To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Psi park

Jessie - 2019-07-06, 21:02

Spojrzała na Hayley tak, jakby powiedziała coś absolutnie niedopuszczalnego, ale nic nie powiedziała. Podobno o gustach się nie dyskutuje. Rubens, chociaż ciągnął jak koń, wciąż wzbudzał w Jess większą sympatię. Po prostu co chwilę przyciągała go za smycz do siebie, tylko po to, by następnie znowu mógł ją rozciągnąć.
- Samo się zgadało o psach? - Spojrzała na nią podejrzliwie, najwyraźniej musząc ją ciągnąć za język, jeżeli chciała się dowiedzieć czegokolwiek. - Jak dla mnie to wygląda tak, jakby nasze ostatnie wspólne spotkanie wcale nie było takie złe - wysnuła taki wniosek w międzyczasie, zanim przeszła do rozmowy na temat dzisiejszego spotkania w parku. - A teraz o czym rozmawialiście? - Zapytała, po cichu licząc na to, że odpowiedź nie będzie brzmiała "o psach", bo chyba by ją skręciło w środku. :lol2:

Hayley - 2019-07-08, 08:29

- Trochę - uśmiechnęła się szeroko, wzruszając przy tym ramionami. Właściwie nie pamiętała jak to się stało, że tak szybko zeszli na temat psów, ale od tamtego momentu zupełnie przestała patrzeć na Sevastiena jak na zupełnie obcego człowieka. Przeciwnie, szybko złapali wspólny język i chociaż zapewne o innych tematach nie potrafiliby rozmawiać równie lekko, jakoś nie czuła już takiej potrzeby.
- O Boże, a co ono ma do tego? - zaśmiała się cicho, po raz pierwszy czując opór smyczy. Miś zatrzymał się, zawzięcie coś obwąchując przez co sama przystanęła na chwilę. Jakoś nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że tej walki na siłę nie dałaby rady wygrać :lol2:
-O psach - odparła, wzruszając ramionami, bez świadomości, że Jess właśnie przeżywa katusze :lol2:

Jessie - 2019-07-11, 22:42

- Mówiłaś wtedy, że w ogóle nie będzie już chciał z tobą rozmawiać - przypomniała jej, jednocześnie tłumacząc, dlaczego wspomniała teraz o spotkaniu. Sevastien najwyraźniej nie uznał je za dziwaczki - a już na pewno nie pomyślał tak o Hayley - skoro jednak spotkali się w parku. Nawet jeśli motywem przewodnim tego spotkania były psy... Gdy o nich usłyszała, uśmiechnęła się sympatycznie, ale tak, jakby powstrzymywała się od jakiegoś komentarza. :lol2:
- Jak długo będziesz go mieć w domu? On później po niego przyjedzie? - Zapytała, także na chwilę przystając, skoro Miś zarządził postój na wąchanie. Po cichu liczyła na to, że Hayley jej nie poprosi o dotrzymanie towarzystwa do momentu odbioru psa przez właściciela, choć byłaby to idealna okazja do tego, żeby jeszcze trochę zbliżyć tą dwójkę do siebie i, przy odrobinie szczęścia, znaleźć im inny temat do rozmowy niż psy. Perspektywa spędzenia paru godzin z nowofundlandem jednak skutecznie trzymała Jess na dystans. :lol2:

Hayley - 2019-07-11, 23:16

- Po prostu okazał się być dość... wyrozumiały - Zaśmiała się cicho, lekko wzruszając przy tym ramionami. W gruncie rzeczy miała szczęście, że nie została wyśmiana albo wzięta za kompletną idiotkę, choć nie dało się ukryć, że wciąż właśnie tak się czuła na myśl o zeszłym tygodniu.
- Chyba nie znam drugiej osoby, która zdecydowałaby się kontynuować znajomość po takim początku - dodała z chwilą zawahania, zaraz wypuszczając głośno powietrze. Przez moment w milczeniu coś analizowała i chociaż gdzieś w głowę wkradła się myśl, że jest po prostu beznadziejna, ożywiła się jakby pomyślała coś całkiem miłego.
- Na szczęście było, minęło - Dodała, za chwilę znów przenosząc spojrzenie na przyjaciółkę. Tak naprawdę nie znała odpowiedzi na to pytanie, a myśl o ilości godzin, które Sevastien spędzał właśnie w pracy, nie pozwoliła Hayley podejść do tego tematu całkiem spokojnie.
- Nie wiem. Poszedł tam kilka godzin temu i tak szczerze, odniosłam wrażenie, że stało się coś bardzo poważnego - Wyjaśniła, przenosząc spojrzenie ma Misia. Nie przeszkadzałoby jej nawet gdyby Sevastien przyszedł po niego nad ranem, choć chyba Rubens nie wpuściłby go do łóżka Hayley. Były jakieś granice tolerancji :lol2:
- W ogóle to musi być straszna praca...

Jessie - 2019-07-11, 23:46

- Mało widziałaś - stwierdziła beztrosko. Chyba żaden z podbojów Jess nie miał normalnego, standardowego początku. Może dlatego miała tyle wiary w tą konkretną znajomość, bo wiedziała, że narobiła mniejszej trzody niż zwykle. :lol2:
- Cóż, gdyby to nie było nic poważnego, raczej nie porzuciłby psa w środku parku. Chyba, że to bardzo dziwny sposób na wykradnięcie twojego adresu - stwierdziła, uśmiechając się pod koniec z rozbawieniem. Po chwili jednak spoważniała, odrobinę się zamyślając. - Fakt. Musi być bardzo stresująca - zgodziła się z nią. - Zawsze mnie zastanawiało jak lekarze dają radę - dodała, nie potrafiąc nawet sobie wyobrazić jak to jest mieć tak odpowiedzialną pracę i być w niej praktycznie non stop. - Myślisz, że musiał dziś komuś ratować życie? - Zastanowiła się na głos, moze trochę infantylnie, ale cała ta opowieść stwarzała taką atmosferę, która podsuwała takie myśli. Poważny wypadek w środku dnia, nagłe wezwanie do szpitala, wielogodzinna walka. Coś musiało być na rzeczy.

Hayley - 2019-07-12, 10:50

- Yhym, na pewno własnie to miał na myśli - Kiwnęła twierdząco głową, przybierając nieco ironiczną postawę. Do tej pory mężczyzna nie zdradzał większego zainteresowania samą Hayley, pokazując jej to bardzo dobitnie kiedy po prostu nie wziął numeru zapisanego na serwetce. Ciężko byłoby pomyśleć, że teraz zmienił swój sposób patrzenia na sytuację.
- Weź pomyśl tylko, że na przykład pacjent się przekręcił w trakcie operacji. Przecież mnie by to chyba zjadło od środka - to była pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy, kiedy tylko ktoś zaczynał temat lekarzy. Odpowiedzialność za ludzkie zdrowie i życie, a przecież nie zawsze człowiek był w formie. Czasami zdarzały się dni kiedy nic nie wychodziło, tylko tutaj stawka była bardzo wysoka.
- Chyba tak. Powiedział, że był jakiś wypadek i pobiegł do samochodu - westchnęła cicho, zaraz pociągając lekko Misia za smycz. Łagodny olbrzym ospale oderwał się od źródła zapachu i poczłapał przy nodze Hayley dalej.
- Jakoś nie mogę przestać myśleć o tych ludziach - Dodała w końcu, nie ukrywając swojego przejęcia. Jej myśli wciąż krążyły wokół rodziny ofiar wypadku i nadziei, że mimo wszystko, to tylko brzmiało tak groźnie.

Jessie - 2019-07-12, 12:24

- Ja bym nawet nie mogła na to patrzeć - widok krwi i wnętrzności raczej nie był tym, na co mogłaby patrzeć codziennie. Wystarczy, że czasem musiała patrzeć na podobne rzeczy przy koniach. Ludzkie rany wydawały jej się jednak dużo gorsze. - Ale jemu to chyba nie grozi? W sensie tak na co dzień, bo chyba nie jest chirurgiem? - Zapytała z nutą wahania w głosie, swoje domysły bazując tylko na tym, że Hayley przecież przyszła "z ulicy", z bólem głowy, a została przyjęta właśnie przez niego. Niby mógł sobie wziąć dyżur, żeby dorobić w ten sposób, ale jakoś odrzucała tą myśl, bo nie widziała Sevastiena ze skalpelem w dłoni, krojącego kogoś na stole. :lol2:
- Jeśli jest tak poważnie, to z pewnością wkrótce się o tym dowiemy - stwierdziła. Media lubiły takie tematy i na pewno będzie o takim wypadku głośno, o ile już nie jest, choć nikomu z pewnością nie była jeszcze znana liczba ewentualnych ofiar.
Wkrótce dotarły do miejsca zamieszkania Hayley, gdzie Jess z ulgą odpięła smycz Rubensowi i oddała ją przyjaciółce.
- Ja cię z nimi zostawię, dobra? Mam jeszcze sporo rzeczy do roboty - odezwała się. - Jak coś to dzwoń... I koniecznie daj znać, jak już Sevastien odbierze tego niedźwiedzia. Trzymaj się - pożegnała się z Hayley, ściskając ją, po czym ruszyła w drogę powrotną do auta. zt

Hayley - 2019-07-12, 12:46

- To swoja drogą - Odparła w końcu, cichym westchnieniem kwitując jej słowa. Miała wrażenie, że gdyby tylko poszła na medycynę, odpadłaby już na pierwszym roku nie przez niedostateczne stopnie, a właśnie wytrzymałość psychiczną. Najpewniej w chwili, w której ktoś przywiózłby pierwszego trupa na salę.
- Nie wiem, nie rozmawialiśmy o tym. Ale chyba nie. Chociaż z drugiej strony, jeśli był teraz potrzebny to chyba nie do wypisywania recept - odparła z nutą wahania w głosie. W gruncie rzeczy nie znała się na działaniu szpitala i jego personelu, bo może faktycznie został wezwany na zwykły dyżur, by zastąpić kogoś, kto poszedł ratować poszkodowanych w wypadku.
- Oby nie - westchnęła cicho, otwierając bramę swojego domu. Z Jess droga minęła zaskakująco szybko, jak zwykle kiedy pogrążały się w rozmowie. Podziękowała jej za pomoc i z pełnym zrozumiem pożegnała się, zapraszając Jess na kawę kiedy tylko znajdzie chwilę. Wkrótce sama zniknęła za drzwiami w towarzystwie dwóch rozbrykanych psów, cały czas pilnując Rubensa, któremu na własnym podwórku włączyły się lekkie zapędy terytorialne.
/zt

Rex - 2019-12-02, 17:22

Rex - duży i dorodny owczarek niemiecki, często odwiedzał psi park ze swoim panem. To właśnie tu miał możliwość zawierania znajomości wśród przedstawicieli swojego gatunku i wybiegania się do woli, stąd też uwielbiał to miejsce. Przychodzili tu zawsze, kiedy tylko pozwalał na to czas i pogoda. Pies był spuszczany ze smyczy, a mężczyzna siadał na drewnianej ławce pod rozłożystym kasztanowcem i czytał książkę. Tak było i tym razem. Po spuszczeniu ze smyczy wilczur od razu zaczął węszyć w poszukiwaniu ciekawych woni, oddalając się nieco od swego pana. Na drugim krańcu parku zobaczył suczkę, która była tej samej rasy, co on. Zaciekawiony podszedł do niej, chcąc się z nią zapoznać, merdając przy tym długim, puszystym, szablastym ogonem, by pokazać jej, że nie ma złych zamiarów.
Joy - 2019-12-03, 13:54

Natomiast Joy musiała radzić sobie sama, mimo że miała właściciela, a miasto liczące blisko 90 tysięcy mieszkańców nie było najlepszym miejscem dla samotnie chodzącego psa. Radziła sobie jednak z życiem w mieście od sześciu lat, podczas których nie spotkała jej ani jedna szczególnie niemiła rzecz. Otóż w tym włóczęgostwie był pewien pomysł - trzymała się znanych sobie miejsc, czyli głównie stajni i swojej ulicy. Do psiego parku również zaglądała stosunkowo często, bo było w nim ciekawie i przyjaźnie; poza tym mogła wtopić się w tłum i nie wzbudzać niezdrowego zainteresowania przechodniów.
Jako że inne psy i zabawy z nimi nie były dla niej dużą atrakcją, to przyglądała się im trochę z ubocza, odpoczywając po porannych harcach i patrolowaniu terenu. W pewnym momencie zwrócił na nią uwagę nieznajomy owczarek. Widząc, jak ten podchodzi, cofnęła lekko ucho, po czym stanęła na równe łapy i nieruchomo czekała aż pies podejdzie blizej. Miała mieszane uczucia względem obcych, dużych psów, a przyjazne nastawienie Delgado nie od razu wzbudziło zaufanie suki, która do ostatniej chwili mową swojego ciała pokazywała, że lepiej być ostrożnym. Była więc lekko napięta i skupiona, ale przywitała się z owczarkiem, poznając jego zapach.

Rex - 2019-12-03, 16:24

Rex był młodym, zdrowym i bardzo zadbanym psem, co było widać na pierwszy rzut oka, natomiast suczka wyglądała na bezpańską, ponieważ była od niego chudsza, a jej sierść nie była wyczesana, czysta i lśniąca, jak sierść psa. W dodatku wyglądała na wystraszoną i wyraźnie brakowało jej pewności siebie. Pies zwolnił nieco kroku, zatrzymując się nieopodal niej. Wyciągnął szyję, aby zawrzeć z nią znajomość poprzez wzajemne obwąchanie i zaszczekał przyjaźnie zachęcając ją do zabawy.
Joy - 2019-12-04, 00:23

Jej niepewność względem obcych nie była podszyta lękiem. Życie po prostu nauczyło ją, że nie wszyscy ludzie i nie wszystkie psy są przyjazne. I o ile na początku swojej drogi reagowała na to lękliwie, to w miarę osiągnięcia dojrzałości, uległo to zmianie. Teraz bardziej była skłonna pokazać nachalnemu psu, gdzie jego miejsce, niż uciec z podkulonym ogonem, co jednak nie czyniło z niej niestabilnego osobnika, bo mimo wszystko nie nadużywała kłów.
Zapoznawszy się z zapachem psa, spojrzała na niego nieco bardziej przychylnym okiem, ale gdy szczeknął jej w pysk, znowu cofnęła na sekundę uszy, by następnie ugiąć lekko przednie łapy i otworzyć pysk, z którego swobodnie wypadł na bok długi język. Przez chwilę czekała na ruch psa, ale jeśli żadnego nie wykonał, to sama go zaczepiła, doskakując do niego i "szczypiąc", czy może bardziej trącając nosem, w szyję.

Rex - 2019-12-04, 17:23

Rex już dawno nie miał okazji na zabawę z innym psem, więc tym chętniej przypadł do ziemi, kiedy nowo poznana suczka wyraziła chęć do zabawy. Już po chwili oba psy brykały wesoło po parku, ganiając się między drzewami i wesoło przy tym poszczekując, kiedy nagle jego uwagę przykuła interesująca woń. Zatrzymał się raptownie i zaintrygowany zaczął węszyć, nastawiając czujnie uszu.
Elizabeth - 2019-12-27, 22:02

Niedawno co się wprowadziła, nawet nie zdążyła rozpakować swoich rzeczy, a już udało jej się znaleźć klientkę. Ogłoszenia, które porozwieszała i zamieściła w sieci naprawdę pomogły. Zadowolona jak nigdy ubrała się w swój szkoleniowy dres, z bardzo wygodnymi adidasami oraz ciepłą kurtką, bo dni ostatnio są dość chłodne. Włosy jak zwykle upięła w wysoki kucyk, nałożyła lekki makijaż, szła by komuś pomóc z psem, a nie na pokaz mody. Z domu do omówionego miejsca miała kawałek, cóż spacer jej nie zaszkodzi, przynajmniej pozna okolice. By dojść do celu załączyła GPS w telefonie.
Spacerek był dość przyjemny, rozglądała się zaciekawiona po nowych terenach, starając się zapamiętać jak najwięcej. Do uszu miała wsadzone słuchawki, więc drogę urozmaicały jej nuty z nowej płyty Twenty one Pilots. Uwielbiała ten zespół, a plakaty z wokalistą ma gdzieś upchane w jednym z kartonów, które leżą w nowym mieszkaniu i czekają aż znajdzie na to czas. Po drodze rozmyślała jakie problemy mogą mieć klienci do których zmierza, zaczęła przypominać sobie sytuację z rodzinnego miasteczka. Prawie każdy miał tam swojego czworonoga i prawie każdy nie wiedział jak się nim poprawnie zajmować. Na zwykłym spacerze z psem Ojca (kochany Reksio, strasznie za nim tęskni), widziała wiele błędów, które popełniali inni właściciele psinek. Cóż starszym osobom nawet nic nie mogła doradzić, ponieważ oni wiedzą lepiej.
Naglę usłyszała ze swojego telefonu głos "Dotarłaś do celu". Zatrzymała się gwałtownie, spoglądając przed siebie. A więc tak wyglądał tutejszy psi park. Całkiem ładny i duży, jednak będzie trzeba znaleźć miejsce w którym nikt nie będzie im przeszkadzać. Stanęła przy pobliskim drzewie, czekając na klientkę. Powinna rozpoznać Eli, ponieważ dziewczyna w ogłoszeniach umieściła swoje zdjęcie.

Amelie - 2019-12-28, 14:04

No gratulacje Amelie, w końcu zabrałaś się za coś na poważnie, pomimo twojego podejścia do ludzi. A dziękuję, dziękuję. A o co chodziło?
Odkąd Xavior pojawił się w życiu Amelki wiele się zmieniło, zmienił się Xavior, zmieniła się sama Amelie. O stanie w jakim wtedy znajdował się wyżeł szkoda było nawet mówić, ale dziewczynie udało się dokonać w nim niebagatelnej przecież zmiany. Starała się pokazywać mu na każdym kroku, że jest bezpieczny, może jej zaufać i że Amelie go nigdy nie skrzywdzi, ale łatwo jest powiedzieć, a trudniej jest faktycznie przekonać do tego psa. Białowłosa doskonale o tym wiedziała z autopsji, i ze stajni. Tak więc chociaż w obecnym Xaviorze było już niewiele z dawnego siebie i była to zmiana na plus, zdawała sobie sprawę, że praca wciąż jest nie skończona, bo chociaż wobec niej w znacznej większości przypadków Xavior był psem do rany przyłóż, to jeszcze pozostawała cała reszta świata.
Dlatego nieoczekiwanie, po natknięciu się w Internecie na ogłoszenie, postanowiła z tego korzystać i skontaktować się z behawiorystką. Pytanie, czemu nie zrobiła tego wcześniej? Po pierwsze na przeszkodzie stało jej podejście do ludzi, a po drugie musiałaby się mocno najeździć do najbliższego behawiorysty. Charakter i zachowanie Amelie wciąż stały na przeszkodzie, ale tym razem była to przeszkoda do przeskoczenia, dla dobra psa. Tak więc umówiły się w psim parku. Ubrała się ciepło ze względu na pogodę, wrzuciła kilka najpotrzebniejszych rzeczy do plecaka i wyszła z domu wcześniej wraz z Xaviorem. Gdy dotarli na miejsce najpierw dała mu się trochę wyhasać, a potem pobawić i wyżeł właśnie aportował patyk, kiedy dziewczyna zauważyła nadejście Elizabeth, którą poznała z załączonego zdjęcia.
- Dobry pies. - pochwaliła i poczęstowała go psim smakołykiem, aby następnie dopiąć smycz do jego obroży i podejść do Elizabeth.
- Dzień dobry. - zagaiła nieśmiało. - Elizabeth Oxon? - zapytała równie nieśmiało, chociaż właściwie pytanie było zbędne, skoro ją rozpoznała. - Amelie Halley. - przedstawiła się, a następnie spojrzała w dół na Xaviora, niepewna jego reakcji wobec obcej osoby. - A to Xavior.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group