podciągnęła strzemiona i zdjęła wodze z szyi holsztynki. Na koniec jeszcze przez 10 minut stępowała ją w ręku. Po całej "ceremonii" rozstępowania wyszła prowadząc Vivance.
zt/Vivance Roscoe - 2013-05-05, 09:07 Co tu wiele mówić, kiedy już klacz przeszła swobodnie do kłusa to trwała w nim przez kolejne okrążenia. Po nich Vivance, dzięki pomocom wykazywanych przez dziewczynę - przejechała przez przekątną o prostym ciele i zmieniła kierunek. W ową stronę również przejechała kolejne cztery okrążenia. Na jej ciele było wiele plam potu, a przy pysku nieźle ubita piana. Natomiast na piersi piana to osadziła się trochę, kiedy kapała jej z pyska. No cóż, zdarza się. W końcu, z utęsknieniem już, klacz przeszła do stępa. Jednak wciąż musiała iść w ustawieniu więc szła, bo chcąc nie chcąc jak zauważyła Kate Vivance jest nad wyraz posłusznym koniem. Po pięciu minutach poczuła luz, więc automatycznie wyciągnęła pysk w przód i trochę ku dołowi. Mogła wówczas zrobić zwis koci ozdobny i bujak lekko głową w takt jej kroków. Poczuła luz na popręgu, więc mogła wziąć większy wdech. W tym czasie właśnie jej oddech się wyrównywał. Czując i słysząc pochwały klaczka jedynie nadstawiła uszy dając znać, że słyszała. Bujnęła mocniej ogonem w tym czasie i przegryzła wędzidło, by potem tuż po tym jak dziewczyna zsiadła - wyjść do stajni. /ztGustavo - 2013-05-05, 10:28 Przyszedł z olśniewającym championem w ręce i wprowadził go na parkur na którym wcale nie tak dawno pracował z Loganem. To był przyjemny trening. Miejmy nadzieję, że ten ze Sternem także będzie obiecujący.
Zatrzymał go i związał sobie włosy w ciasnego kucyka. Potem poprawił strzemiona i podciągnął popręg. Podeszli do schodków, Gabryś lekko wskoczył na grzbiet ogiera. Od razu pilnował by nie ruszył do przodu dając mu jasne sygnały do "stój". Sprawdził strzemiona i resztę, w końcu dał mu łydkę do stępa. Na razie luźno wodza. Najpierw jedno koło na lewą stronę, potem zmiana kierunku półwoltą i pełne okrążenie na prawo. Potem Gabryś uruchomił bardziej swój dosiad i zaczął nim kierować Sterna na wolty. Skręt bioderek, mocniejsze przyciśnięcie wewnętrznej łydki i cofnięcie zewnętrznej. Wolta najpierw obszerna, a potem w tym samym miejscu skręt na kolejne. Każda coraz mniejsza, aż zrobili taką prawie ciasną. Wtedy Gabriel zaatakował Sterna szybką półparadą i nagłym odbiciem w drugą stronę. Gdyby coś, to pomagał mu wodzą, ale miał nadzieję, że ten ładnie będzie reagował na sam dosiad.
Wyjechali na ścianę, poszli tak jeszcze chwilę, a potem Gustavo pomachał chwilkę wodzami by skupić ogiera na wędzidle. Potem złapał luźny kontakt i mocna łydka do klasa. Ale w następnym narożniku półparada, usztywnienie krzyża i próba przejścia do stój z pomocą wodzy. Potem z miejsca kłus, po kilku sekundach stania, wjazd na przekątną. Na środku zwolnienie do stępa, trzy kroki, stój. Cofnięcie z uwagą na to by nie wyszło dębowanie. Potem stęp z kontynuacją przekątnej. Po chwili kluski, chwila spokojnego tempa na ścianie. Po jednym kole mocne dodanie i prośba do wyciągnięcia kroku i wydłużenia wykroku.
W międzyczasie Chamfort ciągle pulsował subtelnie wodzami do siebie, dłonie trzymając sztywno w jednym miejscu, ale elastycznie pilnując wodzy.Sternkämpfer - 2013-05-05, 11:09 Niach, niach. Podziwiam Cię za prędkość i długość postów przy sprzęcie jakiego aktualnie używasz. Ja bym tak nie mogła <3 Sternkampfer wszedł jakby nigdy nic na parkur, który doskonale już znał z widzenia. Zatrzymał się we wskazanym miejscu, kiedy i mężczyzna się zatrzymał. Kiedy stali obok schodków, ten nawet nie drgnął. Kiedyś mu się po uszach oberwało za te jego nagłe ruszanie, kiedy to jeździec wsiadał. Ale wybito mu to z głowy, jak widać. W końcu czując lekka łydkę, ogier ruszył stępem. Szyję miał prostą, lekko wyciągniętą w dół. Bujał głową swobodnie na boki. Najpierw przestępował jedno koło w lewą stronę, a potem w prawą, a pomiędzy ty była ta feralna zmiana kierunku poprzez półwoltę. Czując jakże te ponętne skręty bioderek, to aż się prosiło, aby zrobić co zrobić. Więc wszedł na woltę, gdzie wpisywał się w koło całkiem poprawnie. Stawy skokowe mocniej pracowały wówczas, a łopatka i zad ani nie wpadały, ani nie wypadały. Następne wolty robiły się coraz mniejsze i mniejsze. Na szczęście Jessie dużo spędziła z nim czasu na wykonywaniu wolt, więc jako tako, ogier sobie poradził z tym zadaniem. Zareagował, zareagował na jego dosiad jak trzeba. Potem wjechał na ślad, a kiedy ten "machał" wodzami ten zaczął przeżuwać sobie owe wędzidło, stukając o nie swoimi zębami. Wszedł na lekki kontakt z ręką człowieka. Kiedy poczuł pomoce do przejścia do chodu wyżej, więc przeszedł elastycznie do kłusa. By w następnym narożniku, płynnie zatrzymać się w miejscu. Jego ciało było ustawione w jednej linii. Innymi słowy prosto. Nogi również stały tak jak trzeba. Dobre wyczucie taktu i moment zatrzymania. Następnie znowu przejście do kłusa, które odbyło się bez utraty harmonii, i wjazd na przekątną, gdzie ogier zwolnił do stępa, a po trzech krokach zatrzymał się ponownie. Czując kolejne pomoce, zrobił kilka kroków w tył, mniej więcej po linii prostej. Ale mniej więcej ;> A potem znów kłus. Poruszał się w nim aktywnym tempem. Zadnie nogi wchodziły w ślady przednich. Czyli po prostu spokojne tempo, a la kłus roboczy będąc w ustawieniu. Pod wpływem pewnej, delikatnej ręki ogier podszedł trochę zadem pod kłodę, i zaokrąglił szyję w łuk. Po jednym kole, ogier na sygnał mocniej wyciągał szkity do przodu, nie wychodząc z ustawienia. W końcu jest nie tylko koniem skokowym, ale także poniekąd ujeżdżeniowym.Gustavo - 2013-05-05, 12:05 Gdzie tu w moim odpisywaniu jest prędkość? Ale jak ci nie przeszkadza to dzięki. <3
Pochwalił go za wszelkie dobre zmiany tempa i ładne sprawowanie. Przy cofaniu które jednak tak perfekcyjnie nie było wycofał nieco łydki by pomóc Sternowi w utrzymaniu linii prostej poprzez odpowiednie ich dociskanie. Potem pochwalił go znów głosem i lekkim odpuszczeniem wodzy za świetne ustawienie. Zaokrąglił szyję i wstąpił zadem pod kłodę, nawet swój ślad pokrywał. No, skądś tym championem był!
Poprowadził go w tym wyciągniętym kłusie z połowy ściany na przekątną. Zwolnił go lekko półparadą i ostrzegł tym samym przed przejściem przez niego w kłus ćwiczebny. Gdy zjechali ze śladu Gabriel przekrzywił bioderka i ustawił mocno i ładnie łapki prosząc o chociaż chwilkę pasażu. Jeśli wyszło poklepał ogiera i odpuścił mu na razie cięższe ćwiczenia tego typu.
Pojechali w ćwiczebnym na pięć drągów które Chamfort miał w planie pokonać. Przytrzymał na środku Sterna i zablokował w pomocach by ten prosto wyjechał. Drągi wymagały wyciągniętego kłusa, więc Gustavo aktywnie mobilizował ogiera łydkami. Cały czas uważał by dobrze amortyzować grzbiet championa od jego ciężaru ciała właściwą pracą bioder.
Po drągach roboczy i luźniejsza wodza.Sternkämpfer - 2013-05-05, 12:43 Nie, nie przeszkadza, ponieważ na takim sprzęcie to by mi szło dwa razy dłużej, ot co <3 Słyszał pochwały, ogier jedynie zastrzygł uchem w odpowiedzi. Bo jeszcze obrośnie w piórasy? Owe dociśnięte łydki pomogły mu w utrzymaniu linii podczas cofania, jednak wyszło jak wyszło ;> Był już przyzwyczajony do tego w jaki sposób powinien chodzić. Dla niego już było nawet tak wygodniej. Dwa w końcu tym championem był, czyż nie? Idąc wyciągniętym kłusem przez połowę ściany na przekątną, w pewnym momencie czując kolejne pomoce - zwolnił nieco, skracając się tym samym. Jego kłus nie stracił na gracji z jaką się poruszał, o nie nie. Schodząc ze śladu został wprowadzony w pasaż, w którym ogier poruszał się niezbyt szybkim kłusem, acz z wysoką akcją kończyn, zawieszając je na moment w powietrzu. Kiedy skończyli, najechali na drągi, które pokonał o prostym ciele, najeżdżając na am środek. Nad drągami wysoko podnosił nogi, idąc aktywnym tempem. Dodatkowo wyciągnął lekko nos w przód. Po drągach roboczy i luźniejsza wodza, z której skorzystał.Gustavo - 2013-05-05, 13:16 No tak, zapomniałam. Champion naturalnie musi się tak pięknie zbierać, bo inaczej nie byłby championem! <3
Pochwalił go znów za śliczny pasaż. No, no, no! Jak te nóżki wybornie pracują! Jak wysoko się unoszą! Jessie ma szczęście, że sobie takiego konia sprawiła. Bo to i chętne i posłuszne. No i umiejętne bardzo, co też jest ważne. //kurde, mój koń w wieku Sterna przy moich maksymalnych staraniach ledwo umie się zebrać ;-; ale ostatnio się dowiedziałam, że możliwe, że ma uraz związany z wędzidłem, wiec może jeszcze się nauczy tego...//
Nad drągami wzmógł pracę bioderek by nie obić grzbietu ogierowi przypadkiem. W końcu tutaj troszkę więcej wstrząsów, bo nóżki wyżej unosimy, nie?
Podczas przerwy w tym luźnym kłusie poprosił kogoś tu obecnego by dołożył pod drągi po oponie, czy co tam mieli. Przy pierwszym drągu z lewej, przy drugim z prawej i tak na zmianę. Obok poprosił od razu o szereg. Pierwszy był krzyżak na wysokość 60cm, a jakieś trzy foule za nim stacjonata niewiele wyższa od poprzedniej przeszkody. Gdzieś jeszcze Okser na wysokości 85cm i na razie tyle.
Po chwili dłuższej chwili odpoczynku w tym luźnym kłusie Gustavo dał ogierowi półparadę, zebrał szybko wodze na elastyczny, nieco mocniejszy kontakt i dał go do żwawego tempa. Najechali na szereg, od strony krzyżaka. Chłopak uważał, by koń nie zagalopował. Złapał go mocno w pomoce coby nie wyłamał i dał subtelną łydkę przed przeszkodą. Waz z nim szybko przeszedł do zrównoważonego dobrze półsiadu, chwilę przed dotknięciem przez Sterna ziemi usiadł w siodle. A potem od razu półparada i gdy tylko champion wylądował wyraźny i stanowczy sygnał do stój z mocnym usztywnieniem krzyża. Stacjonaty jeszcze nie jedziemy!
Jeśli zatrzymanie wyszło, to odjechali bokiem na ślad. Jak nie, to w kłusie/stepie szybko wyminęli stacjonatę by jej nie skakać jeszcze.
Potem najazd na drągi, tym razem nieco wyższe. Pomoce takie jak przy wcześniejszym najeździe, tym razem półsiad nad wszystkimi. Potem wyjazd na koło, mała wolta i w trakcie Gabryś usiadł mocno w siodło i dał dobrą łydkę do galopu. Wewnętrzna noga nieco do przodu, zewnętrzna delikatnie w tył. Także łydka rozpoczęła się od przyciśnięcia najpierw wewnętrznej, potem zewnętrznej, by Stern dostał precyzyjny sygnał z której nogi rozpocząć wyższy chód.
Pd razu pilnował jego tempa, aby było dynamiczne, ale robocze. Jeśli się mu szyjka nie zawinęła to postarał się go delikatnie zebrać i w następnym narożniku, po przejechaniu długiej ściany, skręcił na obszerną woltę. Po niej wyjazd na środek placu gdzie nastąpiła zmiana nogi i galop na drugą stronę. To wszystko ładnie wymijając przeszkody!
Potem nakierował championa na szereg, od strony krzyżaka, pilnując go krzyżem i wszelkimi innymi pomocami, by nie wykręcał i nie nakręcał się. Tym razem bez zatrzymywania, za to przed stacjonatą silnie mobilizująca łydka by ogier oddał ładny, mocny skok. Półsiad udany, zrównoważony, dobrze wyważony.
No, trener zawodników musi świecić jakoś przykładem, nie?Sternkämpfer - 2013-05-05, 18:04 Champion nie byłby championem, jeśli nie byłby nim <3 Po prostu czasem takie konie się zdarzają, które świecą przykładem dla innych. Jessie ma szczęście, gdyż ma jego takiego, a nie innego, ale ile jej zajęło ogarnięcie go i jego umiejętności. Czując półparadę, jak mocniejszy, acz stabilny kontakt, ogier wszedł mocniej pod siebie. Układając się jak trzeba, oczywiście. Najechał na szereg, będąc dalej w kłusie. Mniej więcej dwie foule przed przeszkodą, o ile w kłusie można je tak liczyć ;> W sumie jeszcze się nad tym nie zastanawiałam jako zawodnik haha. Wracając do tych foule, to ogier lekko dodał. W optymalnym dla niego miejscu wybił się, składając się przy tym nienagannie do skoku. W końcu niskie to było, prawda? Kiedy wylądował, Sternkampfer zdziwił się nad wyraz. Pomoce wstrzymujące? W końcu się zatrzymał, ale.. praktycznie pod przeszkodą. Zastrzygł uchem nad wyraz zdziwiony takowym zagraniem, przecież przeszkoda stała przed nim i to jeszcze do skakania! Następnie wykręcili i ponownie o prostym ciele najechał na drągi, jednak tutaj musiał się nieco mocniej zaangażować. Podnosił o wiele wyżej nogi z racji, że drągi były ustawione wyżej. Pysk również był nieco niżej, niz poprzednio dla utrzymania optymalnej równowagi. Następnie będąc naprowadzonym na wolte, ogier zagalopował sprawnie, bez utraty równowagi. Szedł aktywnie, acz wciąż miarowo. Miał on zdecydowanie parkurowe tempo, oraz dodatkowo dobrze krył teren, co często pomagało mu wyrabiać dobre normy czasowe. Czując wyraźniejsze sygnały od mężczyzny ogier wszedł mocniej zadem pod kłodę. Zad stał się głównym motorem jego ruchu. Szyja zaś była wygięta w pokaźny łuk, pod dobrym ustawionym kątem jego potylicy. Raz, czy dwa z wrażenia skubnął się w pierś, jakby nigdy nic. Po następnym narożniku, skarogniady wjechał na woltę, a po tym jak wyjechał na środek placu - wówczas sprawnie przeskoczył z nogi na nogę, wyskakując lekko w powietrzu. Tak proszę państwa! To była lotna zmiana nogi. Ukradkiem spoglądał na te przeszkody, które tak sprawnie wymijali. Jednak Gustav dał mu kolejną szansę, aby się wykazać. Oczywiście skorzystał z niej i ruszył dzielnie na szereg, który był na jego drodze. Już z daleka mu się dobrze przyglądał. Wydawałoby się, że ogier liczy sobie odległość do przeszkody. Może rzeczywiście tak było? Tego nie wie nikt <3 Następnie tuż przed przeszkodą zrobił mocny wymach głową, kiedy to przenosił uprzednio ciężar ciała na zad i wybijał się od ziemi. Nad przeszkodą podciągnął przednie nogi pod mostek, a zadnie lekko podgiął. W tym czasie strzelił sobie z ogona, a potem wylądował amortyzując na swoich miękkich pęcinach. Po lądowaniu kolejna foule i nie poczuł żadnych pomocy wstrzymujących, nawet przeciwnie. Więc odpowiednim miejscu znowu się wybił powtarzając manewr z poprzedniej przeszkody, wyciągając przy tym dobrze szyję do przodu. Trener zawodników przede wszystkim powinien świecić przykładem. Wybacz, że odpisuje dopiero teraz, ale.. byłam w prawdziwej stajni zobaczyć mojego kunia <3Gustavo - 2013-05-06, 13:04 Haha, w sumie to świetnie mieć takiego konia, ale skoro on wszystko umie i mu się chce i nie jest specjalnie trudny, to w sumie gdzie jest zabawa? Czasami fajnie jest się zająć jakimś trudnym koniem, albo takim, którego trzeba od nowa uczyć reagowania na pomoce. Chociaż Jessie ma tyle tych koni, że wszystko się tam znajdzie. Duran do oswajania, Devo do ujeżdżania, Stern i Inso do wygrywania! I jeszcze parę innych do przeróżnych celów jest tam w jej zbiorze.
Chłopak szczerze zaśmiał się z reakcji zdziwionego championa na zatrzymanie go przed stacjonatą. - No stary! Widać, że nikt tego nigdy na tobie nie próbował, co? - pochylił się i poklepał go, bo i tak dobrze wykonał polecenie. Gustavo był częściowo przygotowany na to, że mimo odczuwania pomocy do stój ogier i tak mógłby skoczyć. Ale ten wykazał się niesamowitym posłuszeństw. I zaufaniem w jakimś stopniu też. Ale to zasługa dobrego prowadzenia i pewnej ręki i dosiadu, prawda?
Chwalił go dalej za wszelkie udane akcje i przejścia. Z przyjemnością oddał się jego obszernemu galopowi. Całkiem wygodny był. W ogóle, cały taki muskularny ten Stern, to i grzbiet ma całkiem szeroki i kanapowy. Tylko siedzieć!
I nawet jestem pewna, że zaczął sobie odliczać tą odległość do szeregu gdy jechali go już z galopu. Z przyjemnością Gabryś przefrunął te przeszkody na ogierze. Potencjał to on ma duży.
Krzyknął do stajennego by mu tam ustawił jakąś fajną, wyższą przeszkodę. Sam teraz skierował po dość ciasnym zakręcie Sterna na wspomnianego wcześniej oksera. Zakręt wymagał skrócenia nieco tempa ogiera, ale potem zostały im ze cztery spokojne foule do przeszkody. Gabryś prawie zapomniał o łydce przed skokiem bo i tak zaufał championowi, że sam skoczy. Ale w porę sobie przypomniał i bardzo subtelnie ścisnął jego boki, uczepiając się kolanami. Pozwolił mu wcześniej na dobranie sobie tempa, sam tylko skupiając się na prostym naprowadzeniu go i dobrym przejściu do półsiadu. Ale z ogierem dobrze się współpracowało, siodło wygodne było, to i półsiad można robić bez przerwy, o!
Po tym skoku Gabryś dostrzegł jak stajenny tworzy mu coś ciekawego. Tego się nie spodziewał, ale był za to wdzięczny mężczyźnie. A był to szereg gimnastyczny, wyglądający dość prosto, ale jednak przejechanie go często sprawiało nowicjuszom problemy. A były to trzy krzyżaki na wysokości 65cm. Na skok wyskok, ładnie i równo odmierzone. Potem jeszcze stajenny zgodnie z poleceniem Chamforta poleciał ustawić obiecaną wyższą przeszkodę. Była to zwyczajna stacjonata wysokości 120cm z jeszcze dwoma drągami umieszczonymi niżej na stojaku, coby wyglądało pokaźniej.
Że mężczyzna jeszcze ustawiał to ostatnie, to Gabriel naprowadził dzielnie Sterna na szereg gimnastyczny, pilnując roboczego, acz dynamicznego tempa. Sam sporo wcześniej przeszedł w półsiad, co jednak odebrało mu tak dobre możliwości sterowania konia półsiadem. Ale ładnie trzymał się kolanami boków Sterna i łydką mógł zawsze operować, więc solidnie wyjechali zakręt z wcześniejszą zmianą nogi i Chamfort solidną łydką posłał championa do wyskoku przed pierwszą przeszkodą. Potem łydka po kolejnych dwóch krzyżakach coby ogier nie zgasł i nagroda po przejechaniu. Tam troszkę luźniejsza wodza na chwilę i prośba o wydłużenie wykroku, pełny siad. Chwila luźnego, szybszego galopu po śladzie. Ponadto, Gabryś zmusił ogiera do kontrgalopu, ewentualnie pozwalając mu wtedy ścinać troszkę zakręty, coby nóg nie powygina. Ciekawe, jak sobie z czymś takim radzi.Sternkämpfer - 2013-05-06, 13:17 Gdzie zabawa? Zabawa jest, jak mu zaczyna się włączać szalej w głowie ;> Ale przed maturą, użytkowniczce się nie chce o,o' A co do Sterna, tak, tak.. Zdziwił się ogier tym zagraniem z zatrzymaniem się przed przeszkodą. Nikt tego z nim nie robił, więc był nad wyraz zadziwiony. Przede wszystkim o zasługa dobrego prowadzenia, pewnej ręki i dosiadu. Ogier ma to do siebie, że jest nad wyraz wrażliwy na pomoce płynące od jeźdźca. Ukradkiem Stern przyglądał się temu stajennemu, który uwijał się jak mrówka. Po zakręcie musiał lekko zwolnić, ale cztery foule przed przeszkodą dodał trochę, by mieć impet do wyskoku. Odbił się w optymalnym miejscu odbicia i złożył się odpowiednio nad przeszkodą. Może na nim opisywali te wszystkie podręczniki? Bo pozycje miał iście podręcznikową. Wylądował i już był prowadzony dalej. Wskoczył sprawnie w szereg gimnastyczny. Odbijał się, przelatywał nad niskimi krzyżakami, by za chwilę znowu się odbić, złożyć do skoku i wylądować. Wszystko to się odbywało w szybkim tempie, a na końcu mocniejsze odbicie od ziemi. Podciągnięcie przodów pod mostek, zadnie lekko podgiął, a szyję wyciągnął do poprawnego baskilu. Kolejnym krokiem było lądowanie, bo grawitacja nie przewidziała dłuższego lotu. Po tym wszystkim na chwilę miał dłuższą wodzę, następnie lekko wydłużył krok, tak jak sobie życzył facet. W międzyczasie nawet znalazł się kontrgalop, gdzie szedł wygięty w drugą stronę, utrzymując trajektorię w drugą ; P Dawno tego nie robił, więc nie było to takie idealne.Gustavo - 2013-05-06, 13:42 Nawet w siodle Gabryś czuł, że pozycja ogiera i technika jego skakania była imponująca i iście podręcznikowa. Pochwalił potem ogiera po udanych skokach skupiając się na szeregu nad pracą rąk i elastycznym oddawaniu wodzy.
Przerobili parę kółek w tym kontrgalopie wyciągniętym, aż w końcu Gabryś zebrał wodze na kontakt i półparadami zwolnił Sterna do roboczego. Jednocześnie już skierował go Chamfort na tamte stodwadzieścia centymetrów. Przypilnował by champion dynamicznie napędzał się zadem i zamknął go w pomocach przed skokiem. Mocna łydka i ładny półsiad oraz siad w siodle chwilę przed lądowaniem.
Potem jeszcze pochwała i najazd na tamtego oksera, potem znów szereg gimnastyczny z drugiej strony i szereg z krzyżaka i stacjonaty, znów 120cm i gimnastyczny. W międzyczasie dużo zmian kierunku i wolt, czasami kontrgalop.
Jak Stern, zmęczony? <3
//taki krótszy post dla odmiany :3Sternkämpfer - 2013-05-06, 14:06 Szedł owym kontrgalopem, innymi słowy "galop na złą nogę". Ćwiczenie te oddziaływało na posłuszeństwo i elastyczność ogiera. W końcu przez całe jego zajeżdżanie (dawno temu oczywiście), cała edukacja jego skupiała się na tym, by galopował na wewnętrzną nogę - czyli na prawidłową nogę, ale po kilku wprowadzeniach takiej odmiany ogier musiał zaakceptować to. W skrócie był wygięty, ale nie do kierunku, w którym podążał. Wracając do zwykłego roboczego galopu, juz wiedział, że zostaje naprowadzany na tą wysoką przeszkodę. Biorąc pod uwagę te tutaj poustawiane, to takie właśnie były. Ogier dodał trochę nad przeszkodą, przy wybiciu zrobił zamaszysty ruch głową, po czym zebrał swoje cielsko w pozycje skokową pokazując dobry baskil. Po krótkiej pochwale, kiedy to już wylądował na ziemi, galopował wówczas na okser. Nad nim przeleciał nieco wyżej, jako, że był to okser, więc wybił się nieco mocniej od ziemi. Wylądował następnie amortyzując na swoich pęcinach. Kolejnym wyzwaniem jakie postawił mu facet był powrót do szeregu gimastycznego. Co tu wiele mówić. Wskoczył pewnie pomiędzy pierwszym, a drugim członem, a potem pokonywał następne z zawrotną prędkością. Skok, lądowanie, skok, lądowanie i tak dalej, czyż nie? Różnica była jedna, jechał ten szereg gimnastyczny od drugiej strony. Następnie jakby nigdy nic pokonał szereg z krzyżaka, jak i stacjonaty. Nie sprawiło mu to większego problemu. Wybacz, że tak piszę nieopisowo, ale po prostu nie wiem, gdzie, ale wena mi uciekła. A nad 120cm ukazał ekonomiczny, acz poprawny skok. Gdzieś pomiędzy wykonywał dodatkowo wolty, czy inne zawijasy, a nawet kontrgalop. Sam ogier był już spocony i to całkiem mocno. Z pyska kapała mu piana, którą ubił skrzętnie pracując pyskiem. Pomiędzy udami również stworzył pokaźną jej ilość z ocierania się o samego siebie. Hmmm, ciekawie to brzmi. A już nie wspomnę o licznej sieci żyłek.Gustavo - 2013-05-07, 23:17 O, to Gabryś jest mega zadowolony, że uelastyczni Sterna tym kontragalopem. <3
Zignorował machniecie głową przez ogiera przy wybiciu przed 120cm, jednak cmoknął na niego, by ogarnął. Nie musimy być tacy znowu perfekcyjni, ale jak sie rozbestwi, to co?
Nie mam weny, czasu a ni pozwolenia na kompa i posta teraz, więc szybko skończę. Wybaczysz? Trening chyba udany.
Pochwalił go sowicie po wszystkich skokach i udanych atrakcjach, zwolnił do kłusa i przekłusował na luzie na dwie strony po dwa kółka, a potem przeszli do stępa. Był zadowolony z dobrej współpracy, poluzował popręg z siodła.
Po wychłodzeniu Sterna Gabryś wprowadził go do stajni.
zt.
Kate - 2013-05-08, 17:26 Przyszła z Ruthless na parcour, a po wejściu zamknęła bramę. Razem z dziewczyną przyszedł też stajenny, który został poproszony o ustawienie kilku niskich przeszkód. Kate już z ziemi poinstruowała mężczyznę, jak i co ma ustawić na parcourze.
Dwudziestolatka zatrzymała klacz na środku i tam opuściła strzemiona, które w razie potrzeby wyregulowała, dociągnęła popręg i jeśli wszystko było dobrze sprawnie wsiadła w siodło. Następnie dosiadem skierowała hanowerkę na ślad. Na razie stęp na długiej wodzy, na rozgrzewkę. <3