Orchid of Rohan - 2013-05-11, 20:59 Po przegalopowaniu paru okrążeń, przeszedł do wyciągniętego kłusa, po paru krokach do tempa roboczego. Po wyrównaniu oddechu, zwolnił do jeszcze niższego chodu, aż w końcu do stój. Zmienił kierunek, prowadzony przez stajennego, w drugą stronę stępując równie aktywnie. Pogoniony do kłusa, z głośnym sapnięciem przeszedł do pożądanego chodu, by zaraz otrzymać kolejne pomoce - tym razem do zagalopowania. Dziko szastnął ogonem i ponownie zagalopował pod górę, zarzucając przy tym łbem. Szybko się uspokoił, nie miał tyle siły by non stop dzikować. Po paru okrążeniach stopniowo przeszedł do stępa, po odpięciu lonży podążając tam, gdzie skierował go Robert, czyli na linię czworoboku.Robert - 2013-05-11, 21:24 Nie pozwalał, aby ogier się ociągał, ani został przez coś rozproszony. No owszem, nie miał na to całkowitego wpływu, ale starał się go zająć sobą i pracą, niźli miałby się dekoncentrować i zerkać gdzieś na boki po nowym otoczeniu, szukając jakichś wyimaginowanych zagrożeń.
Podpierał go łydką i bawił się wędzidłem, aby koń je całkowicie przyjął i zaczął żuć, odpuszczając w potylicy. Chwalił Orchida za dobre zachowanie jeśli takie było A jeśli nie, no to np. po prostu wracali do miejsca, w którym znajdowało się coś dziwnego, aż do skutku, żeby się już nie bał.
Kolejno kreślili wolty, wężyki i inne spirale dla rozluźnienia. Chłopak zamykał młodego w pomocach przewidując, że na razie może być z tym trudno. Młode konie bywały jeszcze na tym etapie szkolenia sztywne i takowe wygięcia nie przychodziły im łatwo. Na kołach trzymał mocno zewnętrzną wodzę, zaś wewnętrzną się zabawiał, odpuszczając ją nawet do tego stopnia, że ta przez moment zwisała, kiedy ogier w ogóle nie chciał odpuścić. Do tego dochodziła łydka oraz tyknięcie bacikiem zadku, aby nie zostawał w tyle. To samo powtórzyli w kłusie. Przejście do dwutaktowego chodu na pierwszym śladzie i wręcz szybkie tempo utrzymywane od początku. Skończyła się laba Kochaniutki! <3Orchid of Rohan - 2013-05-11, 22:11 Z początku nie zwracał uwagi na otoczenie, idąc całkiem luźno. Z czasem jednak ochłonął po galopach i wówczas zainteresował się okolicą, wymagając od Roberta większych starań. Momentami wręcz próbował się zatrzymać, gdy coś zaintrygowało go dostatecznie mocno. Czasami robił to nawet dwa razy pod rząd, gdy tak podchodzili pod to miejsce raz jeszcze. Nie trwało to jednak wieczność, rudzielec szybko się nudził, przyzwyczajał, a więc prędzej czy później znowu spróbował skupić się na jeźdźcu, głównie jego staraniom. Rzeczywiście, z trudem przychodziło mu wyginanie się na tych wszystkich figurach, był jeszcze zbyt sztywny by szło mu to płynnie. Ale mimo to się starał! Trochę koślawo, ale jednak. Jakoś rażąco nie wpadał ani nie wypadał z koła. Dzięki aktywnej łydce i bacikowi nie zapominał o angażowaniu zadu, w kłusie nie tracił na tempie czy impulsie, przez cały czas poruszając się w równym tempie, choć cholera, nie chciało mu się już kompletnie!Robert - 2013-05-12, 21:18 Ni ma, że mu się nie chce! Dostawał pochwały za to, że był taki dzielny. Złośnik, ale może przynajmniej nie będzie srać w gacie na widok małej przeszkódki Niech jeszcze wytrzyma, kilka ćwiczeń i będą kończyć.
Kiedy tak wyjeżdżali różne figury, Robert nakierował Rudego na pierwszy ślad i usiadł w siodło oraz odchylił się, przytrzymując ogiera do stępa. Stopniowo wypuścił mu wodze utrzymując je na kontakcie. Nadal działał łydką oraz biodrami, aby Orchid się nie rozlazł i wciąż żuł wędzidło, obniżając maksymalnie głowę w dół, zachowując przy tym wykrok oraz zaangażowanie zadu. Przeszli tak cały czworobok z przekątną, aby wykonać zmianę kierunku i w drugą stronę to samo.
Dopiero wtedy chłopak nabrał ponownie wodze i wjechał na duże koło. Wypchnął rudego do przodu do zakłusowania i siedział w siodle, ćwiczebnym dosiadem. Pilnował prawidłowego wygięcia, opierając mocniej dłoń na zewnętrznej wodzy. Zrobili dwie wolty i Hartnett ponownie wypchnął ogiera do przodu, tym razem do galopu. Jeżeli się nie udało i rudy tylko się rozpędził, mężczyzna przytrzymał go do spokojnego kłusa i spróbował ponownie z użyciem bacika. Siedział chwilę w siodle, po czym przeszedł do półsiadu, odciążając kręgosłup Orchidka. Utrzymywał równy kontakt, wygięcia oraz tempo.Orchid of Rohan - 2013-05-14, 20:39 Żebyś się nie zdziwiła! Chociaż gdyby miał się cykać przed przeszkodami, to można by uznać, że ma podrobiony rodowód... Predyspozycje do skoków miał ogromne, chociaż jeszcze nikt nigdy go nie puścił choćby w korytarz, to rudzielec pięknie by się popisał.
Wszedł na ślad, na którym przeszedł do stępa. Nie gubiąc zadu, stępował aktywnie do przodu, pyskiem podążając za ręką, czyli w dół. Może nie jak pies tropiący, bo to nie ten poziom, ale potencjał jest. Przeszedł w ten sposób cały czworobok, przekątną, a potem jeszcze jedno okrążenie, po którym zgodnie z oczekiwaniami wrócił w poprzednie ustawienie i zakłusował na kole. Po wykonaniu dwóch wolt na tym samym śladzie, został wypchnięty do galopu, na co odpowiedział bez wahania, wchodząc w wyższy chód. Ciężko, wręcz chrapliwie parskając galopował w danym ustawieniu, bystro patrząc w przód.Robert - 2013-05-14, 20:57 Galopowali tak przez chwilę, po czym wykonali przejście do kłusa, zmiana kierunku przez półwoltę, ustawienie po łuku i znowu zagalopowanie. To samo co za drugą nogę. Robert został w półsiadzie, trzymając cały czas kontakt z pyskiem Rudego. Jako, że userka Rohana rzyga pisaniem z powodu wielu postów na zawody... userka Roba zakończy tym oto postem dzisiejszy trening
Chłopak przeszedł do kłusa i już anglezując, wyjechał z młodym na pierwszy ślad, oddając mu wodze do żucia z ręki. Aktywne tempo przez dwa koła i przejście do stępa od dosiadu.
- Dobry chłopak <3 - Poklepał cwaniaka i stępem przez dobre dziesięć, piętnaście minut, po czym do stajni.
zt*Orchid of Rohan - 2013-05-14, 21:05 Przeszedł do kłusa, zaraz wchodząc na półwoltę, przez którą zmienił kierunek. Zaraz ponownie przeszedł do galopu, w którym utrzymał się dłuższą chwilę, aż Robert pozwolił mu przejść do kłusa. Po dwóch kołach z pyskiem wyciągniętym do dołu przeszedł do stępa, gdzie już całkowicie wyluzował. Po rozstępowaniu wyszedł do stajni /ztJessie - 2013-05-16, 22:22 Przyprowadziła Manduro na czworobok. Jej zdaniem na skoki było za wcześnie, pierw warto byłoby nieco podreparować kondycję oraz odświeżyć umiejętności z ujeżdżenia, które jest przecież podstawą do głównej dyscypliny Man'a.
Na dobry początek oprowadziła go dookoła w ręku, zapoznając z prawdopodobnie nowym miejscem, po czym zatrzymała go przy stopniach, z których wsiadła po uprzednim dociągnięciu popręgu i opuszczeniu strzemion. W siodle usiadła miękko, zaraz ujmując wodze na lekki kontakt, następnie dając ogierowi łydkę do stępa.Manduro - 2013-05-16, 22:26 Chętnie przeszedł się w ręku, ale potrzebował kilku upomnień, by przestać iść własnym tempem, a dostosować się do kroku J. Przy schodkach stał grzecznie, no może troszkę łbem machał pośpieszając dziewczynę, no co będą czas marnować, hę!? Do stępa ruszył od razu energicznym, miękkim krokiem. Oglądał teren, literki i wszytko co było, szedł pewnie nie miał obaw co do nowego miejsca.Jessie - 2013-05-16, 22:35 W przeciwieństwie do chodzenia w ręku, z siodła pozwalała mu kroczyć przed siebie w danym tempie. Zupełnie nie przeszkadzał jej aktywny krok, to nawet lepiej, że miał w sobie tyle energii i chęci. Może szybko nie odpadnie >3 Tak więc zrobili w tym tempie trzy okrążenia na lewą stronę, potem zmienili kierunek przez przekątną i kolejne trzy okrążenia na prawo. Jeżeli do tego czasu nic się nie wydarzyło, to Jess zasugerowała mu większe zaangażowanie zadu za pomocą dojeżdżania go dosiadem do ręki, która również nie pozostawała bezczynna - wewnętrzną wodzę na przemian napinała i rozluźniała, zewnętrzną pozostawiając natomiast napiętą.Manduro - 2013-05-16, 22:47 Po owych kółkach zad ogiera zaczął delikatnie wkraczać pod kłodę, szyja powoli wyginała się w łuk, a łeb zbliżał do cielska, w końcu kość nosowa stała się prostopadła do podłoża, a sam ogier szedł lekko, naturalnie, nie był spięty, z zaciekawieniem i skupieniem mielił wędzidło. Widać było, że cała zabawa go pochłonęła i stracił zainteresowanie otoczeniem. Ciężar ciała coraz bardziej osadzał się na zadnie, oczywiście całe zabranie wyglądało dosyć ładnie, ale było liche jak na jego możliwości. W końcu trochę w boksie siedział.Jessie - 2013-05-16, 22:54 I tak była zadowolona, cudów się na dzień dzisiejszy nie spodziewała. Swoje zadowolenie wyraziła głosową pochwałą, po której postawiła przed ogierem kolejne wyzwania. Mianowicie wygięcia. Chciała rozgrzać i rozciągnąć jego zastałe mięśnie możliwie najlepiej, cały proces rozpoczęła od wyjeżdżania kół o dużej średnicy. Wygięcie nadawała łydkami, pilnując by wypadało dość przyzwoicie. Poruszali się po całym placu, koła wykonując w obie strony. Z czasem doszły do tego ósemki rozciągające się przez cały czworobok, czy po prostu same zgięcia w szyi, w lewo i w prawo.Manduro - 2013-05-16, 22:59 Całkiem sprawnie się wyciągał, wyginał, z szyją nie miał najmniejszych problemów, był dosyć wygimnastykowany jeżeli o to chodzi, w końcu to się gdzieś poskubał, to się wyciągnął na padoku, było widać jak na dłoni, że ze skróceniem jest gorzej niżeli z wyciągnięciem. W koło wpasowywał się ładnie, nie wypadał ciało w łuku trzymał nie tracąc na aktywności w kroku. Szedł chętnie, strzygł uszami wyczekując nowych wyzwań, poleceń czy pochwał, bo na nie był bardzo chętny <3Jessie - 2013-05-16, 23:08 Oczywiście nie szczędziła mu pochwał, ale tez nie przesadzała z nimi, przecież nie będzie go chwalić na każdym kroku! I tak zapewne po prostu czuł, że jest zadowolona z jego zaangażowania, że się na niego nie denerwuje ani nic w tym guście.
W przerwie od wygięć po prostu prowadziła go dookoła czworoboku, zachęcając do wypuszczenia nosa w dół, również w ramach swego rodzaju ćwiczeń. Może nie spodziewała się, że zrobi z niego psa tropiącego, ale gdyby podążył trochę za ręką do dołu, to byłoby pięknie. Od razu go chwaliła.
Po tej krótkiej przerwie powrót do poprzedniego ustawienia i zabawa w wygięcia na nowo, tym razem bardziej wyraziste, na mniejszych średnicach, wymagające większego zaangażowania.Manduro - 2013-05-16, 23:18 Chętnie podążał za wodzą suma sumarą pięknie, niemal książkowo żując z ręki co jedynie było dowodem na to, że pięknie procował i był naprawdę zaangażowany i dął z siebie tyle ile był w stanie.
Szybko wszedł w ustawienie, ładnie osiadł na zadzie wkraczając mocno pod kłodę, a sam grzbiet wygiął się w lekki łuk, oczywiście ku górze. Poskładany był całkiem ładnie, ba pozazdrościć, ale ile to go sił kosztowało! Nosem nawet przed pion wyszedł, pajęczyna żyłek, nieco potu, a to tylko stęp! Nie tracił energicznego kroku, pracował w jednym rytmie, szedł lekko z uniesionym przodem, no poznać by po sobie nie dał, że się męczy, ach ta duma